- Opowiadanie: Wicked G - Selectah: Skrecze i Krosfejdy

Selectah: Skrecze i Krosfejdy

Opowiadanie jest rozwinięciem szorta “Selectah”, opublikowanego tu w zeszłym roku. Jego lektura nie jest konieczna do zrozumienia tekstu, ale pomaga zapoznać się z postaciami i podchwycić pewne motywy :)

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/12144

 

Ogromne podziękowania dla betujących, bez nich wyszłoby znacznie gorzej :)

 

Piosenki wymienione w tekście to prawdziwe utwory, kto chce może poszukać i posłuchać.

 

Słowniczek:

CDJ – coś jak gramofon na płyty CD – wygląda to tak: http://img.djpro.pl/cdj-900nexus_cata_top_low.jpg

Selector/Selectah – inaczej DJ

Sampel – fragment wycięty z innej piosenki

Dubplate – winyl używany do zapisywania niezmasterowanej (niewykończonej) piosenki w celu wstępnego odsłuchiwania lub specjalna, unikatowa wersja utworu używana przez DJi

DAW (Digital Audio Workspace) – program do tworzenia muzyki

Krosfejder – suwak do płynnego przechodzenia między piosenkami odtwarzanymi z dwóch źródeł.

Skrecz – szybkie ruszanie płytą winylową robiące charakterystyczny dźwięk, często spotykany w utworach hip-hipowych.

MC (Master of Ceremony) - inaczej raper.

a.k.a (also known as) – “znany też jako”

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Selectah: Skrecze i Krosfejdy

 De­me­triusz wy­ba­łu­szył oczy, sły­sząc od­po­wiedź Eu­la­lii.

– Serio? Na pewno już gdzieś to sły­sza­łem, tylko za chuja nie mogę sobie przy­po­mnieć oko­licz­no­ści. Kto to na­grał?

– Bre­ak­cen­den­ce Squad. Wczo­raj grali w „Neu­ro­man­ce­rze”, wy­bie­ra­li­ście się tam z zio­mecz­ka­mi. Może ten ka­wa­łek le­ciał w ich secie?

– Kurwa, nie wiem… Cho­ciaż nie, zdaje mi się, że sły­sza­łem go we śnie. Byłem w stu­diu na­gra­nio­wym i od­twa­rza­łem tę pio­sen­kę z lap­to­pa, a potem przy­szedł wła­ści­ciel tego stu­dia, który wy­glą­dał jak Bóg, no i niby był Bo­giem…

– Co ty bre­dzisz? Przy­dał­by ci się de­toks, bo za­czy­nasz mieć pro­ble­my z głową. I ogar­nij w końcu ten baj­zel.

Eu­la­lia od­wró­ci­ła się na krze­śle ob­ro­to­wym i wró­ci­ła do prze­glą­da­nia In­sta­gra­ma. De­me­triusz po­zbie­rał płyty z mu­zy­ką, prze­tarł sto­lik morką ście­recz­ką i od­ku­rzył dywan, po czym po­szedł do kuch­ni zro­bić sobie śnia­da­nie. Nie zbie­ra­ło mu się na wy­mio­ty, więc pew­nie wy­rzy­gał się zaraz po im­pre­zie. Jego pa­mięć przy­po­mi­na­ła pokaz slaj­dów. Bę­dzie mu­siał dry­gnąć do Cy­ry­la albo Ły­se­go, żeby do­wie­dzieć się, co się dzia­ło.

Po chwi­li wró­ci­li ro­dzi­ce. Po­mi­mo zmę­cze­nia, przed pój­ściem spać zdą­ży­li wy­gło­sić De­me­triu­szo­wi ka­za­nie o tym, jak bar­dzo się sto­czył, odkąd po­szedł do tech­ni­kum, oraz o tym, że nie zdo­bę­dzie wy­kształ­ce­nia i bę­dzie mu­siał zbie­rać ogór­ki w Niem­czech, o ile wcze­śniej nie trafi do kry­mi­na­łu. Na­sto­la­tek pusz­czał wszyst­ko mimo uszu, ga­piąc się w ta­lerz i po­wo­li je­dząc ja­jecz­ni­cę. Gdy star­si skoń­czy­li już glę­dzić i po­szli do sy­pial­ni, od­cze­kał kil­ka­na­ście minut, aby upew­nić się, że wpa­dli w ob­ję­cia Mor­fe­usza, a na­stęp­nie wy­śli­zgnął się z miesz­ka­nia.

Na klat­ce scho­do­wej wy­brał numer do Cy­ry­la, wcisnął zieloną słuchawkę i przy­sta­wił te­le­fon do ucha.

– Siema stary, pa­mię­tasz może co­kol­wiek z piąt­ko­we­go wyj­ścia?

He­he­he­he. Wie­dzia­łem że o to za­py­tasz, królu par­kie­tu. W koń­ców­ce po­pi­ja­łeś Jim Beama cy­drem, a potem po­dob­no wbi­łeś na back­sta­ge i sie­dzia­łeś tam chyba z pół­to­rej go­dzi­ny!

Ta, no co ty ga­dasz?!

Se­ryj­nie, ziomek. Słu­chaj, gram multi i teraz nie mam czasu

– Za­sra­ny no-lajf.

Ty, żebym ci zaraz nie wrzu­cił faj­ne­go zdję­cia na ta­bli­cę…

– Dobra dobra. Pogadamy później. Na razie.

– Nom, spoko. Narka.

Ta­bli­ca. No wła­śnie, jesz­cze nie spraw­dził Fa­ce­bo­oka. Pew­nie ma z dwa­dzie­ścia za­pro­szeń do zna­jo­mych od ludzi z im­pre­zy. Szarp­nął za klam­kę i roz­bu­jał drzwi aż do końca ogra­nicz­ni­ka, jed­no­cze­śnie włą­cza­jąc transfer da­nych w te­le­fo­nie. Dżin­giel od po­wia­do­mień wy­brzę­czał kil­ku­krot­nie. Rze­czy­wi­ście, tro­chę się tego na­zbie­ra­ło. Naj­pierw wia­do­mo­ści. Ruda za­pra­sza­ła go na do­mów­kę w na­stęp­ny pią­tek. Zna­jąc życie ro­dzi­ce go nie pusz­czą… O, jest coś w za­kład­ce “In­ne”. Jakiś Mi­chał Pa­ta­row­ski.

„Siema, tu Pako z Bre­ak­cen­den­ce Squ­adu. Chce­my po­ga­dac o ostat­niej im­pre­zie, nie wiem czy co­kol­wiek pa­mie­tasz, a wiele sie dzia­lo :-) Jak mo­zesz to przyjdz dzi­siaj o dwu­na­stej na par­ko­wą 20/11. Daj znac czy pa­su­je ci ter­min. Tu masz moj nr 659823901.”

De­me­triusz spraw­dził jego pro­fil. Nie wy­glą­dał na fał­szyw­kę, dużo fotek z im­prez i ob­ser­wu­ją­cych. Chło­pak po­sta­no­wił wy­słać SMSa potwierdzającego przybycie. Chwi­lę póź­niej do­stał od­po­wiedź: „ok bedziemy cze­ka­li”.

Nie­sa­mo­wi­te. Jeden z człon­ków naj­lep­sze­go ko­lek­ty­wu di­dże­jów w mie­ście za­pro­sił go na spo­tka­nie. To zbyt pięk­ne, żeby było praw­dzi­we. Cho­ciaż, jak po­wia­da­ją, al­ko­hol łączy ludzi. Może rze­czy­wi­ście do­brze się po­zna­li?

Do dwu­na­stej zo­sta­ło jesz­cze sporo czasu. Demek był strasz­nie zmę­czo­ny, ale nie za­mie­rzał wra­cać do domu. Oj­ciec nigdy nie spał długo i pew­nie zaraz wy­zna­czył­by mu sto róż­nych pier­dół do zro­bie­nia, wcze­śniej zry­wa­jąc go z łóżka. Po­szedł do osie­dlo­we­go i kupił ener­ge­ty­ka w dużej bu­tel­ce. Wydał na niego ostat­nie pie­nią­dze, zatem był zmu­szo­ny iść pie­cho­tą. Po dro­dze wstą­pił do ga­le­rii han­dlo­wej, gdzie grał na wy­sta­wo­wym pleju czwór­ce, do­pó­ki nie prze­go­nił go ktoś z ob­słu­gi. Potem kon­ty­nu­ował nie­spiesz­ny spa­cer w kie­run­ku Par­ko­wej, aż po dwóch go­dzi­nach do­tarł na miej­sce.  Na­ci­snął dwa razy guzik przy nu­me­rze 11. Nikt się nie ode­zwał, drzwi za­czę­ły brzę­czeć. Chło­pak po­cią­gnął za klam­kę i wszedł do środ­ka ka­mie­ni­cy.  Wspiął się na czwar­te pię­tro i za­pu­kał do drzwi. Otwo­rzył mu wy­so­ki koleś z cien­kimi, brą­zo­wymi dre­dami.

– Siema! – przy­wi­tał przy­by­sza. – Ty to Demek, tak? – Na­sto­la­tek kiw­nął głową. – Na mnie mówią Pako. Wejdź do środ­ka. 

Za­pach gan­dzi uno­sił się w całym miesz­ka­niu. Było ład­nie urzą­dzo­ne, lecz nie­sa­mo­wi­cie za­ba­ga­ła­nio­ne. Wszę­dzie wa­la­ły się ubra­nia, ta­le­rze, wi­ny­le, kable, słu­chaw­ki. Pako za­pro­wa­dził go do sa­lo­nu, gdzie resz­ta Bre­ak­cen­den­ce Squ­adu vel Maryn i T-Jay sie­dzia­ła na ka­na­pie i oglą­da­ła te­le­wi­zję, ra­cząc się blan­tem.

– Chcesz? – spy­ta­ła T-Jay, pod­su­wa­jąc mu bata.

– Mogę ścią­gnąć tróję – od­po­wie­dział odro­bi­nę nie­śmia­ło De­me­triusz.

Chło­pak wziął trzy buchy i podał dalej. Jazz był dobry, miał de­li­kat­nie cy­tru­so­wy po­smak.

– Czę­stuj się, czym chcesz. – Mi­chał wska­zał prze­ką­ski le­żą­ce na sto­li­ku do kawy. – Zro­bić ci her­ba­ty?

– Nie, dzię­ki – od­parł Demek. – To o czym chcie­li­ście po­ga­dać?

– Co pa­mię­tasz z na­sze­go spo­tka­nia ostat­niej nocy? – za­py­tał Maryn.

– Szcze­rze mó­wiąc, nic. Film urwał mi się chwi­lę po tym jak skoń­czy­li­ście grać i wszedł Sub­ten­sion. Dla­cze­go py­ta­cie?

– Zda­rzy­ło się wtedy coś bar­dzo waż­ne­go – wy­znał Pako. - Coś, co może zmie­nić cały świat.

Demek zdzi­wił się. Jego roz­mów­ca nie wy­glą­dał na aż tak zba­ka­ne­go.

– Udało ci się prze­nieść do Bo­skie­go Wy­mia­ru – kon­ty­nu­ował di­dżej.

– Bo­skie­go Wy­mia­ru? Zaraz…

– Mi­chał, on nie skle­ja nic z tego, co mó­wisz – wtrą­cił się Maryn. – Trze­ba mu wy­tłu­ma­czyć po kolei i ło­pa­to­lo­gicz­nie. Na ostat­nich ba­le­tach ostro się na­pru­łeś. Ja­kimś cudem udało ci się zba­je­ro­wać ochro­nia­rzy i wsze­dłeś do stre­fy VIP, gdzie od­po­czy­wa­li­śmy po wy­stę­pie. Po­ga­da­li­śmy chwi­lę z tobą i po­sta­no­wi­li­śmy spraw­dzić, czy je­steś Wy­brań­cem. Wiem, to brzmi cho­ler­nie głu­pio, ale mówię serio. Nasz świat w rze­czy­wi­sto­ści jest tylko utwo­rem mu­zycz­nym two­rzo­nym przez nad­ludz­ką isto­tę. Znasz takie po­wie­dzon­ko, że Bóg jest di­dże­jem? Ono mniej wię­cej od­da­je całą sy­tu­ację. Osoby takie jak ty, mistyczni Wybrańcy, są w sta­nie prze­nieść się do in­ne­go wy­mia­ru i spo­tkać Stwór­cę oso­bi­ście. Udało ci się tego do­ko­nać ostat­niej nocy, ale po­peł­ni­li­śmy błąd. Byłeś zbyt na­pier­do­lo­ny, żeby za­pa­mię­tać co­kol­wiek, o czym ci mó­wi­li­śmy. Na do­da­tek na chwi­lę przed trans­fe­rem za­li­czy­łeś zgona. Nie udało ci się zgar­nąć sprzę­tu, któ­re­go Bóg używa do two­rze­nia pio­se­nek-wszech­świa­tów. Dzię­ki niemu można kon­tro­lo­wać rze­czy­wi­stość. Chce­my go wy­ko­rzy­stać, oczy­wi­ście w do­brym celu. Dla­te­go ścią­gnę­li­śmy cię tu, abyś do­koń­czył swoją misję.

De­me­triusz nie wie­dział, czy śni, czy szit tak mocno go kopnął. Podobna hi­sto­ria mogła by mieć wzię­cie w epoce ka­mie­nia łu­pa­ne­go, z za­strze­że­niem, że Bóg grał­by na ja­kimś pry­mi­tyw­nym in­stru­men­cie za­miast skle­jać sam­ple w FL Stu­dio, ale nie w dwu­dzie­stym pierw­szym wieku. Tak czy ina­czej, o ile Bre­ak­cen­den­ce Squad nie robi sobie z niego jaj, le­piej jest bu­szo­wać po Bo­skim Wy­mia­rze niż za­mu­lać przed kom­pem słu­cha­jąc wątów star­szej. Nawet jeśli potem miał­by się obu­dzić.

– Rze­czy­wi­ście, przy­po­mi­na mi się coś ta­kie­go. Byłem w ja­kimś stu­diu na­gra­nio­wym i spo­tka­łem ko­le­sia, który przed­sta­wił mi się jako Bóg. Na­wi­ja­łem z nim o czymś, nie pa­mię­tam już do­kład­nie o czym, a potem przy­wa­lił mi dub­pla­tem i od­zy­ska­łem świa­do­mość na Ziemi.

– Praw­do­po­dob­nie w ten spo­sób we­pchnął cię z po­wro­tem do na­szej rze­czy­wi­sto­ści – wy­ja­śni­ła T-Jay. – Po­przed­nim Wy­brań­com udało się zdo­być ten utwór, jed­nak jeśli nie od­twa­rza się go na bo­skim sprzę­cie jest nie­odróż­nial­ny od zwy­kłej pio­sen­ki – “Uni­ver­se” Mar­cu­sa In­ta­le­xa i S.T. Files. Po­trzeb­ny nam bę­dzie gra­mo­fon, CDJ, lap­top, co­kol­wiek. 

– Okej – po­wie­dział De­me­triusz. – To co mam zro­bić, żeby prze­nieść się do świa­ta bogów?

– Ist­nie­je pe­wien ka­wa­łek, który na to po­zwa­la, i to bez uży­cia ar­te­fak­tów, ale tylko jeśli jesteś Wybrańcem. – wy­ja­śnił Pako, wkła­da­jąc kom­pakt do wieży hi-fi. – Wy­star­czy, że do­brze się w niego wsłu­chasz. 

Z gło­śni­ków za­czę­ła wy­do­by­wać się mu­zy­ka. De­li­kat­ne hi-ha­ty, głę­bo­ki bas z syn­te­za­to­ra, ko­bie­ta re­cy­tu­ją­ca pierw­sze wersy Księ­gi Ro­dza­ju. De­fi­ni­tyw­nie DJ Hype i jego “Clo­ser To God”. Na­sto­la­tek za­ci­snął po­wie­ki. Po chwi­li znik­nął za­pach ma­ri­hu­any i ulicz­ny szum do­bie­ga­ją­cy z uchy­lo­ne­go okna, a sie­dzi­sko ka­na­py stward­nia­ło. Pio­sen­ka rów­nież po­wo­li za­czę­ła cich­nąć, aż w końcu De­me­triu­sza ota­cza­ła je­dy­nie cisza i ciem­ność. Otwo­rzył oczy. Sie­dział na ławce znaj­du­ją­cej się na końcu dłu­gie­go, oświe­tlo­ne­go ja­rze­niów­ka­mi ko­ry­ta­rza. Wstał i podszedł do pierwszych drzwi. Na przykręconej do nich plakietce było napisane:

“Balihulalater a.k.a Knazjon a.k.a 09812738912 a.k.a Szemrzący Strumyk a.k.a…”

Demetriusz przestał czytać po trzeciej linijce.  Widocznie w innych światach też wyznają różne religie. Jego interesował Jahwe, czy może też Allah albo Śiwa.

Rozpoczął poszukiwania właściwego studia. Przypuszczał, że nie miałby szans w bezpośrednim starciu z którymś z bóstw, więc starał się, aby nikt nie wykrył jego obecności. Delikatnie stawiał kroki i co chwilę oglądał się za siebie. W końcu udało mu się znaleźć pracownię stworzyciela. Pociągnął delikatnie za klamkę i zajrzał do środka. Wnętrze wyglądało znajomo. Podobnie jak siedzący przy biurku starszy pan. Miał słuchawki na uszach i był wpatrzony w ekran notebooka. Demetriusz przewidywał spore szanse na pozostanie niezauważonym. Nie wyciągnie co prawda niczego spod rąk Selectora, ale może udać mu się zwinąć sprzęt leżący na szafce z płytami.  Kucnął i zaczął skradać się w jej kierunku. Oddychał najciszej jak tylko potrafił. Nigdy w życiu tak się nie bał. Ze spotkania z policją czy wkurzonymi karkami można jeszcze wyjść obronną ręką, ale stanąć oko w oko z Bogiem? Ostatnim razem poszło łagodnie, ale nawet Najwyższy nie ma nieskończonej cierpliwości do intruzów.

Dwa CDJe i mikser były w zasięgu ręki Wybrańca. Wystarczyło je odpiąć i… znaleźć winyl, który pozwoli mu wrócić na Ziemię. Z tym mogło być trochę trudniej, więc postanowił zrobić to na początku. Na półkach były ułożone dziesiątki płyt. Wyciągnął pierwszą lepszą. Pudło. Wątpił, by “Stumihamooon” stanowił jedno z określeń jego uniwersum. Demek próbował przypomnieć sobie, jak wyglądał tamten nieszczęsny krążek.  Był trochę mniejszy, chyba dziesięciocalowy, i miał zieloną nalepkę…

– Te sample są do dupy, muszę poszukać czegoś innego.

Serce Demetriusza usiłowało opuścić klatkę piersiową. Chłopak zerwał się na równe nogi, a Bóg odwrócił się w kierunku szafki.

– To znowu ty!

Mózg nastolatka pracował szybciej niż klaster komputerowy. Nie wiedział, dokąd uciekać, ani co odpowiedzieć. W akcie desperacji sprzedał Stworzycielowi kopa z partyzanta. Przedwieczny Selectah przewrócił się do tyłu razem z krzesłem, uderzając potylicą o kant biurka. Po upadku już się nie ruszał. Wystraszony Demetriusz zamknął drzwi do studia i zastawił je szafką, zastanawiając się, czy bycie Wybrańcem oznacza posiadanie super mocy.  Klęknął przy Bogu i przytknął palce do jego szyi. Tętno było nadal wyczuwalne. Czyli nie udało mu się pobić Nietzschego. Tak czy inaczej mógł teraz spokojnie splądrować studio. 

Po kilkunastu minutach stał ze stosem fantów w rękach. Tuż przed nim, na podłodze leżał portal do zwykłego świata. Jeden skok i chłopak z powrotem wylądował w mieszkaniu Breakcendence Squadu.

– I jak? – zapytał Maryn.

– Izi jak jebanie. – Demetriusz odłożył sprzęt na stolik. – Jak mu pociągnąłem z laczka, to się nie pozbierał.

– Co? – zdziwił się Pako. – Pokonałeś Boga w walce?

– Nie był aż taki mocny jak przypuszczałem. Może to tylko zwykły człowiek z magicznym talentem? A my też kreujemy nowe wszechświaty, tworząc piosenki? Bogowie wtedy byliby po prostu “poziom wyżej” od nas…

– Szkoda czasu na rozkminy. – T-Jay przerwała Demkowi wywód. – Podłączajcie zabawki.

– Od czego zaczynamy? – Pako zaczął rozkładać stos elektroniki.

– Niech będą CDJe. Korzystając z DAWów  na laptopie możemy zbyt dużo namieszać.

– Co zamierzacie zrobić? – chciał się dowiedzieć Demetriusz.

– Według poprzednich Wybrańców każdy utwór można porównać do osi czasu. Przewijanie do przodu i do tyłu oznaczałoby podróżowanie w czasie.

Gdy odtwarzacz był już gotowy do grania, T-Jay puściła płytę z “Universe”. Nagle jedynymi istniejącymi rzeczami pozostał Breakcendence Squad, Demetriusz, dwa CDJe podpięte do lewitującego w nicości gniazdka, głośniki i podtrzymujący je stolik do kawy oraz osobliwość. Ten stan nie trwał zbyt długo, bowiem wszechświat zaczął się rozszerzać. Powstawała materia, z materii tworzyły się gwiazdy, z gwiazd galaktyki, a wszystko to zachodziło w przeciągu kilkudziesięciu sekund.

– Łał… – rozmarzył się Michał.

– Dobra, przewiń to, przecież każdy wie, jak wyglądały początki – nalegał Maryn. - No, może poza moherami.

T-Jay zakręciła talerzem, a czas popłynął z jeszcze bardziej zawrotnym tempem.  Przed oczami muzyków i wybrańca migały pierwsze organizmy żywe. 

– Muszę zmniejszyć prędkość odtwarzania, bo gówno widzę – powiedziała T-Jay.

Artystka przesunęła pitch slider mocno w górę. Muzyka ucichła – częstotliwość spadła do rzędu infradźwięków. Wszechświat nadal przypominał odrobinę przyspieszony film, ale można było zauważyć więcej szczegółów.

– O, coś ciekawego.

T-Jay zrobiła bejbi skrecza i zatrzymała utwór. Znajdowali się w tej samej kamienicy co wcześniej, ale na oko pod koniec dziewiętnastego wieku. Ówcześni mieszkańcy zastygli w bezruchu. Maryn podszedł do młodej kobiety z filiżanką herbaty przy ustach i chciał ją lekko szturchnąć, lecz jego ręka przeniknęła przez ciało.

– Chujnia z grzybnią – skwitował. – Myślałem, że będziemy mogli zmienić historię. Na przykład zabić Hitlera.

–  To mogłoby przynieść nieprzewidziane konsekwencje. – zauważył Pako. – Poza tym, wystarczy, że rozwiążemy zagadki z przeszłości. 

– Albo poznamy przyszłość – dodała T-Jay. – Nie gra mi tylko jedna rzecz. Jesteśmy prawie we współczesności, a piosenka już się kończy.

Kiedy utwór się zatrzymał, kalendarz na ścianie pokazywał dwa tysiące pierwszy.

– W tym roku Marcus Intalex i S.T. Files wydali “Universe” – poinformował Pako. – Co to może oznaczać?

– Może piosenka nie jest kompletna, tylko dopisywana na bieżąco? – Demetriusz podrapał się po głowie. – To oznaczałoby, że mamy starą wersję.

– Ale lipa. – Maryn wyglądał na wyraźnie zwiedzionego. – Myślałem, że będziemy w stanie zrobić coś więcej niż tylko zobaczyć przeszłość.

– To jeszcze nie wszystko – przypomniała T-Jay. – Na dobrą sprawę wykorzystaliśmy dopiero dwie funkcje CDJi. Pako, chcesz spróbować?

– Pewnie.

Michał podszedł do konsoli i poprosił Demka, żeby dał mu jakąś płytę od Boga. Chłopak wręczył didżejowi srebrny krążek, a ten załadował go na prawy deck. Puścił “Universe” jeszcze raz, odpalił też nową piosenkę i zaczął powoli przesuwać krosfejder. Zarówno utwory, jak i wszechświaty zaczynały płynnie przechodzić jeden w drugi. Równoległe uniwersum zdawało się być znacznie młodsze, czas nie płynął bowiem tak szybko.

– Co z tego, że zobaczymy inną rzeczywistość, skoro nie możemy wejść w interakcję z nią? – Maryn kontynuował narzekanie. – To tak, jakbyśmy oglądali film.

Odtwarzanie nagle zostało przerwane. Grupka młodych ludzi znajdowała się teraz w jakiejś ogromnej, zatłoczonej sali. Na końcu stał tron zajęty przez tłuściocha w czerwonych szatach. Po obu jego stronach stali zakapturzeni mężczyźni dzierżący długie, drewniane laski.

– Co jest, do chuja?! – krzyknął Pako, bezskutecznie wciskając przycisk “Play”.

Z kostura gwardzisty wydobyła się kula światła i uderzyła prosto w stolik z CDJami. Eksplozja odrzuciła Demetriusza i muzyków na kilka metrów do tyłu. Wylądowali tuż pod stopami rozwścieczonych ludzi.

– Zostajecie skazani na śmierć za używanie wulgaryzmów w obliczu króla – oświadczył im przyboczny, który zaatakował ich chwilę wcześniej.

Zbrojni zaczęli zbliżać się do skonsternowanych przybyszów z innego wymiaru.

– Zaraz, żądamy osądu przez walkę! – wypalił Demek.

Członkowie Breakcendence Squadu spojrzeli na niego zdziwieni.

– No co, w “Grze o Tron” to zawsze działa. Dobra, Oberyn Martell może nie wyszedł na tym zbyt dobrze, ale przynajmniej Tyrion przeżył.

– Osąd przez walkę, powiadasz? – odezwał się król zachrypniętym głosem. – Jak sobie chcecie, i tak nie macie żadnych szans.

Demetriusz odwrócił się w stronę tłumu i zapytał:

– Czy ktoś z was jest gotowy wziąć udział w pojedynku w naszym imieniu? Oferujemy…

– Takiej opcji nie ma – przerwał mu jeden z gwardzistów. – Ktoś z was musi walczyć osobiście, skurwysyny.

–  Możemy chociaż wybrać broń? – chciał się dowiedzieć Maryn.

– Oczywiście, przysługuje wam takie prawo. Szable, szpady, kostury, halabardy, a może mikrofony?

– Mikrofony? – zdziwiła się T-Jay. – Czy to oznacza bitwę fristajlową?

– Ma się rozumieć.

– Dajcie nam chwilę, musimy się naradzić – poprosił Demetriusz.

Zbrojny skinął głową, a oskarżeni zebrali się w kółku.

– Walka na rymy zdaje się być rozsądnym wyjściem, przynajmniej mamy jakieś szanse – stwierdził nastolatek. - Ktoś z was umie nawijać?

– Nie, zawsze mieliśmy od tego MC – powiedział Pako.

– Okej, w takim razie spróbuję coś polecieć. Trzymajcie kciuki.

Demek podszedł do zakapturzonych nieco niepewnym krokiem. Trochę żałował, że zgłosił się na ochotnika.

– Postanowiliśmy zmierzyć się z wami w rapie. Który z was będzie moim przeciwnikiem?

– Ja. – Najwyższy z gwardzistów wystąpił z szeregu.

– A zatem zaczynamy – obwieścił król. – Kolejka po osiem wersów, pierwszy będzie mój reprezentant. 

Z tłumu wyłoniło się trzech grajków dzierżących bębenek, flet i lutnię. Kiedy bit rozbrzmiewał już na dobre, zbrojny zaczął rymować.

– Skądś się tu wziął warchlaku chędożony?

Jak śmiesz przy królu stać tak przystrojony?

Facjatę masz gładką niczym białogłowa,

I pewnie też w portkach ptaka nie chowasz.

Nędznyś mi parobku wrogiem,

Bowiem jam jest liryków Bogiem. 

Znikaj stąd nim władca łypnie,

Bo życie swe skończysz niechybnie!

Tłum zaczął wiwatować. Demetriusz miał mocno pod górkę. Odwrócił czapkę do tyłu i zacisnął rękę w pięść.

– Nie twój interes skąd jestem, buraku!

Wasz król jest tłusty jak żarcie w maku.

Białogłowy sam pewnie nie zaznałeś,

Za to po mydło w koszarach się schylałeś.

Jesteś liryków Bogiem?

Ja Bogiem zamiatałem podłogę.

Daj więc moim ziomkom spokój,

Albo rozwali cię prawdziwy rap z bloków!

– Łał!

– Ale pocisk!

– Rozkurwił!

Pozytywna reakcja gawiedzi dodała Demetriuszowi pewności siebie. Jego przeciwnik zaczął się lekko trząść.

– Nie nazywaj króla grubym, bo, bo…

Gwardzista zamilkł i stał przez chwilę bez ruchu, po czym uciekł ze sceny. Tłum zaczął skandować imię zwycięzcy, które wyjawił im Pako. Demetriusz zbijał piątki i odbierał gratulacje od pozostałych gwardzistów, jednak zauważył, że władca także stara się wymknąć.

– Ani kroku dalej, bo moi fani cię dojadą! – zagroził mu nastolatek. – A teraz gadaj, dlaczego chciałeś nas zabić. Nie wierzę w gadkę z wulgaryzmami, twój przydupas sam wcześniej zaklął i nawet nie zwróciłeś mu uwagi.

– To pułapka przygotowana przez Boga. Wiedział, że wrócisz, aby ukraść sprzęt. Chciał dać wam nauczkę, żeby ludzie już na dobre zaprzestali podróżowania pomiędzy wymiarami, jednocześnie nie skazując Wybrańca na unicestwienie.  Widzisz, każdego człowieka można porównać do bardzo małego fragmentu piosenki. Kiedy tak się przenoszą ze świata do świata, to tak jakby wstawić linię basową z dubstepu do  marsza pogrzebowego.

– Już nic nie rozumiem! – zezłościł się Demetriusz. – Dlaczego nie jesteśmy w stanie zmienić naszej przeszłości, a możemy ingerować w to uniwersum? I skoro Bóg tak bardzo nie lubi, jak ktoś przeskakuje między światami, to czemu nie sprawi, że nie będzie żadnych Wybrańców?

– Tu nie ma nic do rozumienia. – Nastolatek usłyszał znajomy głos za plecami. – Jest tylko moje widzimisię.  

Demek odwrócił się. Wszyscy zgromadzeni w sali mieli teraz identyczne, pomarszczone twarze i długie, siwe brody.

– Pamiętasz, jak tydzień temu na zbace z kumplami gadałeś, że chciałbyś umieć kontrolować rzeczywistość? Takiego wała! Tylko ja mogę władać światem. Ta cała historia to kara za twoją pychę. Jesteś tylko nędznym elementem deterministycznego uniwersum i zdaje ci się, że posiadasz wolną wolę… Kiedy nacieszę się już twoim rozczarowaniem, zresetuję ci pamięć i z powrotem wylądujesz we własnym, nędznym życiu.

– I tak nie będę chodził do Kościoła! – zbuntował się nastolatek.

– Będziesz robił to, co mi się żywnie podoba! – huknął Bóg. – Mwahahaha!

Demetriusz poczuł, jak nagle wszystko dookoła się rozpływa, aż w końcu stracił przytomność.

– Demek, obudź się! Za chwilę starsi wracają z nocki.

Nastolatek, słysząc głos swojej siostry, rozwarł powieki i podniósł się z podłogi.

– Co się stało? – spytał. –  Nic nie pamiętam.

– Wróciłeś pijany z baletów, zacząłeś słuchać muzyki na bombie i zasnąłeś – wyjaśniła mu. - Ogarnij się szybko i sprzątnij ten burdel. Chyba nie chcesz zaliczyć przypału?

Bóg kliknął przycisk pauzy i zdjął słuchawki.

– Ej, ale dlaczego ukarałem Demetriusza, skoro nie mógł podejmować decyzji samodzielnie i marząc o modyfikowaniu rzeczywistości robił tylko to, co mu kazałem? Nie rozkminiam fazy, chyba muszę zmienić dilera…

Koniec

Komentarze

Opowiadanie oparte na sympatycznym pomyśle, a połączone z odpowiednią muzyką całkiem nieźle się czytało, ale mimo wszystko jakoś mnie nie przekonuje. Irytowała mnie wymuszona stylizacja, slang – nie mam nic przeciwko, ale w rozsądnych ilościach, kurczę, tymczasem tutaj momentami miałam dość. 

Uśmiechnęłam się parę razy, koncepcja tworzenia światów za pomocą muzyki też jest fajna. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Ja nie jestem targetem dla tego opowiadania. Totalnie mnie znużył młodzieżowy slang, a raperskie wiersze wprawiły w zakłopotanie. 

Fabuła jest przemyślana i zazębia się, a przynajmniej ja nie spostrzegłam specjalnych luk, ale mimo wszystko nie podobał mi się ten tekst. Może za wyjątkiem samej końcóweczki, chociaż jak mówią młodzi – tutaj też poleciał suchar.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nieco zwariowana, ale i ciekawa, i zabawna koncepcja “muzycznego wieloświata”. Wydaje mi się, że nie tylko fanom może się spodobać, czego jestem dobrym przykładem.

Czeski błąd i brak kropki, plus literówka, pozwolę sobie zauważyć.

Dziękuję za przeczytanie i komentarze :)

Tekst rzeczywiście celuje w wąską grupę odbiorców, ale dobrze, że niektóre elementy się spodobały. Jeśli chodzi o mocne nasycenie stylizacją – taki plan miałem od początku, nie wszystkim to się podoba (ja na przykład nie lubię mocnej archaizacji), ale w ten sposób najlepiej “czułem” podczas pisania historię, którą chciałem przekazać.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Pomysł na świat może być, ale tematyka totalnie nie moja. Aż nie wiem, co jeszcze mogę napisać. Pojedynki fristajlowe naprawdę tak wyglądają? Hmmm. Mnie by się nie chciało czegoś takiego słuchać…

Babska logika rządzi!

Błędy poprawione.

Finklo, oglądałaś kiedyś “Ósmą milę”? Tam jest to fajnie pokazane. Nie zawsze jednak rapowanie na fristajlu opiera się na dissach (obrażaniu przeciwnika). Często freestyle o różnej tematyce stosuje się do rozgrzewania publiczności podczas imprez w klubie albo jako samodzielne widowisko muzyczne  – chociażby The Grime Show organizowany przez słynną londyńską rozgłośnię radiową Rinse FM: https://www.youtube.com/watch?v=IeQU-qx7k4I

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nie trawię rapu i pochodnych (wrzucam wszystko pod określenie rapu). Wiedziałem więc po niedługim fragmencie (nawet pomimo solidnej dawki wytłumaczeń we wprowadzeniu), że nie uda mi się przebrnąć przez to zdanie po zdaniu. Prześledziłem więc tekst, ale i tak to było zbyt ciężkie dla mnie. Zaczepiałem wzrok na tych krótkich wymianach zdań i… nie, zdecydowanie nie (młodzież, z którą mam do czynienia, nie mówi AŻ w taki sposób).

Nie jest tu problem w samym motywie użycia takiego języka, co w wykonaniu. Czemu? Żulczyk czy Masłowska stosują takie zabiegi, a ich prozę czyta się niezwykle dobrze (no dobra, Żulczyka, z Masłowskiej czyta się dobrze fragmenty). Także punkt ujemy dla Ciebie.

Nie, nie oglądałam. I nie chodzi mi o obrażanie. Raczej o rymy częstochowskie i ogólną jakość tekstu. Nawet przy mojej całej poetyckiej ignorancji.

Babska logika rządzi!

Sirin

 

(młodzież, z którą mam do czynienia, nie mówi AŻ w taki sposób)

Różnie bywa. W moich codziennych kontaktach to standardowe słownictwo.

 

Jeśli chodzi o wykonanie – celowo postawiłem na nasyconą stylizację, żeby w pełni oddać klimat. Miałem pewną świadomość tego, że nie wszystkim to się spodoba, dlatego dzięki za to że chciało ci się doczytać do końca i skomentować.

 

Finkla

 

Podczas rapowania na fristajlu nie ma zbytnio czasu na wymyślanie wyrafinowanych rymów, bardziej liczy się flow czyli płynność recytacji. Ja też z resztą nie jestem wybitnym poetą, a zwrotki bohaterów potraktowałem odrobinę parodystyczno-humorystycznie :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

WIcked G: ale nawet polskie fristajle brzmią lepiej niż to, co napisałeś. skojarzenia są czasem chybione, pomysły na diss niekoniecznie trafione, ale z rymami i rytmem jest właśnie całkiem dobrze. popracowałbym nad tym fragmentem.

Wątpię, żebym wymyślił coś lepszego, żaden ze mnie Supa Hot Fire :D

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Mimo dołączonego słowniczka, zrozumienie nie chciało się włączyć, więc przeczytałam bez zrozumienia. :-(

 

Otwo­rzył mu wy­so­ki koleś w cien­kich, brą­zo­wych dre­dach.Otwo­rzył mu wy­so­ki koleś z cienkimi, brązowymi dredami.

 

Po­dob­na hi­sto­ria mogła by mieć wzię­cie… – Po­dob­na hi­sto­ria mogłaby mieć wzię­cie

 

Na­wi­ja­łem z nim o czymś, nie pa­mię­tam już do­kład­nie czym… – A czym można nawijać? ;-)

Pewnie miało być: Na­wi­ja­łem z nim o czymś, nie pa­mię­tam już do­kład­nie o czym

 

De­me­triusz prze­stał czy­tać po po trze­ciej li­nij­ce. – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Ze spo­tka­nia z Po­li­cją czy wku­rzo­ny­mi kar­ka­mi… – Dlaczego policja jest napisana wielką literą?

 

Z tym mogło być tro­chę cię­żej, więc po­sta­no­wił zro­bić to na po­cząt­ku.Z tym mogło być tro­chę trudniej

 

ka­len­darz na ścia­nie po­ka­zy­wał dwu­ty­sięcz­ny pierw­szy. – …ka­len­darz na ścia­nie po­ka­zy­wał dwa tysiące pierw­szy

 

Grup­ka mło­dych ludzi znaj­do­wa­ła teraz w ja­kiejś ogrom­nej, za­tło­czo­nej sali. – Pewnie miało być: Grup­ka mło­dych ludzi znaj­do­wa­ła się teraz w ja­kiejś ogrom­nej, za­tło­czo­nej sali.

 

wsta­wić linię ba­so­wą z dub­ste­pu do  mar­szu po­grze­bo­we­go. – …wsta­wić linię ba­so­wą z dub­ste­pu do mar­sza po­grze­bo­we­go.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za komentarz i “wyliczankę”, Reg :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Pomysł mi się podoba, ale jako samozwańczy przedstawiciel młodzieży będę twierdził, że ludzi, którzy tak mówią jak w tym opowiadaniu uważa się za pozerów ;) 

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

Jołmen. 

Nawiązując do bety, warsztatowo jest znacznie lepiej niż na początku, choć, jak wskazują przedmówcy, nadal trochę zgrzyta. Fabularnie pomysł fajny, wykonanie prosi się o więcej pracy. Końcówka sili się na żart (czy to ostatnie zdanie było fragmentem jednego z proponowanych zakończeń?), ale nim nie jest. Takich fragmentów jest tam trochę więcej. Ostatecznie nie czepiam się fristajlu, brzmi wiarygodnie. Ale sama fristajlowa bitwa wrzucona kompletnie od czapy. Choć całe opowiadanie jest “od czapy”, co nie jest oceną jednoznacznie negatywną.

Problem z tym tekstem jest chyba przede wszystkim taki, że żart nie jest do końca śmieszny, a jeszcze w ten żart wkradają się takie nitki powagi, czy jakiegoś lekkiego patosu, które nie są śmieszne, albo których potencjał komiczny nie jest w pełni wykorzystany. 

Jeszcze może posłużę się porównaniem – to opowiadanie jest jak taki rozbujany, upalony ziom, który “ma heheszki” ze wszystkiego i upaja się swoim żartem, ale trochę go nie obchodzi, czy ten żart jest śmieszny dla osób nie będących pod wpływem. 

Niemniej jednak widzę wyobraźnię i chęci. Widzę chęć poddawania się krytyce. Klasycznie: czytaj dużo, pisz dużo, przeglądaj dyskusje pod tekstami na portalu, to szybko zaczniesz tworzyć naprawdę dobre rzeczy. A, i wychodź ze strefy komfortu.

Dzięki za przeczytanie!

jako samozwańczy przedstawiciel młodzieży będę twierdził, że ludzi, którzy tak mówią jak w tym opowiadaniu uważa się za pozerów ;) 

Jest młodzież i młodzież, przypuszczam że wiele zależy od środowiska i regionu. Słownictwo, którego użyłem w opowiadaniu, słyszę dosyć często i sam z niego korzystam i jeszcze nie dostałem łatki pozera. Możecie mi wierzyć lub nie, w końcu chyba nikt nie przyjedzie specjalnie do mnie na rejon, żeby posłuchać jak rozmawiam ze znajomymi.  

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

TJNW jeszcze raz dzięki za betę i miłe słowa

Końcówkę dopisałem, żeby wytłumaczyć nielogiczne zachowanie Boga. Wyszło trochę sztampowo, mogłem jeszcze poczekać z publikacją. Mogłem wrzucić wersję C żeby wyszło całkiem groteskowo :D

Problem z tym tekstem jest chyba przede wszystkim taki, że żart nie jest do końca śmieszny, a jeszcze w ten żart wkradają się takie nitki powagi, czy jakiegoś lekkiego patosu, które nie są śmieszne, albo których potencjał komiczny nie jest w pełni wykorzystany. 

Trochę za duży eklektyzm mi wyszedł przez to, że chciałem w zbyt poważny sposób wyjaśnić  zasady przenoszenia się między wymiarami itp.

 

To opowiadanie to trochę taki humorystyczny skok w bok, od czasu do czasu piszę coś takiego żeby nie utkwić w jednym nurcie. Jeśli chcesz to przeczytaj sobie moje “Soulex”, “Kruka”, albo “Skrzydła albatrosa”, są poważniejsze i refleksyjne, powinny ci się bardziej spodobać

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O rany, niewiele zrozumiałam. Zastanawiałam się przy niektórych słowach, czy to błąd/literówka czy slang, a generalnie czułam się, jakbym czytała tekst w obcym języku, którego mam za sobą ze dwie lekcje.

Ogólny sens jednak do mnie dotarł, więc chyba da się coś zrozumieć. Jestem pod wrażeniem jednolicie utrzymanej stylizacji i samego pomysłu świata. 

Poprzedniego szorciaka nie komentowałam, bo zrozumiałam o wiele, wiele mniej. Jednak teraz, w połączeniu i dzięki pewnym wyjaśnieniom z obecnego opowiadania i tamten tekst stał się dla mnie jaśniejszy. 

 

Tylko przed zdaniem: Bóg kliknął przycisk pauzy i zdjął słuchawki. zrobiłabym jakiś drobny odstęp, żeby mniscenka z Bogiem nie zlewała się tak ze sceną w domu dzieciaka. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz!

To zdanie miało być takim suspensem :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nowa Fantastyka