
HRABIA WISŁAW
Staśko świadom zmian długości dni, reagował na nie odpowiednio wcześniej, co było dla niego niezwykle charakterystyczne. Subtelnie wychwytując różnicę natężenia światła słonecznego, wyszedł z Solyatu, by zoptymalizować jego parametry do wydajnej pracy w godzinach nocnych. Dźwigając do góry ciężki parownik, rzucił pod nosem przekleństwo. Przytwierdziwszy go na dziobie pojazdu do stalowych uchwytów, wyrastających z osi wzdłużnej, przyłączył zbiornik buforowy. Uśmiechnął się do siebie zadowolony, że teraz przejdzie na droższą taryfę. Woda kosztowała nie mało, nie wspominając o węglu. Pospiesznie udał się na rufę i otwierając ciężkie drzwiczki do kotła, zaczął ładować do środka węgiel za pomocą malutkiej łopatki.
– Pan nie zapala, pojedziem jeszcze na słońcu – przyszły klient odezwał się za plecami Staśko, który nawet nie uraczył go jednym spojrzeniem, zgrabnie grabiąc okruszki węgla leżące na blasze pojazdu.
– Nie, nie szanowny kliencie! – odrzekł zdecydowanie. – Słoneczko już niziutko, jarzy leciutko. Przechodzę już na taryfę nocną. Zanim piec i parownik rozgrzeją się, minie kawał czasu, a jak zajdzie nasza gwiazdka ukochana, to staniem na środku drogi. I co wtedy?
Zapadła cisza. Staśko przestraszył się, że tą drastyczną i twardą postawą wystraszył swojego potencjalnego nabywcę usługi przewozowej. Wyprostował się i odrzuciwszy łopatkę odwrócił się, by spojrzeć na miejsce, w którym jak sądził zatrzymał się mężczyzna. Jegomość nie odszedł jednak. Stał dumnie ze szkiełkiem w oku, gładząc się po gęstych, długich i zakręconych na boki, siwych wąsach. Ubrany w elegancki frak prezentował się szlachecko i dostojnie. Staśko szybko poznał z kim ma do czynienia. Do jego Solyatu parowego chciał wsiąść nie kto inny, jak sam hrabia Wisław Stanicki. Człowiek wielce zasłużony i sławny we wszystkich częściach kraju. Szlacheckie korzenie arystokraty sięgały czasów średniowiecznej Polski,w której to jego przodkowie dumnie i trwale zapisali się w historii Państwa, dzięki swym szlachetnym i bohaterskim postawom, jakie przyjmowali w sytuacjach tego wymagających.
Staśko był świadomy, że czasy świetności znamienitego rodu niepowracalnie minęły, a wartości jakie były przez jego członków hołubione, zostały wyparte przez modernistyczno-socjalistyczny porządek świata. Choć sam woźnica korzeni magnackich, ni nawet kropelki krwi szlacheckiej w swoich żyłach nie miał, to przez swego ojca– konstruktora parowników, nauczony był rodziny takie szanować i czołem przed ich dokonaniami jak i wyznawanymi wartościami bić pokłony. Mawiać tatko zwykł, iż „respektem wzajemnym się Polacy winni darzyć, cham ma kochać pana jak pan chama, wtedy o kraju szczęśliwym możem marzyć”. Staśko wiedział bardzo dobrze, że dawnej pozycji społecznej hrabia już nie miał w obecnym systemie, podobnież jaki majątku. Tak samo bowiem jak ze swego nazwiska, słynął także z ubóstwa.
– Nalegam – rzekł dumnie i wyniośle ubogi szlachcic. Pragnął ewidentnie pojechać jeszcze na dziennej taryfie.
Promienie słońca powodujące przepływ elektronów w przeciwnie spolaryzowanych nośnikach, generowały ruch elektronów i co za tym idzie powstawanie siły elektrycznej, wytwarzającej pole magnetyczne. Siła ta wykorzystywana była do rozruchu potężnych metalowych zębatek i ramion. Mechanizm genialne sprawdzał się w pojeździe, który poruszał się napędzany darmową energią. Gorzej niestety było w dni pochmurne, albo późnymi wieczorami, gdy słońce chowało się za chmurami, bądź horyzontem. Woźnicowie wówczas przełączali się na węgiel i parownik. Funkcjonalność takiego systemu była większa, ale cena już niekoniecznie korzystna dla klienta.
– Proszę, mości hrabio – Staśko zaprosił gestem ręki arystokratę do zajęcia miejsca na tylnym siedzeniu Solyatu. – Może uda nam się dostać do celu przed zachodem. Zrobię co w mojej mocy.
– Pod mój pałac na Franciszkańskiej, poproszę – zażyczył sobie hrabia, wygodnie rozpierając się na miejscu.
Staśko ucieszył się niezmiernie, gdyż odległość nie była duża i istniała szansa, że zdążą przed zmrokiem. Jednak wtedy woźnica będzie musiał rozgrzewać parownik po ciemku, a bardzo tego nie lubił. Czegóż nie robi się jednak dla szlachty?
Jechali spokojnie, nie odzywając się do siebie i nasłuchując dźwięków pracy potężnych wałów i łożysk. Ściemniało się i po drganiach silników Staśko wyczuwał, że mocy jest coraz mniej. Na szczęście skręcili w lewo, zjeżdżając z ulicy Słowackiego, gdzie została im ostatnia prosta do celu.
Solyat zatrzymał się. Potężne maszyny ucichły.
– Ile należy się za tę przyjemność? – spytał hrabia, sięgając za pazuchę po portfel.
– Dwadzieścia zlotych, poproszę – odpowiedział Staśko.
Hrabia z trudem próbował wyciągnąć z małego portfela banknot grubymi paluchami. Gdy to się udało podał woźnicy. Otworzył drzwi i powoli wygramolił się
z pojazdu.
Staśko wziąwszy banknot, zaczął go rozprasowywać palcami, by włożyć go do kasetki. Spostrzegł nagle, że hrabia podał mu przez omyłkę dwa banknoty zamiast jednego. Pechowo skleiły się one ze sobą, a arystokrata musiał nie wyczuć, że zapłacił podwójnie. Woźnica świadomy ubogości klienta, a także wysokiej ceny przejazdu (20 zlotych to bardzo dużo) od razu zrozumiał, że hrabiego nie było stać na tak ogromny napiwek i musiał się pomylić. Uniósł oba banknoty do góry.
– Przepraszam, pan hrabia się pomylił – powiedział głośno, oddając jeden.
Woźnica dostrzegł w oku arystokraty świadomość popełnienia błędu. Potem jednak hrabia przeniósł wzrok na niego. Wtedy Staśko zobaczył w oczach ubogiego szlachcica coś jeszcze. Coś czego nie widział nigdy u nikogo. Nawet wśród przedstawicieli najbogatszej kasty rządzącej. Hrabia wyszedł z pojazdu nie przyjąwszy zwrotu pieniędzy i rzucił jedno zdanie na pożegnanie.
– Pan hrabia, panie kolego, się nigdy nie myli…
Hmmm. To właściwie scenka, z której niewiele wynika. Ot, czytelnik zapoznał się z wynalazkiem, ale fabuła go nie powaliła.
Bardzo dużo zbędnych enterów.
Promienie słońca. powodujące przepływ elektronów w przeciwnie spolaryzowanych nośnikach, powodowały ruch elektronów
Powtórzenie i zbędna kropka.
Mechanizm genialne sprawdzał się
Mechanizm był genialny czy genialnie się sprawdzał?
Babska logika rządzi!
Wtrącę swoje trzy grosze. Czyta się fatalnie przez przez brak porządnego sformatowania (jak wspomniała Finkla – zbyt dużo enterów).
I jak dla mnie zbyt dziwny jest miks – przeplatanie słownictwa i wyrażeń stylizowanych na wieki minione z – może już nie futurystycznymi, bo energia solarna to obecnie codzienność, ale współcześnie technicznymi pojęciami. I to zmieszanie energii słońca z używaniem węgla – energię z solarów można zmagazynować w bateriach i przy braku słońca z tej energii korzystać. Osobiście w takiej postaci nie umiem tego zaakceptować – gdyby w tekście pojawił się rozsądny powód takiego miksu, to może inaczej bym to odbierała. A tak – brak mi tu logiki.
Spróbuj to poprawić, przeredagować, popracuj jeszcze.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Steampunk w polskich realiach? Czemu nie. Tekst sprawia wrażenie wyrwanego z większego kontekstu, przez co satysfakcja z czytania staje się ciut mniejsza (bo chciałoby się więcej, a tu tylko fragment). Jak dla mnie – idziesz w dobrym kierunku, ale o gustach podobno się nie dyskutuje. Pewnie zaraz ktoś napisze, że tekst jest do d… – i mina Ci zrzednie. Ale ja to kupuję, bo zwyczajnie lubię takie klimaty. Mało na tym portalu porządnego steampunku ; ) Pzdr.
...always look on the bright side of life ; )
Najpierw baty – poza enterami natknęłam się jeszcze na zbędną kropkę i brak spcji przed myślnikiem (czy półpałzą czy innym dziwadełkiem). Wyczyść tekst z takich smieci, bo niepotrzebnie psujesz sobie PR :)
Szlacheckie korzenie arystokraty – masło maślane jak dla mnie.
Promienie słońca. powodujące przepływ – tu masz tę niesforną kropkę
Poza tym niektórym zdaniom zmieniłabym szyk, żeby były czytelniejsze.
Co do stylizacji – ja wiem, jakie to trudne. Czy tu jest uzasadnione? Może nie w każdym przypdaku, bo w tej chwili masz taki trochę miks, niespójność. Coś tu nie gra.
A teraz miodek. Krótki obrazek, ale bardzo barwny, działający na wyobraźnię. No i jest to historia z morałem, choć nie podanym łopatą. Szybka myśl o honorze, dumie, uczciwości i zapłacie za nią.
Bardzo to sympatyczne. Pracuj nad warsztatem i dawaj coś dłuższego. No chyba, że juz dałeś, Anonimie :)
https://www.martakrajewska.eu
jacku – też napisałam ostatnio steampunk w polskich realiach, na konkurs do antologii Wolsung. Było to na tyle przyjemne, że rozważam więcej historii w takim klimacie. A zawsze myślałam, że to nie moja bajka :)
Offtop mode: OFF
https://www.martakrajewska.eu
O, fajnie. Jak by co – z chęcią poczytam. Steampunk po polsku zawsze jest przyjemny, co Wolsung udowodnił z dużym naddatkiem. Pozdrowienia dla wszystkich wielbicieli pary i maszyny różnicowej ; )
...always look on the bright side of life ; )
Cześć! Na wstępie dziękuję wszystkim za konstruktywne komentarze.
Promienie słońca. powodujące przepływ elektronów w przeciwnie spolaryzowanych nośnikach, powodowały ruch elektronów
Powtórzenie i zbędna kropka.
No chodziło mi, że mechanizm się genialnie sprawdza, nie wiem czy jest genialny.
Mechanizm genialne sprawdzał się
Mechanizm był genialny czy genialnie się sprawdzał?
Śniąca, generalnie miał to być miks steampunkowy. Czasy przeszłe z dawnym językiem i imionami, ale wyposażony w technologię “nowoczesną”, która w tych czasach nie istniała, a dziś istnieje, ale troszkę inaczej wygląda. Taka moja (niemoja) wariacja. W moim świecie, w tym opowiadaniu, nie istnieje takie coś jak bateria słoneczna. Tak sobie to wymyśliłam. Nie ma baterii, nie ma nowoczesnych urządzeń i stąd mój szalony pomysł, że takie coś funkcjonuje. Dlaczego tak? Pojazdy nawet dziś nie są wstanie działać tylko na energii elektrycznej bez dodatkowego źródła. Silnik spalinowy w moim świecie nie istnieje. Jest tam po prostu silnik parowy wykorzystujący spalanie węgla? Chcesz debatować czy to ma sens? No w tym opowiadaniu ma, pewnie gdybym chciała zbudować takie coś to nie.
Jacku, dziękuję :) Niestety muszę przyznać, że nie jest to wyrwane z kontekstu. Wymyśliłam historyjkę z morałem, rano idąc po ulicy. Gdy jadłam obiad wymyśliłam jakiś steampunkowy świat, a wieczorem napisałam i dodałam tutaj.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za te konstruktywne komentarze :). Mam kolejne pomysły na steampunkowe shorty, a jeśli będę wiedzieć, że moje rzeczy podobają się z pewnością napiszę coś dłuższego.
Dawaj więcej. Zobaczymy, czy rzeczywiście jesteś taka szybka w pisaniu ; )
...always look on the bright side of life ; )
Nie chcę być szybka, tylko dobra :)
“Promienie słońca. powodujące przepływ elektronów w przeciwnie spolaryzowanych nośnikach, powodowały ruch elektronów…” – jak już wspomniała Finkla, paskudnie powtarzasz, że słońce powoduje przepływ i jednocześnie ruch elektronów…
O formatowaniu też wspomniano, niestety pozostawia do życzenia.
“Uniósł oba banknoty do góry.“ – jestem zagorzałą przeciwniczką “unoszenia do góry”, bo uważam to za masło maślane.
Poza tym troszkę mnie drażniła stylizacja, tekst czytało mi się dość trudno. A i pointa mnie nie przekonała. Chociaż troszkę mi się szkoda pana hrabiego zrobiło…
"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr
Przeczytałem z uśmiechem, ale za godzinę zapomnę. Pozdrawiam.
Formatowanie już w porządku.
Szkoda, że tylko scenka, bo w tych klimatach bym się odnalazł :)
zgrabnie grabiąc
To brzmi dosyć śmiesznie :)
Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)
Domyślam się, że tekścik jest pretekstem do zaprezentowania dowcipu. Niestety, dowcip nie rozbawił, a tekścik pozostawia bardzo wiele do życzenia. :-(
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.