Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 12/17

Andrzej Kaczmarczyk

NOWA HISTORIA ODLEGŁEJ GALAKTYKI

 

Kinowe filmy z serii „Gwiezdne wojny” stanowią tylko wierzchołek góry lodowej ogromnego wszechświata. Jednak dawne Rozszerzone Uniwersum, które rozrastało się przez dekady, już nie istnieje. Jak wygląda nowa, Disnejowska bardzo odległa galaktyka?

 

Andrzej Kaczmarczyk

DUCHY DICKENSA

 

„Opowieść wigilijna” Dickensa to jedna z najważniejszych i najlepiej znanych książek światowego kanonu. Co za tym idzie, doczekała się licznych adaptacji – w tym również zupełnie nieoczywistych. Czy zastanawialiście się kiedyś, co oznaczają Święta dla Klingonów?

 

Marcin Waincetel

AUTOR WŚRÓD GATUNKÓW

Kino fantastyczne Janusza Majewskiego

 

Fantastyka jest żywiołem intrygującym, ale też trudnym do ujarzmienia przez polskich filmowców. W tym kontekście wyróżnia się postać Janusza Majewskiego ‒ jednego z najwybitniejszych reżyserów znad Wisły.

 

Ponadto w numerze m.in.:

– wywiad z Jonathanem Maberrym;

– opowiadania m.in. Teda Kosmatki i Bartka Biedrzyckiego;

– komiks "Lil i Put";

– spis treści rocznika 2017.

Komentarze

obserwuj

Jakoś wyjątkowo podchodzą mi ostatnio numery grudniowe. Klimat świąteczny się udziela? A jak to wygląda w szczegółach?

„Lot pułkownika” Bartka Biedrzyckiego – z tym opowiadaniem mam pewien problem. Nieźle napisane, tło ciekawe, ale… No właśnie – sceneria. Autor nie może pamiętać czasów realnego socjalizmu, ja (niestety) tak. Fałszywie brzmią mi i motywacje bohaterów, i niektóre wątki poboczne (nie wyobrażam sobie np. takich pogaduszek z Amerykanami; to byli wrogowie ustroju). Ktoś powie – to jednak rzeczywistość alternatywna, nie musi wiernie oddawać realiów. Niby tak, ale po co wtedy ta stylizacja? Trąci fałszem. Wątek romansowy też można było z czystym sumieniem odpuścić. I jeszcze jedno – rozumiem, że Saturn V Amerykanów mógł się opierać na hitlerowskiej technologii, ale żeby czterdzieści lat po wojnie jeszcze na niej bazować? Uczeni polscy przez ten czas zajmowali się tylko umacnianiem władzy ludowej czy co? O tym, że autor czasy te zna z opowieści, świadczy mikrobłądzik – dziennikarz reprezentuje redakcję „Moskowskoj Wriemieni”. Wriemienia, czyli czasy, są liczby mnogiej, toteż dziennikarz byłby przedstawicielem redakcji „Moskowskich Wriemieni”.

„Zanim złożysz ofiarę, ustaw nowy status” Justyny Lech – od razu po lekturze byłem zachwycony. A dziś? Dalej jestem! Choć właściwie fabuła dość prosta, bez fajerwerków. Ale za to ten klimat! Mirabell posiadła rzadką zdolność „zatopienia” czytelnika w swoim świecie. Nie mogłem się oderwać. Początkowo uwagi miałem tylko do zakończenia, ale… [Uwaga – teraz zaprezentuję swoją opinię, która mogła wcale nie być – i pewnie nie była – zamysłem autorki]. Otóż ostateczna konfrontacja Marzy z upiorem na cmentarzu przypomina otwarcie portalu. I początkowo byłem zawiedziony ucieczką głównej bohaterki. Ale potem uświadomiłem sobie – myślę jak facet, dla mnie to zerojedynkowa decyzja – wpuszczamy słowiańskich bogów do naszego świata albo nie. Wóz albo przewóz. Ale Marza wybrała trzecią drogę – ucieczkę. Może daje sobie czas na zastanowienie, może zostawia decyzję o otwarciu portalu innym. Bardzo kobiece moim zdaniem. Brawo! W każdym razie – opowiadanie podobało mi się równie mocno jak „Karta i Księga” Szydy z poprzedniego numeru grudniowego. Najlepsze opko numeru!

(Do jednego się muszę przyczepić [taka natura ;)]. „(…)zapach kawy nie zdołał zabić odoru przetrawionego alkoholu”. Raczej – nieprzetrawionego? Bo przetrawiony alkoholem już nie pachnie).

„Nieśmiertelność” Romualda Pawlaka – sam jestem za większą liczbą krótkich opowiadanek na łamach „NF”. Ale krótkie opowiadanie musi opierać się na błyskotliwym pomyśle, bo stylem na jednej stronie czytelnika kupić się nie da. A szort Pawlaka, choć fajnie napisany, opiera się na tak oklepanym pomyśle, że aż odruchowo sprawdziłem rok. Tak, mamy 2017. W 1986 to byłaby petarda, dziś – odgrzewane kotlety.

Właściwie to samo mogę napisać o kolejnym opowiadaniu – „Real” Django Wexlera. To też już było! Choć i to opowiadanie czytało się bez bólu.

„Sala Diamentowej Królowej” Anthony’ego Ryana – hm, właściwie sztampowe fantasy, jakiego unikam. Sam nie sięgnąłbym po taką literaturę. Ale czytało się dobrze, choć fabuła przewidywalna, mimo to dość ciekawie przekazana. Jednak zakończenie pozostawia sporo do życzenia.

„Kamienna wojna” Teda Kosmatki – jak Kosmatkę lubię, tak to opowiadanie wydaje mi się przegadane. Potok słów, żeby opisać „zimną wojnę” w sztafażu quasihistorycznym? Tu zakończenie jakoś się broni, ale zanim do niego dobrnąłem, setnie się zmęczyłem.

Wyjątkowo (jak dla mnie) ciekawa publicystyka. Kołodziejczak awansuje do grona moich ulubionych (gdzie Ziębiński, droga redakcjo?). Nie dość, że wspomnienia mamy podobne (tylko w „Tikala” nie grałem), to zawsze coś interesującego ma do powiedzenia. Planszówki jako wstęp do worldbuilding? Coś w tym jest.

Jest ciekawie o CRISPR, sporo smaczków nieznanych mi dotąd w „Nowej historii…”, niezły Dickens (ech, ci Klingoni). Ciekawy wywiad z Maberrym, który uświadomił mi jedną rzecz – czytelnik stoi na straconej pozycji. Skoro jeden(!) pisarz wypluwa z siebie dzieła z prędkością MG 42, to jak tu nadążyć z czytaniem? Dość przytomnie Kosik (tylko po co ten żubr?). No i znowu zirytowała mnie pani Kułakowska, która do niezłej skądinąd recenzji dzieła Kingów wrzuca zdanie o przemocy mężczyzn wobec kobiet: (…)są uczeni, iż ze względu na płeć mają do tego przyrodzone prawo”. Taaa, gimnazjum klasa druga – „O wyższości mężczyzny nad kobietą i jak to wykazać pięścią”, czy też fakultatywne zajęcia w liceum – „Sexmobbing sprawi, że staniesz się atrakcyjniejszy w oczach koleżanek”. Bez dalszego komentarza!

Literówek tylko siedem, ale znów pojawiło się „ć” zmieniające się w akapit. A, i jest mała zagadka – czemu na okładce książki pani Kress widnieje nieprawidłowy tytuł „Próba ogniowa”? Jakiś chochlik graficzny też grasuje ;)?

Pozdrawiam Hiszpańską Inkwizycję z nadzieją, że numer styczniowy będzie równie ciekawy!

 

Edit: Pierwszy? Prenumerata się spóźnia?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

@Staruch, a ja w interpretacji końcówki “Zanim złożysz ofiarę…” poszedłem dalej, dalej niż sam tekst. Sam Mors mówi, że został stworzony przez starych bogów, więc uznałem go za nowego Adama, a Marza miała być nową Ewą. Starzy bogowie, na nowo zrodzeni, ale i uwięzieni w aplikacji, potrzebują narodu wybranego, by się uwolnić z gry i stać się bóstwami świata rzeczywistego.  To nowy początek.  Restart świata. Myślę, że Autorka właśnie tak zamierza pociągnąć tę historię.

Ale tego dowiemy się… gdy NF zamieści kontynuację. :)

 

Wszystkiego dobrego!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@Nazgul – każda interpretacja jest dobra, a twoja jest ciekawa :). Ciekawe, co na to autorka?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Ja sama jestem ciekawa, jak czytelnicy zinterpretują końcówkę :) Chciałam tylko zwrócić uwagę, że Wasze interpretacje się nie wykluczają – bo Nazgul wziął pod uwagę punkt widzenia bogów i “Morsa”, a Staruch – fakt, że Marza postanawia ominąć wybór. Wylogować się z jednej i drugiej hiperrzeczywistości. Inna rzecz, czy to jest możliwe.

 

Kontynuacji na razie nie przewiduję. Temat na pewno jeszcze podejmę, ale raczej wrócę do czasów powojennych.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Chyba pierwszy raz od dawna teksty polskie z duuuużą przewagą nad zagranicznymi. W polskich dwa naprawdę dobre, jedno średnio-słabe, w zagranicznych słabizna, nuda i przegadaniec.

UWAGA, spojlery.

 

“Lot Pułkownika” – wciągnęło i autorowi udało się wywołać u mnie efekt niepewności i obawy o losy bohatera. Na początku założyłam, że na pewno nie przeżyje, potem miałam nadzieję, że tak, potem znowu, że nie, że tak… nie… tak… no, napięcie było. Niepotrzebny ten trójkącik miłosny, Gloria mnie irytowała. Niby wybrała sobie męża, ale wyglądało z tekstu, jakby ten mąż jej w ogóle nie obchodził a liczył się kochanek. Którego przecież mogła wybrać, skoro tak jej na nim zależało. No, nie kupuję tego. Ale reszta mi się podobała. Polska z własnym kosmodromem, astronauci ponad podziałami i dedykacja na zakończenie.

“Zanim złożysz ofiarę…” – opinię wyraziłam już w wątku Mirabell, podobał mi się pomysł, wplecenie słowiańskich motywów. Miałam skojarzenia z #Eudajmonią Tenszy, to chyba faktycznie ten typ opowiadań, które lubi _mc_ ;). Bardzo fajna końcówka, reakcja bohaterki wydała mi się oczywista, logiczna i niespodziewana zarazem. Trochę męczył mnie język momentami. A, no i dziwne, że bohaterka nie zrozumiałaby wskazania poziomu alkoholu. Wszak nawet teraz mamy alkomaty i wynik w promilach jest raczej jasny :). Zgrzytnęło mi też “hapeka” – z gier kojarzę “hepy”, “hepki”, ale “hapeków” nie; no i “twoja brocha”, (zwłaszcza w kontekście rozmowy o seksie), zupełnie niepotrzebna wulgarność. Ale całościowo – dobre i wciągające.

“Nieśmiertelność” – słabe, wtórne i zabrakło porządnej puenty. Sztuczna inteligencja dająca się tak łatwo sprowokować? Hmmm.

“Real” – pomysł na “grę” bardzo przypominający “Zanim złożysz”, ale wykonanie, jak dla mnie bardzo słabe. Czemu autor osadził akcję w Japonii z japońskim bohaterem? Poza kilkoma japońskimi nazwami miejsc i próby nabrania czytelnika japońskimi słówkami jak irasshaimase czy moe, ten tekst nie ma w sobie absolutnie nic z azjatyckich klimatów. W szczególności Aka-sensei nie zachowuje się jak Japończyk, nie mówi jak Japończyk ani nie myśli jak Japończyk, tylko jak typowy hamerykaniec. Japończyk, bez powodu nazywający kobietę, przy obcym redaktorze “suka”? Japończyk mówiący o sukni “wiktoriańska” (mają na ten styl własną nazwę)? Japończyk wymyślający jakąś “Królową”, choć mitologię mają bardzo bogatą, a królów w Japonii nigdy nie było? Zgrzytało mi to wszystko niemiłosiernie. Zarówno Aka-sensei jak i narrator byli mi zupełnie obojętni, ani jednego ani drugiego nie dało się lubić, toteż końcówka mnie niespecjalnie obeszła.

“Sala…” – przyznaję, nie przebrnęłam. Znudziło mnie śmiertelnie, po przekartkowaniu i przeczytaniu zakończenia nie znalazłam nic, co by mnie zaintrygowało i zachęciło do wgłębienia się w ten tekst.

“Kamienna wojna” – okrutnie przegadane. To może by był fajny pomysł na szorta, ale zaprezentowana przez autora kilkustronnicowa łopatologia na temat jak działa kamienny posąg mnie wykończyła. Puenta z kobieta poświęcającą się dla dobra kraju i króla też jakoś mnie nie ruszyła. Nijakie jakieś to było.

Lot pułkownika – może i przywołuje na myśl klimat starego SF, ale… czegoś brak i nie doczytałem do końca.

Zanim złożysz ofiarę, ustaw nowy status – fajny klimat, wciągające, jest przekaz (co social media robią z ludźmi, ale tez co robią z ludźmi, którzy próbują je choć trochę ograniczyć). Co do końcówki – ja zinterpretowałem to trzecie wyjście jako "uwolnienie się od iluzji", nie jako ucieczkę :) 

Nieśmiertelność – mi się podobało. Fakt, jest w tym coś pasującego do tekstów z czasów, gdy jeszcze "Problemy" publikowały opowiadania, ale jednak AD 2017 też daje radę.

Real – dobre, może bez rewelacji, ale jednak dobre. Co do zachowania i języka Aka-sensei miałem podobne wrażenie jak @Bellatrix, ale potem przypomniało mi się, że nawet w mangach zdarzają się większe odskoki od japońskiej normy (co prawda w "Akirze" to jednak chodziło o młodzieżowe gangi, a nie o "przeterminowanych buntowników"…).

Sala diamentowej królowej – mocny punkt numeru. Ciekawa wizja świata, odczuwalny klimat. Przewidywalne jeśli chodzi o rolę głównej bohaterki (szkoda, ze autor nie pokusił się o jakiś twist w tym względzie), ale czytało się świetnie.

Kamienna wojna – w zasadzie baśń. Nie jest to złe, ale jest przegadane i chyba dla trochę innych odbiorców, niż czytelnicy NF. No i jednak czego innego spodziewałem się po Kosmatce.

 

Publicystyka:

 

Orbitowski – zawsze na plusie!

Kołodziejczak – za przypomnienie czasu planszówek należy się order! Do wzmianki o Labiryncie Śmierci dodałbym, jeszcze Odkrywców Nowych Światów, a do całości – parę słów o konkursach na "gry komputerowe bez komputera" w Światach Młodych. Inna sprawa, ze ciekaw jestem na ile tekst jest czytelny dla osób, które obecnie mają po 20 lat – bo to trochę, jak gdyby pisać im o problemach z głowicą w magnetofonie do C64 ;)

Kosik – no w końcu wyszło coś solidnego! Swoją drogą, skoro padło tam porównanie do rozważań nad prawami zombiech to chyba  serial In The Flesh był dokładnie o tej tematyce.

Chmielarz – dobry tekst, ale pozwolę sobie podsunąć przykład kryminału fantasy, który nie wymagał "mocnej pracy", a wyszedł dobrze: cykl o detektywie Garrecie.

Off-topic: tak teraz jeszcze rzucam okiem na spis rocznika i muszę powiedzieć, że w Wydaniu Specjalnym było w 2017 naprawdę sporo solidnych pozycji. Bez sztandaru, Hotaru, Ucieczka przez wieki, Bóg Au… 

‘Lot pułkownika’ – pastiszowe nawiązanie do heroicznej epoki fantastyki naukowej. Styl adekwatny, taki formalno-socjalistyczny. Przedstawieni w tekście Rosjanie w sumie sympatyczni, co jest miłą odmianą w obliczu panujących trendów. Autor niestety za bardzo skupił się na wzmiankowanym  stylu. Za dużo jest o świecie przedstawionym, za mało akcji wbrew pozorom. Autor osłabił też moje zainteresowanie, antycypując kłopoty techniczne. Choć z drugiej strony nie za bardzo miał co psuć, bo kosmonauta nie miał konkretnej misji do wypełnienia.  W pewnym momencie miałem wrażenie, że jego misją miały być właśnie kłopoty. A co do rzeczownika ‘wriemia’ – sprawa bardziej skomplikowana. Jest on przede wszystkim rodzaju nijakiego, zatem ‘moskowskogo wriemieni’ ( i ‘moskowskich wriemion’)

‘Zanim złożysz ofiarę…’ – bardzo ciekawy pomysł, porządna realizacja. Nie da się uniknąć porównania z ‘Realem’  paręnaście kartek dalej. Opowiadanie Justyny Lech wypada znacznie lepiej. Co do puenty natomiast, również wyczuwam tu zgrzyt jak niektórzy z przedmówców. Otóż anonsowanie braku decyzji kłóci mi się z definicją dobrej puenty; lepiej zakończyć suspensem. No i te gadżeciarskie wtręty i didaskalia – nie były konieczne ani nawet użyteczne.

‘Sala…’ – rzuciłem profilaktycznie okiem na tytuły książek A. Ryana wymienione w notce.  ‘Pieśń Krwi’ – aha, domyśliłem się, z czym miałbym do czynienia. Patetyczna sztampa jednak mnie zniechęca.

‘Kamienna wojna’ – dobrze się czyta, ale przegadane. Zwłaszcza wzmianki o pokoleniach, które wyróżniły się tym, że przeminęły. No chyba, że to miała być jakaś (auto)parodia. Stylem zaś Ted Kosmatka niebezpiecznie zbliżył się do Paolo Coelho. Zgrabna, a jednocześnie logiczna puenta rekompensuje wszelkie niedostatki. 

Czas poczytać publicystykę

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Nowa Fantastyka