No to tak: mnie się bardzo artykuły o "Westworld" i Lemie. Można narzekać, że lekko powierzchowne, ale to są 'przekrojówki', prezentacja tematu w ograniczonej objętości, główne tezy lub punkty. Też mnie czasem uwiera brak głębszego rozebrania zagadnienia na czynniki, ale to już wymaga eseju, względnie reportaż, częstszego cytowania źródeł… A więc 'przekrojówki' w październiku fajnie przybliżyły tematy, zaciekawiły :-) Tak, chętnie poczytałbym mini-cykl o Lemie, bo za leniwy jestem by samemu analizować i wyszukiwać wszystkie jego ślady na piśmie ;-)
Majster od Orion, jak to się stało, że się stało i zmajstrowało – też dobre, historia pracy i zbiegów okoliczności oraz smykalki do interesów.
Ziębiński, imo, narzeka na wyrost. Rozrywka to rozrywka, a dzisiejszego świata przesadzonego marketingu w momencie, gdy wyje "naj! Arcy! Wszech!" chyba nikt rozsądny nie weźmie na serio. Inną sprawą jest obecność w mediach, sztuczne wytwarzanie trendów wokół chłamu… Tu poprę.
Watts ciekawie i znów o grze komputerowej – taki numer…
Z prozą też mam w październiku kłopot. "Inkaust", efekciarski i przygodowy, mimo wyżej wspomnianych błędów, zwyczajnie sprawił mi przyjemność. Rozrywka jest, ciekawa scenografia dookoła jest, klimat rodem z kolonialnej Afryki XIX wieku, z jej białymi plamami na mapie – jest.
Ale "Depcząc milenia" to chyba bardziej wypracowanie z tezą niż opowiadanie. Ustępy z mamutem, Słowianami, krzyżowcem – podtrzymywały ciekawość. Po fragmencie z pierwszym kontaktem odniosłem wrażenie, że trochę siadło; ludzie jak bogowie i wieczność oraz wszechwiedza jako flaki z olejem można chyba było podać krócej; końcówka wydała mi się nadmiernie rozwleczona, szczególnie, że było widać, do czego zmierza tekst… Więc chyba moje główne rozczarowanie to brak ciekawego twista w finale.
Głód kamieni – interesujące uniwersum, ale więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, ewidentnie opowieść mająca za zadanie zachęcić do sięgnięcia po książkę. Robi to całkiem nieźle, choć to wkurza
Kamienna modlitwa – egzotyczne, z ciekawym pomysłem głównym, słowa jak kamienie, bogowie złośliwi jak dżiny, względnie jak dobrze opłaceni prawnicy lub bezduszni jak automaty. Jak wyżej, zachęcacz do książki
Z powyższymi zachęcaczami mam taki problem: odchodzę od nich z podrażnionym apetytem na więcej, ale i zirytowany, nieusatysfakcjonowany. Fabuła jest w nich pretekstem do pokazania ciekawego świata, ale nie pojawia się zbyt wiele na jego temat… Bardziej dotyczy to "Głodu kamieni" bo "Kamienna modlitwa" przynajmniej dostarcza pewnych wyjaśnień w finale, choć też tylko minimum niezbędne by zamknąć opowieść. A złość rośnie: mignęlo mi przed nosem coś interesującego, ale nie mam czasu, by samemu szukać reszty, gonić jej, więc jako czytelnik opowiadania czuję się oszukany.
Z kolei miedzystanowe cośtam, jakiś miks "Dzikości serca" z "Urodzonymi mordercami", czytało mi się fatalnie. Narracja napakowana sztucznie plastycznymi opisami, nieco udziwniona… Ja rozumiem, jakoś wpływ używek, neurotyczność, psychopatyczne obsesje trzeba pokazać, ale forma i treść (przypominająca momentami strumień świadomości, z dużą ilością metaforycznych opisów) mnie dobiły. Nie dowiedziałem się, skąd się wzięła osobliwa relacja sióstr (co w sumie ciekawiło mnie, bo miałem nadzieję, że to nie będzie standardowe złamane dzieciństwo), co je pchnęło do takiego życia (jw.), co teraz będzie… Jeżeli ktoś nie jest fanem estetyki z wspomnianych na początku filmów, to może sobie spokojnie darować morderczą balladę. Miim zdaniem nie dostanie od niej nic nowego, a lektura może być rozczarowująco męcząca.
W sumie to w tym numerze chyba publicystyka wypadła nieco lepiej niż proza. Szok ;-) I de gustibus.
"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)