Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 04/16

Andrzej Kaczmarczyk

DZIEDZICTWO ZAKAZANEJ PLANETY

 

W tym roku wypada bardzo ważna dla fanów fantastyki naukowej rocznica – 50-lecie „Star Treka”. Nie jest to jedyny tegoroczny jubileusz – pół roku wcześniej wypadają 60. urodziny kultowej, lecz przez szeroką publiczność nieco już zapomnianej, „Zakazanej planety”.

 

Joanna Wołyńska

NA TROPACH COSPLAYU

 

Cosplay (skrót od costume play) – aktywność polegająca na przebieraniu się za konkretną postać z filmu, komiksu bądź gry komputerowej, często związana nie tylko z odwzorowaniem kostiumu, ale też sposobu poruszania się, mimiki czy tonu głosu.

 

Bartłomiej Urbański

TEN ZABÓJCZY OKSYDAN

 

Oksydan, zwany również monotlenkiem diwodoru (ang. „dihydrogen monoxide”, w skrócie DHMO) jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych związków chemicznych na naszej planecie. Zagrożenie związane z tą substancją znane jest naukowcom od bardzo dawna, a jednak nie podejmuje się praktycznie żadnych działań, aby rozwiązać problem.

 

Ponadto w numerze:

– druga część wywiadu ze zdobywcą Oskara, Zbigniewem Rybczyńskim;

– opowiadania m.in. Grega Egana i Wojciecha Zembatego;

– wyniki plebiscytu Nagrody Czytelników "NF" 2015;

– nominacje do Nagród "Nowej Fantastyki";

– felietony, konkursy i inne stałe atrakcje.

Komentarze

obserwuj

Widziałem “Zakazaną planetę” parę lat temu, to niesamowite jak dobrze się trzyma po tak długim czasie. Efekty nie rażą, a Robbie Robot ma swój urok. Chętnie przeczytam artykuł :)

Niestety święta nie będą NOWOFANTASTYCZNE, ponieważ prenumerata jeszcze nie zawitała u mnie.

Przeczytane ekspresowo!

Wrażenia – podoba mi się, że każde z polskich opowiadań jest z „innej parafii” (fantasy, cyberpunk, horror). Jak dla mnie najlepsze „Zmierzch nad Golgotą” Wójcika – za klimat i realia renesansowych Niderlandów. Poza tym jak dziecko lubię, kiedy zło zostaje ukarane smiley. „O czym szumi mrok” Zembatego – fantasy może i niesztampowe, ale… miecz, smok, wybrańcy to nie moje klimaty. Fajnym „Kumplom Zbawiciela” Dantycha przeszkadza dość mocno eksploatowany ostatnio temat, czyli maksymalnie upraszczając – „cyfrowe dusze”. Choćby niedawno podjęty przez PsychoFisha w NF (chyba lepiej).

Zagraniczne – tu Egan to mój faworyt numeru. Historia detektywistyczna (w stylu Ludluma czy MacLeana) podszyta metafizyką. Dobre, bo nieoczywiste. „Teraz tak już będzie zawsze” Gelprina kojarzy mi się z „Karą większą” Huberatha czy „To wrażenie można nazwać tylko po francusku” Kinga. I o ile rozumiem wydźwięk opowiadania, to nagromadzenie obrzydliwości jest tu dla mnie minusem. Ja wiem, że to uzasadnione fabularnie, ale jednak… No i „Dziś jestem Paulem” Shoemakera. Dla mnie ckliwe i melodramatyczne. I to ma być kandydat do Nebuli?

Publicystyka. Tutaj średnio nadzwyczaj. W temacie globalnego ocieplenia – żadne obostrzenia nie pomogą, jeśli redukcją emisji zainteresowane są tylko USA i Europa (i to czy tylko z pobudek ekologicznych, a nie z chęci eksportu „zielonych technologii”?). Biedacy po prostu palą czym taniej. Ale to temat na dłuższą dyskusję. „Zakazana planeta” zacna, a jakże, cosplay to nie mój zakres zainteresowań (ale dorabianie filozofii do przebierania się? Nie wiedziałem że to ma takie głębokie podłoże wink). Rybczyński podejmuje fajne tematy, ale skacze po nich jak konik polny. Jest o wszystkim i niczym.

Błędy – się korekta wzięła do roboty. Trzy literówki (i to błahe – m. in. „ę” bez ogonka, duża litera po dwukropku), dwa powtórzenia – „przez (..) przez” i „nie (…) nie” gdzieś w tekście. Dwa babolki poważniejsze – w felietonie Parowskiego „(…)w wywiadzie dla Tomaszowa Fiałkowskiego(…)” i w tytule recenzji „Długia Utopia”.

Tyle na dziś – czytało się fajnie i szybko, czego i Wam życzę!

Miejsce na Twoją reklamę!

W recenzji “Długiej Utopii” zakradł się dużo poważniejszy babol, który jeszcze będę prostował w majowym numerze. Nie wiem, jak do tego doszło, bo w oryginalnym pliku było wszystko OK, ale w numerze jest podana niewłaściwa osoba jako recezent: tę recenzję pisała Asia Kułakowska, a nie ja.

“Dziś jestem Paulem” jest po prostu świetne. Ależ mi się podoba. blush

Egan dobry ( i wyjątkowo łatwy w odbiorze ;) ). Moralitet Wójcika znakomity. Niepokojący od samego początku do ostatniego zdania. 

 

Jeszcze jedna sprawa. Wydaje mi się,  czy grono rysowników powiększyło się o Kasię Kasjanowicz? Mam dobre oko, czy może zwiodła mnie pamięć? 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dobre oko. :)

Na mnie większe wrażenie zrobił moralitet Gelprina; zapadająca wizja; trochę babrania się we flakach i zepsuciu, ale nie o to w gruncie rzeczy chodzi, tylko o – no właśnie – uderzające ładnym kontrapunktem przesłanie. Moralitet Sebastiana Wójcika (uradowańczyka?) też się jednak wyróżnia (stylem, klimatem późnobarokowych Niderlandów) jak najbardziej in plus. Plus idzie ode mnie także do Pawła Dantycha za “Kumpli Zbawiciela”, zgrabne, treściwe i niegłupie sf; jeszcze ze szczyptą humoru. Uważam, że świetne jest opowiadanie Zembatego, osadzone w podziemiach pełnych smutnych krasnoludów, różnego plugastwa, płynącej lawy i zimnego piękna (kontrasty, ładne opisy); intrygujący od początku bohater, potem dynamiczny duet, wcale niebanalny; akcja umiejętnie poprowadzona, wciągająca, ze zwrotami; po wierzchu niby róża, imię to samo, pachnie jednak inaczej (odświeżająco). Podobnie jak Blackburnowi podobało mi się “Dziś jestem Paulem”, tekst przywodzi na myśl niektóre robotyczne klimaty z Asimova. Jedynie po Eganie spodziewałem się czegoś więcej, co wcale nie znaczy, że jego opowiadanie jest złe.

 

Publicystyka również na poziomie. Wychodzi, że tym razem podobało mi się wszystko :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Przychodzę kupić do sklepu a tu nie ma, musze lecieć do empiku tak powinien być chyba co ?

Już wszystko wyprzedane :)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Powinien. A u siebie w sklepie/kiosku poproś sprzedawcę, żeby następnym razem magazyn zamówił. Dystrybucja to u nas temat-rzeka – w praktyce okazuje się, że najlepiej w jego rozwiązaniu pomagają właśnie takie akcje oddolne, czyli zmobilizowanie sprzedawców w "swoich" punktach sprzedaży.

 

Czy to normalne, że jeszcze nie mam swojego egzemplarza w prenumeracie?

Zupełnie nienormalne. Prenumerata jest wysyłana dzień przed wypuszczeniem numeru na rynek.

Do mnie też jeszcze prenumerata nie dotarła. Cuda, panie.

Wszystkie tego typu przypadki trzeba zgłaszać na adres prenumerata@proszynskimedia.pl. Jest to rzecz, na którą redakcja nie ma wpływu, ale być może ze strony wydawnictwa jakiś nacisk pomoże, aby uniknąć podobnych sytuacji.

Przepraszam, ale chyba nie załapałem:

 

„Zmierzch nad Golgotą” Wójcika

 

UWAGA SPOILER

 

Ona własnego ojca na krzyżu nie poznała?

A mi się spodobała ta puenta. Dobra analogia, właśnie do Golgoty, gdzie tylko garstka rozpoznała w ukrzyżowany mężczyźnie Syna Bożego. 

Kryje się tu i bardziej dosadne przesłanie, by nie kupczyć religią, bo traci ona ducha. Bo wtedy w krzyżu dostrzegamy tylko przedmiot, a w przybitym do niego mężczyźnie, tylko rzeźbę. 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

A ja chętnie podzieliłbym się wrażeniami, lecz NF 04/2016 w wersji .mobi mi się nie otwiera na czytniku (pierwszy raz mam taki kłopot z tą księgarnią internetową – jeśli wina leży po stronie księgarni), więc nie mam jak czytać.

To jeszcze, Sirinie, napisz gdzie kupiłeś – Jerzy puszcza dalej takie informacje.

 

Swego czasu wyjasnialiśmy różne błędy w mobi z pania Zuzanną, odpowiedzialną za e-skład – wyszło, że spora ich ilość wynika z dodawania przez księgarnie swoich zabezpieczeń. Ze smutkiem i cieżkim sercem, ale zacząłem kupować online u Prószyńskiego i wszystkie problemy jak ręką odjął (tamta wersja pliku jest ok).

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kupiłem w ebookpoint – napisałem już do nich reklamacje (cały ból, że z opóźnieniem będę mógł przeczytać, no, chyba że pomęczę .pdf). Krzepiąca informacja, że problem jest “znajdywalny”.

Zleją cię i będą twierdzić, że u nich wszystko działa – przerabiałem to ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie zlali, szukają problemu. A poza tym zgranie “zdalne”, a nie przez kabel pomogło. Otwiera mi się plik, ale teraz pytanie dla tych, którzy czytają na kindlach. Dotychczasowe numery miał bardzo ładny spis treści z podziałem na artykuły (i podglądem na wszystko), jednym kliknięciem można było “przeskoczyć” do następnego artykułu/opowiadania. W aktualnym numerze mi to zniknęło (razem z okładką ebooka). Wina księgarni czy po prostu ten numery .mobi teraz tak wyglądają? (ostatnio ebook kupowałem w styczniu, a czytałem papierową NF)

Chyba księgarnia. Brzmi jak rozwalona struktura linków po dodaniu zabezpieczenia.

W razie wątpliwości pisz na priv, mam numer kwietniowy mobi ze źródła – jeszcze na Kindle’u nie otwierałem, ale możemy porównać (via dropbox)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na Kindle mobi zakupione w siedzibie zua (wydawcy) dziala dobrze, struktura ok.

 

Ksiegarnia rozwaliła, niestety, najpewniej wrzucając znak wodny/zabezpieczenie.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gelprin – dobry, reszta nieco słabiej.

Egan – wspomnę tylko, bezpośrednie trafienie na osobnika odpowiedzialnego za zamieszanie przypomina mi niestety królika z kapelusza. Najsłabsze z opowiadań.

 

 

PROZA

“O czym szumi mrok” Wojciecha Zembatego – dla mnie: na plus ciekawe łamanie stereotypu elfów i krasnoludów, zakorzenionego w posttolkienowskiej fantastyce, niejednoznaczny główny bohater (ale przez to zyskał moją sympatię bardzo, do kluczowej sceny ujawniającej ten fakt, czyli jakieś 2/3 historii, czytałem zupełnie bez zaangażowania). Na minus – finał miał być zaskakujący? Na litość… W sensie dla mnie było oczywiste, że coś w ten deseń musiało nastąpić po tylu latach pod ziemią, zresztą wskazywały na to opisy i aż dziw bierze, że krasnolud sam tego nie był świadomy…

 

“Kumple Zbawiciela” Pawła Dantycha – sympatyczne, ale bardzo grubą kreską narysowane. Motywacja dziadka z jednej strony wiarygodna, z drugiej niepogłębiona – miałem wrażenie ślizgania się po wierzchu całego zjawiska. No i tego pomysłu już raczej sam nie użyję ;-) Czyli takie letnie wrażenie z tekstu przeczytanego bez bólu, najbardziej spodobał mi się motyw “sprzedania” własnego krewnego i czyszczenia danych po nim – aż szkoda, że tutaj nie było nic więcej, z kilku perspektyw…

 

“Zmierzch nad Golgotą. Moralitet.” Sebastiana Wójcika przypadł mi najbardziej do gustu z prozy polskiej. Prosty, nie kombinujący, osadzony w niderlandzkich klimatach XVII wieku. Zły uczynek spotyka się ze srogą karą, co karmi podstawową potrzebę czytelnika bardzo dobrze ;-) A pod spodem dość przewrotny pomysł, by sztukę sakralną rzeźbić w najświętszym z materiałów, na granicy bluźnierstwa.

 

 

“TERAZ TAK BĘDZIE JUŻ ZAWSZE” Mike Gelprin – niezłe, ale jak już Staruch wspomniał, budzi dużo skojarzeń. W każdym razie, Gelprin nie zawodzi w temacie wiecznego czyśćca.

 

“DZIŚ JESTEM PAULEM” Martin L. Shoemaker – ciekawy temat, fajnie pokazany ale… strasznie ckliwie. Tak naprawdę gdyby nie finalne zachowanie rodziny wobec androida, taka czysto ludzka mieszanka wdzięczności, egoizmu, uciszania wyrzutów sumienia, pragmatyzmu, która nadaje w mojej opinii pewną moc tekstowi, mielibyśmy o taki wyciskacz łez.

 

NASZA PANI CZARNOBYLSKA. Greg Egan – fajny kryminał, słaby finał. Przez kilka wzmianek technicznych czuć wyraźnie, że to tekst z lat ‘90 (ot, choćby “szerokopasmowe ISDN"). Czyli pełne zaciekawienie, interesujące rozwiązanie zagadki i … rozczarowanie w finale.

 

 

 

W tym miesiącu cała publicystyka poza wywiadem ze Zbigniewem Rybczyńskim podobała mi się. Najbardziej artykuł o oksydanie (po “monotlenku diwodoru” wiedziałem, o jaką substancję chodzi :-) ), obrazujący pięknie jaki jest mechanizm manipulacji 'ciemnymi masami’ (tak, tak – nami. Mną, tobą, nią…) przy stosunkowo niewielkim nakładzie sił, jak umiejętność analizowania i oceniania otrzyywanych informacji zanika/jest wykorzeniana.

Artykuł o cosplayu ciekawy (zjawisko znam, oglądam z uśmiechem na obrazkach – kiedyś się LARPowało ;-) ).

 

Dzięki za “Dziedzictwo zakazanej planety” – strasznie lubię takie perełki z archiwów, dobrze odkopane i opisane ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wrócę do Dziś jestem Paulem. Słyszałem, że Erika Mitchell pracuje nad powieścią 50 twarzy androida Greya, żeby zawojować rynek fantastyczny. W zasadzie dużo pracy mieć nie będzie. Nazwie Greya androidem i już nominacja do Nebula, Hugo i Oskara gotowa.

Bardzo dobre zestawienie opowiadań w tym miesiącu i idealny remis pomiędzy prozą polską i zagraniczną dla mnie. Wszystkie sześć tekstów trzymało poziom.

 

“Zmierz na Golgotą” mocne, świetne z zapadającym w pamięci zakończeniem. (To naprawdę Uradowańczyk? Jeśli tak, to gratulacje i szacunek.) “Teraz tak już będzie zawsze” ex aequo pierwsze miejsce, właściwie z takich samych powodów.

 

“Nasza Pani Czarnogórska” – bardzo wciągająca historia śledztwa z niewielką ilością fantastyki. Jak na Egana bardzo przystępnie. Wizja roku 2013 z roku 1995 interesująca. “O czym szumi mrok” kupił mnie interesującą kreacją świata, ogólnie dobra historia.

 

“Kumple zbawiciela” całkiem przyjemne. “Dziś jestem Paulem” dość ckliwie, ale spodobało mi się słodko-gorzkie zakończenie, takie jakie lubię.

Psycho, cieszę się, że artykuł o oksydanie przypadł do gustu :)

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

Kiedyś o tym dyskutowaliśmy, prawda? Przy okazji szczepionek.

Udany artykuł, szczególnie o apelacji w Nowej Zelandii :-) i dotyka ważnego tematu – aż się prosi o kontynuację… :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z publicystyki faktycznie największym plusem artykuł o monotlenku wodoru :) Bardzo spodobała mi się konstrukcja, wciągnięcie w temat. Natomiast z tego działu na minus (zresztą tak jak w poprzednim numerze) wywiad “Język przyszłości”. Nie podeszło w marcowej, nie podeszło teraz.

Po prozie polskiej ogólnie mam dobre wrażenia:

O czym szumi mrok – po kilkunastu akapitach ominąłem, zorientowałem się po krasnoludach i im podobnych, że to nie moja bajka.

Kumple zbawiciela – bardzo mnie wciągnęło. Podobało się bardzo, ale z drugiej strony listopadowe opowiadanie Rybińskiego – “Zapalę ci znicz” – miało więcej intrygujących elementów. No i… podobne. Mimo wszystko daję 8/10

Zmierzch nad Golgotą – bardzo spodobał mi się klimat i przedstawienie Niderlandów. 8.5/10

W prozie zagranicznej niestety słabiej.

Teraz tak będzie już zawsze – wymęczyłem strasznie… coś w tym stylu było takiego, że nie mogłem się skoncentrować nad tekstem. 3/10

Dziś jestem Paulem – intrygująco, choć styl do końca mi nie pasował… trochę (nawet trochę bardzo) gubiło to ładunek emocjonalny. Może to kwestia tłumaczenia. Niemniej bardzo ciekawe spojrzenie na fantastykę. Takie… świeże. Gdzie można przeczytać to chińskie opowiadanie, o którym wspinał w notce pod opowiadaniem MZ? 7/10

Nasza pani czarnobylska – to ostatnie chyba opowiadanie Egana, jakie przeczytałem, a raczej w siebie wmusiłem. Kompletnie nie podchodzi mi w krótkiej formie… Co prawda mam na półce “Diasporę” (czyli szansę do przekonania się do eganowskiej długiej formy), ale obawiam się tej książki. 2/10

Po przeczytaniu kwietniowej NF zacząłem się zastanawiać dlaczego nie zafascynował mnie tak fascynujący temat jak: człowiek uwięziony w pętli czasowej. Być może dlatego, że czytałem ongiś podobne opowiadanie Philipa Dicka o trzech gościach, którzy też wpadli w pętlę czasową. W tekście M. Gelprina są oczywiście poruszone inne wątki. Dla mnie najważniejszy i najciekawszy to moralność człowieka w potrzasku podobnych wydarzeń, wybierający w obliczu nieuniknionego pomiędzy własną wygodą, a komfortem (cierpieniem) innych (to oczywiście moje subiektywne odczucie).

Autor jednak nie rozprawił się tu z paroma kwestiami tj. np. pamięci, która nie jest kasowana. Wszystkie inne komórki odradzają się na nowo, zapominając o ranach jakie odniosły w poprzednich cyklach, ale jedynie komórki mózgowe noszą w sobie ciężar popełnionych czynów. Irytujące – nie dlatego że tak nie może być, fantazja moim zdaniem nie powinna mieć granic – ale dlatego że oczywistym dla autora jest, że tak ma być i basta, bez żadnych tłumaczeń.

Fajnie jest napisać "Dzień Świstaka" na nowo, to zawsze fascynuje (szczególnie w wersji "hardcore"), ale bez świeżego powiewu i nowych pomysłów temat staje się dla mnie klasyką. Fajnie wrócić, ale nie jest to opowiadanie z kategorii "niezapomnianych".

 

Zastanawiam się też dlaczego zafascynowało mnie opowiadanie "Dziś jestem Paulem". Autor (programista) dość jasno zdefiniował i opisał siły, które rządzą pewną istotą. Niesamowite jest to, że pomiędzy odgrywanymi rolami rodzi się pewien "nikt", chociaż nikt mu nie kazał być sobą. Mało w tej istocie jest miejsca dla niej samej, ale jakaś dramatycznie mała cząstka jednak wyłania się. Chyba tak się czasem czuję i myślę że wielu ludzi obarczonych wieloma obowiązkami też się tak czuje (mam na myśli np. tych po prostu pracujących i wychowujących dzieci).

Nie tylko o uczucia tu jednak chodzi, bo opowiadanie to byłoby ckliwym obrazkiem z gatunku obyczajówek. Android emulujący zachowania innych to uproszczony model człowieka. Obserwacja takiej istoty daje refleksję nad siłami, które rządzą człowiekiem.

Dlatego uważam że ten tekst jest genialny.

 

Zmierzch nad Golgotą jest po prostu świetnie napisany i nawet zabawny czasem. Podziwiam tu lekkość opowiadania historii i operowania słowem, pomimo że pomysł, że się tak wyrażę, niezbyt świeży (może niefrasobliwie, ale wrzuciłbym do gatunku: "Pachnidło. Historia pewnego mordercy").

 

Natomiast pierwsze opowiadanie (”O czym szumi mrok”) trzyma klimat ale zabiło mnie puentą.

 Cokolwiek to znaczy, czuję się wyciągnięty ze świata fantazji do szarego błota rzeczywistości.

 

O reszcie nie napiszę, bo widzę że i tak spóźniam się z recenzją. Dzięki za kolejną porcję ciekawych tekstów.

Psycho, rzeczywiście rozmawialiśmy trochę przy okazji szczepionek :)

Mnie też rozwalili politycy z Nowej Zelandii, zwłaszcza że za każdym razem dostało się innej partii. Do tego zawieszenie prezenterów radiowych w USA i nazywanie żartu „aktem terrorystycznym”.

Co do kontynuacji, to akurat odnośnie sprawy oksydanu napisałem wszystko, co warto wiedzieć, natomiast na temat różnego podejścia do wyników badań naukowych, przekłamań, manipulowania faktami itp. mogę pisać i pisać, bo przykładów nie brakuje. Jakiś czas temu w Fahrenheitcie pisałem o naciąganiu faktów przez dziennikarzy popularnonaukowych – na przykładach i pokazując jak szybko takie bzdury roznoszą się m.in. po serwisach informacyjnych.

Poza tym kończę opowiadanie w tym klimacie :)

 

Sirin, fajnie, że Tobie też się podobało.

Po takich recenzjach aż chce się pisać :)

 

I oczywiście zapraszam do numeru majowego, gdzie w mniej żartobliwym tonie, ale równie ciekawe rzeczy m.in. o tym jak przed katastrofą w Czelabińsku naukowcy lekceważyli takie małe obiekty.

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

Nowa Fantastyka