- Opowiadanie: Gardomir_Kalat - Wędrowczyni Nowego Świata

Wędrowczyni Nowego Świata

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wędrowczyni Nowego Świata

Przebudzenie

Pancerny statek głucho uderzył w wodę. Automatyczny jonowy alarm wył ogłuszającym piskiem. Akumulatory ożyły, by obudzić Wędrowczynię z wiecznego snu. Tchnięcie w nią życia wymagało wielkich pokładów energii. Oceaniczna woda zaczęła wrzeć w promieniu pięciu metrów od statku. Żółta lumisfera świeciła nad nią, oświetlając wszystko dookoła. Antyczne serce Wędrowczyni raz jeszcze zaczęło pulsować, jej krew płynęła powoli, jakby przypominała sobie drogę. Gdy była gotowa, wyłoniła się ze zgliszczy statku, stawiając swoje pierwsze kroki na tym świecie. Stabilne oceaniczne fale lekko smagały jej łódź. Mrok dookoła ustępował światłu lumisfery. Stała naga na pokładzie, otoczona parą z okolicznej wody. Podniosła rękę i wydała rozkaz nano-dronom. – W ruch! – wykrzyczała.

Drony uspokoiły wodę i rozpoczęły transformację statku w piękny żaglowiec, wielki bryg stworzony do żeglugi po ciężkich morzach. O świcie łódź była gotowa i tętniła życiem. Ani ona, ani komputery nie znały aktualnej pozycji statku, obrała więc kurs na północny wschód, gdyż wiatr wiał z południa. Za dnia próbowała wyliczyć swoją pozycję, w nocy natomiast obserwowała i studiowała gwiazdozbiory. Niebo było wymalowane portretami mitologicznych figur, które po kolei dokumentowała. Żeglowała trzy dni, w bezmiarze oceanu, przy tym samym spokojnym wietrze i delikatnych falach. Czwartego dnia usłyszała dzwony.

Dzwonnik

Dzwony biły miarowo niczym serce. Ich drgania były na tyle silne, że marszczyły wodę. Wędrowczyni, przemierzywszy dziesięć mil morskich, ujrzała na horyzoncie unoszące się nad wodą pomarańczowe skały. Były wielkie jak góry, każda sterczała nad wodą oddzielnie i w równej odległości od siebie. Razem przypominały urywek planetarnego pierścienia. Podpłynąwszy bliżej do nich, Wędrowczyni próbowała nawiązać łączność wszystkimi kanałami statku. Standardowe kanały pozostawały ciche, drgania dzwonów natomiast odwzorowywały stałe fale dźwiękowe. Komputer statku zaobserwował nierówne wahania w najniższej części amplitudy. Po rozszyfrowaniu odczytał to jako logiczne równanie:

C ⊆ P×S ∧ F∩Ś = ∅

Bez znajomości znaczenia poszczególnych znaków pozostawało ono bezsensowne. Po godzinie, niedaleko niewidocznych dzwonów, Wędrowczyni udało się nawiązać kontakt z lokalnym punktem łączności. Usłyszała dziwny język, który komputer rozpoznał jako kolejne równania logiczne wyrażane słownie. Po odpowiedzi Wędrowca łącznik przeszedł na język możliwy do przetłumaczenia przez systemy statku.

⁃ Czy nas słyszycie? Wzywam statek morski, odbiór. Nadchodzi obrót, nadchodzi obrót. Pierścień idzie w ruch, powtarzam: pierścień idzie w ruch.

Komunikat się zapętlał, a Wędrowczyni przez cyfrową lunetę zobaczyła obraz małego człowieka w skale, bijącego zapamiętale w dzwony. Obserwowała go przez kilka minut, jego bicie nie zmieniało tempa. Nagle, Wędrowczyni poczuła, że wiatr zmienia kierunek. Potężny huk nadleciał od kamieni, a wielki pierścień przesunął się szybciej niż mogło dostrzec oko. Po tym zstąpił na statek wielki sztorm, łamiący maszty i kości. Drony rozpięły kokon dookoła statku, chroniąc jego formę i na rozkaz wciągnęły Wędrowczynię do jej komory. Statek przewracał się w wietrze i falach, powoli słabnąc od siły sztormu. Gdy sztorm ustał, statek dryfował po wodzie z połamanymi masztami i porwanymi żaglami. Wyłoniwszy się z kopuły, Wędrowczyni zobaczyła, że jej pozycja pozostała niezmieniona – była w tym samym miejscu, w którym spotkał ją sztorm – natomiast jej statek otoczony był pływającymi ciałami ludzi. Z dzwonów na wiszących skałach wyleciał statek powietrzny. Podlatując do zniszczonego statku Wędrowczyni, wyłonił się z jego zgliszczy Dzwonnik. Człowiek ubrany w łachmany, niskiego wzrostu, lecz dobrze zbudowany, o widocznym poczuciu misji i stabilnej wierze. Dzwonnik dudniącym głosem powiedział do Wędrowczyni:

⁃ Trup na trupie, kładziemy ich garściami. Nigdy się nie kończą. To jest historia ludzkości, człowiek człowieka popędza.

⁃ Kimże jesteś, Dzwonniku, że nad życiem i śmiercią twe skały panują? – odrzekła Wędrowczyni.

⁃ Człowiekiem, który poznał naturę prawdy i tego świata. Życie nieubłaganie się ciągnie i pochłania nasze masy. Nam tylko zostaje trwać według jego prawideł – to mówiąc, Dzwonnik machnął ręką i wypowiadając pod nosem niezrozumiałe logiczne równanie, wprawił pływające na wodzie ciała w ruch. Następnie zamknął główny otwór statku i poleciał w stronę skał. Wędrowczyni wśród trupów ujrzała i starców, i dzieci. Wszyscy ubrani byli w łachmany, a ich oczy świeciły niebieskim kolorem, oświetlającym głęboką wodę. Wędrowczyni po chwili zauważyła, że układ świateł z ich oczu odwzorowuje kształt gwiazd na niebie planety. Jedno ciało mieniło się czerwonym kolorem, który na niebie prawdopodobnie był stałym punktem na zasadzie gwiazdy północy. Wędrowczyni podpłynęła do czerwonego światła przyglądając się ciału starej kobiety pływającej po wodzie na brzuchu. Gdy nachyliła się by przyjrzeć się jej twarzy moduł wiszący nad potylicą kobiety poszybował do potylicy Wędrowczyni, tam samoistnie zawisł, ogłuszając ją i wprowadzając w marazm.

Moduł lewitujący przy jej potylicy zawierał zakres wszelkich informacji o tym świecie, bezpośrednio przerzucając informacje do jej umysłu. Jego głównym celem było zapewnienie wytłumaczenia logicznych założeń używanych jako języka codziennej komunikacji. Każdy na tej planecie posiadał taki moduł i co za tym idzie, wspólną bazę informacji i podstaw rozumowania. Natłok informacji na początku ogłuszył zupełnie Wędrowczynię; jej mózg przekierował wszelką energię na zrozumienie tego natłoku, co spowodowało tymczasową utratę wzroku i czucia. Obudziła się wiele godzin później w pokoju w pałacu z kamienia przypominającego płynący, jak woda marmur, który nieustannie się przemieszczał i zmieniał pozycję. Po jej zbudzeniu do pokoju weszła umundurowana kobieta i przekazała Wędrowczyni informację, że ma stawić się na rozmowę z Królową Gwiazd.

Królowa

Choć tytuł Królowa Gwiazd nie oddawał w pełni roli monarchy (nie władała, wszakże gwiezdnymi systemami poza jednym planetarnym), to adekwatnie ujmował jej cywilizacyjną rolę. Planeta przy zasiedleniu przez ludzi ze statków embrionalnych była niezdatna do życia, jej głównym problemem był zwolniony obrót odśrodkowy spowodowany grawitacyjnym ciągiem pobliskiego ciała. Po odkryciu pierścieni planetarnych pozostawionych przez poprzednią cywilizację obrót planety został sztucznie przywrócony, otwierając możliwość permanentnego zasiedlenia. Pierwsi osadnicy planety mieli jednak bardzo ograniczony dostęp do energii, która stała się ich podstawowym cywilizacyjnym dobrem. To skłoniło mieszkańców do utworzenia społeczeństwa bez kłamstwa, gdyż warunki zmuszały ich do działania na wspólnej informacyjnej i założeniowej podstawie. Królowa i jej przodkowie utworzyli i podtrzymywali językowy system zakorzeniony w prawach formalnej logiki, gdzie wspólna wykładnia była zapewniana przez elektroniczne moduły. Uzasadnienie użycia takiej formy języka logicznego (poza wspólną wykładnią niezbędną do przetrwania) było zrównanie form logicznych do struktury porządku gwiezdnego, gdzie najbardziej naturalną formą bytu dla ludzi było pełne podporządkowanie się pod prawidła logiki jako języka wszechświata. Hermetyczne – Jak w Niebie, tak i na Ziemi – w tym przypadku odnosiłoby się do przyczynowego porządku wszechświata, który swoje najbardziej perfekcyjne odzwierciedlenie znajdował w niebie gwieździstym planety.

Wędrowczyni wolnym krokiem podążała za kobietą prowadzącą ją przed oblicze samej Królowej. Stała na środku auli, miała długie kręcone blond włosy i głębokie zielone oczy. Była wysoka, ubrana w suknię sięgającą do ziemi, przypominającą wiszące babilońskie ogrody, z białymi kolumnami wijącymi się po całym jej ciele. Wędrowczyni zauważyła też, że ta architektoniczna suknia jest uszyta od pasa w dół na kształt tutejszego gwieździstego nieba. Nad tronem Królowej w oddali widniało to samo logiczne równanie, które Wędrowczyni widziała w najniższej części amplitudy przy dzwonach: C ⊆ P×S ∧ F∩Ś = ∅.

Teraz rozumiała, co oznaczało. Każde działanie we wszechświecie ma swoją przyczynę i skutek, rzeczy istnieją same w sobie – nie powstają z niczego. Fałsz czy nieprawda jest fikcją, bo nie ma miejsca w ramach założeń świata (i co za tym idzie języka logicznego).

W myślach nadal procesowała język logicznych równań niczym swój ojczysty, próbując go złożyć w jakąś logiczną całość. Repozytoria informacji płynące z jej modułu zawierały serie proponowanych założeń dostosowywanych zależnie od kontekstu sytuacji i wypowiadanych elementów języka logicznego. Gdy podniosła wzrok, Królowa już na nią patrzyła.

• Czekamy na twoje zbudzenie od wielu dni, lecz i tak bardzo szybko przyjęłaś nasze repozytorium. Przekazano mi, że jeszcze długo nie będziesz potrafiła werbalizować naszych równań, ale teraz masz ich częściowe zrozumienie. – wyrzekła Królowa.

• Rozumiem, że zostało mi to wszczepione, bym mogła lepiej zrozumieć was i wasze sposoby komunikacji? To, czego nie rozumiem, to czy w waszym języku można powiedzieć coś, czego założenia nie mieszczą się w repozytorium? Na przykład… – Werbalizacja myśli Wędrowczyni została nagle ucięta, nie ze względu na naturalne ograniczenia uniemożliwiające tę myśl, tylko z powodu braku zasobności repozytorium. Filozoficzna myśl, którą chciała wyrazić, nie miała swoich podstaw w zbiorze założeń repozytorium. To, co wyprodukowała, dla całej sali równoznaczne było z bełkotem.

• Widzimy, że Wędrowczyni nie przystaje do naszych logicznych standardów. Teraz to bez znaczenia, nauczysz się niebawem. Wpuszczam Cię, Wędrowcze, do mojego miasta – obserwuj i absorbuj. My znamy podstawy twojej cywilizacji, ty nie znasz podstaw naszej. – to mówiąc, eskorta przygotowała Wędrowca do wyjścia i przeprowadziła do jej pokoju.

Wiadomość

Po tygodniach mozolnej nauki systemu ktoś wrzucił list pod drzwiami jej pałacowego pokoju. List był napisany jakby przez drgającą lub niewprawną rękę. Był natomiast napisany nie językiem logicznym, ale naturalnym. Nie był też w żaden sposób zakodowany (populacja planety poza Dzwonnikiem i tak nie potrafiłaby go przeczytać) i wskazywał miejsce oraz czas spotkania.

„Przyjdź jutrzejszej nocy pod kopułę 4b.”

Wędrowczyni zaczęła przeszukiwać repozytorium danych swojego modułu, próbując zidentyfikować, kto taki komunikat mógł jej przesłać. Zaczęła poszukiwania od ludzi znających stary język i znalazła w bazie listę osób mówiących naturalnym językiem. Na początku bazy danych znalazła długą listę identyfikatorów pierwszych ludzi zasiedlających planetę. Na liście widoczne było odrzucenie języka naturalnego i przyjęcie logicznego – z biegiem generacji stawała się coraz krótsza, aż w końcu dotarła do bardzo skróconej listy dwóch rodów: królewskiego oraz grabarzy. Wędrowczyni ku swojemu zaskoczeniu na tej liście znalazła też aktualną Królową Gwiazd. Pomyślała, że Królowa, mając kontrolę nad założeniami języka, musiała potrafić tworzyć nowe prawdziwe założenia. List natomiast z całą pewnością nie przyszedł od Królowej – ta komunikowała się z Wędrowcem tylko za pomocą języka logicznego, prawdopodobnie próbując wymusić integrację ze społeczeństwem i głębsze zrozumienie. Przyjrzała się więc bliżej długiemu rodowi grabarzy. Wyglądało na to, że w danym momencie było tylko dwóch członków tego rodu znających naturalny język. W końcu zobaczyła na tej liście Dzwonnika oraz jego syna. Dzwonnik na tej planecie pełnił łączoną funkcję dzwonnika i grabarza. Komunikat idący od Dzwonnika był równie niemożliwy co płynący od Królowej – nie przez brak woli komunikacji w naturalnym języku, tylko przez izolację Dzwonnika i dzielący ich dystans. Musiał to więc być syn Dzwonnika.

Wędrowczyni za dnia dostrzegła z balkonu pałacu leżącą w okolicy pałacu kopułę 4b. Kopuła wyrastała na kilka pięter, górując nad budynkami położonymi w wyższych częściach góry. U swych podstaw miała charakterystyczne dla miasta białe łuki, te prześwitywały i wydawało się, że w środku samej kopuły nie ma żadnych obiektów.

O zmroku udała się pod kopułę. Ulice były opustoszałe, a samo wnętrze kopuły było puste. Stanęła w środku wielkiego obiektu w wyrytym kole, ale nie mogła zobaczyć jakiegokolwiek wejścia ani komunikatu. Na ziemi natomiast zobaczyła wyryte zdanie:

„powiedz: ∀x (x ∈ ∅ → x ∈ P)”

Gdy Wędrowczyni zaczęła wypowiadać równanie, seria potencjalnych założeń zaczęła wpływać do niej przez moduł, natomiast pod koniec wypowiedzi moduł zupełnie ucichł. Koło, na którym stała, zaczęło się obracać, a podłoga kopuły rozsunęła się w okrężne schody wychodzące od koła. Niepewnym krokiem zaczęła schodzić po schodach. Zauważyła, że moduł przestał przekazywać jej komunikaty, tak jakby został wyłączony.

Pieczara

Wędrowczyni schodziła wijącymi się schodami i przeszła przez eliptyczne drzwi przypominające te w kraterze. W chwili przekroczenia progu dostrzegła ciemną pieczarę o niskim suficie; zarazem duszną i śmierdzącą pleśnią. Na ścianach widać było pismo klinowe a na suficie namalowane gwieździste niebo. Pod lekkim światłem widoczny był człowiek przykuty do ściany łańcuchami; przed nim stała maszyna, przyczepiona do jego piersi w miejscu serca. Widząc Wędrowczynię, uniósł z lekka głowę i powiedział naturalnym językiem:

• Wędrowczyni, dotarłaś do mnie. Czy wiesz, dlaczego tu jesteś, dlaczego Syn Grabarza wezwał Cię do świątyni śmierci? – powiedział wykończony Syn chropowatym głosem.

• Nie, nie wiem. Jesteś tutaj więziony? – odpowiedziała Wędrowczyni, myśląc, że być może został uwięziony przez społeczeństwo za zbrodnię.

• Zawsze byłem, od najmłodszych lat. Jedynie moje łańcuchy nie są ze stali, a moim więzieniem nie jest ta pieczara. Moim łańcuchem jest ten zamknięty świat. Moją okową jest moja świadomość, moja wiedza, moja wola. Ja wszystko to wiem i za tę wiedzę cierpię, urodzony w świadomej rodzinie, skazany na naturalny język. – wyrzekł Syn.

• Czy to nie jest tak, że twoja władza i świadomość jest porównywalna z władzą Królowej? Mogąc tworzyć założenia przez naturalny język, sprawujesz władzę nad swymi myślami i swoją logiką. – odpowiedziała.

• Królowa sprawuje tę władzę, władzę tworzenia i modyfikacji. Ona i jej ród pobudzają ten świat do życia, podtrzymując to, co od zasiedlenia tu trwa. Ja i mój ojciec ten świat grzebiemy zgodnie z jego prawidłami. Świadomość zakresu świata i jego zakłamania przez narzucenie prawdy zabija mnie dzień po dniu. Jestem zamknięty w tym antycznym grobie, bo tylko tu mogę myśleć i cierpieć. Mym cierpieniem, mą ciszą umieram z każdym dniem za nowy świat. – odpowiedział Syn.

• Umierasz za nowy świat? Za nowe założenia, za poszerzenie zakresu logiki? – odrzekła Wędrowczyni.

• Nie. Umieram za nasze założenia, za wyjście z kłamstwa, za nowy świat bez języka logicznego. Czy każde założenie nie jest w swoim zalążku kłamstwem? Czy to, co czyni nas ludźmi, nie jest tym, że możemy zakładać i kłamać? W tym okłamując siebie samych? Społeczne masy trwają w letargu, niepotrzebnym wobec opanowanych warunków planety. Ja pragnę ich i siebie wyzwolić. Tam w kącie przekazuję Ci moje zapiski, a ja sam pragnę przekazać Ci moje serce. Pamiętaj, Wędrowcze, co Ci teraz powiem. Umieram za Nowy Świat, za nowe założenia, za myśl, za kłamstwo, za prawdę, za życie. Przeczytaj moje zapiski, przeczytaj je i spamiętaj, a moje serce zabierz do mojego Ojca, Dzwonnika i Grabarza. Dla tej planety nie ma nadziei na proroków. Nadzieja jest tylko w grabarzu, który w samej swej naturze jest końcem. – To mówiąc, Syn Dzwonnika pociągnął za swoje łańcuchy i aktywował maszynę przykutą do jego serca. Maszyna wydała industrialny dźwięk i jednym ruchem przebiła jego pierś, wyjmując pulsujące serce. Gdy jego ciało przestało się wić, maszyna odjechała od jego piersi, pozostawiając rozciągnięte ciało przywiązane do ściany zalanej krwią, z kwadratowym otworem w piersi przechodzącym na wylot.

Zapiski

Wędrowczyni odwróciła wzrok, nie mogąc znieść tego widoku. Nie mogła uwierzyć, że coś takiego jak język, jak założenia, może doprowadzić człowieka do podjęcia takich czynów. Jednocześnie, po swoim pobycie na tym świecie, częścią siebie to rozumiała – mowa z takimi ograniczeniami, sprowadzona do mówienia prawdy i tylko prawdy, umożliwiona przez ograniczone założenia, zawężała zakres jej myśli. Za każdym razem, gdy chciała powiedzieć coś, co wykraczało poza prawidła języka logicznego, spotykała się z milczeniem modułu i niezrozumieniem otoczenia. Uczucie to było podobne do buta naciskającego na gardło, swojego rodzaju kara za herezję.

Obróciła się w stronę sterty papierów Syna i zaczęła je przeglądać. Były zatytułowane „Nowy Świat”. Od razu zauważyła mistrzowskie opanowanie języka naturalnego, daleko lepsze niż u jego ojca Dzwonnika. Papiery były pisane ręcznie i dobrze zredagowane, zawierały filozoficzne i społeczne traktaty, wielką krytykę języka logicznego i społeczeństwa pozbawionego własnych myśli. Teksty nie były tylko krytyczne, nie miały też moralnego charakteru. Ich celem było dojście do prawdy. Ograniczenie wiedzy do samej prawdy wymuszało ograniczenie zakresu języka i świata; ponieważ założenia same w sobie miały swoje korzenie w kłamstwie czy wymyśle, przyjęcie nowych informacji lub wyjście poza jedyny i prawdziwy światopogląd było niemożliwe. Jako rozwiązanie propagował radykalną ideę nowego świata, w którym społeczeństwo porzuci zarówno moduły, jak i logiczny język, i wejdzie w nową erę pełną kłamstwa, ale też nowych założeń. Cytując dalej z tekstu: „Tylko ja – człowiek – istotą jestem, co kreować i kłamać umie.”

Akt przyjęcia nowych założeń Syn utożsamiał z aktem kreacji samym w sobie. Jego Nowy Świat nie opierał się na wypowiedzeniu starych założeń, ale na wprowadzeniu możliwości tworzenia nowych przez wszystkich – w ten sposób wcielając wizję Nowego Świata w życie i grzebiąc tym samym logiczne społeczeństwo.

Wędrowczyni, przestudiowawszy teksty Syna, wzięła z maszyny jego serce wraz z zapiskami i wyszła na zewnątrz po schodach do kopuły. Nastał już dzień, a kopułę wypełniały tłumy, na których czele stała Królowa. Ta pierwszy raz porozumiała się z Wędrowcem naturalnym językiem:

• Wędrowcze! Czy tam w pieczarze jest Syn Dzwonnika? Przyzwał Cię? Poszukujemy go od miesięcy. Co też w dłoni trzymasz? – wyrzekła płynnie, z autorytetem monarchy, Królowa.

• Nieżywy Syn wisi przybity do ściany, to jest jego serce, serce Nowego Świata – Wędrowczyni odrzekła naturalnym językiem i przekazała Królowej wiadomość Syna razem z tezami Nowego Świata. Wyjaśniła, że kazał zabrać je do swojego Ojca – Dzwonnika i Grabarza w jednym.

Królowa, wysłuchawszy Wędrowca, bez słowa zeszła sama w głąb świątyni, do ciemnej krwawej pieczary. Wyszła po dłuższej chwili – jej skóra, dłonie i babilońska suknia były czerwono-czarne od krwi Syna. Spojrzała ze smutkiem na Wędrowca i powiedziała:

• To scena dla nas – społeczeństwo nie zrozumie, co tu zaszło. Będą widzieli tylko śmierć członka starego rodu. Przez całe moje życie sprawowałam władzę nad założeniami naszego języka. One nas nie ograniczały, ale społecznie dodawały nam skrzydeł, umożliwiły rozwój tego pięknego miasta i naszej cywilizacji. Społeczeństwo w perfekcyjnej formie, w szczęściu, jakiego wiele pragnęło. Co się z nami jednak stanie, gdy okaże się, że to, w co wierzymy, to, co założyliśmy, było błędnym kłamstwem jak każde inne? Będziemy wtedy nie społeczeństwem polegającym na prawdzie, tylko na logicznym kłamstwie. – po chwili namysłu powiedziała Królowa – Płyń do Dzwonnika i wypełnij swoją powinność. Statek czeka na Ciebie w porcie.

Wędrowczyni ociężała i wykończona udała się do portu. Piękno miasta o babilońskich łukach przyćmione było ciężarem na jej barkach, ciężarem bycia zwiastunem śmierci i cierpienia. Jeśli Syn w swoich zapiskach miał rację, jeśli Królowa i Dzwonnik go wysłuchają, śmierć poniesie nie tylko on, ale i szczęśliwe społeczeństwo, żyjące w swym spokojnym letargu.

Jeśli natomiast nie zostanie wysłuchany, jego śmierć będzie tylko tym – śmiercią jego samego, wykonaną z osobistych pobudek, uśmierzającą jego ból, ale rozjątrzającą rany Dzwonnika i Królowej. Gdy dotarła do portu, jej statek już na nią czekał. Nie był to jej statek, ale wielki, biały okręt, kształtem przypominający łabędzia u dziobu i rufy. Miał srebrzyste, kwadratowe żagle i załogę dobrze odzianą i zorganizowaną. Kapitan językiem logicznym powiedział Wędrowczyni: „Statek i załoga gotowi”.

Wędrowczyni odpowiedziała pełnym rezygnacji skinieniem: „W drogę więc", nadal przy piersi trzymając serce i zapiski Syna.

Nowy Świat

Wędrowczyni sunęła przez morze na łabędzim statku, po potężnych falach i pod nieubłaganym wiatrem. Statek swoim ciężarem rozbijał falę za falą, woda tryskała i leciała jak morskie łzy na twarze załogi. Po dwóch dniach żeglugi dotarli do planetarnego pierścienia, pomarańczowych skał wiszących nad wodą, wiecznych i nienaruszonych przez czas. Dzwony milczały, a Wędrowczyni wypatrywała Dzwonnika. Gdy byli na jego szerokości, zobaczyła wylatujący powietrzny statek, który jako pierwszy powitał ją na tym świecie. Leciał jak morski ptak witający łabędzia na nieznanych i ciężkich wodach. Jego skrzydła mieniły się srebrem w słońcu, a jego lot był miarowy, trwały i spokojny. Zbliżając się do łabędziego statku, Dzwonnik wyszedł do bocznej otwartej części swojego statku i, będąc blisko, wykrzyczał naturalnym językiem: „Wędrowcze!”.

Wędrowczyni odkrzyknęła, trzymając serce Syna i jego zapiski: „Dzwonniku, jestem wysłanniczką Królowej Gwiazd, przynoszę wieści o twoim Synu!”

Powietrzny statek Dzwonnika powoli podleciał do łabędziego, zapraszając Wędrowca na pokład. Wędrowczyni spokojnie weszła na statek i wraz z Dzwonnikiem i Grabarzem w jednym odleciała w stronę skał.

Lecieli bez słowa i zatrzymali się w kwadratowej wnęce jednej ze skał, skąd Dzwonnik ostrzegał swymi mosiężnymi dzwonami świat o obrocie planety. Wyszli razem i stojąc pod życiodajnym sercem obrotu planety, patrzyli na siebie. Wędrowczyni przekazała wieści o Synu Dzwonnika, wyjaśniła okoliczności jego śmierci i wręczyła mu jego serce oraz papiery. Dzwonnik słuchał jej jak człowiek, z którego umknęła dusza. Gdy przyjmował serce i zapiski swojego Syna, przykładał je pełne krwi do czoła, łkając i płacząc. Wędrowczyni mówiła dalej i opowiedziała mu o wszystkim, o śmierci, o życiu, o kłamstwie, języku i prawdzie. Na koniec, przekazawszy wszystkie wiadomości, powiedziała:

• Twój Syn nie umarł za siebie, umarł za Nowy Świat. Za kreację, nowe życie i odrodzenie.

Dzwonnik odłożył papiery swojego Syna na bok i trzymając jego serce w prawej dłoni, podszedł do mosiężnych dzwonów i złapał za linę. W prawej ręce przy swojej piersi trzymał serce jego zmarłego syna, a lewą ręką zaczął zapamiętale bić w dzwon i krzyczeć. Bicie dzwonu rozchodziło się po całym świecie, a rozpacz Dzwonnika ustępowała jedynie jego zamaszystym, zapamiętałym ruchom. Bił w dzwon tak mocno, że Wędrowczyni wydawało się, że minęły jej trzy żywoty, zanim skończył swój rozpaczliwy huk. Gdy skończył, padł na twarz i złapał serce swojego Syna w obie dłonie. Leżał tak, aż dzwony zupełnie zamilkły. Podniósł się wtedy na kolana, z głową i dłońmi we krwi, i rozpaczliwym, drżącym głosem powiedział do Wędrowczyni:

• „Pokaż mi, za co umarł mój Syn”.

Koniec

Komentarze

Witam, Gardomirze, i gratuluję tutejszego debiutu!

 

No i cóż, widziałem słabsze debiuty, ale nie mogę niestety powiedzieć, żeby ten mnie zachwycił.

 

Po pierwsze, proza jest dość upstrzona błędami każdego właściwie rodzaju. Niektóre, choć zdecydowanie nie wszystkie, pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką.

 

Po drugie – i to jest większy problem, bo błędy można przecież poprawić – fabuła też nie należy do szałowych. Jesteśmy gdzieś, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co. Nie wiadomo też w zasadzie kim jesteśmy i co się dzieje. Ktoś nam wrzuca list pod szparą – nadal nie wiemy, kto i czego może od nas chcieć, choć minęła już połowa tekstu. Ciężko takie coś czytać z zainteresowaniem – czytelnik musi mieć cokolwiek, o co mógłby się oprzeć.

 

Jest tu oryginalna i intrygująca myśl przewodnia o języku i to się chwali… ale tak naprawdę ciężko powiedzieć, jaka i czy wartościowa. Język oparty o logikę co do zasady nie byłby przeszkodą w wygłaszaniu kłamstw, można przecież z powodzeniem zapisywać zdania fałszywe posługując się symbolami logiki.

 

 

Tak czy inaczej, pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!


świeciła nad nią, oświetlając

Niezbyt zgrabne.

 

Mrok dookoła ustępował światłu lumisfery.

Już wiemy o tym, przed chwileczką było.

 

– W ruch! – wykrzyczała.

Wypowiedź bohaterki powinna być w osobnym paragrafie.

 

⁃ Czy nas słyszycie?

Powinna tu zamiast dywizu być półpauza, albo pauza (dłuższa kreska). Ten błąd się powtarza właściwie w każdej kwestii dialogowej później. Najprawdopodobniej kwestia ustawień edytora.

 

przewracał się w wietrze

Raczej “na wietrze”.

 

Podlatując do zniszczonego statku Wędrowczyni, wyłonił się z jego zgliszczy Dzwonnik.

Podlatując do statku, wyłonił się z jego (statku) zgliszczy…? Coś zawiodło w tym zdaniu, ale ciężko powiedzieć, o co tak naprawdę chodziło i jak powinno ono wyglądać.

 

statek otoczony był pływającymi ciałami ludzi. Z dzwonów na wiszących skałach wyleciał statek powietrzny. Podlatując do zniszczonego statku

Moduł lewitujący przy jej potylicy zawierał zakres wszelkich informacji o tym świecie, bezpośrednio przerzucając informacje do jej umysłu.

Warto unikać takich powtórzeń.

 

prawideł – to mówiąc, Dzwonnik machnął

Kropka i duże “T”. Polecam poradnik zapisu dialogów, bo właściwie w każdej kwestii dialogowej jest jakiś błąd, a łatwo ich unikać, gdy już się wie OCB.

 

Wędrowczyni podpłynęła do czerwonego światła[,] przyglądając się ciału starej kobiety pływającej po wodzie na brzuchu.

Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy (”przyglądając”).

 

Gdy nachyliła się by przyjrzeć się jej twarzy[,] moduł wiszący nad potylicą kobiety poszybował do potylicy Wędrowczyni

Przecinek między dwoma orzeczeniami (przyjrzeć i poszybował).

 

obrót odśrodkowy

??

 

grawitacyjnym ciągiem

Przyciąganiem. Ciąg może mieć silnik.

 

Widzimy, że Wędrowczyni nie przystaje do naszych logicznych standardów. Teraz to bez znaczenia, nauczysz się niebawem. Wpuszczam Cię, Wędrowcze, do mojego miasta – obserwuj i absorbuj. My znamy podstawy twojej cywilizacji, ty nie znasz podstaw naszej. – to mówiąc, eskorta przygotowała Wędrowca

Pomijając powtórzenia, raz ona jest Wędrowczynią, a raz Wędrowcem(?).

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Bardzo dobry pomysł ale wykonanie fatalne. Bardzo dużo powtórzeń, monotonny rytm, brak emocji.

potencjał na bardzo ciekawy psychologiczny SF zmarnowany.

Ja też widziałem, czyli czytałem, słabsze debiutanckie (na tym portalu) teksty, ale tak męczącego, to sobie nie przypominam. Długo, zbyt długo nie wiadomo, o co chodzi, a na koniec okazuje się, że Syn umiera za język, w którym można kłamać. I tu wypada powtórzyć, za GalicyjskimZakapiorem, że trzymanie się logiki nie eliminuje możliwości zapisywania i przekazywania zdań fałszywych. Po co więc ta rewolucja językowa?

Sam motyw Syna, umierającego za coś nowego (chociaż tu bez wiedzy Ojca), też nowością nie grzeszy, bo wiadomo, jak się kojarzy. Zbędny nadmiar dramatyzmu nie wstrząsa czytelnikiem, lecz dziwi.

Zapis dialogów, jakiego jeszcze nie widziałem. 

Aha, i Science to w tym tak mało, że pozostaje tylko Fiction…

 

Dziękuję za opinie Ga­li­cyj­ski­Za­ka­pior, TheGuru, AdamKB!

Ga­li­cyj­ski­Za­ka­pior, dziękuję też za redakcję i miłe słowa – wniosę poprawki!

Jedna rzecz co do: „Język oparty o logikę co do zasady nie byłby przeszkodą w wygłaszaniu kłamstw, można przecież z powodzeniem zapisywać zdania fałszywe posługując się symbolami logiki."

Warto tu rozróżnić kłamstwo i fałsz. Fałsz to po prostu nieprawda – zdanie niezgodne z rzeczywistością. Kłamstwo natomiast wymaga intencji: kłamię wtedy, gdy świadomie wypowiadam coś fałszywego, chcąc, żeby ktoś uwierzył w to jako prawdę. Jeśli powiem „ziemia jest płaska" i sam w to wierzę – wyrażam zdanie fałszywe, ale nie kłamię. Jeśli mówię to, wiedząc, że to nieprawda, żeby kogoś zmylić – kłamię.

Idąc dalej: jeśli XIX-wieczny naukowiec stwierdzi, że planety poruszają się po okręgach, bo tak wynika z jego wiedzy i założeń – nie kłamie, choć mówi coś fałszywego. W ramach jego systemu założeń to była prawda. Gdy odkryto, że poruszają się po elipsach, okazało się, że jego twierdzenie było fałszywe – ale nie było kłamstwem. W świecie opisanym w opowiadaniu działa ta sama zasada, tyle że wspólny moduł daje wszystkim te same logiczne podstawy – fałsz jest więc natychmiast rozpoznawalny. Można wypowiedzieć zdanie fałszywe, ale nikt nie uwierzy, że jest prawdziwe – a bez tej możliwości kłamstwo jako narzędzie społeczne jest strukturalnie niemożliwe. I właśnie o to chodzi Synowi: nie o zapis formalny, ale o niemożność myślenia i mówienia poza ramami narzuconych założeń.

Dziękuję jeszcze raz! Wszystkiego dobrego!

Nowa Fantastyka