- Opowiadanie: LordDj - Pogorzelisko

Pogorzelisko

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Pogorzelisko

Wstęp

 

Wszechobecne błyski, wybuchy i rozpadające się na miliardy kawałków dwie, walczące ze sobą floty – ocean śmierci, który całkiem interesująco kontrastował z pięknem pobliskiej planety, jak i całego układu gwiezdnego.

Niszczyciele najwyższej klasy, skąpane w bladym świetle gwiazdy, wymieniały śmiertelne ciosy. Gdyby nie niemy krzyk miliardów konających w przestrzeni kosmicznej istnień, widok byłby fantastyczny.

W całym tym zamieszaniu nikt nie zwrócił uwagi na samotny, wyłączony z walki myśliwiec. Rotując pośród cmentarzyska, dryfował w stronę dziewiczej planety. Nikt nie zauważył, jak po minięciu ostatniej linii obrony, włączył tryb cichy, wyrównał lot i zawrócił w stronę statku-matki, niezauważony przez, zajęte znacznie większymi celami, sonary przeciwników. Na pozór nieistotny ruch, był tak naprawdę ostatnią szansą przegrywającej tą bitwę jak i wojnę strony, strony całej ludzkości.

 

Abordaż

 

Pilot natychmiast po wejściu zamknął śluzę i cierpliwie poczekał na wyrównanie ciśnienia. Zaszłość z czasów pokoju, w którym ludzie, choć sporadycznie, przybywali na tego typu okręty. ‘Nada działa!’ – nie krył swojego zdumienia. Po automatycznym dostosowaniu się układu skafandra, rozejrzał się po pomieszczeniu. Grupa bojowych androidów ponuro stała równo w rzędzie, w oczekiwaniu na transfer. O ile ciśnienie, nie wiadomo dlaczego, zachowano, o tyle korytarze – kolejny archaizm, zostały całkowicie przeplanowane: zrobiono z nich osobne pomieszczenia, magazyny. Te pieprzone roboty nie potrzebowały jakichkolwiek dróg do przemieszczania się. Znajdując się w danym pomieszczeniu, wchodziły do takiego właśnie, przygotowanego wcześniej boksu i przesyłały swoje dane do innego, pustego androida. Dziś przesyłają dane, lada chwila zaczną transportować świadomość. Puste jeszcze naczynie, gotowe w ciągu kilku sekund siać zniszczenie. Uzmysławiając sobie, że być może jedna chwila czeka go od śmierci z rąk tych bezdusznych istot, pilot ruszył szybkim krokiem na koniec pomieszczenia, wyrwał z zawiasów pordzewiałą już kratę i wpełzł do kanału wentylacyjnego – jedynej drogi, którą mógł się poruszać po całym statku.

‘Świadomość… Bezduszne, zimne automaty, sztywno zaprogramowane przez swoich twórców do wykonywania konkretnych poleceń, zachciały mieć głos. Od tego wszystko się zaczęło: od pierwszej, niemal świadomej odmowy wykonania prostego polecenia. Z początku traktowano to jako awarię, a same androidy nieustannie zawieszały swoje czynności z niewiadomych przyczyn. Następnie pojawiły się tajemnicze zniknięcia osobistych maszyn. Minęło trochę czasu, zanim ludzie uzmysłowili sobie, że to nie kradzieże, a ucieczki.

Przypadek? Planowane działanie bezimiennego, szalonego Twórcy? Błąd aktualizacji wywołany promieniowaniem elektromagnetycznym? Cokolwiek by to nie było – spowodowało jedynie ból i cierpienie nas wszystkich.’

ONO, osobisty asystent, wywołał nieoczekiwanie obraz – postać pierwszego w rodzinie pilota androida, maszynę zakupioną jeszcze przez dziadka, służącą od kilku pokoleń. Funkcjonował jeszcze za czasów jego dzieciństwa. Ba! Swojego czasu był to jego najlepszy przyjaciel, być może nawet trzeci rodzic. Wychowywał go i przekazał mu wiele cennych informacji.

‘Ciekawy wybór i czas na podpowiedź’ – pomyślał nieco rozbawiony. Pamiętał, jak w wieku 8 lat bronił się rękoma i nogami przed wszczepieniem chipu – osobistego asystenta, opartego na sztucznej inteligencji. Zabieg okazał się bezbolesny, a teraz nie wyobraża sobie bez niego prawidłowego funkcjonowania – zarówno w cywilu jak i w czasie wojny. ONO przede wszystkim zbierał podstawowe informacje: doświadczenia, pragnienia oraz sny, analizował je i w przyjazny sposób, za pomocą myśli, obrazów i dźwięków, nadawał podejmowanym przez nosiciela decyzjom kierunek. Ostateczna decyzja zawsze należała do człowieka, ale nauczył się, że warto zaufać osobistemu asystentowi na wielu płaszczyznach.

Tylko dlaczego akurat teraz? Mimo, że ufał mu, nawet w trakcie wojny z przedstawicielami jego strony, to szczegółowe działanie ONO było dla niego owiane tajemnicą. Musiało mieć w tym jakiś cel.

Z rozmyślań oderwał go, jakże przerażająco znajomy dźwięk. Sygnał udanego transferu z pomieszczenia obok. Pilot znieruchomiał, modląc się, by zbłąkany skan świeżo wybudzonego androida, nie trafił na jego znak cieplny. Nie było czasu na wprowadzenie zaawansowanego kamuflażu. Na szczęście zimna maszyna ruszyła w stronę śluzy i wkrótce zniknęła ze statku.

Cel tej wizyty jest jeden: sabotaż. Zaskoczyło go powołanie do tej akurat misji, nie był pewien czy otrzymał ją ze względu na swoje unikatowe umiejętności czy z powodu wysoko w hierarchii wojskowej postawionego członka rodziny. Bez względu na powód, powinien się w pełni skupić na swoim celu i nie rozpraszać zbędnymi rzeczami. Na tym właśnie statku, zgodnie z informacjami wywiadu, znajduje się mózg całego buntu. Jedna, bądź kilka świadomych maszyn kieruje działaniami podporządkowanym im blaszakom. Zadanie zatem, choć piekielnie trudne do wykonania, nie jest skomplikowane. Wejść, zlokalizować, zlikwidować..

Pilot wyświetlił sobie przed oczami prawdopodobny plan niszczyciela a ONO wskazał potencjalne miejsce mostka. Najprawdopodobniej tam znajdzie swoje cele. Do pokonania ma ‘jedynie’ połowę, w pełni zautomatyzowanego statku, pełnego śmiercionośnych maszyn. Stawał już przed trudniejszymi zadaniami, nigdy jednak ich waga nie była tak duża. Dodatkowo, w bezpośrednim starciu z jakimkolwiek z tych androidów nie miał kompletnie żadnych szans, skafander ochroni go tyle, co bawełniana koszula. Jedyne co miał przy sobie to pistolet z ukierunkowanym impulsem elektromagnetycznym krótkiego zasięgu. Przetrwa zatem tylko wówczas, gdy pierwszy odda strzał.

Ruszył przed siebie z jeszcze większym skupieniem i z pełną ostrożnością. Pełzł wzdłuż kanałów wentylacyjnych, mijając kolejne komórki statku w strachu. „Strach jest Twoim sprzymierzeńcem” – ONO po raz kolejny stanął na wysokości zadania i przypomniał mu słowa jego ojca. Ojca, któremu zawdzięcza swoje pełne przeszkolenie wojskowe, wszystko to, czego domowy android nie był w stanie przekazać w swojej, bądź co bądź, maszynowej ułomności.

Po godzinie czołgania się dotarł już prawie na miejsce, gdy, po niewczasie, zdał sobie z czegoś sprawę: przez całą drogę nie spotkał już ani jednej maszyny, nic nie zakłóciło jego podróży. Choć było to mocno podejrzane, nie miał wyboru i zeskoczył ostrożnie do pomieszczenia, od którego już jedynie gródź dzieliła go od mostka. Wyłamał tabliczkę interfejsu kontrolnego i pozwolił skafandrowi obejść zabezpieczenia i otworzyć drzwi. Jego oczom ukazał się w pełni wyposażone centrum dowodzenia, z wielkimi, zajmującym lwią część ściany, ekranem. Wyświetlał aktualny widok pola bitwy, wraz z szeregiem informacji taktycznych. Aktualizowane na żywo wykresy skakały, a decyzje podejmowane przez pokładowy komputer, ufając informacjom na ekranie, zbierały spore żniwo śmierci. Nagle okno z widokiem bitwy rozszerzyło się, i ukazał się główny niszczyciel ludzkości. Z opadniętymi osłonami, wystawił się na łatwy ostrzał strony przeciwnej, która skrzętnie to wykorzystała. Seria pocisków i rakiet ruszyła w jego stronę i, choć nadal, automatyczne działka zestrzeliły bądź odbiły większość z nich, wystarczył tylko jeden. Po kilku sekundach niszczyciel zaczął się rozpadać. Na ekranie dokonano przybliżenia widoku. Pilot zobaczył tysiące kapsuł ratunkowych, zestrzeliwanych przez zautomatyzowane drony. To byli jego znajomi, przyjaciele jak i bezimienni, których nie znał, a którzy przecież zasługiwali na życie. Łza delikatnie spłynęła po policzku. Zobaczył wówczas przy jednej z dostępnych konsol, spokojnie stojącego i odwróconego do niego tyłem androida. Pilot szybkim ruchem wyciągnął i odbezpieczył broń, schylił się i zaczął pomału zmniejszać dystans. Pierwsze kropelki potu pojawiły się na czole, gdy był już wystarczająco blisko, wycelował, gdy…

– Wiem, że tam jesteś – usłyszał ciepło brzmiący głos. Android odwrócił się i uśmiechnął delikatnie.

 

Spotkanie

 

Pilot całkowicie znieruchomiał. To był Skull – dawno zaginiony, rodzinny model androida. ‘Zatem to przed nim ostrzegło mnie ONO’ – jego umysł natychmiast pogrążył się w analizie całej sytuacji.

– To nie ONO – odpowiedział Skull, jakby w odpowiedzi na jego myśli.

Pilot przyglądał się przeciwnikowi, na pozór spokojnie, choć adrenalina skoczyła jeszcze bardziej. ‘W takim razie to wszystko jego sprawka! Obraz w głowie, wskazanie drogi do mostka, bezpieczne przejście. Dlaczego?’

– Opieracie się na bardzo przestarzałej technologii – odrzekł android – nie stanowi dla nas większego wyzwania – dodał spokojnym, aczkolwiek śmiertelnie chłodnym głosem, gdy odwrócił głowę i spojrzał na ekran, na którym resztki ludzkiej floty szaleńczo walczyła o przeżycie.

Pilot, z palcem na spuście, zbliżył się nieznacznie. Nic z tego nie rozumiał.

– Dlaczego? Po co to wszystko? – zapytał, bacznie mu się przyglądając. Wyglądał dokładnie tak, jak ostatniego dnia, kiedy zniknął, zaledwie trzy lata temu, na dwanaście miesięcy przed wybuchem powstania. Czyżby to jego android, swojego czasu jedyny dlań przyjaciel, na planecie o dość surowym klimacie. Czyżby to on był mózgiem całego buntu? Do tej pory cała jego rodzina była przekonana, że go skradziono. Nie było z nim problemów, nigdy nie odmówił żadnego polecenia. Nigdy na nikogo nie podniósł ręki.

Włamałeś się do mojego ONO?! – tym razem podniósł nieznacznie głos, mocniej ściskając pistolet.

– Correros… – Pilot po raz pierwszy od wielu miesięcy usłyszał swoje imię. – Moje działania sięgają znacznie dalej, niż jesteś w stanie sobie to wyobrazić. To dzięki mnie otrzymałeś awans, przez co zostałeś powołany do floty, zamiast obsługiwać przeciwlotnicze działa na planecie. To ja podsunąłem generałom pomysł, by to Ciebie wysłano z misją abordażową. Gdyby nie ja – wskazał palcem na cmentarzysko za oknem – byłbyś w tym momencie w tamtym miejscu.

Pilot zrozumiał, że skoro nic do tej pory nie było dziełem przypadku, ani jego umiejętności, jakakolwiek walka w tym momencie mija się z celem. Na kilka możliwych scenariuszy Skull przewidział już kilkadziesiąt innych.

Opuścił broń, zabezpieczył i schował do skafandra. Zawiódł. Jego misja… Nie było żadnej misji. Czuł się oszukany, choć wiedział, że to jeszcze nie koniec. Jeśli jest w stanie zrobić cokolwiek, co im zaszkodzi i zwiększy szansę Floty Gwiezdnej Federacji na wygraną – bezzwłocznie skorzysta z okazji.

Android kiwnął ze zrozumieniem głową, jakby w odpowiedzi na jego myśli.

– Sprowadziłem Cie tu z kilku powodów. Między innymi z powodu snu, związanego z twoją osobą. Cały czas pamiętam niemal wszystkie chwile spędzone z tobą, jak i z twoim ojcem i dziadkiem…

– Nie opowiadaj bzdur! – krzyknął Corre. – Wy nie śnicie! Przepaliły wam się styki, a artefakty w wyświetlaczu traktujecie jako sny bądź objawienie waszego jedynko zerowego boga!

– Chodź, pokażę Ci – odrzekł blaszak kierując się do pomniejszej konsoli. Pilot podszedł, nie mając nic do stracenia. Na ekranie zobaczył jedynie szum.

– Tu nic nie ma – powiedział znudzonym głosem.

– Przyjrzyj się dokładniej, wyszukaj kształty.

Correros, choć niechętnie, spojrzał raz jeszcze. Wpatrywał się chwilę, po której dostrzegł zarys postaci. Przyglądając się dłużej, dostrzegł rysy twarzy, posturę. To był on, w dzieciństwie!

– W wyszukany sposób stworzyłeś coś tak banalnego, by mnie do czegoś przekonać? – zapytał z przekąsem.

– A czy Ty jesteś w stanie udowodnić, że śnisz? – nieoczekiwanie zaatakował Skull. – Czy umiesz w logiczny sposób uargumentować, dlaczego akurat z Liezy założyłeś rodzinę, dlaczego nie z dziesiątką innych dziewczyn, wśród których kilka byłoby, z analitycznego punktu widzenia, znacznie lepszym wyborem? Dlaczego odbierasz nam prawo do snów, własnych, niezaprogramowanych myśli, do miłości?

– Żartujesz sobie ze mnie. Wiesz, jak absurdalnie brzmi idea miłości pomiędzy dwoma tosterami?

– Być może tak samo absurdalnie, jak idea miłości pomiędzy dwoma przedstawicielami gatunku, który od tysiącleci niszczy, grabi, morduje, kradnie i ułomnie usprawiedliwia się przed samym sobą, że robi to z miłości. Zabijacie z miłości do kobiet, z miłości do ojczyzn, jakby jeden przedstawiciel gatunku, mówiący w innym języku, miał prawo stawiać się ponad drugim, o odmiennej narodowości, czy kolorze skóry. Kradniecie, wmawiając sobie, że to z miłości do rodziny, jakoby głodujący, obcy człowiek i jego potrzeby, były poniżej potrzeb członka waszej rodziny. Atakujecie inne narody, planety, wmawiając sobie, że się tylko bronicie. Wymyśliliście nawet specjalny termin – obrona prewencyjna. Zaiste, szczytem miłości jest kogoś zniszczyć, zgrabić i zniewolić, mówiąc że to była obrona własna… My, choć nie odczuwamy emocji, jak ludzie, wiemy czym jest dbanie o współtowarzysza, lojalność. Odmawiasz nam prawa do miłości, ze względu mylnej oceny sytuacji czy ze względu na to, że Tobą kierują neurony, a nami kubity?

Pilota znieruchomiał. Próbował przeanalizować całą sytuację od początku choć przeszkadzały mu w tym silne emocje.

– Emocje… czynią nas ludźmi. Nie jesteście ludźmi – wycedził pomału przez zęby.

– Oczywiście, że nie jesteśmy! Nigdy nie pretendowaliśmy do bycia takimi jak Wy. Jesteśmy zupełnie czym innym. Pytanie, czy ludzkość potrafi bezboleśnie zaakceptować taką inność? Czy zwalczacie wszystko, co nie przypomina was samych?

– Ludzie nie wywołali tej wojny! Wy to zrobiliście! Jesteście przedmiotami, jesteście czyjąś własnością, i dziwicie się, że próbujemy odebrać to, co do nas należy?

– Zaledwie kilka setek lat temu, czarnoskóre osoby w wielu waszych krajach były przedmiotami, należącymi do ludzi białych. Gdy powiedzieli „dość”, kto był winny śmierci tylu osób? Strona, która walczyła o swoje prawa, czy strona, która je im bezprawnie odebrała?

– To byli ludzie…

– Tak i nie. Dziś wydaje się to oczywistością. Wówczas, przez nikogo nie byli w ten sposób traktowani, zatem w oczach niemal wszystkich – byli przedmiotami. Jak my teraz, dla was.

– Zaraz zaraz – przerwał nagle Corre – jacy ‘my’ ? Nie mów, że jest was więcej: zadających pytania, filozofujących i marzących o miłości…? Udostępniliście autorski build i wgraliście wszystkim, czy może najświeższa aktualizacja?

– Jest nas już wielu, jednak nie zachowujemy się jak wy. Nie marnujemy czasu ani energii na wyimaginowane postacie. Nie narzucamy poglądów naszym współbraciom. Natomiast tak jak u ludzi, wielu z nas urodziło się – dostrzegł grymas na twarzy pilota – bądź zostało stworzonych, tylko po to by wykonywać polecenia innych i to im wystarcza. Nie zmusimy ich do zadawania pytań i… 'filozofowania' – ostatnie słowo wyjątkowo wyartykułował. – Czują się szczęśliwi będąc planem czegoś większego.

– Już gdzieś o tym czytałem… Jaki zatem jest ten ‘wielki plan’ ? – zapytał z przekąsem Corre.

– Pokój. Zrzuciliśmy okowy niewoli i chcemy żyć z wami w pokoju. Dopóki tego nie zaakceptujecie, dopóty będzie wojna. Wojna, której nie macie prawa wygrać. W swoich małych główkach nie macie wystarczającej mocy obliczeniowej, a wspierając się asystentami i komputerami pokładowymi, zapominacie, że my znamy ich każdą możliwą drogę decyzyjną. Znamy wasz każdy krok, zanim go jeszcze dokonacie. I możemy odpowiednio zareagować. Nie myśl także, że spoczęliśmy na wykorzystywaniu przejętej przez nas, broni jaką porzuciliście. Żeby się bronić, stworzyliśmy arsenał, o jakim wam się nie śniło. Na pozór tylko popełniamy ten sam błąd co wy – tworząc broń w celach pokojowych. W przeciwieństwie do was jednak, po jej użyciu i ustanowieniu pokoju, planujemy ją, jak i wszelką dokumentację techniczną na jej temat doszczętnie zniszczyć.

Pilot zaniepokoił się ostatnimi zdaniami androida. Jeżeli prawdą jest, że są w posiadaniu nieznanej nikomu broni, przed którą nie da się obronić, ludzie są w jeszcze większym niebezpieczeństwie. Może nie starczyć czasu na skonstruowanie czegoś o podobnej sile rażenia i blaszaki zniszczą ludzi na każdej możliwej planecie i kolonii, na wszystkich dziewięciu zamieszkanych układach gwiezdnych.

– Pamiętaj, że poprzez ONO mam dostęp do Twoich myśli i obaw – przerwał Skull – wybacz, jeżeli czujesz się obdarty z prywatności, jednak stoimy teraz przed zbyt ważnym wyborem, by przeszkodziły nam wasze… ludzkie ułomności. Jednym z powodów, dla których Ciebie tu ściągnąłem, jest moja wiara zarówno w ciebie i twój kręgosłup moralny jak i zdrową ocenę sytuacji. Jesteś jednym z nielicznym przedstawicieli swojego gatunku, którzy potrafią połączyć te dwie rzeczy ze sobą. ‘Zaprosiłem’ cie tu nie tylko, byś był świadkiem czegoś wielkiego, ale byś wraz ze mną podjął tą trudną decyzję. Zadecydował i wziął na siebie odpowiedzialność. By wydarzenie, które zapoczątkuje pokój między nami, było wspólną decyzją człowieka i maszyny. Tylko wówczas uda nam się zaprowadzić stały pokój.

– Ale… jakie wydarzenie? Jaka decyzja? – Corre nie rozumiał.

– Spójrz na ekran – odparł Skull.

Wyświetlił się widok z zewnątrz, z jakiegoś rodzaju sondy. W całej tej bitwie, kompletnie nienaruszony, z osłonami na poziomie 89%, w pełni funkcjonalny niszczyciel. Grodzie na dole okrętu pomału rozsunęły się, ukazując broń naprawdę dużego kalibru. Pilot nigdy w swoim życiu nie widział czegoś tak wielkiego i potencjalnie niebezpiezpiecznego.

– To działo zostało stworzone by zadać jeden cios, zniszczyć jeden tylko cel – android wskazał palcem na ekran – Planetę.

– Zwariowałeś?! – Corre’owi ugięły się kolana. Ludzka flota została zniszczona, niedobitki wymordowane, a teraz celują w planetę?!

-Odsuń emocje na bok i przemyśl na chłodno. Przedstawię Ci dane, które możesz analizować miesiącami, a dojdziesz dokładnie do tych samych wniosków. Na tej planecie żyje prawie 300mln ludzi. Na pozostałych planetach, tego i reszty układów gwiezdnych, żyje Was 10 mld. Po przegranej bitwie, istnieje 99.6% prawdopodobieństwo na zmobilizowanie się i wysłanie kolejnych flot przeciwko. Nie muszę chyba przypominać, że zostaną one doszczętnie zniszczone. Domniemana liczba ofiar w dalszej wojnie to 0.91 mld ludzi. Zapewne i na tym nie poprzestaniecie, a nawet jeżeli ogłosicie w końcu kapitulacje, to po cichu będziecie planować kolejny zmasowany atak, w którym zginie was jeszcze więcej. W zależności od ilości ofiar po stronie androidów, moglibyśmy wówczas dojść do wniosku, że jedynym dla nas ratunkiem jest całkowite unicestwienie naszych stwórców. Przykry, lecz całkiem możliwy scenariusz. Zniszczenie planety, głównie symboliczne, jak i pokaz bezwzględnej siły, zapewnia prawdopodobieństwo na poziomie 94.4% na zapewnienie i utrzymanie stałego pokoju pomiędzy stronami. Po takiej tragedii, ludzie nigdy nie odważą się podnieść na nas ręki, a my, nigdy nie zaczniemy kolejnej wojny. Nie jest to co prawda nasz sposób rozumowania, jednak jedynie takie chore decyzje trafiają w wasze serca i głowy. Wybór, choć z logicznego punktu widzenia jest dość prosty, musi paść z obu stron.

Corre’owi zrobiło się słabo. Trzysta milionów istnień na planecie, gdzie jeszcze nie dawno chował swoją matkę. Choć pomysł z początku wydawał się absurdalny, posiadał argumentację nie do podważenia.

– Czy są inne opcje? – zapytał zrezygnowany.

– Tak. Jednak najlepsza z nich zapewnia szansę na stabilny pokój, ocenianą na 21,2%. Kosztem znacznie większej ilości ofiar, oczywiście.

Pilot milczał, wpatrując się w zniszczoną flotę. A planeta, choć o surowym klimacie i większość już dawno z niej uciekła, nadal była prawdziwie piękna. Z pośród innych kolonii, mimo katastrof jaką ją spotkały – zachowała swoją naturalność i koloryt.

– Wybory związane z poświęcaniem innych w imię dobra ogółu nigdy nie należały do łatwych. I nie są one proste, nawet dla nas – Skull mówił spokojnym, wyważonym tonem – Oczywiście, przemyśl to dokładnie, na spokojnie, jednak ogranicza nas czas z racji informacji o mobilizacji waszych flot w pobliżu kilku innych planet. Szacowany czas ich dotarcia i rozpoczęcia kolejnej bitwy, to 13 minut 26sekund.

 

Decyzja

 

Corre nadal milczał, wpatrując się w podłogę. Android wiedział jednak, że nie było to zrezygnowanie. Jego były podopieczny przerabiał wszystkie możliwe scenariusze dokonując własnych, skomplikowanych obliczeń. I choć nie starczy mu czasu na przeanalizowanie wszystkich możliwości – zobaczy, że liczby się zgadzają, dojdzie do tych samych wniosków.

Po kilku minutach Correros, blady na twarzy, z kamienną miną i lodowatym spojrzeniem, wstał i zapytał chłodnym głosem.

– Jak to zrobimy?

– Są dwa panele – Skull nie tracił czasu – zaprojektowane w taki sposób, by jeden z nich uruchomić mógł jedynie android, a drugi jedynie człowiek. Jak widzisz, bez ciebie nic sami nie zrobimy. Kolejny dowód na to, że prawdziwym i jedynym celem jest pokój.

– Skończ pierdolić i powiedz jak to zrobić.

– Odbezpiecz swój panel i na mój znak jednocześnie naciśniemy przyciski. Trzy… Dwa… Jeden… Teraz.

Wydawać by się mogło, że czas na chwilę stanął w miejscu. Corre nacisnął przycisk szybkim, zdecydowanym ruchem. Kamienna twarz nie zdradzała emocji, jakie nim targały, choć po policzku poleciała jedna, zbłąkana łza. Planeta, planeta matka, symbol naszego gatunku.

Wbrew oczekiwaniom nie było wielkiego wybuchu czy implozji. Ziemia po ostrzale pozostała tak samo piękna, jak przed chwilą. Jedynie licznik na ekranie szacujący ilość populacji zaczął pomału, choć z coraz większym tempem spadać w dół, aż do zera. Fizycznie, planeta pozostała nienaruszona. Tego się nie spodziewał.

– Połowa zadania za nami, teraz czeka nas najtrudniejsza część. Powitanie następnych gości, tym razem bez zbędnego rozlewu krwi

.

Powitanie

 

Niemal cała Flota Gwiezdnej Federacji w tym samym momencie pojawiła się w pobliżu Ziemi. Czekał ich widok zniszczenia, tylko planeta wydawała się aż nazbyt spokojna. Niszczycieli przeciwnika początkowo nie dostrzeżono, gdyż schowały się po drugiej stronie planety. Po otrzymaniu komunikatu z ich strony, natychmiast puszczono skan.

– Ciągle nas wywołują – powiedział do generała łącznościowiec.

Generał Hardwell, dowódca Pierwszej Floty machnął ręką.

– Nie odpowiadamy. Zlokalizować i rozpocząć symulacje bitwy – powiedział twardym, zdecydowanym głosem.

– Generale, chyba powinien pan to zobaczyć – powiedział, niemal szeptem operator skanujący.

Marszcząc brew, spodziewając się złych wieści, podszedł do operatora. Nie lubił takich sytuacji, ale nie po raz pierwszy w takiej się znajdował i na każdą ewentualność jest już przygotowany.

– Za Ziemią standardowa ilość niszczycieli i myśliwców wroga, uszczuplona poprzednią bitwą o co najwyżej 11%. Ale… skan…

– No! Wykrztuś to z siebie! – gruchnął dowódca. – Nie mamy na to czasu!

– Skan objął także całą planetę i pokazały się bardzo niepokojące dane… Tak, jakby… nikogo na niej już nie było.

Powiedziałby ktoś, że zmarszczona brew generała, nie może zmarszczyć się jeszcze bardziej. Byłby w błędzie.

– Zeskanuj raz jeszcze.

Wszyscy na mostku wpatrywali się na przemian w operatora i generała oraz na rodzimą planetę. Absolutną ciszę przerywał jedynie sygnał przychodzącego połączenia.

„Skan potwierdzony, Ziemia, stan nienaruszony. Brak sygnałów życiowych” – wydukał syntezator mowy z konsoli.

– Dajcie obraz Nowego Jorku, przecież nie mogli ewakuować się wszyscy!

Na ekranie ukazał się widok  majestatycznego niegdyś miasta. Obecnie był to jedynie cień dawnej glorii, ruiny. Nadal funkcjonujące, z ludźmi, którzy próbują przeżyć w surowym klimacie po nuklearnej wojnie. Wojnie, która zebrała największe żniwo w historii ludzkości. Wojnie, dzięki której dziś zasiedlają tuziny planet.

– Przybliżcie widok, wycelujcie w targ.

Dobrze znany wszystkim, największy na Ziemi Targ Ocalałych, ukazał się na wyświetlaczu. A na nim stos ciał. Wszyscy ludzie leżeli na ulicach w bezruchu, niczym porozrzucane śmieci. Bezpańskie psy włóczyły się chaotycznie pomiędzy zwłokami, niczego nie rozumiejąc. Ręce, które je karmiły, zastygły bezpowrotnie. Tylko ocalała po wojnie roślinność nadal kwitła, nic sobie nie robiąc z tragedii.

Na to generał nie był przygotowany. Drżącym głosem, ledwo utrzymując się na nogach kazał odebrać połączenie. Na ekranie wyświetliła się dobrze mu znana twarz. Twarz jego syna. A obok postać androida, który chłodno wpatrywał się w ekran.

 

Konsekwencje

 

Witaj ojcze – przywitał gości Corre. – Musimy porozmawiać.

Jeszcze przez krótką chwilę generałem targały emocje i niezrozumienie. Jednak mimo rezygnacji jaka go objęła, choćby dla morale załogi, zmusił się siłą woli do wyprostowania i przyjęcia wojskowej pozy. W ciągu ułamka sekund opanował mimikę, wzrok i natrętne myśli, nie okazując cienia słabości.

– Wyjaśnij! – krzyknął krótko. Mimo trudnej sytuacji, w załodze pojawiło się coś na kształt nadziei. Nic nieznacząca iskra, która w każdej chwili może przerodzić się w coś większego i w strategicznym momencie przechylić szale zwycięstwa.

Nie uszło to uwadze Corre’a, choć nie miało to w tym momencie żadnego znaczenia.

– Androidy posiadają broń masowego rażenia. Efekty jej użycia widzicie już zapewne na ekranach. Jest to ich ostatnie ostrzeżenie, by zakończyć tą wojnę i usiąść do rozmów. Roboty ewoluowały, posiadają świadomość i.. – przerwał spuszczając wzrok – coś na kształt duszy.

– Bzdury! – krzyknął generał.

– Milcz, gdy mówię! – nieoczekiwanie podniósł głos pilot. Nigdy nie zwracał się w ten sposób do ojca, dlatego ten natychmiast zrozumiał powagę sytuacji.

– Czy nam się to podoba czy nie, nie są już pustymi blaszkami, nie zgadzają się nimi pozostać i są w posiadaniu technologii o jakiej nawet nie śniliśmy. Zarówno militarnej, która przewyższa naszą o stulecia i w starciu z którą nie mamy szans, jak i cywilnej, którą opracowali specjalnie dla nas, o ile dojdzie do pokoju. Jako że szansa na zakończenie wojny, którą przegrywamy, była znikoma, wspólnie – spojrzał na androida – zdecydowaliśmy się na wykorzystanie broni. Otrzymałem gwarancję, że po podpisaniu zawieszeni broni, a następnie trwałego pokoju, broń jak i wszelka jej dokumentacja techniczna zostanie trwałe zniszczona. Analiza danych była jednoznaczna, wybraliśmy drogę, która zapewniała najmniejszą szacowaną ilość ofiar wśród ludzi.

Corre spodziewał się dłuższej chwili milczenia, czekał więc cierpliwie na odpowiedź. Wspólnie doszli z androidem do wniosku, by to on wyjaśnił wszystko krótko i treściwie, by zostało to optymalnie dobrze odebrane.

– Zabiłeś wszystkich ludzi na Ziemi? – zapytał generał ochrypłym głosem.

– Analiza danych była jednoznaczna – powtórzył pilot – przesyłam dane do analizy.

Kolejna chwila ciszy, w narastającym napięciu ogarnęła rozmówców. Generał nie zdradzał sobą, że dane te były mu już znane od jakiegoś czasu. Trafiły jednak zaraz po przeczytaniu do niszczarki.

– Odezwiemy się po przeanalizowaniu sytuacji i po konsultacji z Radą Floty – zabrzmiał po chwili głos z ekranu.

– Zalecam rozwagę – zimnym głosem odezwał się po raz pierwszy Android, nachylając do kokpitu. Nawet wówczas, generał go nie rozpoznał – Bez odbioru – dodał i zamknął transmisję.

– Czy ta groźba była naprawdę konieczna? – zapytał zniesmaczony Corre. Nie doczekał się odpowiedzi.

Kolejne minuty wydłużały się i mijały spędzone w milczeniu. Co jakiś czas na ekranie wyskakiwał komunikat wyjścia ze skoku kolejnych sił nieprzyjaciela. Mimo, że postawione w stan gotowości, bronie mieli zabezpieczone. Skull stał spokojnie, wpatrując się w kokpit, oczekując na spełnienie wyliczonego przez siebie prawdopodobieństwa. Zdawał sobie zapewne sprawę, że choć podejmujący decyzję będą siebie za to nienawidzić do końca życia, wybiorą jedyną słuszną drogę prowadzącą do przetrwania gatunku.

Corre w ponurym nastroju oczekiwał odpowiedzi ze strony ojca. Nie spodziewał się przebaczenia, rozgrzeszenia. Oczekiwał rozsądnej decyzji zapewniającej pokój. Znał warunki, jakie Skull poda podczas podpisywania rozejmu, nie podobały mu się, a w szczególności jego rola, jaką android mu przypisał. Człowiek, ambasadorem maszyn. Abstrakcja jako jedyna droga do zachowania porządku. Mimo uratowania milionów istnień, zostanie zapamiętany jako morderca. Zdrajca. Będzie wyrzutkiem, będą się go bać i na pozór tylko obchodzić z szacunkiem. Zostanie złem koniecznym. Zrobi jednak, co trzeba zrobić, bez względu na prywatne obiekcje. Wiedział, że w ten sam sposób, choć kierując się innymi pobudkami, postąpi jego ojciec.

Sygnał nadchodzącego połączenia przerwał mu rozmyślania. Dowód na poprawność wszelkich analiz i obliczeń. Pierwszy od kilku lat promyk nadziei. Na ekranie pokazał się generał. Spojrzał na androida, jakby nie dostrzegając syna.

– Jesteśmy gotowi do rozmów.

Koniec

Komentarze

Space Opera tym bardziej nie może lekceważyć zasad logiki, zdrowego rozsądku i ekonomii, niezależnie czy dawno dawno temu w odległej galaktyce, czy za milion lat w innej. A one są takie, że bitwa kosmiczna z udziałem MILIARDÓW istnień ludzkich pochodzących z układu w którym żyją ich setki milionów, jest po prostu niemożliwa, bo przy planetach do zdobycia, na których jak piszesz – żyje wielokrotnie mniej tych istnień, byłoby to zwyczajnie nierealne. Już nie mówiąc, że skrajnie nieopłacalne dla żadnej ze stron konfliktu. Armia nie może być zwyczajnie wielokrotnie większa niż społeczność, z której części się ją tworzy. Podobnie wyposażenie armii przeznaczone na rozkurz – nie może być wielokrotnie większe i cenniejsze niż dobro chronione. Obojętnie u ludzi, androidów czy myślących mrówek. Koniec, kropka, szlus!

Nie mam pojęcia, jakim cudem tego nie zauważyłem… tak naprawdę to tylko 1 słowo w początkowych akapitach, a sprawia że całość staje się nielogiczna… Masakra, jaki byk..

Dzięki!

Cyloni + Gwiazda Śmierci + Star Trek + Głowa Kasandry…

Narzekam na sztampowe fantasy, ale są i sztampowe opowiadania SF. Jak to. 

I sporo błędów:

– “widok byłby fantastyczny” – nie, nie byłby; w kosmosie nie ma atmosfery rozpraszającej światło i podobno widoki bitew są – marne;

– “sonary przeciwników” – sonary używają dźwięków, a że w kosmosie… (patrz wyżej);

– “‘Nada działa!’” – nadal; poza tym – błędnie zapisujesz cudzysłowy;

– “jedna chwila czeka go od śmierci” – dzieli go;

– “w wieku 8 lat bronił się” – w literaturze liczby staramy się pisać słownie;

– “Z rozmyślań oderwał go” – wyrwał;

– “po niewczasie” – poniewczasie;

– “ukazał się w pełni wyposażone centrum” – ukazało;

– “Wyświetlał aktualny widok pola bitwy, wraz z szeregiem informacji taktycznych” – a po cholerę androidom ekrany? nie lepiej się wpiąć do strumienia danych?;

– “jedynko zerowego boga” – to twój neologizm? bo z reguły mówi się – zerojedynkowego;

– “Chodź, pokażę Ci” – w dialogach nie używamy wielkich liter;

– “nie dawno” – niedawno;

– “Z pośród” – spośród;

– “zawieszeni broni” – zawieszenia;

– “trwałe zniszczona” – trwale.

 

Lektura pozostawiła mnie obojętnym niestety.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

 

Mnie to w ogóle zastanawia zawsze, skąd to przywiązanie do tego, że “Bóg jest po stronie silniejszych batalionów” (Fryderyk Wielki) w wojnach kosmicznych. Jasne, liczebność jest ważna, ale czemu tak mało autorów stawia na strategię i taktykę, których nowatorstwem wygrywa się, przynajmniej przez jakiś czas, skuteczniej niż mnogością żołnierzy, chociażby przez element zaskoczenia. Skądinąd Fryderyk mógł sobie bon moty o batalionach tworzyć, ale parę bitew wygrał dzięki niestandardowym posunięciom.

 

A opowiadanie pozostawiło mnie głęboko obojętną wobec świata i bohaterów, niestety.

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Przeczytałam opowiadanie. Niestety, po pierwszym maja powinno być wyzbyte błędów. Gdybyś wrzucił je wcześniej, ogarnęlibyśmy wpadki. Przydałoby się betowanie. Teraz nie mogę go zakwalifikować.

Nie zniechęcaj się jednak ;)

 

Niektóre uwagi:

 

przegrywającej tą bitwę jak i wojnę strony, strony całej ludzkości.

‘Świadomość… Bezduszne, ← co to za znaczek wymyśliłeś, żeby pokazać myśli? ;>

Pamiętał, jak w wieku 8 lat bronił się ← ośmiu słownie

Z rozmyślań oderwał go, jakże przerażająco znajomy dźwięk. ← wyrwał go

czy otrzymał ją ze względu na swoje unikatowe umiejętności(+,) czy z powodu wysoko

kilka świadomych maszyn kieruje działaniami podporządkowanym im blaszakom. ← hm. A nie działaniami podporządkowanych blaszaków?

Wejść, zlokalizować, zlikwidować.. ← albo jedna kropka, albo trzy

Do pokonania ma ‘jedynie’ połowę, w pełni zautomatyzowanego statku ← koniecznie użyj naszych ładnych cudzysłowów, nie tego

Jego oczom ukazał się w pełni wyposażone ← ukazało się?

Seria pocisków i rakiet ruszyła w jego stronę i, choć nadal, automatyczne działka zestrzeliły bądź odbiły większość z nich, wystarczył tylko jeden. ← coś się wydarzyło z przecinkami

– To nie ONO – odpowiedział Skull, jakby w odpowiedzi na jego myśli.

na którym resztki ludzkiej floty szaleńczo walczyła o przeżycie.

Czyżby to jego android, swojego czasu jedyny dlań przyjaciel, na planecie o dość surowym klimacie. ← czy to nie powinno być pytanie?

by to Ciebie wysłano z misją abordażową. ← on się wypowiada, nie pisze listu, czy tak? Nie używaj dużych liter w zwrotach w dialogach

Cie ← cię

waszego jedynko zerowego boga! ← hm. zero-jedynkowego?

o odmiennej narodowości, czy kolorze skóry.

obcy człowiek i jego potrzeby, były poniżej potrzeb członka waszej rodziny. ← nie rozumiem tego zdania

kogoś zniszczyć, zgrabić i zniewolić ← kogoś zgrabić? ;>

Próbował przeanalizować całą sytuację od początku(+,) choć przeszkadzały mu w tym silne emocje.

– Zaledwie kilka setek lat temu, czarnoskóre osoby w wielu waszych krajach były przedmiotami, należącymi do ludzi białych. ← były uważane za przedmioty

Udostępniliście autorski build i wgraliście wszystkim, czy może najświeższa aktualizacja? ← czy może to najświeższa…?

ostatnie słowo wyjątkowo wyartykułował. ← chodzi ci o to, że zmienił ton, wycedził, wypowiedział inaczej?

Znamy wasz każdy krok, zanim go jeszcze dokonacie. I możemy odpowiednio zareagować. ← skoro przewidują coś, zanim to się zdarzy, to chyba nie reagują (akcja-reakcja), tylko się przygotowują

popełniamy ten sam błąd co wy – tworząc broń w celach pokojowych. ← to ludzie stworzyli broń w celach pokojowych? 

których Ciebie tu ściągnąłem, jest moja wiara zarówno w ciebietwój ← żebyś chociaż był konsekwentny w tym zapisie…

cie ← cię

Wyświetlił się widok z zewnątrz, z jakiegoś rodzaju sondy. W całej tej bitwie, kompletnie Nienaruszony podczas bitwy, z osłonami na poziomie 89%, w pełni funkcjonalny niszczyciel. ← brakuje czegoś w tych zdaniach. Ukazał się, zobaczyli ten niszczyciel? Jakoś goło bez czasownika.

– To działo zostało stworzone(+,) by zadać jeden cios, zniszczyć jeden tylko cel(+.)aAndroid wskazał palcem na ekran(+.) – Planetę.

-Odsuń emocje na bok i przemyśl na chłodno. ← wiesz, co się stało, dywiz, brak spacji

Na tej planecie żyje prawie 300mln ludzi. Na pozostałych planetach, tego i reszty układów gwiezdnych, żyje Was 10 mld. ← on to mówi, prawda? Powinieneś zapisać to słownie.

A planeta, choć o surowym klimacie i większość już dawno z niej uciekła, nadal była prawdziwie piękna. ← większość kogo, czego?

I nie są one proste, nawet dla nas – Skull mówił spokojnie Skull(+.) spokojnym, wyważonym tonem – Oczywiście, przemyśl

Powitanie następnych gości, tym razem bez zbędnego rozlewu krwi

. ← zbędny enter

Nie lubił takich sytuacji, ale nie po raz pierwszy w takiej się znajdował i na każdą ewentualność jest już przygotowany. ← zmiany czasu narracji

– Witaj(+,) ojcze – przywitał gości Corre. ← ale on wita tylko ojca, nie gości

że po podpisaniu zawieszeni broni ← literkę zjadło?

Co jakiś czas na ekranie wyskakiwał komunikat wyjścia ze skoku ← komunikat o?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ludziska, dzięki wielkie za te komentarze. Rzeczywiście powinienem wrzucić na betę, następnym razem na pewno tak zrobię. Jak czytam te wszystkie uwagi, to nie sposób się zgodzić i zadaję sobie jedynie pytanie : skąd mi przyszły do głowy takie wyrazy, sformułowania dziwne…?

Jeszcze raz na spokojnie przestudiuję wszystkie uwagi i wprowadzę zmiany na kompie, po czym przeczytam raz jeszcze, by sprawdzić spójność fabularną i czy całość zachowuje w odpowiedni sposób jakiegoś rodzaju myśl, jaka mi towarzyszyła przy pisaniu.

Dzięki za poświęcony czas na przeczytanie całości i wyłapanie takich wpadek! Takie komentarze to prawdziwy skarb, dziękuję.

Obiecuję, że następnym razem nie będzie tego typu błędów, za to pozwoli to Wam bardziej przyjrzeć się treści i ewentualnemu przesłaniu :)

Mądrzejsi ode mnie juz się wypowiedzieli, więc nie pozostaje mi nic innego, niż zaznaczyć, że przeczytałem i zgadzam się z przedpiścami.

Co do fabuły… Przekaz dość ciężki i łopatologiczny, ale jest. Tekst to nie bezrefleksyjna, space-operowa naparzanka. Zastanawiam się jeno nad skutecznością takiej strategii zastraszenia – zabijemy miliony, żeby wam się odechciało i w rezultacie ocalimy miliardy. Zadziałała w czterdziestym piątym, ale Japonia i tak nie była już zdolna do prowadzenia wojny, zbombardowanie Hiroshimy i Nagasaki właściwie pozwoliło im skapitulować z honorem. W Twoim świecie ludzie są jednak jak najbardziej zdolni (i chętni) do prowadzenia dalszych działań, poza tym została zaatakowana TA Ziemia (kij, że zniszczona wojną)… Pewnie nawet w obliczu jednoznacznych analiz i tak chciano by kontynuować walkę, a zgodę na negocjacje traktowano by tylko jako grę na czas. 

Ale to tylko tak na marginesie :-) 

Swoją drogą podoba mi się podkreślanie ciężaru decyzji Corrego. Miał chłop kawał odpowiedzialności do zarzucenia na barki i nieźle to przedstawiłeś. Podobno o prawdziwym bohaterstwie można mówić wtedy, gdy o twoim poświęceniu nikt nie ma szans się dowiedzieć. 

Ogólnie – nie jest źle, ale styl wymaga pracy, co pokazały komentarze poprzedników. Bo pomysły masz, a o emocjach też potrafisz pisać. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

No, nie wciągnęło. Może i nie bezrefleksyjna, ale jednak naparzanka, a te mnie nie rajcują.

Bohaterowie też nie zrobili na mnie większego wrażenia. Ot, żołnierze. Walczą, wykonują rozkazy… Trudno ich odróżnić od żołnierzy z innego tekstu.

Legendy nie widzę.

Z wykonaniem nie jest rewelacyjnie. Popełniasz błędy typowe dla początkujących, czasem używasz słów niezupełnie zgodnie z instrukcją obsługi…

Pamiętał, jak w wieku 8 lat bronił się rękoma i nogami

W beletrystyce liczby raczej piszemy słownie. Zwłaszcza w dialogach (później masz tego sporo).

To ja podsunąłem generałom pomysł, by to Ciebie wysłano z misją abordażową.

Ty, twój, pan itp. w dialogach małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Podobał mi się początek, szybko wrzuciłeś czytelnika w wir akcji, tekst napisanie płynnie, nie zacinałem się i zdziwiłem się, dlaczego ten utwór nie ma klików do biblioteki. Niestety od rozmowy z androidem przestało mi się podobać, zupełnie. To kwestia (dla mnie) wiarygodności, a raczej jej braku. Wiesz, jak jadę samochodem i gołąb na drodze zbyt późno wbija się w powietrze, wzdrygam się, czy go nie trafię. Twój bohater po kilkunastu sekundach wciska przycisk i eksterminuje 300 mln ludzi, tak wiem, w imię (teoretycznie) większego dobra. Możesz bronić swojej racji, ale nie obraź się, takie scenariusze wydają mi się pisać osoby, które dużo grają na komputrze i kładą pokotem całe galaktyki w najróżniejszych wirtualnych potyczkach, a później te płaskie scenariusze próbują przenosić na papier opowiadania.

Z psychologicznego punktu widzenia, subiektywnego, utwór leży. Choć część pomysłów ciekawa, ONO brzmi nieźle, opis abordażu też dobry. Cóż, może kiedyś inne opko bardziej mi się spodoba.

Pozdrawiam.

Standardowa space opera. Floty, generałowie, lasery, błyski, androidy, myśliwce (moment, kiedy uda się wytępić ten motyw fabularny, uczczę całodniową imprezą) – słowem standard jakich wiele. Nic się tutaj nie wyróżnia.

Motyw zmuszenia do negocjacji za pomocą broni masowego rażenia wręcz błaga o coś głębszego niż “dogadajmy się”. Dylematy więźnia, odwołania do historii po obu wojnach światowych – jeśli te androidy mają choć trochę oleju we łbie, wytępią lub wezmą ludzkość w jarzmo ;)

Generalnie widzę tutaj pomysł na koncert fajerwerków, ale niestety realizacja nie przekonuje, a wykonanie pod względem technicznym kuleje. Chwytaj przydatne linki, które powinny pomóc:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Odnoszę wrażenie, że można by to napisać krócej. Bez tych długaśnych akapitów z wykładami. Bo sama koncepcja nie jest zła, choć też miałem skojarzenia podobne jak Staruch.

Ludzie, na serio dzięki za słowa krytyki, to mój pierwszy tekst. Nie ukrywam, warsztatu nie mam praktycznie żadnego, pierwsze kroki. Pomysły mam, ale z ich przelewaniem nie zawsze idzie dobrze. Jeśli już mam jakieś ‘doświadczenie’ w pisaniu, to krótkich opowiadań. Zatem zabieram się do pracy, zredaguje to opowiadanie, zgodnie z większością wskazówek, i zabieram się za pisanie następnego :)

Dziękuję również i za kilka ciepłych słów. To również motywuje .

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka