Duński filmowiec Nicolas Winding Refn zazwyczaj nie pojawia się w rankingach istotnych autorów współczesnego kina, choć takim niewątpliwie jest i nie znajduje uznania wśród konsumentów dóbr streamingowych, choć ma na koncie dwa seriale zrealizowane dla topowych platform.
Michał Maciejewski
PROFESJA – RAPER, POETA, PALADYN
Jak fantastyka została zaadaptowana przez rap.
Kiedy myślimy o związkach fantastyki z muzyką, nasze skojarzenia mogą powędrować w różne rejony. Warto zwrócić uwagę również na zakątek muzyki, który dotychczas nie doczekał się należnego mu zainteresowania ze strony fantastów. Proponuję zatem wspólnie zastanowić się, jak fantastyka odnalazła się na kartkach MC’s i w beatach rapowych producentów.
Jerzy Rzymowski
CZAS NA POWIEŚCI INTERAKTYWNE
Gry paragrafowe dotarły do Polski w połowie lat 80. Cieszyły się sporą popularnością, która jednak przygasła na przełomie wieków po to, żeby niespełna dekadę temu powrócić ze wzmożoną siłą. To, co zaczynało jako eksperymentalna literatura i zdobyło sławę za sprawą „Gry w klasy” Julio Cortázara, z czasem przybrało głównie formę uproszczonych fabuł opakowanych w grową mechanikę, teraz zaś na naszych oczach ponownie staje się literaturą ‒ i to nie byle jaką!
Ponadto w numerze:
– wywiady z Markiem Lachowiczem i Rochem Urbaniakiem;
– opowiadania m.in. Marty Kładź-Kocot, Ewy Marczyńskiej-Goldstein (wyróżnienie w konkursie NF) i Richa Larsona.
Gdy wchodzę do jednego z wielu salonów telefonii komórkowej w pobliskim mieście czuję się trochę jak w cyberpunkowej powieści Williama Gibsona. A sztuczna inteligencja jest już w moim telefonie i pisze mi od razu jaka pogoda będzie za dziesięć lat.
Gdy ją dziś zapytałem: “Kiedy będzie następna epoka lodowcowa?”, odpowiedziała, że za około 50.000 do 100.000 lat, prawdopodobnie opóźniona z powodu wpływu ludzi.
Można jej zadać wiele innych pytań.
Rzeczywistość zaczyna doganiać fikcję literacką. Międzynarodowe korporacje i światowy Internet zaczynają panować nad światem, dlatego lubię chodzić nad rzekę i spokojnie przyglądać się bocianom.
Dowiedziałem się, że wreszcie powstaje serial na podstawie “Neuromancera”. Obejrzę go, kiedy tylko będę miał okazję. To jedna z moich ulubionych książek. Na razie widziałem pierwsze zwiastuny. Wiele oczekuję, Mam nadzieję, że film będzie podobny do książki.
Znam wiele powieści SF wartych sfilmowania. Także polskich. Obejrzałem na przykład serial na podstawie książki Jacka Dukaja “Starość Askolotla” pt. “Kierunek: noc”, o pasażerach samolotu, którzy uciekają przed zabójczym promieniowaniem Słońca. Nie ma w nim wielu efektów specjalnych ani sławnych aktorów, a jest, moim zdaniem, całkiem ciekawy. Książka zresztą też.
Żyjemy w relatywnym paradoksie Einsteina. Wydaje nam się, że jesteśmy nieruchomi, a w rzeczywistości poruszamy się z kulą ziemską, Układem Słonecznym, galaktyką itd. Ziemia jest tak duża, że nie odczuwamy jej ruchu. A może wszystko jest ruchome?
Zastanawia mnie słowo “kutia” w opowiadaniu Ewy Marczyńskiej – Goldstein. Na wsi często hoduje się gołębie. Czasem robiło się z nich nawet rosół. Przypomniało mi się piękne opowiadanie Isaaca B. Singera o gołębiarzu.
Spodobało mi się opowiadanie Thoraiyi Dyer z Australii “Najszybsza marsjańska mila” w klimacie SF. Świat staje się mniejszy, dzięki szybkim łączom internetowym, choć Australia to tak naprawdę wielki kontynent z kilometrami pustkowi. Mamy przyjaciół aż tak daleko, na antypodach? Może za jakiś czas będziemy podróżowali statkami pasażerskimi na Marsa. Czy autorka ma coś wspólnego z Aborygenami?
Na wakacje kupiłem sobie “Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym” dwóch autorek: Olivi Koski i Jany Grcevich, wydany w 2018 roku przez wydawnictwo Bellona. To bardzo dobra książka z pogranicza fantastyki i nauki z wieloma kolorowymi ilustracjami i zdjęciami. Zabawa wyobraźnią.
Nie jestem fanem rapu, ale obejrzałem koncert hip-hopowy w Opolu, w tym roku. Z racji swojego wieku wolę piosenki rockowe, które były popularne wśród moich rówieśników w czasach, gdy chodziłem do Liceum np. T-love, Republika, Lady Pank, Closterkeller. Niektóre z tych zespołów jeszcze istnieją. Za to mój młodszy brat słucha dużo rapu. Bywa nawet na koncertach i mi o tym opowiada.
Grywałem i grywam w książkowe gry paragrafowe. Pozostają one nieco w cieniu w epoce gier komputerowych, ale nie zniknęły. Pierwszą jaką kupiłem był polski “Dreszcz” Jacka Ciesielskiego, nazwano ją też “fantasolo” – dlatego, że można grać w nią samemu. Wydaje mi się, że wkradła się do niej jakaś pomyłka, bo nie zdołałem jej ukończyć. Ukazała się też w Internecie. Pamiętam też oryginalne gry z serii “Wehikuł czasu” o tematyce historycznej. Były to małe książeczki z prostymi zasadami. Zresztą mam je do dziś.
Nadal zbieram “paragrafówki”. Zamierzam jeszcze zdobyć gry wg. opowiadań grozy H. P. Lovecrafta. Grałem w grę konsolową “Zew Cthulhu”.
Na wsi trwają teraz żniwa.
Pozdrawiam całą redakcję NF.
Lokator na dziko: Całkiem przyjemna historia, dobrze osadzona w lokalnym kontekście. Mimo kilku drętwo napisanych kwestii (szczególnie w dialogach), to jednak będzie moje opowiadanie numeru, bo zdecydowanie najlepiej mi się czytało.
Wszyscy inni: To nie jest typ opowiadania, który lubię, ale do pewnego momentu historia jest rozwijana bardzo zręcznie. Zastrzeżenia mam do zakończenia – raz, że straszna sztampa, dwa, że tworzy wrażenie jakby to nie była zamknięta historia, ale wstęp do jakiejś dłuższej opowieści.
Przejdź przeze mnie, jakbym była drogą: Przeintelektualizowane i nudne.
Przestępca: Stare opowiadanie, które nie jest jakieś wybitne, ale udanie tworzy nastrój tajemnicy. I co najważniejsze – nie odsłania na koniec wszystkich kart.
Najszybsza marsjańska mila: Nie jest tak emocjonalne, jak mogłoby być. Moim zdaniem trochę przegadane.
Wszystko, co płonie bez naszej wiedzy: Przyziemne low-SF. W żaden sposób mnie nie zaciekawiło.
Jak na karuzeli: Zaczyna się jak jakaś obyczajówka, ale potem rozwija się w ciekawym kierunku. Też trochę nie ten typ opowiadania, który lubię, ale przeczytałem z zainteresowaniem.
A okładka faktycznie świetna – najładniejsza z tegorocznych.
Nadal nie ma fantasy. :(
Big Room Never Dies
Bardzo ucieszył mnie artykuł poświęcony fantastyce w polskim rapie, który faktycznie dość szeroko zarysował zjawisko. Doceniam, że przywołani zostali artyści z bardzo dalekich rejestrów – twórczość choćby Słonia i Bisza dzieli przecież mnóstwo. Wyrazy uznania także za to, że pojawiły się postaci mniej znane na scenie jak choćby Golin.
Jako że w artykule tego typu nie sposób wymienić wszystkich, podrzucę dla zainteresowanych jeden album, którego obecności tam szczególnie bym sobie życzył: Oxon – Supermoce, czyli krążek stojący przede wszystkim nawiązaniami do superbohaterskich komiksów.
A teraz znów upał. W lecie jak w garncu… czy jak to szło.
W każdym razie lektura nowego numeru „Nowej Fantastyki” już za mną.
A w nim – po polsku.
„Lokator na dziko” Ewy Marczyńskiej-Goldstein – to się chyba nazywa „cozy fantastyka”? Akurat do przeczytania w poczekalni do dentysty czy przy mieszaniu bigosu. Miłe czytadło, ale czy ja coś z niego za rok będę pamiętał? A tak przy okazji: skąd ta drapieżność? Wszak gołębie też stworzonka żywe, a tu takie mordercze instynkty? Dziki są cacy, a gołębie be? Trochę zazgrzytało!
„Wszyscy inni” Adama Raglana – jakoś nie umiem dostrzec logiki w mechanizmie „łańcuchowych reminiscencji”, że tak je określę. Ani też, że zło zawsze ma gdzieś korzenie, bo tym tropem idąc dojdziemy do Kaina. I zakończenie jakieś dziwne! Podsumowując – ciekawe elementy, które mi się nie spinają w spójną całość.
„Przejdź przeze mnie, jakbym była drogą” Marty Kładź-Kocot – a to dla mnie opowiadanie numeru! Co prawda zaczęło się bardzo niemrawo, ale potem podróż przez mity zaprowadziła mnie do odpowiedniego zakończenia! Brawo!
Ach, BTW – strasznie Autorki rzucają mięsem. Jak ja w mojej byłej pracy. Chyba ciut niepotrzebnie!
A zza granicy?
„Przestępca” J.D. Beresforda – ta akurat ramotka niespecjalnie przypadła mi do gustu. Nie rozumiem jej sensu.
„Najszybsza marsjańska mila” Thoraiyi Dyer – przegadana opowiastka o więzach rodzinnych. Bardzo średnia.
„Wszystko, co płonie bez naszej wiedzy” Premee Mohameda – to akurat opko dosyć mi się spodobało, choć trochę musiałem naciągać logikę tu i ówdzie. Ale jest klimat, jest bohater (a nawet dwoje), czytało się dobrze. Więc nie narzekam.
„Jak na karuzeli” Richa Larsona – najlepsze na sam koniec. Kameralna opowieść o miłości i „fizyce kwantowej” (piszę w nawiasie, bo równie dobrze mogło to być zaklęcie magiczne). Nauki tu jednak mało, uczuć dużo. Ale bardzo to porządny tekst!
No i publicystyka.
Tym razem dla mnie mooocno średnia. Refna nie znam i raczej nie poznam po lekturze artykułu Łukasza Krajnika. Ponieważ jestem bardzo oldskulowy i komiksowo zatrzymałem się na Tytusie, po twórczość Marka Lachowicza też raczej nie sięgnę.
Czytałem/grałem kiedyś w „Wojownika autostrady”. To specyficzne doświadczenie, a po lekturze artykułu i wywiadu z Rochem Urbaniakiem o paragrafówkach moje wątpliwości rozwiane nie zostały.
No i na koniec mój wyrzut sumienia. NF czytam z reguły od deski do deski. Także reklamy i Stopkę Redakcyjną (serdecznie pozdrawiam!). Ale artykułu o rapie nie zdzierżyłem. Są takie rejony sztuki, które omijam. Tarzanie się w farbach, obsypywanie się miałem węglowym, anime (kiedyś zerknąłem i mi wystarczy) oraz rap (który omijam baaardzo szerokim łukiem). Zobaczyłem niejakiego Słonia i czasopismo samo wymsknęło mi się z rąk. I tak pięćdziesiąt razy z rzędu.
Więc… nie przeczytałem.
Ach, i żeby była jasność: nie mam problemu z tym, że ktoś lubi. Ja osobiście… o, znowu mi wypadło!
Literówek – 3.
PS. @Nazgul – wybieram ilustrację Marcina Kułakowskiego ze strony 21, bo dobrze ilustruje treść opka, ale mam zastrzeżenia do gargulca, który wygląda jak baran służący w husarii!
Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.
LOKATOR NA DZIKO Ewa Marczyńska-Goldstein:
Przyjemny tekścik. Umilił popołudniową kawę. Choć finał koncertowo położony. Ani nie rozbawiło, ani w tym niema żadnego twistu, ani epickich zdarzeń. Szkoda, bo opowiadanie wiele by zyskało na mocnym, wyrazistym zakończeniu. Tak wyszło bardzo zachowawczo i przewidywalnie. Trochę jakby ktoś opowiadał mi kolejny żart o Jasiu…
WSZYSCY INNI Adam Raglan:
Mam pewien problem z tym tekstem. Jest w tym jakiś pomysł, jest trudna, nieprzyjemna fabuła, ale… niewiele z tego wynika. Jak zakończyła się historia ze złodziejem? A finałowy akapit jakby oderwany od reszty fabuły. Wycofana, nieśmiała bohaterka nagle nabiera charyzmy i odwagi. Wcześniej (chyba) dostrzegała przeszłość napotkanych osób, a teraz nagle widzi świetlaną przyszłość firmy, w której chce pracować. Nie wiem, może coś mi umknęło, może coś nie zrozumiałem, ale mi się to nie klei.
PRZEJDŹ PRZEZE MNIE, JAKBYM BYŁA DROGĄ Marta Kładź-Kocot:
Wspaniałe opowiadanie. Przemyślane, mądre i świetnie napisane.
Tekst numeru!
PRZESTĘPCA J.D. Beresford:
Ku mojemu zaskoczeniu, podobało mi się. Nie zostanie ze mną na długo, ale lektura z tych przyjemnych.
NAJSZYBSZA MARSJAŃSKA MILA Thoraiya Dyer:
Bez zachwytów, ale przeczytałem z zainteresowaniem. Zastanawia mnie, czy opowiadanie było pisane na zamówienie, czy wątki polskie Autorka wplotła sama od siebie.
WSZYSTKO CO PŁONIE BEZ NASZEJ WIEDZY Premee Mohamed:
Mam mieszane uczucia. Ma to potencjał, ale trochę za dużo lania wody… ;)
JAK NA KARUZELI Rich Larson:
Solidny tekst. Może emocji trochę mi brakło, ale opowiadanie warte lektury.
Ilustracja numeru:
Joanna Strelnik str. 55
Pozdrawiam!
"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49
PUBLICYSTYKA
Orbitowski i Jemielniak robią robotę.
Dzięki też za przypomnienie o twórcy “Valhalla Rising”. Innych filmów Refna do tej pory nie oglądałem, ale ten na tyle zrobił wrazenie (choć był bardzo hermetyczny), że może czas się zainteresować.
OPOWIADANIA POLSKIE
“Lokator na dziko” – sympatyczne, ale z kategorii przeczytaj-zapomnij
“Wszyscy inni” – oo! I to jest tekst numeru. Mógłbym pomarudzić na finał, ale środek? Środek megamocny, tekst wali po głowie. I w sumie jak się zastanowić to ów finał swoje uzasadnienie ma. Bo tekst wydaje się z kategorii terapeutycznych, trochę w stylu Johna Wiswella, tylko mocniej. Wiecej poproszę!
“Przejdź przeze mnie, jakbym była drogą” – pomysł ciekawy, konstrukcja ciekawa, tylko strasznie przegadane, bardzo by się przydało skrócenie w wielu fragmentach.
OPOWIADANIA ZAGRANICZNE
“Przestępca” – w sekcji tekstów sprzed ponad wieku często zdarzają się takie, które tylko sypią kurzem, ale ten? Znakomity! Co prawda nie wyciska z pomysłu tyle, ile by mógł, ale podejrzewam, ze w swoich czasach był bardziej wyrazisty. Ten sam koncept pojawiał się zresztą w różnych wariantach w bliższych nam czasach w kilku innych opowiadaniach, a nawet filmach, w tym również SF.
“Najszybsza marsjańska mila” – ciekawe, zwykle to ja jestem pierwszy do narzekania, że coś można by skrócić, że coś jest przegadane, a tu, w przeciwieństwie do przedmówców, przegadania nie widzę. Biją mnie za to po oczach różne nieścisłości w samym tekście. Jakkolwiek zdaję sobie sprawę, ze są one pretekstem do pewnego przekazu (ważnego), ale jednak nadal są widoczne i psują efekt.
“Wszystko, co płonie bez naszej wiedzy” – zaczyna się dość opornie i przegadanie, ale potem nabiera tempa i koniec końców okazuje się bardzo dobrym tekstem. Warto było przemęczyć początek, bo wrażenia z lektury naprawdę dobre. Co przecież nie jest łatwe w climate fiction (huh, ktoś powinien jednak wymyślić inną nazwę dla tego nurtu, bo to coraz mniej fikcja, jeśli się spojrzy na mapę i przejrzy wiadomości).
“Jak na karuzeli” – a to dla odmiany przegadane. Końcówka miała szansę na wywołanie jakiś emocji, ale się nie udało. Szkoda, bo autor potrafi w emocje (”Pattaya to ty” z Wydania Specjalnego 3/18 nadal siedzi w głowie).
@Staruchu odnośnie o czym tekst “Przestępca”: można to interpretować na dwa sposoby. Albo że wszyscy bez wyjątku czasem doszukujemy się “sprawcy wszystkiego złego”, albo bardziej od strony fantastyki, że winny był nie tyle człowiekiem, co czymś w rodzaju mema w starym znaczeniu tego słowa, uosobieniem lęków, które każda osoba wizualizowała sobie zgodnie z własnymi stereotypami. W sumie to oba podejścia sprowadzają się do jednego.
@Wilk
Przychodziły mi takie koncepcje do głowy, ale to Autor ma to wskazać (mniej lub bardziej jasno) a tu… nic.
Pomysł niezły, ale nie wykorzystany.
Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.
W sumie to wskazał, tylko nie wielką strzałką, a sugestią we fragmencie o rysopisach odbiegających od tych najczęstszych :) Mógł niby to złożyć na odkrycie głównych bohaterów, ale może i o to chodziło, ze nawet ci, którzy się uważają za “oświeconych i wolnych od uprzedzeń” też mogą nie dopuścić do siebie, że padli ich ofiarą.