- Opowiadanie: Wicked G - Siedem Ramion Ciepła

Siedem Ramion Ciepła

Stare opowiadanie, nie dostało się nigdzie do publikacji.  Betowali je Bellatrix, Belhaj i Lord Vedymin, za co jeszcze raz dziękuję. Ostrzegam, jest chore. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy II

Oceny

Siedem Ramion Ciepła

Za oknem wciąż to samo. Pył, śmieci, graffiti, kawałki odłupanego tynku. Pustka. Saul był wdzięczny, że mógł wyjrzeć na zewnątrz ze swojej nory. Nie wszyscy pozwalali sobie na taki luksus. W okucia wstawiali kartony lub styropian, albo w ogóle nie mieli dachu nad głową. Jego od zewnętrznej aury oddzielała najprawdziwsza tafla pleksi, nieco nieudolnie przycięta i przykręcona. Nie musiał się obawiać, że jakiś zabłąkany włóczęga w napadzie wściekłości wybiłby mu szybę kamieniem lub kawałkiem cegły.

Nie martwił się też o wiele innych rzeczy. Miał filtr do wody, hodował warzywa na parapecie. Monotonne chwile uprzyjemniał sobie alkoholem lub dobrą książką, o ile udało się znaleźć niezniszczony egzemplarz. W pilnowaniu miru domowego, małego azylu zatopionego w morzu brudu i nieprawości, pomagał mu ojciec. Razem prowadzili dosyć wygodne jak na tak niepewne czasy życie.

Mimo tego Saul wciąż odczuwał permanentny, przeraźliwy lęk. Ciągle odnosił wrażenie, że coś idzie nie tak, że los wymyka się mu spod kontroli, choć starał się nie podejmować pochopnych decyzji. Nic szczególnego. W epoce strachu nie on jeden był pełny jak najbardziej uzasadnionych obaw o jutro.

Mężczyzna lekko podskoczył, słysząc pukanie do drzwi. Wyniszczony stresem organizm reagował przesadnie na każdy niespodziewany bodziec. Kogo to przyniosło o tak wczesnej porze? Saul utrzymywał kontakty z wieloma ludźmi z okolicy, niejednokrotnie służąc im pomocą. Wierzył, że współpraca była lepszym sposobem na rozwiązywanie problemów niż…

– Już, już, do jasnej cholery! – krzyknął w odpowiedzi na głośne walenie, które zastąpiło wcześniejsze delikatne ostukiwanie desek kłykciami. Przekręcił klucz, szarpnął za klamkę i ujrzał człowieka o dziecięcej twarzy i wątłym, acz wysokim ciele.

– Zapytałbym, czy jesteś chory umysłowo, lecz dobrze znam odpowiedź – rzekł do przybysza. – Po co przyszedłeś, Kid?

– Wyluzuj, tylko przyniosłem ci trochę roślin – odparł tamten.

– Przed chwilą świtało. Naprawdę nie masz lepszych rzeczy do roboty o tej porze? Usiądź. – Saul wskazał na krzesło. – Napijesz się czegoś?

– Masz jeszcze sok jabłkowy? – Gospodarz skinął głową. – Widzisz, ludzie, których nikt nie kocha, mają mnóstwo wolnego czasu. Nie ciekawi cię nawet, co znalazłem?

– Oby tylko to nie był znowu bieluń. – Saul zajrzał do małego woreczka położonego na stole przez Kida. – Serdecznik i piołun. Nawet nieźle, zrobimy absynt. Nie natknąłeś się nigdzie na konopie?

– Nie – odparł, opróżniając szklankę z mętnym płynem. – Zastanawia mnie, dlaczego nie robimy w życiu niczego innego poza ćpaniem?

– Przesadzasz – stwierdził Saul. – Po pierwsze, palenia trawy czy picia wywarów z jakichś ziółek nie można nazwać ćpaniem. Po drugie, większość czasu i tak spędzamy – poprawka, spędzam – na próbach ustatkowania się i ogarnięcia otaczającego nas syfu, więc nie pieprz głupot.

– Wybacz, pewnie znowu powiedziałem coś innego niż miałem na myśli – wyznał Kid, przeciągając się. – Chodziło mi o to, że… Wszystko jest takie puste, bez celu. Kiedyś było inaczej, prawda? Ludzie dążyli do konkretów.

– Nie wiem. Podobno chcieli zbadać wszechświat, znaleźć naukowe odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale potem przyszedł kryzys ekonomiczny, degradacja środowiska, terroryzm, i nastał chaos. Może to i dobrze, natura odrobinę odetchnęła uwolniona spod buta naszej dominacji.

– Z drugiej strony, gdybyśmy mieli dostęp do zaawansowanej medycyny jak wtedy, to pewnie byłbym, no wiesz, w pełni sprawny, a dziecko Truskawy żyłoby.

– Co?! – Saul z wrażenia upuścił młynek, którym chciał rozdrobnić piołun. – Urodziła martwe?

Kid skinął głową.

– Jej syn jakby… Nie miał mózgu. Znachor jakoś ładnie to nazwał, chyba anencefalia.

– I dopiero teraz o tym mi mówisz?!

– Wiesz, to trochę smutne, nie chciałem tak prostu z mostu.

– Wstawaj już od tego stołu, idziemy! – pospieszył go Saul, zakładając nieco podziurawioną, ortalionową kurtkę.

Mężczyźni opuścili budynek i pobiegli w kierunku Starego Osiedla. Kid nie rozumiał porywczości przyjaciela. Przypuszczał, że to przez testosteron. Niejednokrotnie zastanawiał się, jak musi wyglądać życie pod jego wpływem. Czy naprawdę fajnie było wciąż myśleć o płci przeciwnej, być silniejszym i agresywnym? Taka oto cena przedłużania gatunku. Nie potrafili przecież rozmnażać się przez podział. Kid ze względu na wrodzoną wadę nie mógł mieć dzieci. Żadna kobieta nie chciała takiego partnera. Jego najbliższa rodzina dawno zginęła, zatem musiał radzić sobie sam. Saul zaproponował mu mieszkanie u siebie, lecz ten nie miał zamiaru wynosić się z małej altanki nad rzeką. Utrzymywał, że za bardzo się do niej przyzwyczaił. Większość mieszkańców okolicy miała go za pożytecznego idiotę, który czasem lubi zadręczać rozmówców dziwacznymi opowiastkami. W zamian za pomoc przy pracy obdarowywali go jedzeniem. Nie posiadał wiele, więc nie lękał się napaści. W głębi duszy sądził, że nie boi się śmierci, mimo iż czyhała prawie za każdym rogiem. Ogółem wiódł dosyć niezobowiązujący żywot.

Przyjaciele mijali opuszczone budynki, zdezelowane samochody, popękane ulice i chodniki, wszystko pokryte mchem i chwastami. Widoki napawały uczuciem strachu i samotności. Pogrążony w anarchii świat spał. W jego duszy nie tlił się nawet najmniejszy płomyk nadziei. Członkowie elit dawno zginęli lub siedzieli schowani w dobrze zabezpieczonych enklawach. Zwykli ludzie próbowali jakoś sobie radzić, czy to kradnąc, czy uczciwie pracując, czy w pojedynkę, czy w gromadach. Chętnie czyniono cokolwiek, co przywracało choć odrobinę wiary w lepsze powodzenie. Noszono talizmany, a dzieciom nadawano imiona z pradawnych, świętych ksiąg, licząc, że to przyniesie szczęście.

Chyba nikt już do końca nie pamiętał, co się stało. Krach na rynku surowców, lokalne wojny, jakieś zamachy stanu, rewolucje. To nie było istotne. Przeszłość trzeba zagrzebać, zmityzować. A o przyszłości nie wolno myśleć. Tam, gdzieś po prawej stronie osi czasu czekał tylko lęk. Nikt, nawet Saul, nie miał w sobie tyle odwagi i sił by snuć śmiałe plany o powrocie do społecznego ładu, powszechnego dobrobytu i demokracji. Gdy człowiek na nowo posmakował samowoli, tym razem bogatszy o tysiące lat rozumowania i pozbawiony plemiennej mentalności, trudno było ją porzucić.

Minęli zawalony wiadukt kolejowy. Już blisko. Saul gnał jak szalony, Kid starał się dotrzymać mu kroku. W końcu odbili od głównej ulicy w obsadzoną bukami alejkę, przy której stały szare, betonowe bloki. Niegdyś roiło się w nich od ludzi, teraz trudno było znaleźć nieopustoszałą klatkę. Gorączkowe krzyki jawnie zdradzały tę zamieszkałą przez Truskawę. Bliska koleżanka Saula i Kida niegdyś parała się najstarszym zawodem świata w leżącym w pobliżu burdelu. Kiedy zaszła w ciążę, przestała już być potrzebna, lecz o dziwo alfons zamiast kazać spędzić płód po prostu pozwolił jej odejść. Podobno Saul się z nią przespał, ale to było dawno, zanim jeszcze została kurwą. Kid mógł się tylko domyślać, jak blisko byli ze sobą związani jego znajomi. Ludzie, którzy stali pod zdemolowanym blokiem, wyglądali niczym strachy na wróble. Wyświechtane ubrania, brudne włosy, ziemista cera, zapadnięte policzki. Zauważywszy Saula uciszyli jęki i zawodzenia, po czym zaczęli dopytywać, czy nie ma trochę alkoholu do odsprzedania, albo czy nie naprawiłby im zamka. Typowe. Problemy innych zawsze schodzą na dalszy plan, gdy możesz rozwiązać swoje. Saul zbył ich i pospieszył do środka. Wbiegł po obtłuczonych schodach na trzecie piętro, Kid tuż za nim. Kuzyn Truskawy stał tuż przed drzwiami, otoczony przez gromadkę typów, wśród których był też alfons, u którego pracowała niedoszła młoda mama.

– Jeszcze nie nadszedł czas! – wrzeszczał właściciel mieszkania. – Jeszcze nie nadszedł czas!

– Abram, to ja, Saul! Muszę zobaczyć Esterę, wpuść mnie!

– Nie ma mowy. Nie jesteś teraz tam potrzebny. Wkrótce zaczniemy rytuał i wszystko się zmieni, bądź cierpliwy…

– Jaki znowu rytuał? – zapytał skonsternowany Saul

– Mogłeś odwiedzać ją, kiedy była jeszcze na Świętego Jana, wtedy trzymała się nieco lepiej – wtrącił nonszalancko alfons, poprawiając kołnierz wypłowiałego płaszcza.

– Zamknij się! – ryknął Saul i uderzył sutenera hakiem w brzuch. Jakiś przypakowany koleś, najprawdopodobniej ochroniarz, zaczął szarpać się z Saulem. O mały włos nie zlecieli ze schodów, więc postanowili, że rozwiążą spór na dworze. Wściekły Abram nalegał, żeby pozostali również się stąd wynieśli, bo hałasując przeszkadzają Znachorowi, a stojąc tu niczego nie przyspieszą. Większość chciała, żeby wszystko poszło zgodnie z planem, więc zgromadzenie przeniosło się na zewnątrz, zabierając ze sobą zdziwionego Kida i protestującego sutenera. Tam jego przyboczny dyskutował gorączkowo z Saulem i wspierającymi go lokalnymi.

– To żałosne – powiedział do siebie alfons. – Kiedyś mój zawód kojarzył się z władzą i potęgą. Każdy, kto stanąłby mi na drodze, leżałby nafaszerowany ołowiem. Teraz nawet nie mogę sprawić sobie porządnego goryla, o broni nie wspominając. Muszę szanować zdanie kurew, bo ich klienci z okolicy mnie zlinczują!

– Masz trochę błędne wyobrażenia o przeszłości – stwierdził Kid. – W dawnych czasach ścigałby cię wymiar sprawiedliwości. Nie wiem, czy to takie fajne.

– A co ty tam możesz o tym wiedzieć! – żachnął się alfons. – Ile masz lat, trzynaście? Piszczysz jak dziecko.

– Dwadzieścia cztery – poprawił go Kid. – Nie przeszedłem mutacji. Po co w ogóle tu przybyłeś? Podobno Truskawa nie jest ci nic winna.

– Gdy dowiedziałem się, że wczoraj w nocy urodziła, chciałem zaproponować jej powrót do pracy – odparł sutener. – Była jedną z najlepszych dziewczyn. Poza tym nie omieszkałbym jej wytknąć, że straciła kilka miesięcy, odwlekając nieuniknione.

– A niby skąd miała o tym wiedzieć? – zauważył Kid.

Scysja między ochroniarzem a Saulem nagle się zaostrzyła. Goryl wyciągnął zza pazuchy tasak, pozostali nieco odsunęli się do tyłu bądź wyciągnęli swoje bronie.

– To jej problem, nie mój – stwierdził alfons. – Zresztą, po co kurwie dziecko?

– A po co facetom kurwy? – zareagował pytaniem na pytanie Kid.

– Co, ty urodziłeś się wczoraj?

– Nie, przyszedłem na świat bez genitaliów. Mogłem trafić gorzej, jak ten nieszczęsny maluch Truskawy.

– To dlatego cię nie kojarzę, nigdy u nas nie zawitałeś. Współczuję ci, stary. Twoje życie musi być bez sensu.

– Owszem, jest, chociaż przypuszczam, że brak członka nie jest tego przyczyną. Czuję duchową pustkę. Nie wiem, po co ja i inni ludzie zaistnieliśmy jako istoty świadome. Z drugiej strony, przez to, że nie mam celu, czuję się wolny.

– Wy wszyscy jesteście chorzy. W głowie wam tylko jakieś durne ideały. Rodzenie dzieci, duchowa pustka… Mam dosyć. Z tą kurwą rozmówię się później. A teraz stąd spadam, bo jeszcze się czymś zarażę od was, ułomnych. Samson, zostaw tych ludzi w spokoju. Zwijamy się.

Samson schował tasak i odstąpił od lokalnych, rzucając na odchodnym jakąś obelgę. Saul chciał wyrwać za nim, by wymierzyć sprawiedliwość, lecz pozostali go przystopowali, mówiąc, że w tej chwili to nieistotne. Alfons i jego przyboczny oddalili się od bloku, gorączkowo o czymś dyskutując.

– No i problem z głowy – skwitował Saul. – Teraz niech ktoś mi powie, co tu się właściwie dzieje. Jaki znowu rytuał?

– To ty jeszcze nie wiesz? – zdziwił się Ozeasz, zgarbiony mężczyzna z kozią bródką. – Dziś nadszedł dzień, w którym wszystko wróci do normy! Znów będziemy jeździli samochodami i oświetlali domy elektrycznością! Patrzcie, patrzcie, Znachor daje znak!

Wszyscy spojrzeli na pozbawione szyb okna na trzecim piętrze, i nagle, za wyjątkiem Saula, stanęli jak wryci. Jednak z kobiet rozcięła sobie żyły na przedramieniu nożem, po czym zanurzyła palce we krwi i namalowała na chodniku wpisany w koło heptagram, dodatkowo rozmazując linie w punktach przecięcia.

– Co wy wyprawiacie? – krzyknął Saul.

Jedyną odpowiedzią było grobowe milczenie. Mężczyzna wystraszył się i odbiegł od reszty, kierując się do siedzącego na schodach Kida.

– Nie podoba mi się to – powiedział do niego. – Co ten przeklęty hochsztapler znowu wymyślił?

– Masz na myśli Znachora? – Saul skinął głową w odpowiedzi na pytanie Kida. – Sądzisz, że ten cały rytuał to jego pomysł? Zawsze był odrobinę szurnięty.

– Wchodzę tam – postanowił Saul. – Muszę zobaczyć Esterę. Nie obchodzi mnie to, co uważa Abram.

Został jednak uprzedzony. Nagle otworzyły się drzwi i z klatki wyłonił się zakapturzony Znachor z zakrwawionym, walącym spirytusem zawiniątkiem na rękach, za nim Abram niosący nieprzytomną Truskawę, na końcu żona Abrama.

– Co to ma znaczyć?! – wrzasnął Saul. – Gdzie wy ją niesiecie?

– Milcz i zejdź nam z drogi – syknął Znachor. – Złożymy ofiarę Panu, a ten w zamian przywróci porządek na świecie.

Saul i Kid nie mieli odwagi się sprzeciwić. W spojrzeniu Znachora było coś przerażającego, wręcz demonicznego. Zdawało im się, że wszyscy w okolicy byli chrześcijanami lub muzułmanami, względnie ateistami, a tu nagle coś, co ewidentnie wskazywało na działalność jakiejś sekty… Procesja podeszła do grupki ludzi stojących na chodniku. Mistrz medycyny położył tłumok z martwym dzieckiem na środku dziwnego symbolu, po czym wyciągnął z kieszeni krzesiwo i podpalił go. Abram rzucił Truskawę na ziemię tuż obok i dołączył do pozostałych, którzy otoczyli miejsce ofiary okręgiem, złapali się za ręce i zaczęli wykrzykiwać jakieś bezsensowne zlepki sylab.

Cały rytuał zdawał się być dziwny, niemal nieprzenikniony, a przy tym interesujący. Przynajmniej dla tych o nieco mocniejszych nerwach. Kid nawet nie zauważył, że jego towarzysz nie wytrzymał i wystraszony pobiegł do domu. Bezmózgi płód płonął, ludzie śpiewali. Eunucha dziwiło, że ta z pozoru losowa zbieranina podjęła tak zorganizowane działanie. Oświetlone pomarańczowym blaskiem twarze zdawały się nie wyrażać żadnych emocji, zupełnie jakby wyrzekli się wszystkiego, co zajmowało ich serca jeszcze przed chwilą, i stali się marionetkami w rękach jakiejś tajemniczego boga. Tworzyli zespolone ogniwo, jedną, okrągłą niczym Ofanimy z księgi Ezechiela istotę.

Kid nagle poczuł, że musi być bliżej zjawiska, nie tyle obserwować, co partycypować. Podjąć działanie, gdyż bez niego proces utknie w tym punkcie i będzie trwał wiecznie. Podszedł na odległość kilku kroków do kręgu. Życie wstąpiło w zwęglone dziecię, by to zakwiliło, wyrażając swój ból. Pożoga rozprzestrzeniła się i objęła Esterę oraz tajemniczych akolitów, najpierw uniesionych w ekstazie, później spopielonych przez rozpacz. Z nieba, tuż pod nogi obojętnego, pozbawionego strachu Kida spadły bezwładne, okaleczone ciała alfonsa, ochroniarza i Saula. Jęzory ognia zmieniły się w oślepiające, płynne światło, które wpełzło na Kida i spowiło mu twarz. Prawdziwy enteogen, komunia z nadnaturalnym bytem zaklętym w siedmioramiennej gwieździe.

– Dlaczego ja doznałem zaszczytu, Panie? – wyskamlał Kid. – Dlaczego?

– Jesteś… czysty. Jesteś tym, który zdecyduje o losach wszechświata. Ty jako jedyny nie splamiłeś swej duszy grzechem cudzołóstwa.

– Jak brzmi twoje imię, Panie? – szeptał eunuch. – Jak?

– Demon Maxwella. Demon, który decyduje o losach wszechświata. Lecz teraz nadeszła twoja kolej, by wybrać. Czy wszystko stanie się znów uporządkowane, a chwała ludzkości będzie błyszczeć jak dawniej? Czy ten padół pogrąży się w chaosie, a wszystko stanie się chłodne, obojętne i nieodróżnialne? Odpowiedz…

Kid był rozdarty. Z jednej strony pragnął, by znów nastały czasy jak z legendarnej przeszłości. Lecz wiedział, że jemu to niewiele pomoże. Dalej będzie prowadził bezmiłosne życie gdzieś na uboczu. Nie wiedział też, na czym miałby polegać powrót do świetności. Cofnięcie czasu? Powolna odbudowa cywilizacji? Nie wyobrażał sobie tego. Coś coraz mocniej pchało go w kierunku drugiej opcji. Aż w końcu poczuł, że tak właśnie musi być. Tak, wszechświat, Bóg-Wszechświat musi umrzeć śmiercią cieplną, by odrodzić się na nowo, w spójności, bez różnic i wewnętrznych sprzeczności. Ludzie i ich śmiałe, uporządkowane niczym kryształ plany tylko mu w tym przeszkadzały.

– Wybieram entropię – rzekł Kid.

– Słusznie – odpowiedział Demon. – Twoi bracia żądali czegoś innego, chcieli być wielcy, i co się z nimi stało? Utracili wszystko, spaliłem ich. Tak naprawdę nie prosiłem cię o wybór. To była próba, którą przeszedłeś znakomicie. Swą pokorą zasłużyłeś na jeszcze kilka chwil istnienia.

– Dziękuję Ci, o Panie. Dziękuję, że otwarłeś mi oczy.

Oślepiający blask nagle zniknął. Kid został sam wśród stosów popiołu spowitych chmurą dymu. Otrzepał swoje ubranie i odszedł, zupełnie nie zważając na zgubę znajomych. Nie był pewien, czy rytuał został zainicjowany z woli Znachora lub kogokolwiek innego, czy też Demon nakazał im tak uczynić, by zamanifestować się w ten osobliwy sposób. Wiedział jednak, że będzie robić w życiu to samo, co do tej pory. Włóczyć się po zdewastowanym mieście pełnym przestępców i psycholi, zbierać zioła i spać w starej altanie. Lecz teraz już nie czuł pustki, nie potrzebował celu. Wiedział, że wszystko dzieje się samoczynnie. Samorzutnie…

Koniec

Komentarze

Nie udało mi się wczuć w klimat. Nie jest chore, jest trochę nijakie. Bohaterowie mało przekonujący, od Saula i alfonsa, kończąc na Znachorze. Niby Saul czuł permanentny, przeraźliwy lęk, był wyniszczony stresem, a za chwilę nie bał się drzeć mordy do obcego za drzwiami. Rytuał jest już dla mnie całkiem nietrafiony.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Darconie.

 

Niby Saul czuł permanentny, przeraźliwy lęk, był wyniszczony stresem, a za chwilę nie bał się drzeć mordy do obcego za drzwiami.

Wspomniałem też, że Saul utrzymywał kontakty z wieloma ludźmi z okolicy, więc był raczej przyzwyczajony do wizyt. Poza tym ciągłe napięcie emocjonalne częstą przyczyną impulsywnych reakcji; strach rodzi agresję.

 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

A mnie się podobało.

Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób rytuał miałby zmienić świat, ale jestem skłonna założyć, że wszyscy działali pod wpływem demona ;)

Dobrze mi się czytało.

 

Uwierzyłam, Wickedzie, w Twoje ostrzeżenie, że opowiadanie jest chore i nie starałam się zbytnio dociekać, o co w nim chodzi i dlaczego ani co ma na celu rytuał odprawiany przed blokiem.

 

Wszy­scy spoj­rze­li na puste okien­ni­ce na trze­cim pię­trze… – Co to są puste okiennice?

 

Życie wstą­pi­ło w zwę­glo­ne dzie­cię, by te za­kwi­li­ło, wy­ra­ża­jąc swój ból. – …by to za­kwi­li­ło

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za przeczytanie i komentarze :)

 

Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób rytuał miałby zmienić świat, ale jestem skłonna założyć, że wszyscy działali pod wpływem demona

Rytuał polegał na wezwaniu Demona Maxwella – tę postać zaczerpnąłem z pewnego fizycznego eksperymentu myślowego. Jest to hipotetyczna istota, która łamie II zasadę termodynamiki – jest w stanie obniżać entropię izolowanego układu, czyli z grubsza dokonywać uporządkowania układu bez wzrostu nieuporządkowania otoczenia. W tym opowiadaniu ma ona charakter symboliczny. Bohaterowie wezwali ją, by przywróciła dawny porządek świata i złote czasy ludzkości. Był to jednak próżny zamiar, bo wszechświat przedstawiony w utworze dąży do chaosu, więc zostali ukarani za swoją pychę. Demon oszczędził jedynie Kida, któremu los cywilizacji był praktycznie obojętny.

 

Wszyscy spojrzeli na puste okiennice

Zamieniłem na “pozbawione szyb okna”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No, teraz wiem, na co patrzyli. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Nie znałam Demona Maxwella od tej strony. Co z Laplace’m? ;-)

Tekst wydaje mi się nieco chaotyczny – najpierw wydaje się, że głównym bohaterem jest Saul, który potem ginie tak nagle i jakoś bez echa. Jak to ja – chętnie poczytałabym więcej o Twoim świecie i relacjach między bohaterami. Dlaczego Saul tak się przejął martwym dzieckiem? Dlaczego chciał rozmawiać z Esterą? Dlaczego akurat niemowlę posłużyło do rytuału? Co stało się z nieprzytomną Esterą? Pentagram był pod jej drzwiami czy na ulicy?

Mam wrażenie, że rozwodzisz się nad rzeczami, które okazują się nie mieć znaczenia – piołun na absynt, a te główniejsze, ciekawsze, pomijasz milczeniem.

Rozmowa o kryzysie zabrzmiała sztucznie, jak nieudolnie zamaskowany infodump.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Finklo!

 

Co z Laplace’m? ;-)

W głowie miałem tylko Maxwella, bo bardziej niż o los/przeznaczenie chodziło mi właśnie o uporządkowanie. Demon Laplace’a jako postać pojawia się w anime “Rozen Maiden”

 

Tekst wydaje mi się nieco chaotyczny – najpierw wydaje się, że głównym bohaterem jest Saul, który potem ginie tak nagle i jakoś bez echa.

To było dość eksperymentalne, próbowałem nagle zmienić POV i przerzucić “główność” na innego bohatera, żeby odrobinę zaskoczyć czytelnika.

 

Dlaczego Saul tak się przejął martwym dzieckiem? Dlaczego chciał rozmawiać z Esterą? Dlaczego akurat niemowlę posłużyło do rytuału? Co stało się z nieprzytomną Esterą? Pentagram był pod jej drzwiami czy na ulicy?

Odpowiedź na pierwsze i drugie – stara miłość nie rdzewieje, dalej obdarzał ją uczuciem i interesował się jej losem. Na trzecie – tu nie było żadnej konkretnej przyczyny, po prostu tak mi wyszło przy tworzeniu fabuły. Na czwarte – nie wiem, o tym nie pomyślałem ( :D ). Mogła umrzeć, pozostawiona na pastwę losu przez myślących tylko o rytuale sąsiadów, może uśmiercił ją Demon Maxwella, a może przeżyła, bo ktoś został w mieszkaniu i się nią zaopiekował. Na piąte – na ulicy, pisałem, że ludzie spoglądali na okna na trzecim piętrze wyglądając znaku Znachora, a kobieta namalowała znak, na którym złożono dziecko, krwią na chodniku.

 

Mam wrażenie, że rozwodzisz się nad rzeczami, które okazują się nie mieć znaczenia – piołun na absynt, a te główniejsze, ciekawsze, pomijasz milczeniem.

Rozmowa o kryzysie zabrzmiała sztucznie, jak nieudolnie zamaskowany infodump.

Cóż, mea culpa. :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nie no, ktoś ją wyniósł, nieprzytomną, a potem znika.

Aha, podwójne nazewnictwo (tu Estera, tam Truskawa) nie ułatwiało zadania…

Babska logika rządzi!

Nie no, ktoś ją wyniósł, nieprzytomną, a potem znika.

Kurde, przeoczyłem ten fakt XD

 

Poprawiłem tak, żeby jej losy były jasne, teraz ginie podczas rytuału.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Klimat skojarzył mi się z Warhammerem 40k. Także tam ludzkość upadłą tak nisko, że jedynie szaleństwo przynosi ulgę – alternatywą jest bezsensowna egzystencja. A jedyny ratunek to zwrócenie się do bogów Chaosu, będących w istocie perwersjami ludzkich uczuć i wyobrażeń. Tutejszy demon także przypadł mi do gustu. I spodobały mi się biblijne imiona – z ciekawości zapytam czy mają one cel (Saul – pierwszy i odrzucony król Izraela, Estera – żona króla perskiego, która ocaliła naród przed dekretem, prorok Ozeasz, sędzia Samson itp) czy są one losowe? :)

Troszeczkę faktycznie logiki się to nie trzyma, że niby jakiś rytuał na losowym blokowisku może odwrócić losy, ale po skojarzeniu odrzuciłem wszelką logikę – W40k się nią nie kieruje, to tutaj też nie. I przez to odebrałem całość naprawdę bardzo pozytywnie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

O imionach jest, miały przynosić szczęście ;)

Ach, tak się kończy tylko krótka obowiązkowa jazda wzrokiem po innych komentarzach. Musiało mi umknąć. Dzięki Anet :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, NoWhereManie :)

 

Miło mi, że opowiadanie skojarzyło Ci się z tak powszechnie docenianym uniwersum, jakim jest W40k.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Do mnie nie przemówiło :<

Raz o apokalipsie, raz o ziołach, raz o chorym dziecku, raz o okultystycznych rytuałach i dla mnie to trochę za dużo :( Pierwszy dialog też mi się wydaję nieco na siłę wciśnięty :(

 

Ale dowiedziałam się co to demon Maxwella! :D

Dziękuję za przeczytanie i komentarz, Lenah!

 

Ale dowiedziałam się co to demon Maxwella! :D

Chociaż tyle :)

 

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ja też się dowiedziałam, ale już zapomniałam. Idę się dowiedzieć jeszcze raz ;)

Nowa Fantastyka