Przez ostatnie dwa stulecia kapitalizm potrzebował mas – jako pracowników i jako konsumentów. Fabryki wymagały rąk do pracy, a rynki ‒ portfeli zdolnych kupować. Ale co, jeśli automatyzacja sięgnie dalej? Co, jeśli algorytmy zaczną kupować od algorytmów? Co, jeśli znacząca część gospodarki zacznie kręcić się sama, bez potrzeby angażowania milionów ludzkich transakcji?
Piotr Gociek
DEKODUJĄC DANA SIMMONSA
Dan Simmons odszedł 21 lutego 2026 roku, pozostawiając po sobie wspaniałe dziedzictwo. Szukając w głowie pochwał, którymi mógłbym go pożegnać, natychmiast wpadłem na jedną która zdaje mi się fundamentalną. Dan Simmons był pisarzem wyjątkowym, bo to nie jego książki są porównywane z dziełami innych pisarzy, ale odwrotnie. On był mistrzem, a reszta… cóż: próbuje.
PRZY OKAZJI TEŻ O KOMIKSACH
wywiad z Darickiem Robertsonem
Darick Robertson ‒ artysta komiksowy znany przede wszystkim ze swojej pracy przy seriach komiksowych „Transmetropolitan” i „Chłopaki” („The Boys”). Na przestrzeni swojej ponad trzydziestoletniej tworzył rysunki m.in. do komiksów o Lidze Sprawiedliwości, Wolverine’ie, X-Men, Punisherze; ilustrował także serię „Happy!” ze scenariuszem Granta Morrisona, która podobnie jak „Chłopaki” doczekała się serialowej wersji.
SZTUKA, KTÓRA POWOLI ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
Roman Coppola o filmie „Dracula”
Francis Ford Coppola był zdeterminowany, żeby nakręcić film „Dracula”, korzystając z praktycznych efektów specjalnych. To zadanie powierzył swojemu synowi, Romanowi Coppoli. Syn słynnego filmowca opowiedział nam o pracy nad kultowym horrorem i nad filmem „Megalopolis”.
LUBIĘ TWORZYĆ RZECZY WIELOWARSTWOWE
wywiad z Maćkiem Kurem
Maciek Kur ‒ scenarzysta komiksowy i animacyjny. Współtwórca oficjalnej kontynuacji przygód Kajka i Kokosza, a także komiksów „Emilka Sza” i „Delisie”. Czytelnikom „NF” znany z komiksowej serii „Lil i Put” rysowanej przez Piotra Bednarczyka.
Ponadto w numerze:
– przedpremierowy fragment nowej powieści Wojciecha Chmielarza „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”;
Nadszedł kwiecień. Wcale nieśmieszny. Ani tu, ani tam.
A na dodatek w najnowszym numerze NF skąpo. Przynajmniej liczebnie.
Po polsku dwa… teksty. Bo przecież nie opowiadania.
Na pierwszy ogień poszedł fragment powieści „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciecha Chmielarza – z reguły fragmentów nie czytam. Tym razem zrobiłem wyjątek, bo przeczuwałem, że książki nie kupię. I słusznie!
Nie jest to całkiem zła proza. Za to „nowoczesna” (czyli nie lubię). Miks „podostrzonej” obyczajówki (czyli ludzie z megaproblemami) z grozą, ale która jest w załączonym fragmencie ledwie zaznaczona.
Nie było tu nic, co zachęciłoby mnie do dalszej lektury. Po prostu nie jestem „targetem”.
„Jak zrobić niespodziankę Wszechwiedzącemu” Grzegorza Janusza – to też nie opowiadanie, a 20 szortów. Tu również nie jestem „targetem”. Nigdy nie byłem fanem Autora, bo pomnę, że jego króciaki już się w NF pojawiały. Dla mnie szort musie mieć pomysł, puentę. Tu są takie chyba trzy. Reszta to takie teksty gumodożuciapodobne.
Tekstów zagranicznych też tylko dwa.
„Kalijuga. Projekt „Sziwa”” Henry’ego Liona Oldiego – czyli domknięcie tryptyku wojenno-hinduskiego. Nie ma takiej mocy rażenia jak poprzednie teksty, ale lubię, jak Autor (a raczej Autorzy) domyka historię. A że zakończenie porządne, to kręcił nosem nie będę na powtarzalność fabuły.
„Pałac zakrzywionego zwierciadła” Momira Iseni – i kiedy już myślałem, że nie znajdę w tym numerze nic dla mnie, pojawił się tekst fantasy (nie lubię). I zauroczył mnie, bo to fantasy bajkowe, rodem z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, podkręcone o dość współczesne, nienachalne motywy. Bardzo dobre opowiadanie, a że na bezrybiu… to i bezapelacyjnie Tekst Numeru.
A w publicystyce?
Spodobał mi się wywiad z Darickiem Robertsonem, artystą komiksowym, jak o nim stoi napisane. Widać że, przeprowadzający wywiad Julian Jeliński i sam Artysta mieli frajdę z rozmowy ze sobą, bo circa tylko połowa wywiadu jest na tematy merytoryczne, a reszta to tematy… luźne, że tak powiem. Mnie się podobało.
Zaciekawił mnie artykuł Tomasza Węckiego o zmianie modelu społeczeństwa wskutek panoszenia się SI. Nigdy tak na ten temat nie patrzyłem, ale coś w tym jest.
Pean na cześć Dana Simmonsa przeszedł obok mnie, bo ja po prostu nie rozumiem zachwytów nad „Hyperionem”. Porządna historia i tyle! Ale mam zamiar nadrobić inne książki Simmonsa, może się przekonam?
Za to wywiad z Romanem Coppolą dosyć ciekawy, trochę się nowych rzeczy dowiedziałem, ale jednak pozostawia pewien niedosyt. Za krótki? Odnotuję jeszcze wywiad z Maćkiem Kurem – odnotuję, bo to kompletnie nie moja bańka.
Oraz stałe felietony (nie mam uwag, lubię czytać) i mniej niż zwykle recenzji.
Czyli publicystyka tym razem znacznie lepsza niż proza.
A JeRzemu odpowiem – czyżby widać oznaki zbliżającej się Dżihad Butleriańskiej ;)?
PS1. Co do zagadki komiksowej – ofiara była lewo– czy praworęczna?
PS2. @Nazgul – z ilustracji (tym razem aż czterech) – wybieram Tę autorstwa Joanny Strelnik, ze strony 43. Chociaż ta Pawlaka ze strony 53 też niezgorsza.
Pierwsze prawo Starucha - literówki w cudzych tekstach są oczobijące, we własnych - niedostrzegalne.
Pisarza Dana Simonsa kojarzę z książkami b. grubymi w wielu tomach, które zajmują na półce dużo miejsca. Nie był to mój ulubiony autor, choć wykorzystywał wątki poetyckie w swoim “Hyperionie” i “Endymionie” – są to, jak wiadomo, sławne poematy Johna Keatsa. O ile dobrze pamiętam Simons w swoim cyklu wskrzesił angielskiego poetę z epoki romantyzmu. “Wydrążony człowiek” z jego innej książki to przecież dzieło T. S. Eliota. Nie wiem czy D. Simons znał polską poezję.
Przypominam sobie też, że włoski poeta Dante, autor “Boskiej komedii” rozmawiał nie tylko z ukochaną Beatrycze, ale też ze swoim starożytnym poprzednikiem i nauczycielem Wergiliuszem, autorem “Eneidy”, który nie mógł trafić do chrześcijańskiego raju, bo urodził się za wcześnie.
Niektórzy czytelnicy wolą od wspaniałych eposów z wieloma strofami dużo bardziej przystępną “Sztukę kochania” Owidiusza (warto przeczytać, są tam różne praktyczne rady), czy zwięzłe wiersze Safony.
Na pewno książki Simonsa pozostaną na długo w naszej pamięci.
Lem napisał, że całej literatury science – fiction i fantasy nie da się już ogarnąć ludzkim umysłem, ale nie cała jest warta uwagi. Cenił tylko niektórych autorów np. Stapeldona, Le Guin i Dicka. Uważa się nawet, że tak naprawdę cenił tylko siebie.
Podobnie jest, niestety, z poezją. W erze Internetu tym bardziej. Żyjemy w czasach masowej produkcji literatury. Dużo napisał już Juliusz Verne (ale jego powieści akurat lubiłem już w dzieciństwie i chętnie wracam do nich do tej pory, chyba nie tylko ja).
Nie znałem wcześniej Romana Coppoli, jedynie Sophię Coppolę, reżyserkę historycznej “Marii Antoniny”, w której wystąpiła Kristen Dunst, znana mi z filmów o człowieku pająku.
Z dzieł Francisa Forda Coppoli znam, oczywiście, “Ojca chrzestnego”, epicki film o włosko – amerykańskiej mafii i wojenny “Czas apokalipsy” inspirowany niedługim “Jądrem ciemności” J. Conrada. Statek kosmiczny Nostromo z pierwszego filmu o obcym to tytuł innej książki Conrada, a także postać z tej powieści. “Drakulę” Coppoli też kiedyś oglądałem.
Dlaczego powstało tak dużo filmów na podstawie jednych, jedynych “Drakuli” Brama Stokera i “Frankensteina” Mary Shelley, uroczej i chyba całkiem inteligentnej żony poety z epoki romantyzmu Percy Shelleya?
Podobają mi się efekty specjalne bez komputera w “Kingsajzie” Machulskiego. Są moim zdaniem całkiem udane nawet w porównaniu z drogimi filmami zagranicznymi (i zabawne).
Zaciekawił mnie felieton p. Jemielniaka o cyfrowym “bliźniaku” pacjenta, który pomoże lekarzom w rozpoznawaniu i leczeniu różnych chorób. Istnieją już roboty medyczne służące do operacji i różnych zabiegów. Skalpel w rękach chirurga często zastępuje precyzyjniejszy laser np. w operacjach oka.
Na razie nasza realna rzeczywistość do b. długie kolejki do lekarzy.
Czy sztuczna inteligencja i roboty mogą zastąpić lekarzy, prawników, naukowców, inżynierów, urzędników, kierowców, pilotów itd.? Tak jak kiedyś maszyny zaczęły zastępować robotników w fabrykach i kopalniach?
Trwa nadal epoka mechanizacji. Wkroczyliśmy już w epokę informatyczną, równie niepokojącą.
Pamiętam, że kiedyś ukazywała się w kiosku “Mała fantastyka” – kolorowe pisemko dla dzieci. Powstało tylko kilka numerów, ale warto by o tym przypomnieć. Tym bardziej, że fantastyka dziecięca nadal cieszy się dużym zainteresowaniem małych czytelników. Rosną z nich potem dorośli fani SF lub naukowcy: fizycy, astronomowie, inżynierowie a nawet kosmonauci, choć niektórzy dorastając z fantastyki jednak rezygnują, zajmując się “ambitniejszą” literaturą.
W polskim dziale opowiadań spodobało mi się “Jak zrobić niespodziankę Wszechwiedzącemu?” Grzegorza Janusza. Znam tego autora z dawnych numerów NF. Jest to specjalista od krótkich, absurdalnych historyjek, pisanych lekko i z humorem.
Z książek SF czytam obecnie “Planetę małp” francuskiego autora Pierre Boulle. Słynna planeta małp znajdowała się w układzie odległej Betelgezy dobrze widocznej na nocnym niebie, w konstelacji Oriona.
Małpy na planecie Soror przeprowadzają eksperymenty na ludziach, tak jak my eksperymentowaliśmy na nich na Ziemi.
Dzięki teorii ewolucji Darwina i prehistorycznym znaleziskom, wiemy już na pewno, że pochodzimy od małp.
Czy inteligencja daje nam prawo pogardzania innymi gatunkami?
Co by się stało, gdybyśmy nie byli dominującym gatunkiem na planecie lub w kosmosie?
Spodobała mi się powieść Michała Kłodawskiego “Bóg zero jeden”. To powrót do ambitniejszej fantastyki kosmicznej, opartej na nauce (astrofizyce).
Czym jest boskość, wyższą od ludzkiej inteligencją z odległego kosmosu? Jakie są granice wiedzy i rozumu? Czy wszechpotężne istoty są moralne? Jak będzie wyglądała nasza wiara religijna w erze podboju dalekiego kosmosu, podróży do innych układów gwiezdnych, do innych cywilizacji? Czy będzie miała jeszcze jakiś sens?
Przyszłość nadal rodzi wiele trudnych pytań.
TAM, GDZIE ZMROK ZAPADA SZYBCIEJ Wojciech Chmielarz:
Fragment. Szkoda, ze to nie nowy Sapkowski, czy Wegner…
Dla mnie trochę chaotycznie, absurdalnie. Psuje to wiarygodność postaci, a co za tym idzie dramatyczne wydarzenia nie poruszają. Zakończenie fragmentu ratuje trochę sytuację, ale nie tłumaczy naiwnych zachowań Tamary i Szweda.
To tylko fragment, więc trudno merytorycznie ocenić fabułę. Na razie nie porwało.
JAK ZROBIĆ NIESPODZIANKĘ WSZECHWIEDZĄCEMU Grzegorz Janusz:
Nie lubię szortów. A tu ich zatrzęsienie!
O dziwo, kilka uważam za interesujące i udane. Część jest czysto rzemieślniczą robotą i jest kilka po prostu słabych.
Zbiór wyjątkowo nierówny.
KALIJUGA. PROJEKT „SZIWA” Henry Lion Oldi:
Nigdy nie byłem fanem serii tych opowiadań. O ile dwa poprzednie potrafiły momentami zaciekawić, tak tutaj mamy do czynienia z tak mocno odgrzewanym kotletem, że ten spalił się już na czarno i nijak jeść tego się nie da. Kontynuacja zupełnie niepotrzebna. Rozwleczona do niewyobrażalności. Ale ma to też pewną zaletę: to już koniec :)
PAŁAC ZAKRZYWIONEGO ZWIERCIADŁA Momir Iseni:
Początkowo obawiałem się, że będzie to jakieś naiwne Young Adult, ale finał całkiem mnie oczarował. Wybaczam temu tekstowi wiele, bo końcówka jest po prostu świetna. Mógłbym się czepiać o wiele rzeczy, ale czyta się to lekko i przymknę oko na niepotrzebne dłużyzny.
Tekst numeru!
Ilustracja numeru (w końcu jest z czego wybierać): Joanna Strelnik strona 43.
Pozdrawiam!
"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49
Tam, gdzie mrok zapada szybciej: Ciekawy fragment powieści – dużo się dzieje, wartka akcja. Po książkę pewnie nie sięgnę, ale ten tekst działa również jako samodzielne opowiadanie, także spokojnie można przeczytać.
Jak zrobić niespodziankę wszechwiedzącemu: Zbiór niepowiązanych ze sobą mikroopowiadań. Kilka miało całkiem niezłe puenty, ale zdecydowana większość słaba lub nudna.
Kalijuga. Projekt “Sziwa”: Całkiem przyzwoite domknięcie trylogii. Choć dało się to zamknąć w mniejszej ilości stron.
Pałac zakrzywionego zwierciadła: To opowiadanie mnie zaciekawiło (prawie) od samego początku i czekałem tylko co będzie dalej. Co prawda zakończenie nie jest jakieś wybitne, czy mega kreatywne, ale całość jest na tyle dobra, że dostaje ode mnie znaczek “Tekst numeru”.
Spośród innych tekstów w numerze mam uwagi do wywiadu z D.Robertsonem – no, nie wyszło. Jakkolwiek lubię słuchać monologów Juliana na YT, to w tym wywiadzie niestety widać jego całkowity brak dziennikarskiego warsztatu. Rozmowa jest bardzo chaotyczna, pełna nieistotnych dygresji – bardziej przypomina rozmowę kumpli przy kawie, niż prawdziwy wywiad. No a nie tego oczekuję po wywiadzie w poważnym czasopiśmie.