- Hydepark: Teraz czytane, niedawno skończone

Hydepark:

książki

Teraz czytane, niedawno skończone

Chciałem zaprosić was do dyskusji o książkach, które właśnie umilają (albo uprzykrzają ;p) wasze wolne chwile, albo o takich, które całkiem niedawno odstawiliście na półkę (czy gdziekolwiek odstawiacie książki po przeczytaniu). Innymi słowy jest to temat, w którym możecie dzielić się świeżymi książkowymi wrażeniami. Co polecacie, co odradzacie?

 

Naczelna zasada tematu: BEZ SPOILERÓW. Druga zasad: bez offtopu – rozmawiamy o książkach, nie o pogodzie.  Dobrze radzę się tego trzymać :)

Komentarze

obserwuj

Jak to Cisza się przemienia, to serio scooby doo ;D Tyle że ona się z potworem kumpluje, to raczej niemożliwe :/

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Muszę w końcu sięgnąć po Simmonsa, bo wszystko mi mówi, że to jest fantastyka, którą polubię. Od czego zacząć?

Tojestnieważne, proponuję “Hyperion” sf, niby hard, ale łatwo wchodzi, genialna rzecz, jedna z najsłynniejszych sf w ogóle, albo wspomniany “Terror” historyczny horror przygodowy, albo “Letnia noc” klimatyczny, małomiasteczkowy horror obyczajowy z stylu Kinga. Choć Simmons pisze tak świetnie (a przynajmniej wszystkie książki, które czytałem trzymają poziom), że dobry będzie i “Drood” i “Illion”. W każdym razie to autor, u którego każda powieść jest zupełnie inna, nie powiela tych samych schematów fabularnych czy nie odbija na ksero od samego siebie bohaterów.

Też proponuję rozpocząć przygodę od Hyperiona i Upadku Hyperiona. Świetna dylogia hard sf. A do tego doskonała wizytówka prozy Simmonsa. Potem śmiało można sięgnąć po kolejne pozycję jak wspomniany wyżej Terror czy Drood.

Ja wolę Terror, bo mniej w nim fantastyki. Hyperion zniechęcił mnie brakiem zakończenia i koniecznością przedzierania się przez kolejny tytuł. I też nie każda część Hyperiona mi wchodziła.

Dzięki :) Hyperiona miałem na oku już od jakiegoś czasu. Hard sf mnie przekonuje, bo lubię. Zwłaszcza, że teraz chyba obie części wyszły w MAGu.

Dawno temu czytałam Margit Sandemo “Saga o ludziach lodu”. Było to... no, nieważne, zaraz po przetłumaczeniu i wydaniu w Polsce. Była tego potworna ilość tomów, dodawana do jakiejś gazety. Z niecierpliwością wyczekiwałam każdego nowego tomu. Podobało mi się jak nie wiem co.

A teraz czytam jej  “Sagę o czarnoksiężniku”. I myślę sobie, że takie coś, to połowa użytkowników naszego portalu napisałaby bez większych problemów. To coś w rodzaju Harlequinów, tyle że w wersji fantasy. Szczerze mówiąc, gdyby nie to, że zabieram to ze sobą i czytam, kiedy Hania, moja podopieczna, śpi, to chyba bym nie zdołała tego przełknąć. Nad niczym nie trzeba się skupiać, akcja wartka, tylko wkurza mnie, że główni bohaterowie od czterech tomów mają się ku sobie, robią sobie różne rzeczy, ale nie mogą się porządnie bzyknąć. Ale i tak pani Sandemo nie szczędzi pikantnych szczegółów. Myślę, że poczytność tej pani należy przypisać właśnie tym wątkom, choć wyobraźnię również ma nie od parady. 

Polecam na lekturę w autobusie albo na kacu.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To z tych klimatów – saga o Jeźdźcach Smoków noże by Ci się spodobała, bemiku? Bo to i tomów dużo, i wątków damsko-męskich sporo, a i fantasy jak się patrzy...

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Dzięki, Staruchu, ale myślę, że jak skończę tę sagę o czarnoksiężniku to będę miała harlequinowego fantasy dość na baaardzo długo. Ale zapamiętam na przyszłość. Sądzę, że tego typu lektura może być doskonała na czas choroby, kiedy problemy z wnikliwym i logicznym myśleniem wykluczą bardziej wymagające pozycje wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jestem legendą skończone, wrażeniami podzielę się w ramach DKNF w styczniu.

Teraz czytam Kościany galeon Piekary i zaczynam histeryczną antologię I odpuść nam nasze winy.

Ja też zdobyłam “Jestem legendą” – na Allegro ktoś wrzucił, nieświadomy, że to towar deficytowy ; p – i nadgryzłam je lekko. Na razie smak ma mało wyrazisty.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Po Terrorze. Ocena to coś pomiędzy 8 a 8+. Niestety zakończenie, choć spójne, nie satysfakcjonuje. Na marginesie dodam, że to dziwne i całkiem przyjemne uczucie, zobaczyć nagle w Ciszy człowieka :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Przeczytałam właśnie “Chłopców” Ćwieka. Fajna opowieść, podoba mi się lekki styl autora i naturalne dialogi (chociaż nie w przypadku sceny z prawnikiem Pitem; była dla mnie strasznie nienaturalna. Na szczęście zakończenie jego wątku było mocne i zaskakujące).

Podobnie jak autor, o czym informuje na końcu książki, też wiedziałam, co to “syndrom Piotrusia Pana” i ogólnie uwielbiam wizję niedorastania i Nibylandii. Sama miałam kiedyś w planie napisanie podobnej historii, co Ćwiek, ale dobrze, że on to zrobił. Czytało się naprawdę przyjemnie, a jedyne, co mi przeszkadzało, to to, że Chłopcy byli za mało beztroscy... Choć z drugiej strony, gdyby wszystko mieli gdzieś, nie byłoby żadnej akcji i konfliktów. Cóż, nie można mieć wszystkiego ;)

Nie podobało mi się jeszcze jedno – mam wrażenie, że to bardziej zbiór opowiadań, niż powieść.  Coś jak wstęp do świata i zachęcenie do drugiej części. A po nią z pewnością sięgnę.

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Pamiętam kiedy przeczytałem CHŁOPCÓW. Była to dla mnie męczarnia. Jedna z najgorszych książek, które czytałem. Część druga już mi się spodobała na tyle, że bez strachu sięgnę po trójkę, którą niedawno wypożyczyłem.

Właśnie skończyłem STO DNI BEZ SŁOŃCA Wita Szostaka. Nie uśmiałem się tak od PRZEŚWIETNEGO RAPORTU KAPITANA DOSA Eduarda Mendozy. Chociaż ten śmiech był trochę przez łzy, bo naiwność głównego bohatera jest porażająca i po ludzku szkoda mi go było. Zacząłem się zastanawiać czy jego zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości to mechanizm obronny czy choroba. Na koniec poczułem zaniepokojenie czy czasami za bardzo nie jestem podobny do Lesława Srebronia. Jednak szybko odrzuciłem tą jakże naciąganą teorię wszakże moja bytność na świecie ma daleko większe znaczenie. Głosy w mojej głowie nie mogą się mylić. Wisienka na torcie to podziękowania zamieszczone na końcu, po których nie spodziewałem się niczego po za kurtuazyjnym wymienieniem nazwisk, a tam takie perełki odsłaniające kulisy tworzenia tego dzieła, że śmiałem się do rozpuku.

Ja zmiezając do końca Brasyl, postanowiłe zmienić nieco klimat na coś lżejszego i zaczłem Letnią noc Simmonsa – całkiem fajne, takie To Kingowe, ale czyta sie naprawdę fajnie.

Co do Brasyl, to najsłabsza książka McDonalda, takie 6,5, w porywach może 7 na 10. 

"I needed to believe in something"

Ocho, ty i twój odbiór formatowania Muminków to ty dzisiaj i Tove Jansson i ówczesne wzorce kulturowe, sprzed blisko 70 lat...  Czy jak tak sobie powiesz, to Muminki dalej są dla ciebie złe? :-)

 

Boję się spytać o Włóczykija... Nygus, bumelant, wróg narodu – albo, co gorsza, antyglobalista i eskapista, w dodatku żyje na socjalu!  ;-) Żartuję sobie sobie, ale tak mi się skojarzyło: Włóczykij po nałożeniu dzisiejszych stereotypów byłby cholernie niekorzystną postacią :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Włóczykij, to mój... ojciec! :-O

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Włóczykij to brat małej Mi.

Sajko, czyli “Młot na czarownice”, z uwzględnieniem dawnych wzorców kulturowych, już nie jest taki straszny? ;) Z zachowaniem odpowiednich proporcji oczywiście. 

Włóczykija też nie lubiłam. Co poradzę. :)

Skończyłem właśnie JAŚNIE PANA Jaume Cabre. Powieść najwyższych lotów z niewiadomych dla mnie powodów nazwana kryminałem. Książka daje do myślenia i zostawia człowieka z lekkim zagubieniem.

Niedawno skończyłem “Like a Mighty Army” Webera. Dosyć długo męczyłem, może dlatego, że przesiadłem się z tłumaczenia na oryginał, może dlatego, że w ostatnim czasie nie miałem jakoś zbytniej ochoty na czytanie. Tak czy inaczej Weber nie zawiódł, historia nadal toczy się ciekawie.

No rest for the Wicked

POLAROIDY Z ZAGŁADY– jako, że bohaterem jest jedna osoba, która przetrwała zagładę i próbuje przeżyć w tym co zostało z naszego świata, to czytając ją miałem cały czas w głowie JESTEM LEGENDĄ, co nie przeszkadzało mi czerpać z tej powieści przyjemności. Książka krótka, ale treściwa. Zainteresowałem się prozą tego autora po przeczytaniu opowiadania w Nowej Fantastyce, które zajęło zaszczytne pierwsze miejsce wśród najlepszych opowiadań polskich przeczytanych przeze mnie w 2015r.

A ja kontynuuje przygodę z klasyką. Tym razem Człowiek w labiryncie Roberta Silverberga. Retro SF pełną gębą :)

Ostatnio przeczytałem TV CIAŁ0 Jeffa Noona– pojechany na maksiora krejzol, chociaż do końca do mnie nie przemawia. Przemęczyłem się z KŁAMCĄ. PAPIEŻEM SZTUK J. Ćwieka. Dochodzę do wniosku, że jedną z moich największych wad jest to, że nie wiem kiedy przestać czytać jakiś cykl. JESTEM LEGENDĄ skończyłem czytać dzisiaj. Nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak za pierwszym razem, ale końcówka apokalipsy wampirów i tym razem wywołała u mnie pełen podziwu chichot. Najlepsza pozycja z tych trzech.

Przeczytałem Wodny nóż, nie podzielam zachwytów, które tutaj padały. Nawala logika im dalej w las, trochę w klimatach Rambo. Właściwie pierwsze rozczarowanie w tym roku.

Przeczytałem również Zjawę. Powieść różna od filmu i, co ciekawe i rzadkie, gorsza od filmu z DiCaprio. Napisana trochę skrótowo (wlepki biograficzne po kolei każdego bohatera), jak opowiadanie dziadziusia. Nie specjalnie czuć emocje. Z opisami autorowi też nie idzie jakoś fantastycznie.

Polecam za to Na fali szoku Brunnera. Bardzo fajna wizja, a jak na hard sci-fi czyta się dość przyjemnie. Zabawy słowem – pierwsza klasa.

Ocho, “Młotu na czarownice” Piekary nie czytałem, chyba, że chodzi ci o inną pozycję?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Domyślam się, że Ocha ma na myśli raczej to ;P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, dokładnie to. Żaden tam Piekara, tylko porządna, tradycyjna inkwizycja. :)

No, to bardzo interesująca ciekawostka, zdjęcie tamtego czasu, zwyczajów, obyczajowości, religijności naszych przodków.

 

To już było, Ocho. Nie jest. Szczęśliwie, sami nie musieliśmy zmieniać tego, co nam się nie podoba, możemy wygodnie korzystać z zastanego stanu (lub go ulepszać).

 

Jak nauczyć małe dzieci odróżniać przeszłość od teraz, poznawać lecz nie powtarzać wzorców, które uznajemy dziś za “negatywne”, jak drastyczne treści w którym momencie ich dojrzewania dopuszczać – to już inna rozmowa :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hę?

O rany.

Masz dziś poradników siakich i srakich na tony? Masz.

"Młot...” to taki “Zrób to sam" swoich czasów.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Sajko, moje “hę?” było emanacją głębszego zadumania, którego powodem było niezrozumienie przyczyn Twojej wypowiedzi – jak zwykle bardzo koncyliacyjnej, słusznej, takiej, że trudno się czepnąć, bo nie ma o co zahaczyć.

Ale przewinęłam sobie posty o dziesięć dni do góry i coś mi zaczęło świtać. ;)

 

EDIT: A na marginesie – Młot znowu taką emanacją nie jest. Nawet inkwizycja go potępiła. ;)

Poradniki dzisiejsze też niekoniecznie są merytorycznie najlepsze :-) Wybacz, mam wielodniowe opóźnienia w rozmowach.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Skończyłem Człowieka w labiryncie Silberberga. Troszkę się zestarzała ta powieść ale i tak przyjemnie się czytało. Potem jako przerywnik między dłuższymi tekstami przeczytałem Karę większą Huberatha. Naprawdę przerażająca wizja piekła, wspaniałe opowiadanie.

Teraz zaczynam Bohaterów Abercrombiego. Czytał ktoś?

“Bohaterów” nie czytałam, ale czytałam trylogię Abercrombiego, która zdaje się opisywała wydarzenia przed “Bohaterami” – “Pierwsze prawo”. Bardzo mi się podobała, moim zdaniem trudno znaleźć tak dobre fantasy.

Ja kiedyś zacząłem pierwszy tom tej trylogii, ale utonął w natłoku innych lektur. Muszę do niego wrócić za jakiś czas.

A ja właśnie odebrałam z księgarni “Pół króla” Abercrombiego ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jeśli lubicie thrillery z domieszką sci-fi, to łapcie “Łańcuch Zdarzeń” Olssona. Najlepsza rzecz jaka zdarzyła się temu gatunkowi w 2015.

And one day, the dream shall lead the way

JA niedawno skończyłam “Accelerando” Charlesa Strossa. Cholernie wymagające , z wizją rozwoju ludzkości tak daleką, że trudno wszystko ogarnąć – ale uwielbiam takie wizje. Ludzie jako cyfrowe porcje energii, równoległe kopiowanie siebie, oczywiście SI, etc.  POza tym – hołd dla tłumacza ( Wojciech M. Próchniewicz ), że tak przytoczę próbkę:

“Z zakłopotaniem powstrzymuje własny entuzjazm, wszczepki łapczywie konfiskują pływające wokół synaps nadmiarowe cząsteczki neuroprzekaźników, zanim odpali się wychwyt zwrotny.”

;) miodzio!!

Jestem po dwóch tomach Millenium i kilku kolejnych książkach Bukowskiego. Polecam Bukowskiego, jeśli ktoś jeszcze nie czytał, ale po jednej pozycji właściwie wiadomo, czego oczekiwać po kolejnych. Natomiast Millenium wciągnęło mnie i jeszcze nie wypuściło – przede mną trzeci, ostatni tom. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Wczoraj skończyłem czytać WIELORYBY I ĆMY Szczepana Twardocha. Dobre bo krótkie i weekend można sobie umilić taką lekturą. Jeżeli ktoś lubi tego autora to te dzienniki wydatnie wzbogacą wiedzę o nim.

BATMAN APOLLO, Wiktor Pielewin. Nie ma takiej siły przebicia jak EMPIRE V czy GENERATION P, ale i tak nie żałuję, że przeczytałem.

A ja polecam “Pokój”. Dobra, psychologiczna powieść. W dodatku przejmująca fabuła. Zgodnie z zasadą – najpierw książka, potem film (ekranizacja będzie w lutym w kinach).

To chyba nie jest ekranizacja POKOJU Gena Wolfa?

Mam na myśli powieść Emmy Donoghue.

Przeczytałem INNĄ DUSZĘ Łukasza Orbitowskiego. Dobrze się czyta. Pierwsza jego książka, która mi się spodobała (przeczytałem wcześniej HORROR SHOW, SZCZĘŚLIWĄ ZIEMIĘ i OGIEŃ).

Skończyłem Bohaterów i mam zamiar kontynuować przygodę z Abercrombim. Teraz trylogia Pierwsze prawo. Spodobał mi się styl tego pisarza i jego łatwość w kreowaniu fascynujących i niejednoznacznych postaci. Świat w którym toczą się jego książki też jest niczego sobie.

Ja ze swojej strony jestem dość świeżo po trzech tomach serii “Szklany tron” Sary J. Maas (trzeci skończyłam w sobotę) – polecam, choć raczej dziewczynom.

Polecam również Abercrombiego – “Pół króla” mnie kupiło, a świeżo zakupione, jeszcze ciepłe “Pół świata” łypie na mnie zachęcająco ze stołu ;)

Teraz kończę “CEO Slayera” Marcina Przybyłka – do przełknięcia, ale na kolana nie rzuca.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podłączę się i również polecę “Pół króla” Abercrombiego. Nie wciągnąłem się co prawda od razu, ale od połowy książka jest na tyle dobra, że bardzo chce się czytać :)

Mam w planach zakupienie całej trylogii. Pół wojny wychodzi jakoś w lutym :)

WITAJCIE W ROSJI, Dmitry Glukhovsky. Jak dla mnie opowiadania wybitnie przeciętne. Największym plusem jest to, że zbiór krótki i szybko się czyta.

Mam w planach zakupienie całej trylogii. Pół wojny wychodzi jakoś w lutym :)

Nie boisz się, że to zbyt duże ryzyko? Wiesz, pierwsza część Ci się nie spodoba i co zrobisz wtedy z pozostałymi dwoma? ;)

Wczoraj zacząłem Pół świata, jestem prawie w połowie, w okolicach 200 strony. Klimat drugiej części jest inny, na razie – moim zdaniem – gorszy. Ale Pół króla długo się rozpędzało, to może i tutaj nagle będzie lepiej :)

Planuje Abercrombiego, ale na początek “Pierwsze prawo”. Ktoś się orientuje, jak to ugryź, bo ostatnio widziałem wznowienie pierwszego tomu z nowym tłumaczeniem (?). Za stare się więc nie brać? I co z kolejnymi tomami?

WITAJCIE W ROSJI, Dmitry Glukhovsky. Jak dla mnie opowiadania wybitnie przeciętne. Największym plusem jest to, że zbiór krótki i szybko się czyta.

Dostałam w prezencie. Kiepścizna jak dla mnie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zygfrydzie, czytałam chyba już to nowe tłumaczenie (Wojciech Szypuła, pierwszy tom miał tytuł “Ostrze”, a nie “Samo ostrze”). Nie pamiętam już, co myślałam o tłumaczeniu podczas czytania, co oznacza, że chyba nie przeszkadzało w lekturze. ;) Ale też faktem jest, że tych książek nie czyta się raczej dla piękna języka, a dla historii i bohaterów, naprawdę świetnie skonstruowanych, niejednoznacznych.

 

A ja właśnie kończę “Piękno i smutek wojny” Petera Englunda. Historie 20 uczestników I wojny światowej, żołnierzy, pielęgniarek, cywilów – zrekonstruowane na podstawie ich zapisków czy pamiętników. Napisana celowo dość beznamiętnie, czasami lekko ironicznie, co wzmacnia wydźwięk i bezsens wojny pozycyjnej, podczas której – na rozkaz popijających wino generałów – z powtarzanych z uporem maniaka natarć pod karabiny maszynowe wraca 18 z 1000 wysłanych żołnierzy, a średnia przeżycia żołnierza od momentu awansu na porucznika piechoty to kilka dni. No i piloci w tych swoich samolotach z listewek; shell shock... Mocna lektura.

Berylu nie biorę pod uwagę takiej ewentualności. Podoba mi się styl Abercrombiego więc pochłonę od razu całą trylogię.

Zygfrydzie – ja Abercrombiego nie czytałem, ale widzę, że w trzecim tomie starego wydania zmienili tłumacza na Szypułę, a teraz w nowej wersji całość jest jego. Teoretycznie zawsze to lepiej, jak w cyklu mamy ciągłość tłumaczenia. Poza tym, o ile Jana Kabata nie znam, o tyle wiem, że Wojciech Szypuła jest świetny.

Natomiast trzeba przyznać, że okładki nowego wydania są tandetne ;)

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Właśnie skończyłem CUDZOZIEMCA W OLONDRII Sofii Samatar. Gorąco polecam. Książka niepokojąca niczym krwawienie z odbytu. Pora przeczytać Genezis Bernarda Becketta.

Przypadkiem trafiłam na to w bibliotece i polecam Gail Carriger “Bezduszna” – lekko napisana powieść z kobietą bez duszy, wilkołakami i wampirami w dziewiętnastowiecznym Londynie, odrobinę steampunku, fajny humor, z niezłą pseudokryminalną intrygą.

Na miłe popołudnia i wieczory, do pochłonięcia bez wysiłku intelektualnego.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ostatnio przeczytałem “Żar” Sandora Maraia i “Reytana. Upadek Polski” J. M. Rymkiewicza.

Teraz czytam “Drach” Twardocha i “Niemcewicza od przodu i tułu” Zbyszewskiego.

 

Całą powyższą czwórkę polecam.

“Upadek Hyperiona”. Rozczarowanie. Pierwsza część była cudowna, chociaż fakt – miała o tyle łatwiej, że uniwersum wydawało się świeże, a całość służyła za wprowadzenie, zawiązanie akcji. Kiedy przyszło Simmonsowi dawać tym postaciom coś do roboty, zmuszać je do interakcji, to posypało się wszystko. Straszny chaos, plot holes wielkie jak czarne dziury, Dzierzba zredukowany z tajemniczego nemezis do komiksowego złoczyńcy. Pielgrzymi wypadali przekonująco, gdy spowiadali się z historii swojego życia – gdy przyszło im działać tu i teraz, to całe to działanie Simmons sprowadził do biegania wte i we wte, bez ładu i składu. Gdybym spoilerował, wylałbym wiele więcej żali.

Mimo to czytało się szybko, styl pozostał bardziej niż dobry, ale po następne części raczej nie sięgnę.

Niby tak, a nie, niby nie, a jednak.

Jako odskocznię od fantastyki zakupiłem i zacząłem czytać Dziewczyny, które zabiły Chloe Alex Marwood.

Zapowiada się całkiem ciekawy kryminał.

Zabawne. Nie dalej jak wczoraj miałem ów kryminał w ręku, ponieważ leżał sobie w pewnym dyskoncie. Ostatecznie nie zdecydowałem się na zakup, ale jeśli machniesz po lekturze jakąś recenzję i będzie ona zachęcająca, to kto wie.

Podejrzewam berylu, że zrobiłem zakup właśnie w tym dyskoncie :)

Do tej pory czyta się przyjemnie (ale jestem dopiero na 70 stronie).

ON WRÓCIŁ, Timur Vermes– O tym czy Adolf Hitler, który budzi się niespodziewanie w 2011 r. pasowałby do współczesnych realiów. Do 100 strony coś mi nie grało, ale później jakoś się wciągnąłem i ostatecznie daję 7/10. Spostrzeżenia autora co do obecnego społeczeństwa w wielu przypadkach trafne.

Patryk Vega “Złe psy” – trudno nazwać to powieścią. Rozmowy z policjantami. Szokujące.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A ja czytam Lodzik, taki ze mnie twardziel. ¼ już za mną, lecz nie wydaje się to katorżniczym wysiłkiem, raczej sama przyjemność, kiedy przywyknie się do języka.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

“Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta”. Jestem gdzieś w połowie. Niesamowicie wciągająca książka.

And one day, the dream shall lead the way

Kwisatz, pamiętam, że czytając Lód dopiero od 200 strony wkręciłem się w język jakim jest napisana powieść. A potem złapałem się na tym, że przez jakiś czas myślałem o sobie podobnie jak Gierosławski. Jeden z lepszych Dukajów ever :)

To ze mnie jest twardziel potrójny, skoro niedawno skończyłem Lód po raz kolejny? surprise U Dukaja mogą być czasami problemy z przywyknięciem do języka, ale jak się skończy takie tomiszcze, to przez pewien czas ciężko czytać cokolwiek innego.

Niby tak, a nie, niby nie, a jednak.

“Lód” mam w kolejce do przeczytania od dość dawna. Raz zacząłem i mi się bardzo podobało, ale coś mimo wszystko powstrzymało mnie względnie na początku. Styl jest genialny, co do tego nie ma dwóch zdań.

A sam ostatnio uzupełniam braki w powieściach Philipa K. Dicka. Dick był dla mnie lata temu wejściem do science fiction (choć to “science” u niego jest mocno umowne). Po skończeniu “Humpty Dumpty w Oakland” (bardzo polecam) połknąłem “Kosmiczne marionetki” które z kolei sprawiają wrażenie niedorobionych i napisanych dość leniwie. Dick te same pomysły ugryzł w innych tekstach znacznie, znacznie lepiej.

Po P.K.Dicku nic zostanie tak, jak było.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Wczoraj skończyłem OBERKI DO KOŃCA ŚWIATA, Wita Szostaka. Sięgając po książkę tego autora człowiek nigdy nie wie co mu się trafi. Ja na razie jest to jego najlepsza powieść, nawet przebiła STO DNI BEZ SŁOŃCA.

Właśnie skończyłem “Długą Ziemię” Pratchetta & Baxtera i świat przedstawiony wessał mnie do tego stopnia, że właśnie zamówiłem dwie części trylogi na raz. Polecam z całego serca, chociaż wielu może nie przypaść do gustu, bo nie ma tam zwrotów akcji ani wyraźnego konfliktu napędzającego fabułę. Czytałem już narzekanie, że nudna, że tylko przeskakiwanie i przeskakiwanie przez światy, ale ja znalazłem i pokochałem w powieści pierwiastek pionierstwa – aż chciałem sam “przekraczać” dalej.

Sheri S. Tepper , TRAWA– Ciekawa pozycja. Takie połączenie DIUNY z MÓWCĄ UMARŁYCH. Mam nadzieję, że inne jej książki też przetłumaczą.

A jak się podobały wątki... metafizyczne? Zajrzyj do mojej recenzji i skrobnij, jak Ty widzisz treść powieści. Ciekaw jestem opinii różnej od mojej.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

ZABÓJCZA SPRAWIEDLIWOŚĆ, Ann Leckie. Czyta się dobrze, ale nie polecam zapoznawać się z blurpem przed przeczytaniem książki bo za dużo odkrywa przed czytelnikiem i odnoszę wrażenie, że części zabawy z odkrywania książki zostałem bezlitośnie pozbawiony.

KRONIKI ATOPII Matthew Mather. Na początku się wciągnąłem, potem się znudziłem, a potem momentami mnie zainteresował. W ogólnym rozrachunku przeciętna pozycja.

Potwierdzam, Kroniki Atopii to bardzo przeciętna pozycja. Miałem tak samo jak Jogurt, z tą różnicą, że z początkowego zainteresowania zrobiło się tak nudno, że nie podołałem – a zdarzyło mi się to kilka razy w życiu. Jakby ktoś organizował jakiś forumowy konkurs, to chętnie, dobrowolnie, sadystycznie: oddam :)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Ja mam to szczęście, że wypożyczyłem z biblioteki.

Jakub Ćwiek. Chłopcy 3. Zguba Mimo, że dość szybko przeczytałem to się trochę znudziłem. Póki co najlepsza była część druga.

Babel-17. Czyta się to niewiarygodnie szybko, pomysł fajny, chyba nie znam historii osadzonej w podobnych realiach, ale i tak cała otoczka to nic. Motyw z językiem – to jest to. Zdaje się genialny, dopowiem, gdy dokończę. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Zgodzę się z Jogurtem. "Zguba" trochę nudzi, a trochę jestem zła za zabieg, jaki zostosował autor na końcu poprzedniego tomu. Oczywiście mówię o utracie przez Chłopców... A, nie będę spojlerować ;) W każdym razie nienawidzę takiego obrotu wydarzeń, choć spotykam go w co drugiej serii...

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Przeczytałem Babel-17, z może już 18 :) Nie spodziewałem się, że pójdzie to w takim a takim kierunku, trochę za mało mistyki, która z początku wciągnęła mnie i nie chciała puścić. Postać Wong lubiłem i podobało mi się, jak autor przedstawił jej zdolności, dopóki nie okazało się, że co druga postać ma jakieś “zdolności”. Akcja na statku cieni – super. Załoga choć tylko zarysowana – super. Cmentarzyska – super. Końcówka – taka sobie.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Skończyłem czytać “Rącze konie” McCarthy’ego i “Berlin – wspomnienia Polaków z robót przymusowych”. Teraz czytam “Myśli o dawnej Polsce” Jasienicy i “Nienawiść” Srokowskiego.

Polecam wszystkie powyższe tytuły. McCarthy jest geniuszem.

Ja teraz jestem w trakcie antologii Echa zgasłego świata z udziałem kilku portalowiczów. A w kolejce czeka zbiór Kinga Czarna bezgwiezdna noc

Do polecenia Srokowskiego się przyłączam – choć warsztat nie najlepszy, to tematyka i wymowa opowiadań... Cóż, to trzeba znać.

Belhaj, liczę na wnikliwą recenzję!

Kwisatz, dopisuję Babel17 do mojej listy. Zainteresowałem się tym tytułem.

A ja nadrabiam teraz klasykę i może jakieś czasopisma czytam, więc nie mam się czym chwalić, czego polecać (a co już zostało polecone) i czego odradzać.

Jak skończę coś na pewno skrobnę Sirinie :)

TAKESHI. CIEŃ ŚMIERCI Mai Lidii Kossakowskiej– Wróciłem do tej pisarki po dobrych kilku latach, bo po przeczytaniu ŻĄRN NIEBIOS długo nie mogłem się pozbierać. Na szczęście obecnie pamiętam tylko, że Żarna... były o aniołach. TAKESHIego... czytało się dość dobrze chociaż męczył mnie główny bohater, którego umiejętności władania mieczem i inne atrybuty sprawiały, że bardziej przypominał maszynę, a nie człowieka. Styl opisów CIENIA ŚMIERCI przywoływał mi na myśl Harlequiny, których nie czytałem, ale tak sobie je wyobrażam. Jako, że zbliża się termin oddania książek do biblioteki to mam nadzieję, że drugi tom miło mnie zaskoczy np. brakiem TAKESHIEGO.

Trochę smutno mi się zrobiło, że “Ancillary justice” przetłumaczono jako “Zabójczą sprawiedliwość”. D: Gdzie był Gondor?

 

Ale że miało być o tym, co czytamy – niedawno skończyłam “Łaskę” Anny Kańtoch i mam bardzo mieszane uczucia. Lubię styl Kańtoch, podoba mi się sposób na wykorzystanie realiów wczesnego PRL-u, nastrój jak z książek Gillian Flynn. Ale im dłużej myślę o wątku kryminalnym, tym bardziej muszę zawieszać niewiarę.

No i jestem po drugim tomie TAKESHIEGO Kossakowskiej. Plus taki, że mniej Takeshiego. Minus taki, że autorka przedstawia nowe postaci i świat kosztem akcji, która jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy w 7 tomie się rozwinie. Ale i tak dobrze się czyta. jak ktoś ma chęć lekkostrawny zapychacz wolnego czasu to polecam. Takie książki też są potrzebne.

PRZEDRZEŹNIACZ Waltera Tevisa wart przeczytania. Krótka książka, a niesie tyle treści, że strach się bać. Myślałem, że dystopijne książki już mnie nie zaskoczą i czytanie ich nie ma większego sensu. Jakże wspaniale się mylić.

Hmm, a według mnie “Przedrzeźniacz” jest przeciętny. Z artefaktów zastanawiam się na “Odwróconym światem” Priesta...

 

Mi za to całkiem spodobał się – niedawno skończony – “Cmentarz w Pradze” U. Eco. Bardzo nietypowa książka, choć kompozycja wcale nie jest taka dziwaczna, jak niektórzy piszą. Książka pełna kontrastów, tzn. z jednej strony mamy erudycje autora, z drugiej miejscami kulawo prowadzoną akcję; z jednej fantastycznego głównego bohatera (szkoda tylko, że taki charakterny jest jedynie na początku), z drugiej niektóre postacie drugoplanowe są ledwie zarysowane; wreszcie z jednej strony fragmenty błyskotliwe, z drugiej zupełnie w moim odczuciu przeciętne. I mimo tych wad, książkę czyta się bardzo dobrze i ze sporym zainteresowaniem.

 

No i śmieszą mnie głosy, że to książka antysemicka, bo jest wręcz przeciwnie.

Ja zamówiłem wczoraj “Odwrócony świat”. Może zrecenzuję.

“Binti” Nnedi Okorafor. Wiem, że mamy dopiero marzec, ale mam ochotę ogłosić to najlepszą mikropowieścią s-f, jaką czytałam w tym roku. Wspaniałe połączenie emocjonalnej opowieści o dojrzewaniu, światotworzenia godnego LeGuin i “twardej” naukowej fantastyki.

Nnedi czytałem tylko “Lagunę”, która okrutnie mnie zawiodła. No ale jak mikro, to może poświęcę czas. ;-)

“Laguna” jeszcze przede mną i słyszałam, że dzieli czytelników jeszcze bardziej niż “Who fears death”, debiut Okorafor, jeśli chodzi o książki dla dorosłych. Mnie w każdym razie “Binti” podobała się dalece bardziej niż tenże debiut i “Akata witch”.

Skończyłem czytać “Rącze konie” McCarthy’ego i “Berlin – wspomnienia Polaków z robót przymusowych”. Teraz czytam “Myśli o dawnej Polsce” Jasienicy i “Nienawiść” Srokowskiego.

Polecam wszystkie powyższe tytuły. McCarthy jest geniuszem.

Trudno się z tym nie zgodzić :) Odkąd przezytałem “Rącze konie” moja kariera czytelnicza podzieliła się na pół – to co było przed McCarthym i to co jest po ;)

"I needed to believe in something"

EPOPEJA. LEGENDY FANTASY. Jak dla mnie najlepsze opowiadania zbioru to GDY KRĘCI SIĘ KOŁO, Aliette de Bodard, KONFLIKT TRWA W PAMIĘCI Carrie Vaughn, BRZEGIEM RZEKI ŚMIERCI Kate Elliot i przeczytałem pierwsze opowiadanie Brandona Sandersona, które mi się bardzo  spodobało, czyli RYSN. Opowiadanie Rothfussa było częścią powieści STRACHU MĘDRCA i jestem przekonany, że z częścią innych autorów także to zrobiono, co nie wydaje mi się do końca fair.

BLackout, Marc Elsberg. Właśnie skończyłem czytać. Bez żadnych zgrzytów, przyjemna i przedstawiona bardzo realistycznie utopia.  Z czystym sumieniem polecam :) 

“The Chimes" Anny Smaill. Ciekawe, pomysłowe – ale cierpi trochę na to, co spotyka chyba każdy tekst pisarza, który nie siedzi w prozie gatunkowej. To znaczy, niby jest fantastyką, ale zupełnie odklejoną od nurtu, bez świadomości tego, jak podobne wątki rozwijano w fantastyce. Myślę, że powieść mogłaby dużo zyskać, gdyby autorka poczytała choćby Mieville’a  i oszczędziła sobie wynajdywania koła na nowo. ;)

Zaczynam Inną duszę Orbitowskiego.

Pierwsza książka tego autora która mi się podobała.

Opowiadań Orbitowskiego czytałem sporo, ale powieść będzie pierwsza.

wczoraj przeczytałem książkę p.t. DROGA DO WYZWOLENIA, której autorem jest Lawrence Wright. pierwsza część, w której opisywana była historia założyciela scjentologii najbardziej mi się podobała. może dlatego, że kilkanaście lat temu zaczytywałem się w biografiach i poczułem się jakbym powrócił do czasów młodości. Postać ta była ciekawa ze względu na swoją wyobraźnię i przerost ego. Później wątków i postaci przybywa i wszystko staje się mniej strawne, ale mimo to polecam książkę. Chociaż konstatacje są dość gorzkie.

Ja z kolei niedawno skończylam ,,Drogę do Nawi’‘. Heh, jestem zawiedziona. Taka do przeczytania i zapomnienia. Lubię, jak książka sf/fantasy ma coś do przekazania...

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

A ja teraz kończę trzytomową powieść niemieckiej autorki Sabine Ebert o znachorce. Elementów fantastycznych niewiele, natomiast książka jest bogatym źródłem wiedzy o średniowieczu. Autorka zrobiła doskonały research, warto przeczytać, bo może być inspiracją do własnego tekstu.  

Szlag człowieka trafia, jaką władzę nad zwykłym człowiekiem mieli panowie i kler.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, a rzucisz tytułem? :)

To są trzy tytuły:

  1. Tajemnica znachorki
  2. Zniknięcie znachorki
  3. Wybór znachorki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki! :)

Zainteresowało mnie.

Cieszę się. No i trochę czytania przed Tobą – razem jakieś 1500 stron. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jestem na etapie słuchania – kiedy to możliwe – audiobooków. Teraz słucham “Heroda – króla Judei” Aleksandra Krawczuka. To jest niesamowite, jak tak nietuzinkową, niezwykle uzdolnioną postać można było sprowadzić do roli zdziczałego mordercy małych dzieci. Owszem, pod koniec życia mocno mu odbijało na podejrzliwość, ale miał ku temu powody. W każdym razie – fascynująca postać, książkę – jak to Krawczuka – wchłania się świetnie.

Inna jeszcze sprawa, że Herod zmarł cztery lata przed narodzeniem Jezusa. Ktoś się w Biblii mocno machnął.

Nie machnął się. Po prostu Jezus urodził się prawdopodobnie 7 lat przed naszą erą.

A machnął się Dionizy Mały, który datę narodzin JCh wyliczył na rok, który obecnie jest dla nas rokiem zerowym.

 

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

O, rzeczywiście. Ale rzezi dzieci niemal na pewno nie było, a książkę polecam (chociaż jeszcze nie skończyłam). Biedny Herod, tak brzydko potraktowany przez tradycję.

Ktoś czytał “Abarat” Clive’a Barkera?

Teraz zabieram się za Czarną kolonię Arkadego Saulskiego. Jestem bardzo ciekawe tej rodzimej space opery.

Ocho Barkera czytałem dawno temu jakieś pojedyncze opowiadania, a wymienionego tytułu nie znam.

Jakiś czas temu zabralam się za czytanie piątego tomu (,,Okręt flagowy’‘) z cyklu ,,Starship’‘ Resnicka i muszę przyznać, że podoba mi się ów cykl. Dla lubiących space opery – polecam:)

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

“A machnął się Dionizy Mały, który datę narodzin JCh wyliczył na rok, który obecnie jest dla nas rokiem zerowym.” Jest to częsta pomyłka. Dionizy za rok w którym urodził się Jezus (według jego obliczeń) uznał rok pierwszy. Nie ma czegoś takiego jak rok zerowy. Był rok pierwszy przed naszą erą, a jak się skończył to zaczął się rok pierwszy naszej ery. Gdy Dionizy robił swoje wyliczenia cyfra zero w Europie nie była jeszcze w powszechnym użyciu. Przejęliśmy ją od Arabów “dzięki” wojnom krzyżowym, a za czasów Dionizego cyfra zero była nowinką. Zwróćcie uwagę, że w cyfrach rzymskich nie ma cyfry ani kombinacji cyfr, które by odpowiadały cyfrze arabskiej “0”. Dlatego XXI wiek zaczął się w roku 2001, a nie 2000.

Sorry, mój błąd blush. Ale to z rozpędu – tak się zwykło mówić, ale oczywiście nie ma roku zerowego.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Dzięki, Belhaju. Pytam, bo sporo dobrego czytałam, więc jestem ciekawa. A w Polsce podobno niezbyt znana.

Słucham teraz “Pieśń o Troi” Colleen McCullough. Przyznam, że nie znoszę mitologii, nie tylko greckiej, ale w ogóle. “Pieśń o Troi” to fabularyzowana historia trojańskiej zawieruchy. Bogowie się pojawiają jako element wierzeń, traktowanych instrumentalnie lub fanatycznie. Herosi to ludzie z krwi i kości. 

Słucha się świetnie, mimo że od początku przecież wiem, jak skończy mój kochany Hektor. ;(

Gwidon czyta Wodny nóż, i niestety zaczyna się robić nieciekawie. Do pewnego momentu czyta się nieźle,a potem...  Czyżby spadek formy lub znudzenie tematem? Strata czasu i pieniędzy.

Kilka dni temu przeczytałem BAZAR ZŁYCH SNÓW Kinga i jakoś bez fajerwerków. Może to wina przesilenia wiosennego. WODNY NÓŻ mam zakupiony , ale nie wiem kiedy go zacznę czytać, bo jakąś taką zawiechę złapałem, a i mam kilka innych pozycji do przerobienia.

Wodny Nóż mi się bardzo podobał, zakończenie niczego sobie, choć przewidywalne.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Dawno nie czytałem nic Pilipiuka więc teraz wrzuciłem na ruszt (ciągle pomajówkowo wiele kojarzy mi się z grillem) bezjakubowy zbiór opowiadań Reputacja. Ktoś czytał?

Czytam “Pół króla” Abercrombiego. Czyta się bardzo fajnie, ale trylogia “Pierwsze prawo” to to jednak nie jest. Dość daleko. 

 

A audiobookowo nadrabiam klasykę. Słucham “Faraona” Prusa. Wstyd się przyznać, ale wcześniej nie mogłam się przemóc do tej książki. Jakże niesłusznie. To jest fantastyczne!

Ja dzięki zaradności Dj Jajko mam całą trylogię:

Pierwsze Prawo też mi się bardziej podobało, ale ta trylogia też zapowiada się ciekawie. Na ten moment jestem na 200 stronie. 

Ocho czy postać kapitan Shadikshirram nie przypomina ci Jacka Sparrowa?

Mnie się “Morze Drzazg” podobało w całości, Pierwszego prawa zaś nie znam, ale kiedyś chętnie poznam ;) A Shadikshirram nie kojarzyła mi się wcale z Jackiem Sparrowem. To wredna suka, a Jack przecież budzi sympatię ;]

 

Teraz przedzieram się przez “Kroniki Czarnej Kompanii” Cooka, a tuż za sobą mam udaną grozę “Domofon” Miłoszewskiego i “Sto dni bez słońca” Szostaka, które uważam za kompletną stratę czasu i szczerze odradzam.

 

No i jeszcze jedno – nie mogę się doczekać ostatniej książki z serii świata Dysku Pratchetta. “Pasterska Korona” już zamówiona, premiera w przyszłym tygodniu, więc rzucę się na nią natychmiast jak tylko odbiorę ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

U mnie w kolejce czeka: Dziewczyna z sąsiedztwa Jacka Ketchuma, Gra Geralda Kinga i Zmierzch bogów Thorolf Hillblad (to nie fantastyka tylko wspomnienia szwedzkiego ochotnika służącego w Waffen-SS). 

Co do Shadikshirram to kojarzyła mi się ze Sparrowem przez lubowanie się w udziwnionych strojach i pociąg do wina i nie trzeźwienia. 

Hm, nie pomyślałam o podobieństwie Shadikshirram do Sparrowa. Być może po prostu wszyscy piraci z kategorii tych malowniczych kojarzą się ostatnio ze Sparrowem. A może dlatego, że czytam synowi teraz “Moja matka piratka” i mam inną piratkę przed oczami. :)

 

“Domofon” Miłoszewskiego czytałam dość dawno, wciąż pamiętam i polecam. 

“Długi Mars” i “Długa Utopia” Baxter & Pratchett. Znaczy, próbuję skonczyć czytanie cyklu.

 

“Długa Ziemia” była odświeżająco świeża w pomyśle, “Długa wojna” siadała na jego bezustannym rozwijaniu, “Długi Mars” miał potencjał, ale imo nie wykorzystany, więc z obowiązku, a “Długa Utopia” rozkręciła się od połowy.

 

Czyta się cały cykl bez bólu, ale po “Długiej ziemi” brak efektu WOW! – raczej pożyczcie, niż kupcie ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No popatrz, a ja przeczytałam dwie części cyklu i – mimo magicznego nazwiska na “P” na okładce – zdecydowanie nie mam ochoty sięgać po “Marsa”. “Wojna” tak drastycznie mnie wynudziła, że szkoda mi czasu.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zazdroszczę Ci joseheim. Przeczytałem 3 części cyklu CHŁOPCY Jakuba Ćwieka i mimo, że za bardzo mi się nie podobały to przeczytałem czwartą część, a powinienem skończyć po pierwszej najgorszej jak dla mnie części. To już jest chyba choroba.

Jogurcie – No nie, to ja czuję wewnętrzny przymus skończenia danej książki, nawet jeśli mnie odrzuca (w nadziei, że może jednak finał coś zrekompensuje), tak jakbym, nie wiem, otwierając daną pozycję na pierwszej stronie podejmowała jakieś dziwne zobowiązanie (Beryl się ze mnie śmieje z tego powodu ;p). Ale jeżeli to jest część cyklu i nie czytało mi się dobrze, nie zachęciło, to nigdy nie sięgam po kontynuację. W przeciwnym razie (bogowie, uchrońcie), musiałabym przeczytać wszystkie (słownie: wszystkie) wypociny Piekary o Mordimerze Madderdinie (i tak za to, że przetrwałam trzy tomy, należy mi się moim zdaniem jakiś medal ;p) na przykład, albo brnąć dalej w wojny anielskie Kossakowskiej. Albo... przeczytać IV tom Pana Lodowego Ogrodu, na co się do tej pory nie odważyłam, bo trzeci był naprawdę kiepski. I tak dalej, i tak dalej. Nie, mogę dać szansę jednej książce, ale życie jest o wiele za krótkie na czytanie słabych serii ;)

 

Ekhm, żeby nie offtopować: zrobiłam drugie podejście do “Drogi królów” Sandersona, bo w pierwszym wymiękłam. Okazało się, że dopiero od jakiejś 400-tnej strony rzecz zrobiła się dla mnie ciekawa, wcześniej brnęłam tylko ze względu na Kaladina. W ogóle uważam, że spokojnie można by te 950 stron skrócić przynajmniej o jedną trzecią, jak nie więcej, no ale teraz czyta mi się dobrze. Już po połowie tomiszcza związała się akcja ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja z reguły nie czytam książek, które mnie po kilkudziesięciu stronach nie zainteresują. Bywa że meczę się długo (np. “Cmentarz w Pradze” Eco, “Imię wiatru” Rothfussa), bo wydaje mi się, że to MUSI w końcu zaskoczyć. Ale jeśli się tak nie dzieje, książkę odkładam. Przeczytałam pierwszy tom “Kłamcy” Ćwieka, bo to krótkie było i byłam wściekła, że wydałam na to kasę, ale po kolejne części już nie sięgnęłam. Tak samo przebrnęłam przez pierwszy tom “aniołów” Kossakowskiej (chociaż tu przyznam, że zaczął mnie wkurzać dopiero w połowie), drugi już olałam.

Patrzę na stos książek, które czekają na przeczytanie i szkoda mi czasu na to, co mnie męczy.

Zdarza się, że brnięcie do końca jest błędem. Ale zdarza się też, że książka rozkręca się dopiero od pewnego momentu i pod koniec jednak człowiek ma satysfakcję, że doczytał ;) I dla tych drugich przypadków warto się czasem pomęczyć, bo efekty bywają zdumiewające.

Niemniej ja również – choć rzadko – po prostu rzucam coś w kąt, bo rzygać mi się chce. W ciągu ostatniego roku porzuciłam na przykład trzy książki: “Aposiopesis” Andrzeja Sawickiego, “Zakon smoka” Aleksandra Tesica i “Modlitwę do Boga złego” Krzysztofa Kotowskiego. Najgorszemu wrogowi bym nie podrzuciła.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kończeniu ciężkostrawnych książek sprzyja ich sluchanie, chociaż to nie zawsze pomaga.

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

Ja wprawdzie, podobnie jak Jogurt, mam takie zacięcie, by doczytać do końca, ale ostatnio skutecznie zwalcza je brak czasu.

"Długą..." doczytałem wyłącznie ze względu na potencjał pomysłu – byłem ciekawy, co autorzy z niego wycisnąć. Niestety, tylko pierwszy i czwarty tom (tak od połowy) oferują coś więcej niż ciekawe slajdy że światów alternatywnych.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho, tym bardziej mnie utwierdziłeś w przekonaniu, że po trzeci tom “Długiej” nie sięgnę ;)

 

Dziś za to skończyłam “Drogę królów” z mocno opadniętą szczęką. Płaczę w kącie nad faktem, że drugi tom jest tak cholernie drogi.

 

A teraz mam jeszcze ciepłą, świeżutko odebraną z księgarni “Koronę pasterską” Pratchetta pod ręką. Cieniutka jest, więc najpóźniej jutro będzie po niej i zabiorę się – chyba – za “Kąpiąc lwa” Johnatana Carrolla.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Marsylko, ja mam tak, że – abym mogła książki wysłuchać – musi być dwa razy ciekawsza od tej, którą mogłabym przeczytać. Inaczej się zaraz dekoncentruję.

 

Zostało mi jeszcze kilka stron “Połowy króla” i muszę przyznać, że brnę coraz bardziej znużona. Naszła mnie przy okazji taka refleksja, że tu, na portalu, mamy większe wymagania w stosunku do siebie niż do wielu wydrukowanych autorów. ;)

Pół króla już skończyłem, teraz cisnę Pół świata. Nie ma rewelacji choć solidne i szybko się czyta. Dostrzegam też bardzo wiele podobieństw do Pierwszego prawa chociaż tam było bardziej mrocznie i krwiście. No i tęsknie za bohaterami typu Logen, Wilczarz czy Czarny Dow. 

ocha – ja to może nie tyle się dekoncentruję, co pozwalam szumowi wody lejącej się do wanny zagluszyć  lektora;P Jeśli historia jest ciekawa, przysuwam glośnik bliżej wanny albo ,,wylączam‘‘ książkę na czas napuszczania wody;D

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

Zostało mi jeszcze kilka stron “Połowy króla” i muszę przyznać, że brnę coraz bardziej znużona.

No popatrz, a mi się ta książka podobała – i to właśnie im dalej, tym bardziej, bo początek był dość średni.

 

Naszła mnie przy okazji taka refleksja, że tu, na portalu, mamy większe wymagania w stosunku do siebie niż do wielu wydrukowanych autorów. ;)

Im dłużej tu jestem, tym bardziej odnoszę wrażenie, że jednak my tutaj przesadzamy ;) Inna sprawa jednak, że w opowiadaniach łatwiej o drobiazgowość.

Chyba lepiej w tę stronę :)

Żeby nie offtopować: Rącze konie za mną. Bardzo, bardzo, bardzo dobra książka.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

a mi się ta książka podobała – i to właśnie im dalej, tym bardziej, bo początek był dość średni.

 

Mnie podobało się to, co i w “Pierwszym prawie” – to, że bohaterowie często okazywali się nie tym, czego się spodziewaliśmy, a także ich metamorfozy. To u Abercrombiego jest świetne i to pewnie sprawi, że prędzej czy później sięgnę po następne części. O ile mi ktoś pożyczy, bo jednak tych kilku dych akurat na to będzie mi szkoda.;) Chcę uniknąć spoilerów, więc napiszę tak – ta niemal finałowa krwawa akcja była tak nieprzyzwoicie głupia, że nie mogłam jej czytać bez irytacji. Już widzę, jak ktoś tworzy taką intrygę i doprowadza ją do takiego finału tu, na portalu – zostałby utopiony w złośliwościach. Uroczych, oczywiście. ;)

I strasznie mnie wkurza to upodobanie Abercrombiego to wybijania przednich zębów przystojnym bohaterom. ;)

“Pasterska korona” Terry Pratchett – jak dla mnie, wielkiej fanki, równie wielkie rozczarowanie.

 

“Kąpiąc lwa” Johnatan Carroll – jedna z najgorszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Gdyby coś skonstruowanego w ten sposób trafiło na ten portal, autor zostałby dosłownie zmiażdżony. Nawet nie nazwałabym tego literaturą.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, Droga Krolów jest bardzo dobra, ale Słowa Światłości sprawią, że szczęka Ci się zwichnie,wykrzywi i połamie. Takie dobre.

Joseheim, zachęciłaś mnie do przeczytania PASTERSKIEJ KORONY jako, że KĄPIĄC LWA bardzo mi się podobało.

Prosiaczku, nie wątpię, ale najpierw muszę wykombinować, jak dorwać tę książkę w swoje łapki ;) Dzięki za zachętę.

 

Jogurcie, a czy znasz Świat Dysku? Pamiętaj, że “Pasterska korona” to część cyklu składającego się z kilkudziesięciu powieści, w tym czwarta część losów Tiffany Obolałej, więc bez znajomości pierwszych trzech (a i w ogóle moim zdaniem bez znajomości innych tomów poświęconych czarownicom) sięganie po nią nie ma sensu. “Pasterską” przy tym oceniam właśnie przez pryzmat cyklu, bo wiem, że zdecydowana większość z wcześniejszych książek była o wiele lepsza (bardziej przemyślana i dopracowana, na “Pasterską” Sir Terry’emu po prostu zabrakło czasu), a że jest to ostatni tom w ogóle, to jako zakończenie wieloletniej przygody ze Światem Dysku odbieram go niestety zwyczajnie słabo.

“Kąpiąc lwa” zaś oceniam jako pojedynczą książkę. I podtrzymuję opinię, że to nie powieść, a strumień świadomości. Moim zdaniem tłumaczenie ciągu absurdów i losowych obrazów tym, że “ONI tak chcieli”, to żadne tłumaczenie. Ale o gustach się nie dyskutuje ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Na szczęście przeczytałem wszystkie pozostałe tomy ŚWIATA DYSKU, także odnajdę się w nim.

Rozumiem ;) Ciekawa jestem zatem, jak odbierzesz “Koronę”, bo może po prostu to ja miałam zbyt wygórowane oczekiwania co do niej?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ostatnimi czasy udało mi się skończyć obie trylogie Abercrombiego. Trochę niechronologicznie, bo zacząłem od "Pół...”, a dopiero potem zabrałem się za “Pierwsze Prawo”. Wiele już zostało tu powiedziane o Abercrombim i pod większością z tych opinii się podpisuję. Świetnie czyta się jego książki, bohaterowie ciekawi, historie niebanalne, a warsztatu można pozazdrościć. Jest tylko jedna rzecz w jego twórczości, która  mnie irytuje. Doświadczenie przyzwyczaiło mnie, że w literaturze fantasy, gdzie są wojny, magia i konflikty wszelakie, ktoś przeważnie wygrywa. Nie mówię, że zawsze jest to główny bohater, ale ktoś przeważnie jest na wierzchu. Po lekturze dwóch trylogii Abercrombiego nie mogę pozbyć się wrażenia, że u tego autora na końcu przegrywają wszyscy. Nawet ci, którzy stoją po zwycięskiej stronie konfliktu i tak koniec końców okazują się być przegranymi. To pozostawia pewien niesmak w ustach, że tak powiem. 

Kurczę, Vyzarcie, a dla mnie właśnie to stanowi o sile jego książek. I tak, zgadzam się, że to dla fantasy nietypowe, ale za to prawdziwe. Z tych heroicznych walk wszyscy wychodzą pokiereszowani. Albo nie wychodzą w ogóle. Nie powiem, że – po przeczytaniu “Pierwszego Prawa” czułam się świetnie i przyjemnie. Wręcz przeciwnie. Ale czasem właśnie o to chodzi.

Z drugiej trylogii przeczytałam na razie tylko “Pół króla” i już napisałam, co o tym myślę. Przeczytałam też zapowiedzi kolejnych tomów i właściwe tylko dlatego po nie sięgnę. Bo coś mi się wydaje, że będę tam właśnie charakterystyczne dla Abercrombiego wolty. :)

Moim zdaniem “Pierwsze Prawo” ma dwie myśli przewodnie, konkluzje, puenty, czy jak to nazwać. Po pierwsze, nic nigdy tak naprawdę się nie zmienia. Po drugie, świat nie jest sprawiedliwy. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że świat rzeczywisty też jest tak skonstruowany i niewątpliwie dodaje to poczucia realizmu do świata Abercrombiego. Tylko że z racji tego, że doskonale zdaję sobie sprawę z niesprawiedliwości, idiotyzmu i nierówności świata rzeczywistego, niekoniecznie muszę chcieć czytać o tym w literaturze, którą czytam – bądź co bądź – dla rozrywki. Ot, kwestia gustu. 

Co się zaś tyczy drugiej trylogii Abercrombiego, schemat jest – jakby się nad tym głębiej zastanowić – właściwie taki sam. Choć jest mały progres, bo na końcu opowieści dwójka z całej palety głównych bohaterów jest faktycznie szczęśliwa, co niewątpliwie jest zmianą względem “Pierwszego prawa”, gdzie na końcu wszyscy byli albo nieszczęśliwi, albo martwi. 

No i przygotuj się, Ocho, na wywrócenie oczami, głośne westchnięcie i Boga z maszyny w trzecim tomie. Żeby nie było, że nie uprzedzałem. 

TURNIEJ CIENI Elżbieta Cherezińska– Początek trochę mnie wymęczył. Za dużo naraz autorka chciała i lekki chaos w poszczególnych wątkach się zakradł. Później akcja stała się bardziej płynna. Najbardziej podobał mi się opis próby ucieczki jednego z bohaterów ze zsyłki na Syberii.

O, właśnie zaczynam “Turniej cieni”. To znaczy – zaczynam już od tygodnia i porządnie zacząć nie mogę. Chaos mnie nie denerwuje, ale usilne ukazywanie przejawów “polskiej duszy” – tak.

Ale skoro piszesz, że będzie lepiej, to postaram się przebrnąć dalej.

A na audiobooku – “Shogun” Clavella. Na razie dobrze.

Ja wiem, że jestem sto lat za Murzynami, ale dopiero teraz wzięłam się za Wegnera. Sama nie rozumiem, co mnie odrzucało wcześniej od tej książki, ale za każdym razem, jak brałam ją do ręki, mówiłam: eee, jakieś pierdoły. A teraz jestem zachwycona. Nie raz i nie dwa wycierałam oczy. Mam takie wrażenie, że książka powstała jak Sienkiewiczowska trylogia – ku pokrzepieniu serc. A ja lubię takie klimaty.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czyli mówisz, Bemik, że warto za Wegnera? U mnie leży od stycznia i czeka grzecznie. Póki co, po długich namowach, sięgnąłem po “Kroniki Amberu“ i muszę przyznać, że naprawdę świetnie się to czyta. Zwłaszcza niezły pomysł z karabinami. Trochę mi się skojarzyło z Trylogią Magów Prochowych. W ogóle widać, ilu pisarzy inspirowało się Zelaznym (jak Gaiman chociażby).

Work smart, not hard

Oj, warto, a do tego przednia magia, zaskakująca po wielokroć. Choć ze dwa razy pogubiłam się troszkę kto jest kto. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A czytałaś może kiedyś Stevena Eriksona? Gdzieś spotkałem się ze zdaniem, iż wiele te książki łączy. I jestem ciekaw, czy to aby na pewno prawda.

Work smart, not hard

Trochę się Ocho możesz zawieść, bo kilku bohaterów jest personifikacją polskiej duszy, ale jest też kilka postaci niejednoznacznych, chociaż podział między dobrymi i złymi przebiega dość wyraźnie, co dziwi biorąc pod uwagę, że jest to książka oparta na faktach. Jest to trzecia książka tej autorki, którą czytam i najmniej mi się podobała, chociaż jestem daleki o odradzania komuś jej, bo jak dla mnie Cherezińska jest o niebo lepsza od Komudy, którego każda przeczytana książka niemożebnie mnie wymęczyła.

Michal3 – nie, nie czytałam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Michal, czytałem i Eriksona i Wegnera i dla mnie polski autor miażdży tego drugiego.

 

No dobra “Malazańskiej...” przeczytałem 2 tomy, ale to dość, żeby sobie wyrobić opinię. Nie jest to zła lektura, drugi tom jest naprawdę niezły, ale wtedy, gdy to czytałem, miałem przed sobą perspektywę kolejnych ośmiu tomów, każdy rozbity na dwa czyli 16 książek jakieś po czterdzieści złotych, więc odpuściłem, bo nie wciągnąłem się tak, jak chciałem. Na pewno Erikson stworzył ciekawy świat, ale według mnie słabo go sprzedaje na kartach powieści. Denerwowało mnie, że Erkison potrafił wprowadzić jakąś rasę i dopiero po 1000 stron okazywało się, że ma np. niebieską skórę. Wolę bardziej namacalny świat. Ale i tak podziw za rozmach i niektóre pomysły. Denerwowało mnie też, że działy się epickie rzeczy, a czytelnik nie rozumiał co, jak i dlaczego, więc niewiele go to obchodziło Uniwersum Wegnera może mniejsze, ale zdecydowanie bardziej pociągające. Są tajemnice i wiele niewiadomych, ale czytelnik nie porusza się po omacku. Wegner tworzy lepsze postaci (z 1 tomu “Malazańskiej” spośród 3284943 postaci tylko jedną uznałem za w miarę interesującą, ale i bez szału), Wegner lepiej gra na uczuciach. Język trudno mi porównywać, ale Wegnera czyta się jak najbardziej ok.

 

Ja akurat “Malazańską...“ uwielbiam i wszystko to, o czym piszesz mi akurat nie przeszkadzało. Ale mniejsza z tym. Zdecydowanie przekonaliście mnie, aby Wegner dłużej nie leżał i nie czekał na swoją kolej.

Work smart, not hard

POSZUKIWACZE. DZIEJE LUDZKICH POSZUKIWAŃ SENSU ŚWIATA Daniel J. Boorstin– popularnonaukowa pozycja, która usystematyzowała moją wiedzę o filozofach i nie tylko i uświadomiła mi, że jednak nauka idzie w las, bo mimo tego, że w liceum czytałem tę i nie tylko tę książkę z tego zakresu, na studiach miałem filozofię, to czytałem z wrażeniem, że nigdy jej w ręce nie miałem i gdybym nie znalazł podkreśleń wyrazów, których nie rozumiem skończył bym ją czytać z przeświadczeniem, że książka, którą mam od kilkunastu lat w końcu została przeze mnie przeorana. A tu się okazuje, że to repeta. Ale czuje się dzięki tej pozycji lepiej przygotowany do finału barowego quizu, który odbędzie się w sobotę. 1000zł wygranej– nie w kij dmuchał. Czy wy też bierzecie udział w quizach barowych? Jak dla mnie to najlepszy sposób na spędzanie czasu z innymi ludźmi.

Teraz zacznę czytać REPUBLIKĘ PIRATÓW Colina Woodarda

O, REPUBLIKA PIRATÓW rządzi ;-) Beletryzowana gdzieniegdzie książka historyczna o barwnym, bardzo barwnym kawałku morskiej historii ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czytał ktoś może “Onikromos“ Pawła Matuszka?

Work smart, not hard

Michal3 nie czytałem ani nie zamierzam. Ale w ramach odskoczni od trylogii Morza Drzazg (kończę Pół świata) wziąłem się za Adepta Przechrzty (zachęcony dwoma pierwszymi rozdziałami drukowanymi jakiś czas temu w NF). Ulubione klimaty autora (przełom XIX i XX wieku) podlany sosem rodem ze Stalkera (enklawy, anomalie) zapowiada się ciekawie choć bardzo awanturniczo.

No widziałem, widziałem i też mnie “Adept“ zachęcił. Tylko zajmuje dosyć odległą pozycję na liście, więc podejrzewam, że szybko nie kupię. Ale skoro ma to być trylogia, więc z pewnością nie ma co się spieszyć.

Work smart, not hard

Słuchajcie, dobrzy ludzie... Właśnie skończyłam Metro 2033. Znaczy, podstawową, pierwszą powieść Glukhovsky’ego. I nie rozumiem. Męczyłam się przy tej książce, moim zdaniem jest przegadana, główny bohater wkurzający, a zakończenie nieprzekonujące i słabe.

Od razu przy tym zaznaczam, że podoba mi się idea tworzenia pod hasłem “Metro 2033”, gdzie każdy autor pisze po swojemu, swoją historię, w swoim mieście, natomiast samo pierwotne Metro 2033 mi się nie podobało. Czy tylko ja tak mam? Bo gdzie nie spojrzeć, wszyscy wychwalają...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mnie "Metro 2033" utrzymało do końca przez swojski, rosyjski sznyt – i obrazek, fakt, zhiperbolizowany lecz nie niemożliwy do wyobrażenia, podziałów podziemnej społeczności. Wydał mi się on komentarzem nt. bezrefleksyjnie przenoszonych – w obliczu zagłady totalnej – społecznych podziałów; podziałów, powody których nieraz już dawno stały się nieaktualne a mimo to ludzie trzymają się ich kurczowo, nie mogąc się przestawić ponad nie. Ale forma faktycznie nieco odstreczyła od sięgnięcia po kolejne części.

Ja jestem po opowiadaniach wiedzminskich. Dwa e-booki zassaly mnie, sam nie wiem kiedy, na pół nocy. Ech, Wiesio nie chce się zdezaktualizować... :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jose, jesteś lepsza ode mnie. Ja nie przebrnęłam nawet przez sto stron. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ufff, dzięki za odzew, już sądziłam, że coś jest ze mną nie tak ;D

 

Masz rację, Psycho, poszczególne stacje, różniące się od siebie nawzajem jak Niebo i Piekło, woda i ląd, różne spojrzenia na życie itp. były na swój sposób ciekawe. Ale przez kolejne akapity i rozdziały bardziej się przedzierałam niż czytałam.

A opowiadania wiedźmińskie są bardzo zacne, o wiele zacniejsze niż saga ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mnie się Metro podobało, dobrze się czytało, chyba najbardziej mi się podobała właśnie pierwsza część.

Ja sobie dałam spokój z Cherezińską, bo te narodowościowe rozterki i cierpienia mnie do szału doprowadzały. 

Zaczęłam “Idź, postaw wartownika” Harper Lee (kontynuacja “Zabić drozda”) i też nie wiem, czy doczytam. Właściwie lubię takie fabularyzowane moralitety, jednak mam wrażenie, że ta książka jest albo kiepsko napisana, albo kiepsko przetłumaczona. W tym przypadku mam podejrzenie, że jednak – wyjątkowo – to pierwsze.

 

Czy ktoś czytał “Królowie Dary” Kena Liu? Korci mnie, chyba będzie następna.

“Idź, postaw wartownika” przeczytam niedługo jako, że na dniach wypożyczyłem tę książkę.

Biorę się za “Idź i czekaj mrozów”... Drżyj Marto, będę marudził! ;-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

REPUBLIKA PIRATÓW nie kupiła mnie. Pozycja przeciętna. Walczyłem z nią przez półtora tygodnia.

A mnie się bardzo. Republika Piratów to zbiór, jak dla mnie, smakowitych ciekawostek dotyczących. karaibskich piratów, poukładanych na osi czasu. Nie wydaje mi się, by należało traktować ją jako pozycję historyczną, tym bardziej beletrystyczną. Ot, tak popularno naukowa, z naciskiem na pop, pozycja, za którą stoi przyzwoity materiał źródłowy.

 

Ja skończyłem"Idź  i czekaj mrozów " i odkryłem, ku swojemu zaskoczeniu, że to chyba romans jest :-) Recenzję dodałem do książki, na portalu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja teraz czytam “Królów Dary” Kena Liu. Pewnie trochę to potrwa, z moim tempem, ale na razie mi się baaardzo podoba. Strasznie mało jest takiego fantasy. Dobrze napisanego, przemyślanego, z ciekawym tłem i bohaterami. Wyraźnie widać też w tym tekście pochodzenie autora, orientalna nuta dodaje mu uroku. Narracja jest czasem trochę baśniowa, czasem nieco egzaltowana, ale to przede wszystkim porządnie napisana opowieść.

Zobaczę, jak będzie dalej. Na razie polecam. Lubię ciekawe opowieści, których fantasy powinna być pełna, a jakoś, cholera, nie jest.

Forrest Gump – juppiiii!

Książka dobra, ale film lepszy

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

OSTRE PRZEDMIOTY, Gillian Flynn– mam wrażenie, że już wystarczającą ilość kryminałów przeczytałem w swoim życiu i trudno mi przy ich czytaniu wzbudzić entuzjazm. Przeciętna pozycja.

Między ustami a brzegiem pucharu!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Skończyłem Adepta Przechrzty. Po pierwszym rozdziale drukowanym w NF spodziewałem się o wiele więcej. Plus ten cliffhanger, który bardziej mnie zniechęcił niż zachęcił... ach szkoda bo potencjał bym spory.

A teraz czytam Pół wojny Abercrombiego i zaczynam przygodę z klasyką. Na początek Piknik na skraju drogi  braci Strugackich.

Dopiero co zrobiłem sobie popołudnie ze Strugackimi. Przeczytałem Miliard lat przed końcem świata. Bardzo chaotyczne, nie do końca wiadomo o co chodzi przez ¾ treści, a fantastyki niewiele – sama koncepcja wyjaśniona w kilku akapitach całkiem innym stylem niż reszta powieści (przez co jest nierówna). Ale, jak to u Strugackich, czyta się płynnie.

Z nowości kończę mękę nad “Krivoklatem” Jacka Dehnela. Nudny monolog oparty na bogatym researchu, niezłym odwzorowaniem stanu umysłu bohatera, sprawną frazą (ale bez zachwytu). Istnieją dużo ciekawiej napisane opowieści tego typu.

Podobał mi się Dostatek Michaela Crummeya – pisarz odwiedził w czerwcu Polskę. Dobra książka, realizm magiczny. Przeczytam pewnie więcej tego autora (robi dobry klimat, a fantastyka/realizm magiczny działa mocno na wyobraźnię). Pełna recenzja będzie w Silmarisie 2.

Doktor Sen – jako druga część Lśnienia – całkiem całkiem, jak to u Kinga. A propos – słuchowisko wydane bardzo niedawno “Lśnienie” jest kapitalnie przygotowane. Strach słuchać.

Mam jeszcze za sobą Chór zapomnianych głosów. Nie bardzo mi podeszło. Rozrywkowa książeczka, ale jej tempo czy naciąganie kolejnych koncepcji/zdarzeń i wymuszony humor w dialogach między głównymi bohaterami do mnie nie przemówiły. Chyba tylko dla lubiących space opery.

Poza tym przemłóciłem sporo Lema, Zajdla, Martina i jakiejś klasyki, której nie trzeba wypisywać (zachęcać/zniechęcać), bo pewnie większość czytała.

Belhaju, czyli “Adept” nie za bardzo? Ustawiłam go sobie gdzieś w kolejce, też po tym tekście z “NF”. Szkoda.

Ocho mi nie podeszło. Za mało enklawy, anomalii czy demonów (tak dobrze oddanych w tekście z NF), a za dużo politycznych intryg, spisków itp. Do tego zakończenie wymuszające zakup kolejnego tomu żeby poznać dokończenie zawieszonej w kulminacyjnym momencie akcji. Takie zabiegi mnie irytują (podobnie wkurzyło mnie to w drugim tomie Stalowych szczurów Gołkowskiego). Napisane dobrze jednak spodziewałem się czegoś zgoła innego. 

Mam podobne odczucia co do Adepta.  Momentami wciągający, ciekawy, ale z grubsza, za dużo ‘tego wszystkiego’ co akcje spowalnia.  I też zachęcił mnie tekst z NF :D

 

Dzięki, Belhaju, dzięki, Foskenie.

To teraz mam zagwozdkę. :)

Przeczytałem “Piknik na skraju drogi“ i... w sumie okej. Bardzo dobra książka, ale jakoś się nie zachwyciłem. Już chyba “Miliard lat przed końcem świata“ spodobało mi się bardziej.

 

Teraz czas na “Dom Burz“.

Work smart, not hard

Skończone “Uczciwy złodziej i inne opowiadania” i zacząłem “Idź i czekaj mrozów” :D

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jo Walton, “Podwójne życie Pat”– książkę dobrze się czyta i jest lepsza od “Wśród obcych” tej samej autorki. Także jeżeli ktoś ma kaca po “Wśród obcych” to proponuję klina w postaci “Podwójne życie Pat”.  Zaskakująco dużo się dzieje jak na tak krótką książkę. Tytuł oryginału to “My Real Children” co powoduje podejrzliwość co do reszty tłumaczenia, ale jako że angielski jest u mnie na poziomie podstawowym to pewnie wyszło teraz ze mnie niedouczenie. 

Pytanie (raczej) do pań tu obecnych: Czy któraś z Was czytała kiedykolwiek “Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte? Bo ja właśnie postanowiłam nadrobić kilka tak zwanych klasyków i jestem wprost przerażona. Dawno nie czytałam książki tak... dziwnej. Wszyscy bohaterowie tej powieści co do jednego to obłąkańcy. Zachowują się nieracjonalnie, bezsensownie, niewytłumaczalnie, wpadają ze skrajności skrajność. Małżonkowie i członkowie rodziny obrażają się i wyszydzają na każdym kroku, a potem się dziwią, że nikt ich nie lubi i nie rozumie. Serio, pod względem konstrukcji charakterów bohaterów jest to powieść pełna samych czubków. Wszyscy są odpychający i odrażający. Nie rozumiem, jakim cudem ta książka nie dość, że stała się klasykiem, to jeszcze w kategorii “romans”, którego – powiedzmy sobie szczerze – praktycznie tam nie ma.

Wiem, że to nie fantastyka, ale jestem ciekawa, jakie Wy macie odczucia...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie czytałam.

Ale jestem po lekturze “Ojca Goriot” Balzaca – zmęczył mnie okropnie.

Natomiast mogę polecić “Paragraf 22” Josepha Hellera – trzeba się przyzwyczaić, ale całkiem nieźle się czyta (a zabierałam się jak do jeża ;) )

No i Edgar Allan Poe – droga przez mękę :(

O tak, “Paragraf 22” jest genialny.

 

A zbiór opowiadań Poego mam właśnie na kupce w kolejce do nadrabiania klasyki ;) Nie zachęcasz, ale powiedzmy sobie szczerze, literatura XIX-wieczna po prostu nie może być dla nas łatwa ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Raz, że trzeba się przyzwyczaić do stylu, dwa – inne realia, przez co niektóre zachowania bohaterów możemy postrzegać jako dziwaczne, infantylne, a trzy – fantastyka.pl, która sprawia, że wszędzie widzisz “błędy” ;)

A ja zakończyłem trylogię o Morzu Drzazg Abercrombiego. Kolejne bardzo udane pozycję brytyjskiego pisarza. Teraz kontynuuje przygodę z tym autorem czytając niedawno wydany zbiór opowiadań ze świata Pierwszego Prawa Ostre cięcia.

Paragraf 22 faktycznie jest wspaniały, dopracowany w każdym zdaniu. Ale jeszcze lepszą powieścią/nowelką w tym klimacie jest Rzeźnia numer pięć (i tam jest fantastyka).

Pochłonąłem “Hubala”, najnowszą książkę Komudy. Trochę za dużo o koniach, z majora zrobiony trochę jeździec bez głowy (ponoć taki był), a patriotyzm przesłania nieco brudne oblicze wojny. Niemniej bardzo polecam.

Ja czytałam “Wichrowe wzgórza” i bardzo mi się podobały, głównie właśnie przez tę “szaloną” nieracjonalność bohaterów. Którzy, jednak, zachowują się, moim zdaniem, w sposób jak najbardziej wiarygodny. Bo ludzie często zachowują się głupio, szkodząc sobie i innym, nawet jeśli naprawdę tego nie chcą.

Inna sprawa, że czytałam ją dawno. Ale wspominam z sentymentem, głównie ze względu na tych raniących się nawzajem bohaterów.

@Ocha – no tak, ale ja rozumiem, jeden, dwoje bohaterów-czubków, ale nie wszyscy! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czubkowatość pozostałych wzmacniała czubkowatość głównych. ;)

 

A ja teraz z synem zaczęłam czytać “Harry’ego Pottera”. Trochę się bałam, że dla siedmiolatka będzie za trudne, ale jest zachwycony. Ja też czytam bez bólu. ;) Chociaż sama bym się pewnie nie zabrała.

O matko, a nie znasz HP? Jeśli nie, to lektura z synem dobrze zrobi Wam obojgu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie. Jak zaczął wychodzić, to byłam już dużą dziewczynką. ;) Czytam teraz i uważam, że to jednak książka dla dzieci. Fajna, ciekawa, zabawna – ale dla dzieci, więc sama bym i tak nie przeczytała. Dodatkowo mam awersję do książek z nastolatkami w rolach głównych. Próbowałam obejrzeć pierwszą część filmu, ale mnie znudziła straszliwie. 

Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć tylko tyle – pierwsza część jest zdecydowanie najsłabsza, najbardziej naiwna i najbardziej dziecinna. Jeśli ją przetrwasz, a syn będzie chciał dowiedzieć się, co dalej, potem będzie łatwiej ;) Druga część też Cię na pewno nie zachwyci. Ale każda kolejna powinna podobać Ci się coraz bardziej, bo historia zdecydowanie się rozwija, a bohaterowie wraz z nią (chociaż sam Harry jako postać będzie Cię wkurzał do samego końca ;p)

Ja miałam czternaście lat, kiedy w moje ręce wpadły trzy pierwsze tomy. Połknęłam je z marszu i od tej pory jestem nieustającą fanką tego uniwersum i tej opowieści ; )

A filmy są okropne, więc się nie sugeruj.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pierwsza część nie jest najsłabsza – jest pisana z pozycji jedenastolatka :)

Zresztą fajnie widać dorastanie bohaterów.

 

Dj czytał i chętnie poczyta kiedyś progeniturze!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

DJ-u, masz rację. Niemniej nie tylko bohaterowie i czytelnicy dorastali wraz z kolejnymi częściami. Również autorka ewidentnie się rozwijała i dzięki temu z tomu na tom pisała coraz lepiej. To miałam na myśli pisząc, że pierwsza część jest “najsłabsza”. W porównaniu z kolejnymi jest nie tylko najprostsza, ale i najgorzej skonstruowana ;) Nie mówię, że to grzech, bo to przecież faktycznie książka dla dzieci. Ale ja akurat patrzę z pozycji nie dziecka, tylko dorosłego ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Grega Egana znałem z łamów (czy z łam– czyżby dwie formy poprawne, bo niczego mi nie podkreśliło) Nowej Fantastyki i byłem zawiedziony, bo jego opowiadania mi nie podeszły. Wczoraj skończyłem czytać jego DIASPORĘ i jestem pod wielkim wrażeniem. Naukowe wywody rozumiałem tylko w ogólnym zarysie, ale to i tak nie przeszkadzało mi czerpać wielką przyjemność z obcowania z nią. Fabuła rozwleczona na parę ładnych lat, ale mimo to nie pogubiłem się w niej. Książka krótka, ale treściwa. Greg Egan powinien więcej pisać. Więcej i grubiej.

Kiedyś w NF były dwa opowiadania Egana w jednym numerze. Takie zupełnie inne niż te ostatnie. Każde oparte na osobliwej koncepcji, w nieco pokręcony sposób nawiązywały do teorii fizycznych/matematycznych. Pierwsze zaczynało się od meczu piłki kwantowej :) Oba opowiadania były krótkie. Oraz zapadające w pamięć, miały coś w sobie. Przynajmniej mnie zapadły i ja uważam, że były dobre :) Nie przekreślałbym Egana jako twórcy krótkich tekstów, zdecydowanie nie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A ja polecam Miasto Permutacji Egana. Co prawda sporo w tej książce żargonu naukowego, ale mimo tego, to dobra lektura. Przynajmniej jak dla mnie :)

Egan jest dla mnie nie do strawienia. Opowiadania w NF wcale mi nie podeszły, zrobiłem podejście do Diaspory, ale odłożyłem na półkę po niespełna godzinie.

Przedzieram się teraz przez Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Pierwszy tom przeczytałem 2 lata temu, zdenerwował mnie urwaniem historii, więc odłożyłem. Teraz mam audiobooki i... jest źle. Niby zacząłem słuchać już trzeci tom... Ale coraz więcej w tym magii i wszystkiego, co w fantasy jest najgorsze. Dalej nie będzie lepiej, prawda? Chyba poddam, mimo chęci “nadrobienia klasyki” i godnego naśladowania warsztatu autora.

Ostatnio miała premierę książka o Pękalskim – “Bestia. Studium zła” (seria na faktach, ta sama, która sygnowała “Inną duszę”). Jest nieszczególnie napisana, niechronologicznie, ni to reportaż, ni rekonstrukcje jak z programów Wołoszańskiego, ale mimo wszystko wchodzi w głowę. Duże plusy za przedstawienie, jak wygląda życie takiego więźnia, jak Pękalski. I za pokazanie bezradności placówek wobec takich osób. Mocna rzecz, którą polecam.

Pan Lodowego Ogrodu zdecydowanie jest coraz gorszy z tomu na tom...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pana Lodowego Ogrodu nie potrafię rozgraniczyć ze względu na tomy bo przeczytałem wszystko w ciągu czterech dni. Podobał mi się bardzo. Dziwię się, że DIASPORA nie wygrała Reflektorów NF. Mam nadzieję, że chociaż była nominowana do nich. ROZŁAKA Priesta jakoś nie wstrząsnęła moim jestestwem, a wygrała tę nagrodę. WODNY NÓŻ Bacigulapiego zajął drugie miejsce, a po przeczytaniu 100 stron na razie czekam na coś co mi potarga jelita. Czyżbym czekał nadaremno? (pytanie retoryczne)

Teraz zacząłem czytać “Pieśń Lodu i Ognia”. Pewnie domyślacie się dlaczego :) 

Why would you want to save the galaxy?

Kurczę,  ależ ja mam ostatnio szczęście do fantastyki. Niedawno skończyłam “Królów Dary” Kena Liu (zachwyt, ale zdaję sobie sprawę, że to proza nieco specyficzna, więc pewnie nie każdemu przypadnie do gustu), a teraz czytam “Dziecko Odyna” Siri Pettersen. W sumie kupiłam w ciemno. Tytuł mnie trochę zniechęcił, opis z tyłu pozostawił neutralną. Zadecydowały na szybko przejrzane w telefonie opinie i okładka, jedna z niezbyt licznych na półce z fantastyką, której nie trzeba się wstydzić w miejscach publicznych. Ale historia zapowiada się ciekawie i jest naprawdę dobrze spisana.

I uświadomiłam sobie,  że wmanewrowałam się w to, czego zawsze starałam się uniknąć. Cykle. Czekam na nowych Wegnera, Sandersona, Liu i Petersen. ;(

Ostatnio łyknąłem drugi tom Głębi Podlewskiego. W dzień! W sumie lepszy niż Głębia. Skokowiec, bo tamten zajął mi dwa dni, a rozmiar podobny.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Mam takie umiejętności, że potrafię odpowiedzieć na pytanie retoryczne. Odpowiedź brzmi: Tak. Czekałem nadaremno żeby WODNY NÓŻ potargał mi jelita. Najsłabsza książka Paola Bacigulapiego, którą czytałem. Niby tematyka ciekawa, niby przecinające się w różnych konfiguracjach losy bohaterów  oraz wszechogarniające epatowanie brutalnością powinny sprawić, że czyta się ją z zapartym tchem, ale jednak czegoś w niej brakło i za bardzo nie wiem czego. Jako, że zakończenie spodobało mi się to ostatecznie daję 6/10.

Ocho, to poczekam sobie na Twoją opinię, bo też się zastanawiałam nad “Dzieckiem Odyna” :) 

A ja właśnie czytam (w sumie kończę I część) “Arcymaga” Aleksandra Rudazowa. I powiem Wam, że dawno nie miałam takiego ubawu. Istna komedia. A czyta się szybko i lekko. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, dobijam do 200 strony, czyli jakieś 1/3 książki i na razie szczerze polecam. Nawet wiszący w powietrzu romans mnie nie zniechęca. I to, że głównymi bohaterami są w gruncie rzeczy jeszcze nastolatki. Wyjątkowo dojrzałe nastolatki, co prawda. :)

Przeczytałem WYSPY PLUGAWE Marcina Mortki. Tendencja spadkowa. Do trzeciego tomu jak się pojawi raczej nie sięgnę.

Jakiś czas temu skończyłem Ostre cięcia Abercrombiego. Zdecydowanie pozycja tylko dla fanów autora oraz dla tych, którzy znają jego powieści ze świata Pierwszego Prawa. Fajnie opisane epizody, powroty do starych bohaterów (Whirrun Rąbnięty rządzi) oraz kilka ciekawych, nowych postaci. Kwintesencja stylu Brytyjczyka czyli to co w jego prozie jest najlepsze. Pełnokrwiści bohaterowie, niebanalny humor i szczypta przemocy. Jak ktoś zna Pierwsze Prawo zdecydowanie polecam, a ja osobiści jako fan pragnę więcej.

A teraz zabieram się za Joyland Kinga. Kupiony w śmiesznie niskiej cenie (10 zł). 

Skończyłam wreszcie “Dziecko Odyna” i z przykrością stwierdzam, że nie utrzymało poziomu do końca. Do momentu, kiedy bohaterowie zdawali się być w miarę zwykłymi ludźmi – było naprawdę dobrze. Potem jednak zrobiono z nich superherosów, przepełnionych mocą, przy których moc Jedi może się schować. Pięciostronicowe opisy tego, jak to przepełnia ich moc robiły się naprawdę nieznośne.

Na domiar złego wreszcie zdali sobie sprawę z tego, że są w sobie zakochani, więc bohaterka, początkowo naprawdę udana postać, nagle zaczęła zajmować się głównie idiotycznymi wybrykami (autorka chyba tego nie zauważyła) oraz podziwianiem urody swojego wybranka. Nie mam nic przeciw przystojnym facetom w książkach, ale kiedy na co drugiej stronie jest wspomnienie o jego oczach, włosach czy mięśniach, to już mi się trochę niedobrze robi.

Więc tak od połowy napięcie szło w dół, pod koniec już brnęłam, bo ostatnie rozdziały to mieszanina nieznośnego patosu i żałosnych romantycznych porywów.

Szkoda. Druga część ma się ukazać w sierpniu. Obawiam się jednak, że będzie w niej jeszcze więcej magicznych mocy oraz zakochanej pary, która z udanych, ciekawych bohaterów zamieniła się w maślanookich nudziarzy. Mam nadzieję, że się mylę.

Ostre cięcia Aberkrombiego.

Jest rzeźnia, jest nieźle.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dokładnie, pochłonąłem w dwa dni :)

Po roku drugi raz sięgnąłem po powieść Wattsa. O ile Ślepowidzenie mi się nie podobało (choć ciekawiło, to męczyłem się niesamowicie), to Echopraksja jest nieco przystępniejsza i mam lepsze odczucia. Może to też kwestia tego, że czytałem w fotelu, a nie w komunikacji, jak pierwszą część. Niemniej podtrzymuję zdanie, że Watts ma słabiutki styl, ale łeb i zainteresowania ma nie od parady – Echopraksja takie wątłe 6/10.

Aktualnie dalej jestem na Uczcie Wyobraźni. Rozłąka, jestem niemal w połowie – ogromnie podoba mi się tempo powieści i detale. Na teraz jest fantastycznie.

Ktoś poleca coś szczególnie z Uczty wyobraźni, a coś odradza? Do tej pory średnio oceniam Tonącą dziewczynę, średnio Wodny nóż, miernie Ślepowidzenie, choć w każdej z tej książce (poza Wodnym nożem) z reguły było coś wartego zapamiętania. Mam na półce jeszcze Czasomierze, Peryferal, Nakręcaną dziewczynę i Diasporę. Dodam, że nie lubię, gdy jest za dużo magii.

Nakręcana dziewczyna kozak. Zresztą jestem fanem Bacigalupiego. Sięgnij też po zbiór Pompa numer sześć. Same świetne opowiadania :)

Ja polecam Czasomierze : )

Cienioryt Piskorskiego – właśnie oddałam do biblioteki po przeczytaniu mniej więcej połowy. Sama nie wiem, co o tym napisać, bo właściwie można powiedzieć dużo dobrego o tej książce: ciekawy i niezwykły świat, bohater interesujący, główny temat  ok. Ale pokonały mnie:

  1. stworzona historia uniwersum, która miała zakotwiczyć istniejący świat w czasoprzestrzeni, znudziła mnie
  2. wątki poboczne rozrosły się do samoistniejących opowieści. Co chwila autor wpada w takie dygresje, jakby zapominał, o czym właściwie pisze: podejmując coraz to nowy wątek, skutecznie rozprasza uwagę. Ja miałam chwilowo dość.

Nie zrezygnowałam całkowicie, a przełożyłam w czasie, ponieważ powieść ma się ukazać w “Fantastycznej kolekcji– światy równoległe”.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Z uczty wyobraźni jak dla mnie najlepsza jest póki co DIASPORA, a zaraz za nią CIEMNY EDEN. CzZASOMIERZY nie czytałem, ale posiadam także kwestią czasu jest jak przeczytam to. Szczególnie, że na trzecim miejscu z uczty wyobraźni plasuje się u mnie ATLAS CHMUR.

,,The Girl Who Leapt Through Time‘‘ Tsutsui Yasutaka – film na podstawie opowiadania bardzo mi się podobał (pomijając pewne niedopowiedzenia), natomiast opowiadanie mocno mnie zawiodło. Brakowało fabuły, a przynajmniej według mnie.

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

Skończyłem Joyland Kinga. Typowa dla niego opowieść, mało fantastyki (jedynie motyw ducha i dziecka mającego prekognicyjne zdolności), ale jak to u niego napisane tak, że czyta się jednym tchem. Do tego świetna konstrukcja postaci, szczególnie główny bohater przedstawiony bardzo realistycznie i dający się lubić. Ogólnie jestem z lektury usatysfakcjonowany :)

Teraz czas na sierpniową NF :)

 

DRUGIE ODKRYCIE LUDZKOŚCI. NORSTRILIA. Cordwainer Smith. Zbiór opowiadań połączony z powieścią. Opowiadania mroczne pokazujące rozwój ludzkości na przełomie tysiącleci. Wszystko dzieje się w jednej rzeczywistości, także wspólne wątki w poszczególnych obrazach powodują, że łatwiej wciągnąłem się w historię. im dalej w las tym więcej poszczególnych elementów świata przedstawianego jest w ciekawy sposób wyjaśniany. Opowiadania są dość równe i nie przygotowują na “ukoronowanie“ książki czyli na powieść NORSTRILIA, która jest słabsza od reszty. Taka trochę powieść łotrzykowska z bohaterem wchodzącym w dorosłe życie, który ma problemy i próbuje je rozwiązać. Świat w powieści jest mniej mroczny i bezwzględny od świata z opowiadań, a bardziej frywolny. Podsumowując polecam opowiadania, które nie zestarzały się mimo, że były pisane około 80-70 lat temu. Powieść też polecam, bo napisana jest prostszym językiem od reszty i szybko się przez nią przebrnie, a jednak różne elementy układanki zostają w niej ułożone.

Ja z kolei przeczytałem (czytaj: wysłuchałem) Lśnienia.  

Nie lubię Kinga – przynajmniej tak twierdziłem nic nie “czytając”. 

Widziałem co prawda film, ale to jak King bezczelnie śmiga w książce na własnym poczuciu winy i to jak przez to cały horror staje się rzeczywisty, teraz wprawiło mnie w osłupienie, graniczące z zachwytem :)

Prim "Corcoran" Chum

Teraz czytam “Stacja Nowy Świat”.  Do tej pory nie czytałem żadnej książki z tej serii, ale jak na razie podoba mi się. 

W ekspresowym tempie połknęłam “Słowa światłości” Brandona Sandersona. Ma rozmach, sukinsyn. Niemniej na końcu drugiej części nie ma aż takiego – za przeproszeniem – pierdolnięcia jak na końcu pierwszej, która dosłownie wbiła mnie w ścianę i długo pozostawiła z ledwo trzymającą się na zawiasach szczęką. Uważam, że to dobrze, bo ze spokojem teraz mogę czekać na kontynuację, zapowiadaną dopiero na 2017 rok w oryginale, więc bogowie raczą wiedzieć kiedy dotrze do nas tłumaczenie. W każdym razie – WOW.

 

Czy polecacie coś jeszcze Sandersona? Czy jest coś, co robi takie ogromne wrażenie jak cykl Archiwum Burzowego Światła? Bo na temat różnych innych jego pozycji – nie tylko tu – słyszałam bardzo mieszane opinie... A nie chcę sobie zepsuć dobrego mniemania o autorze ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, co za słownictwo... :)

Mi tam “Z mgły zrodzony” Sandersona też podszedł. Nie wiem jak reszta tomów, ale pierwsza cześć dobra.

 

Edit: Nie wiem czy coś zrobi takie wrażenie jak “Archiwum...”. To jego wypieszczona perełka. Podobno dziesięć lat to pisał.

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Mnie “Z mgły zrodzony” nie podobał się właściwie w ogóle. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam autor. I nie chodzi tylko o porównanie z “Archiwum...”. Zresztą, kiedyś już w tym wątku sporo o tej książce pisałam, próbując otrząsnąć się z frustracji. Do kolejnych części nie zajrzę i niestety sprawiła ona, że nie mogę zdobyć się na przeczytanie czegokolwiek innego tego autora. Po “Archiwum...” poczułam się po prostu oszukana. Ale na kolejną część “Archiwum...” czekam. Ktoś wie, kiedy ma się ukazać?

Ktoś wie, kiedy ma się ukazać?

Sanderson ma w tej chwili napisane 69%, a gdy skończy, to jeszcze dwie serie poprawek, które nie powinny trwać długo. Więc 2017. 

Zalth, to co działo się pod koniec “Drogi królów” zasługuje wyłącznie na najmocniejsze słowa ;D Zdarzają się czasem w książkach takie rzeczy, że nic tylko zwinąć się w kłębek i płakać rzewnymi łzami, że samemu człowiek nie potrafi czegoś takiego skonstruować...

 

Na razie sobie może zatem daruję eksperymenty. Mam masę innych rzeczy do przeczytania, więc zastanowię się, co z Sandersonem, jak przerobię już czekający na mnie, całkiem wysoki stosik ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sandersona to czytałem dwa tomy cyklu Mściciele: Stalowe serce i Pożar. Po lekturze jestem pod  wrażeniem, bo chociaż temat superbohaterów jest już mocno wyeksploatowany, to jednak Sanderson zrobił robotę. Dużo akcji, super mocy, i zwrotów akcji. 

Te “super moce” to moim zdaniem jedna z tych rzeczy, z którymi Sanderson zdecydowanie przesadza. W “Archiwum...” równoważyli to m.in. świetni bohaterowie, w “Z mgły...”, gdzie takich bohaterów zabrakło, opisy na pięć stron działania tych właśnie “super mocy” zaczęły mnie mocno drażnić. Coś jak film z mnóstwem efektów specjalnych, ale bez ciekawej fabuły, bez interesujących bohaterów.

Ale, Joseheim, nie musisz się zrażać. Zalth chyba gust ma dobry, na lubimyczytać też przeważają zdecydowanie pozytywne opinie. Ja po prostu lubię fantastykę, w której fantastyki jest możliwie jak najmniej. ;)

Jezu, przepraszam, Zygfryd z Zalthem mi się... zlali :D Za dużo zzz...

 

Tak czy owak, na razie nie będę szarżować :) Mam co czytać, na siłę szukać/kupować kolejnych Sandersonów nie będę, a jak mi coś wpadnie w ręce, to się zobaczy.

 

Dzięki Wam wszystkim za odzew ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zalth chyba gust ma dobry,

No własnie, chyba. :P

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Christopher Priest: Odwrócony świat. Nie polecam. O ile pomysł na wykreowany świat, ciekawy, o tyle wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Czytając tę książkę dałem się porwać przez pierwsze kilkanaście stron, później niestety nudziłem się strasznie,  i dopiero pod koniec znowu powrócił chwilowy zachwyt :) Moja ocena  to 4.5/10

NIEBIAŃSKIE PASTWISKA, Paweł Majka– Na początku trochę książka mi się dłużyła, ale po czterechsetnej stronie mnie wciągnęła. Były momenty, że gubiłem się w poszczególnych bohaterach, ale pomysł dość ciekawy.

CZAROWNIK IWANOW– nie mogę pojąć fenomenu Pilipiuka. Przeczytałem jego cztery książki i żadna mi się nie podobała. 3/10– czemu aż tyle punktów? Bo książka jest krótka.

Jogurt – nie przejmuj się. Mnie też aż czasami wstyd się przyznać, jaki uznany pisarz mnie znudził. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mi przygody Wędrowycza się podobały, ale może dlatego że czytałem je mając naście lat. Choć opowiadanie zdecydowanie lepsze niż nadmiernie rozciągnięty Czarownik Iwanow.

Odwrócony świat intrygujący mi się wydał, choć z początku zalatywał YA. Pomysł dobry, ale wykonanie wyszło przeciętnie. Fabuły więcej niż w Rozłące, ale jednak czegoś brakowało. Naciągane 7 na 10. Niezła wakacyjna lektura.

Polecam za to klasykę i Błogosławieństwo ziemi Knuta Hamsuna. A nie jakimiś Chłopami dzieci w szkole katują...

Bemik, ja to nie mam problemów z wyrażeniem swoich zastrzeżeń. Do tej pory nie mogę pojąć jak Harry Potter może być uznaną książką. :/ A jak dla kogoś jest to ulubiona książka, to szukam rozmówcy gdzie indziej. ;) Pilipiuka w ostatnich latach nie czytałem, więc nie będę się wypowiadać. :D

A propos znudzenia uznanymi tytułami/nazwiskami... przeczytałam “Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa i przyznam, że nie rozumiem popularności tego tytułu. Owszem, parę dobrych koncepcji/żartów/dialogów tam jest, jak najbardziej, ale próby rozbawienia czytelnika na siłę od początku aż do ostatniej strony były cholernie męczące, a część żartów po prostu niskich lotów. Męczyłam się. Po kontynuację na pewno nie sięgnę.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Darius, jak przeczytałam Harrego z dużą przyjemnością, traktując to jako pozycję dla dzieci i młodzieży. 

Z uznanych pisarzy – kompletnie do mnie nie trafia Terry Prachett. Próbowałam, ale nijak mi nie podchodzi. Właśnie jego miałam na myśli, mówiąc o uznanych – nielubianych przeze mnie. I aż mi głupio, bo na temat jego książek zawsze słyszę zachwyty, a ja zachwycić się nie potrafię sad Ostatnio trafiłam na jakieś jego opowiadania i spodobało mi się tylko jedno – napisał je mając trzynaście lat. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dawno już go nie czytałem, ale zawsze bardzo lubiłem Pratchetta. No to mamy na odwrót. :P

Ponad Pratchetta cenię sobie Douglasa Adamsa. Kilku moim znajomym próbowałem zaszczepić cieplejsze uczucia do fantastyki pożyczając książki Terry’ego Pratchetta i wyszło na to, że nie jest on dobrym wabikiem do świata fantastycznego dla ludzi, którzy fantastyki nie czytają. Wszyscy natomiast zachwycali się GOBELINIARZAMI Andreasa Eschbacha, które i wam gorąco polecam. Na końcu książki śmiałem się do rozpuku. Chociaż się tym nie sugerujcie bo moje poczucie humoru jest poniżej wszelkiej godności.

OSAMA Lavie Tidhara. Dziwna oniryczna minipowieść nie pozbawiona uroku.

Jako pisarz Pratchett nie był jakiś mocno niezwykły – ot, dobry pomysł i masa humoru – ale mimo wszystko go cenię z jakichś tam czysto sentymentalnych względów. Całe dzieciństwo czytywałam jego powieści. smiley

Niezwykłość jest być może kwestią subiektywną, jednak nikt nie odmówi Pratchettowi umiejętności kreowania wspaniałych, pełnokrwistych, niesamowitych postaci. Tak naprawdę to dla nich tak chętnie sięgałam po kolejne tytuły ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Belhaju – zaczęłam czytać coś Pilipiuka, już nie pamiętam co, i dopóki nie zrezygnowałam ostatecznie, jedynym towarzyszącym mi uczuciem było zażenowanie. Więc nie jesteś sam. ;)

 

Do tej pory nie mogę pojąć jak Harry Potter może być uznaną książką.

Ale przecież Harry Potter to książka pisana dla dzieci. Mój siedmiolatek czyta ją z wypiekami na twarzy. Spełnia swoją rolę, dzieciaki ją masowo uwielbiają, więc myślę, że słusznie uważa się ją za uznaną książkę dla dzieci.

 

A co do Prachetta – dużo czytałam go w liceum. Teraz chyba też już bym nie doceniła.

Dzisiaj skończyłem “Nie przed zachodem słońca” Johanny Sinisalo. Przyjemnie się czytało. Lepiej od Gaimana. :D 

WIDMA– To już druga książka Łukasza Orbitowskiego, która mi się spodobała.

Jeżeli ktoś przeczytał ROZŁĄKĘ tego autora i był zdziwiony tym, że wygrała ona w konkursie Nowej Fantastyki na książkę roku to powiernika we mnie ma. Polecam ODWRÓCONY ŚWIAT tego autora. Po przeczytaniu jej zachodzę w głowę jakim cudem ta książka mogła nie być chociaż nominowana. Jest lepsza niż ROZŁĄKA, że o WODNYM NOŻU nie wspomnę, który zajął drugie miejsce w tym konkursie.

Rozłąka jest zdecydowanie lepsza od Odwróconego...tylko fantastyki w niej dużo mniej, ale tak właśnie lubię. Co do wodnego noża, to się zgodzę, że to bardzo średnia książka, w której postaci wydały mi się zupełnie niewiarygodne. A jeśli ktoś lubi reportaże czy im podobne, to ciekawą pozycja jest "Bestia. Studium zła" o Pękalskim.

PARADOKS LEIBNITZA czyli DO ZOBACZENIA W PIEKLE, Alexandra Brajdaka– jest to jedna z tych książek, która zawieruszyła mi się w trzewiach mojej szafy z książkami i dopiero co została odnaleziona. Na pierwszej stronie tej książki znajduje się ex libris Klubu Fantastyki Druga Era oraz zaproszenie do tego klubu, które posłużyło mi jako zakładka. Niestety z zaproszenia nie skorzystam bo mieszkam za daleko Poznania. PARADOKS... pozyskałem na pyrkonowej wymianie książek w 2015 roku. Jakby co to na następny Pyrkon wezmę ją do wymiany, to Klub będzie mógł sobie ją odzyskać razem z zaproszeniem, bo nic się nie może zmarnować.

Pierwszy rozdział bardzo mi się spodobał . Nie zdziwiłbym się jakby przy jego pisaniu pomagał Douglas Adams, ewentualnie Terry Prachett. Potem sprawa się skomplikowała i moja ocena nie jest już taka pozytywna. Książka wywarła na mnie wrażenie trochą chaotycznej. Wyszło takie połączenie Pratchettowsko-Vonnegutowsko-Modowo na sukces i tego ostatniego było najwięcej, co nie zmienia faktu, że momentami dobrze się bawiłem.

Teraz zacznę czytać DRUGĄ ZIEMIĘ Pratchetta, którą też zdobyłem na pyrkonowej wymianie książek pamiętnego 2015r.

A ja teraz zacząłem Grę Geralda Kinga. Punkt wyjścia ciekawy, zobaczymy jak się potoczy historia.

A mnie znowu trochę, chwilowo, odrzuca od beletrystyki. Czytam “Zaginione białe plemiona” – akurat rozdział o potomkach polskich żołnierzy napoleońskich, pozostawionych na Haiti.

A na audiobooku – “Pacjenci” Thorwalda. Nawet nie wiedziałam, że on tyle książek napisał. Czytałam “Stulecie chirurgów” i “Stulecie detektywów”, krążyłam wokół “Ginekologów”, trochę się obawiając, że nie dam rady psychicznie. :) “Pacjenci” są równie fascynujący. Historię medycyny słucha się jak powieść sensacyjną.

Dzięki GRZE GERALDA poznałem nowe słówko.

Jakie?

Przeczytałam Dziecko Odyna zanim Ocha skończyła i napisała komentarz. I zdecydowałam, że dam szansę drugiemu tomowi. Trochę już uprzedzona czytałam z odpowiednim podejściem i nie miałam problemu z przełknięciem tego patosiku, zresztą nie było go tam aż tyle, albo jednak nie rzucił mi się aż tak bardzo w oczy. 

A teraz czytam powieść Las, która – jak dziki ostęp – wciąga mnie coraz bardziej z każdą kolejną stroną, mimo początkowej irytacji kilkoma elementami ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca – nie zrozumiałam, czy kończyłaś już ten drugi tom (”Zgniliznę”) czy się dopiero zabierasz, a piszesz o pierwszym? Ja już parę razy krążyłam nad nim w księgarni, nie mogąc podjąć decyzji. Jednak pamiętam, jak bardzo “Dziecko Odyna” do połowy mi się podobało.

 

I koniecznie daj znać, jak to z tym “Lasem”. Bardzo mnie ta pozycja interesuje. :)

Nie wyraziłam się zbyt precyzyjnie – dopiero zamówiłam Zgniliznę, która będzie musiała ustawić się w kolejce, więc nie wiem kiedy ją ostatecznie przeczytam.

 

Dam znać, nie bój się :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Akromegalia

Przeczytałem DŁUGĄ WOJNĘ Pratchetta. Wydała mi się lekko chaotyczna. Delikatnie mówiąc nie rzuca na kolana. Minie troch czasu zanim sięgnę do 3 tomu.

ELI, ELI– Wojciecha Tochmana– Ciekawy opis życia biedoty na Filipinach. Każdy rozdział jest poprzedzony zdjęciem, którego historię autor opisuje. Najciekawsza była historia opisująca ludzi mieszkających na cmentarzach.

A pro po Pratchetta. Mam zamiar zabrać się za jego książki, lecz nie bardzo wiem od czego zacząć. Chciałabym zachować ciągłość a wiem, że to nie takie proste. Gdzieś znalazłam nawet ładny wykres, który pokazuje co, jak, kiedy i z czym się to je ;) Czy ktoś może wyłożyć mi na chłopski rozum całą zawiłość jego dzieł? 

P.S. Jeśli coś takiego pojawiło się już w postach powyżej, to z góry przepraszam. Nie czytałam wszystkich komentarzy ;)

 

A tak w temacie to ostatnie co przeczytałam to Necrosis Piekary.  Muszę przyznać, że nie porwały mnie te opowiadania, choć pierwsze podobało mi się najbardziej i chętnie przeczytałabym ciąg dalszy. Teraz przymierzam się do Wojen Alchemicznych.

LuLu

Ja przygodę z Pratchettem zacząłem od WARSTW WSZECHŚWIATA/DYSKU, która to książka jest takim trochę preludium do ŚWIATA DYSKU. Pratchett jeszcze wtedy nie miał wizji tego jak ten świat ma wyglądać. A potem to najlepiej z wikipedii sobie wydrukować listę książek ze świata dysku i lecieć chronologicznie bo mimo tego, że jest kilka linii tematycznych to i tak poszczególne powieści się nawzajem przenikają. Wielce prawdopodobne jest, że jedną z ulubionych Twoich postaci stanie się Śmierć, który występuje jeżeli dobrze pamiętam we wszystkich częściach (chociaż w większości pojawia się jako postać drugoplanowa), ale ciekawe jest obserwowanie ewolucji Śmierci na przestrzeni całego cyklu. Także jeżeli chcesz naprawdę się zagłębić w ten świat i niczego nie przegapić to najprostszy i najlepszy sposób pójść drogą chronologicznego przedzierania się przez niego .Oczywiście nie jest powiedziane, że książki te spodobają Ci się. Tym się nie przejmuj, bo znam wiele osób, które nie trawią Pratchetta. I przestrzegam przed przeczytaniem kilku pozycji pod rząd. Kiedyś przeczytałem trzy książki Terry’ego jedna po drugiej i przez rok nie sięgnąłem po następną. Za bardzo mnie przytłoczyła liczba żartów i w pewnym momencie byłem nimi już zmęczony. Dla równowagi psychicznej lepiej jest czytać pomiędzy poszczególnymi tomami coś innego.

Dzięki wielkie Jogurt za instrukcje :) O takie właśnie informacje mi chodziło. :))

LuLu

Wysłuchałam sobie na audiobooku “Dzień Tryfidów”. W sumie miło się słuchało, chociaż było dość głupkowate, rośliny-ludojady dawały radę. Na początku trochę mnie drażniło psychologiczne nieprawdopodobieństwo zachowań bohaterów, potem coraz mniej skrywane uwielbienie autora do wręcz starotestamentowo patriarchalnej wizji społeczeństwa. Ale jeśli przymknie się na to oko i potraktuje jako element niezamierzenie komiczny – da się to czytadło łyknąć.

Skończyłem Grę Geralda i jestem rozczarowany. Jedna ze słabszych powieści Kinga, wynudziłem się przy niej. Świetny materiał na opowiadanie, powieść jest zdecydowanie zbyt rozwleczona i przegadana.

A teraz równocześnie czytam Las oraz Koniec warty Kinga.

Daj znać, jak Ci się “Koniec warty” spodobał, Belhaju.

 

Na mnie w sumie żadna z ostatnich lektur jakiegoś wielkiego wrażenia nie zrobiła... Może poza tym, że uważam “Cień Endera” za doskonałe uzupełnienie “Gry Endera”. Z każdą kolejną książką coraz wyżej cenię sobie Carda.

 

Poza tym skończyłam drugi i właśnie zaczęłam trzeci tom cyklu Pendragon Stephena Lawheada – dla fanów opowieści okołoarturiańskich jak znalazł. Ja jakąś wielką fanką nie jestem, w każdym razie, a czyta mi się dobrze.

 

No i nagryzłam lekko Mechaniczną Pomarańczę... lekko, bo to bardzo trudny przypadek i mam opory, by gryźć dalej, mimo że to przecież taka malutka książeczka ;/

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Belhaju, daj znać, jak Ci się podobał (lub nie podobał) “Las”. :)

 

Zaczęłam słuchać “Twierdzę” Wilsona. Horrorowaty horror, całkiem dobrze przyswajalny na razie.

A czytam “Koreę Północną” Sweeneya. Kolejny przykład na to, że najlepszą inspiracją do fantastycznych tekstów jest rzeczywistość.

 

Joseheim – a widziałaś film, “Mechaniczną pomarańczę”? Ja nie dałam rady, straszny był (tzn. nie że do niczego, tylko właśnie po prostu straszny). Po nim do książki w ogóle mnie nie ciągnie.

Słucham “Wywiad z Borutą” – dwa głosy (w tym Janda!), fajnie rozegrane, dobrze zrobiony audiobook. Ale słucham na raty, na zmęczeniu, po trochę przed snem – dam znak po wszystkim :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Poprzednie części trylogii o Hodgesie były niezłe, więc i oczekiwania co do zwieńczenia mam spore. Tym bardziej, że pojawi się wątek fantastyczny, w Panu Mercedesie w ogóle nieobecny, a w Znalezione nie kradzione, tylko lekko zasygnalizowany. Jak przeczytam to dam znać, Jose :)

Edit; Ocho jestem na 50 stronie,  dotychczas czyta się całkiem przyjemnie :)

Ocho, nie oglądałam, bo nie lubię starych filmów ; p Natomiast w książce daleko jeszcze nie zaszłam, więc choć wizja jest mocno wypaczona, na razie nie miałam okazji się przestraszyć. A nie zaszłam daleko, bo język jest bardzo trudny, cholerna autorska nowomowa... Ryzykowny zabieg literacki, nawiasem mówiąc.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

TCHOROSTY I INNE WY-TCHNIENIA, Ian R. Macleod– Jeden z najlepszych zbiorów opowiadań jakie kiedykolwiek czytałem. Druga część książki to powieść OBUDŹ SIĘ I ŚNIJ, którą zaraz zacznę czytać.

Muszę chyba w takim razie zainteresować się Tchorostami. Czytałem tylko “The Chop Girl” (u nas “Fatalna lalunia”, jeśli dobrze kojarzę?) i podobało mi się baaardzo.

 

Ja ostatnio wreszcie nadrobiłem pierwszy tom Hyperiona Dana Simmonsa. Jest fantastyczny (znacznie lepszy niż taka “Diuna”), ale ktoś mi mówił, że historia w pierwszym tomie jest zamknięta – a nijak nie jest, po prostu się urywa. No i muszę się zabrać za drugi tom.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Obie części Hyperiona są świetne. Z Simmonsa polecam również powieści Drood i Terror. Kawał porządnej literatury :)

Ocho mam pytanie odnośnie wspomnianej przez Ciebie Twierdzy Wilsona. Widziałem gdzieś u znajomego na półce jakieś stare wydanie Amberu. Warto przeczytać?

Belhaju, trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. Postaram się bez spoilerów. Jako horror jest chyba niezła. Jest ciekawy bohater, kapitan Wermachtu – ja mogę czytać książki dla takich postaci. :) I dopóki zagrożenie było nieokreślone – to naprawdę słuchało się świetnie. Kiedy zagrożenie zdefiniowano – zrobiło się gorzej. I romans! Romans, jak to często bywa, sporo psuje.

Ale chyba warto spróbować. Myślę, że czytać Ci się będzie szybko. Najwyżej porzucisz. :)

Długie nie jest, więc chyba przeczytam. Dzięki :)

Jose wczoraj skończyłem Koniec warty. Udane domknięcie historii detektywa Hodgesa jego kompanów i głównego złego Hartsfielda. Ogólnie samo śledztwo w sprawie tajemniczej plagi samobójstw dużo lepsze niż zakończenie. To co mi się podoba ostatnio u Kinga to to jak adaptuje on nowe technologie i wykorzystuje je do straszenia i jako elementy swoich powieści i opowiadań. Tutaj pojawiają się tabletopodobne zappity, które wykorzystuje Brady, świetnie oddał też czytniki e-booków w opowiadaniu Ur ze zbioru Bazar złych snów. Mistrz mimo wieku nie pozostaje bierny na otaczającą go rzeczywistość i rozwój technologiczny. Udana powieść :)

Od mojego ostatniego wpisu zdążyłem przeczytać wszystkie książki z serii “Pieśń lodu i ognia”, “Więzień labiryntu”, “Narrenturm” i kilka nudnych podręczników do programowania D:

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Bravincjuszu, Ty żyjesz! :D Hura!

 

Belhaju, dzięki za info ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podręczniki do programowania to istne thrillery! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Żyję, żyję ^^ Po prostu w Blade and Soul grałem ostatnimi miesiącami :D

 

O tak, są dość porywające ^^ Ale dzięki nim udało mi się znaleźć nową pracę i w końcu się przeprowadziłem :D

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

OBUDŹ SIĘ I ŚNIJ Ian R. Macleod– Autor jest lepszy w krótkich formach. Powieść nie spodobała mi się tak jak opowiadania, chociaż do złych jej nie mogę zaliczyć. 5/6 punktów jej daję. Wziąłem pod uwagę fakt, że kryminałami się już przejadłem a i historie alternatywne jakoś nie przemawiają do mnie, a mimo to autor wkręcił mnie w sten świat i niektóre rozdziały czytałem z szybkością przechodzenia kiszonej kapusty przez układ pokarmowy starej kobiety.

Teraz czytam NIEZWYKŁĄ HISTORIĘ MARVEL (no chyba sobie ktoś żarty stroi– nie ma tego słowa w słowniku) COMICS Seana Howe’a. Pierwsze sto stron obiecujące.

Teraz mam taki urodzaj książek do wyboru, że nie wiem za co się zabrać. Jako urodzinowy prezent od dziewczyny dostałem ośmiotomowy cykl Mroczna wieża Kinga. W facebookowym konkursie Rebisu wygrałem Orła Białego Przybyłka, a na Szortalu I wrzucą nas w ogień Patykiewicza. Wydaje mi się, że rozpocznę od tej ostatniej pozycji, pierwszy tom był średni, może drugi będzie lepszy.

Napisz belhaju, jak skończysz (lub nie) Orła Białego. Fragment udostępniony na Katedrze jest... brak mi słów na określenie, w każdym razie ciekaw jestem czy cała opowieść jest równie...dobra.

Gwidonie w weekend przeczytałem kilka pierwszych stron tej grubaśnej powieści (prawie 700 stron) i jakoś mnie nie zachwyciło, więc na razie chyba sobie odpuszczę. Sam pomysł na Twierdzę Polska itp. żywcem wyjęty ze świetnego cyklu Kołodziejczaka Ostatnia Rzeczpospolita. Jak skończę pozostałe pozycję i akurat nie będę miał żadnej bieżącej lektury, może się zabiorę. Ale obiecać nie mogę :)

Głowa Kasandry, Marek Baraniecki. Książka jest zbiorem opowiadań, w którym tytułowa Głowa Kasandry zajmuje dość przeciętną pozycję. Wynajęty Człowiek, Ziarno Kirliana i Wesele Dusz, to całkiem dobre opowiadania, które warto przeczytać. Jako całość oceniam na 6/10.

Poza tym zacząłem czytać Zero, Marc Elsberg. Poprzednia powieść tego autora: BlackOut mnie zachwyciła. Więc po cicho mam nadzieję, że w tym przypadku będzie podobnie :)

Rozumiem, belhaju.

NIEZWYKŁA HISTORIA MARVEL COMICS skończona. Czytało się dość dobrze, chociaż gubiłem się w poszczególnych bohaterach. Niektórzy tyle razy przechodzili z Marvela do DC i z powrotem, że aż strach się bać. Pewnie więcej przyjemności by mi ta książka sprawiła gdybym komiksy czytał częściej niż sporadycznie.

PRZEDRZEŹNIACZ Waltera Tevisa. Przepiękna książka. Niepozorna, ale niesamowita. Przenikliwa, wzruszająca. Jedna z lepszych SF, jakie czytałem w życiu. Zapamiętam na długo.

DZIEWCZYNA Z POCIĄGU, Paula Hawkins– materiał na dobry film. Wydaję mi się, że jest to jedna z tych niewielu powieści, których ekranizacja ma dużą szansę być lepszą od pierwowzoru. Bo pomysł potencjał ma, ale niestety został zaprzepaszczony słabym wykonaniem. Na moje nieszczęście za szybko się połapałem kto jest mordercą/morderczynią i to mi zabrało tę resztkę radości, którą mogłem wycisnąć z czytania DZIEWCZYNY.....Ale na szczęścia książka jest krótka i podzielona na krótkie rozdziały. Coś ostatnio się bardzo marudny zrobiłem.

No, wreszcie udało mi się nie zasnąć przed finałem “Wywiadu z Borutą” – audiobook, pisali Michał Cetnarowski i Łukasz Orbitowski.

A nie zasnąłem nie dlatego, że nudne, tylko dlatego, że słuchałem przed snem, jako jedynej porze dnia, gdy mogłem cos włączyć i się skupić. Tyle, że sił starczało na jakiś kwadrans za każdym razem. Ot, uroki młodzieży chorującej notorycznie.

“Wywiad z Borutą” to taki łącznik i pogłębienie tła do allegrowych filmików o Twardowskym. Tak, w formie wywiadu. Tak, głównie gada Boruta. Tak, tytuł i forma nawiązują do Ani Ryż ;-) Boruta chełpi się tutaj, prezentuje swoją rolę w dziejach Polski, przyznaje – dociśnięty pytaniami – do pewnych porażek, a przy okazji przedstawia dziennikarce co znamienitszych mieszkańców polskiego piekła. No i oczywiście, a jakżeby inaczej, składa pewną ofertę...

Słucha się świetnie (zaleta dobrze technicznie zrobionego audiobooka), z uśmiechem (te pomysły na zakulisowe przyczyny wydarzeń z historii Polski – niektóre naprawdę niezłe). Finał wyszedł nieco standardowo, żeby nie powiedzieć – ckliwie motywowany, ale liczę, że przerodzi się w coś dalej (patrząc na to, jak Allegro twórczo przetwarza polskie legendy) ;-)

 

No, to czas na nadrabianie literackiego abnegactwa, czyli teraz “Sto lat samotności” Marqueza – tyle lat już czeka w kolejce, że aż wstyd ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Moje odczucia do “Dziewczyny z pociągu” są cokolwiek ambiwalentne. Jak dla mnie to materiał bardziej na opowiadanie niż na książkę – koncept jest bardzo ciekawy, ale rozciągnięty do granic możliwości. A zwiastun filmu też niestety nie rzuca na kolana :/ Ja bym tę książkę nazwała raczej dramatem psychologicznym niż thrillerem, ale może po prostu jestem mało wrażliwa ;)

 

Ja ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem “Miss Peregrine’s home for peculiar children”. Oba zwiastuny podbiły po prostu moje serce, musiałam sięgnąć po książki :) Nie zawiodłam się, choć autorowi nieco brakuje do literackiej biegłości. Mimo potknięć i pewnych niejasności postawiłam trylogię na mojej ulubionej półce i nie mogę się doczekać filmu (choć trzeba go chyba traktować jako coś osobnego od książki).

Słucham teraz “Korzeni” Alexa Haley, sagi o pokoleniach rodziny niewolników na amerykańskim południu. Powoli docieram do końca. Właściwie to opowieść jest interesująca i powinnam być tą książką zachwycona, a jednak łapię się na tym, że mnie czasem nuży. Zastanawiam się, na ile to zasługa samej książki, na ile lektora. Stara się czytać na głosy, co generalnie polega na tym, że kwestie kobiece czyta głosem wysokim i jękliwym. Strasznie irytujące. :/

Z trylogii OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE przeczytałem dwa tomy. Pierwszym się zachwyciłem, a drugi mnie lekko rozczarował, ale pewnie do trzeciego tomu podejdę w bliżej niesprecyzowanej przyszłości.

Jogurt, mnie rozczarowała zwłaszcza pierwsza połowa "Biblioteki..." – dłużyła mi się strasznie, a ponieważ czytałam w orginale to bałam się coś pomijać, żeby nie przeoczyć czegoś istotnego.

“Książę mgły” Zafona. Sympatyczny horrorek, chociaż miejscami mocno nielogiczny. Tak na podróż pociągiem.:)

"Książę mgły” to ewidentnie młodzieżówka. Powieści Zafona z serii Cmentarza Zaginionych Książek wydały mi się lepsze – w sensie: napisane inaczej. Przy czym tak naprawdę tylko “Cień wiatru” jako tako przypadł mi do gustu ze względu na swoją specyfikę, pozostałe wydały mi się powielaniem pewnego schematu...

 

A ja wczoraj skończyłam “Robokalipsę” Daniela H. Wilsona. O buncie maszyn już było, ale tu znalazłam kilka ciekawych koncepcji. Interesująca jest też forma – nie zwarta fabuła, a zbiór scen przedstawiających losy różnych bohaterów, choć przez znaczne poszatkowanie otrzymujemy raczej schemat, szkielet niż coś, co można nazwać pełnoprawną powieścią. I ze względu na to poszatkowanie żadnego bohatera nie jesteśmy w stanie tak naprawdę poznać i polubić. Dodatkowo losy niektórych bohaterów zostają urwane i nawet nie wiemy, co z niektórymi z nich się działo po tym, jak już spełnili swoją rolę w wojnie pomiędzy rodzajem ludzkim a maszynami. Także uważam to za eksperyment interesujący, ale nie rzucający na kolana.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja z Zafonem mam taki problem, że jestem niemal pewna, że coś jego czytałam wcześniej, ale za cholerę nie pamiętam co to było, i o czym. :)

Przypuszczam, że mimo wszystko nic nie stracisz, jeśli go zatem odpuścisz i zajmiesz się innymi książkami :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Skończyłem “Władcę pierścieni: Bractwo pierścienia” (strasznie dużo śpiewania było i muszę przyznać, ze zmiana niektórych scen lub dodanie nieco humoru wyszło ekranizacji na dobre) i zacząłem “Pana Wołodyjowskiego” :D

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

ŚLEPE STADO, John Brunner– książka lepsza od WODNEGO NOŻA Bacigulapiego. Porównuje je bo tematyka ekologiczna i konsekwencje naszego oddziaływania na środowisko są na pierwszym planie tu i tu. ŚLEPE STADO bardziej do mnie przemówiło, chociaż książka ta była napisana prawie 50 lat przed WODNYM NOŻEM. Niestety z powodu tego, że czytałem z przerwami to w pewnym momencie się pogubiłem. Autor też jest nie bez winy bo wprowadził tyle bohaterów, że trudno się było rozeznać, chociaż i tak mam wrażenie, że autor napisał piękną powieść, a ja nie udźwignąłem brzemienia lektury. Niedługo pewnie sięgnę po jego WSZYSCY NA ZANZIBARZE.

“Wszyscy na Zanzibarze” rewelacyjne! Polecam!!

Przeczytałem “Autostopem przez Galaktykę” i kompletnie nie rozumiem zachwytów. Może nie łapię angielskiego humoru, może dowcipy Adamsa już zostały powielone miliony razy i nie śmieszą... Może. Jak dla mnie dwa, trzy dobre pomysły obudowane gadką-szmatką. Wielkie rozczarowanie w stosunku do oczekiwań!

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Skończyłem wczoraj Rolanda, pierwszy tom  cyklu Mroczna Wieża Kinga. Szczerze przyznam, że nie zachwyciło, choć kilka pomysłów fajnych. Z tego co czytałem w recenzjach kolejne tomy są lepsze, więc zaczynam teraz Powołanie trójki.

Belhaju, niewątpliwie warto ten siedmioksiąg przeczytać w całości ; ) Niektóre fragmenty są lepsze, niektóre gorsze, ale jednak całość ma to coś.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam nawet ośmioksiąg, bo jako urodzinowy prezent od dziewczyny dostałem pełny cykl Mrocznej Wieży, razem z powieścią Wiatr przez dziurkę od klucza. W Rolandzie miałem wrażenie, że King rzucił czytelnika na głęboką wodę, wrzucając w sam środek wykreowanego przez siebie świata. Niektóre motywy świetne (wydarzenia w Tull), niektóre gorsze (opis walki z Cortem). Przeczytam na pewno :)

Jestem lekko... zaszokowany. Przeczytałem opowiadanie o kobiecym okresie surprise! I podobało mi się!! Dowcipne, wirtuozersko napisane, lekko antyfeministyczne, świetnie traktujące o relacjach rodzinnych (wspaniała postać teściowej). Rewelacja po prostu. Aha – to było opowiadanie “Nawet królowa” Connie Willis.

i Przy okazji – belhaju, daj znać jak dojdziesz do Blaine’a Mono, mojego ulubionego bohatera!

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Gdzieś w którymś środku transportu skończyłem w koncu “Sto lat samotności” Marquesa i... Smutno mi było na końcu, że to tak się wszystko nie posklejało i rozpadło, jak to w życiu bywa.

Perspektywa Macondo, typy ludzkie, pomieszanie magii z życiem w nierozerwalny splot – mi się. Ale cieszę się, że nie czytałem tej książki “za młodu”, bo bym się od niej zwyczajnie odbił.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałam ósmą część Harrego Pottera i nie wiem, co o tym myśleć – czy rzucić książką za psami, czy ją postawić obok moich siedmiu wspaniałych części, na których się wychowałam. Mam bardzo mieszane uczucia. Wydaje mi się, że to jeden wielki melodramat, do tego miernie napisany, a z drugiej strony jest w tym coś ciekawego i klimatycznego.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

DZWON, Iris Murdoch– Piękna książka.

MAŁY KSIĄŻĘ– Drugi raz w życiu ją czytam. Z pierwszego podejścia pamiętam jedynie zdziwienie, że jest to powszechnie wychwalana książka i radość z tego, że jest taka krótka, bo u mnie w szkole była to lektura obowiązkowa i trzeba było ją przeczytać. Teraz doceniłem ją bardziej, ale i tak nie oceniam ją za dzieło sztuki z najwyższej półki. Chyba jestem za bardzo dorosły.

Czytam teraz “Czerwonego rycerza” Milesa Camerona. Typowe przygodowe fantasy o pokaźnych rozmiarach. Czyta się gładko, ale nachodzi mnie, po raz kolejny, pewna refleksja. Dlaczego wielu pisarzy wciąż, z uporem maniaków, tego typu historie osadza w średniowieczu czy quasi-średniowieczu? O ile ciekawszych, bardziej zróżnicowanych bohaterów można stworzyć w innych epokach. Cameron stara się chyba nieco przełamać schemat, ale wyraźnie cierpi na tym wiarygodność świata (a świat to typowy świat średniowiecznej Europy, z systemem feudalnym i chrześcijaństwem na pewnym etapie rozwoju).

I jest chyba jakimś zbrojowym fetyszystą. Chyba na co drugiej stronie podkreśla, że jego bohaterowie chodzą w zbrojach. Płytowych. Czy trzeba, czy nie. I biegają w nich, wskakują na konie, skradają się i w ogóle prawie że robią w nich poczwórne salta w powietrzu.

SKÓRA, Toni Morrison– Książka pokazująca, że nic nie jest takie proste jakim się wydaje. Autorka po mistrzowsku opisuje historię z różnych punktów widzenia.

BÓG ZAPŁAĆ, Wojciech Tochman– Najlepsza książka tego autora, którą przeczytałem.

Czarne oceany /  Jacek Dukaj (skończone)

Graf Zero / William Gibson (będę czytał)

Why would you want to save the galaxy?

Dziecko Odyna. :) Fajne. :)

STOP PRAWA– moje pierwsze spotkanie z powieścią Brandona Sandersona. Tytuł widział mi się jako dwa niegramatycznie ze sobą złożonych słów. Po 50 stronach zorientowałem się, że słowo STOP ma tez inne znaczenie niż konieczność zatrzymania się. Brawo ja.

Ryszard Kapuściński, “Rwący nurt historii”.

Skondensowany zestaw celnych uwag i obserwacji, pół życia reportera podsumowane (i to dosłownie, bo Kapuściński zmarł w trakcie redakcji książki) w pigułce, z krytycznym spojrzeniem na bieżący świat i uważną oceną zachodzących w nim procesów.

Polecam.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja przeczytałam “Planetę małp”, a co!

Filmu nie widziałam. Miejscami nudnawe, ale końcowy twist mnie jednak zaskoczył. Krótkie, w pociągu można sobie poczytać.

A teraz “Wyspa doktora Moreau” Wellsa. W sumie troszkę podobne klimaty.

Potwierdzam Dziecko Odyna. Niby historia dosyć prosta, ale ujął mnie świat i opisy. I w ogóle jakoś tak. Książka za mną chodziła przez kilka dni po zakończeniu czytania, więc coś w sobie musi mieć. Jeszcze nie doszłam do tego co, ale już mam zamówiony tom drugi, muszę odebrać z księgarni.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

O, ja o “Dziecku Odyna” już tam gdzieś wcześniej pisałam. Dla mnie – do połowy świetne, nie mogłam się oderwać, byłam zachwycona. Od połowy – siadło, do końca brnęłam z coraz większym trudem. Za drugi tom się raczej nie chwycę.

A ja tak podchodziłam do historii i odchodziłam, żeby wrócić po kilku dniach. Sporo mi zajęła, pomijając fakt, że jest grubaśna, ale... no, właśnie nie jestem w stanie powiedzieć co sprawiło, że za mną zaczęła chodzić. Może drugi tom mi na to odpowie. Albo właśnie mnie zniechęci ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Przeczytałam “Limes inferior” Zajdla i jestem zachwycona! Czyta się jak bardzo gorzki komentarz do dzisiejszego świata... W ciągu ostatnich kilku dni opowiedziałam o tej książce różnym ludziom jakieś dziesięć razy, zaczęłam szukać angielskiego przekładu i zupełnie nie rozumiem, dlaczego nigdy nie była tłumaczona na inne języki.

Lolu Limes Inferior czytałem lata temu, ale do tej pory pamiętam powieść. Naprawdę kawał świetnej literatury, chyba do niej wrócę za jakiś czas.

A ja skończyłem wczoraj Powołanie trójki Kinga. Drugi tom cyklu o Mrocznej Wieży. Akcja powoli się napędza, na scenę wkroczyły nowe postaci, szczególnie Eddie Dean wydaje mi się ciekawy. Teraz chwilowa odskocznia od Rolanda i spółki na rzecz Patykiewicza i powieści I wrzucą nas w ogień.

Dobrze wiedzieć, że Zajdel daje radę :) Słyszałem o jego powieściach wiele dobrego, ale jeszcze nie przeczytałem nic od tego autora. Trzeba będzie sięgnąć na półkę po jedną z nich :) Póki co skończyłem Człowiek z Wysokiego Zamku, Philipa K. Dicka. I mam mieszane uczucia. ( Oceniam na 5,5/10) Jak ktoś lubi alternatywne historie i wątki, to może się spodobać. Mnie osobiście nie wciągnęła. Doczytałem raczej z szacunku do Dicka. Już bardziej przypadła mi do gustu Przez krzywe zwierciadło, tego samego autora. (7.10)

Jakkolwiek Ubik i Trzy Stygmaty Palmera Eldricka, jak na razie ulubione :)

Dobry Zajdel nie jest zły tak jak dobry schabowy bo jest dobry.

Właśnie skończyłem KRÓLESTWO Emmanuela Carrere. Ateista, który się nawrócił, a potem został agnostykiem. Pierwsza część, w której skupia się na sobie taka średnia, ale potem opisuje swoją wersję historii głównie ewangelistów i bardzo precyzyjnie nakreśla kontekst historyczny. Myślę, że po tej lekturze już nie pomyli mi się chronologia cesarzy w pierwszym wieku naszej ery.

Biorę się wkrótce za książkę “Więzień labiryntu”Jamesa Dashnera. Obejrzałem niedawno film, chociaż mogłem to zrobić w odwrotnej kolejności.

Why would you want to save the galaxy?

“Clovis LaFay” Anny Lange. Tak do 2/3-3/4 – świetne! Naprawdę świetne. Potem rozwinął się cielęco-nudny wątek miłosny (to nie spoiler, bo wisiał w powietrzu od początku;)). I książka spadła o kilka poziomów. Ubolewam też nad tym, że wśród świetnych bohaterów męskich jedyna główna bohaterka żeńska okazała się – mimo usilnego wmawiania nam przez autorkę, że jest inaczej –  bardzo bezbarwna. Zupełnie bez pomysłu, a właściwie pomysłem było chyba to, że Lange uznała, że trzeba wprowadzić romans.

Otóż – nie, nie trzeba. Czasem – wręcz przeciwnie. A na pewno nie taki, który sprawia, że ciekawa książka staje się mdłym niemal romansidłem. To podobny zarzut jaki miałam do “Dziecka Odyna”. Wszystko fajnie, dopóki bohaterowie nie stali się otumanionymi cielakami. 

Ech, tak mi szkoda... :(

Przeczytałem już drugi tom Azymutu, oraz pierwszy tom Malcolm Max. Fajne komiksy. 

 

Największą wadą Azymutu jest krótkość. Największą zaletą Malcolma Maxa jest Charizma. :D 

CIENIE TOŻSAMOŚCI, Brandon Sanderson. Kontynuacja STOPU PRAWA. Na tyle dobra książka, że zachęciła mnie do sięgnięcia po trzecią częęść, czuli ŻAŁOBNE opaski. 

“Dzikie Karty” skończone wczoraj, a “Wieża Asów” kilka minut temu. Wciągnąłem się w te opowiadania, zaraz lecę po kolejną część. :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

ŻAŁOBNE OPASKI skończone. Na razie wystarczy mi tego świata. Z całej trylogii najgorsza była pierwsza część, a najlepsza druga. Dziwny jest ten świat.

Wczoraj skończyłem I wrzucą nas w ogień Patykiewicza. Dużo lepsze od pierwszej części, autor ciekawie rozwija świat, fabuła, która w tomie pierwszym ciągnęła bardziej ku powieściom typu young adult, teraz jest  zdecydowanie bardziej mroczna, ponura i zmuszająca do myślenia. Końcówka zmusza do czekania na kolejny tom, bo choć część wątków zamyka, to otwiera wiele nowych i moim zdaniem może być godnym zwieńczeniem trylogii opowiadającej o mroźnych, postapokaliptycznym świecie.

Teraz Ziemie jałowe Kinga.

Zaczęłam czytać “Siedem minut po północy”, a dziś śnił mi się Potwór... :/

 

Ale generalnie zapowiada się nieźle, polecam. ;) Ktoś zna? Zwiastun filmu niesamowity.

Mika Waltari, “Egipcjanin Sinuhe”. Chodziłam wokół tej powieści jak dookoła zgniłego jaja, bo sobie ubzdurałam, że to książka dla młodzieży. W końcu zaczęłam jej słuchać, a po zakończeniu mogę śmiało napisać – rany, jakie to było dobre! Polecam każdemu, kto jeszcze nie przeczytał.

Co złego jest w książkach dla młodzieży? :)

Złego – nic. Po prostu są pisane dla młodzieży, a ja już nie młodzież i raczej mnie nie bawią. :)

Książki dla młodzieży są całkiem niezłe, jeśli nie zaczynają się od wampirów, wilkołaków albo karczm i zielonych płaszczy ;)

KONIEC WARTY– Stephen King. Sięgam do tych książek z rozpędu, bo mam sentyment do Stefcia.

NEPONSET, Agnieszka Osiecka. Lubię czytać o ludziach niespełna rozumu, którzy rzeczywistość odbierają w dziwny sposób. Zachęciła mnie ta książka o zapoznania się z innymi pozycjami tej autorki.

LOST AND FOUND Zadie Smith– trzy dość ciekawe opowiadania osoby, która z opowiadań nie jest znana.

Przeczytałam “Adepta” Przechrzty. Jak chyba inne osoby z portalu – zachęcona opowiadaniem w NF, odświeżającym w swej normalności.

Ale sama nie wiem. Do połowy bardzo ok. Potem zaczęłam gubić sens całej tej historii. Nie rozumiem, dlaczego bohater był niby taki ważny, a przez to całość stawała się absurdalna. Logika zresztą gdzieniegdzie i bez tego szwankowała. No i okazało się, że to część pierwsza, której nie można traktować nawet jako chociaż trochę domkniętą.

Mi Adept również nie podszedł, a tak urwana końcówka wręcz zirytowała. Zresztą pisałem już o tym w powyższym wątku.

Ja niedawno skończyłem Ziemię jałowe Kinga. Pierwsza część (czyli cała akcja z Jake i sprowadzeniem go do świata Rolanda) setnie mnie znudziło. Natomiast część druga, kiedy bohaterowie dotarli do miasta Lud, wciągnęła bez reszty. Właśnie czegoś takiego spodziewałem się po tym cyklu. Pojawili się ciekawi bohaterowie drugoplanowi (Tik-tak, Blaine Mono) a i akcja przyspieszyła i była bardziej przygodowa i fascynująca. Mam nadzieję, że tak będą wyglądały kolejne tomy.

A teraz zaczynam Dziewczynę z sąsiedztwa Jacka Ketchuma, niby nie fantastyka, ale solidna groza. 

SHANTARAM, Gregory David Roberts– Książka warta polecenia ze względu na ciekawe opisanie Bombaju lat 80. Czasami autor zapędza się w wodolejstwie i język czasami jest za bardzo barwny. Główny bohater nie wzbudził mojego zaufania. Miałem wrażenie, że autor próbuje się wybielić i ukrywa coś przed czytelnikami. Zaczęło mi się lepiej książkę czytać kiedy uznałem, że nie jest ona oparta na przeżyciach autora, a jedynie inspirowana nimi. Po drugi tom prędzej czy później sięgnę.

MILCZENIE, Shusaku Endo– bardzo ciekawa pozycja.

Dziewczyna z sąsiedztwa Ketchuma skończona. Bardzo mocna, brutalna powieść, aż do bólu realistyczna i naturalistyczna. Czytając niektóre fragmenty miałem ciarki, a zdarza mi się to niezmiernie rzadko. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

A teraz kolejny etap poszukiwań Mrocznej Wieży czyli tom czwarty Czarnoksiężnik i kryształ. Po pierwszych stu stronach jestem zadowolony z lektury, oby było tak dalej.

Nadrabiam Mieville'a. Podczas ostatniej wizyty w ojczyźnie nabyłam aż pięć jego książek. I właśnie jako pierwsze pochłonęłam "Toromorze". Fajna przygodówka, absurdalnie genialny świat przedstawiony , gdzieś tam w środku coś znudziło, ale później wróciło na dobre tory. Fleur kontenta z lektury :)

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Hmmm. Nie wiem, czy już ktoś polecał... "Oryks i Derkacz", choć nie jestem pewien, czy końcówka, której mam pewną koncepcję, mnie nie rozczaruje...

Prim "Corcoran" Chum

CZASOMIERZE, David Mitchell– Pozycja godna polecenia.

"Książę mgły" C. R. Zafón – audiobook. Mam szczęście do książek młodzieżowych ostatnio :). Tym razem horror, wg mnie całkiem udany. Interpretacja Piotra Fronczewskiego również.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleurdelacour, spróbuj też “Światła września” Zafona. Mnie podobało się nawet bardziej niż “Książę...”, chociaż to są takie lektury na raz.

To też młodzieżówka? Narazie czytałam oprócz Księcia jeszcze tylko Cień wiatru i Marinę. Obie przyjemne, ale już słabo pamiętam. Na półce czeka na swoją kolej Gra anioła.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Coś w stylu “Księcia...” właśnie :) Chociaż ja wolałam “Cień wiatru”, “Grę anioła” i “Więźnia nieba”. Te mniejsze powieści teraz zlewają mi się w jedno i jakoś mnie nie ciągnie, żeby do nich wracać, ale kilka lat temu mi się podobały. 

Unicestwienie. Pewnie już było. Mimo recenzji różnych, w tym tych niepochlebnych, przeczytałem i bardzo bardzo nie żałuję.

Prim "Corcoran" Chum

“Piąta pora roku” – Jemisin N.K.

Why would you want to save the galaxy?

I jak ta “Piąta pora”? Czytałem recenzję i zaciekawił mnie pomysł. 

 

A ja ostatnio czytałem “Puste niebo” Radka Raka, całkiem ciekawa pozycja. Oryginalna, niedopasowująca się czasem do oczekiwań, przyjemna. I z jakiegoś powodu nie znalazłem jej na półce z fantastyką, ale z książkami głównego nurtu. 

BEKSIŃSKI. DZIEŃ PO DNIU KOŃCZĄCEGO SIĘ ŻYCIA.– Ciekawa pozycja. Odkryłem wiele podobieństw ze Zdzisławem Beksińskim. Też na przykład potrafię wypić wieczorem 2 litry coli. Dla fanów Kinga ciekawa może być jego wypowiedź na temat Stephena K., a w zapiskach jest też wspomniana NOWA FANTASTYKA w związku z zamieszczeniem jednego z jego dzieł na jej łamach.

Derkacz i Oryks... .... Wyprzedza czasy, choć niemo niekoniecznie na tym polu w którym trzeba.

Prim "Corcoran" Chum

7EW Stephensona na rozkładzie – pierwsze 300 stron to najlepsze hard sci-fi jakie do tej pory czytałem.

Za to na “Gambicie” Cholewy ujechać nie mogłem. Gdzie ktokolwiek widział tam klimat rodem z “Obcego”  po wieki pozostanie dla mnie zagadką.

And one day, the dream shall lead the way

Przez przypadek trafiłam na serię dla młodzieży “Strażnicy” Teda Sandersa. Tak dla dzieci 12-15, przynajmniej w teorii.

Niby nie jestem czytelnikiem docelowym, ale bardzo mi się. Od razu po skończeniu jedynki sięgnęłam po dwójkę.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Skończyłem właśnie Czarnoksiężnik i kryształ Kinga. Podróż do Mrocznej Wieży okazuje się być coraz bardziej interesująca. 

A teraz w ramach odskoczni od fantastyki Zabójca z sąsiedztwa Alex Marwood. Dziewczyny, które zabiły Chloe tej samej autorki były satysfakcjonującą lekturą, tego samego spodziewam się po nowej powieści autorki.

AZYL. OPOWIEŚĆ O ŻYDACH UKRYWANYCH W WARSZAWSKIM ZOO, Diane Ackerman– Książka zaostrzyła mi apetyt na film. Autorka bardzo odchodziła od głównego tematu dlatego miałem wrażenie nieporządku panującego na kartach książki. Ale dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem.

Ja na reportażach ostatnio.

“Depesze” Michaela Herra – strumień świadomości reportera wojennego z Wietnamu. Nie znoszę strumieni świadomości, ale ten był hipnotyczny. Sięgnęłam m.in. z powodów praktycznych, by spróbować nieco poczuć emocje uczestników wojny. Nie wiem, czy mi się w pisaniu przyda, bo wojna w Wietnamie była dość specyficzna, ale warto było na pewno.

“Grobowiec w Sewilli” Normana Lewisa – zapis relacji podróży dwóch Brytyjczyków po Hiszpanii tuż przed wojną domową. Czytało się gładko, ale cały czas miałam przed oczami scenki z Monty Pythona. A zwłaszcza szczęśliwie-głupkowato uśmiechniętą twarz mało rozgarniętego bohatera granego przez Michaela Palina.

Zabójca z sąsiedztwa Alex Marwood skończony i czuję lekkie rozczarowanie. Niby wszystko jest na swoim miejscu jednak fabuła nie powala na kolana. Największą zaletą powieści są ciekawie nakreślenie bohaterowie. 

Zabieram się za kolejny tom Mrocznej Wieży Kinga Wiatr przez dziurkę od klucza.

Oj, Belhaju, nie traktuj tego jako “kolejnego tomu” ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wczoraj zacząłem czytać drugi tom “Malowanego Człowieka”. Podoba mi się zamysł, świat wykreowany przez Petera Bretta oraz postacie. Niedawno skończyłem też czytać pierwszy tom “Pana Lodowego Ogrodu” pana Grzędowicza i chyba sięgnę po kolejne. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Jose, wiem, że to jest taki przerywnik, ale według chronologii jest umieszczony między Czarnoksiężnikiem... Wilkami z Calla stąd taka kolejność czytania :)

Ale przyznam, że cieszę się, że zabrałem się za ten cykl. Kawał dobrej literatury :)

A HIPOPOTAMY ŻYWCEM SIĘ UGOTOWAŁY, Jack Kerouac, William S. Borroughs– Wypożyczyłem to ze względu na tytuł, który mnie zainteresował. Jako, że wcześniej czytałem W DRODZE Kerouaca, która mi się nie podobała nie miałem wygórowanych oczekiwań, a mimo to książka im i tak nie sprostała.

Czy ktoś może czytał “Nie ma wędrowca” Wojciecha Guni? Bo zastanawiam się nad kupnem. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Teraz u mnie “Fabryka oficerów” Hansa Hellmuta Kirsta. Jest świetnie, a w recenzjach czytałam, że będzie coraz lepiej.

To opowieść o szkole podchorążych Wermachtu w Niemczech podczas II wojny światowej. Ginie wykładowca, a ten fakt jest pretekstem do pokazania całej gamy pokręconych bohaterów (łącznie z retrospekcjami ich dzieciństwa), intryg oraz zagadki kryminalnej. Kirst należał do tego “straconego pokolenia”, jak sam je nazywał, też był wykładowcą w szkole wojskowej podczas wojny, więc pisze wiarygodnie.

Skończę to, zabieram się za cykl 08/15 tego samego autora.

Kilka miesięcy temu przeczytałam “Dziecko Odyna”, w szał zachwytów nie popadłam, ale było wystarczająco przyjemne, żeby zakupić drugi tom. Tenże właśnie zaczęłam... i zaczyna się fatalnie. Nie znoszę tego chwytu narracyjnego, kiedy akcja rozgrywa się do słów piosenki. W dodatku po angielsku. Fe. Aż mi się nie chce dalej czytać. Mam wrażenie, że styl skręci niebezpiecznie w kierunku taniego YA, z akcentem na taniego.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja obecnie jestem w trakcie czytania zbioru (i zachwycania się nim) opowiadań Kena Liu The Paper Menagerie and Other Stories. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i mogę je zaliczyć do naprawdę udanych. W książce znajduje się 15 opowiadań – po przeczytaniu jedenastu właściwie tylko jedno mi się nie spodobało, dwa wywarły na mnie bardzo duże wrażenie, pozostałe to po prostu dobra proza.

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Bardzo miło zaskoczyła mnie powieść “Trans Śmierci” Grahama Mastertona, którą nie dawno można było nabyć w Empiku z całkiem “odnowioną szatą”. Myślę, że osoby czytające inne powieści tego autora, takie jak np. “Bezsenni” czy “Zemsta Manitou” mogą miejscami napotkać na głębszą formę niż typową powieść grozy. Dla mnie prawdziwy rarytas – dla porównania Stephen King bywa czasami dość sztywny  choćby w “Carrie” –   i pomimo ponad trzydziestu lat od wydania (rok 1986 , według pl.wikipedia.org) nie traci nic na aktualności.

Koniec życia, ale nie miłość

Jakiś czas temu skończyłem Wiatr przez dziurkę od klucza Kinga – bardzo miły przerywnik w poszukiwaniach Mrocznej Wieży (jedynie wątek ze skóroczłekiem jakoś tak szybko zakończony), później miałem chwilową przerwę w czytaniu, a teraz zacząłem Hel-3 Grzędowicza. Na razie nie zachwyca, choć wizja przyszłości bardzo niepokojąca i niestety prawdopodobna.

Dogsdumpling – ciekawe, czy spodobałaby Ci się książka “Królowie Dary”Kena Liu. Według mnie nietypowe fantasy – rewolucja opisana z naciskiem na jej mechanizmy, z bohaterami z jednej strony bardzo standardowymi, a z drugiej opisanymi jednak nietypowo. W jakiś dziwny sposób oszczędna narracja.

Mnie się podobało, chociaż to nie była łatwa lektura. I chociaż się podobało, to wciąż nie wiem, czy sięgnę po kolejne części, jak się wreszcie ukażą.

 

EDIT: A u mnie cały czas Kirst. Tylko po “Fabryce oficerów” chciałam trochę odetchnąć, więc nie “08/15”, a “Kamraci”. To audiobook.

A na papierze – “Duchy” Tiziano Terzaniego – reportaż o Kambodży. Lektura reportaży sprawia, że coraz mniej słuszne wydają mi się zarzuty w stosunku do niektórych tekstów fikcyjnych, że opisują one mało prawdopodobne wydarzenia i zachowania. Rzeczywistość zdecydowanie przerasta naszą wyobraźnię.

Rakietowe szlaki I-7. Spora część opowiadań po wszelakich nagrodach i duże nazwiska. Opowiadania jednak nie porywają, upływ czasu też zrobił swoje.  Do przeczytania, ale bez zachęty.

O, popatrz, Ocho, mam dokładnie takie same odczucia na temat “Królów Dary” jak Ty ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No proszę. Troszkę się jednak zdziwiłam. ;)

Ocha, opowiadania w zbiorze narracyjnie są dość zróżnicowane, ale odpowiada mi sposób w jaki Liu pisze, choć może nie ma najprzystępniejszego stylu. I pewnie, prędzej czy później, sięgnę też po “Królów Dary”. Oszczędną narrację lubię :)

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Ja zabrałem się za klasykę czyli “Siódmy Syn”  Orsona Scotta Carda. Krótkie ale treściwe, ciekawie ukazany świat. Drugi tom musi jednak poczekać aż skończę czytać “Śmiertelną groźbę”, trzeci tom Akt Dresdena.

“Kamraci” – H.H. Kirst.

Losie, dzięki, że postawiłeś na mej drodze książki tego autora!

CIEŃ EUNUCHA, Jaume Cabre– Najsłabsza z trzech książek tego autora, które czytałem, ale i tak  literatura godna polecenia. Pewnie dała tutaj znać moja awersja do muzyki.

Wczoraj skończyłem Hel-3 Grzędowicza i mam bardzo mieszane uczucia. Początek (mimo, że mocny) jakoś mnie nie przekonał, mniej więcej od połowy zaczęło mi się podobać, akcja przyspieszyła, nabrała odpowiedniego tempa, wprowadziła ciekawych bohaterów i z wypiekami na twarzy leciałem do finału, który rozczarował. Choć to chyba zbyt słabe słowo, żeby opisać zakończenie tej powieści. Mam wrażenie, że Grzędowiczowi zabrakło pomysłu i po prostu wprowadził element nie mający nic wspólnego z wcześniejszymi wydarzeniami. Jestem rozczarowany, chyba po raz pierwszy w przypadku utworu tego autora. 

A teraz cisnę dalej Mroczną Wieżę – tom piąty Wilki z Calla (ale na razie mały przerywnik na najnowszy numer NF). 

IDŹ I CZEKAJ MROZÓW, Marta Krajewska– Swojska fantastyka, która umiliła mi ostatni tydzień. Niestety jest to pierwszy tom większej całości, a jestem już zmęczony kilkutomowymi sagami. Postacie są przyjemnie niejednoznaczne i egoistyczne, nie licząc głównej bohaterki, która jest jak dla mnie jednowymiarowa. Mam nadzieję, że życie ją trochę sponiewiera i okaże się, że dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane.

BELFAST. 99 ŚCIAN POKOJU., Aleksandra Łojek– Ciekawe spojrzenie na temat konfliktu w Irlandii Północnej. książka pokazuje, że w prawdziwym życiu nie można liczyć na coś takiego jak sprawiedliwość.

Marcin Mortka – “Miecz i kwiaty”. Skończyłem.

Hmm... Podarowanemu (dzięki DJ!) się nie zagląda w zęby, ale sam nie wiem co myśleć. Aż dla kontrastu obejrzałem sobie “Królestwo niebieskie” i Ridley jednak powinien od Mortki zawinąć scenariusz. :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ, Jonas Jonasson– Jak się czytało FORRESTA GUMPA to nie robi takiego wrażenia.

CYNKOWI CHŁOPCY, Swietłana Aleksijewicz– Ciekawe spojrzenie na wojnę w Afganistanie i jej skutki dla żołnierzy i ich rodzin. Chodzi o wojnę z lat 1979-1989

“Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju” – van Reubroucka. Reportaż na 800 stron, a czyta się jak dobry thriller.

No i próbowałam przeczytać “Kroniki Czarnej Kompanii” Glena Cooka. Niby klasyk, niby takie fantasy, jakie lubię (”ludzkie”, nie elfie czy krasnoludzkie), a nie dałam rady. Bohaterowie jacyś tacy, wszyscy podobni, banda przepełnionych testosteronem zabijaków. Ech, rozczarowałam się.

 

Jon Ronson#WstydźSię!”

Książka porusza ciekawy temat, głównie oscylując wokół internetowego hejtu. Momentami gubiłem się w przeskakiwaniu z wątku na wątek, autor nie napisał też nic niespodziewanie odkrywczego, ale można przeczytać “ku przestrodze”. A i kilka historycznych informacji w temacie wstydu się pojawia, jeśli kogoś to interesuje.

ogólnie można przeczytać, ale nie kupiłbym w księgarni, tylko gdzieś po taniości, a najlepiej pożyczył od kogoś.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ciepła aura nie sprzyja czytaniu książek. Dopiero skończyłem rozpoczętego na początku kwietnia Wilka Saulskiego. Po następny tom tej space opery raczej nie sięgnę, ten zmęczył mnie dostatecznie. Powieść całymi garściami czerpie z przeróżnych filmów, gier i innych książek. Zwroty akcji sa przewidywalne, a bohaterowie nie przekonuja. Zawiodlem sie na tej pozycji.

A teraz powracam do Kinga. Wilki z Calla czekaja.

@Ocha

Konował (główny bohater cyklu) przepełnionym testosteronem zabijaką? Milczek? Jednooki? Cookowi zdarzało się pisać straszne ścierwo, ale “Kompanii” będę bronił rencami i nogema. Jak dla mnie, pierwsza trójka love story wszech czasów :P.

Ja przeczytałam pierwszą księgę “Kronik Czarnej Kompanii” i też przyznam, że jakoś mnie nie ciągnie do kontynuacji, mimo że posiadam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:)

Bailoucie, przyznam, że daleko nie zabrnęłam, zanim dałam sobie spokój, ale takie męskie nawalanki to jednak nie dla mnie, mimo że, owszem, dało się wyczuć, że część bohaterów ma za uszami tak, jak lubię (w literaturze oczywiście). Kruk (czy jak mu tam) miał dla mnie po tych paru rozdziałach największy potencjał, ale postanowiłam jednak nie dać mu szansy. :)

 

A ja ostatnio słucham kryminałów i, o rany, jak się mówi o fantastyce, że jest nielogiczna i naciągana, to proponuję krytykom kryminały. Już sobie chciałam dać spokój (Lee Child i “Ostatnia sprawa” dobiły mnie niemal ostatecznie swoim idiotyzmem), ale trafiłam na Harlana Cobena i jego cykl o Myronie Bolitarze – przynajmniej bohaterowie interesujący.

A na papierze – “Problem trzech ciał” Cixin Liu. Chyba będzie fajne.

Czytałam dużo, ale nie powieści. Ale czytam “Rękopis znaleziony w Saragossie”, wersja z 1810. Jest to w ogóle jedna z moich ulubionych książek, nie wiem jak mogłam tak długo odkładać przeczytanie nowego przekładu. Za jakiś, zatopię zęby w wersji z 1804.

"Demony Leningradu" Przechrzty, zacne czytadełko. Mimo ponurej atmosfery, która dodaje jednak klimatu, czyta się bardzo przyjemnie.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Achromatopsja, Artur Chmielewski

Co powstanie z wysłania drużyny składającej się z dresiarzy, którzy nie klną, kaznodziei, który nie prawi, Wietnamczyka, mówiącego poprawną polszczyzną i mieszkańca “Politechniki” zazdroszczącego innym stacjom zdobyczy techniki? Chała, moi mili.

Najpierw suchy, beznamiętny początek, w którym poznajemy bohaterów, nijak wzbudzających sympatię czy jakąkolwiek więź, potem robi się ciekawiej, aż dostajemy wielki finał, który niby jest finałem, ale jakby niedokończonym. Nie polecam tym, którzy chcą zanurzyć się w metrowskie postapo, nie polecam fanom, a przynajmniej jeśli w grę wchodzi wydanie własnych pieniędzy.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

“Oryks i Derkacz” omal mi nie zrzucili z piedestału mojej ulubionej postapokalipsy “Heroes and Villains” Angeli Carter.

 

Ocho, a nie masz wrażenia, że u Cobena wszystko rozgrywa się wg jednego schematu?

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur, słucham teraz trzeciej książki Cobena i obawiam się, że możesz mieć rację. A oprócz tego mam wrażenie, że te kryminały są jednak mocno seksistowskie, mimo że autor ustami bohaterów usilnie stara się zaprzeczyć. Kobiety ocenianie są “na oko”, większość jest przepiękna (a jak brzydka, no to już trzeba przez pół strony pisać o wałku tłuszczu gdzieś tam). Trzecia książka i słuchanie o tym, jak to dziewczyna Myrona seksownie potrafi zakładać jedną długą nogę na drugą długą nogę zaczyna mnie irytować. Oprócz tego, że mam wrażenie, że ma ona (ta dziewczyna) wyłącznie cechy fizyczne.

No i pierwszą książkę wysłuchałam w interpretacji Mariana Opani. To była jazda po bandzie, ale mnie się bardzo podobała. I teraz mam wrażenie, że więcej charakteru bohaterom dał Opania niż Coben. :) Niestety, przeczytał tylko jedną z książek.

Ostatnio miałem szczęście  do książek. KRÓTKA HISTORIA SIEDMIU ZABÓJSTW, Marlona Jamesa to pozycja, do której podeszłam z przekonaniem, że jest to kryminał, a okazała się ciekawym spojrzeniem na Jamajkę. Potem pękł WSTYD, Salmana Rushdiego. Długo się zabierałem do jego książki, bo przeczytane kilkanaście lat temu SZATAŃSKIE WERSETY jakoś mnie nie powaliły na kolana. WSTYD bardziej mi się spodobał. A teraz zacząłem czytać WĘDROWNEGO SOKOŁA Jamila Ahmada i jestem oczarowany (przynajmniej pierwszymi dwoma rozdziałami)

do której podeszłam z przekonaniem – ???

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Oryks i Derkacz” omal mi nie zrzucili z piedestału mojej ulubionej postapokalipsy “Heroes and Villains” Angeli Carter.

 

“Oryks i Derkacz” zwaliło mnie z nóg. Już uwielbiałam Atwood wcześniej, a teraz to już w ogóle mnie zaskarbiła. Od razu się wzięłam za “Rok Potopu”.

Tytuł (”Oryks i Derkacz”) mógłby brać udział w konkursie – jak odstraszyć od książki przed jej otwarciem, ale skoro tak zachwalacie, to może kiedyś zaliczę.

Ostatnio zakupiłem trylogię Margaret Atwood. Bo ORYKS I DERKACZ jest pierwszą częścią trylogii jakby ktoś miał wątpliwości.

Bemiko, widocznie jak pisałem to uwidocznił się we mnie pierwiastek kobiecy, ale spokojnie już go w sobie zdusiłem. A swoją drogą przyjemnie jest wiedzieć, że ktoś przeczytał moje wypociny.

Hm... A ewentualnie od jakiej książki Atwood polecacie zacząć przygodę z nią?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Muszę przyznać, że zachęciliście mnie do ponownego sięgnięcia po Atwood. Czytałam tylko “Opowieści podręcznej” (Joseheim – to jest chyba jej najbardziej znana książka) i chętnie sprawdzę, co tam jeszcze u niej ciekawego.

A ja wreszcie kończę “Problem trzech ciał” Cixina Liu. Im dalej, tym lepiej. Dawno mi się nie zdarzyło, bym czytała książkę aż padnę, wbrew rozsądkowi mówiącemu, że rano trzeba wstać. A w związku z tym, że rozumiem co drugie zdanie (SF ze sporym naciskiem na S) – to tym bardziej zaskakujące. :)

Hm... A ewentualnie od jakiej książki Atwood polecacie zacząć przygodę z nią?

 

Zależy czego oczekujesz. Uwielbiam Atwood za to, że pisze w różnych gatunkach i nie daje się jednoznacznie zaszufladkować. Jeżeli lubisz powieść obyczajową, warto np. sięgnąć po “Kocie oko”. Jeszcze nie przeczytałam “Ślepego zabójcy” ani “Grace i Grace”. Wszystkie wspomniane książki były nominowane do Bookera, a “Ślepy zabójca” dostał główną nagrodę. Jeżeli jednak tylko fantastyka, to oczywiście “Opowieść podręcznej”, trylogia MaddAddam i “Serce umiera ostatnie”.

Dzięki, może się wreszcie na coś skuszę ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Napiszę coś obrazoburczego: King mnie nudzi! Śmiertelnie! Jego opowiadania i powieści grozy są dla mnie jak flaki z olejem. Znaczy, kiedyś czytałam, jak byłam dużo młodsza, ale nawet wtedy nie rozumiałam, o co chodzi z jego fenomenem. Jedyna jego książka, która mi się naprawdę podobała, to “Misery”. Ostatnio próbowałam ponadrabiać i zasypiałam nad piątą stroną. Za każdym razem.

Ale teraz czytam “Skazanych na Shawshank” i to jest naprawdę fajne. Znaczy, żadna niespodzianka, bo oczywiście widziałam film, ale mimo wszystko, podoba mi się.

Ocho, King jest bardzo, bardzo nierówny. I ja o większości jego książek zapomniałam zaraz po przeczytaniu.

Ale są takie, które naprawdę robią wrażenie. Moja kingowska święta trójca to “Zielona Mila”, “Desperacja” i “Miasteczko Salem” (choć to ostatnie, np. Beryla znudziło ; p). Poza tym mogę z czystym sumieniem polecić “Sklepik z marzeniami”, “Bastion”, “Pod kopułą“, “Dallas ‘63” czy cykl “Mroczna Wieża”.

Na pewno każdy znajdzie wśród powieści Kinga coś dla siebie, tylko niestety trzeba dobrze poszukać ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Ocho, dołączam się do obrazoburczego stwierdzenia. Jakiś czas temu próbowałam wreszcie przeczytać “To”. Poddałam się. Dobre sceny były rozmyte przez nadmiar opisów wszystkich innych, za przeproszeniem, pierdół. Naprawdę, co mnie obchodzi konstrukcja tamy autorstwa kilku chłopców? I do końca życia zapamiętam, że syn głównego bohatera z “Cmętarza dla zwieżąt”, został pochowany w trumnie obitej różowym materiałem. Rodzice nie przejęli się za bardzo.

“Sekretne życie pszczół” autorstwa Sue Monk Kidd – ciepła opowieść o potrzebie akceptacji i o wielu innych aspektach życia. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, słyszałem że ta pozycja przypomina pod jakimś względem "Folwark zwierzęcy". Prawda to?

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Nie, to obyczajówka, a fragmenty róznych opracowań na temat pszczół są zamieszczane na początku każdego rozdziału i stanowią element naprowadzający, czego będzie dotyczył. Główne tematy to miłość lub jej brak rodziców do dzieci, rasizm (tu początki prawnego zagwarantowania równości dla kolorowych i białych), dojrzewanie psychiczne młodej białej kobiety w otoczeniu kolorowych kobiet, wiara. To tak z grubsza.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakiś czas temu przeczytałem “Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka. Klimatyczny i wciągający thriller opisujący losy mieszkańców małego polskiego miasteczka. Historia jest tak przemyślana i wielowątkowa, że trudno było mi się oderwać od lektury (szczególnie ostatnie dwieście stron). Książka jest dość spora, ma niemal dziewięćset stron, ale czytało mi się szybciej niż niektóre znacznie krótsze pozycje. Polecam też “Belfra” – serial, do którego Żulczyk napisał scenariusz :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

O, właśnie się zabieram za “Wzgórze psów”. To znaczy – powoli się zabieram, bo jeszcze mam inne rzeczy do skończenia, ale zaglądam od czasu do czasu. Zapowiada się rzeczywiście dobrze.

Brnę przez 5 tom “Szklanego Tronu” S.J. Maas. Trochę mnie już nuży, ale przez wzgląd na mieszkającą gdzieś w środku mnie 16-latkę, która byłaby tym szczerze zachwycona, czytam dalej ;) Seria “Dwory...” jest ciekawsza, choć oczywiście. W kolejce czekają “Harda” i “Królowa” Cherezińskiej, którą wielbię od czasu przeczytania “Ja jestem Haldred”, a na poczcie – odnaleziona po latach “Trylogia księżycowa” Żuławskiego – w wieku coś koło 13 (?) lat dorwałam pierwszy tom na bardzo deszczowych wakacjach w Borach Tucholskich, i od dawna próbowałam znaleźć tę książkę. Mam nadzieję, że przeczytana po latach, mnie nie rozczaruje.

Ja po czwartym tomie “Szklanego tronu” jestem tak zniesmaczona, że w ogóle mi się do tego piątego nie spieszy ;)

Co ciekawe, też mam w kolejce “Hardą”... Ale pewnie najpierw upoluję “Płomienną koronę” ;) Którą będę czytać przez kolejne pół roku, ale to szczegół...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ach Płomienna Korona! <3 Ją mam w kolejce (mentalnej rzecz jasna), odkąd skończyłam “Niewidzialną...” :D

Chciałoby się, żeby lato to znów były 2 miesiące laby poświęcone na czytanie książek!

Skończyłam “Ostrze zdrajcy” de Castella. Zakochałam się.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Takie dobre? Kręciłam się parę razy wokół tej książki w księgarni, ale jakoś nic z tego kręcenia nie wyszło. Może się zakręcę jeszcze raz.

Jak lubisz przygodówki z sympatycznymi bohaterami i dosyć wartką akcją z gatunku płaszcza i szpady to koniecznie.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Lubię. :)

Dzisiaj skończyłem “Dom z liści” Marka Danielewskiego i kompletnie nie wiem, co o tej książce myślę :/ Na pewno jest to najdziwniejsza powieść, jaką czytałem, a sposób, w jaki próbuje straszyć, bardzo oryginalny i raczej niespotykany. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Przeczytałam “Doktor Sen” Kinga i mam mieszane uczucia. z Jednej strony zachwyt nad fabułą, z drugiej rozczarowanie różnymi zabiegami – Mary Sue, infodumpy, przegadane dialogi (trochę akcji, trochę wyjaśniającego dialogu, trochę akcji, trochę dialogu, brak płynności, chodzenie na łatwiznę). Spodziewałam się po pisarzu z takim stażem, że jednak nie będzie łatwizny komiksowych superbohaterów i takiego szarpanego sposobu prowadzenia akcji. Ale to się tak łatwo mówi, a potem samemu robi się marysujki, wklepuje połacie informacji w martwe (pozbawione akcji) dialogi i tak dalej... Poza tym, superbohaterowie chyba po prostu dobrze się sprzedają, a jak się czegoś dobitnie czytelnikom nie wyjaśni, to jest ryzyko, że nie załapią... W każdym razie zwroty akcji też miałam wrażenie, że są takie na pokaz, a niektórzy bohaterowie na siłę wtłaczani w pewne nienaturalne postawy. Wolę wcześniejsze książki.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Weronika Murek, UPRAWA ROŚLIN POŁUDNIOWYCH METODĄ MICZURINA– Raz na jakiś czas dobrze jest przeczytać taki wykręcacz zwojów mózgowych. Uśmiałem się setnie, co chyba świadczy o dziwnym poczuciu humoru bo nic nie zrozumiałem. Bardzo surrealistyczne.

Czytał ktoś “Mechanicznego” Iana Tregillisa? (pierwsza część cyklu “Wojny alchemiczne”). Czytam, czytam (a właściwie coraz bardziej skanuję) i chyba nie doczytam. Pierwsze 50 stron nudne jak flaki z olejem, potem coś się ruszyło, zaczęło być nawet ciekawie (Berenice!). Teraz przekroczyłam połowę i powoli mam dość. Potencjał jest, bez wątpienia, ale to świetny przykład na to, jak zamordować książkę rozwlekłością. Główny bohater, z którym trudno się identyfikować, bo jest pozbawionym cech charakterystycznych “mechanicznym”, właśnie przez kilkanaście stron uciekał. Uciekał, uciekał, uciekał... Uciekł, jak stwierdziłam, opuszczając kilka stron, by dotrzeć do konkluzji. Ze sto stron wcześniej przez kilkanaście stron uciekał inny z bohaterów. Ten niestety nie uciekł. Nie jestem zwolenniczką popularnego przekonania, że należy możliwie jak najbardziej kondensować i zastanawiać się nad potrzebą każdego słowa (więcej – uważam to za kompletną bzdurę), ale, no, bez przesady!

 

A oprócz tego m.in. “Kampucza, godzina zero”, Zbigniewa Domarańczyka. Autor wjechał do Kambodży po czerwonych Khmerach z wizą numer jeden.

No cóż – fantastyka vs reportaż: 0:1. Zdecydowanie.

Nie strasz, nie strasz  OCHO. Mam dwa tomy Wojen  alchemicznych. Mam nadzieję, że mamy różne gusta.

Czochrałem antarktycznego słonia, Mikołaj Golachowski– jak na mój gust autor za często się powtarzał, ale i tak jedna z ciekawszych pozycji, które ostatnio przeczytałem.

Jogurcie, jestem święcie przekonana, że ta książka może się podobać. Pomysł fajny, pomysł na świat – rewelacyjny! Niektórzy bohaterowie udani. Nie wiem, może doczytam, ale po urlopie. Patrzę na stos książek do przeczytania i po prostu chwilowo szkoda mi czasu.

Skończyłem Wilki z Calla i uważam, że skrócenie wyszłoby tek powieści na dobre. King odrobinę za bardzo rozwleka fabułę (co jest u niego standardem), a końcowe starcie z tytułowymi wilkami rozczarowuje i idzie bohaterom zbyt prosto. Na plus dodanie kolejnych cegiełek do świata Mrocznej Wieży, wątek księdza Callahana i pokury.

A teraz Wszyscy patrzyli, nikt nie widział Tomasza Marchewki. Recenzje są pochlebne, więc jestem ciekaw tego debiutu.

Ostrze zdrajcy – de Castel. No nie, nie. Niestety, nie.

 

Limes inferior – Zajdel. Ok, rozumiem, Zajdel, legenda, ikona itp. Ale to było naprawdę dziwne. Zamiast fabularnego przedstawienia historii – wykłady. Bohaterowie konstruują monumentalne dialogi, w których objaśniają sobie rzeczy dla siebie oczywiste (coś jakby chirurdzy uczyli się nawzajem zakładania szwów). A na koniec – niemal deus ex machina. Znużyło mnie to, rozdrażniło miejscami. Słuchałam w samochodzie, na szczęście jako pasażer, bo zdarzało mi się przysypiać.

 

Kolej podziemna – Colson Whitehead. Gdybym wiedziała, że to w sumie dość tradycyjna opowieść o niewolnictwie w Stanach, pewnie bym nie sięgnęła. Zachęcił mnie opis, w którym przeczytałam, że autor potraktował tytułową kolej podziemną (czyli siatkę osób pomagających zbiegłym niewolnikom na przedostanie się na północ) dosłownie. Tzn. – jako rzeczywisty pociąg sunący pod ziemią. Spodziewałam się więc więcej fantastyki, oderwania od klasycznego podejścia. Jednak ta kolej okazała się właściwie jedynym takim elementem. Jeszcze język wydał mi się dość nowoczesny. 

Ale nie żałuję nic a nic. Świetna książka.

 

Poppintrokowie – Joanna Olech. Też audiobook, słuchany podczas wakacyjnej podróży z synem. Tak jak i on – świetnie się bawiłam. :)

 

 

To i ja się podzielę... tym razem wielkim rozczarowaniem.

Lubię Orsona Scotta Carda, mam z nim dobre albo bardzo dobre doświadczenia. Do czasu.

Zaczęłam cykl o magach Mitheru bez wielkich oczekiwań – ot, rozrywkowa lektura kierowana raczej do młodzieży, ale pomysłowa, fajnie napisana, z niestandardowym (przynajmniej jak dla mnie) systemem magii. Pierwszy tom spoko, drugi lepszy, fabuła się rozkręciła, książka zakończyła się świetnym zagraniem... A potem nadszedł tom trzeci, który moim zdaniem jest tak beznadziejny i żałosny, że przez większość czasu płakać mi się chciało ze złości, że tak można spieprzyć porządną historię. Naprawdę, dramat jakiś. Nie spodziewałam się czegoś takiego po Cardzie. Żałuję, że nie poprzestałam na tomie drugim ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja w ogóle nie rozumiem, jak ktokolwiek może twierdzić, że “Limes inferior“ to jest dobra powieść. Zwyczajnie w głowie mi się nie mieści.

na emeryturze

Ostrze zdrajcy – de Castel. No nie, nie. Niestety, nie.

Mnie wystarczyło ściągnąć i przeczytać darmowy fragment, żeby zrezygnować.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Właśnie skończyłem czytać “Limes inferior” i chyba już po Zajdla nie sięgnę. Nie w najbliższym czasie. Strasznie wymęczyłem tę krótką powieść, najgorzej moim zdaniem wypadły dialogi. No i główny bohater nie wydawał mi się jakiś szczególnie inteligentny, mimo że miał być superhiperekstrainteligentny.

Dopiero ostatnio zacząłem czytać (i pisać) science-fiction, więc sięgnąłem też po klasyków gatunku: Lema i Dicka. “Niezwyciężony” jakoś specjalnie mnie nie porwał, ale nie był zły, “Ubik” za to bardzo mi się spodobał. Przez pierwsze kilka dni myślałem, że wideofon to wymysł autora :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

główny bohater nie wydawał mi się jakiś szczególnie inteligentny, mimo że miał być superhiperekstrainteligentny.

 

O, to to! Do końca myślałam, że musi, do cholery, pojawić się jakiś twist, wyjaśniający dlaczego główny bohater, raczej dość przeciętny, jest przez autora nachalnie opisywany jako geniusz. Z fabuły to za cholerę nie wynikało. Twistu nie było.

Moje hity i porażki tego lata:

 

Ostatnio przeczytane:

 

1.,,Egzekucja’’ autor: Jakub Szymczyk. Dla mnie absolutny nr 1 tego lata, okładka może nie jest zbyt zachęcająca, a początek jest trochę toporny, jednak  całość uważam za absolutną petardę! Powiedzenie, nie oceniajcie książki po okładce pasuje tutaj idealnie). Mroczna opowieść , pogański krwawy kult i wartka akcja.Moja ocena 9/10

 

2.,,The Thousand Names’’: autor Django Wexler. Porządnie napisana powieść w stylu wojen kolonialnych, świetne opisy scen batalistycznych. Ocena 7/10

 

3.,,The City’’: autor:  Stella Gemmell: Świetnie stworzony świat i opisy tytułowego miasta, brak jednak wyrazistych bohaterów. Trup kładzie się gęsto..i to właściwie tyle, fabuła nie zaskakuje 5/10

 

4.Moja wtopa tego lata: ,,Amerykanscy Bogowie’’ autor Neil Gaiman. Najgorsza książka jaką czytałem od lat. 5-cio krotnie autor opisuje głównego bohater robiącego zakupy na stacji benzynowej. Okropna fabuła. Ocena: 2/10

 

 

E no, trochę zjechane zakończenie, ale nie ocenilabym Amrykańskich Bogów aż tak nisko!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

,,Amerykańscy Bogowie’’ naprawdę mnie zmęczyli. Nie mam w zwyczaju porzucać książek w połowie, jednak w  tym wypadku naprawdę ze sobą walczyłem:) Więcej niż 2/10 dać nie mogę. Pozostałe pozycje, zwłaszcza ,,Egzekucję’’ Szymczyka i ,,The Thousand Names’’  Wexler ,polecam z ręką na sercu:)

Mnie tam “Amerykańskich Bogów” czytało się dobrze, choć – moim zdaniem – z pewnością nie jest to najlepsza powieść Gaimana, jak niektórzy twierdzą.

Mam nadzieję, ze czytałeś coś jeszcze tego autora, a jeśli nie, to się nie zniechęcaj, sięgnij po coś innego – np. “Gwiezdny pył” albo któryś ze zbiorów opowiadań ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czy wiedzieliście, że dobry pisarski reasercz może uratować życie? W fajny sposób piszą o tym w swoim zabawnym opowiadaniu “Wariacka intryga” Steve Berry i Raymond Khoury.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

“Egzorcysta” – wciąż robi wrażenie (przynajmniej na takich jak ja).

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Już jakiś czas temu skończyłem debiutancka powieść Tomasza Marchewki Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Solidne czytadło z wartką akcją, ciekawymi bohaterami oraz nieźle wykreowanym światem. Mało w polskiej fantastyce takiej typowo łotrzykowskiej prozy, dlatego jestem zadowolony z lektury. Autor stawia pierwsze kroki (wcześniej był scenarzystą przy Wiedźminie 3) na polu literatury, ale to postać, którą warto obserwować i czekać na kolejne pozycje. 

A teraz przede mną Pieśń Susannah, czyli przedostatnie okrążenie w wyścigu do Mrocznej Wieży.

Remarque, kurde.

Przesłuchałam “Łuk Triumfalny”, teraz jestem w połowie “Iskry życia”. Nie mam pojęcia, dlaczego satysfakcję sprawia mi katowanie się takimi książkami. Ale to jednak powinny być lektury obowiązkowe. Straszne.

“Plac Zabaw” – czyli jak to matka poszła za synem do królestwa śmierci, będącego chińskim portowym miastem. Ojoj, słabiutki początek i pomysł zakrawający na kuriozum, ale jak już wszystko złoży się do kupy a akcja nabierze tempa, logika wskakuje na właściwe tory i coraz ciężej się oderwać od lektury. Ogólnie więc warto, solidne 7,5/10.

And one day, the dream shall lead the way

Brzmi bardzo dziwnie ;D

 

Ja właśnie przeczytałam “Hardą” Cherezińskiej. Szału nie ma.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja kończę “Nowy wspaniały świat”. Będę musiała sobie potem wziąć coś naprawdę lekkiego.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

PIĄTA PORA ROKU o dziwo sprawiła mi ta książka wiele przyjemności, chociaż na początku trochę się męczyłem.

“Martwe listy” – męczarnie okrutne, czyli: bloki tekstu będące przemyślaniami rozchwianej emocjonalnie bohaterki + ultra-intryga z rozwiązaniami a’la Deus ex machina która nie jest intrygą. 

“Demon” – ledwo zacząłem, ale póki co jest dobrze :)

And one day, the dream shall lead the way

Zakończyłem Pieśń Susannah i jestem trochę rozczarowany, że King rozwinął fabułę w tą stronę. Mimo wszystko lepiej bawiłem się kiedy saga zmierzała bardziej w stronę pomieszanego z fantastyką westernu, niż kiedy wróciła do naszej rzeczywistości. 

A teraz się waham. Czy wskoczyć na ostatnią prostą i zakończyć Mroczną wieżę, czy zrobić sobie odskocznię od fantastyki w postaci Wzgórza psów Żulczyka.

Mam jakąś fazę na powtórki. Czytałam już dawno i sobie powtarzam.

“Królowie przeklęci” M. Druona. G.R.R. Martin pisze o tym jako “prawdziwej ‘Grze o tron’”. Dalej mi się dobrze czytało, ale nie zrobiło już na mnie takiego wrażenia jak lata temu.

W przeciwieństwie do: “Rozmów z katem” Moczarskiego, “Szachinszacha” i “Cesarza” Kapuścińskiego. Naprawdę, nie mamy co się silić na oryginalność w naszych opowiadaniach. Ludzie w niecodziennych okolicznościach wpadli już na wszystko. W realu.

“Trupia farma” Billa Bassa. Wiem, brzmi jak kiepski kryminał, ale autor jest antropologiem sądowym, założycielem i szefem tzw. trupiej farmy w Tennessee. To miejsce, gdzie składuje się zwłoki i sprawdza, w jaki sposób się rozkładają w różnych okolicznościach (słońce, woda, pomieszczenie klimatyzowane, pod ziemią etc.), a wyniki badań są wykorzystywane w śledztwach. Bass napisał tę książkę stylem sympatycznego wujaszka, ale czyta się świetnie.

No i polecam w ramach researchu. ;)

Ocha, zastanawiałam się nad tą książką.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Więc chyba polecam. Spodziewałam się co prawda więcej szczegółów (nie, żeby było mało, ale spodziewałam się więcej różnych konfiguracji czerwi, nadętych ciał, gazów, odpadających paznokci). Ale z drugiej strony zawsze można sobie kupić podręcznik do medycyny sądowej. Bassowi często zbiera się na prywatne wspominki, tak ni stąd, ni  zowąd.

Chociaż może właśnie dlatego czyta się tak szybko. Każdy rozdział to jakaś kryminalna sprawa, w której rozwiązaniu potrzebna była wiedza i eksperymenty z trupiej farmy. Nie jestem fanką kryminałów, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć – ta książka jest od kryminałów zdecydowanie lepsza. :)

Makabrycznie fascynujące.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chciałam przystopować z polecankami, ale nie mogę. Kończę właśnie “Dwie karty” Agnieszki Hałas. Sama piszę fantasy, jednak uważam, że dobrego fantasy jest cholernie, cholernie mało. Większość książek fantasy zaczynam pełna nadziei, by porzucić je po kilkudziesięciu stronach jako kolejne rozczarowanie.

Ale nie to. Mam tak jak wtedy, kiedy przypadkowo trafiłam na Wegnera (który zresztą książkę Hałas poleca). Świetnie się to czyta, mimo że magii – jak na mój gust – za dużo (i za łatwo). Czytając, bezwiednie pożarłam wszystkie ciastka, które mój syn przygotował dla Mikołaja. Cholera. Całe szczęście, że od razu kupiłam drugi tom tej trylogii, więc nie muszę robić przerwy.

Dzięki za polecenie, zastanawiałam się nad tą książką... Powstrzymuje mnie tylko opowiadanie Agnieszki nominowane do Zajdla za zeszły rok, “Panicz z Ertel-Sega”. Występujący tam Krzyczący w Ciemności w ogóle mnie nie kupił, a wręcz wkurzał, więc obawiam się, że sięgnięcie po całą książkę z nim jako głównym bohaterem mnie wykończy...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Krzyczący...” to jest taki trochę “mój” bohater, więc rzeczywiście – mógłby Cię wykończyć. ;)

To ci dopiero reklama ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kilka dni temu zakończyłem długą i krętą wędrówkę do Mrocznej Wieży stworzonej prze Stephena Kinga. I w sumie mam mieszane uczucia. Niby zakończenie stanowi w pewien sposób logiczny ciąg zdarzeń (w końcu ka jest kołem), lecz z drugiej strony jest mało satysfakcjonujące i lekko rozczarowujące. Ogólnie jednak jestem pod wrażeniem tego cyklu, szczególnie fragmentów dziejących się w Świecie Pośrednim, a także liczne odwołania do innych dzieł. Zżyłem się z bohaterami, przeczytanie całości zajęło mi ponad rok (oczywiście w między czasie czytałem też inne rzeczy) i chętnie jeszcze powrócił bym do Rolanda w jakiejś pobocznej historii.

A teraz skok w bok od fantastyki. Wczoraj zacząłem czytać Wzgórze psów Jakuba Żulczyka. I już po kilkudziesięciu stronach stwierdzam, że jest to świetna pozycja. Niepodrabialny styl, wieloznaczni bohaterowie, a także majacząca w oddali tajemnica. 

Nie wiem czy belhaju czytałeś tom Mrocznej Wieży nr 3,5 – “Wiatr przez dziurkę od klucza”? Jest jeszcze opowiadanie z Rolandem w roli głównej – “Siostrzyczki z Elurii”. Tyle przynajmniej znalazłem.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Czytałem wszystko, Staruchu. Wydanie, które kupiłem zawierało Wiatr..., a w pierwszym tomie czyli Rolandzie, jako bonus były Siostrzyczki... Zostały jedynie komiksy, bo one chyba w jakimś stopniu uzupełniają historię (przedstawiają bitwę o wzgórze Jericho i kilka wątków pominiętych w cyklu). Być może jednak King do tej historii jeszcze powróci.

A ja może spróbuję z innej strony, żeby nie zakładać nowego wątku. Gdybym szukał jakieś serii książek w jednym uniwersum, w klimacie klasycznego fantasy (żadnego sf, urban, steam i wszelakich mieszanin), co byście polecili? Achaja, Wiedźmin, Pan lodowego ogrodu, Świat dysku – to już mam przeczytane.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Klasykę? Le Guin i cykl o Ziemiomorzu.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Trylogia Pierwsze Prawo Joe Abercrombie oraz pozostałe powieści z tego uniwersum (Bohaterowie, Czerwona kraina, Zemsta najlepiej smakuje na zimno). 

Za Belhajem – “Pierwsze prawo”.

No i Meekhan Wegnera, cykl “Archiwum burzowego światła” Sandersona (ale były dopiero dwie części, trzecia ma się ukazać już zaraz, no i to tasiemiec się szykuje). A od dwóch dni – cykl “Teatr węży” Agnieszki Hałas (chociaż kończę dopiero pierwszy tom;)).

Michael Sullivan, “Odkrycia Riyrii”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pierwsze Prawo Joe Abercrombie przeczytałem i nawet mi się podobało, więc rozważę pozostałe książki w tym uniwersum. Co do reszty to na pewno się zainteresuję (czyli pewnie spokojnie cały rok czytania) :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Zdecydowanie najbardziej polecam Bohaterów. Można powiedzieć, że to kwintesencja pisania Abercrombiego.

Tegoż autora można polecić również trylogię Morze Drzazg (Pół króla, Pół świata, Pół wojny). Chociaż mi podobało się o wiele mniej niż Pierwsze prawo.

“Bohaterowie” są specyficzni, trochę mi odstawali od trylogii, mimo wszystko ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fakt, Bohaterowie to dość specyficzna powieść, bo prawie w całości opisuje kilkudniową bitwę. Praktycznie sami męscy bohaterowie, dużo walki, potyczek. Dla mnie jedna z lepszych powieści jakie czytałem, ever. Uwielbiam taką rozwałkę :)

Mieczysław Smolarski “Miasto światłości”

Nie polecam.

Przeczytałem tą książkę, dowiedziawszy się, iż autor zarzucał Huxley'owi plagiat. A jako iż "Nowy, wspaniały świat" mi się podobał ponadprzeciętnie, chciałem skonfrontować z nim ten "pierwowzór".

No cóż, po pierwsze książka jest znacznie płytsza niż Huxley'owa. Coś tam może można by się dopatrzyć, jakichś bardzo dalekich inspiracji czy nawiązań. Ale równie dobrze może być to wynikiem takiego a nie innego oglądu rzeczywistości, jaki mieli ludzie pomiędzy wojnami. To tak jakby zarzucać autorom SF z lat powojennych, że się nawzajem plagiatują, pisząc o podróżach międzygwiezdnych. Lub współczesnym, że pomysły na sztuczną inteligencję od siebie zarzynają.

Dwa, napisane to jest anachronicznym już stylem i językiem, a to nie ułatwia i nie uprzyjemnia lektury.

Trzy, zwyczajnie znudziła mnie, niespecjalnie zainteresowały losy bohaterów, a i celowość ich działań oraz logika fabularna nie przekonała.

Tak więc: nie...

Czy to jest sygnaturka?

Skończyłem Wzgórze psów Jakuba Żulczyka i jestem zachwycony. Powieść z miejsca wskakuje do pierwszej dziesiątki mojego prywatnego rankingu na najlepsze książki jakie czytałem. Styl autora na pewno nie każdemu przypadnie do gustu (wszędzie gęsto od wulgaryzmów, narracja czasem jest rwana), ale mnie porwał. Świetny mroczny, brudny klimat polskiej prowincji. Pełnokrwiści bohaterowie, pełni problemów, cierpienia, do tego dobrze poprowadzona kryminalna fabuła. Były momenty, że nie mogłem się od lektury oderwać (dość powiedzieć, że grubo ponad 800 stron połknąłem w niecałe dwa tygodnie). 

Przyznam, że nie spodziewałem, że ta powieść dostarczy mi aż takich emocji. Bo właśnie o emocje w głównej mierze chodzi. Wręcz wylewają się z każdej kolejnej przeczytanej strony. Naprawdę mocna powieść, szczerze polecam. 

Teraz mi się przyda przerwa w czytaniu – Wzgórze psów odrobinę mnie psychicznie wypompowało. Ogarnę w końcu zaległe numery NF i jakieś opowiadania.

A ja przeczytałam “Śpiące królewny” duetu King & King. Jestem rozczarowana. Nie wiem, czy to wątpliwy wkład syna czy po prostu jedna z gorszych pozycji, jakie się Kingowi zdarzają, ale niemalże żałuję czasu poświęconego na tę pozycję. Meh.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jakiś czas temu natknęłam się na Gaję Grzegorzewską – autorkę kryminałów. Przeczytałam kilka i byłam zachwycona, a potem trafiłam na dwa, które mnie pokonały. Dziwnym trafem te dwa były jakby w potrójnej objętości do poprzednich, sama nie wiem, czy to miało wpływ. Najlepszy był chyba “Żniwiarz”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mam tego Żulczyka, nawet kiedyś napoczęłam, ale jakoś odłożyłam. W końcu się chwycę. :)

Ale teraz czytam “Nie oświadczam się” Wiesława Łuki. Reportaż o morderstwie z 1976 roku, kiedy to przy kilkudziesięciu świadkach, mieszkańcach jednej wsi, wracających autobusem z pasterki, ich sąsiedzi zabili trzy osoby, nieudolnie pozorując wypadek samochodowy. Te kilkadziesiąt osób kilka miesięcy milczało, bo sprawcy kazali im przysiąc na różaniec i podpisać oświadczenie własną krwią. Niesamowite. Już nic dla mnie w Waszych opowiadaniach nie będzie psychologicznie niemożliwe. ;)

Ostatnio tak mi się złożyło, że skończyłem trzy książki jednego dnia :)

“Rozpacz”, chociaż to krótka książka, czytałem dosyć długo. Forma, jak zwykle u Nabokova, dziwnaaa, ale myślę, że kto lubi tego autora, to przekona się również do książki. Tylko trzeba przygotować się, że to nie będzie lekka lektura.

Co innego z “Mitologią noodycką” Gaimana. Chudziutki zbiór opowiadań, dosyć przyjemny, w sam raz na taką pogodę, jaką mamy za oknem. Polecam.

I na koniec “Poszukiwana” Koontza. Jak zwykle u tego pana, który lubi pisać o labradorach i paranormalnych zdolnościach, dostałem to, co oczekiwałem, czyli dosyć fajną powieść, ale, niestety, ze zmarnowanym potencjałem przez fabułę, która poszła nie w tę stronę, co trzeba. Przynajmniej według mnie. I mam tak z większością dzieł Koontza... 

A teraz biorę się za “Światło, którego nie widać” Doerra :)

Aż wstyd się przyznać, ale ostatnio prawie w ogóle nie czytam książek. Zwyczajnie nie mam czasu ani głowy. Jestem na bierząco z jakimiś 20-toma komiksami na webtoonach, 30-toma mangami, do tego oglądam na bierząco jakieś 10 seriali... jak do tego dodać jeszcze nadrabianie zaległości, gry komputerowe, studia, pracę, własne projekty... 

Ale żeby nie było offtopu (mam nadzieję, że w tym temacie można też rozmawiać na temat komiksów): z tego, co aktualnie czytam, chyba najbardziej podoba mi się Kubera. Ciekawie i pieczołowicie zbudowany świat oraz duże ilości tragicznych wydarzeń to to, co lubię najbardziej. Polecam wszystkim fanom dobrej fantastyki – jest dostępne za darmo.

Krajemat poza NF zadała ciekawe pytanie o to, co warto by nominować do Zajdla za 2017 i prawdę mówiąc mam poważne problemy, żeby sobie w ogóle przypomnieć jakąś polska fantastykę z tego roku, jeśli chodzi o książki. Wyszły że dwie Jadowskie, jakiś Ćwiek, Zaszywania oczy i widziałam okładkę Istvana

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja brnę aktualnie przez “Wir” Wattsa, bo postanowiłem dociągnąć do końca tę trylogię i wciąż jestem zdania, że to typowy autor, który świetnymi pomysłami nadrabia braki w sposobie pisania. Fakt, “Ślepowidzenie” było genialne, ale wciąż, mimo postępu warsztatowego, nadal średnio napisane. Wracając do “Wiru” – pełno tekstów w stylu infodumpów, jakieś skakanie z postaci na postać i z miejsca na miejsce, przez co fabuła jest strasznie rwana itp., itd.. Już pierwsza część była lepsza, bo jednak była jakimś powiewem świeżości i bardziej można było wgryźć się w psychikę bohaterów (choć oczywiście wybrał ich popapranych).

Jestem w połowie mitologii skandynawskiej. Tolkien zrzynal co się dało, imiona, lokacje, rasy, nazwy...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To nie fantastyka, ale bohater żyje jakby w innym świecie. Jestem w trakcie czytania Zapiski oficera Armii Czerwonej Sergiusza Piaseckiego. Gorąco polecam, bo świetna zabawa. :D

"Czas żniw" Samanthy Shannon. Dawno mnie tak fantastyka nie wciągnęła. Dwa kolejne tomy już zamówione. :)

Obecnie kończę czytać Młot na czarownice od Piekary ;) Cała seria o Mordimerze mnie urzekła <3

Z cyklu o Mordimerze zdecydowanie najlepsze są pierwsze cztery zbiory opowiadań. Opowieści spod znaku Ja, inzkwizytor  to już zjadanie własnego ogona. Ale ciągle czekam na zakończenie, mam nadzieję, że Piekara jakoś z tego wybrnie. 

A ja ostatnio łyknąłem Wielki marsz Kinga. Nie jest to może jakaś jego wybitna powieść, ale dość krótka, nieźle napisana i mająca pewien klimat. No i muszę przyznać, że King był prekursorem gatunku, który od jakiegoś czasu święci triumfy. Te wszystkie Igrzyska śmierci i podobne powieść mocno czerpały z Wielkiego marszu. 

Nowa Fantastyka