- Opowiadanie: gary_joiner - Broń Biologiczna

Broń Biologiczna

Bez sensu, z błędami i w dodatku nieodleżane. No ja bym tego nie czytał, no.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Broń Biologiczna

Dwóch mężczyzn przeszło wieloetapową kontrolę biometryczną i wkroczyło do windy. Ten służący za przewodnika powiedział:

– Kiedy byłem dzieckiem, uwielbiałem bajkę o smoku wawelskim. Domagałem się jej tak często, że dziadek nagrał się na holo, żeby mieć chociaż chwilę spokoju. Zna pan tę legendę, panie prezydencie? To dość regionalna historia, więc pozwoli pan, że pokrótce…

Prezydent Świata utrzymywał kontakt wzrokowy, symulując uprzejme utrzymywanie uwagi na anegdotce, podczas gdy w rzeczywistości analizował opowiadającego.

Fan smoków miał o co najmniej jedną warstwę odzieży za dużo. Na mundur wyjściowy założył kitel laboratoryjny, lśniący bielą tak nieskazitelną, że nie było możliwości, żeby kiedykolwiek służył jako ochrona ciała w jakimkolwiek eksperymencie praktycznym. Z kieszeni na piersi wystawały dwa ekskluzywne długopisy, a w klapie wojskowej kurtki, oprócz standardowych odznaczeń, tkwił nieregulaminowy znaczek, przedstawiający kulę ziemską zamkniętą wewnątrz czerwonego, niefizjologicznie odwzorowanego, serca.

– Wtedy szewczyk zabił barana, dorodnego, że ho, ho, jak mawiał dziadek i…

Profesor major kochał akcesoria. Oprócz pisadeł i emblematów wyposażył się w szpanerski binarny zegarek naręczny, którego obsługa wymagała znajomości systemu zero-jedynkowego, okulary w grubej szylkretowej oprawie i klips komunikatora, który nie miał prawa działać w izolowanej przestrzeni podziemnego laboratorium.

Prezydentowi całe to rozbuchane połączenie materializmu, konsumpcjonizmu i autozdobiennictwa było obce. Nigdy nie czuł potrzeby przyozdabiania się czymkolwiek, co nie wyrosło z jego własnego naskórka, ale cieszył się, że innym takie zachcianki przychodzą naturalnie.

Na początku kariery próbował czytać ludzi. Wnioskować na podstawie mimiki i gestykulacji, prognozować w oparciu o historię przeszłych działań. Szybko odkrył, że nie trzeba wielotomowych analiz psychologicznych, żeby trafnie odgadnąć, co zrobi dany człowiek. Wystarczyło zobaczyć, co ma na sobie i zrozumieć dlaczego.

– Smok pożarł nafaszerowane siarką truchło i tak go zapiekło, że wypił pół rzeki, po czym…

Major profesor był wyjątkowo nieskomplikowany. Mundur i kitel dla podkreślenia własnej wagi i wszechstronności talentów, długopisy i zegarek żeby onieśmielić rozmówcę, znaczek w klapie, żeby się rozmówcy podlizać. Okulary z prozaicznego, pierwotnego przerażenia, że bez nich wyglądałby jak przygłup i wreszcie wisienka na torcie gadżetów: klips w uchu, żeby zasugerować, że to jego użytkownik, a nie jakiś nagouchy prezydent, kontroluje sytuację.

– Tak mnie zafascynowała ta legenda, że w dorosłym życiu nie mogłem się zająć niczym innym, jak bojowym wykorzystaniem organizmów biologicznych. Dziadek był świetnym gawędziarzem!

– Organizmów biologicznych nie będących ludźmi. Ludzie są z pewnością zbyt nudni. – Prezydent poszerzył uśmiech. – Długo jeszcze będziemy jechać, kapitanie? Chciałbym, że tak powiem, przejść do rzeczy.

– Dwie, trzy minuty, panie prezydencie. Służę w sto…

– A o co chodzi z tymi obrazkami? – Prezydent wskazał na jedną z czterech reprodukcji, zdobiących ściany kabiny. – Rakietowe koty? To jakiś hermetyczny żart?

– I tak, i nie, panie prezydencie. To kopie rycin, z autentycznych renesansowych traktatów artyleryjskich. Rakietowe koty były rzekomo niezawodnym sposobem na zniszczenie trudnych do zdobycia umocnień. Wystarczyło, cytuję, choć nie w stu procentach wiernie, podczepić sakwę z materiałem wolnopłonącym, podpalić i puścić zwierzaka wolno, żeby uciekł do najbliższego zamku lub osady, gdzie niechybnie schroniłby się w stodole i wywołał pożar.

– To działało?

– Bardzo wątpliwe. Brak jakichkolwiek wiarygodnych podań historycznych na temat wykorzystania tej metody. W trakcie uesańskiej wojny secesyjnej próbowali czegoś podobnego z osłami, armia radziecka testowała z kolei psy przeciwpancerne na niemieckich czołgach i marnie się to skończyło dla próbujących. Można założyć, że największym sukcesem artyleryjskich mistrzów innowacji z szesnastego wieku były nie autentyczne militarne podboje, a codzienne, nieustanne inspirowanie nas, mnie i moich podkomendnych, do działania.

– Mam nadzieję, że cokolwiek zamierzacie mi pokazać, poruczniku, nie będzie miało przytroczonej rakiety do grzbietu. Jak zapewne panu wiadomo, jesteśmy w trakcie międzygwiezdnej wojny i nie możemy sobie pozwolić na marnowanie rakiet.

– Gwarantuję, panie prezydencie, że spodoba się panu prezentacja. Wie pan, wykorzystanie organizmów, nie będących ludźmi, jako środków do transportu ładunków zapalających doczekało się konstruktywnego rozwinięcia. W trakcie Drugiej Wojny Światowej Alianci eksperymentowali ze zrzucaniem z samolotów zasobników pełnych nietoperzy, z których każdy miał podczepioną bombę z detonatorem czasowym, wypełnioną napalmem. Zwierzęta uwalniały się w locie, rozpraszały po rozległym terenie, po czym znajdowały schronienie pod dachami budynków i w koronach drzew, żeby finalnie stanąć wraz z nimi w płomieniach. Metoda okazała się na tyle skuteczna, że amerykanie w trakcie testów spalili sobie własną bazę. Istnieją przesłanki, żeby sądzić, że atak na zmasowaną skalę przy wykorzystaniu nietoperzy mógłby być równie skuteczny, co zrzucenie bomb atomowych, a przy tym tańszy w przeprowadzeniu i bardziej humanitarny w skutkach.

– Słyszałem o tym. A gdyby jeszcze zasobniki z nietoperzami były naprowadzane nad metropolie przez wytresowane ptaki, to Japonia do tej pory nie podniosłaby się z ruin.

Drzwi windy rozsunęły się, otwierając drogę na wąski, wybetonowany korytarz. Profesor major wyszedł jako pierwszy, ale zatrzymał się po trzech krokach i zaczekał, aż prezydent wyprzedzi go o długość nosa. W równym stopniu bał się degradacji, umotywowanej bezczelnym stąpaniem przed władcą planety, co tego, że prezydent będzie śmiał się z niego, za jego plecami.

– Żartuje pan, panie prezydencie, ale w czasach, w których Skinner pracował nad wykorzystaniem gołębi w roli systemów naprowadzania, koncepcja nie była aż tak absurdalna, bo że była odrobinę kuriozalna, trudno zaprzeczyć. Brakowało niezawodnej, wystarczająco zminiaturyzowanej elektroniki, a uwarunkowanie gołębi, żeby dziobały w tę część szybki, za którą widziały statek, okazało się zadziwiająco proste.

– Ale nauczenie ptaków odróżniania stron konfliktu i nie wysadzania własnych okrętów, pewnie już takie proste nie było.

Korytarz zygzakował i wił się pod przeróżnymi kątami, a ściany, posadzka i sufit zdawały się skrywać całą masę nieprzyjemnych niespodzianek, tak dla nieproszonych gości, jak i niechcianych uciekinierów.

– Panie prezydencie, ręczę głową, że to, co zaraz panu zademonstruję, będzie lepsze od wszystkiego, co wymyślili moi poprzednicy i od wszystkiego, nad czym aktualnie pracują moi konkurenci. Poświęciłem temu projektowi piętnaście lat życia, a w zamian proszę tylko o odrobinę cierpliwości i zachowanie otwartego umysłu.

– Przepraszam, majorze. – Odparł prezydent, śmiejąc się w duchu z żenującej próby manipulacji. – Mam dużo na głowie…

– Cały świat!

– Ha! Tak, mam na głowie cały świat i jedną międzyświatową wojnę, i jestem przez to trochę drażliwy. Na pewno nie uchyli pan, majorze, rąbka tajemnicy?

– Nie ma potrzeby. – Odparł profesor, wsuwając dłoń do nieoznakowanej wnęki. – Jesteśmy na miejscu.

Fragment ściany ustąpił z hydraulicznym sykiem, odsłaniając najbardziej sekretne z pomieszczeń tajnego rządowego laboratorium biotechnologi militarnej. Na środku sali, na stalowym stole, oświetlonym punktową lampą i spowitym błękitną poświatą pola siłowego, nie było absolutnie nic. Prezydent zacisnął szczęki.

– Niesporczaki! – oznajmił profesor.

– Niesporczaki.

– Tak, czasem potocznie zwane wodnymi niedźwiedziami, zwłaszcza w krajach anglojęzycznych.

Przestrzeń nad stołem wypełniło holopowiększenie istoty, która mogła przypominać niedźwiedzia jedynie komuś, kto nie tylko niedźwiedzia nigdy nie widział, ale też i niewiele o nim słyszał.

Stwór miał cztery pary odnóży wyrastających z walcowatego, pękatego korpusu. Straszył owalnym, groteskowo uzębionym otworem, ziejącym z pyska, któremu brakowało oczu i uszu. Był, jak informowała widniejąca poniżej nieruchomego cielska legenda, długi na pół milimetra.

– Niesporczaki są fascynujące! – Major wskazał oburącz na holo, jakby zamierzał namawiać prezydenta na zakup Wodnego Niedźwiedzia w charakterze zwierzaka domowego. – Potrafią znieść prawie każde warunki! Ciśnienie? Nie ma problemu, mogą żyć i na dnie rowu Mariackiego, i na szczycie Mount Everestu. Temperatura? Co to dla nich, sto stopni w tę, czy w tamtą nie robi im różnicy. Mogą nawet wytrzymać kilka minut w temperaturze dwóch stopni powyżej zera absolutnego. Promieniowanie? Zniosą go o tysiąc razy więcej od nas, i to bez żadnych uszczerbków na zdrowiu.

– Imponujące.

– I to wszystko potrafiły zanim się za nie zabraliśmy. Szczerze mówiąc, niewiele je poprawiliśmy, bo trudno udoskonalić coś, co już jest praktycznie niezniszczalne. Przerobiliśmy im za to metabolizm i układ rozrodczy, żeby bardziej odpowiadały naszym…

– Proszę mi pozwolić zgadnąć. Mnożą się na potęgę, jedzą cokolwiek i wydalają nitroglicerynę?

– Nie, panie prezydencie, lepiej i subtelniej. Osiedlają się na skórze piątaszków i przerabiają martwy naskórek na szybko działającą truciznę. A najlepsze jest to…

Major pstryknął palcami i pole siłowe, otaczające dotąd kolonię niesporczaków, przestało barwić powietrze.

– Że są zupełnie niegroźne dla ludzi, więc możemy planować inwazje, bez dodatkowych obaw o zdrowie naszych dzielnych chłopców z frontu.

Prezydent zachichotał w sposób całkowicie nieodpowiedni dla męża stanu, poznającego nowe techniki siania zagłady na masową skale.

– Będziemy to zrzucać na planety piątaszków? Musielibyśmy być bardzo dyskretni, w przeciwnym razie…

– Błyskawicznie wykryją zagrożenie! – Major był tak podekscytowany, że nawet się w trakcie przerywania władcy planety nie zająknął. – Dlatego zapakujemy je do kamulców, które wystrzelimy z granic układów należących do obcych. Pociski będą nieodróżnialne od mikrometeorytów!

– Ciekawa koncepcja – odparł prezydent – niezbyt oryginalna, nie do końca przemyślana i raczej niemożliwa do realizacji, ale z całą pewnością ciekawa. Do widzenia, sierżancie.

Prezydent obrócił się na pięcie i samotnie wrócił do windy, wyjechał na powierzchnię, zignorował pytające spojrzenia trzynastu generałów, sześciu cywilnych członków rady wojennej oraz dziewięciu własnych asystentów, wymaszerował na lądowisko, wsiadł do samolotu i rozkazał odstawić się do prywatnej kwatery. Wszystko to z zaciśniętymi zębami. Bał się, że gdyby rozluźnił mięśnie szczęk, choćby odrobinę, to umarłby ze śmiechu.

Zamknięty w przytulnym gabinecie prezydenckiej rezydencji, z ulgą pozbył się garnituru, koszuli i bielizny, po czym wyprostował się i rozciągnął na swoje pełne pięć wymiarów. Sekundę później został zrugany przez współbadaczy, spiętych w mentalny kolektyw:

– Jesteś opieszały! Marny badacz! Wątpliwa pomoc! Żenująca metodologia! Rozważamy inne kandydatury! Żądamy raportu!

– Moja ludzkość, szczep ef, robi znaczące postępy… – Pięciowymiarowy prezydent zawahał się, jakby przemiana zaburzyła jego zdolność werbalizacji. – Założenia projektu zostały spełnione: populacja pierwotna rozmnożyła się gwałtownie, zajmując całą biosferę planety i dokonując szybkiego rozwoju cywilizacyjnego. Istniało zagrożenie, że ef dokona samoeliminacji ze środowiska, tak jak miało to miejsce w przypadku szczepów be, ce i de, ale kilka chirurgicznych, społecznych ingerencji pozwoliło zażegnać ryzyko. Moja ludzkość dokonała ekspansji międzygwiezdnej i zgodnie z planem natrafiła na planety będące pod władaniem parszywych rojalistów…

– Śmierć hegemonowi! Precz ze spleśniałą monarchią! Cisza! Niech kontynuuje!

– Ef, zgodnie z przypuszczeniami, przeznacza wszystkie środki, jakimi dysponuje, na… Walkę z rojalistami, których określa pejoratywnym mianem piątaszków. Nie ma oczywiście szans na choćby namiastkę zwycięstwa, ale prognozuję, że atakami zwiąże szesnaście, siedemnaście procent lokalnych sił wroga, otwierając nam… Wam drogę do konwencjonalnego ataku na innych frontach.

Prezydent Świata eksplodował wielowymiarowym śmiechem.

– Ludzkość jest fascynująca! – oświadczył i umarł, zatruty łajnem mikroskopijnych żyjątek, które w niczym nie przypominały niedźwiedzi.

Koniec

Komentarze

Bez sensu, z błędami i w dodatku nieodleżane. No ja bym tego nie czytał, no.

Ostrzeżenie ostrzeżeniem, a dyżur dyżurem, więc przeczytałam i postanowiłam, że w przyszłości będę podchodzić do Twoich przestróg z większą ufnością.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ostrzeżenie ostrzeżeniem, a dyżur dyżurem, więc przeczytałam i postanowiłam, że w przyszłości będę podchodzić do Twoich przestróg z większą ufnością.

Postanowienia postanowieniami, a masochistyczna potrzeba obcowania z owocami grafomanii masochistyczną potrzebą obcowania z owocami grafomanii. Będę trzymał kciuki za siłę Twojej woli.

na emeryturze

Gary, czy, trzymając kciuki, będziesz mógł pisać? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, ale liczba błędów od tego nie zmaleje :(

na emeryturze

No to kamień z serca! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Modyfikowany niesporczak zamiast wypchanej owcy. Nowe czasy, stare rozwiązania.

Ostrzeżenie ostrzeżeniem, ale w Poczekalni nie ma nic innego… ;-)

OK, jest jakiś pomysł. Szału nie robi, ale zły też nie jest. Miłe zaskoczenie w końcówce.

Rzuć okiem na zapis dialogów.

Babska logika rządzi!

Parę motywów przypominało mi książki Michaiła Achmanowa ale ogólnie było fajne.

 

Rzuć okiem na zapis dialogów.

Rzuciłem, ale ich sekrety wymykają się skołatanemu umysłowi.

na emeryturze

Z tego, co zrozumiałem prezydent był kosmitą innej rasy niż wrogowie ludzkości. Więc chyba nie powinien zostać zarażony? Średnio mi się podobało. Taka sobie historyjka z niestety mało awangardowym wątkiem. Pomysł z bronią biologiczną działająca tylko na wroga jest trochę naciągany. Prezydent świata może być. Wizja optymistyczna. Mało prawdopodobne, aby ludzkość zjednoczyła się pod jednym władcą. Niestety taka prawda. Chyba zawsze będziemy podzieleni i prezydent świata nam nie grozi. 

Nie zauważyłem aż tylu błędów.

Pozdrawiam!

 

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Generalnie podoba mi się pomysł z Niesporczakami – nawet cała ta historyjka uśmiecha. No, może nie cała, bo fragmentu o konsumpcjonizmie i czytaniu ludzi nie sposób do czegoś “przypiąć”. Czy to tylko przedstawienie bohaterów? Poza tym nawet ciekawie patrzy się na ludzkość z perspektywy Pięciowymiarowego prezydenta.

 

– Ciekawa koncepcja – odparł prezydent – Niezbyt oryginalna, nie do końca przemyślana i raczej niemożliwa do realizacji, ale z całą pewnością ciekawa. Do widzenia, sierżancie. – Albo kropka po prezydent, albo niezbyt (małą literą).

@Blackburn

Generalnie podoba mi się pomysł z Niesporczakami – nawet cała ta historyjka uśmiecha.

Cieszy mnie to, mimo, że to nie jest opowiadanie o Niesporczakach. Ale niesporczaki są z całą pewnością szałowe. Chciałbym w jednego reinkarnować.

No, może nie cała, bo fragmentu o konsumpcjonizmie i czytaniu ludzi nie sposób do czegoś “przypiąć”. Czy to tylko przedstawienie bohaterów?

Przedstawienie bohaterów (z delikatną sugetią obcości prezydenta i przedstawieniem jego stosunku do ludzi), ucieczka od wałkowania legendy o smoku wawelskim (którą każdy zna), urozmaicenie kompozycji ( koncepcja dziesięciu tysięcy znaków samych właściwie dialogów niezbyt przypadła mi do gustu) i zabawa z opisem ( zabawa zawsze w cenie!)

 

 

na emeryturze

Cieszy mnie to, mimo, że to nie jest opowiadanie o Niesporczakach. Ale niesporczaki są z całą pewnością szałowe. Chciałbym w jednego reinkarnować.

 

Wiem, że nie o Niesporczakach jest opowiadanie, ale są takie pupilaśne. Chociaż z perspektywy Pięciowymiarowego prezydenta ludzkość to też takie Niesporczaki – broń biologiczna.

Rzuciłem, ale ich sekrety wymykają się skołatanemu umysłowi.

Zaopatrz skołatany umysł w mikroskop i namów do zanalizowania tego kawałka:

– Przepraszam, majorze. – Odparł prezydent, śmiejąc się w duchu

Babska logika rządzi!

Nie chcę zaśmiecać niepotrzebnymi komentarzami, ale już na koniec… Ostatnio byłem w sklepie zoologicznym. Oglądam wystawione myszki, chomiki, jakąś żmiję, jaszczurkę, ale nagle widzę puste akwarium i zastanawiam się, po jaką cholerę wystawiają puste akwarium? Teraz już wiem, że w “pustych” akwariach są po prostu wystawione Niesporczaki.

– Przepraszam, majorze. – Odparł prezydent, śmiejąc się w duchu

Odparł powinno być z małej? A co ze śmianiem się w duchu, przecież to czynność, a nie charakterystyka wypowiedzi?

na emeryturze

Tak, powinno być z małej i bez kropki. Zaczyna się od charakterystyki wypowiedzi, a co jeszcze prezydent zrobił, to już nie ma nic do rzeczy.

Aha, dlaczego “biologiczna” w tytule dużą?

Babska logika rządzi!

Najbardziej podobał mi się wstęp i dialog, generalnie im dalej, tym mniej mi się podobało. Niesporczaki to już najmniej, generalnie mógłbym się trochę podpiąć pod komentarz Pietrka. Zbudowałeś dwie fajne osobowości, ale fabuła nie utrzymała poziomu. Pisanie jest jednak tak fascynujące Gary, że na pewno jeszcze coś lepszego wysmarujesz :)

Tak, powinno być z małej i bez kropki. Zaczyna się od charakterystyki wypowiedzi, a co jeszcze prezydent zrobił, to już nie ma nic do rzeczy.

Ta reguła jest bez sensu. Odmawiam brania udziału w tej polonistycznej farsie :(

Aha, dlaczego “biologiczna” w tytule dużą?

Nie mam pojęcia. Nie piszemy w tytułach wielkimi?

Najbardziej podobał mi się wstęp i dialog, generalnie im dalej, tym mniej mi się podobało. Niesporczaki to już najmniej, generalnie mógłbym się trochę podpiąć pod komentarz Pietrka. Zbudowałeś dwie fajne osobowości, ale fabuła nie utrzymała poziomu.

Eee tam, fabuła jest świetnia, tylko trzeba ją odpowiednio zinterpretować. Bardzo błyskotliwa, głęboka i w ogóle.

Pisanie jest jednak tak fascynujące Gary, że na pewno jeszcze coś lepszego wysmarujesz :)

Pisanie jest nudne i męczące, gdyby nie było takie tanie, to już dawno bym z niego zrezygnował. Wymęczę moje wiekopomne powieści i szczerze liczę, że będę mógł się wtedy w pełni poświęcić innemu hobby: leżeniu.

na emeryturze

Niestety, autorze, ukradłeś stary pomysł Stanisława Lema z powiści pt. “Fiasko”. Trochę go zmodyfikowałeś. Pozdrawiam ciepło.

“Prezydent świata uprzejmie symulował utrzymywanie uwagi”. – A nie lepiej nie stosować tak zawiłych łamańców stylistycznych? Dałeś tu przykład stylu zatrącającego o przedwojenną grafomanię. Pozdrawiam.

Niestety, autorze, ukradłeś stary pomysł Stanisława Lema z powiści pt. “Fiasko”. Trochę go zmodyfikowałeś. Pozdrawiam ciepło.

Niestety, nigdy nie czytałem “Fiaska” więc trudno mi się do tego zarzutu ustosunkować. Z jednej strony, niby fajnie, że wpadam na te same pomysły, co gość uznany za polskiego mistrza fantastyki. Z drugiej strony, trochę niefajnie, że wpadam na te same pomysły, co gość, za którego twórczością raczej nie przepadam.

“Prezydent świata uprzejmie symulował utrzymywanie uwagi”. – A nie lepiej nie stosować tak zawiłych łamańców stylistycznych? Dałeś tu przykład stylu zatrącającego o przedwojenną grafomanię. Pozdrawiam ubawiona.

Aż nie wiem, czy bardziej jestem urzeczony twoją erudycją, czy poczuciem humoru.

na emeryturze

Autorze. Pomysł miniaturowych organizmów bojowych, to pomysł często wykorzystywany w science fiction. Stanisław Lem wykorzystał ten pomysł aż w trzech powieściach:

– “Niezwyciężony”

– “Pokój na Ziemi”

– “Fiasko”. Ponadto też w powieści “Niezwyciężony” wprowadził wynalazek pola siłowego (bez niebieskiego zabarwienia). Również w dyskusjach literackich Lem prorokował użycie bojowych mikroorganizmów.

Nawiązując do skomplikowanego stylu literackiego, to mogę podać przykład napuszonego stylu przedwojennej Heleny Mniszkównej, gdzie przesada w opisach bohaterów była literacką normą.

Dziękuję za niezasłużone pochlebstwo i pozdrawiam kokieteryjnie.

Autorze. Pomysł miniaturowych organizmów bojowych, to pomysł często wykorzystywany w science fiction. Stanisław Lem wykorzystał ten pomysł aż w trzech powieściach.

Komentatorko. Po pierwsze, miniaturowe organizmy bojowe są jedynie rekwizytem i pomysł na opowiadanie się na nich nie opiera (bo mogło by ich nie być). Po drugie, pomysł miniaturowych organizmów bojowych jest często wykorzystywany w science fiction, bo był, jest i będzie wykorzystywany w rzeczywistości. Uważam, że skoro Lem wykorzystał go w trzech powieściach, to ja mogę po niego sięgnąć w jednym, króciutkim opowiadaniu, bez bycia oskarżanym o podkradanie antycznych pomysłów, od kogoś, kto i tak na nie sam nie wpadł.

Ponadto też w powieści “Niezwyciężony” wprowadził wynalazek pola siłowego (bez niebieskiego zabarwienia).

Aż to sobie wyguglałem z ciekawości. Niezwyciężony został wydany w 1964, a wyrażenie “pole siłowe” zostało po raz pierwszy użyte w 1931, w powieści Spacehounds of IPC. Ach ten LEM, nie dość, że komunistyczny zespół, to jeszcze plagiator zgniłej kapitalistycznej myśli.

Nawiązując do skomplikowanego stylu literackiego, to mogę podać przykład napuszonego stylu przedwojennej Heleny Mniszkównej, gdzie przesada w opisach bohaterów była literacką normą.

Przyjmuję do wiadomości, że według Ciebie posługuję się napuszonym i skomplikowanym stylem, zakrawającym na grafomanię. Dopuszczam nawet możliwość, że masz rację, ale uważam, że bardziej prawdopodobne jest jednak to, że się nie znasz.

Dziękuję za niezasłużone pochlebstwo i pozdrawiam kokieteryjnie.

Dajmy spokój fałszywej skromności. Pozdrawiam oczarowany.

na emeryturze

No, no, ale się najeżyłeś, autorze. Zupełnie nie doceniasz, że twoje opowiadanie wzbudziło moje zainteresowanie. Jeżeli poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam. Na tym portalu najczęściej spotyka się nijakie komentarze i przez to portal jest po prostu nudny. Pozdrawiam ciepło.

Przyznaję, że nie znam utworu z 1931 roku. Zainteresuję się tym tematem. Nadmienię tylko, że Stanisław Lem to autor, który był i jest najbardziej znanym na świecie, polskim pisarzem. To mój literacki idol. Pozdrawiam bez urazy.

No, no, ale się najeżyłeś, autorze.

Jeżenie się mnie relaksuje.

Jeżeli poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam.

Nie ma za co przepraszać. Doceniam twoje uwagi, bo są całkiem interesujące. Nawet jeżeli koniec końców uznałem je za chybione.

na emeryturze

Pomysł z Niesporczakami – cool :) Choć zastanawiam się, czy to nie jest raczej broń o sporym działaniu na morale nieprzyjaciela. Ten wygląd ;)

Poza tym zgodnie z opisem w przedsłowiu, więc zawiedziony nie byłem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Autorze. Każdy komentarz na forum jest subiektywny. Ja nie oskarżyłam cię o grafomanię, tylko napisałam, że w niektórych zdaniach wykonywałeś pewną słowną ekwilibrystykę. Zarzut o “kradzieży”, pomysłu, to oczywiście żart. Istotnie zagadnienie broni biologicznej to sprawa bynajmniej nie tylko science fiction. Czytałam np. o tresowanych delfinach obładowanych materiałem wybuchowym itp. Natomiast wartość opowiadania wyraźnie obniża naiwne przekonanie, że można powołać funkcję “prezydenta świata”. Co do niesporczaków, to rzeczywiście są to zwierzątka wyjątkowe – przeźroczyste, potrafiące wejść w stan wieloletniej anabiozy, piekielnie wytrzymałe. Konkurują z nimi jedynie niektóre bakterie. Istnieje nawet pogląd, że tego typu organizmy przywlokły życie na naszą planetę.

Jesienią dodam na ten portal fragment pisanej powieści science fiction, gdzie będzie można znaleźć pewne nawiązania. Między innymi dlatego zainteresowałam się twoim opowiadaniem. Pozdr.

Natomiast wartość opowiadania wyraźnie obniża naiwne przekonanie, że można powołać funkcję “prezydenta świata”.

Połknę haczyk, Karolino, bo starszliwie nie chce mi się pracować. Dlaczego przekonanie, że można powołać funkcję “prezydenta świata”, jest naiwne?

na emeryturze

Autorze.

Nawet Dukaj w swej powieści pt. “Inne pieśni”, nie założył, że można tak zjednoczyć ludzkość. Inni pisarze science fiction z słusznie minionych czasów komunizmu jak np. Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka napisali powieść pt. “Zagubiona przyszłość”, gdzie cały świat był zjednoczony. Obecnie takie naiwne przekonanie nie ma racji bytu. Pozdrawiam i dosyć na dzisiaj.

– Zjednoczone 

Obecnie takie naiwne przekonanie nie ma racji bytu.

Trudno dyskutować z tak arbitralną opinią. Oczekiwałbym jakichś konkretnych argumentów z zakresu socjologii, psychologii czy politologii. Inna sprawa, że nawet gdybyś przytoczyła jakieś rzeczowe argumenty (o które mogłoby być ciężko) to i tak mógłbym je zbić od ręki, pisząc, że historyjka wcale nie miała być realistyczna (bo że nie jest specjalnie poważna, to chyba widać gołym okiem).

Miłego łikendu!

na emeryturze

Fajne. 

Pierwsza połowa tekstu to takie trochę lanie wody, ale czyta się przyjemnie. Ciekawe opisy, niezłe dialogi. Podoba mi się moment, w którym prezydent mówi “do widzenia, sierżancie”, a potem tłumi śmiech. Zakończenie też spoko. 

Rzekoma wtórność nie przeszkadzała. 

Może Cię zasmucę. Błędów nie było wcale tak dużo, a jakiegoś sensu się doszukałem. 

Fajne :)

Podobało mi się przedstawienie postaci i pomysł z Niesporczakami. Zakończenie też na plus. Fabuła jednak, jak już wcześniej zauważono, nie nadąża za resztą i, moim zdaniem, nie wprowadza niczego nowego. Ogólnie fajne, ale stanowisk typu “prezydent świata” wyobrazić sobie nie potrafię :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Ale, ale, ja napisałam, że w jednej powieści science fiction występuje “prezydent świata”. Zgadnijcie, w jakiej powieści. Pozdrawiam ciepło.

Najbardziej przypadło mi do gustu wplecenie smoka wawelskiego. W sumie to nawet nie tyle wplecenie, co po prostu uczynienie go integralną częścią tekstu, przez co całość nabrała trochę iskry. W sumie to nawet została mi taka iskierka w głowie, bo pomimo upływu około tygodnia treść pamiętam całkiem nieźle. Formy też trochę pamiętam, ale nie będę na nią narzekać, bo po kilku opowiadaniach idzie się do niej przyzwyczaić. Z czasem to nawet szkoda, że marnuje się na takie niesporczaki :( Chociaż lepsze niesporczaki niż stonki i inne ziemniaki :P

 

Nie no, ziemniaki mają sporo zalet. ;-)

Babska logika rządzi!

Jeżeli ziemniaki stały się głównym bohaterem powieści pt. “Marsjanin”, to w fantastyce mają pełne prawa obywatelskie. Pozdrawiam rozbawiona.

Początek może i przegadany, a akcja się wlecze, ale nie przeszkadzało mi to, czytało się szybko, a zagadkowy projekt przykuł uwagę. Końcówka fajna, ładnie zamknęła historię. Nie zgadzam się, że bez sensu, zwłaszcza, że niewiele trzeba by było zmienić, by opowiadanie miało o wiele cięższy, poważniejszy klimat. Klik.

Owszem, tekst sprawia wrażenie nieodleżanego :P np. utrzymywał kontakt wzrokowy, symulując uprzejme utrzymywanie uwagi nieeleganckie powtórzenie zniechęca na początku.

Uwaga Lectera na temat rasy (gatunku?) prezydenta nie jest bezzasadna, ja wyobraziłem sobie na koniec, że był przedstawicielem tego samego gatunku co piętaszki, których określa mianem rojalistów.

 

Całość mi się spodobała, opowiadanie miało wartość edukacyjną, a i odrobiny specyficznego humoru nie zabrakło. Zgadzam się z Reinee.

Z ciekawości – z jakich źródeł korzystałeś? Oczywiście od razu pomknąłem na Wikipedię czytać o przeciwpancernych psach itd. i odniosłem wrażenie, że artykuły na W. były twoim podstawowym źródłem informacji. Nie mówię, że to źle, bo fajnie wplotłeś je w swoją historyjkę : ).

 

Zupełnie nie rozumiem zarzutów pod adresem prezydenta świata. Równie dobrze 150 lat temu ktoś mógłby zarzucić naiwność autorowi piszącemu o powszechnych prawach wyborczych. Świat się zmienia.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Owszem, tekst sprawia wrażenie nieodleżanego :P np. utrzymywał kontakt wzrokowy, symulując uprzejme utrzymywanie uwagi nieeleganckie powtórzenie zniechęca na początku.

Lubię powtórzenia. Uważam, że są świetnym środkiem stylistycznym i nadużywam ich regularnie od jakiegoś już czasu. Akceptują, że mogą kłuć w oczy, ale hej, gusta i guściki.

Uwaga Lectera na temat rasy (gatunku?) prezydenta nie jest bezzasadna, ja wyobraziłem sobie na koniec, że był przedstawicielem tego samego gatunku co piętaszki, których określa mianem rojalistów.

Lecter sam sobie odpowiedział na zadane pytanie. Gdyby prezydent był kosmitą innej rasy niż “wrogowie ludzkości” to nie padłby trupem. Był przedstawicielem innej frakcji.

Z ciekawości – z jakich źródeł korzystałeś? Oczywiście od razu pomknąłem na Wikipedię czytać o przeciwpancernych psach itd. i odniosłem wrażenie, że artykuły na W. były twoim podstawowym źródłem informacji. Nie mówię, że to źle, bo fajnie wplotłeś je w swoją historyjkę : )

Ze źródeł internetowych, głównie anglojęzycznych: artykuły popularnonaukowe, rubryki z ciekawostkami, plus oczywiście wiki.

Zupełnie nie rozumiem zarzutów pod adresem prezydenta świata. Równie dobrze 150 lat temu ktoś mógłby zarzucić naiwność autorowi piszącemu o powszechnych prawach wyborczych. Świat się zmienia.

Ja rozumiem doskonale, ale ponieważ domyślam się z czego wynikają, to nie traktuję ich poważnie.

na emeryturze

1. Jeśli w tamtym zdaniu powtórzenie było środkiem stylistycznym, to chyba mi czołg przejechał ;P.

 

2. Chyba nie dało się dojść do innego wniosku, ale mogłeś nam to podać na talerzu, a tak tylko niepotrzebne wątpliwości :D.

 

3. Spoko. Spodobało mi się.

 

4. Może i tak.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

1. Jeśli w tamtym zdaniu powtórzenie było środkiem stylistycznym, to chyba mi czołg przejechał ;P.

Było, było. Nadaje zdaniu lekko humorystyczny wydźwięk i rytm. Właściwie to powinienem tam jeszcze trzecie “utrzymał” wrzucić.

2. Chyba nie dało się dojść do innego wniosku, ale mogłeś nam to podać na talerzu, a tak tylko niepotrzebne wątpliwości :D.

Ja wiem, że wielu użytkowników portalu lubi mieć wszystko wyłożone i wyjaśnione, ale bez przesady, zostawmy też coś dla czytelników, którzy lubią sobie samodzielnie wyczytać coś z kontekstu czy między wierszami.

na emeryturze

Ludzkość szczep ef… Ludzie jako projekt badawczy mający być sposobem na zagrożenie, którzy sami zmagają się z podobnym problemem i dochodzą do podobnego rozwiązania, które to rozwiązanie tylko czekać, żeby wpadło na podobny plan…

To się nazywa fraktal literacki ;)

 

Pozdrawiam :)

Nowa Fantastyka