Książka

| KOPIUJ

Recenzja:

Grzesiek12

Soczewki grawitacyjne

{
Antyutopia

  “Cylinder van Troffa” to napisana przez Janusza Zajdla inna wersja “Powrotu z gwiazd” Stanisława Lema.  

   Treścią książki są odręczne zapiski astronauty, który wrócił z odległej wyprawy kosmicznej. Zanotował on swoje wspomnienia w tzw. zielonym zeszycie, który znaleźli potomkowie ludzkości, koloniści na odległej planecie. 

   Podobnie jak u Lema główna postać powieści wraca z długiej podróży w kosmos po wielu latach, co wynika ze spowolnienia czasu w rakiecie podróżującej z prędkością bliską prędkości światła. Ponadto trakcie powrotu awarii uległ napęd “Heliosa”, co jeszcze bardziej opóźniło wyprawę. 

   Podróż w kosmos jest też podróżą w czasie. 

   Po powrocie do Układu Słonecznego podróżnicy zastają społeczeństwo przyszłości, którego do końca nie potrafią zrozumieć. Nie potrafią się w nim zaadaptować. Technika i nauka wprowadziła wiele nowych wynalazków i odkryć. 

   U Zajdla są to dwie odmienne cywilizacje: księżycowa a potem ziemska. 

   W wizji Lema agresja została wyeliminowana z ludzkich umysłów za pomocą chemicznej tabletki. Ludzie stali się bezbronni wobec otoczenia. Żyją zamknięci w technicznym, sztucznym środowisku, które chroni ich przed niebezpieczeństwami. Stary kosmonauta przeżył tragiczną śmierć swoich kolegów w niesprzyjających warunkach obcej planety. Kosmiczna próżnia jest śmiertelnie groźna. 

   Agresja jest źródłem wielu nieszczęść ludzkości: krwawych wojen i przestępczości. Ale czy zupełne pozbycie się jej uczyni społeczeństwo lepszym? Taka utopia też jest niemożliwa. 

   W obu powieściach mamy do czynienia z typową science – fiction opartą na nauce i technice, wywodzącą się z romansów naukowych H. G. Wellsa i optymistycznych książek Juliusza Verne`a – wynalazki uczynią świat lepszym. 

   Po starsze powieści uznanych autorów warto sięgać. Bywają nadal aktualne i nabierają nowych znaczeń. 

   Statek kosmiczny “Helion” dociera do Księżyca. Mieszkańcy księżyca uciekli przed mutacją wywołaną nieodpowiedzialnymi eksperymentami naukowców, które wymknęły się spod kontroli. 

   Ale księżycowi ludzie muszą mieszkać w klaustrofobicznych, podziemnych tunelach, które sami drążą pod powierzchnią Srebrnego Globu. Oni też się degenerują – karleją z powodu niskiej grawitacji panującej na Księżycu, dużo słabszej niż na Ziemi. Na Księżycu panują opresyjne rządy: obywatele są kontrolowani, okłamywani i przemocą zmuszani do posłuszeństwa. 

   Załoga “Heliosa” chce przedostać się na Ziemię, samemu poznać sytuację. 

   Pierwsza część powieści Zajdla opisuje pobyt w księżycowej kolonii i sprytną ucieczkę z niej głównego bohatera. 

   Druga toczy się na Ziemi, w dziwacznym świecie. Bohater szuka śladów przeszłości. Wspomina pobyt na odległych planetach i lot kosmiczny. 

   Część pierwsza kończy się epizodem z wyprawy, ponurą opowieścią. Astronauci czekają na pomoc swoich kolegów, jednak mają ograniczoną ilość tlenu w swoich butlach. Powoli umierają, duszą się. Próbują szukać ratunku w sytuacji zagrożenia życia, zachować swoją ludzką godność. Kiedy zabraknie im tlenu do oddychania, zginą wszyscy. 

   Janusz Zajdel był czynnym naukowcem. Zajmował się fizyką atomową. Krytykował też świat nauki: rywalizację i przerost ambicji, wynalazki, które służą złym celom np. tworzeniu coraz potężniejszej broni. Jest on kojarzony ze sprzeciwem przeciwko systemowi komunistycznemu: kłamstwom, propagandzie, władzy totalitarnej. Wzniosłe idee równości społecznej zderzają się z niedoskonałą rzeczywistością. Świat przyszłości i techniczne pomysły są okazją do pokazywania tych podstępnych mechanizmów manipulacji społecznej. 

   Powieści Zajdla, np. słynna “Paradyzja”, są antyutopiami – przeciwieństwem utopi. Dawnej wizji lepszego świata, która nie może się już ziścić. Są utratą naiwnych złudzeń i marzeń. 

   Ludzie przyszłości na Ziemi mówią dziwaczną gwarą, trochę jakby przestępczą. Na przykład “Docent” to ktoś z przestępczej hierarchii, a nie dawny stopień naukowy. 

   Do kosmonauty uprzejmie odnoszą się jedynie roboty sprzątające i naprawcze. 

   Bohater dociera do wielkiego budynku “Instytutu”. 

   Cylinder van Toffa to wehikuł czasu: zegarki w nim umieszczone inaczej odmierzają czas. Zasadą działania cylindra są soczewki grawitacyjne uginające czasoprzestrzeń. Van Troff obiecuje, że Yetta, narzeczona głównego bohatera, stanie się na długo młoda, dzięki jego wynalazkowi. Wynalazca opisuje przyszłemu kosmonaucie zasadę jego działania przed wylotem w podróż do gwiazd. 

   W ten sposób dziewczyna będzie nadal młoda po powrocie kosmonauty na Ziemię. To jedyny sposób, by się znowu spotkali, mimo niesprzyjających okoliczności. Podróżując do gwiazd tracisz wszystko: swoich znajomych, rodzinę, świat, jaki znałeś. 

   Yetta wejdzie do cylindra i przeniesie się w czasie, poczeka na ukochanego. 

   Główny bohater w końcu odnajduje stary cylinder. Jednak nie zastaje dziewczyny. Odnajduje jedynie bukiecik kwiatów. 

   Zastanawia się, co się stało.  

   Miał zamiar dzięki swojej przyjaciółce odtworzyć ludzką, niezmutowaną, rasę. 

   Zajdel opisuje jak społeczeństwo przyszłości próbuje sobie radzić z problemami cywilizacyjnymi: przeludnieniem, brakiem żywności. 

   Sposobem na to jest ograniczanie populacji i kosmiczna ekspansja ludzi, nawet do innych układów gwiezdnych, na inne planety. 

   Pamiętam opowiadanie o statku kolonizacyjnym, pełnym martwych ludzi, którzy zginęli w trakcie dalekiej wyprawy. 

   Niestety, w realnym świecie na początku XXI wieku ta sytuacja nie poprawiła się, wręcz przeciwnie. Liczba ludności na Ziemi stale rośnie. Ponadto pogłębia się zanieczyszczenie środowiska. Zdobywanie kosmosu postępuje powoli. Człowiek nie postawił swojej stopy nawet na najbliższej planecie, na Marsie. Genetyczne manipulacje już teraz się urzeczywistniają: klonowanie istot żywych, żywność genetycznie modyfikowana itd. 

   Problemy, które zauważał Zajdel istnieją nadal i są nierozwiązane. Choć, na przykład, próbujemy wytwarzać czystą, tańszą energię: za pomocą elektrowni wodnych, hydrotermalnych, ogniw słonecznych czy wiatraków. 

   W powieści cała powierzchnia Ziemi jest pokryta specyficznymi ogniwami słonecznymi, błyszczącymi, czarnymi płytkami. Nie ma już roślin i zwierząt. 

   W końcu bohater odnajduje Yettę. Lecz dziewczyna nie poznaje go. Twierdzi, że ma na imię Sandra. 

   Powieść Zajdla jest romansem naukowym. Czy świat przyszłości będzie pozbawiony uczuć i wrażliwości? A może, wręcz przeciwnie: empatia w nowych epokach okaże się jeszcze większa? 

   Trochę tęsknimy za taką, może trochę oschłą, ale solidną naukowo fantastyką podejmującą ważkie tematy. 

   Odnoszę wrażenie, że teraz książki są pisane nie tylko komercyjnie, ale po prostu za szybko i bez dłuższego namysłu. Za dużo w nich zbędnych słów, zdań, stron. Ich fabuła jest miałka, a czasem nawet zupełnie bez sensu. Mało oryginalna. Wiąże się to, moim zdaniem, z łatwością publikacji i chęcią szybkiego zarobienia pieniędzy. 

   Moim zdaniem “Cylinder van Troffa” jest niewiele gorszy od słynnej “Paradyzji”. 

   Ciekawa jest dwuznaczność słowa “cylinder”. Cylinder to także nakrycie głowy w XIX-tym wieku. Elegancki, wysoki kapelusz. 

   Główna postać zwana też Nieśmiertelnym może podróżować za pomocą cylindra van Troffa właściwie bez końca. Czy nadal żyje poprzez zmieniające się epoki? 

   Janusz Zajdel już dawno zmarł, ale stał się legendą. Przecież nadal istnieje nagroda jego imienia, dla polskich autorów i autorek fantastyki, którą wręcza się co roku. 

   Czytałem wydanie powieści w aplikacji Legimi z posłowiem Lecha Jęczmyka. Ja dostrzegam nawet związki twórczości Zajdla z utworami Philipa K. Dicka – głównie takie samo uparte dążenie do prawdy w sfałszowanym lub iluzorycznym świecie. Nikt jednak nie nazywa powieści i opowiadań Dicka fantastyką socjologiczną. Przypomnę, że Zajdel nie był socjologiem, lecz fizykiem. 

   W jego ślady poszli następni twórcy np. Marek Oramus, autor “Sennych zwycięzców”. Do dziś utwory Zajdla są inspiracją dla młodych pisarzy SF. 

Nowa Fantastyka