- Opowiadanie: Wicked G - Szopka 2035

Szopka 2035

Napisałem z parodystycznego rozpędu, szkoda że Beryl dał limit jednego tekstu na głowę :)

Jak zwykle odrobinę chamsko i grubiańsko.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Szopka 2035

 Jeden krok. Drugi. Trzeci. Na kolejne nie mam siły. Zaraz dopadnie mnie krwiożercza bestia i raz na zawsze przekreśli szanse na wypełnienie misji. Nie, nie mogę się poddać. Nie zawiodę moich ludzi. Nie pozwolę, by dwadzieścia lat walki o przetrwanie, ordynarnie mówiąc, poszło się jebać. Mimo okropnego zmęczenia brnę dalej pośród radioaktywnego pyłku topoli. Kurewstwo wykańczało mnie jeszcze przed wojną, a podkręcone putinowskim plutonem stało się prawdziwym utrapieniem, zwłaszcza, że jedyną ochronę przed nimi stanowiły białe maseczki behapowskie podwędzone z Castoramy.

Wszystko zaczęło się dwadzieścia lat temu. Siedzimy sobie przy piwerku u Mariana na chacie, w telewizji puszczają wiadomości. Mówią tam o tym całym konflikcie na Ukrainie, że niby Rosjanie wysyłają tam coraz więcej wojsk i nie wiadomo, co z tego wyniknie. Marian powiedział wtedy, że pewnie skończy się na atomówkach, bo tak jest w każdym filmie. No to zacząłem rozkminiać, żeby jakiś schron postawić. Bo w sumie w wolnym czasie i tak tylko siedzieliśmy na tyłkach i chlaliśmy, a w razie czego dobrze mieć jakąś miejscówkę na przeczekanie ataku. Razem z Marianem postanowiliśmy przystosować moją ogródkową szopkę do tego celu.

Zaczęliśmy od wypieprzenia wszystkich zbędnych gratów. Pozbyliśmy się trochę połamanych plastikowych krzeseł, starych wędek i poplamionych świerszczyków (Marian mówił, żeby zostawić, ale wytłumaczyłem mu, że do schronu wpuścimy pełno lasek, żeby potem odbudować cywilizację). Mamuśka jak zobaczyła, co robimy, to się w głowę popukała. Mimo tego kontynuowaliśmy pracę, jak się później okazało, ze zbawiennym skutkiem. Zamontowaliśmy skobel z drugiej strony drzwi, żeby można było zamykać je od środka. Uszczelniliśmy okno pianką poliuretanową, a pod nim wykuliśmy otwór strzelecki, w sam raz na wiatrówkę. Później trochę przez niego pizgało, ale zatykaliśmy go skarpetkami. Okazał się za to nieoceniony podczas licznych walk z mutantami. Zainstalowaliśmy też filtr powietrza (stożkowy do subaru imprezy, nie jakieś goebbelsowkie gówno) i wody (tu musieliśmy niestety liczyć na zwykły wkład brity) Przy okazji zorientowaliśmy się, że w sumie to nie mamy jeszcze instalacji wodociągowej i elektrycznej. Poprowadzenie szlaucha ze stawu do szopki nie było problemem. Trochę gorzej z zasysaniem, ale jak się później okazało, niektórzy mieszkańcy schronu mieli już spore doświadczenie w tej dziedzinie. Z prądem mieliśmy niezłe perypetie. Na początku chcieliśmy pociągnąć na lewo ze słupa, ale Mariana kopnęło i wylądował w szpitalu. Przez trzy dni musiałem robić sam. W tym czasie opracowałem i skonstruowałem generator ze starego roweru wyposażonego w dynamo. Przyniosłem też trochę zapasów z domowej spiżarni (głównie bimber i wina owocowe) oraz stare koce i poduszki.

Miejscówka była już w zasadzie gotowa. Doszliśmy jednak z Marianem do wniosku, że jest trochę za mała. Przewidzieliśmy ją na cztery osoby, a to z pewnością nie wystarczyłoby na odbudowanie cywilizacji. Zaczęliśmy więc odwiedzać mieszkańców Zadupia i namawiać ich, żeby przyłączyli się do budowy kolejnych schronów. Większość wzięła nas za wariatów, ale znalazło się kilku chętnych. Przerobiliśmy więc dwie opuszczone altanki na działkach i stary garaż Malinowskiego, który zgodził się nam go oddać w zamian za skopanie tyłka Grubemu zalecającemu się do jego córki. Tak oto powstał ZAJEB, czyli Zadupiańska Aglomeracja Jądrowoodpornych Ergonomicznych Budynków.

Niestety ZAJEB posiadał jedną znaczącą wadę. Niemożliwe było przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi JEBami bez wychodzenia na zewnątrz. W warunkach silnego promieniowania stanowiło to śmiertelne zagrożenie. Postanowiliśmy połączyć schrony siecią podziemnych tuneli. Nie zdążyliśmy zejść na dwa metry pod ziemie, a nikomu nie chciało się już kopać, więc zatrudniliśmy do tego lokalnych meneli. Byli skrajnymi optymistami, bo zamiast zagwarantowanego miejsca w ZAJEBie woleli dwadzieścia złotych jako zapłatę.

Po miesiącu nasz przeciwaatomowy azyl był już gotowy. Pozostało jedynie czekać na atak wroga. I oto nadszedł ten pamiętny dzień, w którym głośno zawyła syrena strażacka przy remizie. Przed udaniem się do schronu zabrałem dzieła kultury, które uznałem za najważniejsze dla naszej cywilizacji – „Królów Życia” Gangu Albanii i „Blondyneczkę” Bayer Full, oczywiście pirackie kopie kupione na odpuście. Do ZAJEBu wpuszczaliśmy tylko ładne laseczki i prawilnych chłopaków, ale jednych i drugich nie było zbyt wiele, więc potem wchodził każdy jak leci, aż osiągnęliśmy dwudziestoosobowy limit. Serce mi się krajało, kiedy patrzyłem na tłumy nie mogące dostać się do schronów. Długo śniłem o skrobaniu tipsów o drzwi altanki, które nie ustawało kilka dni po wybuchu wojny jądrowej. Później dowiedziałem się, że Mariola zapomniała wziąć ze sobą pilniczka.

Przez spory kawał czasu żyliśmy w pokoju i względnym komforcie. Odbudowa cywilizacji szła zgodnie z planem, urodziło nam się kilkoro dzieci. Braki w zapasach uzupełniali dzielni stalkerzy, uprawialiśmy również grzyby, które służyły za substytut mięsa, warzyw, herbaty, APAPu, viagry i kilku innych rzeczy. Problemy pojawiły się po kilku latach. Zaczęły napadać nas krwiożercze mutanty. Najgorsze były Mohery. Nazwaliśmy je tak ze względu na dziwne, malutkie antenki na głowach. Strzały z wiatrówek i koktajle Mołotowa nie robiły na nich najmniejszego wrażenia. Odpędzał je natomiast widok plecaków i koszulek z Hello Kitty, dlatego nosiliśmy je jako ochronę. Na domiar złego ZAJEB podzielił się na dwie frakcje: Zjednoczoną Prawicę zajmującą altanki i Zjednoczoną Lewicę rezydującą w pozostałych schronach. Wojna między nimi trwa do tej pory, chociaż nikt nie pamięta już, kto był za, a kto przeciwko wprowadzeniu Jednoosobowych Okrągłych Wychodków. Walki pochłonęły mnóstwo ofiar i zasobów, osłabiając obronę przed mutantami. Naszą ostatnią nadzieją na przeżycie było skontaktowanie się z innymi grupami ocalałych. Tuż po wybuchu wojny założyliśmy specjalną grupę na Facebooku, do której mieli zgłaszać się mieszkańcy schronów spoza ZAJEBu. Owszem, jesteśmy z Marianem kumaci, ale nie wierzyliśmy, że nikt na całym świecie nie wpadł na ten sam pomysł co my. Po dwudziestu latach okazało się, że mieliśmy rację. Napisali do nas ludzie z Wygwizdowa, niewielkiej wioski leżącej kilkanaście kilometrów od Zadupia. Skryli się przed pociskami jądrowymi w piwnicach. Dziwiło nas to, że nasi stalkerzy do tej pory jeszcze się nie spotkali. Tak czy inaczej ruszyłem na ekspedycję razem z Marianem i Tomkiem. Niestety, ich stroje Hello Kitty uległy zabrudzeniu podczas czołgania się przez tunele i tylko ja przeżyłem spotkanie z Moherami. Byłem już blisko celu, gdy natknąłem się na jakiegoś innego mutanta, tego, który goni mnie do tej pory. Wygląda prawie jak człowiek, ma jednak fioletową skórę. Jestem zbyt zmęczony, by biec dalej. Kryję się za śmietnikami. Bestia znalazła mnie, ale tanio skóry nie sprzedam.

– W imię ZAJEBu, skurwysynu! – krzyknąłem, wymachując tasakiem w jego kierunku.

– Panie, co pan?! – odpowiedział mutant. – Ja tylko dwa złote na piwo chciałem pożyczyć.

 

Koniec

Komentarze

y dwadzieścia lat walki o przetrwanie+, ordynarnie mówiąc+, poszło się jebać.

Kurewstwo wykańczało mnie zanim jeszcze przed wojną

Zanim przed wojną co? Bo ze zdania nie wynika.

 

Do ZAJEBu wpuszczaliśmy tylko ładne laskeczki i prawilnych chłopaków, ale jednych i drugich nie było zbyt wiele, więc potem wchodził każdy jak leci, aż osiągnęliśmy dwudziestoosobowy limit.

Piękne! :)

 

No, no… zakończenie przewidywalne, ale uśmiechnąłem się ;)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Dzięki za przeczytanie, Kwisatz :) Błędy poprawiłem.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Kurewstwo wykańczało mnie zanim jeszcze przed wojną – zanim zbędne, nie?

ale wytłumaczyłem mu, że do schronu wpuścimy pełno lasek, żeby potem odbudować cywilizację – rewelacyjne

dalej kontynuowaliśmy pracę – dalej zbędne

Nie możliwe było przemieszczanie – niemożliwe

grzyby, które służyły za substytut mięsa, warzyw, herbaty, APAPu, viagry i kilku innych rzeczy – boskie!

A puenta wymiata!!! Ubawiłam się naprawdę, a na koniec ryknęłam śmiechem, aż mój kot się spłoszył. Wicked – gratuluję!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki za przeczytanie i komentarz, bemiku. Błędy poprawiłem. Cieszę się, że się spodobało :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No! Jeszcze nie czytałam parodii postapo. Nie wiem, czy jesteś pierwszy, ale misie. :-)

Nie ma to, jak porządna strategia przetrwania.

Babska logika rządzi!

Przy wszystkich swoich zachwytach zapomniałam kliknąć biblioteczkę. Wicked, sprawdź, czy masz reprezentatywny fragment, bo beryl się zaparł, że ręcznie na główną nie będzie dodawał. Ostatni był Bartosz Nysler.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję za przeczytanie i bibliotekę, Finklo :)

Na fali popularności tego gatunku wypłynęła ta ot odrobinę złośliwa przeróbka :) 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O, dzięki, Bemiku. Fragment tym razem dodałem, nawet sprawdziłem dwa razy :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Pouśmiechałem się :-) Ale zaraz, zaraz, to mi trąci Wędrowyczem jak nic… :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Psycho! Melduje, że o Wędrowyczu słyszałem, ale nie czytałem :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Bardzo fajne.

Woda zasysana ze stawu i stożkowy filtr powietrza od subaru imprezy – genialne. Może zabrakło mi nieco dłuższego opisu ostatniej wyprawy – wszak to moment kulminacyjny – ale co tam, i tak fajnie.

Pozostały jakieś drobiazgi – Wygwizdów jest oddalony od Zadupia o “kilkanaście” metrów, są powtórzenia:

Przez spory kawał czasu żyliśmy w pokoju i względnym komforcie. Odbudowa cywilizacji szła zgodnie z planem, urodziło nam się sporo dzieci.

Eeee… Coś jeszcze widziałem, ale już nie mogę namierzyć, może poprawiłeś ;-)

A to mnie szalenie rozbawiło:

Niestety ZAJEB posiadał jedną znaczącą wadę. Niemożliwe było przemieszczanie się pomiędzy poszczególnymi JEBami bez wychodzenia na zewnątrz.

Super.

W ogóle udana parodyjka, rozpęd zdecydowanie Ci posłużył.

 

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki za wpadnięcie, Thargone :) Cieszę się, że cię rozbawiłem. Błędy poprawione.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Teoria słuszna, praktyka do dopracowania, ale przecież uczymy się na błędach. Przeczytałam bez przykrości, ale o przyjemności też nie mogę mówić.

 

zwłasz­cza, że je­dy­ną ochro­ną przed nimi sta­no­wi­ły białe ma­secz­ki… – Literówka.

 

Nie zdą­ży­li­śmy zejść na dwa metry pod zie­mią… – Literówka.

 

Do ZA­JE­Bu wpusz­cza­li­śmy tylko ładne la­skecz­ki… – Literówka.

 

osła­bia­jąc naszą obro­nę przed mu­tan­ta­mi. Naszą ostat­nią na­dzie­ją… – Powtórzenie.

 

gdy za­uwa­żył mnie jakiś inny mu­tant, ten, który goni mnie do tej pory. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za przeczytanie i komentarz, Reg. Błędy poprawiłem :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne…

Nie mogę, cały czas będę miał przed oczami mutanty uciekające przed Hello Kitty. 

F.S

Faktycznie nadawałoby się na parodyjkę. Taką, rzekłbym, ogólną parodyjkę postapo.

Dzięki za wpadnięcie i skomentowanie!

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

“natknąłem się na jakiegoś inny mutanta“ – innego

 

Nie powiedziałabym, że zakończenie przewidywalne, bo coś takiego trudno przewidzieć, niemniej nie satysfakcjonuje mnie. Właśnie to zakończenie pozostawia we mnie niedosyt, jest takie jakieś urwane. Tęsknię za lepszą (inną?) pointą.

 

W każdym razie Twój szorciak to niezły szok. Dobrze, że o tej porze w piątkowy wieczór jestem znieczulona : ) Ale co się rozerwałam, to moje.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za przeczytanie, Jose!

 

“natknąłem się na jakiegoś inny mutanta“ – innego

Poprawić błąd na błąd. W bardzo moim stylu :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Że tak powiem – typowa polska parodia, ale – wiadomo – każdy pije do swojego podwórka. Jest tu trochę prawdy, trochę śmiechu i trochę sucharstwa. Ogólnie do przeczytania.

Dziękuję za komentarz, Vyzarcie!

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Pojechales w tym szorcie Wicked :) też miałem skojarzenia z Wedrowyczem którego swego czasu uwielbialem. Usmialem sie a puenta wymiata :)

Dziękuję za komentarz, cieszę się, że cię rozbawiłem :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Jam nie wybredny typ. U mnie z humorem, jak i z apetytem, wszystko, jeśli dobrze przyrządzone, zeżrę ze smakiem. Potwierdzam Wendrowycza. Tak jak w tak długiej formie klimaty lumpiarskie uważam za niestrawne, tak tu szczerzyłem się od samego początku. Zakończenie rzeczywiści nieco zbyt krótkie, jak na bukiet tak pysznego jabola.

Ale nie narzekam, bo i tak nieźle daje w czub :D

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, nie poznaję Cię. Czy to aby na pewno ty???

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Jakąś pokutę ma chyba… :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki za komentarz i bibliotekę, Corcoranie, cieszę się, że się spodobało :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Mówienie, Fiszu, o pokucie pod tym opkiem jest nie na miejscu :/

 

Kwistaz, masz poniekąd rację. Ma wakacyjna tfurczość pozwoliła mi zajrzeć w głąb mego czarnego jestestwa. To, co tam ujrzałem zainicjowało gwałtowne przepoczwarzanie. Z wstrętnej poczwarki wykluło się mam nadzieję coś dobrego i pięknego, co jak ten nie przymierzając motyl, będzie pofruwywało nad portalem i zapylało konstruktywnymi komentarzami kwiatki udanych opek. No cóż, może przez to nie będzie tak ciekawie, ale niewątpliwie przytulniej. 

 

Na marginesie Wicked, raczej nie nazwałbym tego parodią, a raczej “krótką formą o charakterze komicznym”, chyba zbyt mało tu bezpośrednich odniesień do kanonów, znanych motywów postapo, a zbyt dużo oryginalnych pomysłów. Ale nie jestem postapowym specem, więc mogę się mylić :)

Nie biegam, bo nie lubię

Jaja robiłem sobie głównie z serii “Metro”, więc można uznać to za parodię tychże dzieł. Tam była herbata z grzybów, mutanci o wymyślnych nazwach, walki pomiędzy frakcjami w schronach, tłuczenie w śluzy tych, co nie zdążyli się schować i szukanie ocalałych przez radio (W pierwszej książce utrzymywano, że moskwianom nie udało się skontaktować z żadną większa grupą przetrwałych, a tu nagle mamy “Metro” w każdym większym mieście, to co, Zadupie ma być gorsze?)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ok. Metro stoi w kolejce na półce. Mówiłem, żem nie spec. To i lepiej, że bez znajomości, tekścik się broni :)

Nie biegam, bo nie lubię

Mówienie, Fiszu, o pokucie pod tym opkiem jest nie na miejscu :/

A dlaczemu, Corcoranie?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ubawiłam się setnie :) Opis “budowy” i wyposażania schronu – miodzio :) Napisane z jajem i nawet to “chamstow i grubiaństwo” mi nie przeszkadzało. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za komentarz i Bibliotekę, śniąco :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Fruń do biblioteki, tekście wywołujący uśmiechy.

Sorry, taki mamy klimat.

Ogromne dzięki, Seth!

Kurczę, cały czas siliłem się na jakieś poważniejsze teksty, a tu wychodzi, że lepszy ze mnie komik :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nie ma to jak fajne skróty ZAJEB-ów, a ja się patyczkowałam ze swoim ;) no cóż warto było zajrzeć :D

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Dzięki za komentarz, KK!

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Całkiem nieźle. A ja zwykle nie lubię krótkich opowiadań.

Dzięki za komentarz!

Czy jesteś tym Mustangiem ze starego forum NF :) ?

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

A i owszem ;) Ale dlaczego starego?

O, witaj!

Może powinienem napisać starszego, chodziło mi o to, że forum powstało wcześniej niż portal :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Naprawdę? Zawsze myślałem, że forum to pewnego rodzaju narośl na organiźmie portalu ;)

Na pewno jest starsze niż obecna wersja portalu, przed nią była jeszcze jakaś, ale nie  wiem, czy powstała przed forum, nie znam się aż tak na historii tej domeny.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O ile wiem, forum było pierwsze. Portal (poprzednia wersja strony) powstał w kwietniu 2010.

Babska logika rządzi!

No proszę. Ile ciekawych rzeczy może się człowiek dowiedzieć :)

Ciekawe ciekawe :) No i śmieszne przede wszystkim. Mohery i fioletowy koleś :D

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Marcinie :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ciekawe nawiązania, ciekawy idiolekt ocalałych, całość okraszona fajnym poczuciem humoru. Brawo :)

Podczas czytania, nasunęło mi się pewne stwierdzenie: o tym, czy dana cecha jest korzystna, możemy stwierdzić jedynie w odniesieniu do warunków w danym czasie.

5 punktów, milordzie!

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ubawne :) 

Najbardziej spodobały mi się akronim ZAJEB,  nazwy miast i uniwersalne wykorzystanie grzybów.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Leno :)

Grzyby to oczywiście prześmiewka z Metra 2033, a komiczne nazwy zawsze lubiłem wymyślać :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Niezłe, kilka momentów naprawdę mnie rozbawiło (np. ten z tipsami Marioli) :D

Trochę szkoda, że nie rozbiłeś tych bloków tekstu, bo czytałoby się ciut łatwiej.

Nowa Fantastyka