Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 01/17

Andrzej Kaczmarczyk

SPECE OD BRUDNEJ ROBOTY

 

Podobno żadna praca nie hańbi. Jest jednak kilka zawodów, które zadają kłam temu powiedzeniu, a zabójca na zlecenie powinien znajdować się w czołówce listy. Popkulturze i jej odbiorcom nie przeszkadza to jednak być ze wszelkiej maści skrytobójcami w znakomitej komitywie.

 

Joanna Wołyńska

ORSON WELLES – LEGENDY CZY WIADOMOŚCI?

 

30 października 1938 w Stanach Zjednoczonych wylądowali Marsjanie.

Dokładniej rzecz biorąc uczynili to w Grover’s Mill w New Jersey, niewielkim sennym miasteczku. Ponieważ kilka dni wcześniej zaobserwowano na Marsie niezwykłe wybuchy, na miejscu upadku „meteorytu” pojawili się gapie, profesor astronomii Richard Pierson oraz dziennikarz z nowojorskiej rozgłośni, nadający na żywo do studia.

 

Radosław Pisula

FILMOWE WYSPY DOKTORA MOREAU

 

„Wyspa doktora Moreau” to kwintesencja Herberta George’a Wellsa. Łączy jego ciekawość związaną z granicami i zasadami nauki, wykształcenie akademickie w zakresie biologii oraz fascynację ludzką moralnością i humanizmem.

 

Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

DEMONY RUCHU Z LAMUSA

 

Latem 1808 roku londyńczycy tłumnie odwiedzali nową atrakcję – „cyrk parowy”, gdzie po torach ułożonych w kółko jeździła parowa lokomotywa o wdzięcznej nazwie „Złap mnie kto potrafi”.

 

Ponadto w numerze:

– wywiad z N.K. Jemisin

– opowiadania m.in. Kena Liu i Laviego Tidhara

– plebiscyt Nagrody Czytelników NF 2016

– nowa promocja prenumeraty

– felietony, recenzje i inne stałe atrakcje

Komentarze

obserwuj

Właśnie skończyłam lekturę opowiadań. Notka może zawierać spojlery, w szczególności zdradza zakończenie tekstu Tidhara, więc jak ktoś nie czytał numeru, to ostrożnie :P

 

“Rozmiażdżą wszystkie jego kości” – w notce przeczytałam, że “fantasy jakich niewiele na półkach” i po lekturze stwierdzam: i całe szczęście. O rany, jakie to było nudne. Historia opowiadana z trzech punktów widzenia, tyle, że zupełnie nie wzbudziła emocji. Z żadnego punktu. Podchodziłam chyba 3 razy, licząc, że może cośtam dalej jest fajnego – ale nie. Opowieść o kapłanach jakiegoś kultu i ich drodze, z czego ani jedno ani drugie nie obeszło mnie bardziej niż zeszłoroczny śnieg. Tak, wiem, że gdzieśtam jest jeszcze jakieś Mądre Przesłanie, ale tekst mnie wynudził do tego stopnia, że nie mam sił go wyłuskiwać.

 

“Lekcja samotności” – pisałam już w wątku o konkursie wiedźmińskim – dobre. Podobało mi się bardziej niż ‘grand prix’. Tu autor poszedł ten krok dalej i nie trzymał się kurczowo postaci Geralta, a mimo to w opowiadaniu czuć wiedźmiński klimat. No i ładnie wykorzystany świat. I ciekawie zarysowane postacie. I twist na koniec i przesłanie. No. Naprawdę fajne :)

 

“Szepty lasu” – z tym opowiadaniem mam problem. Napisane nieźle, widać, że autorka ma pojęcie o tym, co pisze, tyle że mam zdecydowany przesyt historii typu plemienne/słowiańskie fantasy (którego zresztą nigdy nie byłam targetem) i mnie nie wciągnęło. No i imię N’Hui przypomniało mi anegdotkę brydżową, jak to w turniejach uczestniczył obywatel Wietnamu imieniem Guy (wymowa: ‘huj’) i w analizie porozdaniowej, wyglądająca na wcielenie grzeczności i uprzejmości nastoletnia dziewczynka opowiada: ‘no i Guy wygrał te 3 kiery’. Mina starszych panów słuchających analizy – bezcenna.

 

“Pyłowy ogród” – no cóż, Liu umie pisać. Klasa sama w sobie. Nie dziwię się, że 11 jego tekstów znalazło się na łamach NF w przeciągu kilku lat (muszę nadrobić pozostałe) i chętnie sięgnę po więcej. Porządne sci-fi z bardzo nienachalną domieszką filozofii – to lubię.

 

“Ginący gatunek” – straszliwie rozwleczony tekst, a podstęp przejrzałam natychmiast. Nie widzę tu fantastyki, tej historii alternatywnej to równie dobrze mogłoby nie być. Brnęłam przez tę obyczajówkę i brnęłam aż dobrnęłam do zakończenia i mam wątpliwości, jak rozumieć przesłanie. Bo w sumie Gunther dał się lubić, a…

*

duży spoiler

*

*

*

*

Żyd go kropnął za niewinność. I średnio mi się chce wierzyć, że zamierzonym przesłaniem było ‘żydzi to sukinsyny’, bo tak właśnie odebrałam ten tekst.

*

*

*

*

*

*

*

 

Hej Bellatrix. Piszesz, że  aż 3 opowiadania fantasy? Aj, to chyba sobie daruję ten numer. No chyba że Ken Liu naprawdę dobry. No i wiele dobroci życzę w Nowym Roku wszystkim czytającym te słowa.

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Ken Liu – jak to Ken Liu – świetny, aczkolwiek jego tekst w porównaniu z Tidarem jest króciutki. Numer o tyle ciekawy, że aż dwóch portalowiczów w środku :) a tekst wiedźmiński Szlagiera mogę z czystym sumieniem polecić.

Z Nowym Rokiem dziarskim krokiem. Tak też w 2017 rok weszła z przytupem „Fantastyka”, a dokładnie jej numer styczniowy.

Poziomu grudniowego utrzymać się nie udało (czy to w ogóle mogłoby być możliwe?), ale jest lepiej niż dobrze.

Zacznijmy od opowiadań – „Rozmiażdżą wszystkie jego kości” Piotra Nesterowicza. Narodziny mitu w trzech wersjach – prawdziwej, upiększonej i oficjalnej. Gdyby nie zakończenie, może i byłoby najlepszym opowiadaniem numeru? A może zakończenia nie zrozumiałem i czekam na oświecenie?

„Lekcja samotności” Przemysława Gula. Hm, tutaj widać, jak trudne jest zadanie jurorów w konkursach literackich. Bo dla mnie jest to opowiadanie nawet lepsze niż „Kres cudów”. Może dlatego, że nie ma w nim wiedźmina i Jaskra, może dlatego, że przygody jakoś bardziej mnie wciągnęły. A i morał odpowiedni. Jedynie trochę potterowaty początek lekko skrzypi, ale za to jak smacznie jest opisany. Najlepsze opowiadanie numeru!

„Szepty lasu” Justyny Lech, czyli Mirabell. Dziecięciem będąc, czytywało się m.in. bajki narodów różnych (głównie Związku Radzieckiego, ale i bardziej egzotyczne się trafiały). I to jest taka „bajka z dżungli”. Sprawnie napisana, trochę w niej realizmu magicznego, trochę fantasy, trochę powiewu dzikości rodem z Fiedlera czy Cejrowskiego. Lekko się jednak mija z moim gustem, acz chylę czoła przed sprawnością autorki! Muszę tylko (ach, to wrodzone czepialstwo) zauważyć, że ani likaony, ani pawiany nie są zwierzętami zamieszkującymi dżungle.

„Pyłowy ogród” Kena Liu. Omal najlepszy kawałek numeru, Bo i solidne tło naukowe, i historia ciekawa… Jednak pomysł, że na daleką wyprawę kosmiczną posyła się kogoś tylko i wyłącznie dla tzw. pijaru, jakoś do mnie nie przemawia. Stąd i lekko niższa ocena niż „Lekcji samotności”.

I na koniec „Ginący gatunek” Lavie Tidara. Zaczęło się bardzo obiecująco, jak u Dicka czy może bardziej Harrisa („Vaterland”), nie przymierzając. Ale im dalej w las, tym więcej drzew. To jest nielogiczności i potknięć w fabule. Bo to i główny bohater przemierza nieomal wszystkie kręgi piekła okupacji, lekko tylko w głowę dostając. Bo to kobieta, której „twarz rozerwała kula”, powraca w następnym akapicie tak – „nieruchome, zimne ciało o zniszczonej twarzy”. Hm, „zniszczona twarz” to jak dla mnie twarz sterana, „po przejściach”, a nie rozwalona kulą (słowo to w takim sensie użyte zostaje później). Kuriozalne „myślałem, że nie żyję” wypowiadane przez nieprzytomnego człowieka, „pisarzyna filmów” (a któż to taki?), zgrzytające słówko „obadać”. No i po co ta Ulla pisała list do Sloama właściwie? Oraz gwóźdź do trumny, czyli zakończenie – całkowicie niewiarygodne, jak z „Inglorious Basterds” Tarantino. W sumie – wielkie rozczarowanie niestety.

W publicystyce – zaskoczył Watts. Opis narkotykowego „haju” na dwie strony – no, no. Nie wiem co prawda, co to ma wspólnego z fantastyką, ale niezwykle interesujące. I potwierdzające tezę – narkotyki są dla dorosłych i odpowiedzialnych (w miarę). Jak zwykle świetny Parowski (może by to „Przedmurze” przeczytać?). Kosik i Piskorski prawie o tym samym, reszta – ciekawie, bez błysku. Wyróżnia się artykuł o Wellesie, ale to może dlatego, że też oglądałem „The Night That Panicked America” i do teraz myślałem, że  to święta prawda. A to jednak g…, znaczy – inna prawda.

Wywody pani Jemisin mnie nie uwiodły, a pan Wielgosz z uporem maniaka twierdzi, że hipotezy (co prawda dobrze udokumentowane), są prawdą objawioną i niepodważalną. Hipotezy pozostają hipotezami, czyli dopuszczają możliwość własnej błędności. A już ten Kaczyński… no nic, spuśćmy na to zasłonę milczenia.

Literówek – 14, jeden większy babol – „na przeciwko” i nieznane mi słówko „czhał” (jest takie?) w śródtytule artykułu o pociągach.

I to by było na tyle!

 

PS. Jak zwykle – drobny druk rządzi smiley!

PS2. A konkursy gdzie?

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Uzewnętrznię się o publicystyce, bo opowiadania czytam w kratkę, a z nowego numeru to jeszcze nic.

Fajnie, że komuś dwustronicowe opowiastki Wattsa o kwasie wydały się interesujące, bo ja podciągnąłbym to pod kpinę – ani z tego coś wynikło, ani nie było interesujące. Dwie strony w plecy, no nic. Okładkowy tekst reklamowy jak zawsze bez emocji, ot, taki tam przegląd tygodnia, tekst o Wellesie rozciągnięty do granic przyzwoitości i z tego powodu raczej nudny (treści tam było może na jedną stronę), o dziwo podobał mi się kinowy przegląd tygodnia o wyspie doktora, choć za tematem raczej nie przepadam, także to na plus. Wielgosza nie czytam z powodów, które zgrabnie wyłożył mój przedmówca (facet, Wielgosz, nie przedmówca, robi chyba w bulwarówkach, a jeśli nie to ma do tego dryg – sensacja goni aferę), wywiad z tą panią, ech… no był, nie pamiętam wzruszeń towarzyszących lekturze. W kąciku seniora Parowski jak zawsze do siebie i o tym samym, ale bardzo lubię go czytać. To jak z Wałęsą – jak chłop nie siedzi już u steru to nie denerwuje, a czasem nawet coś niegłupiego mu się wyrwie (Wałęsie rzadziej, no dobra, prawie wcale). Z lamusa nie czytam przez te okropne miniaturki pary autorów, Kosik, jak na niego, tym razem nawet do rzeczy, Piskorski z zawzięciem godnym lepszej sprawy zarzyna swoją rubrykę. Serio, ten pomysł ma potencjał, ale realizacja w skali 1 do 1 (stronicowy felieton – jeden temat) prowadzi do tego, że albo tekst ledwie zbliża się do polizania tematu, albo jest, jak w tym miesiącu, o niczym. Na tym tle Orbitowski bryluje, ale on ma nieźle naostrzone pióro i nawet, gdy nie kryje się, że pisze felieton na odczepnego, lub zbytnio aferuje się filmem, który na to zasługuje (”Zejście” aż tak dobre? no proszę…) to czytam go z przyjemnością.

Słowo podsumowania? Brakuje mi felietonów tego faceta, który wyprowadzał swoją sukę (nie pamiętam nazwiska), zawsze czytałem z zainteresowaniem oraz tęsknię za cyklem Fantastyka na świecie – to było interesujące.

Robert Ziębiński ;-)

 

Suka rulez! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No właśnie, Ziębiński! Postuluję powrót tego pana na szacowne łamy NF!:)

A opowiadaniowo Ken Liu świetny. Przeciwnie niż Strauchowi, dla mnie pomysł zabierania w podróż, gdzie “liczy się każdy gram masy”, balastu w postaci zbędnego (podobno) członka załogi, jest właśnie tym, co w sf najciekawsze. Inspiracje naukowe to miły dodatek. No i napisane jest to świetnie.

Na razie po lekturze publicystyki. Na plus jak zwykle Orbitowski. Na minus artykuł Wielgosza, co do którego mam takie same odczucia jak Staruch. Drugie rozczarowanie to nie tyle wywiad z Jemisin, co mądrości którymi się w nim chciała podzielić. Jak ktoś nawet w wywiadzie do magazynu zajmującego się fantastyką musi przekazywać swoje przemyślenia  na tematy polityczne to skutecznie zniechęca mnie do sięgania po swoje książki i artykuły. No i: "[…]wolałabym, żeby była to realistyczna i prawdziwa średniowieczna Europa. To było super miejsce, podczas gdy większość książek fantasy opowiada o dziwnych społeczeństwach, w których nie ma zbyt wielu kobiet i nie widzisz tam ludzi o innych kolorach skóry". Może moja wiedza na temat średniowiecznej Europy nie jest wybitna, ale wydaje mi się, że ówczesna rola osób o innym kolorze skóry w Europie sprowadzała się do roli niewolnika ew. kupca, a po tym wywiadzie mam wrażenie, że jeżeliby autorzy w ten sposób obsadzali osoby o innym kolorze skóry to Jemisin odebrałaby to jako rasizm :)

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Felieton Roberta będzie w lutowym numerze. Przez ostatnie miesiące, co nie jest tajemnicą, autor miał urwanie głowy – teraz jest szansa, że z powrotem złapie rytm.

3 punkty– LEKCJA SAMOTNOŚCI, Przemysław Gul

2 punkty– SZEPTY LASU, Justyna Lech

1 punkt– PYŁOWY OGRÓD, Ken Liu

Zaskoczył mnie felieton pana Wielgosza. Od zawsze kupuję Fantastykę, zawsze ta lektura dawała mi chwilę luzu i pozwalała oderwać się od bieżących problemów.

A tu masz babo placek. Upolityczniona agitka z punktu widzenia konsumenta treści poprawnych politycznie. Ten facet powinien publikować w liberalnych mediach, a nie zatruwać swoimi głębokimi przemyśleniami czytelników.  Rozumiem, że każdy ma swoją wizję świata i przekonania, ale żeby tak nachalnie je przedstawiać, z kompletnym pominięciem faktów mogących świadczyć o błędnej interpretacji rzeczywistości przez autora? Dobrze, że gazeta jest w formie papierowej i nie można napisać pod artykułem komentarza. :)

“Coraz mocniej triumfuje anty-intelektualizm i i prawdopośrodkizm…” To jest spostrzeżenie autora czy politycznie poprawny bełkot? Litości, nie po to kupuję czasopismo literackie żeby czytać takie bzdety jakiegoś leminga!

No dobra zapędziłem się, uważam że niezależnie od światopoglądu i wyznawanych wartości fantastyka powinna być wolna od  polityki. 

Zgadzam się z przedmówcą. Też mi się nie spodobało umieszczenie politycznych treści w magazynie, szczególnie że kupiłem “Nową Fantastykę” pierwszy raz po długiej przerwie. Gdyby ktoś sięgnął po czasopismo w ogóle po raz pierwszy i zobaczył taki felieton, mógłby się zniechęcić. Redakcja powinna studzić takie zapędy publicystów, bo w każdym kiosku są dziesiątki gazet z setkami podobnych treści. A “Nowa Fantastyka” ostała się jedna, więc można by zadbać o jej “czystość” i neutralność. 

Absolutnie nie zgadzam się z zarzutami wobec felietonu Mateusza. Jego tekst nie jest w ogóle upolityczniony, a tego rodzaju zarzuty kierowane pod jego adresem (na dodatek w obraźliwej formie) dowodzą tylko niezrozumienia treści.

Autor poruszył w swoim tekście zagadnienie “post-prawdy”, zjawiska polegającego na tym, że ktoś świadomie przekazuje opinii publicznej kłamstwa licząc na to, że odbiorcom bardziej będzie zależało na utwierdzeniu się w swoich przekonaniach bądź odczuciu pewnych emocji, niż na zweryfikowanej naukowo prawdzie. To zjawisko nie ma barw politycznych i dotyczy wielu aspektów życia – do najgłośniejszych zaliczają się m.in. zmiany klimatyczne, szczepionki, GMO. Mówimy o sytuacjach, gdy określone zagadnienia zostały gruntownie przebadane naukowo, ale wyniki badań nie przebijają się do opinii publicznej, bo silniej na ludzi działa prosty, populistyczny przekaz oparty na emocjach i wykorzystujący ignorancję społeczeństw. Nie powinno dochodzić do sytuacji, w których sprzeczne z prawdą ale chwytliwe hasła demagogów są traktowane w debacie publicznej na równi z popartymi faktami argumentami fachowców.

Nie zgadzam się również z opinią, że “w każdym kiosku są dziesiątki gazet z setkami podobnych treści”. Wręcz przeciwnie: w mało których mediach ktokolwiek powie czytelnikom wprost, że są regularnie okłamywani i że trzeba starannie sprawdzać źródła. Bo niestety, coraz więcej mediów posługuje się właśnie post-prawdą – bez względu na to, jaką opcję polityczną reprezentują. U nas, kiedy piszemy o nauce, dostajecie rzetelne fakty, źródła.

Są rzeczy, o które staram się dbać odkąd zacząłem prowadzić dział publicystyki w piśmie i obecnie, kiedy jestem jej naczelnym. “Nowa Fantastyka” nie będzie dogadzała ignorancji, przynajmniej nie za mojego kierownictwa. Nie uznaję postawy “jeśli fakty nie zgadzają się z moją opinią, to tym gorzej dla faktów”. Prawda, uczciwość, rzetelność dziennikarska są apolityczne, neutralne. Jeśli ktoś się oburza, że krytykujemy “post-prawdę”, a fakty nie potwierdzają jego poglądów – cóż, to nie ulegnie zmianie.

Tak się jakoś dziwnie składa, że przytoczone przykłady pasują do strony, która jest przeciwna Brexitowi, Trumpowi i Kaczyńskiemu. Nie ma nic o zwolennikach Unii, Clinton czy polskiej opozycji, a przecież oni też kłamią. Może Autor nie zwrócił na to uwagi, a najgorętsze przykłady same mu się nasunęły. Ale już określenie “faktyczny przywódca Polski” (choć ma uzasadnienie) jest bliższe post-prawdzie niż “rzetelnym faktom”.  

“Tak się jakoś dziwnie składa, że przytoczone przykłady pasują do strony, która jest przeciwna Brexitowi, Trumpowi i Kaczyńskiemu.”

 

Zapomniałeś o Putinie, który również został wymieniony.

I zgadza się – to są najgorętsze przykłady. Każde z tych kłamstw – bardzo łatwych do udowodnienia – miało i ma kolosalny wpływ na kształt świata, jego bezpieczeństwo, zdrowie i życie milionów ludzi. Post-prawda jest zjawiskiem socjologicznym, które współcześnie odgrywa niewyobrażalnie dużą rolę. I nie tylko media padają ofiarami dezinformacji – wystarczy wspomnieć najświeższą sytuację, kiedy CIA dała się nabrać na dowcipy trolli z 4Chana odnośnie zwyczajów seksualnych Trumpa. Media społecznościowe już zaczynają myśleć o metodach uniemożliwiania udostępniania fałszywych informacji, ale to jest niezwykle trudna, śliska i ryzykowna kwestia; balansowanie na krawędzi cenzury. To są gorące zjawiska socjologiczne, które byłyby wodą na młyn twórców formatu Zajdla czy Orwella, gdyby żyli w naszych czasach. A sam Mateusz powołuje się w tekście na Sagana i Asimova.

Putina celowo pominąłem. 

Ogólnie z wymową tekstu się zgadzam, po prostu odniosłem wrażenie, że jest zbyt stronniczy. Brakuje tutaj wspomnienia europejskich polityków. Co z zatajeniem wydarzeń z Kolonii i innych faktów na temat imigrantów? Aż się prosi o przykład Merkel i niemieckich mediów. Dla stworzenia wrażenia obiektywności Autor powinien sięgnąć po argumenty przedstawicieli różnych stron i światopoglądów. 

Tyle, że sednem artykułu nie były przykłady – tych obserwujemy aż zbyt wiele – tylko zjawisko, które stanowi narastający problem dotykający nas wszystkich. Jakiś czas temu Mateusz pisał – nie pamiętam, czy u nas, czy na swoim blogu – o tym, że BBC zrezygnowało z praktyki zapraszania do swoich programów osób głoszących jawne kłamstwa (np. antyszczepionkowców). Doszli do wniosku, że dając demagogom równe prawo wypowiedzi, co naukowcom pośrednio stawiali ich kłamliwe tezy na równi z faktami. Ponadto demagogia często jest atrakcyjniejszym przekazem do rzetelnych informacji, bo gra na emocjach, którym łatwo ulegamy. Rozumiem, że można dyskutować o doborze przykładów, co nie zmienia faktu, że przytoczone przykłady są prawdziwe.

 

Tutaj zresztą przypadkiem zahaczyliśmy o zjawisko, które również jest bardzo rozpowszechnione i również bardzo szkodliwe. Na prywatny użytek nazywam owo zjawisko (przepraszam za niecenzuralny wyraz, ale najdobitniej trafia w sedno) “licytacją w chujowości”. Polega ono na tym, że kiedy strona, z którą sympatyzuje człowiek, robi jakieś ewidentne draństwa, zamiast je potępić, usprawiedliwia się je słowami “a tamci wcześniej zrobili to…”, “a kiedy tamci zrobili owo, nie protestowałeś”, etc. Ten argument jest u mnie zawsze spalony, bo jeśli jedna strona sporu ma się okazać lepsza od drugiej, chce udowodnić swoją wyższość moralną czy uczciwość, nie powinna robić draństw i uzasadniać ich tym, że druga strona robiła to samo. Idąc tokiem rozumowania licytujących się stron wpada się w błędne koło – tymczasem nie jest ważne, kto zaczął taką licytację, tylko kto jest dostatecznie moralny, aby ją przerwać.

Masz rację z tą “licytacją w chujowości”. Dlatego już nie będę się przerzucał argumentami. Po prostu chciałem wyrazić opinię, że wolałbym czytać “Nową Fantastykę” bez nazwisk jakichkolwiek polityków. Zdaję sobie sprawę, że to tylko głos jednego czytelnika. Ale po to jest ten wątek, by dzielić się opiniami. Tak więc przy okazji zapytam: na ile sensowne jest komentowanie tutaj publicystyki i prozy? Wypowie się zaledwie kilka osób, a czytelników są setki (tysiące?). Na ile te komentarze mogą być dla Redakcji przydatne? 

Napisałem komentarz bezpośrednio po przeczytaniu felietonu. Po raz pierwszy zdecydowałem się zamieścić wpis w internecie na temat mojej opinii odnośnie przeczytanego tekstu w Fantastyce pod wpływem impulsu. W stanie wzburzenia rzeczywiście nie ująłem tego najlepiej. Nie chciałem nikogo obrażać. Byłem zdenerwowany faktem, że bieżąca polityka od której staram się uciekać w SF dopadła mnie i tam. Przepraszam pana Wielgosza za sformułowania, których użyłem w tekście.

Przepraszam za formę mojego komentarza jednak nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że felieton był neutralny. Moje odczucia chyba dzielę funthesystem, bo dobrze to opisał w swoim poprzednim komentarzu.

Komentarze zawsze są przydatne. Mam świadomość, że kiedy pada nazwisko jakiegokolwiek polityka w tekście, od razu robi się politycznie, bez względu na to, czego ów tekst dotyczy. Odniesienie do wypowiedzi Kaczyńskiego (bo domyślam się, że jego nazwisko wzbudziło największe kontrowersje) zostawiłem w artykule ponieważ sprawa dotyczyła nie polityki tylko nauki i problemów, do których często wracamy na łamach “NF”. Jak by nie patrzeć, zmiany klimatyczne wywołane działalnością człowieka mogą sprawić, że jeszcze za naszego życia będzie nas otaczać rzeczywistość przypominająca filmy post-apo. Staramy się pisać o tym i uświadamiać czytelników, a każde kłamstwo wypowiadane przez osoby publiczne cieszące się zaufaniem i autorytetem wśród jakiejś części społeczeństwa cofa całą naszą edukacyjną robotę i zwiększa wagę problemów.

Sprawy polityki są zawsze kontrowersyjne. Myślę, że wśród czytelników “Fantastyki” są i tzw. lewacy, ale również i tzw. katole. I dlatego wspominanie tylko o jednej stronie sporu politycznego wzbudziło takie kontrowersje. Każde kłamstwo należy piętnować, to jasne. Ale czy jest tak, że z jednej strony jest tylko monopol na prawdę, a z drugiej matactwa i kłamstwo? Hm, gdyby tak było, to “stronnictwo prawdy” rządziłoby zawsze, a tak przecież nie jest. Mnie też ten Kaczyński uraził, bo ten chłop mi za chwilę z lodówki wyskoczy. Co by się w Polsce nie stało, to Kaczyński macza w tym paluchy. Kiedyś takim “chłopcem do bicia” był Balcerowicz. To, co myślę o tych panach to moja prywatna sprawa, ale powoływanie się na jednego z nich w dość przecież gorącym politycznym czasie, automatycznie ustawia “F” po jednej stronie politycznego sporu. I myślę, że o to chodziło artemiusowi. 

A jeśli chodzi o “licytację w chujowości…”. Masz rację, jak najbardziej. Ale odwrócę temat – jak to jest, że ewidentne wtopy obecnej władzy budzą takie oburzenie (słusznie), a poprzedniej – nie budziły? Przykład – upartyjnienie telewizji czy radia publicznego.

Oraz – na marginesie – niestety naukowcy nieco zapracowali sobie na brak zaufania do swoich wywodów. Postawa – “ile płacisz i jakie chcesz wyniki” mści się srogo. Przykład – tzw. “badania naukowe” o szkodliwości masła kontra margaryna. I nie tylko.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Jeżeli chodzi o treści przekazane w artykule Wielgosza to najlepiej odniósł się do nich Staruch. Mnie też nie wydaje się, żeby był to artykuł neutralny politycznie.  Wystarczyłoby, żeby autor zamiast podawać nazwisko napisał, że chodzi o jakiegoś polityka. Treść by na tym nie ucierpiała. Mnie jednak bardziej przeszkadzało czytanie narzekań na Trumpa u Wattsa i Jemisin. Nawiasem mówiąc dobrze, że Watts zdecydował się odpocząć od felietonów w NF, bo obawiam się, że z braku pomysłów zacząłby niedługo inne pierwsze razy opisywać. 

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Właśnie miałem napisać, że to chyba najbardziej upolityczniony numer NF jaki czytałem. Z początku mamy Kaczyńskiego, który jest straszny. Ale zaraz w wywiadzie Jemisin, że w sumie dobrze trafiliśmy, bo Tramp to tak naprawdę przykrywka dla jakiegoś klona Hitlera. Jak to dobrze, że czytała dystopie bo mogła się przygotować na ten koniec świata. Na koniec Watts też o tym mówił, ale w sumie on był na kwasie, więc nie ma co się dziwić.

Niemniej dziękuję za zamieszczenie wywiadu z Jemisin, ze względu na to co wyżej napisałem, oraz “… prawdziwa i realistyczna średniowieczna Europa. To było super miejsce, podczas gdy większość książek fantasy opowiada o dziwnych społeczeństwach, w których nie ma zbyt wielu kobiet i nie widzisz tam ludzi o innych kolorach skóry”. Jak już to było wcześniej wspomniane – innego koloru skóry to mógł być tylko niewolnik, choć trzeba przyznać, że i to już w późniejszych wiekach niż w średniowieczu.

Dzięki temu wywiadowi wiem, że nigdy nie sięgnę po żadną książkę tej pani. Z reguły wolę obcować z inteligentnymi ludźmi, choćbym miał obcować z nimi poprzez ich dzieła.

Co do polityki w “NF”, to o równowagę nie ma co się bać. Wiecie, Jerzy i Michał to na ten przykład prawicowcy, ja zaś jestem zdecydowanie bardziej lewicowy (a ponieważ jestem większy od ich oby razem wziętych, jest balans)! Tak że nie będzie przechyłu.

 

Niestety jednak, nie uważam, aby – jak tu zasugerowano – pisanie “pewien polityk” zamiast nazwiska było dobrą drogą. To są osoby publiczne, które mają autorytet, a które niekiedy bredzą i autentycznie szkodzą, negując choćby globalne ocieplenie czy twierdząc, że szczepionki to tylko zło. To trzeba piętnować, to trzeba tłumaczyć – niema wyjścia.

 

A że teraz było o Kaczyńskim – no, jego obóz jest u władzy, jego obóz pisze prawo, więc jego zdanie może prawem się stać. Dlatego trzeba na niego wskazać. Gdyby Mateusz pisał to kilka lat temu, pewnie przykładem na banialuki byłoby to, co PSL opowiada o GMO.

Jeżeli chodzi o opowiadania to bardzo równy poziom. Z polskiego działu numer jeden to zdecydowanie "Lekcja samotności". To opowiadanie Jedlińskiego, które wygrało konkurs wiedźmiński przypominało budową quest z tablicy z ogłoszeniami z gry. Zlecenie na zabicie potwora, a przy okazji jakąś historię opowiemy. Tutaj natomiast mamy opowieść w opowieści, morał na końcu jest i wszystko jest pokazane z innej niż geraltowo-jaskrowej perspektywy. Dla mnie to opowiadanie powinno konkurs wygrać, ale może w następnej NF będzie coś jeszcze lepszego :)

 

Z zagranicznej najlepszy tekst to "Ginący gatunek". Może dlatego, że lubię klimat noir, ale rzeczywiście jest w nim sporo nielogiczności.

 

 

SPOILER

 

 

 

Przede wszystkim kobieta która ma taką wysoką pozycję w światku przestępczym powinna mieć dużo więcej łatwiejszych możliwości na upozorowanie swojej śmierci niż kontaktowanie się ze znajomym, którego nie widziała od kilku lat.

 

 

 

 

 

 

Mimo wszystko dalej uważam, że oszczędzenie sobie podawania konkretnego nazwiska byłoby na plus. Autor opisywał zjawisko jakim jest post-prawda. A to czy tym politykiem, który gadał głupoty był Kaczyński, Tusk, Petru czy ktoś inny większego znaczenia dla opisu problemu nie ma. Ok zgadza się, że głupotę polityków trzeba piętnować, ale niech to robią dziennikarze Wyborczej, Gazety Polskiej, Nie itd. Niech sobie tam błędów obozu władzy szukają. Bo patrząc np na profil na FB autora tamtego tekstu, gdzie na tablicy, posty z Kaczyńskim przeplatają się z postami o Trybunale Konstytucyjnym, to za chwilę możemy czytać artykuł o tym jak stabilny system prawny wpływa na rozwój społeczeństwa. Ja innej lektury oczekuję na łamach tego pisma.

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Ja tu tylko tak na moment, tak na chwileczkę, żeby podziękować za wszystkie opinie o “Lekcji samotności”. Za te przyszłe też (o ile się jeszcze jakieś pojawią). :)

W końcu przeczytałem “Lekcję samotności”. Sprawnie napisane, dobrze się bawiłem podczas lektury. Jednak zagorzałym fanem Wiedźmina nie jestem, więc opowiadanie było dla mnie bardziej jak zwykły tekst fantasy. To, czym się inni zachwycali – że to zupełnie coś nowego – mnie w ogóle nie ruszyło.  Ja tam nic nowego nie dostrzegłem. Typowe fantasy. Brak Geralta czy Jaskra mnie rozczarował. Przykro mi, ale dla mnie to opowiadanie pozostanie zwykłym czytadłem. Co się spodobało najbardziej? Chyba najciekawszy był opis bitwy. Plastyczny, pomysłowy. Co się nie spodobało? Może lekko bezsensowny zarzut, ale za mało tu było wiedźmina w wiedźminie. Wiem, że duch prozy Sapkowskiego jest obecny. Ale mam wrażenie, że śmiało to opowiadanie mogłoby być w ogóle odcięte od wiedźmińskiego świata (to zdanie osoby, która nie jest namiętnym fanem, zorientowany w szczegółach tego uniwersum). 

W każdym razie gratuluję wyróżnienia :)

Funthesystem – Fajnie, że się dobrze bawiłeś; niefajnie, że jednak w jakiś sposób Ci przykro. ;) Dzięki za gratulacje i opinię.

Wiem, że trochę późno, ale jakoś tak się wzburzyłam nieco, jak przeczytałam, że średniowieczna Europa to tylko biała i te kwestie, że jak czarny to tylko niewolnik i to później.

A Maurowie? Przez siedemset lat na południu Europy istniało Al-Andalus.  Fakt – pierwsze kilkaset lat to muzułmańscy Berberowie, z Afryki, ale rasa  biała. Natomiast XIII wiek to już dynastia Almohadów, rasy czarnej, ze stolicą w europejskiej Kordobie, edytka: albo raczej Sewilli.

Co do numeru:

Wiedźmińskie – wspaniałe. Ta szkatułkowa kompozycja, fajny język.

O rozmiażdżonych kościach – przeczytałam, ale z trudem. Forma przekombinowana. Rozumiem, po co były te trzy punkty widzenia, ale wlekło się to jak kombajn na publicznej drodze.

Ken Liu – krótko, ale z pomysłem, klasą i na temat.

Szepty – plastycznie, podobało się.

Publicystyka: narkotyczne wizje pięćdziesięciolatka? serio? dobrze, że zostawił to na koniec cyklu, bo pewnie bym się zraziła. Za to reszta, jak zwykle trzyma dobry poziom.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Mówiąc o średniowiecznej Europie ma się raczej na myśli tę rycerską Europę zachodnią związaną z chrześcijaństwem.  W takiej Europie Murzyn, Maur był diabłem, a nie składową super miejsca gdzie pełno było kobiet i ludzi o różnym kolorze skóry. W podobny sposób Arabowie traktowali białych i czarnych. No chyba, że autorka miała na myśli Europę w sensie geograficznym. Ale Mongołowie na wschodzie czy Maurowie na zachodzie, to też nie obrazki pełne różnorodności wewnątrz tych społeczeństw. Chociaż może po prostu wszędzie węszę spisek i chęć obsadzenia w każdej, nawet historycznej, roli osoby o innym kolorze skóry, albo orientacji seksualnej po tym jak Roland z Mrocznej Wieży został Murzynem  laugh

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

I właśnie, moim zdaniem, tę ma-się-na-myślozę Jemisin pragnie zmienić. Bo nie ma oparcia w faktach. Czytałam ten wywiad i nigdzie nie było krytyki jednolitych etnicznie społeczeństw. Chodziło o to, że literatura(!) tylko jeden rodzaj tego społeczeństwa przedstawia – biały. A to zubożona wersja średniowiecznej historii Europy.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ale tego chyba do końca nie rozstrzygniemy, bo nie ustalimy czy mówiąc o Europie miała na myśli geografię czy wspólny krąg cywilizacyjny oparty o chrześcijaństwo. Mnie się z pojęciem średniowiecznej Europy ta druga opcja wydaje bardziej prawdopodobna i o tej pomyślałem czytając wywiad. Zajęty przez Arabów półwysep iberyjski dla ówczesnych osób Europą nie był. Za R. Michałowskim: "I tak w bitwie pod Poitiers pod wodzą Karola Młota muzułmanów zwyciężyli Europejczycy". Nawet dzisiaj jeżeli ktoś mówi o Europie to raczej nie ma na myśli granic na mapie tylko narody na tym kontynencie zbudowane wokół wartości europejskich opartych o chrześcijaństwo. Turcję mało kto zaliczy do Europy, nieważne jak wielki jej obszar leżałby po bałkańskiej stronie Bosforu. Zgadzając się z tobą można mówić raczej o zubożonej wersji średniowiecznej historii kontynentu europejskiego a nie Europy, bo w historii średniowiecznej Europy nie ma miejsca na te  rzeczy które by chętnie Jemisin widziała i na brak których tak narzeka.

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Właśnie dochodzimy do tego, że decyduje kwestia postrzegania co czym jest. Niedawno przeczytałam "Archeologię średniowiecznej Hiszpanii" wyd.w Wielkiej Brytanii; a tam już we wstępie, redaktor J. Schofield tak pisze: Do 1300 Europa istniała jako kulturalna jedność składająca się z Francji, Niemiec, Anglii, Skandynawii, większości Italii oraz północnej części Hiszpanii. Z tej wizji Europy wyrzucono nie tylko Maurów, ale i Słowian. Ups i to nawet tych ochrzczonych. Smutne.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

W zdaniu które przytoczyłaś nie jest nigdzie napisane, że Słowianie to nie jest średniowieczna Europa smiley Co więcej częścią ŚCR w 1300 od dawna byli Czesi. Masz rację jest to kwestia postrzegania. Jeżeli autorka postrzega Europę jako plamę na mapie to nie przekona mnie do swojego punktu widzenia.

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

W tym i tylko tym zdaniu autor pisze, co wchodzi w skład Europy. Nie wymienia Słowian, czyli nie widzi ich w składzie Europy. Cóż z tego, że Czesi wchodzą w skład ścr a Otton postrzega Polaków jako partnerów na zjeździe? To nie zmienia faktu, że naukowcy z Hiszpanii i Wlk Brytanii nie uważają, byśmy stanowili jedność kulturową Europy a przynajmniej do pocz. XIV w. Ergo – nie jesteśmy nią, nie wchodzimy w jej skład. I zrobił się offtop :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Zawężenie definicji średniowiecznej Europy tym bardziej zmniejsza możliwość na wystąpienie w niej ludzi o różnym kolorze skóry, kulturze itd. Nie o to chodzi żebysmy sie cytatami z jakichś publikacji przerzucali, zbyt leniwy jestem na to żeby odgrzebywać z pudeł jakieś stare rzeczy, a Wikipedią nie chcę się podpierać z wiadomych względów smiley Z historykami jest trochę tak jak z prawnikami. Czytając takie opracowania trzeba podchodzić do nich jak do recenzji książek. Jakąś średnią z nich wyciągnąć. Odrzucając jedynie opinie szkodliwych idiotów np. podważających istnienie Holokaustu (a propos post-prawdy). Zgodzisz się chyba ze mną, że raczej nie ma publikacji, które definiując średniowieczną Europę w jej ramach uwzględniają również te inne niż białe społeczeństwa. Dlatego niepotrzebnie się wzburzasz czytając o tym, że ktoś Europy nie traktuje jedynie w sposób geograficzny. I koniec z tym, bo rzeczywiście trochę offtopowo sie zrobiło smiley

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Ale ja nie chcę kończyć, za fajnie mi się dyskutuje :D

Wiesz, dlaczego się oburzam? Bo historia to nauka, a nie to, co komu się wydaje. I jako nauka powinna być obiektywna. Dlatego granice Europy nie mogą się przesuwać w zależności od tego, co kto gdzie i kiedy zajął. To nie państwo, ale kontynent. I jednak większość podręczników zauważa obecność Maurów w Europie; nie twierdzą, że Andaluzja to Płn Afryka ;)

Nie rozumiem też dlaczego pojmujemy średniowieczną Europę (nawet w sensie kulturowym) jako religijno-etniczny monolit. Skoro kultura i nauka arabska przeniknęła na białe chrześcijańskie dwory (cyfry, niektóre metody leczenia chorób, trubadurzy, dworska miłość, poezja), to znaczy, że przenieśli ją ludzie.

Jeśli obecnie przedstawiciele różnych kultur i o różnych kolorach skóry domagają się swojej reprezentacji w mediewalnym Fantasy, ja nie widzę w tym problemu, bo da się to historycznie uzasadnić.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Naprawdę nie chcę się powtarzać, bo jałowe się to robi. Tak, Andaluzja to nie Płn. Afryka w sensie geograficznym. Ale Andaluzja zajęta przez Maurów w sensie kulturowo – cywilizacyjnym Europą nie była. Ówcześni ludzie jej jako Europę nie pojmowali. Obecnie żyjący też by jej tak nie postrzegali – vide Turcja. Jeżeli dla ciebie kwintesencją obiektywizmu jest potraktowanie Europy jako kontynentu na mapie w oderwaniu od wartości które ją scalają to się z tobą nie zgadzam. Tak, historia to nauka, ale nie nauka ścisła. Materiały źródłowe można różnie interpretować kładąc nacisk na inne elementy. Dlatego historycy anglosascy mogą mieć inną optykę na te same pojęcia co słowiańscy. Dlatego też trzeba z takich publikacji opartych na interpretacji materiałów źródłowych wyciągać średnią, ale o tym też już pisałem. Nieobiektywną historią wracasz do tych idiotów którzy zaprzeczają ewidentnym faktom, a to zupełnie inny problem. Jeżeli dla ciebie to, że na dworze średniowiecznym były cyfry arabskie, muzyka arabska itd. jest argumentem za tym, żeby kraje o kulturze arabskiej czy Mongołów wciągać w definicję średniowiecznej Europy, to tak jakbyś powiedziała, że Turcja to Europa bo jemy u nas ich kebaby i oglądamy Wspaniałe Stulecie. I ostateczny koniec tego offtopa, pomimo tego, że mnie też się fajnie dyskutuje smiley, bo jak admin/redaktor ostrzeżenie wyśle to pewnie kotowi, a nie takiej zasłużonej użytkowniczce laugh

 

"We chase misprinted lies, We face the path of time [...]"- Alice in Chains

Numer wygrywa dla mnie “Lekcja samotności”. “Szepty lasu” też dobre, na drugim miejscu. Oba tekst z prozy zagranicznej dość średnie. Liu miał już sporo dużo lepszych tekstów. “Ginący gatunek” ratuje się scenografią i dobrym zakończeniem, bo sama historia średnio interesująca i rozwleczona, bohaterowie średni. “Rozmiażdżą…” to zupełnie nie moje klimaty, odbiłem się.

 

Nowa Fantastyka