- Opowiadanie: podstuwak - Okulary doktora Mayera

Okulary doktora Mayera

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Okulary doktora Mayera

 

 

Zagadka śmierci mojego wuja, profesora Leopolda Wrzeszcza, nigdy pewnie nie zostałaby rozwiązana, gdyby nie moje chorobliwe zamiłowanie do rzeczy tajemniczych.

A śmierć profesora była tajemnicza.

Ciało wuja znalazłem w jego mieszkaniu. Jako przyczynę zgonu stwierdzono odwodnienie. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna po prostu siedział w fotelu tak długo, aż zmarł. Nie było podstaw, by sądzić, że ktoś mu w tym pomógł. Ustalono, że w ostatnim tygodniu nikt go nie odwiedzał.

W pewnym sensie czułem się odpowiedzialny. Starałem się zachodzić do wuja co kilka dni. Czasami jednak musiałem wyjechać w sprawach służbowych i tak było w tym przypadku. Kiedy w końcu do niego przyszedłem, nie żył już od kilkudziesięciu godzin.

Jeszcze zanim upewniłem się, że Leopold jest martwy, moją uwagę przykuł jeden szczegół.

Wuj miał założone okulary.

Pozornie nie było w tym nic dziwnego. W jego mieszkaniu znajdowały się setki okularów. Rzecz w tym, że żadnych z nich nie nosił. Pomimo swojego podeszłego już wieku i pracy, jaką wykonywał, Leopold nigdy nie miał problemów ze wzrokiem. Czasami wydawało mi się, że widzi lepiej ode mnie. Dlatego te stare, zmętniałe szkła na jego twarzy były czymś zaskakującym. Dopiero później, czytając jego pamiętnik, dowiedziałem się, dlaczego były mu one potrzebne.

Ale zacznijmy od początku.

Profesor Wrzeszcz był wybitnym historykiem. Z pewnością mieliście w rękach choćby jedno z jego opracowań. W ostatnich latach wydał szereg książek o obozach zagłady. Dzieła te zadziwiały znawstwem najdrobniejszych szczegółów. Nawet pamiętniki jeńców nie podawały tak dokładnie detali z codziennego życia w obozie, organizacji pracy czy metod zagłady więźniów. Podziwiano żmudność i wysiłek, jakie Wrzeszcz musiał włożyć w zebranie i poukładanie dokumentacji. W sprawdzenie najdrobniejszej nawet informacji. Podziwiano precyzję i wytrwałość.

Ci, którzy przeżyli opisywane przez Wrzeszcza piekło potwierdzali każde napisane przez niego słowo. Dziwiło ich, że wuj nigdy nie był ich współwięźniem.

Leopold był za to więźniem swojej pracy. Od napisania pierwszej książki poświęconej obozom, podporządkował swoje życie nieustannej dokumentacji, archiwizacji i przelewaniu na papier wyników tych działań. Jego mieszkanie zamieniło się w coś w rodzaju upiornego muzeum, w którym oprócz materiałów poświęconych interesującej go tematyce przede wszystkim znaleźć można było różne przedmioty, pochodzące ze wszystkich opisywanych przez niego miejsc.

Wuj wierzył, że przedmioty mogą powiedzieć więcej o swoich właścicielach niż niejedna książka. Tak pisał o tym w swoim dzienniku:

 

Moim zdaniem istnieje coś, co można by nazwać duszą przedmiotu. Budują ją jego historia, jego właściciele, sposoby jego użytkowania. Czas i okoliczności, w których przedmiot był w użyciu.

 

Spośród wszystkich zebranych przez wuja rzeczy, szczególną estymą darzył on okulary. Chyba już zawsze będę pamiętał jego szafę, pełną starodawnych szkieł w drucianych oprawach, binokli i setek stłuczonych soczewek. Wuj starał się opisać każdy z tych przedmiotów. Dodać coś o ich właścicielach. To stąd wiem, że okulary, które miał na sobie w czasie śmierci należały do niejakiego doktora Mayera.

O Mayerze nie dowiedziałem się wtedy wiele. Wuj napisał tylko, że doktor zmarł wraz z żoną w Auschwitz. Kobieta była jeszcze młoda, nie miała nawet dwudziestu pięciu lat. Podobno Mayer stracił życie, usiłując się z nią zobaczyć.

Długo zastanawiałem się, dlaczego Leopold poświęcał okularom tyle czasu. Odpowiedź znalazłem dopiero później, w jego dzienniku, ale nie uwierzyłem w nią po przeczytaniu. Darujcie obszerny fragment, ale jest on niezbędny do zrozumienia tego, o czym mój wuj pisze:

 

Wierzę, że każdy przedmiot może powiedzieć nam coś o swoim właścicielu. Nie tylko w sposób symboliczny, ale zupełnie realny. Wierzę, że każdy przedmiot przejmuje jakąś część ludzi, którzy go używają. Tym bardziej, im bardziej okoliczności jego użytkowania są intensywne, niecodzienne. Im bardziej wywołują skrajne emocje, tym mocniej właściciel przedmiotu, jego przeżycia i uczucia, zostają w nim utrwalone. Nie wiem, czy aby móc to dostrzec potrzeba specjalnego daru. Jeśli tak jest, ja mam ten dar.

Odkryłem go zupełnie przypadkiem. Kiedy W. zgodził się, bym mógł zabrać z A. niewystawione na ekspozycjach okulary. Setki okularów.

Nie mam pojęcia, skąd przyszło mi do głowy, żeby przymierzyć któreś. Chyba w trakcie pracy chciałem poczuć silniejszy związek z tym, o czym piszę.

Związek okazał się aż za silny.

Nie sposób oddać tego słowami. Trudno w to uwierzyć. Po założeniu okularów zobaczyłem obóz. Tak dokładnie, jakbym się tam znajdował. Czy były to wspomnienia osoby, która je kiedyś nosiła? Czy to, co widziałem, działo się lub wydarzyło naprawdę? Wkrótce upewniłem się, że tak. W jakiś sposób okulary zamknęły w sobie obrazy, jakie oglądała osoba nosząca je ponad siedemdziesiąt lat temu!

I było tak z każdą parą. Przymierzałem jedną po drugiej. Trafiałem na różne dni, różne sceny. Widziałem różnych ludzi. Jakbym oglądał relację na żywo.

 

Opisane przez wuja rzeczy brzmiały dla mnie nierealnie. Uznałem, że przed śmiercią postradał zmysły. Wśród szaleńców zdarzały się już przecież przypadki zagłodzeń. Nigdy jednak nie odważyłem się sprawdzić, czy w słowach tych jest choćby ziarno prawdy.

Aż do zeszłego miesiąca.

Okulary doktora Mayera wciąż miałem ze sobą. Reszta po śmierci wuja wróciła na swoje miejsce. Nie wiem, dlaczego nie pokazałem ich policji. Z jakiś niewyjaśnionych przyczyn czułem wyraźną potrzebę zachowania tej pary dla siebie.

Myślałem o nich dużo. Widziałem je we snach. Aż w końcu zdecydowałem się je założyć.

Leopold pisał prawdę. Rzeczywiście zobaczyłem obóz. Wokół panowało duże zamieszanie. Nie dostrzegłem, co się tam działo. Obraz skupiony był na młodej kobiecie, oddalonej o kilkanaście metrów. Choć jej ciało było wyniszczone, twarz wychudła i szara, coś w jej oczach zachwycało. Jej widok zupełnie mnie oczarował. Mógłbym patrzeć na nią bez końca.

Nie potrafię powiedzieć, w jaki sposób zdjąłem okulary. Kiedy to zrobiłem, byłem zupełnie wycieńczony. Okazało się, że minęło ponad szesnaście godzin. Mimo tego miałem nieodpartą potrzebę założenia ich znowu. Zobaczenia tej kobiety raz jeszcze. Nie zrobiłem tego jednak.

Później dowiedziałem się o niej więcej. Była żoną Mayera. W materiałach wuja znalazłem jej niewyraźne zdjęcie. Od tamtej pory myślałem o niej nieprzerwanie. Być może był to wpływ okularów, być może tego, co dostrzegłem w oczach tej kobiety. Szukałem też innych fotografii, które by ją przedstawiały. Bez powodzenia.

Teraz z każdym świtem tęsknota staje się coraz silniejsza. Jak długo jeszcze zdołam wytrzymać?

Wciąż mam przy sobie okulary Mayera. Wiem, że przyjdzie dzień, w którym założę je znowu. W którym nawet życie nie będzie ceną zbyt wysoką, by móc zobaczyć tę kobietę jeszcze jeden raz. Wiem, że ten dzień jest już blisko.

Koniec

Komentarze

Jak dla mnie, bardzo fajne opowiadanko. Troszkę innego zakończenia się spodziewałem, ale jak dla mnie całokształt na plus.

Pozdrawiam.

Potwierdzam, przyjemne, szybko się czyta :)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Ciekawe i sentymentalne – ale w przypadku tego opowiadania sentymentalizm jest bardzo na plus. Zrobiło na mnie wrażenie.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Zgadzam się z przedpiścami. Trochę za wiele i za wcześnie można się domyślić, ale i tak tekst jest fajny.

Babska logika rządzi!

Nie najgorsze opowiadanie z dobrym pomysłem, ale z niewykorzystanymi możliwościami. Szkoda, że autor bardziej nie wykorzystał niezłego pomysłu dla udramatyzowania treści. Pozdrowienia.

Dołączam do tych, którym się podobało, jednak odczuwają niedosyt. :)

No właśnie… Z jednej strony podstuwak to podstuwak, ale z drugiej… Za mało, za szybko staje się jasne, skąd pochodzi niezwykła wiedza profesora o szczegółach, dlaczego zmarł… No i po co “ugrobiać” potencjalnego następce zmarłego? Przynajmniej nie tak szybko!

Ale generalnie na plus.

Czy główny bohater nie pomyślał o zniszczeniu okularów? 

Smutna kobieta z ogórkiem.

Wielkie dzięki za opinie i czas poświęcony na tekst.

 

Zdania odnośnie niedosytu biorę sobie do serca i nawet jeśli ten temat nie zostanie przeze mnie rozwinięty, to w następnym opowiadaniu z pewnością nie zakończę wszystkiego jednym strzałem.

 

@Virginia – alkoholik, nawet jeśli myśli o rozbiciu butelki i wylaniu alkoholu, zdobywa się na to bardzo rzadko…

 

Pozdrawiam,

p.

 

Wow. Świetne! Naprawdę bardzo mi się podobało. I nawet nie mam uczucia niedosytu. Dla mnie wszystko jasne. Profesor zginął z okularami na nosie, narratora niebawem spotka równie smutny i zarazem wypełniony szczęściem los.

Mogłabym się tylko przyczepić, że w wielu miejscach brakowało mi przecinków. Ale to taka pierdoła, nawet nie chce mi się szukać, gdzie dokładnie.

Tylko nie "Tęcza"!

Rzeczywiście, ciekawy punkt wyjścia, ale zbyt mało pracy poświęcone na rozwinięcie pomysłu.

I po co to było?

Wielkie dzięki za komentarze i trafne uwagi.

 

Pozdrawiam,

p.

 

Bardzo ciekawy pomysł, choć też wolałbym, żeby tekst był trochę dłuższy.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ładnie napisane, ciekawy pomysł, ale jak wspomnieli przedpiścy – przydałoby się rozwinąć.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Się mnie podobało :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Ciekawe opko. Dziekuję.

Dobry pomysł, który moim zdaniem mógłby zostać wykorzystany w dłuższej formie, chociaż ten tekścik, zwarty i lapidarny, ma swój urok. 

Pozostaje pewien niedosyt, ale mimo wszystko podobało mi się ;)

Wielkie dzięki za opinie. Wątek w pewnym stopniu zostanie pewnie rozwinięty. Cieszę się, że pomimo tego dość dużego skrótu znaleźliście w tekście również rzeczy, które przypadły Wam do gustu.

Bardzo dobry pomysł. Historia została opowiedziana w nader zajmujący sposób. Choć czuję niewielki niedosyt, uważam że to szalenie satysfakcjonująca lektura.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mi miło. Dzięki za przeczytanie!

Ciekawy pomysł, aż szkoda, że takie krótkie.

Podobało mi się :)

Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało. Z dwojga złego lepiej za krótko niż za długo. Dzięki, że zajrzałaś i skomentowałaś.

 

pzdr,

p.

Nowa Fantastyka