- Hydepark: "Panny dworskie", czyli cobold w FWS 1/2018

Hydepark:

inne

"Panny dworskie", czyli cobold w FWS 1/2018

Nadejszła wiekopomna chwila...

W ramach Noworocznego Tygodnia Dobroci dla Opóźnionych Debiutantów _mc_ uwolnił z szuflady moje popiórkowe opowiadanie!

Doktora Olvido i Sancheza mogliście już poznać dzięki „Oddziałowi dla obłąkanych”. Zgodnie z zapowiedzą wracają. W zupełnie innym miejscu i czasie, ale jako zbiorcze alter ego autora mają do tego prawo. A nawet należy to uznać za ich obowiązek.

Niedobra redakcja nie dała ilustracji, choć ta okładkowa bardzo dobrze w sumie pasuje. Gdyby się jednak okazało, że jest zajęta przez Valente, to proponuję coś takiego:

 

 

Dziękuję _mc_ za redakcję i wszystkie dobre słowa.

Bardzo jestem ciekaw, czy się Wam spodoba J

Komentarze

obserwuj

Woohoo, Coboldzie!!! :D

Fantastyczna robota. Wielce się cieszę Twoim objawieniem na łamach i chętnie powrócę do doktora.  Możesz oczekiwać hrabiowskiej recenzji.

Fantazmaty, teraz NF... Podoba mi się kierunek, w którym zmierzasz :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Gratulacje! To się doczekałeś, jest nawet nadzieja, że przez jakiś czas będziesz jeszcze o tym pamiętał. ;)

Gratulacje :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Gratulacje, Coboldzie! :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wielkie gratulacje!

Cieszę się, że doczekałeś i nie zejszłeś po drodze, no bo wiesz, era dinozaurów już dawno za nami... Pewnie cię tam konserwują w robocie.

Gratki, no nic, zaś trzeba iść do kiosku...

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Wielkie graty, coboldzie!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Gratulacje! 

Gratulacje :)

Gratulacje :)

Dziękuję wszystkim za te miłe słowa.

Ale przeczytacie?

Mnie się ciągle podoba ;)

 

Właśnie, Fun dobrze pyta. I tytuł jakiś taki... Pisane wierszem?

 

Świetne wieści. Gratulacje! :)

Pisane wierszem?

Momentami.

O ile jeszcze dobrze pamiętam ;)

Super, gratulacje!

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Momentami.

To chyba nie przeczytam... ;)

Gratki, na pewno kupię i przeczytam :)

Tylko nie "Tęcza"!

Gratulacje. Od tego roku zapronumerowałem również WS, więc dam znać, jak przeczytam.

Gratuluję, coboldzie! :))

Wielkie gratulacje! Nie omieszkam przeczytać :)

 

Ps. No proszę, zawsze jak ktoś z forum NF przysyła tekst do “Silmarisu” to jednak łączę nick z nazwiskiem. A tu niespodzianka.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

To nazwisko może być mylące:)

Gratulacje! :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Gratulacje, Stary (Stary nie w naziowym kontekście;). Szczególnie fajnie wypada to Twoje popiórkowe pokłosie w kontekście powrotu komentarzy od redakcji i – tym samym – nadziei, że sreberko znów zacznie pobłyskiwać tu i ówdzie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Gratuluję :)

Piękne dzięki, Coboldzie, za szlachetnie wzbogacony smak porannej kawy. Mimo wrażenia, jakie na mnie opowieść wywarła, udało się mi się tekstu nie poplamić. ;)

A jest tu wszystko to, co tygryski lubią najbardziej. Od wspaniałego i zręcznego nawiązania do znanych postaci i historii, z jej przesłaniem, w ciekawie skonstruowanej fabule, przez elegancko i sugestywnie namalowane realia, wciągające w atmosferę dawnej Hiszpanii, po zakończenie, które...

Jakże naiwny byłem, sądząc, że wiem do czego zmierza fabuła (udało Ci się zwieść czytelnika). Autor jednak postanowił zagrać mi na nosie, wywołując zaskoczenie i tym większą radość z lektury.

Increible, Seńor!

Gratuluję, jak mi się zdaje,  w pełni zasłużonej publikacji!

Pozdrawiam serdecznie!

 

A ja dziękuję pierwszemu zadowolonemu czytelnikowi. Mam nadzieję, że nie ostatniemu.

Gratulacje!!!

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Przeczytałem ;)

Pierwsza rzecz – tytuł! Da się? Da się. 

Otwarcie plastyczne, pięknie napisane. Budujesz klimat, nie zarzucasz jednak haka. Zresztą ja tak często mam z Twoimi opowiadaniami, że początki mnie nie zasysają i wciągam się powoli, stopniowo. Ogólnie pierwsze dwie sceny to raczej rozstawienie figur na planszy, a dopiero potem zaczyna się gra. Takie rozwiązanie sprawia też, że trudniej uczepić się któregoś z bohaterów. No i mija 1/5 opowiadania, zanim wyjaśnia się, w jakim celu Don Miguel przybywa do Escorialu (i właściwie to, że to on będzie protagonistą). Ja bym to wrzucił wcześniej, żeby czytelnik wiedział, co się będzie działo. Najbardziej chwytliwa wydaje się informacja, że infantka znika. No ale rozumiem, że postawiłeś na klimat opowieści takiej, jak w tytule, co ostatecznie wyszło na dobre. 

To w sumie moje główne zarzuty. Pojawiła się zagadka – wciągnąłem się. Fajnie dawkujesz kolejne szczegóły, rozwijasz postaci (choć czekam aż trochę rozbudujesz Don Miguela), podsuwasz rozwiązania tajemnicy. Całość sprawia takie... eleganckie wrażenie. Opowieść jest wyważona, pięknie napisana, utrzymana w przyjemnym tempie. Sceneria i pomysł nienachalne, ale jednak przemawiające do wyobraźni i mające szanse zostać ze mną na dłużej.  

Warto było czekać. Jestem w pełni usatysfakcjonowany. 

Gratuluję raz jeszcze :)

Dzięki. Czego jak czego, ale że będziesz zadowolony z tytułu to się nie spodziewałem.

Z tego niespiesznego początku zdaję sobie sprawę, ale to był taki trochę mój bunt przeciwko paradygmatowi mocnego startu – chciałem inaczej: powoli, właśnie elegancko i w stylu starych opowieści. Tak jak można tylko na papierze, bo na ekranie smartfona to nie przejdzie.  A Don Miguel pojawia się później, bo opowiadanie w zamyśle miało być elementem cyklu, w którym bohater i tak jest znany. W ogóle pisałem to bezpośrednio po “Lotharze” i próbowałem innego stylu – więcej opisów, więcej klimatu, dłuższe zdania. I research – przedstawione fakty z biografii postaci historycznych, wygląd i rozkład pomieszczeń w Escorialu, takie drobiazgi, jak to gdzie słońce wschodzi, gdzie zachodzi, jak rzuca cień, wreszcie ogólny klimat zmierzchu Imperium Habsburgów i mocowania się resztek baroku z Oświeceniem – wszystko to starałem się sprawdzić i w pewnym momencie wszystko mi fajnie wskoczyło na swoje miejsce – bardzo ciekawe doświadczenie.

 

Ooo, gratulacje, coboldzie! Cudowne wieści <3 Mam nadzieję, że uda mi się upolować jutro FWS w bydgoskim empiku :) 

(Choć szczerze, to tym komentarzem tuż nad moim dobrej reklamy sobie nie zrobiłeś :P)

Nie lubisz hiszpańskich klimatów?

Ależ jak, uwielbiam!

A komentarz czytałam wczoraj będąc bardzo zmęczoną i wydawał mi się sugerować ciężkie, trudne w odbiorze opowiadanie, czyli dokładnie takie, jakie lubi MC – nie mój gust. Ale bez sensu tak grymasić przed czytaniem, odezwę się po lekturze ;) 

To życzę miłego zaskoczenia ;)

Przeczytałam, ale kometarz nie będzie długi, bo pisze na telefonie z Rio :P początek trochę wolny, a koncowka z kolei za szybka. Tytul mi sie nie bardzo podobał. I to tyle narzekania, bo klimat super, warsztat super, Sanchez genialny :D chcialabym zeby opko bylo 2 razy dluzsze, naprawde bylo mi zal, ze sie rak szybko urwało.

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki, Tenszo! Czyżby “Panny” poleciały z Tobą do Rio?

Przypomniał mi się Twój komentarz spod “Lothara”. Cytuję początek:

Piszę z telefonu, więc skrótowo: (...)

ale wtedy warsztat “był dobry, choć nie porywał”. Czyli – jest postęp ;)

Tak, Panny zwiedzają ze mną Brazylię ;)

Tylko nie "Tęcza"!

Zrobisz im zdjęcie?

Dzisiaj dostalem NFWS, przerwa w pracy, więc kawa i czytam :)

20180130_154408

To popisane długopisem to dedykacja od cobolda :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Zgodzę się z Tenszą co do początku i końca, chociaż początku bym nie zmieniał a koniec nadchodzi po prostu zbyt szybko. Budowałeś coboldzie klimat i scenerię i bohaterów i otoczkę historyczno-geograficzną, a tu się nagle historia prześlizgnęła między wierszami do szybkiego końca.

Tylko dlaczego Olvido się nie obejrzał w kluczowym momencie? Trapi mnie to straszliwie. No wziąłby się obejrzał i już, po kłopocie. No ale o to najwyraźniej chodziło. Wisienką na torcie okazało się to, co się nie okazało; to czego bohater nie zrobił.

Pytałem sam siebie dlaczego, się nie obejrzał, a później dał też sobie spokój z odpytywaniem Sancheza. No ale bohater chyba jest po prostu na tyle zakorzeniony w swoim ratio, że nie chciał sobie mącić spokoju duszy. Dobrze że autor tekstu chętnie do fantastyki zagląda.

Stylowo i warsztatowo to sam wiesz jak jest. :-) Budujesz coboldzie swobodne zdania o rzeczach, których ja nie potrafię nazwać, a co dopiero mierzyć się z pokazaniem ich czytelnikowi za pomocą słów.

Co do tytułu, to jestem w opozycji neutralnej, ani mnie on pogrzał ani poziębił. :D

Jestem za to fanem Sancheza, ale na szczęście, skupiasz się coboldzie, (i tworzysz) na fantastyce dojrzałej i poważnej ale nie za ciężkiego kalibru. (Więcej miejsca dla i mnie mniej konkurencji, w kategorii tekstow głupio śmieszkowatych.)

Fajny obraz z tymi karłami, choć ocierałeś się o coś z pogranicza horroru i komedii, groteskę? Ale klimat dały przedni i dokazywały też przednio.

Co tu dużo mówić, zekam na kolejną przygodę imć zbiórczego alter ego autora.

Frapuje mnie jeszcze, czemu na tytułowej stronie opowiadania stoi u góry napis "opowiadanie zagraniczne" :O

Oczywiście nie próbuję nawet być obiektywny, ale na portalu wachałbym się nad 6– a 5+, gdyby były plusy i minusy. A że nie ma to 6tka, ale liczę, że następna przygoda nie pozostawi takiego niedosytu. Bo ten który został po Pannach Dworskich jest z lekko wyczuwalną goryczą (nie taką przyjemną jak w piwie).

Jak mi się coś przypomni to dopiszę, a na błędy w komentarzu racz nie zważać bo telefon płata figle jak chochliki drukarskie (w jedym miejscu zjadło w opowiadaniu spację po półpauzie !!!)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

“Opowiadanie zagraniczne” bo egzemplarz, który otrzymałeś to wersja eksportowa, na rynek niemiecki ;)

Dzięki za wszystkie uwagi, ta o przyspieszonej końcówce dała mi dużo do myślenia.

Psychologię Olvido rozgryzłeś bezbłędnie. Choć to skomplikowany facet, proponuję wpisać “Olvido y Sueno” do Tłumacza Google.

W sprawie możliwości przeczytania kolejnej przygody wskazane nękanie mailami red. _mc_.

zapomnienie/przeoczenie i zaspanie/śnienie ;>?

Akurat tłumacz google przetłumaczył tylko "y" na "i" :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Zrobilam zdjecia, wrzuce jak dorwe komputer :)

Tylko nie "Tęcza"!

Prawdopodobnie ja także będę czytał opowiadanie na zagranicznym gruncie, w czasie podróży. Jeśli tak, postaram się zrobić fajna fotkę. :)

Ja też wywiozłam Panny z kraju :D Jeśli chciałbyś zdjęcie, coboldzie, to też zrobię :)

Czekam na zdjęcia i recenzje ;)

To ja wrzucę takie 2 zdj z Bremerhaven :)

 

1 – kalendarz słoneczny, co prawda nie wiem jaks się go używa, ale akurat pokazuje, że zawsze jest pora na fantastykę.

20180201_102922

 

2 – :D Legenda głosi, że to fontanna przedstawiająca jednego z królewskich karłów.

20180201_102338

(Zdjęcia w pełnej rozdzielczości po kliknięciu w obrazek)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Drugie mnie rozbiło. Był niegrzeczny?

On jest bardzo grzeczny, szczególnie razem z bratem, jak te karły dokazujące :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

I ja przeczytałam. Podobał mi się niespieszny początek – trzęsienie ziemi w pierwszych akapitach bywa fajne, ale mam wrażenie, że ostatnio ciągle czytam opowiadania, w których to trzęsienie ziemi jest na siłę. Niespieszne budowanie klimatu też jest w porządku, tym bardziej że widzę, że klimat był dla Ciebie ważny. Wrzucone tu i tam porównania do kości, klamra z powtórzeniem informacji o ruszcie św. Wawrzyńca – wszystko to jest bardzo udane. Potęguje tajemniczą, trochę paranoidalną atmosferę zamku zamieszkanego, jakby się mogło zdawać, przez trzech mężczyzn i gromadę karłów. Trochę mi zgrzytały niektóre wstawki (”no, każdy kojarzy, jak wyglądali” na przykład) – miałam wrażenie, że nie pasują do całości narracji.

Zakończenie też bardzo mi się podobało. To, że Olvido się nie obejrzał jest dla mnie bardzo dobrym posunięciem, idealnie pasującym i do osobowości bohatera, i do wymowy tekstu. Natomiast jak przedpiścy miałam wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Niby ma to sens, bo mieszkańcy zamku chcieli “zaskoczyć” Olvida, nie dać mu wypocząć (jak on sam stwierdza). Jednak z drugiej strony – atmosfera tajemnicy bardzo na tym ucierpiała, zamiast np. kilku dni w tym dziwnym miejscu, wciąż bez pacjentki, z narastającą frustracją – ciach nożem i już. Trochę mało mi było.

Zastanowiła mnie postać Calderona. Wydawało mi się, że jest tam tylko z miłości do tego twórcy (zrozumiałej ;)) oraz dlatego, że “Życie jest snem” tworzy dobry kontekst dla tego opowiadania. Sama postać chyba niewiele wnosi. Choć z drugiej strony każdy z trzech mieszkańców zamku ma własny pomysł na to, co dzieje się z infantką i może Calderon rzeczywiście powinien osobiście “wypowiedzieć” własny.

Gratuluję raz jeszcze. Mam nadzieję, że nie porzucisz tego cyklu, bo bohaterowie są bardzo dobrzy, pełen literackich nawiązań świat też świetnie “ustawiony”, nic tylko czytać dalej.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuje, Mirabell, za lekturę i wnikliwe uwagi. Tym bardziej, że z ich większością się zgadzam.  Narzekania na zbyt małe rozmiary tekstu z jednej strony mi schlebiają, z drugiej przypominają, gdzie jestem – ja wciąż mam problemy ze zbudowaniem udanej opowieści o wielkości >50K znaków. A co się tyczy Calderona, to wcale nie jest mój ulubieniec. Co innego Velazquez ;) Czyli to jednak widać w budowie postaci…

Główni bohaterowie na pewno powrócą, choć nigdy nie będą już tacy sami. Mogę tylko zdradzić, że w kolejnej opowieści to Sanchez będzie narratorem.

Wiesz, że bardzo sobie cenię Twoje uwagi na temat klimatu opowieści. Gdybyś była tak dobra i mogła napisać, które jeszcze fragmenty Ci zgrzytają, byłbym zobowiązany.

Wracam po lekturze :) 

 

Początek wywołał we mnie ambiwalentne uczucia, z jednej strony – był napisany ślicznie i obrazowo, przemawiał do wyobraźni (kolejne okna) – z drugiej, przy oknach przeniesienie punktu widzenia (perspektywy? narracji? zapomniałam słowa) nastąpiło trochę niezręcznie, przynajmniej mi zazgrzytało. Trudno było mi wciągnąć się w tekst.

 

Za to od trzeciego fragmentu wsiąknęłam i resztę przeczytałam płynnie i z przyjemnością. Bardzo podobała mi się relacja Olvido i Sancheza (jest jakiś fanclub Sancheza? Jego jednolinijkowce były cudowne!). Tekst jest pełen emocji – obsesja malarza, a potem też i króla, to wszystko do mnie przemawiało i ani na chwilę nie wątpiłam w motywacje bohaterów. Morał sympatyczny.

Ach, ostatni fragment był bardzo bezpośredni, jakbyś nie wierzył w czytelników :)

 

Tylko dlaczego to takie krótkie? Ledwie się rozkręciło, już było po wszystkim :((

 

 

Panny zwiedzały z nami Aarhus – i znosiły zimno znacznie lepiej od nas :D

Dzięki, Kam_mod!

No cóż, _mc_ kiedyś pisał, że dla debiutu najlepsze jest 30-40K tekstu, bo najłatwiej wcisnąć do gotowego numeru. Napisałem więc tekst na 35 tysięcy znaków, a i tak zmieścił się tylko dzięki mikroczcionce i brakowi ilustracji ;)

Następne będą trochę dłuższe.

Aarhus, powiadasz? Mają tam chyba Muzeum Wikingów?

Ech, i pomyśleć, że było to jedyne opowiadanie z całego numeru, które udało mi się skończyć, więc jak dla mnie – gwiazda w porównaniu z resztą, zasługująca na obrazek i kobylastą czcionkę.

 

Mają, mają, ale akurat w soboty – byliśmy tam tylko jeden dzień – było nieczynne :(

“to zrozumiecie, że para wspinających się z powoli pod górę jeźdźców wyglądała jak... no, każdy kojarzy, jak wyglądali” – raz, że chyba tylko tu zwracasz się bezpośrednio do czytelnika, dwa, że to “no, każdy kojarzy” brzmiało mi zbyt kolokwialnie.

 

“To znaczy świat był czarny, a księżyc i pałac – białe” – tu właściwie nie mam konkretnego zarzutu, po prostu nie pasowało mi to bardzo do reszty tekstu.

 

Chyba tylko te dwa fragmenty mi zgrzytnęły :)

 

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Ciekawe – ten drugi fragment redaktor podkreślił mi jako wyjatkowo fajny. Ja, osobiscie, mam do niego stosunek obojętny ;) A pierwszy fragment dziś napisałbym już inaczej.

Nie logowałem się tu tak długo, że prawie zapomniałem hasła:) Wstyd! A tu milionpiećset zaległości!

 

Coboldzie, ogromne gratulacje, choć po prawdzie uważam, ze było jedynie kwestią czasu kiedy mc wpuści Cię na szacowne łamy NF:) Osobiście to chce więcej, o wiele:)

 

Ktoś mnie oświeci, czy ten numer jest jeszcze w sprzedaży?

Do połowy kwietnia, Michale, bo FWS to kwartalnik :)

Bardzo mi Twoje Panny, Coboldzie, umiliły przedwczorajszy poranek :))

Urzekł mnie opis opadającej sukni. W ogóle kunszt zaprezentowałeś fantastyczny. Może nie barokowy, ale bardzo soczysty język – miód :)

Wydaje mi się, że brakuje trochę równowagi w kompozycji – początek jest niespieszny, zakończenie za to szybciutkie. Miałam wrażenie, że skończyłeś opowieść, zanim się na dobre rozpoczęła, a główni bohaterowie w sumie nie zdążyli zbyt wiele zrobić, poza tym, że dzięki nim czytelnik mógł poznać postaci drugoplanowe (świetnie wykreowane).

Gratuluję Ci jeszcze raz gorąco – i druku i bardzo dobrego tekstu. Cieszy mnie ogromnie, że mogę Cię czytać na papierze, i że obiecali więcej ;) 

Dziękuję Werweno!

Z tą zaburzoną kompozycją pozostaje mi się tylko zgodzić. Ciekaw jestem jedynie na ile wrażenie krótkości tekstu jest potęgowane przez umieszczenie go w FWS, w sąsiedztwo długaśnych opowiadań. Myślę, że w zwykłej NF wyglądałby lepiej. Z drugiej strony, zawsze to trzy miesiące na półce w sąsiedztwie Valente ;)

 

Ja pozostałych opek z FWS jeszcze nie tknąłem, a wrażenie krótkości mam takie samo :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Z parady w Rio :)

 

 

Tylko nie "Tęcza"!

Dziękuję Tenszo!

Zacytuję własnego bohatera:

Te słowa, wiersze… Nikt nie ma nad nimi kontroli.

Ciekawe jaki inspiracje stamtąd przywieziesz?

Na razie przywiozłam poparzenia słoneczne xd

Tylko nie "Tęcza"!

Wreszcie udało mi się sklecić komentarz.

To ciekawe, że w opku właściwie nie dzieje się nic, a jednak dzieje się wszystko. Opowiadałeś obrazami, stawiałeś sceny jak płótno obok płótna, a akcja spokojnie prześlizgiwała się z jednej ramy do drugiej. Jak podczas wernisażu. Znalazło się kilka błyskotliwych filozoficznych myśli i ciekawostek medycznych, każdy zawsze jest łasy na kilka takich perełek. Te karły były niesamowicie wymowne, najwyraźniejsi bohaterowie. Sprawiłeś, że czytelnik mógł poczuć się tak, jakby odwiedzał świat niczym z Labiryntu Fauna czy Pentameronu. Wspaniale utytułowałeś monarchę ;D Właściwie nie mam się do czego przyczepić – bardzo konsekwentnie, leniwie, acz sprytnie poprowadziłeś akcję tego opowiadania, wręcz oszukując w pewien sposób czytającego – jakbyś przemycał pewne sprawy tuż pod taflą wody. To nie jest mój ulubiony rodzaj prozy, ale stanowi kawał świetnej artystycznie roboty, przywodzącej na myśl zarówno hiszpańskich mistrzów kreski, jak i słowa.

Ja nie widzę dysproporcji, jeśli chodzi o “szybki koniec” a resztę opowiadania. Zgrało mi się to w przemyślaną refleksję. Zresztą, wydaje mi się, że tu wcale o żadną typową <akcję> nie chodziło, a dramaturgia odegrała się za kulisami.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dzięki, Naz!

Próżność autorska zaspokojona na dobrych kilka miesięcy ;)

Chociaż brakuje mi tutaj jeszcze zdjęcia, jak czytasz “Panny dworskie” w swojej legendarnej wannie.

Wybaczcie offtop, ale Naz ma legendarną wannę? ;>

Na pewno Naz ma rację, niby nic się  w tekście nie dzieje, a jednak się dzieje ;-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

A zrobię! Jak mi ją tylko podwieszą na hakach, bo majstry mają problem, haków nigdzie znaleźć się nie da... I wanna jest dalej oblepiona taśmą.

(offtop cdn) Mytrixie, mam taką wannę, co podobno nie dało się jej przez drzwi wnieść, potem postawić, potem podłączyć, specjalny wodoszczelny kontakt zaginął, potem obudowę trzeba było ciąć, nową skrzynkę prądu zainstalować, a teraz haków nie ma. Ale już chodzi, wbrew wszystkich złorzeczeniom, radio gra i pierwsze dźwięki, jakie się z niego wydobyły, to Radio Maryja, w dodatku dysze od hydromasażu śmigają perfekcyjnie i nawet mnie nie, jak to majstry stwierdziły, że niechybnie się zdarzy, popieściło prądem :P

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Haha, z grzeczności nie spytam o cenę, uznam, że sobie za dużo chleba od ust nie odjęłaś :-) Ale jak radio gra to hulaj dusza, no chyba, że gra Maryja ;D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Coboldzie, przeczytałem już jakiś czas temu więc nie będę wdawał się w szczegóły. Powiem tylko, że opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu, zaskoczyła mnie końcówka, plastyczność opisów sprawiła mi wielką przyjemność, a tytuł jest absolutnie debeściarski. 

Kawał dobrej roboty! 

Łukaszu, miło mi. Dziękuję.

Ale z tym tytułem, to mnie zaskoczyłeś ;)

:o!

 

Rozbudowany komentarz (w tym też pełno treści – pierwsza emotikonka wykrzykuje nieco wulgarne hasła, pełne pozytywnego zaskoczenia) – jak tylko dorwę WS.

 

 

:o!

 

(druga emotikonka wykrzykuje gratulacje)

Nie rozumiem. Zupełnie. Jak można tak zacząć zupełnie bez fajerwerków, następnie delikatnie prowadzić akcję, a główny wątek rozwijać co najmniej subtelnie i... wciąż potrafić wciągnąć czytelnika. I z jednej strony mam żal, że w opowiadaniu wydarzyło się tak niewiele, z drugiej – nie pogniewałbym się wcale, gdyby to niewiele trwało dłużej. Po prostu była w tym czytelnicza przyjemność – w tym wypadku z tła, ze sposobu stawiania liter i klimatu. 

Kiedyś, pod jednym z forumowych opowiadań narzekałem, że chociaż autor umieścił je w Brazylii, to tej nie było czuć wcale (to się zresztą zdarza całkiem często, ale w tym wypadku chodzi o to, że tamto konkretne opowiadanie samo w sobie było napisane naprawdę sprawnie). Tutaj, zupełnie odrębny biegun. Przez smaczki, przez zachowanie bohaterów, przez odniesienia historyczne, no wdychałem to hiszpańskie powietrze.

Końcówka nieco rozczarowała. Niby nie było w tym wrażenia pośpiechu, a i była przecież konsekwentnym zamknięciem historii. Ale! Właśnie też niczym więcej, jak tylko dopięciem klamry, widocznej już od samego początku. Chociaż w tym jednym miejscu można było puścić jakiś fajerwerk. Ewentualnie przydać tych kilka liter więcej, żeby “naładowaniem wydarzeń” mniej odstawało od reszty opowiadania. 

 

Podobało mi się tło. Podobały karły, podobała Hiszpania i, przede chyba wszystkim, własna interpretacja nie tyle wydarzeń, co myśli za nimi idącej. Nie podoba się wniosek, że historia nie ciągnie całości, że pomysł wyjściowy zdaje się zbyt prosty, a stery zostały przejęte przez inne składowe opowiadania. Wciąż na duży, duży plus, chociaż Lothara postawiłbym wyżej :).

No i jeszcze raz – gratulacje!

 

PS: To jedyne chyba w tym wydaniu opowiadanie, w którym nie było żadnych chochlików (a przynajmniej takich, które ptaszek mojego kalibru mógłby wychwycić).  Było widzę porządne czyszczenie (i odrobina szczęścia – bo w pozostałych opowiadaniach chochliki często wyglądały, jakby pojawiły się w czasie końcowych edycji/druku).

Ja tam znalazłem dwa chochliki i jeden lapsus brzmieniowy.

Ale nie o tym chciałem.

Nieco ponad rok temu czytałem tutaj  “Bei Fenga”. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że jego autor pochwali mnie za umiejętność budowy klimatu, nie uwierzyłbym.

Dzięki!

Zamówienie zrealizowane.

 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

No i przebiłaś Tenszę, a myślałem, że to niemożliwe.

Ktoś da więcej?

 

P.S. Kąpiesz się we krwi dziewic?

Jaka różowa woda :D

Tylko nie "Tęcza"!

:D Fluorescencyjna krew dziewic... To tylko moje podwodne, dyskotekowe światełko <3

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Wanna z piekła rodem \m/

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nazulo <3

 

Skoro taka może być nagroda za publikację, to najwyższy czas coś wysłać do tych redaktorów! :3

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Takie tam, z weekendu.

 

Przeczytałem i oceniam pozytywnie.  Ładny język, ładnie stworzony nastrój. Nieźle wykreowane postaci. Zagadka kryminalna trochę mniej, ale nie można mieć wszystkiego. Gratulacje.

Ciekawy weekend miałeś Zygfrydzie :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Hej! Pomału rozpoczynam odrabianie zaległości. Na pierwszy ogień poszły “Panny dworskie”.

 

Najbardziej podobało mi się w tej historii to, że stanowi ona grę pięciu figur (król, poeta, malarz, lekarz i sługa). Stworzyłeś dzięki temu fajną, ascetyczną, strukturę, mimo wszechobecnego baroku:) Język, wiadomo, klasa. W poszukiwaniu rzeczonej ascezy przyciąłbym delikatnie kilka zdań z finałowej przemowy doktora, ale to już detale z cyklu “widzimisię”. 

Gratulacje za kawał dobrej roboty i teraz idę do Silmarisa:)

 

Wyjazd nie doszedł do skutku, ale był długi weekend i Panny wreszcie się doczekały.

Bardzo dobre opowiadanie, Coboldzie. Zdążyłem napisać pod innym opkiem, że potrafisz snuć opowieści, jak bard i siadam dzisiaj do lektury, a tu masz. :) Opowiadanie snuje się, nie śpieszy, napomyka coś, ale dochodzi do sedna na około, najbardziej jak tylko się da. :) Dobre przemyślenia lekarza, właściwie to dobrze zaplanowałeś całą opowieść, bo lekarz jest “najbliższy” czytelnikowi, wydaje się, tak samo jak ja, nie pojmować wielu spraw, dziwić się tam, gdzie ja się dziwię. To pozwoliło doskonale odnaleźć się w tej historycznej opowieści. Usatysfakcjonowany jestem lekturą.

Dzięki, Darconie! Doceniam, że się podjąłeś lektury, nawet pomimo moich ostrzeżeń o wierszowanym wtręcie. Choć przypuszczam, że wpływ na ostatecznie pozytywny odbiór mogły mieć widoczne na fotografii, jakże urocze, okoliczności przyrody ;)

Nowa Fantastyka