- Opowiadanie: Fantastyczny Pan Lis - Przeciwległy brzeg

Przeciwległy brzeg

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Przeciwległy brzeg

Pochmurny styczniowy dzień przeszedł w wieczór niemal tak mroczny jak krocząca za nim noc.

Strzelistość sosen, wciąż dostrzegalnych, wbijała się w gasnącą szarość ośnieżonych zboczy gór, otaczających cierniowym wieńcem jezioro.

W czarnej, nieskutej lodem mimo pory roku powierzchni wody, pomrugiwały ciemnożółtawo refleksy świateł, położonego na przeciwległym brzegu górskiego schroniska, ustępliwie potwierdzając, że najbliższe godziny należą nieubłaganie do ciemności.

Wiatr wył coraz zawzięciej, choć wciąż jeszcze jakby z oddali.  

Lepkie macki fal z rosnącą niecierpliwością zamazywały kontury nabrzeżnych głazów.

 

*

 

Chaotyczny szum drzew nie dawał za wygraną, starając się z jakimś niezrozumiałym uporem zagłuszyć rozchybotanie jeziora.

Nagły, ogłuszający huk zgasił ten spór jak wilgotne opuszki zapałkę.

Tatrzańskie szczyty długo, niemal w nieskończoność, przekazywały sobie echem ów dziwny, brutalny dźwięk.

Na tafli Morskiego Oka zalśniły nowe refleksy.

Okna schroniska, które dotychczas pozostawały ciemne, wypełniło brudne żarówkowe światło. Te już jaśniejące zaciemniły się konturami ludzkich sylwetek.

Maleńkie cienie, z oddali przypominające kukiełki, gestykulowały, przesuwając się to w jedną, to w drugą stronę. Być może wykrzykiwały coś w mrok, ale z drugiego brzegu, poprzez zgiełk porywistości wiatru i fal, nie sposób było nic usłyszeć.

Przez wzburzenie natury przebił się z wolna mechaniczny odgłos.

Niebieskawe oko helikoptera poczęło nerwowo badać to brzegi, to toń jeziora, bez wiary, że zdoła ją przeniknąć.

W końcu świat ucichł. Noc, z większym mozołem niż zwykle, uśpiła schronisko.

 

*

 

Świt unosił znad Morskiego Oka szarawe opary nocy, pogrążając okoliczne szczyty w chmurach jeszcze ciemniejszych, niż w poprzednie dni.

Goście pojawili się w jadalni wcześniej niż zwykle.

Tama milczenia, towarzysząca pierwszym kęsom, szybko została przerwana. Pomieszczenie wypełnił chaotyczny gwar.

– Słyszeliście!?

– Lawina?

– Może myśliwi albo kłusownicy? Psia ich mać!

– Nie, nie… Był helikopter. Ponoć znaleźli ciało…

– Ludzkie?

– Jakie inne? – prychnął pogardliwie okularnik w swetrze z golfem.

Ktoś nerwowo zachichotał.

– Lawina!? A ten dziwny błysk!? – żachnęła się młodziutka blondynka w brązowej bluzie z kapturem. – Ta ciemność jak smoła. Nigdy takiej nie widziałam…

Zapadła cisza.

– Pan coś dostrzegł? – zapytała nieśmiało starsza kobieta brodatego mężczyznę w polarze z naszywką „GOPR”.

Ów, najwyraźniej niezainteresowany dyskusją, wkładał do ust kolejną łyżkę wodnistej jajecznicy.

– Nie – rzucił, zrozumiawszy, że nie uniknie odpowiedzi.

Przełknął głośno kolejną porcję posiłku i niespodziewanie mrugnął do rozmówczyni. Ze szklanki w plecionym stalowym koszyczku upił solidny łyk.

– W każdym razie na moje oko, szczątki, które wyłowiliśmy, nie należały do człowieka – wycedził po chwili.

 Usta ukryte w bujnym zaroście wykrzywił grymas ni to obrzydzenia, ni to dziwacznego uśmiechu:

– W przeciwieństwie do śladów po zębach…

Koniec

Komentarze

Pochmurny styczniowy dzień przeszedł w wieczór niemal tak mroczny, jak krocząc za nim noc. – Zjadło Ci “a” w “krocząca” :)

 

Milusio, że w końcu człowiek jest ‘tym złym’. Udało Ci się zbudować wyczuwalną atmosferę grozy, której nie zburzyłeś – jak to zwykle bywa – w części drugiej. A wodnistą jajecznicę zaliczam do najbardziej przerażającego momentu opowiadania. Zakończenie dosadne i odrobinę nawet komiczne, ale tak na straszno. Podsumowując, nie wybieram się w najbliższym czasie nad Morskie Oko.

Oj, Lisie, Lisie, czy ten tekst odleżał swoje i przeszedł autokorektę? Czy może te pogubione literki ze strachu pouciekały?  

 

Pochmurny styczniowy dzień przeszedł w wieczór niemal tak mroczny, jak krocząc za nim noc.

 

najbliższe godziny należą do nieubłaganie ciemności. – podejrzewam, że miało być nieubłaganie do albo do nieubłaganej 

 

Tatrzańskie szczyty długo, niemal w nieskończoność, przekazywał sobie echem ów dziwny, brutalny dźwięk.

 

wodnistej jajecznicy – a co to za danie? pierwszy raz się spotykam z takim określeniem 

 

Lepkie macki fal z rosnącą niecierpliwością zamazywały kontury nabrzeżnych głazów.

A to mi się bardzo spodobało :)

 

Ładnie odmalowałeś, moim zdaniem, w pierwszej części tajemniczy i wionący grozą wieczór. A końcówka, chociaż w sumie niewiele, lub wręcz nic, nie wyjaśnia, to jest dobra. Mocna. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cóż, wpadłaś w ten kwadrans, Śniąca, gdy odleżyny tekstu były opracowywane ;)

Czyli zanim poprawiłem :)

 

Żongler, może na wiosnę? ;D

 

 

Z góry udzielając odpowiedzi na wszelkie zastrzeżenia. Zastanawiałem się nad “wodnistą jajecznicą”…

Wiem… Potworne…

No, chyba że to element horroru… to mogę zaakceptować taką jajecznicę ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nie, wierz mi, można sobie ją wyobrazić, ale nie zaakceptować…

;D

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – zaakceptować jako element horroru, w tekście – byle nie mieć z nią do czynienia w rzeczywistości ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na tym, miejmy nadzieję, polega horror ;)

Bardzo tajemniczy przypadek, który nie daje odpowiedzi na żadne pytanie, ale pozwala snuć przypuszczenia. A poza tym jest właściwy klimacik wokół stawu i stosowna atmosfera podczas śniadania. No i to wiele mówiące ostatnie zdanie ratownika… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tatrzańskie szczyty nadal przekazywał, ale niech tam, nie będę dłużej czekać, bo mnie inni klikający ubiegną. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Reg, przypadek niemal równie tajemniczy jak morskość oka ;D

Fajne :)

Śniąca, fakt, tryb pojedynczy szczytów może zastanawiać… :D

Reg, przypadek niemal równie tajemniczy jak morskość oka ;D

Mam nadzieję, że nikt nie pomyli morskości z marskością…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ach, ta strzelistość sosen… ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Marskie oko 

Zmarnowany pomysł… ;D

Jak dla mnie, za bardzo poszedłeś w budowanie nastroju w pierwszej części. Na wyjaśnienia, co tam właściwie się stało, oprócz tego, że było ciemno i głośno, zabrakło już znaków.

Babska logika rządzi!

I na tym ma polegać straszenie, Finklo :) Że nie wiadomo co się dzieje/stało – wszak ludzie boją się nieznanego, tego, czego nie widać, a co hałasuje ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pierwsza część rzeczywiście nieco zbyt obrazowa i rozwlekła, ale za to druga nadrabia w ocenie za walory fabularne. Żeby było jasne – część pierwsza dobrze wprowadza w nastrój, zadaje pierwszą zagadkę w historii i umiejscawia akcję, mogłaby być tylko nieco bardziej rzeczowa i zwięzła. Niedopowiedzenie fajnie zagrało na koniec. Słowa ratownika pozostawiają czytelnika z domysłami. Efektownie.

Wodnista jajecznica straszy tutaj bardziej niż Cthulhu w innych szortach konkursowych ;)

 

Jeśli klik potrzebny to klikam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ciemności to chyba boją się głównie ludzie kilkuletni. Już straszniej wygląda ta jajecznica. Ale z tego co pamiętam, w schronisku jajecznica jest w porządku. Tylko strasznie malizną cuchnie. ;-)

Babska logika rządzi!

Podobno, jak ktoś się czuje samotny, to zaleca mu się zgasić wieczorem światło i po ciemku obejrzeć jakiś horror i od razu ten ktoś poczuje, że już nie jest sam ;) Więc chyba nie tylko ludzie kilkuletni ;) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ale skoro ogląda horror, to już jest jakieś światełko w tunelu, nie? Chyba że w podczerwieni patrzy… ;-)

Babska logika rządzi!

Hm, nie wiem, horrorów nie oglądam, zwłaszcza po zmroku. Tak na wszelki wypadek ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na wyjaśnienie, co tam właściwie się stało… Zabrakło liter

Tak, Finklo, jakichś 100 000… ;) 

A, dziękuję, dziękuję, Mr. Maras 

Rozrzutnyś z literkami. :-)

Babska logika rządzi!

Ach Ty, Fantastyczny Panie Lisie! :)

Fantastycznie się czytało. Ja jestem zdeklarowanym fanem obrazowego pisania i śmiałego posługiwania się językiem w tym celu. Być może poczułem lekką przesadę w opisach (tu podzielam trochę odczucie Mr. Marasa), skłoniłbym Cię do szukania umiaru i drogi środka w tym względzie, używania bardziej wyważonych barw, ale nie chciałbym też, żebyś zamknął się tym samym i ograniczał (sam poszukuję w tych rejonach, niełatwa to praca). Uwielbiam też, kiedy Autor zostawia mi w zakończeniu furtkę na domysły i zabawę w ramach wyobraźni.

Dlatego dziękuję Ci, Lisie, za lekturę. Bardzo przypadła mi do gustu!

Pozdrawiam!

 

Jak to u Ciebie, Lisie, przerost formy nad treścią. Chociaż tym razem całkiem mi się podobało. Zwłaszcza finał. Pozdrawiam.

Cóż, 

Dziękuję, Darcon. :)

 

Widzisz, chyba jest tak, że obecnie przeważa zwykle treść.

Więc co mi pozostaje? 

;)

 

 

Ojej,

Nie napiszę, że przypadkiem przeoczyłem Twój komentarz, Majkubar.

Bo to byłoby bez sensu. Lepiej napisać, że wolałem zostawić przyjemne rzeczy na koniec. :)

 

Dziękuje :)

 

P.S. Wyważone barwy w 3 tys znaków? Wiesz, uśmiechałem się pisząc o strzelistościach i innych ościach, jak to wychwycił Primagen ;)

Wiatr wył coraz zawzięciej – jakoś to “zawzięciej” dziwnie brzmi i world też podkreśla

Klimatyczna część pierwsza, choć chyba trochę przesadziłeś z poetycznością opisów. 

Wodnista jajecznica wymiata, choć u mnie mówią raczej o “gluciastej”, czy tak, czy tak takie danie prawdziwy horror.

A końcówka straszna. Ogólnie na duży plus.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zakończenie zupełnie mnie nie ruszyło. Nie twierdzę, że coś poszło nie tak, po prostu nie trafiłeś w mój gust. Ale czytało się całkiem przyjemnie, bez większych przeszkód :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

O, Bemik. :) 

Chyba gdybym napisał gluciastej byłby jeszcze większy horror :) 

 

 

Soku, 

Dziękuję za wizytę. :) 

 

Klimat zbudowany kwiecistymi opisami nie do końca mi podszedł, za to część w schronisku miodzio :) Udany szort. Powodzenia w konkursie, Lisie :)

Dziękuję, Belhaju, 

Twoja opinia brzmi dla mnie szczególnie szczerze :) 

Sam opis jakoś mocno mnie nie zaintrygował, trochę wręcz znużył, ale część w schronisku oraz puenta pierwsza klasa :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję za wizytę i komentarz NWM :)

Mnie się barwne, malownicze opisy podobały, ale znowuż miałam wrażenie swego rodzaju powtarzalności… (znowu w sensie podobnie jak w tekście “Czym właściwie jest życie…”). O tej nocy, przychodzącej i odchodzącej to w tysiącu znaków jakoś tyle razy byłeś w stanie nawrócić, że zdążyło mnie znudzić mimo krótkiej formy i literackiego kunsztu. Niemniej, dalej było już znacznie ciekawiej. Podobała mi się puenta. Podsumowując, całkiem przyjemny tekst konkursowy, na pewno jakoś się wyróżniający, innym niż pozostałe ujęciem tematu, ale w zachwytu u mnie nie wywołał. Z wyjątkiem tego zdania: “Strzelistość sosen, wciąż dostrzegalnych, wbijała się w gasnącą szarość ośnieżonych zboczy gór, otaczających cierniowym wieńcem jezioro.” → to zdanie jest piękne. 

No widzisz, rosabelle, jak tu nie można ufać przeczuciom. Mnie to zdanie wydawało się pięknie infaantylne ;)

Ja lubię taką piękną infantylność ;) Sama jestem trochę dzieciakiem jeszcze, to mi się podobają takie rzeczy. 

Co wy macie do czepiania się tych jajek? Njapierw nie można rozbijać jajka na patelnię, później jajecznica nie może być wodnista :O Dodał ktoś pomidorów i się zrobiła wodnista.

Ja tam wolę jak jajecznica jest rzadsza niż taka mocno ścięta!

Dla mnie opisy były tak wybujałe, że aż śmieszyły, później bliżej nieokreślony chaos. Szczęściem ratownik spiął wszystko w całość. Rzekłbym dosmażył tę wodnistą jajecznicę opisów, klimatu i wydarzeń na gorącej relacji z patelni swojej wypowiedzi.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dołączam do grupy niezbyt zachwyconych natężeniem malowniczych opisów w pierwszej części.

Szort mocno nierówny. Po pompatyczności przychodzi niby to zabawna(?) scenka przy śniadaniu, gdzie najbardziej przerażającym elementem jest nieścięta jajecznica.

“Płenta” dobra, ale całość jakoś mi nie podeszła. 

Także, tak. ;)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

O rany, na początku tak “budowałeś nastrój”, że mam wrażenie, że zrobiłeś to dla jaj.

 

Natomiast druga część bardzo mi przypadła do gustu.

Czekaj, czekaj… teraz będę się bał wyjść ze schroniska w te ciemności, a każdy napotkany człowiek będzie budzić lęk i myśl “a może to on” :D

F.S

Przeczytałem od razu, spodobało mi się, ze względu na przerysowanie poetyckie budowanie klimatu (że mogłoby być krótsze? Mogłoby. Ale ja lubię takie zabawy, więc dla mnie cacy) oraz cudownie nonszalancki bohater.

Nic nie napisałem, bo kolejna pochlebna i mało odkrywcza opinia potrzebna Ci, jak lisowi kadzidło. Ale ostatecznie, skoro się przeczytało, wypada skomentować. Zatem:

Bardzo dobry szort.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie doceniasz mojej próżności thargone ;D Ocho, Foloin, Thargone, serdeczne dzięki z wizyty i opinie :)

Nowa Fantastyka