Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 01/26

Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Nexto  |   Legimi

 

Łukasz M. Wiśniewski

WSZYSTKIE MUTACJE W FALLOUTOWYM DNA

 

O fenomenie serii gier „Fallout” i jej korzeniach pisałem już w „NF” 04/2024. Tym razem – korzystając z pretekstu, jakim jest premiera drugiej odsłony serialu od Prime Video, osadzonego w tym świecie – spróbuję poważniej spojrzeć na to, co da się określić jako „DNA Fallouta”. No i na ile jest obecne w adaptacji.

 

Arkadiusz Gołka

RETROFUTURYZM

powrót do przyszłości, która nigdy nie nadeszła

 

O cyberpunku słyszał każdy nerd, ale cybernetyka nie była jedyną wizją rozwoju społeczeństwa, snutą dziesiątki lat temu. W retrofuturyzmie pojawiają się też maszyny parowe, gigantyczne mechanizmy z zębatkami i potężnymi silnikami, sterowce, automatrony, wszechobecna energia atomowa, blastery oraz oparte o analogową technikę statki międzygwiezdne.

 

Dawid Muszyński

WESTEROS ZNÓW OŻYŁO

 

Relacja z planu serialu „Rycerz Siedmiu Królestw” osadzonego w uniwersum „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina.

 

Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

MORZE I MARZENIA

czyli Gdynia z lamusa

 

Sto lat temu, 10 lutego 1926 powstało miasto, które stało się bohaterem masowej wyobraźni odrodzonej Polski i do dziś pozostaje pozytywnym symbolem II RP – Gdynia.

 

WITAMY NA POKŁADZIE

 

Przedstawiamy Magdalenę Annę Sakowską ‒ nową redaktor działu prozy polskiej, która dołączy do zespołu wybierającego opowiadania.

 

Ponadto w numerze:

– nagrodzone w konkursie literackim NF teksty Rafała Łobody i Łukasza Borowieckiego oraz inne opowiadania polskie i zagraniczne;

‒ relacja ze spotkań z Wojciechem Siudmakiem;

‒ kolejne spotkanie z Ćmą;

‒ nowa promocja prenumeraty;

‒ felietony, recenzje i inne stałe atrakcje.

 

Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Nexto  |   Legimi

Komentarze

obserwuj

   Gatunek opowiadania „Dzieci wszechdżungli” Rafała Łobody określiłbym jako thriller botaniczny. Kojarzy mi się odlegle z „Cieplarnią” Briana Aldissa. Mieszkam na wsi, więc tematyka przyrodnicza jest mi bliska. Nie raz obserwowałem owady: motyle, gąsienice, biedronki, pająki, mrówki czy małe, zielone żabki. To fascynujący świat. Obserwuję też jesienne odloty ptaków. Wszechobecna dżungla to coś, co obecnie trudno sobie wyobrazić. Pożary lasów w różnych częściach świata są częste. Płonęła także Puszcza Kampinoska w mojej okolicy.

   Kiedy byłem dzieckiem, wymyśliłem planetę, którą porastała bujna, piętrowa dżungla tak gęsta, że można było się w niej ukrywać. Narysowałem nawet kredkami jej kolorową mapę.

   Tematem drugiego nagrodzonego przez was opowiadania „Wojna nr 785” Łukasza Borowieckiego są działania wojenne. Cenię książki George`a Orwella, autora motta: „Wojna to pokój”, zarówno satyryczny „Folwark zwierzęcy” jak i futurystyczny „Rok 1984”, który zresztą już nastąpił. Po nim upadł w wielu krajach komunizm (choć nie wszędzie).

   Wojny nadal trwają, także w XXI wieku. W opowiadaniu Łukasza wybuchło co najmniej 785 wojen światowych. Ludzie ciągle wymyślają coraz straszniejszą broń. W wieku XX ludzkość doświadczyła dwóch wojen światowych, w których zginęły miliony ofiar. Co by było, gdyby złowieszcze plany Adolfa Hitlera opanowania całego świata się powiodły?

   W opowiadaniu dokładnie określono czas. Zaczyna się ono od 6.05 rano, a kończy po 15.00, czyli trwa podczas jednego dnia. W pobliżu wojny toczy się w miarę normalne życie, albo raczej jego namiastka.

   To całkiem udane opowiadanie, choć jego poczucie humoru jest raczej czarne. AI nie uchroniła nas przed wojnami, wręcz przeciwnie.

   Myślę, że nigdy nie przyzwyczaimy się do wojen, śmierci i cierpienia, nawet bezbronnych dzieci.

   Różni autorzy SF wymyślają kosmiczne wojny, których zasięg przekracza Ziemię, obejmuje nasz Układ Słoneczny (wojny o surowce), a także inne układy gwiezdne, czy nawet inne galaktyki. Można puścić wodze wyobraźni.

   Przeczytałem też opowiadanie Szymona Majcherowicza pt. „Ogrzej mnie” – jest w nim opisany związek chłopaka i dziewczyny: Mateusza i Magdy, ich niełatwe wzajemne relacje. Być może autor czerpał inspiracje ze swojego życia? Kochanka przekształca się w drapieżnego skorpiona.

   Udane związki zdarzają się teraz raczej rzadko. Często młodzi ludzie rezygnują ze swoich partnerów z byle powodu i szukają kolejnych. Uczucia bywają nietrwałe i płytkie.

   Czasem bywamy samotnikami, tak jak moi ulubieni bohaterowie cyberpunkowi, pokłóceni ze światem, zbuntowani, w świecie przyszłości zniszczonym przez zaawansowaną technikę lub nowoczesną wojnę.

   W wielu związkach pośredniczy dziś komputer i telefon.

   Interesującym pomysłem jest drukowanie zakurzonych, nieznanych w Polsce opowiadań z lamusa, takich jak „Margery z  Quether” Sabine Baring – Gould. Nie słyszałem wcześniej o tym autorze. Opowiadanie jest dosyć długie, podzielone na dwa rozdziały, jak zaczątek dłuższej powieści. Należy do gatunku opowieści niesamowitych lub opowieści grozy.

   Jest to nastrojowa, spokojna opowieść, choć staroświecka. Fabuła biegnie nieśpiesznie, z dbałością o drobne szczegóły, niespotykaną w naszych pośpiesznych, niespokojnych czasach. To opowiadanie jest jak eksponat w muzeum, który się dokładnie ogląda ze wszystkich stron.

   Ten tekst nie nadaje się dla miłośników szybkich, nowoczesnych fabuł. Wymaga dłuższego skupienia. Nawiązuje do świąt Bożego Narodzenia.

   Bohaterowie opowiadania egzotycznej autorki Susan Palumbo „Douen” używają archaicznego języka ludzi prymitywnych.

   Przypomina mi się słynna powieść „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa, w której główny bohater jest psychicznie upośledzony, nieporadny, słabo przystosowany, ledwo się wysławia, ale potem, dzięki naukowcom, uzyskuje nadludzie możliwości umysłu. Niestety, na krótko, bo kuracja wywołuje poważne skutki uboczne mi. niekontrolowaną agresję. Bohater wraca do poprzedniego stanu. To wstrząsający utwór, ostrzegający przed nieodpowiedzialnością nauki.

   W dziale recenzji zainteresowała mnie recenzja „Wiecznego pokoju” Joe Haldemana. Znam tą książkę. Jest to kontynuacja nagrodzonej „Wiecznej wojny”, którą poznałem jeszcze przed lekturą książki w pięknie narysowanej wersji komiksowej, w zeszytach ”Komiks – Fantastyka”, które ukazywały się w kioskach raz na kwartał.

   Moim zdaniem pierwsza część cyklu jest jednak najlepsza. Została napisana wartko, dużo się w niej dzieje, jej fabuła jest konsekwentna (choć nie trywialna), bohaterowie zapadają w pamięć. Po lekturze „Wiecznej wojny” nabieramy niechęci do okrutnych konfliktów wojennych. Niestety, szansa, że przyszłość będzie pozbawiona wojen jest niewielka.

   Czy kiedyś będziemy walczyli z innymi cywilizacjami z kosmosu, to już inny problem. Mogą być one bardzo odległe, tak że jakikolwiek kontakt z nimi będzie ledwie możliwy.

   Malarstwo Wojciecha Siudmaka znam od dawna. Zetknąłem się z książkami SF przez niego ilustrowanymi. Cyklem „Diuna” i powieściami Philipa K. Dicka. Można je znaleźć w księgarniach i w bibliotekach.

   Myślę, że z fantastyką, a przynajmniej niesamowitością, mają wiele wspólnego obrazy zmarłego w tragicznych okolicznościach Zdzisława Beksińskiego.

   Lubię oglądać ilustracje do opowiadań drukowanych w NF. Uprzyjemniają mi ich lekturę.

   Niektórzy autorzy np. Terry Pratchett, mieli własnych ilustratorów (Świat dysku – Josh Kirby, który cechuje się własnym, niepowtarzalnym stylem). Tolkien sam ilustrował swoje książki.

   Ilustracje od dawna towarzyszą książkom SF np. powieściom Juliusza Verne`a. Nie tylko utworom dla dzieci. Niektórzy sami wolą wyobrażać sobie bohaterów ulubionych książek i wymyślone w nich światy.

   Z seriali fantasy ceniłem popularny w swoim czasie angielski serial o Robin Hoodzie, z przystojnym, długowłosym Michaelem Praedem i szczupłą Judi Trott w roli Marion, który w moim szkolnym okresie życia emitowała nasza polska telewizja, ale był niedawno powtarzany. Są w nim wyraźne wątki fantasy: magia, czarownicy, duch lasu Hern itd. Towarzyszyła mu świetna muzyka irlandzkiego zespołu Clannad.

   Z kolegami robiliśmy drewniane łuki i pierzaste strzały z lotkami z piór gęsi. Strzelaliśmy do celu jak Robin Hood z lasu Sherwood. Pamiętam też jedną z części Thorgala o zawodach łuczniczych.

Wracam też często do polskiego serialu o „Wiedźminie”. Nie był tak kosztowny jak serial Netflixa, ale też występują w nim popularni aktorzy. Wolę, na przykład polską Yennefer od zagranicznej.

   Przemoc, seks i wulgarny język to nie są zalety filmu.

   Z gier fantasy często przy stole, w domu grywałem z przyjaciółmi w planszowego „Talizmana”. Przyjemnie spędzało się w ten sposób razem czas. Obecnie jest dostępna wersja komputerowa tej gry, dzięki której wracam do czasów młodości i do początków zainteresowania fantastyką w różnych formach.

   Ciekawe gry wydawała firma Encore.

   Oprócz „Nowej Fantastyki” czytuję też „Młodego technika” i „Świat nauki”.

Mnie się skojarzyło zwycięskie opowiadanie z konkursu “NF” “Dzieci wszechdżungli” ze znanym filmem Camerona “Avatar”, a przynajmniej co i rusz pojawiała mi się przed oczyma jego scenografia. Z początku czyta się ciężko, bo i też nigdy nie przepadałem za tematyką obcych form życia na innych planetach, ale potem akcja została pięknie poprowadzona ku emocjonującemu finałowi.

Opowiadanie, które zajęło drugie miejsce, “Wojna nr. 785”, to jak można się domyślać z tytułu, traktuje o wojnach. Jak gdyby wojny kwietne sterowane przez AI. Napisane trochę w dawnym stylu, fantastyki może z lat siedemdziesiątych, kiedy to często osoby gadające objaśniały świat przyszłości. Niestety, opowiadanie jest nużące, i nawet jeśli miało jakiś głębszy zamysł, to ja straciłem nim zainteresowanie. No nie wiem, dla mnie rozczarowanie jak na drugie miejsce, niemniej czekam, niecierpliwie na następne teksty konkursowe.

Kolejny polski utwór to “Ogrzej mnie” Majcherowicza, to już rzadka na łamach “NF” typowa weird fiction. Ciekawy tekst, który można chyba odczytać metaforycznie, choć nie jestem pewien.

No i gwóźdź numeru, czyli okazała staroć “Margery z Quether”. Opowiadanie faktycznie wybitne, w ogóle się nie zestarzało, co przecież nie jest w takim wypadku normą, a wręcz przeciwnie.

Ostatnie krótkie opowiadanie, “Douen” Suzan Palumbo to kawałek egzotycznego horroru. Choć tak naprawdę jest bardziej smutne niż straszne. Ale ogólnie proza numeru z wyjątkiem dwóch konkursowych tekstów stoi pod znakiem grozy. Co mi bardzo odpowiada i oby tak dalej. Widzę przede wszystkim dwa duże plusy – kontynuację perełek z lamusa oraz nareszcie brak ukraińskich autorów.

Lekturę styczniowego numeru „Nowej Fantastyki” rozpocząłem w Wigilię. A podobno co robisz w Wigilię, robił będziesz cały rok. Oby!

 

Przechodząc do meritum, czyli zawartości numeru. Ukazały się dwa nagrodzone opowiadania z konkursu literackiego, ogłoszonego… dawno temu. Dwa najlepsze (zdaniem Jury), z ponad tysiąca. Więc ja tu byka za rogi.

„Dzieci wszechdżungli” Rafałą Łobody – Autor pisać umie, już mu się zdarzyło bywać na łamach „NF”, więc warsztatowo jest pięknie. Prawie, ale o tym potem.

Treść tego opka skojarzyła mi się z „Avatarem” Camerona. Umi Rafał emocje napinać, bardzo „duszoszczipatielna” ta historia Rozy. Umie też pięknie świat wykreować, z dość dużą ilością neologizmów, które jednak lektury nie psują. I tu ten zgrzycik warsztatowy -  podkreślam, zgrzycik dla mnie (mam nadzieję, że tylko dla mnie). Otóż ważną rolę w tekście pełni tak zwana śnicość. I cóż poradzę, że za każdym razem miałem skojarzenia ze śmocą i Lordem Hełmusiem. Przepraszam!

Ale wracając do opowiadania – kiedy już myślałem, że ten tekst będzie jajkiem Faberge’a, przepiękną wydmuszką, to zakończenie załatwiło lekturę i wywróciło ją do góry nogami. Bo (UWAGA, spoiler) Daukadu, nowa ulquene varvar, miała jednak rację. A ludzie… Cóż, ludzie zawsze są ludźmi. Niezależnie od pięknych słówek i czynów na pokaz. Piękne!

„Wojna nr 785” Łukasza Borowieckiego – jak opowiadanie Łobody skojarzyło mi się z „Avatarem”, tak ten tekst przywodzi na myśl „Pamiętnik znaleziony w wannie” Lema. Bohater wrzucony w żarna polityki i biurokracji. Do tego piosenki w tekście, które zawsze  podbijają mi jego „miodność”. I tu też zakończenie robi robotę. Trochę mnie zaskoczyło, bo mocno nie na czasie (przynajmniej ja tak je odebrałem). Coś jak Alicja z „Limes inferior”.

Też bardzo dobre!

I krótko podsumuję na razie te dwa teksty – dobre opowiadanie zakończeniem stoi. I oba te teksty zakończenia mają jak się patrzy. Czy są to teksty, które wbiły mnie w fotel? Niestety nie (na pocieszenie powiem, że Sapkowski czterdzieści lat temu też nie wbił ;)). A czy je będę pamiętał za rok? Być może, ale to się okaże.

A dalej z prozy polskiej.

„Zdmuchnij świeczki i wypowiedz życzenie” Anny Marii Vanitachi – tekst wcale nie gorszy od nagrodzonych w konkursie. Bardzo przerażający i bardzo prawdopodobny. Sami sobie gotujemy ten los. Brrrr, obym nie doczekał…

„Ogrzej mnie” Szymona Majcherowicza – było, nawet nie wiem, czy kilka lat temu w „NF” nie ukazało się opowiadanie, bazujące na niemal identycznym pomyśle? Ale pewien nie jestem, a grzebania za dużo byłoby. W każdym razie – nawiązanie do Kafki aż nazbyt czytelne, a pomysł zdecydowanie nienowy.

 

Zza granicy tylko dwa opowiadania.

„Margery z Quether” Sabine’a Baring-Goulda – dłuuugie! Ale jak na ramotkę czytało się nadspodziewanie dobrze. Wariacja tekstu o wampirze, ale ze względu na pysznie matołkowatego głównego bohatera i scenografię, czytało mi się nadzwyczaj dobrze.

„Douen” Suzan Palumbo – enta opowieść o duchach, której nie ratuje nawet egzotyczna lokacja. I powtórzę, co pisałem rok temu (chyba też przy tekście autorki z Trynidadu) – ta stylizacja językowa wydała mi się przesadna. O ile w angielskim to może i nieźle się czyta, ale polsku to męczarnia czytanie takiego tekstu. A że absolutnie nic nowego i ciekawego w tym opku nie znalazłem, uważam je za najgorszy tekst numeru (na szczęście krótki).

 

Publicystyka.

Tu, o dziwo, najbardziej trafił do mnie Kosik. Nie wspomniał tylko o pobliskim wybuchy supernowej, ale reszta bardzo przytomna.

Do tego ciekawy tekst o „Falloucie”, którego drugi sezon zacząłem oglądać (Walton Goggins to jest Aktor! Skąd oni takich biorą w tym Jueseju?). Ja co prawda jestem hardkorowym fanem jedyni i dwójki (nawet pogrywałem trochę w tym roku), ale serial robi dobrą robotę (a już wedlowskie pudełko to truskawka na torcie, jak to mawiają).

Co do seriali, to jest jeszcze o nowym serialu z Westeros. „Gry o Tron” nie obejrzałem, ale że opka o Jaju dosyć mi się podobały, to może w wolnych chwilach (jeśli znajdę) obejrzę?

No i spory artykuł o retrofuturyzmie przeczytałem z ciekawością.

O Klęczar pisać nie muszę, zawsze klasa. A Vargas już wyskrobuje resztki z dna pamięci.

Za to z ciekawością przyjąłem zapowiedź Naczelnego o powrocie Galerii. Dobrze zrozumiałem? Czy to będzie tylko (a raczej aż) okładka?

No i witam nową Panią Redaktor (znaczy, Redaktorkę??). Ale po owocach ich poznacie, więc się zobaczy. Niestety, jak tu i ówdzie słychać, numer z romantasy dojrzewa.

 

Literówek – 2, ale z czepialstwa tylko. Znaczy: zagubiony ogonek i nadmiarowa kropka. Przestanę chyba już pisać o literówkach, bo nie ma o czym.

 

PS1. Wszystkiego dobrego Czytelnikom i Redakcji NF na Nowy, 2026 rok, życzy Staruch.

PS2. @Nazgul – ilustracje są w liczbie dwóch, więc wybór był… trudny ;). Tym razem typuję ilustrację ze strony 47, autorstwa Grzegorza Pawlaka.

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

 

DZIECI WSZECHDŻUNGLI Rafał Łoboda:

 

No i doczekaliśmy się zwycięskiego opowiadania.

Zazwyczaj tego nie robię, ale w tym przypadku ostrzegam, że zdradzam bardzo dużo z fabuły.

Zacznę od tego co mi nie pasowało:

Na początek moje subiektywne odczucie. Cała ta śnicość i tworzenie tych „widmowych” skrzydeł i kończyn nie współgrała mi z całością, z charakterem opowiadania. Tekst jest dość mocny, dosadny a śnicość zbyt… magiczna. Nie wiem czy będę dobrze zrozumiany, ale ten pomysł fabularny był, przynajmniej dla mnie, zbyt oderwany od reszty. Ja to odebrałem jak takie „pójście na łatwiznę”. Wolałbym, aby było w tym więcej science, a mniej fiction ;)

Nie jest to jakiś błąd, ale mi to trochę popsuło lekturę.

Nie przekonuje mnie też pomysł łączenia się w pary ludzi z tymi varvarami. Gdybym był dowcipny to rzekłbym, że za bardzo zalatuje to zoofilią… ale, że poczucie humoru mam kiepskie, to powiem, że motywacja po obu stronach jest mało wiarygodna. Varvarowie obawiają się ludzi, więc obstawiają, że jak będą mieć z nimi dzieci, to ci ich nie zniszczą. Ludzie płodzą potomstwo z varvarami, licząc, że w ich krwi będzie lekarstwo na mgielną gorączkę. Ludzie, jakby się wydawało, cywilizowani, płodzą więc dwa tysiące(!) przeważnie kalekich, a i nierzadko upośledzonych umysłowo potomków, zapominając w ogóle o jakimkolwiek poczuciu empatii, czy moralności. Zamysł okazuje się chyba sukcesem, bo dzieci nie umierają, ale zmuszone są do wyjątkowo ponurej egzystencji. Pomysł no… kontrowersyjny. Rzekłbym, że wręcz… nieludzki.

No bo weźmy taką sytuację, że ludzkość kiedyś odkryje jakąś inną cywilizację. Część z nas pewnie tam zamieszka. I gdy ludzie zaczną chorować na jakąś nieznaną nam, tamtejszą chorobę, to co, pierwsze co zrobimy, to będziemy kopulować z kosmitami, by, z krwi naszych wspólnych dzieci, wyprodukować lekarstwo?

No nie kupuję tego.

Poza tym, skoro ludzie są tak rozwiniętą cywilizacją, że potrafią człowiekowi przywrócić kończyny, a nawet wyleczyć go z upośledzenia umysłowego(!), opracowanie lekarstwa na taką mgielna gorączkę to jest… piętnaście minut wink

Dodam jeszcze, że fragment ucieczki Rozy do statku, za długi. Kolejne opisy tych kalekich dzieci zaczynały przypominać groteskę…

Pomarudziłem, to teraz będę chwalił, bo i jest za co.

Pomysł z Ikarem – piękna fabularna klamra. Brawo.

Znakomite postacie Auxuel, Roza, a nawet do Liuna poczułem sympatię. Brawo.

Finał. Aplauz.

WSPANIAŁY!

Przemyślany, wyważony (bo można było to przerysować!) i cholernie emocjonalny. W życiu popłakałem się tylko raz podczas lektury (to była Droga McCarthy’ego), a tu niewiele brakowało, a byłby drugi raz!

Niby motyw klasyczny, znany, ale ja uwielbiam te sprawdzone rozwiązania. One zawsze działają!

I pomysł na wypowiadanie imion przed śmiercią. Znakomity. Takie właśnie detale, oddziałują na czytelnika lepiej niż przesadzona śnicość. No ten patent, zwłaszcza w finale, też robił robotę.

Ogólnie bardzo dobry, wyjątkowy tekst. Gdyby czytać go tak bezrefleksyjnie to ociera się o wybitność, jednak, gdy zastanowić się nad tłem, to zauważamy, że ta wspaniała budowla nie ma solidnych fundamentów i grozi zawaleniem.

Ten tekst, na pewno powinien się znaleźć wśród tych wyróżnionych. Ale czy zasługuje na pierwsze miejsce? W mojej opinii, Autor powinien fabułę jeszcze spokojnie przemyśleć i przebudować.

Ale opowiadanie, z czystym sumieniem, polecam!

 

WOJNA NR 785 Łukasz Borowiecki:

 

Nie przepadam za takimi tekstami. Ja rozumiem, że ten absurd jest umyślny, że to przerysowanie to zamierzone, ale mnie lektura takich opowiadań męczy. Tekst jest interesujący, skłania do refleksji, ale, jak dla mnie za długi. Wolałbym, aby Autor skupił się na puencie, bo w zaprezentowanej formie, to wszystko się rozwadnia, nie ma tej siły wyrazu. Absurd goni absurd. To szybko powszednieje, przestaje intrygować i bawić. Przejada się.

Za to finał mnie zaskoczył. Piękny. Niemal metafizyczny. Robi robotę!

Na koniec jeszcze jedna sprawa.

 

Wygięty w łuk kręgosłup za cięciwę miał podkulone nogi z kolanami sięgającymi aż do brody.

 

To zdanie to jakiś potworek. Nawet gdyby uzupełnić braki interpunkcyjne, jest ono dla mnie mało zrozumiałe. Za każdym razem gdy je czytam odnoszę wrażenie (może mylne), że zagubił się tutaj podmiot z poprzedniego zdania i to kręgosłup podkula nogi… Skomplikowanie tej gimnastyki, chyba przerosło samego Autora laugh

 

ZDMUCHNIJ ŚWIECZKI I WYPOWIEDZ ŻYCZENIE A. M. Vanitachi:

 

Ciekawe. Skłaniające do refleksji na temat relacji jakie utrzymujemy z naszymi bliskimi. Tutaj, na szczęście, absurdu brak. Całość utrzymana w gorzkiej, niemal przygnębiającej atmosferze. Ale dla mnie to plus.

Zakończenie mnie rozczarowało. Oczekiwałem czegoś… mocniejszego. Z grubej rury.

Ale do poczytania!

 

Jeszcze uwaga techniczna:

CAŁY tekst cierpi na brak wcięć akapitowych! Nie dość, że źle to wygląda to i utrudnia lekturę. Taki przykład, już z pierwszej strony, gdy zaraz po didaskaliach, od nowej linii, zaczyna się dialog. Bez wcięcia akapitowego oznacza on kontynuację wypowiedzi tej samej osoby, wcięcie oznacza wypowiedź kogoś innego. Przy braku takich wcięć, czytelnik musi się zastanawiać, czy dialog jest kontynuowany, czy to wypowiedź kogoś innego.

Dla mnie, coś podobnego, w miesięczniku literackim, nie może się już nigdy powtórzyć!

 

 

OGRZEJ MNIE Szymon Majcherowicz:

 

Znakomity tekst!

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem. To jest mądry, przemyślany tekst. Stwór z końcówki mnie zaskoczył, ale, już po lekturze, uważam to za wspaniały, metaforyczny zabieg. W związku musimy być gotowi na to, że ta druga osoba, teraz, bądź w przyszłości, będzie mieć jakieś problemy, będzie musiała się zmierzyć z jakimiś swoimi demonami. Możemy wtedy zamknąć przed nią drzwi, lub wpuścić do środka. Ale wtedy musimy być gotowi przytulić potwora, gotowi na jego żądło i jego jad. Jeśli wytrzymamy, okażemy troskę, potwór zniknie.

Ale to nie może działać tylko w jedną stronę. Finał dobitnie to podkreśla. Żeby to przetrwało, musimy zamienić „ogrzej mnie”, na „ogrzejmy się”.

Wspaniały, mądry tekst, który zrobił na mnie wielkie wrażenie!

Może zabrzmi to absurdalnie, bo mamy tutaj dwa zwycięskie opowiadania konkursowe, ale, dla mnie, „Ogrzej mnie” to tekst numeru!

 

MARGERY Z QUETHER Sabine Baring-Gould:

 

No trąci myszką ;)

Nie jest to złe. Można by się tam do czegoś przyczepić, ale w miarę trzyma się to kupy. Są w tym jakieś (może mało odkrywcze, ale jednak) mądrości. Jest i puenta. Wszystko na miejscu.

Może i nie jest to wybitna literatura, ale poczytać można.

 

DOUEN Suzan Palumbo:

 

Nie lubię takiej stylistyki. Był już tu kiedyś podobny tekst o jakimś ranczu, jak dobrze pamiętam. Już wtedy sygnalizowałem, że przyjemności z lektury tego nie mam żadnej! Po co wrzucać tekst, który doceni garstka, bądź nikt? Może teraz, dla odmiany, warto by sięgnąć po coś bardziej poetyckiego? Od jak dawna w dziale prozy zagranicznej nie było mojej ukochanej Catherynne M. Valente? Zapytuję głucho się! (Tylko nie coś na trzy strony! Nic mnie tak nie złości jak głośne nazwisko na okładce, a lektura trwa krócej niż wypicie filiżanki kawy…)

Dodatkowo puenta tego tekstu to dla mnie zagadka. Zabijcie mnie, ale nie wiem jaka mądrość ma z tego wynikać.

Rozczarowanie.

 

 

Przestanę chyba już pisać o literówkach, bo nie ma o czym.

 

Nie będzie już literówek od Starucha?!!!

Z jednej strony brawa dla działu korekty NF, z drugiej, no, kończy się pewna era. Podobno nawet w zakładach bukmacherskich można było obstawiać ile literówek Staruch wytypuje w kolejnym numerze… ;)

W każdym bądź razie, Staruchu, dziękuję Ci za te niezliczone literówki, które wyłapywałeś przez te wszystkie lata! Był to niezaprzeczalnie kultowy element Twoich recenzji, a cholerna korekta go zabiła! Umyślnie i z zimną krwią!

Ale cóż, taka kolej rzeczy, że w końcu pewne rzeczy odchodzą. Musimy się z tym pogodzić.

 

Ilustracja numeru: strona 47, autor Grzegorz Pawlak. Ta Kułakowskiego mało czytelna.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nie będzie już literówek od Starucha?!!!

Napisałem “chyba”. Liczę, że Redakcja da szansę :P

Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.

yeslaugh

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dzięki za komentarze o “Dzieciach…” :) Porównań do Avatara nie uniknę, wszystko z egzodżunglą będzie się kojarzyło z tym filmem tak jak pustynia z Arrakis.

@Staruchu

Gwiezdne Jaja oglądałem, ale no mi śnicość ze szmocą zupełnie się nie kojarzyła :P Sen i nicość – pasują do możliwości ulquene. Nie poradzę na skojarzenia, ale rozumiem.

@Nazgul

Nie wchodząc w wielką dyskusję:

Śnicość – science fantasy to normalna konwencja i połączenie sf z magią nie jest niczym szczególnym.

Ludzie są zje… Posuną się do wszystkiego. Historia dostarcza wielu dowodów.

Potomstwo nie oznacza kopulacji. Sztuczne zapłodnienie itp.

Pokonanie chorób w 15 minut? Lecimy w kosmos, ale nadal borujemy zęby i nadal wypinamy tyłki u proktologa ;) Postęp technologiczny nie idzie zawsze w odpowiednich kierunkach. Polecam opowiadanie z antologii “Arcydzieła SF”, Harry Turtledove, Droga niewybrana, która świetnie pokazuje ten aspekt.

Cieszę się, że finał przypadł do gustu :)

 

Pozdrawiam wszystkich

Witam!

 

Śnicość – science fantasy to normalna konwencja i połączenie sf z magią nie jest niczym szczególnym.

Ale ja wiem.  Czytało się choćby Pana Lodowego Ogrodu… 

Chodziło mi tu bardziej o subiektywne odczucia. Uważam, że historia i uniwersum zasługiwały na coś… “poważniejszego”. Dla mnie, to rozwiązanie, niszczyło “ciężar” tego opowiadania. W moim odczuciu to było jakby do poważnej opowieści dla dorosłych, wrzucić elementy bajkowe. No niby można, wszystko można, ale mi to lekturę trochę popsuło. Ale jak mówię to moja, SUBIEKTYWNA opinia. Proszę się nie przejmować. Ze mną już tak jest, że mi się podoba to co inny nie i odwrotnie laugh

 

Ludzie są zje… Posuną się do wszystkiego. Historia dostarcza wielu dowodów.

 

Zgadzam się. Ale takie tłumaczenia, zwłaszcza w fikcyjnej opowieści, czasem brzmią tylko jak wymówka.

 

Potomstwo nie oznacza kopulacji. Sztuczne zapłodnienie itp.

Ja z tą zofilią to żartowałemlaugh Bardziej mi przeszkadzało, że ludzie się na to zdecydowali.  Dla mnie to najgłupsza z możliwości. Zresztą skąd pewność, że taka metoda zadziała. W jaki sposób stwierdzili, że takie potomstwo nabędzie wrodzonej odporności na mgielna gorączkę? Poza tym, gdy te dzieci zaczęły się rodzić, kalekie i upośledzone, inteligencja i choć jakieś okruchy moralności, powinny przeważyć i zadecydować o przerwaniu eksperymentu. Nie jestem w stanie uwierzyć, że nikt tego nie zakończył.

 

Pokonanie chorób w 15 minut? Lecimy w kosmos, ale nadal borujemy zęby i nadal wypinamy tyłki u proktologa ;) Postęp technologiczny nie idzie zawsze w odpowiednich kierunkach. Polecam opowiadanie z antologii “Arcydzieła SF”, Harry Turtledove, Droga niewybrana, która świetnie pokazuje ten aspekt.

 

No ale z ostatniego akapitu wynika coś zupełnie innego. Kaleki i upośledzony Liun ma wszystkie kończyny i odzyskał sprawność umysłową. Ja nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić w jaki sposób można wyleczyć upośledzenie umysłowe! A oni to robią! Więc mamy do czynienia z cywilizacją, której medycyna jest rozwinięta do niewyobrażalnego poziomu!

 

Cieszę się, że finał przypadł do gustu :)

Powtórzę: WSPANIAŁY!

 

Opowiadanie jest niezaprzeczalnie wyjątkowe, a moje uwagi, miały nie podcinać skrzydeł, a dmuchnąć w nie nowy, silny wiatr, by Pana kolejne teksty poleciały jeszcze wyżej, jeszcze dalej!

Z fantastyką mam ten problem, że już przez samą jej nierealność, chcę by wszystko w nich, dosłownie wszystko, miało ręce i nogi. Tak jak Liun w finale wink

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Znaczy te uwagi to głównie subiektywne odczucia, z którymi nie mam jak polemizować i mogę je tylko uznać, bo każdy odbiera literaturę po swojemu. Mnie ta śnicość nie wydawała się niepasująca, inaczej bym jej nie umieścił, w etykę ludzi nie wierzę (no ale piszę i czytam głównie dark fantasy, więc może nasiąkłeś nihilizmem), a te leczenie – nadal zostaję przy wersji z nierównomiernym rozwojem.

Oczywiście każde opowiadanie wymaga jakiegoś zawieszenia niewiary, ja mógłbym np. wymienić rzeczy, które mi logicznie nie pasowały w takiej klasyce jak Piaseczniki Martina. Problem z opowiadaniami to limit, pewne rzeczy trzeba zostawić w tle, a wtedy zawsze powstają pytania. Najłatwiej pisać jakieś pseudośredniowiecze, każdy zna i mało trzeba tłumaczyć ;)

Sam próbuje pisać i wiem, że gdyby chciało się wyjaśniać wszystko, to tekst zmieniłby się w encyklopedię, a tego żaden czytelnik by nie wybaczył…

To co mi przeszkadzało to w sumie pierdułki, które nie umniejszają wielkości tego tekstu.

Z przyjemnością przeczytam kolejne Pana opowiadania!

Wszystkiego dobrego!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Zan – raz jeszcze Gratsy:) A polecona przez Ciebie kilka komentarzy wyżej "Droga niewybrana" jest dla mnie jednym z najpiękniejszych przykładów tego, jak prosty pomysł można przekuć we wbijające w fotel opowiadanie. Pozdro!

Known some call is air am

@Nazgul

Również wszystkiego dobrego i jak to bywa z konkursami, trzeba po prostu wpaść w gusta jury, tutaj akurat mnie się udało ;)

 

@Outta

Dzięki, to opowiadanie też mnie urzekło taką prostą sprawą, o której zazwyczaj się nie myśli, a jest przecież całkowicie logiczne i dające niesamowite możliwości do tworzenia historii. 

Nowa Fantastyka