- Hydepark: Betaczytacze nominują teksty

Hydepark:

strona

Betaczytacze nominują teksty

Gwidon się pyta: dlaczego betaczytacze nominują teksty do biblioteki czy do piórek? Temat był poruszany wielokrotnie i wciąż wraca. Dla jednych to pasuje, inni mają zastrzeżenia. Mój sprzeciw wzbudził tekst fajroma

http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/14305  Pędzelem i gryfem

Tensza pisze:

Cytując Cienia:

Teraz jednak nadrobiłem i klikam Ci bibliotekę z czystym sumieniem. Po pierwsze dlatego, że wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst, a po drugie niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie. Chyba to w jakiś sposób nieetyczne i mijające się z celem, ale czniał to, bo widziałem, że włożyłeś w swoją historię bardzo wiele pracy i bardzo się przy okazji rozwinąłeś. Świetna sprawa.

Nie widziałam drugiej osoby, która by się aż tak napracowała nad tekstem i przy okazji aż tyle nauczyła. Między wersją początkową i końcową jest ogromna przepaść, a wiem, ile razy Fajrom przepisywał wszystko od nowa. Efekt moim zdaniem wciąż ma swoje usterki, ale historie jest niezła, na poziomie biblioteki. Więc z równie czystym sumieniem, co Cień… klik :)

 

Dowiadujemy się oto, że autor się napracował dzięki betaczytaczom, nie znamy jednak ( oprócz betaczytaczy) wersji początkowej i nie wiemy jak wiele autor zmienił, zanim wrzucił tekst na stronę. Nie wiemy też czy po zmianach nie jest to praca zbiorowa, bo na przykład 50% tekstu uległo wymianie, a zatem czy betaczytacze sami sobie nie klepią biblioteki.

Nie mam nic do autora, choć według mnie tekst nie zasługuje na bibliotekę, inna sprawa, że ludzie klikają różnym tekstom bibliotekę, bo w sumie rzecz jest nieistotna. Biblioteka to nie piórko.

A jednak nie podobają mi się przypadki jak ten opisany wyżej.

 

Peace

Komentarze

obserwuj

Tekst zawsze jest tylko autora, nie przesadzajmy. Rozumiem wątpliwości, ale argumentacja do mnie nie trafia. Czy Twoim zdaniem, jeśli tekst jest upubliczniony, a ja zasugeruję szereg poprawek, które autor uwzględni, to nie mogę kliknąć biblioteki, bo miałem swój wkład w poprawę opowiadania?

Do mnie też nie przemawia ta argumentacja. Do bety często wybiera się osoby z piórkami, doświadczeniem na portalu bo właśnie one mogą w największym stopniu poprawić tekst. 

berylu, według mnie to nieuczciwe, ale każdy ma swoje pojęcie uczciwości. Wiadomo powszechnie, że uczciwe dziewczynki idą do nieba, a złe mają raj na ziemi.

I rozumiem to. Tylko według tej logiki jeśli dzięki betaczytaczom z oryginalnego tekstu zostanie tylko tytuł, to jest to samodzielne dzieło autora.

Trochę zgadzam się z Gwidonem, ale tak bez przesady – daleka jestem od sugestii, że betaczytacze nigdy nie powinni klikać na Bibliotekę. Sama trzymam się zasady, że jeśli betowany tekst zasługuje na B. już w momencie, kiedy zaczynam go czytać, to po opublikowaniu klikam. Jeśli przeskakuje poprzeczkę dopiero po zasugerowanych przeze mnie poprawkach – to nie.

Edit: Nie no, uznaję betowany tekst za dzieło jednego autora. W końcu bety nie piszą od nowa, tylko wskazują błędy do poprawienia albo sugerują: “Weź dopisz jeszcze scenę, jak coś tam, coś tam, bo w tej chwili nie wiadomo, skąd to się wzięło”.

Babska logika rządzi!

Rozumiem, że zdanie  tenszy: “między wersją początkową a końcową jest ogromna przepaść” , brzmi :

“Weź do­pisz jesz­cze scenę, jak coś tam, coś tam, bo w tej chwi­li nie wia­do­mo, skąd to się wzię­ło”.

 

I jeszcze jedno, czy naprawdę uważacie, że na kilka setek czy tysięcy uzytkowników portalu, to betaczytacze muszą nominować tekst? Jeśli jest rzeczywiście dobry?

 

Nie mam nic do autora, choć według mnie tekst nie zasługuje na bibliotekę, inna sprawa, że ludzie klikają różnym tekstom bibliotekę, bo w sumie rzecz jest nieistotna. Biblioteka to nie piórko.

A piórka są bardzo istotne :D

 

Nie widzę nic złego w wynagradzaniu cudzych starań i wysiłków (bo dopóki dajesz z siebie wszystko, masz szansę na sukces!) wirtualnymi wyróżnieniami. Inna sprawa, że istnieje ryzyko, że autorzy ugną się pod krytyką i zrezygnują z własnej wizji utworu, nie tyle z przekonania, co z uprzejmości i z nadzieją na laury, co może zredukować różnorodność publikowanych tekstów.

 

Ja każdy betowany utwór uznaję za dzieło zbiorowe i generalnie staram się te utwory omijać, bo nie spodziewam się po nich niczego oryginalnego. Prawdopodobnie popełniam błąd i wiele perełek mi przez to przeszło pod nosem, ale cóż zrobić – nie chcę premiować braku samodzielności swymi drogocennymi komentarzami.

na emeryturze

Podpisuję się pod głosem Finkli, Tenszy i Cienia. Jeśli Beta jest zdania, że klika Piórko czy Biblio z czystym sumieniem, jak w powyższym przypadku, to nie pozostaje nam nic innego, jak na tym polegać. No, bo jak inaczej? :) 

 

O, Gary...  ;) 

Nie biegam, bo nie lubię

I jeszcze jedno, czy naprawdę uważacie, że na kilka setek czy tysięcy uzytkowników portalu, to betaczytacze muszą nominować tekst? Jeśli jest rzeczywiście dobry?

Na te tysiące zarejestrowanych Użytkowników aktywnych są pewnie setki, a aktywnych bibliotekarzy – kilkudziesięciu. Nowemu autorowi może być trudno skłonić co najmniej pięciu z nich do wizyty. Gwidonie, jak często czytasz opowiadania debiutantów albo chociaż nie ludzi z nieznajomymi nickami? A jeszcze tekst każdemu musiałby się spodobać... Skoro bety tekst już przeczytały, uznały, że zasługuje, i że mogą z czystym sumieniem docenić wysiłek autora, to niechże klikają. Ten pierwszy głos może zachęcić innych uprawnionych do przeczytania.

Babska logika rządzi!

Skoro mój nick pada cieniem na tę dyskusję już na samym początku, to też zabiorę głos. A co mi tam.

Jeśli chodzi o mój system betowania, to staram się ze wszystkich sił nie wpieprzać się w samą fabułę. Łapię autora za typowe błędy językowe – ortografia, składnia, interpunkcja – i staram się wyłapywać nielogiczności i dziury, mówię co mi się podobało, a co nie. Ale nie mówię nikomu, jak ma te dziury załatać, co powinien dopisać a co wyrzucić, etc. Jakieś sugestie typu: to zdanie brzmiałoby lepiej tak a tak, też się zdarzają, ale nigdy nie piszę opowiadania za autora. Taką przynajmniej mam nadzieję – jeśli czyta to ktoś, komu betowałem opowiadanie, albo kto współbetował ze mną, a kto odniósł inne zgoła wrażenie, to niech da znać. Będę się kajał i miał o czym dumać. A zarówno jedno i drugie to zdrowa praktyka.

Tak więc, kiedy klikam bibliotekę czy nominuję do piórka opowiadanie, które wcześniej betowałem, to dlatego, że ono na to zasługuje. Po prostu. U Fajroma, mimo sporych niedociągnięć warsztatowych, wynikających z braku doświadczenia, zetknąłem się z opowiadaniem, które mi się po prostu spodobało. Zarówno sama historia jak i styl mi podeszły. Teraz ta fajna opowieść – już opublikowana – jest napisana na tyle dobrze, że zasługuje na wyróżnienie. I to bynajmniej nie jest zasługa moja czy innych bet – a w każdym razie nie w jakimś istotnym stopniu – a samego autora, który naprawdę się napracował nad opowiadaniem, nim je wreszcie udostępnił szerszej publice. My tylko wskazaliśmy mu drogę, ale przebył ją na własnych nogach.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Osobiście, całkowicie, permamentnie i nieodwołalnie zabroniłbym klikania przez bety biblioteki. Beta to nauka dla Autora i to już powinno być samą korzyścią.

Poza tym zagadnienie “wkładu własnego” dla osób spoza bety jest zagadką. I oczywiście, jak tu napisać Autorowi takiego betowanego tekstu: “i Ty to tak sam napisałeś?”laugh

 

Złota myśl Nazgula na dziś:

Piszta sami, nie z kolegami! ;)

 

Są zawody gdzie liczy się praca zespołowa. Pisarstwo jest dla samotników, dla opuszczonych i wzgardzonych, dla takich muczo gringo jak... JA! ;-)

Ech... to samo życie uczyniło mnie pisarzem, ja nie chciałem... ale jak to wytłumaczyć życiu?

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Gary, Gwidon, Nazgul – na jakiej podstawie opieracie twierdzenie, że tekst po becie to

– dzieło niesamodzielne

– beta to wyłącznie nauka dla autora

– betowany tekst to praca zbiorowa

?

 

Teraz przykładzik:

Książka Gwidona nie powinna trafić do żadnej biblioteki bo

– to dzieło niesamodzielne: betowali mu różni tacy, redaktor redagował

– na pewno wymienili mu 50% tekstu, więc to jest praca zbiorowa, a Gwidon, kawał cfaniaka z PeKaEsu, bezczelnie twierdzi, że to on ją napisał. Pffff...

– w ogóle po ciul ją drukować, wszak po redakcji tekstu Gwidon powinien krzyżem na niej leżeć i Bogu dziękować, że redaktory go czegoś nauczyły, amatora jednego...

 

Puknijcie wy się w makówki czasem... :-)

 

Co do tematu głównego: mam jak Finkla. Jeśli jeszcze przed poprawkami jest cacy, klikam. Jeśli dopiero po, czekam, żeby inni to zrobili, żeby m. in. własnej pracy nie oceniać.

 

Ale wątpliwości rozumiem, choć nie jestem zwolennikiem systemowego blokowania możliwości głosowania bet nad betowanym tekstem. Możliwość motywowania autora do dalszej pracy, nawet wirtualnym wyróżnieniem, uważam za rzecz o większej wadze niż koszerność systemu. Jesteśmy duzi, a przynajmniej większość z nas. Jeszcze nie betowałem tekstu, w którym autor zmieniał kluczowe wątki pod dyktando bet, raczej zdarzał się autorski rewrite,jeśli tak zdecydował twórca.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hmm... Bardzo smutno to pisarstwo, w Twoim, Nazgulu, wydaniu.

Nie wyobrażam sobie, aby można było napisać (namalować, skomponować etc., etc.) cokolwiek bez udziału osób betujących w ten czy inny sposób. Wcześniej czy później przecież, każdy twórca musi pokazać swoje dzieło publiczności. Bez względu na to, czy jest to dzieło ukończone czy nie, jakąś tam opinię usłyszy i w jakiś tam sposób się do tej opinii ustosunkuje – poprzez zmodyfikowanie tegoż dzieła, poprzez uwzględnienie uwag w dziele następnym, albo nawet (na swoje i odbiorców szczęście lub nieszczęście) poprzez zaprzestanie twórczości w ogóle.

 

Myślę sobie, że problem leży tutaj nie w komentowaniu przez betaczytaczy, ale w zaufaniu jakie użytkownicy Forum mają do siebie nawzajem. Jestem przekonana, że większość, o ile nie wszyscy betujący mają “etykę pracy” przedstawioną przez Cienia. Podejrzewanie jakiś nieczystych czy nieuczciwych intencji wydaje mi się tutaj wysoko posuniętą paranoją.  W końcu jaki sens miałoby pisanie opowiadania za kogoś i pozwalanie temu komuś podpisać się pod tekstem stworzonym przez nas samych?!

 

Hmm... Dlaczego?

@Gary

 

Ja każdy betowany utwór uznaję za dzieło zbiorowe i generalnie staram się te utwory omijać, bo nie spodziewam się po nich niczego oryginalnego.

 

W takim razie wszystkie komentarze na forum i korekta na tym etapie też przeradza opowiadanie w dzieło zbiorowe. Ergo, Bibliotekę należy usunąć, bo po chust ona jest, jak nic się tam znaleźć nie może?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

nie chcę premiować braku samodzielności swymi drogocennymi komentarzami.

 

Podejrzewam, że większość bet polega na wyłapaniu literówek, przyimków, które pozostały po przerabianiu zdań, podwójnych przecinków i takich bzdetów. To nie jest brak samodzielności, ale raczej kultura autora, że prosi kogoś o pomoc, by zapewnić komfort czytelnikom, tj. posprzątać śmieci, które trudno samemu zauważyć. 

Gdyby zaś okazało się, że beta jest duchowym ojcem opowiadania i jego uwagi miały faktycznie istotny wpływ na finalny kształt tekstu, to trzeba by chyba pozostawić ewentualne głosowanie jego – górnolotnie mówiąc – sumieniu; bo zwyczajnie nie ma narzędzi do badania takiego stanu rzeczy, a automatyczny zakaz byłby chyba  – w świetle pierwszego akapitu – wylewaniem dziecka z kąpielą. 

I po co to było?

Czy jeśli się założy, że każdy betowany tekst jest dziełem zbiorowym, a nie samodzielnym, to żadne z betowanych opowiadań nie powinno być przez nikogo nominowane do piórka, nie powinno być posyłane do biblioteki? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W ogóle nie powinno być publikowane ; P 

I po co to było?

Tak myślałam, ale wolałam się upewnić. Teraz to już na pewno nigdy niczego nie napiszę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

: D

I po co to było?

I jeszcze ta sygnaturka Syf.a ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

W sumie uroczo naiwna jest ta wizja samotnego pisarza, który bez niczyjej pomocy i niczyich wpływów, w przypływie natchnienia, tak między myciem naczyń po kolacji a pościeleniem łóżka na przykład, płodzi genialne dzieło. A ono, jak to już genialne dzieła mają w zwyczaju, publikuje się samo, a jeśli jakiś korektor, redaktor i w ogóle cała ta hałastra jest potrzebna to po to, żeby uklęknąć w obliczu geniuszu.

 

Na pewno wszyscy dobrzy pisarze tak mają, prawda?

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Na pewno wszyscy dobrzy pisarze tak mają, prawda?

Nie. ^^

Nawet ja (nie mogłem się powstrzymać, sorry) mam swoją – że zapożyczę piękny termin od Cet – Alfa-Betę i bez niej ani rusz piórem. Taka prawda.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Do biblioteki mają trafiać teksty dobre. Liczba osób na tekście pracujących nie ma znaczenia dla późniejszego czytelnika.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

No, ale na własny tekst, nawet świetny, jednak nie powinno się klikać.

Babska logika rządzi!

 

A ja się zgadzam z założycielem wątku. Przynajmniej częściowo.

Nie odmawiam prawa autorom do korzystania z pomocy betaczytaczy. Nikt też nie podważa praw autora do tekstu po takiej korekcie. Nie mam nic przeciwko nagradzaniu punktami przez bety, ale uważam, że nie tylko bety powinny mieć tę możliwość. Dlaczego?

 

Na potrzeby tej wypowiedzi, stwórzmy dwóch autorów: Krysię i Miecia.

I sytuacja:

Krysia i Miecio napisali teksty pretendujące do miana literatury. Prace są na podobnym poziomie. Krysia swoje opowiadanie napisała, przeczytała, dopieściła i wkleiła na ulubionym portalu. Miecio napisał, wysłał do betowania, poprawił zgodnie ze wskazówkami, ponownie wysłał do betowania, poprawił zgodnie ze wskazówkami. I robił to tak długo, aż on i bety uznali, że tekst jest ok. Wtedy umieścił go na tym samym portalu, co Krysia.

Sens opiniowania

Jeśli ktoś umieszcza tekst do opiniowania, chce (przynajmniej powinien chcieć) poznać zdanie czytelników, jak poradził sobie w warstwie fabularnej i warsztatowej. Powiedzcie mi, co oceniamy w przypadku Miecia? Jego umiejętności? Umiejętności bet? Kogo chwalić a komu wytknąć błąd?

Laury i pochwały

Czy beta jest w stanie skrytykować tekst, nad którym pracowała? Przecież byłoby to krytykowanie również swojej pracy. Beta, pod warunkiem, że nie cierpi na schizofrenię, musi zaopiniować tekst pozytywnie. Przecież już wcześniej go zatwierdziła (sugerując ostatnie poprawki) i oceniła. Na obiektywizm może sobie pozwolić w stosunku do tekstu, którego sama nie dopieszczała i…

Reguła wzajemności

Znacie regułę wzajemności? Wygląda to mniej więcej tak:

Jeśli X da coś Y, to Y czuje się zobowiązany żeby dać coś X.

W praktyce: 

Lubię cię, więc nie chcę cię (twojej pracy) krytykować, chcę ją pochwalić; pozytywnie zaopiniowałeś mój tekst, głupio mi zjechać twój. Skomplementowałeś mnie – ja się odwdzięczę. Działa to też w drugą stronę: ty wytknąłeś mi błędy, ja…

Nie trzeba dodawać, że podczas pracy nad tekstem, zawiązuje się więź między autorem a betą i padają słowa wdzięczności, pochlebstwa, wirtualne poklepywanie po plecach…

Nieprzekonywające uzasadnienia

-  “(…) klikam Ci bibliotekę (…) niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie.

– Nie widziałam drugiej osoby, która by się aż tak napracowała nad tekstem (…) Między wersją początkową i końcową jest ogromna przepaść, (…) wiem, ile razy (…) przepisywał wszystko od nowa.(…) Więc z równie czystym sumieniem,(…) klik :)

No bez jaj. Masz bibliotekę, bo z naszą pomocą napisałeś swój tekst zupełnie od nowa? Ponadto, skąd wiesz, ile pracy włożyła w tekst Krysia?

Co mamy

Po jakimś  czasie i Krysia, i Miecio otrzymują coś. Miecio pochwały, jego tekst przechodzi do Biblioteki. Miecio liczy głosy do piórka. Krysia dostaje wskazówki, nad czym powinna popracować.

Czy to nieuczciwe?

Nie wiem. Krysia też mogła wysłać tekst do betowania i zamieścić na stronie wycacaną wersje. Mogła, czemu nie? Tylko jaki jest wówczas sens opiniowania i krytykowania takiego utworu pod publikacją?

Czy jestem przeciwnikiem bet?

Absolutnie nie. Fantastyczna inicjatywa i jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy chcą poświęcać swój czas na pomoc innym. Zastanawiam się tylko, czy teksty zamieszczane tu, na tej stronie, nie powinny być “surowe”. Ewentualnie, mieć jasno zaznaczoną opcję, że zostały już opracowane przez innych.

Nie piję do nikogo konkretnego. Ot, takie luźne przemyślenia. Dodam, że zupełnie nie wiem, jak w takiej sytuacji rozstrzygacie lokalne konkursy? Tekst napisany samodzielnie, bez pomocy i bez fachowych wskazówek, jeśli konkuruje z tekstem, nazwijmy go – zmodyfikowanym, z pewnym zapleczem klakierów (tak, brzydko to brzmi, ale do tego się sprowadza (o czym świadczą chociażby przytoczone wypowiedzi bet)) ma niewielkie szanse wygrać.

Pozdrawiam

Badi, wyważasz otwarte drzwi.

Nie tylko bety mogą popychać tekst do Biblioteki.

Jeśli betowanie odbywało się przy pomocy mechanizmów portalowych, to informacja, kto betował, znajduje się na górze tekstu. Jeśli na przykład przy pomocy maila, to i tak często autor dziękuje betom w przedmowie.

Konkursy. Wiesz, nierzadko zdarza się, że dwie (lub więcej) osoby startujące w jednym konkursie betują sobie nawzajem teksty. Albo i bez wzajemności – betuje się konkurentowi.

A na stronie chodzi chyba o to, żeby i Krysia, i Miecio czegoś się nauczyli. Hurtem od betujących (opcja Miecia) albo po odrobinie od różnych czytelników (Krysia).

Babska logika rządzi!

Ok. już zauważyłam, że jest taka informacja (przy betowanym tekście). Zatem przepraszam. Moja propozycja już tu funkcjonuje (więc chyba nie była głupia, skoro ktoś wcześniej na to wpadł. Jutro wynajdę koło, a za tydzień pralkę).

Ale nie rozumiem jednego, po co robić wyróżnienia i gradację tekstów po redakcji? Myślałam, czytając wasze opowiadania, że niektórzy tak ślicznie składają słowa. Tekst płynie i nie zgrzyta. Myślę sobie – ten to ma talent. I to jaki. Tak z palucha, taki tekścik wyklikał. Okazuje się, że niekoniecznie jest to jego zasługa. Ba, nie wiem, ile jest tu jego zasługi, talentu, umiejętności. 

Pamiętam, jak dowiedziałam się, że Sapkowski (którego swojego czasu uwielbiałam) potrafił przynieść do redakcji paskudne fragmenty, z których redaktorzy lepili tekst. Czy to prawda? Nie wiem. Wówczas uznałam, że programowo w to nie uwierzę, ale dziś. Dziś wiem o istnieniu ghostwriterów i jest mi przykro. 

I uciekł mi wątek, chyba jest już za późno na takie rozmowy :)

Nie owijając w bawełnę i inne dziwactwa.

Wolę przeczytać tekst niezredagowany przez osoby trzecie, bo mogę poznać styl i umiejętności piszącego.

Uważam, że nagradzanie autora tekstu za to, że autor, pod wpływem osób trzecich, mocno swoje dzieło zmienił, jest pomyłką.

I chyba nie będę się już dzisiaj rozpisywać :)

Nieprzekonywające uzasadnienia

-  “(…) klikam Ci bibliotekę (…) niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie.

Ten fragment jest wybiórczy i bardzo dla mnie krzywdzący. Brakuje tu pewnego arcyważnego fragmentu, co wypacza cały sens przytaczanej wypowiedzi. Leci to tak:

Teraz jednak nadrobiłem i klikam Ci bibliotekę z czystym sumieniem. Po pierwsze dlatego, że wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst, a po drugie niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie. Chyba to w jakiś sposób nieetyczne i mijające się z celem, ale czniał to, bo widziałem, że włożyłeś w swoją historię bardzo wiele pracy i bardzo się przy okazji rozwinąłeś. Świetna sprawa.

Tak więc powtórzę jeszcze raz: bibliotekę kliknąłem przede wszystkim dlatego, że opowiadanie jest jej warte (w moim odczuciu, ma się rozumieć). Gdybym uznał inaczej, nie kliknąłbym. Gdyby jego historia w chwili obecnej radykalnie różniła się od tej, którą przeczytałem podczas bety, też bym nie kliknął. Ale to wciąż ta sama opowieść, tylko bardziej dopracowana. Klikając na bibliotekę w takim czy innym, podobnym przypadku, bynajmniej nie mam poczucia, że klikam ją sam sobie. Zupełnie nic z tego nie mam. Klikam, bo podoba mi się ostateczny efekt pracy autora. A na tę pracę składa się również zaangażowanie betaczytaczy i wyciąganie z ich podpowiedzi jak najwięcej dla siebie i tekstu. Fajrom mógł przeczytać pierwsze komentarze, ugiąć się pod ich ciężarem i odpuścić. Stwierdzić, że nie warto się męczyć. Nie zrobił tego jednak, tylko uparcie walczył o swoje opowiadanie. I – jak dla mnie – wygrał. Stąd ten drugi powód. Ale to – co zdawałoby się oczywiste – tylko składowa powodu, dla którego klepnąłem, a nie powód sam w sobie. Gdyby tekst nie był warty biblioteki – że się powtórzę po raz enty – to bym nie klepnął. A że Fajrom naprawdę zaimponował mi swoją postawą, to już musicie mi wybaczyć.

 

Ponadto, skąd wiesz, ile pracy włożyła w tekst Krysia?

Nie wiem, oczywiście, że nie wiem. Ale co ma jedno do drugiego, też nie wiem. Biblioteka to nie nagroda w konkursie na największego pracusia. Jeśli Krysia napisała dobry tekst to też jej przyklepię i będę się z tego cieszył.

 

I nie wydaje mi się, żeby tutaj ktokolwiek przedkładał ambicje towarzyskie nad literackie. Albo inaczej: nie wydaje mi się, żeby ktoś nie potrafił oddzielić tych dwóch tematów. W każdym razie ja nigdy tego nie odczułem ani pod swoimi pracami, ani pod opowiadaniami innych autorów. Każdy, kto klika bibliotekę czy nominuje do piórka zostawia pod wyróżnionym opowiadaniem merytoryczny komentarz, z którym nie zawsze i nie wszyscy będą się zgadzać, to oczywiste. Niemniej jeszcze nie zdarzyło mi się trafić na opinie totalnie wyssane z palca. Nie mówiąc już o tym, że jak coś komuś nie podejdzie, to też o tym jasno napisze, mimo tego – a może WŁAŚNIE DLATEGO – że tak bardzo się tutaj wszyscy lubimy i szanujemy. Mój ostatni tekst jest genialnym tego przykładem. Krytyki i rozczarowań pod nim co niemiara, często od osób, które normalnie zagłaskałbym na śmierć, gdyby to nie było karalne. I wiesz co? Nadal mam ochotę ich wszystkich zagłaskać. Ergo, wydaje mi się, że potrafimy rozdzielić relacje prywatne od zawodowych.

 

Dobra, kończę udział w dyskusji, bo i tak już chyba nic więcej nie dodam. Może jeszcze tylko to, że póki mi nikt nie zabroni, to nadal będę klikał bibliotekę wszystkim dobrym tekstom, na które trafię.

 

Peace!

 

P.S.

badi, nie chmurz się niepotrzebnie. Uwierz mi, beta to nie ghostwriting i nie ma takiej możliwości, żeby gotowy tekst, nawet po przebetowaniu przez tysiąc innych utalentowanych pisarzy nie ukazywał rzeczywistych możliwości, stylu i talentu danego autora. W ostatecznym rozrachunku my poprawiamy głównie wszelkiej maści niedociągnięcia, a nie, że zmieniamy istotę samego opowiadania. Zresztą najlepiej zrobisz, jeśli kiedyś sama zgłosisz się do betowania czyjegoś tekstu i przekonasz, jak to wygląda naprawdę.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wydaje mi się, że niektórzy zagalopowali się lub zapłynęli zbyt daleko. Temat nie podważa tego, że betujący są beeee...  Porównanie redakcjii przed wydaniem tekstu drukiem z betą to już kompletna paranoja, albo idiotyzm. Bo przed redakcją już ten tekst jest zakwalifikowany, jako nadający się i redaktor nie betuje. Nie mylisz Psycho pojęć?  Betujcie ile chcecie, tylko miejcie w sobie tyle uczciwości, by nie krzyczeć, że autor stworzył zajebisty tekst.Może warto zaczekać na ocenę innych i jeśli tekst spodoba się tym innym, chwalić się, że to dzięki naszej pomocy jest sukces? Oczywiście istnieje obawa, że mimo waszej pracy nikt doskonałości utworu nie zobaczy – nie płaczcie po nocach , jeśli autor nie jest idiotą napisze drugi i trzeci i tysiąc innych równie dobrych tekstów. Bo beta jest dla autora, by dureń nauczył sie pisać, a nie żeby się chwalić, że tekst zasługuje na laury, bo ja go poprawiałem, ja waliłem autora po łapach.

Zauważ Psycho, że betujemy ten sam tekst śniącej – Kompania cór. Według mnie pierwotna wersja była nic nie warta, to czy autorka weźmie pod uwagę moje uwagi, to jej rzecz. Nie mam jednak zamiaru klikać biblioteki – bo to zrobią inni – jesli uznają pracę moją, Twoją Psycho, jeśli sie przyłączysz, za godną “nagrody” dla tekstu.

 

Chyba źle się wyraziłam. Nie zamierzałam nikogo krzywdzić i atakować. A już na pewno nikogo z bet. Właściwie, nie ma dla mnie znaczenia, jakie będą zasady zamieszczania, nagradzania, oceniania tekstów. Chciałam tylko pokazać, że (moim zdaniem) autor wątku ma trochę racji.

Cieniu, nie chciałam cię urazić. Cytat wykroiłam tak, by obrazował dokładnie to, o czym mówię. Uznałam, że:

"wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst"

jest, w przytoczonej przeze mnie sytuacji, nieistotne. Przecież właśnie po to pracuje się nad tekstem, żeby był wart przeczytania. Gdyby nie był, nadal byście nad nim pracowali.

Cała sytuacja nie spędza mi snu z powiek. Ot, zabrałam głos.

Cieniu, bardzo ci zazdroszczę wiary w obiektywizm. 

Wydaje mi się, że niektórzy zagalopowali się lub zapłynęli zbyt daleko. Temat nie podważa tego, że betujący są beeee... 

To ty zacząłeś te podśmiechujki od 50% tekstu i owszem, Gary i Nazgul podważają betowanie zabawnymi argumentami. :-) Tak sobie ładnie żartowaliście, że chciałem się przyłączyć. :-)

Co nie zmienia, że wyłącznie szkoleniowa rola bety jest nieprawdą. Po co prosisz o betę, Gwidonie? Ty, z doświadczeniem i własnym stylem? Zdaje się, dostajesz z uwagi redakcyjne (logika, merytoryka, poprawki) i sprawdzasz odbiór (recenzje/opinię). Z tego punktu widzenia, becie bliżej do redakcji, a ty popełniasz niesamodzielną pracę zbiorową ;-) Podobnie jest z redakcją. Rzekomą kwalifikacja nie ma tu nic do rzeczy, bo może ograniczać się wyłącznie do oceny “ok, to się sprzeda, próbujemy z tym nołnejmem”.

 

Tym niemniej, rozumiem absolutnie twoją wątpliwość. Dobrze, Gwidonie, jak inaczej na portalu, w zalewie tekstów, wyeksponować tekst – zdaniem bety – wart lektury? Bo tak naprawdę o tę ekspozycję chodzi, o ściągnięcie innych, by mogli sądu głosami dokonać, uwalniając betę z dwuznaczności.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Obserwuję dyskusję od początku i nie zamierzałam brać w niej udziału. Jednak głos badi – w sumie nie wiem, dlaczego – mnie dotknął.

Co do widoczności bet i klikania biblioteki przez innych, odpowiedź już otrzymałaś, nie będę się powtarzać.

Nie wiem, jak długo i jak uważnie obserwowałaś portal przed rejestracją. Nie wiem, jak uważnie czytasz opowiadania i komentarze obecnie. jestem tu na tyle długo, że widzę wyraźnie ten obiektywizm, o którym wspomniał Cień. I sama go doświadczam. I tak, są opowiadania, które w becie są za coś krytykowane. A po opublikowaniu ta sama krytyka potrafi się pojawić od tej samej bety. Jeśli coś mi się nie podoba, Autor nie musi tego zmieniać, bo to jego opowiadanie. A ja później publicznie powtórzę, co mi się nie podoba. To odnośnie reguły wzajemności.

Co do wrzucania tekstów surowych. Spróbuj przez miesiąc – dzień w dzień – czytać i komentować WSZYSTKIE teksty. I spróbuj przebrnąć przez tę część surowiaków, których np. ze względu na interpunkcję czy ortografy, po prostu czytać się nie da. Ludzie potrafią mieć świetne pomysły, ale duże braki warsztatowe. jakie otrzymają komentarze? Myślisz, że ktoś dostrzeże pomysł, który utonął w błędach? Nie raz i nie dwa były takie sytuacje, że Autor żalił się, że nikt nie pochwali pomysłu.

I czy uważasz, że jeśli bety wskażą palcem błędy, które Autor poprawi, to już to jest praca zbiorowa?

 

Ja częściej betuję, niż z bety korzystam. Nie dlatego, że uważam, że tak ekstra piszę. Ale ja, to ja, przed publikacją spędzam masę czasu ze słownikami i zasadami pisowni (a i tak coś się nieraz zapląta). Nie zamierzam prezentować światu bubla, bo każdy tekst jest moją wizytówką. Jeśli mam poważne wątpliwości, czy pomysł do czegokolwiek się nadaje, to proszę zaufane osoby, by zerknęły i oceniły. Od nikogo nie oczekuję, że moje głupie pomysły zastąpi genialnymi. Wystarczy, że te głupie zostaną wskazane. Reszta i tak należy do mnie.

 

A gdyby chcieć dalej tak paranoicznie podchodzić do sprawy, to też nie masz gwarancji, że tekst opublikowany tu bez bety nie był betowany lub wręcz napisany przez kogoś innego poza portalem.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ja chciałbym tylko nadmienić, że człowiek nie może być obiektywny, zawsze jest subiektywny (to znaczy zawsze ocenia na podstawie swoich preferencji, przez pryzmat swoich doświadczeń, itd.). Może być co najwyżej bezstronny.

@Psychofisz

Czytaj ze zrozumieniem. Nie napisałem nigdzie, że nie sądzę, by betowane teksty  nie zasługiwały na bibliotekę, napisałem tylko, że staram się je omijać szerokim łukiem, więc niepotrzebnie kierujesz do mnie swoją przezabwną i rozbudowaną analogię.

 

@Ceterari

 

W takim razie wszystkie komentarze na forum i korekta na tym etapie też przeradza opowiadanie w dzieło zbiorowe. Ergo, Bibliotekę należy usunąć, bo po chust ona jest, jak nic się tam znaleźć nie może?

Po pierwsze: różnica polega na tym, że w przypadku tekstów edytowanych po opublikowaniu jestem w stanie domyślić się charakteru i rozmiarów zmian po komentarzach pod tekstem, a w przypadku tekstów edytowanych na etapie bety mogę co najwyżej wróżyć z fusów.

Po drugie: jak dla mnie bibliotekę można jak najbardziej usunąć, tekstów które tam trafiły też staram się nie czytać.

 

@syf

 

Podejrzewam, że większość bet polega na wyłapaniu literówek, przyimków, które pozostały po przerabianiu zdań, podwójnych przecinków i takich bzdetów. To nie jest brak samodzielności, ale raczej kultura autora, że prosi kogoś o pomoc, by zapewnić komfort czytelnikom, tj. posprzątać śmieci, które trudno samemu zauważyć. 

A ja podejrzewam, że niektórzy z bardziej charyzmatycznych, zdecydowanych  i rozpoznawalnych betatesterów mogą mieć daleko większy wpływ na finalny charakter utworu niż ty podejrzewasz. Nie da się rozstrzygnąć czyje podejrzenia są bliższe prawdy, więc pozwolę sobie pozostać przy wybranej strategi czytania jedynie niebetowanych tekstów, jako dającej większe szanse trafienia na tekst będący owocem samodzielnej pracy.

Ty lubisz autorów kulturalnych, a ja na tyle pewnych siebie, by publikować bez dodatkowych zewnętrznych potwierdzeń jakości danych publikacji. Nie widzę problemu.

Gdyby zaś okazało się, że beta jest duchowym ojcem opowiadania i jego uwagi miały faktycznie istotny wpływ na finalny kształt tekstu, to trzeba by chyba pozostawić ewentualne głosowanie jego – górnolotnie mówiąc – sumieniu; bo zwyczajnie nie ma narzędzi do badania takiego stanu rzeczy, a automatyczny zakaz byłby chyba  – w świetle pierwszego akapitu – wylewaniem dziecka z kąpielą.

 Wyznanie – dla mnie wszystkie te biliboteki i piórka to sztucznie wykreowane, abstrakcyjne i deczko absurdalne wyróżnienia opierające się na arbitralnych decyzjach grupy ludzi o określonych gustach. Przecieram oczy, gdy w konteście przyznawania błahych wirtualnych nagród (swoistym odpowiedniku kolonijnych uśmiechniętych słoneczek) padają określenia: sumienie i etyka. Nie zmienia to jednak faktu, że zgadzam się z podsumowaniem: nie ma sensu blokować betatesterom możliwości nominowania.

na emeryturze

Psycho – Gwidon zazwyczaj prosi o betę po to, by wiedzieć czy tekst nadaje się do wysłania gdzieś gdzieś , czy tylko na portal. Zauważasz różnicę? Bo wciąż klepiesz o redakcji. I wciąż nie chcesz zrozumieć tematu.

Czy naprawdę uważasz, że jeśli beta nie wskażę tekstu do biblioteki, to tego  tekstu nikt nie przeczyta i nie uzna,ze jest dobry? Sądzę, że każdy autor czyta komentarze pod swoimi tekstami i te komentarze są najważniejsze. Tymczasem beta nominuje do biblioteki, bo znając wersje początkową i końcową, wie jak zmienił się tekst. Ja nie wiem jak sie ten tekst zmienił. Nie potrzeba bety by tekst został doceniony. Jeśli jest dobry inni go docenią.

I o tym jest ten temat.

W związku z tym, że moja spiskowa teoria dziejów nie ma zwolenników, czas chyba zakończyć tą dyskusję.

Betujcie i nagradzajcie się wzajemnie.

I jeszcze jedno pytanie do autorów: czulibyście  dumę z tekstów, które podobały się tylko betom?

 

Peace!

Chyba znów się źle wyraziłam, albo podpięłaś mi cudzą wypowiedź. Nie powiedziałam, że betowana praca jest pracą zbiorową. Twierdzę, że utwór betowany ma lepszą pozycję na starcie. I to o wiele lepszą. Przyczyn nie będę wymieniać, bo już je gdzieś wyżej wypisałam.

Powtórzę, nie twierdzę, że należy zakazać betowania. Nie twierdzę, że należy pozbawić betujących głosu. Przyznaję, że tekst surowy czyta się trudniej. Przyznaję, że jestem gapa i chlapię ozorem zanim sprawdzę (właśnie odkryłam gwiazdki, które mnie kontentują).

Podtrzymuję, że tekst surowy ma gorszą pozycję wyjściową. Podtrzymuję, że tekst surowy więcej mówi o autorze. Podtrzymuję własną niewiarę w skrajny obiektywizm.

Protestuję przeciwko zarzucaniu mi paranoi. Nie mam pojęcia, skąd takie przypuszczenie. Jasne, że można utwór wybetować na innym portalu, u mamy, sąsiada, nauczyciela, sołtysa. Można zapłacić za redakcję w wydawnictwie, można przepisać Fausta od tyłu – może się nikt nie zorientuje a tekst śliczny. Przecież rozmowa nie dotyczy sposobów odcięcia autora od pomocy i metod pilnowania, by ten wstrętny oszust nie skorzystał z bet. Chodzi o sposób podejścia do publikowanych tekstów.

Pozdrawiam

Ech, a już tyle razy sobie powtarzałam, żeby nie otwierać buzi (i tykać klawiatury) pod wpływem emocji :(

Jeśli pomieszałam i przypisałam Ci, Badi, nie Twoje słowa, to przepraszam.

Jednak nie ma reguły co do lepszego/gorszego startu opka betowanego lub nie. Bo i trafiają się sytuacje i autorzy, których “surowe” (czyli dopieszczane samodzielnie przed publikacją) opowiadania mają lepsze recenzje i lepszy start niż betowane. Wpływ na to ma wiele czynników, a udział bet jest tylko jednym z nich.

 

Racja, Berylu, czysty, pełen obiektywizm to może przesada. Jednak nie zgodzę się, że ludzie nie potrafią się nim wykazać w większym lub mniejszym stopniu. Z pewnością będzie mniejszy w stosunku do oceny pomysłu, ale większy w ocenie warsztatu.

 

Więcej nie piszę, bo może znów wyjść zbyt emocjonalnie, a nie konstruktywnie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A emocjonuj się. Krew w żyłach szybciej krąży. Nie zamierzam obrażać ciebie, ani nie zamierzam obrażać się na rozmówcę. Nic się przecież wielkiego nie stało.

 Wyznanie – dla mnie wszystkie te biliboteki i piórka to sztucznie wykreowane, abstrakcyjne i deczko absurdalne wyróżnienia opierające się na arbitralnych decyzjach grupy ludzi o określonych gustach.

 

A potem jeszcze jest ta jedna osobistość o określonych gustach, która swoją arbitralną decyzją winduje autora na jeszcze wyższy poziom abstrakcyjnych i absurdalnych wyróżnień – nazywa się ta jednostka MC. ;)

 

Ja – tak jak Cień – nie mam problemu z kopaniem leżącego. Nie ma dla mnie różnicy, czy kogoś wirtualnie nie znoszę, czy z nim sypiam prywatnie – jeśli napiszą dobry tekst, pochwalę, jak nie, zjadę równo i tak samo.

 

Poza tym “beta” nie daje od razu możliwości nominowania. Nominują ci, co mają piórka, o czym wszyscy tutaj chyba zapomnieli...

 

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nie da się rozstrzygnąć czyje podejrzenia są bliższe prawdy, więc pozwolę sobie pozostać przy wybranej strategi czytania jedynie niebetowanych tekstów, jako dającej większe szanse trafienia na tekst będący owocem samodzielnej pracy.

 

Zależy, czego kto szuka: jak samodzielnej pracy to okej, ale samodzielna praca jest też w zeszytach w gimbazie; jak nieco lepszych opowiadań – to raczej zła strategia ; )

 

Przecieram oczy, gdy w konteście przyznawania błahych wirtualnych nagród (swoistym odpowiedniku kolonijnych uśmiechniętych słoneczek) padają określenia: sumienie i etyka.

 

Tak tak, stąd zastrzeżenie o górnolotności; a zresztą sumienie to nazwa mechanizmu oceny uczciwości postępowania, a to ma znaczenie nawet przy wydawaniu kolonijnych słoneczek. 

 

opierające się na arbitralnych decyzjach grupy ludzi o określonych gustach

Jakby trochę poskrobać, to okaże się, że cały świat opiera się na arbitralnych decyzjach ww. ludzi; nie wiem, czego ma dowieść ten argument ; )

 

I po co to było?

Jakby trochę poskrobać, to okaże się, że cały świat opiera się na arbitralnych decyzjach ww. ludzi; nie wiem, czego ma dowieść ten argument ; )

Tego, że żaden proces oceny, nominowania i wyróżniania nie może być w pełni obiektywny, merytoryczny i sprawiedliwy. Bardziej, że nominować będą betatesterzy bałbym się, że teksty nominować bedą ludzie z marnym gustem (bałbym się, gdybym sądził, że to czy tekst trafi do bilibleteki ma jakiekolwiek znaczenie).

Przy okazji: arbitralne decyzje ludzi w prawdziwym, szerokim świecie różnią się tym od tych podejmowanych na portalu NF, że jedne mają wpływ na prawdziwy, rzeczywisty świat, a konsewkencje drugich pozostają na ogół w sferze wirtualnej.

 

A potem jeszcze jest ta jedna osobistość o określonych gustach, która swoją arbitralną decyzją winduje autora na jeszcze wyższy poziom abstrakcyjnych i absurdalnych wyróżnień – nazywa się ta jednostka MC. ;)

I dlatego też trzeba pisać tak, żeby MC się podobało? Nie rozumiem niestety, do czego zmierzasz.

na emeryturze

bałbym się, gdybym sądził, że to czy tekst trafi do bilibleteki ma jakiekolwiek znaczenie

IMO, ma. Po trafieniu do Biblioteki wzrasta liczba zaglądających, czytających i komentujących. W końcu domyślnie niezarejestrowanemu użytkownikowi klikającemu na opowiadania pokazuje się Biblioteka właśnie.

Babska logika rządzi!

Gary

Ja każdy betowany utwór uznaję za dzieło zbiorowe i omijam

odebrałem jako krytykę tekstów betowanych, co wydaje mi się odbiegać od faktycznego obrazu tego, jak w tutejszych realiach beta zazwyczaj przebiega. Fakt, jaja sobie robię, wyolbrzymiając przykład, ale robiłem to z zamiarem skontrowania argumentu o dziele zbiorowym – praktycznie każda książka wydana drukiem jest w tym przypadku dziełem zbiorowym.

Nie mam problemu z twoim podejściem, bo to twój czas na lekturę i ty decydujesz jak go pożytkujesz. Kontruję wyłącznie coś, co moim zdaniem jest nieprawdą/

 

Gwidonie

Gwidon zazwyczaj prosi o betę po to, by wiedzieć czy tekst nadaje się do wysłania gdzieś gdzieś , czy tylko na portal.

Rozumiem główny temat, ale przy jego okazji pojawia się argumentacja, którą odbieram jako deprecjonującą proces betowania, co mi się zwyczajnie nie podoba. W niektórych przypadkach beta i redakcja tekstu stają się bliźniaczo podobnymi procesami, to próbuję pokazać. W niektórych, nie zawsze.

 

Z ciekawości – po czym poznajesz, że tekst nadaje sie tylko na portal?

 

Czy naprawdę uważasz, że jeśli beta nie wskażę tekstu do biblioteki, to tego  tekstu nikt nie przeczyta i nie uzna,ze jest dobry? (...) Ja nie wiem jak sie ten tekst zmienił. Nie potrzeba bety by tekst został doceniony.

W tym siedzi clue programu – głos do Biblioteki lub nominacja (na dziś) ściagają szersze grono czytelników do tekstu, przez co poddają go szerszej ocenie, grubszej weryfikacji. Nie wiem, jak można by na razie zadziałać inaczej, w dzisiejszych realiach.

 

Ponownie: czytelnik kupujący książkę w księgarni równiez nie wie, jak efekt końcowy, który trzyma w rękach, zmienił się od pierwszej wersji do wersji właśnie przez niego nabytej. A dlaczego kupił? Bo w jakiś sposób, w zalewie konkurencji, ten tytuł lub ten autor przebił się do jego świadomości na tyle, by zaryzykował zakup i lekturę. Czy przez recenzje w prasie, w sieci, cyz przez polecenie, czy przez ładne cycki na okładce – zylion różnych czynników. W jakiś sposób tekst jest wyeksponowany w sposób, który przyciagnął jego uwagę.

 

Moja obawa brzmi: w zalewie tekstów różnistych, jak inaczej, niż przez głosy do Biblio i/lub nominacje, wyłuskać/wyeksponować teksty warte rozważenia lub lektury?  Nie twierdzę, że tekstu nikt nie przeczyta, twierdzę, że bez jakiegoś wyróżnienai w tłumie ma on znacząco mniejsze szanse na zostanie dostrzeżonym.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przy okazji: arbitralne decyzje ludzi w prawdziwym, szerokim świecie różnią się tym od tych podejmowanych na portalu NF, że jedne mają wpływ na prawdziwy, rzeczywisty świat, a konsewkencje drugich pozostają na ogół w sferze wirtualnej.

 

To jest sfera konwencji, jakaś część ludzi na tym portalu bawi się w tej konwencji, więc dalej nie wiem, do czego zmierzasz. Że konwencja jest be? przecież każdy, kto w tym uczestniczy, się na nią zgadza, a jak się nie zgadza, to nikt go nie zmusza – a poza tym to chyba nie było przedmiotem tej dyskusji. 

 

Tego, że żaden proces oceny, nominowania i wyróżniania nie może być w pełni obiektywny, merytoryczny i sprawiedliwy.

 

No, odkryłeś tym stwierdzeniem Amerykę  ; P

I po co to było?

badi, moja droga, nie uraziłaś mnie, spokojnie. Po prostu nie zgadzam się z Tobą w kwestii:

 

Uznałam, że:

"wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst"

jest, w przytoczonej przeze mnie sytuacji, nieistotne.

bo gdyby ktoś zapoznał się z przytoczonym fragmentem mojej wypowiedzi pierwszy raz właśnie w Twoim komentarzu, to z marszu uznałby, że kliknąłem bibliotekę zasadniczo za nic. A to byłaby nieprawda. Dlatego postanowiłem sprostować to i owo.

 

Gwidonie,

 

Psycho – Gwidon zazwyczaj prosi o betę po to, by wiedzieć czy tekst nadaje się do wysłania gdzieś gdzieś , czy tylko na portal. Zauważasz różnicę?

Nie, ja nie zauważam. Portal nie jest dla mnie żadnym wysypiskiem tekstów czy jakimś rodzajem sklepu z towarem drugiej kategorii, do którego można wrzucać wybrakowane opowiadania. Jeśli coś piszę, to staram się, żeby to było warte przeczytania i zwyczajnie się podobało. Wszystkim, a nie tylko jakimś redaktorom/jury.

 

Bo przed redakcją już ten tekst jest zakwalifikowany, jako nadający się i redaktor nie betuje.

A potrafisz z czystym sumieniem i ręką na serduszku powiedzieć nam, że Twoja książka przed wysłaniem do redakcji nie była przez nikogo w żaden sposób betowana? Nie podsyłałeś nikomu fragmentów do przeczytania, nie prosiłeś o ŻADNE opinie, poprawki, wt cetera? Pytam z ciekawości.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Tak Cieniu, w całości przeczytała ją, książkę mą, nasza Regulatorzy. I to Ona poleciła mnie w trzydziestu pięciu wydawnictwach, w tym osiemnaście wyraziło zgodę na druk i dało na zapowiedzi.

Zauważasz różnicę?

 

Aha, tu pytanie do Jolki, czy w jakikolwiek sposób jest związana z tymi wydawnictwami, co mogłoby wpłynąć na druk?

@syf

 

To jest sfera konwencji, jakaś część ludzi na tym portalu bawi się w tej konwencji, więc dalej nie wiem, do czego zmierzasz. Że konwencja jest be? przecież każdy, kto w tym uczestniczy, się na nią zgadza, a jak się nie zgadza, to nikt go nie zmusza – a poza tym to chyba nie było przedmiotem tej dyskusji. 

Wyjaśnię zatem prawie że wprost: uważam, że niektórzy uczestnicy dyskusji robią z igły widły, nie potrafiąc spojżeć na dyskutowaną kwestię z odpowiedniego dystansu.

 

No, odkryłeś tym stwierdzeniem Amerykę  ; P

Dziękuję, czy dostanę uśmięchnięte słoneczko w uznaniu mej przenikliwości? To chyba mieści się w konwencji dziecinnych sprzeczek o byle pierdołę?

na emeryturze

I po co to było?

Tak Cieniu, w całości przeczytała ją, książkę mą, nasza Regulatorzy. I to Ona poleciła mnie w trzydziestu pięciu wydawnictwach, w tym osiemnaście wyraziło zgodę na druk i dało na zapowiedzi.

Zauważasz różnicę?

Szczerze mówiąc, nie widzę.

Albo się nie rozumiemy. Pytałem, czy Twoja powieść przed wysłaniem do wydawnictw NIE przeszła żadnej bety. Przyznajesz, że przeszła. Co więcej, przyznajesz też, że Twoja beta – a moja Alfa-Beta – osobiście polecała tekst do trzydziestu pięciu wydawnictw. Analogicznie rzecz ujmując, jej postępowanie NIE RÓŻNI SIĘ NICZYM (albo prawie niczym) od tego, w którym betaczytelnik poleca tekst do biblioteki. Tylko skala zupełnie inna, wiadomo. I teraz moje pytanie – czy skoro przeszkadza Ci, że betujący nominują poprawiane przez siebie teksty, to przeszkadzało Ci też, że Regulatorzy polecała Twoje opowiadanie w różnych wydawnictwach?

 

No i serdecznie gratuluję tak pozytywnego odzewu ze strony wydawnictw. Naprawdę imponujące.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Tylko czemu kurde przekreślone? :( No nic, niewyraźnie przekreślone, więc jest jeszcze dla mnie chyba nadzieja.

na emeryturze

Cieniu, uśmiałem się. Pewnie Regulatorzy też.

pozdrawiam

Jestem przekonana, że Cień, natychmiast, z właściwym sobie poczuciem humoru, zrozumiał zabawne wyznanie Gwidona i trzymając się konwencji odpowiedział w podobnym stylu – niby poważnie, a tak naprawdę to boki można zrywać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

smiley

Wywoływana jestem w temacie, a dopiero go zauważyłam ;] Powiem tak: ja chyba już z 5 razy miałam u siebie komentarze pod tekstami (chyba wykasowanymi, więc nie ma co szukać), że tekst niezły, ale JA pisałam lepsze, więc bla bla bla... I dana osoba biblioteki nie kliknęła. Jakoś się nie plułam, że to nie fair, bo przecież gdyby ktoś inny był autorom, a szczególnie ktoś nowy – dostałby się do biblioteki za całkiem udany debiut. Z tego wynika prosta prawda: nie jesteśmy obiektywni jako ludzie – taka oczywistość, a jednak wielu stara się z nią walczyć. W moim odczuciu tekst nadawał się do biblioteki, której poziom – przyznaję – nie uważam za jakiś wybitny. Więc nie jestem jakaś mega wybredna – takie mam prawo i proszę się pocałować w nos, jeśli wam to przeszkadza. W przypadku Fajroma poza tekstem oceniłam też ogrom włożonej w tekst pracy – niektórym może się wydawać to nieuczciwe, ale moim zdaniem, czyjeś zacięcie też powinno być wynagradzane. Tak jak moje “spadnięcie” z poziomem tekstu było na swój sposób karane ;]

Tylko nie "Tęcza"!

Kurczę, też się nie chciałam odzywać, bo w sumie nie mam zdecydowanej opinii.

Ale nagradzanie dorosłych ludzi za “dobre chęci” wydaje mi się jednak takie jakieś infantylne. ;P Bym się poczuła jak idiotka, gdyby ktoś mnie tak potraktował.

ocho – ale ja nie nagradzam nikogo za dobre chęci, a za ciężką pracę+efekt, który moim zdaniem do biblioteki się nadaje ;] Za dobre chęci to sie mogę co najwyżej do ekranu usmiechnąć.

Tylko nie "Tęcza"!

Każdy przyznaje punkty do biblioteki według naszych subiektywnych opinii. Nie ma po co tego wielce drążyć.

Natomiast zgadzam się z tym jak z zewnątrz może wyglądać to nominowanie tekstów przez bety.

 

Bo z jednej strony mamy nowego autora, który wysiedział swoje nad tekstem i z lepszym/gorszym efektem wrzuca tu na stronę. Opinię chciałby poznać możliwie jak najszybciej, komentarzy chciałby nałapać jak najwięcej – a nuż ktoś mu powie: “stary, to wspaniały twór!” .

Śledzi więc wydarzenia co godzinę, z nadzieją, że błyśnie przy tekście żółta gwiazdka. Niestety rzeczywistość jest brutalna i tych komentarzy aż tak wiele nie ma. Powiedzmy, że po paru dniach jest ich ok. 15. Lekko zawiedziony, autor zauważa pojawiający się nowy tekst – napisany przez użytkownika ze stażem, lubianego i rozpoznawalnego. I co się dzieje? W pięć godzin przyklepana biblioteka i również piętnaście komentarzy. I to jakich! “Fiziu-miziu-ptysiu”. Ilość cukru na centymetr przekraczająca tygodniową dawkę, wzajemne kuksańce i przyjacielskie docinki.

 

 

Nie piję tu do nikogo konkretnego. Nie mam też nic przeciwko takim zachowaniom, w końcu dzięki temu mamy tak silną społeczność. Ale tak to wygląda z zewnątrz, dla kogoś mniej obeznanego z portalem. 

I takie tematy będą wracały jak bumerang, a tłumaczenie nigdy autora do końca nie przekona.

And one day, the dream shall lead the way

Zaiste. Za same dobre chęci ani ja, ani Tensza nie kliknęliśmy biblioteki. Miło by było, gdybyście wreszcie przestali tak to interpretować.

 

Reg, Gwidonie, żarty żartami, ale nie powiem, miło by było, gdyby Reg miała aż takie super moce... A tak, to zostaje czepiać się talentu i ciężkiej pracy. Ech...

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dobrze. Nie “za same” dobre chęci. Ale z Waszych komentarzy wynika, że za nie również. A to mi jednak trochę przypomina Maciusia ze szkoły podstawowej, który dostał czwórkę, bo “się starał”.  Być może to wynika z uprzedzeń, bo system edukacji znam z obu stron i wiem, że nie tylko uczniowie bywają infantylni. ;)

Sama korzystałam z pomocy bet, co prawda tych tekstów (jeszcze) tu nie opublikowałam, ale to wystarczy, bym się na betowanie nie obrażała. I jednak bliskie mi jest podejście Finkli, że klika bibliotekę tym, którym i tak by kliknęła, zanim autor zastosował się do rad betujących. 

Sytuacja z tamtym tekstem jest o tyle ciekawa, że bibliotekę kliknęli wyłącznie betujący. Z ciekawości przeczytam. :)

Nie tylko betujący kliknęli bibliotekę dla tamtego tekstu! Ocho, to już jest przeinaczanie. Bo widzisz, mam taką zasadę, że klikam bibliotekę jako betujący, tylko jeśli ktoś już kliknął, kto do bet nie należał. Taki “test obiektywizmu” – jeśli ktoś jeszcze uznał, że tekst nadaje się do biblioteki, czuję się pewniej, iż beta całkiem nie zachwiała mojego nieistniejącego obiektywizmu ;]

Tylko nie "Tęcza"!

Jej, przepraszam, Tenszo! Popatrzyłam w złe rubryki. Kajam się i biję w piersi, prosząc o wybaczenie. I już na pewno przeczytam. :)

To chyba ja zaczęłam.

Babska logika rządzi!

Sy­tu­acja z tam­tym tek­stem jest o tyle cie­ka­wa, że bi­blio­te­kę klik­nę­li wy­łącz­nie be­tu­ją­cy.

Ale szwindel! :-)

A na serio, to chyba, spotykamy się tutaj z zagadnieniem “więzi” pomiędzy Autorem, a Betującymi. A gdy do słowa dochodzą emocje...

 

Nazgul sam sobie betuje!yes

Ja sam jestem dla siebie życzliwym przyjacielem, wyrozumiałym ojcem, surowym krytykiem, wrażliwą kochanką... :)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Czyli kolejna osoba, która śmiało może powiedzieć: “Nad wieloma sprawami nie mam kontroli, ale przynajmniej moje pożycie intymne jest całkowicie w moich rękach...” /J.A./

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Do diaska! Dotykasz się, Nazgulu?! :-):-)

 

Temat jest i co jakiś czas wraca. Myslicie, że warto by spisać w takim razie jakiś samowar wibr dla betujących?

 

No i nadal, bo Gwidon nie odpowiedział, zostaje pytanie: jak, nie nominując i nie klikając biblioteki, Beta mogłaby zwrócić uwagę czytelników na niezły (jej zdaniem) tekst? Jakieś miesięczne wątki z polecankami?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A komentarze pod tekstem nie wystarczą?

 

 

A jaki jest dzienny przerób? Dwa do siedmiu, dziesięciu tekstów dziennie. Każdy dostaje komentarz. Nie sądzę, by przy takim przerobie komentarze wystarczały. Teksty znikają z listy ostatnio komentowanych w ciągu jednej doby. Są wypychane z pierwszej strony opowiadań w góra kilka dni.

Biblioteka i nominacje przedłużają funkcjonowanie tekstu wśród czytelników, odświeżają i zwracają uwagę kolejnych.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Czyli rozumiem, że jak ktoś betuje mi tekst to oznacza, że nie napisałam go samodzielnie? Co za głupie rozumowanie. Przyznam się, że mam ukryty tekst na portalu, który został poddany krytyce przez bety. Jestem wdzięczna każdej za pomoc i rady, jakie dostałam pod tekstem. Wiem, co poprawić, by tekst był lepszy. Zarówno pod kątek warsztatowym, jak i różnych błędów logicznych. Czy to źle, że ktoś pomaga mi poprawić tekst, aby był lepszy? Jestem zażenowana oskarżeniami Gwidona wobec bet i nie ogarniam jego rozumowania. Przecież uwagi bet można spokojnie zastosować też zarówno do opowiadania, które im pokazano, jak i do tych, które jeszcze nie powstały. Bo dają podstawę, jakich błędów należy się wystrzegać. Czy to jest złe? Takim gadaniem tylko zniechęca się autorów do pokazywania szerszej publice poprawionych wersji tekstów. Przynajmniej, ja to odebrałam jako zniechęcenie do upublicznienia wyszlifowanego opowiadania.

Monivrian, ja też jestem zażenowany tym, co napisałaś. Gwidon nie podważa istnienia bet, tylko nominacji przez owe bety tekstów, które betowały. Niestety temat rozrósł się do menstrualnych rozmiarów, bo  każdy w tym jakże prostym temacie widzi więcej niż widział autor. I na dodatek jest najmądrzejszy.

A twierdzenie, że tylko beta jest w stanie wskazać dobry tekst, bo inaczej ów przepadnie... Tysiące tekstów przepada i nikt z tego powodu nie popada w depresję.

Dla mnie to nieuczciwe, ale każdy ma sumienie i własne zdanie.

Gwidonie, teraz to ja jestem zażenowany. Nikt nie twierdzi, że tylko beta może etc. Pitolicie, Hipolicie. Ja ci pokazuję realia, przyjmuję jednocześnie twoją wątpliwość i pytam o pomysł, co w tej sytuacji może innego zrobić owa beta (bo z racji betowania już poznała tekst), jeśli chce ekspozycję tekstu poprawić (bo to np. debiutant na portalu), a ty strasznie unikasz konstruktywnej odpowiedzi, machając czym tam Gwidony machają i “a niech zdycha w niepamięci”. Czyli: narzekamy, ale nic nie poprawiamy, bo po co się wysilać?

 

Prosty temat przestał być prosty w momencie, w którym użyłeś żartu o 50% tekstu (bo rozumiem, że Jola nta właśnie tyle “Gór Pamięci“ ci wymieniła, a redakcja kolejne tyle i w związki z tym, że to trwa, wydawnictwo pozmieniało grafik wydań na 2015, umieszczając tytuł w późniejszej dacie? To też żart, wybacz, NMSP), co uruchomiło dygresje Gary’ego i Nazgula i w efekcie resztę odpowiedzi.

 

Nadal nie odpowiedziałeś, po czym poznajesz, w trakcie betowania, że tekst nadaje się “tylko na portal”?

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja jestem zażenowana tym, że ktoś może uważać swój pogląd za jedynie sprawiedliwy ;) Siłą rzeczy bety tekst czytają, a zazwyczaj są przy okazji najbardziej aktywnymi użytkownikami na portalu i stąd całe klikanie się bierze. Dla przykładu (innego niż Fajroma) pamiętam tekst bemik: “Żywożmija”, który spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem i u nas i na innych portalach, ale jakieś 2-3 głosy do biblioteki były od bet, bo zasadniczo wszystkie bety miały piórka i na portalu nie znajdowało się już wiele innych aktywnych użytkowników z piórkami. Jasne – jak spojrzysz w statystyki mnóstwo osób ma tę “moc”, ale ile z nich regularnie czyta teksty? Teraz i tak jest sporo lepiej niż wówczas, bo są dyżury. Co nie zmienia faktu, że pod tekstem bemik było wiele pozytywnych komentarzy, ale ludzie piórek nie mieli i tekst się nie mógł coś doczłapać do biblioteki.  A bił na głowę wiele innych tekstów, które do biblioteki trafiają. Jaki ma być wyznacznik sprawiedliwości dla takiego tekstu? Twoja zgoda, gwidoniu? Bo argumentację z Fajromem poniekąd też uzasadniasz tym, że tekst ci się bardzo nie podobał.

Tylko nie "Tęcza"!

Zaczynacie przynudzać.

Sorry, taki mamy klimat.

A ty jak zawsze wrzucasz komentarz podważający słuszność jakiejkolwiek dyskusji ;) Ja się o tym temacie dowiedziałam wczoraj, a jestem jedną z głównym postaci dramatycznych!

Tylko nie "Tęcza"!

Ja mam wrażenie, że jednak od początku tematu krążycie wokół tych samych argumentów, wzajemnie nie potrafiąc (i pewnie nie mogąc) się przekonać :)

@Psycho

 

Ja ci pokazuję realia, przyjmuję jednocześnie twoją wątpliwość i pytam o pomysł, co w tej sytuacji może innego zrobić owa beta (bo z racji betowania już poznała tekst), jeśli chce ekspozycję tekstu poprawić (bo to np. debiutant na portalu), a ty strasznie unikasz konstruktywnej odpowiedzi, machając czym tam Gwidony machają i “a niech zdycha w niepamięci”. Czyli: narzekamy, ale nic nie poprawiamy, bo po co się wysilać?

Wybacz, że odpowiadam na wypowiedź nie adresowaną do mnie, ale mam kaca i wyjątkowo niską tolerancję na zwyczjaowe nowofantastyczne nonsensy. Po pierwsze: betowane teksty mają lepszą ekspozycję od niebetowanych od samego początku, bo na ogół znajdzie się betatester, który je przeczyta (ekspozycja!) i pomoże wyeliminować błędy (przez co czytelnik nie przerwie lektury tak szybko, jak w przypadku tekstu pozbawionego betatestów, czyli: ekspozycja!). Po drugie: ja wiem, że czytając niektóre wątki na forum można odnieść wrażenie, że większość wypowiadających się to idioci, którzy potrzebują instrukcji, żeby sobie efektywnie podetrzeć tyłek, ale nie róbmy z siebie nawzajem większych debili niż jesteśmy – ekspozycję tekstu można poprawić na wiele sposobów: krzyknąć na boxie, napisać wątek na forum, poinformować portalowych znajomych, zamieścić linka na blogasku, fejsbuczku itp. itd. Powinno być to jasne i zrozumiałem dla każdego użytownika internetu bez dodatkowych instukcji i tłumaczeń. Jestem zażenowany.

na emeryturze

Gary, kac czy nie kac, ale panuj nad swoim słownictwem, bo nie jest to pierwsza dyskusja, w której niespecjalnie Ci to wychodzi.

Berylu, nad słownictwem panuję całkiem nieźle. Napisałem dokładnie to, co chciałem napisać. Jeżeli złamałem regulamin, to bądź proszę konsekwentny i mnie zbanuj. Jeżeli nie złamałem regulaminu, to proszę daruj sobie pouczenia.

na emeryturze

Nie każde zachowanie sprzeczne z regulaminem bądź zasadami od razu kwalifikuje się na zbanowanie. Pouczam Cię, byś swoim zachowaniem nie doprowadził do bana i  będę to robił, jeśli uznam, że trzeba. A Ty możesz się do ostrzeżeń zastosować bądź nie – i to tyle w temacie.

gwidonie, ja tylko napisałam, jakie mam odczucia wobec tego twojego gadania. Nic więcej. Po prostu odniosłam wrażenie, że surówkę trzeba wstawiać na portal, bo wtedy jest uczciwie. Heh. Obawiam się, że trzeba betować teksty za portalem ( w centrum wzajemnej pomocy na Wery), by uniknąć oskarżeń, że tekst został popchnięty do biblioteki tylko dlatego, że kliknęła portalowa beta :/

Obawiam się, że trzeba betować teksty za portalem ( w centrum wzajemnej pomocy na Wery), by uniknąć oskarżeń, że tekst został popchnięty do biblioteki tylko dlatego, że kliknęła portalowa beta :/

Zasadniczo tak. Pytanie, czy chcesz się tym przejmować?

And one day, the dream shall lead the way

Surówka na portal! Ziemniaki na talerz! Obiaaaad!

 

@gary, a nie pomyślałeś, że w prośbie o betowanie jest też szacunek dla innych czytelników? Warto poprosić jedną, dwie, trzy osoby, które w skrytości portalu spojrzą subiektywnym, ale też przede wszystkim krytycznym okiem na tekst i wytkną błędy – właśnie po to, żeby po wrzuceniu na portal inni nie musieli tonąć w babolach, które uniemożliwiają czytanie.

 

Nikt normalny, kto zajmuje się od jakiegoś czasu pisaniem, nie uznaje, że jest omnipotentny i pisze idealne teksty. KAŻDY – od tych, co dopiero startują, po tych co wygrywają konkursy i zostają opublikowani w magazynach oraz mają już książki na koncie – MA BETY. Jeśli jest inaczej, współczuję przede wszystkim autorowi. Bo dopiero kiedy się wie, że tekst zawsze można jeszcze poprawić i zawsze może być jeszcze trochę lepszy, pisanie jest czegoś warte i cały czas podnosi się poziom. Osiadanie na laurach skutkuje w mierności.

 

@gwidon – jeśli tak cię boli, że cudze teksty są betowane i nominowane przez bety do biblioteki, to zamiast pluć jadem – może sam skorzystaj z opcji betowania? To nie jest wolnomularstwo, naprawdę każdy może. I na dodatek jest za darmo, wystarczy ładnie poprosić i być otwartym na krytykę...

 

O, i teraz dopiero zapłoną stosy...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Gary,

 

Rozumiem cię, ale ponawiam pytanie: co w takiej sytuacji ma zrobić beta WEWNĄTRZ portalu – bo krzyki na boxie są usuwane z głównego okna jeszcze szybciej niż tekst z listy ostatnio komentowanych? Bo tworzenie ziliona wątków spotka się z prośbą beryla o ich szybkie uspójnianie (jakkolwiek wątek na polecanki ma jakiś tam sens, sam o tym pisałem w formie pytania)?

 

Masz rację co do pewnej samodzielności, ale chodzi o zasadę: “skoro podnosisz problem – zaproponuj konstruktywne rozwiązanie”. Marudzenie dla marudzenia jest żenujące ;-) 

 

Berylu, wszystko w porzo. Temperatura jest, Gary mnie niczym nie uraził.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@Ceterari

 

a nie pomyślałeś, że w prośbie o betowanie jest też szacunek dla innych czytelników? Warto poprosić jedną, dwie, trzy osoby, które w skrytości portalu spojrzą subiektywnym, ale też przede wszystkim krytycznym okiem na tekst i wytkną błędy – właśnie po to, żeby po wrzuceniu na portal inni nie musieli tonąć w babolach, które uniemożliwiają czytanie.

Przepraszam, ale zgubiłem się i nie wiem z czym w tym momencie polemizujesz. Pisalem różne rzeczy: że uważam betowane teksty za prace zbiorowe, że staram się nie czytać betowanych tekstów, że nie mam nic przeciwko, by betatesterzy nominowali betowane teksty do biblioteki i, że betowane teksty otrzymując więcej uwagi od tych niebetowanych. Nie przypominam sobie żebym pisał gdzieś, że uważam betowanie tekstów za brak szacunku do kogokolwiek.

 

Nikt normalny, kto zajmuje się od jakiegoś czasu pisaniem, nie uznaje, że jest omnipotentny i pisze idealne teksty. KAŻDY – od tych, co dopiero startują, po tych co wygrywają konkursy i zostają opublikowani w magazynach oraz mają już książki na koncie – MA BETY.

Nikt i KAŻDY? Poważnie?

 

Bo dopiero kiedy się wie, że tekst zawsze można jeszcze poprawić i zawsze może być jeszcze trochę lepszy, pisanie jest czegoś warte i cały czas podnosi się poziom. Osiadanie na laurach skutkuje w mierności.

Oprawię to sobie w ramkę i powieszę nad biurkiem. Szkoda tylko, że złote myśli to nie merytoryczne argumenty.

 

edit

 

@Psychofish

 

Rozumiem cię, ale ponawiam pytanie: co w takiej sytuacji ma zrobić beta WEWNĄTRZ portalu – bo krzyki na boxie są usuwane z głównego okna jeszcze szybciej niż tekst z listy ostatnio komentowanych? Bo tworzenie ziliona wątków spotka się z prośbą beryla o ich szybkie uspójnianie (jakkolwiek wątek na polecanki ma jakiś tam sens, sam o tym pisałem w formie pytania)?

Moim zdaniem narzędzi, nazwijmy to: promocyjnych jest bez liku i są one wszystkie pod ręką (część z nich wymieniłem). Nie sądzę, żeby zgłaszanie tekstu do bilibloteki było skuteczniejsze od promowania go na wspominanym shoutboxie, czy choćby w ramach portalowego markietingu szeptanego. Nie sądze też, że gdybyś ty, czy ja stworzył temat w HYDE PARKU: “XXX TO TEKST WART PRZECZYTANIA” to Beryl, by go momentalnie rozwałkował ( ma miękkie serce i wrażliwą duszę artysty, jak skrycie sądzę) .

Jeżeli już, to narzędzi do oceny jakości tekstów jest za dużo, nie za mało: nominacje do biblioteki, nominacje do piórek, ewentualne nominacje publiczności, oceny gwiazdkowe, oceny werbalne. A jako, że wszystkie oceny są i tak subiektywne i arbitralne (mniej lub bardziej) to robi się z tego dość trudny do ogarniecia chaos.

 

na emeryturze

( ma miękkie serce i wrażliwą duszę artysty, jak skrycie sądzę) .

Padłem ;-)

 

Dobra, spróbuję sam dla siebie z wątkiem, co przynajmniej jedną betę usunie z wątpliwości klikania B./nominowania dla betowanych tekstów.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A może  w tym układzie zlikwidujmy możliwość przyznawania piórek i biblioteki szarym użytkownikom i loży i niech redakcja Nowej Fantastyki selekcjonuje teksty również i na portalu :D Wtedy wszyscy pozbędziemy się wątpliwości czy teksty uczciwie zapracowały sobie na jakiekolwiek nominacje :D

 

 

Bez przesady, drodzy krytykańci piórek i biblioteki, każdy ma prawo sobie kliknąć, jeśli komuś tekst się spodobał. Zarówno beta, jak i szary czytacz. Przestańcie komukolwiek odbierać do tego prawo. Jeśli wam coś się nie podoba, pretensje miejcie do siebie.

A może  w tym układzie zlikwidujmy możliwość przyznawania piórek i biblioteki szarym użytkownikom i loży i niech redakcja Nowej Fantastyki selekcjonuje teksty również i na portalu :D Wtedy wszyscy pozbędziemy się wątpliwości czy teksty uczciwie zapracowały sobie na jakiekolwiek nominacje :D

 

 

Bez przesady, drodzy krytykańci piórek i biblioteki, każdy ma prawo sobie kliknąć, jeśli komuś tekst się spodobał. Zarówno beta, jak i szary czytacz. Przestańcie komukolwiek odbierać do tego prawo. Jeśli wam coś się nie podoba, pretensje miejcie do siebie.

A mnie naszła jeszcze jedna refleksja: bo co jeśli betaczytacz wytknie jakieś fabularne głupotki i jakieś nietrafione rozwiązania odnośnie fabuły i jeszcze poda konkretne przykłady jak on (betaczytacz) poprowadziłby historię, a Autor zastosuje się do tego? Przeca pisanie to nie tylko zimny warsztat, to kuźwa, fabuła! Ot, Philip K. Dick, wiele opini słyszałem o jego książkach i przeważa jedna: warsztat miał co najwyżej poprawny, a siłą jego tekstu była właśnie historia (i postacie). Więc jeśli fabuła powstanie wspólnie, nawet jeśli sam Autor ją spisze, to i tak, dla mnie, jest to praca zbiorowa. Popatrzmy na nasz portal, ile osób ma świetny warsztat, a ciągle nie zadebiutowało? Powód? Brak im HISTORYJI, takiej fest, z charakterem. To jest miarą prawdziwego pisarza, a wy mi tu oczy literówkami mydlicie. Olać je! Olać interpunkcje i zapis dialogów! Tym się zajmie korekta. Powieść jak ma porwać, to porwie, nawet jeśli “dupa” napisana będzie w tekście przez “ó”. Kto w wydanej książce nigdy nie znalazł żadnego błędu? Zawsze się coś trafi, czyli Autor (i korekta) też nie byli bezbłędni, a powieść poszła jednak do druku. Morał: Fabuła to filar,  reszta może być zaledwie poprawna. 

Ale odbiegłem nieco od tematu, więc małe podsumowanie:

Wprowadzenie zmian fabularnych, zaproponowanych przez betaczytaczy to jest praca zbiorowa. I kropka. Pisanie to nie tylko stukanie w klawiaturę, ale cały ten proces TWÓRCZY. 

 

A co do klikania biblioteki to krótko:

Klikejta co i komu chceta!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@Monivrian

 

Bez przesady, drodzy krytykańci piórek i biblioteki, każdy ma prawo sobie kliknąć, jeśli komuś tekst się spodobał. Zarówno beta, jak i szary czytacz. Przestańcie komukolwiek odbierać do tego prawo. Jeśli wam coś się nie podoba, pretensje miejcie do siebie.

 No właśnie nie każdy ma prawo sobie kliknąć – jedynie członkowie Loży, autorzy nagrodzeni piórkiem i być może dyżurujący użytkownicy (nie wiem, nie ma o nich w poradniku) mogą nominować do biblioteki. Na tym właśnie polega sedno “problemu”, który był omawiany, zanim w ramach pracy zbiorowej przekierowaliśmy dyskusję na inny tor, a potem wykoleiliśmy (ale jaka to piękna katastrofa!).

Istnieje teoria mówiąca, że tekst może utknąć w poczekalni nie dlatego, że nie był wystarczająco dobry, ale dlatego, że nie przeczytała go wystarczająca liczba osób uprawnionych do przeniesienia go na półki biblioteki. Istnieje też teoria, że odpowiednio dobierając betaczytaczy ( prosząc o pomoc osoby uprawnione do późniejszego nominowania utworu do bilbioteki, najlepiej takie o których wiemy, że lubią omawiane w utworze tematy i styl jego wykonania) można zmanipulować system nominacji.

Czy ktokolwiek tak robi? Nie sądzę. Czy to jest do zrobienia? Sądzę. Czy potencjalne straty związane z ryzykiem nadużyć są na tyle duże, by uzasadnić koszty związane ze zmianami, dalszą komplikacją systemów nominacji i betowania? Nie sądzę – ale ja jestem chaotyczny neutralny.

 

edit

@Nazgul

+1

na emeryturze

Nazgulu, obecnie jestem – mniej więcej – na wydaniu książeczki, więc z własnego doświadczenia wiem, że redaktor w wydawnictwie tak samo miewa różne zastrzeżenia co do poszczególnych elementów fabuły i ingeruje w nie albo bezpośrednio, albo sugerując autorowi pewne zmiany. Tak więc nawet takie ingerencje betaczytaczy nie są dla mnie czymś niezwykłym, a tym bardziej – niestosownym. Chyba, że faktycznie beta zmienia w opowiadaniu tak wiele, że przestaje być betaczytaczem, a staje się realnym współautorem dzieła. A wtedy – wracając do meritum – klikanie przez taką betę biblioteki czy nominowanie do piórka rzeczywiście jest niefajne. Ale z takim przypadkiem się jeszcze nie spotkałem, prawdę mówiąc.

 

I nie zgodzę się, że fabuła jest bezwzględnie najważniejsza. Dla mnie na przykład bardziej liczy się styl danego autora. Zawsze od dobrej historii wolałem dobrze napisaną historię (choć oczywiście dobra i dobrze napisana historia to jest to co Cieniasy lubią najbardziej). Wiele innych osób też potrafi docenić ten aspekt danego tekstu. Za przykład takich reakcji niech tu posłuży Gravel (swoją drogą, berylu, podpiąłbyś jej srebro przy profilu) i zasadniczo każde z jej opowiadań. Słusznie głośna ostatnio “Depresja...” fabularnie jednak nie imponuje, ale za to napisana jest tak, że oderwać się od niej przed końcem po prostu nie ma bata. Niewielką przesadą będzie stwierdzenie, że każdy, kto czytał wzmiankowane opowiadanie jest tego samego lub podobnego zdania. I co? I momentalnie biblioteka, oraz nominacja do piórka.  Napisany przez Grav “Szatan...” – ponoć, bo ja jestem innego zdania – fabularnie też dupy nie urywał. A mimo to Miłościwie Nam Redagujący dał jej za to opowiadanie srebrne piórko, uzasadniając swoją decyzję tak:

 

A scena z Wielką Pisarką – wyborna.

I za nią do gravel idzie Srebrne Piórko.

W ogóle w całym swoim komentarzu znacznie więcej miejsca poświęcił stylowi niż fabule.

Ale to już offtop...

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nazgul, czy tobie już ktoś coś redagował? :-)

Nazgul -1. :-D Poczytaj, jak “Ulissess” Joyce'a powstał ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cieniu, jakieś zastrzeżenia, ok, ja mówię o zmianach, które mają bardzo realny wpływ na tekst. Poza tym przykłady jakoś do mnie nie przemawiają.  Pierwszy tekst gravel, ma dla mnie ogromny potencjał. Ale nie wykorzystany. Srebrne piórko toż to szort, a to inna klasa wagowa (nie mówię, że łatwiejsza, ale priorytety się tam zmieniają). A ja uważam, że fabuła jest bezwzględnie najważniejsza.

 

PsychoFish, nie wiem o czym do mnie mówisz:

PsychoFish:

-1.

laugh

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgul, nieogarze!

-2 :-) :-)

 

heart

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ciekawa dyskusja...

Problem jest taki – ktoś pomagał przy opracowywaniu ostatecznej wersji tekstu. Jedna osoba, kilka, kilkunastu –  na tym portalu też się takie przypadki zdarzają. W porządku, rzut oka innej osoby na tekst często bywa pomocny, a nie każdy pisze samodzielnie. Ale nie jest w porządku, a właściwie jest grubo nie w porządku, jeśli te osoby, które pomagały w opracowywaniu tekstu, kierują go do biblioteki. Oddają na niego głos.  Niech tekst oceniają inni, a nie ci, którzy pomagali go tworzyć.  Zdarza się, że rach-ciach –  tekst opublikowany, po czym za dzień, dwa trafia do biblioteki – głosami osób pomagających go tworzyć, barbarzyńsko zwanych betaczytaczami. Cóż za potworek językowy!

Takie sytuacje nie powinny i nie mogą się zdarzać. To, że ktoś, kto pomaga w pisaniu tekstu, go nie ocenia i nie kieruje do biblioteki, czasami nazywa się – nie bez racji – minimum przyzwoitości.  

Pozdrówka.

Dziewięćdziesiąt dwa posty, a problem naprawdę błahy... Jeśli beta czuje, że tylko wytknęła parę niedociągnięć, stylistycznych czy fabularnych, ale nie wpłynęła na tekst – to głosuje. Jeśli czuje, że miała poważny wpływ na tekst – nie głosuje. W sumieniu swoim niech beta zdecyduje i gwarantuję, że poza jakimiś oczywistymi trollami nikt nie będzie głosował na teksty, których był “współautorem”.

System naprawdę nie musi wszystkiego robić za człowieka.

 

Swoją drogą: afera toczy się wokół możliwości klikania przez bety, a nikomu jakoś nie przeszkadza, że AUTOR również może kliknąć sobie bibliotekę.

 

PS: Rogerze, jaką alternatywę w takim razie proponujesz dla terminu betaczytacz/beta/beta reader? Takie neologizmy nie są czymś strasznym, kiedy są potrzebne, tzn. opisują wycinek rzeczywistości, który w polskim dotąd nie był opisany. Z góry zaznaczam, że ani “redaktor”, ani “korektor” nie wchodzą w grę. A “czytelnik próbny” i jemu podobne to dopiero potworki językowe...

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Diriadzie, wydaje mi się, że Autor nie może (chyba że jest DJ-em). Kiedyś kliknęłam w swoim tekście przez przypadek i nic z tego nie wyszło.

Babska logika rządzi!

Recenzent. Jeśli ktoś czyta tekst i wytyka błędy, to tekst recenzuje. A że przy okazji może i redaguje – wiadomo, o co idzie. 

Jedno jest pewne – jeżeli redagowałeś tekst, nie kierujesz go do biblioteki. Niech pracę autora i recenzenta ocenią inni. Proste.

Pozdrówka.

Przypadek, powiadasz...^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, zarzucasz mi kłamstwo?

Babska logika rządzi!

 

Peace!

 

P.S.

Wiesz, że ja wiem, że Ty wiesz, że Oni wiedzą, kto klikał i wyklikał?

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Od klikania i skutecznego wyklikiwania najlepsza jest spółka Bemik – Cień. ;-p

Babska logika rządzi!

Finka – a, chyba że tak. Z ciekawości chciałem kliknąć, ale bałem się, że nie będę mógł odkliknąć, a wtedy wyszłoby głupio.

 

Rogerze – no nie, chociażby dlatego, że to niepotrzebnie pokrywa się ze słowem (a jakże) recenzent, czyli ktoś piszący recenzje, jakie czytamy w mediach. Żeby nie być gołosłownym: wg słownika Doroszewskiego “recenzent” to “autor recenzji”, w nowym PWN-ie w ogóle go nie ma poza hasłem “recenzja”. Podstawowe różnice: (a) recenzent kieruje swoje opinię/uwagi do odbiorców dzieła, beta do autora; (b) recenzja opiniuje gotowe dzieło, beta wytyka błędy, które jeszcze zostaną (lub nie, wola autora) poprawione, bądź w ogóle dostaje tylko fragmenty i im się przygląda.

“Jedno jest pewne...” – no naprawdę, jak widać z tej dyskusji i z tego, że zdania są jak najbardziej podzielone. Daruj sobie podejście “moja racja jest najmojsza i jedyna słuszna”.

 

Dalej: idąc tropem “jeśli miałeś jakikolwiek wpływ na kształt tekstu, to nie powinieneś na niego głosować” nieco dalej, równie dobrze jeśli znalazłeś w wydanej książce literówkę, napisałeś o tym do wydawcy, a w drugim wydaniu zostało to uwzględnione i poprawione, to nie powinieneś już głosować na tę książkę w jakimś konkursie, bo przecież nad nią pracowałeś.

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Trochę zgadzam się z Gwidonem, ale tak bez przesady – daleka jestem od sugestii, że betaczytacze nigdy nie powinni klikać na Bibliotekę. Sama trzymam się zasady, że jeśli betowany tekst zasługuje na B. już w momencie, kiedy zaczynam go czytać, to po opublikowaniu klikam. Jeśli przeskakuje poprzeczkę dopiero po zasugerowanych przeze mnie poprawkach – to nie.

IMO podejście Finkli jest najrozsądniejsze i puentuje całą dyskusję. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. 

I zawsze będzie to wzbudzało kontrowersje dla osób z zewnątrz, jako, że żadna z nich nie wie, czy rzeczywiście ten zdrowy rozsądek został zachowany. Do tego dochodzi ludzka natura, z góry zakładająca zaistnienie jakiegoś szachrajstwa, oszustwa czy innej manipulacji – i kwitnie wątek taki jak ten. 

Zatem jeszcze raz: zdrowy rozsądek. Po obu stronach barykady.

 

And one day, the dream shall lead the way

Wyraz “recenzent” ma chyba szersze znaczenie, bo w redakcjach mamy ludzi, oceniających teksty. Jeśli tekst jest odrzucany, często przesyłane są recenzje z uwagami, co i jak jest w tekście źle.

Może jednak wyraz “recenzent” nie oddaje dobrze roli osób, na tym portalu pomagających e tworzyć finalną wersje tekstu. W takim razie można sięgnąc po czasownik “testować”. Oddaje istotę działań tych osób. Byliby oni zatem chyba testerami albo literackimi testerami. 

Tekst testowali –wpisz nicki –  wystarczy taki zapis. Testerami tekstu byli... To znacznie lepsze od betowania i betaczytaczy.

Pozdrówka. 

Roger, 

 

Sformułowanie “beta testy” funkcjonuje w języku polskim, podobnie jak makaronizm “beta tester” i oznacza dokładnie to, co się odbywa. Z braku laku, czyli lepszego polskiego słowa, otrzymaliśmy go wraz z pierdylionem innych zapożyczeń, paciorkami i kocami, od anglosasów, którzy w zamian otrzymali nasze polskie, złote “kur*a”

Ponieważ rzecz dotyczy czytania i odbywa się w sieci, gdzie skrótowość pojęć mieszcząca maksymalny możliwy ładunek semantyczny jest wysoko w cenie, podałbym coś z czytelnika. I skrócił. I tak mógłby narodzić się “beczyte”, czyli beta czytelnik-tester. Wymawiane z akcentem na ostatnią  sylabę nabiera w sobie beczyte francuskości!

Ale ale, beczyte czasami staje się bliskie redakcji i grzechem by było pominąć ten fakt. Mamy wówczas do czynienia z beta redaktorem-czytelnikiem-testerem. Beczyrete, mon Dieu!

Masz też absolutnie rację, co do recenzenckiej roli takiej osoby oraz co do tego, że recenzja to nie zawsze redakcja, więc obie te funkcje należy oznaczać osobno. Możemy więc powiedzieć, że “bereczyrete” (wymawiane z zaakcentowaniem pierwszego “re” i “te”) to bardzo dźwięczna, może nieco zabawny, ale zapewnia cię, w ustach pięknej kobiety cholernie erotyczny (zwróć uwagę, jak składają się wargi) akronim.

 

Odmiana wprawdzie potrzebuje trochę czasu, by się ustabilizować, ale myślę, że wątpliwości o bereczyretym, przekazywane przez jednego bereczyretego innym bereczyretym w sprawie tego, czy bereczyretego (och, mów do mnie to “rrrr”, Emmanuelle!) powinien, nie powinien, a może nie chcemał ale musiał bereczyretować szybko same się wyjaśnią w toku licznych bereczyretów.

 

Wszelkie podobieństwo bereczyrete do czyraków wynika wyłącznie z nieumiejętne wokalizacji. Buźka w dzióbek, “bereczyrete” i wszyscy jesteśmy żabojadami!

 

 

 

Przepraszam, NMSP ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To ja też się wypowiem, a co mi tam :)

Dla mnie z założenia betalista służy do tego, żeby dostać odzew i porady takie same, jak w przypadku tekstów umieszczanych w Opowiadaniach, tylko że do “dzieł”, które chcę pokazać gdzieś indziej. Przecież o to chodzi, żeby nie spalić tekstu w sieci, prawda?

Dlatego nie widzę sensu umieszczania tekstu po becie na portalu. Równie dobrze można by od razu wrzucić do Opowiadań. Wiem, że są konkursy portalowe, albo teksty, którym jednak nie wyszła kariera i skruszone wracają na portal na terapie z psychologiem, który im powie dlaczego nie wyszło :)

Czy wtedy bety powinny klikać bibliotekę? Jeśli jest to podyktowane zachwytem, a nie TWA, to czemu nie? To w sumie tylko biblioteka.

Ostatnio mało siedzę w Opowiadaniach, ale wydaje mi się, że gwidona zirytował raczej komentarz Tenszy, niż sam głos na bibliotekę.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

PsychoFishu, co nie zmienia faktu, że “betaczytacz” jest takim potworkiem językowym, że zęby bolą... I w dodatku nie oddaje istoty czynności, realizowanych przez osobę czytającą nieopublikowany tekst i formułującą opinię i uwagi. A że ktoś w internecie naprędce wymyślił taka bzdurę językową, to wcale nie znaczy, że należy jej używać.

To prawda, że to tylko biblioteka. Niewiele jednak różni się od poczekalni. Ale jednak jest to pewna forma wyróżnienia tekstu. No więc  jeżeli tak,  trzeba przestrzegać pewnych zasad. Bo często wychodzi na to, że tekst trafia do biblioteki głosami osób, wcześniej pomagających przy redagowaniu tekstu.

Pozdrówka. miło było.

Czy zdarzyło się, żeby jakiś kompletny gniot dostał się do Biblioteki tylko dzięki temu, że zagłosowały na niego bety? Bo to by według mnie była sytuacja niepokojąca i oburzająca.

Jeśli nie, to co za różnica kto popchnie tekst do Biblioteki, skoro i tak na to zasługiwał?

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Dla­te­go nie widzę sensu umiesz­cza­nia tek­stu po becie na por­ta­lu. 

Zdrada!no

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@krajemar

 

Dla mnie z założenia betalista służy do tego, żeby dostać odzew i porady takie same, jak w przypadku tekstów umieszczanych w Opowiadaniach, tylko że do “dzieł”, które chcę pokazać gdzieś indziej. Przecież o to chodzi, żeby nie spalić tekstu w sieci, prawda?

Dlatego nie widzę sensu umieszczania tekstu po becie na portalu. Równie dobrze można by od razu wrzucić do Opowiadań. Wiem, że są konkursy portalowe, albo teksty, którym jednak nie wyszła kariera i skruszone wracają na portal na terapie z psychologiem, który im powie dlaczego nie wyszło :)

 Kiedyś toczyła się na ten temat krótka dyskusja na shout-boxie. O ile pamięć mnie nie myli, to wyszło na to, że część użytkowników czuje się swobodniej i bardziej komfortowo krytykując i przyjmując krytykę w zaciszu bety, niż w ogólnodostępnym komentarzu pod opublikowanym opowiadaniem. Nie jest to zaskakująca tendencja, biorąc pod uwagę grupowe zjadanie nieidealnych tekstów żywcem.

na emeryturze

Uuuuu... gary, ciekawe spostrzeżenie. Pójdę dalej i wysnuję przypuszczenie, że osoby z piórkiem, czy po prostu uchodzące za bardzo dobrze piszące, zaczynają, hmmmm... bać się własnej twórczości. Lękają się, że publicznie ktoś zniszczy ich opowiadanie i wyzeruje literacki licznik zachwytów. Czy to presja, zmusza was do korzystania z bety?

Nazwijmy to syndromem Metaliki. Ot, Autor pisze świetny tekst, dostaje piórko i co? Pojawiają się obawy, że ten piórkowy tekst to było kill’em all, a kolejne utwory będą coraz słabsze, ze sporadycznymi przebłyskami. Autor zaczyna bać się nieprzychylnych opini, negatywnego odbioru. Sukces staje się potworem,  karmiącym się obawami.

W takich chwilach cieszę się,  że nie odniosłem żadnego sukcesuyes

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Ja przyznam ze skruchą, że robię to, o czym wspominała krajemar – daję teksty na betę, wysyłam do gazet, a jak coś się nie dostanie – wrzucam tutaj. To znaczy, póki co, zdarzyło mi się to tylko raz. Reszta tekstów, o dziwo, gdzieś się podostawała O.o (albo czekam jeszcze na odpowiedź).

Dostrzegam w tym sporą zasługę swoich bet i nie jest mi źle z tego powodu. Jak dla mnie – wyśmienity system, by się czegoś nauczyć, a może nawet zrobić sobie literackie CV :)

Ale to już w sumie trochę odbiega od tematu...

 

Tylko nie "Tęcza"!

@Nazgul

Łot de fak!?

Kompletnie się nie zgadzam.

Raz, że jednorazowy “sukces” (zakładam na potrzeby dyskusji, że mianem sukcesu określamy tu podobający się czytelnikom tekst na portalu) to żaden gwarant osiągniętego poziomu. Trzeba umieć ocenić swoje umiejętności w miarę na trzeźwo i zdać sobie sprawę, że to co my tu robimy, to w większości całkowite amatorstwo. A następnie wyciągać wnioski. Czemu tekst się spodobał, czemu nie...itp.

Dwa – jeśli ktokolwiek reaguje w taki sposób jak piszesz, na pewno nie jest gotów by zaistnieć w jakimkolwiek medium. To jest za przeproszeniem, bycie d*pą, a nie pisarzem i to jeszcze z “sukcesami”.

Sorry, ale lepsze i gorsze teksty będą się zdarzały i z tym, jak i z (nie zawsze słuszną) krytyką trzeba się umieć pogodzić.  

Jak się nie umie, to cóż, polecam realizować się poprzez rozwiązywanie krzyżówek.

 

@Tenszo, ja Ci wręcz powiem, że odniosłem wrażenie (po tych tekstach które gdzieś posłałem), że czasami te e-ziny (oczywiście nie wszystkie), czy inne miejsca w których można zaistnieć z nazwiska, mają mniejsze wymagania niż tutaj. A już na pewno niczego nie nauczą. Za to właśnie cenię społeczność NF. kiss

And one day, the dream shall lead the way

Rex, podważasz mój psychologiczny wywód!?surprise

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

@Nazgul

 

Ja na to patrzę z drugiej strony. Pojawia się na portalu nowy autor, nie zna niepisanych reguł, preferencji i przyzwyczajeń użytkowników, napisał swój pierwszy “poważny” tekst, jest podekscytowany i chce się owocem twórczości podzielić, więc bez zbędnych analiz, gnany zalotnymi spojrzeniami muz, publikuje swoje dzieło. I co się okazuje? Że tekst jest do niczego: źle sformatowany, pełen wszelkich możliwych błędów, a najczęściej jeszcze wtórny, nudny i głupi. Że powinien był betować. I, jeżeli się nie zniechęci, to następnym razem pewnie zdecyduje się na betowanie, bo publiczna kompromitacja to nic przyjemnego.

na emeryturze

@gary

 

Czyli co, zalecasz debiutantom betę? Ja tam wolę starą, dobrą próbę sił. Publiczna kompromitacja hartuje najlepiej. Jeśli kogoś złamie, cóż, to nie dla niego. Jeśli zaciśnie zęby i będzie pisał dalej, to jest dla niego nadzieja, a i syndrom Metaliki raczej mu nie straszny. A gdy od początku krytykę będzie starał “minimalizować” to już droga ku Metalice...

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

O i z tym już się zgadzam ;)

And one day, the dream shall lead the way

@Nazgul

Nie zalecam, szczerze odradzam, ale inni zalecają. Robią to, nie wątpię, w dobrej wierze, kierowani troską o poziom publikowanych tekstów, komfort czytelników i rozwój autora. Być może przynosi to zamierzone efekty, być może nie, nie mnie to oceniać.

Zapominasz ( wydaje mi się, że nie ty jeden), że nie każdy użytkownik NF to aspirujący półprofesjonalista marzący o publikacjach, literackich laurach i uwielbieniu milionów. Niektórzy autorzy prawdopodobnie piszą i publikują dla zabawy, nie w celu mozolnego wspinania się na szczyt własnego talentu przy akompaniamencie jazgotu i wrzasków krytyków.

 

 

 

na emeryturze

Roger

I w dodatku nie oddaje istoty czynności, realizowanych przez osobę czytającą nieopublikowany tekst i formułującą opinię i uwagi.

Z tym się nie zgodzę – sprawdź co oznaczają “beta testy”. A potworkiem – zgodzę się, dla odmiany ;-)

 

Gary – my dyskutowaliśmy wtedy, ale ostatnia uwaga cenna.

Nazgul – minimalizowanie publicznej krytyki vs hartowanie w publicznym boju – bez przesady, jak ze wszystkim: złoty środek dopiero daje efekt. Przegięcie w każdą stronę nie wydaje mi się dobre.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psy­cho­Fishu  – daj sobie spokój z obroną tego potworka językowego. Recenzent recenzuje, redaktor redaguje, krytyk krytykuje albo pisze recenzję, korektor dokonuje korekty itd, itp. A co robi betaczytacz? Betaczytuje albo betaczytaczuje? A co to znaczy? Czyta, w porządku. Ja też czytam. Dobra, ale co znaczy betaczytanie?Jeśli jest potrzebne szczegółowe wyjaśnienie, na czym polega betaczytanie, oznacza to tyle, że ten neologizm jest nie tylko do kitu, ale też całkiem do bani.

Po prostu – ktoś kiedyś gdzieś tam wymyślił bzdurę w postaci “betaczytacza”, inni ochoczo podchwycili – i poszły konie po betonie.

Podobnie jest z “betowaniem”. Tak na dobrą sprawę, “betowanie” oznacza wytwarzanie betów,  Albo bet. Na czym to polega, najstarsi górale nie wiedzą. Załadował na wóz albo do samochodu swoje bety, bo był betaczytaczem.... Co z larami i penatami? Wysłał mailem?

Brr!

Pozdrówka.

PS. Już myślałem, że “Esensja” odrzuci  mój tekst i otrzymam  recenzje redakcyjne, pisane przez osoby oceniające opowiadanie,  a tu nie. nie otrzymałem, czego oczywiście nie żałuję. 

Ile miesięcy czekałeś na decyzję? No i, naturalnie, gratuluję. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Ja zawsze słowo “betaczytacz” traktuję z przymóżeniem oka, bo tak ono chyba troche powstało, na żarty, na skróty. Wszyscy wiemy, co to. Neologizmy popychają język do przodu i tego się nie uniknie. Można sie wzbraniać przed “poszłem”, ale już nie przed trollowaniem, hejtowaniem, czy betowaniem. 

Życie języka polskiego jest bogate w nowe znajomości. Wiele z nich nasz język zwiera w sieci :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Betarecenzowanie?

na emeryturze

Dawno, dawno temu, Jeremy Clarkson w jednym ze swoich felietonów pisał właśnie o ewolucji języka. Felieton ów przeczytałem w drugiej części książki “Świat według Clarksona”. Nosi on tytuł “O2żmy się pisać nowocześnie, tak jak nasze dzieci” i gorąco polecam go wszystkim, nie tylko zainteresowanym poruszanym tu tematem. Jest to bowiem nie tylko bardzo ciekawy, ale też niezwykle przyjemny w odbiorze głos w dyskusji. I właśnie dlatego nie pokuszę się o profanację tego tekstu próbami streszczenia czy wklejaniem fragmentów (jak ktoś chce całość – dajcie znać). Tytuł mówi jednak wyraźnie, jaką tendencję językową wykazuje sam autor, a ja od siebie dodam, że uzasadnia swoje stanowisko bardzo przekonująco.

 

Swoją droga, ładnie zeszliśmy z tematu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ależ Rogerze, kto ci powiedział, że bronię “betaczytacza”? Powieś szubrawca za jaja, bo bierze twoje pieniądze i ściemniał ;-) To neologizm, makaronizm, który po prostu wszedł do naszej mowy. Ja ci mówię, że pojęcie beta test mieści w sobie recenzję, korektę i czasem nawet redakcję w procesie dostarczania produktu szerszej publiczności :-)

 

Cieniu, ja chcę, bo brzmi ciekawie :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dokonało się.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Sethtraelu, szybko. Tekst wysłałem 23 czerwca, odpowiedź otrzymałem dwa dni temu. Może dlatego, że akcja opowiadania toczy się na Uralu. Ciekawa okolica...

Ale na odpowiedź w sprawie drugiego tekstu, a właściwie pierwszego, czekam już długo, ponad osiem miesięcy. No cóż, sporo ludzi wysyła teksty do tego portalu – i słusznie, a mój pierwszy tekst do końca może  nie jest przekonywujący.  Normalne.

Pozdrówka..

Wydaje mi się, że wyraz ”beta-recenzowanie” i “beta-recenzent” o wiele lepiej oddają  istotę tego, co robi osoba, czytająca na portalu niepublikowany tekst, formułująca ocenę, zalecenia, uwagi. Dodałbym dywiz między dwoma członami tego wyrazu.

A jesli idzie o trolla, trollowanie, hejt, hejtowanie, blog, blogowanie... Chyba mamy tu do czynienia z inną sytuacją. Znaczenie wyrazu “troll” jest znane – to postać fanatastyczna, zachowująca sie w bardzo określony sposób. Klasyczny neologizm “trollować” znaczy tyle, że ktoś zachowuje się jak troll. Podobnie jest z “hejtem” – to organizowanie, wpisywanie obraźliwych, napastliwych, wulgarnych komentarzy. I od razu mamy czasownik “hejtować”, czyli pisać w internecie obraźliwe, wulgarnie, napastliwe komentarze, często wyssane z palca albo wzięte z sufitu. No i od razu jest też rzeczownik “hejter” albo “hejterka”. Tak sam jest z blogiem, blogowaniem, dokonywanym przez blogera albo blogerkę. No, ale to kwestia poboczna.

Jestem za “beta-recenzowaniem”.

Pozdrówka.

może beta-redaktor, albo beta-korektor.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Chyba beta-redaktor. Ten wyraz ma szerszy zakres znaczeniowy, a w nim mieści się też i dokonywanie klasycznej korekty.

Tekst beta-redagowali: (wpisz nicki}. no i wszystko jAsne.

Gwidonie, przepraszam za wplecenie w Twój temat wątku pobocznego.

Pozdrówka.

Z beta-recenzentem jest znowu problem długości, bo zaraz z niego zrobi się betarec. Myślę, że Betarece to jakieś plemię z Gwiezdnych Wojen.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

nie macie już ciekawszego tematu? :P

Nowa Fantastyka