- Hydepark: Bright (Netflix) - dyskusja

Hydepark:

filmy i seriale

Bright (Netflix) - dyskusja

Temat z pewnością będzie zawierać SPOJLERY!

 

Bright – po trailerze spodziewałem się dobrego filmu, moje zinteresowanie podsycił wpis (bodajrze) JeRzego na FB, że mu się podobało (tyle rzuciło mi sie w oczy, nie czytałem, żeby sobie niczego nie spojlerować. Tak więc widząc Willa Smitha spodziewałem się komedii akcji.

A otrzymałem hm...

Dyskutujcie :D

Komentarze

obserwuj

No właśnie otrztmałem film z kilkoma (dosłownie na palcach jednej ręki można by policzyc ike razy się uśmiechałem) śmiesznymi scenami/żartami.

Z tą akcją to też taka Hollywoodzka deus ex machina. Człowiek wie, że nic (zbyt) złego bohaterom się nie stanie i wszystko skończt się happyendem. I ok, ale gdy para krawężników okazuje się lepsza od całej jednostki Gromu, i są przy tym niezniszczali jak terminator, nie przejmując się zbieranym solidnym laniem...

Sama historia też jakaś przełomowa nie jest, prosta sprawa jak podążanie z punktu A do punktu B.

 

Jedyne co mi się podobało to przedstawiona wizja świata i scenografia, szczególnie w pierwszych minutach filmu.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mnie też ten film nie zachwycił, uważam, że byłoby lepiej, gdyby z tego pomysłu zrodził się jakiś serial, w którym byłoby miejsce na rozbudowanie wątków i lepsze opisanie świata, bo wiele rzeczy zostało pominiętych, albo wyłącznie napomkniętych. Za dużo też w tym wszystkim było męczącej strzelaniny, z krótkimi tylko przerwami na uciekanie, albo ewentualnie walkę wręcz. Dużo chaosu, przez co momentami można się było w tym wszystkim pogubić. Jednocześnie zgadzam się z Tobą, że wiadomym było iż bohaterom nie stanie się żadna prawdziwa krzywda. Nawet komentowałyśmy z mamą i siostrą, że są nieśmiertelni (podobnie z resztą jak ultra złe elfy, które robiły przeczące grawitacji akrobacje). Zresztą w ogóle sam fakt, że te elfy rozwaliły bez problemu cały gang, a potem akcja, w której ich ostatecznie pokonano zamknęła się w jednej dość krótkiej walce (nie licząc tej głównej elficy) była mocno przesadzona. 

Ogólnie rzecz biorąc jednak uważam film za wart obejrzenia, ma bardzo ciekawy koncept świata i scenografię faktycznie na poziomie, a aktorsko też się dobrze prezentuje (Will Smith faktycznie gra, a nie po prostu gwiazdorzy). 

Nie zaczęłam jeszcze oglądać (jestem na etapie “Babylon Berlin”, bardzo polecam). Widziałam zajawkę na Netfliksie, nie zachwyciła mnie i pewnie bym “Bright” olała, gdybym nie przeczytała pozytywnej recenzji (chyba w “Polityce”). Więc pewnie spróbuję, chociaż odstraszacie. ;)

Podobnie jak przy Ostatnim Jedi, nie mogę się nie podzielić swą opinią ;) Z góry przepraszam za długość, zawsze jakoś tak się rozrastają ;)

 

Dobre, czyli co mi się podobało:

→ "Shadowrun minus cyberpunk" – dla tych, co nie wiedzą - Shadowrun to świat RPG, w którym do cyberpunka dorzucono rasy i magię rodem z fantasy. Mamy więc brutalne megakorporacje z szefami-smokami. Mamy elfie komanda magiczne i wiszącą nad wszystkimi apokalipsę. Nie chcę wchodzić głęboko, bo meta-historia tego uniwersum jest arcyciekawa (zwłaszcza, jak dorzuci się wiedzę o "prequelowym" uniwersum, czyli Earthdown – Przebudzenie Ziemi). I bardzo podobny potencjał widzę w świecie Brighta. Twórcy poddali się wyobraźni i wykorzystują ją w ciekawy sposób. Jednak zdarzają się im także czkawki, o czym w sekcji z minusami.

→ Detale budujące świat – nie ma może cyberpunka, ale mamy elfie wieżowce i getta orków. Mamy koncert orczej muzyki czy wywiad w telewizji z reprezentantem nieludzkiej mniejszości. Na ścianach pełno graffiti z odwołaniami do tajemniczego Mrocznego Lorda, który ma powrócić. Część z tych scen ma interesujący klimat i aż żal, że stanowią tylko tło do nieinteresującej historii.

→ Znośni bohaterowie – charaktery postaci nie zachwycają, ale nie spowodowały mojej antypatii. Ork Jacob jest mało inteligentny, ale ma motywację i wyraźny charakter. Podobnie postać Willa Smitha. Nie znosi swego partnera, ale stawia wyraźną granicę i nie pozwoli go skrzywdzić.

 

Złe, czyli co mi się niepodobało:

→ "Deus ex machina deus ex machinę deus ex machiną pogania" – fabułą stoi na rzeczach, które się dzieją "bo tak". Tikka (elfka, która pomaga bohaterom) przez pół filmu zachowuje się jak "Lilla Multipass" z Piątego Elementu - bo tak. Jacob ginie, zostaje wskrzeszony i uznany za pionka przepowiedni – bo tak. Policjanci nagle okazują swoją korupcję i chęć zabicia Jacoba (przed czym chroni go postać Willa Smitha) – bo tak. Postacie idą od punktu A do punktu B, bo tak zakłada scenariusz. Film przez to strasznie męczy.

→ "To taki nasz świat, ale zarazem nie" – jak wspomniałem w dobrych elementach, mamy nasz świat plus elementy magiczne. Jednak jego szczegółowa realizacja często zgrzyta przez brak wytłumaczenia czy elementów wspólnych. Mamy obecnie wyglądający świat, ale wpływ istot magicznych na historię wydaje się nie istnieć. Poza enigmatyczną wzmianką, że główni źli zniszczyli Iluminati, czy dwa tysiące lat temu na terenie Rosji pokonano złego lorda (a teraz pytanie co robią w świecie z magią Iluminati i jaka cywilizacja poza Lechitami mogła istnieć dwa tysiące lat temu pośród borów Europy Wschodniej) nie ma nic o wojnach światowych, nic o rozwoju Ameryki, do tego bardzo niewiele o roli magii w całym uniwersum. Shadowrun miał świetne wytłumaczenie, skąd jest magia – tutaj kompletnie nic. Po prostu wciśnięto nam elementy fantasy i nikt się nie przejął, że to pasuje do historii Ziemi jak pięść do nosa. Może lepiej by było zrobić Śródziemie w przyszłości niż mieszać rzeczywistość z fantastyką bez przemyślenia.

→ Niepotrzebne wątki – ponieważ twórcy bardzo chcieli nam urozmaicić fabułę, dostajemy też wątki, które prowadzą kompletnie donikąd. Mamy korupcję wśród policji, która ujawnia się w momencie znalezienia różdżki i kończy po serii z pistoletu Smitha. Mamy tajemniczą organizację "Tarcza Światła" działającą przeciwko Infirni (głównym złym elfom), ale ich jedynym żywym przedstawicielem okazuje się "człowiek z dupy" (bo z tylnej części ciała wyciąga wszystkie wyjaśnienia). Nie wspomnę też o magicznych federalnych, służący jedynie za Kapitana Ekspozycję, nie raz tłumacząc sobie nawzajem rzeczy, o których powinni wiedzieć. 

 

Brzydkie, czyli luźne przemyślenia zawiedzionego widza:

→ "Film złamanych serc" – chyba tego najbardziej żal. Bo w filmie jest potencjał, a i reżyser do najgorszych nie należy (choć wypominają mu tylko jeden dobry film i kilka średniaków). Jednak widać tutaj naprawdę bardzo fajny pomysł. Szkoda, że koniec końców nie wykorzystany w pełni.

→ Czy warto zobaczyć film? Jeśli ktoś szuka dobrze zrealizowanej fabuły – nie. Ale jeśli ktoś chce zobaczyć parę fajnych scen i niewykorzystany pomysł (a nóż widelec kogoś zainspiruje do czegoś lepszego) ;)

 

Ocena końcowa: 4/10 – film z pomysłami, ale niestety poniżej przeciętnej w kwestii fabuł i jej prowadzenia.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podpisuję się pod słowami NWM. Mnie także szczególnie rozczarowało kompletnie z dupy  doklejenie magicznych istot i elementów w naszym świecie. Ok, rozumiem, to wszystko to alegoria, Orki to odpowiedniki mniejszości (pewnie Afroamerykanów), Elfy to bogacze itd. ale brak jakichkolwiek zmian w historii świata i przedstawionej rzeczywistości wynikłych z obecności magii i magicznych istot to dla mnie totalna porażka. Wychodzi na to, że to film dla bezmyślnych idiotów.

Do listy minusów dodałbym przeraźliwie wyjącą nagle muzykę, która ma nadać finałowym scenom patosu i wywołać przejęcie u widza. Gorzej, że finał też jest z dupy, rozmywa się i nie wywołuje emocji.  Namieszane i nawalone w tym finale bez sensu, bez zaskoczeń, a za to z elementami bez polotu. Szczytem żenady jest leżący Smith, który wskazuje grupę Orków ciachających się nożem i wznoszących ręce. WTF? Film dla nastolatków?

Ogólnie zmarnowany potencjał. I jeszcze zapytanie: gdzie te 90 mln dolarów wrzucono? Takie efekty to ma Allegro w swoich filmach.

Obejrzałem dla kilku scen, niezłego Smitha i nadziei na fajne, dobrze zrobione urban fantasy. Wyszło coś lepszego niż nic, ale nic poza tym.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Miałem coś napisać o “Shadowrun” (który swoją największą popularność miał w latach 90-tych), ale Ludźznikąd już to zrobił.

Dopadła mnie taka refleksja, że jakby ten film wyszedł jakieś 25 lat temu, to byłby hit.

Ale tyle czasu musiało minąć zanim technika skoczyła na tyle do przodu, aby budżet filmu nie pochłonął dochodu jakiegoś afrykańskiego państewka.

Tyle czasu musiało upłynąć aby ktoś zdecydował o nakręcaniu takiego scenariusza. “WTF?! Ork w policji? Elfy? LA? Magia? Gangi? Kto to kupi?! GTFO!”

Tyle czasu musiało upłynąć aby nastolatkowie szarpiący w RPG przebili się w branży i zaczęli sprzedawać scenariusze rodem z mokrych snów nerda. “Elfki Ninja! Yeah!”

Tyle czasu musiało upłynąć aby zapanowała moda na fantastykę, co widać po wyspie najróżniejszych produkcji.

W latach 90-tych to byłby hit.

Ale mamy 2017 i teraz tylko było “meh”.  Co prawda bardzo pozytywne “meh”. Przymknąłem oko na niedoróbki logiczne i w oparach wigilijnego haju kompotowego oglądałem całkowicie na luzie. Podobało mi się, choć myślę że jako serial “Bright” lepiej by się sprawdził. Więcej miejsca do budowania świata i smaczków ( ale coś mi mówi że będą dalsze części :)).

I maras, nie znasz się na prawie krwi orków. Argghhhhh!!! :P

 

 

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Ja się zastanawiam, czy nie obejrzeć, ale reklamy przywodzą silne skojarzenia z Suicide Squad. :(

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Oglądaj – jest lepsze niż Suicide Squad. :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Lubię oglądać takie filmy. Dzięki nim mam dowód, że kiedyś zobaczę ponownie film fantasy na miarę LOTR, coś zaczyna się dziać i coraz lepiej wychodzą im twory z orkami, elfami itp. A wracając do tematu, na początku myślałem, że muzyka nie pasuje (nie lubię wstawek z rapem) i choć miejscami nie domagała, to ostatecznie wyszło ok. Bez rewelacji, ani genialnej twórczości którą będę słuchał całymi dniami, ale jest ok. Jako film fantasy wyszło nieźle (mierząc to z innymi filmami, które ostatnio wyszły), jest jedna  kwestia, która kulała przez całość. Miałem wrażenie, jakby autorzy nie mogli się zdecydować do końca jaki to ma być twór, czy komedia, dramat, akcja? Albo chcięli to połączyć i coś nie wyszło. Bo owszem są momenty gdzie brak logiki się wkrada ale to, jak już wspominałem, wynika z braku spójnej wizji. Albo robimy komedie, dramat, akcję, albo próbujemy coś nowego. Dla mnie to miejscami za bardzo uderzało, bo widziałem jak traci na tym wątek Nick-a i Daryla, ich relacji ze sobą i ze światem. Cała sekwencja ostatniej walki, łącznie z ich rozmową, jak już jest po wszystkim (ale przed szpitalem), przyniosła mi na myśl Zabójczą Broń :D  PS. Will Smith zasługuje na genialny film, tylko ciągle występuje w ,,dobrych,, a stać go na o wiele więcej, sam bym chętnie go zobaczył w czymś na wzór Jestem Legendą albo Siedem Dusz.

Paint it black

Bright to szajs. Pomysł jak najbardziej dobry, ale wykonanie leży i kwiczy. Postaci niewiarygodne, szczególnie Jakoby i elfka, która w zasadzie była bo była. Wszystko odbierałem jako nieprzemyślane, wprowadzone nagle, szczególnie zwroty akcji. Z resztą cały film to uciekanie bohaterów z różdżką przed kolejnymi bandami. A ta elfka do której należał artefakt? Rozpierdzieliła oddział SWAT a’la matrix, ale już przegrała z jednym policjantem, który nawet jakiś wybitny nie był. Meh.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Nowa Fantastyka