Meandry jej ciała otuliła błoga czerwień. Tak przenikliwa, że wzrok tonął w (1) marerewarze szkarłatu, a marerewar ten w kolejnym i tak w nieskończoność. Zanurzając się coraz głębiej i głębiej, jakby barwa ta nie tyle kolorem była, co całym wymiarem poza rozumem umieszczonym, w abstrakcji żyjącym. Wpatrywała się w świetliste punkty. Zawieszone w kosmicznej toni. Spajały się ze sobą, tworząc zbiór migotliwych arcydzieł, bijących swym blaskiem wszelkie twory betańskiej przestrzeni. Wysunęła wydłużoną kończynę, na wzór ludzkiej ukształtowaną, i w smukłe swe palce złapała światło. Z jej oczu wyrywało się szaleństwo… szaleństwo ubrane w kostium armii i rzezi, przypominało potoki krwi i potoki ciał nieznanych w światach fantazji, ale znanych ze świata boga. Miłościwego Atrenda, panującego nad padołem, odtrąconego przez swe dzieci, co (4) demona, nie ojca, w nim ujrzały. Ona była jednak wierna. Wbrew faktom, wbrew logice, wbrew przeciwnościom. Tkwiła w złudnej (5) religii, której odrzucić nie potrafiła, gdyż hańbą by się okryła. (6) Kafty jej ciała wzdrygały się od myśli tych zgubnych, jakoby częścią nowego świata zostać miały. Już prędzej czyn niewybaczalny by popełniła, niźli zdrajcom by się oddała. I to właśnie uczynić chciała. (7) Garganopolis rozbłysła ponownie, jakby wyczuwając wiszące nad nią fatum, uciec od niego chciała. Przez tyle miliardów zasiedlona, przez tyle dusz oblubiona, na pastwę nicości wydana – płakała nad losem swym martwym. Roniła łzy, a Patrycja, widząc je, czuła ich posmak. Czy winna uczynić to, co zamierzała? Zniszczyć, zabić i triumf odnieść? Czy uchronić i w istnieniu zostawić, porażkę sromotną odnosząc? Pytania te jak mantry, w głowie i w pałacu rozbrzmiewały. Pieśń ponurą zwiastując i objawy szaleństwa ukazując. Wtem rozległ się stukot, stukało wszystko, cała przestrzeń stukała i tańczyła do stukotu rytmu, balując ze zwichrowaną psychiką, porywając ją do walca. Ależ nie ma takiego tańca! – krzyczały (8) ankorsaria. Gdy dźwięki te wreszcie ucichły, (9) wramy się otworzyły. (10) Wymykając się pojęciowym ramom, zwisały z ich krawędzi w dół ku przepaści i nad tą przepaścią balansując, uśmiechem wpuszczały. Przez ów uśmiech do środka przepastnego salonu, o gabarytach planet godnych, wszedł on. Postać czarna, jak tylko czerń może być czarna. Bez żadnego innego wyrazu, tajemnicza, ale znana. Gdy tylko spostrzegła gościa, momentalnie wstała i na dwóch (11) planarach stanąwszy, wprost do niego się zwróciła, odwracając wzrok od światła.
– Przyjaciółko ma droga, widzę w Tobie (12) szaleństwa duchy, co w twym ciele i umyśle się zalęgły, tocząc chorobę przeklętą. Czyż nie widzisz w tym konieczności, czy opór ten nie jest daremny i zgubny dla ciebie i rodzaju naszego? Apeluję do twych myśli… do twych prawdziwych myśli, by na światło dzienne się wydobyły i głos ich rozbrzmiał. – Postacie w ścianach zaklęte zamarły, a wzrok ich świdrował raz na nią, raz na niego, oczekując reakcji, oczekując akcji. Wtedy też planary kulistych swych kształtów się wyzbyły, rozlewając się po przestrzeni w bezkształtny ocean materii, tak że pomost między nimi się utworzył i przesłonił pustkę pod wramami rozpostartą.
– TY – głos waleczny. – Mój drogi, prawideł mi prawić nie będziesz, gdyż zdradą się okryłeś i ojca wyrzekłeś. To TY jesteś ślepy, nie ja. To w Tobie duchy szaleństwa widać, a raczej… czystej naiwności. Widzę w Tobie jego obecność, te jego macki i myśli. Już kompletnie Tobą zawładnął. Brzydzę się Tobą. Rozumiesz? Brzydzę. Brzydzę się wami wszystkimi. Jesteście czystym szkaradztwem. Gorszym od (13) pierwotnych mórz obrzydliwości, bo one przynajmniej z woli Boga zrodzone, a wy? Zdrajcy? Kim jesteście? Kim się staliście? Jak można służyć mordercy? Zjednoczeniobójcy? Jak to jest stracić godność?
– STARCZY! – potężny głos uderzył o Patrycję tak, że ledwo na niestabilnej masie planar się podtrzymała. – A kim jesteś ty? Moja piękna? Moja władcza, narcystyczna duszo? Jak nie pochłonięta bzdurną ideą morderczynią? Czyż nie czujesz tych drgań? Co całą przestrzeń na wskroś przeszywają i zwiastują nadchodzące rozerwanie? Pozwól nam uratować te istnienia. Ich życie jest ważniejsze od twojego wydumanego honoru… który próżnością nazwać winna.
– Widzisz, mój drogi – przerwała mu Patrycja – ty będziesz się kurczowo trzymać istnienia, ja? Nie zamierzam. Jestem ponad to. Po co istnieć w niewoli i w braku wartości, w pustym świecie pozbawionym wzniosłości? Kim jesteś i do czego zmierzasz?
– Jaki świat bez wartości? Skrzywiony obraz rzeczywistości! (14) Zjednoczenie istnieje i trwać będzie w alfańskiej przestrzeni. Świat jest złożony, historia również. Nic w czerni i w bieli nie tkwi, a szarością się oblewa. Dostrzeż w końcu tę szarość, bo zgubisz siebie i świat cały.
– Szarość, szarość, szarość… – Patrycja uśmiechnęła się lekko i podniosła głowę, odwróciła się i nostalgicznym spojrzeniem obdarowała planetę za (15) kahmarą. – Myślisz, że chcę to robić? To wy mi nie dajecie wyboru. Te dusze będą cierpieć pod maskickim jarzmem. Cierpienie czy brak istnienia? Co jest lepsze?
Wtedy ciernista sylwetka masy nabrała, jej powierzchnia zabulgotała jak (16) hagibljański ocean, ściany od fal się załamały, a ankorsaria modły swe wzniosły, cały salon rangą sacrum się okrył.
– To pusta ułuda! – głos ten, potężny jak groźba ciężka, zawisł nad (17) Partanem jak miecz Damoklesa. – Nikt pod niczyim jarzmem nie tkwi. Wiem, wiem, wiem! Co Maska nam uczynił, ale co zrobić mogę? Nie otoczę się szaleństwem tak jak ty! Pragmatyzm rządzi mym umysłem, a nie irracjonalne myśli, co jak ogień opętańczy rozdzierają spójności zręby. Maska istotą taką jak my nie jest, a całym konglomeratem stworzeń przeszłych, co jedną ideą owładnięte uratować nas chciały, ale Atrend nad nami, ojciec stworzenia, zmysły mu i nam pomieszał. Bawił się nami jak w teatrze lalek, klaskając ochoczo, gdy (18. Krew) karwę przelewaliśmy.
– Jak śmiesz Atrenda – Boga naszego i ojca – oskarżać o czyny tak haniebne! To jest test, to jest sprawdzian, to lojalności kwestia! Odwracanie się od absolutu na rzecz marnego sojuszu. TO! To jest prawdziwe, zgubne szaleństwo.
– NIC NIE ROZUMIESZ! – Partański pałac zatrząsł się w posadach. – Imię moje to Pasożyt, z łaski i namaszczenia boga mi nadane. Istota niższa, w zło obleczona. Tym miałem być w oczach stwórcy. Naprawdę??? Naprawdę nie czujesz jego wzroku? Jak cieknie po twoim ciele, jak wypełnia to całe pomieszczenie? Wiesz, jak skończył się świat poprzedni? Wiesz, do czego zmierza świat obecny? Do tego samego, mrocznego, zimnego punktu, w którym już nic wartości mieć nie będzie i tam prawdziwego braku wzniosłości doświadczysz. Skończysz jako marny pierwiastek w wiecznym rozkładzie pogrążony. Mam dowody na swe słowa.
– Więc tak właśnie skończę – powiedziała spokojnie, aż zbyt spokojnie, jakby z losem tym już dawno się pogodziła. – Ale wy skończycie tak samo. Skoro taka jest wola Atrenda, to musimy się przed nią ukorzyć, gdyż ucieczki od niej nie ma.
– Od kiedy pobożna z ciebie królowa? Czyż jeszcze niedawno dla osobistej chwały zdolna byłaś do najbardziej plugawych czynów?
Czerwień ją okrywająca wzbudziła się niczym fala na niespokojnym oceanie.
– Jak śmiesz mi to wypominać? (19) A kto wbił nam nóż w plecy, gdy podnosić się z wojennej pożogi musieliśmy? Zresztą darujmy sobie te zaszłości. Oboje świętymi nie byliśmy i tak jak ty zmianę deklarujesz, tak i ja do zmiany mam prawo.
– To dlaczego do zmiany tej nie dopuszczasz Maski?
– To proste – uśmiechnęła się – bo Maska się nie zmienił. Owinął was wokół palca i gra wami jak marionetkami. Tym haniebnym sojuszem zapieczętowaliście jego podłą wizję świata.
– Patrycjo, zrozum. – Czarna sylwetka obkurczyła się, monolit został rozerwany, a w jego miejscu uwidoczniły się długie na kilometry spirale, macki i ciała, które niczym niebiańscy goście rozsiedli się na pozostałych planarach, podsuwając jedną czerwonej damie. – Wszystko od czasu jego triumfu się zmieniło. Owszem, przegraliśmy, czasu nie cofniesz. (20) Aser nam na to nie pozwoli. Maska rozdzielił się na dwa szeregi umysłów złączonych – (21) betańskiego Maskartu i alfańskiego Zjednoczenia. Macki spajające ten wielki wymiar pękają. Czujesz to z pewnością… jedyna nadzieja to ucieczka do Alfanii, do Zjednoczenia. Jesteś jego częścią, Patrycjo.
– Nie – zaoponowała beznamiętnie – nie jestem jego częścią. Zjednoczenie to przeszłość. Tam czeka nas tyrania lub zguba. Nic innego. W rozdział ten nie wierzę, podstęp wyczuwam i dziwię się tylko, że tak ochoczo ugięliście karki. Wierzyłam, że razem uda nam się opracować drogę ucieczki, wydzielić wymiar i tam kontynuować naszą świętą krucjatę. I przestań. Wiem, co chcesz powiedzieć. Nie, w jego przestrzeni, w jego objęciach nie mielibyśmy szans na wolność. Nie daliśmy rady tu, to i tym bardziej tam rady nie damy… a brak istnienia tak straszny nie jest. Pogodzić się z tą wizją musicie i wy, a nie za wszelką cenę uciekać od kaźni.
W chwili tej z bulgoczącego ciała Paso wysunął się świetlisty, oksymoroniczny diadem na wzór miecza uformowany. Dźwigany przez zastępy mniejszych świadomości. Po czym znów w toń ciała się schował.
Patrycja zlękła się, ale tylko na moment. Utrzymując fason godny królowej.
– Mówisz… że brak istnienia nie jest tak straszny? Zostając tutaj, się na niego skazujesz. Powiedz mi proszę, dlaczego zatem stoi za Tobą ten laser, co śmierć ostateczną planecie ma zadać? Czy nie jest to zbędne?
Wtedy czerwona dama uniosła się nad układem planar. Porwana przez nurt własnych myśli powędrowała ku kahmarze. Stanąwszy przed nią, wzrok swój wlepiła w świetlistą (22) materiate.
– Nie, przyjacielu, bo to nie będzie zwykła śmierć, to będzie śmierć, która zredukuje ich formy do esencji mikroświadomości. Po rozerwaniu Betanii pozostaną razem, w jednym niemal ciele. Uchronią się od rozerwania, poszarpania i zapomnienia, które w takiej formie czekać ich musi.
– Ale może też ich czekać istnienie i radość.
– Nie. – Odwróciła się naprędce. – Jaka radość? Skończ już proszę łączyć radość z istnieniem. (23) Terrosem jesteś i winieneś znać różnicę… ale rozumiem was. Są wam potrzebni jako fabryki do podtrzymania własnej egzystencji. Wiesz, czym jest czas? Albo wieczność w niecierpliwym oczekiwaniu? Wyobrażasz sobie, jak to musi być wyniszczające? Jak to musi zżerać duszę? I tak… wyczuwam drgania przestrzeni, ciągle je czuję, ale wiesz, co jeszcze czuję? Nadchodzący, nieunikniony koniec, którego chce Atrend. A jak już mówiłam… nie można się jego woli przeciwstawiać.
– Jak to nie można? Skąd wiesz, że jest absolutem? – czerń wybuchła pod samego świata okrycie.
– A co próbował Maska?! – czerwona dama uniosła się gniewem. Jej bujne włosy, na wzór (25) naturiański wykute, rozpełzły się po czasie. – Próbował zdetronizować Atrenda. Naszym kosztem zresztą… – opuściła na chwilę wzrok – a gdy już witał nagrodę, spadło na niego ostrze i przecięło byt jego. Nie podołał, nie dał rady. Był lalką w teatrze, zaledwie koralikiem w historii.
Czerń opadła, przybierając na nowo antropomorficzne kształty.
– Dla mnie jest już wszystko jasne… – biel oksymoronu znów gdzieś rozbłysła. – Poddałaś się, Patrycjo, i kroczysz ku pustce na pożarcie. Nie mogę, nikt z nas nie może zaakceptować twej decyzji. Dlatego też…
– Wiem – nie dała mu skończyć zaczętego zdania. – nie przyszedłeś mnie przekonać. Tylko do woli większości przymusić. Widziałam, co chowasz w fałdach czernistych. Czy to to (25) destrofor? Czy to sztylet wykuty w Radańskiej kuźni? Proszę, oporu tobie nie stawię. Przekuj nim mą duszę i jestestwa mnie pozbaw, lecz zapamiętaj me słowa. Pewnego (26. Dnia) świtlana i ty, i inni uświadomicie sobie to, co wiedziałam już od dawna i co próbowałam tobie tu przekazać. Ratunek jest daremny.
Czerń znów zlała się w jedno ciało.
– Ależ po co ten dramatyzm! Nikt życia cię nie pozbawi. Jesteś chora, Patrycja, i potrzebujesz pomocy. Gdy w końcu wrócisz na łono Zjednoczenia, podziękujesz nam. Znów będzie jak dawniej…
Potężna burza czerwieni owładnęła salą, osaczając Terrosa.
– Nigdy! Prędzej samobójstwo popełnię, niż marny los podzielę!
Karmazynowe pociski już miały uderzyć w Pasa, ale uczynić tego nie mogąc, w (27) kalakastry przenikły. Chmara kolistych konstruktów okryła Terrosa, jak (28) metrelski płaszcz okrywa Deneus. To podstęp… pomyślała Patrycja…
Było już późno, naprawdę późno. Księżyc za oknem dawał się we znaki. Jego ciemne światło mnie drażniło, nie mogłem przez niego spać i nie mogłem od niego uciec. Mimo że nie miałem okna, jego blask jakimś cudem docierał do mnie. Jego lodowate promienie niczym larwy wdarły się do mózgu. Czułem, jak po nim pełzną.
Bzzz bzzz. Wstałem. Przywitał mnie piękny poranek, a światło rozgościło się w pokoju. Wstałem, przeciągnąłem się ospale i poszedłem do kuchni. Było ciemno, tylko blady blask księżyca rozświetlał pomieszczenie. Pochylając się nad lodówką, spadło mi oko.
Bzzz. Bzzz. Za oknem świeciło Słońce. Jego ciepłe promienie otuliły me ciało. Zapowiadał się naprawdę udany dzień! Energicznie wstałem z łóżka. Spakowałem swój plecak i już miałem wychodzić, gdy nagle zorientowałem się, że nie mam okna.
Bzzz. Bzzz. Przywitał mnie zapach słońca. Rozgościł się w moim domu. Za drzwiami było jasno, podszedłem do nich, by przywitać blady blask księżyca. Bzzz. Bzzz. Wtedy spostrzegłem brak Boga, jego duch uniósł się nad księżycem. Wziąłem nóż i przebiłem nim serce, znaczy, nie trafiłem w serce. Wstałem, przeciągnąłem się ospale. Nie miałem okna. Zignorowałem to, że nie mam okna. Naprawdę zignorowałem to! Spostrzegłem księżyc. Była pełnia.
Bzzz. Bzzz. Światło uderzyło w moje oczy z niespotykaną siłą, chyba oślepłem.
Bzz. Bzzz. Wstałem. Wydłubałem sobie oczy. Już nie widziałem światła. Już nie widziałem światła! Spostrzegłem blade oblicze naszego satelity. Bzz bzzz. Spokojnie, dzień jak co dzień. Przecież nie mogę żyć w literackim flash fiction. Kurwa, nie ma okna. Znowu?
Bzz bzz, proszę, oddajcie mi okno. Przywitał mnie zapach kawy. Kawy!!! Wybiegłem z pokoju i zatrzymałem się u progu kuchni. Już miałem otwierać drzwi, ale wtedy… Tuż za mną stanął BRAK OKNA.
Bzzz bzzz. Czy brak czegoś może mnie prześladować? Wtedy spostrzegłem brak Boga. Jego duch uniósł się nad księżycem. Wziąłem nóż i przebiłem nim serce. Nie trafiłem.
Bzzz bzzz. Tego ranka pogoda była słoneczna. Podszedłem do okna i rozejrzałem się. Było mnóstwo okien i wszystkie patrzyły na mnie. Czy bóg też tam był?
Bzz bzzz. Gdzie jest księżyc, skoro nie ma okna? Rozejrzałem się po pokoju. Nie było okna, nie było księżyca i nie było Boga. Gdzie oni są?
Bzzz bzzz. Czemu moje łóżko jest na środku pokoju? Z jednej strony świeciło okno przez otwarte słońce i był też bóg, co uśmiechał się do ścian. Z drugiej strony było dużo braków okna i braków bogów, i tylko jeden księżyc.
– Moja droga! Cóż to za rozkoszna rozgrywka. Może jeszcze trochę (29) muffału? – czarne ramię podało Patrycji napar. – Skarbie, czemu tak milczysz? – Muffał o ciele (30) Janasza wdrapał się na Patrycję i wtłoczył się jej do ust. Ta, nie chcąc gościny tej przyjmować, próbowała wyjąć napój czerwonymi promieniami. – Ohh, rozumiem, chcesz do rozgrywki wrócić? Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale na pewno już się domyśliłaś! Tu, w głębokich trzewiach świata, jesteśmy daleko od wzroku Bożego. Spójrz na (31. Planszę) kaldrapy. Twój bóg patrzy w ścianę. Nie ochrania Słońca, pozostawiając moim Brakom Bogów wolną rękę. Przegrałaś. Czy teraz już to widzisz? bóg tu nie sięga, więc mogę ci to powiedzieć. Jest dla nas ratunek. – Dusza Patrycji zatrzęsła się, jakby ogłuszona kolejnym absurdem, wciąż wierząc w potęgę absolutu. – My, jako Zjednoczenie, dojrzeliśmy do nowych kwestii. Ułożyliśmy całą znaną nam naukę w szereg podstawowych praw, a prawa te klarownie dają obraz. Jesteśmy zaledwie koralikiem w łańcuchu stworzenia. Atrend jest tylko o jeden koralik wyżej od nas, a pod nami ciągną się kolejne oceany istnień. Jeżeli prawa te są uniwersalne, ucieczka jest możliwa. – Patrycja patrzyła z niedowierzaniem… pragnęła dowodów. – Spostrzegłaś może zmianę mego tonu? – w głosie Pasa słychać było ekscytację. – Jak to dobrze odetchnąć od monumentalnych form i barokowych ornamentów… może nawet narrafi zmieniłby ton… gdyby oczywiście mógł tu być. – Wszystko, co w Patrycji było, odwróciło wzrok. Czyżby mówił o mnie? – Hah, widzę zdziwienie! Czyżbyś o nim nie słyszała? To ktoś, kto opisuje nasz świat. Taki… dajmy na to… kronikarz. Wiedziałabyś, gdybyś poszła za resztą Enrosów, a tak? Zachowałaś się jak samolubna księżniczka zamknięta w oblężonej twierdzy. Ojej, Maska cię skrzywdził? Nie no… lepiej unieść się honorem! Wiesz, co ci powiem? – Czarna dotąd masa obkurczyła się do antropomorficznego kształtu. Twarz jego pod naporem złości wykrzywiła się jak u szatana z opowieści Marka Twaina. – Wszystkich nas skrzywdził! Ale to nie on jest problemem… tylko Atrend, który bawił się naszym kosztem. Rozkoszował się chwilą, w której zabijaliśmy się nawzajem. Bawił go fakt mnogiej natury Maski, przez którą nie mógł objawić nam prawdy. Byliśmy jak lalki w dramatycznym teatrze, kroczące ku tragicznemu końcowi… ale wtedy coś się stało. Jego wzrok stał się słaby jak dogasające ogniki, jak iskry błądzące, co rozpalić ognia nie mogą i w końcu zamierają. Wówczas to! Prawda została nam dana. – Patrycja delikatnie zachichotała. – I serio myślicie, że skoro nie ma (31) fabularusa, to nie patrzy? Życzeniowe myślenie. – Ciało Terrosa wykrzywiło się jak u najgorszego demona, jakby z samego ohydztwa i zła zostało ulepione. – A co nam pozostaje?! Poddać się? Popełnić samobójstwo? Nie no… świetne rozwiązanie! Godne Enrosa! Wiesz, co ci powiem? Zawiodłem się, wszyscy się zawiedliśmy. – KURWA, DOŚĆ! – wykrzyknęła Patrycja, po jej policzkach popłynęły łzy. – Ja już nie mogę… Ciągle czuję jego wzrok… męczy mnie jego obecność. – Zaraz? Teraz go czujesz??? – Nie… znaczy… nie wiem. Ja już nie chcę tak żyć, rozumiesz? Inni mogą uciekać od światła, chować się w bajecznych miastach, obdzierać się ze świadomości. Ja jestem świadoma ciągle, bez przerwy, bez wytchnienia. Czasem myślę, że to błędne koło się nie skończy. Gdy uświadomisz sobie, że jesteś kreacją, lalką i nie masz komu ofiarować swych trosk, to życie staje się nieznośne. Po co tak żyć? Czuję straszny (32. Przeczucie) )ihmyltyn, życie takie nigdy się nie skończy. W obliczu tego chcę wybrać samobójstwo. Pragnę nie istnieć. Rozumiesz? Ja już nie potrafię być silna. – Łzy Enroski wypełniły pomieszczenie. Podłoga przemieniła się w niespokojny ocean, na którego wodach poczęły ginąć fantazje. Umierało ich tak dużo, że pozostali tylko oni. Nadzy, ze sobą nawzajem i z własnymi myślami, które przestały wychodzić z ich głów. – Ja… – odezwał się cicho Paso. – Ja nie wiedziałem… Wystąpię w twojej sprawie przed oblicze zgromadzenia. Obiecuję, że uwolnisz się od swej świadomości, że będziesz wolna, że w końcu poczujesz smak szczęścia. – Ty nadal nic nie rozumiesz! – Patrycja odsunęła się od czerni. – Maska i Atrend to dwie strony tego samego medalu, wyczuwam w tym ihmyltyn, ale Maska jest gorszy, bo jako prorok fałszywy pcha nas wszystkich ku coraz większemu cierpieniu. Zrozum w końcu ten tragizm. Co byśmy nie wybrali, co byśmy nie zrobili, to tkwimy nad progiem przepaści i w przepaść tę spoglądamy. Nie wierzę w twoje słowa, że uciec można. To kolejny teatr, którego jesteśmy tragicznymi bohaterami. Odrzuć w końcu tę iluzję. Ja chcę zachować resztki mej godności i świadomie z tego spektaklu zrezygnować. – Paso znów się wzburzył, a po jego ciele przeszły niespokojne dreszcze. – Patrycjo, ta dyskusja jest jałowa. Nikt z nas siebie nie przekona. Próbowałem. – Stanął przed nią i spojrzał w jej czerwone oczy. Były całe wyblakłe, pozbawione iskier. – Ale pamiętaj, proszę, uczynię wszystko, byś w nowym życiu była szczęśliwa. – Przyłożył do jej skroni destrofor i oczy jej się zamknęły na wieki wieków… Amen.
(1) Marerwear – struktura wodna znana z Elitlei, Estrii oraz Enterii przypominająca wielopoziomowe morze, w którym poszczególne warstwy płynu są od siebie oddzielone – tworząc wewnątrz powietrzne jamy. Układ podlega dynamicznym zmianom w czasie.
(2) Betania – Nazwa wymiaru stworzonego przez Maskę. Wymiar Betański miał być wymiarem w którym Maska miał zamknąć wzrok boga by uniemożliwić Atrendowi ingerencje w Zjednoczenie – pozostające wówczas w mniejszej Alfanii.
(3) „Ludzkiej” – epitet ten w świecie zamesu znaczy coś więcej, niż w świecie rzeczywistym. Dzięki Immelifonie (księdze danej przez Atrenda Trynidzie) istoty ze świata Zamesu mają powierzchowny ogląd na świat stwóry – zwany Imesem. Opisane w nim pojęcia – jak ludzie, rośliny, Ziemia czy Słońce w świecie Zamesu nabierają charakteru sakralnego. Upodobnianie się do człowieka – znanego ze skąpych opisów w Imellifonie jest wyrazem dążenia do boskości. Gatunkiem najbardziej do człowieka podobnym są elitloidzi.
(4) „Demon” – słowo „imesjańskie” użyte jednak w znaczeniu zamesjańskim – jako „lawkarplan”. Poczynić tu należy istotne rozróżnienie demon w Zamesie to konstrukt bardziej etniczny – powiązany z pewnym etosem Chaserii – stąd na przykład nazwa jednej z Chaserskich krain – Demonii. Nie ucieleśnia zła. Lawkarplani natomiast to istoty pochodzące z głębin lawkarplanu mające być nieudanymi, ohydnymi i złymi projekcjami boga uwięzionymi w niedostępnych podziemiach.
(5) „Religia” – Konstrukt ideologiczny istniejący w Imesie, ale niezrozumiały w Zamesie. Tam wypaczone – znaczący bardziej wiarę w czyjeś poglądy, niż w wiarę w istnienie boga lub bogów.
(6) Kafty – odpowiednik „komórki” w Zamesie.
(7) Miasto-Planeta, wzniesiona na resztkach wymiaru Garańskiego. Przydzielona do wymiaru betańskiego po triumfie Maski.
(8) Ankorsaria – Semiświadome byty, nie będące rozumowo niezależne. Podległe świadomości duchowej. Posiadające wymiar aposymatryczny (materialny) i eposymatryczny (duchowy).
(9) Wramy – odpowiednik imesjańskich wrót/drzwi o następującym schemacie budowy: Boki wramy utworzone były z szeregu kolumn wgłębiających się do środka. Kolumny w zależności od funkcji mogły przybierać różne style – od bardziej zdobnych przez klasyczne po czysty minimalizm – choć to ostatnie w świecie Zamesu zdarzało się nadwyraz rzadko. Każda kolejna kolumna nie tylko była coraz głębiej, ale także wsuwała się coraz bardziej do środka – w wyniku czego oba przeciwległe szeregi z każdą kolejną kolumną zbliżały się do siebie, aż do cenwramy – czyli kolumny szeregu wsuniętej najbardziej do środka. Od niej, kolejne kolumny znów przesuwały się na obwód. W zależności od stopnia otwarcia Wrawy przecwiległe cenwramy mogły znajdować od siebie w znacznej odległości, jak i przylegać niemal ściśle do siebie – choć było to rzadkie i zazwyczaj zostawiały bardzo niewielki odstępy.
(10) „Wymykając się pojęciowym ramom, zwisały z ich krawędzi w dół ku przepaści…” – przykład semimetafory. Fragment ten przedstawia strukture metaforyczną „pojęciowe ramy”, ale złączoną z kontekstem fizycznym – zwisały z nich wrawy. Opisany przykład to semimetaforia architektoniczna – niezwykle skomplikowany nurt w sztuce i w architekturze Zamesu.
(11) Planary – Koliste struktury o niewielkich gabarytach – przypominające z pozoru planety/ogromne globusy. W ich centrum znajduje się minerał – planaroid. Wpływający na percepcje i tworzący wokół planary specjalne przestrzenne zakrzywienie – sprawiające, że świat na nich rozpostarty przybierał po przekroczeniu tej bariery wielkości naturalne.
(12) „szaleństwa duchy” – wbrew pozorom, również nie jest to metafora, a próba postawienia klinicznej diagnozy. Rozterki, trudne momenty, problemy mogły u potężnych dusz doprowadzić do autonomizacji ich fragmentów i ostatecznego rozdziału – tworząc sytuacje w której pod duszą „nadrzędną” funkcjonują mniejsze, rozłączone lub luzno z nią spojone „dusze” przyjmujące już wtedy postać eposymatryczną (materia duchowa) ankorsariów lub zespół mikroświadomości w zależności od rozszczepnia.
(13) Pierwotne morza obrzydliwości – to nieuporządkowane formacje z materii eposymatrycznej i aposymatrycznej utworzone, istniejące na pradawnej Eliteli w pierwszych czasach.
(14) Zjednoczenie – Określenie dotyczące następujących państw: Arcyceasarstwa, Mociumii I, Mociumii II, Mociumii III, Estrii I, Estrii II, Estrii III, Republiki Zamesu (na przełomie tych dwóch jesteśmy) Enterii – wszystkie te państwa były formami tego samego tworu i każdy z nich ciągłość z poprzednim wykazywał. Zjednoczenie miało być państwem jednoczącym w jednym organizmie politycznym całe stworzenie.
(15) Kahmara – To przezroczystość o skomplikowanej „kanalikowej” budowie. Kanaliki służyły jako „łapacze wzroku” i przekierowywały go na konkretne obszary świata za kahmarom. Umożliwiając precyzyjne rozeznanie.
(16) Hagibljański ocean to formacja miejska w Nekropelii stolicy Smirtii. Odsyłam do opisu Nekropelii.
(17) Partan – Miast założone przez Patrycje po triumfie Maski w wymiarze Betańskim. Stolica jej włości.
(18) Karwa – półpłynna duchowa tkanka charakterystyczna dla rozumoidów (gatunków zamieszkujących Zjednoczenie)
(19) Nawiązanie do okresu trzech rozpaczy pod koniec I Mociumii.
(20) Mowa tu o Aserze Czasu. Aserowie to byty nad Terrosami władające określonym fragmentem rzeczywistosći – jak właśnie czas, materia czy przestrzeń. Komunikacja z nimi jest mocno ograniczona dla istot z zewnątrz. Pogrążeni są w wiecznym śnie.
(21) Maskart – Siedziba Czarnego Maski. Potężne miasto-palenta. Prawdopodbnie przetrwało rozerwanie Betanii.
(22) Materiata – Określenie dla miast Zjednoczenia, jednak termin ten ma węższe znaczenie. Stolice Cesasrw i miasta o wyjątkowej randze posiadały inne określenia. Odpowiednio Ceseriaty i Sakropelie.
(23) Terros – istota boska. Wyższa od Enrosów, Arosów, Deandrytów, ale niższa od Aserów.
(24) Destrofor to przedmiot zdolny do dezintegrowania lub zniewalania potężnych dusz. Wykuty w Radańskiej kuzni – Radan to Sakropelia – siedziba sześciu Terrosów – to właśnie w jego trzewiach wykuwa się najlepsze oksymorfony, czyli przedmioty operujące oksymoronami. Najpotężniejsze przedmioty zdolne do stworzenia w Zamesie.
(25) Nawiązanie do włosów Matki Natury – jej Głowa mieściła w sobie liczne dzielnice centralne Naturopolisu – stolicy Naturii.
(26) Świtlan – Określenie na dobe. Na Elitlei oraz pózniejszej Estrii nie istniało rozóżnienie na dzień i noc, a Świtlany dzieliły się na rodzaje w zależności od fali emitowanego światła.
(27) Kalakastr – urządzenie o najczęściej kolistym kształcie, zawierające w sobie kolejną przestrzeń. Przestrzeń zawarta mogła być równa lub nawet większa od tej, w której się znajdowała. Paradoks ten istniał dzięki cienkiej warstwie nadprzestrzeni, która okalała wymiar wewnętrzny.
(28) To formacje miejskie znane z Metrelii stolicy Zytii. Odsyłam do opisu Sakropelii.
(29) Muffał – Napój łączący delikatną mieszankę wszystkich smaków.
(30) Formacja miejska z Ładipolu stolicy Ładii. Odsyłam do opisu miasta.
(31) Kaldrapa – Przyrównać ją można do planszy wykorzystywanej w różnych grach. Kaldrapa była planszą opartą o równo ustawione szeregi drobnych kalakastr.
(32) Fabularus – Energia wykorzystywana do kształtowania symatrii. Niezwykle potężny rodzaj mocy pochodzący od boga – Atrenda. Pojawiała się w miejscach, postaciach czy nawet w sytuacjach które były w szczególnym zainteresowaniu Atrenda. Mówiono że jest to siła pochodząca ze „wzorku boga”.
(33) Ihmyltyn – To silna potrzeba, uczucie każące postępować w określony sposób. Przeciwstawianie się jemu generuje silny dyskomfort.