PROZA
“O czym szumi mrok” Wojciecha Zembatego – dla mnie: na plus ciekawe łamanie stereotypu elfów i krasnoludów, zakorzenionego w posttolkienowskiej fantastyce, niejednoznaczny główny bohater (ale przez to zyskał moją sympatię bardzo, do kluczowej sceny ujawniającej ten fakt, czyli jakieś 2/3 historii, czytałem zupełnie bez zaangażowania). Na minus – finał miał być zaskakujący? Na litość… W sensie dla mnie było oczywiste, że coś w ten deseń musiało nastąpić po tylu latach pod ziemią, zresztą wskazywały na to opisy i aż dziw bierze, że krasnolud sam tego nie był świadomy…
“Kumple Zbawiciela” Pawła Dantycha – sympatyczne, ale bardzo grubą kreską narysowane. Motywacja dziadka z jednej strony wiarygodna, z drugiej niepogłębiona – miałem wrażenie ślizgania się po wierzchu całego zjawiska. No i tego pomysłu już raczej sam nie użyję ;-) Czyli takie letnie wrażenie z tekstu przeczytanego bez bólu, najbardziej spodobał mi się motyw “sprzedania” własnego krewnego i czyszczenia danych po nim – aż szkoda, że tutaj nie było nic więcej, z kilku perspektyw…
“Zmierzch nad Golgotą. Moralitet.” Sebastiana Wójcika przypadł mi najbardziej do gustu z prozy polskiej. Prosty, nie kombinujący, osadzony w niderlandzkich klimatach XVII wieku. Zły uczynek spotyka się ze srogą karą, co karmi podstawową potrzebę czytelnika bardzo dobrze ;-) A pod spodem dość przewrotny pomysł, by sztukę sakralną rzeźbić w najświętszym z materiałów, na granicy bluźnierstwa.
“TERAZ TAK BĘDZIE JUŻ ZAWSZE” Mike Gelprin – niezłe, ale jak już Staruch wspomniał, budzi dużo skojarzeń. W każdym razie, Gelprin nie zawodzi w temacie wiecznego czyśćca.
“DZIŚ JESTEM PAULEM” Martin L. Shoemaker – ciekawy temat, fajnie pokazany ale… strasznie ckliwie. Tak naprawdę gdyby nie finalne zachowanie rodziny wobec androida, taka czysto ludzka mieszanka wdzięczności, egoizmu, uciszania wyrzutów sumienia, pragmatyzmu, która nadaje w mojej opinii pewną moc tekstowi, mielibyśmy o taki wyciskacz łez.
NASZA PANI CZARNOBYLSKA. Greg Egan – fajny kryminał, słaby finał. Przez kilka wzmianek technicznych czuć wyraźnie, że to tekst z lat ‘90 (ot, choćby “szerokopasmowe ISDN"). Czyli pełne zaciekawienie, interesujące rozwiązanie zagadki i … rozczarowanie w finale.
W tym miesiącu cała publicystyka poza wywiadem ze Zbigniewem Rybczyńskim podobała mi się. Najbardziej artykuł o oksydanie (po “monotlenku diwodoru” wiedziałem, o jaką substancję chodzi :-) ), obrazujący pięknie jaki jest mechanizm manipulacji 'ciemnymi masami’ (tak, tak – nami. Mną, tobą, nią…) przy stosunkowo niewielkim nakładzie sił, jak umiejętność analizowania i oceniania otrzyywanych informacji zanika/jest wykorzeniana.
Artykuł o cosplayu ciekawy (zjawisko znam, oglądam z uśmiechem na obrazkach – kiedyś się LARPowało ;-) ).
Dzięki za “Dziedzictwo zakazanej planety” – strasznie lubię takie perełki z archiwów, dobrze odkopane i opisane ;-)
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)