- Hydepark: Lista lektur miłośnika fantasy i SF

Hydepark:

książki

Lista lektur miłośnika fantasy i SF

Witajcie!

 

Dyskusja rozwinęła się na shoutbox, przenoszę ją tutaj!

 

Temat poświęcony liście lektur, które dla miłośnikom fantasy i SF, starszych i młodszych, są świętym Graalem, kanonem, podstawą, drzwiami do przygody w gatunku.

 

Dokładajcie swoje cegiełki z legendami fantasy i sf, polskimi i zagranicznymi, dorzucajcie tytuły, które według was są obowiązkowe.

Najlepiej według schematu (chyba że ktoś ma lepszy pomysł):

 

Zalecany wiek czytelnika (można pomiąć)(5+/Dzieci/Młodzież/Dorośli) – Gatunek – Autor – Tytuł – inne (recenzja/opinia/coś od siebie)

 

Chodzi o klasyki, więc raczej nie książki z ostatniego dziesięciolecia czy XXIw. (ok, z drobnymi wyjątkami)

 

Postaram się stworzyć i akutalizować takąż listę :)

 

Dyskusja, “offtop”, byle na temat, mile widziane.

Komentarze

obserwuj

*Rezerwacja 1szego komentarza :-)*

 

Lista:

 

(zalecany wiek?) – SF – Dan Simmons – Hyperion (1989) – cytat cobolda: "(...)jedna jest książka, która zawiera w sobie wszystkie inne opowieści – “Hyperion”. Poza tym, że to katalog pomysłów i narracji, to jest napisana tak, że ile razy otworzę, to mi się płakać chce, że tak nie potrafię."

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Kiedyś robiłem takie zestawienie ulubionych lektur. To fragment w takim razie, z polecanymi przeze mnie pozycjami:

“Przenicowany świat” – bracia Strugaccy…. czyli skąd się bierze totalitaryzm;

“Opowieści o pilocie Pirxie” – Stanisław Lem…. czyli rozterki osobiste w świecie rakiet i robotów;

“Głowa Kasandry” – Marek Baraniecki…. czyli jakiego TY dokonałbyś wyboru?

“Kwiaty dla Algernona” – Daniel Keyes…. czyli jak postępujesz z bliźnimi;

cykl „Mroczna Wieża” – Stephen King…. czyli meandry wyobraźni i mój ulubiony Blaine Mono.

 

Zalecany wiek 15+ myślę. Na razie tyle, pewnie jeszcze coś dodam :).

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Dobrym początkiem przygody z fantastyką jest:

Władca pierścieni Tolkiena – Jest przygoda, walka dobra ze złem, dający się lubić bohaterowie, złożony świat. Raczej dla młodszych czytelników, starsi oczekują już po fantastyce czegoś więcej.

(SF) Marek Huberath “Gniazdo światów” – nigdy nie przypuszczałem, że jako czytelnik mogę bardzo aktywnie uczestniczyć w fabule. Nie czytałem drugiej podobnej. Jeśli chodzi o wiek – trudno powiedzieć, nie należy jak dla mnie do najłatwiejszych.

 

Podpisuję się pod wypowiedzią cobolda oraz pod całym cyklem Dana Simmonsa, od “Hyperiona” po “Triumf Endymiona”. Ja osobiście dwa dni po skończeniu lektury chodziłem zmiażdżony z wieeeeeelu powodów. Naprawdę polecam.

 

Gniazdo światów jedna z lepszych powieści w historii polskiej fantastyki, jednak zdecydowanie dla bardziej zaawansowanego czytelnika. Polecam również Karę większą oraz Drugą podobiznę w alabastrze tegoż autora.

Mytriksie, chyba pomyliłeś termin 'fantastyka' z 'fantasy'.

Gniazdo czytałem jak miałem dwudziestkę na karku i największe trudności sprawiał sam początek i nie było mi dobrze z tym, że nie wszystko ogarniam :P Było jednak warto, a mam wrażenie, że kiedy do niej wracam to tak jakbym czytał ją na nowo. 

Tytuły dopisuję do listy, natomiast nie skończyłem jeszcze Miasta pod skałą – również jak dla mnie bardzo wymagające, ale w przeciwieństwie do Gniazda chyba dwadzieścia-trzydzieści razy dłuższe, dlatego ciężko polecić, z powodu waluty zwanej czasem. Jednak co się w tej książce dzieje to też olaboga o jak najbardziej satysfakcjonującym zabarwieniu.

Czytając Gniazdo po raz pierwszy byłem w podobnym wieku. Autor wrzuca na głęboką wodę, początek ciężko ogarnąć, ale z czasem wszystko układa się w spójną, doskonale przemyślaną całość. Co do Miast pod skałą to wiele dobrego słyszałem o tej powieści. Kiedyś się skuszę. Zresztą Huberath pisze bardzo rzadko, a większość co wychodzi spod jego pióra to świetne rzeczy. Szkoda jedynie, że to autor trochę zapomniany.

Mytrix, to bardzo fajny temat. Będę obserwował :)

 

Pomyśle też o wpisaniu jakiegoś tytułu, chociaż na chwilę obecną tak wiele pozycji w moich oczach się zdewaluowało (za sprawą portalu i generalnie w skutek tego, że sam się bawię w pisanie), że na dobrą sprawę na poczekaniu nic nie przychodzi mi do głowy. Nic, co byłoby warte czyjegoś cennego czasu ;)

 

No wiecie, jestem z tych wiecznie niezadowolonych... ;)

Czemu pomyliłem fun? :>

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Winszuję tematu, Mytirxie ;)

Ja miałbym pewnie sporo pozycji, ale ograniczę się do tych, które od razu przyszły mi na myśl ;)

Militarne Hard SF – Joe Haldemann – Wieczna wojna – jedna z najlepszych powieści wojennych w kosmosie, ukazująca ciekawy problem obrony zmieniającej się pod nieobecność bohatera Ziemi. Polecam głównie też przez to, że opisy wojny są zupełnie różne od powszechnych, inspirowanych Gwiezdnymi Wojnami obrazów. Ma kolejną część (Wieczna Wolność), ale powiedziałbym, że jest nieobowiązkowa, dotyczy innych tematów.

SF – Philip K. Dick – Czy androidy marzą o elektronicznych owcach? – Dick ma na koncie wiele innych ciekawych pozycji, tą wybrałem ze względu na obecność adaptacji (Blade Runner) oraz ukazanie emocjonalnej strony świata ludzi i androidów.

Hard SF – Charles Pelegrino i George Zenrowski – The Killing Star – podaję angielski tytuł, bo niestety nie znalazłem nigdy polskiego wydania. A szkoda, bo to jedna z najciekawszych powieści o pierwszym kontakcie, ukazująca, że ludzka brutalność oraz pragmatyzm mogą być normą, a nie wyjątkiem we Wszechświecie.

Cyberpunk – William Gibson – Neuromancer – klasyk cyberpunka, w którym skodyfikowane są główne aspekty tego nurtu. Do tego ciekawa fabuła i niezłe zwroty akcji. Pozostałe części Trylogii Ciągu (Graf Zero i Mona Liza Turbo) rozwijają poszczególne wątki poruszone w książce, ale nie są konieczne do przeczytania.

 

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Mytrix

No bo, albo piszesz “fantasy i s-f”, albo samo “fantastyki” (albo sobie jaja robisz, ale, żeby z takiego poważnego tematu? :P)

– “Kwiaty dla Algernona” – Daniel Keyes…. czyli jak postępujesz z bliźnimi;

Staruchu, a to nie przypadkiem opowiadanie, a nie książka? 

@wilk-zimowy – to było pierwotnie opowiadanie, ale autor rozbudował je do rozmiarów powieści. I w takiej wersji “Kwiaty...” poznałem.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm" - Arnubis

Z takich zapomnianych arcydzieł polecę również Gdzie wasze ciała porzucone Philipa Jose Farmera. Genialny pomysł na świat. Pamiętam, że czytając po raz pierwszy nie mogłem zebrać szczęki z podłogi. Pozostałe części cyklu już słabsze, ale tom pierwszy opowiadający o Świecie Rzeki uważam za wybitną pozycję.

@Bail & @ Fun – ok fantastyka zawiera w sobie i fantasy i sf, ale fantasy i sf to nie cała fantastyka. Chyba że się mylę :-) Mogę przerobić na samą "fantastykę" ale bałem się, że wtedy sf będzie przez portalowiczów pomimięte :D

@all – Dzięki wszystkim za wpisy!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jak klasyki to klasyki:

Saga wiedźmińska Sapkowskiego – otworzyła mi oczy na fakt, że pisać można inaczej niż “i żyli długo i szczęśliwie”.

Gra o tron – wiem, że Pieśń Lodu i Krwi jeszcze nie skończona, ale pragnę zauważyć, że pierwszy tom cyklu ukazał się w 1994 roku, czyli łapie się na XX wiek :P

 

Jak dla mnie obie propozycje na +15 lat.

Przerób, przerób. Teraz to tak jakbyś napisał: “pogadajmy o ludziach i kobietach” :P

J.K. Rowling – cykl Harry Potter – nie wymaga komentarza

Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata – j.w.

Peter S. Beagle – Ostatni jednorożec – cudowna, klasyczna opowieść

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Teraz to tak jakbyś napisał: “pogadajmy o ludziach i kobietach” :P

Myślałem nad innymi porównaniami, ale trudno o lepsze :D

Poproś, Mytriksie, Beryla o edycję tytułu, bo w takim stanie to trochę wstyd ;)

Beryl sam interweniował :-) Jeszcze w treści pierwszego posta trzeb zmienić ;-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

To ja też swoje trzy grosze dorzucę, pomijając oczywistego Tolkiena.

Czarnoksiężnik z Archipelagu LeGuin, poważna i psychologiczna wersja dywagacji jungowskich na tematy psychologiczne. A poza tym zwyczajnie ciekawe.

Gwiazdy moim przeznaczeniem, a ponieważ to portal Fantastyki, która przecież to kiedyś wydrukowała, to Gwiazdy – moje przeznaczenie Bestera. Chciałbym powiedzieć, że za wierszyk, ale tak naprawdę za bohatera rzucającego materiałem rozszczepialnym i każącemu każdemu wybierać.

Trudno być bogiem Strugackich, za podjęcie trudnego tematu wyższości intelektualnej i moralnej, bez popadania w tanie moralizatorstwo.

Pomnik Biggle’a, za niesamowicie poprowadzone i trzymające w napięciu rozwiązanie sytuacji wyjściowej oraz dziedzictwo, które przechodzi na kolejne pokolenia i takie fantastyczne spojrzenie na kwestie prawne.

Z polskich:

Cyberiada Lema albo jak kto woli Bajki robotów, bo poszczególne opowiadania się powtarzają i od razu Dzienniki gwiazdowe, bo trudno o lepszy język, a groteski powalające, nie mówiąc o humorystycznej stronie.

A jak dalej polskie, to oczywiście Limes inferior Zajdla, bo znać to trzeba, inaczej nic się nie zrozumie z fantastyki lat osiemdziesiątych, a szczególnie jej odnogi socjologicznej.

Fundacja Asimova, do trzeciej części włącznie, za takie hard s-f, gdzie ma być naukowo, choć przyznajmy, że te wszystkie przewidywania, to cokolwiek naciągane.

Warto też dodać coś granicznego, dla mnie czymś takim Wodnikowe wzgórze Adamsa, ktoś może powiedzieć, że o zwierzątkach, co jak ludzie. Ale myślące króliki, czy to aby nie czysta fantazja?

I niech będzie Zelazny z Dziewięcioma książętami Amberu i Karabinami Avalonu, takie dziwne nie wiadomo co, ni fantasy, ni nie.

Conana nie dodam, bo jednakże czytać tego nie umiem. Co nie zacznę, to zaraz urwę.

Wszystkie powyższe lektury raczej dla starszych. Dzieci i młodzież coś wyniosą, ale nie ma co udawać, przeczytają po łebkach, ćwierci smaczków nie łapiąc.

Trochę wymieniłem, ale widzę, że to i tak ledwie zaczyn.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

I przyszło mi jeszcze coś:

Seria niefortunnych zdarzeń. Tak dla dzieci, jak i bardziej dla dorosłych. Cudowny cierpki humor.

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Rok 1984 Orwella

Pobieżna klasyka SF:

 

Lem – ​Solaris; Dzienniki gwiazdowe;  Niezwyciężony

Herbert – Diuna

Strugaccy – Piknik na skraju drogi

Dick – Ubik; Trzy stygmaty Palmera..,; Człowiek z wysokiego Zamku

Haldeman – Wieczna wojna

Gibson – Neuromancer

Card – Gra Endera

Harrison – Planeta śmierci 1; Bill – bohater galaktyki

Heinlein – Obcy w obcym kraju; Kawaleria kosmosu

Simmons – Hyperion

Bester – Gwiazdy, moje przeznaczenie

Bradbury – 451° Fahrenheita; Kroniki marsjańskie

Le Guin – Lewa ręka ciemności

Miller jr  – Kantyczka dla Leibowitza

Niven – Pierścień

Pohl – Człowiek plus ; Gateway– brama do gwiazd 1

Aldiss – Non stop

Burgess – Mechaniczna pomarańcza

Blish – Kwestia sumienia

Stephenson  – Diamentowy wiek

Keyes – Kwiaty dla Algernona

Vonnegut – Syreny z Tytana

Brunner – Stojąc na Zanzibarze

Zelazny – Pan Światła

 

I szybki kanon fantasy:

 

Hobbit; Władca Pierścieni – Tolkien

Amber (cykl) – Zelazny

Księga Nowego Słońca – Wolfe

Ziemiomorze – Le Guin

Kroniki Thomasa Covenanta (cykl) –  Donaldson

Trzy serca i trzy lwy – Anderson

Mgły Avalonu – Bradley

Był sobie król (całość) – White

Narnia (całość) – ​Lewis

Lyonesse (cykl) – Vance

Conan – Howarda

Belgariada – Eddings

Małe, Duże –   Crowley

Pieśń Lodu i Ognia (cykl) – Martin

Sarantyńska mozaika; Tigana – ​Kay

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Robot – Adam Snerg-Wiśniewski

Nieco już przygasła, ale nadal twarda klasyka polskiego SF. Mroczny i gęsty klimat, jeszcze cięższy styl – bohater wyhodowany na potrzeby celu stucznej inteligencji, tej silnej, mającej nas za mrówki. Nadmienię tylko, że autor (znający się osobiście z Zajdlem) był natchnieniem na główna postać Limes Inferior.

 

Perfekcyjna niedoskonałość – Dukaj

Książka tak wykręcająca fizykę i wyobraźnię, że sam autor – znany zresztą z nadmiaru pomysłów – musiał odpocząć od serii (która planowana była/jest na trylogię). Powód? Dukaj wyprzedził fizykę i brakuje mu podstaw – najlepiej w najnowszych odkryciach – do prowadzenia opowieści dalej. No bo jak napisać kontynuację fabuły, która toczy się w czasach bliskich (tuż za – już nie pamietam?) technologicznej osobliwości.

 

Ślepowidzenie – Petter Watts

Nowe spojrzenie na pierwszy kontakt – tym razem bez człekopodobnych obcych. Tutaj obcy są prawdziwymi obcymi (biologicznie, co rzutuje na wszystkie inne aspekty!), a sam kontakt – niemożliwy lub tak trudny, że uciekający naszym możliwościom. Skojarzenia z Solaris? Nie bez powodu. Ale tutaj dostajemy jeszcze poteżny esej o samoświadomości i inteligencji – czy ta pierwsza jest w ogóle potrzebna, by posiadac drugą?

No i – jaka to książka SF ma na samym końcu długi dopisek autora opisujący inspiracje swych pomysłów oraz(!) pełną ich bibliografię?

 

Echopraksja – Petter Watts

Kontynuacja powyższego, jeszcze więcej pomysłów i próba wciśnięcia ich w ramy fabularne. 

 

Limes Inferior – Janusz Zajdel

Chyba najgłośniejsza jego powieść, ciekawa wizja dystopi. Kilka sztandarowych pomysłów, które dopiero dziś zaczynają pojawiać się w życiu codziennym – klucze, premiowanie zachowań “właściwych” wobec systemu.

Nie moge wybaczyć mu tylko tego zakończenia...

 

Paradyzja – Janusz Zajdel

Kolejna dystopia od autora, tym razem osadzona w przestrzeni kosmicznej. Satelita – kosmiczna enklawa zrobiona ludzkimi rękoma – mieści odosobnioną i zbuntowaną kolonię ludzkości. Wstęp mają jedynie wybrani – i to pod specjalnym nadzorem. Głównym bohaterem jest dziennikarz, który napisać ma artykuł o żyjących tam ludziach. Skojarzenia z komunistycznymi reżimami jak najbardziej na miejscu.

Co ma chodzenie tyłem z pluciem pestkami na statku kosmicznym? Dowiedz się. ;)

 

Cylinder van Troffa – Janusz Zajdel

Nieco mniej psucia wizji utopii, więcej zabawy fizyką i czasem. Powieść – o ile dobrze pamiętam – szkatułkowa. I przy tym raczej smutna.

 

Diaspora – Greg Egan

Ha, czytaliście kiedyś książkę, w której pierwsze kilkadziesiąt stron to bardzo rozbudowany opis rodzącej się inteligencji? Pozycja ciężka i wymagająca – napisana od fascynata informatyki i matematyki  dla równych sobie (te wykręcające mózg wielowymiarowe przestrzenie!). 

 

Nowy wspaniały świat – Huxley

Bo hedonizm jest fajny, co nie? Jak zniewolić człowieka przez przyjemność – całkiem trafna przepowiednia naszych czasów.

Ej, Panowie, miało być z krótkim uzasadnieniem!

No to teraz wszyscy stuku-puku ładnie uzupełniają :)

Ja i fantastyka nie zawsze się lubimy, bo choć przeczytałam to i owo z zestawu “klasycznych” tytułów, niezwykle rzadko ogarniało mnie poczucie satysfakcji z lektury. Wydaje mi się, że wielu fantastopiśców buduje własne światy jak getta, a czytelnik musi się wbijać z kopniaka przez zamnięte drzwi. Część pisarzy – których nazwisk nie wymienię – ma odstraszającą tendencję do przesady: sci-fi jest zbyt “naukowe” – nie ze względu na moją tępotę, lecz na zwyczajną przerost formy nad treścią – pisarzu, zainteresuj czytelnika fabułą, nie tym, że jesteś na bakier ze słownikiem zapożyczeń; z kolei fantasy bywa zbyt infantylne, przez co zniechęcające. To jest powód dla którego nigdy nie byłam (i raczej nie będę) w stanie przebrnąć przez np. Igrzyska Śmierci. Jedynie dystopia mnie nie zawodzi, i to dlatego jest to mój ulubiony (pod)gatunek.

 

Ze swojej strony mogę polecić:

 

Cormac McCarthy – “Droga”

Bezwstydnie powiem, że na mojej półeczce stoi właściwie wszystko McCarthy’ego. “Droga” jest przygnębiająca, zarówno tematyką, jak i swoją prostotą, dla mnie to niedola umierającego świata w pigułce.

 

Phyllis Dorothy James – “Ludzkie dzieci”

Równie warte uwagi jak i film. Pisane już nie tak pięknie, ale poczucie beznadziejności towarzyszyło mi przez całą lekturę – trudy i boleście wynagradza posiadanie papierowej kopii, ja takiej nie miałam i oczy bolą mnie do dziś.

 

Huxley – “Nowy wspaniały świat”

Warte przeczytania choćby i tylko za wątek Dzikusa. Koniec powieści był jednym z niewielu szoków w mojej nastoletniej czytelniczej karierze. Ostatnio było mi tak smutno, kiedy umarł Zgredek.

 

Dmitrij Głuchowski, Seria Metro (choć ode mnie tylko 2033)

Lekturę 2033 uznaję za przeciętną, choć w porównaniu z resztą była wybitna. Niezłe wprowadzenie w tematykę brzydszej i brudniejszej postapokalipsy – wiadomo, są inne tytuły, ale Metro jest dobre na start, dla zaznajomienie się z tematem. Kontynuacji nie lubię.

 

Harlan Ellison – “Nie mam ust, a muszę krzyczeć”

Tu jestem uprzedzona, bo uwielbiam Gorristera. IMO “Nie mam ust, a muszę krzyczeć” to lektura obowiązkowa dla wszystkich filozofów, straceńców i fanów fantastyki naukowej. Są zgrzyty – dla całkiem pokaźnego grona osób opowiadanie to po prostu bełkot kogoś po ciężkich narkotykach. Cóż, mnie taka wersja przećpania bardzo odpowiada. :) Dla zainteresowanych jest też gra z 1995 r., swoją drogą również świetna.

 

Phillip K. Dick – “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”

Bez jakiejkolwiek znajomości filmu czytało mi się... mniej więcej tak, jak Syzyf wtaczał na górę swój głaz. Porzuciłam lekturę po pierwszych paru stronach – wiem, fuj, tak nie wolno – ale po paru latach powróciłam. Byłam już po seansie i miałam zupełnie inne podejście do elektrycznych owiec. Polecam, dla fanów i dla wolnych czytaczy.

 

Tolkien – “Silmarillion”

Inaczej znany jako podręcznik pt.: “Zobacz, jak tworzy się autorski świat fantasy! A ty myślałeś, że to proste? Naiwniak!” i w tym właśnie niezastąpiony, chociaż lekturą do poduszki raczej nie jest – a jeśli jest, to wymaga zeszytu i gługopisu, żeby nie pogubić się w czytaniu. Potrzebne choćby i do wglądu, żeby uświadomić sobie ogrom świata i trud włożony w prace nad nim.

 

No i Orwell, Martin, Sapkowski i może jeszcze Cornelia Funke, ale co kto lubi.

SF – Marek Oramus – “Hieny cmentarne”

Zbiór opowiadań, mocno pesymistyczne, mocno budzące wyobraźnię.

Za pomocnym puknięciem palca cobolda dodałem krótkie opisy. ;)

Cieszą mnie wasze wpisy, wszystko ogarnę później zusammen do kupy :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nowa Fantastyka