
Miasto Artes. Do tego miejsca dwa dni temu przywieziono kolejnych więźniów z Ghon Arben, krain kontynentu północnego. Spośród nich znajdował się jeden erd.
Erdowie są to przedstawiciele rasy ludzkiej, twarz mają nieco bladą i o masywnej budowie ciała, którzy posiadają zdolność posługiwania się dwoma mieczami i dobrze potrafiący alchemię.
Skazaniec miał na imię Dave. Był ubrany w podartą brązową koszulę i rozdarte czarne spodnie. Buty jego zdobiło futro szarego wilka, pochodzącego z krain wschodnich zwanych Don Goten. Pewnej nocy, strażnik pilnował lochu, wtedy Dave po cichu zawołał jego do siebie. Strażnik podszedł. Wtedy erd złapał jego za szyję i uderzył nim mocno o kraty. Kiedy strażnik upadł, Dave zabrał jemu klucze od celi, otworzył kraty, ściągnął kajdany i pomógł innym w ucieczce. W pewnym momencie zauważył pokryte kurzem drzwi. Otworzył je kluczem, który miał strażnik i wszedł do środka. A w pomieszczeniu, na stole leżała księga. Podszedł do biurka i na okładce księgi narysowany był smok. Miał wielkie zęby, jak to smok. Ogromne ślepia i gruby brzuch. Dave od razu oznajmił, że jest to księga smoków, ale nie był pewny. Otworzył ją, przewrócił kilka kartek do przodu i zatrzymał się na zdjęciu, który przedstawiał talizman z namalowanym smokiem. Pod zdjęciem było napisane, że amulet znajduje się w świątyni Darsen, w górach Reskich. Przewrócił o kolejne pięć kartek i przeczytał o smoku Eduardzie, który był jednym z czterech potężnych smoków.
Dave postanowił zatrzymać księgę i pójść do miejscowego, który zna się na smokach. Kiedy wyszedł z lochu, wówczas popytał ludzi o jakimś znawcy smoków, który przebywa w mieście. Wszyscy kierowali jego do starca o imieniu Lewis. Jeden z mieszkańców pokazał mu jego chatę. Dave wszedł tam.
– Witam. – przywitał się.
Starzec wyszedł z warsztatu, popatrzył się koślawo na Dave'a i odpowiedział:
– A dzień dobry, dzień dobry. Co cię do do mnie sprowadza dobry człowieku?
– Nazywam się Dave. Słyszałem, że pan zna się na smokach.
– Tak, tak. Znam się tyle o ile.– odpowiadał Lewis
– Ponieważ, znalazłem pewną księgę.
– Księgę? Jaką Księgę?
– Księgę smoków – odpowiedział Dave. – I chciałem się spytać gdzie przebywa smok Eduard?
W tym momencie starzec zaniemówił. Spojrzawszy w górę odmawiał po cichu jakąś niezrozumiałą modlitwę, pewnie była po arabsku.
W końcu odpowiedział niepewnie:
– Eduard mieszka w górach Reskich. Tam znajduje się świątynia Darsen, w której umieszczony jest smoczy talizman.
– A do czego on jest? – ciekawie dopytywał się Dave
– Pomaga ochronić ciebie przed atakiem smoka.
– A umiesz wyrobić oręż?
– Tak, umiem. Ale nie za darmo.
– Mogę ci zapłacić tym, że zabije Eduarda.
– A on mnie nie przeszkadza. – odpowiedział. – Ale, król dałby za zabicie jego tysiąc złota.
– Dobra, zabiję smoka, odbiorę nagrodę i wtedy ci zapłacę. Tylko ile chcesz za dwa miecze?.
– Ze 20 sztuk złota.
– Dobra, stoi.
– To poczekaj z dziesięć minut i zaraz będą gotowe.
W czasie, gdy Lewis wyrabiał miecze dla Dave'a, wtedy on znowu otworzył księgę i zaczął czytać historię smoka Eduarda i o talizmanie.
– Smok Eduard mieszkający na szczycie gór Ryskich, który jest mocniejszy w porównaniu do innych smoków. Jest odporny na ataki zwykłym mieczem i jest też odporny na zimno. Pokonać jego może tylko ten kto posiada tajemniczy talizman smoków, który wrobiony został przez jednego Dorbina, który później został zabity w czasie kiedy wkładał talizman do świątyni Darsen. Strażnicy świątyni nigdy nie pozwolą sobie odebrać talizmanu. – zamkną księgę i schował do plecaka.
Dziesięć minut minęło. Starzec wrócił z wyrobionym ostrzem i dał Dave'owi miecze. Ostrza były wykończone ostrym szpicem. Rękojeść była prosta i pokryta grubą warstwą skóry, jak w zwykłych mieczach.
– Dziękuję za broń.
– Nie ma za co. Taka jest moja praca.
– Dobrze, ja idę do króla wziąć zadanie ze smokiem. Trzymaj się!
– Bywaj! – odpowiedział starzec i powrócił do wcześniejszych zajęć.
Dave wyszedł z budynku. Była wtedy noc. Gwiazdy świeciły jak światełka na choince, a księżyc był okrągły, to oznaczało, że była wtedy pełnia.
W końcu dotarł do pałacu króla. Brama była ogromna jak byłaby robiona dla słonia. Wszedł do środka i poszedł prosto przez korytarz. Na końcu korytarza widniały niewielkie drzwi a nad nimi wielki napis: Komnata Króla Fryderyka. Dave otworzył drzwi. I podszedł do tronu.
– Witam. – powiedział.
– Witaj, nieznajomy. Kim jesteś i co cię do mnie sprowadza.
– Nazywam się Dave. – odpowiedział. – Słyszałem, że król szuka kogoś kto zabije smoka.
– Tak szukam nawet cztery. Chyba ty w tej sprawie.– odpowiedział król. – Czyż nie? – spytał.
– Oczywiście, że tak. Ale czemu cztery?
– Jak chcesz więcej złota to cztery. To chyba wiesz co i jak.
– Tak chcę więcej złota. Ale o jakieś szczegóły bym prosił. – odpowiedział Dave. – Dlatego chciałbym zapytać króla o szczegóły. – dopowiedział.
– Więc tak. – zaczął. – Smok znajduje się w górach Reskich w okolicy świątyni Darsen, którą pilnuje dwóch strażników. W świątyni znajduje się talizman, który ochrania ciebie przed ogniem z pyska smoka. Najlepiej udać się tam lepiej uzbrojonym, ponieważ nie wiadomo jak silny jest smok.
A resztę znajdziesz w księdze smoków.
– Dzięki – odpowiedział Dave. – A gdzie tutaj znajdę handlarza zbrojami?
– W północnej części miasta. – odpowiedział król. – Na targu.
Król bardzo dobrze wiedział komu ufa. Widział, że Dave dobrze posługuję się dwoma mieczami, ale skąd, to nie wiadomo.
– Proszę, tutaj masz wszystko dokładnie napisane. – powiedział król, dając Dave'owi pożółkniały ze starości pergamin.
– Dziękuję przyda się. - odpowiedział Dave. – Po zabiciu smoka, przyjdę do króla po nagrodę.
– Nie ma za co. Powodzenia.
Dave po zakończeniu rozmowy udał się do wyjścia czerwonożółtym dywanem ze wzorem jakiś czterech smoków. Chyba to były te najpotężniejsze smoki, z których jednego miał zabić.
Na dworze wciąż było ciemno, więc Dave udał się kamienną ścieżką do północnej części Artes, czyli na targ.
Targowisko było puste. Wszyscy jeszcze spali, a handlarze przygotowywali się do pracy, ponieważ już się rozjaśniało. Dave usiadł na ławce i czekał na sprzedawców. Król dał mu trochę pieniędzy na uzbrojenie, aż pięćdziesiąt sztuk złota. Akurat jemu wystarczy na hełm i zbroję. Nastał ranek. Handlarze już się ustawili na swoich stoiskach. Dave wstał z ławki i poszedł do pierwszego.
– Witam– powiedział
– Witaj, chciałbyś coś kupić?
– A co pan ma? – spytał Dave
– A tarcze i miecze różnego gatunku.
– A, to nie. Mam już dwa miecze i to mi wystarczy.
– To bywaj!
– Bywaj.
Dave udał się do następnego handlarza stojącego obok.
– Witam – powiedział
– Witaj, czy chciałbyś coś kupić?
– A czym pan handluje?
– A zbroje, hełmy, rękawice i buty.
– A to pokaż co masz.
Dave przyjrzał się dobrze przedmiotom i wziął tanią zbroję za trzydzieści sztuk słota. Zbroja miała małe kawałki stali i była skórzana, a kolor materiału miała brązowy. Później wybrał hełm za dwadzieścia sztuk złota. Nakrycie było żelazne. Nie obejmowało całej głowy, ani nie był w wielkości czapki.
– Dziękuję za uzbrojenie. – powiedział Dave, dając pięćdziesiąt sztuk złota.
– Nie ma za co. – odpowiedział handlarz. – Taka jest moja praca.
– Bywaj! – pożegnał się Dave.
– Bywaj!
Dave odszedł i udał się do północnej bramy. W poszukiwaniu gór Ryskich.
Jeśli to pierwszy rozdział, to proszę zaznaczyć, że to fragment.
/ᐠ。ꞈ。ᐟ\
Nomadzie! Witaj z powrotem!
No i przy okazji oznacz ten tekst jako fragment :)
EDIT: Ponieważ minęło kilka godzin, a Ty chyba nie zajrzałeś na portal, postanowiłem sam oznaczyć tekst jako fragment – to ważne z punktu widzenia pełnienia dyżurów.
Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)
którzy posiadają zdolność posługiwania się dwoma mieczami i dobrze potrafiący alchemię.
Niestety po pierwszym akapicie myślałam, że tekst na Grafomanię i to tak żartem. Ale sprawdziłam, znaczka brak, więc wybacz, ale nie kontynuuję lektury.
Ni to Szatan, ni to Tęcza.
Ooo, matko (2 akapit wystarczyły).
Nie oceniam, nie komentuję (by przykrości nie czynić).
Ignorancja to cnota.
Przykro.
"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.
Przykro mi to pisać, ale przez kilka lat można było zrobić prawdziwe postępy w opanowaniu języka.
"Miasto Artes. Do tego miejsca dwa dni temu przywieziono kolejnych więźniów z Ghon Arben, krain kontynentu północnego. Spośród nich znajdował się jeden erd."
Wśród, nie spośród. Plus drugie zdanie jest napisane tak, że następne odnosi się składniowo do krain, nie więźniów.
Przy okazji zapytam: za co Dave został skazany?
"Erdowie są to przedstawiciele rasy ludzkiej, twarz mają nieco bladą i o masywnej budowie ciała, którzy posiadają zdolność posługiwania się dwoma mieczami i dobrze potrafiący alchemię."
Zdanie do całkowitej przebudowy. Po prostu.
"Pewnej nocy, strażnik pilnował lochu, wtedy Dave po cichu zawołał jego do siebie. Strażnik podszedł. Wtedy erd złapał jego za szyję i uderzył nim mocno o kraty."
Aż nie chce się wierzyć, że strażnikiem jest ktoś, kto daje się tak łatwo podejść…
Nie wiem też, co to za dziwna maniera pisania "jemu", "jego" itd. nawet tam, gdzie poprawne są "mu", "go” i podobne.
"Podszedł do biurka i na okładce księgi narysowany był smok. Miał wielkie zęby, jak to smok. Ogromne ślepia i gruby brzuch. Dave od razu oznajmił, że jest to księga smoków, ale nie był pewny. Otworzył ją, przewrócił kilka kartek do przodu i zatrzymał się na zdjęciu, który przedstawiał talizman z namalowanym smokiem. Pod zdjęciem było napisane, że amulet znajduje się w świątyni Darsen, w górach Reskich. Przewrócił o kolejne pięć kartek i przeczytał o smoku Eduardzie, który był jednym z czterech potężnych smoków.
Dave postanowił zatrzymać księgę i pójść do miejscowego, który zna się na smokach. Kiedy wyszedł z lochu, wówczas popytał ludzi o jakimś znawcy smoków, który przebywa w mieście."
Seria powtórzeń.
Co w takim miejscu robiła księga, w której przedstawiono tak wartościowe informacje?
"– Witam. – przywitał się."
Serio, w takich sytuacjach nie trzeba podkreślać, że główny bohater się przywitał. Poza tym, uwaga na temat dobrych obyczajów: kiedy wchodzi się do czyjegoś domu, nigdy nie zaczyna się rozmowy od "witam".
"– Księgę smoków – odpowiedział Dave. – I chciałem się spytać gdzie przebywa smok Eduard?"
Wyrzucić "się".
"Spojrzawszy w górę odmawiał po cichu jakąś niezrozumiałą modlitwę, pewnie była po arabsku."
Skąd wziął się język arabski w wymyślonym świecie? Po zastosowanych nazwach zakładam bowiem, że rzeczywiście jest to świat wymyślony.
Nie wspominam już o imionach typu Dave czy Eduard…
"– A umiesz wyrobić oręż?"
Skąd Dave'owi przyszło do głowy takie pytanie?
"– Mogę ci zapłacić tym, że zabije Eduarda."
Bardzo, bardzo naiwne założenie, że ktoś niemal z miejsca zgodzi się na taki układ ("zapłacę ci, jak wrócę") z kimś obcym.
"– To poczekaj z dziesięć minut i zaraz będą gotowe."
Miecza nie wytwarza się w dziesięć minut. Zwłaszcza kilku mieczy.
"Na końcu korytarza widniały niewielkie drzwi a nad nimi wielki napis: Komnata Króla Fryderyka."
Yyy… Ale po co był ten napis?
Swoją drogą, rozumiem, że straż królewska akurat wzięła urlop, skoro pierwsza lepsza osoba mogła przyjść do króla bez zapowiedzi?
"– Tak szukam nawet cztery."
W wielkim skrócie: składnia zdania leży i kwiczy. Przez chwilę nawet nie rozumiałem, o co chodzi z wątkiem owych "czterech".
"Widział, że Dave dobrze posługuję się dwoma mieczami, ale skąd, to nie wiadomo."
Uprzedzam, że wyjaśnienie typu "bo autor tak chciał" nie przejdzie.
Myślę, że punktowanie dalszych błędów nie ma sensu. Ogólnie:
– fatalna stylistyka;
– niemal kompletny brak choćby szczątkowych opisów;
– błędy logiczne;
– fabuła nieprzemyślana nawet u podstaw;
– naiwność całości;
– drobne błędy (zapis dialogów, nawet widziałem jedną liczbę zapisaną cyframi).
Ja też piszę to z przykrością, ale muszę: zabierasz się za tak duże przedsięwzięcie, którym jest powieść (albo dłuższe opowiadanie, bo w sumie nie napisałeś, co dokładnie ma z tego wyjść), a nie znasz nawet podstaw pisania. Ani realiów, na których opierasz się, kreując świat przedstawiony. Dlatego na Twoim miejscu przemyślałbym/zaplanowałbym porządnie fabułę u podstaw, a potem napisał całość od nowa. Rzecz jasna polecam przy okazji stale dokształcać się z języka polskiego oraz – a może przede wszystkim – dużo czytać.
Chciałbym też wiedzieć, czy przeczytałeś ten fragment po napisaniu.
https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!
Jedno słowo: Masakra…
A mi się podoba. Brak tagu konkursowego, to, zapewne, tylko wyraz uprzejmości Autora.
Nie jest dobrze. Knight Martius ładnie to wypunktował.
O, rany! Prawdziwy Nomad? Legenda portalu, duchowy patron Grafomanii? Miło poznać.
Tylko błagam, Autorze, oznacz tekst tagiem konkursowym, żeby wyszło, że moja opluta ze śmiechu klawiatura to wyraz uznania dla grafomańskiego kunsztu, a nie haniebny dowód pastwienia się nad innym adeptem pióra.
”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)