- Hydepark: Od bloga do literackiej sławy

Hydepark:

inne

Od bloga do literackiej sławy

Dziesięć lat temu zacząłem pisać bloga. Wydawało mi się, że każdy pisarz ma bloga. Dziś jestem jednym z nielicznych pisarzy, którzy jeszcze bloga posiadają. Na początku chciałem tam promować własną twórczość. Szybko zorientowałem się, że blog niezbyt nadaje się do tego zadania, a ja nie jestem w stanie wypromować czegokolwiek.” ~Łukasz Orbitowski

Otwieram dyskusję tym pesymistycznym akcentem.

Ale z drugiej strony mamy przykład Dmitrija Głuchowskiego, który na swoim blogu publikował w odcinkach odrzucone przez wydawców "Metro". Teraz jest literacką gwiazdą.

Czy w naszych realiach taka forma promocji ma sens? Co o tym myślicie?

Komentarze

obserwuj

Nie ma, za mały rynek i wiele innych czynników.

http://fantazmaty.pl

Każda forma promocji ma sens, jeżeli uda się przyciągnąć czytelnika, który zostanie przy tobie na dłużej – najlepiej na zawsze, który będzie napędzał popyt na twoją pracę :)

 

Ja bym się nie obraził nawet, gdyby to był tylko jeden i to z tych nietargetowych ;)

Promocja, promocja, promocja.

Pisałem kiedyś bloga, który cieszył się mniejszą popularnością od tych pisanych przez nastolatków dla nastolatków. Mógłbyś pisać najgorszy chłam, ale gdyby dziesiątki tysięcy ludzi śledziło twoje wpisy, znalazłby się wydawca.

Najlepiej obrazują to wszystkie te tweety, snapchaty i inne badziewia, gdzie ludzie wrzucają fotki. Wystarczy, że masz urodę i śledzą cię miliony. Oczywiście literatura nie ma takiej siły przebicia. Społeczeństwo jest leniwe i wolą szybko obczaić zdjęcie niż wczytywać się choćby w jeden akapit. Dlatego na pewno trudniej wypromować twórczość pisarską niż inne “walory”. Ale generalnie uważam, że jak umiesz przyciągnąć swoim blogiem dużą grupę ludzi, masz ogromne szanse zostać wydanym.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Wybaczcie mój francuski, ale Chujowa Pani Domu wydała książkę powstałą z popularnego fanpage’a ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To jeszcze nic, pewna pani znana z bycia znaną (niejaka Kardashian) wydała “książkę” ze swoimi najlepszymi... selfie. Badum tsss!

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

A Justin Biber (lat 23) wydał swoją biografię. Promować można wszytko, sprzedać można wszystko, tylko komu to potrzebne.

Przeglądałem kiedyś kilka blogów i w końcu zostałem przy tych kulinarno/podróżniczych.  Przynajmniej fotki były ładne, teksty może nie były jakieś wybitne, ale oparte o własne doświadczenia. Resztę grafomanów uprawiających politykę albo pseudointelektulne rozważania  pogoniłem.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

A wyjaśni mi ktoś fenomen Jasona Hunta? :D Który książki też pisze, ostatnia to powieść motywacyjna, nowy gatunek. Porównywana przez kryty... ekhem, innych topowych blogerów do “Martina Edena” i  “Buszującego w zbożu”. :p

http://www.labyrint.pl/

Wystarczy parsknąć 10k razy Jesteś zwycięzcą! i zachowywać się jak przygłup :D Albo coś w stylu: " Weź kurwa dupę w troki i zrób pierwsze kroki, mnie do chuja nikt za rękę nie ciągnął, sam musiałem wstać sprzed telewizora. To samo możesz zrobić i ty, wyłącz dzisiaj ten pierdolony komputer idź na spacer i pomyśl co możesz jeszcze zrobić jutro. I zrób to!" :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Kim jest Jason Hunt?

 

EDYTA: Wstyd mi, że wiem kim jest Kim i Biber...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jason Hunt... Wcześniej publikował jako Kominek, ponoć bóg ,  czy tam król, a może ojciec polskiej blogosfery. Zacząłem go czasem czytywać, kiedy na poważnie przymierzałem się do założenia własnego bloga.

Haha. Też tak czasem mam... Wstyd mi, że o kimś w ogóle słyszałem. Ale to dotyczy głównie 90% youtuberów. :p Mam brata w gimnazjum, więc... przypadkiem dowiedziałem się rzeczy, które trochę zaniżyły moją wiarę w ludzkość. A myślałem, że nie da się przebić poziomu dna.

http://www.labyrint.pl/

@Matrix

Ten cytat to nawiązanie do Kołcza Majka? :D

http://www.labyrint.pl/

@Mytrix:

Gdzie mogę kupić twoją książkę motywacyjną? :D

 

A propos książek motywacyjnych – czy wiecie, że większość ich twórców nigdy nie stosowała się do własnych zaleceń? Bogacili się na frajerach, kupujących ich książki. To jest mistrzostwo!

 

Reguła blogów jest prosta. Im większa papka, tym większe zainteresowanie. Spróbuj napisać coś mądrego lub wzniosłego, to prawdopodobnie nikt cię nie zrozumie. Napisz, w jakich szpilkach pojawiła się na ściance ta czy inna gwiazda, od razu zgłoszą się do ciebie reklamodawcy. Może przesadziłem, ale niewiele. Albo pisz kontrowersyjnie. Ludzie lubią patrzeć/czytać jak się inni kłócą, czego nie pojmuję, ale tak jest.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Wydaje mi się, że piszecie tu o dwóch różnych rzeczach. Czymś innym jest być blogerem i wydać książkę (o czymkolwiek, ludzie i tak kupią), a czym innym – pragnąć być pisarzem i założyć bloga, żeby się promować. To, że ktoś ma zadatki na świetnego pisarza nie oznacza, że będzie popularnym blogerem i na odwrót. Plus żeby rzeczywiście się wypromować w blogsferze trzeba się naprawdę napracować: mieć profesjonalną otoczkę w stylu szablon na stronę i dobre zdjęcia, być ciągle obecnym w social media, tworzyć regularne wpisy, które przyciągną zainteresowanych, jeździć na te wszystkie eventy w stylu Blog Forum Gdańsk, promować się podczas powstawania różnych tam rankingów. A potem spotykać się z fanami, tworzyć ciągle coś nowego – a to streamingi, a to cośtam. Oczywiście są wyjątki w stylu dość chyba popularny Spisek Pisarzy (ja dobrze pamiętam, że on coś wydał w selfpubie? Bo mogę się tu mylić), ale większość literatów chyba niespecjalnie się do tego nadaje. Sama kiedyś o tym myślałam i sądzę, że nie byłabym w stanie zostać popularną blogerką. Po pierwsze dlatego, że nie umiem tak pisać – bardzo przystępnie i tak, żeby przede wszystkim przyciągnąć uwagę (oh wait, nie nadaję się też na popularną pisarkę w takim razie :P). Bo albo ma się naprawdę wyjątkowy pomysł na siebie, albo trzeba klepać te wszystkie wpisy w stylu “10 rzeczy, które musisz mieć w pobliżu swojego sedesu” i robić milion śliczniuchnych lajfstajlowych zdjęć. Ewentualnie mieć naprawdę dobre przepisy kulinarne (najlepsze blogerki kulinarne też wydają książki – kucharskie ;)).

 

Dodam, że znam dziewczynę, która kilka lat temu założyła bloga i w tej chwili jest jedną z absolutnie czołowych polskich blogerek. I jeśli mnie pamięć nie myli, pisze książkę – tylko nie wiem, czy sama, czy bierze udział w jakimś większym projekcie. Ale nigdy nie było to jej wielkim marzeniem, myślę też, że nadal nie planuje “zostać pisarką” – to po prostu kolejna forma promowania siebie.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Prowadziłem swego czasu dwa blogi, jeden, jak to napisał Zalth, grafomańsko pseudointelektualny, drugi bardziej wyspecjalizowany, taka pop psychologia, (przy czym pop, nie znaczy pseudo, głównie w przystępny sposób przestawione ciekawostki). Oba były dość poczytne (zwłaszcza ten pierwszy :P). Podejrzewam, że da się na tym wypromować, ale trzeba włożyć w to trochę wysiłku, wstrzelić się z tematyką, mieć lekkie pióro i last but not least – prowadzić ten blog w odpowiednio wyeksponowanym miejscu w sieci (a najlepiej mieć znanego wujka, który go rozreklamuje, ewentualnie założyć blog o na tyle porąbanej tematyce, że zaproszą cię do TV śniadaniowej, a potem do końca życia jedziesz na fejmie :D).

W każdym razie, prowadzenie bloga ma trzy niezaprzeczalne, choć może nie szalenie wielkie plusy: raz, może być fajną zabawą, dwa, pozwala w jakimś tam stopniu szlifować umiejętność klecenia sensownych zdań i być na bieżąco z klawiaturą, no i, po trzecie, uczy pewnej samodyscypliny, bo jednak wymaga regularności.

Fajna zabawa jest, kiedy ktoś reaguje na twoje wpisy. Poza tym dla niektórych konieczność regularnego pisania jest zaprzeczeniem zabawy :) Ale fakt, że jest to pewien trening i w małym stopniu odwzorowanie jakości twoich wypocin. Bo jedna sprawa to przyciągnąć czytelników, a druga utrzymać ich. Co z tego, że słupek odwiedzeń rośnie, jeśli nikt nie wraca po pierwszym kontakcie.

Swojego bloga prowadziłem w podobnym celu, chociaż z czasem stał się dla mnie bardziej terapeutyczny niż promotorski. Mimo wszystko przyciągnął parę osób, które dość regularnie mnie odwiedzały (i vice versa), przez co zawiązaliśmy namiastkę pewnej społeczności (ale nie mylić z kółkiem wzajemnej adoracji!).

Wydaje mi się, że obecnie aby wyróżnić się na tle tysięcy (milionów?) blogów, trzeba znaleźć sobie niszę. Jaka ona mogłaby być, pozostawiam do rozważenia twórcy. Inaczej zginie się w gąszczu innych, nawet jeśli robi się to ciekawiej i lepiej.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Blog o pisaniu... Spisek Pisarzy (jak zauważyła Mirabell) – dużo ciekawostek i bloger (Tomasz Węcki), który książkę napisał i opublikował. Jeszcze można wspomnieć o Leszku Bigosie – Wkurzony Pisarz (nasz cichy forumowicz), który też ciekawie pisze o pisaniu, a w szczególności o publikowaniu własnymi siłami.

 

Ale jakie to ma przełożenie na fejm, na rozpoznawalność, na sprzedaż? To już trzeba chłopaków zapytać/przeczytać na ich blogach ;)

Kominka czytywałem, nawet dosyć regularnie, kiedy jeszcze był po prostu Kominkiem i kurwował chyba na wszystko i na wszystkich, łącznie z szowbiznesem. Co więcej, kilka dosyć zażartych ale i niezmiernie ciekawych dyskusji z tym panem miało swój udział w kształtowaniu mnie, i to nie tylko jako twórcy, ale i jako człowieka. A że to było niemal pół mojego żywota temu, to i kształtowanie było relatywnie łatwiejsze, i stwierdzenie, że Kominek budował nam blogsferę – na której, mimo posiadania wóch półmartwych płodów krążących sobie spokojnie w odmętach tego bagna, zupełnie się nie wyznaję – nabiera znamion prawdopodobieństwa. Potem nasze drogi – moje i Kominka – się jakoś rozeszły, a gdy po latach postanowiłem sprawdzić, co u niego, był tym tam już... No kimś – i czymś – zupełnie innym, prezentującym inne przekonania i wartości, więc olałem typa po całości.

Niemniej przyznać muszę, że pisać, a także elektryzować i zmuszać do myślenia, facet potrafi.

 

Co do samej idei, to fakt, byłoby nieźle machnąć kilka zdań na dzień i trzepać z tego hajsy i flejm (czy coś), ale mnie to tam średnio kręci, a jako forma promocji wydaje mi się już jednak Spaloną Ziemią; zbyt wyeksploatowaną, by dało się z niej jeszcze żyć. Może w odwrotnym kierunku i owszem – wydajesz książkę (dobrą książkę), zyskujesz jaką taką popularność (no, niechby rozpoznawalność) i wtedy Twoje nazwisko samo przyciągnie kilku czytelników, Twoje słowa ich zatrzymają, a zawarty w nich przekaz pozwoli promować się dalej.

Tylko co tak naprawdę wartościowego, w świecie pełnym wszystkiego, można jeszcze przekazać? Chyba własne myśli i sposób ich formowania. Tylko czy one naprawdę są wartością dodatnią? I czy ktoś jej w ogóle potrzebuje, kiedy są cycki, i to są takie... takie... ech... Cycki som fajne.

 

Ja też wiem kim jest Bimber i Kim... kolwiek ona tam jest, i wcale się tego nie wstydzę – bo wiedza to nic zdrożnego. Przykro mi natomiast, że wiedza na temat takich osób i ich poczynań komukolwiek wydaje się istotna. A jeszcze bardziej mi przykro, że słyszałem – choć nie w całości, bo to niewykonalne i odradzam wszelkie próby – jak jakiś tam Kwiatkowski coveruje “Jak zapomnieć”.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Odnośnie Spisku Pisarzy to zwracam uwagę na fakt, iż owszem, Tomasz wydał, ale selfa. Więc ten przypadek (w chwili obecnej) można uznać za mechanicznie zbliżony do wspomnianego kominka. Obaj (poprzez blogi) stworzyli społeczność, która kupiła ich książki.

Przy czym chcę wierzyć, że książka Tomasza jest na dużo wyższym poziomie niż ten “książkopodobny” twór kominka.

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Jeszcze mi się przypomniał Ochnik od Mistycyzmu Popkulturowego. “Zimy” jeszcze nie czytałam więc się nie wypowiem o jakości, ale to akurat nie jest self. W sumie ciekawe, na ile popularność bloga przełoży się na popularność powieści. Tylko czy rzeczywiście da się to zbadać? Nawet, gdyby wydawnictwo udostępniło statystyki sprzedaży dzieł debiutantów (ha, ha), to i tak moim zdaniem jest tu zbyt wiele innych czynników, które mogą wpływać na popularność.

 

Tylko co tak naprawdę wartościowego, w świecie pełnym wszystkiego, można jeszcze przekazać?

 

Mam dziwne wrażenie, że tak myśleli już starożytni Grecy :P

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Cieniu Drogi!

Chylę czoła przed Twoim komentarzem, tak jest akuratny, niegłupi i głęboki w swojej zajebistości. W dosłownie kilku linijkach idealnie skwitowałeś rzeczywistość XXI wieku.

Mam dziwne wrażenie, że tak myśleli już starożytni Grecy :P

I może mieli racje?^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Mirabell

Fandomici z zasady mają łatwiej nawet bez bloga wink

 

A nawiązując do pytania w temacie: Myślę, że obecnie siła bloga jest coraz niższa (biją go choćby kanały youtubowe), aczkolwiek prowadzenie takowego raczej nie zaszkodzi. Warto jednak rozważyć, czy nakład pracy przełoży się rozsądnie na korzyści. Oczywiście o ile bierzemy pod uwagę tylko aspekt promocyjny, a nie prowadzenie dla samej przyjemności.

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Bailaucie – z opóźnieniem, ale kłaniam się, nisko i pięknie, acz niezgrabnie, bo z zakłopotaniem.

 

Inna rzecz, że skoro moje myśli o wyrażaniu myśli znajdują uznanie, to może by tak... blog jakiś?^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@Jacek L

Książka Tomka ze Spisku jest dobra. A “powieść motywacyjna” Jasona Hunta, wczytałem się trochę w genezę jej powstania. I wygląda na masowy produkt. :p Rozwalił mnie fakt pisania najważniejszych cytatów specjalną czcionką. Żeby się wyróżniało, kiedy czytelnicy będą wrzucali urywki na instagrama. :p

Hmm... Co prawda wśród youtuberów nastała moda na “produkowanie książek”. 

Kanał na YT zamiast bloga? Cóż... Jeśli ma to służyć do promowania literatury, chyba to drugie będzie miało w tym wypadku większą siłę przebicia.

@Mirabell 

No proszę... O tym autorze pierwsze słyszę.

http://www.labyrint.pl/

Miszcz :D :D

Hahah. Piękna recka. :D Recka... To chyba właściwe słowo.

http://www.labyrint.pl/

Zauważyłem już jakiś czas temu tendencję, że po blogi sięgają firmy, szczególnie wyspecjalizowane w czymś. Pomijam chamskie reklamy jakiś specyfików, ale np. artykuły na temat jakiś usług czy produktów. Mało poczytne, ale to zawsze jakieś wsparcie reklamy. Przekładając to na pisarstwo, myślę, że blog miałby sens już po napisaniu powieści, gdzie trafiałyby opowiadania z uniwersum albo dalsze przygody bohatera.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Blogi firmowe pozwalają też chyba pozycjonować produkt (o ile wpisy nie są tak chamsko naszpikowane słowami kluczowymi, że google je banuje).  Ale to jest trochę przedpotopowe rozwiązanie.

 

Wydaje mi się, że blogerzy to wciąż wpływowe osoby, chociaż przedstawiciele innych form (youtube, szczególnie w młodszym pokoleniu) szybko dołączają. Co nie zmienia faktu, że jak napisał Jacek, jeśli blog ma promować osobę, to wymaga dużych nakładów pracy. I czasu. Pytanie, ile osób może sobie pozwolić na prowadzenie bloga na serio, a przy tym pisanie na serio opowiadań/powieści? Prędzej uwierzę, że ktoś zaczyna od bloga i kiedy rzeczywiście dochodzi do takiej pozycji, że wyłącznie z bloga jest w stanie wyżyć – zaczyna myśleć o pisaniu. 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Jest jeszcze jeden aspekt:

Blog (teoretycznie) powinien być ukierunkowany aby przyciągnąć ludzi. Blog “o wszystkim” raczej już nie ma racji bytu, albo – druga opcja – wymaga naprawdę dobrego przemyślenia i ogromu pracy.

A więc blog tematyczny który z pomocnego narzędzia może się stać kulą u nogi.

 

Rozważając przykład/pomysł Skulla:

Autor napisał książkę w klimatach SF i założył bloga, gdzie publikując ciekawe materiały zebrał grupę czytelników. Potem napisał jedną lub dwie kolejne książki SF i wszystko gra.

Następnie Autor postanowił odpocząć od SF i napisać kryminał, fantasy, romans czy cokolwiek innego i nagle okazuje się, że grupa skupiona przy blogu się wykrusza. Raz, że niewielki jej procent będzie zainteresowany innym gatunkiem, dwa, że autor dla części osób straci wiarygodność (nieco absurdalne, ale ludzie to tylko ludzie), a trzy, że sam autor chcąc odpocząć od SF mimowolnie zaniedba bloga. Tym samym cały nakład pracy w budowę kierunkowego bloga sprowadzi się jedynie do wsparcia dla jednej lub dwóch pozycji. Zysk w postaci kilku lub kilkunastu procent “wiernych” czytelników, którzy sięgną po inne gatunkowo książki, nie wydaje się szczególnie istotny w tym wypadku. Szczególnie, że te osoby można (przynajmniej teoretycznie) zainteresować w inny – mniej absorbujący – sposób. I wróciliśmy do punktu wyjścia.

 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Przyznaję rację, że mój pomysł w dosłownym wykonaniu nie ma racji bytu. Zapomniałem w poprzednim wpisie wcisnąć “na przykład”. Niekoniecznie muszą to być wyłącznie opowiadania, jak zaproponowałem, ale ogólnie twórczość danego autora. Powiem więcej, należy rozważyć czy taki blog to nie najlepsze miejsce do testowania pomysłów, np. napisania kryminału itp. Można wtedy poznać opinie, które nas odpowiednio ukierunkują. O ile oczywiście ktoś się tym przejmuje. Z drugiej strony taka interakcja z czytelnikami bloga może pozytywnie odbić się na późniejszej publikacji, bo zadziała świadomość, że się “uczestniczyło” w tworzeniu czegoś. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Mam wrażenie, że forum NF gra taką rolę i nie trzeba kupować miejsca na serwerze ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja sobie od lat prowadzę blogi, każdy ma swoją specyficzną pulę odbiorców. Jeden to moja egzystencjalno-literacka terapia, która podobno pomaga też paru innym, obcym osobom, i ma zadziwiająco dużo wyświetleń. Inne to poezja, urbex, projekt Dzikiej Książki, którego prowadzenie pomogło mi w napisaniu powieści – publikowałam tam (właściwie nadal to robię) manifesty i założenia, które starałam się spełnić, dotyczące obalania różnych popularnych twierdzeń/mitów odnośnie pisania. Jest jeszcze blog filozoficzny, ale zdjęłam go na razie, bo za dużo tego wszystkiego :P Wydaje się, że najbardziej pasuje tutaj blog Dzikiej Książki, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy taka forma promocji ma sens. W moim wypadku miała. Podsyłałam link do bloga razem z propozycją wydawniczą. Pamiętam, jak fajnie się poczułam, gdy rozmawiałam przez telefon z Szanownym Wydawcą, który chciał mnie wydać, a on nawiązał do bloga, gratulując mi spełnienia opisanych tam założeń – np. napisania książki w kilka miesięcy i popchnięcia jej do wydania normalnym trybem. 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nowe technologie i nowe szanse – https://steemit.com/

Wypok/reddit oparty na ich własnym wdrożeniu technologii blokchaina (w skrócie: zasada podobna do bitcoina i pozostałych krypto), “klikane” teksty dostają tokeny, które przewalutować można na właściwą walutę – hajs, piniondz w cyfrowym portfelu, trochę publiki i może nawet jakaś groupie się trafi ;)

Nie kumam tych nowych technologii. Pomijając już jak się gromadzi te środki, co też nie jest dla mnie całkiem zrozumiałe, co mam potem z tym zrobić? Zapłacić za mleko w Biedronce? Są jakieś sklepy gdzie można płacić tym całym “steem” i “SBD”?

Wymieniasz na specjalnych giełdach na "normalny" pieniądz ze zwrotem zależnym od wartości chwilowej wybranego coina. Pomyśl o tym jak o akcjach i domie maklerskim (to tylko obrazowa analogia). Ps. Wiesz, że gruby (grubo ponad 50%) aktualnej waluty to kasa istniejącą tylko "cyftowo" bez pokrycia w rzeczywistym zasobie? Tylko, że tego tak "nie widac" ;) no, ale to już nie na temat.

Nowa Fantastyka