- Opowiadanie: Hafaza - Wielka ucieczka

Wielka ucieczka

Witam Wszystkich. Przedstawiam Wam moją pierwszą mini opowieść. Proszę o komentarze i rady co należy poprawić i na co zwrócić uwagę.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wielka ucieczka

 

 

Iver­no obu­dził się z nie­sa­mo­wi­tym bólem ca­łe­go ciała. Jęk­nął, pod­no­sząc się na ła­pach, pokrytych plamami zaschniętej krwi. Zaraz jed­nak poczuł silny cios w głowę i po­now­nie upadł.

– Co?… – wy­szep­tał, roz­glą­da­jąc się czuj­nie.

Wokół pa­no­wał mrok. W gło­wie nie­sa­mo­wi­cie mu wi­ro­wa­ło i trochę trwało, zanim sku­pił się na oto­cze­niu. Był w klat­ce, nie­sa­mo­wi­cie cia­snej. Dłu­gie, białe łapy wy­sta­wa­ły z niej. Nie mógł nawet wstać, aby roz­pro­sto­wać obo­la­łe ciało. Gdy przyj­rzał się uważ­niej, do­strzegł szcze­gó­ły wiel­kiej ja­ski­ni w któ­rej usta­wio­no wię­zie­nie. Skle­pie­nie nikło w mroku. Pod ścia­na­mi zobaczył skrzy­nie z nie­wia­do­mą mu za­war­to­ścią, ca­łość oświe­tla­ły przy­mo­co­wa­ne do ścian, nie­licz­ne po­chod­nie. Nie był jed­nak sam. Obok niego stały inne klat­ki, nie­któ­re jesz­cze mniej­sze. Umiesz­czo­no w nich wilki, psy i inne zwie­rzę­ta. Z prze­ra­że­niem stwier­dził, że nie­któ­re są już mar­twe. Do uszu do­szły gło­śne roz­mo­wy nie­zna­nych ludzi. Do­my­ślił się że na­le­żą do jego cie­mię­ży­cie­li. Ze swo­jego miejsca, nie­ste­ty, nie wi­dział ich. Mu­siał ucie­kać i to szyb­ko. Sku­pił zmę­czo­ny umysł na naj­prost­szym za­klę­ciu. Gdy nic się nie stało, za­klął siar­czy­ście roz­wa­ża­jąc inne opcje. Nie miał sił na magię. Praw­do­po­dob­nie prze­spał w tym wię­zie­niu zbyt długo i był teraz już osła­bio­ny. Te pół­głów­ki nie wie­dzia­ły, z kim miały do czy­nie­nia. Był cza­row­ni­kiem, który przy­pad­ko­wo, na skutek nie­uda­nego za­klę­cia, pozostawał w ciele wilka. Cza­sa­mi nawet przeobrażał się w ludz­ką postać, ale nie­ste­ty, nie na długo. Ga­da­ją­cy wilk, w do­dat­ku mag byłby dla nich nie­sa­mo­wi­cie cen­nym łupem. Mógł­by jesz­cze spró­bo­wać po­pro­sić nie­umar­łych o pomoc, ale oni zwy­kle chcie­li go zabić. Gdy tak gło­wił się nad roz­wią­za­niem, w za­się­gu wzro­ku po­ja­wił się wiel­ki męż­czy­zna. Był łysy i spo­co­ny. Draż­nił tym odo­rem jego czuły nos. Miał wy­tar­te, brud­ne ubra­nie. Spoj­rzał na swoje "łupy", oce­nia­jąc chyba ich war­tość. Jego wzrok za­trzy­mał się na bia­łym wilku o zło­tych oczach. Na twarzy pojawił się pa­skud­ny uśmiech, nieza­po­wia­dający nic do­bre­go. Wska­zał na niego gru­bym pa­lu­chem.

– Ten jesz­cze żyje. Bę­dzie w sam raz. – stwier­dził, przy­wo­łu­jąc swym ochry­płym gło­sem to­wa­rzy­szy.

Jeden z nich był tycz­ko­wa­ty i ży­la­sty z wy­glą­du. Miał dłu­gie, sza­ra­we włosy które może kie­dyś były innej barwy. Czer­wo­na i obrzmiała, pijacka twarz o świdrujących, świńskich oczkach, zdradzała upodobania chudzielca. Drugi z nich oka­zał się za­le­d­wie chłop­cem. Miał zbyt wiel­kie, workowate spodnie i połataną, brudną koszulę. Na twarz spa­da­ły mu ciem­ne ko­sm­ki wło­sów, a na świat spo­glą­da­ły prze­stra­szo­ne, brą­zo­we oczy.

– Nie wiem Ralf. Wy­glą­da jakby zaraz miał zdech­nąć. – stwier­dził ten chudy do przed­mów­cy.

– I wła­śnie tego ocze­ku­ję. Dalej, za­bie­raj­cie klat­kę! Zdążę się ze­sta­rzeć.

Wszy­scy stę­ka­li ze zmę­cze­nia, uno­sząc cięż­ką klat­kę we wska­za­ne miej­sce. Iver­no chciał ich ugryźć, ale nie­ste­ty kraty były zbyt gęsto osa­dzo­ne. Jeden z nich z hu­kiem upu­ścił jego wię­zie­nie, spra­wia­jąc mu tym ból.

– Uwa­żaj śmie­ciu! Chce­my aby jesz­cze tro­chę pożył. – stwier­dził Ralf.

Przy­cią­gnę­li go do wiel­kie­go ogro­dze­nia i wy­pu­ści­li. Zna­lazł się w miejscu, przypominającym arenę. Naj­gor­sze jed­nak było to, że cze­go­kol­wiek by nie pró­bo­wał, nie mógł uciec. Uznał, że po­cze­ka na lep­szą oka­zję, choć wie­dział co za­mie­rza­ją z nim zro­bić. Legł w naj­dal­szym miejscu okrą­głej areny i uło­żył łeb brud­nych ła­pach. Z każdą mi­ja­ną go­dzi­ną bar­dziej od­czu­wał głód i pra­gnie­nie. A to ozna­cza­ło, że był coraz bar­dziej osła­bio­ny. Język wy­sechł mu strasz­li­wie i stał koł­kiem w pysku. Za­mknął oczy, cze­ka­jąc. Po pew­nym cza­sie spo­strzegł pierw­szych wi­dzów. Usa­do­wi­li się nie­opo­dal na wy­god­nych sie­dzi­skach, po­pi­ja­jąc przy­nie­sio­ne wino. Uśmiech­nął się do nich pa­skud­nie, uka­zu­jąc rząd bia­łych, ostrych zębów. Na pewno dzi­siej­sze­go wie­czo­ra da im od­po­wied­nie wi­do­wi­sko. Po kilku chwi­lach zgro­ma­dził się już spory tłum. Byli wśród nich za­rów­no zwy­kli pro­stacz­ko­wie jak i osoby z nieco wyż­szych sfer. Naj­wy­raź­niej każdy lubił bez­sen­sow­ny roz­lew krwi. Wiel­ki me­ta­lo­wy dzwon roz­brzmiał nagle, a Iver­no za­sko­czony sta­nął. Nad­szedł czas. Prze­ży­je albo zgi­nie w tym za­po­mnia­nym przez Boga miej­scu. Z jego ści­śnię­te­go pra­gnie­niem gar­dła wy­rwa­ło się dłu­gie, ża­ło­sne wycie, które za­głu­szy­ły krzy­ki ludzi.

– Panie i pa­no­wie! Bę­dzie­cie dziś świad­ka­mi nie­zwy­kłe­go wi­do­wi­ska! – za­czął, od­święt­nie ubra­ny Ralf.

Iver­no zro­bi­ło się na te słowa nie­do­brze. Miał ocho­tę za­ci­snąć zęby na jego szyi.

– Przed wami dzika be­stia, schwy­ta­na w da­le­kich i nie­do­stęp­nych la­sach! Po­dob­no do­tknię­te przez księ­życ wilki są wil­ko­ła­ka­mi! Prze­ko­na­my się o tym!

Tłum wrzesz­czał, a Iver­no spo­glą­dał na nich z bez­mia­rem po­gar­dy w zło­tych oczach. Wil­ko­łak? Dobre sobie… Cho­ciaż w sumie po­mysł nie był taki zły. Mógł im w do­star­czyć do­dat­ko­wej za­ba­wy. Wy­star­czy­ło, że przy­bie­rze po­stać czło­wie­ka i za­trzy­ma swą prze­mia­nę w po­ło­wie. Dzię­ki temu bę­dzie miał za­rów­no ludz­ką jak i wil­czą po­stać. Poza tym w tej for­mie, miał znacz­nie więk­sze szan­se na prze­trwa­nie i uciecz­kę. O ile oczy­wi­ście wszyst­ko się uda.

– Jego prze­ciw­ni­kiem bę­dzie znany już wam! Gorg! – wrza­snął, za­głu­szo­ny przez tłum.

Iverno westchnął, zrezygnowany. Cudne, nada­li mu nawet imię. Cie­ka­wi­ło go jed­nak z jaką pa­sku­dą każą mu wal­czyć.

– Gorg! Gorg! Gorg! – skan­do­wał tłum.

Krata na­prze­ciw niego za­czę­ła się uno­sić z gło­śnym zgrzy­tem. Po­miesz­cze­nie wy­peł­nił na­tych­miast strasz­li­wy odór sta­rej krwi i śmier­ci. Z ciem­no­ści zaś wy­sko­czył naj­więk­szy ty­grys ja­kie­go Iver­no kie­dy­kol­wiek wi­dział. Jego ciało no­si­ło ślady pa­zu­rów po po­przed­nich wal­kach. Miał ol­brzy­mie łapy uzbro­jo­ne w śmier­cio­no­śne pa­zu­ry, dłu­gie kły wy­sta­wa­ły z pyska ocie­ka­jąc śliną. Był ko­lo­ru czar­ne­go z sza­ry­mi pa­ska­mi. Wilk wy­da­wał się przy nim ża­ło­śnie mały. Iver­no za­klął pod nosem, uska­ku­jąc przed jego szyb­kim ata­kiem. Tłum nadal wrzesz­czał, za­głu­sza­jąc jego wła­sne krzy­ki.

– Teraz albo nigdy. – wy­szep­tał, przy­bie­ra­jąc szyb­ko po­stać bar­dziej ludz­ką.

Tak jak za­pla­no­wał, za­trzy­mał prze­mia­nę i wy­glą­dał teraz… oso­bli­wie. Był wyż­szy od zwy­kłe­go czło­wie­ka, z ciała wy­ra­sta­ło mu dłu­gie, białe futro. Trój­kąt­ny łeb z dłu­gim py­skiem i zło­ci­ste, żądne krwi oczy, zro­bi­ły chyba wra­że­nie na lu­dziach, gdyż na krót­ką chwi­lę za­pa­no­wa­ła cisza. Zaraz potem za­la­ła go jesz­cze gło­śniej­sza fala ha­ła­su. Iver­no nie cze­ka­jąc dłu­żej rzu­cił się do ataku. Walka była strasz­li­wa. Ty­grys nie ustę­po­wał pola ani na mo­ment. W pew­nym mo­men­cie wil­ko­łak rzu­cił się roz­pacz­li­wie do przo­du, za­ta­pia­jąc dłu­gie kły w karku. Tygrys podjął rozpaczliwe próby obrony, niestety nie mógł wyrządzić większej szkody przeciwnikowi. Gdy z wielkiej rany wypływało coraz więcej krwi, upadł jęcząc. Nie miał już siły walczyć. Dla Iverno całe starcie trwa­ło dłu­żej niż ocze­ki­wał, z racji, że nie mógł mu zła­mać karku. Gdy Gorg padł, tłum wstał z krze­seł z ra­do­sny­mi okrzy­ka­mi. Iver­no uśmiech­nął się na to pa­skud­nie i sko­czył do przo­du, pro­sto na nich. Mu­siał ucie­kać. Z ła­two­ścią prze­bił się przez ogar­nię­tych pa­ni­ką wi­dzów. Więk­szość ucie­ka­ła przed nim w po­pło­chu, nie mieli bo­wiem broni. Gdy był na try­bu­nach po­szu­kał wzro­kiem Ralfa i szyb­ko go do­padł. Z tego co z niego zo­sta­ło, nie można było potem roz­po­znać czło­wie­ka. Rzu­cił się do sza­leń­czej uciecz­ki, ale tuż przed nim wy­rósł nagle tam­ten chło­pak który im po­ma­gał.  Dzie­ciak mu­siał się po­tknąć, gdyż leżał na ziemi krzy­cząc. Mógł mieć nie wię­cej niż dziesięć lat. Iver­no pod­szedł do niego. Dzie­li­ło ich za­le­d­wie kilka cen­ty­me­trów. War­czał głu­cho, uka­zu­jąc ostrze, po­pla­mio­ne krwią zęby. Mógł go zabić, oczy­wi­ście. Tylko po co? Chło­pak za­mknął oczy, ocze­ku­jąc na ko­niec. Iver­no zwin­nie prze­sko­czył nad nim i po­gnał w noc. Może jesz­cze się spo­tka­ją. Jeśli jed­nak kie­dyś wej­dzie mu w drogę, nie otrzy­ma ko­lej­nej szan­sy.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Trudno ten tekst nazwać opowiadaniem, jako że opisuje zaledwie jedno zdarzenie. W zasadzie można je streścić jednym zdaniem: Źli ludzie złapali czarownika-wilka a potem wpuścili na arenę, na której walczył; wygrał walkę i uciekł.

Nic nie wiem o Inverno, poza tym, że jest czarownikiem i kiedyś nie powiódł mu się jakiś czar. Nie wiem, w jakich okolicznościach trafił do niewoli. Kim są ludzie, którzy go złapali i uwięzili? Gdzie i kiedy dzieje się wszystko?

Tekst napisany, powiedziałabym, dość nieporadnie, zawiera różne błędy – są powtórzenia, nadmiar zaimków, interpunkcja kuleje. Nie najlepiej konstruowane zdania, nie zawsze pozwalają oczytać intencje Autorki.

Mimo wszystko mam nadzieję, że kolejne opowiadania będą coraz lepsze i ciekawsze. ;-)

 

Jęknął, podnosząc się na pokryte plamami zeschłej krwi, łapach.Jęknął, podnosząc się na łapy, pokryte plamami zaschniętej krwi. Lub: Jęknął, podnosząc się na łapach, pokrytych plamami zaschniętej krwi.

 

Zaraz jednak odczuł silny cios w głowę i ponownie upadł.Zaraz jednak poczuł silny cios w głowę i ponownie upadł.

Kto zadał cios? Mogę się tylko domyślać, że wilk uderzył głową o sufit klatki.

 

i nieco mu zajęło zanim skupił się na otoczeniu. –  …i trochę trwało, zanim skupił się na otoczeniu. Lub: …i minęło nieco czasu, zanim skupił się na otoczeniu.

 

Jego długie, białe łapy wystawały poza jej obręb. – Wolałabym: Długie, białe łapy wystawały z niej.

Wiemy, że w klatce jest sam. Nie mogą wystawać z niej cudze łapy.

 

…w której ustawiono jego więzienie. – …w której ustawiono więzienie.

Skoro był w klatce sam, nie było to także więzienie kogoś innego.

 

…w której ustawiono jego więzienie. Sklepienie nikło w mroku. Pod ścianami ustawiono skrzynie… – Powtórzenie.

Proponuję w drugim zdaniu: Pod ścianami zobaczył skrzynie

 

…całość oświetlały przymocowane do ścian, nieliczne pochodnie. – Skoro pochodnie były nieliczne, wątpię, by oświetlały całość.

Proponuję: …wnętrze oświetlały/ skąpo oświetlały przymocowane do ścian, nieliczne pochodnie.

 

Ze swojej pozycji niestety ich nie widział. – Wolałabym: Ze swojego miejsca, niestety, nie widział ich.

 

Skupił swój zmęczony umysł na najprostszym zaklęciu.Skupił zmęczony umysł na najprostszym zaklęciu.

Nie skupiałby cudzego umysłu.

 

Te półgłówki nie wiedziały z kim mieli do czynienia.Te półgłówki nie wiedziały, z kim miały do czynienia.

 

Był czarownikiem który przypadkowo przez nieudane zaklęcie, utknął w formie wilka. – Wolałabym: Był czarownikiem, który przypadkowo, na skutek nieudanego zaklęcia, pozostawał w ciele wilka.

 

Czasami nawet przybrać ludzką formę, ale niestety nie na długo. – Czegoś w tym zdaniu zabrakło.

Proponuję: Czasami nawet przeobrażał się w ludzką postać, ale niestety, nie na długo.

 

…w zasięgu jego wzroku pojawił się wielki mężczyzna. – Zbędny zaimek.

 

Był łysy i niesamowicie spocony. – Dwa zdania wcześniej napisałaś: …byłby dla nich niesamowicie cennym łupem.

 

Na sobie miał wytarte, brudne ubranie. Znad pleców wystawał mu wielki, dwuręczny miecz. – Ubranie z reguły mamy na sobie.

Proponuję: Miał wytarte, brudne ubranie. Zza pleców wystawał wielki, dwuręczny miecz.

Czy miecz na plecach jest konieczny. Mam wrażenie, że osobnik w brudnym ubraniu jest jakby w domu.

 

Na twarz wyszedł mu paskudny uśmiech, nie mogący zapowiadać nic dobrego. – Wolałabym:  Na twarzy pojawił się paskudny uśmiech, niezapowiadający nic dobrego.

 

Jego świecące świńskie oczka i napita, czerwona twarz, wystarczająco oddawały jego charakter. – Czym napita twarz? Czy twarz może się napijać? ;-)

Wygląd niekoniecznie świadczy o charakterze.

Proponuję: Czerwona i obrzmiała, pijacka twarz o świdrujących, świńskich oczkach, zdradzała upodobania chudzielca.

 

Ubrano go w zbyt wielkie łachmany. – Skąd wiadomo, że chłopak nie ubrał się sam? ;-)

 

Znalazł się w czymś w rodzaju areny. –Wolałabym: Znalazł się w miejscu, przypominającym arenę.

 

Usiadł w najdalszym rogu okrągłej areny i ułożył łeb na złożonych, brudnych łapach. – Proszę mi wskazać jakikolwiek, niekoniecznie najdalszy, róg okrągłej areny. ;-)

Ciekawi mnie też, w jaki sposób siedzący wilk kładzie łeb na złożonych łapach. ;-)

Proponuję: Legł w najdalszym/ najodleglejszym miejscu okrągłej areny i ułożył łeb na brudnych łapach.

 

…a Iverno z zaskoczeniem stanął na łapy. – Czy istniała możliwość, by stanął nie na łapy?

Proponuję: …a Iverno, zaskoczony, stanął.

 

Mógł im w dostarczyć dodatkową zabawę.Mógł im dostarczyć dodatkowej zabawy.

 

Iverno wywrócił oczami. – Co Iverno wywrócił oczami? ;-)

 

Tygrys nie ustępował mu pola ani na moment. W pewnym momencie wilkołak rzucił się rozpaczliwie do przodu, zatapiając długie kły w jego karku. Pazury Gorga zostawiły głębokie bruzdy na jego ciele, ale nie zwracał na to uwagi. Liczył się tylko jego przeciwnik i uchodzące z niego życie wraz z krwią. – Na koniec nie wiem, który którego pogryzł i podrapał tak, że uchodziło zeń życie. ;-)

 

Mógł mieć nie więcej niż 10 lat.Mógł mieć nie więcej niż dziesięć lat.

Liczby zapisujemy słownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za szczegółową analizę. Dzięki temu będę wiedziała na co mam na przyszłość zwrócić uwagę. :)

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł na opowiadanie ciekawy, aczkolwiek odczuwam po nim wilczy niedosyt :). Brakuje mi otoczenia, charakterów i trochę płynniejszej akcji. 

 

– Co?… – wyszeptał, rozglądając się czujnie.

Wokół panował mrok. W głowie niesamowicie mu wirowało i trochę trwało, zanim skupił się na otoczeniu.

 

Ciężko rozejrzeć się czujnie, kiedy w głowie wiruje.

 

Miał długie, szarawe włosy które może kiedyś były innej barwy.

To że mogły być innej barwy nic nie wnosi, chyba że dodasz jakiej, czyli że coś z tej barwy zostało. Długie i szare mogę sobie wyobrazić ;).

 

– Uważaj śmieciu! Chcemy aby jeszcze trochę pożył. – stwierdził Ralf.

Śmieciu i aby nie brzmią mi naturalnie w tym zdaniu. Ciężko mi sobie wyobrazić ten typ ludzi wyrażających się w taki sposób.

 

Przyciągnęli go do wielkiego ogrodzenia i wypuścili. Znalazł się w miejscu, przypominającym arenę.

Opis areny. Bardzo go brakuje. W jakimś zamkniętym pomieszczeniu? Pod gołym niebem? Mieści dużą czy małą widownię? Dlaczego nie może uciec? Bo ściany widowni są zbyt wysokie, bo są jakieś pręty, kraty etc.?

 

Uśmiechnął się do nich paskudnie, ukazując rząd białych, ostrych zębów. 

Chwilę wcześniej wydawał się padnięty i raczej bardziej zainteresowany ucieczką niż grożeniem publiczności. Być może dodać jakąś wstawkę właśnie o tym, że schodzący się ludzie wzbudzili w nim takie uczucia? Nie wiem, np. dostał kawałkiem jakiegoś ogryzka, jakieś świdrujące uszy gwizdy, coś co nagle zmieniło zmęczonego schwytanego wilka w żądnego krwi.

 

Byli wśród nich zarówno zwykli prostaczkowie jak i osoby z nieco wyższych sfer.

Zamiast mówić, wolałbym żeby było mi pokazane. Np. tłum był mieszaniną … ubranych w … jaki i prostych, powracających z pól robotników w … przyciągniętych jedynie bezsensownym przelewem krwi.

 

Z jego ściśniętego pragnieniem gardła wyrwało się długie, żałosne wycie, które zagłuszyły krzyki ludzi.

Dlaczego?

 

– Teraz albo nigdy. – wyszeptał, przybierając szybko postać bardziej ludzką.

Do tej pory słabł. Więc jeśli wcześniej nie miał sił na czar, to co sprawiło że ma ją teraz?

 

I walka… albo ją opisywać, albo nie. Wg. mnie trzeba się zdecydować. Jeśli tak, to chciałbym wiedzieć co zrobili, jak jedno na drugie reagowało, jaki miał plan a jak wyszło. Jeśli nie to jakiś skrócony obraz tego. Samo że straszliwa nic mi nie pokazuje. Np. doskakiwali do siebie by wymienić kilka zamaszystych ciosów łapami, po czym odskakiwali. Iverno nie dorównywał mu siłą, ale nadrabiał to szybkością unikając mocnych rzuchw z trzaskiem zamykających się na powietrzu. Coś więcej co mi pokaże co i jak się dzieje :).

 

/Jaaf

Pomysł może i fajny ale podany bardzo sucho i bez kontekstu. Wygląda jak fragment czegoś większego.

Jeżeli chcesz zacząć opowieść od mocnej akcji, to akapity muszą być wyraźnie krótsze i zorientowane na dynamizm (dużo czasowników, krótkie zdania, równoważniki, opis zorientowany na ogólne spostrzeżenia i tak dalej), jeżeli zaś chcesz statycznie – musisz zadbać, by długie opisy były interesujące, tj. zawierały przykładowo odkrywcze przemyślenia, spostrzeżenia albo oryginalne wspomnienia – ale na początku również w raczej skondensowanej formie; żeby nie przegadać.

I po co to było?

Zgadzam się z przedpiścami, że to bardziej scenka niż cała opowieść.

Nie rozumiem bezsensownego okrucieństwa tych ludzi. Zadają sobie sporo trudu, łapią zwierzęta, a potem trzymają w takich warunkach, że większość zdycha bezproduktywnie. Chociażby woda droga nie jest, mięsa w klatkach leży pełno. Zadbane, silne zwierzę stoczy bardziej widowiskową walkę, dochody z biletów będą większe. Więc dlaczego postępują tak dziwnie?

Nadużywasz słowa “niesamowity”, na początku aż się od niego roi.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka