Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 05/26

Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Nexto  |   Legimi

 

Dariusz Skrzydło

WITAJ! – POWIEDZIAŁ ZIEMIANIN DO KOSMITY

 

Wiele się mówi ostatnio o „Projekt Hail Mary” z uwagi na film Phila Lorda i Christophera Millera. Słusznie, choć już nie wszyscy wiedzą, że podstawą jego scenariusza jest książka Andy’ego Weira z 2021 roku. Tego samego Weira, który dał nam „Marsjanina”. Książkę polecam, bo to solidne SF. Ale przecież nie o „Hail Mary” chciałem napisać. A raczej… owszem, ale nie całkiem.

 

Kamil Muzyka

WIRUJĄCY ŚMIETNIK

 

Wraki statków kosmicznych, porzucone elementy dawno zapomnianych misji brzmią fajnie dla fantastów. W końcu cmentarzyska gwiazdolotów i statki-widma pojawiają się w niej regularnie. Niestety, rzeczywisty złom kosmiczny już nie jest aż tak fajny, a kontakt z nim ciężko nazwać przygodą.

 

Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

FANTASTYKA CZASOPISMOWA CZ. 2 – NA POLSKIM POLETKU

W dwudziestoleciu międzywojennym czytelnicy i czytelniczki nie doczekali się polskiego czasopisma podobnego do „Amazing Stories”. Ale fantastyka pojawiała się zarówno w magazynach literackich, jak i dziennikach, choć najczęściej można było ją spotkać na łamach różnych tygodników skierowanych do dwóch grup – dzieci/młodzieży oraz osób zainteresowanych nauką i techniką. Co bowiem mogło wytłumaczyć lepiej różne problemy teoretyczne niż wizje przyszłości?

 

Ponadto w numerze:

– wywiady z Marcinem Rusteckim i kompozytorką Natalie Holt;

– opowiadania m.in. Tomasza Kołodziejczaka i Huberta Jana Beresia (wyróżnienie w konkursie NF);

– nowa promocja prenumeraty;

– kolejne spotkanie z Ćmą;

– felietony, recenzje i inne stałe atrakcje.

 

Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Nexto  |   Legimi

Komentarze

obserwuj

   Ostatnio zmarł kolejny pisarz Ian Watson. W piątkowe wieczory słucham w internetowym radiu Paranormalium audycji o fantastyce Marka Żelkowskiego. W kwietniu pojawił się tam ciekawy wywiad z tym angielskim autorem SF. 

   Kupiłem przez Internet trzytomową trylogię Watsona “Mana” wydaną przez wydawnictwo Amber w roku 1994, niedługo po jej napisaniu, ale jeszcze nie zdążyłem jej przeczytać. Mam w domu coraz więcej nieprzeczytanych, a nawet niedoczytanych książek. 

   Kiedyś wypożyczyłem z biblioteki powieść Watsona “Łowca śmierci”, ale musiałbym ją sobie lepiej przypomnieć. 

   W “Fantastyce” dawno temu odkryłem powieść Gene Wolfe “Cień kata”. Jest to pierwsza część bardzo oryginalnego cyklu o młodym adepcie cechu katów, który żyje w dziwacznym świecie, pełnym okrucieństwa. Kształci się w torturach i zabijaniu. Pamiętam, że “Cień kata” wywarł na mnie duże wrażenie. Nigdy dotąd nie czytałem czegoś takiego. Potem kupiłem sobie kolejne części. Znalazłem książki Wolfe`a także w bibliotece. 

   Znam też powieść “Żołnierz z mgły” wydaną przez legendarne wydawnictwo Phantom Press (jak najbardziej nie widmowe!). Jest to historia greckiego żołnierza, który codziennie traci pamięć i dlatego spisuje to co przeżył wcześniej, a potem to czyta, by odtwarzać swoją przeszłość od nowa. W książce znajduje się mapka fikcyjnego świata. Istnieje też druga część tej niezwykłej książki. 

   W “Fenixie”, którego można było kupić w niektórych kioskach, ukazało się równie interesujące opowiadanie “Śmierć doktora wyspy”. 

   W “Fantastyce” znalazła się też powieść “Gdzie wasze ciała porzucone?” Philipa Jose Farmera. Znam jego inną książkę “Jezus na Marsie”. Farmer chętnie zajmuje się tematyką religijną. Życiem po śmierci, zbawieniem itd. 

   Szukam pisarzy, którzy potrafią mnie zaskoczyć. Obecnie ukazuje się dużo fantastyki komercyjnej, płytkiej i mało oryginalnej, wielotomowej. A nawet po prostu źle napisanej. Może to jest związane z łatwością publikowania? 

   Obecnie mam dostęp do NF w telefonie z Internetem, ale wolę jej papierowe wydanie. 

   Po przeczytaniu artykułu p. Jemielniaka. Używam avatarów  a nawet je tworzę np. w grach komputerowych. Także kobiece, o ile mogę je dowolnie wybierać. To niezła zabawa! 

   Może nie jestem zbyt urodziwy i bardzo młody, ale przyzwyczaiłem się do swojego wyglądu i go nie zmieniam – nie robiłem sobie nigdy żadnych operacji plastycznych.  Zmieniłem z czasem głównie swoją fryzurę, ale nie kolor włosów. 

   W sieci możemy wyglądać na ładniejszych i młodszych niż w rzeczywistości, jednak to tylko iluzja i musimy wracać do mniej atrakcyjnej rzeczywistości, w której czas płynie nieubłaganie. 

   Niektórzy poważni uczeni (i pisarze) twierdzą, że prawdziwy świat, który nas otacza jest sam w sobie złudzeniem w wielowymiarowym wszechświecie. Jesteśmy płaszczakami jak byty z opowiadania “Styczne” Grega Beara, które też kiedyś przeczytałem w “Fenixie”. Znam już bardzo dużo różnych opowiadań i bywam surowy w ocenach. “Styczne” do dzisiaj są jednym z moich ulubionych. 

   Internet, którego już używamy masowo staje się cyberprzestrzenią lub cyberświatem. Mroczne wizje W. Gibsona, autora “Neuromancera’, który ukazał się w biblioteczce “Fenixa” z tandetą okładką, powoli się urzeczywistniają. 

   Tylko patrzeć jak Sztuczna Inteligencja poinformuje nas pewnego dnia, że odnalazła w odległym kosmosie pozaziemskie formy Sztucznej Inteligencji. 

   Ostatnio przeczytałem ponownie kolejne wydanie “Biblioteki XXI wieku” St. Lema, z nowymi dodatkami. 

   Jest w nim recenzja fikcyjnej książki “Jedna minuta ludzkości” a także opis armii maleńkich, sztucznych insektów, podobnych do szarańczy lub roju pszczół. Lem opisuje też jeszcze mniejszą i bardziej podstępną armię zarazków. Tymczasem obecnie trwają na świecie wojny dronowe. Drony można kupić nawet w sklepach i ich samemu używać. Nad terytorium wroga latają małe, bezzałogowe pojazdy i sieją zamęt. 

   Lem jest nadal aktualny. Przestrzega nas przed rozwojem technologii, który może zmierzać w złą stronę. Nie odkładajmy go jeszcze do lamusa! 

    Zaciekawił mnie też artykuł o kontakcie z pozaziemską cywilizacją Dariusza Skrzydło. Być może kiedyś, w przyszłości odnajdziemy w kosmosie myślące istoty. Na razie jednak milczą. 

   Znam powieść “Słuchacze” Jamesa Gunna, w starym wydaniu i dobrze ją pamiętam. Kosmiczna cywilizacja pochodzi w niej z planety prawdziwej gwiazdy Capella. W przekazie, rozszyfrowanym przez badaczy, dowiadujemy się, że te istoty wkrótce zginą z powodu niestabilności swojej gwiazdy. 

 W artykule “Wirujący śmietnik” Karol Muzyka zastanawia się nad problemem śmieci w kosmosie, głownie zepsutych satelitów, fragmentów rakiet. Jest to ważny problem. 

  Mam nadzieję, że na Marsie nie będziemy wyrzucać papierków po batonikach “Mars” lub “Milky Way”. Powinniśmy o tym pomyśleć. 

  Moja ulubiona muzyka filmowa pochodzi z dziwacznego serialu “Twin Peaks” Davida Lyncha, który kiedyś pokazała telewizja. 

   W polskim dziale opowiadań spodobało mi się od razu opowiadanie Tomasza Kołodziejczaka. Znam tego pisarza od dawna. 

   Miałem przyjaciela, który nazywał siebie Nathaniel. Pisywał wiersze tak jak ja. 

   Autor pisze na początku o farmie solarnej, która produkuje energię i uprawie zmodyfikowanej kukurydzy. 

  Główny bohater, dorastający nastolatek biega pomiędzy różnymi budowlami, czyści panele słoneczne na odległej planecie, gdzie brakuje ludziom powietrza, żywności i czystej wody. 

   Żywność produkuje się w drukarkach 3D. 

  Ile człowiek może wytrzymać bez oddechu przy intensywnym wysiłku np. sportowym? Przypomina mi się film pt. “Wielki błękit”, o ekstremalnym nurkowaniu. 

   Na końcu zwycięża niszcząca entropia. Wszystko się niby zgadza, jednak organizmy żywe i biosfera jakimś cudem radzą sobie z entropią. Nie wiadomo jak. 

   Pamiętam jak w dzieciństwie wstrzymywałem oddech w przychodni, długo czekając z mamą na wizytę u lekarza. Bałem się, że się uduszę. 

   Tomasz Kołodziejczak to w miarę solidny autor. Nie popełnia trywialnych pomyłek i stylowych wpadek młodych twórców. Nie jest przesadnie sentymentalny, jak przystało na autora SF, ani też zbyt wulgarny. 

   Taka jest moja opinia. 

  W nowoczesnej literaturze rezygnuje się już z typowych fabuł, choć niektórzy czytelnicy są do nich nadal przyzwyczajeni. Strumienie świadomości, o których uczymy się w szkole i komputerowe hiperteksty bywają czasem długie, nurzące i niezrozumiałe. 

   W dziale zagranicznym przeczytałem włoskie opowiadanie “Jesienna piosenka” Mauro Banniciego. Pora roku się nie zgadza – teraz jest wiosna, chyba, że ktoś tęskni za jesienią, żółknącymi liśćmi, mgłą i dojrzewającymi pomidorami. 

   To opowiadanie o upadku cywilizacji, trochę jak epicka “Kantyczka dla Leibowitza” Waltera Millera, której nowe wydanie widziałem ostatnio w księgarni. Mnisi przechowują w tej powieści pamiątki z czasów przed wielką wojną atomową. 

   Tak się składa, że mam w domu pomidory, na razie w doniczkach, dopiero rosną. Potem posadzimy je na polu. 

   Na Sycylii jest na pewno więcej niż u nas słońca, mieszkamy przecież bardziej na północ od równika. 

  Lubię opisy przyrody, choć dla niektórych czytelników są one raczej nudne. 

   Opowiadanie o długim tytule “Przedmowa do…” Sofii Rhei nawiązuje do osoby St. Lema, najbardziej znanego na świecie polskiego autora fantastyki naukowej. 

   Z hydrą biurokracji kojarzy mi się wieloznaczna powieść Lema “Pamiętnik znaleziony w wannie”. We wstępie do niej autor opisuje bakterię, która odżywia się… papierem. To pomysł przyprawiający o zawrót głowy. 

   W jednym z opowiadań Lema bakterie pożerają materię, robiąc w niej dziury. 

   Wiele razy wracam do tych utworów. Są niezwykłe. 

   Ostatnia powieść Lema “Fiasko” opowiada o niefortunnym spotkaniu ludzi z odległą, obcą cywilizacją. Jest mroczna i trudna. 

  Czyżby Lem zwątpił ostatecznie w swoje dzieło i naukę? To jednak przygnębiające. 

  Całe majowy numer był ciekawy. Sporo czasu zajęło mi przeczytanie wszystkiego. 

 To tyle. 

By żyć, wciąż biegnę: Autor zbudował tu spójny mikroświat i postawił przed bohaterami ciekawy dylemat poruszania się po planecie bez tlenu. Dobrze napisane, dobrze się czytało. Tekst numeru. Jedynym co mogę zarzucić, to kilkukrotne powtarzanie niektórych informacji o sytuacji kolonii.

Nowa ścieżka: Ciekawy motyw chiromancji, ale nieobudowany ciekawą historią. 

Korsarka Morza Traw: Kolejny ciekawy pomysł, ale również niedopracowany. Fabuła jest zbyt jednostajna. Moim zdaniem za dużo tekstu, za mało emocji.

Przedmowa do “Niefortunnych losów formularza A-37”, Stanislao Lemo: Żal papieru zmarnowanego na to opowiadanie. Bezsensowny bełkot.

Żyjąc na skraju mroku: To z kolei przeczytałem z zainteresowaniem. Takie teksty z filozoficznym drugim dnem, to trochę nie moja broszka, ale dobrze napisane i ubrane w intrygujący świat.

Pechowy felczer i kierowniczka stacji: W tym tekście wydaje mi się, że krył się dobry pomysł. No ale nie potrafię go znaleźć. Zbyt chaotyczne, więc czytało mi się słabo. Mimo kilku ciekawych pomysłów światotwórczych.

Jesienna piosenka: Dość przeciętne postapo, ale z bardzo zgrabną puentą.

Nową Fantastykę prenumeruje już od jakiegoś czasu i jak opowiadania to kwestia gustu i raz są lepsze raz gorsze, to mi osobiście nie do końca odpowiada forma recenzji zamieszczanych w piśmie. Według mnie w tekstach tych przeważa opis tego co znajdziemy w środku (często nawet zdradzając fabułę) a mniejsza waga jest przyłożona do krytyki czy wyrażenia swojego zdania. Szkoda dla mnie osobiście, bo teksty te w najlepszym wypadku czytam tylko fragmentami (czyli sam koniec), bo nie lubię jak jest aż tak wiele miejsca poświęcone opisowi fabularnemu danej książki. To oczywiście tylko moje prywatne zdanie, reszta czytelników może myśleć inaczej. Tak czy inaczej cieszy, że pismo na rynku się ukazuje.

 

Edit: aha, z kolei warto podkreślić, że w tym numerze jest świetna i ciekawa publicystyka. Zarówno wywiady jak i artykuł choćby o śmieciach w kosmosie. Bardzo dobrze się to czytało.

No i okładka jedna z lepszych jakie miałem okazję widzieć w NF (mam nadzieję, ze bez wykorzystania AI)

Nowa Fantastyka