- Opowiadanie: Finkla - Źródła inspiracji

Źródła inspiracji

Kolejna kawka, która nie doleciała do celu.

Dziękuję AlexFagus za betowanie. Wszystkie błędy są moje. :-)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Źródła inspiracji

– Tytuł Wynalazcy Roku jury postanowiło przyznać… – Konferansjer fachowo zawiesił głos, spojrzał na publiczność. Tak, wszyscy wpatrywali się w niego, gotowi do zachłannego spicia słów mających za chwilę spłynąć z warg. – Johannowi Nowasterowi za zminiaturyzowany model grawitora! Panie inżynierze, zapraszamy na scenę! Zachęćmy wielkiego konstruktora gorącymi oklaskami!

Czterdziestokilkuletni mężczyzna w klasycznym garniturze podniósł się z trzeciego rzędu, podszedł do prowadzącego, przyjął z jego rąk symboliczną srebrną żarówkę, spojrzał na tabliczkę z wygrawerowanym napisem „Wynalazca Roku 2388”, poczekał, aż owacje ucichną.

– Dziękuję bardzo, Greg. Pewnie oczekujecie, że wygłoszę przemówienie? Cóż, powiem tylko, że na ten sukces ciężko pracowało wielu ludzi. Nie stałbym teraz przed wami, gdyby nie ich wysiłki. Najwięcej zawdzięczam mojemu przyjacielowi i pierwszemu współpracownikowi, Leonidowi Parksingowi…

 

***

 

Pukanie do drzwi hotelowego pokoju. Monitor wyświetlił twarz Leo. Johann bez namysłu dotknął przycisku „otwórz”.

– Ładuj się do środka. Fajnie, że zajrzałeś.

– Musiałem osobiście ci pogratulować. I ponabijać się z garniturku. Co za poniżenie!

– Czekaj, czekaj… W przyszłym roku może zgarniemy nagrodę zespołową. Jeśli tylko rozwiążemy ostatnie problemy z biosyntezatorem, mamy poważne szanse. A wtedy osobiście dobiorę ci jakiś okropny i dławiący krawat.

Gospodarz nalał miejscowej whisky do szklaneczek. Wprawdzie znawcy twierdzili, że oryginalny napój, wytwarzany z jęczmienia i dojrzewający w dębowych beczkach, smakuje całkiem inaczej, ale tradycyjna nazwa pozostała.

– Twoje zdrowie. – Gość wzniósł pierwszy toast.

– Za kolejne sukcesy!

– Dużo osiągnęliśmy. Pamiętasz, od czego to wszystko się zaczęło?

Oczywiście, że pamiętał. Pewnych rzeczy się nie zapomina.

 

***

 

Ogród zoologiczny ze zwierzętami sprowadzonymi z Terry. Jedyne takie miejsce na całej planecie. Wycieczka dla wybranych, nagroda za wyjątkowe wyniki w nauce.

– Na najbliższym wybiegu możecie zobaczyć ptaki średniej wielkości żywiące się owadami i drobnymi ssakami.

Za siatką siedziało lub przechadzało się kilka zwierząt. Dziwnie wyglądały – miały tylko dwie nogi i pokrywały je nie włosy, lecz… Jak to się nazywało? Pióra? Oczywiście, uczył się już wcześniej o terrańskich ptakach, ale zobaczyć coś na własne oczy to nie to samo, co przeczytać czy nawet obejrzeć hologram poglądowy. Najbliżej zwiedzających stało czarne stworzonko ze śmiesznie przekrzywionym łebkiem i jasnymi ślepkami wpatrywało się w intruzów. Chwilę później miał dowiedzieć się z tabliczki, że to kawka.

– Proszę pani! A one nie uciekną przez ten płotek? Bo ptaki fruwają tak jak owady, prawda?

– Fruwają, ale inaczej. Kończyny górne ptaków nazywają się skrzydłami. Mają podobne stawy jak wasze ręce i mechanika lotu jest całkiem odmienna od owadziej. Bardziej przypomina to ruchy wykonywane przy pływaniu, chociaż i ta analogia nie oddaje dobrze procesu latania. Może któryś rozłoży skrzydła, to zobaczycie jak wyglądają i jakie są duże w porównaniu do reszty ciała. A nie uciekną, ponieważ na planecie, na której wyewoluowały, panuje znacznie mniejsza grawitacja. Tutaj ptaki ważą zbyt dużo, aby oderwać się od powierzchni. Możecie spytać pana od fizyki, wytłumaczy wam to lepiej niż ja.

– Ojej! I ptaki przywiezione do nas przez całe życie nie latają?

– Mogą fruwać, ale tylko w budynku. Tam umieszczono grawitory.

– A pójdziemy to zobaczyć?!

– Tak, właśnie tam zmierzamy. Pamiętajcie, że w środku nie wolno hałasować, żeby nie płoszyć zwierząt. Możecie trochę się powygłupiać i poskakać przy obniżonym ciążeniu, ale jak zobaczę, że ktoś robi salta w powietrzu, to natychmiast wszyscy wyjdziemy.

Wewnątrz ptaki faktycznie latały. I wyglądały naprawdę fantastycznie. Tylko sprawiały wrażenie, że mają za mało miejsca, aby się porządnie rozpędzić.

Kiedy opuszczali poświęconą ptakom część ogrodu, kawka zamachała im skrzydłami na pożegnanie. I jemu, i Leo zrobiło się żal biednego stworzonka, które nie może wzbić się tak wysoko, jak chciała natura. Później bardzo wiele dyskutowali, jak można pomóc ptakowi uwięzionemu na zbyt masywnej planecie.

 

***

 

– Pamiętam. – Johann uśmiechnął się do wspomnień.

– Świetnie. To mam dla ciebie niespodziankę. Przyjdź jutro w południe na główny parking hotelowy.

– Wiesz, że powinienem siedzieć i zastanawiać się, jaki byłby optymalny materiał wejściowy do biosyntezatora?

– Daj spokój, nie możesz bez przerwy myśleć o swoich wynalazkach. Wyluzuj, zrób sobie dzień wolny. Zresztą, zajmę ci tylko dwie godzinki. Zasłużyłeś na odrobinę relaksu.

– A może ty masz jakieś pomysły? Pamiętaj, potrzebujemy czegoś organicznego, synteza żywności z prostych związków pochłania zbyt wiele energii, by proces się opłacał. Przetwarzanie horrendalnie drogich rzeczy sprowadzanych z Terry mija się z celem…

– Błagam! Tylko nie kolejna burza mózgów! – Spanikowany Leonid zaczął wycofywać się na z góry upatrzone pozycje, dziwnym trafem położone w pobliżu drzwi wyjściowych. – Wałkowaliśmy to już setki razy. Wycisnąłeś najbardziej skryte myśli z każdego członka zespołu. Z pustej baterii to i Salomon prądu nie dostanie.

– Szkoda, że nic nowego nie przyszło ci do głowy…

– To widzimy się jutro na parkingu. Przynieś kilka minigrawitorów i podstawowy zestaw narzędzi.

Gość z widoczną ulgą dopadł do klamki.

 

***

 

– Cześć! Wziąłeś, co miałeś zabrać?

Johann lekko uniósł skrzynkę, a lewą ręką pogładził się po kieszeni.

– No to wskakuj do grawilotu! – zaprosił pilot.

– Kiedy wreszcie przestaniesz znęcać się nad tym szmelcem i kupisz coś działającego?

– Ha! Jeśli któregoś dnia nie będę w stanie naprawić bolidu, poznam, że się starzeję. Ciebie ta wiedza dopadnie znienacka, w najgorszym możliwym momencie. A może już spróchniałeś, tylko jeszcze tego nie zauważyłeś?

– Dokąd mnie porywasz, szalony młodzieńcze?

– Do miejsca, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.

 

***

 

Wylądowali daleko od wszelkich osad, na polance otoczonej przez przysadziste drzewa. Hybrydy zmagały się z nadzwyczajnym dla ich genów i organizmów ciążeniem, aby osiągnąć niemal cztery metry wysokości. Gwiazda Lalandy przeświecała przez zielono-czerwone liście, wiaterek przyjemnie chłodził rozgrzaną skórę.

Leo wydostał się z fotela pilota, a po chwili triumfalnie wyjął z luku bagażowego pokaźne pudło z podziurawioną pokrywą.

– Co tam schowałeś?

– Sam się przekonaj.

Johann ostrożnie (nigdy nie wiadomo, co może wykombinować najbliższy przyjaciel) zdjął wieczko. W środku zobaczył… kawkę.

– O kurde! Skąd ją wytrzasnąłeś? To ta sama?

– Z ogrodu zoologicznego. Można sobie kupić jakieś zwierzątko, zwłaszcza, jeśli nie wymaga specjalnej karmy ani nadzwyczajnej opieki. Wątpię, że to właśnie ten okaz widzieliśmy w dzieciństwie. Ptaki chyba tak długo nie żyją.

– I sugerujesz, że powinniśmy…

– Aha! Od tego w końcu wszystko się zaczęło, prawda?

– Ale… Gdzie właściwie przyczepić jej minigrawitor? Mam nakarmić ptaszka elektroniką?

– Co ty byś beze mnie zrobił… Poczytałem trochę o historii Terry. Otóż, zanim ludzie wynaleźli telefony, wysyłali sobie listy zapisane na papierze. Czasami brali malutką karteczkę i przyczepiali ją do nogi gołębia. To taki ptak.

– I ten gołąb wiedział, dokąd zanieść wiadomość?

– Jakoś sobie radził. No, bierz się do roboty. Trzeba przyczepić grawitor do blaszki, którą da się owinąć kawce nad stopą.

Wyjęty z pudła ptak spokojnie przeczekiwał pośpieszne majsterkowanie. Nie nudził się, zajęty przeszukiwaniem murawy w nadziei na upolowanie jakiegoś smakowitego kąska.

 

– Gotowe! Dawaj kawkę!

Ręka trzymająca włączony grawitor wydawała się śmiesznie lekka, ale w żaden sposób nie wpływało to na precyzję ruchów. Obydwaj zdążyli się już przyzwyczaić do tego dziwnego uczucia.

Dla kawki doznanie stanowiło absolutną nowość. Niepewnie przedreptała kilka kroczków, podskoczyła, a potem rozłożyła skrzydła i zaczęła wznosić się coraz wyżej, skrzecząc donośnie.

– A ty dokąd? Wracaj tu! – wrzeszczał Leo. – Łapmy ją! Bo ucieknie!

– Ale o co ci chodzi? Przecież chciałeś, żeby sobie polatała?

– A jak do nas nie przyleci? Co wtedy? – Mężczyzna biegał i podskakiwał, ale bezskutecznie – ptak błyskawicznie znalazł się poza zasięgiem krótkich rąk.

– Będzie żyć na wolności. To źle?

– Zbieraj narzędzia i do grawilotu. Ruchy! Bo jak ją stracimy z oczu, to kompletna klapa!

Kontynuowali sprzeczkę wewnątrz pojazdu.

– Ale dlaczego tak się upierasz, że nie może sobie swobodnie pofruwać? – Johann wciąż usiłował rozsądnie porozkładać wymykający się z rąk sprzęt.

– No, czyś ty się pozamieniał na łby z robotem sprzątającym?! Przecież nie wolno tak sobie wprowadzać nowego gatunku do obcego środowiska!

– A dlaczego nie?

– Czytałem, że mieszkańcy Terry tak kiedyś zrobili. Wypuścili na nowym kontynencie zające czy kangury, a one się szybko rozpleniły i nie można ich było później wytępić.

– Aha. Ty! Ale czy jedna kawka może się sama rozmnożyć?

– A bo ja wiem?

– Skąd właściwie biorą się młode ptaki?

– Cholera, nigdy nie byłem dobry z biologi. A z terrańskiej to już w ogóle. Chyba z jajek wychodzą.

– A do robienia jaj to trzeba dwóch zwierzątek, czy wystarczy jedno?

Przyjaciele zastanawiali się przez dłuższą chwilę.

– Mój brat hodował kiedyś rybki. I jedna samotna złożyła ikrę – przerwał ciszę Leo.

– A ja coś słyszałem, że pszczoły też mogą się rozmnażać bez samców. Ale bez samiczek to już chyba nie. Tak właściwie, to przytargałeś tę kawkę czy tego kawka?

– Nie mam najzieleńszego pojęcia. Nie zaglądałem ptaszkowi między nóżki. Nic nie widziałeś, jak montowałeś grawitor?

– Nie zwróciłem uwagi. Ale gdyby coś tam wisiało, to pewnie bym zobaczył.

– Czyli samiczka.

– Na to wychodzi.

 

Pościg trwał. Pod grawilotem przesuwały się coraz to nowe drzewka, niekiedy urozmaicane brunatnymi skałami. Kawka nie sprawiała wrażenia zmęczonej. Wprost przeciwnie – najwyraźniej wolność bardzo się jej spodobała. Ptak leciał sobie, czasami skręcając ostro i zmuszając pojazd do gwałtownych manewrów. Ciągłe zwroty pożerały wiele energii, ale przyjaciele jeszcze sobie tego nie uświadamiali. Roztrząsali inne problemy.

– Już dawno wylecieliśmy ze strefy hybryd. Czysto lalandańskie żarcie nie zaszkodzi naszej kawce? Ona z Terry, może nawet w ogóle nie modyfikowana genetycznie…

– Zaszkodzić nie powinno. To znaczy, raczej się ptaszysko nie zatruje, chyba że wpakuje do dzioba coś naprawdę niejadalnego, ale po pewnym czasie wystąpią niedobory jakichś aminokwasów czy witamin. – Leo sterował, próbując jednocześnie nie tracić z oczu czarnego obiektu pogoni.

– No to nie możemy jej tu zostawić.

– Od razu mówiłem. A jeszcze… Wyobrażasz sobie, jak samotnie by się biedactwo czuło? Jedno jedyne na całej planecie? – Pilot zagrał na uczuciach towarzysza.

– Faktycznie. I żadnej przyjaciółki do wspólnego poskrzeczenia. Nie znam samicy, która by coś takiego wytrzymała…

 

– My to jednak ciężkie młotki jesteśmy! – ogłosił nieoczekiwanie Johann.

– Nie będę z tobą polemizować, głównie przez grzeczność, ale dlaczego tak sądzisz?

– No to powiedz mi, grzeczny i zgodny geniuszu, w jaki sposób zamierzasz złapać kawkę grawilotem? Czekamy, aż się zmęczy i usiądzie na dziobie, czy masz jednak jakieś lepsze pomysły?

– No w głośnik śrubkę robotowi! Racja! – Gdyby Leonid nie musiał trzymać dłoni na wolancie, chyba palnąłby się w czoło. – Pewnie tylko cały czas straszymy to pierzaste nieszczęście, a ono zwiewa przed nami ze wszystkich sił. Wymyśliłeś jakiś plan?

– Motyle da się łapać siatką. Mamy coś takiego na wyposażeniu?

– Nie.

– Gołymi rękami tego latającego stworka nie schwytamy. Musimy wykombinować coś innego.

– A dałbyś radę zdalnie wyłączyć grawitor?

– Pewnie bym i dał – odparł po namyśle Johann. – Ale wtedy kawka spadnie na glebę i połamie sobie połowę kości.

– Mało humanitarne rozwiązanie. A jak długo to ustrojstwo może działać bez przerwy?

– Bez zewnętrznego zasilania? Około dwóch dób. Za długo. Czekaj, czekaj… A jakby tak nie wyłączać urządzenia, tylko stopniowo zmniejszyć moc? Tak na przyszłość, musimy zaprojektować model z potencjometrem.

– To nie dzisiaj. Ale pomysł niezgorszy. Potrafisz sukcesywnie zredukować siłę? W warunkach polowych?

– Mógłbym wprowadzać coraz większe zakłócenia. Potrzebowałbym twojego nadajnika. Bez paru przeróbek nie da rady.

– Częstuj się. – Leonid zapraszająco wskazał podbródkiem radio. – Tylko musisz modyfikować sprzęt w locie. Innego wyjścia nie ma. I spróbuj nie unieruchomić pojazdu, bo nam też grzmotnięcie o ziemię na zdrowie nie wyjdzie. Aha, sobie też nie zrób krzywdy. Bywasz upierdliwy jak przeziębiona teściowa, ale mimo to cię lubię.

– Nie ucz robota prąd zasysać. Wyłącz nadajnik i daj mi chwilę spokoju. I, jeśli to cię nie przerasta, postaraj się pilotować tę kupę złomu bez większych wstrząsów. – Johann już grzebał w skrzynce z narzędziami.

 

– Zrobione! – W głosie konstruktora pobrzmiewał triumf. – To teraz podleć bliżej kawki i możemy zaczynać.

– To nie najlepsze okolice, nie ma gdzie wylądować. Jak nie zarośla, to skały. Chyba, że masz ochotę wyskoczyć i zgarnąć uciekinierkę.

– Nie, dziękuję. Po lewej, na dziesiątej widać trochę wolnej przestrzeni. Spróbuj tam zagonić to wredne bydlę.

 

Operacja się powiodła. Johann stopniowo ograniczał siłę minigrawitatora. Kawka z coraz większym trudem pracowała skrzydłami, aż wreszcie opadła na murawę bez wdzięku wprawdzie, lecz nieszkodliwie. Inżynier natychmiast wyłączył maleńkie urządzenie, a po chwili grawilot wylądował na pobliskiej polance. Odnalezienie i schwytanie kochającego wolność ptaszka nie przedstawiało już żadnych trudności.

– No, malutka, zjedz trochę tych pysznych śmieci, które pracownicy zoo uważają za karmę. Na pewno się zmęczyłaś i zgłodniałaś. Taaak, i pić też ci damy.

– Dobra, Leo, łap tę skrzydlatą wredotę, pakuj do pudła i wracamy. Za trzy godziny zaczyna się bankiet. Muszę znowu wbić się w pokraczne wieczorowe ubranko i poćwiczyć nieszczery uśmiech.

– Jakby ci to powiedzieć… Wolisz najpierw dobrą wiadomość czy tę złą?

– Powiało grozą. Wal na początek złą.

– Wiesz, że grawilot przy starcie zużywa mnóstwo energii?

– Jeśli nie masz więcej makabrycznych wieści, to kamień spadł mi z serca i zrobił dołek w trawie.

– W akumulatorach zostało mi tyle dżuli, że wystarczy akurat na oderwanie się od ziemi. A może i nie.

– Czyli uderzamy z buta. A jeśli nam się poszczęści, to za jakiś tydzień dojdziemy do cywilizacji, tak?

– Hej, zapomniałeś o tej dobrej wiadomości. Przerobiłem mój wspaniały pojazd. Farba, której kolor z takim upodobaniem krytykujesz, przetwarza światło naszej gwiazdki na energię elektryczną. Dzisiaj akumulator już się nie zdąży naładować, za jakąś godzinkę zacznie się zmierzchać, ale przed południem będziemy mogli wrócić. A jeśli porozkładamy w okolicy dodatkowe ogniwa, to nawet późnym rankiem.

– No to jeszcze nie tak tragicznie. Dawaj te fotobateryjki. W zasadzie znam odpowiedź, ale pytanie kontrolne: czy twój komunikator działa?

– Niby jak, już dawno wylecieliśmy poza zasięg przekaźników. Nie możemy wezwać pomocy.

– Mam nadzieję, że nie chrapiesz.

 

– Wziąłeś coś do jedzenia? – Leonid szperał w torbie.

– W moim zaproszeniu wspominano tylko o minigrawitorach i narzędziach. Ani słowa o prowiancie.

– Ja mam kilka kanapek. Wolisz z szynką czy z serem?

 

– Nie najadłem się – narzekał Johann. – A mogłem być na bankiecie… Całe sterty pysznych przekąsek. Kanapeczki, paszteciki, sałatki, ciasteczka… Nie wspominając już o daniach na gorąco… I kelnerzy roznoszący kieliszki z szampanem… Zamiast jednej butelki mineralnej na dwóch.

– Robisz się mniej głodny od gadania?

– Niespecjalnie.

– Wyobraź sobie, że ja też nie. Zostało jeszcze żarcie dla kawki. Pewnie się z tobą podzieli bez protestów.

– Nie, dziękuję. Aż taki zdesperowany nie jestem.

– To przestań marudzić. Gdybyś był prawdziwym mężczyzną, to sam byś sobie upolował kolację.

– Proszę! Tylko nie odpalaj trybu zrzędzącej żony! – Konstruktor aż się wzdrygnął. – Ależ jutro oberwę! Wyszedłem na dwie godziny i zniknąłem na dobę. I nawet nie zadzwoniłem. Oczywiście, w ogóle nie przyszło mi do głowy, że ona będzie się denerwować. – Leo westchnął ze współczuciem. – Najchętniej wydelegowałbym ciebie, żebyś wysłuchał całej tej litanii w moim imieniu.

– W porządku, jeśli ty w tym czasie stawisz czoła mojej gadatliwszej połówce.

 

– Z czego się śmiejesz?

– Wyobraziłem sobie nas polujących na autochtoniczną faunę – wyjaśnił wynalazca. – Ty rzucałeś śrubokrętami, a ja waliłem zwierzaki po łbach kluczem francuskim. – Zachichotali wspólnie.

– Niezła wizja. Polowanie bym mimo wszystko odpuścił, ale co powiedziałbyś na ognisko? Sądzę, że te patyki da się spalić. Przynajmniej z hybrydami działa. Masz może zapalniczkę?

– Nie, ale zabrałem lutownicę na baterie. Powinna wystarczyć.

 

***

 

Grawilot nie został przystosowany do spędzania w nim nocy. Oparcie fotela okazało się zbyt pionowe, aby Johann mógł zasnąć. Oprócz tego, po zapadnięciu ciemności temperatura zaczęła szybko spadać. Dopóki siedzieli przy ognisku, problem nie dawał się we znaki, ale po zgaszeniu… Cienka kurtka nie stanowiła adekwatnej bariery przed chłodem. Nie zaryzykowali włączenia ogrzewania w kabinie, aby oszczędzać energię i móc wystartować jak najwcześniej. A co najgorsze, żaden z tych czynników nie wydawał się przeszkadzać Leonidowi, który, najbezczelniej w świecie, beztrosko chrapał.

Konstruktor tymczasem bezskutecznie poszukiwał wystarczająco wygodnej pozycji, przez moment rozważał nawet przyczepienie minigrawitatora do kołnierzyka, ale odrzucił pomysł – nikt jeszcze nie badał, jaki wpływ na ludzki układ nerwowy mogłoby wywrzeć działające przez kilka godzin urządzenie. Pusty żołądek od czasu do czasu przypominał burczeniem o swoim nieszczęśliwym istnieniu. Aby przestać myśleć o głodzie, wynalazca koncentrował się (w przerwach między chrapnięciami przyjaciela) na odgłosach nieznanego i nierozumianego lasu. W końcu pogrążył się w rozpamiętywaniu różnych zdarzeń minionego, zwariowanego dnia…

 

***

 

– No! Wreszcie raczyłeś otworzyć swoje, wątpliwej urody, oczęta! – powitał Johann rozespanego kolegę. – Kiedy będziemy mogli wystartować?

Pilot rzucił okiem na wskaźniki.

– Za jaaa-aakąś godzinę. Jeśli się nie zachmurzy.

– Świetnie! Jestem ci niezmiernie wdzięczny za tę niesamowitą wycieczkę. Jak już dotrzemy do cywilizacji, zapraszam cię na śniadanie. Możesz wybrać knajpę.

– Hmmm… – zastanowił się Leonid. – Dlaczego nie dosłyszałem ironii?

– Bo mówiłem całkiem szczerze? – podpowiedział konstruktor.

– Niemożliwe! Co ci się stało?

– Sam zgadnij!

– Kiedy spałem, upolowałeś jakieś zwierzątko, upiekłeś i pożarłeś razem ze skórą i kośćmi. Rzucałeś śrubokrętem czy tłukłeś kluczem? A może zdecydowałeś się na dźganie suwmiarką?

– Nic z tych rzeczy! W ogóle nie polowałem, wciąż jestem wściekle głodny i chcę jak najprędzej dotrzeć do miejsca serwującego pyszne śniadania. A ty, ptaszyno – Johann odwrócił się w stronę luku skrywającego pudło z kawką – zamieszkasz w moim ogródku. Będę ci syntetyzował te twoje ulubione suche bobki albo mokre robaki, czego tylko sobie zażyczysz.

– Nie wierzę! – Leo nie posiadał się ze zdumienia. – Wymyśliłeś odpowiednią biomasę do swojego najnowszego wynalazku?

– Aha!

– No to rzeczywiście, musimy to uczcić! I z czego właściwie zamierzasz wytwarzać żarcie?

– A popatrzeć dookoła nie łaska? – droczył się konstruktor.

– Mojego grawilotu ci nie dam. Zużyjesz swoje ukochane narzędzia? Prędzej roboty zaczną pisać wiersze.

– Niedoczekanie! Drewno autochtonicznych roślin. Mogą być świeżo ścięte drzewa, ale pnie powalone wiatrem też się nadadzą. I materiał taniutki; wszędzie tego pełno. Tylko w pobliżu osad hodujemy bardziej terrańskie organizmy. Rzadkie i wymagające pielęgnacji, więc piekielnie drogie.

– A niech mnie męski seksandroid przeleci! Jesteś genialny! Tylko czy to na pewno zadziała?

– Na pewno to Ciołkowski nie żyje. Na jakieś dziewięćdziesiąt dziewięć procent z autochtonicznego drewna da się wyprodukować pyszne jedzenie dla Homo sapiens. Sam mówiłeś, że tutejsze żarełko nie otrułoby kawki, więc i z naszą żywnością powinno być kompatybilne. A poza tym, kijaszki w ognisku paliły się, aż miło. Muszą zawierać jakieś związki węgla i mniejsza o szczegóły. Zanim podładujesz akumulator, napakujemy do bagażnika materiałów do analiz, ile wlezie.

– Cholera, stary… Dlaczego nikt dotąd tego nie wykombinował?

– A trzymałeś wcześniej czysto lalandańską gałąź w ręku?

– No nie. Tylko oglądałem obrazki na szkolnym holoprojektorze.

– Ano właśnie. Żeby wpaść na ten pomysł, trzeba było wylecieć z osady i dotknąć drzewa. Jakoś trudno uwierzyć, że hologramy można przerobić na żarcie. A poza tym…

– No?!

– Na głodniaka lepiej się myśli. Jeśli znowu natkniemy się na jakiś trudny do rozwiązania problem, to zamknę cały zespół bez grama cukru czy tłuszczu i wypuszczę dopiero, kiedy coś ciekawego wykombinujecie…

Koniec

Komentarze

Bywasz upierdliwy jak przeziębiona teściowa, ale mimo to cię lubię. – to jest boskie

Jest jeszcze trochę takich urokliwych powiedzonek, które przypadły mi do gustu.  Tekst fajnie się czyta, ale jak dla mnie powalone zakończenie. Niby fajnie, że znaleźli sposób na wytwarzanie żarełka, ale jakoś zabrakło kopa.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki, Bemik. :-)

Z zakończeniem pewnie masz rację. To najlepsze, co udało mi się wykombinować, ale faktycznie słabo kopie. ;-)

Babska logika rządzi!

Jako że tekst powyższy do kategorii lekkich, łatwych i przyjemnych należy bez najdrobniejszego wątpienia (co, czysto hipotetycznie oczywiście, tłumaczyłoby, dlaczego nie zyskał uznania), poza tym, a nawet jednocześnie z tym, wyszedł spod paluch… e, paluszków, paluszków! – Koleżanki Finkli, komentarz będzie (a niechby nie był, łoj… ) przychylny, a nawet pochlebczy: ale mi się!

<>

Koleżanko – a nawet: Koleżanki – jak mam rozumieć “konserwatywny garnitur”?

A nie dało się wykorzystać kawki do wskazania, co z miejscowej flory mogłoby posłużyć za materiał wsadowy do syntezatora? Hę?

 

O, ja to już kiedyś czytałam:)

Jeśli w liczbie mnogiej Adamowi chodziło o mnie – szczerze przyznam: możliwe, że przeoczone – nie pamiętam. Poza tym, może w dalekiej przyszłości ubrania będą miały poglądy? Aż strach pomyśleć, co będą wtedy robiły frywolne sukienki;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję, Adamie. Bardzo miło, że Ci się. :-)

A gdyby nie był przychylny, to byłby to mój problem, a nie Twój. Wolę prawdę od pochlebstw.

Konserwatywny garnitur. Hmmm. Kilkadziesiąt lat temu byłby to pewnie garnitur trzyczęściowy. Dzisiaj (cholera, nie znam się) może ciemny? Nie mam pojęcia, jak będzie kształtować się moda w 2388. Bawełniany albo na rzepy? Ale jeśli będzie w poziome prążki, to trudno…

Nie dało się wykorzystać. Kawka importowana z Ziemi, najtańsza biomasa tamtejsza. Skąd biedne ptaszysko ma wiedzieć, co się nadaje do żarcia? I obawiam się, że wykopywanie robaczków byłoby zbyt czasochłonne. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, Alex – mogłaś już gdzieś spotkać ten tekst. Albo jakiś podobny. ;-)

I dzięki za wyjaśnienie komentarza Adama. To o to chodziło z garniturem! No dobrze, zastanowię się, jak to poprawić.

Babska logika rządzi!

Kawka – konkurentka i to jeszcze sf. Przeczytam obowiązkowo ;)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

No to czekam na komentarz z polekturowymi wrażeniami. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatycznie czyta się Twoje opowiadania, chociaż zazwyczaj zupełnie nie są tym, czego szukam w literaturze. To nie jest wyjątkiem.

Tylko te dialogi! Próbowałam sobie wyobrazić dwie osoby, które cały czas mówią do siebie w ten sposób – i przed oczami stanęli mi John Cleese i Michael Palin w skeczu o martwej papudze. To wieczne dowcipkowanie (co w przypadku dialogów dla mnie brzmi raczej jak silenie się na dowcip) po pewnym czasie staje się tak nienaturalne, że aż nieznośne. A dialogów tu dużo.

Ale tekst, jak już napisałam wcześniej, sympatyczny.

Dzięki, Ocho.

Hmmm, za dużo dowcipów, powiadasz? Skoro tekst miał być lekki i rozrywkowy, to sobie (i bohaterom) nie żałowałam. Ale postaram się zwracać na to uwagę w przyszłości.

Babska logika rządzi!

No, super. Dobrze, bardzo dobrze. Świetne opowiadanie, dopracowane, i pomysłowe! Przeczytałem z ogromnym i rosnącym zainteresowaniem. Można powiedzieć, że to moje klimaty. Nawet pomimo tej końcówki (jakbyś chciała zakończyć opowiadanie jak najszybciej) czytało się bardzo przyjemnie. I oto chodzi w SF. Moje gratulacje :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dzięki, Mkmorgoth. Miło, że zainteresowało.

Jeśli dobrze pamiętam, nie chciałam zakończyć jak najszybciej, tylko przyjemnym akcentem i to zawdzięczanym kawce. Awantura żony po powrocie mogłaby zepsuć efekt. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, oczywiście chodzi mi tylko o dialogi. Może jestem jakaś spięta, ale nie dam się przekonać, że wypowiedź – No! Wreszcie raczyłeś otworzyć swoje, wątpliwej urody, oczęta! brzmi naturalnie. I jeszcze jeśli w tekście byłaby jedna czy dwie takie perełki, no to ok, ale tu jest jedna na drugiej. 

:)

W tym przypadku mówiący jest podekscytowany odkryciem, chce jak najszybciej o nim opowiedzieć przyjacielowi, przetestować i zacząć wdrażać w życie. Dobry humor tryska mu uszami pod sporym ciśnieniem.

Część wypowiedzi brzmi zabawnie, ale dla bohaterów to tylko zwykłe powiedzonka, zaadaptowane do dwudziestego czwartego wieku – na przykład “nie ucz robota prąd zasysać” zamiast naszego “nie ucz ojca dzieci robić”/ “nie ucz księdza pacierza”. Czy dla nas hasło o ojcu albo księdzu byłoby żartem? Wydaje mi się, że owszem, lekka, nieformalna wypowiedź, ale nic takiego, żeby od razu boki zrywać.

Babska logika rządzi!

Dlatego też się nie czepiam powiedzonek i napisałam, że jedna czy dwie takie wypowiedzi byłyby strawne, nawet dla mnie.

Ostre masz limity. :-)

Dobrze, postaram się o tym pamiętać. Zwłaszcza przy pisaniu na Koegzystencję. To nie ma być łatwe i przyjemne, więc mam szansę.

Babska logika rządzi!

No tak, Twoja kawka o wiele weselsza niż moja ;). Fajne. Zgrzytało mi podczas czytania tylko to, przedstawiłaś bohaterów jako wielkich uczonych, a (nie obraź się, bo tekst mi się podoba, ale takie odniosłam w pewnym momencie wrażenie) toczą rozmowy z wdziękiem zupełnych idiotów – przynajmniej w tym fragmencie przed wypuszczeniem kawki na wolność. Humor w tekście wcale mi nie przeszkadza, przecież i Lem miał swojego Ijona, tylko może gdyby bohaterowie byli jakimiś złotymi rączkami, bardziej by do ich ich rozmowy pasowały. Ale jeśli ten efekt był przez Ciebie zamierzony, to nie przejmuj się tym, co napisałam.

A co do końcówki, to jest optymistyczna jak i cały tekst i właśnie do niego pasuje (chociaż miałam nadzieję, że głodni panowie po prostu kawkę zjedzą, ale to by dopiero do reszty nie przystawało)

Pozdrawiam :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dzięki. :-)

Jeden jest wynalazcą. Drugi tylko jego pomocnikiem. O maszynach i elektronice wiedzą prawie wszystko, ale żaden nie interesuje się specjalnie biologią, a na ich planecie nie ma ptaków. Marianno, rozpoznałabyś płeć dziobaka? Jednego osobnika, bez możliwości porównania z innymi? ;-)

Efekt częściowo zamierzony – zawsze miło porechotać z kogoś, kto nie wie takich prostych rzeczy… ;-)

Zeżarcie kawki. Hmmm. Na to nie wpadłam, a przecież to taki fajny sposób wpłynięcia na los bohatera… ;-)

Babska logika rządzi!

Dziobaka? W życiu… :)

Skoro to efekt zamierzony, to wszystko ok – niech będzie, że panowie tacy biologicznie nierozgarnięci mają być i kropka ;)

Zapomniałam Ci kliknąć, więc naprawiam błąd, bo tekst wesoły jest i poprawia humor.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Alex napisała: Poza tym, może w dalekiej przyszłości ubrania będą miały poglądy? Aż strach pomyśleć, co będą wtedy robiły frywolne sukienki ;)

:-) Przy odpowiednim “nasyceniu” środowiska sztucznymi inteligencjami znajda się one w końcu nawet w guzikach przy na przykład mankietach koszul i w razie potrzeby będą wołały: jak to robisz, idioto, chcesz mnie urwać i zgubić?

Co będą robiły frywolne sukienki? Ja wiem, ale nie powiem, bo zaraz się gromy posypią. :-)

Marianno, no widzisz? A to nasz, rdzennie ziemski gatunek. Ja też bym nie rozpoznała. Ze zwykłym kotem może nie być łatwo, a co dopiero taka egzotyka…

Adamie, chyba wolałabym “konserwatywną” odzież, która cierpi w milczeniu. Żeby się człowiek musiał z ubraniem wykłócać, kiedy ma ochotę wejść na drzewo…

Wyślij pw o tych sukienkach, bo bardzo jestem ciekawa, coś wykombinował. Obiecuję gromami nie rzucać. ;-)

Babska logika rządzi!

Cóż, Finklo, obawiam się, że tzw. “zwis męski klasyczny” w tej przyszłości mógłby rozrabiać niemniej niż frywolne sukienki, nie liczyłbym więc na milczenie konserwatywnego garnituru… ;-)

 

Dialogi. Praktycznie Ocha wyraziła moją opinię – adaptacja powiedzonek sympatyczna, ale nagromadzenie żarcików rzeczywiście przypomina kabaret. Skecz z papugą, ministerstwo dziwnych kroków… Troszkę przesadziłaś, a przy tym niektóre kwestie (jak przywołane oczęta) rzeczywiście brzmią nieco sztucznie. Chociaż “– Nie ucz robota prąd zasysać.“ akurat spodobało mi się bardzo ;-)

 

Końcówka – no, tu też nie dodam nic więcej, faktycznie odrobinę kopa mi brakuje ;-) Biomasa biomasą, ale… Ale. ;-) Myślałem, że będzie coś z kawką ;-)

 

A poza tym bardzo sympatyczne, chyba lekko stylizowane “na Lema”? Półuśmiech i uśmiech na twarzy przez cały tekst. Widać, że lubisz swoich konstruktorów ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

Ależ zwis męski nie wchodzi w skład garnituru! Musiałby na własną… hmmm no przecież nie rękę? kombinować z sukienkami.

Zbyt kabaretowo? No trudno, skoro dwoje Czytelników tak twierdzi, to czuję się przegłosowana.

Też myślałeś o zeżarciu kawki? Podsunęła bohaterom rozwiązanie problemu pod nosy, czego jeszcze od biednego ptaszka oczekujesz?

Lem? Hmmm, nie myślałam o takiej stylizacji. Ale odległa przyszłość, konstruktorzy, może nie da się pewnych skojarzeń uniknąć. Co mam ich nie lubić? Bystrzy goście. A jacy dowcipni! ;-)

Babska logika rządzi!

Cóż, ja, jak ja, posądziłem kawkę o produkcję idealnego wsadu do biomasy w wyniku wewnątrzkawkowych procesów trawiennych… ;-)

 

No ale – skoro wysuszone guano nietoperza lub słonia może słuzyć za opał, to proszę mnie tu…! ;)

 

A w dialogach było tego dowcipkowania po prostu za dużo – nie wiem czy tak chciałaś, ale mnie się przez to mocno surrealistyczne wydało ;-) Co nie znaczy, że to nie jest sympatyczne – bo jest.

 

Zwis z sukienką, myślę, zawsze jakoś się dofiglują, tfu, dogadają ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No ile kawka tego materiału wyprodukuje? Najadłbyś się tym? W sensie, taką ilością? ;-p Bo ja tu o produkcji masowej myślałam. Ale w sumie, hodowca zwierząt mógłby taki wsad wykorzystywać…

Jeśli tylko zwis nie jest smętny, to na pewno znajdzie z sukienką wspólny język.

 

Babska logika rządzi!

Po wylądowaniu w tym samym miejscu…

Nie napiszę niczego nowego o frywolnych sukienkach, bo już wszystko o nich pomyślano. :-)

Naprawdę sądzisz, że piszę wszystko, o czym pomyślę? ;-)

Babska logika rządzi!

Nie, nie sadzę; instynkt samozachowawczy zabrania… :-)

To skąd wiesz, co pomyślałam o sukienkach? Co inni pomyśleli?

Przewrażliwiony ten Twój instynkt. Co mogłabym Ci zrobić? Oprócz pokazania języka? ;-)

Babska logika rządzi!

Jeśli chodzi o dowcipkowanie w dialogach, to o mnie za mnie nie ma problemu. Bardzo mi podeszło tych dwóch Panów Kleksów; takie pocieszne toto i wesołe. Karykaturalne nieco, ale w sposób zdecydowanie zamierzony. Ze zwrotami bezpośrednimi faktycznie momentami trochę przesadziłaś, ale z autopsji wiem, że takie zajawki to nic niezwykłego, zwłaszcza jak człowiek cały dzień wącha roztopioną kalafonię, więc nic nie mówię.

Zakończenie – a właściwie cały ten motyw z biosyntezatorem – wydaje się być jakiś taki… Mało interesujący. Choć lekka nutka ironiczno-moralizatorska w zakończeniu zakończenia na pewno mu nie szkodzi.

Podsumowując: pomysł zacny, wykonanie jeszcze lepsze. W takim towarzystwie mniejszy żal przegrywać wyścig po sławę, chwałę i grosika.

 

No, a teraz marsz do biblioteki!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu. :-)

Aż tak bardzo pociesznie mi to wyszło? Cholera, może ja nie rozumiem własnych dowcipów?

No tak, zakończenie słabowite. Ale nic lepszego nie wymyśliłam. Trudno. I jeszcze moralizuję… Dobrze chociaż, że ironicznie. ;-)

Babska logika rządzi!

Zastanawialiśmy się przez chwilę, ale jednak tekst nie przeszedł przez drobne sito ostatecznej selekcji.

Jest napisany porządnie, przyzwoicie, czyta się lekko i rozrywkowo, tak jak miało być, ale zbrakło mu tego czegoś. Zaiste zakończenie pozostawia do życzenia, może – jak pisali inni wyżej – dialogi są aż nazbyt rozrywkowe… trudno powiedzieć. Jakoś tak pomysłowi zabrakło chyba jaja, koniec końców. Przyjemna lektura, technicznie ok, ale do przeczytania i zapomnienia.

 

Pomimo tego dziękuję za rozrywkę, bo przecież lektura mi jej dostarczyła, i dziękuję za udział w naszej małej inicjatywie ; )

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za komentarz i wyjaśnienie. :-)

No tak, zakończenie nie kopie. Ale że jaja zabrakło? Cholera, mogłam kazać kawce coś znieść. Dopiero by się panowie konstruktorzy zdziwili… ;-)

Babska logika rządzi!

Z jajem nie eksperymentuj, wiesz, Ezechielowi podobno jajo zaszkodziło, powiadam ci… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Spoko, tutaj już jaja nie dorzucę. Wyszłoby jeszcze śmieszniej. Wyobrażasz sobie tę scenę, jak głodni bohaterowie próbują usmażyć jajecznicę na ognisku? Przy pomocy pokrywki skrzynki na narzędzia? Może jeszcze kapeczkę oleju silnikowego by dodali. Do tego nie da się napisać poważnego dialogu. ;-)

Babska logika rządzi!

Z jajami nie ma żartów, zapytajcie DJ-a ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

DJ, a Jose pisze, że z Tobą nie da się pożartować. To prawda? ;-)

Babska logika rządzi!

:-):-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Zależy o czym mówimy… Wszak każdy facet Ci powie, że z jajami nie ma żartów ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, ja wiem, że organ decyzyjny wraz z przyległościami stanowi witalną część każdego organizmu. Ty to wiesz. Faceci to wiedzą. Ale żeby nie można się było z tego ponabijać? ;-)

 

No, teraz sobie nagrabiłam u trzech czwartych portalowiczów…

Babska logika rządzi!

Hihi. Pamiętaj, że zawsze jak jakiś facet Ci się narazi, możesz zastosować broń jądrową

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:-) Jedno Wam w głowach… :-)

Oj. Nieładnie tak znęcać się nad bezbronnymi. To już chyba lepsza zimna wojna.

Babska logika rządzi!

Tak, Adamie. Tylko żarty i dowcipy. Ale przynajmniej urozmaicone…

Babska logika rządzi!

Przyjdzie trzecia, wyjmą kociołek i zaczną wieszczyć, takie to wiedźmy ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jose ma kota, czarna kawka krąży nad nami… Jakbyś nam podpadł, to wolisz zostać zamieniony w ropuchę, czy w rybkę?

Babska logika rządzi!

A tam, nie macie włosa ni niczego mojego, nie zaczarujecie. Czmychnę ja w męską jaskinię, tę Freudowską, tam mnie szukajcie ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A jesteś pewien, że nigdy żadna kawka zgubionego w parku włoska nie podniosła? Kotek pazurkiem nie zdrapał odrobiny naskórka?

To Freud miał jaskinię? Myślałam, że Platon wszystkie zajął.

Babska logika rządzi!

Cóż, źle się wyraziłem – poprawnie byłoby: “freudowska interpretacja jaskini”, a pan ten, jak wiadomo, interpretował takie ciemne i mroczne miejsca na jeden sposób ;-) Więc wychodzi, że będziecie wiedzieć, jak szukać ;-)

 

Włoska kawka na pewno nie znalazła, gdyż albowiem od dawna nie gubię włosków.

Kicia nie zadrapała, gdyż albowiem kicie w promieniu wzroku stają się natychmiast ofiarą polowania rozochoconych kudłaczy ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oj, tylko tak Ci się wydaje. Rzęsy, brwi, włoski na rączkach i nóżkach… Jak kawka dobrze poszuka, to na pewno coś znajdzie. Mogą i być te stare włoski, z dzieciństwa. Najwyżej się zamienisz w kijankę. ;-)

Psycho, jak by nie patrzeć, jesteś w czarnej [cenzura]. I sam to przyznajesz. ;-)

Babska logika rządzi!

; D

 

Finklo, w żabę trzeba, bo w rybkę to dla niego żadna kara ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, to zależy… Gdybyśmy tak zrobiły z niego najeżkę i nigdy nie mógł się przytulić do żadnej zgrabnej szprotki… Mogłoby mu się nie spodobać. ;-) A żabę to jeszcze jakaś głupia księżniczka pocałuje…

Babska logika rządzi!

:-D :-D Ale do tego trzeba wam trzeciej wiedźmy! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho, chętne pchają się drzwiami i oknami. Jedna nawet schowała się w kociołku, żeby na pewno nie przegapić. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja myślę, że ona po prostu chciała miec pewność, że dostanie ciasteczko i kawę, o! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No co Ty?! Chyba nigdy nie widziałeś tego kociołka. Nawet ja wolę nie pamiętać, cośmy w nim warzyły…

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z uśmiechem.

Dziękuję. :-)

Babska logika rządzi!

Ja znam ten tekst, znam! Czytałem. Jakiś czas temu, co prawda, ale coś tam pamiętam :)

Mój główny zarzut dotyczy przede wszystkim tego, że historia wiele nie przedstawia. Czyta się dobrze, coś tam niby się dzieje, w połowie tekstu zaczynasz nieco zniecierpliwiony zastanawiać się, czy to prowadzi do czegoś większego, a po lekturze stwierdzasz, że nie ; ) I nie wiem, czy te dialogi takie trochę nie wymuszone.

Dziękuję za przeczytanie i komentarz. :-)

Czyli, sklerozy u Beryla nie stwierdzono. Bardzo dobrze.

Kawka doprowadza do dwóch przełomowych odkryć, a według Ciebie to nic wielkiego? Ech… ;-)

Wymuszoność dialogów? Hmmm, to coś nowego. Trzeba będzie przemyśleć.

Babska logika rządzi!

Co do dialogów, jeszcze słówko: chodzi mi o żarty. Często miałem wrażenie, że nie brzmią odpowiednio prawdziwie, są nieco sztuczne. Dla pewności przeleciałem kilka dialogów i stwierdziłem, że raczej dobrze pamiętam swoje wrażenia :)

Aha. Już pojawiały się komentarze, że dialogi przypominają kabaret. Widocznie przegięłam z humorem. Albo mam wyjątkowo wesołe życie. :-)

Babska logika rządzi!

Albo mam wyjątkowo wesołe życie. :-)

Jeżeli te dialogi mają odzwierciedlać Twoje życie, to ja bym napisał, że dosyć drętwe je masz, w takim razie, skoro takie wymuszone żarty rzucasz ; )

Wziąłeś pod uwagę, że to dialogi samych facetów? ;-)

Babska logika rządzi!

To żadnych ciekawszych nie spotykasz? Podrzucić Ci swój numer? ; )

Z numerem nie przesadzajmy, bo się nam Jose dobierze do tyłków, ale coś śmiesznego możesz napisać. ;-)

Babska logika rządzi!

Coś śmiesznego? No dobra: Łódź to ładne miasto. Haha, hehe, ale pojechałem, co? ; )

No, dawaj to śmieszne, nie krępuj się…

Babska logika rządzi!

Wydawało mi się, że mówienie rzeczy nieprawdziwych w ironicznym tonie często jest uważane za śmieszne… myliłem się? :/

Kwestia poczucia humoru.

Na razie w ironicznym tonie skrytykowałeś moje życie, znajomych i rodzinne miasto. Ale się ubawiłaaaam. Po pachy. Zostały Ci jeszcze jakieś zabawne żarciki w zanadrzu?

Babska logika rządzi!

Obstawiam wiarę, wagę i poglądy politycznewink

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie mogę się doczekać. ;-)

Babska logika rządzi!

Ej, nie krytykowałem Twojego życia ani znajomych – odniosłem się jedynie do tego, co pisałaś, w kontekście tekstu ; ( Proszę mi nic nie imputować! A jeśli chodzi o miasto, to nie zapominaj, że ja z Radomia jestem :)

 

Emotka, aaach, moje oczy! ; )

Ach, nie krytykowałeś. Jak my się słabo rozumiemy…

Jest mi wszystko jedno, skąd jesteś i gdzie aktualnie mieszkasz. I tak nie zamierzałam nabijać się z tych miast ani ich pozostałych mieszkańców. Bo to ich wina?

Babska logika rządzi!

Ty serio o to pytasz, czy się zgrywasz? ; )

Pytanie było retoryczne. Możesz się nie przejmować.

Babska logika rządzi!

Masz coś do kaczuszkowych emotek? Masz?;)

W okolicach Radomia mieszkają potwory. Wiem to od dziecka

O stąd

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

:-D

Babska logika rządzi!

Alex, zazdroszczę książki! Naprawdę.

Finklo, ale przecież my żartujemy, prawda? No, to po co tak na poważnie, ja się pytam? ; )

 

A zasadnicze pytanie brzmi – dlaczego ja się daję wciągać w taki offtop, no dlaczego? :P

Widzisz, Berylu, gdybyśmy żartowali, to byłoby śmiesznie. A nie jest. Ale nie będę nabijać się z Jose, żeby chociaż Ciebie rozbawić. Bo to byłby niewymuszony humor, prawda?

Babska logika rządzi!

Chyba nie ogarniam. Wybacz, Finklo, jeśli czymkolwiek Cię uraziłem, bo do takiego zamiaru było mi daleko. I już uciekam, bo nie lubię nakręcać offtopu, tym bardziej takiego. Dobrej nocy!

OK, przyjęłam do wiadomości. Dobranoc.

Babska logika rządzi!

O, widzę, że zasada iż lepiej podnieść sobie ciśnienie kawą zamiast czymś innym została zapomniana… To może jednak teraz z rana – kawka, ciasteczko? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kawą to tylko z rana. Po południu można aplikować jeszcze lepsze środki. ;-)

Dziękuję, poproszę biszkopcika.

Babska logika rządzi!

A proszę proszę, dolać? Jak tylko minie dwunasta, uczynimy tę kawę – irlandzką! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, ale nie. Ja jestem angielskim dżentelmenem i dla mnie właściwe popołudnie nastaje dopiero po siedemnastej. A zresztą i tak mam zamiar dzisiaj pojeździć na rowerze i muszę zostać przy niskim ciśnieniu. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale ale, mówiłaś o południu, nie o popołudniu ;-) Miłej jazdy ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak, nieprecyzyjnie się wyraziłam. Moja wina. Acz nie wino. Oczekujesz przeprosin? ;-)

Babska logika rządzi!

Raczej wina ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na mnie nie licz. ;-) Lustereczko i chlup!

Babska logika rządzi!

A jak lustereczko, to poczekam aż się ochłodzi. Za oknem i wódka. Z winem do lustereczka… Tak jakoś za słabo :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oj, chyba na nic nie czekałeś, bo coś nie mogę zrozumieć komunikatu. ;-)

Babska logika rządzi!

To nie ja nie poczekałem… ;-) Ale nic co ludzkie, nie jest mi obce, przełożę butelczynę do zamrażarki i wkrótce lusterko przestanie być bezrobotne ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ach, doszło. :-)

Babska logika rządzi!

Bardzo jestem rad, iż doszło, tudzież dochodziło z sukcesem. Mam nadzieję, że teraz, gdy już jest dojdźnięte, sprawia nie mniej radości ;-)

Ten upał, uff…

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak, dojście sprawiło mi mnóstwo przyjemności. Oj tam, miłe ciepełko. :-)

Babska logika rządzi!

Ale to miłe ciepełko to…?

A, co będę pytał, zostawmy odpowiedź fantazjom ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Miłe ciepełko to to, co Ty nazwałeś upałem. ;-) Nic ciekawego.

Babska logika rządzi!

Idź ty… Musiałaś. Normalnie musiałaś. Czas na lustereczko. Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie – która butelczyna jest najzimniejsza na świecie? ;-)

 

EDIT: U mnie było 31 w cieniu. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No. Milusio. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczne opowiadanie. Przyjemnie się czytało.

Dziękuję. Taki był zamiar. :-)

Babska logika rządzi!

Chyba nie zrozumiałam tego opowiadania. Niby jest wszystko co trzeba – czarna kawka, lekko i nieźle napisana opowiastka o nie tak strasznie odległej przyszłości, ale całość do mnie nie przemawia. Nie rozumiem celu eksperymentu, pozwalającego kawce nieco polatać. Czego miała nauczyć bohaterów noc, spędzona w biwakowych warunkach. Jestem nieco rozczarowana.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarz.

To nie eksperyment. To spełnienie marzeń. Szczenięcych, więc raczej głupich.

Noc to przede wszystkim spojrzenie na różne sprawy z innego kąta.

Przykro mi, że rozczarowałam. Mam nadzieję, że z następnym tekstem będzie lepiej. :-/

Babska logika rządzi!

I ja mam taka nadzieję. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szczenięcych, więc raczej głupich.

Hej! Ja od dziecka chciałem zostać sławnym pisarzem, to też głupie? ; P

Regulatorzy, no to połączyła nas nadzieja. :-)

Berylu, zasadniczo nie. Tak jak nie była głupia chęć skonstruowania urządzenia, które umożliwiałoby ptakom swobodne latanie. Ale, jeśli do swoich marzeń dodałeś tłumy fanów skandujących Twoje nazwisko i taką kupę kasy, że codziennie będziesz na obiad jadł swoje ulubione lody, a raz na tydzień kupował najbardziej wypasiony zestaw klocków lego, to to już zbyt mądre nie było. ;-)

Babska logika rządzi!

Ej, ja jem lody i miałem jakieś tam klocki… Wprawdzie bez skandujących fanów… Jak bez fanów, to jeszcze nie jest głupie? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Lody w tych wyobrażeniach też były, ale niekoniecznie ja miałem być konsumentem cool.

A dlaczego głupie? Przyjdzie taka chwila, że przechodząc obok skandujących moje imię fanów wspomniesz tę dyskusję i to Tobie będzie wtedy głupio, o! ; )

Psycho, czy jesz lody na obiad? Nie na deser, tylko zamiast zupki i drugiego? Kupujesz sobie wypasione klocki?

No nie wmawiajcie mi, że wszystkie Wasze dziecięce marzenia były bardzo mądre i przemyślane. Do tego stopnia, że do tej pory je realizujecie. Naprawdę ożeniliście się z mamą/ ciocią Kasią/ dziewczynką z piaskownicy, która miała taki piękny zestaw foremek? Zamordowaliście tę wredną przedszkolankę/ nauczycielkę, która kazała Wam leżakować/ zadawała strasznie dużo na weekend i robiła klasówki na pierwszej lekcji?

Lody w tych wyobrażeniach też były, ale niekoniecznie ja miałem być konsumentem cool.

Eeee, Berylu, ile miałeś latek, kiedy snułeś te dziecięce marzenia o pisarstwie? Szesnaście?

Nie wiem, jak masz na imię, więc na razie moje samopoczucie jest bezpieczne. Zresztą i tak raczej omijam zgromadzenia skandujących fanów. ;-)

Babska logika rządzi!

Zamordowaliście tę wredną przedszkolankę/ nauczycielkę, która kazała Wam leżakować/ zadawała strasznie dużo na weekend i robiła klasówki na pierwszej lekcji?

Co się odwlecze… ;-)

 

Eeee, Berylu, ile miałeś latek, kiedy snułeś te dziecięce marzenia o pisarstwie? Szesnaście?

No, snuję odkąd miałem z 8 lat, ale marzenie ewoluowało z czasem ;p

No widzisz, i postawiłam tezę, że “głupie” były te elementy* marzeń, które zostały zarzucone zanim człowiek poszedł do liceum.

Czy już wyjaśniliśmy sobie kwestię na tyle, żeby skończyć offtop?

 

* A i tak raczej nie wszystkie.

Babska logika rządzi!

Czy już wyjaśniliśmy sobie kwestię na tyle, żeby skończyć offtop?

O Boże! Jestem pod wrażeniem! Oby tak dalej.

Ja cię proszę, Beryl na ciasteczkach!

Nie żeby mnie to jakoś bardzo zdziwiło – wpadłam tylko z ostrzeżeniem: Berylu, będziesz gruby!

Ocho, jestem zmuszony upomnieć Cię, byś zaprzestała offtopu! Kto jak kto, ale przecież Finkla znana jest z tego, że go sobie pod opowiadaniami nie życzy, opanuj się zatem!

; )

;)))

Ech, zajrzeć na chwilunię do zespołowego tekstu…

 

Berylu, w dwupłciowym offtopie kobieta zawsze wypisuje ostatnią kwestię. Wszystko, co mężczyzna odpisze, to początek następnego offtopu. ;-)

Ależ łatwo wywrzeć na Tobie wrażenie!

I pozwól, że sama będę opitalać swoich Czytelników.

 

Ocho, nie przejmuj się Berylem, on nic nie rozumie. Wyobrażasz sobie, moja droga, że jego gatunek w ogóle nie potrafi rozszyfrować tego, co jest napisane między wersami?

Babska logika rządzi!

Ja też dość rzadko potrafię, tylko się do tego nie przyznaję. ;)

 

I pozwól, że sama będę opitalać swoich Czytelników.

Sorry, jestem modem, będę opitalał kogo chcę i gdzie chcę… :P

 

Czekaj, czyli – zasadniczo – każdy mój komentarz, to wszczynanie offtopu? Ach, ta babska logika… ;p

 

Wyobrażasz sobie, moja droga, że jego gatunek w ogóle nie potrafi rozszyfrować tego, co jest napisane między wersami?

Nie rozumiem :(

Ocho, ale oni w ogóle nie potrafią. A jak mimo to próbują, to im takie bzdury wychodzą…

 

Do Beryla:

Kliknąć na “zgłoś”? A, wstrzymam się jeszcze…

To normalnie jest nadużycie uprawnień! I w ogóle, dlaczego masz przy swoich komentarzach aż dwa napisy? Takie łączenie etykietek powinno być zabronione! I bezwzględnie należy zdefiniować pojęcie moda! Jeśli nie zaprzestaniesz tego niecnego procederu, to założę temat w HP!

Czekaj, czyli – zasadniczo – każdy mój komentarz, to wszczynanie offtopu? Ach, ta babska logika… ;p

No! Wreszcie dotarło.

Jako przyszły prawnik pewnie doskonale wiesz, że policji zależy, żeby istniała przestępczość. To by wiele tłumaczyło… ;-p

Babska jak babska. Grunt, że rządzi.

Jak to? Nie dosyć, że czytasz wypowiedzi nie do Ciebie skierowane, to jeszcze masz czelność marudzić, że niejasne? A tak z dobrego serca: nie próbuj zrozumieć rozmowy dwóch kobiet. Jeszcze Ci zaszkodzi, system przeciąży… ;-)

Babska logika rządzi!

To normalnie jest nadużycie uprawnień! I w ogóle, dlaczego masz przy swoich komentarzach aż dwa napisy? Takie łączenie etykietek powinno być zabronione! I bezwzględnie należy zdefiniować pojęcie moda! Jeśli nie zaprzestaniesz tego niecnego procederu, to założę temat w HP!

heartheartheart

 

To by wiele tłumaczyło… ;-p

Cholera, zdekonspirowany… :/

 

A tak z dobrego serca: nie próbuj zrozumieć rozmowy dwóch kobiet. Jeszcze Ci zaszkodzi, system przeciąży… ;-)

Zawsze próbuję – szczególnie, kiedy rozmawiają o mnie :P Wiesz, nie chodzi o to, żeby dogonić samochód, ale żeby za nim gonić ; )

 

EDIT: Właśnie! W tekście zabrakło kobiet.

Cholera, weź wyedytuj te serduszka, bo mnie Jose zacznie ścigać. A podobno “jesteś na nie” w kwestii emotikonek.

Oj, nawdychasz się spalin i po co Ci to? Znajdź sobie do gonienia coś z Twojej ligi. Podobno króliczki się nieźle sprawdzają.

Jak to? Przecież panowie dochodzą do wniosku, że kawka jest samiczką.

Edit: Bo inspiracją/ czynnikiem sprawczym przy wszystkich wynalazkach są kobiety! ;-)

Babska logika rządzi!

Czyli Eureka była nadobną niewolnicą Archimka? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gdyby nie chęć posiadania wielu nałożnic, to po co być królem? A gdyby nie było króla, nie powstałby problem ze złotem na koronę. A tak poza tym, odkrycie jakiegoś prawa przyrody to nie to samo, co wynalazek.

Babska logika rządzi!

Emotek nie lubię, ale w tej sytuacji się przydały. A kawka… cóż, trudno nazwać ją kobietą.

Jak nie, przecież Archimedes dokonał obserwacji, ustalając i przy okazji mierząc jakiś konkretny stan…

To jak z elektronem, którego zatrzymuje policja.

– Czy wie pan, że jechał ponad sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę?

– Cholera, wielkie dzięki, teraz nie wiem, gdzie jestem!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Aha. Cycków zabrakło w tekście. ;-)

 

Psycho, zwyczajnie nie. Wynajduje się coś, czego jeszcze nie ma. Odkrywa się coś, co już jest.

A kawał z elektronem niezły. :-)

Babska logika rządzi!

Ale przeciez tego nie było i było jednocześnie i dopiero Archimedes zrobił, że jednak było! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Było, było – ciało zanurzone w wodzie traciło część ciężaru, nawet kiedy Archimedes nie patrzył. ;-)

Babska logika rządzi!

A skąd wiesz, że traciło, skoro nikt tego nie zaobserwował/zmierzył/ustalił taki stan? ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No dobrze. Nie wiem, tylko wierzę w prawa fizyki. A Ty chyba obrażasz moje uczucia religijne. Do spółki z fizyką kwantową. ;-)

Babska logika rządzi!

Że niby obrażam spółkę twoich uczuć wiereligijnych i fizyki kwantowej? Gdzieżbym śmiał! ;-) JA po prostu dziś doczytałem do końca “Długą Ziemię” i tak mi zostało na wieczór, ta wizja wieloświatów Everetta jako pokłosia kwantowych wymysłów naszych ziemskich naukowców ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie. Ty i fizyka kwantowa obrażacie moje uczucia. ;-)

A nie czytałam.

Babska logika rządzi!

Absolutnie zaprzeczam, ja i fizyka kwantowa nie spółkujemy, co najwyżej darzymy się platoniczną sympatią! ;-) Nie wspominając nawet o rzekomym obrażaniu religii w trakcie tych bluźnierczych czynów, które nam niesłusznie zarzucasz… ;-)

A polecam, niezłe. Momentami czuć trochę deus ex machina, ale jako, że byłem ciekaw jaka to dokładnie wizja urodziła się, nomen omen, spółce Pratchett-Braxton – to z ciekawością wędrowałem przez tę Długą Ziemię wraz z bohaterami. Całkiem smacznie wymyślone.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Taaaa, nie spółkujecie… Na pewno od czasu do czasu fizyka wysyła jakieś neutrino, żeby (przez) Ciebie przeleciało, a Ty nawet nie masz pojęcia, gdzie i kiedy…

A to pewnie kiedyś przeczytam. Dzięki.

Babska logika rządzi!

Ten z kolei tekst był lekki, łatwy i przyjemny ;)

Dobrze napisany, z prostą, wciągającą fabułą w humorystycznym nastroju i urokliwie nieskomplikowanej formie. Dla rozluźnienia i rozrywki jak najbardziej! ;)

Jai guru de va!

Dzięki. :-)

Miło, że znalazłeś aż tyle zalet.

Staram się różnicować teksty.

Babska logika rządzi!

Sympatyczny tekst, ciekawie zarysowany obraz świata. Na głodniaka nie zawsze lepiej się myśli, często nasze decyzje są zbyt pochopne. Podobnie jak podczas stresu, mózg bardziej stawia na wóz albo przewóz.

I bałem się, że tego ptaka zjedzą… 

 

4/6. :)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, Arhizie. :-)

Może i pochopne, ale za to obrady się nie przeciągają. Zdaje się, że kiedyś konklawe nie mogło się zdecydować, ale po drastycznym ograniczeniu posiłków proces przyspieszył.

Eeee, jedną kawką na dwóch chłopa by się nijak nie najedli. Żal ręce brudzić. Doba postu to jeszcze nie koniec świata.

Babska logika rządzi!

Również pomyślałem o konklawe (dosłownie: pod kluczem). A z kawka mogłaby właśnie paść ofiarą wspomnianej pochopności.  

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Czyli jednak czasami głodówka ułatwia podjęcie decyzji.

Nie no, to bystrzy faceci byli. Zresztą widać, że to nie indyk, dużo mięcha nie ma.

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki po raz kolejny, Anet. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka