- Hydepark: List otwarty grupy użytkowników fantastyka.pl do Redaktora Naczelnego NF

Hydepark:

strona

List otwarty grupy użytkowników fantastyka.pl do Redaktora Naczelnego NF

W imieniu grupy użytowników, jako bydlę koordynujące, przekazuję strasznie oficjalny list do Redaktora Naczelnego od Użytkowników (Nazw Własnych ci u nas dodatek, prawie jak w fantasy...). Żarty żartami, niewdzięczna rola niewdzięczną rolą, ale rzecz się toczyła i wygładzała (w rozumienu treśći) pośród kilkudziesięciu osób co najmniej od lipca, dlatego zwracam się z uprzejmą prośbą o przynajmniej przeczytanie. Jest to list otwarty, wersję zawierającą imiona i nazwiska większości sygnatariuszy przekazałem wiadomością prywatną.

 

Pozostałych użytkowników zapraszamy do dyskusji, komentowania, ewentualnie wyrażania swojego poparcia poprzez zgłoszenie swojego podpisu.

 

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

 

 

Pozwalamy sobie na zabranie Panu kilku minut cennego czasu, kierując się przekonaniem, że łączy Pana i nas wspólna myśl, wspólny niepokój o losy Nowej Fantastyki oraz jej portalu.

 

Nie wszyscy z nas, niżej podpisanych, czytają NF regularnie, lecz nikomu nie są obojętne treść, kształt i perspektywy czasopisma. Prosimy przyjąć za pewnik, iż nie mamy zamiaru krytykować wspomnianych treści – ze swojej strony jesteśmy przekonani, że robicie Państwo co można, aby utrzymać poziom i popularność NF – i nie będziemy nachalnie wypytywać o perspektywy utrzymania się na rynku, a nawet rozwoju, bo jesteśmy w tej materii optymistami. Umiarkowanymi, lecz optymistami. Jednakże w kwestiach dotyczących pewnego rodzaju wizytówki NF, jaką niewątpliwie jest portal, panuje wśród nas pesymizm.

 

Portal wlecze się w ogonie innych stron, poświęconych tej samej lub zbliżonej tematyce. Stało się tak dlatego, że strona technicznie, organizacyjnie i wydawniczo utknęła w połowie drogi. Skutkuje to stagnacją niekorzystną dla wszystkich, od zwykłych użytkowników-czytelników poprzez autorki i autorów do Redakcji, po właścicieli portalu włącznie. Występuje zjawisko swoistej „ucieczki”, rezygnacji z dalszego publikowania na stronie NF przez dość liczną grupę piszących, o czym dalej. Oprócz niewątpliwego magnesu, jakim jest tytuł “Nowa Fantastyka”, to właśnie ruch generowany na portalu wokół publikowanych tutaj tekstów stanowi bazę do możliwego zwiększania liczby odwiedzających stronę, a przez to zwiększenia szansy na dotarcie z pismem do kolejnych, nowych czytelników.

 

Czy można poprawić funkcjonalności portalu i podnieść jego rangę? Nie tylko można – trzeba to zrobić.

 

Temat pierwszy, czyli wygląd i funkcjonalność portalu

 

Początkowa wersja strony była, nie bez racji, przedmiotem kpinek. Powolna w działaniu, od siekiery podzielona na tematy… Przeładowana tekstami funkcjonowała coraz gorzej, ale reakcja na to nastąpiła dopiero wtedy, gdy korzystanie z portalu stało się niemal niemożliwe.

 

Kolejna modernizacja strony stała się, z powodu przerwania, praktycznie porzucenia prac nad nią, swoją parodią. Drukować ze strony – nie można, ponieważ twórca nowej strony nie miał własnej drukarki, co sam podał jako przyczynę. Jeden i drugi dział nie funkcjonuje w pełni, poprawki do tekstów tam umieszczanych musi wstawiać moderator. Komentarze, skądinąd ważne źródło wiedzy o samych komentujących oraz swoistą szkołę odpowiedzialności za słowa, można edytować i usuwać w dowolnym czasie, ale informacja o czasie dokonania edycji lub informacja o fakcie i czasie usunięcia nie jest wstawiana automatycznie – a to bywa istotne. Plus taki pozornie drobiazg, jak pozwolenie osobie przeprowadzającej modernizację na zablokowanie używania myślników. Wbrew wszelkim zasadom – bo “w Internecie nikt” i tak dalej… Internet Internetem, na stronie dla ludzi z ambicjami literackimi powinny obowiązywać zasady interpunkcji, a nie czyjeś widzimisię.

 

Gwoli prawdomówności dodajemy, że gdyby nie ta modernizacja, przeprowadzona „z dobrego serca” przez jednego z użytkowników, portal w starej postaci padłby jak kawka…

 

Wielkim plusem stał się podział sekcji opowiadań na trzy hierarchiczne części. Możliwość umieszczania co lepszych tekstów w Bibliotece oraz przenoszenie tekstów wyróżnionych piórkami do osobnego działu. Staje się to, bez wątpliwości, awansem, lecz tylko wewnątrzportalowym. Praktycznie nic nie znaczącym „na zewnątrz”. Z tego właśnie powodu część piszących rezygnuje z uczestnictwa w życiu portalu; nie doczekują się oni, poza mało znaczącym przesunięciem tekstu do Biblioteki lub niewiele więcej ważącym piórkiem od Loży, żadnych dalszych awansów i korzyści. Nie mamy, oczywiście, na uwadze korzyści materialnych – chodzi o, na przykład, możliwość umieszczenia w CV informacji o publikacji w opatrzonych numerami ISSN i ISBN e-zinie, e-książce, firmowanych przez NF…. W efekcie możemy spodziewać się zmniejszenia aktywności “portalowych” czytelników (potencjalnych czytelników NF).

 

Uważamy, że byłoby posunięciem korzystnym dla większości tekstów, pozostających w umownej Poczekalni, gdyby można było tę Poczekalnię częściowo opróżniać, delegując ewidentne knoty i wygłupy – tak, one też się zdarzają… – oraz teksty nie budzące żadnego odzewu czytelniczego ani autorskiego na jakąś, powiedzmy, Bocznicę, lub przesuwając je do archiwum.

 

 

Temat drugi, czyli “obiecanki cacanki”

 

Hasłem, obietnicą właściwie, zachęcającą do przedstawiania na nowo otwartym portalu swoich dokonań literackich, były słowa, że tędy wiedzie najkrótsza droga na łamy czasopisma, bo my, czyli Redakcja, będziemy śledzić, czytać, wyławiać. Chwytliwe hasło jest niezbędne, sami takie lub podobne głosilibyśmy, ale – pierwsze ale – z obietnic wypada się wywiązywać. Czy było, jest i będzie to możliwe przy tak okrojonym składzie Redakcji? Nie było, nie jest i nie będzie. Brak, realny brak czasu na zapoznawanie się z portalowymi tekstami na bieżąco, i kropka. Propozycja uprawnienia wybranych użytkowników do oceniania i selekcji tekstów została zrealizowana zbyt późno, a powstała wtedy Loża działała praktycznie w próżni, bez widocznego współudziału Redakcji. Obecnie wygląda to, formalnie, sto razy lepiej, a gdyby tak udało się skrócić czas między nominowaniem do piórek a oceną ze strony pana Michała Cetnarowskiego, byłoby faktycznie lepiej, wręcz dobrze.

 

Nie postulujemy, aby Redakcja czytała wszystko, co się pojawia na portalu. Chociażby dlatego, że tekst opublikowany tutaj nie ma szans na druk. Sugerujemy mniej czasożerne podejście, na przykład zwracanie się do autorów, wyróżnionych więcej niż, powiedzmy, pięcioma piórkami, z propozycją nadesłania tekstu, który zostałby umieszczony na priorytetowej liście tekstów do oceny przez właściwego Redaktora. Podobnie mogłoby być z autorami „bogato” prezentowanymi w Bibliotece. Byłoby to niewątpliwym wyróżnieniem – pod warunkiem, że pojawiałyby się odpowiednie powiadomienia ze strony Redakcji. Jedno zdanie, jedna minuta…

 

 

Temat trzeci, czyli co zrobić i dlaczego

 

Przykro to konstatować, ale nie widać, byśmy poważnie liczyli się w towarzystwie, jak kiedyś mawiano. Dowodem na to jest zjawisko publikowania przez kilka aktywnych twórczo osób najpierw na innych stronach, a dopiero po jakimś czasie, jeśli w ogóle, tutaj. Nazywając rzecz po imieniu, albo częstowani jesteśmy smakowitym daniem na końcu, albo dostajemy odpad. Niemiłe i znaczące… Wystarczy zajrzeć do wątku “Pochwal się” (http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/14416), by zobaczyć, że część tekstów kierowana jest najpierw poza portal, do innej publiczności. Zjawisko szukania szerszego grona odbiorców jest jak najbardziej zrozumiałe, ale dlaczego nie wykorzystać go, by tych czytelników przyciągnąć do portalu i być może do NF?

 

Wszystko kręci się wokół rangi portalu, a ona zależy również od zaspokajania ambicji piszących. Biblioteka i piórko to za mało, stanowczo za mało, bo oznacza, że nie wychodzimy poza własne, ciasnawe podwórko. Potrzebny jest wyłom w murze, autoprezentacja na zewnątrz portalu jako takiego i udzielających się na nim autorek i autorów.

 

Po pierwsze – e-zin. Wychodzący jak najregularniej, z numerem ISSN, żeby liczył się jako czasopismo, swego rodzaju dodatek nadzwyczajny do Nowej Fantastyki. Wiadomo nam, że jest już odgórna zgoda na realizację tego projektu, ale temat, jak się zdaje, utknął na wiele długich miesięcy, więc chcielibyśmy w końcu uzgodnić z Redakcją szczegółowe ramy jego wykonania.

 

Po drugie – e-książki. Z numerem ISBN, żeby liczyły się i tak dalej, jak wyżej.

 

Po trzecie – jako własność wydawcy NF, ani e-zin, ani e-książki nie byłyby konkurencją, ale rozszerzeniami palety wydawniczej.

 

Po czwarte, o czym już była mowa – publikacja w nich w pełni liczyłaby się jako dorobek autorek i autorów, na czym przecież im zależy…

 

Po piąte – nie trzymajmy się kurczowo zdania, że każdy selfpub to zło. Papierowy, gdy daje się zarobić za wydrukowanie, może być złem, ale nie wydanie cyfrowe i bezpłatne. Dlatego widzimy nie tylko możliwość, ale potrzebę reklamowania na portalu takich wydań, jeśli pochodzą od publikujących na stronie NF.

 

 

Temat czwarty, czyli jak można to zrobić

 

Siermiężna rzeczywistość została pokrótce opisana. Pora na ogólną, ale nie ogólnikową refleksję: jeszcze trochę, a będzie za późno. Po naprawdę kompromitującej „wpadce czasowej” ze sztandarowym konkursem – „Dragonezą” – najwyższa pora na rehabilitację. Jak ją widzimy?

 

– Ideałem byłoby naprawdę błyskawiczne reagowanie na teksty, spełniające oczekiwania pana Redaktora Cetnarowskiego, lecz nadmieniamy o tym jedynie dla formalności. Technicznie wykonalne, ale czasowo i organizacyjnie już niestety nie…

 

– Aby skanalizować silną potrzebę zaistnienia i /lub pomieścić dobre teksty, nie pasujące do linii redakcyjnej, potrzebne jest naszym zdaniem swoiste, sformalizowane wydawnictwo stowarzyszone z NF i portalem, którego Redakcja NF nie będzie się wstydzić. Swego czasu padła propozycja „zielonych stron” jako kwartalnego(?) dodatku do NF. Realizacja zależałaby jednoznacznie od Wydawcy i nie spodziewamy się, by szybko i łatwo została zaakceptowana, dlatego jako mało lub nic nie kosztującą alternatywę widzimy portalowy e-zin. Jak wiadomo członkom Loży, sam pomysł wydawania e-zinu jest wstępnie zaakceptowany, natomiast naszym zdaniem warto go uszczegółowić i zrealizować bezzwłocznie, w oddzieleniu od innych pomysłów. Numer ISSN nietrudno dostać; pomocny w redagowaniu nadzór ze strony Redakcji nie zabierałby, po rozgraniczeniu kompetencji i ustaleniu zasad selekcji, znacząco wiele czasu. Skład osobowy redakcji e-zinu? Do ustalenia spośród chętnych, których nie powinno zabraknąć. Realizacja techniczna? Pozwalamy sobie na drobniutką złośliwostkę: inni, bez studiów programistycznych i poligraficznych, jakoś potrafią tę sztukę opanować, co dobrze widać w Internecie… Dla autorów zamieszczanych w nim tekstów byłby e-zin tylko o stopień niżej od wydania papierowego, spełniałby kryteria – i marzenia – o pokazaniu się szerszej publiczności.

 

Rzecz jasna, w e-zinie zawsze powinno być zarezerwowane miejsce na pierwszych stronach na reklamę bieżącego numeru NF/FWS, z linkami do e-wersji (sklep sieciowy Wydawnictwa). W ten sposób i wilk (Wydawca) syty, owca cała (zachowana jest integralność NF i portalu); można też śledzić, czy ten ruch zwiększa sprzedaż elektronicznych wersji NF. Potrzebna jest jednak zgoda Wydawcy i chęć Redakcji do nadzorowania pracy wolontariuszy przygotowujących e-zin. Jesteśmy w stanie zorganizować redakcję e-zinu i selekcję tekstów we własnym zakresie. Potrzebujemy numeru ISSN w uzgodnieniu z Wydawcą, oraz informacji czy i w jakim zakresie praca ochotników będzie nadzorowana ze strony Redakcji lub Wydawcy.

 

– Powyższe, z drobnymi modyfikacjami, może dotyczyć e-książek.

 

– Bardzo wiele możliwości zwiększenia zainteresowania NF czy też dotarcia do nowych czytelników lub zaktywizowanie i zaangażowanie z powrotem tych „starych” jest zwyczajnie niedostępne li tylko z powodu nie doprowadzenia portalu do stanu pełnej funkcjonalności. Nie ma, przepraszamy za kolokwializm, że się nie da. Skrypty nie stanowią tajnych nowinek na skalę światową, ich modyfikacje są do cofnięcia i / lub uzupełnienia – programista nie musi być orłem, wystarczy myszołów, byle solidnie podchodzący do sprawy. Uważamy za niemożliwe do zrozumienia, dlaczego Wydawca tak bardzo skąpi niewielkiego, w skali całego przedsiębiorstwa, wydatku na jedną ze swoich wizytówek. Tego typu ekspens można zakwalifikować jako nakład na reklamę… Co gorsza, wygląda na to, że personel Wydawcy, jak się domyślamy, ze względu na brak uregulowania sytuacji związanej z licencją na kod źródłowy i konieczność wglądu do bazy danych, niechętnie udziela wolontariuszom otwartego dostępu do silnika portalu. Jedyna możliwość to praca na plikach, bez kontroli wersji. W świecie, w którym od lat istnieje ruch open source (wraz z odpowiednimi regulacjami licencyjnymi), jest to trudne do zrozumienia.

 

Proponujemy rozważenie następujących działań organizacyjno-technicznych, które mają na celu zapewnienie długoterminowego wsparcia dla wykonania prac programistycznych i promocji NF oraz uczynienie ze stowarzyszonego portalu miejsca numer jeden w Polsce, w którym zbierają się fantaści w sieci.

 

– udostępnienie kodu źródłowego portalu (stan na dziś, to co jest) za pomocą publicznie dostępnego narzędzia, służącego do kontroli wersji (z Wydawnictwem/Redakcją jako właścicielem konta) w celu umożliwienia pracy wolontariuszom lub za pomocą narzędzia do kontroli wersji, do którego dostępów udzielać będzie personel Wydawcy;

 

– uzgodnienie z Wydawcą lub administracją Wydawnictwa, że dla portalu prace rozwojowe prowadzone są przez grupę wolontariuszy; prace te powinny być koordynowane przez co najmniej dwoje ochotników (na wypadek wykruszenia się lub nieobecności), którzy podpiszą stosowne zobowiązania prawne związane z dostępem do przestrzeni „gdzie fantastyka.pl oraz jej baza danych stoi”; osoby te odpowiedzialne będą za tworzenie kopii zapasowych i aktualizację portalu zmianami naniesionymi przez innych wolontariuszy oraz kierowanie kolejnością i częściową realizację prac rozwojowych z należytą dbałością o bezpieczeństwo danych;

 

– uzgodnienie bezpiecznego środowiska produkcyjnego dla portalu (wirtualizacja maszyny, na której się znajduje, izolacja od reszty sieci Wydawnictwa) w celu umożliwienia swobodnego dostępu wolontariuszom-koordynatorom pracującym nad stroną techniczną portalu;

 

– uzgodnienie z Redakcją kolejności i zakresu prac, jakie powinny być prowadzone na portalu lub wokół portalu.

 

Wydaje się, że zakres prac powinien realizować następujące cele:

 

1. promocję i być może poprawienie wyników sprzedaży NF i FWS

 

2. wsparcie organizacji prac Redakcji z tekstami niezamówionymi

 

3. spójne, zgodne z zasadami marketingu sieciowego wiązanie użytkowników z portalem i za jego pomocą – produktami, jakimi są NF, FWS i być może inne promowane na portalu wydawnictwa

 

Propozycja, jak najbardziej do dalszej dyskusji, mogłaby obejmować:

 

Ad. 1

 

dodanie funkcjonalności rozsyłania maili do zarejestrowanych użytkowników (newslettery, promocja NF z linkami do e-zakupów, konkursów i e-zinu z portalu, kanał reklamowy do sprzedaży potencjalnym reklamodawcom, promocja innych pozycji Wydawcy);

 

integracja portalu z mediami społecznościowymi (facebook, google+, twitter).

 

Ad. 2

 

zintegrowanie z portalem jakiegokolwiek systemu automatyzującego zarządzanie nadsyłanymi tekstami (wystarczy jedno z wielu dostępnych, darmowych narzędzi) – lepsza widoczność tekstów w kolejce dla Redakcji, automatyczne powiadomienia via e-mail (dla Redakcji i autorów), zdecydowanie ułatwienie zarządzanie tekstami od poszczególnych autorów, w poszczególnych gatunkach/podgatunkach beletrystycznych lub publicystycznych czy też nadsyłanych do konkretnych działów;

 

Ad. 3

 

korekta drobnych problemów, uciążliwych dla użytkowników (linki do grafik, nieprawidłowe ścieżki do fragmentów bieżących numerów, dodanie myślnika do edytora, korekta licznika komentarzy poprzez usunięcie komentarzy betujących, korekta licznika tekstów konkursowych, podwójne głosy do Biblioteki etc.);

 

ciągła praca nad dokończeniem i poprawą funkcjonalności związanych z działem publicystyki, Hyde Parkiem, narzędziami administracyjnymi (np. ankiety wbudowane w portal i / lub odblokowanie już istniejących funkcjonalności, podawanie czasu edycji / usunięcia komentarza etc., zarządzanie powierzchnią reklamową/promocyjną).

 

 

 

Do wyjaśnienia pozostały, Szanowny Panie Redaktorze, dwie kwestie. Istotna sprowadza się do prośby, usilnej, aby nie odczytał Pan tego listu jako zbioru pretensji pod Pana adresem. Wierzymy, że Panu tak samo, a nawet bardziej, zależy na istnieniu i dobrym funkcjonowaniu portalu, na jego rozwoju, i że ten list może posłużyć Panu jako kolejny argument w dyskusjach i sporach z decydentami. Zauważamy okazjonalną obecność Redakcji NF na Facebooku, portalu i interakcję z użytkownikami oraz dotychczasowe wysiłki “wychodzenia do ludzi” i chcemy je wspomóc na zdrowych, nie prowadzących do frustracji wolontariuszy, zasadach. Kwestia dotycząca Pana – nie skorzystaliśmy z internetowego zwyczaju, wręcz prawa do zwracania się per “JeRzy” lub “ty”, ponieważ wydaje się to nam w tym przypadku, gdy poruszamy tak istotne tematy, nie na miejscu. Jednakże podpisujemy się – przynajmniej w tej chwili – nickami, znanymi Panu z portalu, ponieważ część z nas zdecydowała się nie upubliczniać imienia i nazwiska.

 

 

16 września 2015 r.

 

 

AdamKB

AlexFagus

bemik

Blackburn

Ceterari

Cień Burzy

Dzikowy

Elanar

Emelkali

Empatia

Finkla

gnoom

Jafieli

Jafieli

koik80

KPiach

małynosorożec

Marianna

Mirabell

Morgiana89

Ocha

Prosiaczek

PsychoFish

Regulatorzy

rooms 

Sethrael

Sirin

Syf.

SzyszkowyDziadek

Tensza

Unfall

Zalth

zygfryd89

Komentarze

obserwuj

List podpisują także (in order of appearance):

 

Emtri (zgłoszenie wiadomością prywatną)

Rex87

Drewian

gravel

domek

Bravincjusz

belhaj

Werwena

Iluzja

WickedG

Bellatrix

Pauelor

Lycoris.Caldwelli

 

 

.:: PYTONGI I ODPOWIADAKI ::..

 

Jak mogę podpisać list?

Wyraź taką chęć w komentarzu poniżej, a Psycho raz na jakiś czas ogarnie listę i zaktualizuje pierwszy komentarz.

 

Dlaczego Jafieli jest dwa razy?

Bo Jaf i Eli to dwie osoby na jednym koncie, które list kierowany do Jerzego Rzymowskiego podpisały imieniem i nazwiskiem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Pytanko -co trzeba zrobić , żeby się pod tym porywającym listem podpisać?

Hmm... Dlaczego?

Dać znać w komentarzu. Będę cyklicznie edytował swój pierwszy komentarz listą osób dołączających do sygnatariuszy listu :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Proszę o podpisanie listu również moim nickiem.

And one day, the dream shall lead the way

Dać znać w komentarzu

Poproszę o dołączenie mnie do grona sygnatariuszy yes

Hmm... Dlaczego?

Mnie też!

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dodane ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dopisz i mnie : )

Yes, master :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFishu, odpisałem na priv – przeczytaj uważnie wszystkie wiadomości ode mnie. :)

JeRzy, a jest szansa, by wszyscy poznali treść Twojej odpowiedzi?

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Myślę, że trzeba dać JeRzemu chwilkę na sieknięcie ofiszjal stejtmentu. :-) Ale jeden pomysł bardzo ciekawy.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Też się podpisuję :)

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Przecież “Redakcja” udziela się często na portalu. Ot, beryl, dla przykładu laugh

Czekam na odpowiedź JeRzego. 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Przypomnę tylko, że twórcą nowej strony był brajt. Dokonał wielkiego dzieła, i to sam. A że później nikomu już się nie chciało kontynuować pracy nad budową portalu, doprowadzenia jej do końca, to inna sprawa. Trzeba było przejąc pałeczkę po brajcie i dokończyć dzieło.

Pozdrówka.

 

Trzeba było przejąc pałeczkę po brajcie i dokończyć dzieło.

Z mojej strony:

 

Redagowanie/nadzór tekstów do publikacji w e-zinie? Żaden problem. Wystarczy podzielić pulę, wysłać mi na meila, a przejrzę. Pewnie miałbym też czas na jedno/dwa wyselekcjonowane opowiadania to ostatecznej akceptacji.

 

Na bieżąco na pewno Michała jednak w czytaniu opowiadań z fantastyka.pl nie wspomogę. To proste – on jak poczyta i trafi na coś/kogoś dobrego, to przynajmniej może skorzystać. Efekt dla mnie byłby tylko taki, że stos tekstów zagranicznych do przeczytania by rósł.

 

95% tego, co opisano powyżej, to już jednak decyzja Wydawcy. Ja mogę tylko wesprzeć w słuszności.

 

Marcin Zwierzchowski, jakby ktoś nicka nie kojarzył

Podpisuję się.

Podpisuję.

Ja również się podpisuję :)

 

I fajnie, że już jest jakiś odzew od Redakcji, to dobry znak (to, że w ogóle jest odzew, choć w sumie nie wiadomo jaki )  :)

Ach, jakaż burza rozpętała się pod mą nieobecność :D

 

Mnie proszę nie dopisywać.  

Po pierwsze dlatego, że nie odczuwałem jakichś poważniejszych braków w funkconalnosci portalu.  Te wymienione zdają mi się drobiazgami. Być może do poprawy, ale wciąż drobiazgami. To nagłe rwanie szat, szczerze mówiąc, wprawia mnie w osłupienie –  a twierdzenie, że NF nie jest głównym portalem fantastów wydaje mi się nadużyciem a’la Duda w GB.  

Po kolejne : E-zin –  ok, ISBN i inne “gratyfikacje” dla autorów portalowych tekstów – też. Niemniej należy mieć świadomość, że będzie to nic innego jak równanie w dół.

No i po ostatnie: po całym tym obfitym narzekaniu, kilkulinijkowe propozycje naprawcze: takie jak rozsyłanie maili, czy integracja z FB wyglądają niezbyt poważnie, choć być może w obliczu kłopotów finansowych Prószyńskiego, o których ostatnio głośno, sięgnięcie do wolontariuszy we wspomożeniu  obsługi portalu nie jest złym pomysłem.

Jeśli rzeczywiście gra toczy się o przetrwanie NF, działania portalowej społeczności, przynajmniej w obecnej chwili, powinny zostać skierowane na tory nieco inne niż: “my, nam”. Ten kierunk tylko w niewielkiej części jest zgodny z tym co napisano powyżej. Zmiany powinny w pierwszej kolejności dotyczyć samej gazety, z czego jak widać po ankietach redakcja zdala sobie sprawę.  

Tak czy siak NF życzę jak najlepiej, zarówno w wersji portalowej jak i papierowej. Oby zawirowania finansowe oszczędziły Zacny Tytuł –  bez niego kiosk Ruchu nie byłby ten sam –  i nie, nie chodzi mi o to, że ładniejszy ;) 

Miło było was słyszeć – juz Was nie męczę i znikam. 

Nie biegam, bo nie lubię

Ja mogę się podpisać pod tym, że idea tekstu jest słuszna. Natomiast pod samym tekstem nie.

A ja nie wysyłałem przypadkiem do kogoś mejla z chęcią podpisania się? Ech te dziury w pamięci XD Mnie też możecie dopisać.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Corcoranie – są tematy, których poza Redakcją nikt nie obsłuży. Są tematy, które obsłużyć musi wydawnictwo lub co najmniej udostepnić/umożliwić pracę wolontariuszom. Jak wyraźnie zaznaczono, to wszystko jest do dalszej dyskusji. Nagłe rwanie szat nie jest “nagłe” – rozmowy nad treścią i propozycją rozwiązań trwały dość długo w gronie kilkudziesięciu osób, wybierano aktywności możliwe do realizacji (nie takie, które miałyby być wdrożone, ale bez wyłożenia forsy przez wydawnictwo sa nierealne – zorientuj sie chłopie, ile kosztuje czas programisty). 

Są tez pierwsi ochotnicy do pomocy przy testach użytkownika ewentualnych zmian w portalu (normalnie za czas testerów płacisz forsę), składzie e-zina...

 

Druga rzecz: wsparcie zwiekszenia sprzedazy NF. Corcoran, kto jak kto, ale ty, za przeproszeniem, powinienes być pierwszy, który krzyczy: “Za generowanie przychodu Proszyńskiemu – Prószyński powinien płacić pensje!”. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wolontariusze pracują nad elementami wspierającymi biznes podmiotu, który im za to nie płaci, nie mając w tym czegoś dla siebie. W moim odczuciu Wydawnictwo ma obawy przed obecnością w sieci vs. płatny  content (dla mnie to wygląda tak, jakby nie rozumiało specyfiki sieciowego biznesu), ale poczekajmy na informacje od JeRzego, bo nie wiem, co będzie mógł powiedzieć publicznie – a wie dużo więcej o sytuacji wewnętrznej, niż my.

Long story short: podstawowe działania promocyjne w sieci, ot, żeby zwiększyć obecność i sprzedaż e-wersji, imho są realizowane wyłącznie  w bardzo ograniczonym zakresie.  To chyba sam zauważasz, zresztą mam ciche przekonanie, że malakh mógłby nam tu walnąć mały wykład na ten temat ;-)

 

W temacie darmowy zin – płatny premium content NF  trzeba bardzo uwaznie zaprojektować relację, by nie doprowadzić do kanibalizmu produktów, lecz zapewnić ścisłą integrację i wytworzyć efekt synergii. Ale jestem przekonany, że doskonale się na tym znasz, zrobiłeś stosowny research lub masz niezbędne doświadczenie i nie ma potrzeby pisać na ten temat elaboratów :-)

 

Roger – problem z praca brajta jest taki, że brajt zniknął, przekazania i licencji brak, czas programisty kosztuje sporo i ewentualny system rozwoju MUSI uwzględniać ochotników, którzy sa dostepni tylko tymczasowo lub dla dobrze wydzielonych i opisanych zadań. Plus dołóż do tego bazę danych zawierającą dane osobowe (maile, rok urodzenia, imię nazwisko użytkowników) i ustawę  o ochronie danych osobowych, odpowiedzialnośc ABI (obecnie po stronei wydawnictwa) etc.

 

Pomijam na razie tematy prawne i podatkowe (w naszym kochanym kraju nawet darowizny są opodatkowane!) – niewykluczone, że tu trzeba będzie jakieś stowarzyszenie non-profit rejestrować, żeby to ogarnąć bez dodatkowych nakładów finansowych, a istniał podmiot realizujący jakieś działania we wspolpracy z podmiotem gospodarczym, jakim jest wydawnictwo. Dodam tylko, że rejestracja stowarzyszenia w KRS też kosztuje parę stów, ksiegowość musi byc prowadzona i sprawozdania roczne robione... ;-) Wiem jak to wygląda dla stowarzyszeń od środka z własnych doświadczeń.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

dj potrzebny? chyba nie – to wracam do czytania SF :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Zostań, zostąń Jajku... Tu coś ciebie może dotyczyć ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Moi Drodzy Użytkownicy strony fantastyka.pl!

 

Wystraszyliście mnie tą oficjalną formą, per “pan” – proszę, darujmy to sobie. Choćby po to, że jeśli się czymś narażę, wygodniej Wam będzie pisać “ty debilu”, niż “panie debilu”. ;)

Postaram się tutaj odpowiedzieć na Wasze pytania, wątpliwości i postulaty tak dokładnie, na ile będę w stanie. Muszę jednak na wstępie zrobić zastrzeżenie, że nie wszystkimi informacjami wolno mi się podzielić – część to wewnętrzne sprawy wydawnictwa. Ale mam nadzieję, że takich kwestii będzie mało.

 

Po kolei jadąc zatem:

 

Wygląd i funkcjonalność strony – dla mnie też ta sytuacja jest trudna. Strona, jaka jest, każdy widzi. Problem w tym, że dopóki nie wyjaśni się sprawa z Brajtem i możliwością (techniczną i prawną) dalszych prac na jego kodzie, nie ruszymy z miejsca. Alternatywą byłoby postawienie kolejnej, zupełnie nowej strony od zera, ale na to nie ma funduszy. Mam swoją wizję, jak mogłaby wyglądać fantastyka.pl, ale na razie pozostaje to w sferze marzeń.

 

Jeśli chodzi o fanowski e-zin pod auspicjami redakcji NF – tutaj więcej mógłby Wam powiedzieć Artur Kaczorek. Zgoda od wydawcy, o ile wiem, jest. Marcin już zadeklarował, że Wam pomoże – chwała mu za to. Najbardziej newralgiczna jest kwestia rozjechania się strony i jej e-zinu z "Nową Fantastyką" – to już zostało tutaj poruszone, więc nie będę dublował innych.

Odzew ze strony redakcji i możliwość zaistnienia na łamach NF – wiem, że Michał stara się jak może, ale faktycznie na jedną osobę tego wszystkiego, co ma na głowie, jest naprawdę sporo. Na pewno jednak Wasza aktywność na stronie przynosi owoce i – jak by na to nie patrzeć – w piśmie pojawiają się kolejne debiuty autorów z fantastyka.pl. A sam Michał udziela się na stronie; wiem że macie z nim regularny kontakt, nawet jeśli nie tak częsty, jak byście chcieli. Miejcie na uwadze, że musi pogodzić ze sobą wyszukiwanie i redagowanie opowiadań do “NF” i “FWS”, obowiązki pozaredakcyjne (m.in. redagowanie powieści dla wydawnictw) i sprawy rodzinne. W podobnej sytuacji jesteśmy zresztą my wszyscy trzej redaktorzy “NF”, podczas gdy Was jest dużo, dużo więcej.

 

Jeśli chodzi o publicystykę na stronie – mogę Was zapewnić, że nawet jeśli rzadko komentuję artykuły, które się pojawiają w dziale, cały czas obserwuję, co się w nim dzieje i mam oko na potencjalne gwiazdy. Nie sugerujcie się liczbą komentarzy – jest ich niewiele, bo czuję się nieswojo paplając sztuka dla sztuki, tylko po to, żeby się pokazać. Byłbym jednak idiotą, gdybym pominął źródło, któremu zawdzięczam znakomitych stałych współpracowników: Andrzeja Kaczmarczyka, Marka Grzywacza, Tomka Miecznikowskiego. Wciąż liczę na to, że pojawią się następni autorzy ich formatu, a kiedy to nastąpi, raczej nie będzie trzeba aż pięciu piórek, żebym takie osoby zaczął werbować do pisma.

Jedna rzecz, która nade mną wisi, to odtworzenie tekstu, który kiedyś wisiał w dziale publicystyki, stanowiącego instrukcję, jak nadsyłać artykuły do "NF". Postaram się to nadrobić, bo wiem, że może się przydać.

 

Niestety, inaczej jest z werbowaniem na stronie nowych recenzentów. Wynika to z faktu, że do tego, abym kogoś wciągnął do działu recenzji, nie wystarczy sama umiejętność sprawnego recenzowania – muszę być pewny niezawodności, dyspozycyjności i rzetelności takiej osoby. Gdy do redakcji trafia egzemplarz recenzencki – często przed oficjalnym wydaniem książki, czasami w formie wydruku na luźnych kartkach czy nawet w pdf-ie – muszę nim dobrze gospodarować. Często recenzent ma bardzo mało czasu na przeczytanie książki i napisanie z niej recenzji, bo tekst musi się ukazać w najbliższym numerze, a bywa że materiały docierają późno. I nie mogę sobie pozwolić na sytuację, w której ktoś, komu dam ten jeden egzemplarz, nagle napisze mi “Sorry, nie wyrobiłem się” albo urwie mi się z nim kontakt albo przyśle recenzję nienadającą się do publikacji. Wierzcie mi, przerabiałem bardzo różne sytuacje. Jeśli przyjrzycie się działowi recenzji, zauważycie, że przez prawie dziesięć lat, odkąd go prowadzę, zmiany w składzie osobowym są sporadyczne. Ludzie, którzy w nim zostali, są nie tylko najlepszymi fachowcami, ale też są najsolidniejsi – sprawdzeni w ogniu walki.

 

Moja propozycja jest taka: najpierw ogarnijmy, co jesteśmy w stanie zrobić we własnym zakresie. Kiedy już to ogarniemy, optymalnym rozwiązaniem byłoby zaaranżowanie spotkania, w którym wziąłby udział prezes wydawnictwa, Maciej Makowski, Artur Kaczorek z naszego działu promocji, Wasz przedstawiciel (który wyłuszczyłby prezesowi wizję e-zinu i modernizacji naszej strony, a także odpowiedziałby na jego pytania i rozwiał ewentualne wątpliwości) i ja. Nie wiem, na ile takie spotkanie jest wykonalne i czy wśród Was znalazłby się ktoś chętny, aby się tego podjąć i na tyle elokwentny, aby przekonać prezesa do niektórych Waszych pomysłów – ale jest to opcja, którą warto wziąć pod uwagę. Tyle że to jest rzecz, którą warto zostawić na czas, kiedy uporamy się już ze wszystkim, z czym możemy we własnym zakresie i zostaną nam te kwestie, które wymagałyby jego udziału – wcześniej nie ma sensu zawracać mu głowy, bo ma na niej całe wydawnictwo.

 

Jeszcze parę słów na koniec. Rynek prasy jest w tej chwili wyjątkowo grząski. Chociaż muszę – i chcę – uważnie wsłuchiwać się w Wasze opinie wyrażane na naszej stronie internetowej, na Facebooku i przy innych okazjach, to jeszcze bardziej muszę pamiętać, że za Waszymi plecami stoi olbrzymie milczące grono czytelników, którzy mogą mieć zupełnie inne upodobania i poglądy. I którzy mogą przestać kupować “Nową Fantastykę”, jeśli tylko zrobię fałszywy krok, choćby w dobrej wierze. Dlatego cały czas muszę balansować – godzić ze sobą treści ambitne i wartościowe z popularnymi, różne podgatunki i środki przekazu (książki, filmy, seriale, komiksy, gry...), treści do ludzi w różnym wieku i różnie obytych z fantastyką. Jeśli mi się nie uda to żonglowanie nożami, “Nowa Fantastyka” upadnie, jak wcześniej upadli więksi od nas (np."Film" i "Przekrój"), a wtedy pociągnie za sobą serwis fantastyka.pl. Trzeba bowiem pamiętać, że ten serwis, na którym nam wszystkim zależy, jest dodatkiem do papierowego czasopisma.

Dlatego proszę, żebyście mieli dla mnie trochę zrozumienia, że przede wszystkim walczę o nasze czasopismo – bo robię to również dla Waszego dobra, nawet jeśli mało mnie widać na stronie. I, parafrazując moją ulubioną sztukę teatralną: Jeśli lubicie “Nową Fantastykę”, kupcie ją swoim przyjaciołom, jeśli nie lubicie – kupcie ją swoim wrogom. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie.

Corcoranie, krytykuje się fajnie, ale może dorzuć do naszych pomysłów coś swojego, nowatorskiego, rozsądnego i dającego się zrealizować? Każdy pomysł jest na wagę złota.

 

JeRzy, nie potrzebujesz prosić nas o zrozumienie, bo tego akurat masz pod dostatkiem. Traktuj ten list raczej jako akt solidarności i wsparcia ze strony naszej społeczności, a nie tylko krytykę. A jeśli już, to konstruktywną. Zresztą, co się będę powtarzał – list jaki jest, każdy widzi.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Kurczę. Wprowadzić złotówkę miesięcznej opłaty za korzystanie z portalu i patrząc na statystyki to po dwóch miesiącach mamy kasę na wypasioną stronę.

He he :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Doskonały, ukryty crowdfunding, dj! Ty to masz łeb. To może jeszcze tak: dwa złote za podpięcie tematu na tydzień, pięć złotych za nius na głównej... :)

Pisiąt groszy za wrzucenie tekstu. Potem płacić z uzyskanych pieniędzy po grosiku za każdy komentarz merytoryczny pod opowiadaniem i pół grosza za komentarz niemerytoryczny bądź zamieszczony w innych działach. Wypłata po zebraniu minimum piątaka. Wiecie, jak skoczą statsy na stronie? A jak się tu ożywi zaraz! O rajuśku, rajuśku, rajuśku...

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wewnętrzne mikropłatności pomiędzy userami, nowa waluta “enefka”.

 

Przychodzisz potem (bardzo potem) do baru dajmy na to Hyperionie (jestem na czasie):

– Browara! – Wołasz.

– Pisiąt kredów albo dwie enefki – Słyszysz w odpowiedzi.

 

/edit

Zamiast psioczyć na selpub powinniśmy was zachęcać i drukować tego ile wlezie.

Jakby nie liczyć – po dwóch latach redakcja pracowałaby na Bali.

 

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ja nie krytykuję, Cieniu, ja odnoszę się do krytyki :)

 

Poza tym, w tym otwartym liście nie ma nic nowego, a już szczególne “na wagę złota”.  Generalnie w tym całym natłoku słowek widzę przede wszystkim olbrzymią determinację Fisza, do wykazania swoich umiejętności programistycznych (to nie jest zgryźliwość –  Beryl  i redakcja powini poważnie rozważyć spożytkowanie tego “potencjału”)  :)  

Co do pomysłów: podbijam mikropłatności za  opowiadanie. 

Nie biegam, bo nie lubię

JeRzy bardzo rozsądnie hamuje nasz entuzjazm.

Zacząłem mieć mieszane uczucia co do e-zinu. Bo co gdyby do niego trafiło MOJE opowiadanie i nagle (o, zgrozo!) pojawiłyby się opinie, że e-zin NF jest lepszejszy od papierowej NF?laugh

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Jajku, nie da się ukryć, że przy tym parciu na szkło – w tym żarcie jest sporo racji... :-D Ale ale, nie pytaj, co możesz zrobić dla Bali, pytaj, co Bali może zrobić dla promocji NF w sieci... Bo na razie to Bali się u siebie opala :-D

 

JeRzy, Malakh – dzięki za wypowiedź i deklarację malakha. Rozumiem absolutnie, że jako pracownicy Wydawnictwa jesteście skrepowani stosownymi przepisami i wewnętrznymi regulacjami w przekazywaniu informacji. Pomysł spotkania jest ciekawy, ale JeRzy – czy masz konkretnie coś na myśli pisząc o “Tyle że to jest rzecz, którą warto zostawić na czas, kiedy uporamy się już ze wszystkim, z czym możemy we własnym zakresie”  – o ten “własny zakres” mi chodzi.

 

EDIT:

 

Oj, Corcoranie, kulą w plot. Od umiejętności programistycznych mam ludzi ;-) Tu bardziej chodzi o to – co można zrobić, możliwie niskim kosztem, by pogodzić konieczność poprawienia sytuacji NF na rynku (e-wydanie, imho, zwyczajnie marnuje się w sieci bez promocji i subskrypcji) bez dodatkowych nakładów finansowych ze strony Wydawnictwa (bo na to szansa jest znikoma, jak udowadniają ostatnie dwa lata). Wniosek: wolontariusze, ale ci wolontariusze tez muszą mieć motywator jakiś do tej pracy – patrz e-zin. Celem zbieżnym w takim wypadku jest ‘nagłośnienie’ tego miejsca w sieci, czyli lądujemy w Internetach.

I tak, nie ma tam niczego odkrywczego, czego już biali ludzie dawno nie wymyslili. Jeżeli nie widzisz, że tu chodzi o to, by po prostu z tej białoludzkiej wiedzy skorzystać w praktyce, generując korzyści zarówno biznesowe dla NF jak i promocyjne dla wolontariuszy – to powiedz mi, dlaczego tak to odczytałeś?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Sorry, masz rację Fiszu. 

Powinno być: “swoich umiejętności programistyczno-menadżerskich dla dobra portalu”

 

Nie biegam, bo nie lubię

Znów kulą w płot, Corcoranie. Jak zwykle, nie sprawdzasz i ponownie sę wykładasz.

 

Jedyny powód, dla którego list wychodzi z mojego konta to taki, że dotychczasowy koordynator nie mógł kontynuować pracy nad listem. Wsad o e-zinie i róznych działaniach pornocyjnych pochodzą od co najmniej kilku osób. Ja się skupiam na technikaliach i sposobie organizacji ‘małokosztowej’, bo coś tam na ten temat wiem, ale uwierz mi, to nie ja to wymysliłem i doprowadziłem do etapu szerokiej konsultacji ;-)

 

EDIT: a przypomnę, że o mikropłatnościach za pojedyncze artykuły pisałem ponad półtorej roku temu, jeszcze na starej stronie ;-) Temat nie ruszony przez wydawnictwo, wymaga nakładów i modelu biznesowego – ergo, z roznych powodów, dla kogoś za trudny/za malo opłacalny do przełknięcia, przynajmniej na razie.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To mogłeś chociaż w liście wspomnieć, kto do czego doprowadził i hołd oddać :)

Beryl, beryl doprowadził! Dziesięcioma miesiącami! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czekaj, łączę wątki... znaczy... aa, że o bezczynność w sprawie zinu chodzi? No, nawet zabawne :P

I do tego ten podpis, pasującyjak ulał :D

And one day, the dream shall lead the way

“Własny zakres”, to są te rzeczy, które nie wymagają zgody prezesa, a z pomocą Artura byłyby do ogarnięcia. Na przykład – ustalenie szczegółów związanych z kodem źródłowym strony i dowiedzenie się od informatyków w wydawnictwie, jak wygląda kwestia postawienia takiej bezpiecznej maszyny wirtualnej, odciętej od reszty firmowych serwerów, aby wolontariusze mogli tam swobodnie działać na kopii strony. Jeśli się okaże, że to załatwimy, a później z pomocą chętnych uda się zrobić pięknie zmodernizowaną wersję serwisu, jest z czym iść do prezesa, żeby rozmawiać o przyszłości strony. Przynajmniej tak ja to widzę.

Nie ma jak konkretne słowa. Co i z kim. Stawiam Arturowi kawę i koniak, jeśli siądzie do sześciokątnego stołu negocjacyjnego *) i będzie operował konkretami.

*)  okrągły stół to przeżytek.  :-)

“Kulą w płot, a sztachety się odezwą” jak to mawiają ;)

 

No proszę. Ciekaw jestem, co z tego wyniknie :) Spadam popracować nad własnym modelem biznesowym opartym na mniej lub bardziej mikropłatnościach, tak żeby stały się bardziej makro :)

Pozdr. 

Nie biegam, bo nie lubię

Kul nie sieją, same się rodzą” 

jak mawiają inni.

No widzisz, C., jakaś praktykę masz, mógłbyś zakasać rękawy i coś konstruktywnego zrobić, wymyślić – a wolisz wyłącznie sugerować, często nieprawdziwe lub złośliwie, niskie pobudki innym. Troll w stanie czystym. Tylko – dlaczego?

 

Nie wiem, od jak dawna zagladasz na portal, ale tkwienie w marazmie niemożności zrobienia czegokolwiek sensownego “bo wydawnictwo...” trwa od lat. Trochę można się zniecierpliwić.

 

Jerzy – na razie, o ile się orientuję, dostęp do kodu to leśna partyzantką. Ale w porządku, będę miał chwilę czasu, odpiszę, co wydaje się być potrzebne i zaprosimy Artura do pomocy.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie było z mojej strony słowa o niskich pobudkach. Pozwolisz, Fiszu, że nie będę kontynuuował tej dyskusji. 

Nie biegam, bo nie lubię

W porządku, być może po prostu źle odebrałem uwagę o tej determinacji, mimo, że z uśmieszkiem zaznaczałeś, że to nie jest zgryźliwość – przepraszam, jeżeli cię uraziłem.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja prosiłabym o  umieszczenie w skrzynce pocztowej systemu powiadomień. Że teks dotarł, że odrzucony. To byłby miły gest. Bo tak, człowiek się niepotrzebnie łudzi a opko bezproduktywnie leży.

Nie wiem, czy nie za późno, ale też chcę się podpisać pod listem.

Dopisałem.

 

Teraz muszę przez chwilę ogarnąć zaległe zobowiązania, ale po konkrecie od JeRzego – przyjdzie za tydzień lub dwa czas na szykowanie małych planików i ściganie rzeczonego Artura z maczku paczką. By list pisać drobnym maczkiem. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z pewnością będzie zachwycony, że trzeba coś zrobić, hehe

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Ponoć facet jest bardzo do ludzi... ;-) I uwielbia robić coś dla większego dobra :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Obiecana instrukcja obsługi, jak przysyłać artykuły do “NF”:

http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842639

 

Niestety, z jakiegoś powodu nie wyświetla się na liście artykułów i nie mogę jej również przykleić u góry. Tak czy inaczej – jest; na razie tak jak jest, a jeśli ktoś wymyśli, jak to poprawić, to będzie super. ;)

Beryl wróci, to się go zatrudni ;). Dzięki, JeRzy!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Witam po dość długiej przerwie, od razu na wstępie, przywitam się w modern poliszu: eloł ziomy z undergroundu fan-statycznej literatury niszowej, lol. 

 

Nie podpiszę się pod listem do redakcji, bo nie widzę sensu w wałkowaniu po raz kolejny tematu digitalizacji contentu osobom, które przespały szansę “skoczenia w nowe medium”. Dinozaurów nie pyta się o ewolucję, tylko modli się o kometę, asteroidę lub wybuch wulkanu, który zmiecie z powierzchni Ziemi ostatnie okazy niereformowalnej fauny, by zrobić miejsca innemu podejściu do tematu...

 

Z tego, co pamietam, poprzedni red nacz próbował działać w tej materii, ale ale jak wiemy wydawca nie wyrażał zbytniego entuzjazmu, by dokonać właściwego i poprawnego skoku cywilizacyjnego. 

 

Niestety wolontariat sprawdza się tylko w ogniu walki, zaś wielkiego zapału nie zauważyłem od strony redakcji, tfu...wydawcy, ani podpisanych osób pod listem. Zauważyłem, jeden, może dwa posty...od umęczonej redakcji, która nadal kurczowo trzyma sie papieru, jakby odbyt mianowano centralnym punktem wszechświata. 

Po trzecie, e-ziny o tym profilu są już na polskim rynku od wieków, więc po co nam kolejny? Bo Fantastyka ma etos? Ktoś jeszcze pamięta czasopismo kieszonkowe fenixa, albo ubika? Wydawali bardzo ambitne teksty. Przepadli w mrokach historii. Podobny los spotyka NF i żadne egzorcyzmy nie pomogą, ani tym bardziej zaklinanie rzeczywistości. 

Świat się zmienia, nieprzystosowani giną.  Kiedyś Fantastyka wyznaczała trendy,  dzisiaj nawet nie jest trendy.

 

Na koniec, kilka gorzkich słów pod adresem bywalców portalu, sami użytkownicy są także temu winni, bo stworzyli getto rządzone twardymi prawami, narzuconymi przez nieliczną grupę wspierających się osob-ników. Sam tego doświadczyłem, próbując mieć własne zdanie, czy też nie podporządkowując sie garstce przeciętniaków, lansujących się na guru-gburów polskiej podziemnej fantastyki. 

 

Pozdrawiam i przepraszam za epitafium ...ku pamięci! Ostatni numer NF będzie wart krocie na pchlim targu. 

 

 

iHomer wrócił w swoim mocnym, dobrym stylu!

Nie ze wszystkim się zgadzam, choć z częścią (niestety) już tak.

Piszę z telefonu, więc krótko: e-zinów poświęconych fantastyce jest sporo (może nawet coraz więcej) i to chyba świadczy, że popyt jest. Ten od NF mógłby umocnić markę.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Homer, Ziomciu, joł joł!

Po części i ja się zgadzam z tym, co napisałeś (a więc nie ma offtopu), ale jedna kwestia mi jednak nie daje spokoju. Mieć własne zdanie to jedno – ja jakoś mam swoje odnośnie wszystkiego i żyję – a umieć wyrażać je w sposób, który nie byłby odbierany jako – żeby nie posunąć się za daleko – “mocno pretensjonalna prowokacja”, to coś zupełnie innego. Co gorsza wydaje mi się, że jesteś tego świadom, a to co robisz, robisz z premedytacją. Ergo – jeśli kogoś wkurzają – a w wkurzają – Twoje wypowiedzi, to tylko dlatego, że mają wkurzać. Takie przynajmniej odnosiłem wrażenie.

 

Peace!

 

P.S.

Ej, gdzie można się zapisać do bractwa G(b)urów*? Trzeba przechodzić jakieś inicjacje? Są jakieś składki? Macie związki zawodowe?

 

* – Problem nazwy dla nowej Loży rozwiązał się sam.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Członkowie z Bractwa Gburów wybierani są przez gadający kapelusz, który znajduje się we wspomnianej przez JeRzego “Szufladzie” ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

iHomerze, jesli chodzi o wolontoriat, to już jest pięc zdeklarowanych osób na konkretne zadania. ;-)  Cała rzecz w tym, żeby to zrobić z głową i nie zniechęcić ochotników.

Może i ty potrafisz oddać swój czas? Co umiesz, co potrafisz? Cośkolwiek przydatnego dla wymienionego w liście zakresu?

 

Masz jednak rację co do ‘przespania’ skoku w sieć, ale na, jak to ująłeś, dinozaury nie poradzisz.

 

Cień, Cet ;-) I ja się do bractwa gburów chętnie zapiszę ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czy do sprawy cokolwiek wnosi komentarz iHomera? Wnosi! Wnosi Nic. Teraz pozostaje to zrealizować. :-)

laughyes

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

iHomerze – tylko ci się wydaje, że papier jest przeżytkiem. Internet jest cierpliwszy niż papier – zniesie każdą głupotę, każdą grafomanię, dowolne wodolejstwo. Zaistnieć w Internecie może każdy idiota, który potrafi stukać w klawiszki. Wybieranie wartościowych treści przypomina pływanie w mętnej wodzie. Dlatego en masse wciąż jest to medium pozbawione prestiżu. Aby zostać opublikowanym w prasie papierowej, takiej jak “NF”, trzeba przejść przez redaktorskie sito, a teksty uznane za godne druku są dodatkowo szlifowane, aby były jeszcze lepsze. Redaktor dopuszczający tekst w prasie zawsze ponosi ryzyko, dokonując swoistej inwestycji – bo autorom się płaci, a druk pisma kosztuje – i ufając, że się ona zwróci. Internet to umysłowy fast food – żresz dziesięć darmowych parówek z psa zmielonego razem z budą w nadziei, że trafi ci się mniej mdły kąsek. Papier to slow food – zapłacisz za jedną kiełbaskę, ale będziesz wiedział, że szef kuchni dołożył wszelkich starań, żeby była świeża i dobrze przyrządzona.

 

Nota bene, amerykański “Newsweek” miał fazę, w której zrezygnował z wydania papierowego i bardzo szybko do niego wrócił, bo okazało się, że bezkrytyczna wiara w Internet to ślepa uliczka. A na rynkach zachodnich w tym roku odnotowano powrót czytelników do papierowych książek.

Blackburn, Owszem wnosi, bo wyraża opinię, inny punkt widzenia. Chyba że, przenosimy schematy komunikacji mediów głównego nurtu, tzw. poprawności politycznej na portalową nibylandię, czyli stygmatyzujemy. 

 

Ponieważ zostałem przywołany do tablicy, dlatego jeszcze dorzucę parę drobnych uwag.

List, w prezentowanej wymowie jest niczym innym jak społecznym szantażem garstki ludzi, którym wydaje się, że stali się nie tylko reprezentacją krytyków literackich , fanów i miłośników fantastyki, ale o zgrozo, liczącym się narybkiem w pisarskim oceanie. 

 

99,999% zamieszczonych tekstów nie nadaje się do druku w jakimkolwiek medium.  Nie zawierzam nadto weryfikacji dokonywanej przez Lożę, czy też stałych bywalców.  Aktualnie, praktycznie żadne nominacje do piórek nie odzwierciedlają jakości utworów, są wyrazem koniunkturalnych ocen. Jak powiedział klasyk: jak mój tekst ocenisz wysoko, to ja też...z wzajemnością. Opowiadania umieszczane w bibliotece są li tylko odzwierciedleniem społecznych relacji zachodzących od kilku lat między uczestnikami zabawy w strojenie się w piórka. Dlatego zadaję pytanie: czy redakcja ma powielać patologię w formie e-zinu? Bo jak nie, to co? Portal umrze jak poprzednie forum NF? Odejdą zawiedzeni? 

 

Ów syndrom vox populi żada od redakcji oraz własciciela portalu, by za wszelką cenę powielili model edukacyjno-lojalnościowy jaki panował na forum SFFH, kiedy jeszcze konkurencyjne czasopismo R.J. Szmidta nie wyzionęło ducha. Tam odbywały się amatorskie orgie literackie, głównie w szortach.  Wybrany utwór (opublikowany na forum) trafiał na szpalty periodyka. Kto wybierał opka? Forumowicze. 

 

Wydaje się prawdopodobne, że portal NF nijak pomaga w sprzedaży czasopisma. Stał się z jednej strony “ścianą płaczu tfurcuw” oraz przedszkolem literackim. Napewno nie jest platformą komunikacyjną między szerokorozumianym środowiskiem fanowskim a profesjonalnym literackim światem.  

Czy redakcji jest potrzebny do szczęścia infantylny szczebiot początkujących twórców, albo gromkie pierdnięcia w chwilach nerwowej wymiany zdań, z co bardziej ego-zorientowanymi osob-nikami? Wątpię.

Wystarczą wpisy na fejsbuku, instagramie, twiterze itd.  

 

pozdrawiam i zmykam na dobre.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

JeRzy, niestety podejście, które prezentujesz jest archaiczne. Nie ma znaczenia czy to będzie papier, czy też PDF, liczy się zawartość. 

Problem nie tkwi w procesie produkcyjnym czasopisma, tylko w metodyce działania na rynku. Inaczej promuje sie papierowe wydanie, inaczej elektroniczne. Na finansowanie obu stać tylko największych dostawców treści.

 

 

iHomerze, to ja tylko zauważę, że przynajmniej w połowie wykorzystuję portal, by łączyć profesjonalny świat (nie tylko literacki) ze środowiskiem fanowskim. Resztę czasu poświęcam na dręczenie beryla ;)

 

Pozdrawiam i wracam do sprzątania ;)

 

Wielki Mag Trzeciego Stopnia Schodów do Spiżarni, Bractwo Gburów.

 

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

iHomerze, wiesz i rozumiesz,, że niedrukowalne teksty obejmują także twoje płody? :-) Pytanie: dlaczego i gdzie widzisz “szantaż”?

 

JeRzy, kontynuując naszą dyskusję skądinąd: iHomer ma rację co do tego, że dobór treści a samo medium funkcjonują niezależnie. I że metody promocji są rożne, zależnie od owego medium – bo i też trafiają do dwóch, często różnych, grup docelowych. Póki co, ją mam wrażenie, że promocji e-wydania NF brak.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

iHomerze. Cenię Cię za techniczną jakość twych wypowiedzi. Natomiast co do treści – prezentowanie odmienego zdania (jakkolwiek, ważnegow dyskusji) tylko dlatego żeby było odmienne wydaje się podejściem poniżej Twojego poziomu. EDIT. Wydaje mi się też ,że pouczanie zespołu specjalistów od marketingu, znając sytuację czasopisma tylko od strony fanowskiego forum, jest wręcz niedopuszczalne i uwłaczające inteligencji samego piszącego.

And one day, the dream shall lead the way

Ja kupowałem Fantastykę w kiosku, od czasu do czasu. Gdy zainteresowałem się nowym portalem fantastyki, zdecydowałem się na prenumeratę. Czy jest więcej takich przypadków? Nie wiem. Wiem, że lubię czytać na papierze, a każde wydanie ustawiam sobie w biblioteczce. Zdaje się, że ci co niedawno sądzili, że papier zostanie wyparty przez wydania elektroniczne, dziś podkulili ogony.

iHomerze, nie wnosi nic, gdyż jest niekonstruktywna. To zwykłe biadolenie i obrażanie.

 

Niestety, wiele osób się ze mną nie zgodzi: uważam, że w takich przypadkach należałoby zaznaczyć, że to nie jest prywatny folwark, a demokracja ma tu ograniczenia. ;-)

Skoro zawitałem z powrotem, to i ja się podpiszę. Co prawda, forma listu do mnie nie przemówiła, bo wyglądała, jakby pisana do jakiegoś przygłupa, a nie redaktora czasopisma zajmującym się tym, co wszyscy na tym portalu kochają – ale to kwestia sporna – ja po prostu, jak tylko spotykam człowieka o podobnych zainteresowaniach, traktuję go od razu przyjaźnie, bez zbędnych ą, ę...

Ale z pewnością zgodzę się, że portal powinien być swoistym przedłużeniem pomysłu, zamysłu i przemysłu papierowego wydania.

Tyle.

 

EDIT:

A czy w ogóle ktoś może potwierdzić, czy ów list został przeczytany?

 

EDIT 2:

A tak, rzeczywiście, dziękuję. Dużo tutaj padło różnych słów – nic, tylko czekać, czy będą z tego owoce, czy to tylko faulstart i skończy się w przedbiegach.

Pauelor, gdzieś tam wyżej JeRzy kilka razy się wypowiadał, między innymi o tym, że owszem, przeczytał. I nawet wystosował odpowiedź ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Drodzy interlokutorzy, 

 

Miałem wrażenie, że napisałem o sprawach najważniejszych, ale jak łatwo zauważyć z wypowiedzi, ciągle bujacie w obłokach i próbujecie wciągnąć niczego nieświadomych członków redakcji oraz przypadkowych odbiorców dokumentu do niebezpieczenej zabawy. Nie chciałbym sie powtarzać, dlatego przedstawie, nieujawnione jeszcze argumenty.

 

Pierwsze, co uderza po przeczytaniu owego listu otwartego jest skrytość osob-ników podpisanych jeden za drugim, jakby w obawie przed wizytą lekarza specjalisty. 

List jest anonimowy.

Nikt nie chce fimować pomysłu własnym nazwiskiem, jakby nie zauważając, że po drugiej stronie macie zidentyfikowanego partnera do rozmów w postaci fizycznej, i co ciekawe, z imienia, nazwiska, z prawdziwym życiorysem i rachunkami za prąd. W podsumowaniu, by zobrazować cały wasz pomysł, perfidnie wykorzystam analogię do tłumu: – My chcemy tego! My chcemy tamtego! My chcemy rządzić! Wy się nie znacie! My się znamy? My się wydrukujemy! Precz z wami i nami!

 

Drugie, co wręcz boli po zapoznaniu się z treścią listu, jest brak wiedzy na temat wydawanego elektronicznego nakładu NF. Dlatego pytam, po co tworzyć nowe byty? Według ewangielii Psychofisha (edytował tekst na portalu) będziemy w posiadaniu czterech...pozycji:

– NF papier

– eNF 

– e-ZIN

– portal NF

 

Kompletna porażka, skąd wziaść na to czas i pieniądze? Wynajęcie przestrzeni dyskowej? Administrowanie? Zarządzanie? I co tam jeszcze wpadnie nam do głowy po wykonanej rzetelnej analizie. Inicjacja jest łatwa i przyjemna, ale panoszący się słomiany ogień widać po rotacyjnym składzie Loży i tym jej podobnych tworów.  

Moim skromnym zdaniem zapędzacie redakcję w sytuację bez żadnej szansy na sukces, przy okazji uderzając we flagowe przedsięwziecie wydawcy jakim jest samo czasopismo. Bo firmowanie porażki nie spadnie na wasze głowy, tylko bezpośrednio na NF. 

Reasumując: Redakcjo, nie idź tę drogą!

 

 

 

 

 

iHomerze, w sprawie anonimowości listu:

 

JeRzy otrzymał list podpisany imionami i nazwiskami. Wie z kim rozmawia. Nie wszyscy sygnatariusze jednak zgodzili sie na podpisanie imieniem i nazwiskiem w przypadku upublicznienia listu, na co już nie poradzę – indywidualna decyzja każdej osoby, którą trzeba uszanować.

 

Co do bytów, myślę, że zapominasz, że

NF i eNF to ta sama treść, różne medium. IMHO, eNF brakuje przynajmniej próby promocji w sieci (bo jak sam wiesz, to się robi trochę inaczej, produkt musi powędrować pod nos konsumenta, na jeden-dwa kliki, a nie leżeć i czekać, aż ktoś go znajdzie). Elektroniczne wydanie jest składane przez określoną osobę, kosztuje określone pieniądze i e-sprzedaż powinna te koszty zwrócić, a najlepiej wygenerować zysk, umożliwiający dalszy rozwój tego kanału sprzedaży. Budowa narzedzia promocyjnego powinna umożliwić również monetyzację jako kanału reklamowego, na czym Wydawca i NF też mogą zarobić. Myślę, że gdy piszesz o niewiedzy, sam nie za bardzo wiesz o czym piszesz  lub rzucasz słowa na wiatr ;-)

 

Co do portalu i e-zinu – założenie jest takie, że e-zin ma stanowić ‘pokazanie’ na zewnątrz wyselekcjonowanych  treści z portalu, nie funkcjonować osobno, z osobnymi treściami.  I tu już są chętni do roboty.

 

Co do słomianego zapału – nie wiem, jakie masz doświadczenia z wolontariatem, iHomerze, ale ja mam przyzwoicie dobre. Jesli jest tylko plan, wiadomo co, kto robi, wiadomo, że wolontariusze sa i znikają, w zalezności od wolnego czasu, sytuacji życiowej, własnej determinacji (więc trzeba być gotowym na okresloną rotację) – to wolontoriat działa. Oczywiście, masz rację, są osobniki ze slomianym zapałem zawsze i wszędzie, są osoby tylko pokrzykujące lub krytykujące, ale niechętne do pracy czy zaryzykowania własnego wolnego czasu. Zawsze tak będzie. Dlatego system prac ochotniczych musi uwzględniać dobrowolność i zakładać możliwość tymczasowości obecności.

 

Odnośnie Loży, to chyba nie śledziłeś dokładnie – ludzie rezygnowali z powodu m. in. przymusu dyżurów dwa razy w tygodniu, co ‘zjadało’ koszmarnie dużo  prywatnego, wolnego czasu. Ten przymus jest właśnie w trakcie usuwania, w głosowaniach zarządzonych przez beryla.

 

 

EDIT:

Przestrzeń dyskowa, administracja, zarządzanie, pieniądze – iHomerze, różne są pomysły. Od ściepy użytkowników po odpalenie akcji na crowdfundingu. Rzecz w tym, że portal i domena, podobnie jak pismo, należą do okreslonego podmiotu gospodarczego i niektórych rzeczy, mimo, że ów podmiot nie chce inwestować samodzielnie, bez jego zgody nie dotkniesz.

 

EDIT2:

 

Pauelorze – dopisałem, dziękuję!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psychofishu, 

Przytaczasz dokladnie te same argumenty za jak i przeciw.  Szczególnie dotyczące wolontariatu, błędnie zakładając, że start-up ma generować pieniądze, zaś przedsięwzięcie będzie napędzane darmowym paliwem. To mi przypomina dawno czytany tutaj na portalu wyróżniony opek, jak robot z flakami zmarłej kobiety był napędzany silnikiem parowym na elektryczne baterie.

 

 

edit: JeRzy wie, ale użytkownicy nie wiedzą. By znowu posłużyć się analogią – wyobraź sobie wydanie NF, gdzie zamiast nazwisk i krotkich notek o autorze, są tylko nicki. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tzw. komitet założycielski, czy też pomysłodawcy chcą pozostać anonimowi? Szczególnie, że pragną dokonać rzeczy wielkich dla potomnych?

 

Obawiam się trochę tej waszej wymiany zdań, ponieważ każde z was ma swoją konkretną myśl do przekazania, ale są tak od siebie odmienne, że nie widzę tutaj szans na consensus. Na pewno zgodzę się, że strona powinna być pewną trampoliną dla ludzi zdolnych, którzy aktywnie biorą udział w różnego rodzaju konkursach, piszą dużo, licząc że zostanią dostrzeżeni – a zamieszczenie opowiadania na stronie internetowej jest zdecydowanie szybszym medium, niż wysyłanie go do redakcji. Z obawą przyglądam się polskiej scenie wydawniczej w kwestii czasopism poświęconej szeroko pojętej fantastyce i niestety trzeba przyznać, że cudowne lata 90’ minęły – a fakt, że na scenie pozostał tylko NF może nam coś powiedzieć – choć mogę się mylić – z bardzo błahego powodu – ekonomia mnie nie interesuje, a moją wiedzę czerpię z tego, co przeczytałem, ale czy rzeczywiście tak było, to już wiedzą tylko redaktorzy naczelni czasopism, które zniknęły z półek. 

Ja ze swej strony widzę jedno – ogólnie wszystko, co związane z fantastyką w Polsce, jest w niszy, turnieje przyciągają niewielu ludzi, w porównaniu do naszych zachodnich sąsiadów, gdzie tam jest mnóstwo różnego rodzaju systemów, u nas rządzi Magic, a reszta, ze stajni Fantasy Flight Games, przyciąga maksymalnie 20 graczy. 

Pytanie brzmi, co można zrobić, aby w Polsce to się rozwijało, a nie upadało?

Pauelor, fantastyka nie jest w niszy, powiedziałabym, że przeżywa nawet pewien renesans. Gry to nieco inna para kaloszy, choć mam wrażenie, że ostatnio jest zainteresowanie nawet, nawet. Komiksy zaczynają znowu hulać. Na Pyrkonie było ile – kilkanaście tysięcy ludzi? Byle konwent w pipidówie ściąga tysiąc osób, a w kinie leci teraz głównie fantastyka.

Nawet sam Prószyński, mimo, że “nie wydaje fantastyki” właśnie rzuca na półki Beowulfa. Plus, reaktywowany został Magazyn Fantastyczny, na rynku są ze trzy magazyny tylko o animacji japońskiej...

 

A że ludzie w sporym procencie nie czytają, to nie tylko fantastyka na tym cierpi. Oczywiście, że romans i kryminał będą sprzedawać się lepiej, ale już bez tego nadmiernego pesymizmu.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Pauelor, jest prosta odpowiedz na to pytanie, co zrobić, by zarobić i jeszcze by się czytało.

Jeśli nie potrafisz być kreatywny na rynku polskim, kopiuj rozwiazania wykorzystane przez najlepszych na rynku światowym. 

Co robią wydawcy magazynów sf w obszarze anglojęzycznym? Co z dystrybucją? Kto jest aktywnym/pasywnym odbiorcą? Jakie są nowe trendy? Co to jest współdzielenie zasobów? Jaka jest współczesna komunikacja miedzy czytelnikiem a pisarzem? Jaką rolę spełnia wydawca? itd

Jestem zaskoczony, gdzie ty iHomerze, widzisz u mnie założenie, że startup ma generować pieniądze? E-wydanie NF to kolejny kanał sprzedaży tej samej treści, problem w tym, że Wydawca albo nie rozumie nieco innej specyfiki e-commerce, albo nie chce inwestować w tytuł i już, albo jedno i drugie.

 

Przedsięwzięcia napędzane wolontariatu – nie. Ale dając wolontariuszom możliwość popracowania nad czymś dla nich samych, można porozmawiać jak pomóc w ograniczonym zakresie głównemu tytułowi, by to funkcjonowało na zasadzie symbiozy i wymiany korzyści. Tak, tu trzeba ostrożnie.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFishu,

Z całym wymuszonym szacunkiem dla przedstawionej logiki, potraktuję tylko jak punkt odniesienia  do dalszej polemiki i powiem tak:

e-wydanie przygotowane przez zakumplowanych amatorów jest bombą medialną z opóźnionym zapłonem. Jak chcecie, to załóżcie sobie sami ezin, podobnie jak nosiwoda założył sobie nowe forum po upadku starego forum NF. Może redakcja obejmie was ostrożnym partonatem. A jak wam się powiedzie, to zawsze możecie zaproponować szerszą współpracę z NF. Czyli najpierw pokażcie , że wasze deklaracje są coś warte as potem pogadamy o ulubionym ciągu dalszym.

Odnosząc się do dyskusji nt. e-zinów. Według mnie warto byłoby w nie zainwestować, gdyż na chwilę obecną portal Nowej Fantastyki obok Szortalu jest jednym z niewielu miejsc, gdzie osoby piszące amatorsko fantstykę mogą zweryfikować swojego “skilla”. Spójrzmy na sytuację w działach twórczości własnej na innych forach:

Stare Forum NF – w zeszłym miesiącu był nawet konkurs więc tu jeszcze coś się dzieje

Latająca Holera – ostatni post 08.09.15

fantastyka.com.pl – ostatni post 16.12.14

Zaginiona Biblioteka – ostatni post 24.08.15 (dotyczący jakichś koszulek, ostatni o opowiadaniach był chyba z 3 m-ce wcześniej)

Forum Drugiego Obiegu – ostatni post 14.09.15  (dotyczący bloga z recenzjami)

Polter ( w Alexie stojący wyżej od NF, więc częściej odwiedzany) – ostatni post 14.03.15

 

Gdzie więc mamy publikować swoją twórczość? Nawet amatorszczyzna obniża ogólny poziom zawartości, to czy warto ją całkowicie dyskredytować? “Literackie przedszkole” Czy  “model edukacyjno-lojalnościowy” jak to określił iHomer, nie są czymś całkowicie złym, bo można z nich wyłowić prawdziwe talenty. Przyznaję się bez bicia że zarejestrowałem się tutaj tylko dlatego, że chciałem sprawdzić, co inni sądzą o mojej twórczości. Zostałem na dłużej i teraz sam dyżuruje w komentarzach, a przez rok dzięki pomocy innych zrobiłem dosyć spory progres, nawet biorąc pod uwagę samą poprawność językową. Przyznaję, moje teksty nie są niczym szczególnym, ale mamy tu też takie talenty jak np. Gravel czy Tensza. E-magazyn z pewnością zachęci większą liczbę osób do publikacji, może wśród nich będzie nowy Lem albo Dukaj.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wicked – tak z biegu: Esensja, Fahrenheit, Qfant, Creatio Fantastica, Histeria, Niedobre Literki i konkursy.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wygląda na to, że jestem mocno niedoinformowany :) Tak czy inaczej uważam e-zin za dobry pomysł.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Homer, jest mi bliskie stwierdzenie “umiesz liczyć, licz na siebie” ;-) JeRzy dał do zrozumienia, że temat e-zinu przygotowywanego choćby i pod znakiem portalu wymaga akceptacji wydawnictwa, a to z kolei niechętnie patrzy na cokolwiek, co siedzi w internecie i trzeba w to zainwestować.

 

Ja tam różne biznesowo-organizacyjne ograniczenia rozumiem, więc zaczął bym z innego końca (promocja e-wydania NF, połączona z promocją portalu, jeśli robotę wykonują wolontariusze), by przedstawiciel Prószyńskiego widział konkrety w postaci zwiększenia sprzedaży, ale to osobną historia.

 

Nadal nie odpowiedziałaś, co i dlaczego uznałeś za “szantaż”?

 

CET, czy w tych wszystkich miejscach masz szkółkę pisania?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na pewno nie taką jak tu, o ile gdziekolwiek jest. W większości albo biorą opowiadanie, albo nie i nikt nie tłumaczy się z decyzji. Ani też nikt nie wskazuje – jak my tutaj – potknięć. Wszystko na zasadzie – zrób to sam, jak Ci się uda, to może my będziemy zainteresowani.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

PsychoFish, tak to odebrałem. Nie za bardzo podniecałbym się aktywnością redakcji, bo gdyby rzeczywiście chcieli zająć się projektem, to nie pytali o zgodę, tylko dawno zrealizowali przedsięwzięcie. Prawdopodobnie, dostali w spadku po Kubie portal, do którego ani nie mają serca , ani przekonania.  Wcale się nie dziwię, bo za darmo, to owszem można, co najwyżej rzucić info o jakich nadchodzących wydarzeniach, lub przetwarzać otrzymane zwrotnie dane o ocenach poszczególnych numerów, lub/i preferencjach czytelniczych, a kredyty trzeba spłacać.

Wg moich obserwacji, szkoda czasu na jakiekolwiek porządkowanie portalu, czy próbę wdrażania nowych pomysłów. Powody już wymieniłem wcześniej. Mogę dokonac tylko jakieś uproszczonej diagnozy: 

– zakres obowiązków i poziom wiedzy na temat wydań elektronicznych wykracza poza chęci  i możliwości zespołu redakcyjnego NF, co jawnie jest widoczne choćby na portalu

– nie wystarczy determinacja małej grupy uzytkowników, których jedynym celem jest “druk w NF”, stąd ich poświecenie na rzecz e-zino-pomysłów. 

 

Wicked_G, miejsca gdzie można za darmo otrzymać w miarę sensowna pomoc są dostepne poza niszą sf, oprócz w/w można wymienić portale typowo literackie, wystarczy w wyszukiwarce wpisac hasło portal literacki, a wyskoczy wiele aktywnych linków. Są te z dostępne warsztaty literackie, również w trybie online, ale odpłatne. 

 

Ogólnie można dokonać oceny projektu jako dalece nieporadnego, skazanego na porażkę. Rozumiem rozterki wielu osób, bo część z nich wychowała się na Fantastyce i czuje ogromny sentyment, inni znowu czują respekt przed marką jaką niewątpliwie sie stała NF, promując znakomite nazwiska na rynku nie tylko polskiem ale i zagranicznym. 

Niestety misja czasopisma zderzyła się z zasadami rynkowymi. Periodyk nie ewoluuje, licząc chyba tylko na boską interwencję, pewnikiem stanie się tak niszowy, aż kolekcjonerski. 

 

O ile dobrze pamiętam to SFFiH upadło po tym, jak wykupiła je Fabryka Słów i zmieniła w poletko reklamowe. A szorty pojawiały się raz na jakiś czas, co pół roku albo i rzadziej i Szortal jest chyba w obecnej chwili jedynym, co pozostało po forum SFFiH :p

Sajko, nie mówimy tylko o szółce pisania, ale jak to było ujęte "sprawdzaniu skilla”.  Jak się uda dostać, to super. Jak nie, zwykle pojawia się redakcyjna recenzja, a czasami nawet kilka.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Poradnik Jerzego widoczny jest w menu “publicystyka” → “Poradniki”

Niestety, nie jest widoczny w liście całej i wała z tym zrobię na razie :/

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Przecież był widoczny na liście, bo zmieniłem przypisanie do działu. Kto to zmienił i po co?

iHomerze, życzyłbym nam wszystkim, żebyś się mylił w swoim proroctwie :-) Tylko jedna uwaga:

– zakres obowiązków i poziom wiedzy na temat wydań elektronicznych wykracza poza chęci  i możliwości zespołu redakcyjnego NF

Ja bym takiego stwierdzenia nie zaryzykował, przynajmniej jeżeli chodzi o poziom wiedzy. Faktem jest pewne ‘przywiązanie’ do papieru, ale nie zapominaj, że to właśnie ten skład redakcyjny przeforsował stworzenie wydania elektronicznego i dystrybucję wychodzącą poza jeden konkretny kanał sprzedażowy.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie ma co ryzykować, tylko realnie podchodzić do tematu, ale tak czy siak, jak pisałem w pierwszym poście: powodzenia. 

W mojej ocenie koszt papierowego wydania NF dla wybranego przez portalowiczów najlepszego opowiadania w miesiącu (nominacja – srebrne piórko) nie powinna przekroczyć 4000 zł dla objętości tekstu nie wiekszej niż 40 000 znaków (arkusz wydawniczy), przy założeniu braku wynagrodzenia dla twórcy (tekst był opublikowany na portalu). Promocja mogłaby objąć też środowisko graficzne – ilustratorów. 

Pytanie do redakcji, czy warto poświęcić 4000 zł miesięcznie na działania promocyjne, które odbiją sie szerokim echem w środowisku fanowskim?

 

Drukować już opublikowane na portalu opowiadanie?

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

wszystko jedno

Drukować już opublikowane na portalu opowiadanie?

Nie sądze, by to wchodziło w grę. Zlamiesz zasadę ‘premium content’, regułę, która twierdzi (i nawet się sprawdza w życiu), że ludzie coś kupują, bo nie ma tego nigdzie indziej.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Pewnie, dlatego obecne rozwiązanie, by najlepsze opowiadania miesiąca (te piórkowe) były ogłaszane w NF, z podaniem odpowiedniego linku, jest pomysłem dość dobrym krokiem naprzód.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

spór nie toczy się o premium content, tylko obejmuje problem druku/debiutu użytkowników/twórców portalu wogóle.

Jeszcze jedno spostrzeżenie: redakcja się wstydzi tego portalu, bo wiele osob z branży nabija się z zawartości biblioteki i wyróżnionych opków, dlatego przedstawiciele nf studzą zapał (nie udzialają się lub marginalizują wypowiedzi, odganiając się od wszelkich pomysłów związania piórek z obecnością w czasopiśmie. Innymi słowy redakcja sama zagoniła się w kozi róg, bo z jednej strony nie chce urazić i stracić jeszcze aktywnych uzytkowników, a choćby i pisali same głupoty, to zawsze jest jakiś ruch na stronie; zaś z drugiej strony pozwalając na brnięcie w kolejne absurdy, związane z amatorskim ruchem weryfikatorów upublicznionej prozy przez kolejne rzesze ...amatorów. 

Nonsens goni absurd...

Wiesz, iHomerze, jak Ci się tutaj tak bardzo nie podoba, jeśli tu jest tak absurdalnie do dupy, źle, koszmarnie, jeśli sami analfabeci zamieszczają na tym portalu opowiadania spisane przedziwnymi znakami i krzaczkami, to po co tu zaglądasz? Po co marnujesz swój cenny czas? I dlaczego zamęczasz nas, debili i kretynów, swoimi genialnymi myślami? Wszak perły przed świnie rzucasz!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

byłem kiedys na tym portalu, wrocilem pokilku latach – toście mnie zadziobali, teraz tez wpadłem, by stac sie głosem rozsadku, zaraz tez spadam, bo jest wiele innych ciekawszych miejsc, siemanko do nastepnego pół– moze wiecej roku, zawitam na moment. 

wiele osob z branży nabija się z zawartości biblioteki i wyróżnionych opków, dlatego przedstawiciele nf studzą zapał (nie udzialają się lub marginalizują wypowiedzi, odganiając się od wszelkich pomysłów związania piórek z obecnością w czasopiśmie.

 

“ktoś z branży” naprawdę zagląda tu na stronę, czy może dalej mowa jest o tych paru opowiadaniach, które raz poszły do druku jakieś 5 lat temu? Ostatnio nie mam czasu na czytanie papierowego nf, ale przed odłożeniem na półkę przeglądam gazetę i widuję, że niekiedy publikuje się tzw. ludzi z portalu – a jedno z tych opowiadań chyba nawet (o ile to jakiś wyróżnik) przeszło gdzieś dalej w eliminacjach do Zajdla. 

I po co to było?

[...]  redakcja się wstydzi tego portalu, bo wiele osob z branży nabija się z zawartości biblioteki i wyróżnionych opków,  [...] .  ==>  Nie będę streszczał historii portalu, napisze krótko: sami sobie nawarzyli piwa. Nie znaczy to, bym pisał te słowa ze złośliwą radością, bo jest przeciwnie, ale fakt pozostaje faktem. To raz. Dwa – bądź taki miły, dla nas oczywiście, i podaj, kto się nabija. Bardzo chętnie zaprosimy nabijających się do grona recenzujących i udzielających wskazówek, jak pisać od razu na Nobla. Trzy – w jednym masz rację. Kryteria przenoszenia do biblioteki są łagodne.

Nie opków, a opek, jeśli już. Gramatyka.

[...] z drugiej strony pozwalając na brnięcie w kolejne absurdy, związane z amatorskim ruchem weryfikatorów upublicznionej prozy przez kolejne rzesze ...amatorów. 

Nonsens goni absurd...  ==> odpowiedź już padła powyżej. Ale może Twoje zaproszenie na portal szybciej przyjmie Dukaj, Grzędowicz, Sapkowski? Albo chociaż ze dwóch zawodowych krytyków interpretatorów zacznie za friko czytać i oceniać, poprawiać i zachęcać? No i Ty też. 

Bo marudzić to każdy potrafi, ale przyłożyć ręki do czegoś – co tysięczny.

Ech, karmicie.

bo wiele osob z branży nabija się z zawartości biblioteki i wyróżnionych opków,

No ale kto, gdzie, jakie zarzuty podnosi?

Bo, że tak powiem, szepnąć Cichaczem Fotelowym może każdy. Ale żeby tak gacie ściagnąć, otwarcie napierdzieć, gęsty gaz, który nożem kroić by można – to jeszcze nie widziałem. A wbrew pozorom, taki skonretyzowany, namacalny pierd (nie jakiś cichociemny, tchórzliwy smrodek) mógłby pomóc to i owo poprawić. :-) Bo wiesz, łatwo napisać, że ludzie z branży od lat nabijają sie z iHomera, co to na wszystkim się zna, a pisać – dalej nie potrafi... ;-)

 

A że Biblioteka łatwa – to prawda. Myślę, że póki pozostaje ‘wewnątrzportalowa’, to nie ma widoków, żeby coś tu się zmieniło.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Że Bilblioteka łatwa... A miała być trudna? Bo z tego, co sobie przypominam i co wygrzebałam w porośniętym kurzem poradniku Brajta:

1. Biblioteka nie ma zastępować ani dublować piórek (nie służy do wybierania najlepszych opowiadań).

2. Biblioteka ma odsiać dobre (czyli zdatne do spożycia) teksty od całej reszty.

3. Biblioteka ma działać możliwie szybko, bez czekania na koniec miesiąca.

4. Biblioteka ma przyjmować mniej więcej 30 tekstów w miesiącu (nie licząc archiwaliów), tak aby coś się w niej działo i warto było do niej zaglądać.

5. Biblioteka ma nie przysparzać (zbyt dużo) dodatkowej roboty Loży, która i tak ma co robić.

Co nam pozostało? Kryteria, według których oceniamy, czy tekst nadaje się do biblioteki. Oto one:

 

1. Opowiadanie stanowi skończoną całość.

2. Opowiadanie nie jest drabblem.

3. Opowiadanie ma porządnie wyglądający tytuł.

4. Opowiadanie jest otagowane.

5. Przedmowa jest w miejscu przedmowy, a u góry tekstu nie jest powtórzony tytuł etc.

6. Opowiadanie jest poprawnie napisane, bez błędów ortograficznych i rażących usterek językowych.

7. Opowiadanie wygląda schludnie, ma sensowny podział na akapity etc.

8. Opowiadanie ma ręce i nogi. Nie musi być bardzo dobre, ale jest wystarczająco ciekawe, aby nie żałować spędzonego przy nim czasu. Widać, że autor miał pomysł i wiedział, jak go zrealizować.

I tego się chyba raczej trzymamy. Jeśli ma być to wyróżnienie bardziej elitarne, to można ten temat przedyskutować.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

To może wsadzajmy do biblioteki tylko teksty, które obecnie piórka otrzymują. A piórko przyznawajmy tylko jedno, raz na dwa lata, spośród tekstów bibliotecznych. I utwórzmy jeszcze przedpoczekalnię, w której będą lądować wszystkie teksty, a dopiero po otrzymaniu iluś tam głosów będą trafiać do poczekalni. A raz na dziesięć lat, z tych pięciu zebranych piórek, wybierzmy najlepsze opowiadanie, które dostanie piórko srebrne. Ale nie, nie wybierajmy sami. Zatrudnijmy krytyków literackich i powieściopisarzy, którzy otrzymali przynajmniej jedną nagrodę, Zajdla czy coś, żeby oni wybrali, bo na tym portalu same cymbały przecież! Hurr durrr...

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Odszczekany iHomer, to pewnikiem możecie wrócić do śnienia na jawie i tkwić w błogim przedświadczeniu, że świat kręci się wokół was. Terapeutyczny charakter miejsca sprzyja poprawie samooceny. 

W sumie...komu przeszkadza sanitarium? :)) w końcu to miejsce rozrywkowe, czyż nie?

 

powodzenia, to ostatnie podejście, wypadam na stałe. Mam nadzieję, że NF z tym, czy nowym właścicielem będzie się rozwijać przez następne dziesiąt lat, czego wam i każdemu z osobna życzę. 

iHom-er

 

 

Badum, tssssss.....

Nie wierzę, że nie wróci. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nadzieja umiera ostatnia... ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A czemu? Potrollował trochę, ale część uwag trafnych. Tylko coś mocno do siebie żarty bierze, nie wiedzieć czemu...Czy ja przeholowałem?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

to pewnikiem możecie wrócić do śnienia na jawie i tkwić w błogim przedświadczeniu, że świat kręci się wokół was.

No jak to? Przecież sam powiedziałeś, że się kręci! W końcu:

redakcja się wstydzi tego portalu, bo wiele osob z branży nabija się z zawartości biblioteki i wyróżnionych opków,

Wiem, wiem, przywołuję wilka z lasu...

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Czytam i czytam te wypociny Garfielda i myślę sobie: Co za, kurna, typ. Taka miniaturka wszystkiego, czego nienawidzę w ludziach.

And one day, the dream shall lead the way

Rex87, gdy czytam taką wypowiedź, to zastanawiam się, co zrobiono z twoją głową? Kiedy samodzielne myślenie jest napiętnowane? Pytanie retoryczne, bynamniej nie oczekuję ciętej riposty. 

 

Niedawno przeczytałem opracowanie: RAPORT POLSKIEJ IZBY KSIĄŻKI Z PROJEKTU BADAWCZEGO – KIERUNKI I FORMY TRANSFORMACJI CZYTELNICTWA W POLSCE 2013–2014, poniżej część oddającą ducha przekazu:

 

“Świadome zrównanie książek z innymi tekstami ma na celu dodanie nowego wymiaru do badania czytelnictwa książek. Powtórzmy, że źródłem tego pomysłu jest wszechobecność nośników tekstu, do której przyzwyczajaliśmy się w ostatnich dwudziestu latach, tak jak do komputerów osobistych, wszechobecności reklamy i sms-ów. Prawdziwa rewolucja dokonuje się teraz, gdy stajemy się masowymi użytkownikami urządzeń mobilnych. Ten sposób funkcjonowania mobilnego konsumenta, który bez odpoczynku pozostaje w zasięgu inwazji różnych tekstów został uwzględniony w naszym badaniu właśnie dzięki diecie tekstowej. Okazało się, że krótkie teksty – sms’y i tweety (38%) plus krótkie wpisy i wiadomości sieciowe – posty, e-maie (31%) plus dłuższe teksty zamieszczone w sieci (18%) konkurują o uwagę czytelnika z drukowaną prasą (37%), książkami różnego typu (18% – literatura, 9% – podręczniki). W tym natłoku tekstów 18% badanych wymienia jeszcze teksty reklamowe, stanowiące najbardziej inwazyjną formę przekazu. Całodobowy dostęp nadawców tekstów do użytkownika cyfrowego, spowodował, że każdy, kto jest włączony w sieć jest obiektem coraz lepiej zaplanowanego ataku na jego wolny czas i uwagę. Większość adresowanych do odbiorcy tekstów, a coraz częściej treści przekazywanych w formie animowanych obrazów, konsumowana jest naprędce, wręcz mimowolnie. Tworzą inny wzorzec konsumpcji tekstów, aniżeli ten wypracowany przez wieki jako czytanie książek. Czy taka forma konsumpcji stanowi konkurencję dla czytania książek? “

 

źródło: http://www.pik.org.pl/upload/files/Raport%20PIK%20z%20projektu%20badawczego%20Kierunki%20i%20formy%20transformacji%20czytelnictwa%20w%20Polsce_pub.pdf

http://www.pik.org.pl/upload/files/Informacja_prasowa_PIK_badanie_czytelnictwa_2013-2014.pdf

Wrócił! :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

pozdrawiam i zmykam na dobre.

Cet, to było pewne, że wróci! :)

 

And one day, the dream shall lead the way

Cóż, słusznie nie wierzyłam. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

iHomerze, co Twoje powyższe komentarze mają wspólnego z tematem wątku?

berylu, by zaspokoić twoją ciekawość wykorzystam dosadny cytat z Kubusia Puchatka:

 

– Widziałem dziś słonia, Prosiaczku.

– I ja też widziałem słonia, tylko nie wiem, czy to był słoń.

Wpis iHomera ma na celu stwierdzenie o drastycznym spadku czytelnictwa w Polsce. O młodzieży czytającej jedynie Smsy i wpisy na Facebooku czy Twiterze. Dlatego cieszmy się że jest taki portal jak fantastyka.pl który skupia osoby czytające, co więcej również piszące swoje (lepsze i gorsze) teksy.

Berylu przepraszam za offtop.

Belhaj, wpis mówi o czymś zgoła innym. Jest nieprawdą stwierdzenie o spadku czytelnictwa, tylko o jego wykładniczym wzroście. Jeśli chcesz dowodów przeczytaj cały raport. tam jest więcej ciekawych wniosków, równiez dotyczących niszowych wydawców, stąd mój wcześniejszy zarzut do JeRzego o archaiczności punktu widzenia. 

 

 

edit: Drugi ważny wniosek: czy MC, jako redaktor odpowiedzialny za prozę polska powinien konkurować z  tekstowymi “fastfoodami” ? Nie, bo jak pokazują badania, grupą docelową są ludzie z dużych miast i dobrze sytuowani, target bardziej wymagający, bo poświecają swój cenny czas na rozrywkę, kulturę itd. 

iHomerze, ale nikt nie postuluje, by MC konkurował z tekstowym ‘fastfoodem’... ;-)

 

A raport czeka na pełne wczytanie, natomiast wertując po fragmentach – po prostu opisuje zjawisko migracji do szeroko pojętej sieci, do tekstów krótszych, “wczytywalnych” po drodze – do pracy, na kiblu, w przerwie...

Nie znaczy to jednak, że papier umarł. Ten proces zajmie jeszcze wiele lat, imho.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFiszu, To nie jest też problem migracji jako takiej, tylko umiejętności absorbowania uwagi. Wydawcy papierowi są bezradni, bo nadal uważają, że wynalazek Gutenberga jest tak samo ważny jak onegdaj maszyny parowe. 

Z mojego punktu widzenia, praktycznie znakomita większość tekstów pisanych, jak za dawnych czasów, jest nadzwyczajniej w świecie nudna. O podobnym zjawisku pisał jakis czas temu Jacek Dukaj,  jest to związane z inną konstrukcją treści. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest specjalizacja mózgu, czy też dosadniej określając, plastyczności – a dokładniej, jego adaptacji do zmian zachodzących w otoczeniu informacyjnym człowieka. Jesteśmy zalewani potokami danych, bez możliwości hierarchizacji, a tym samym zapmiętywania. Newsy o bieliźnie Dody mieszają się z odkryciami noblowskimi. 

Dlatego, by stać się zauważonym należy stworzyć inną formułę przekazu literatury. Moim zdaniem, mamy wszystkie elementy układanki na tym forum, wystarczy je uporządkować, nadać inną formę, co powinno zapoczątkować przyjaźniejszy dla użytkownika/czytelnika/autora/wydawcy procesu redestrybucji tekstu. 

Nalezy też mieć na uwadze inna rolę wydawcy, który do niedawna był kimś niezwykle ważnym w całym łańcuchu zależności między autorem a rynkiem. Dzisiaj jego funkcję przejął internet, a dokładniej media społecznościowe. Dlatego kluczowym zadaniem obecnej redakcji powinno być autentyczne, bo uzasadnione biznesowe, pełne zaangażowanie w rozwijaniu jak najbardziej poprawnych relacji z użytkonikami wszelkich dostępnych mediów elektronicznych. Totalna zmiana moderacji, z nakazowo rodzielczej via beryl i spółka, na model pełnej współpracy, która zaawocuje konkretnymi kwotami na rachunku bankowym wydawcy. 

Innymi słowy, współdziałanie stanie się motorem napędowym rynku czytelniczego. Model autor-uzytkownik– redakcja-wydawca jest priorytetowy, nie tylko dla przetrwania czasopisma NF, ale wogóle rozwoju i ewentualnej ekspansji. 

 

rynek ebookow w Polsce – raport 2010-2014

 

media.innovationpr.pl/file/attachment/639055/1b/raport_o_rynku.pdf

Można sobie oglądać raporty, można otworzyć ślepia i rozejrzeć się wokół. E-ziny żyją krótko. Powstają i umierają. A NF ma na koncie ładnych parę lat działalności, druk na jej łamach jest nadal najbardziej nobilitujący i jako jedyni płacą za utwory. Myślę, że na wygrażanie i karcące kiwanie palcem mógłby sobie pozwolić ktoś, kto zrobił coś lepszego. Działającego sprawniej i bardziej dochodowego. W każdym innym przypadku, stawia się w roli błazna. I przytoczę jeden z moich ulubionych cytatów:

 

“Krytyk i eunuch z jednej są parafii.

Obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi”

Badi, ale ty o czym lub do kogo? Zgubiłem się  :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Do iHomer. :P

Czy moderacja na NF jest wybiorcza? Mam nadzieje, że ktos zostanie przywołany do porządku za personalne odzywki. 

Badi, a ją przeczytałem ten raport. Z ciekawości. Polski rynek e-bookow wchodzi w fazę zrozumienia, że nie samą ceną promocję się robi, jeszcze chwilą i lokalnych dystrybutorów zdepcze Amazon – widać tę obawę przed wejściem giganta.

Cena nie jest, mimo to, do pominięcia. Nasza polska siła nabywcza wciąż nie jest zbyt duża. 

 

Darmowe eziny fantastyczno-literackie funkcjonują od lat, Qfant, trochę Esensja, Na progu, Herbasensja, Szortalu, Histeria. Ostatnio na ścieżkę walki o czytelnika wpakował się w sieć Smokopolitan. Masz rację co do marki i jedyności w płaceniu za teksty w NF, ale Prószyński jako wydawnictwo sprzedaje niezły content w formie elektronicznej, a mimo to – nie promuje go należycie. Obawa przed kanibalizmem?

 

To, co niepokoi, to struktura czytaczy przedstawiona w raporcie. Cały cyk w tym, by poszerzyć siłę rażenia w sieci, nie tylko przesuwać czytelników między kategoriami. To nie jest łatwe, na wrocławskim piwie Helena podzieliła się swoimi doświadczeniami z Herbatki, które ja ze swojej strony widziałem w innej branży, z liczbą użytkowników dwa-trzy razy większego rzędu. Z drugiej strony, bez podjęcia jakichkolwiek działań, nic się nie zmieni.

 

Summa Summarum: nie podzielam w pełni poglądu iHomera, ale muszę przyznać, że przytacza warte analizy argumenty. Odsiewam pouczenia etc., bo rynek prasy w Polsce łatwy nie jest (polecam się przyjrzeć, jak Polityka walczy o sieć i jakim nakładem środków, co przekłada się również na ceny).

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Badi – można było napisać dokładnie to samo, ale bez tego błazna. Mam nadzieję, że w przyszłości unikniesz takich sformułowań, kiedy będziesz oceniać wypowiedzi innych – bo to może jeszcze nie obrażanie, ale z pewnością prowokowanie.

iHomerze – masz przycisk “zgłoś komentarz” i w przyszłości korzystaj z niego. Poddawanie w wątpliwość bezstronności moderacji to bezcelowa prowokacja. Zgłoś, a się pojawię gdzie trzeba.

A teraz proszę ad meritum :)

ok, dzieki Berylu.

Psychofiszu, nikogo nie pouczam, tylko wyciagam wnioski, dość wnikliwe i krytyczne wobec redakcji. 

List jest otwarty, choć jego zawartość powiększono, niemniej wpisów samych indagowanych zbyt wielu nie zauważyłem. Czyżby diagnostyka została przeprowadzona nader fachowo i brak odzewu jest przyzwoleniem na ostateczne rozwiązanie kwesti NF, czyli podejściem: jakoś to będzie? Albo jest już tak źle, że gorzej być nie może. Idziecie pod młotek licytacji, czy macie zainteresowanych inwestorów? 

Znalazlem upublicznione badania amazona (infografika poniżej) w zwiazku z wejsciem koncernu na rynek rosyjski, ktory jak wiemy ma zblizona strukturę odbiorców, w tym rozwarstwienie spoleczne. Wedlug uzyskanych informcji przyczyną piractwa jest po prostu brak treści. Rosjanie stworzyli serwisy internetowe, które zawierają niemal każdą wskanowaną książkę. Podobnie jak u nas chomikuj.pl, czyli wiecej piracenia niż rzetelnych zakupów w sieci dystrybucyjnej elektronicznej czy tez tradycyjnej.

 

Ale problem jest dużo powazniejszy niż piracenie, niestety, amazon.com nie jest tylko wydawcą światowym, ale nade wszystkim globalnym systemem transakcyjnym.  Wydawcy nie boją się szerokorozumianej korporacyjnej możliwości logistycznych w Polsce, tylko całkowitego unicestwienia w procesie pokarmowym, czyli wykluczenia biznesowego w relacjach między czytelnikiem a autorem. 

Pisarz podpisujący umowę z amazon.com, posiada od razu dostęp do światowych klientów. Nie wiem jak bardzo śledzicie nowinki techniczne, ale google posiada już efektywny system skanowania i tłumaczenia kontekstowego treści na różne języki, co w praktyce oznacza możliwości autorów do penetracji wcześniej niedostepnego anglosaskiego odbiorcy, czy wogóle rynków etnicznych. Po sukcesie Sapkowskiego i elektroniczej wersji witchera otwiera się okno na świat, z lokalnej niszy na rynki światowe. 

 

Dlatego wyżej postawiona teza o wartości dodanej wydawnictwa, jakim powinno być budowanie więzi w sieci, pozwalające na ewentualną moderację gustów i zainteresowań czytelników polskojęzyczych, a tym samym, promocji najlepszych tekstów za granicą, jest de facto wpływaniem na wyniki finansowe wybranych tytułów. Nie jest żadnym uproszczeniem postawiona teza o  współpracy ze środowiskiem fanowskim, tylko nieubłaganą koniecznością. Należy niezłocznie zadać bolesne pytanie, czy aktualne zachęty i aktywność pracowników NF jest na tyle wyraźna, by podołać takiemu wyzwaniu? 

Jak łatwo zauważyć na przykładzie portalu: oczywiście że nie jest. Nie wnikam już w powody, bo nie nie mam ochoty ani czasu na szarpanie się archaicznymi poglądami. Staram się podpowiedzieć, co i jak rozpatrywać w pierwszej kolejności, aby z jednej strony przetrwać, a z drugiej znaleźć niszę, w której można, nie tylko się rozwijać, ale dokonywać skuteczej ekspansji. 

 

W mojej ocenie aktualnie największym „problemem” jest sprzężenie działań portalu z zamierzeniami wydawniczo-promocyjnymi papierowej redakcji NF. I właściwie cała ta dyskusja krąży wokół tego tematu.

Obecnie wygląda to tak, że opublikowane na łamach portalu teksty są już na wstępie spalone –  bo z samej definicji, skoro zostały upublicznione, nie mają szansy na ukazanie się drukiem w NF. Fakt ten bardzo skutecznie hamuje rozwój artystyczny użytkowników portalu. Co bardziej rozgarnięci i utalentowani Autorzy będą unikać jak ognia rozpowszechniania na łamach portalu swoich jakościowo najlepszych tekstów.

Kto zatem będzie publikował? Twórcy, którzy zdając sobie sprawę z niedostatków warsztatowych swoich opowiadań, będą je publikować choćby po to, aby otrzymać feedback, co w opowiadaniu sknocili, co wymaga poprawienia. Będzie też część użytkowników, dla których ukazanie się ich opowiadań pod znaczkiem NF i tak będzie już dużą nobilitacją – ci nawet nie zauważą uwag krytycznych pod tekstem. Tak oto zamiast równać do góry, równamy poziom literacki portalu do dołu. A redakcja NF, użyczając stronie swojego loga i wsparcia, a jednocześnie nieustępliwie trwając przy zasadzie premium content, chcąc nie chcąc, podpisuje się pod tym schematem działania strony.

Upowszechnia się na portalu coraz więcej słabszych, drobnych lub zwyczajnie mniej wartościowych tekstów. Rozrasta się dział betowania. Większość utalentowanych autorów traktuje portal bardziej już jako forum dyskusyjne lub otwarte (i darmowe) warsztaty literackie niż platformę do publikacji swoich najwartościowszych tekstów. Proces ten jest zauważalny i z tego co widzę – postępujący. Abstrahuje tu od zjawiska publikowania opowiadań przez zawodowych bywalców portalu, którzy niejako postawili sobie za punkt honoru wpuszczanie tu dużej ilości swoich tekstów niejako dla zasady.

Do mnie osobiście reguła, że opek opublikowany na portalu jest spalony i nie ma szans na druk nigdy do końca nie przekonywała. Opowiadanie przeznaczone do druku zawsze można usunąć z portalu i to z dużym wyprzedzeniem. Nie każdy jest w stanie przebić się przez setki  tekstów by dokopać się do najwartościowszych pozycji. Dotyczy to zarówno tekstów nowych jak i starszych, które są rzadko lub wcale nie odwiedzane przez portalowych czytaczy. Wiele świetnych tekstów przepadło w mrokach zapomnienia. Dlaczego publikacja opowiadania na portalu całkowicie uniemożliwia jego druk? Skąd to przekonanie – doprawdy, nie wiem. Ilość odwiedzin, nawet tych najlepszych tekstów, często nie przekracza kilkudziesięciu odsłon. Zatem to nie jest tak, że dany tekst jest już obczytany na wszystkie możliwe sposoby i nikt nie zajrzy do jego papierowej (ew. e-zinowego) wersji.

A jeśli już nawet „nie opłacałoby się” drukować tekstów opublikowanych na stronie, to czemu by nie stworzyć raz na jakiś czas jednego wydania specjalnego NF poświęconego w całości najlepszym opowiadaniom, choćby tym wyróżnionym przez DJ w turnieju SF 2015, albo w jakimś innym przyszłościowym konkursie?  Przypuszczam, że takie wydanie specjalne mogłoby się stać kamieniem milowym w rozwoju portalu i pchnęło NF na zupełnie nowe tory. Połączyłoby wysiłki i starania wcale niemałej i opiniotwórczej grupy fanów skupionych na portalu i redakcji, nadałoby wspólny kierunek działań. Wzrosłoby też zainteresowanie portalem, czego dowodem jest ilość opowiadań nadesłanych chociażby na konkurs SF 2015 czy Dragonezę.

Zresztą, starsze archiwalne teksty również zasługują na docenienie. Na przestrzeni tych pięciu lat na pewno dałoby się wybrać wartościowe teksty – było ich mnóstwo. Taka antologia w wersji elektronicznej czy papierowej byłaby niesamowitym wydarzeniem. Wystarczyłoby z w miarę sporym wyprzedzeniem usunąć wybrane do druku teksty ze strony. Nie wierzę, że wszystkie teksty już dawno zostały przeczytane przez wszystkich potencjalnych czytelników. Nikt nie byłby w stanie ogarnąć takiej sumy tekstów, oddzielić ziarna od plew. Ja sam z miłą chęcią przeczytałbym takie wydanie specjalne, nie mówiąc już o ludziach, którzy nigdy nie mieli styczności ze stroną NF i nie mieli zwyczajnie czasu, żeby zagłębić się w bogactwo portalowej twórczości. Mógłby to być bardzo dobry sposób na promocje strony i wymierna zachęta dla ambitnych i utalentowanych Autorów.

Większość portali zajmujących się propagowaniem tekstów SF ma już swoje e-ziny, to nic nowego ani odkrywczego. Nie wyobrażam sobie, żeby i naszego portalu nie było stać na taki rodzaj aktywności. Stworzenie e-zinu, w którym znalazłyby się najlepsze opowiadania z danego okresu lub dotyczące określonego tematu lub motywu – to, jak dla mnie, idea fix na najbliższe miesiące. Bez tego portal wciąż będzie dryfował w stronę otwartych warsztatów literackich, a nie w stronę prezentacji najbardziej wartościowych tekstów. Coraz większa grupa autorów będzie emigrować z publikacjami do konkurencji.

Potencjał literacki tej strony jest ogromny, poziom wciąż wysoki, ale trzeba go należycie wyeksponować, uznać jego wymierną wartość. Bo dopóki nie zostanie doceniony (poprzez wydanie numeru specjalnego NF lub e-zinu) – będzie tylko legendarnym mitem a nie faktem, na którym – na dodatek – będzie można nieźle zarobić.

Pozdrawiam serdecznie.

...always look on the bright side of life ; )

Ilość odwiedzin, nawet tych najlepszych tekstów, często nie przekracza kilkudziesięciu odsłon.

Warto może sprostować w tym miejscu, że to są unikalne odwiedziny osób zarejestrowanych. Na portal wchodzi znacznie więcej osób, niż tylko zarejestrowani użytkownicy.

jacek001, fajne podejście. Niestety oni boją się zrobić cokolwiek ponad miarę szytą przez własne ograniczenia. Żeby nastapił progres proponuje redakcji/wydawcy prosty eksperyment:

 wariat 1

Ktoś o zacięciu pisarskim w redakcji stworzy kilka nieduzych opowiadań i wrzuci pod nowym nickiem na portal.  Superpozycja pomoże wam zrozumieć druga stronę barykady.

 

wariant 2

Wszystkie opowiadania wchodzą do poczekalni w trybie anonimowym z tzw. “automatu”.

Po wyborze przez Lozopodobne grono, redakcja sprawdza ów najlepszy tekst, umieszczając rzetelną reckę. Jeśli utwór jest godny uwagi, to pojawia się nick lub nawet nazwisko autora i trafia do ...nowej biblioteki, nazwanej roboczo laureaci miesiąca

 

 

Na portal wchodzi znacznie więcej osób, niż tylko zarejestrowani użytkownicy.

Mówimy o unikalnych użytkowników, zdiagnozowanych np. za pomocą cookie i zliczonych przez narzędzie analityczne klasy GA czy mówimy o pdsłonach w miesiącu? To są dwie różne metryki. :-)

 

Jacek, iHomer – piszecie o budowaniu społeczności związanej z produktem/tytułem. JeRzy dał znac (”najpierw ogarnijmy, co jesteśmy w stanie zrobić we własnym zakresie. Kiedy już to ogarniemy, optymalnym rozwiązaniem byłoby zaaranżowanie spotkania (...)”, “walczę o nasze czasopismo”), że póki co, Wydawnictwo nic nie zainwestuje, więc i ta budowa, cholera, systemem gospodarczym musi się odbywać ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mów do mnie ludzkim językiem, Psycho :) Ja nie wiem jak google mierzy użytkowników, ale na pewno odróżnia ich od liczby odsłon :) Zresztą, chyba nie sądzisz, że tutaj tylko zarejestrowani wchodzą, co? :)

Spolecznośc nie potrzebuje kasy, tylko szacunku i zainteresowania, a tutaj mamy przykład jak z angielskiego podwórka: mój dom, mój zamek. Odgrodzili się, przez co spowodowali rozwój portalu w kierunku nieporządanym, szkodliwym wraz z pojawieniem się samozwanczych grup wzajemnej adoracji, blokującymi wszelkie pomysły sprzeczne z własnymi interesami. Skąd my to znamy? Właśnie idziemy głosować. 

jacek001 napisał: »  Upowszechnia się na portalu coraz więcej słabszych, drobnych lub zwyczajnie mniej wartościowych tekstów. Rozrasta się dział betowania. Większość utalentowanych autorów traktuje portal bardziej już jako forum dyskusyjne lub otwarte (i darmowe) warsztaty literackie niż platformę do publikacji swoich najwartościowszych tekstów. Proces ten jest zauważalny i z tego co widzę – postępujący. « 

Postępujący i zauważalny bez szkła powiększającego.

Pytanie tylko, jak należy go odbierać. Pozytywnie, negatywnie czy obojętnie przechodzić obok niego.

Odbierałbym pozytywnie, gdyby uwagi i rady w widoczny sposób przydawały się, były stosowane i gdyby znajdowało to odzwierciedlenie w kolejnych tekstach danej osoby. Ale najczęściej reakcją, pomijając standardowe podziękowanie, jest znikanie danej osoby z portalu, często razem z tekstem. Do tego zdarzają się pyskówki pod hasłem: a co wy tam wiecie...

Nie widzę niczego złego w tak zwanym betowaniu, ale pod warunkiem, że najpierw zobaczę tekst w  jego “naturalnej” postaci i formie. To pozwala na oszacowanie ilości i jakości zmian, wprowadzanych do tekstu na skutek przekazania autorowi uwag wszelkiego rodzaju. Jeśli te zmiany sprowadzają się do jedenastu przecinków, dodania lub wykreślenia kilku zdań, usunięcia jednego przeoczonego błędu logicznego, to w porządku, autor ma potencjał, tylko, jak każdy, pomylił klawisze, kropnął się ze znakiem interpunkcyjnym i o czymś zapomniał. Ale gdyby stało się wiadomym, że betujący stali się de facto współautorami, zamiast publikacji następne ćwiczenie... Do skutku.

Z projektu listu zostało powyższe usunięte, ponieważ słabo wiąże się z zasadniczą intencją tegoż listu, lecz gdyby coś się, jak to się mawia, ruszyło w dobrą stronę, wtedy należałoby, moim zdaniem, powrócić do kwestii nieformalnych warsztatów i nadać jej odpowiednią rangę – albo całkowicie zaprzestać wchodzenia w “szczegóły poradnicze” i poprzestawać na ogólnych ocenach języka, kompozycji, spójności i tak dalej.

>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<

Niedawno opublikowano dane o rynkach książki w USA i Wielkiej Brytanii. Notuje się relatywny spadek zainteresowania elektronicznymi publikacjami na rzecz realnego wzrostu zakupów książek tradycyjnych.

No popatrzcie, ja najwidoczniej potrzebuję szkła powiększającego, bo nie zauważyłem spadku jakości tekstów :) Zauważyłem natomiast, że tekstów pojawia się więcej niż kiedyś, więc może to też wpływa na wasz odbiór.

Adamie, a po cóż Ci wiedzieć, jak tekst wyglądał przed betą? Powieści też chcesz oglądać przed redakcją? Przecież dla Ciebie jako czytelnika nie powinno mieć znaczenia, jakie zmiany inni ludzie wprowadzili w cudzym tekście, ale to jaki tekst został Ci zaprezentowany finalnie.

Naprawdę nie znalazłeś odpowiedzi na to pytanie w moim poście?  Bo ona tam jest.

Adamie, ale na anglosaskim zachodzie do czego innego jest ebook (metro, samolot etc), a do czego innego papier. Plus diametralnie różnica siła nabywcza vs cena książki.

 

Warsztaty literackie to imho osobny temat, co nie znaczy, że nieistotny. Na razie jesteśmy w sytuacji, w której amatorzy że stażem podpowiadają amatorom bez stażu. Amator to dla mnie ktoś, kto z pisania lub redagowania nie utrzymuje siebie, względnie rodziny. 

 

 

Beryl, jeżeli google anal tak ci pokazuję, to pewnie ciasteczka są odpowiednio spreparowane. Zapytam cię o coś na priv za parę dni.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A może taka “propozycja”: Loża będzie wybierała raz na kwartał pięciu autorów, którzy będą mogli publikować na portalu swoje opowiadania. Wtedy jakość nie będzie spadała,  a nawet przeciwnie. Co prawda mniej będzie opowiadań do przeczytania, ale za to jakich! ;-)

Nie, Adamie, prawdę mówiąc nie znalazłem :) Piszesz o tym, co należałoby, gdyby... natomiast nie rozumiem dlaczego uważasz, że tak należałoby, gdyby. A o to pytałem. Ale to nieistotne, zresztą.

 

Psycho, tak wracając do liczby użytkowników: recenzję “Shadow of Mordor” według licznika strony odwiedziło 21 zarejestrowanych użytkowników. Natomiast samych kliknięć strony z recenzją po reklamie na facebooku było kilkukrotnie więcej. I teraz zastanówmy się, ile osób odwiedza tak naprawdę piórkowe teksty (licznik strony mówi o 70-100 odwiedzinach zarejestrowanych ludzi).

Ciekawe, czy Jacek nadal będzie twierdził, że to na tyle mało, by tekst nie był spalony jeśli chodzi o szansę na druk ;)

 

EDIT: Gratuluję gravel, jej tekst widziało aż 175 zarejestrowanych użytkowników!  :)

beryl, zauważyłem, że bardzo często nadużywasz sformułowań, jakbyś wypowiadał się w imieniu redakcji.  Jesteś pracownikiem u wydawcy? Pisałeś, że pełnisz rolę moderatora i masz nadane uprawnienia administracyjne do portalu.  Czy możesz odpowiedzieć, czyją stronę reprezentujesz oraz czy posiadasz stosowane “błogosławienstwo redakcji” w decydowaniu o kształcie portalu, jego funkcjonowaniu, komunikacji ze środowiskiem fanowskim itd. 

Bo nie wiem , jak mam się ustosunkować do przedstawianych przez ciebie tez i potencjalnych wdrożeń pomysłów. 

 

@beryl: Odsłony tekstu to jedno, wola druku wyróżnionych prac to drugie. Według mnie jedno drugiemu nie wadzi. Tekst przed decyzją o drukowaniu zawsze można usunąć z portalu. Nawet jeśli jest tych odsłon więcej niż kilkadziesiąt to i tak jest to bez porównania mniej niż nakład ogólnopolskiego miesięcznika. Zresztą “odsłonięcie” tekstu nie równa się jego przeczytaniu. Ale mniejsza z tym. Jeśli wstawienie tekstu do poczekalni oznacza „spalenie go na wiwat”, to po co go tam wstawiać? Lepiej przesłać od razu do mc albo rozesłać po wydawnictwach. Piszę tu rzecz jasna o tekstach jakościowo bardzo dobrych czy wręcz wybitnych.

Tak oto rola portalu powoli acz nieubłaganie będzie sprowadzać się do roli szeroko pojętych warsztatów literackich. Być może jest to właśnie rola, którą portal powinien na siebie przyjąć.

Ale wtedy uczciwie by było wstawić taką oto notkę w czytelnym miejscu strony głównej: „Drogi Użytkowniku, jeśli zależy Ci na tym, aby Twój tekst został gdzieś wydrukowany, nie wstawiaj go na portal NF! Natomiast, jeżeli uważasz go za słaby lub przeciętny, nie myślisz o druku lecz o własnej satysfakcji, albo o tym, aby poprawić swój warsztat, korzystając z uwag (czyt. zjebek)  współtowarzyszy niedoli – wstawiaj, co się da. Nasz portal przyjmie wszystko” ; )

A już tak bardziej na poważnie i bez ironii: przypuszczam, że Portalowicze chcą jednego: wiedzieć i czuć, że redakcja NF jest szczerze zainteresowana ich dokonaniami, że systematycznie czyta najlepsze teksty, że wcześniej czy później perełki trafią choćby do jakiegoś wydania specjalnego NF lub e-zina – nie wydawanego okazyjnie, lecz systematycznie i programowo. Łączność portalu i redakcji papierowej NF to warunek podstawowy rozwoju obydwu tych instytucji. Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

Ale mniejsza z tym. Jeśli wstawienie tekstu do poczekalni oznacza „spalenie go na wiwat”, to po co go tam wstawiać?

Z mojej perspektywy? Po to, by uzyskać opinie. Nie wiem co dla Ciebie jest ważne, ale ja cenię sobie możliwość sprawdzenia, jak ludzie odbierają to, co piszę. Byłoby bardzo miło, gdyby do tego mogła dojść możliwość osiągnięcia jakiejś tam rozpoznawalności (publikacja pod własnym nazwiskiem, promocja) i do tego powoli będzie, mam nadzieję, to zmierzać.

Nie dziwię się MC, że nie chce drukować czegoś, co już wcześniej wisiało w internecie. Co komu po tym, że zostanie usunięte? Ludzie nie chcą płacić za coś, co czytali wcześniej za darmo. Ja wiem, że przy liczbie czytelników pisma 100 czytań może nie robić wrażenia, ale te 100 osób może się nie czuć najlepiej z tym faktem. I należy mieć to na uwadze.

 

Tak oto rola portalu powoli acz nieubłaganie będzie sprowadzać się do roli szeroko pojętych warsztatów literackich. Być może jest to właśnie rola, którą portal powinien na siebie przyjąć.

Ten portal działa w obecnej formule od ponad 5 lat. I jakoś sobie radzi. Jeżeli mam porównać to, co zastałem tutaj w kwietniu 2010, do tego, co widzę dzisiaj, to raczej zmiany poszły we wprost przeciwną stronę niż ta, którą portalowi wróżysz. Pięć lat temu, to dopiero były warsztaty literackie! Fragmenty tekstów, prologi, pełno niedopracowanych opowiadań i pełno dyskusji na temat poprawności językowej.

 

Nie widzę przeszkód w tym, by miała tutaj działać zarówno poczekalnia, jak i wyróżnienia, jak do tej pory. To, co trzeba zrobić, to podniesienie rangi wyróżnień.

 

beryl, zauważyłem, że bardzo często nadużywasz sformułowań, jakbyś wypowiadał się w imieniu redakcji.

Tak? A ja nie. I z całą pewnością nie wypowiadam się w jej imieniu. Ja tu tylko moderuję sobie stronę.

AdamKB napisał: Niedawno opublikowano dane o rynkach książki w USA i Wielkiej Brytanii. Notuje się relatywny spadek zainteresowania elektronicznymi publikacjami na rzecz realnego wzrostu zakupów książek tradycyjnych.

 

Czy możesz podać źródło, albo link do raportu?  To jest dość lakoniczny komunikat bez podania szczegółów, choćby o strukturze odbiorców, podziale rodzajowym ksiązek, czy także czasopism?

Prawdopodobnie twórcy dokumentu wypracowali wnioski, opisali zależności...warto zaznajomić się z danymi. 

 

beryl,  to wiemy już z kim trzymasz :)

iHomerze, czy Ty nie masz aby nic wspólnego z niejakim Corcoranem? Tak niezobowiązująco pytam ;)

nie mam, nie znam gościa...możesz weryfikować IP, a tak przy okazji, warto kasować wszystkim multikonta. 

Lakoniczny, bo streszczeniowy i zawężony do interesujących nas tutaj i teraz wątków.

Przepraszam, nie podam, bo nie pamiętam. Szczegóły nie interesowały mnie, dlatego.

No coś Ty, Berylu, to zupełnie inny typ.

ocha, co oznacza określenie inny typ? Kontekst jest jednoznaczny, brak argumentów zastępujesz taktyką kreowania typów, portretów psychologicznych? 

 

AdamKB, Z najnowszego raportu PricewaterhouseCoopers (PwC) wynika, że do 2018 roku liczba sprzedanych ebooków w Wielkiej Brytanii wyprzedzi książki drukowane. W tym czasie rynek cyfrowych książek ma wzrosnąć o 250 procent: z 380 milionów funtów do 1 miliarda, podczas gdy przychody ze sprzedaży tradycyjnie drukowanych tytułów spadną do poziomu 912 milionów funtów. 

 

 

Rynek USA: – raport 2015, ale dane z 2013 – Biuro Analiz Sejmowych

Czytelnicy amerykańscy coraz większą wagę przywiązują do ceny książki. Świadczy o  tym przede wszystkim spadek zakupów książek w  twardej i  miękkiej oprawie. Amerykanie coraz chętniej kupują za to e-booki, które są zwykle tańsze od książek papierowych. Specyfiką czytelnictwa Amerykanów, w  porównaniu czytelnictwem w Europie, jest prawie trzydziestoprocentowy (28%) udział osób deklarujących czytanie książek elektronicz‑ nych (w  grupie do 30 roku życia 47%) oraz 14%-owy udział osób słuchających audiobooki. W  krajach europejskich (UE) udział osób czytających e‑booki na ogół nie przekracza 10% (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, gdzie sięga 15%).

źródło ponizej 

 

Rynek UE – raport 2015, ale dane z 2013

 W wartości globalnego rynku książki największy udział miał rynek Stanów Zjednoczonych – 26%, a w dalszej kolejności rynki: Chin – 12%, Niemiec – 8%, Japonii – 7%, Francji – 4% i Wielkiej Brytanii – 3%. Warto zwrócić uwagę na dynamiczny rozwój rynku chińskiego, który po wielu latach walki konkurencyjnej ostatecznie zwiększył swój udział, wyprzedzając rynek niemiecki i japoński . 

http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/CACF2DACE51E60F8C1257DE2003FC42F/$file/Analiza_BAS_2014_121.pdf

 

Wnioski nasuwają się same, amatorskie podejście, mówiące o murowanym sukcesie jest skojarzone z wyłacznie z intuicyjnym nastawieniem, nie mającym poparcia w danych rynkowych. Dlatego też projekt o którym wspominacie w liście otwartym jest mało obiecującym przedsięwzięciem.

By podjąć się czegokolwiek, w pierwszej kolejności MUSZĄ zostać wykonane prace analityczne. Samo zaklinanie rzeczywistości nie wystarczy na finansowanie ezinu, nie wspomne tez o konieczności STAŁEGO uczestnictwa, bez niedzielnego zrywu. Terminy są tak samo ważne jak kompetencje. 

Dziwię się wogóle, że NF podjeła temat bez choćby ankietowania na łAmach czasopisma, tak jak  TO czasem robi podsumowując jakiś okres działalności, tzn. jakie opowiadanie , jaki autor, co zmienic itd. 

Jeśli nakład waha się od 10-15k egz., to potencjalnie tylu może być respondentów. W porównaniu z garstką amatorów, przewaga statystyczna jest miażdżąca. 

Tak właśnie.

Wnioski nasuwają się same, amatorskie podejście, mówiące o murowanym sukcesie jest skojarzone z wyłacznie z intuicyjnym nastawieniem, nie mającym poparcia w danych rynkowych. Dlatego też projekt o którym wspominacie w liście otwartym jest mało obiecującym przedsięwzięciem.

 

O czym ty piszesz, iHomer?

 

My o sytuacji, w której wydawnictwo nie inwestuje w żadne z nowoczesnych działań promocyjnych, oczekując pracy “zerokosztowej” w złotówkach (z różnych względów), a od istnienia tytułu NF zalezy istnienie tego portalu. W związku z tym jedyna dostepna opcja to wolontariat, który – jak dla mnie – jezeli odbywa się na rzecz podmiotu gospodarczego, powinien zapewniać jakiś bonus także dla wolontariuszy. Ty sobie zdajesz sprawę, ile kosztuje godzina pracy przyzwoitego programisty web aplikacji? Godzina testera?

 

Całe clue programu brzmi: jak pogodzić te niekorzystne uwarunkowania (praca wolontaryjna na rzecz bytu gospodarczego BEZ wsparcia wydawcy, który jest właścicielem marki i infrastruktury, na której stoi portal). Nie robimy tu biznesplanu na pięciolecie, bo to nie ta skala, nie te warunki. Próbujemy złapać i “zalepić” to, co mozna własnymi siłami, w sposób, który każdej ze stron da coś, czego chce. Autory chcą się pokazywać, Redakcja NF chce mieć stabilne finansowo czasopismo, Wydawca chce nie mieć bólu głowy o rynek zbytu przy NF, bo jak będzie miało – zamknie tytuł i cześć, decyzja biznesowa.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psychofish, a dlaczego nie chcecie zrobic biznes planu? Jest mniej czasochłonny niż wasz projekt. 

Przy okazji zrozumiecie, jakie sa wasze slabe i mocne strony, byc moze uda wam sie zlokalizowac zagrozenia i opracowac strategie, a jak sie naprawde napracujecie nad dokumentem , to może też wypracujecie sensowny model biznesowy, ktory zaakceptuje NF? 

Na razie projekt wygląda na akcję panikę. Robimy! A potem zobaczymy jak nam wyjdzie. 

A, co jak nie wyjdzie, to kto na tym najbardziej ucierpi? Wy? Anonimowe ludki z portalu? Przeciez niczym nie ryzykujecie, bo zamiast Psychofisha, w każdej chwili może pojawić się Psychomysl...a co z NF? Zmieni nazwe na mniej skompromitowana? Nowoczesna.nf?

 

 

iHomerze – dlatego nic sie nie dzieje na łapu capu. Padła propozycja, pojawiła się odpowiedź, w tzw. “kuluarach” toczy się dyskusja z Arturem Kaczorkiem na jeden z proponowanych tematów, wymieniamy się informacjami i próbujemy zdiagnozować, które ograniczenia są do przejścia, które nie. Małymi kroczkami.

 

Biznes plan, spoko, zrobię. Gdzie wysłać fakturę? ;-) 

 

Ponownie: jeżeli mam to robić także na rzecz zysku Prószyńskiego, to albo mówimy o usłudze za pieniądze (a nie mówimy), albo dogadamy się na fair deal niematerialny.

 

SWOT – własny mamy. Wiemy, jacy ludzie, z jakim doświadczeniem, względnie kompetencjami, mogą i chcą pomóc. Wiemy, że trzeba na wstepie załozyć rotacyjność wolontariuszy, bo takie jest zycie – są, nie ma, niektórzy się angazują na 200%, inni na 50%, a zalezy to od pierdyliona czynników – i mowimy tu o ich wolnym czasie.  Rózowo nie jest, ale dramatu nie ma. Ustalenie detali, jak widzę po ostatnich tygodniach, trochę potrwa. Trudno, priroda. Albo się ruszy, albo w koncu któraś strona stwierdzi, że to bez sensu. No hard feelings, tak się po prostu czasem dzieje. Z kolei nie wszystkie informacje związane z NF/wrazliwe biznesowo mogą być udostępnione i ja to rozumiem.

 

Na razie czekamy, metodą drobnych kroczków sprawdzamy co można i czy to rokuje szanse na jakieś wymierne efekty.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

iHomerze, racz zauważyć, że istnieją tylko trzy możliwości:

– nic nie robić, o niczym i z nikim nie próbować dyskutować, bawić się w piaskownicy takiej, jaką z łaski  nam dano, dopokąd placyk zabaw istnieć będzie.

– coś zrobić, wedle naszych wizji i pomysłów, własnymi siłami, bo nikt grosza nie da. Czy będzie owo coś strzałem przynajmniej w ósemkę, to się jeszcze okaże, o ile cokolwiek będzie.

– pieprznąć to wszystko i założyć portal, porywalizować, spróbować szczęścia.

Coraz bardziej ciekawi mnie, czyje prezentujesz opinie i czyje reprezentujesz interesy. Wiele Twoich uwag jest trafnych, to prawda, ale ogólny ton twoich postów jest, hm, zniechęcający – i stąd rzeczone zainteresowanie, bo sami wiemy, jakie czyhają zagrożenia, jakie ograniczenia, więc mniej jesteśmy zainteresowani krytykami, bardziej pomocą. Widzisz sposoby, zwiększające szanse powodzenia naszych inicjatyw – zapisz się do klubu optymistów. Nie widzisz – wyraź obiekcje w sposób zorganizowany, uporządkowany, bo to też, wbrew pozorowi, forma pomocy, a potem... powiedzmy, że odpocznij.

>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<

Podane przeze mnie tendencje to realia, nie prognozy. Chyba za ubiegły rok, ale głowy nie dam, bo pismo w pracy zostało, a ja mam wolny dzień.

EDYCJA.  Psycho wyprzedził, ale niczego nie zmieniam, poza tą uwagą.

Psychofish, skoro już działacie i macie sukcesy, to zyczę powodzenia. 

 

AdamKB, reprezentuję wlasne zdanie, nie podpisalem się pod listem i postawiłem tezę o źle zarządzanym przedsięwzięciu, oraz uzasadniłem dlaczego.  Nie marudzę ani nie zniechęcam, tylko wskazuje słabe strony i zagrożenia. Jeśli argumentuję, to skutecznie podpieram się danymi, co świadczy o poważnym traktowaniu ciebie, pozostałych dyskutantów oraz projektu jako takiego. Gdybym miał go w głębokim nosie stosowałbym metodykę ochy-badi. 

Jeśli chcesz kategoryzować jak zapodałeś wyżej, to wymiekam, bo nie są to racjonalne argumenty, tylko próba katapultowania niewygodnego rozmówcy na orbitę stacjonarną, gdzie komunikacja werbalna jest niemożliwa.

 

  

Nie, iHomer, nie mamy “sukcesów” –  to ty tak twierdzisz :-) 

“Rozmawiamy” – to własnie mowię :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psychofish, mozna dużo prościej zrealizować wasze marzenia, bez rewolucji i fanfar. Wszystko jest dostepne, tylko podejście jest nieprawidłowe. 

Ok, to jak, jeżeli ograniczenia są:

– marka, domena należy do podmiotu trzeciego

– jest problem z udostępnieniem źródeł portalu (licencyjny)

– trzeba poprawnie zabezpieczać przetwarzanie danych osobowych

– nie ma mowy o nakładach finansowych

– crowdfunding – patrz  pierwszy myślnik

– mało wolontariuszy jest ‘technicznych’

– zależność NF – portal jest nieruszalna

– nie ma, póki co, możliwości śledzenia skuteczności działań promocyjnych w sieci dla wolontariuszy (dostępu)

– wszystko dzieje się na infrastrukturze podmiotu trzeciego, ergo dostepy też są problemem bo myślnik numero tertio

– ewentualnych kosztów wynikających z polskiej paranoi fiskalnej podmiot trzeci ponosić raczej nie będzie chciał

 

 

Jak Adam wspominał: wszelkie konstruktywne pomysły lub krytyka są mile widziane, o ile coś z nich wynika konkretnego (da się to przełożyć na plan działań). Jeśli masz pomysł, podziel się, ale bierz proszę pod uwagę wykonalność i tzw. ograniczony zasób (czas) oraz charakter tego ‘zasobu' (wolontariusze).

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Pomysł jest banalny, od strony technicznej nic nie trzeba robic z portalem, az do pierwszych wyników finansowych. Jest jedno poważne ALE. 

Portal jest wlasnoscią wydawcy, a co za tym idzie wszystkie pożytki idą na konto NF. Dla mnie taki model biznesowy jest nie do przyjęcia. Aktualnie strona przynosi pewne dochody z reklam, bo chyba zauważyliście bannery reklamowe?

Jak nie ma pieniędzy, to nalezy dzielić sie zyskiem z przyszłości, czyli używając corporate english, mowa o success fee. Że jak? Liczymy aktualny średni zysk w roku z portalu jak podstawę do wyliczenia prowizji ze zwiekszenia zysku w przyszłości.

Przykład: 

Przychody z reklam średnio w roku wynoszą 125 000 zł + VAT, po wdrożeniu projektu przychody z reklam wynoszą 270 000 zł + VAT. Czyli NF dzieli się uzyskana nadwyżką 145 000zł netto wg wynegocjowanego parytetu, np.: oddaje 30% uczestnikom, zaangażowanym w projekt. 

Od tego nalezy zacząć rozmowy o jakimkolwiek przedsięwzięciu. Wolontariusze przestają marudzic, że za darmochę, a zostają wynagradzani jak ...menedzerowie na kontrakcie, coś w rodzaju opcji. 

Czy i jak wyselekcjonować grupę projektową? Na początek wystarczą trzy osoby, które potrafią RZETELNIE OCENIAC TEKSTY, nie tylko sprawdzać interpunkcję. 

To wszystkie zasoby jakie są nam potrzebne do odpalenia przedsięwzięcia. Umowy o poufności (NDA) i podziale łupów są dość proste do przygotowania.

Dobrze, ale zdajesz sobie sprawę, że to nie jest dyskusja z NF, tylko wydawcą?

Czy rozpoznawałeś czy oraz jaki budżet reklamowy wydawca zgadza się kierować na portal?

Czy rozpoznawałeś czy i ile unikalnych wizyt zalicza portal miesięcznie? Jakie kroki są już realizowane, by tę liczbę utrzymać lub zwiększyć?

Czy wiesz czy i jak zweryfikować ilość klików w te reklamy? Czy umowy wydawcy są typu ppc, czy może ryczałt na kilka kanałów promocyjnych razem wziętych i jak w takim przypadku naliczać success fee? Reklamodawcy popatrzą na budżet wydany vs. słupek sprzedaży w danym czasie i przy braku zadowalającej korelacji drugi raz nie przyjdą. Czy wiesz i umiesz zmierzyć skuteczność tego kanału promocji, zaryzykować swój wolny czas na zbudowanie proof of concept, analizować dane na bieżąco i reagować na niezadowalające wskaźniki?

Czy zakładasz, że ktoś dla samego success fee poświęci 40h w tygodniu, bez gwarancji choćby minimalnej podstawy? Kto (nicki mogą być)?

 

Jeśli mówimy o forsie, to ja uważam, że internety to dość kapryśna dziwka. Animacja portalu, wewnętrzną, stoi na przyzwoitym poziomie, ale pytanie brzmi: jak zwiększyć bazę konsumentów tutejszych treści (a przy okazji skutecznie zachęcać do kupna NF i FWS), pilnować sensownej retencji? Bez odpowiedniej skali (np. milion odsłon w miesiącu), przy radosnym założeniu że zmonetyzujesz 2% tego ruchu na, niech będzie optymizm, średnim miesięcznym rzędu 0,50 pln mówimy o przychodzie (nie zysku!)10 000 pln/m-c. Fajna kwota.

 

A teraz: 10 000 odsłon miesięcznie, te same parametry.  100 pln :-)

 

No więc: jak z 10 000 zrobić 1 000 000? Jak dojść do efektu skali nie poszerzając (także technicznie) możliwości portalu?

Podpowiem, że przekierowanie ruchu z takiego fejsika

– nigdy, imho, nie uda się w 100%

– trwa miesiącami, jeśli nie w latach (zależnie od atrakcyjności portalu i środków wpakowanych w kampanię tylko w tym jednym medium).

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psychofish, nie są mi potrzebne żadne statystyki add wordsa, tylko wystawione faktury za reklamę. Po co komplikować prosty pomysł? Podejście jakie prezentujesz przypomina nowomodne stress testy przy wyborze nowych mechanizmów ocen. Im prostszy pomysł, tym łatwiejsza realizacja i szybkość wdrozenia. 

Określenie ruchu na stronie dla admina jest tak proste jak robienie klocka przed poranną kawą.  

Zgadzam się z tezą: redakcja nie jest stroną, tylko wydawca. 

 

Przekierowanie ruchu? Po co? Facebook pełni inną rolę niż portal. FB może pomóc w paru rzeczach, jako generator informacji dla lajkowiczow.  Liczymy na marketing szeptany nade wszystko. 

Na jaką pozycję wystawisz fakturę?

Jaki produkt reklamowy, w jakiej cenie, komu sprzedaż? :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

http://www.fantastyka.pl/reklama

Nie, iHomer. Ja cię pytam, jak zamierzasz zrealizować plan bez “niepotrzebnej komplikacji”, bo mam wrażenie, przy tym braku szczegółów w twoim pomysle, że nie znasz realiów sprzedaży reklamy w sieci. Dlatego wydaje mi się on mocno życzeniowy – a ją potrzebuję wykonalnych podpowiedzi, pomysłów, realizowalnych.

 

Bo jeśli wiesz komu sprzedać produkt “ reklama na fantastyka.pl, wyświetlana z boku i na tle” bez rozliczenia per ilość kliknięć lub unikalnych odsłon za 135 000 pln rocznie, a przy tym namowisz wydawcę by zgodził się zainwestować tę kwotę w success fee dla osób pracujących merytorycznie ii/lub technicznie przy obecnym portalu (pod jakimi warunkami? Jak to będzie zorganizowane? Co te osoby mają robić?) oraz znajdziesz osoby pracujace wyłącznie za obietnice wyplaty zależną od success fee– to znajdziesz mnie pod stołem, odszczekującego moje wrażenie :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Może po kolei. Osoby same się znalazły podpisując list, w pierwszym odruchu chca za darmo, a teraz juz jest problem jak dostaną pieniądze w formie “opcji”?

Rozliczenia z reklamodawcami są w gestii p.Kaczorka. Mam nieodparte wrażenie, że wie jak to sie robi, więc w czym problem? 

Co maja robić wytypowane osoby? Mam sprzedać w gratisie pomysł na wzrost sprzedaży, na ogolnopolskim forum, dostepnym dla kazdego? 

Jak wydawca jest zainteresowany, to sie odezwie. Innego wariantu nie przewiduje. Jesli wczesniejsza negatywna argumentacja dotycząca waszego pomysłu nie jest sensowną rekomendacją dla ewentualnej rozmowy, to nie ma o czym dalej deliberować. 

»  Czy i jak wyselekcjonować grupę projektową? Na początek wystarczą trzy osoby, które potrafią RZETELNIE OCENIAC TEKSTY, nie tylko sprawdzać interpunkcję.   «  

Jako grupę projektową rozumiem osoby, zajmujące się stroną techniczną ewentualnego przedsięwzięcia, czyli co, jakim sposobem, kiedy, kto. Jaki to ma związek,. bezpośredni, z umiejętnościami oceny tekstów?

Pytam o bezpośredni, ponieważ związek pośredni widzę. Polega on na wskazaniu błędów, również, a może zwłaszcza językowych. Każdy, kto na podstawie uwag, krytyk, objaśnień podniesie swoje kwalifikacje językowe, będzie mógł, a nawet powinien, wskazać na portal jako na miejsce zdobywania fundamentalnej wiedzy o pisaniu czegokolwiek. To może przekładać się na zwiększenie popularności, większy ruch, a więc i większe zainteresowanie pozostałymi ofertami na portalu.

Akcentuję tę podstawową funkcję ocen tekstów dlatego, że czytanie opowiadania rojącego się od wszelkich byków, składniowych, znaczeniowych, logicznych i interpunkcyjnych jest jak siadanie gołą dupą na nieheblowanej desce zamiast na poduszce. Niby można siedzieć, ale o wygodzie mowy nie ma. Ty natomiast akcentujesz “rzetelną ocenę tekstu”. Jakość językowa nie ma z tym niczego wspólnego, Twoim zdaniem? Nie mów tylko, nie powtarzaj popularnej a mylnej mantry, że pomysł się liczy, a od poprawiania jest korekta. Kto będzie pisał od nowa za półanalfabetę?

Aha – już zresztą pisałem – znajdź fachmanów od ocen i zagoń ich tutaj do roboty. Niech nam pokażą, nauczą nas...

Nie widzę żadnego problemu. Pomysł opiera się na synergii wszystkich elementów. 

 

A propos jakości tekstów wybieranych przez was, ponoć są warte piórek i umieszczania w bibliotece, skąd nagła zmiana polaryzacji, że trzeba będzie pisać za sztandarowego półanalfabetę? Szalona niekonsekwencja, z jednej strony chcecie bombastycznie tworzyć jakis ezin, a  teraz ubolewacie nad jakością potencjalnego wsadu? Nieładnie. Brak konsekwencji w działaniu i wypowiedziach. 

 

 

 

 

Może po kolei. Osoby same się znalazły podpisując list, w pierwszym odruchu chca za darmo, a teraz juz jest problem jak dostaną pieniądze w formie “opcji”?

W bardzo ograniczonym czasie, przy założeniu pełnej dobrowolności, pod warunkiem, że mają coś z tego dla siebie... :-) I główna różnica brzmi: nie potrafiłeś znaleźć i skonsolidować tych osób.

 

 

Rozliczenia z reklamodawcami są w gestii p.Kaczorka. Mam nieodparte wrażenie, że wie jak to sie robi, więc w czym problem? 

W Twoim absolutnym braku wiarygodności. Nie podałeś ani jednego faktu uwierzytelniającego sumę 130 000+ PLN/rok, dowodu na posiadanie takiego klienta w portfelu, który weźmie to, co jest na portalu bez wymogu dodatkowych rozliczeń skuteczności ;-) W dodatku nadal odnosze wrażenie, że nie znasz różnych modeli rozliczeniowych reklamy w sieci (i nie, nie chodzi o adwords).

 

Co maja robić wytypowane osoby? Mam sprzedać w gratisie pomysł na wzrost sprzedaży, na ogolnopolskim forum, dostepnym dla kazdego? Jak wydawca jest zainteresowany, to sie odezwie. Innego wariantu nie przewiduje.

Niekoniecznie. Uwiarygodnij go jakimś sensownym planem działania, bo na razie osiągnąłeś poziom Konrada T. Lewandowskiego i jego “wiem, ale nie powiem”. :-) To, że nie idziesz do wydawcy i nie próbujesz sprzedac tego pomysłu, ponoć wartego ciężkie pieniądze,  tylko mętnie i bez konkretów opowiadasz o nim na ogólnopolskim forum, mówi samo za siebie. Skąd ty nadygasz takeigo reklamodawcę, jak koncepcji Prószyńskiemu ‘po cichu’ nie potrafisz sprzedać? :-)

 

 Jesli wczesniejsza negatywna argumentacja dotycząca waszego pomysłu nie jest sensowną rekomendacją dla ewentualnej rozmowy, to nie ma o czym dalej deliberować. 

Problem w tym, że nie podajesz żadnej negatywnej argumentacji, zero rzetelnych konkretów odnośnie samego pomysłu (ograniczyłeś się do przymiotników i negatywnej opinii na temat możliwości wykorzystania wolontariuszy oraz krytyki nastawienia redakcji/wydawcy), natomiast podałeś kilka trafnych uwag co do analizy rynku elektronicznego i papierowego wraz ze źródłami; parę uwag o przespaniu ‘skoku w sieć’ i rozwinięcie myśli, że wolontariat się nie sprawdzi (Prowadziłeś/pomagałeś prowadzić kiedyś stowarzyszenie? Brałeś udział w  organizowaniu pracy 50+ wolontariuszy? Udało ci się?). Nie odpowiedziałeś na pytanie co potrafisz, co mógłbyś zrobić, jakie masz przydatne – w obecnej sytuacji – kompetencje i/lub zasoby :-)

 

Z brakiem argumentacji, faktycznie, przyznam ci rację, nie o czym deliberować ;-)  Z całym szacunkiem – pływasz. Przynieś tego reklamodawcę, dogadaj się z wydawcą, opisz konkretny plan działania, to jak wspomniałem – wejdę pod stół, zaszczekam i jeszcze selfie zrobię i wrzucę na portal ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie było, nie ma i nie będzie zmiany polaryzacji, by przy Twoim określeniu pozostać.  Ani tutaj, na portalu, ani w jakimkolwiek poważniejszym wydawnictwie nikt nie będzie całkowicie przeredagowywał i przepisywał  niechlujnego językowo i kompozycyjnie tekstu. Czas i pieniądze.

Potencjalnym wsadem będziemy się martwili w swoim czasie, o ile ten czas nastąpi. Ja sam pamiętam nie mniej niż dwadzieścia tekstów, wartych rekomendacji do e-zinu. Inni, o odmiennych gustach, zaproponują trzecie i czwarte tyle, więc nie martw się na zapas. Chyba że o kontakty z autorami, którzy nie dają znaku życia. Ale to ich strata będzie, jeśli przyjdzie co do czego.

Postaram się odpowiedzieć w punktach:

 

*nie zauważyłem po naszych wpisach jakiejkolwiek wypowiedzi redakcji/wydawcy

*suma, która podałem jest tylko przykladem, co zaznaczylem wraźnie, by zobrazować idee succes fee, nic więcej

*prowadze charytatywnie fundację non-profit, zarządzałem duzymi projektami o wart kilkudziesięciu mln złotych, aktualnie prowadzę spółkę kapitałową

*czy wasze wybrane forum, grupa osob opisuje rozmowy z NF i uszczegółowione działania/zadania na portalu?

*na koniec kompletnie się pogubiłem, nie wiem, co chciałes przekazać

 

 

 

*nie zauważyłem po naszych wpisach jakiejkolwiek wypowiedzi redakcji/wydawcy

Prze-ż z JeRzym wymienialiście uwagi e-papier a papier...

 

 

*suma, która podałem jest tylko przykladem, co zaznaczylem wraźnie, by zobrazować idee succes fee, nic więcej

Jej wysokość, w obecnych warunkach (bieżąca liczba odwiedzin na portalu), jest nierealna, z czego jako prezes spółki kapitałowej powinieneś sobie zdawac sprawę... ;-)  A dla 100 PLN miesięcznie do podziału na kilka osób nikt nie ruszy palcem dłużej, niz przez kilkanaście minut na miesiąc... Success fee występuje w pierdylionie wariantów, o czym zapewne dobrze wiesz.

 

*prowadze charytatywnie fundację non-profit, zarządzałem duzymi projektami o wart kilkudziesięciu mln złotych, aktualnie prowadzę spółkę kapitałową

Gratuluję sukcesu ;-) Nadal, brak imienia, nazwiska i możliwości weryfikacji tych danych, potwierdzenia, że ty to ty. Mnie zweryfikować łatwo :-)

 

*czy wasze wybrane forum, grupa osob opisuje rozmowy z NF i uszczegółowione działania/zadania na portalu?

Propozycja, do dalszej dyskusji, jest upubliczniona. Uwzględnia to, co – na dzień jej składania – znaliśmy jako realne/nierealne do wykonania. Na pewno nie uwzględnia wszystkich faktów, bo nie mamy dostępu do pełnej informacji od strony wydawcy.

 

Na razie czekam na odpowiedzi od Artura Kaczorka. Jedna, drobna akcja testowa, się, niestety, wlecze. Nie poradzę. Na pewno pojawi się informacja, gdy coś się zadzieje w sensie ustaleń lub gdy z ich braku rozmowa się skończy.

 

*na koniec kompletnie się pogubiłem, nie wiem, co chciałes przekazać

Dajesz dokładnie zero konkretów odnośnie krytyki samej propozycji oprócz 

– negatywnej opinii na temat mozliwości wykorzystania wolontariuszy – tu się nie zgadzamy, ale tylko praktyczne działanie może to zweryfikować

– negatywnej opinii na temat społeczności i jakości portalowych tekstów – nie dyskutuję, nie mi to oceniać

– krytyki redakcji i wydawnictwa

– braku wiarygodnej bądź realistycznej/wykonalnej kontrpropozycji przy wymienionych ograniczeniach – a każdy pomysł może być cenny; nie tylko po to, żeby żenić ‘parcie na szkło’ autorów z ochotniczymi pracami na rzecz portalu (bo nie ma innego wyjścia z powodu polityki wydawcy), ale też po to, by portal nie skupiał się wyłącznie na edukacji/promocji literackiej, a zaczął produkować np. więcej tresci publicystycznych/kulturalnych

– braku odpowiedzi na zadane pytania.

 

Teraz jasne?

 

Ok, mam wrażenie kręcenia się w kółko, więc pozwól, że zajmę się futrzastymi terrorystami :-)

Ponownie: bardzo chętnie przywitam każdy konkretny, realistyczny, wykonalny (i najlepiej mierzalny) pomysł lub ręce do pracy, wraz  z informacją o dostępności i możliwym obszarze działania/kompetencjach.

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na niektore pytania nie mogę odpowiedzieć publicznie, przykro mi , że zawiodłem twoje oczekiwania, czy też wyobrazenia.  

Jeszcze uwaga na temat juz publikowanych utworów w internecie, a później w wersji papierowej lub ebookowej przez wydawnictwa. Jednym z koronnych przykładów nieuzasadnionego przywiązania się do powyższego paradygmatu jest powieść Metro Dmitrija Głuchowskiego, która do dziś jest dostępna za darmo w języku rosyjskim i znajduje się na stronie internetowej pisarza. Każdy kolejny rozdział był publikowany na bieżąco w sieci za darmo, komentowany i poprawiany wraz z czytelnikami (betowanie) – Głuchowski określił to zjawisko mianem „literackiego beta testu”.

Pierwsza publikacja powieści w formie drukowanej książki ukazała się 24 października 2005. Została wydana przez Eksmo w nakładzie 8000 sztuk, później dodrukowano jeszcze 3000 egzemplarzy.

Drugie książkowe wydanie powieści ukazało się w 2007 roku nakładem wydawnictwa Populiarnaja Litieratura, początkowo w ilości 100 000 sztuk. Teraźniejszość – książka wydana w Polsce, odpłatnie. Pojawiają się też fanfiki, takie jak wykreowany świat RJ Szmidta reklamowanego na bannerach portalu. 

Ogólnie generowanie zarzutów o pierwszym pojawieniu się w sieci jest niepowazny, bo pomysł umieszczania tekstów profesjonalnych czasopismach w wersjach papierowych czy elektronicznych, ktore zawitały na portalu nie jest złym i nagannym pomysłem, a raczej zbędnym ograniczeniem w dobie mediów elektronicznych. 

 

Podobnie jest z tłumaczeniami wszystkich zagranicznych autorów, w tym opowiadań i powieści, które zostały upublicznione wcześniej, co prawda niezawsze w sieci. 

 

Reasumując, najtrudniejszym zadaniem będzie  wyszukanie wartościowych opowiadań z powodu niskich kompetencji użytkowników, oceniajacych i nominujących do biblioteki, czy do piórek. 

Potwierdzam. Fakt, że dzieło pojawia się w Internecie nie dyskwalifikuje go jako produkt, za który ludzie będą gotowi zapłacić. Przykład Gluchowskiego potwierdza to dobitnie. Ale jest też wiele innych podobnych sytuacji – z poletka muzycznego choćby. Wielu znanych twórców wstawia świadomie swoje utwory do Sieci – i to nie obniża ich wartości komercyjnej. Czasami jest to wręcz element kampanii promocyjnej.

...always look on the bright side of life ; )

też brak odzewu redakcji, pusty wątek, z mojej strony także EOT. 

Nie mieszałbym do tego muzyki. Wstawianie nawet całych albumów nie jest szkodliwe dla wykonawcy, bo jak muzyka jest dobra, to ludzie i tak przyjdą na koncerty. Szkodliwe jest to tylko dla wytwórni, bo nie sprzeda tylu płyt, ile by chciała. W przypadku opowiadań czy książek sprawa ma się inaczej. Przeczytałeś i tyle.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Przeczytałeś i tyle.

Nie do końca. Książki od dawnych dawien są dostępne za darmo w bibliotekach – taki trochę archaiczny youtube dla literatury – i jakoś nikt się na to specjalnie nie krzywi; ani autorzy, ani wydawcy. Dlaczego?

Zjawisko pewnie wymagałoby szerszej debaty, ale na chwilę obecną wspomnę tylko o jednym, nawiązującym bezpośrednio do bravencjuszowej wypowiedzi fakcie: bo to jednak świetna reklama. Ja dla przykładu, literaturę raczej zdobywam niż kupuję, ale jest bardzo wiele pozycji, które zamierzam umieścić w swojej prywatnej bibliotece. I wciąż tych pozycji przybywa (częściej na liście, rzadziej w bibliotece). Żeby nie szukać daleko, po nocach marzy mi się kolekcja książek Pratchetta, wypuszczona ostatnio przez Prószyńskiego. Nie mówiąc już o tym – tu wracam do Internetów – że jeśli komuś podeszła darmowa próbka czyjejś twórczości, to o wiele chętniej sięgnie po pełny/następne produkty danego autora.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, chyba przeoczyłem w Twoim komentarzu, jaką korzyść z publikowania rzeczy opublikowanych gdzie indziej zyska NF.

A czy ja tak zawsze wszystko muszę wykładać na tacy? Wiecznie żył też przecież nie będę^^. Wystarczy trochę podumać i wtedy łacno można dojść do ciekawych wniosków.  Korzyścią pierwszą i oczywistą byłyby dobre teksty. Po drugie, jeśli przerobić “gdzie indziej” na “na łamach portalu będącego integralną częścią Nowej Fantastyki”, to zyskamy zmotywowanych autorów – a dobra motywacja, to dobre teksty – oraz większe zainteresowanie zarówno portalem jak i – w następstwie – gazetką (ja, póki nie zdecydowałem się zajrzeć tutaj, w życiu bym nie pomyślał, żeby kupować NF. A teraz... teraz myślę ;). Co do korzyści płynących dla NF z drukowania już opublikowanych tekstów, a wynikających bezpośrednio z tego, o czym pisałem wyżej – przełożenia stosowania darmowych próbek na wyniki sprzedaży – też się chyba coś znajdzie. Gdyby na papierze, powiedzmy w jakimś Wydaniu Specjalnym, znalazły się na kupie najlepsze teksty, jakie przeżuł ten portal (analogiczna biblioteka), to na pewno cieszyłby się pewnym zainteresowaniem. Czytywałem tutaj opowiadania, które bardzo fajnie byłoby mieć na papierze, jeszcze profesjonalnie zredagowane, poprawione... Dla wielu użytkowników i niezarejestrowanych czytelników portalu byłby to na pewno bardzo fajny dżinks, a dla ludzi “spoza układu”, zwłaszcza stałych czytelników NF – nota bene nie mających tutaj żadnego znaczenia, jako osoby które wcześniej owych tekstów nie czytały – byłaby to z pewnością pewna ciekawostka. Jako że nikt nam nie płaci za publikowanie tutaj tekstów, to myślę, że i w razie takiego druku gratyfikacje autorskie można by odpowiednio obniżyć względem tych z właściwej NF, co pozwoliłoby wypuścić taki FWS po relatywnie mniejszej cenie, a każdy opublikowany i tak by się cieszył. Jest jeszcze opcja darmowego E-zinu, ale to temat osobny, bo mówimy o NF jako takiej.

No i promocja portalu poprzez promowanie w NF wrzucanych tutaj tekstów. Ktoś przeczyta taką “Pannę Google” autorstwa Madame Fagus, albo któryś z innych równie genialnych tekstów i pomyśli sobie: “cholera, jakie fajne rzeczy są na tym portalu. Koniecznie trzeba tam zajrzeć!”. A przecież nie bez powodu chciałoby się mieć jak najwięcej odwiedzin na stronie, prawda?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu Burzy, jak zauważyłeś wylewam sporo gorzkich słów pod adresem redakcji, ryzykując przyklejenie etykietki etatowego negatora. Ale, czyż wasz list pod którym też się podpisałeś, nie jest także krytyką działania redakcji, wydawcy i kogo tam jeszcze , kto ma wpływ na komunikację z czytelnikami i uzytkownikami? Ktoś przytomnie powie, ale my tak jakby grzeczniej, w przyjaznej i rzeczowej atmosferze. Ale, jaki jest efekt? Łatwy do przewidzenia. 

Skoro brak jest faktycznego zainteresowania i “nawiązana współpraca” nie toczy się w zaplanowanym kierunku, a raczej zgrzyta i trzeszczy, w trakcie toczenia sie koła historii, powodującfrustrację stron. Oni znowu nic, lub z drugiej strony, Oni znowu coś chcą... 

Nie działa też bardziej zadziorne podejście jakie zaprezentowałem.  Podałem za i przeciw, ujawniłem zagrożenia, zasugerowałem parę pomysłów. I co? Tak jakbym pisał do ściany i pukał się boleśnie w czoło w mieście Jerozolima.

 

Podpowiem wam jak wybrnąć z impasu.  Jeśli takie działanie nie pomoże...

 

Operacja HALOWEEN – portal zombie

Proponuję niewchodznie na portal przez miesiąc, czyli zero postów, żadnych wejść, brak nowych opowiadań, brak komentarzy, tak jakby portal zamarł...

 

 

 

 

A wiesz, że ostatnio też rozważałem, czy nie spróbować zorganizować takiej akcji? I to poważnie. Choć może nie tyle na zasadzie protestu, co raczej eksperymentu. Albo uzmysłowilibyśmy Górze, jak wiele straci, kiedy portal zdechnie – bo gdyby wyłączyć, choćby czasowo, wszystkich stałych bywalców, szczególnie tych, którzy wnoszą w produkowane tutaj treści prawdziwą wartość literacką i merytoryczną, to co by zostało? – albo sobie, że Fishu jednak ma więcej racji niż mu się wydaje, używając określenia “Użyszkodnicy”.

Tyle tylko, że tutaj “Górą” nie jest Redakcja, tylko P. i S-Ka, a oni, z tego, co widzę, nie reflektują na nasze towarzystwo. Tak więc robienie takiej rewolty raczej nie jest rozwiązaniem. Podobnie wyżywanie się na Redakcji, będącej poniekąd między młotem a kowadłem. Czy chcą, czy nie chcą, nie mogą traktować portalu priorytetowo, a wszelkie próby ruszenia tutaj z czymkolwiek, dla dobra zarówno portalu jak i gazetki, przypominają czystą partyzantkę. Niemniej jednak, coś się dzieje. Do pewnego stopnia orientuję się, co i ile Psycho we współpracy z Redakcją zdążyli już zrobić od momentu opublikowania powyższego listu i powiem Ci, że zarówno od strony technicznej jak i merytorycznej jest to naprawdę imponujące. A przecież wiem, że więcej nie wiem niż wiem, co się dzieje w kuluarach. Nie mam pojęcia, co z tego wszystkiego finalnie wyniknie, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że odzew na nasz lament ze strony Redakcji jest. Zresztą tutaj też widać większe zaangażowanie. Dyskusyjny Klub Książki, większa aktywność niektórych Redaktorów na portalu, deklaracje chęci pomocy przy Zinie... Tych co prawda na razie nie ma co za bardzo traktować jako argument, bo nie mamy Zinu a więc i wypełnienia rzeczonych deklaracji, ale zawsze to jakiś sygnał.

A czy Zin ma sens, czy nasze działania się sprawdzą i czy faktycznie zdołamy coś zmienić, to pokaże czas. Grunt, żeby działać i próbować. A że całe to “działanie i próbowanie” wychodzi daleko poza typowo sarmacką fantazyję, bo oparte jest na Fishowej ideologii stosowania dokładnych planów, schematów, testów zderzeniowych, i takich tam, to jestem dobrej myśli.

No, a jak się nie uda, to przynajmniej będziemy mądrzejsi, kiedy zaczniemy próbować czego innego.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, jeśli nie mają zgody wydawcy, to zapomnij o czymkolwiek. Liczy sie kasa, a nie jacyś użytkownicy, których z roku na rok ubywa. 

A dyskusyjny klub książki to żenada, przynajmniej w takim wykonaniu, do szkoły chodziłem jakis czas temu. Dzieci mają zadane lekcje...litości, to nie ten target. Próbowałem coś zasugerowac, ale post JeRzego był więcej niż zniechęcający, jakieś pretensje, że zszedl z olimpu? Chyba z żyrandola. 

_mc_ się udzielił ostatnio, owszem w watku Fisha, juz lepiej jak siedzi cicho, bo przynosi wstyd redakcji. 

 

Przewodas, daj spokój.

Znalazłem w miarę aktualny wywiad z właścicielami Nowej Fantastyki, a konkretnie z Mieczysławem Prószyńskim i Maciejem Makowskim. 

Wrzucę parę cytatów, oceńcie sami wasz potencjał:

firma za 25 lat nadal będzie istnieć i wydawać książki. Zapewne nie tylko książki. Co do wydawania czasopism, to tego już tak bardzo pewien nie jestem.

sprawdzą się prognozy, według których w przyszłości wydawcy będą niepotrzebni, a w zakresie społecznego obiegu książki dominować będzie bezpośredni kontakt autora z czytelnikiem? 

 

MP: Takie tezy stawiają ludzie, którzy nie mają pojęcia o tym, jak działa rynek mediów. Owszem, każdy może napisać książkę i udostępnić ją w jakiejś witrynie internetowej, np. w postaci pliku do ściągnięcia. Może ją też wydrukować w kilku egzemplarzach w druku na życzenie i wstawić w wersji papierowej do jednej z księgarń internetowych. Ale to wcale nie znaczy, że ktokolwiek inny będzie chciał ją przeczytać. A tym bardziej za nią zapłacić.

Tak nie działa rynek internetowy, to jest nieaktualna wiedza. Zarabianie w necie przypomina troche grę na giełdzie, gdzie panują zmienne gry losowe, dzieki nowym wprowadzanym algorytmom Google, który zdominował globalnie rynek.  By zrozumieć idee wystarczy wejść na youtube albo choćby nasz krajowy CDA.pl. lub nawet onet.pl – czy oni utrzymują się z płatnych ściąganych plików? Potrzebny jest dłuższy wykład na temat współczesnego modelu biznesowego w necie.

 

Zatem jest pan optymistą jeśli idzie o przyszłość sektora wydawniczego... 

 

MP: (...)Choć oczywiście różne rzeczy mogą się wydarzyć. Bo kto 15 lat temu mógł przypuszczać, że Bertelsmann zrezygnuje z wydawania książek w Polsce? Ten, kto prawidłowo oceniał jak wielki potencjał ma sprzedaż internetowa, mógł już wtedy przewidzieć, że w dłuższej perspektywie los klubów książki jest przesądzony. Ale tego, że wielkie firmy – Bertelsmann (Świat Książki) i Weltbild (Klub dla Ciebie) – nie będą potrafiły w odpowiednim momencie zmienić swojej strategii biznesowej i zamiast tego po prostu wycofają się z Polski, przewidzieć się nie dało. 

Jak pisałem wcześniej, o ile ktoś śledził wpisy o wykonanych badaniach rynkowych, z których wynika lawinowy wzrost czytelnictwa...alternatywnego, bardziej przyciagającego uwage i absorbującego czas czytelników. Wydawcy, jak na razie nie mają pomysłu, jak skutecznie wykorzystać własne możliwości. 

 

Jednak na początku wydawnictwo Prószyński nie oparło swojej działalności na ofercie książkowej... 

 

MP: (...) Natomiast czasopismo, jako znacznie bardziej kapitałochłonne, było trudniej wyprodukować. (...)

Kiedy ostatecznie zrezygnowaliście z klubu książki (przypis: mowa o ksiegarni krajowej)? 

 

MP: To Maciek osobiście zamknął klub w czerwcu 2011 roku, zwolnił pracowników i pstryk, zgasił światło (śmiech)... 

MP: W 1995 roku wydawaliśmy 17 miesięczników, to było maksimum. W sumie wydawaliśmy koło 30 czasopism. Jedne zamykaliśmy, tworzyliśmy kolejne. 

 

Dziś na tym polu realizujecie się w minimalnym stopniu... 

 

MM: Wydajemy nadal trzy miesięczniki: „Nową Fantastykę”, „Świat Nauki” oraz „Wiedzę i Życie”, i jeden kwartalnik: „Nową Fantastykę Wydanie Specjalne”. 

MM: Dodam jeszcze, że akurat wydawane przez nas tytuły mają bardzo określoną i wierną grupę czytelniczą, co daje im dość solidne podstawy do funkcjonowania. Generalnie jednak rynek czasopism ma kłopoty przede wszystkim z dwóch powodów: załamała się podaż reklam i bardzo osłabła forma zakupu w prenumeracie. Bez przychodów z reklam i stabilizacji w postaci prenumeraty, niemal niemożliwe staje się utrzymanie periodyku ze sprzedaży kioskowej. Wyjątkiem są pozycje, takie jak te z naszego portfolio, gdzie wierna grupa czytelników i stosunkowo niskie koszty produkcji powodują, że cały projekt ciągle jeszcze jakoś zamyka się biznesowo. Natomiast żeby wydawać pisma, które żyją z reklam, potrzebny jest olbrzymi organizm biznesowy i utrzymanie takich tytułów w mniejszych wydawnictwach jest dzisiaj właściwie niemożliwe. 

Ale nie we wszystkich segmentach notowaliście w ostatnich latach sukcesy. Podjęliście już decyzję o wycofaniu się z rozbudowy oferty literatury fantastycznej i science-fiction... 

 

MM: To prawda, wyniki sprzedaży były dalekie od oczekiwań, więc jako pragmatyk podjąłem decyzję o zamknięciu tej redakcji. Do dziś nie wiem, czy był to problem z ofertą, czy też nasza marka nie pasuje do tej literatury, ale decyzja była stuprocentowo słuszna. 

MM: O inwestycjach decyduje ocena sytuacji na rynku: tej bieżącej i tej w dającej się przewidzieć przyszłości. (...) Jednym z nich jest wejście do Polski sklepu Amazon. Oczywiście obecność tak potężnego ekonomicznie gracza może spowodować wiele zmian na naszym rynku, ale uważam, że silny i zdrowy ekonomicznie wydawca będzie nawet dla Amazona poważnym partnerem do rozmów. 

Póki czasopisma nie przynoszą strat, jest szansa na sprzedaż tytułu. Jednym z elementów jest wasz pomysł, który łatwo jest obrócić w argument o rzekomej silnej grupie odbiorców.

 

Wybrałem najciekawsze wypowiedzi, zaznaczając wyraźnie w kontekście znakiem (...). 

Jeśli ten “spojler was zaintrygował, to gorąco zachęcam do przeczytania całości: 

http://www.proszynski.pl/Bez_Was_nie_byloby_nas_-n-934-1_2-.html

Nie mogłem sie powstrzymać: 

Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu... Mmmm... Tak, nie... Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy. – film Rejs. 

Może coś sobie wyjaśnijmy na przyszłość, bo mam niejasne wrażenie, że nie dość mocno to podkreśliłem wcześniej.

 

Ten jeden temat ma już ponad 180 postów, część całkiem długich, część opatrzonych dodatkowymi linkami. List otwarty przeczytałem i ustosunkowałem się do niego. Zaczęliśmy działać, żeby coś z niego wyniknęło, czego Beryl i Psychofish są świadkami. Działania jednak zajmują czas, tym bardziej, że Arturowi, który koordynuje ustalenia z informatykami, urodziło się właśnie trzecie dziecko i chwilowo ma urlop.

 

Oprócz tego jednego tematu, w Hyde Parku są jeszcze inne. Wiem, że ucieszylibyście się, gdybym każdemu z Was odpisał w każdym wątku, w którym liczycie na moją reakcję. Załóżmy, że napisanie jednego merytorycznego posta zajmuje każdemu z Was pięć minut. Załóżmy, że przeczytam je wszystkie po kolei, przemyślę i odpiszę. Jak myślicie, ile czasu by mi to mogło zająć? A ile czasu zajęłoby mi napisanie odpowiedzi na Wasze odpowiedzi? A do tego jeszcze jest dział publicystyki, do którego zaglądam i powinienem to robić nawet częściej niż w przypadku Hyde Parku, bo łowię tam fajnych autorów. Muszę też zerkać na Facebook, żeby tam również trzymać rękę na pulsie.

Jestem redaktorem naczelnym “Nowej Fantastyki”. To oznacza bardzo dużą odpowiedzialność – mam na głowie cały miesięcznik. Muszę pilnować, żeby wszystko ukazywało się na czas, koordynować działania poszczególnych redaktorów i współpracowników, współpracować z wydawnictwem i z promocją. Jestem prawdziwym szczęściarzem, że ludzie, z którymi pracuję, to najlepsza ekipa, jaką można sobie wymarzyć, bo bez tego pewnie bym poległ z kretesem. Do tego spoczywa na mnie znacząca część rozliczeń finansowych – muszę dopilnować, żeby redaktorzy i autorzy dostali swoje wynagrodzenia w terminie, ogarniać podatki i ZUS. Muszę przygotowywać umowy, rozsyłać rachunki i egzemplarze autorskie. Do tego prowadzę dział publicystyki – zamawiam i redaguję artykuły, recenzje, felietony. Piszę wstępniaki, robię spis treści i zajawki kolejnych numerów, które tutaj co miesiąc czytacie. Zdarza mi się pisać recenzje – co oznacza, że muszę najpierw coś przeczytać albo obejrzeć. Zdarza mi się pisać artykuły – to zajmuje czas. Zdarza mi się przeprowadzać wywiady – niekiedy po angielsku, wtedy muszę je dodatkowo przetłumaczyć. Zdarza mi się również tłumaczyć opowiadania – na przykład w listopadzie czeka mnie do tłumaczenia tekst na ponad 60,000 znaków. W ramach promowania miesięcznika zdarza mi się (ostatnio nawet dość często) udzielać w telewizjach albo na antenie radiowej.

Z Waszego punktu widzenia, jestem w o tyle “korzystnej” sytuacji, że nie mam rodziny, ale już Michał, Marcin i Artur jak najbardziej mają. Chyba za rzadko przypominam, że na tysiące czytelników i dziesiątki bądź setki użytkowników tej strony, jest nas tylko czterech (i nawet nie mamy muszkietów). Miewam życie towarzyskie, bo to fajna sprawa, jeśli się nie chce oszaleć w czterech ścianach. Przykro mi, ale muszę spać, myć się, jeść (i nawet sobie gotować).

 

Piszę o tym wszystkim, żeby postawić sprawę jasno: nie będę w stanie być tutaj na każde Wasze skinienie. Nie będę w stanie wszystkiego tutaj czytać i na wszystko reagować. Nie czujcie się ignorowani, bo to mylne wrażenie – fakt, że o godzinie 0:10, od pół godziny smażę ten wpis jest chyba najlepszym dowodem. Zdaję sobie sprawę, że z zewnątrz ta praca wydaje się banalna, proste rozwiązania są na wyciągnięcie ręki i każdy jest ekspertem – szczególnie gdy sam jest w stanie oprócz pracy zawodowej charytatywnie prowadzić obracającą milionami fundację non-profit i znaleźć czas na generowanie tutaj tych wszystkich wpisów. W realu pewne rzeczy nie są jednak takie łatwe. 

(i nawet nie mamy muszkietów).

To akurat jest karygodne zaniedbanie. Powinny być, z zapasem amunicji! ;-)

 

 

JeRzy, poczekajmy aż wróci Artur, dopnijmy jedną, małą sprawę, sprawdźmy. Ja nie rozumiem ostatnich wpisów iHomera, ale czekam cierpliwie, w nadziei, że pojawi się jakaś konkluzja. 

 

Ja osobiście nie oczekuję, że ktoś tu będzie na każde skinienie – przy stosunkowo umiarkowanym ruchu tu jest roboty na co najmniej 2-3 osoby (tak na moje oko). Zresztą wydaje mi się, że w liście wyraźnie zaznaczamy, że zdajemy sobie sprawę, że czasowo i organizacyjnie to nie jest łatwe zadanie.

Tym niemniej, organizacja i ochotnicy do takiej pracy przy portalu?

 

 

 

 

Odnośnie samego wywiadu: Skoro problemem dla czasopisma jest brak stabilności z prenumeraty, to kurczę felek, nadal nie rozumiem, co blokuje utworzenie subskrypcji wersji cyfrowej? Jakie koszty powodują, że ta oferta nie pojawia się w portfolio? To jest jedyny powód, dla którego nie kupuję prenumeraty: brak subskrypcji cyfrowej.

To jest pytanie do pana Makowskiego, tylko: na jaki adres wysyłać zapytania o subskrypcję cyfrową oraz kto jest jeszcze chętny to pytanie zadać...

Tak mi się przypomniała właśnie orzeszkowa akcja przy serialu ‘Jericho’ ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To jest pytanie do pana Makowskiego, tylko (...) kto jest jeszcze chętny to pytanie zadać...

Ja. To pytanie i jeszcze parę innych.

JeRzy, ostatnim akapitem podkreśliłeś wyraźnie do kogo jest kierowana wypowiedź, abstrahując pomieszania fikcji z faktami, które podałem wczesniej. 

W postawionych przeze mnie wcześniej tezach o jakości pracy redakcji mam trzy uwagi:

 

...1 brak poprawnej komunikacji z uzytkownikami

...2 niewykorzystywanie potencjału narzędzi internetowych, w tym portalu oraz nieprzemyślane uruchomienie projektu ezina

...3 nierówna jakość wydawanych treści w NF

 

To jest kwestia priorytetów oraz umiejętności zarządzania nimi. W moim przypadku, jako osoby odpowiedzialnej za biznes poświecam czas tylko na dwie rzeczy, czyli najwazniejszym zadaniom z punktu widzenia podmiotu handlowego oraz własnej rozrywce, bo wtedy odpoczywam i regeneruje siły.

 

ad.1 Nie wyobrażam sobie, abym uczesniczył w dyskusjach o płynach dezynfekujących dla toalet, albo ilości papieru potrzebnego do drukarek. Dlatego napisałem o złej komunikacji, co spotkało się dezabrobatą, bo wszystko neguję. Nie bardzo rozumiem, jak można pogodzić bezprzedmiotowe dyskusje z uzytkownikami i pracą zawodową, od której zależy moja pensja. Nie można. Dlatego, brak  jest POPRAWNEJ KOMUNIKACJI z uzytkownikami. 

Jak więc wyjść naprzeciw roszczeniom użytkowników a brakiem czasu na jałową konwersację?  – zidentyfikowaliśmy problem numer 1. Od tego są moderatorzy. Jak coś się dzieje interesującego wymagającego interwencji lub zaangażowania, wtedy komunikacja jest banalnie prosta i nie tak absorbujaca.

 

ad.2 Projekt e zinu jest niemożliwy do realizacji, ponieważ został wyartykułowany przez grupę roszczeniową i złożoną na ręce redakcji, która ma już narzucony nadmiar zadań, wynikających z rytmu  prowadzenia miesiecznika. 

Jest model biznsowy, który zapewnia bezpieczniejszą platformę współpracy i możliwości uzyskania potencjalnych profitów dla każdej ze stron, nie tylko finansowych , ale także rozwojowych dla wydawcy, oraz wykorzystanych na rynkach światowych z pełnym sukcesem. Nie widzę potrzeby, aby omawiać szczegóły oferty na publicznym forum. Nie mam czasu na dodatkową pracę charytatywną. 

 

ad.3  Pewnie, głownym powodem jest deficyt dobrych utworów , trafiających do redakcji. Z jednej strony mała dostępność zasobów, z drugiej cykliczność wydań, która jest nadrzędna. 

 

Obiecałem  hasłowo, dlatego jedyne co mogę jeszcze dodać: nie zawsze krytyka jest dla samej rozrywki.

 

edit. pisalem w pospiechu, dlatego poprawilem pare drobiazgow wyzej.

 

 

 

 

 

iHomer, czy dobrze rozumiem, że tez widzisz problem... a nie, tfu, nowomowa ma być... wyzwanie pt. brak zasobów do realizacji możliwych prac rozwojowych?

 

Roszczenie? Można to i tak odczytać, ja wierzę w wymianę za wymianę, a wydaje mi się – na to co sobie omówiliśmy i na to co może JeRzy powiedzieć – że tu nie da się ukręcić żadnego wsparcia finansowego ze strony wydawcy, dopóki nie dostanie on w ręce pełnego ‘proof of concept’, z twardymi danymi. E-zin jest czymś, w zamian za co ochotnicy chętnie przyłożą się do prac bezpłatnych.

 

Nie wracam już nawet do cytowanego wywiadu (przeczytałem całość), gdzie wyraźnie widać, że aspekt rentowności jest dla głównodowodzących Prószynski Media krytyczny (temu się nie dziwię, prowadzą biznes) i mimo deklarowanego ‘czuja rynkowego’ jakby pominięcie milczeniem innego modelu obecności w sieci niż sama księgarnia (temu się trochę dziwię, skoro twarda grupa czytelników NF i FWS istnieje i pozwala pismom istnieć na rynku, nawet jesli jest to na krawędzi opłacalności, ale znów, tu jest milion czynników, jakie mogą wplynąć na taką strategię – trudno coś rozsądzać nie znając pełnej argumentacji) .

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

tak, wszystkie nieudane projekty jakie znam padły z braku zasobów.

To są tylko roszczenia, nie ma żadnej wymiany. Chcecie zangazowania zespołu redakcyjnego, a to są także (przepraszam za okreslenie) zasoby ludzkie, które muszą zając sie darmowym projektem, a wtedy nie będą mieli czasu pracować na rzecz czasopisma, ktore juz istnieje. Stąd prawdopodobny charakter wypowiedzi JeRzego, co prawda pisal o komentarzach/odpowiedziach na portalu, a tutaj mowa o zaangażowaniu się w pracę nad projektem. Wg mnie na to samo wychodzi, co za różnica gdzie wyładowuje energie poza pracą nad czasopismem, widac po godz publikacji postu, ze tylko w czasie wolnym. To jest chore.

 

Wydawca ma możliwości odpalenia projektu, ale na pewno nie z amatorami. Wyobraź sobie sytuację, że ktos  ulicy przychodzi do ciebie i mówi jak masz prowadzić własny biznes. W dodatku ten ktos ma pretensje, że jako prezes nie rozmawiasz z ludzmi, przychodzącymi akurat do siedziby firmy, którzy wpadli na chwile do sklepu firmowego, by kupić kilo kiełbasy. Kompletny nonsens.

 

 

Reasumując, jesteście amatorami, w dodatku wolontariuszami, więc jak chcecie (roz)budować nową markę?

iHomerze, zależy co dokładnie masz na myśli, mowiąc amator. Jeżeli chodzi o pisanie – tak, pełna zgoda. ;-)

 

Żeyśmy się dobrze zrozumieli, jak sytuacja wygląda po odpowiedzi JeRzego:

 

Temat e-zinu czeka – nie przejdzie łatwo i tak, dla wszystkich byłaby to robota w czasie wolnym. Niestety.

Papier generuje większy przychód niż e-wydanie, najważniejsze są prenumeraty oraz reklamy, rynek czasopism w tym kraju jest trudny – to akurat wiedzielismy bez wywiadu...

Dokończenie zmian i ulepszenie portalu, tak, by stał się platformą nie tylko dla prób beletrystycznych – stoi w miejscu bo, za przeproszeniem, brak podstawy, czyli licencji na modyfikację źródeł. Oferta pracy wolontaryjnej nad technikaliami w takim układzie jest, ale organizacyjnie brak odzewu od informatyków wydawnictwa (minimum to dostepność jakiegoś rozsądnego systemu kontroli wersji i ustalenie czy i co trzeba wyizolować w wydawnictwie, by wpuscić wolontarisuzy). No i trzeba pamiętać o umowach o poufności (dane osobowe etc.). Prószyński nie wyłoży na to pieniędzy, więc to jest jedyny sposób, by coś poprawić, drobnymi kroczkami, bez nacisku terminów. Czyli: czekamy. Czy się doczekamy? Zobaczymy.

Dyskutujemy (w tej chwili czekamy na powrót Artura) o próbie technicznej jeszcze jednego kanału promocyjnego, zarówno dla NF jak i dla wybranych aktywności na portalu (bo realizacja rękami ochotników). Bez nieszczęsnego autolansu i ściągnięcia większej ilości użytkowników/odwiedzających portal i tak każde inne działanie będzie stało pod znakiem zapytania (w sieci potrzebujesz skali, niestety); jeżeli przy tak niedużej akcji nie uda się przetrzeć ścieżek i zasad potencjalnej współpracy społeczność-redakcja-wydawnictwo na przyszłość, to rokowania nie będą dobre dla pacjenta. Na razie dogadujemy się, trzeba jednak poczynić uzgodnienia techniczne z wydawnictwem i do tego niezbędny jest Artur.

 

Ja znam jeszcze projekty, które padły przez chusteczkowe zarządzanie (jednym z objawów był potem brak zasobów w szczycie i ich ‘jałowy bieg’ poza...) , słabą promocję, źle opisany zakres, przyczyny biznesowe po stronie klienta, brak sensownej wizji u osób prowadzących biznes, brak merytoryki przy ustalaniu detali projektu, nierealne (nie tylko zasobowo) plany... . ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wymieniłeś wszystkie wady proponowanego rozwiązania, łącznie z zaklinaniem rzeczywistości, ale bez elementu kanibalizacji samej NF, której wydawanie stałoby pod znakiem zapytania. Bo czymże jest e-zin? Elektronicznym magazynem? Coś mnie ominęło w etymologii słowa ezin? 

Czyli zamiast w miare profesjonalnego papierowego i elektronicznego magazynu Nowa Fantastyka staniemy się winnymi narodzin amatorskiego ezinu z amatorskimi treściami, recenzjami, opowiadaniami i felietonami w stylu Ocha-badi? 

Rzeczywiście wydarzenie kulturalne na miarę 21 wieku. Idealne zastosowanie praw Kopernika dla ekonomii, czyli w uproszczeniu: pismo lepsze jest wypierane przez pismo słabsze.

 

Sa inne proste i tanie oraz nade wszystko bezpieczne rozwiązania, które zaspokajają chciejstwo portalowiczów (druk w NF) oraz żadzę pieniądza wydawcy, wraz z bezcennymi doznaniami kulturalnymi redakcji.

 

Staram się zmartwić, ale mi nie wychodzi. :(

iHomer, o czym ty piszesz??? :-D Ale tak, masz rację, moja wina, za dużo słów. Czekaj, użyję krótkich, jasnych sformułowań:

 

E-zin czeka. Nie wiadomo, co z tym tematem będzie. Skupiamy się na mniejszych technikaliach. Czekamy na informację o możliwości realizacji tych większych, związanych z samą infrastrukturą portalu. Nie proponujemy nierealistycznych mrzonek bez konkretnego planu działania. :-)

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ojej, jaki pamiętliwy i zawzięty. Jak moja teściowa :D

Dlaczego zin miałby być naszym Edypem (załatwić starego – Prócha – i wyruchać starą – NF)? Z tego, co kojarzę, zamysł jest taki, by puszczać w nim najlepsiejsze teksty portalowe, czyli spalone w druku, dostępne do czytania dla mas szerokich za darmoszkę. Tyle, że niejako nobilitowane ISNNem, przepuszczone przez korektę, może z przypiętą kolorową wstążką (grafika jaka ładna)... Nie byłaby to więc konkurencja dla NF, a forma promocji, zarówno dla autorów, portalu i gazetki niejako.

Czy znów coś pochrzaniłem?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Z grafiką jak w Szortalu. Bardzo estetycznie to wygląda. 

Moim zdaniem Szortal wygląda mało estetycznie :)

(załatwić starego – Prócha – i wyruchać starą – NF) – Cieniu, padłam i powstać nie mogę!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fishu, w pierwszej kolejności należy zmienić szablon portalu na responsywny. To jest absolutny priorytet. Wymagany jest duży nakład pracy, dlatego właściciel powinien złapać sie za kieszeń, a nie wykorzystywać użytkowników do gratisowej pracy. Koszty dla tego typu funkcjonalności oscylucją od 10k PLN w górę. Absolutnie minimalny budżet.  Tak archaiczna strona dla popularnego miesiecznika to jest skandal, bardzo źle świadczy o wiedzy na temat aktualnego rynku i potrzeb odbiorców. Dlatego pisałem wcześniej o dinozaurach i modłach o katastrofę. 

 

Jak ktoś nie wie, co oznacza reponsywność, to wyjaśnię żę dotyczy witryny dostosowującej się do wyświetlania na różnych urządzeniach – nie chodzi tu tylko o komórki, ale także laptopy i monitory o różnych rozdzielczościach, tablety, netbooki, smartfony oraz czytniki e-booków – czyli wszystko co mobilne.

Obecnie 1/3 internautów korzysta z urządzeń mobilnych, zaś dla 2015 roku szacuje się, że liczba osób wchodzących na strony internetowe ze smartfonów i tabletów przerośnie liczbę tych przeglądających witryny z komputerów stacjonarnych.

 

Wracając do meritum, rozbudowany portal zawiera setki, tysiące linijek kodu. Ostylowanie tych witryn nie jest sprawą banalną, wymaga wielu godzin pracy i sporej dawki wiedzy i doświadczenia, by kod był przejrzysty, zgodny z konwencjami i łatwy w zarządzaniu. Jeśli strona była poprzednio dobrze udokumentowna, to można wykorzystać gotowe frameworki, ale wszystkie opensource’owe apki są dalekie od doskonałości, stąd niezbędna jest osoba, o duzym doswiadczeniu. 

 

Z tego , co piszesz wynika, że nie ma licencji na modyfikację źródeł. To znaczy macie działać nielegalnie? Takie są właśnie konsekwencje wolontariatu, brajt zobil wszystko w gratisie? lol. 

Do tego ma pożytki w formie wyświetlanych reklam? Czy murzyn zrobil, a kasa dla nas? Czy dobrze, czy źle wnioskuję? Poprawcie mnie proszę. Ta sprawa wymaga wyjasnienia, dlatego sugerowalem success fee.

Od razu widać, jakie podejście ma wydawca. Chcą? To niech sobie sami robią...a potem? 

 

W takim razie trzeba wykorzystać inny szablon i dokonać migracji danych. Na szczęscie są tylko tekstowe, wiec napisanie, czy przygotowanie interfejsu nie bedzie wielkim wyzwaniem, ale na pewno nie darmowym podprojektem.

Źle się wyraziłem – modyfikacja źródła w formie otwartego repozytorium nie jest możliwa, na to brak licencji. To blokuje użycie darmowego zestawu narzędzi bez konieczności stawiania ich na serwerach wydawnictwa. Ot, taki niuansik.

 

No, sam widzisz, co jeszcze można i należy zrobić. ABI danych jest wydawnictwo, migracji bez nich nie zrobisz. Brajt wykonał pracę za darmo, bo sam się przy tym uczył paru rzeczy, ponadto zwyczajnie wkurzała go chała postawiona przez wydawnictwo, więc sprezentował tutejszej społeczności nową wersję, znacząco wzbogaconą o funkcje dot. beletrystyki. Niestety, w którymś momencie po prostu wyjechał i już się nie odezwał, a portal stoi w pół drogi.

 

Podejście wydawnictwa? Nie będę komentował. Ponieważ postrzegam rozwój narzędzia jako coś służącego tutejszej społeczności, nie patrzę na to przez pryzmat tego, co wydawnictwo chce, tylko tego, co jest potrzebne, żeby sobie tutaj polepszyć. 

 

Wolontariat, rozsądnie zarządzany, nie generuje takich problemów, tylko wszystko po prostu długo trwa. Choć patrząc na czasy reakcji personelu wydawnictwa, sam nie wiem, co jest dłuższe.

 

I tak, moim zdaniem docelowo albo społeczność przejmuje w całości pracę nad portalem, albo wydawnictwo rusza tyłek z inwestycją. Względnie to miejsce umiera śmiercią naturalną przez zaniechania Wydawnictwa.

 

Niektóre open sourcowe CMSy są dużo lepsze niż rozwiązania komercyjne, iHomerze. Narzedzie dobierasz do potrzeb. Google harder ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zaimplementowanie nowego CMS z witryną responsywną nie jest takie proste. A brak inwestycji jest absurdalny, bo NF czerpie zyski z reklamy na stronie. Myśle, że niewiele się pomyle, jesli podam kwoty, które są zbliżone do tych, umieszczanych w wersji papierowej. W celu weryfikacji weźcie cennik reklamowy NF i policzcie na konkretnym przykładzie, choćby ostatniego listopadowego numeru. Przekonacie się o poziomie dochodów. 

 

Dlatego inwestycja jest konieczna, gdy właściciel nadal pragnie zarabiać na reklamie w sieci. Warto mieć na uwadze, że od 21 kwietnia Google zmieniło algorytmy wyszukiwania na preferencyjne dla stron dedykowanych dla odbiorców mobilnych. Jedyną alternatywą jest przejście na wersję responsywną i dość mało ważącą (MB). 

Podejście wydawnictwa? Nie będę komentował. Ponieważ postrzegam rozwój narzędzia jako coś służącego tutejszej społeczności, nie patrzę na to przez pryzmat tego, co wydawnictwo chce, tylko tego, co jest potrzebne, żeby sobie tutaj polepszyć. 

To jest lansowanie postawy pasożytniczej. Na dłuższą metę prezentowany punkt widzenia zderzy się z “postawą brajta”. Portal cały czas musi być adminstrowany, oraz rozwijany. Strony, które mają kilka lat są jak wykopaliska. Budzą radość tylko wśród archeologów. 

 

edit\; jeśli poprzedni red nacz nie mogl zaplacic brajtowi,a strona jednak powstala, to oznacza ze podejscie wydawcy jest niezmienne. Czy nie chcemy wyciągać wniosków z przeszłości? Popełniamy te same błędy, które kto inny wykorzystuje. Za kilka lat okaze się, że równiez ktoś coś ...czyli cykliczny kryzys jest dźwignią gratisowych zmian inwestycyjnych. lol. 

 

 

 

 

nowy post , bo dotyczy zupełnie innej kwestii, a mianowicie strategii marketingowej globalnej konkurencji – amazon.com  oraz raczej marnych szans na akwizycję NF. 

 

Magazyn „Fantasy & Science Fiction” ukazuje się od 1949 roku i od tego czasu publikuje opowiadania z różnych gatunków fantastyki. Pisali tam wszyscy liczący się autorzy, od Asimova przez Kinga do Vonneguta.Od niedawna możemy czytać ten dwumiesięcznik na Kindle i jest to naprawdę duża gratka dla miłośników fantastyki. Mamy do dyspozycji dwa wydania. Fantasy & Science Fiction, Free Exclusive Digest – to wydanie, które jest całkowicie darmowe. Zawiera jedno opowiadanie oraz całą pozostałą treść – recenzje, ilustracje, felietony. Jest to pełne wydanie magazynu w cenie $0.99 za miesiąc.  12 dolarów rocznie to 34 złote za sześć numerów.Jest to znacznie taniej niż polska edycja papierowa, gdzie pojedynczy numer kosztuje 17,90 zł, a prenumerata to 85 złotych (w tej cenie 4 numery zwykłe i jeden specjalny).

http://www.amazon.com/Fantasy-Science-Fiction-Exclusive-Digest/dp/B004ZFZCKY

Portal cały czas musi być adminstrowany, oraz rozwijany. Strony, które mają kilka lat są jak wykopaliska. Budzą radość tylko wśród archeologów. 

Z tym się zgodzę. Nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc o “postawie pasożytniczej”?

 

Odnośnie gratisowych zmian inwestycyjnych – dlatego uważam, że jakakolwiek praca bezpłatna powinna działać na zasadzie wymiany; jeżeli podmiot gospodarczy, pośrednio lub bezpośrednio, może czerpać z niej zysk, to jakaś część potrzeb tych wolontariuszy w zamian powinna być zaspokojona.

 

EDIT:

Amazon ścina ceny w dół, bo swoją skalą jest w stanie zatłuc dowolną, mniejszą konkurencję, a przynajmniej odebrac duży kawał rynku.

 

Zwróć uwagę na model tor.com – content płatny na amazonie to pojedyncze opowiadanie w okolicach 1USD. Roczny ‘best of’ sprzedawany w granicach 5 USD. Przy sile nabywczej przeciętnego Amerykanina, to są dużo mniejsze kwoty niż płacimy w Polsce. Efekt skali i dużego rynku.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

pasożyt żyje, dzięki nosicielowi. Kto jest pasożytem, a kto nosicielem? 

Do rzeczy, iHomerze, co ci chodzi po głowie? :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Odnośnie gratisowych zmian inwestycyjnych – dlatego uważam, że jakakolwiek praca bezpłatna powinna działać na zasadzie wymiany; jeżeli podmiot gospodarczy, pośrednio lub bezpośrednio, może czerpać z niej zysk, to jakaś część potrzeb tych wolontariuszy w zamian powinna być zaspokojona.

To jest postawa roszczeniowa, społeczny szantaż, my wam zrobimy cos, ale w zamian nas publikujcie?  Z drugiej strony, podejście pasożytnicze – róbcie za darmo nowy portal, a może kogos tam wydrukujemy...czasem.  Nie widze w tym przypadku żadnej symbiozy. Raczej patologię. 

By zrozumiec, jakie mechanizmy opisałes podam przykład dla mniej kontrowersyjnego obszaru, np pomocy sąsiedzkiej. 

 

Jeden z mieszkańców małej miejscowości obwieścił, że chce walczyć z konkurencyjnymi sieciami handlowymi i proponuje rozbudowę “swojego sklepu” ze straganu na nowoczesny obiekt, który przyciagnie rzesze miejscowych klientów, promując przedsiewziecie jako wielce społeczne, bo każdy będzie mógł co jakiś czas kupić za darmo wybrane towary w promocji. Problem w tym , że ów zaradny sprzedawca nie ma odpowiednich środków finansowych, ani mozliwości wzięcia kredytu, dlatego “zgodził się na pomoc” części zainteresowanych w zamian za obietnice kuszenia promocjami.

Skrzyknieto grupę projektową, wybrano kierownika, który od razu skorzystał z promocji i dostał w gratisie, tak by wszyscy widzieli, skrzynkę łakoci dla dzieci. 

Entuzjazm w narodzie rósł w oczach, im dłużej poczta pantoflowa słuzyła jako środek wymiany lokalnych informacji. Wszyscy dzielnie pracowali w pocie czoła, nawet niektórzy przynosili własne materiały budowalne, inny narzedzia lub urządzenia, a nawet część z nich z własnej kieszeni finansowala elementy wyposazenia. 

Po oficjalnej inauguracji wniebowzięty właściel sklepu obwieścił, że polska solidarność i wzajemna pomoc sąsiedzka jest czymś niespotykanym i chwalebnym. Nastepnie ksiądz proboszcz stanał na mównicy i znakiem krzyża oraz słowem Bożym pobłogosławił najświetszą inwestycje ku chwale Boga Ojca w niebiesiach. Na koniec, gdy wszyscy dosadnie się poklepywali po zadach i spiewali patriotyczne pieśni, przyjechała delagacja najwiekszej sieci handlowej oznajmiając, że od jutra w sklepie będzie 5% promocja na ogórki kwaszone i parówki z dalekiego kraju od cen obowiazujących w całej sieci. 

 

 

Rozumiem teraz, o co ci chodzi, iHomerze.

 

Tak, ten układ jest daleki od zdrowego rozdziału państwa od Kościoła. Nie nazwałbym tego szantażem, raczej zaproszeniem do rozmowy: nie zajmujecie się tym sami, bo wam to biznesowo nie pasujei? My możemy, ale skoro nie mówimy o pieniądzach, pomówmy o czymś innym w zamian.

Jest też, niestety, jedynym realnym, przynajmniej przez pewien czas, biorąc pod uwagę traktowanie po macoszemu portalu/społeczności przez Wydawcę. Uwarunkowania biznesowe są tu na pewno istotne, ale ponieważ nie znam liczb, wolałbym nie posuwac się do ocen.

 

Z drugiej strony, jeżeli praca jest wykonana przez ochotników, całe clue programu siedzi w detalach licencji (np. warunkach dzierżawy narzędzi i budynku, jakie społeczność zgodzi się ustalić ze sklepikarzem w twoim przykładzie). Wiesz, w Niemczech się smieją, że gdzie dwóch Niemców się spotyka, tam powstaje stowarzyszenie... I tak, sprawa, ze względu na obecność w obrazku układu komercyjnego, jest niezwykle delikatna. Co nie znaczy, że na gruncie prawodawstwa polskiego, nierozwiązywalna – wręcz przeciwnie.

 

Ale własnie dlatego – nic na szybko. Proof of concept, sprawdzenie, potem dopiero węzeł gordyjski na krajalnicę. I wszelkie konstruktywne pomysły, biorące pod uwagę obecne, niezbyt wygodne uwarunkowania, zmierzające do konkretów jak tę relację ukształtować (zakładając brak zmiany nastawienia po stronie Wydawnictwa i chęć do współpracy samej Redakcji w jakimś zakresie), chętnie przegadam.

 

P.S. Tak notabene, tekst do druku zatwierdzono mi jedenaście miesięcy temu, podczas gdy sam problem trwa dużo dłużej... Raczej spodziewałem sie szykan w odpowiedzi na list niż poklepania po plecach, co, szczęśliwie, sie nie wydarzyło. :-) Mówiłem ci już, że te drobne szpile sa nawet zabawne przez swa absurdalność? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dlatego nie podpisalem sie pod listem do redakcji.

 

I co dalej? Naczelny się wypłakał, Psychofish w imieniu wszystkich obwieścił chytry plan, a reszta?

Jeśli wciąż można się podpisać, to się podpisuję. Odznaczam się również orderem złotego internet explorera za błyskawiczną reakcję.

She would always like to say: "Why change the past, when you can own this day?"

iHomerze, w gorącej wodzie jesteś kąpany ;-) Czekamy, aż Artur powróci do służby.

I tak, rozumiem, dlaczego nie podpisałeś się pod listem, dziękuję za wyjaśnienie.

 

Lycoris, dopisałem, dziękuję. Odznaka piękna. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Trochę na luzie, choć poparte naukowymi badanimi, dlaczego ludzie pomimo racjonalnych dowodów nadal bujają w obłokach, czyli są optymistami i filtrują negatywne dane, nie wprowadzając ich do świadomych analiz. W naszym przypadku, żadne z agrumentów nie zostało zarejestrowanych inaczej jako spam. lol. 

Przykład redakcji, zamiast dyskusji pada uzasadnienie braku czasu, inny uzytkownicy traktuja argumentację jako hejt, lub w najlepszym razie jako coś w rodzaju “białego szumu”. 

 

 „80 proc. ludzi to optymiści. Przynajmniej jeśli chodzi o budowę mózgu. Po prostu najczęściej widzimy swoją przyszłość w jasnych barwach, wierzymy, że wszystko ułoży się po naszej myśli” – tłumaczy dr Tali Sharot, brytyjska neurobiolożka z University College London, której książka „Optimism Bias” („Skrzywienie optymistyczne”) bije rekordy sprzedaży w Wielkiej Brytanii i za oceanem.  

 

„Ze zdumieniem pomyślałam, że układ nerwowy człowieka sam wymyśla wspomnienia, głównie po to, żeby przygotować nas na różne możliwe życiowe scenariusze” – tłumaczy dr Sharot. To dlatego niektóre wydarzenia wymazują się z naszej pamięci, a inne się w niej pojawiają, nawet jeśli nigdy się nam nie przytrafiły. 

Przyjrzyjmy się zjawisku nierealistycznego optymizmu. W tym stanie najczęściej przeceniamy prawdopodobieństwo wydarzeń pozytywnych a nie doceniamy prawdopodobieństwa zdarzeń negatywnych. Tali Sharot twierdzi, że nasz mózg ma naturalne i wrodzone obwody i funkcje, które u większości z nas powodują nierealistyczny optymizm.

http://www.ted.com/talks/tali_sharot_the_optimism_bias/transcript?language=en (NAPISY pl)

Zasadniczo nie chcę uczestniczyć w tej dyskusji, a na pewno nie ustawiać się po którejkolwiek stronie, ale w kwestii optymizmu...

Szkopuł w tym, że My, pesymiści, już tak mamy, że ciągle ględzimy, że coś statystycznie nie ma szans się udać. Optymiści nie słuchają, odrzucają krytykę własnych pomysłów i próbują. Statystycznie większości się nie udaje (tu My, pesymiści, triumfujemy), ale niektórym tak. To właśnie oni generują postęp i są przykładem (a czasem dowodem słuszności) dla kolejnych. Nie mówiąc już o sukcesie reprodukcyjnym. Tak to się kręci.

Taka powiastka.

Pewnego dnia pewien optymistyczny małpolud postanowił zejść z drzewa. Nie chciał słuchać, że naraża się na śmierć, a wielu innych poszło za nim. Pesymistyczne małpoludy musiały patrzeć, jak ich pobratymcy giną na ziemi, rozszarpywani przez drapieżniki. Wściekały się, bo narażając własne życie, musiały im pomagać wracać na drzewa, choć od początku były przecież na nie i miały liczne, mniej szalone pomysły. Jednakże w końcu kilku optymistom się powiodło (drapieżniki masowały się właśnie po pełnych brzuszkach) i zapoczątkowali w ten sposób historię ludzkości. Pesymistyczne małpoludy nadal siedzą na drzewach.

Statystyka pokazuje, że jedni i drudzy potrzebują się nawzajem, ale optymistycznego mięsa armatniego potrzeba więcej. Z całym szacunkiem.

(swoją drogą to fascynująca rzecz, że nadal można Amerykanom wciskać rzeczy oczywiste jako coś nowego i jeszcze dorobić się “rekordu sprzedaży”)

Z treści listu wynika, ze bedziecie dokonywali wyboru tekstów, ale gdy patrze na ostatnie nominacje do biblioteki, to ręce opadają. Zauważyłem tylko 2 opki godne uwagi, Garego i Syfa, reszta nadaje sie tylko do leżakowania i poprawy, a napewno nie powinny się znaleźć w wyróżnionych opowiadaniach. Po krytycznych uwagach pojawiły się zarzuty tyrollowania.  

Dorzuce propozycje, by uniknąć albo zminimalizowac wpływ czynników niemerytorycznych. 

 

…1. OPOWIADANIA WCHODZA DO POCZEKALNI ANONIMOWO.

...2. BETATESTERZY NIE MOGA NOMINOWAĆ TEKSTÓW, NAD KTORYMI PRACOWALI 

...3. DYŻURNI , CZLONKOWIE LOZY PRZESTANA BYC ANONIMOWI (imię nazwisko i koniecznie wiek, bo chcialbym wiedzieć, czy oceny dokonal małolat czy emeryt itp)

…4. KASOWANIE MULTIKONT – szczególnie ważne po wyborach Lozy, aby nie kusiło członków, głosowanie na włąsne utwory

Inaczej nigdy portal nie stanie się wiarygodny, będą rządziły koterie, w duchu przepowiedni klasyka:

My możemy, ale skoro nie mówimy o pieniądzach, pomówmy o czymś innym w zamian

 

ale gdy patrze na ostatnie nominacje do biblioteki, to ręce opadają. Zauważyłem tylko 2 opki ktore są godne uwagi

Ale pamiętasz, że to tylko Twoje zdanie i żadną obiektywną wyrocznią, to Ty nie jesteś, tak?

mam na mysli ogólne zasady, które są obiektywne, jak gramatyka, stylistyka, konstrukcja opka, logiczność i spójność świata, a nie wyroczni typu podobalosie, czy niepodobalosie

 

edit: po drugie berylu, to jest konstruktywna krytyka, bo przedstawiam takze liczne propozycje do omowienia, jak uleczyć toczącą portal chorobę wzajemnej adoracji. 

 

09.11.15, g. 18:09

Dobra odpuszczam, w sumie co mnie to obchodzi, czy portal ugrzęźnie w piaskownicy, a czasopismo upadnie. Wieczna rola dyżurnego don Kichota mi nie odpowiada.

Oż, cholercia, pan iHomer, uznany krytyk, autor trzystu opowiadań, czterystu recenzji, sześciu poradników “Jak pisać, żeby było dobrze”, a do tego laureat nagrody Nike oraz licznych pomniejszych konkursów wypowiedział się AUTORYTATYWNIE na temat jakości opiórkowanych opowiadań, a Ty, berylu, śmiesz go krytykować? Wstydź się! Racja iHomera jest jedyna i jedynie słuszna! NIKT nie ma prawa do posiadania odmiennego zdania, albowiem TYLKO zdanie iHomera jest ważne i TYLKO Jego zdanie się liczy.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

odpuszczam

 

Bu. ;(

Kropka.

iHomer napisał:

Dobra odpuszczam

Cycat mnie się przypomniał, ot, żartobliwy:

I pamiętaj, Butch, w dziesiątej rundzie dasz dupy.

:-D A tak serioznie – ja, na ten przykład, się nie chowam, sporo lożujących/dyżurujących bywalców też nie (wystarczy chwilkę poszperać, by dużą część z nich zidentyfikować). Podnieś i ty, przyłbicę, iHomerze, skoro już to postulujesz wobec innych :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cichaj Sajko, cichaj. ;)

temat znowu spada w nieniesiach, wiec zadam bezposrednie pytanie do Redaktora Naczelnego.

 

  1. czy redakcja zamierza podzielić się zyskami z osobami, które wypracują i wdrożą skuteczny model biznesowy dla portalu NF w formie success fee za zwiększenie przychodów z reklam na w/w serwisie www?
  2. Jeśli tak, to jak redakcja planuje kontynuować w/w wątek? 

 

:-D A tak serioznie – ja, na ten przykład, się nie chowam, sporo lożujących/dyżurujących bywalców też nie (wystarczy chwilkę poszperać, by dużą część z nich zidentyfikować). Podnieś i ty, przyłbicę, iHomerze, skoro już to postulujesz wobec innych :-)

Zaprawdę, powiadam Ci, jeśli chwilę poszperasz, to i iHomera wyszperasz...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Poszperałem.

iHomer = moFFiss = baazyl?

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Czyli baazyl to Przewodas? Co tu się dzieje, proszę państwa! :)

Nie spamujcie, pytam o poważne rzeczy, które być może i was dotyczą. 

Poszperałem.

iHomer = moFFiss = baazyl?

No widzisz, a dalej to już kaszka z mleczkiem ;-D

Najmocniej przepraszam za offtop...

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Też mi zaskoczenie. Poznałam po stylu :P

Już nie offtopuję :)

Nie wiem , co to oznacza, ale dowiedzialem się, że JeRzy ani mysli odpowiadac na pytania, zaś  rzeczowa kontynuacja “Listu” nikogo nie interesuje,  stał happenigiem paru osób,  przypomina to nieco film braci Wachowskich V jak Vendeta, w którym każdy stał się  w końcu zamaskowanym Guy’em Fawkesem, lub rzeczonym iHomerem, który walczy z “panującym ustrojem”, dokonując “zamachów terrorystycznych na główne instytucje budynków rządowych”.  

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psy­cho­Fishu – ładne zdjęcie.

Coś konkretnego słychać w sprawie bezpłatnego e-zinu, publikowanego na tej stronie? Czy też nic nie słychać?

Pozdrówka.

iH=RR??? 

 

Jak dalej będziecie tak siać insynuacjami, to do końca postaram zmysły... 

 Postradamus,  IX p.n.e. (przed nadejściem Ethernetu) 

;) 

Nie biegam, bo nie lubię

Ok, krótki status tak jak go rozumiem:

– temat e-zinu, przynajmniej od strony Wydawnictwa, na razie nie jest kontynuowany

– Artur wrócił do pracy, przetrawia mały testowy temat, czekamy teraz na informację, czy wszystkie potrzebne drobiażdżki leżą w jego jurysdykcji, a jeśli nie – czy jest w stanie je pozałatwiać.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z e-zinem od początku było oczywiste, że nic z tego nie będzie. Wydawnictwo nie stworzy sobie konkurencji do “NF”. Może, gdyby najpierw powstała  redakcja zapaleńców, byłaby inna rozmowa. Wcale nie potrzeba dużo osób, przynajmniej na początku.

Szkoda. 

Ciekawe, kiedy zmieni się portal,  jeśli w ogóle się zmieni. Odtworzenie Galerii jest planowane?

Liczysz na odpowiedz uzytkowników czy redakcji? 

Użytkowników.

Żeby w ogóle mówić o e-zinie, musi najpierw powstać redakcja. Spośród użytkowników.

Możliwe są dwie wersje e-zinu.

Pierwsza – najpierw teksty są publikowane na portalu, a potem najlepsze ukazują się w e-zinie. To może być na początek dwumiesięcznik. Teksty wybiera redakcja. Kwestia korekty jest do dogadania. Możliwe, że od razu można włączyć wywiady i recenzje. I reklamy.

Druga – uważam ją za znacznie lepszą i ciekawszą – e-zin jest premierowy. Ktoś przesyła tekst do redakcji, redakcja przyjmuje – albo nie – i ukazuje się w e-zinie, a dopiero potem ewentualnie na portalu, w nowej zakładce. Ta zakładka miałaby na celu umożliwienie komentowania.

Odtworzenie Galerii jest o tyle istotne, że dałoby to możliwość uruchomienia ilustratorów. Tak już było – wielu autorów na starym portalu dobierało sobie ilustracje do tekstów z Galerii. Niewykluczone, ze ktoś mógłby się podjąć ilustrowania tekstów e-zinowych.

Żeby mówić o e-zienie, trzeba wybrać wariant i stworzyć redakcję. No i uzyskać zgodę właściciela portalu. W  każdym typie e-zinu mogą być reklamy, przesyłane przez właściciela. To byłby dla niego profit. E-ziny oczywiście bezpłatne, a twórcy bez honorariów. 

Liczenie na to, że  redaktorzy “NF” zajmą się tworzeniem i prowadzeniem e-zinu przypomina  mi czekanie na Godota. 

Pozdrówka.

Pierwsza wersja jest wg mnie realniejsza i łatwiejsza w realizacji. A co do zgody właściciela portalu... To jeśli tak bardzo byśmy chcieli ten e-zin, to bez zgody by się obeszło, z tym że nie mogłoby w nim być żadnych odwołań do NF :P

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

a po co ci wlasciciel portalu i redakcja NF? 

Portal jest gratisowy, nie placisz ze wejscówkę, wiec zasoby pisane masz takze za darmo, o ile dogadasz sie z wlascicielami praw autorskich, zeby albo napisali cos nowego, albo dali prawa do starych txtow, mozesz robic ezin.  

 

nowy watek o dzieleniu sie kasa z reklam, chyba NF musi cos zapodac?

/link usunięty/ – beryl

Edytuj posty, upominam po raz kolejny. Posty zostały połączone.

 

A tak w ogóle, to przeklejanie paru zdań z artykułu z innego portalu i dodawanie do tego jednego zdania komentarza to na pewno nie jest publicystyka. Do wyrzucenia z działu.

Yep

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

yup, wszysko skasowales, nawet linka...cenzura? strach przed prawem , czy jak? 

 

 

Nie mam zamiaru tworzyć e-zinu.

Postulat stworzenia e-zinu – słuszny – został zawarty w “Liście...”. Do tego dochodzi postulat wydawania e-książek.

Moim zdaniem, najpierw e-zin, a potem e-książki. Wszystko po kolei. Tyle, że trzeba się po prostu  za to zabrać. To jest sporo czasochłonnej pracy, i to stale.

Więc – trzeba zacząć od powołania redakcji. Albo od tego, że kilku userów się zgłosi i stwierdzą, że chcą za darmo produkować e-zin, w pierwszym albo drugim wariancie. Inaczej z e-zinu nic nie wyjdzie, i to już widać. 

Jeśli ktoś chce wziąć się za tworzenie e-zinu – na bazie tekstów publikowanych na tym portalu – niech założy osobny wątek i zacznie werbować chętnych do pracy.

Tyle.

Pozdrówka.

edit: money.pl jest konkurencyjnym portalem dla NF? 

źródło: zmiana praw autorskich wchodzi w zycie z dniem dzisiejszym.

Macie na stronie zbiory w formie biblioteki, ktore udostepniacie , w zamian otrzymujecie pożytki z reklam

Powód usunięcia Twojego spamu w publicystyce i linku do tegoż podałem wyżej – wystarczy przeczytać. Zatem nie prowokuj.

Spam? Wystarczyło przekierowac watek do hyde parku. 

 

Portal, czerpiac korzysci finansowe z reklam zewnętrznych podmiotów, nie podlega przepisom dotyczącym tzw. dozwolonego użytku. Dozwolony użytek to wyjątkowe sytuacje, w których prawo zezwala na korzystanie z cudzej twórczości bez zgody autora i bez zapłaty wynagrodzenia. Chodzi m.in. o prawo do zacytowania dzieła czy wykorzystywania go w procesie nauczania lub informowania. Portal nie “łapie się” też w nową definicię tzw. wyjątku edukacyjnego, czyli prawa do bezpłatnego i bezlicencyjnego wykorzystania dzieł, np. filmów, książek czy artykułów prasowych w nauczaniu. Prawo to przysługiwać będzie – podobnie jak dotychczas – wyłącznie "instytucjom oświatowym", tj. m.in. przedszkolom, szkołom (zarówno państwowym jak prywatnym), schroniskom młodzieżowym, ogniskom artystycznym, uczelniom czy jednostkom naukowym. Także nie można przypisac umieszczanych utworów jako tzw. domeny publicznej. 

Zas regulamin NF precyzuje tylko, że wydawca bezpłatnie udostepnia portal jako narzędzie dla uzytkowników umieszczających własne utwory, do których mają prawa autorskie. Własciciel nie nabywa w zaden sposob praw do utworów publikowanych na stronie. Zreszta samo pisanie w regulaminie poboznych chęci w niczym nie pomoze, bo zapisy nie mogą przekroczyc delegacji ustawowej. 

Gdyby strona www była finansowana z datków, albo “wpisowego” i była częścią działań marketingowych wydawcy, w celu promocji własnej marki, albo wspieraniu twórczości młodych twórców amatorów, moze nowela ustawy nie byłaby tak restrykcyjna, ale niestety własciciel czerpie wymierne korzysci z dzialania strony, zarabiajac na reklamie. A kto wie, czy nie jest dotowana z Min Kultury? 

 

Oczywiscie problem nie istnieje, dopóki ktos nie wystapi z rozszczeniem. Jest sporo kancelarii prawnych, ktore w ramach reklamy podjęło by sie reprezentacji w ewentualnym sporze, np. w pozwie zbiorowym.

 

Dlatego licze na wyjasnienie redakcji, jak zaopatruje sie na postawione pytanie, tzn. jak zamierza podzielić się z zyskiem z reklam z uzytkownikami, umieszczajacymi utwory, dzieki ktorym rośnie aktrakcyjnosc strony, mierzona uznanymi metodami dla reklamy internetowej. 

 

 

Jeżeli na czymś się nie znasz, to się nie wypowiadaj, iHomerze.

beryl, juz nam wyjaśniales ze nie jestes pracownikiem redakcji. \Twoje zdanie nie ma znaczenia. 

Podejrzewam, że takowy “pozew” odbiłby się z łatwością choćby od “zgodności z intencją ustawodawcy”. Ale ja prawnikiem nie jestem. Nie czytałem też ustawy i nie zamierzam.

Czy uważasz, że nastoletni autorzy “blogasków” też mają zażądać dochodów z reklam od właścicieli portali blogowych (podejrzewam, że są i tacy, ale nie znam tego biznesu)?

Może to i przyszłość, wymagająca jednak całkowitej przemiany modelu biznesowego. Stosunek Wydawcy/Właściciela do publikowanej tu twórczości znam wyłącznie z Waszych komentarzy, ale obraz rysuje mi się raczej taki – portal istnieje, dopóki koszty jego utrzymania nie przewyższają (znacząco?) zysków. Wzrost stosunku tych liczb doprowadzi raczej do jego szybkiego zamknięcia, niż do reorganizacji/pionierskich rozwiązań. Czy do tego zmierzasz, iHomerze? Za tą fasadą z dbaniem o jakość?

O ile prezentowaną przez Ciebie krytykę uważam za potrzebną, każda społeczność dla dobra jej własnego rozwoju musi być wybijana ze strefy komfortu, to tu już chyba popadasz w absurd, który Cię zmarginalizuje.

PS. Rozumiem, że w całym tym larum chodzi Ci o dochody z publikacji w sieci, jednak chyba nie tędy droga.

Spokojnie, iHomer ewidentnie też nie czytał ustawy i zapewne też nie zamierza :) Proszę się nie przejmować tym, co napisał.

varg, pisalem o tym kilka postów wcześniej, ani właściciele, ani pracownicy redakcji nie rozumieją realiów w jakim muszą funkcjonować. Nie sa tez otwarci na pomysły, tylko powielają utarte schematy, ktore mają się nijak do współczesnego modelu biznesowego w sieci. Pogardliwie odnoszą sie do wszelkich przejawów konstruktywnej krytki, pouczając wręcz, jakie powinnismy mieć gusta.

To nie czas i miejsce, by robić fochy, bo czas ucieka i nikt nie bedzie płakał za siermieżnie prowadzonym miesięcznikiem, czy portalem. Rynek nie znosi próżni, zresztą patrzac z dzisiejszej perspektywy, jaki wpływ ma NF na gusta czytelnicze? Żadne. Ponieważ nie potrafi komunikowac się z fanami, a z drugiej strony nie jest na tyle zasobne, by wydawać krocie na realizację jakieś sensownej strategii marketingowej. Powiem tak, NF nadal jest XX-wiecznym czasopismem, rarytasem na tych, co jeszcze chcą się ogrzać odbitym światłem minionej epoki. Nowe pokolenie nie szuka w kioskach, ani nie prenumeruje periodyku, jest dla nich archaiczne.

 

edit: berylu, przynajmniej nie mam dylematu po ktorej stoje stronie. 

 

Wracajac  zas do ustawy, temat jest dość wazny, bo kopiuje rozwiązania światowe, nie tylko europejskie. Jak zarabia youtube, a jak zarabiaja twórcy z youtube? 

NF podchodzi do tworców jak w czasach kolonialnych, ale w świetle noweli o prawach autorskich  moze sie to zmienic. 

 

Powiem tak, NF nadal jest XX czasopismem, rarytsem na tych, co jeszcze chcą się ogrzać odbitym światłem minionej epoki.

Scena z ostatniego “South Park”.

Nowa Fantastyka