- Opowiadanie: Jas - Spotkałem smoka

Spotkałem smoka




 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla, PsychoFish, ocha

Oceny

Spotkałem smoka

Wiedziałem, że smoki nie istnieją, dlatego mocno się zdziwiłem, kiedy mi powiedział, kim jest. Nie! Nie uwierzyłem mu od razu – zresztą, kto by uwierzył w coś tak niewiarygodnego?

Spotkałem go na przystanku. Dzień chylił się ku zachodowi, robiło się już ciemnawo i wiał lekki, chłodny wietrzyk, a ja dopiero wracałem do domu po robocie. Mógłbym powiedzieć, że zasiedziałem się w pracy, ale to by nie było w porządku. Skoro zdecydowałem się opowiedzieć jak było… to muszę się przyznać. Po drodze zahaczyłem o znajomą knajpkę i wychyliłem w samotności kilka głębszych… na frasunek i dlatego, że… nie mogłem się temu oprzeć.

Moja ślubna nie miała pojęcia, że od kilku tygodni byłem bez stałej pracy. Choć, kto ją tam wie? – Kobiety mają jakiś nieziemski instynkt. Może coś podejrzewała? W każdym razie nie dała nic po sobie poznać. A ja… kogo, jak kogo, lecz jej nie potrafiłbym okłamać. Z drugiej strony, nie było się czym chwalić. Dlatego wolałem żonie nie wspominać, że straciłem posadę. Na swój sposób nadal ją kochałem, ale dawno już oddaliliśmy się od siebie. Ja miałem swoje życie, a ona swoje problemy. Jako kobieta miała ich aż zanadto, uznałem więc, że nie ma sensu dokładać jej moich.

By diabłu nie dawać pretekstu do wzniecenia małżeńskich waśni, każdego ranka wychodziłem z domu i zawsze późnym popołudniem, o tej samej porze wracałem. Imałem się różnych dorywczych zajęć. Nie było mi łatwo, ale stałem się panem własnego czasu. Pracowałem, kiedy chciałem i robiłem… no może nie to, na co miałem ochotę, ale przynajmniej to, na co się godziłem.

Zawsze uważałem, że należy dbać o swoją godność. Trzeba w coś wierzyć, kogoś kochać, mieć swoje ideały i wytyczyć sobie pewne granice, których się nie przekroczy za żadne skarby świata. Człowieka określają zasady, do których zawsze się stosuje. Uznaję na przykład taką nienaruszalną, że kiedy siadam za kierownicą, to nie piję, a jak zaczynam pić, to nie siadam. Piłem więc na stojąco… nie upijałem się nigdy, żeby nie upaść na podłogę, a do roboty zazwyczaj jeździłem autobusem.

Tak było również tamtego dnia, który odmienił moje życie.

 

*

 

Wyglądał na zwyczajnego gościa. Rosły, dobrze zbudowany, zadbany, ale zanadto nie rzucał się w oczy. Zwróciłem na niego uwagę, bo na przystanku oprócz nas nie było nikogo innego. Jakiś czas mnie obserwował, potem jakby się przełamał i podszedł.

– My się nie znamy – odezwał się. – Jestem smok.

– To ksywa czy nazwisko? – Spytałem.

– Ani jedno, ani drugie. Po prostu jestem smokiem.

Ten absurdalny żart trochę mnie rozbawił.

– Facet! Nie rób sobie jaj! – Zdobyłem się na grzeczność. – Aż tyle dzisiaj nie wypiłem.

– Nie wierzysz mi? – Zbliżył się do kosza i strzyknął śliną przez zęby. Śmieci momentalnie się zapaliły. Od razu też zrobiło się cieplej. Przyznaję, że mi tym zaimponował, ale kiedy w moich oczach pojawiły się łzy, a gęsty, duszący dym zaczął drażnić gardło, zmieniłem zdanie. Pojąłem, że to tylko, wprawdzie efektowna, lecz w istocie mało zabawna sztuczka. Zszedłem dymowi z drogi i przystanąłem po drugiej stronie kosza. Było nieco chłodniej, ale dało się oddychać. Po chwili znów się przyplątał.

– Po coś to zapalił? – spytałem z pretensją.

– Żeby cię przekonać, że mówię serio.

– O! To byś musiał się dużo bardziej postarać. – Pomyślałem sobie, że skoro on ciągnie te wygłupy, to ja się też trochę zabawię jego kosztem.

– Jak bardzo? – Zainteresował się. – Co by cię przekonało?

– No, nie wiem. Może gdybyś zapalił coś znacznie większego?

Spojrzał na stojący po drugiej stronie ulicy dom.

– Czy może być ta chata? – spytał zupełnie poważnie.

„Skurczysyn!” – Pomyślałem. – „Blefuje jak stary pokerzysta”.

Spojrzałem w jego pozbawione wszelkich emocji oczy. Do umysłu wdarła mi się lekka niepewność. – „A jeśli nie blefuje i faktycznie spali komuś dom? Teraz tylu świrów kręci się po świecie”.

– Wystarczy ten wiatraczek stojący przed domem. – Postanowiłem zalicytować ostrożniej. Mogłem oczywiście spasować i przerwać tę głupią wymianę zdań, lecz nie chciałem tracić twarzy. Byłem też ciekaw, jak z tego wybrnie.

– Jeśli to cię przekona? – Plunął w stronę wiatraczka i ten od razu zajął się ogniem. Przez moment łudziłem się, że to tylko przywidzenie, ale kiedy zobaczyłem, że z okna domu wychyla się jakaś kobieta miotając przekleństwa na podpalaczy, to uwierzyłem. Jeszcze nie w fakt, iż mam do czynienia ze smokiem, lecz w to, że mój rozmówca nie jest zwyczajną ludzką istotą. Człowiek na pewno nie byłby zdolny do tego, by aż tak daleko i celnie plunąć. Gdy sobie to uświadomiłem, mój niepokój jeszcze bardziej wzrósł, jednak próbowałem udawać, że to, czego przed chwilą byłem świadkiem, zupełnie mnie nie obeszło.

– Jak to zrobiłeś? – Spytałem niby zaciekawiony.

– Zwyczajnie. – Wzruszył beznamiętnie ramionami. – Każdy z nas ćwiczy tę umiejętność od smoczęcych lat.

– Posłuchaj, gościu – tym razem nieco się wzbudziłem – nie rób ze mnie wariata! Czego ode mnie chcesz? Jeśli kasy, to źle trafiłeś. Jestem goły jak indyk na Święcie Dziękczynienia. Idź lepiej swoją drogą, a mnie pozwól spokojnie czekać na podwózkę.

– Moją drogą jest właśnie rozmowa z tobą, a co do autobusu, to dzisiaj wypada z kursu.

Zerknąłem na zegarek, rzeczywiście już powinien być. Popatrzyłem w stronę, skąd miał nadjechać i po krótkiej chwili dostrzegłem w oddali charakterystyczne światełka.

– To ciekawe, co mówisz, bo akurat nadjeżdża. – Uśmiechnąłem się tryumfująco.

– Czyżby? – rzucił lakonicznie i nawet nie spojrzał w jego stronę.

Ja ponownie spojrzałem i nagle dotarło do mnie, że pojazd się nie przybliża, a do zwykłych świateł dołączyły awaryjne. Z nadzieją w sercu odczekałem jeszcze parę minut, jednak nie ruszył z miejsca. Kiedy dotarło do mnie, że na komunikację nie ma co liczyć, pojawiły się pierwsze symptomy paniki. Włosy delikatnie zaczęły mi się prostować, a po plecach chodzić mrówki. Na dodatek umysł automatycznie przeszedł do trybu „turbo” i ogłosił dla organizmu pełną gotowość bojową. Zaczęło się odliczanie i w chwili, kiedy już miał zostać wydany rozkaz – „uciekaj”, mój rozmówca znowu się odezwał.

– Spokojnie! – Jakby czytał w moich myślach. – Chcę tylko porozmawiać i ewentualnie do czegoś cię namówić. Nic ci nie grozi.

Niestety, włosy zdążyły się już wyprostować. Jednak mrówki stanęły jak na komendę, natomiast stan gotowości obniżył się co najmniej o jedno oczko. Drżącym głosem przeszedłem do pertraktacji.

– Jeśli chcesz mi coś wtrynić, to już mówiłem, że nie mam forsy.

– Bez obawy, wszystko ci wytłumaczę, ale nie tutaj. To nie potrwa długo.

– A jeśli się nie zgodzę?

– Uwierz przyjacielu, to jedyna opcja.

 

*

Sam nie wiem, jak znaleźliśmy się na leśnej polanie. Płonęło spore ognisko, a dookoła panowała prawie nieprzenikniona ciemność. Na tle granatowego nieba kołysały się jeszcze ciemniejsze kontury drzew. Siedzieliśmy przy ogniu, każdy na osobnym pieńku. Dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie bez słowa, aż w końcu przemówił.

– Widzę, że już wróciły ci zmysły i możemy przegadać.

– Gdzie jesteśmy? Jak się tu znalazłem? – spytałem zdezorientowany.

– W lesie przy ognisku. A jak?… Czy to ważne?

– Chciałbym zwyczajnie… wiedzieć.

– Przecież nawet, jeśli ci powiem, to nie uwierzysz.

– O to się nie kłopocz, po prostu powiedz.

– Skoro przy tym obstajesz?… Teleportowaliśmy się.

– Ha! Ha! Daruj sobie! – Roześmiałem się. – Też sobie wymyśliłeś.

Przyłączył się do mojego śmiechu, ale jego śmiech brzmiał szczerzej niż mój, a ja nie wiedziałem, czy rechocze ze mnie, czy ze swojego głupiego żartu. Po chwili spoważniał.

– Sam powiedz, co mam jeszcze zrobić, abyś mi wierzył? Spalić ten cały las, czy może przemienić się w jakieś monstrum? Czy myślisz, że gdybyś nagle zobaczył przed sobą dwudziestotonową bestię, to łatwiej by nam się rozmawiało?

Nie wiedziałem, co mu na to odpowiedzieć. Gdyby dał jakiś zwalający z nóg pokaz, że faktycznie jest smokiem, to może bym mu uwierzył. Jednak, nie miałem pewności, jak mój umysł zareagowałby na tak niesamowite i przerażające przedstawienie. Nie, żebym się bał, ale po co ryzykować, jeśli nie ma takiej potrzeby.

– No dobra – odpowiedziałem – wierzę ci, ale ty też zrozum, że musi upłynąć trochę czasu, abym komuś, kogo poznałem zaledwie przed momentem, całkowicie zaufał – zwłaszcza, że okoliczności naszego spotkania są co najmniej dziwne.

– To już coś. Może na początek wystarczy i w końcu ruszymy z miejsca.

– Znowu mamy gdzieś iść?

– Zostaniemy tutaj. Grzej się w cieple ogniska i spokojnie posłuchaj, bo parę spraw muszę ci najpierw wyjaśnić.

 

*

Usłyszałem tak nieprawdopodobne rzeczy, że jeszcze dzisiaj czuję się nieswojo, kiedy o tym opowiadam. Zadaję sobie pytanie, w jaki sposób w realnym świecie mogło się wydarzyć coś tak fantastycznego. Kiedy nachodzą mnie wątpliwości, wracam w myślach do tamtego dnia. Usiłuję sobie przypomnieć, ile wtedy wlałem w siebie gorzałki i próbuję rozważyć, czy to mogło mi w jakiś sposób zaburzyć postrzeganie rzeczywistości. Niestety, z tego dnia pamiętam wyraźnie jedynie to, co działo się na przystanku, a potem na polanie przy ognisku.

Siedział naprzeciwko mnie i opowiadał:

– Wbrew pozorom, smoki nie różnią się tak bardzo od ludzi. W każdym człowieku jest coś ze smoka, a w smoku z człowieka. Kiedyś ludzi na świecie było mniej, ale prawie każdy wierzył w magię i nosił ją w sobie. Musisz wiedzieć, że jest nam ona niezbędna do życia, więc smokom żyło się wtedy zupełnie znośnie. Mogły przybierać dowolną postać, choć najczęściej rozpoznawane i pamiętane były w tej, która budziła grozę i szacunek wśród ludzkich istot. Fakt, niektóre bywały czasem gwałtowne oraz bezmyślne w swym okrucieństwie i żądzy niszczenia. Ale czyż niektórzy ludzie nie postępują podobnie?

Potem świat się zmienił i ludzie się zmienili. Poznali swojego Boga, łącząc z nim najgłębsze pokłady swoich fantazji, dążeń oraz uczuć. Miłość, zaufanie, bezinteresowność, nadzieja i wiara – to niesamowita moc oraz w czystej postaci magia. Najlepsza, jaka może istnieć. To był dla smoków złoty wiek, gdyż wtedy na świecie dobro rozrastało się w niesamowitym tempie, co nam bardzo odpowiadało. Wystarczyło tylko nie wchodzić ludziom w drogę, zaś przybierając postać ludzką, można było spokojnie bytować pośród was.

Potem świat stał się jeszcze inny, bo ludzie znowu się zmienili. Zbytnio uwierzyli w swoje możliwości, wyzbyli się wyższych uczuć, stali się żądni władzy, a przez to wszystko niebezpieczni. Dla nas, a także dla siebie. Przestali ufać Bogu oraz sobie nawzajem. Pyszni, podejrzliwi, nastawieni na pomnażanie materialnego dobytku zagubili w codziennej walce czar bycia człowiekiem. Najgorsze jest to, że ta erozja dobra nieustannie postępuje.

W efekcie na ziemi pozostało już niewiele smoków. Prawda jest taka, że wymieramy, bo tandetna iluzja wyparła z życia prawdziwą magię. Jak wspominałem, my nią żyjemy, ale nie potrafimy jej tworzyć. Aby przetrwać musimy ją obudzić w ludziach, takich jak ty.

– To nie możecie obudzić tej magii we wszystkich?

– Niestety, przemiana ludzkich serc zaszła za daleko. Obecnie już nie wszyscy się do tego nadają. Z wieloma jest tak, jak z siewem zboża na pustyni – szkoda zachodu i ziarna, bo nawet ptaki się nim nie pożywią. Dlatego przybraliśmy ludzką postać i rozeszliśmy się po świecie, by szukać tych, co dają choć cień nadziei na rozwój zaszczepionego im zaczynu magii.

– A ja się niby nadaję?

– Mam taką nadzieję.

– Fajnie to wszystko brzmi, ale nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa. W jaki sposób zaszczepiacie ludziom ten… ”zaczyn magii”?

– Metoda jest prosta i bezbolesna, a właściwie nawet dla wielu dość przyjemna. W każdym razie przeżycie jest niezapomniane, chyba że komuś nie zależy, by pamiętać. Czasem tak jest nawet lepiej… Co do sposobu, wystarczy wypić łyk magicznego eliksiru, który udało nam się sporządzić. Nikogo nie przymuszamy, bo wtedy niestety mikstura nie działa.

– Czyli, mogę się nie zgodzić?

– Możesz, ale sprawiłbyś mi wielki zawód. No i przeszłaby ci koło nosa nagroda… bogactwo.

– Bogactwo? Nie mówiłeś o tym wcześniej.

– Cały czas o tym mówię, tylko do ciebie to nie dociera. Twoje życie przeważnie kręci się wokół kasy, a mimo tego klepiesz biedę. Nie wyglądasz też na zbyt szczęśliwego. Co ciekawsze, ci, którzy pławią się w złocie i mamonie – też zazwyczaj nie są zadowoleni z życia, bo prawdziwe szczęście rodzi się z darów składanych innym… albo od nich otrzymanych. Umiejętność obdarowywania, to jest prawdziwy skarb. Przez niewłaściwe jego pojmowanie zginęło już wielu ludzi i zbyt wiele smoków. Ja proponuję ci rzeczywiste bogactwo – takie, które potrafi uszczęśliwiać. Jeśli się zgodzisz, to zrozumiesz.

 

*

 

Pomyślałem o swoim życiu. Ciężka, codzienna orka, a szczęścia, czy choćby zwykłej radości, jak na lekarstwo. Co miałem do stracenia? Zgodziłem się.

Wyjął z kieszeni małą buteleczkę, odkorkował i podał mi przypominając – tylko jeden łyk.

Wziąłem i ostrożnie powąchałem – pachniało cudownie. Wydawało mi się, że już kiedyś musiałem coś podobnego próbować. Przystawiłem do ust i pociągnąłem, dokładnie jak mówił – jeden łyk.

Nie wiem, po co mi o tym przypominał, bo więcej w buteleczce i tak nie było, ale muszę przyznać, że smakowało nie gorzej niż pachniało. Lekko szczypało w język, gładko spłynęło gardłem i momentalnie rozlało się ciepłem po całym ciele. Poczułem się jak młody bóg. Wyostrzył mi się wzrok, rozjaśnił umysł i miałem wrażenie, że uśmiecham się całym sobą. Smok gdzieś zniknął, a na ciemnym niebie zobaczyłem tysiące migocących gwiazd. Nigdy nie widziałem, by potrafiły świecić w tylu różnych kolorach. Na skraju nieba pojawił się też wielki, pomarańczowy księżyc, przez co na polanie zrobiło się wprost bajkowo. Kiedy spojrzałem na ognisko zobaczyłem, że po drugiej stronie płomieni pojawiło się coś nowego. Stał tam i wpatrywał się we mnie fantastyczny stwór przypominający smoka, takiego jakie znałem z czytanych w dzieciństwie baśni. Prawie dokładnie tak wyglądałby smok, gdybym miał go sobie w tej chwili wyobrazić. Tajemniczy, niesamowity, budzący swym ogromem postrach. Ale we wpatrujących się we mnie przez płomienie ogniska oczach nie dostrzegałem niczego, co mogłoby przerażać, czy choćby tylko wywołać we mnie wrażenie strachu. Raczej łagodne zadowolenie i ulgę.

Mrugnął do mnie okiem, po smoczemu się uśmiechnął i jego obraz powoli rozpłynął się w otaczającej nas przestrzeni.

 

*

 

Ocknąłem się, kiedy podjeżdżał autobus. Rzeczywiście, rozmowa nie trwała długo – raptem jakieś pół godziny, lecz nie mam pojęcia w jaki sposób ponownie znalazłem się na przystanku. Niech mu będzie, że kolejny raz mnie teleportował. Nadal w coś takiego nie wierzę, jednak to wytłumaczenie brzmi chyba dość mądrze, bo choć nikt z czymś takim się nie spotkał, to prawie każdy o tym słyszał. Kiedy wróciłem do domu, żona nawet nie zauważyła, iż jest nieco później niż zwykle. Ale przy kolacji zwróciłem uwagę, że patrzy na mnie jakoś inaczej niż dotychczas, a kiedy cmoknąłem ją na dobranoc, pierwszy raz od wielu miesięcy nie unikała pocałunku. Zanim zasnąłem, długo się zastanawiałem, co ją odmieniło.

Rankiem, do roboty pojechałem samochodem. Nie uwierzycie, ale ludzie też się zmienili. Kiedy z uśmiechem pytałem o pracę, nie było z tym żadnego problemu. Każdy, do kogo bym się nie zwrócił, miał coś dla mnie. Tak było każdego następnego dnia. Po tygodniu uświadomiłem sobie, że ludzie są w stosunku do mnie inni, bo coś się zmieniło we mnie. Czy to miała być ta nagroda, o której mówił na polanie mój towarzysz?

Czułem się, jak młodsza i doskonalsza wersja samego siebie. Robota paliła mi się w rękach, nabrałem wigoru, stałem się bardziej otwarty oraz pewny siebie. Potrafiłem rozmawiać z ludźmi, których wcześniej nie dostrzegałem oraz dostrzegać rzeczy, na które dawniej nie zwróciłbym uwagi. Ludzie garnęli się do mnie twierdząc, że emanuje ode mnie jakieś szczególne ciepło. Faktycznie, w relacjach z innymi umiałem być delikatny, czuły i serdeczny, co powodowało, że zyskiwałem nowych przyjaciół. Ale czasem budziła się we mnie bestia. Jak zauważyłem, mojej żonie wyraźnie przypadło to do gustu. Ona też bardzo się zmieniła – jakby odmłodniała oraz wypiękniała. Na jej ustach częściej gościł uśmiech i ciągle patrzyła na mnie tak, jak na początku naszej znajomości, kiedy byliśmy w sobie bezgranicznie zakochani. Możecie sobie mówić, że to tylko chemia, ale ja wiem, co naprawdę wtedy czuliśmy do siebie. Teraz oglądałem w jej oczach znów te same ogniki szczęścia.

Zrozumiałem też, że alkohol to rzeczywiście nic dobrego. Zwłaszcza, iż po spożyciu nawet niewielkiej jego ilości czułem się tak, jakby wypalało mi trzewia. Rzuciłem więc picie w cholerę. Polubiłem za to palenie. Nie jakieś tam kopcące kubańskie cygara, czy fajki z przemytu. Mówię o prawdziwych płomieniach, ogrzewających ciało i kojących swymi pląsami duszę. Tę moją smykałkę do ognia szybko zauważyli inni, również włodarze miasta. Zapalałem więc ogniska na festynach i puszczałem w święta najpiękniejsze fajerwerki, a na piecach oraz kominach znałem się jak nikt.

W niedługim czasie otrzymałem stałą posadę. Zostałem szefem największej w mieście kotłowni. Wygląda na to, iż smok nie żartował wspominając o bogactwie. Nawet nie życzyłbym sobie innego. Czasem wracam myślami do spędzonych z nim chwil. Wtedy próbuję się podzielić tymi wspomnieniami z bliskimi, ale nikt tej opowieści nie traktuje poważnie. W to, że spotkałem smoka – nie uwierzyła mi nawet żona, mimo iż na głowie noszę dowód tej przygody w postaci prostych włosów. Momentami ten brak wiary mocno mi doskwiera, zwłaszcza, gdy sobie przypomnę, że on to przewidział.

 

– Jeśli chcesz, – odezwał się w pewnym momencie – mogę sprawić, że zapomnisz o wszystkim, czego tu jesteś świadkiem.

Nie chciałem.

Potem zaproponował jeszcze inne rozwiązanie, które miało sprawić, że przynajmniej niektórzy by mi uwierzyli. Gdybym się na nie zgodził, to teraz opowiadałbym wam, że tego pamiętnego dnia porwało mnie UFO.

 

Koniec

Komentarze

Drogi Jasie, napisałeś całkiem sympatyczną opowiastkę. Może trochę za bardzo ten morał w oczy kłuje, ale generalnie czytało się miło do obiadu ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki ci joseheimie za dobre słowo.

Pozdrawiam.

Zgodzę się z Joseheim – miło i sympatycznie, ale odrobinkę zbyt moralizatorsko.

Językowo też bardzo dobrze – zauważyłam tylko jeden zbędny przecinek.

Babska logika rządzi!

Dzięki za łagodne potraktowanie mojego opowiadania.  Cieszy mnie, że czytało się miło i sympatycznie. Co do moralizatorstwa – niestety, nie miałem na to wpływu. To smok się tak wymądrzał.

Pozdrawiam

Czyta się nawet nieźle, choć smok, faktycznie, za bardzo się wymądrza;)

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Tak się teraz zastanawiam nad tym wymądrzaniem smoków.

 Może akurat smoki tak mają, że przed innymi się wymądrzają?

Czy to jest dobrze, czy może źle? Mnie nie wypada wymądrzać się.

 A gdyby tak się na mnie potem taki smok obraził?

 

Dzięki serdeczne za przeczytanie i uwagi.

Pozdrawiam.

Początek na przystanku wzbudził moje zainteresowanie. Pogawędka przy ognisku moralizatorska, ale chyba o to właśnie chodziło, by za pośrednictwem tego tekstu przekazać pewne ideały. Ogólnie wyszło Ci przyjemne, ciepłe opowiadanko niepozbawione nuty refleksji. 

 

Pozdrawiam. 

Dzięki za komentarz. Zawsze miło człowiekowi usłyszeć, albo przeczytać, że jego tekst przyjemnie się komuś czytało.  A nuta refleksji? Myślę, że to jest chyba akurat dokładnie tyle, ile powinno znaleźć się w każdym opowiadaniu, jeśli pisanie ma mieć jakikolwiek sens.

Również pozdrawiam. 

Ciepła, miła i nieco moralizatorska – ale tak nienachalnie – przypowiastka o tym, że rzeczy naprawde ważne zbyt łatwo gubimy. Odrobinę refleksyjna, ciut bajkowa i… W sam raz na wieczór. :-)

 

Dzięki!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Co Wy z tym moralizatorstwem? ;) Taki bajkowy tekst (chociaż z elementami bajki dla dorosłych) to i morały musiały być.

Miłą chwilę spędziłam przy tym tekście – ładny, nastrojowy, uroczy.

Dzięki wszystkim za miłe slowa. Jeśli  ta opowiastka skłoniła kogoś do odrobiny refleksji, lub wywołała czyjś spontaniczny uśmiech, to znaczy, że opłacało się pisać. A w takim razie jeszcze wstrzymam się z malowaniem, choć zainwestowałem już w pędzle i farby.

Serdecznie wszystkich pozdrawiam.

Nowa Fantastyka