- Opowiadanie: gabrysiawolynko - Idealne warunki dla wampira

Idealne warunki dla wampira

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Idealne warunki dla wampira

Idealne warunki dla wampira

Jest około trzeciej nad ranem. W małej mieścinie prawie wszyscy śpią. Można by uznać, że nie ma tam żywej duszy. Lecz jeszcze w jednej gospodzie pali się światło i słychać głosy. Miejsce te nie cieszy się dobrą sławą. Mieszkańcy uważają, że kręcą się tam podejrzane typy. I jest to prawdą. W wioskach takich jak Crosmit rzadko spotyka się podczas dnia czarownice, wilkołaki, wampiry, duch i inne tego typu stwory.

W gospodzie trwa ożywiona rozmowa. Między wilkołakami i wampirami często wynikały nieporozumienia, jednak tym razem kłóciły się wszystkie istoty. O co? O… smoka. Daleko na północy w krainie Serch ta niebezpieczna istota pustoszy miasta i atakuje wszystkie stworzenia. Władca tamtego rejonu, Miguel, prosi o pomoc w zgładzeniu go. Wielu jego żołnierzy już poległo w tej nierównej bitwie. Za zabicie smoka wyznaczył wysoką nagrodę. Tysiąc złotych monet, w tych ubogich czasach było nie lada majątkiem. Wiele stworzeń dałoby się pokroić dla tylu pieniędzy. Może na tym polegała misja? Pokonanie smoka było wielkim, prawie nieosiągalnym wyczynem.

Warto czy nie warto? Wszyscy dyskutowali, porównywali się ze sobą i mówili, że oni pokonają smoka. Lecz szanse były marne. Co może taki jeden wilkołak w porównaniu do smoka?

Całej tej dyskusji przyglądał się mężczyzna siedzący w kącie gospody. Był cały ubrany na czarno. Jego głowę przykrywał kaptur. Spod niego widać było tylko bladą skórę i świecące czerwone oczy. Z pewnością był to wampir. Istoty te dzieliły się na dwie grupy: kłótliwe i bardzo rozmowne oraz tajemnicze i zamknięte w sobie, ale zdecydowanie bardziej niebezpieczne. Nasz bohater zaliczał się do tej drugiej grupy. W tych okolicach słynął ze swojej przenikliwości i sprytu. Nazywał się Astrop. Był tajnym żołnierzem w armii królowej Wery z krainy Wiecznej. Do takich służb rzadko przyjmowano nadludzkie istoty, lecz był on wielce zdolny i zaprawiony w boju. Jednak nastał czas pokoju i został zwolniony ze służby.

Tego nocy pił plazmę z krwi owcy (nie zarabiał za dużo) i z zaciekawieniem słuchał rozmów.

– Ja bym małym paluszkiem pokonał to monstrum – przechwalał się cyklop.

– Ta na pewno – mówił elf – ty nawet muchy nie skrzywdzisz.

– Tak myślisz elfiku? – odparł cyklop. – A może ty jesteś lepszy?

Wszyscy zachichotali. Wówczas elf rzucił się niespodziewanie na cyklopa. Inni okrążyli ich i przyglądali się walce. Na szczęście pewien czarodziej wylał na awanturników magiczny płyn, przez który znieruchomieli. Gdyby nie jego interwencja zapewne lista klientów zmniejszyłaby się o jednego cyklopa. Pozostali z rezygnacją poszli się czegoś napić.

Czarodziej podszedł do wampira, usiadł obok niego i gestem poprosił barmana o Wiski.

– Już myślałem, że się nie zjawisz – powiedział Astrop. – Zawsze masz dobre wejście.

– Nie powinienem marnować eliksiru – odpowiedział czarodziej – ale to chyba było potrzebne. Cyklopy są na wyginięciu. To przydatne stworzenia, ale bardzo uparte i lekkomyślne.

– Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać w tym miejscu?

– Zapewne słyszałeś o bezimiennym smoku.

– Tak. Cała tawerna o tym mówi. Jednak niewiele rozumiem, gdyż istnieje wiele opisów tego potwora.

– Więc ja będę musiał ci wszystko opowiedzieć. Na północy osiedlił się pewien smok. Pochodzi on z gatunku Spiżowych. Ta rasa jest bardziej agresywna, przebiegła i chciwa niż inne. Do tej pory nie sprawiała kłopotów na naszych terenach, jednak to się zmieniło, gdy w ich krainie nastała epoka zimna. Są one ciepłolubne, więc od razu się stamtąd wyniosły. Teraz jeden z nich plądruje miasta i wsie zamieszkałe przez cyklopy – spojrzał na awanturników, którzy powoli odzyskiwali czucie w palcach. – Trzeba go powstrzymać zanim jednooki naród wygnie całkowicie. Nie żeby było mi ich żal, ale jak mówi przysłowie: Daj komuś palec, a odgryzie ci rękę, czy jakoś tak.

– Rozumiem, ale jak niby mam go pokonać? Ugryźć go w szyję? – zażartował wampir. – Chyba nie mam za wielkich szans.

– Jak to nie masz? Jesteś najlepszym wojownikiem, jakiego znam. Pamiętam, jak pokonałeś trzygłową hydrę!

– To była tylko mała hydra. Pokonanie smoka to już całkiem inna sprawa.

– Zrobisz, jak zechcesz, ale nie myśl, że nie wiem, że potrzebujesz pieniędzy – czrodziej spojrzał na szklankę wampira. – Doradzam ci, byś spróbował.

– No dobra, zobaczy się, ale nic nie obiecuję.

– Pamiętaj, nie robisz tego dla mnie, tylko dla siebie.

Z rana Astrop poszedł do wynajętego, ubogiego pokoju. Mimo latającej muchy i krzyków pijanych klientów, zasnął. O zachodzie słońca obudził się i spakował rzeczy. Zapłacił barmanowi za miejsce do spania i wyruszył. Jak zwykle ulice były puste. Było całkiem ciemno – idealne warunki dla wampira. Zgodnie z obietnicą czarodzieja na zewnątrz stał koń. Bohater włożył na niego swoje torby, wsiadł i ruszył. Z powodu braku słońca ciężko się połapać, gdzie jest północ. Po chwili namysłu wybrał odpowiedni kierunek.

Jechał tak kilka godzin, więc postanowił rozejrzeć się za miejscem, które ochroniłoby go przed słońcem. Jak wiadomo wampiry nie znoszą słońca. Rzuciła mu się w oczy mała jaskinia. Nie była luksusowa, lecz w tych okolicznościach nie miał wyboru. Zostawił konia na zewnątrz obok strumyka, zdjął bagaże i rozejrzał się po jaskini. Była ciemna i wilgotna, lecz nie było w niej nic poderzanego. Jednak coś niepokoiło wampira. Wziął miecz i zaczął wchodzić w głąb. Aż nagle poczuł ostrze miecza na swoim gardle. Powoli obejrzał się w bok i zobaczył postać w mroku.

– Cześć Astrop. Nie wiedziałem, że zagłębiasz się w te strony – powiedział głos.

– Siema stary, chyba już 200 lat cię nie widziałem, Flogan. Czy mógłbyś mi zdjąć z szyi ten miecz?

Flogan był wysokim i silnym mężczyzną. Można by go uznać za normalnego człowieka, gdyby nie jego wilcze owłosieni. Był wilkołakiem. Miał długie, brązowe włosy. Wyglądał i pachniał jakby nie mył się od tygodnia. Całkiem możliwe, że tak właśnie było. Miał na sobie podarte ubrania. Astrop nie był bogaty, ale miał chociaż umyte włosy i przyzwoity ubiór. Wampir zastanowił się skąd znajomy ma ten miecz, jednak wolał o to nie pytać.

– Oczywiście, to tylko ze względów bezpieczeństwa.

– Co robisz w tej norze? Teraz widzę, że nie tylko mi się nie układa. Jednak ja nie muszę mieszkać w jaskini. Chociaż dla wilkołaków to normalka.

– Nie mieszkam tu.

– To co tu robisz?

– Truco, czarodziej, który uczył nas w szkole, przysłał mi wiadomość, żebym przyszedł o trzeciej do pewnej gospody. Powiedział, że ma dla mnie misję. Chce żebym pokonał smoka. Mało prawdopodobne, ale nie odpowiada mi mieszkanie w tawernach. A zapłata jest dość spora.

– Chyba żartujesz. Wczoraj o trzeciej byłem umówiony z tym samym czarodziejem. Też chciałbym zabił smoka. Przypadek, nie sądzie.

– Ktoś to chyba zaplanował… Chyba naszym przeznaczeniem jest współpraca.

Wampir i wilkołak rozmawiali tak do południa, jednak poczuli zmęczenie i postanowili się zdrzemnąć. Ustalili, że lepiej będzie stawić czoło smokowi we dwoje. Zwiększyłoby to ich marne szanse na zwycięstwo. Czarodziej wręczył Floganowi mapę zawierającą wskazówki dotyczące ich podróży. Okazało się , że ich droga nie będzie usłana różami.

Gdy słońce miało się ku zachodowi postanowili wyruszyć. Przed jaskinią na Astropa czekał jego koń. Wampir przez chwile nad czymś myślał, aż w końcu się odezwał:

– Hm… a na czym ty pojedziesz?

Flogan zagwizdał i zza krzaków wyłonił się koń taki sam jak Astropa.

– Skądś go kojarzę – powiedział z ironią wampir spoglądając na swojego rumaka. – Zapewne prezent od czarodzieja?

– Strzeliłeś w dziesiątkę.

Obaj przestudiowali już wcześniej mapę, więc wiedzieli gdzie mają ruszyć. Droga była bardzo długa. Pierwszym niebezpiecznym miejscem był cmentarz. Budzi on grozę nawet za dnia, a co dopiero w nocy. Towarzysze szli tak wśród nagrobków w gotowości do ewentualnej walki. Wszędzie było słychać odgłosy przypominające szepty.

– Nie podoba mi się tutaj – zdradził Flogan. – Wynośmy się stąd jak najszybciej.

– Nie tak prędko. Na mapie jest napisane, że przy zabiciu smoka pomoże nam strzała leżąca w grobowcu założyciela tej wioski.

Wilkołak skiną głową. Gdy dotarli do grobowca wampir jęknął:

– Jak zwykle, czosnek. Co oni sobie myślą, że wyssam z ich trupów krew? Chyba musisz tam iść sam.

– A czy mam jakiś wybór? No dobra. Życz mi szczęścia.

I wszedł do grobowca, z trudem go otwierając. Astrop trzymał się z daleka patrząc z obrzydzeniem na czosnek. Nagle usłyszał krzyk wilkołaka. Jednak nie zbliżył się do wejścia. Kilka minut później Flogan wyszedł trzymając w strzałę.

– W środku był szkielet. Wydawało mi się, że jest żywy. Tak się przestraszyłem, że mój krzyk było pewnie słychać na całym cmentarzu.

– Myślałem, że już nie żyjesz. Twoje wrzaski mogły by obudzić zmarłego, więc się stąd jak najszybciej wynośmy.

Szybko pobiegli więc do bramy. Już byli blisko, gdy zdali sobie sprawę, że nie są sami. Za nimi biegło stado szkieletów. Siedzieli im na piętach. Jednak udało im się wyjść poza cmentarz.

– Zamykaj bramę! – krzykną wilkołak. – Są już blisko.

Bez zastanowienia zaczęli zamykać bramę. Była stara, metalowa, zardzewiała i ciężka. W ostatniej chwili udało im się zakończyć zadanie. Szkielety z hukiem walnęły w metal. Bohaterowie w zadyszce odbiegli na odpowiednią odległość.

– A jednak obudziłeś zmarłych – zaśmiał się Astrop.

– Jeżeli dobrze mi się wydawało, to oni śledzili nas od kiedy tam weszliśmy.

Konie, które nie chciały wejść na cmentarz, czekały na swoich właścicieli. Po kilku niekłopotliwych nocach wędrówki kompani dotarli do największej przeszkody – wielkiego jeziora Łzawego. Przejście przez wodę nie stanowiło by większej przeszkody, gdyby nie to iż w wodach tych czaił się Kraken. Stwór ten zaliczał się do bardzo niebezpieczny. Był w stanie zatopić statek, a w nim setki ludzi. Jego długie, obrzydliwie macki owijały i dusiły swoje bezbronne ofiary.

– Czy czarodziej zostawił na jakieś wskazówki jak przejść te jezioro? – spytał Astrop.

– Nie, pewnie liczył na naszą inwencje twórczą – zaśmiał się Flogan. – Może przepłyniemy jezioro łódką?

– Chyba żartujesz, Flogan. To nie jest jakaś rybka! To Kraken, gdy tylko wpłyniemy na tafle wody już nas dopadnie.

– A nie da się go jakoś okrążyć?

– Nadkładając jakieś kilkanaście dni drogi przez moczary.

– Czyli mamy dwie opcje pewnej śmierci – rzekł wilkołak. – Którą wybieramy?

– Niedługo nadejdzie dzień. Może pomyślimy nad tym w jakiejś jaskini?

Po długim namyśle doszli do wniosku, że większe szanse na przeżycie mają na bagnach. Gdy zapadł zmrok wyruszyli. Szli brzegiem jeziora kilka godzin, aż dotarli do rozciągającego się na wiele kilometrów lasu. Nie było widać jego końca. Wśród drzew był strumyk. Pływało w nim wiele ryb. Towarzysze lekko wahając się wjechali na swych koniach w las. Panował tam mrok. Można było dostrzec jedynie promienie księżyca przedzierające się przez rozległe korony drzew.

,,Idealne warunki dla wampira” – pomyślał Astrop.

– Zjadłbym coś – powiedział zmęczony długą podróżą Flogan. – Tam są ryby.

Po tych słowach wskoczył do strumyka. Z zwinnością wilkołaka schwytał jedną ofiarę. Niestety reszta ryb odpłynęła.

– Jaki połów – zaśmiał się wampir. – Chyba kolacja nie będzie obfita. Na szczęście mam jeszcze trochę swojego pożywienia.

– Więc zjem ją sam, ale rano. Teraz ruszajmy.

Przejście przez bagna nie było proste. Konie wystraszyły się ciemności, więc uciekły właścicielom. Od tamtego czasu podróż stała się jeszcze trudniejsza. Wiele razy musieli się cofać żeby znaleźć inną, lepszą drogę. Czasem nawet przechodzili po drzewach. Nie byli w stanie rozpoznać czy jest noc, czy dzień. Postanowili zatrzymać się i zjeść posiłek. Flogan rozpalił ognisko by upiec swoją wcześniej złowioną rybę. Natomiast Astrop posilił się swoim eliksirem. Dzięki niemu nie potrzebował krwi ludzi do życia. Dostarczało mu to też wartości energetycznych, że nie musiał nic innego jeść. Oczywiście przy każdej możliwej okazji pił ludzką krew.

Wilkołak upiekł już swoją rybę. W tym czasie Astrop studiował mapę. Niespodziewanie Flogan zaczął się dusić. Towarzysz uderzył go w plecy wówczas z jego ust wyleciał pierścień. Obaj spojrzeli na element biżuterii leżący na zwiędłej trawie.

– O mało nie zginąłem przez to badziewie! – krzykną Flogan.

Astrop podniósł pierścień i przyjrzał mu się uważnie. Był on mały i pozłacany. Uwagę przyciągały diamenciki ułożone w kwiatuszki. Wilkołak również przyjrzał się znalezisku. Na wewnętrznej stronie widniał napis.

– Thalsa – powtórzył cicho wilkołak. – Kojarzę skądś te imię.

– To córka króla Miguela z Serch. On oferuje zapłatę za pokonanie smoka. Chociaż ten pierścień można by sprzedać za równowartość tej nagrody. Jak tam dotrzemy możemy zwrócić go właścicielce, albo sprzedać po drodze. Jak sądzisz?

– Mamy sporo czasu na myślenie. Jednak był by to świetny pretekst, aby spotkać się z księżniczką. Nie sądzę, żeby do zamku wpuszczali każdego kto ma taki życzenie. Fajnie by było się z nią spotkać podobno jest całkiem ładna.

– Racja. Tylko się jej za bardzo nie spoufalaj, bo ci jeszcze łeb utną.

Szli wiele dni i nocy przez bagna. Pokonywali setki przeszkód. Walczyli z dziesiątkami dzikich zwierząt, które chciały ich zabić. Flogan kilkakrotni otarł się o śmierć topiąc się w strumyku. Gdyby nie Astrop zapewne zwłoki wilkołaka pożarły by ryby. Musieli wdrapywać się po drzewach, gdyż w niektórych bagnach żyły krokodyle.

– Tu nic nie widać – narzekał Flogan. – Skąd mamy wiedzieć, czy jesteśmy blisko, czy daleko celu?

– Jak chcesz się przekonać, to możesz wejść na drzewo i sprawdzić trasę.

– Dobry pomysł. A ty nie wejdziesz za mną?

– Głupi jesteś? Przecież może być teraz dzień. Nie zamierzam spalić się na popiół.

– OK. Nie denerwuj się.

Po tych słowach zaczął wspinaczkę. Niezdarnie poruszał się po pniu. Kilka razy prawie, że zleciał z drzewa. Astrop śmiejąc się powiedział:

– Nie spadnij tylko i nie zgub pierścienia.

– Lepiej martw się o siebie. Już prawie jestem na czubku.

Wilkołak odgarną gałęzie i z ulgą stwierdził, że jest noc. Rozejrzał się i krzykną:

– Widzę zamek. Całkiem ładny. Za jakieś pięć tysięcy łokci tam dotrzemy. Tylko nie wiem co to za wojsko zmierza do bram. Chyba zbliża się jakieś przyjęcie. Może się załapiemy na jakąś ucztę.

– Więc nie traćmy czas…

Astrop urwał w połowie słowa, gdyż wyskoczył zza zarośli ogromny stwór. Miał on dwie lwie głowy, a na każdej z nich paszczę z dziesiątkami kłów. Reszta stwora przypominała bazyliszka. Ciało miał pokryte łuskami w kolarze zieleni. Stopy i łapy zakończone były zakrwawionymi szponami. Stwór ryknął przeraźliwie.

Astrop przypomniał sobie, że podczas wyśmiewania się z towarzysza wbił swój miecz w drzewo. Teraz między nim, a bronią stał potwór. Nie było możliwości, aby go wziąć. Flogan widząc to chciał rzucić własny miecz, lecz chwilowo wbity był w drzewo. Wilkołak nie mógł w żaden sposób pomóc.

Stwór ryknął przeraźliwie. Zaczął się zbliżać do zagubionej ofiary.

Astrop przypomniał sobie o strzale. Jak mógł o nie zapomnieć? Potwór uniósł się by zadać cios. Astrop był jednak szybszy. Wbił strzałę w serce krwiożercy. Flogan zszedł z drzewa i pogratulował przyjacielowi. Wampir wziął swój miecz i towarzysze ruszyli ku pałacowi. Ich droga prowadziła przez miasto. Mimo późnej pory ulice były za tłumione. Mieszkańcy Serch nie lubili nieznajomych. Przyglądali się przechodniom, szepcząc między sobą.

– Nie podoba mi się tutaj – szepną Flogan. – Chyba nie lubią przybyszów.

– Teraz nie możemy się wycofać.

Dotarli do bramy, prowadzącej na plac zamkowy. Pałac zbudowany był z marmuru. Białe wierze wykończone były złotem. Całość robiła wspaniałe wrażenie. Przed ogromnymi wrotami stali dwaj żołnierze.

– Kim jesteście i czego chcecie? – spytał jeden ze strażników.

– Nazywam się Astrop, a to mój przyjaciel Flogan. Przybywamy do króla Miguela w sprawie smoka. Mamy również przesyłkę dla panny Thalsy.

– Nie możecie teraz wejść, gdyż odbywa się bal z okazji urodzin księżniczki. Przyjdźcie rano. Może wtedy ktoś będzie miał dla was czas.

– Nie możemy czekać do rana.

– Król nie życzy sobie nieproszonych gości. Więc radze wam zaczekać.

– W takim razie przyjdziemy tu później.

Towarzysze oddalili się od bramy. Astrop powiedział:

– Musimy znaleźć lepsze wejście – zastanowił się chwilę. – O, tam jedzie wóz z sianem. Schowamy się w nim i wjedziemy do środka.

Flogan skiną głową. W oddaleniu widać było nadjeżdżającą furę. Woźnica zatrzymał się przy bramie wjazdowej, gdzie przesłuchiwali go strażnicy. Flogan i Astrop wiedzieli, że to ich jedyna szans. Bohaterowie szybko i niepostrzeżenie wskoczyli do wozu. Pojazd przejechał bez problemu przez bramę. W odpowiedniej odległości od strażników towarzysze wyskoczyli i ukryli za beczkami pełnymi wina. Tuż obok kryjówki przechodziła akurat kobieta w pięknej sukni. Długie rude włosy opadały jej na piegowatą twarz. Najbardziej charakterystyczną cechą jej wyglądu były zielone oczy. Nie była brzydka, ale jakoś przesadnie piękna też nie. Mimo to wilkołak nie mógł oderwać od niej wzroku. Przechadzała się po ogrodzie. Zatrzymała się, by zerwać kilka kwiatów.

Wtedy zza parkanu wyłonił się człowiek, ubrany na czarno. Trzymał w ręku łuk. Widzący w ciemności wampir zauważył go. Podejrzany typ skradał się w stroną odwróconej tyłem księżniczkę. Wycelował strzałą w ofiarę. Gdy strzała wystrzeliła z broni wampir odepchną księżniczkę i odskoczył na bok. Wilkołak zrozumiał zamiary kolegi. Szybkim ruchem powalił na ziemię zamachowca i zabrał mu łuk. To wszystko zauważyli straże i przybiegli, by pojmać niedoszłego zabójcę. Astrop pomógł wstać Thalsie, a Flogan zaczął tłumaczyć wszystko straży. Zszokowana księżniczka przyjrzała się wybawicielowi i powiedziała:

– Dziękuje za uratowanie mi życia.

– To nic takiego.

– Kim jesteście?

– Nazywam się Astrop – ukłonił się – a tamten to Flogan, mój przyjaciel. Ty zapewne jesteś księżniczka Thalsa.

– Tak. Czy wy zawsze siedzicie w ukryciu i ratujecie ludzi?

– Nie, to był przypadek. Chcieliśmy się dostać do zamku, a straż nie chciała nas wpuścić, wasza książęca mość.

– Co sprowadza wampira i wilkołaka do mojego pałacu?

Flogan odszedł od strażników i zaczął przysłuchiwać się rozmowie.

– Mamy zamiar pokonać smoka. Postanowiliśmy przed tym porozmawiać z królem i…

– I znaleźliśmy coś po drodze – przerwał Astropowi Flogan wyciągając z kieszeni element biżuterii i pokazując go Thalsie. Również się ukłonił.

– Mój pierścień. Zgubiłam go wiele lat temu. Gdzie go znaleźliście?

– W lesie – odparł Astrop. – Nie daleko stąd.

– Nie wiem jak mam wam dziękować.

W tym momencie księżniczka rzuciła się na szyje Floganowi. Wilkołak starał się nie okazywać, że jest wniebowzięty.

– Uratowaliście mi życie i znaleźliście moją jedyną pamiątkę z dzieciństwa. Co mam dla was zrobić?

– Czy mogłabyś zaprowadzić nas do króla? – spytał Flogan.

-Tak, oczywiście. Muszę mu opowiedzieć jak mnie uratowliście.

Księżniczka prowadziła ich przez wiele korytarzy i sal. Widać było, że nie jest to biedne królestwo. Wszystkie ściany były zdobione złotem i innymi cennymi kruszcami. W zamku panowała wesoła atmosfera. Wszyscy świętowali urodziny królewny. Wreszcie staneli przed wielkimi drzwiami, za których było słychać najwięcej głosów. Otworzyli dzrzwi i weszli do ogromnej komnaty pełnej ludzi. Tu szczególnie było widać bogatstwo króla. Na stołach leżały wystawne potrawy. Na widok księżniczki i jej dziwnych towarzyszy król powiedział:

– Thalso, czemu tak długo cię nie było i co to są za ludzie?

– To jest Astrop, a to Flogan. Uratowali mi życie kilka minut temu.

-W moim zamku takie żeczy? Jak to się stało?

– Pozwoli król, że ja wytłumaczę – zaczął mówić Flogan. – Chcieliśmy dostać się do zamku, ale niestety nas nie wpuszczono, więc wkradliśmy się. Gdy byliśmy już na zamkowym dziedzińcu mój towarzysz zauważył oprawcę. Zatrzymaliśmy go.

– Dziękuję wam stokroć, lecz chciałbym się dowiedzieć w jakim celu przybyliście tu.

– Przysłał nas czrodziej w celu pokonania smoka – odpowiedział Astrop.

– Ach to świetnie w końcu jacyś chętni. Macie już jakiś plan?

– Właściwie to nie, ale na pewno coś wymyślimy.

Zabił zegar. Wybiła godzina czwarta nad ranem.

– Och, jak już późno. Porozmawiamy potem, a teraz udajcie się na zasłużony odpoczynek. Moja służąca zaprowadzi was do pokoju.

Skineli głowami i udali się za czarno włosą kobietą. Twarz miał owiązamy chustą, więc nie widzieli jej rys twarzy. Ubrana była w skórzane spodnie i lnianą tunikę.

Astrop czuł coś dziwnego. Wydawało mu się, że nie jest jedynym wampirem w tym zamku. Nie miał jednak żadnych pewności. Mimo to, gdy Flogan zasną postanowił spotkać się z służącą. Jednak nie wiedział, gdzie ma się udać. W prawdzie cały zamek jeszcze spał, ale poza tym pokojem mogły być wszędzie okna. Nie, nie mógł tak ryzykować.

Już miał zamiar iść spać, gdy nagle drzwi się uchyliły. Zza nich wyłoniła się służąca. Zamknęła za sobą wejście i zdjęła chustę z głowy. Astrop nie miał już wątpliwości: nie on jeden był wampirem w tym pałacu.

Wampirzyca usiadła obok niego. Długo wpatrywali się w siebie. Pierwsza przemówiła kobieta:

– Nazywam się Quara.

– Astrop. Wiedziałem, że nie jestem jedynym wampirem w tym pałacu.

Podali sobie ręce. Quara opowiedziała mu, że chodzi z chustą na twarzy, by nikt nie dowiedział się, że jest wampirem. W tym mieście nikt, nawet król, nie lubi istot nocy. Wszyscy myślą, że pochodzi z krajów pustynnych i nie lubi słońca. Pracuje na nocnej zmianie, a w dnie spędza w spiżarniach, lub w schowkach. Miała przeczucie, że niedługo pojawi się tu ktoś nieludzki. Tak też się stało.

Astrop powiedział jej o dotarciu tu, o ocaleniu księżniczki i o zamiarach pokonania smok.

– Super. Mogę iść z wami?

– Jesteś tego pewna. To niebezpieczne zadanie i…

– Ja się zgadzam – wtrącił się Flogan.

Oboje spojrzeli na wilkołaka. Nie zauważyli, że od kilku minut nie spał i przysłuchiwał się ich rozmowie. Wampiry mają wyczulony słuch, więc powinni to usłyszeć. Dziwne…

– Myśleliście, że jestem głuchy, czy co?

Cała trójka wybuchła śmiechem. Ustali, że Quara pójdzie z nimi. Gdy wszyscy byli już spakowani postanowili zostawić kartkę z wiadomości, że już wyruszyli. Nie chcieli budzić króla o tak wczesnej porze.

Szli przez miasto. Nie było w nim tak wielu osób jak w dzień. Wszyscy porozumiewali się szeptem, jednak łatwo dało się rozszyfrować treść rozmów – zamach na księżniczkę.

Jedni mówili, że Thalsę uratował orzeł przelatujący tamtędy, inni, że nieziemska postać, jeszcze inni, że rycerz na białym koni. Na temat tej historii powstało tyle plotek, że nikt nie wiedział jak było naprawdę.

Jednak dwoje, a właściwie troje z osób poinformowanych właśnie opuszczali miasto. Będą tęsknić za jego gościnnością i tolerancją, jednak niedługo tu wrócą, gdy pokonają smoka. JEŚLI pokonają smok.

Po dniu spędzonym w gospodzie towarzysze wyruszyli w kierunku Góry Północy. Łatwo było ją dostrzec: wznosiła się obok jeziora. W jego tafli widać było odbicie szczytu. U jej podnóża znajdowały się nieduże wioski cyklopów.

Towarzysz stwierdzili, że ominą te miejsca. Nie darzyli cyklopów sympatią. Astrop widział to stworzenie tylko raz w życiu i od wtedy uważał je za… tępe. Rzadko kiedy widział, właściwie nigdy nie widział, żeby ktoś wyzywał elfa z wysokiego rodu. Sam fakt, że cyklop to zrobił mógł świadczyć o odwadze, lub głupocie. Jako, że nie miał żadnej broni raczej o tym drugim.

Astropowi zadał sobie w myślach pytanie: co mogło się stać z cyklopem, gdy eliksir przestał działać? Jednak szybko o tym zapomniał.

Smok mógł przebywać w jaskini na szczycie. Dotarliby tam jeszcze tej nocy. Ale po co się spieszyć? Mają dużo czasu.

Pomiędzy jeziorem a górą znajdował się opuszczona, na wpół spalona wioska. To dobre miejsce na spędzenie dnia. Obok wioski przepływał strumyk. Zaczynał się gdzieś w górze, przepływał przez las i wpadał do jeziora. Flogan miał z nim wiele wspomnień: właśnie tu złapał rybę, prawie przy tym tonąć, ale w zamian znalazł pierścień i poznał księżniczkę.

Myśląc o tym o mało co znów nie wpadł do niego, jednak przyjaciele mu pomogli.

Gdy słońce wyłoniło się zza horyzontu towarzysze siedzieli w chatce odizolowanej od światła dziennego. Rozpalili ogień w prowizorycznym kominku. Flogan postanowił iść na polowanie. Przyjaciele nie byli tym zachwyceni, jednak zgodzili się. Chętnie poszliby z nim, ale przecież był dzień.

Astrop spytał Quarę:

– Czemu spędziłaś tyle czasu w zamku? Nie sądzę, że dużo ci płacono, a skoro nawet twój pracodawca nie lubił wampirów to nie widzę w tym sensu.

– Lepsze to niż nic. Nie jest to ciężka praca. Wiele nie płacą, ale na życie wystarczało. Po pałacu roznosiło się wiele plotek, np. ostatni wszyscy mówią o smoku. ,,Ja bym go jednym paluszkiem pokonał”, albo ,,gdyby nie żniwa ten smok poczuł, by ostrze mojego miecz”.

– Ambitne plany. Nikomu jednak nie chce się tego dokonać. Zawsze znajdzie się jakieś ,,ale”. A czy ktoś jeszcze mówił jak go pokonać?

– Są różne teorie: spalenie, zadźganie, utopienie, hipnoza, zaczarowanie, zgniecenie… – wymieniała Quara.

– Nie mam pojęcia jak go pokonać. Wszystkie możliwości są niemożliwe do zrealizowania –westchnął Astrop.

Flogan wrócił z polowania w świetnym humorze. Złapał trzy dziki. Towarzysze wyjaśnili mu, że nie wiedzą co robić. Uśmiech zniknął, a na jego miejscu pojawiło się zamyślenie.

– Może przekupić Krakena, żeby utopił smoka – powiedział Flogan.

– Jakim cudem masz zamiar go przekupić? Co, dasz mu dwie krowy? – spytał Astrop.

– To co twoim zdaniem powinniśmy zrobić? Siedzieć i patrzeć! – krzyknął wilkołak.

– Proszę was, nie sprzeczajcie się, nie mamy na to czasu – wtrąciła Quara.

– Dobra mam tego dość! – krzyknął wampir. – Wy zostańcie tutaj, a ja pójdę na zwiady. Zobaczę jakich rozmiarów jest ten gad i sprawdzę co da się zrobić. Jeśli nie wrócę w ciągu doby to… to się zobaczy.

– Nie, nie zgadzam się! – wrzasnął Flogan. – Zaczęliśmy to razem i razem to skończymy.

– Zgadzam się z przedmówcą. Nie puścimy cię samego – powiedziała kobieta.

– Nie możemy wszyscy ryzykować ży…

– Idziemy z tobą, czy ci się to podoba, czy nie – przerwał mu Flogan.

Wieczorem wszyscy ruszyli wzdłuż góry. Po dwugodzinnym marszu na horyzoncie ukazał im się widok jaskini. Dookoła unosiły się chmury dymu pachnącego siarką. Do środka prowadził tunel.

– Dobra to co teraz robimy? – wyszeptała Quara.

– Wejdźmy tym tunelem i zobaczymy co dalej. Nie mamy nic do stracenia.

Towarzysze z duszą na ramieniu weszli do środka. Teraz zapach siarki stał się nie do zniesienia. Każdy nawet najmniejszy dźwięk podnosił ich do góry. Czuli, że ktoś ich obserwuje. Nagle usłyszeli przeraźliwy ryk smoka. Przywarli do ściany. Po chwili mimo ogromnego strachu ruszyli dalej. Kilka minut później weszli do ogromnej skalnej sali. W rogu jakieś sto metrów od nich stał smok! Szybko schowali się za skalna półkę. Nagle usłyszeli mrożący krew w żyłach głos:

– Czemu nawiedzacie moje królestwo wy nędzne ścierwa?

Astrop powiedział Quarze i Floganowi, żeby zostali w ukryciu, a sam wyszedł przed smoka.

– Ja, o wielki smoku, przybywam przekonać cię byś zaprzestał atakowania tych ziem.

Smok zaśmiał się i powiedział:

– Co ty sobie myślisz wampirku? Przychodzisz i mówisz mi żebym stąd poszedł. Nie widzisz, że mam nad tobą przewagę. Mogę jednym zionięciem zmienić cię w kupkę popiołu. Jestem postrachem tych ziem. Cała armia nie byłaby w stanie mnie pokonać, a co dopiero jeden wampir o imieniu Astrop?

Głos smoka wydał się Astropowi znajomy. Nie był w stanie sobie przypomnieć, gdzie go ostatnio słyszał. Przebiegł myślami wszystkich, których spotkał podczas podróży.

– Skąd znasz moje imię? – spytał.

– Jeszcze mnie nie rozpoznałeś? Myślałem, że jesteś bardziej spostrzegawczy. A może to ci pomoże?

Nagle rozbłysło światło tak jasne, że Astrop zamknął oczy. Gdy je otworzył na miejscu, w którym przed chwilą był smok stała zgarbiona postać. Wampir nie miał już wątpliwości. Truco, ich były nauczyciel, czarodziej który kazał mu pokonać smoka, był smokiem.

– To Truco – powiedział Flogan do Quary szeptem – czarodziej, który namówił mnie do pokonania smoka. Zostań tutaj. Im dłużej nie będzie o tobie wiedział tym lepiej.

Po tych słowach wyszedł z ukrycia i stanął obok Astropa.

– Co ja widzę? – powiedział czarodziej. – Wszystko poszło zgodnie z planem. Zapewne zastanawiacie, się czemu was tu ściągnąłem. – Nie czekając na odpowiedź kontynuował. – Może pamiętacie jak kiedyś byłem waszym nauczycielem? Ta praca była całym moim życiem. Zostałem wyrzucony z niej, ponieważ dwoje uczniów, gdy tylko wyszedłem na chwilę, postanowiła… – W tym momencie zawiał wiatr i towarzysze nie usłyszeli co powiedział czarodziej. – Oczywiście mnie oskarżono o spowodowane szkody. Wtedy odebrano mi prawa do nauczanie. Niedawno odkryłem, gdzie są odpowiedzialni za zrujnowanie mi życia i uknułem jak ich zwabić w to miejsce. Dwaj śmiałkowie zostali pokonani podczas próby pokonania smoka. Będą pisać o was pieśni i nikt nie domyśli się, że zabił ich były nauczyciel. A potem czarodziej pokona smoka i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie.

Czarodziej zaśmiał się szyderczo. Astrop pomyślał o incydencie w szkole. Zawsze był pewien, że nauczyciel sam zrezygnował z nauczania. Żył z pewnością, że nikt nie ucierpiał na ich żarcie. Może i nie postąpili mądrze, ale to nie powód by ich zabić.

Spojrzał na Flogana. Zapewne też myślał o tym samym. Zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Był gotowy, by bronić się przed atakiem. Jeśli jednak czarodziej żuci czar może nie będą mieć gdzie się schować.

Spojrzał na Quarę. Skradała się ona wsdłuż ścian jaskini. Astrop pojął jej zamiary i przemówił:

- Czemu więc atakowałeś cyklopy?

– W twoim położeniu nie zastanawialbym się nad tym. Skoro jednak nalegasz to powiem ci, że nigdy nie przepadałem za tymi istotami. A trasa, którą pokonaliście była ciężka, więc istniała szansa, że zginiecie po drodze.

Quara była coraz bliżej czarodzieja. Jeszcze chwilę trzeba go zagadać i może się uda.

– A więc to ty nasłałeś na nas szkielety i potwora z dżungli?

– Szkielety zawsze nenkają przechodniów. A potworowi kazałem was śledzić i zaatakować w odpowiednim momencie. Ale dość już gadania. Żegnajcie śmiałkowie pokonani przez smoka.

Uniósł ręke by żucić czar, lecz w tej chwili padł na ziemię. Za nim stała Quara z kawałkiem drewna w ręku.

– Co tak długo? – spytał Flogan. – Zaczynałem się niecierpliwić.

– Chciałam wysłuchać go do końca. Co takiego zrobiliście w szkole?

– Wytłumaczymy ci innym razem – odparł Astrop. – Choć Flogan, zaniesiemy go do króla.

Towarzysze udali się do zamku niosąc czarodzieja. Zanim wzeszło słońce byli na miejscu. Dzięki radom Quary szybko dotarli do królewskiej biblioteki. Ku ich zadowoleniu król i księżniczka w niej przebywali. Thalsa spojrzała na nich z uśmiechem. Król powiedział:

– Nie sądziłem, że przeżyjecie. Tak myślałem, że wzięliście za sobą Quarę. Jednak zamiast głowy smoka przynosicie mi czarodzieja. Usiądźcie i opowiedzcie co się wydarzyło.

Astrop opowiedział całą historię. Flogan czasami mu przerywał i opowiadał fragmenty. Obaj pominęli jednak wydarzenie w szkole, mówiąc tylko, że zrobili coś głupiego.

Gdy skończyli król powiedział:

– Bardzo ciekawa historia. Dziękuje wam, że pokonaliście smoka. Nigdy bym nie pomyślał, że czarodziej wymyśli taki podstęp. Moi ludzie dadzą wam wynagrodzenie. Czarodziej zostanie zamknięty w magio odpornym lochu. Chciałbym zaprosić was na ucztę na waszą cześć. Czy zaszczycicie nas swoją obecnością?

– Bardzo chętnie – odparł Astrop.

Słudzy króla zaprowadzili ich do komnat sypialnych i wręczyli należną nagrodę za pokonanie smoka. Wieczorem towarzysz udali się na ucztę. Były dla nich przygotowane miejsca obok króla. Flogan napił się wina i spytał Astropa:

– Co będziemy robić, gdy odejdziemy z tego królestwa?

– Nie wiem. Na pewno znajdzie się jakaś misja do wykonania.

Quara przysunęła się do nich i spytała:

– A więc co się wydarzyło w szkole?

– No więc – zaczął Astrop – pod koniec ostatniej klasy postanowiliśmy z Floganem zrobić taki mały żarcik czarodziejowi. Nalaliśmy do jego szklanki trochę eliksiru na wypadanie włosów.

– No i co z tego? Przecież włosy by mu odrosły.

– Nie w tym tkwi problem. On nie miał zamiaru tego pić. Dolał to później do zupy dla nauczycieli. Wszyscy oprócz niego wyłysieli na dobre.

Koniec

Komentarze

Raczej klasyczna historia, bez większych zaskoczeń, ale masz jeszcze czas na trenowanie wyobraźni i wymyślanie sposobów na przechytrzenie czytelnika.

Jeśli chodzi o język, dużo jeszcze pracy przed Tobą. W tekście są literówki, interpunkcja kuleje, “to“ odmienia się nieco inaczej niż sądzisz, znalazłam trzy paskudne ortografy, zdarzają się błędy w pisowni łącznej/ rozdzielnej, liczby piszemy słownie. Zwróć uwagę na powtórzenia, zamiast używać ciągle tego samego słowa, spróbuj znaleźć jakiś synonim, tekst zacznie wyglądać o wiele ładniej i ciekawiej. Tak, wiem, że to nie takie proste. Kombinuj. :-)

Po napisaniu dobrze jest odłożyć tekst i nie zaglądać do niego przez co najmniej kilka dni. Potem lepiej widać błędy. Próbowałaś tego?

Babska logika rządzi!

Lekka historia z sympatycznymi bohaterami. To na plus.

Ale na minus niestety jest więcej. Nie tworzysz tła dla opowieści. Bohaterowie równie dobrze mogliby się poruszać w próżni. Większość opowiadania to dialogi, praktycznie w ogóle nie ma opisów. Wydarzenia następują jedno po drugim, błyskawicznie, piętrzą się, ale nie zadbałaś o ciąg przyczynowo-skutkowy. Tak trochę jakbyś spisywała to, co akurat przyszło Ci do głowy, nie troszcząc się o wiarygodność.

W tekście jest sporo literówek, nawet błędy ortograficzne.

Ale skoro masz 12 lat, to wszystko przed Tobą. Ważne jest, że próbujesz, że Ci się chce i że masz wyobraźnię i poczucie humoru. A warsztat można wyćwiczyć. Chociażby tutaj. :)

Pozdrawiam.

Drużyna wampir plus wilkołak nawet oryginalna.

Niestety postaci nie przekonały mnie do siebie. Wyruszają zabić smoka, a jeden z nich przestraszył się kościotrupa? Za to twist ze smokiem – czarodziejem niezły, choć jego motywacja już naciągana.

 

Co do uwag warsztatowych dodam, że liczebniki zapisujemy słownie.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Gabrysiu, 

 

podoba mi się pomysł na drużynę łowców smoków: wilkołak i wampir ścigający gada to miłe odświeżenie stereotypów. Również smok-czarodziej jest nieźle pomyślany, a uczynienie z zemsty głównego motywu jego działania wskazuje, że dobrze przemyślałaś główną oś fabularną, pal sześć ten powód do zemsty. Jest to wprawdzie klasyczna opowieść, a mimo to wydaje mi się, że wlozyłaś w jej ułożenie trochę wysiłku. 

Może warto jeszcze przejrzeć tekst pod kątem literówek, błędów ortograficznych i dodać trochę tła? Biorąc pod uwagę twój wiek, to nadal może być niezłe opowiadanko z sympatycznymi bohaterami. Nie poddawaj się, ćwicz!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka