- Opowiadanie: Wicked G - Życie po życiu

Życie po życiu

Praca ta jest refleksją na temat klonowania ludzi jako metody przedłużania życia. Jest to pierwsze opowiadanie w całości opracowane przeze mnie (wcześniej pisałem tylko w fan-fiction).  Mam nadzieję, że się spodoba. Wszelkie komentarze mile widziane. 

UWAGA: W opowiadaniu znajduje się jeden termin wymyślony przeze mnie. Wyjaśnię go tutaj, żeby od razu było wiadomo o co chodzi.

- WoSoNetS (Worldwide Social Networking Service) - portal społecznościowy o zasięgu globalnym używany przez ludzi podczas wydarzeń opisywanych w opowiadaniu. Konto założone na nim jest traktowane jako jedyna metoda potwierdzenia tożsamości i gwarantuje dostęp do wszelkich usług świadczonych przez przedsiębiorstwa.

 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Życie po życiu

Skaner omiótł niebieską tęczówkę doktora Nuringa i masywne, stalowoszare wrota rozsunęły się. Siwowłosy naukowiec, dwójka jego asystentów i pacjent wieziony przez automatyczny wózek inwalidzki dostali się do środka Sali Transferu. Jedynym przedmiotem, który znajdował się w oświetlonym lampami LED, białym pomieszczeniu, było łóżko zintegrowane z robotem do operacji neurochirugicznej.

– Uważam, iż możemy zaczynać – rzekł doktor.

Pacjent, dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i pociągłej twarzy, wyglądający na około sześćdziesiąt lat kiwnął lekko głową. Wózek podjechał do stołu operacyjnego i rozłożył swoje oparcie do pozycji leżącej. Chwytaki umieszczone w stole delikatnie przemieściły niemalże bezwładne ciało.

– Rozpocząć operację transferu – rozkazał robotowi Nuring – Do zobaczenia w następnym życiu, panie Cruyer.

Mechaniczne ramię wstrzyknęło Cruyerowi anestetyk. Jego powieki po chwili opadły, potwierdzając skuteczność znieczulenia. Niewielkie ostrze zaczęło ciąć kość potyliczną. Asystenci bacznie analizowali odczyty rejestrowane przez instrumenty pomiarowe i przekazywane bezpośrednio do ich umysłu. Gdy otwór w czaszce został już ukończony, wsunął się do niego przewód o średnicy około trzech centymetrów, zakończony licznymi elastycznymi drucikami. Na wyświetlaczu wbudowanym w soczewkę kontaktową dr. Nuringa pojawił się monit wyświetlający postęp pobierania danych z mózgu pacjenta.

– Operacja zakończyła się sukcesem – oznajmił automat nieodróżnialnym od ludzkiego głosem, wysuwając kabel do połączenia z organem odpowiadającym za procesy myślowe.

 

***

 

W sąsiednim pomieszczeniu, w mierzącej ponad dwa metry kapsule wypełnionej płynem fizjologicznym znajdowało się ciało płci męskiej. Zewnętrznie wyglądało bardzo podobnie do ciała Cruyera, lecz było biologicznie młodsze o czterdzieści lat.

– Rozpocząć procedurę przejścia do autonomicznego funkcjonowania – rozkazał komputerowi sterującemu Nuring, który przed chwilą wkroczył do sali.

Rurką połączoną z żyłą odpromieniową organizmu popłynął środek wybudzający ze stanu uśpienia. Kilkadziesiąt sekund później człowiek otworzył oczy. Kapsuła została obrócona do pozycji horyzontalnej i zaczęto opróżniać ją z płynu fizjologicznego. Gdy była już pusta, otworzyła się, a przyczepiony do sufitu automat odłączył od ciała elektrody stymulujące mięśnie, maskę dostarczającą powietrze i przewody łączenia z układem krwionośnym.

– Już wszystko w porządku – stwierdził doktor podchodząc do kapsuły – Okres przejściowy trwa trzy doby. Może mieć pan mieć niewielkie problemy z równowagą i układem ruchu, ale niech pan się nie martwi, nie będzie musiał pan się uczyć chodzić od nowa, gdyż pana mózg już to potrafi. W pana organizmie pozostanie sonda monitorująca stan zdrowia, będzie ona przesyłała raporty w regularnych odstępach. Gdyby miał pan jakieś wątpliwości, proszę nie wahać się ze mną skontaktować. A teraz, niech pan spróbuje wstać.

Człowiek powoli uniósł swój tors i ściągnął nogi z kapsuły. Jego świadomość została przetransferowana ze starego ciała, które powstało w naturalny sposób, do klona, nieco zmodyfikowanego genetycznie, tak aby zdołał rozwinąć się w laboratoryjnym środowisku. Technologia ta zapewniała teoretycznie wieczne życie. W dodatku sam zabieg można było przeprowadzić w dowolnej chwili, więc jeżeli ktoś chciał uniknąć starości, i tak mocno opóźnianej lekami antygeronowymi, nie stanowiło to większego problemu. Był on jednak horrendalnie drogi, więc niewielu było na niego stać. Jednym z takich ludzi był Emerald Cryuer, który zajmował się malowaniem obrazów, a więc jedną z czynności, w której roboty nie były w stanie zastąpić ludzi ze względu na brak zdolności definiowania i odczuwania piękna. Planował jeszcze trochę pożyć w swoim starym ciele, jednakże tydzień temu miał wypadek podczas wędrówki w górach i uszkodził sobie rdzeń kręgowy. Medycyna potrafiła sobie z tym poradzić, jednak Cruyer zdecydował, że skoro i tak za kilka lat miał przenieść swoje ja do klona, to zrobi to teraz. I tak oto stał teraz, posiadając wszystkie wspomnienia z poprzedniego okresu istnienia i oczekując na to, co przyniesie mu następny.

– Jest lepiej niż się spodziewałem – stwierdził doktor – Nie miał pan dużych problemów ze wstaniem. Pozostaje mi życzyć panu szczęścia w nowym życiu. Pańskie rzeczy znajdują się w szatni, zaprowadzi tam pana android. Do widzenia

 

Cruyer i Nuring uścisnęli sobie dłonie, po czym pacjent ruszył w kierunku drzwi na korytarz, ostrożnie stawiając krok za krokiem.

 

***

 

Zachodzące słońce odbijało się w sporym stawie znajdującym się w którymś z parków Megalopolis Atlantyckiego. Wiatr delikatnie smagał liście okolicznych drzew, które dzięki ingerencji w ich materiał genetyczny dokonanej przez biotechnologów raczyły oczy przechodniów wszystkimi kolorami tęczy . Po okolicy kręciło się dosyć sporo ludzi, spędzających swój czas w aktywny sposób. Cruyer siedział na kocu rozłożonym na równo przyciętym trawniku, wpatrując się w najbliższą Ziemi gwiazdę znikającą za drapaczami chmur i jednocześnie uwieczniając całą scenę w swoim szkicowniku.

– Cóż za piękny widok…

Cruyer odwrócił się i zauważył stojącą za nim kobietę. Miała piwne oczy i włosy koloru ciemny blond. Była niska i szczupła. Nosiła na sobie białą bluzkę w niebieskie paski i dopasowane, czarne spodnie z bawełny.

-Jesteś artystą, prawda? – spytała – Ładny rysunek.

– Dziękuję – odparł zmieszany Cruyer – To prawda, param się sztuką. Zazwyczaj maluję, ale teraz dla odmiany zająłem się grafiką.

– Widzę, że preferujesz klasyczne narzędzia – stwierdziła, wskazując na ołówek i szkicownik, które trzymał w prawej ręce  –  Mało kto z nich jeszcze korzysta.

– To prawda. Ale tablety ani motion capture to dla mnie nie to samo. Papier ma w sobie to coś, co sprawia, że mogę w pełni przelać na niego swoje uczucia. Poza tym niektóry ludzie wciąż wolą mieć prawdziwy przedmiot, który mogą sobie oprawić w ramy i powiesić nad kanapą, zamiast wyświetlać cyfrowy plik na ścianie. Dlatego nie narzekam na brak pracy.

– Pamiętam czasy, kiedy to było powszechne. Sama miałam w domu reprodukcję “Róż w wazonie” Renoira.

Cruyer spojrzał na kobietę ze zdumieniem. Wyglądała na góra dwadzieścia pięć lat. Skąd mogła o tym wiedzieć? Czyżby też dokonała transferu ciała?

– Nie mieliśmy okazji się sobie przedstawić – rzekł do niej, wyciągając rękę – Emerald Cruyer.

– Joseline Hullworth. Miło cię poznać.

– Dawno nikt nie rozpoczął ze mną rozmowy w realnym świecie, zamiast na WoSoNetS.

– Nie mogę tego zrobić, nawet gdybym chciała. Nie mam konta.

Szczęka Emeralda opadła o półtora centymetra, a jego brwi uniosły się wysoko do góry. Joseline uśmiechnęła się, co sprawiło, że na jej policzkach pojawiły się wyraźnie zaznaczone dołki.

– Jakim cudem? Musisz robić sobie żarty. Chyba nie jesteś androidem, prawda?

Gałki oczne mężczyzny zaczęły gwałtownie obracać się we wszystkie strony, a palce jego rąk ruszać tak, jakby pisał na klawiaturze. Aparaty potrafiące odczytywać myśli nie były jeszcze na tyle zminiaturyzowane, żeby można było je umieścić w organizmie, więc komputer połączony z mózgiem musiał byś sterowany za pomocą gestów bądź komend głosowych. Osobiste urządzenie Cruyera powiadomiło go w tej chwili, że w pobliżu rzeczywiście nie znajduje się osoba o imieniu i nazwisku podanym przez kobietę. Wyszukiwanie obrazem również nic nie dało.

– Przekonałeś się? – odezwała się po tym, gdy z niedowierzaniem pokręcił głową – Joseline Hullworth oficjalnie nie istnieje, gdyż nigdy się nie urodziła.

– O czym ty mówisz?! – rzucił do niej zmieszany.

– Widzisz, kiedy mówiłam , że pamiętam czasy, kiedy ludzie lubowali się w prawdziwych obrazach, skłamałam. Sama nigdy tego nie przeżyłam, mam jedynie wszczepione takie wspomnienie. Mój genotyp również pochodzi od innej osoby. Nazywała się Miranda Leslay, i podobnie jak Emerald Cruyer, za którego się uważasz, dokonała transferu świadomości. Problem w tym, że nie wiedziała, że w rzeczywistości ten proces polega na uśmierceniu pacjenta i powołaniu do życia nowego człowieka, klona poprzedniego, która wygląda identycznie z oryginałem i posiada jego wspomnienia, jednakże będącym jedynie kopią…

– To jakieś brednie! – wykrzyknął Cruyer zszokowany tezą postawioną przez jego rozmówcę – Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

– W moim umyśle znajduje się wspomnienie śmierci Mirandy Leslay, przeżywane z jej perspektywy. Po odczytaniu i skopiowaniu profilu osobowości oraz wspomnień stare ciało jest uśmiercane przez zastrzyk z trucizny. Podczas pierwszych prób pacjenta nie usypiano całkowicie. Nie znam się dobrze na neurochirurgii i operacjach na ludzkiej pamięci, ale przypuszczam, że technologia wymagała wtedy jeszcze operowania na świadomym mózgu, czyli zdolnym odczuwać agonię. Komputer prawdopodobnie zczytywał odczucia Mirandy aż do samego końca jej życia, i przetrasnferował je do mojego ciała. Najprawdopodobniej był to błąd, gdyż nikt, z kim się kontaktowałam i kto przeszedł zabieg transferu świadomości nie miał podobnego odczucia.

– Ciało podczas operacji jest monitorowane przez czujniki najnowszej generacji, a wszystkie dane są przetwarzane przez superkomuter. Myślisz, że umknęłoby im coś takiego?

– Możliwe, że samo zczytywanie stanu umysłu w momencie śmierci było celowe. Mogli chcieć wiedzieć, co czuje człowiek idący na tamten świat. Omyłka polegałaby jedynie na przegraniu tych danych do mózgu klona. Tak czy inaczej dzięki niej zdałam sobie sprawę, że transfer świadomości to naciąganie naiwnych ludzi. Emerald Cruyer też dał się to wciągnąć, ale nie musisz wierzyć w to, że nim jesteś. Możesz rozwinąć swoją własną osobowość, tak jak ja. Będziesz zmuszony dezaktywować swój komputer w organizmie, inaczej ludzie korporacji znajdą cię i zabiją. Klon jest ich własnością, więc mogą z nim robić co chcą. Ale nie martw się, renegaci prowadzą normalne życie i z chęcią ci pomogą. Mnie też przyjęli z otwartymi ramionami. Teraz tylko pozwól, że…

– Gadasz jak nawiedzona. Chyba nie myślisz, że uwierzę w te oszczerstwa? Komu miałbym wierzyć, zespołowi wybitnych i szanowanych naukowców, czy poznanej przed chwilą osobie, której tożsamości nie jestem w stanie potwierdzić ? Pewnie jesteś jedną z tych neoluddystycznych terrorystów mieszkających w dziczy. Lepiej uciekaj skąd przybyłaś, albo zaraz wezwę policję. Żegnam.

Emerald zgarnął swój koc i oddalił się pospiesznym krokiem. Joseline pokręciła głową i ciężko westchnęła, po czym zgodnie z radą Cruyera opuściła park, starając się nie wzbudzać większych podejrzeń.

 

***

 

Krople deszczu rozbijały się o pancerną szybę oddzielającą przestronny apartament od świata na zewnątrz. Z gramofonu, który był wyprodukowany jeszcze na początku tego wieku, sączyły się dźwięki nagranego na żywo zespołu jazzowego. Właściciel przedmiotu leżał z rękoma założonymi za głowę na obitym czarną skórą szezlongu. Wczorajsza rozmowa wciąż zaprzątała mu głowę na tyle, że nie był w stanie skupić się na niczym innym.

‘To nonsens’ – powiedział do siebie w duchu – ’Przecież pamiętam to wszystko. Ten winyl dostałem od siostry na dwudzieste urodziny. Mieszkanie w tym budynku kupiłem dziewięć lat temu jako jeden z pierwszych klientów. Kosztowało fortunę, ale widok na ocean był tego wart. A to ’ – spojrzał na akwarelę na sporym płótnie wiszącą na pomalowanej na kremowo ścianie, tuż nad biurkiem z drzewa tekowego wyhodowanego in vitro – ‘ namalowałem jeszcze na studiach. Nikt nie chciał go kupić, więc schowałem go go gdzieś w domu rodziców. Znalazłem go po latach, i choć wtedy byłem już bardziej znany i nie miałbym problemów ze znalezieniem nabywcy, jednak wolałem zostawić go dla siebie.’

Obraz nosił tytuł “Oddając ducha” i przedstawiał człowieka klęczącego z rozłożonymi rękami na szczycie porośniętego zieloną trawą, osamotnionego pagórka i kierującego swój wzrok w całkowicie zachmurzone niebo. Czy twórca tego płótna rzeczywiście umarł? Leżący na kanapie człowiek postanowił poszukać odpowiedzi u odpowiedniej osoby. Po wykonaniu delikatnego ruchu dłonią przed jego oczami ukazał się interfejs WoSoNetS. Z listy kontaktów wybrał doktora Nuringa i zadzwonił do niego.

 

***

 

– Proszę usiąść – powiedział starszy mężczyzna do młodego człowieka stojącego po drugiej stronie stalowego biurka ze szklanym blatem – Odczyty z sond nie wskazują na istnienie problemów w funkcjonowaniu pańskiego organizmu. A więc, pana problem dotyczy natury psychicznej, tak? Niech pan się nie martwi, wielu pacjentów ma problemy z przyzwyczajeniem się do faktu, że nagle stali się o kilkadziesiąt lat młodsi.

– Nie chodzi o to – rzekł Cruyer, zajmując miejsce na białym fotelu wykonanym z tworzywa sztucznego – Czuje się świetnie w nowym ciele. Moje obawy dotyczą… tożsamości. Rozmawiałem z osobą, która twierdziła, iż Emerald Cruyer i ja to dwie różne osoby.

– Ależ to absolutny nonsens! – skomentował doktor, wybuchając śmiechem – Kto śmiał wymyślić takie bzdury?

– Ten ktoś, a właściwie to ona, była renegatem. Wie pan, jednym z tych mieszkających w lasach i sprzeciwiających się wszelkiemu postępowi.

– Władze naprawdę powinni się nimi porządnie zająć. Czego oni szukają w naszych miastach? – zezłościł się Nuring – Widzi pan, niektórzy ludzie nie cierpią zmian. Wciąż tylko tkwiliby w jednym punkcie, uważając, że nie ma potrzeby poprawiać dobrego… Tak było już od zarania dziejów. Na całe szczęście nie wszyscy podzielali ten pogląd, inaczej wciąż mieszalibyśmy w jaskiniach. Choć osiągnęliśmy tak wiele, nadal nam się sprzeciwiają, rozpowszechniając swoje chore fobie… Nie ma pan się czym przejmować. Komu woli pan zaufać, naukowcom z wieloma lat doświadczenia, czy dzikusom, którzy krytykują rzeczy, o których nie mają żadnego pojęcia?

– Owszem, z całego serca wierzę w to, że technologia transferu świadomości jest w pełni doskonała. Niepokoi mnie jednak pewna kwestia. Ta osoba twierdziła, iż w swoim umyśle ma zawarte wspomnienie swojej śmierci, która nastąpiła w trakcie zabiegu.

Uśmiech zniknął z twarzy doktora, który zaczął nerwowo stukać palcami o blat biurka. Szybko omiótł wzrokiem całe pomieszczenie, jak gdyby rozglądając się za czymś, i znów odezwał się do Cruyera.

– Jak pan pewnie się domyśla, każdy wynalazek wymaga udoskonaleń. Tak było również i w przypadku mojego pomysłu. Początkowy algorytm przeprowadzania operacji mógł doprowadzić do zapisania się uczuć pacjenta, w momencie, w którym jego stare ciało umiera. Jednak – w tym momencie przerwał na chwilę – nie ma to żadnego wpływu na tożsamość człowieka, na którym był wykonywany zabieg. Z całą pewnością mogę swierdzić, że nigdy nie przestał pan być Emeraldem Cruyerem. Pozwoli pan, że posłużę się pewną analogią. Wyobraźmy sobie, że prowadzi pan samochód, podróżując w bliżej nieokreślonym celu. W pewnym momencie ulega pan wypadkowi. Pański pojazd został uszkodzony i nie może pan kontynuować nim jazdy. Firma ubezpieczeniowa dostarcza panu nowy samochód, identyczny z poprzednim i w pełni sprawny. Wsiada pan do niego i jedzie dalej. Już wszystko wyjaśniam. Podróż to pańskie życie, samochód to pana ciało. Kierowca tego samochodu – to pańska świadomość, czyli tożsamość i wspomnienia. Z kolei firma ubezpieczeniowa to my, lekarze, którzy przeprowadzili transfer. Czy wszystko jest już dla pana jasne? Nadal kontynuuje pan to samo życie, tyle że w innym ciele.

– To brzmi przekonująco – skłamał malarz po chwili namysłu – Muszę jednak przemyśleć to wszystko jeszcze raz. Powinienem już iść, nie będę zajmował panu więcej czasu, na pewno ma pan napięty grafik.

– Och, nie przesadzajmy. Jeśli będzie miał pan jeszcze jakieś wątpliwości, proszę ponownie zadzwonić.

– Na pewno tak zrobię – zapewnił Emerald, wstając z krzesła – Dziękuje bardzo za wszystko. Do widzenia.

– Do widzenia – odpowiedział Nuring, obdarzając swojego pacjenta kolejnym fałszywym uśmiechem.

Cruyer skierował się powolnym krokiem do drzwi. W głowie huczało mu od setek sprzecznych ze sobą myśli. Chciał uwierzyć w to, o czym mówił doktor, lecz gdzieś na dnie jego umysłu wciąż czaił się niepokój, który zdawał się trawić każdą część jego mózgu niczym żrący kwas. Czy przesiadł się z jednego ciała do drugiego, tak jakby rzeczywiście zmieniał samochody? Czy, jak twierdziła Joseline, on jest tylko klonem, idealnie udającym swojego zmarłego – a raczej uśmierconego – poprzednika? Choć wnętrze jego czaszki było rozgrzane do czerwoności, nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtującego go pytania… Gdy tylko zniknął, skręcając w korytarzu w prawo, starszy człowiek siedzący za biurkiem głęboko westnchął i pokręcił głową z niedowierzaniem. Ruchami gałek ocznych wydał komputerowi zintegrowanemu z jego ciałem polecenie skontaktowania się z androidami porządkowymi.

 

***

 

PROFIL NIEDOSTĘPNY. UŻYTKOWNIK ZAWIESZONY W PRAWACH OBYWATELSKICH ZA ZŁAMANIE WARUNKÓW UMOWY Z HORNFIELD NEUROMEDICS INC.

 

Stary wyświetlacz OLED oświetlał twarze dwójki ludzi przebywających w obskurnej szopce zbudowanej z blachy falistej, znajdującej się gdzieś w lesie położonym kilkadziesiąt kilometrów od Megalopolis Atlantyckiego. Powietrze wewnątrz zawalonej gratami prowizorycznej konstrukcji wypełniał zapach etanolu, którym był zasilany generator prądu, odpowiedzialny za funkcjonowanie komputera, z którego korzystali owi renegaci.

– Szlag by to trafił! – wrzasnęła Joseline uderzając pięścią w drewniane palety, na których stał monitor – Dorwali go.

– Znowu to samo – powiedział jej towarzysz o śniadej cerze oraz czarnych włosach i oczach – Zastanawiam się, czy to w ogóle ma jeszcze jakikolwiek sens…

– Ja też, Paulo – odrzekła zgaszonym głosem – Czy ludzie potrafią jeszcze samodzielnie myśleć? Albo chociaż czytać warunki korzystania z usługi? Może wtedy nie lęgli by do tych krętaczy jak ćmy do ognia.

– Co zrobimy teraz? – spytał mężczyzna – Zabili już tyle osób, a nie zdołaliśmy przekonać jeszcze nikogo. Nie lepiej zostawić to wszystko w spokoju i po prostu żyć tutaj? Władze przecież nas nie zgładzą, jeśli będziemy siedzieli na miejscu. Mamy tylko nie robić zamieszania wśród normalnego społeczeństwa. I tak zbyt wiele naraziliśmy przez twoje eskapady.Całe szczęście, że rząd jeszcze choć trochę przeciwstawia się korporacjom. Inaczej już dawno zmietliby nas z powierzchnii ziemi.

– Nie mogę tak tego zostawić  – zaparła się Hullworth – Nie pozwolę na to, żeby kolejni ludzie zostali oszukani tak jak ja. Oni są nienasyceni. Wymyślą najgorsze kłamstwo, żeby zarobić pieniądze. Muszę to przerwać. Albo umrzeć próbując.

Nastała chwila ciszy. Kobieta cała drżała z bezsilności, chowając twarz w dłoniach. Paulo siedział nieruchomo gapiąc się w sufit.

– Potrafiłbyś przejąć kontrolę nad dronami w dzielnicy Brassville? – zapytała Joseline

– Brassville? Przecież udanie się tam to pewne samobójstwo! Mieszka tam wiele szanowanych osobistości. Jeśli zrobimy tam zadymę, nie ujdzie nam to płazem.

– Nie zamierzam robić żadnej zadymy. Chcę tylko porozmawiać z tym przeklętym draniem Nuringiem. Powiem mu, co o nim myślę, choćbym miała zaraz po tym zginąć.

– Josie… Na pewno chcesz to zrobić? Oni naprawdę cię zabiją.

– Jestem tego pewna. Śmierć i tak nie zrobi mi żadnej różnicy – wyznała kobieta – Choćbym nie wiem jak się starała o tym zapomnieć, nadal po części będę Mirandą Leslay. Ciężko jest żyć nie będąc do końca pewnym, kim tak naprawdę się jest. To jak, dasz radę zhakować tamto żelastwo, żebym mogła dostać się tam niezauważona ?

– Myślę, że tak – odpowiedział niepewnie – Ale dalej nie jestem co do tego przekonany.

– Żadnych ale. Wiem, że ciężko będzie się pożegnać, lecz podjęłam już decyzję. Nikt mnie nie zatrzyma. Miło było cię poznać, Paulo. Dziękuje za to, że mi pomogłeś. Może kiedyś jeszcze się spotkamy. O ile prawdziwe przyszłe życie jest lepsze od tego, które obiecywali Mirandzie.

 

***

 

Doktor Nuring skręcił w Dwudziestą Aleję, przy której znajdowała się jego rezydencja. Przebywszy kilkaset metrów nacisnął pedał hamulca i jego poduszkowiec, na którym widniała słynna trójramienna gwiazda wpisana w koło, zatrzymał się przy luksusowo urządzonym parterowcu otoczonym ogromnym francuskim ogrodem. Brama wjazdowa otworzyła się automatycznie, rozpoznając właściciela domu. Coś jednak było nie tak z drzwiami od garażu. Nie rozsunęły się, nawet po wydaniu manualnej komendy. Mężczyzna obejrzał się za siebie. Brama nadal pozostawała otwarta.

– Co jest?! – krzyknął, po czym wyłączył silnik i wysiadł z pojazdu. Jednak zamek w drzwiach od poduszkowca nie chciał zadziałać…

– Co za felerny dzień! – rzekł kobiecy głos, którego ton utkwił gdzieś w pamięci doktora – Wszystko tak nagle się psuje…

– O, mój króliczek doświadczalny! – zawołał spoglądając na Joseline – Jak miło znowu cię widzieć. Przyszłaś się na mnie zemścić? Uważaj, bo zaraz ustrzeli cię robot.

– Nie sądzę. Wszystkie UAVy w okolicy są pod moją kontrolą. No i mam to – pokazała mu przenośny emiter mikrofal w kształcie walca, który trzymała w prawej ręce – W promieniu dwustu pięćdziesięciu metrów nie działa komunikacja bezprzewodowa. Zresztą nie chcę cię skrzywdzić. Przyszłam tu tylko porozmawiać. Potem możesz sobie wezwać drony, policję czy kogo tylko zechcesz.

– Miło mi słyszeć, że nie zamierzasz nikogo zabić. Sprowadziłaś już śmierć na tyle osób…

– Ja tylko przekazałam im prawdę. Ty kazałeś ich zamordować tylko dlatego, że byli dla ciebie niewygodni.

– Mogliby żyć dalej, gdybyś nie wciskała im do głowy swoich bredni.

– Lepiej jest być martwym niż żyć w kłamstwie i nie zastanawiać się nad swoim istnieniem. Po to tu przybyłam. Aby poznać prawdę. Opowiesz mi wszystko. Dlaczego oszukujesz innych. Dlaczego pamiętam moment swojej śmierci.

Doktor zaśmiał się, po czym ułożył usta w dziwny grymas i pokiwał głową.

– Brakuje mi ludzi takich jak ty. Uczących się na błędach, skłonnych do refleksji. Nauczyliśmy maszyny myśleć, i stwierdziliśmy, że my nie musimy już tego robić. Po prostu żyjemy z dnia na dzień, jedynie zadowalając swoje żądze. Z drugiej strony, dzięki naiwności naszego rodzaju, udało mi się osiągnąć wszystko. Sławę. Szacunek. Bogactwo… Skoro twoim ostatnim życzeniem jest tylko poznanie prawdy, z chęcią je spełnię. Nie jest tajemnicą, że wieczne życie od zawsze pozostawało pragnieniem człowieka. Na początku marzyliśmy o przyszłym bycie w innym świecie. Z czasem zaczęliśmy rozglądać za czymś bardziej namacalnym. Wraz z rozwojem medycyny jednostki mogły cieszyć się swoją egzystencją coraz dłużej i dłużej. Leki przeciwstarzeniowe sprawiają, że mimo upływu lat nadal trzymamy się w dobrej formie. Dzięki rozwiniętej transplantologii możemy wymienić praktycznie każdy uszkodzony organ. I tu pojawił się pewien paradoks. Statek Tezeusza, siekiera George’a Washingtona, jak zwał, tak zwał. Chodzi o to czy obiekt, po wymienieniu wszystkich jego elementów składowych, nadal pozostaje tym samym przedmiotem… Głównym przedmiotem obaw był mózg. Jeśli został uszkodzony tylko częściowo, można go zregenerować za pomocą komórek macierzystych. Czasami jednak obrażenia są zbyt duże i nic nie można na to poradzić. Ten problem nie dawał mi spokoju przez długi czas. Wtedy zacząłem zastanawiać się nad naturą świadomości człowieka. Doszedłem do wniosku, że ja człowieka jest określone przez dwa czynniki. Pierwszym z nich jest pamięć, czyli wszystkie fakty i wspomnienia, jakie zgromadził w swoim umyśle. Drugi to charakter, czyli algorytm zachowywania się w określonych sytuacjach. Jest on wypadkową uwarunkowania genetycznego i naszych przeżyć. Odtworzenie pamięci i charakteru nie stanowiło żadnych problemów dla nauki. Dane z mózgu i tak były już zczytywane i zapisywane przez interfejs BCI, który posiada każdy człowiek, z wyjątkiem renegatów. Wyhodowanie genetycznego klona i przetransferowanie informacji to tylko formalność. Opatentowałem metodę “transferu świadomości”, znalazłem sponsorów, którzy zainwestowali w cały projekt. Dzięki odrobinie marketingu ludzie naprawdę uwierzyli, że mogą żyć w nieskończoność. Wystarczy po prostu przenieść się z jednego ciała do drugiego. Od samego początku mieliśmy setki chętnych. Wkrótce zapisałem się złotymi literami w historii ludzkości, jako ten, który spełnił marzenia, które towarzyszyły ludzkości od początku jej istnienia. Jeżeli zaś chodzi o ciebie… Na samym początku swojej działalności pozwoliłem sobie na mały eksperyment. Wybrałem kilku pacjentów, którzy zdecydowali się na zabieg, lecz mieli jeszcze w pełni sprawne mózgi. Jedną z tych osób była właśnie Miranda Leslay. Chciałem sprawdzić, jak ludzie zareagują na wspomnienie śmierci, więc sprawiłem, że komputer odczytywał wasze procesy myślowe do samego końca i potem przeniosłem te dane do mózgów klonów, których BCI zapisywały i przesyłały wszystkie wasze odczucia do mnie. Oglądanie tego, jak męczycie się z próbami wyjaśnienia sobie, co tak naprawdę się stało, stanowiło prawdziwą przyjemność. Moment, w którym zatruty organizm buntował się przeciwko końcu swojego istnienia wciąż kołatał wam w waszych głowach… Niektórzy nie wytrzymali i popełnili samobójstwo, co oczywiście zostało zatuszowane, żeby nie odstraszać przyszłych klientów. Inni wytłumaczyli sobie, że był to konieczny element procesu transferu. Myśleli, że żeby narodzić się na nowo, trzeba najpierw umrzeć. Na wszelki wypadek ich też się pozbyliśmy. Zaś ty… Ty byłaś inna. Zdałaś sobie sprawę, że nie jesteś tą samą osobą. Uwierzyłaś w to, że Miranda umarła, a ty tylko ją imitujesz i stworzyłaś sobie nową tożsamość. Na moje nieszczęście wiedziałaś też, że klon należy do korporacji i w każdej chwili mogą go zniszczyć. Dobrze, że większość moich klientów albo nie rozumie tego zapisu, albo wmawia sobie, że to tylko straszak, z którego nigdy nie skorzystamy. Zanim zdążyliśmy cię dorwać uciekłaś do lasu i rozwaliłaś swój wewnętrzny komputer impulsem elektromagnetycznym, tym samy znikając z rejestru obywateli i stając się jednym z renegatów, których rząd nie pozwala tknąć. Następnie przez długi czas próbowałaś przeciągnąc moich klientów na swoją stronę, niestety bezskutecznie, aż w końcu zdesperowana przybyłaś do samej jaskini lwa. Cieszę się, że wreszcie będę mógł się ciebie pozbyć. Przyznaje, napsułaś mi sporo nerwów… To dziwne, że władze jeszcze cię nie schwytały. Wygląda na to, że te dzikusy dobrze potrafią obchodzić systemy bezpieczeństwa. Tym razem już nie umkniesz…

Nuring wyciągnął z ukrytej pod marynarką kabury pistolet laserowy i wycelował nim w Joseline.

– Jesteś chory  – powiedziała do niego, wyłączając emiter, jednocześnie nieruszając się z miejsca – Bawisz się cudzym życiem dla własnej korzyści.

– Nie jestem pierwszym i ostatnim, który tak czyni. Nawet najszlachetniejsze idee nie zastąpią mi tego, co osiągnąłem. A teraz koniec pogawędek. Żegnaj.

Wiązka niebieskiego lasera wypaliła prosto w serce kobiety. W powietrzu rozniósł się swąd spalonych tkanek. Joseline Hullworth, bądź też Miranda Leslay krzyknęła z bólu i upadła na równo przystrzyżony trawnik oddając ducha.

 

***

 

– To było samobójstwo – stwierdził aspirant Borowsky przeglądając wspomnienia trupa leżącego na podłodze w salonie – Z resztą nie wydaje mi się, żeby zabił go ktoś inny. W końcu sam wyłączył systemy bezpieczeństwa.

– Jak to możliwe? – zdziwił się sierżant Turner, patrząc na zakrwawione ciało starszego mężczyzny, obok którego leżał zabytkowy Five-seveN – Przecież on miał wszystko. Społeczeństwo go szanowało.

– Wygląda na to, że za całym tym przedsięwzięciem stoi niezły syf… Doktorek nie powiedział nam całej prawdy o tej kobiecie.

– Co może być powodem, dla którego się zabił?

– Przesrana sytuacja – powiedział Borowsky krzywiąc się – W ciągu ostaniego tygodnia jego zmysły odbierały obecność czegoś, co przypominało… duchy.

– Duchy? Musiał mieć niezłe problemy z psychiką.

– Obawiam się, że psychika może nie mieć tu nic do rzeczy. Zresztą zobacz sam.

Na soczewkach Turnera pojawił się obraz z pamięci denata. Sierżant otworzył usta ze zdziwenia, potem odruchowo zamknął oczy i gwałtownym ruchem ręki przerwał transmisję.

– Jezus Maria…

 

 



Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł, jeszcze lepszy zakręcik w końcówce. Nie przemówił do mnie wykład lekarza do dziewczyny. Bardzo sztucznie brzmiał. Lepiej byłoby jakoś wpleść te informacje w dialogi.

Popełniasz szereg błędów typowych dla początkujących. Przykłady poniżej.

Jedynym przedmiotem jaki znajdował się w oświetlonym lampami LED, białym pomieszczeniu było łóżko zintegrowane z robotem do operacji neurochirugicznej.

Który zamiast jaki, a przed tym przecinek. Po pomieszczeniu też – to wtrącenie.

Liczby zazwyczaj zapisujemy słownie.

nie będzie musiał pan się uczyć chodzić od nowa, gdyż pana mózg już został do tego przyuczony.

Powtórzenie.

Pańskie własności znajdują się w szatni, zaprowadzi tam pana android.

Te własności brzmią jak kalka z angielskiego ‘belongings’. Rzeczy? Ubrania i drobiazgi?

Wiatr delikatnie smagał kolorowe okolicznych drzew.

Co kolorowe? ;-) Swoją drogą, nie widzę celu takiego ingerowania w przyrodę. Liście robią się kolorowe, kiedy szlag trafia chlorofil, a bez niego trudniej roślinkom o fotosyntezę.

Źle zapisujesz dialogi. Tutaj jest wątek między innymi o tym.

o półtorej centymetra

Półtora, bo to rodzaj męski. Półtorej może być minuty.

Może wtedy nie lęgli by do tych krętaczy jak ćmy do ognia.

Lęgli czy lgnęli?

Miło było cię poznać Paulo.

Wołacz, Wicked G, oddzielamy przecinkami od reszty wypowiedzi.

Z resztą nie chcę cię skrzywdzić.

Zresztą.

Babska logika rządzi!

Dziękuje za przeczytanie i ocenę tekstu Finkla. Cieszę się, że historia się spodobała.  Trochę sporo tych błędów, dobrze, że je wskazałaś, poprawię je jak będę miał chwilę. Przyznaje że wstępną edycję zrobiłem trochę po łebkach, następnym razem lepiej się przyłożę. Mam pytanie odnosnie tego monologu. Takie wywody ogolnie lepiej zapisac w formie rozmowy czy dotyczy to tylko tego konkretnego przypadku? I jeszcze bylbym wdzieczny gdyby ktos mi wyjasnil co oznaczaja te gwiazdeczki orzy tekstach w poczekalni :) 

Ps. Sorry za brak ogonkow ale pisze z tabletu i spiesze sie :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wywody ogólnie zniechęcają czytelnika i lepiej ich unikać. Trudno taki wykład dobrze wpleść w opowiadanie, ale chyba warto próbować. To stąd w tekstach biorą się popularni nowicjusze, dzieci itp. – zawsze taki nic nie kuma i trzeba mu wszystko tłumaczyć. ;-)

W Twoim przypadku brzmi wyjątkowo sztucznie – doktor opowiada dziewczynie, co zrobiła, co się z nią działo. Po co? Czyżby zapomniała? Wydaje się to mało prawdopodobne. Mogłeś na przykład kazać kobiecie opowiedzieć coś z tego Nuringowi – on o tym nie wie, więc przepływ informacji byłby naturalny. A jeśli nie chcesz zdradzać tajemnic zbyt wcześnie, to w rozmowie z dziewczyny z renegatem: “Cholera, odszedł, zanim zdążyłam mu opowiedzieć, jak…”, “Ale wytłumaczyłaś mu chociaż, że…”, “Też nie. Uciekł, zanim doszłam do…”

Aha, zapomniałam napisać, że odstępy między akapitami są niepotrzebne.

Błędów sporo, ale i tak wszystkich nie wytknęłam. To tylko przykłady. :-) Nic to, nauczysz się, to nie będziesz ich więcej popełniał. Wymyślisz nowe. ;-)

A gwiazdki służą do oceny tekstów. Wszystkich, nie tylko z poczekalni.

Babska logika rządzi!

Błędy poprawione :) 

Aha, zapomniałam napisać, że odstępy między akapitami są niepotrzebne.

Przyzwyczajenie z innego forum, ktoś tam napisał, że jak między poszczególne wypowiedzi w dialogi wstawi się odstęp to się lepiej czyta. Też jestem tego zdania, ale dostosuje się do standardów.

 

W Twoim przypadku brzmi wyjątkowo sztucznie – doktor opowiada dziewczynie, co zrobiła, co się z nią działo. Po co? Czyżby zapomniała?

 Kobieta nie wiedziała dokładnie, co się z nią stało. W rozmowie z Cruyerem jedynie przypuszczała, że odczytanie uczuć w chwili śmierci, zaś przetransferowanie ich do klona było błędem.  Z racji tego, że była świadoma tego, że może być niewygodna dla korporacji, zaczęła się ukrywać. Prawdy ostatecznie dowiedziała się w rozmowie z doktorem chwilę przed śmiercią.  Taki był przynajmniej pierwotny zamysł,  możliwe, że przez braki w warsztacie źle to wyraziłem. 

Z tymi liśćmi było podobnie, pomyślałem jedno a napisałem drugie. Chodziło mi o liście we wszystkich kolorach np. fioletowym, a nie tylko jesiennych. Poprawiłem ten fragment, mam nadzieje, że jest teraz bardziej przejrzysty. Jeśli zaś chodzi o cel tej modyfikacji – są to jedynie wartości estetyczne. Ot, tak żeby uzyskać krajobraz rodem z fantasy. Nie sądzę, żeby gdzieś w przyszłości coś  takiego było niemożliwe, w końcu w naturze też występują rośliny, które poza chlorofilem wytwarzają inne barwniki. Są to np. krasnorosty.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nowa Fantastyka