- Opowiadanie: Wicked G - Selectah

Selectah

Przepraszam za niedoróbki w układzie tekstu, ale szwankuje mi laptop i szorta muszę wrzucać z tableta.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Selectah

Łeb mu pękał niczym orzech włoski traktowany tłuczkiem, a w ustach miał sucho jak po dobrej porcji kawałów, z których nikt się nie śmieje. Leżał gdzieś na niesamowicie twardych i zimnych panelach, udręczony przez nadmierny poziom aldehydu octowego w organizmie.

Z trudem otworzył oczy. Tyle razy obiecywał sobie, że to już ostatni raz. Jak zwykle skończyło się na: “No dawaj, ze mną się nie napijesz?”. Znowu urwał mu się film i wylądował w dziwnym miejscu. Z pomalowanego na czarno sufitu zwisała pojedyncza lampa okryta szklanym kloszem. Dźwignął się lekko, żeby rozejrzeć się dookoła. Znalazł się w niewielkim pomieszczeniu pozbawionym okien. Ściany były wyłożone matami dźwiękochłonnymi, zaś naprzeciwko wejścia znajdowało się dosyć duże biurko, na którym stało sporo sprzętu elektronicznego. Głośniki, laptop, mikrofon i kilka trudnych do zidentyfikowania pudełek podpiętych do mnóstwa kabli. Obok miejsca pracy stał niewysoki regał z półkami zapchanymi płytami CD oraz winylami.

To chyba jakieś studio nagraniowe - pomyślał Demetriusz, wstając z podłogi. - Lepiej się stąd zwinę, zanim ktoś mnie tu znajdzie. Tym razem naprawdę pojechałem po bandzie z melanżem…

Podszedł do drzwi i delikatnie nacisnął klamkę.

Kuźwa, zamknięte. Mógłbym spróbować je wyważyć, ale narobiłbym za dużo hałasu, i pewnie musiałbym zapłacić za naprawę. Poczekam tu trochę, może ktoś tu przyjdzie i mnie wypuści. Tylko jak ja mu to wszystko wytłumaczę?

Chłopak zbliżył się do biurka i zaczął się przyglądać przedmiotom zgromadzonym w pomieszczeniu. Przecież nikt nie obrazi się, jeśli posłucha sobie trochę muzyki dla zabicia czasu. Przejechał palcem po touchpadzie notebooka i otworzył folder o nazwie “Nowe utwory”.

Jego wzrok wciąż musiał nieco szwankować. Eksplorator plików twierdził, że w zbiorze znajduje się grubo ponad dwieście bilionów wave’ów. Zmrużył oczy i starał się jeszcze raz odczytać kilkunastocyfrową liczbę w prawym dolnym rogu okienka.

Przecież tam jak byk jest napisane: dwa trzy dwa siedem cztery dwa pięć dwa osiem cztery dwa jeden dziewięć zero trzy. Coś musi być nie tak z komputerem.

Wzruszył ramionami, po czym założył brązowe sennheisery i odtworzył pierwszą ścieżkę z listy. Jego bębenki zostały wprawione w drgania amen breakiem w tempie stu siedemdziesięciu czterech uderzeń na minutę uzupełnionym zsamplowanymi dźwiękami pianina. Zamknął oczy i odprężył się, wsłuchując się w rytm piosenki.

 

***

Gdy rozkoszował się linią basową jednego z jump-upowych kawałków, ktoś ściągnął mu słuchawki z głowy. Ze strachu o mało co nie spadł z obrotowego fotela.

– Jak się tutaj znalazłeś? – zapytał siwowłosy, brodaty mężczyzna ubrany w śmieszną różowawą sukienkę.

– Ten, tego, no… – wydukał mocno zmieszany młodzik. – Trochę popiliśmy i obudziłem się tutaj. Przysięgam, nie chciałem nic ukraść!

– To znowu te cholerne dubplate’y. – powiedział do siebie starszy pan, nie zważając na tłumaczenia intruza. – Chyba muszę w końcu dać sobie z nimi spokój.

– Jest pan szefem tego, yyy, studia? – ośmielił odezwać się Demetriusz. – Te nagrania są naprawdę świetne.

– Powiedzmy. To nic nadzwyczajnego. Nie mam co zrobić z wolnym czasem, więc bawię się w tworzenie muzyki.

– Czy pan sam skomponował to wszystko?

– Ta.

– Niesamowite! Występuje pan pod jakimś pseudonimem? Na komputerze widziałem tylko tytuły utworów. Koniecznie muszę kupić jeden z pana albumów.

– Mam różne ksywy. Jedni mówią na mnie Jahwe, drudzy Allah, inni Ahura Mazda, jeszcze inni Izanagi…

– Pan jest… Bogiem?

– Ech, nie lubię tego określenia. Wolę nazywać siebie Pierwszym Didżejem.

– Czy ja umarłem? Pójdę do piekła? – Wystraszył się chłopak. – Proszę, tylko nie to! Przyznaję, trochę naskrobałem w życiu, ale…

– Piekło? Jakie znowu piekło? Czego ci hejterzy o mnie nie wymyślą! Prawdziwy twórca nigdy nie porzuca swoich dzieł. Niestety, na raj musisz sobie jeszcze trochę poczekać. Nie zdążyłem jeszcze zmasterować piosenki, w której jesteś tylko składową harmoniczną werbla. No, miło się gawędziło, ale musisz wracać do swojego wszechświata. Bez ciebie nie ma tego doskonałego brzmienia…

Przedwieczny Selectah z głowy wziął do ręki dziesięciocalowy krążek pokryty lakierem nitrocelulozowym, upchnął do niego nieszczęsnego człowieka i następnie odłożył płytę na półkę.

– Co ja to miałem zrobić… – mruknął pod nosem siadając przy biurku. – A, zamówić nowy mikser!

 

***

 

– Demek, obudź się! Za chwilę starsi wracają z nocki.

Nastolatek, słysząc głos swojej siostry, rozwarł powieki i podniósł się z podłogi.

– Co się stało? – spytał. –  Nic nie pamiętam.

– Wróciłeś pijany z baletów, zacząłeś słuchać muzyki na bombie i zasnąłeś – wyjaśniła mu. - Ogarnij się szybko i sprzątnij ten burdel. Chyba nie chcesz zaliczyć przypału?

Demetriusz omiótł wzrokiem mieszkanie. Rzeczywiście, narobił niezłego bałaganu. Wszędzie walały się kompakty z muzyką, szklany stolik do kawy był cały umazany sosem salsa, zaś na dywanie leżało mnóstwo pokruszonych nachosów. Trzeba to doprowadzić do porządku. Ale najpierw musi się czegoś napić. Poszedł do kuchni i opróżnił litrową butelkę mineralnej.

– Śniło mi się coś głupiego. Tylko nie mogę sobie przypomnieć, co…

– Sen mara, Bóg wiara, jakby to powiedziała nasza babcia – odrzekła mu beznamiętnie Eulalia.

– Fajna nuta – wyraził swoją opinię o utworze sączącym się z głośników podłączonych do leżącego ekranem do dołu smartfona jego bliźniaczki. – Chyba gdzieś już ją słyszałem. Jaki to był tytuł? A, już wiem: “Shifting of the Universe”, czy jakoś tak.

– Skąd to wiesz?! – zdziwiła się dziewczyna. – Przecież dopiero co puściłam swój stream na Soundcloudzie. Ten kawałek został wrzucony pięć minut temu, a artysta napisał, że nigdy wcześniej go nie publikował…

Koniec

Komentarze

Sympatyczny tekścik. Różne są substancje rozszerzające świadomość…

Jego ściany były wyłożone matami dźwiękochłonnymi, zaś naprzeciwko wejścia znajdowało dosyć duże biurko

Jakby mi tu czegoś brakowało.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo! :) Zjadłem "się", już poprawiam.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No, no, z takim przedstawieniem Boga jeszcze się nie spotkałem. Nawet o zaskakujące, a poza tym lekkie, zabawne i z nutą refleksji. Miło.

Znakomity szorcik, brawo! No i – otóż to! Skoro Wszechświat jest konstrukcją matematyczno – muzyczną, której kompozytorem jest Bóg, dlaczego nie miałby ów wielki kompozytor, tudzież didżej, tworzyć pieśni/utwory/songi/piosenki/suity/kawałki/arie/czy co tam jeszcze każdego ludzkiego życia? Dobre, bardzo dobre. Tylko co wtedy z wolną wolą, hę? Swobodą pisania swojej własnej pieśni życia? Wszak, jak wiadomo, śpiewać każdy może.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Raczej Demetriusz niż Demeteriusz, nie…?

 

I ja uważam, że szort jest sympatyczny i całkiem świeży. Lubię wariacje Boga ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję Wam wszystkim za przeczytanie i podzielenie się opinią :) Cieszę się, że się spodobało.

 

Thargone – ciekawe refleksje. Możemy uwzględnić również wariatny twardo deterministyczny, w którym piosenka jest od A do Z skopmonowana przez producenta, a wolna wola jest jedynie iluzją dodaną w celu lepszego "brzmienia" utworu – tak samo jak np, w książce bohater rozważa różne decyzje, ale na końcu i tak podejmuje tą jedną jedyną. Osobiście wolę uważać, że wszystkie te stopy, werble, hi-haty, akordy gitarowe, wokale mają świadomy wpływ na pionekę, którą tworzą :)

 

Joseheim – Ale przekręciłem XD Już poprawiam.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ja mam lekką awersję do – jak to ujęła Jose – wariacji Boga, bo nawet jeżeli jakaś będzie oryginalna, to sam fakt wariacji wydaje mi się trochę za bardzo wyeksploatowany. I o ile nie lubię poszukiwania oryginalności, o tyle trochę nudzi mnie co i rusz nowe – zazwyczaj z zamysłu śmieszne – przedstawienie Boga. A w tym tekście było chyba trochę za dużo nieznanego mi słownictwa :) Chociaż przyznam, że ten szort wydaje się sensowny.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Berylu :) Natłok żargonu wynika zapewne z moich niespełnionych marzeń o zostaniu DJem ;) U mnie wariacje Boga pojawią się jeszcze nie raz nie dwa, a nie bójcie się – będę pisał też na inne tematy :D

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wariacja na temat “God is a DJ” broni się tylko jako etiuda. Mimo kilku drobnych potknięć, zgrabnie napisane.

Tekst OK, ale bardzo nie lubię, kiedy nie mogę spokojnie czytać, bo muszę wciąż sprawdzać znaczenie niektórych słów, a tu, musiałam, bo wielu nie rozumiałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka