- Hydepark: Cmentarze zwierząt (nie, nie King)

Hydepark:

inne

Cmentarze zwierząt (nie, nie King)

Nie wiem, czy to dobre forum na takie tematy, ale co tam.

 

Tak z innej beczki: czy ktoś ma jakieś poglądy na temat cmentarzy dla zwierząt//grzebowisk?

 

 

Bo patrzę na to zdjęcie i nie wiem – po prostu nie wiem. Niby nadmiar, jak na pokaz, ale z drugiej strony – oprócz właściciela nikt pewnie tego nie ogląda, czyli może potrzeba?

Czy z tak ludzko wyglądającym nagrobkiem może łączyć się przekonanie o zwierzęcej duszy?

http://chwiladlapupila.pl/schronisko-w-bytomiu/cmentarz-dla-zwierzat/# dlaczego nigdzie nie ma psich zabawek? )

 

I dalej – czy zwierzęta mogą grzeszyć? Bo jak nie, to piekło będzie najbardziej ludzkim miejscem jakie można wymyślić.

 

 

Ktoś korzystał z takich cmentarzysk czy zwierzęta raczej oddaje się do utylizacji?

Zakopuje w ogródku? W lesie?

 

Komentarze

obserwuj

Na miejscu, w którym babcia chowała psy i koty, dziś rośnie młodnik. Nadal uważam las za najlepsze miejsce na pochówek każdego (krążąca energia życia). Człowiek takie samo zwierzę jak inne. Po cholerę patrzeć na martwy pomnik, gdy można na drzewo? 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Mój kot, który w lutym udał się do Walhalli, pochowany jest w lasku za miastem, pod dębem. Zawsze mogę tam pojechać na rowerze, a nawet zrobić piknik jak pogoda ładna, bez atencji i większych tłumów. Skargi od kota też nie słyszałam, więc chyba mu dobrze. Skubaniec ma teraz widok na pole i góry, pełne zazdro.

Sama, gdybym miała (nie mam, bo alergia), chowałabym pewnie w ogródku pod ulubionym krzakiem. Tak pochowałam sójkę, która przyleciała umrzeć na balkonie naszego letniego domku, strasznie to smutne było...

 

Natomiast nie wiem, czy to będzie dla OP przydatne, ale podrzucam info o miejscu, które niedawno odwiedziłam z powodów poniekąd profesjonalnych, a które robi w sumie niesamowite wrażenie, mianowicie paryski cmentarz dla psów (link do polskiej wiki, w której jest bardzo mało, ale można sobie przeklikać na języki, w których jest więcej wedle uznania...). Jest to naprawdę spory teren, z nagrobkami jak z “ludzkiego” cmentarza (ten zacytowany powyżej to pikuś...), w razie czego służę sporą dokumentacją fotograficzną. Widziałam tam osoby odwiedzające te groby, a także ekipę telewizyjną robiącą o nich program. Wielu przychodzi do pupilów jak do dzieci czy wnuków, sądząc z podsłuchanych wypowiedzi.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

U mnie wszystkie zwierzaki, które zakończyły żywot, są pochowane w ogrodzie. Nad nimi rosną drzewa i krzewy – tak samo jak Naz uważam, że to najlepsze miejsce. Ale ja mam ogród, natomiast wiele osób w miastach nie ma wyjścia: albo “bezosobowa” utylizacja, albo taki cmentarz.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

W rodzinie mojej Pani zwierzęta spoczęły w ogrodzie. Ja mam kawałek lasu. Targałem też ze sobą zawsze spory kamień. Ciężki był.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

z drugiej strony – oprócz właściciela

Opiekuna. Właścicielem można być rzeczy.

wiele osób w miastach nie ma wyjścia: albo “bezosobowa” utylizacja, albo taki cmentarz.

A wywiezienie do lasu i pochowanie pod jakimś drzewem, ulubionym czy nie, ale jednak w miejscu zacisznym i ładnym? Pytam, bo zastanawiam się, czy to legalne

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nielegalne, chyba że teren lasu ogrodzony i bez ujęć wodnych. Edit: pierdyliard przepisów.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Kary od mandatu (w niektórych przypadkach zdarzało się, ze sąd uznawał winę, jednocześnie anulując grzywnę) do bardzo wysokich kar. Co do “ogrodzonego terenu”, to jak napisał Zalth, też jest masa przepisów ograniczających taką możliwość.

W sumie mogłam się domyślić, dlaczego coś miałoby być proste :P W sumie niedawno dowiedziałam się, że do niedawna właśnie miałam nielegalnie pralkę w kuchni

 

Edit: ale właściwie czy ten przepis implicite nie zakłada, że na terenie nieogrodzonych lasów z ujęciami wodnymi zwierzęta żyjące w naturze nie padają?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Padają, ale chodzi oto żeby dzikie zwierzęta nie zozwłóczyły zwłok padłych zwierząt domowych.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Mojego ukochanego psa pochowałam w ogrodzie pod jabłonką. Teraz jak jadę w tym miejscu kosiarką, to zawsze mi się przypomina. I chyba o to chodzi.

Hmm. Dobra, w ramach prokrastynacji usiłuję to wziąć na logikę, ale jedyne, co mi do głowy przychodzi to obawa przed masowością zjawiska, bo poza tym po prawdzie nie widzę różnicy między rozwłóczaniem padłego w naturze zwierzęcia a przywiezionego do lasu psa czy kota. Zwłaszcza jeśli zostałby pogrzebany, a nie rzucony na ziemię. Gdyby chodziło o wody gruntowe (ciało niezjedzone, rozkładające się naturalnie w glebie,  a nie wysychające na słońcu, wilgoć itepe), to może bym rozumiała, choć nie znam się na tym, jak płytkie pochówki i to niedużych istot, by na to realnie wpłynęły.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzikie zwierzę może się czymś zarazić i przenieść chorobę w inne miejsce. Vide: afrykański pomór świń modny ostatnio na wschodzie Polski.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ten  problem jest o wiele szerszy i dotyczy nie tylko zwierząt. Chodzi też o zagrożenia epidemiologiczne, zagrożenia pasożytami itp. Z drugiej strony przecież zwierzęta dziko żyjące nie chowają się na cmentarzach komunalnych, a naturalny rozkład to część tego, co się dzieje w ekosystemie.

Argument z chorobami (w sensie przeniesienia na dziką populację chorób typowych dla zwierząt domowych) jakąś tam moc ma, ale to powinno oznaczać, że żywego zwierzęcia do lasu też nie należy zabierać. Mimo zasadności części argumentacji mam jednak wrażenie, że chodzi o to, że nie, bo nie.

 

Edit: albo o to, że w Polsce łatwiej czegoś zakazać szeroko, bo nie bardzo można spodziewać się, że statystyczny obywatel dostosuje się do rozsądnych przepisów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mogłyby być powszechne spalarnie, ale z oddawaniem prochów, takie szczątki użyźniają, a nie ma tych wszystkich niebezpieczeństw, o których piszecie. Z tego, co kojarzę, to grzebać nigdzie nie wolno, w ogrodzie też nie. Zwierzęta się "utylizuje" :| Mam nadzieję, że u nas bio-urny staną się powszechne i będą dotyczyć także zwierząt. 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to niech sobie stawia nagrobki na cmentarzach dla zwierząt i ozdabia, jak mu się podoba. Nikogo tym nie krzywdzi, a ludzie mają różne potrzeby, które dla innych mogą być dziwne.

Czy ludzie stawiający takie nagrobki mogą wierzyć w dusze zwierząt? Pewnie niektórzy tak, nawet jeśli są zadeklarowanymi katolikami. Ludzie sobie z religii robią mieszaninę tego, co im odpowiada, nawet jeśli elementy tej mieszanki stoją w zdecydowanej sprzeczności z dogmatami.

Czy zwierzęta grzeszą? Nie przypominam sobie, żeby zwierzęta kiedykolwiek spisały sobie religijne kodeksy, a skoro same sobie nie stworzyły moralnych lub pseudomoralnych ograniczeń, to raczej nie grzeszą, bo nie wymyśliły sobie pojęcia grzechu. Tak mi się wydaje.

Nie tylko w Polsce są takie przepisy. A co do spalania – w trakcie kremacji emituje się niesamowite ilości szkodliwych gazów. Nawiasem mówiąc rozsypywanie prochów po kremacji też jest zakazane według prawa, podobnie jak ich przechowywanie. Muszą trafić w wyznaczone do takich celów miejsce.

Czy zwierzęta grzeszą? Nie przypominam sobie, żeby zwierzęta kiedykolwiek spisały sobie religijne kodeksy

A rozmawiałaś z nimi o tym? :P

Słonie i wieloryby mają odpowiedniki cmentarzysk (słonie je nawet odwiedzają, nie wiem jak z wielorybami). U szympansów zaobserwowano zachowania, które mogą być interpretowane jako religijne.

Wiem, że u nas rozsypywanie prochów jest zakazane i jedyną opcją jest omijanie zakazu. Ale nawet w Polsce od zeszłego roku trwają rozmowy o zmianie przepisów. Projekt zakłada np. rozsypanie prochów nad morzem i w ogrodach pamięci (a już takie są).

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dyskusje wracają jak bumerang co kilka lat.

No, masz rację, Wilku. O tych słoniach kiedyś nawet czytywałam. Zresztą, chyba nawet ten zalinkowany artykuł kiedyś przeczytałam, bo coś mi się znajomy wydaje. To cholera wie, może i grzeszą. :)

A ludzie i tak rozsypują prochy, korzystając z luk prawnych :P

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Trudno też chyba wpaść z rozsypywaniem prochów – dopóki ktoś nie wpadnie na gorącym uczynku.

 

Co do szkodliwości kremacji – czyli to tylko dla ograniczenia powierzchni cmentarzy/by mieć pewność, że nie obudzi się nagle w trumnie? 

 

Tak z tego wynika, że z ekologicznego i ekonomicznego punktu widzenia najlepiej byłoby chować ciała w pionie, w teksturowych trumnach z paczką nasion – niektóre rośliny działają jako środki pasożytobójcze, (jest teraz fajny artykuł w Przekroju o samoleczeniu się zwierząt).

 

I dzięki za wieloryby, o słoniach słyszałam, ale wieloryby to nowość.

 

Właśnie jem obiad, więc zrobię sobie smakowity komentarz ;-) Myślę że oprócz obudzenia się w trumnie wchodzi jeszcze kwestia estetyki i uczty nie na której je, tylko na której jego jedzą...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nie mam nic przeciwko “Cmentarzą zwieżąt” o ile jakiś facet nie wpadnie na pomysł, by pochować tam swego, tragicznie zmarłego, syna, by go wskrzesić...

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nowa Fantastyka