- Opowiadanie: Finkla - Poszukiwania na NF

Poszukiwania na NF

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Poszukiwania na NF

Prolog

 

Dark zniknął.

Bez śladu, jak śmieci z ogona komety wpadające w fotosferę. Nie pojawiał się na lekcjach, po obiedzie nie wychodził z kajuty, aby poszaleć z kumplami, nie odpowiadał na wiadomości wysyłane za pośrednictwem komunikatora…

Im intensywniej dzieciaki zaglądały w rozmaite kąty „Nowego Frama”, tym bardziej towarzysza zabaw nigdzie nie było. Wreszcie Karp zdecydował się na krok prawdziwie desperacki – postanowił wmieszać w sprawę dorosłych. Po tygodniu zgryzot i wewnętrznych zmagań zapukał do kajuty Darka. Otworzył jego tata, pan Nazgulski:

– A, to ty, urwisie. Co tam słychać?

– Dzień dobry, mogę porozmawiać z Darkiem?

– Dobry. Zapomnij, od co najmniej dwóch tygodni sam nie miałem okazji, żeby zamienić z nim chociaż słowo. A teoretycznie dzielimy kajutę…

Karp zadrżał. Jeśli nawet rodzice Darka go nie widzieli, to sytuacja wyglądała gorzej niż najpaskudniejsze koszmary tej marudy, Kormorana.

Szybko pożegnał się z ojcem kolegi i wysłał wiadomości do kilku przyjaciół, zwołując spotkanie za kwadrans w sali obserwacyjnej.

 

***

 

Główny ekran pokazywał gwiazdozbiór Wielkiego Psa oraz fragmenty Jednorożca i Zająca. Canis Maior wyglądał niemal identycznie jak z powierzchni Ziemi – Karp nieraz porównywał obraz z ilustracjami w plikach utworzonych jeszcze przed startem. Wszyscy się w to bawili, przynajmniej w pierwszych tygodniach podróży, potem widok spowszedniał i od gwiazd, przemieszczających się znacznie wolniej niż godzinowa wskazówka zegara na najbardziej znienawidzonych lekcjach, zaczęło zionąć nudą. Sala obserwacyjna opustoszała, co czyniło ją doskonałym miejscem spotkań dla młodzieży chwilowo nie potrzebującej pomocy ani towarzystwa dorosłych.

W miarę upływu miesięcy jednak różnice wpełzały na monitory – powoli, lecz wytrwale. Adara i Furud, epsilon i zeta albo czubek ogona i pazur w tylnej łapie Wielkiego Psa odrobineczkę zboczyły z miejsc, które zajmowały w ziemskich atlasach nieba. Naprawdę niewiele – mniej więcej po pół centymetra na ogromnym ekranie – ale każda zaobserwowana zmiana cieszyła astronautów, szczególnie dzieci. Każda wydawała się przybliżać chwilę, kiedy wydostaną się z ciasnego walca, zejdą na ląd i zobaczą niebo w jakimś kolorze innym niż agorafobiczna czerń próżni. Była jeszcze jedna, istotna różnica, widoczna od samego początku podróży – gwiazdozbiór oglądany z Kosmosu składał się z tysięcy światełek, a nie garści białych kropek. Aż psowatość ginęła w tym natłoku. Za to Karp potrafił pokazać różne godne uwagi obiekty – kilka gromad otwartych i wszystkie „psie” gwiazdy podziwiane przez ludzkość od wieków, włączając oczywiście Syriusza – ogromną plamę, która wydawała się przyklejona do centrum ekranu. A niektórzy kumple chłopca, na przykład Hiroł, wiedzieli nawet, gdzie znajdują się te rzeczy równie interesujące, lecz niemożliwe do dostrzeżenia gołym okiem – jak najbliższa Drogi Mlecznej galaktyka.

Przyjaciele zaczęli się schodzić po kilku minutach od wysłania wiadomości, przerywając kontemplacje. Pierwszy zjawił się Wiatr Słoneczny, niedługo po nim Borek Potasu, Wypadek, Hiroł i Zyga. Potem przyszedł Nadszyszkownik, który przyprowadził ze sobą niezapraszanego Kormorana. Tuż przed wyznaczoną porą do sali wkroczył Set, na końcu przybiegł Fun.

Karp streścił kolegom rozmowę z panem Nazgulskim.

– Jeżu kolczasty! – Borek Potasu uzewnętrznił emocje, które odczuwali wszyscy.

– Szlag! – Hiroł miał inklinacje do wyrażania myśli i nastroju w niezwykle lapidarny sposób. Wtajemniczeni wiedzieli, że wiele przezabawnych anonimowych wierszyków (pisanych piękną polszczyzną, niekiedy z dodatkiem języków obcych) na ścianach toalet wyszło spod jego flamastra.

– Musimy go odnaleźć! Cholibka! Gościa nigdzie nie ma od dwóch tygodni, nikt nie wie, co się dzieje i dorośli się tym nie przejmują?! Nie pozostaje nam nic innego niż przeczesać „Nowego Frama” od dziobu po rufę! Na pewno chłopak jeszcze żyje! – gorączkował się Wiatr. – Spokój – upomniał sam siebie.

– Jak zamierzacie przeszukać cały, ogromny statek? – zapytał Kormoran, odwracając obrazy na bocznych ekranach o dziewięćdziesiąt stopni.

– Zdążyłem się nad tym wszystkim zastanowić. Poprośmy o pomoc, kogo się tylko da.

– Tak właściwie, to wszyscy chłopacy, na których można liczyć, już się tu zebrali – zauważył spokojnie Nadszyszkownik.

Zapadła cisza. Wiatr odebrał Kormoranowi pilota i przełączył jeden monitor na obraz swojej ulubionej mgławicy, przypominającej burzową chmurę.

– Wobec tego musimy wezwać dziewczyny – powiedział w końcu Borek.

– Dziewczyny są nieobiektywne, nieracjonalne i o byle co się obrażają – protestował Kormoran.

– Mówisz tak, ale nigdy nie sprawdzałeś! – syknął Karp, który, jako posiadacz dwuletniej siostrzyczki, czuł się zobligowany do obrony niewieściego honoru.

Koledzy poparli nieco zaperzonego starszego brata i wkrótce dyskusja ograniczyła się do składu przyszłej ekipy poszukiwaczy.

– Weźmy Aleksę. Jeśli trzeba będzie zajrzeć do laboratorium medycznego, to nas wpuści. Albo jej mama – zaproponował Fun. – No i pierwszej pomocy potrafi udzielić konkursowo, chociaż mam nadzieję, że Dark nie będzie potrzebował nic takiego.

– Pokoik i Śpioszka też mogą się przydać – dorzucił Zyga. – Trochę narwane, ale bardzo fajne.

– Zaprośmy jeszcze Tęczę. Wbrew przezwisku to solidna firma, myśli racjonalnie, a nie o jakichś głupotach, bajkach i badziewnie kolorowych kucykach – uzasadniał swój wybór Wypadek.

– I Ahę – dorzucił Set. – Z nią to nawet sprzecza się przyjemnie.

– Norma, Basia i Emilka. To są w porządku dziewczyny i można im ufać. Właściwie bezwarunkowo. Żadna nie zawiedzie, spokój.

– Norma? Znowu zacznie wszystkich poprawiać i nawet zabluźnić niegramatycznie nie będzie można – zajęczał Kormoran. – A w końcu baby stworzą towarzystwo wzajemnej adoracji i zaczną nas obgadywać.

– Marudzisz. Chyba lepiej kląć poprawnie, co nie? – Fun lubił Normę i nie miał nic przeciwko jej korektom.

– Koleżanka Finka. Czasem niegłupio mówi. Ale jak się zdenerwuje, to miej nas w swojej opiece, Quetzalcoatlu Złocistopióry!

– Ta kujonka?

– Kormoran, kuźwa! – zirytował się Karp. – Kiedyś nie wytrzymam i chlasnę cię ogonem w ten głupi dziób, aż ci wszystkie pióra wypadną! Jeśli tak bardzo nie chcesz mieć nic wspólnego z lachonami, to wcale nie musisz z nami iść! Wiedza Finki może się nam przydać. Nie wiadomo, jakie problemy napotkamy.

– Nie bardzo mi się chce włóczyć bez sensu po statku, ale pójdę… Co ja bym robił sam?

Na sprzeczkach upłynęło sporo czasu. Chłopcy ustalili więc, że poszukiwania Darka rozpoczną się jutro, tuż po szkole. Wysłano stosowne komunikaty do wybranych dziewczyn i młodzi organizatorzy wyprawy ratunkowej rozeszli się do swoich kajut.

 

***

 

Misja poszukiwawcza wystartowała zgodnie z terminem. Dziewiętnaście osób małych wzrostem, ale obdarzonych wielką odwagą, determinacją i chęcią niesienia pomocy, stawiło się przed wejściem do sektora edukacyjnego. Każdy zabrał to, co uznał za przydatne w doniosłym przedsięwzięciu.

Sprawdzenie kabin mieszkalnych i ogólnodostępnych pomieszczeń poszło błyskawicznie.

Darka w nich nie znaleziono.

 

***

 

– A może schował się w rezerwowych kajutach? – zastanawiał się Wypadek.

– To na statku są jakieś rezerwowe kajuty? – zdziwiła się Pokoik. – A mama i tata ciągle narzekają, że tak tu ciasno…

– Oczywiście, że są – odpowiedziała Finka. – Będziemy lecieć jeszcze wiele lat, przez ten czas może nawet sami założymy rodziny i gdzieś będziemy musieli mieszkać.

– Sorry, taką mamy trasę!

Finka spojrzała spode łba na Seta i kontynuowała niezrażona:

– Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele; pomieszczenia szału nie robią i wcale nie przekraczają wielkością twojej kabiny. Pytanie: czy potrafimy dostać się do tego sektora?

Wypadek, którego tata pracował jako mechanik, zawsze miał przy sobie różne dziwne narzędzia. „Na wszelki wypadek”, jak wyjaśniał ciekawskim. Na misję chłopiec zabrał wyjątkowo dużo sprzętu; jego plecak niemal pękał w szwach, a kieszenie kombinezonu wybrzuszały się obiecująco. Teraz z triumfalnym uśmiechem pogładził jedną z nich:

– Potrafimy.

– No to prowadź!

Statek kosmiczny to niezmiernie dziwna konstrukcja – zawsze wydaje się ciasny, wiecznie brakuje w nim miejsca, ale jeśli trzeba dotrzeć do jakiegoś modułu nie odwiedzanego codziennie – cel zwykle okazuje się leżeć bardzo daleko, a „Nowy Fram” nagle staje się olbrzymi.

Poszukiwaczy czekał dość długi marsz. Niby zamontowano windy przyspieszające komunikację między poziomami, a w szybach położonych blisko osi walca, gdzie panowało niewielkie ciążenie, dało się wspaniale rozpędzić, ale… Dzieciom nie pozwalano na ich samodzielne używanie. Jakby ciągle byli jakimiś głupimi przedszkolakami, a nie prawie dorosłymi i pełnoprawnymi członkami załogi! Grupka ratowników doszła do wniosku, że lepiej nie ryzykować fiaska wyprawy z tak błahej przyczyny jak niechęć do przebierania nogami. Jeśli ktoś chce wybawiać przyjaciół z opresji, to powinien być silny i twardy, prawda?

Stopniowo rozmowy zamierały, w końcu wszyscy tylko przysłuchiwali się, jak Norma i Borek Potasu przerzucają się bardzo mądrze brzmiącymi frazami:

– Rezerwowe kabiny to rezerwuar przestrzeni dla rezerwistów – prowokowała Norma.

– Rezolutne rezerwistki i rezerwiści mają już rezerwację w rezerwatach – parował Borek.

– Rezon podpowiada mi, że do tego potrzebna rezolucja.

– Oby tylko rezon nie wpadł w rezonans z rezydualną rezorcyną! Rezultaty rozczarowałyby rezedę.

– Jeśli rezydenci nie zrezygnują z rezystancji, to dojdzie do rezurekcji rezusów.

Cholerne dzieciaki ksenolingwistów! Z takimi podlecami nigdy nie wiadomo, czy wymieniają nieszkodliwe uwagi o komforcie lotu, czy już zaczęli kpić z obecnych i należałoby przylutować bezczelnym szydercom w ucho…

Wreszcie dotarli do zamkniętego sektora. Wypadek wysupłał z kieszeni kartę i zbliżył do czytnika. Wszyscy wstrzymali oddechy. Po jakichś trzech latach urządzenie zapiszczało i błysnęło zieloną diodą, a właz zaczął rozsuwać się z sykiem. Z rosnącej szczeliny wionęło stęchłym i zimnym powietrzem. Po dziewiętnastu plecach przebiegły dreszcze, dłonie odruchowo objęły ramiona. Ale wszyscy bez wahania wkroczyli w półmrok nieznanego korytarza.

No właśnie – półmrok. Działało tylko słabe oświetlenie awaryjne. Ewidentnie tego sektora nikt na razie nie używał.

– Sądzdzdząc po ssstanie kuuurzu, Darka tuuu nie ma – stwierdziła Finka, lekko tylko szczękając zębami.

– Mógł przejść dwa tygodnie temu albo zatrzeć ślady, albo przewędrować kawałek, zwisając z sufitu… – zaprotestował Nadszyszkownik. – Powinniśmy sprawdzić każdą kajutę.

Rzeczywiście, ta część statku jeszcze wymagała kilku zabiegów konserwatorskich przed oddaniem do użytku – z sufitu korytarza zwisały jakieś kable, obok biegły niczym nieosłonięte rury. Gdyby ktoś się bardzo uparł, mógłby dostać się do którejś klitki mieszkalnej, w ogóle nie dotykając podłogi. Idealna kryjówka i prosty sposób na zmylenie pogoni.

Niestety, wkrótce okazało się, że karta taty Wypadka nie otwiera drzwi do kajut. Na szczęście chłopak szybko znalazł rozwiązanie problemu – wejść nikt nie uszczelnił i pozostały szpary, w które dało się wcisnąć dwudziestocentymetrową elastyczną końcówkę termometru. W żadnym pomieszczeniu temperatura nie przekraczała pięciu stopni.

– Spadajmy stąd jak najszybciej – zaproponowała Aleksa, kiedy dotarli już do końca korytarza. – Nikt nie wytrzyma takich warunków dłużej niż godzinę. Zresztą, gdyby w którejś kajucie siedział żywy człowiek, to powietrze nagrzałoby się od niego. A nam zaraz zacznie grozić hipotermia.

Żadne z samozwańczych ratowników nie zaprotestowało. Przebiegłszy korytarzem, każde wydało cichuteńkie westchnienie ulgi po powrocie do porządnie ogrzanej i oświetlonej części statku.

Darka w rezerwowych kajutach nie znaleziono.

 

***

 

Po krótkiej acz burzliwej naradzie wykrystalizował się prosty plan: przedostać się do części statku, w której pracowali dorośli i sprawdzić tyle sektorów i modułów, ile tylko się da.

Roboczy fragment statku nie zawierał już ogólnodostępnych siłowni, sal kinowych i tym podobnych. Bez problemu mogli wejść co najwyżej do łazienki. Właściwie nikt nie zakazywał dzieciom poruszania się po korytarzach, ale kilkunastoosobowa grupka przyciągała niepotrzebną uwagę.

Mali wybawcy Darka przekonali się o tym, kiedy, pokonując zakręt, wyszli wprost na pana Ryszarda i pana Rutgera dyskutujących o napędzie galaxara „Sienkiewicz”.

– Dzieciaki, dlaczego znajdujecie się na tym pokładzie? – spytał ten drugi. – Wasza obecność tutaj jest dziwna, a nawet więcej niż dziwna…

– Wyruszyliśmy na wyprawę ratunkową…

Dalszy ciąg wypowiedzi Wiatra Słonecznego został brutalnie urwany przez kopnięcie w kostkę. Obok stał Karp z niewinną miną i całą postawą wysyłał Wszechświatowi wiadomość, że płetwy chłopca nie brały udziału w tym niecnym procederze. W słowo weszła Wiatrowi Tęcza:

– Bawimy się w poszukiwania zaginionej sondy Fobos Dwa. Straciliśmy z nią kontakt dwa tygodnie temu.

– Ach, taka wyprawa… – Pan Rutger potarł zaczerwienione oczy. – Miło, że interesujecie się historią podróży kosmicznych. Dzieci, a zabrałyście spyżę? Każda misja powinna pamiętać o takich, jakże istotnych, drobiazgach, które mogą odmienić przebieg wyprawy.

Kilkanaście par oczu wpatrywało się bez zrozumienia to w pana Rutgera, to w Borka Potasu, to w Normę. Borek jako pierwszy ugiął się pod milczącą presją:

– Prowiant – przetłumaczył szeptem.

– Tak, proszę pana. – Finka poprawiła szelki plecaka. – Mamy termos z herbatą i ciasteczka. Ale my tu gadamy, a sonda ucieka. Sekcja w kształcie torusa, otaczająca część cylindryczną, na górze antena. Nie widzieliście, panowie, czegoś takiego?

– Chyba podobny obiekt przelatywał niedawno obok mesy – pan Ryszard udał, że coś sobie przypomina.

– Tam już szukaliśmy – włączył się Nadszyszkownik. – Fałszywy trop. Na miejscu okazało się, że to jeden ze starych Wostoków; podobna konstrukcja, z tej samej modeliny lepiona.

– Pani Morgana mówiła, że nasza sonda chyba poleciała w tą stronę. – Basia machnęła ręką w kierunku, w którym dzieci pragnęły podążyć.

– Wolałabym: w stronę – doprecyzowała Norma, pokazując dokładnie ten sam azymut.

– W takim razie powodzenia w poszukiwaniach – pozdrowił dzieciaki pan Ryszard, rozbawiony.

– Uff! Naprawdę było bardzo bardzo groźnie – odsapnęła z ulgą Emilka, kiedy już oddalili się na bezpieczną odległość.

– Może powinniśmy wystawić jakąś straż przednią? – zaproponowała Śpioszka.

– Świetny pomysł! – zgodził się Set. – Aha, idź dziesięć metrów przed nami. Jeśli zobaczysz kogoś niebezpiecznego, podrap się po głowie.

Po kilku fałszywych alarmach, spowodowanych poprawianiem niesfornych kosmyków, grupa ratownicza postanowiła się rozproszyć. Dwie lub trzy osoby nie powinny wzbudzać niczyich podejrzeń.

Zadania zostały przydzielone już wcześniej, teraz tylko poszczególne zespoły odrywały się od peletonu, aby wkrótce zniknąć za którymiś drzwiami lub w bocznym korytarzu. Młodzi poszukiwacze mieli się ponownie spotkać w bufecie pracowniczym na żółtym pokładzie.

Po godzinie pierwsze grupki zaczęły się zbierać w umówionym miejscu.

Aleksa przetrząsnęła sektor medyczny pod pozorem szukania wyimaginowanego prezentu dla mamy, nad którym jakoby pracowała w tajemnicy jeszcze wczoraj.

Fun uśmiechami wymógł zgodę obsługi upraw hydroponicznych („tylko niczego nie dotykajcie! Jak zobaczę, że ktoś coś odrywa…”) na oprowadzenie dwóch koleżanek po module.

Wypadek poprosił kumpli ojca o rozstrzygnięcie zakładu, ile w maszynowni jest miejsc, w których mógłby się ukryć dziesięcioletni chłopiec.

Każdy odwiedził miejsce pracy mamy lub taty, niekiedy również przyjaciół rodziców i sprawdził, czy nie chowa się tam zaginiony przyjaciel.

Darka w sektorze roboczym nie znaleziono.

 

***

 

– Kurczę! Gdzie on może być? – piekliła się Aha. – Rozumiem, że można zniknąć na jakiś czas, mieć jakieś sekrety przed przyjaciółmi, ale to już przesada! Dark po prostu się nad nami znęca! Przecież zajrzeliśmy wszędzie! Tylko ładownie nam zostały, ale one są zaplombowane i nie ma tam ciążenia!

– Nie, nie wszędzie – zaoponowała Tęcza, w zamyśleniu wpatrując się w wiszący nad ich stolikiem schemat ewakuacyjny. – Widzicie? – Stuknęła palcem z polakierowanym na żółto paznokciem w centrum obrazka.

– Sterówka…

– Mostek kapitański… – rozległy się nabożne szepty.

– Czy ktoś ma tam znajomego wujka, jakiego mógłby odwiedzić? – bez większej nadziei w głosie spytał Fun.

Którego mógłby odwiedzić.

– Dzięki.

– Cieszę się, że mogłam pomóc.

Pytanie było właściwie retoryczne. Jasne, że nie. Oficerowie nie zadawali się z dzieciakami. Z dorosłymi spoza swojego grona w sumie też nie. No, trochę, ale ze wszystkich sił starali się ograniczać kontakty do niezbędnego minimum.

– Żebyśmy chociaż wiedzieli, kto ma dzisiaj wachtę – westchnął Set.

– Najprawdopodobniej panowie Syficzny, Domański i Artvyzo – mruknęła Finka.

– To oni żyją? – Wiatr Słoneczny zauważył zaskoczone spojrzenia towarzyszy. – To znaczy, myślałem, że oni wychodzą ze swoich hibernatorów raz na miesiąc, rozstawiają wszystkich po kątach, czepiają się nieistotnych pierdół, marudzą, że można to było zrobić lepiej albo że czegoś brakuje, a potem znowu znikają. Spokój!

– Widocznie to akurat ten czas – burknął Hiroł.

– A poza tym, skąd ty wiesz, kto trzyma wachtę? Cholibka, czy muszę przypominać, że grafik jest tajny, nawet dla dorosłych? Mój tata tak mówił. Nie, chyba nie muszę. Sądzę, że wszyscy o tym wiedzą; nie można sobie tak po prostu poprosić o listę dyżurów i ją dostać! Spokój.

Dziewczynka wzruszyła ramionami.

– Elementarne, drogi Wietrze. Grafik utajnili, ale istnieją inne sposoby. Byłam w zespole, który szukał Darka w głównej kuchni, pamiętasz? Tam wisiała karteczka z listą potraw, które kucharze mieli za godzinę posłać do sterówki. Kto inny mógłby zamówić shake'a truskawkowego, torcik Mozarta albo upierać się przy srebrnej łyżeczce do deseru?

– Mistrzyni dedukcji! Szacuken! Co za zmysł obserwacji! Spokój.

– No dobrze, zastanówmy się, jak można te informacje wykorzystać, komu da się zagrać na emocjach – odezwała się Basia.

– Pan Syficzny jest wredny i straszny z niego formalista, ale Artvyzo wydaje się raczej wrażliwy, mógłby wpuścić na mostek damę w opresji… – poparła ją Emilka. – Tylko która laska nadaje się najlepiej?

– Wszystkie jesteście damami – odpowiedział Borek Potasu tak poważnie, jakby wierzył we własne słowa – ale w moich oczach optymalną osobą do wykonania tego zadania wydaje się Śpioszka.

– Dlaczego ja?!

– Pfff! – parsknął Set. – Jesteś najmłodsza. Najłatwiej uwierzyć, że się przestraszyłaś, że coś ci się przywidziało…

Dziewczynka nagrodziła kolegę spojrzeniem ciężkim jak wszystkie graty z siłowni zebrane dwa kroki od horyzontu zdarzeń czarnej dziury. Właściwie dziwne, że siły pływowe nie rozerwały Seta na strzępy.

– Ustalmy, co mogło Śpioszkę tak wystraszyć, że musi szukać ratunku w sterówce – zastanawiał się Kormoran. – Paszcza Karpia?

– A może dziób Kormorana?

– Jak dzieci… – westchnęła Basia. – To nie może być nikt z nas, bo jeszcze któryś oficer się przejmie, powie rodzicom…

– Mam! – krzyknął Nadszyszkownik. – Karp, potrafisz przeprogramować komunikator małej tak, żeby wydawał jakieś upiorne dźwięki przy przyjściu wiadomości?

– No ba! Z prawą płetwą w skrzelach! Tylko potrzebuję tych strasznych dźwięków. Niestety, jak już wyjaśniła Basia, klekotu Kormorana nie możemy wykorzystać. A szkoda, sprawdziłby się rewelacyjnie…

– Ściągnęłam sobie wczoraj okropny horror o wiedźmach, które hodowały owoce – wtrąciła się Emilka. – Zaraz ci pokażę kilka obrzydliwych fragmentów, na pewno coś znajdziemy.

– O! A ja niedawno oglądałem ostry filmik o piratach! Też można w nim znaleźć krwiste momenty – dorzucił Zyga.

Po chwili urządzenie było gotowe do akcji. Cała grupa ratownicza, ze Śpioszką na czele, wysypała się z bufetu. Tym razem na szpicę wysłano Borka. Ledwo wyjrzał za zakręt korytarza, przygalopował spanikowany.

– Jeżu trójrzędowo kolczasty! Tam sterczy Kałach! Gada z kimś przez komunikator.

To już była poważna sprawa… Kałach to nie byle dorosły, który dałby się nabrać na niewinne oczęta w dziecięco okrągłej buzi. Nie uwierzyłby w poszukiwanie zaginionej sondy ani przerażoną Śpioszkę. Zbyt dobrze pamiętał te wszystkie zagrania. Paskudnik miał już kilkanaście lat, chodził z Józefiną i uważał się za dorosłego. Pełnoprawni członkowie załogi nie przejmowali się jego marudzeniem, więc tym złośliwiej przyczepiał się do dzieci. Nawet rytm rozmów chciał dyktować i upierał się, że jedna osoba nie powinna wypowiadać dwóch zdań z rzędu, nie wspominając już o obowiązku kurczowego trzymania się tematu.

Ten człowiek wymagał bardziej zdecydowanych i wyrafinowanych działań. Przede wszystkim wepchnięto Karpia do najbliższej toalety – Kałach nie tolerował chłopaka. Każdy wiedział, że to małemu złośliwcowi nastolatek zawdzięczał znienawidzoną, ale szalenie popularną, ksywę. A może poszło o argumentację (że poziom inteligencji się zgadza, lecz starszy kolega ma zbyt mało masy mięśniowej, by zostać cekaemem)? A może o gorących uczuciach przesądziła piosenka nucona lub gwizdana przez Karpia przy każdej okazji? Słowa: „Och, Ziuta, ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet, tylko wina czasem brak” stały się w pewnych kręgach szlagierem. Niezależnie od przyczyn, gdyby niemal dorosły formalista zobaczył Karpia, osobiście odprowadziłby całą grupę do kajut. W tej części „Nowego Frama” dzieci właściwie nie miały prawa przebywać.

Aresztowany przez kolegów chłopiec podglądał przez uchylone drzwi swego miejsca odosobnienia, a reszta grupy gorączkowo dyskutowała. Ustalono, że do Kałacha pójdzie Norma, która przyjaźniła się z siostrą Józefiny. Dziewczyna jakoś zagada nastolatka, a w każdym razie powstrzyma go przed zerkaniem za zakręt korytarza, a tymczasem pozostali ratownicy, z Karpiem skulonym między co wyższymi chłopcami, poszukają okrężnej drogi do sterówki.

Plan się powiódł i po piętnastu minutach cała rozemocjonowana przygodą dziewiętnastka znalazła się u wylotu korytarza prowadzącego bezpośrednio na mostek kapitański.

– Bardzo dobrze. Możemy zaczynać. – Zyga złapał Śpioszkę za ramiona. – Pamiętasz, co masz robić?

Dziewczynka zdecydowanie pokiwała głową.

– No to niech któraś koleżanka wyśle ci wiadomość.

– Czekaj – interweniował Hiroł. Mocno potarł policzki małej. – Pobiegaj po schodach. Do zadyszki.

W końcu uznano, że Śpioszka wygląda na wystarczająco zmęczoną. Jedna z dziewcząt postukała w komunikator i na urządzeniu agentki wysyłanej na wraży teren pojawiło się pytanie:

 

<Pokoik> Nie zostawiłam wczoraj u Ciebie spinki?

 

Wiadomości towarzyszyła tak okropna sekwencja dźwięków, że ci, którzy jeszcze nie mieli okazji jej poznać, podskoczyli. Niektórzy nawet na pół metra – tak blisko osi statku panowało niskie ciążenie.

– Świetne!

– Oto etalon grozy!

– Leć!

Mali poszukiwacze cofnęli się, aby nie dało się zobaczyć ich z korytarza wiodącego na mostek i tylko w lusterku przymocowanym przez Wypadka do ściany obserwowali, jak Śpioszka w długaśnych susach dobiega do nieprzekraczalnych dla dzieci drzwi i zaczyna tarabanić po nich piąstkami.

Po mniej więcej czternastu latach nerwowego wyczekiwania, właz się uchylił, a czyjeś ręce wciągnęły dziewczynkę do środka.

Wyczekiwanie zrobiło się jeszcze bardziej nerwowe. Każda sekunda ciągnęła się, jakby chciała objąć wieki. Na pewno właśnie to miał na myśli nauczyciel astrofizyki, pan Targoński, kiedy opowiadał o dylatacji czasu. Ale jakim cudem NF osiągnął prędkość przyświetlną bez potwornego przyspieszenia?

Wreszcie Śpioszka wróciła do zniecierpliwionych przyjaciół.

– Opowiadaj!

– Jak tam jest?

– Fantastycznie! Nigdy mi się coś takiego nawet nie śniło! Mają takie bardzo wygodne i skomplikowane fotele, mnóstwo różnych wskaźników i ogromne ekrany. Dużo większe niż w sali obserwacyjnej. Ale nie wszystkie pokazują Kosmos.

– Cholibka! A co pokazują te inne? A wskaźniki? Opowiadaj! Na pewno wszystkich nas to bardzo ciekawi! Spokój.

– Różne rzeczy. Jakieś wykresy, schemat „Nowego Frama”, trajektorię lotu, liczby… Nie mam pojęcia, co pokazują wskaźniki. Niektóre pewnie to samo, co te w symulatorze szperacza albo wahadłowca, ale oficerowie mają ich strasznie dużo! Setki!

– Słuchaj, a bardzo się na ciebie denerwowali? – dopytywała się Emilka. – Wrzeszczeli?

– No! Powiedziałaś im tę historyjkę, którą przygotowaliśmy?

– Nie, byli bardzo mili. Wcale nie pytali, skąd się tam wzięłam. Od razu powiedzieli, że to najbezpieczniejsze miejsce na statku i że nic mi nie grozi. Pan Syficzny chciał wiedzieć, co mnie przestraszyło, z której strony dobiegały dźwięki, kiedy je usłyszałam…

– I co było dalej?!

– Szybko się zorientowali, że to komunikator. Pan Artvyzo wysłał do mnie wiadomość! Patrzcie!

Z dumą pokazała zebranym ekranik wyświetlający napis:

 

<Artvyzo> Czarny kłąb grozy. Próba mikrofonów.

 

– O ja cię… I co, i co?

– Jak usłyszeli ten okropny sygnał, to się bardzo śmiali. A potem przywrócili standardowe ustawienia, ostrzegli, żebym nie zostawiała komunikatora byle gdzie i kazali zmykać do kajuty.

– O rany! Ale ci zazdroszczę!

– Czekajcie! – ocknął się nagle Nadszyszkownik. – Przecież szukamy Darka. Widziałaś go tam?

Darka na mostku kapitańskim nie znaleziono.

 

***

 

Towarzystwo poszukiwaczy zebrało się tym razem w całkiem legalnym miejscu – na jednej z siłowni, do użytkowania których intensywnie zachęcano wszystkich członków załogi NF.

– No i gdzie on się podziewa?

– Sprawdziliśmy wszędzie! Calutki statek.

– Quetzalcoatl mi świadkiem, zajrzeliśmy w każdą dziurę…

– Czy to oznacza, że… że Dark… No, wiecie… Spokój.

– Nie! – kategorycznie zaprotestowała Aleksa. – Zerknęłam w rejestr zgonów, kiedy przeszukiwałam medoddział. Od ponad miesiąca nikt na statku nie umarł.

– No to gdzie jest Dark?!

– Jest jeszcze jedno miejsce… – mruknął Wypadek bardzo cichutko, jakby wolał, aby nikt go nie usłyszał.

– Jakie?! – Hiroł na słuch nie narzekał.

– Pomieszczenia silników rotacyjnych.

Po tym stwierdzeniu zapadła cisza głęboka jak czerń Kosmosu i niewygodna jak buty sprzed dwóch lat.

Silniki rotacyjne. Stosunkowo niewielkie urządzenia, które wprawiały statek w ruch obrotowy zapewniający na pokładach mieszkalnych (i większości roboczych) ciążenie tylko trochę niższe od ziemskiego. Albo tenże ruch hamowały. Albo dokonywały drobnych korekt… A aby skutecznie wykonywać te wszystkie zadania, umieszczone zostały na długich wysięgnikach w pobliżu rufy. Bo to gwarantowało odpowiednio duży moment siły. A przy okazji – odległość od osi obrotu walca NF na tyle sporą, że siła odśrodkowa dawała się mocno we znaki. Każdy z trzech silników zbudowano w niewielkim pomieszczeniu. Ot, wystarczającym, żeby umożliwić konserwację i nic więcej. Dorośli odwiedzali te salki niechętnie i rzadko – tylko, kiedy było to absolutnie konieczne. Jeżeli pobyt zapowiadał się na dłużej niż pół godziny, zakładali specjalne kombinezony masujące nogi, aby ułatwić sercom walkę ze zwiększonym ciężarem krwi. Dzieci nie pojawiały się tam nigdy. Nawet nie chodziło o listę straszliwych kar grożących każdemu przyłapanemu w tak niebezpiecznym i zakazanym miejscu. Wystarczał zwykły rozsądek, a na lekcjach budowę NF i jej implikacje omawiano dość dokładnie.

Ale Darka nie było nigdzie indziej.

W umysłach pojawiły się różne warianty ponurej wizji. We wszystkich ich przyjaciel leżał skulony, przygwożdżony siłą odśrodkowa do podłoża i nie mógł się ruszyć. Set wyobrażał sobie, że o pół metra dalej tkwi bidon z wodą, ale Dark nie jest w stanie wyciągnąć ręki. Basia słyszała oddech, coraz bardziej chrapliwy i coraz płytszy. Wypadek widział, jak na oczach bezsilnego chłopca zamykają się drzwi windy, a ta odjeżdża, specjalnie zaprogramowana, żeby po określonym czasie wrócić na górę – nie można było pozwolić, by w razie zasłabnięcia samotnego człowieka na dole brygada ratownicza musiała tracić cenne minuty na bezproduktywne czekanie. Każdy myślał o niebezpieczeństwach związanych z długotrwałym przeciążeniem…

– Idziemy tam? – Na twarzy Ahy wyraźnie było widać nadzieję na protesty i odmowy.

– Musimy – z niechęcią odrzekła Tęcza. – Tylko tam jeszcze nie szukaliśmy.

Mali ratownicy podnieśli się opornie, jakby nagle kombinezony przykleiły się do ławek. Buzie pobladły, ale w dziewiętnastu sercach poczucie lojalności wobec zaginionego kolegi zwyciężyło ze strachem. Bo czasami trzeba zaryzykować.

Teraz nawet nie kryli się zbytnio przed dorosłymi. Chyba nie mieli nastroju na wygłupy. A może to młode podświadomości apelowały do świata, żeby odprowadził je do bezpiecznych kajut?

A skoro dzieci maszerowały bez hałasu, z ponurą determinacją, to i dorośli nie zwracali na nie uwagi. Minęli w korytarzu wuefistę, pana Ambrożego, ale nawet nie spojrzał na uczniów – był bardzo zarobiony, tłumaczył panu Empacińskiemu, w jakich seriach należy robić pompki.

Spotkali również jedyne bliźniaczki na statku – panie Martę i Agatę. Te dostrzegły przechodzące dzieci, ale mimo to nie przerwały dyskusji o Prasłowianach.

Korytarz wiodący wzdłuż walca ciągnął się i ciągnął. Nogi przesuwały się niechętnie, jakby zwiększone ciążenie z wyprzedzeniem dopadło wybawców Darka. I nie wynikało to tylko z fizycznego zmęczenia. Przechodzili przez grodzie oddzielające poszczególne moduły statku. Jedna za drugą. Miękka wykładzina tłumiła odgłosy kroków. Każdy mógł bez przeszkód przeżywać prywatną, cichą gehennę.

Jakkolwiek długa nie była droga na rufę, kiedyś musiała się skończyć. Dotarli do niewielkiej salki, przed oczami mieli dwa wyjścia: śluzę, do wydostawania się na zewnątrz, aby dokonywać napraw kamer i skanerów zniszczonych lub pokrytych przez pył kosmiczny, konserwować poszycie i co tam jeszcze dorośli robią na powierzchni statku, oraz windę do pomieszczenia silnika. Winda. Tym razem, przy sporym przeciążeniu, awaryjna drabinka nie wchodziła w grę, a schodów nie było. Pomieszczonko leżało dalej od osi NF niż pokłady użytkowe. Już teraz dzieci czuły, że więcej ważą.

– Ktoś musi zostać tutaj – orzekł Nadszyszkownik.

– Chłopcy jadą na dół, dziewczyny czekają – zaproponował Fun.

– Nie ma mowy! Idę z wami! – wrzasnęła Finka.

– Ja też! – dołączyła Tęcza.

– Och, siedzenie tu i czekanie na was byłoby jeszcze gorsze niż przeciążenie! – wtórowała Emilka. – Od takiego niepokoju można oszaleć!

– Jesteśmy silniejsi, więcej wytrzymamy.

– A my lżejsze! I tylko spróbuj powiedzieć, że jest inaczej! – Finka wyszczerzyła zęby.

Aleksa i Tęcza nie robiły min, tylko stanęły po obu stronach przedmówczyni, splotły ręce na piersiach i dumnie zadarły podbródki. Reszta dziewcząt również delikatnie zasugerowała gotowość do awantury.

Nie znalazł się żaden samobójca chętny do głoszenia herezji. Ryzykować zdrowiem w zwiększonym ciążeniu to jedno, ale zadzierać z agresywnymi megierami to już całkiem inny rodzaj zagrożenia…

– Ależ, drogie i szanowne koleżanki! Nie w tym rzecz, kto ile waży. To po prostu zadanie dla silnych mężczyzn, nie dla kobiet. Na polowanie na grubego zwierza zawsze ruszają najodważniejsi wojownicy – przekonywał Borek Potasu.

Karp tylko cichutko zgrzytnął zębami. Jeśli istniały jakieś argumenty, które mogły zwiększyć determinację dziewczyn do towarzyszenia chłopcom, to Borek właśnie ich użył. Dobrze, że chociaż nie wspomniał o garnkach i pilnowaniu ogniska domowego. Teraz ambitne zarazy wylezą ze skór, byle tylko udowodnić swoją siłę i odwagę.

– Słuchajcie, naprawdę ktoś musi tu zostać. Ktoś rozsądny i cholernie odważny. Jeśli nie wyjdziemy po… załóżmy, dwudziestu minutach, trzeba wezwać pomoc. Czyli zadzwonić do dorosłych i powiedzieć im, co się stało. A to diabelnie trudne, sam wątpię, że dałbym radę. Wy jesteście wystarczająco rozsądne i odpowiedzialne, aby się nie zawahać.

– W każdym ekosystemie, dla przetrwania każdego gatunku najważniejsze są samice w wieku rozrodczym – tłumaczył Fun. – Możemy zaryzykować własnym życiem, ale nie waszym. Jesteście najbardziej cenne dla „Nowego Frama” i przyszłej kolonii…

Jesteście najcenniejsze – burknęła Norma, ale już bez złości, bez ognia w oczach, raczej z rezygnacją.

– No, dobrze – ustąpiła z wahaniem Finka.

Na szczęście logiczne wyjaśnienia na nią działały. Wyjęła z plecaka dwie ostatnie paczki ciasteczek.

– Zjedzcie to. Węglowodany mogą wam się przydać – zaoferowała, mając w głębi serca nadzieję, że chłopcy szlachetnie zasugerują wspólną konsumpcję.

Przeliczyła się. Pożarli herbatniczki, nawet nie spoglądając na dziewczyny.

Mali poszukiwacze zostawili plecaki, aby nie brać ani jednego zbędnego grama. Magiczna karta taty Wypadka odblokowała windę. Chłopcy weszli do kabiny.

– Pamiętajcie, dwadzieścia minut! – krzyknął jeszcze Zyga, drzwi się zamknęły i zaczęli zjeżdżać.

Trwało to okropnie długo – trasa nie należała do krótkich, a windę zaprojektowano, aby jechała wolno, nie tyle ze względu na wytrzymałość mechanizmów, co organizmów. Ciążenie stopniowo narastało. „Najodważniejsi wojownicy” usiedli, aby nie męczyć się niepotrzebnie. Najchętniej by się położyli, ale w kabinie było za mało miejsca. Maszyneria dźwigu nieprzyjemnie zgrzytała i skrzypiała. Wypadek zastanawiał się, jaki maksymalny ciężar może unieść wciągarka. Miał szczerą nadzieję, że dziesięciu chłopców nie stanowi problemu. Tabliczka przy wejściu mówiła o czterech osobach. On sam na Ziemi ważyłby około dwudziestu pięciu kilogramów. Pozostali nie wyglądali na o wiele wyższych lub grubszych. Razem to chyba będzie mniej niż czterech dorosłych?

Inni ratownicy pogrążyli się w równie niewesołych rozważaniach. Wszyscy wręcz czuli, jak stają się coraz ciężsi, jak krew spływa w najniżej położone części ciał, jak oddycha się z coraz większym trudem…

Wreszcie kabina dotarła na sam dół.

Podzielili się na dwójki (dla bezpieczeństwa! Zawsze któryś mógł stracić przytomność) i szybko przeszukiwali pomieszczenie. No, względnie szybko – ledwo powłóczyli nogami… Zmęczony, szurający krok za zmęczonym, szurającym krokiem. Powiedzenie „mieć nogi jak z ołowiu” nagle nabrało dosłownego znaczenia.

Kiedy upewnili się, że Dark nie kona w żadnym zakamarku salki, nagle brzęknął komunikator Seta. A za moment Wypadka, Hiroła i wszystkich pozostałych. Po chwili każdy chłopiec ze zdumieniem wpatrywał się w wiadomość:

 

<Dark> Spieprzajcie stamtąd! Migiem! Za kilkanaście minut zlecą się do Was dorośli!

 

Zaskoczeni, spojrzeli po sobie i ruszyli w stronę windy. Karp, który głęboko wierzył, że żadnej konwersacji nie należy zostawiać odłogiem, uparcie naparzał w swój komunikator:

 

<Karp> Dark! Gdzie jesteś? Dlaczego się nie odzywałeś?!

<Dark> We własnej kajucie. Byłem zajęty.

<Karp> Jak to? Twój tata mówił, że Cię nie widział. :-O

<Dark> Serio? Nie miałem czasu, żeby z nim pogadać.

Albo bębnię w kompa, albo śpię.

Ale widujemy się prawie codziennie.

<Karp> Martwiliśmy się o Ciebie, kufa! Co robiłeś?

<Dark> Sorki. Kapitan Jajcarski poprosił

mnie o pomoc przy jednym projekcie.

<Karp> Jak Cię dorwiemy, to dostaniesz łomot za tego

zbiorowego, puchatego łotdefaka!

Jak dorośli się dowiedzieli, że tu zeszliśmy?

<Dark> Uruchomiliście wszystkie możliwe alarmy, palanty!

<Karp> A skąd wiedziałeś, że to my?

<Dark> Komunikatory można zlokalizować, głąbie!

A już dziecinne to co minutę wysyłają sygnał do centrali.

<Karp> Nie miałem pojęcia, karwia!

<Dark> Po coście w ogóle poleźli do silników? Porąbało Was?

<Karp> Ciebie szukaliśmy, ciołku!

<Dark> O rany! Serio? Dobra, spróbuję jakoś wytłumaczyć

kapitanowi, że mieliście zacne intencje.

<Karp> O w mordeczkę! To kapitan też wie?

<Dark> No. Gdyby Jajcarski nie był cholernie zaangażowany

w projekt SF3015, to już wszyscy mielibyście takie bany,

że do pełnoletności byście z modułu mieszkalnego nie wyjrzeli.

 

Chłopcy pochylali się nad komunikatorem Karpia, aby chociaż biernie uczestniczyć w wymianie zdań. Winda nadal wlokła się niemiłosiernie wolno. Ale z każdym metrem z młodych barków spadały nadmiarowe kilogramy. Oddychało się lżej, Dark był cały i zdrowy… A nieuniknione awantury rodziców… Trzeba będzie je przeżyć. Prawdziwi mężczyźni potrafią ponosić konsekwencje swoich czynów.

Kabina wreszcie dowlokła się do najwyższego punktu, drzwi się otworzyły. Mali ratownicy poprzepychali się trochę przy wyjściu, wreszcie wysypali się na zewnątrz i… I zamarli.

W salce nie było ani śladu dziewczyn. No nie, ślady były – porozrzucane plecaki, pod ścianą leżał czyjś komunikator…

– Jeżu kolczasty! Co tu się stało?

– Od razu mówiłem, że babom nie można ufać – mruknął Kormoran. – Miały wezwać pomoc w razie potrzeby i co? Teraz my musimy ich szukać…

Nadszyszkownik już wysyłał pytanie do Darka. Skoro ludzi można lokalizować, niech sprawca całego zamieszania się postara. Po dwóch minutach nadeszła odpowiedź, a nawet dwie:

 

<Dark> Pokoik powinna być z wami. Reszta dziewczyn

siedzi w mesie na pomarańczowym pokładzie.

<Dark> I spadajcie stamtąd jak najszybciej.

Po wyjściu pierwszym korytarzem w lewo, potem w górę

po schodach. Inaczej wrąbiecie się prosto w dorosłych.

 

Każdy z poszukiwaczy pomyślał, że nieuchronna kara nieuchronną karą, ale lepiej spotkać rodziców we własnej kajucie, symulując odrabianie pracy domowej, niż na miejscu zbrodni.

– No, panowie! Zbieramy graty i robimy, jak radzi Dark!

 

Udało się umknąć przed dorosłymi. Na razie.

Chłopcy bez najmniejszego problemu znaleźli dziewczyny, ciągle siedzące w mesie i trajkoczące. Naradzały się, czy powinny wrócić na porzucony posterunek.

– Dlaczego, do stada czarnych dziur, jesteście tutaj?

Zapytane stropiły się, nawet najbardziej pyskate nagle odkryły coś niezmiernie frapującego na czubkach butów.

– To długa historia… – wydukała w końcu Aha.

– Słuchamy.

Dziewczyny zaczęły, przerywając sobie nawzajem, zdawać relację:

– Po waszym odjeździe siedziałyśmy i było nudno…

– Bardzo się denerwowałyśmy…

– …więc Aleksa włączyła monitor kamery przy śluzie.

– To ja włączyłam!

– No dobrze, nie Aleksa, tylko Pokoik. Ale gwiazdy tak strasznie szybko migały…

 

Cały statek wirował bez przerwy, zatem nieprzetworzony obraz z kamery na zewnątrz pokazywał głównie świetlne smugi. Błędnik ludzi nieprzyzwyczajonych do tego widoku buntował się po kilkunastu sekundach, wysyłając właściciela z priorytetową misją znalezienia łazienki. Dziewczynki jeszcze nie wyrosły z wieku, kiedy z przyjemnością szaleje się na karuzelach, więc wytrzymały prawie pół minuty.

Potem wymyśliły, że, aby zagłuszyć niepokój, będą opowiadać różne historyjki.

Najpierw Emilka przytoczyła niebywale zabawną bajkę o czerwonym karle. Zachwycone słuchaczki długo chichotały i cytowały co celniejsze żarciki.

Później przyszła kolej na Basię. Ta zaserwowała szalenie sugestywny horror o członku załogi, który podczas konserwacji poszycia odleciał w Kosmos i zaginął. Umarł, kiedy skończył mu się tlen, lecz potem odnalazł w bezmiarze pustki kruchą łupinkę wypełnioną ludźmi, wrócił do niej, a teraz krąży w poszukiwaniu ofiar, aby zdobyć towarzyszy w swej wiecznej, ponurej wachcie.

Basia właśnie opowiadała, jakie konsekwencje grożą każdemu, kto choćby ujrzy zamarzniętego nieboszczyka, gdy maszyneria windy ożyła. Zgrzyty urządzeń tak doskonale wpisały się w wizję bajarki, że audytorium aż podskoczyło. Większość zasłuchanych dziewcząt natychmiast zorientowała się, że to chłopcy wracają ze swojej misji, ale część przez dłuższą chwilę rozglądała się w oszołomieniu. I któraś z nich zobaczyła na wciąż pracującym monitorze rękę kosmonauty dryfującą powoli tuż przed obiektywem kamery.

Dziki wrzask.

Ramię wyciągnięte w stronę ekranu.

I w tym momencie…

 

I w tym momencie do mesy wpadli wściekli rodzice całej czeredy, definitywnie przerywając przepływ informacji między latoroślami…

 

Epilog

 

Borek Potasu już leżał w koi. O tej porze prawe oko zwykle samo mu się przymykało, ale dzisiaj adrenalina wciąż buzowała w żyłach. Dziwne, że od niedawnej awantury, zakończonej imponującym wachlarzem szlabanów, nie porozwalały się ściany kajuty. Tak potężny ochrzan nie miał prawa zmieścić się w tak skromnej objętości. Jednak technologia to potęga i inżynierowie zdołali zaprojektować przegrody cienkie, lecz niesamowicie wytrzymałe.

Komunikator zapiszczał. Chłopiec natychmiast wyłączył dźwięk i zanurkował z urządzeniem pod koc (po co przypominać rodzicom, że kontaktów z pozostałymi uczestnikami wyprawy jeszcze mu nie zabronili?). Karp napisał:

 

<Karp> Śpisz?

<KB> Nie. Co tam?

<Karp> Stary powiedział, że mam być wdzięczny,

że na NF nie ma ani kawałka skóry.

Kumasz, o co mu chodzi?

<KB> Kiedyś, na Ziemi, rodzice bili dzieci skórzanymi pasami.

<Karp> Auć! Barbarzyństwo! Chyba faktycznie jestem

wdzięczny. :-) Chociaż dostałem tyle banów… Jeśli jeszcze

mogę legalnie oddychać, to tylko przez niedopatrzenie. :-(

Co u Ciebie?

<KB> To samo. Tylko mam się cieszyć, że w modułach

hydroponicznych nie uprawiamy grochu.

<Karp> Nie rozumiem.

<KB> Nieważne. Ja rozumiem. >1/2 joke mode on<

I naprawdę się cieszę. >1/2 joke mode off<

<Karp> Dobra, nie wkurwiam… Ta autokorekta!

Nie wkurzam bardziej starych i idę spać.

Dzięki za wyjaśnienia. :-)

<KB> NMZC, PSNP.

Koniec

Komentarze

Borek Potasu // Bromek potasu <> zdecyduj się, ujednolić, to Twoja jedyna szansa… :-)

Ojej! Jak mogłam coś takiego przepuścić? Już poprawiam, dzięki. :-)

 

Edit: Zrobione. Bardzo Borka przepraszam.

Babska logika rządzi!

Aha, czas reakcji pokazuje, że Koleżanka tkwiła kamieniem przy komputerze, w zasięgu rąk mając kropelki nasercowe… :-)

Borek żeby trudniej było zgadnąć? Pozwolę sobie zauważyć, że po “odzywkach” bez trudu zidentyfikowałyby i zidentyfikowaliby mnie wszystkie oraz wszyscy ze stażem dłuższym od kilku miesięcy.

Dobra, odstaw ten kardiamid, walerianę też. Łapanki nie będzie, bo raz, że u Ciebie trudno znaleźć ewidentne błędy, a dwa, za długie to opowiadanie, a ja dzisiaj leniwy jestem. Kosmolot opisany jak należy, życie w nim – oglądane z punktu widzenia młodzieży młodszej – też udanie opisane. Kilka ładnych metaforek, humorystyczne charakterystyki postaci – czego chcieć więcej? Fru! do B.

Jedno zastrzegam: ja nie nominuję, bo mi nie wypada, spodobałem się sobie na portrecie przez Ciebie malowanym.

Ło matko, ale upchnęłaś ludzisków. Chyba nie wszystkich odgadłam, ale to nic.

Rzuciło mi się w oczy: 

<Dark> Pokoik powinna być z wami. Reszta dziewczyn

siedzi w mesie na pomarańczowym pokładzie. 

Powinna być, ale jej nie było, a przynajmniej nie napisałaś o tym :-)

Dark to nasz zaginiony kolega Brajt?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to ja uznam się za genialną. I niech mi ktoś powie, że to niemożliwe! Zerknijcie do nominowania w bibliotece – 4xbemik. Można? Można. 

 

Na poważnie: zaraz poproszę beryla o pomoc, chciałam tylko pokazać, co się dziej na NF. 

Nie kilkajcie na razie na bibliotekę, niech beryl usunie błąd – czyli niech zostanie tylko jeden klik bemika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję. :-)

Zawsze staram się wstawiać teksty wtedy, kiedy mogę posiedzieć przy kompie. Ale z kropelkami nie trafiłeś. Serce mam jak dzwon a i Czytelników chyba nie muszę się bać. Prawda? :-)

Borek. Kiedyś marudziłeś, że “Król Białorusi” (czy jakoś podobnie) Ci nie leży. No to wymyśliłam inne rozwinięcie skrótu, powszechnie używanie. To prawda, masz kilka charakterystycznych powiedzonek. Tym bardziej mogłam szaleć z ksywką, wiedząc, że wszyscy bywalcy, nawet nie-chemicy, się zorientują. Niestety, nie w każdym przypadku tak łatwo poszło. :-/

Czyżbym za bardzo się podlizywała? Jak to?! Nie zwróciłeś uwagi na ten nawias wetknięty w scence, w której narrator przyjął Twój punkt widzenia? Toż to czysta złośliwość była!

Babska logika rządzi!

O, i Bemik się dopisała. Dziękuję. :-)

Ano, upchnęłam. Nie chciałam pomijać nikogo, kto często gości pod moimi tekstami, to i zrobił się tłumek dzieciaków i dorosłych.

Jak to, nie wszystkich odgadłaś? Daj znać na PW, kto stwarzał problemy, coś z tym zrobię. Z Darkiem dobrze kombinujesz. Brak Pokoik zaraz Ci wyjaśnię.

 

Edit: No, faktycznie, zgłoszenia do Biblioteki ciekawie wyglądają. Ja tam zakładam, że Bemik tekst tak się spodobał, że klikała na B. rękoma i nogami. ;-)

Babska logika rządzi!

Bemik, ale masz moc sprawczą! To się dopiero nazywa zadowolenie z tekstu! :) A ja na razie tylko obserwacyjnie, jeszcze nie czytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No, masz rację Finklo – dwie nóżki, dwie rączki plus główka – i masz skierowanie na główną!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

O, widzę, że Morgi idzie tym samym tropem. OK, poczekam na komentarz właściwy. :-)

Bemik, no to szkoda, że jednak nie dołożyłaś z bańki. Byłby rekord wszech czasów – drugi czytelnik i Biblioteka. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja przeczytałem, bibliotekę przybiłem – siedźta cicho, to może tekst już w niej zostanie – do komentarza jeszcze wrócę. Czasu teraz niet.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No cóż, Cieniu, miło że Ci się podobało.

Ale wolałabym uczciwą Bibliotekę, do której przyczyniło się pięcioro zadowolonych czytelników. Nic to, mam nadzieję, że tekst i tak by się jej doczekał. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.

Dzięki i czekam na prawdziwy komentarz.

Babska logika rządzi!

Jeszcze nie czytałem, wpadłem rzec tylko:

Ale biblioteczny szwindel! ;)

 

Jedno pytanie, od koronera, do bemik:

Przypadkiem dźgnęłaś bibliotekę? Przypadkiem cztery razy… ;)

 

Dodam, po cichu, że punkt można cofnąć, usunąć, ale tylko przed trafieniem opka do biblioteki.

 

A już na serio, to faktycznie mamy problem, problem, który może położyć cały system, a awanse do biblioteki obrócić w wielką hucpe :( 

 

Apokalipsa!!!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgulu, nie, bibliotekę dźgnęłam specjalnie i sądziłam, że jak Pan Bóg przykazał będzie jeden klik. Najpierw pojawiły się dwa, cofałam i znowu i znowu. A kiedy pojawiły się cztery, stwierdziłam, że zostawię, aby zajął się tym ktoś kompetentny. Niestety, Cień Burzy zadziałał jak burza i po ptokach. 

Mogę spróbować przy innym opowiadaniu.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nazgulu, dzięki za wizytę. Ładnie to tak czytać komentarze przed opowiadaniem? ;-)

No, narobiło się. Bemik wspominała już wcześniej o tym problemie, ale teraz to poszła na całość. ;-)

Wobec powyższego proponuję, żeby ci, którzy chcieliby i mogli kliknąć na B., zaznaczali to w komentarzach. Jak się uzbiera pięć głosów, to poczuję się spokojniej.

Babska logika rządzi!

Finklo, na pewno się uzbierają jeszcze trzy głosy (mój i Cienia już masz), bo ja chciałam normalnie, jednym klikiem pokazać, że tekst m się podoba, tyle że system stwierdził, iż musi po czterokroć powielić mój głos.

Mało tego – komentarze też mi się dublują.

Spróbowałam przy innym opowiadaniu kliknąć na bibliotekę – tam wyszły tylko dwa głosy i udało się jeden, a potem drugi wycofać. Widać, że tekst Finki jest wyjątkowy.:-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Aaaaa… Bemik, przepraszam, problem nie jest mi znany (mi nigdy nic takiego się nie przytrafiło). Myślałem, że po prostu, cztery razy… ;)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Mam taką nadzieję. :-)

Ja już się doliczyłam trzech – Adam też coś o Bibliotece wspominał, chociaż nie kliknął.

No, Bemik, szczodra z Ciebie kobieta. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja też bym kliknęła. Po pierwsze, dlatego że opowiadanie szalenie sympatyczne, lekko i sprawnie napisane, po drugie: bo ja w nim jestem, po trzecie: opowiadanie szalenie sympatyczne, bo ja w nim jestem ( no i parę innych fajnych osób też);)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

To mój “klik” byłby czwarty ;)

Bardzo przyjemny, dowcipny i zacnie napisany tekst, gdzie humor nie jest zasłoną dla ewentualnych błędów logicznych i niedoskonałości świata przedstawianego, bo ich zwyczajnie nie ma. Wcale mnie to nie dziwi, zważywszy na autorkę i wcale nie twierdzę tak dlatego, że w tym opku jestem niemal klucznikiem z matrixa, który otwiera wszelkie drzwi (choć z niektórymi schodzi mi 3 lata :).

Myślałem, że po mojej dłuższej nieobecności już nie mam co liczyć na rolę w opku, a tu proszę – sympatyczna postać w dobrym opowiadaniu i doborowym towarzystwie. Dzięki.

To już Ci się Finklo uzbierało, możesz spać spokojnie :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No to mamy komplet klików. Uff! Dziękuję. :-)

Alex, jak Ci niewiele do szczęścia potrzeba. Tylko trochę sympatii i lusterko. ;-)

Unfallu, no, z tym brakiem niedoskonałości, to bym się tak nie zarzekała. To, że my czegoś nie widzimy… Nie, nie jesteś tylko klucznikiem. Znasz doskonale statek i zasady jego działania – tata-mechanik swoje robi. ;-) Nieobecny jesteś, ale mam wrażenie, że do moich tekstów od czasu do czasu zaglądasz (może i pod naszą, nieco już przykurzoną, pierzynkę kiedyś zabłądzisz), więc rola Ci się należała. :-)

Babska logika rządzi!

Bemik, ano mogę. Nie to, żebym od razu zamierzała skorzystać z szansy. ;-)

Babska logika rządzi!

Mylne przypuszczenie Koleżanki F.: Adam też coś o Bibliotece wspominał, chociaż nie kliknął.

Świadom odpowiedzialności za słowa stwierdzam z ponadpięcioiółtonowym naciskiem: kliknełem / klikłem (do wyboru). Raz tylko, ale za to jako pierwszy, aha… :-)

Inna sprawa, że z komentarzy poświęconych kierowaniu tekstu do Biblioteki wynikałoby, że widome świadectwo mojego doniosłego i odważnego czynu stało się niewidoczne. Coś nie tak z mechaniką portalu? Mój klik zniknął, bemikowy rozmnożył się do czworaczków? Coś tu, panie dziejku, nie sztymuje…

Zdziwniej i zdziwniej… Kiedy patrzyłam, widziałam tam tylko 4 x Bemik i ani jednego Adama. Cuda się dzieją w Bibliotece. Duch się wynudził i zaczął straszyć?

Babska logika rządzi!

Ja też czytałam o adamowym kliku, ale go nie widziałam. Moje czworaczki były jedyne. :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Albo jedyne, albo – kukułeczki – pozostałe głosy wypchnęły… ;-)

Babska logika rządzi!

Borek Potasu ubawił mnie uprzednio, cieszę się, że i Darek się znalazł.

 

Opowieść dla młodszej młodzieży z oczkiem do starszej, bohaterowie potraktowani “po czesku”, słowem, miło, z odrobiną życzliwej ironii. Zabrakło mi tylko cw,ctp. ;-) Niziurski w kosmologię?

 

Karp w kiblu… Dobrze, że nikt nie spuścił wody :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. :-)

Cieszę się, że rozbawiło. :-) To nie po raz pierwszy dopatrujesz się czeskiej życzliwości w moich tekstach. Cóż, tym razem wyjątkowo lubię bohaterów, po prostu nie mogłam być dla nich nadmiernie wredna.

Niziurski, powiadasz? Pewnie można i tak to nazwać.

CW,CTP. Ba, gdybym wiedziała, co to znaczy, może i spróbowałabym wpleść. Ale KB nigdy się nie przyznał, co chciał przez to powiedzieć.

Nie no, jakie znowu spuszczanie wody?! Toż tam byli najlepsi kumple Karpia! Sam rozumiesz, że trzeba było młodego szybko schować przed Kałachem, a tu wszystkie inne drzwi pozamykane…

Babska logika rządzi!

W jednym z drabli, pisanych na improwizowany konkurs, znalazła się odpowiedź, ale jak mi, przyczynie małego zamieszania i “osi” konkursu, nie wypadało oceniać i ujawniać znaczenia akronimu, tak teraz już nie ma to chyba znaczenia.

Bardzo ładny tekst. A, co ważniejsze, tutaj nie beczę bez potrzeby.

Chwałaż Ci, Finko… Finklo kochana :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Tak to działa.

;)

Nie biegam, bo nie lubię

Szlag, przez parę godzin nie mogłam się połączyć z Internetem. :-(

Nic to, lufcik na świat wreszcie się odblokował.

Dziękuję za wszystkie komentarze. :-)

Adamie, mnie ten problem cały czas nurtuje. Ale mówisz, że ktoś podał prawidłową odpowiedź? Hmmm. Trzeba by było przypomnieć sobie okoliczności i przejrzeć drabelki…

Emelkali, fajnie, że tekst przypadł do gustu. A, bo łzy to ostateczność. Zresztą, wszystko dobrze się skończyło i nie ma co płakać.

Corcoranie, ale co chciałeś przez to powiedzieć?

Babska logika rządzi!

Zaiste, Burza jest straszna. Wpadnie, namiesza, cały koncept rozpierdzieli, coś tam pogrzmi i zniknie. Przepraszam, że zepsułem zabawę z Biblioteką. Komentarzy uprzednio nie czytałem, świadom wystosowanej prośby nie byłem. Po prostu zrobiłem swoją robotę. Ale więcej już nie będę. Koniec klikania, żegnaj bibliotekarska mocy…

 

Zarąbistości Ty moja, szacuken. Pomysł bayerancki, wykonanie – jeszcze lepsze. Co prawda nie wszystkie postaci udało mi się rozpoznać (Who the fuck is Karp? ;), ale doskonale znajomych akcentów nie brakło, a w dodatku większość jest genialnie wkomponowana w tekst. Natomiast dysputa między Dyrektywą a Królem Panem – klękajcie narodzi białoruscy. Cieniu płakał jak klepał Bibliotekę.

Ogólnie jest bardzo sympatycznie i śmiesznie, a przekreować nas na dziatwę udało Ci się po prostu nadzwyczajnie. Styl znów o wiele mniej relacjonatorski niż to zazwyczaj u Ciebie bywa, co też jest fajne bardzo.

Generalnie, ciężko się przywalić do czegokolwiek: swoją robotę tekścik robi lepiej niż Jan Niezbędny.

Tylko, tego… Wiesz, że to co napiszę za chwilę, wcale – kontekstowo – nie znaczy “spokój”?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przeczytałam i całkiem fajnie wyszło. Podobało mi się. :) Postaci było naprawdę duuużo i chyba też nie wszystkich odgadłam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No dobra, zebrało się pięcioro sprawiedliwych usatysfakcjonowanych, więc problem zniknął. OK, rozumiem, że nie czytałeś komentarzy, ale nie wydawało Ci się, że lista zgłaszających wygląda cośkolwieczek dziwnie? ;-)

No masz ci los! Następny się wyrzeka mocy klikawczej!

Pomysł bayerancki,

Bayer, aspiryna, ból głowy… Cholera, nie jest dobrze. ;-)

Who the fuck is Karp? ;)

Jak Cię ogonkiem chlaśnie, to się zorientujesz. ;-) Dobra, jak chcesz, to pytaj na PW, wyłuszczę who is who.

Natomiast dysputa między Dyrektywą a Królem Panem – klękajcie narodzi białoruscy.

Cieszę się, że przypadła do gustu. Oj, ciężko się pisało ten kawałek. Takie żarciki podrabiać to nie to samo to bułkę wszamać, musiałam się podeprzeć słownikiem… Ale najwyraźniej warto było. :-)

I fajnie, że udało mi się utrzymać w mniej reporterskim stylu. W niektórych momentach świadomie i z premedytacją próbowałam grać na emocjach, może się udało…

Tylko, tego… Wiesz, że to co napiszę za chwilę, wcale – kontekstowo – nie znaczy “spokój”?

Tak podejrzewam. ;-) Ale Wiatr Słoneczny jest za mały na takie dorosłe konteksty.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Morgiano.

Fajnie, że się spodobało. :-)

No to to samo, co w poprzednich przypadkach. Pytaj na PW, wytłumaczę.

Babska logika rządzi!

OK, rozumiem, że nie czytałeś komentarzy, ale nie wydawało Ci się, że lista zgłaszających wygląda cośkolwieczek dziwnie? ;-)

Oczywiście, że mi się wydawało! A Ty myślisz, że dlaczego kliknąłem tak prędko? Zmarnować okazję, żeby posłać Cię do Biblio w takiej sytuacji? I nie dowidzieć, się, “co będzie gdy”? A nigdy i w życiu!

 

Ale Wiatr Słoneczny jest za mały na takie dorosłe konteksty.

Za mały? On? Powiedziałbym coś, ale z tego co widzę, tu same dzieci są, więc się pomiarkuję. Tym razem.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ja tam Ci na ręce nie patrzyłam, jak szybko klikasz… ;-)

Nie no, kilku dorosłych też było. Możesz do nich napisać. Jeśli akurat odgadłeś, którzy to… ;-p

Babska logika rządzi!

Mogę napisać? Mogę! Ale po co? Żeby się pochwalić, że… Tam prawie sami faceci byli, a czasy, kiedy człowiek rozmawiał na takie tematy z kolegami minęły już dawno i były nieprawdą.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Czekaj, czekaj, bo się gubię. Czyżby peace = piss?

Babska logika rządzi!

Oj… Nie popadajmy w skrajności.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No to nie wiem, o czym jeszcze (związanym z “Peace!”) rozmawiają faceci między sobą w młodości.

Babska logika rządzi!

Ech… A skąd wniosek, że my dalej o “Peace”?^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No tak mi się wydawało, że cały czas o tym…

Ech, sens lubi gubić się w warstwach bawełny, zwłaszcza po północy.

Babska logika rządzi!

Dlatego też po gentlemeńsku zasugeruję Pani zasłużony spoczynek, Madame.

 

Kolorastych i radościowatych.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

No popatrz, życzenia dotarły i się spełniły, zanim zdążyłam przeczytać. ;-)

Babska logika rządzi!

A ja dziś sprawdziłam swoje moce :-(  Dziś już jest wszystko normalnie: pojedyncze wpisy, pojedyncze kliki na bibliotekę, buuu. A było tak fajnie wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pojedyncze wpisy, powiadasz. wink

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

No właśnie zauważyłam. Cholercia! Ale działa tylko przy wpisach, przy klikach do biblioteki nie działa.

Wczoraj przy komentarzach dublowało mnie sporadycznie, dziś przy każdym :-(

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Albo Beryl zadziałał, albo Duch przestał straszyć… ;-)

Edit: No to dzisiaj supermoce Bemik skupiają się na komentarzach. ;-)

Babska logika rządzi!

Kostko, dzięki za wizytę. A jakieś uwagi do tekstu? :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem już wczoraj, ale sama wiesz, że aby wyciągnąć smaczki, trzeba być stałym bywalcem (miałem napisać starym, ale w porę ugryzłem się w spację). Może za kilka miesięcy będę w stanie docenić pisane dla wąskiej grupy opowiadania. 

 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

No wiem, ale to co? Tekst tak całkiem bez smaku?

Pociesz się, że niektórzy ze stałych bywalców też nie wszystkich rozpoznali. :-/

Babska logika rządzi!

Nie napisałem, że bez smaku. smiley

Niestety wiedza, że coś mi umyka, czegoś nie łapię, ma spory wpływ na mój odbiór tekstu.

Tak samo czytałem przesympatyczne “Truskawkowo”, czy ostatnio “Kamienicę”.

Coś jakbym oglądał serial od pierwszego odcinka drugiego sezonu. Niby dobrze się człowiek bawi, ale gdzieś pod czaszką się telepie, że w obrazie jest więcej szczegółów, których nie widzi, a ja nie znoszę tego uczucia. Dlatego czytam, nie bez przyjemności, ale oceniać się boję, bo gdy nie wszystko się rozumie, łatwo zrobić z siebie durnia. Wtorek dzisiaj, limit kompromitacji na ten tydzień wyczerpałem.wink

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

No dobrze, nie będę zmuszać. Rozumiem. Musisz przeczytać mnóstwo tekstów i komentarzy i wszystko będzie dobrze. ;-)

Gdyby coś Cię bardzo gryzło, pytaj na PW, wytłumaczę, do kogo i czego piję.

Limit wyczerpany? Toś się szybko uwinął… Nie zauważyłam wczoraj jakichś strasznych wpadek.

Babska logika rządzi!

Nadrabiam braki, ale czytam NF dopiero od maja, ciągle przybywa ludzi, opowiadań. Nie ma szans wgryźć się w to uniwersum ot tak, z marszu. 

O PW będę pamiętał, na pewno będzie okazja, dzięki.smiley

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Z tym przybywaniem opowiadań to różnie bywa – trzytysięczne opowiadanie było już dwa razy wstawiane. ;-)

Ale masz rację – z marszu tego nie łykniesz. Trzeba odpowiednich przygotowań. :-) Powodzenia w treningach. :-)

Babska logika rządzi!

Pisałaś kiedyś, Droga Finklo, teksty dla dzieci?

Wybacz mą ignorancję, być może powinienem wiedzieć takie rzeczy jak to, iż oprócz bycia Finklą na portalu NF, jesteś również poczytną autorką literatury dziecięco-młodzieżowej… Zmierzam do tego, że Twój tekst jest świetnym opowiadaniem dla dzieci właśnie. Oczywiście sporo tam fajnych żartów dla dorosłych, ale sam nastrój, akcja, fabuła jest bardzo dziecięca. W dobrym znaczeniu, ma się rozumieć, nie infantylna, jeno zrobiona pod dziecięcego odbiorcę.

Nie rzucasz młodych bohaterów w wiry ciemnych spraw dorosłych, nie ma tu psychologii trudnego dzieciństwa, czy też innych traum, żadnych kryminalnych zagadek, horrorów, utrat niewinności, zderzeń z zakłamaną dorosłością i tym podobnych bzdur. Fundujesz im za to przygodę, skrojoną na miarę ich dziecięcego świata. Eksplorują swoją rzeczywistość (dla nas fantastyczną, lecz dla nich to środowisko naturalne, choć jeszcze niepoznane do końca), ruszają na poszukiwania kolegi, któremu ostatecznie zupełnie nic nie groziło, za przeciwników mają dorosłych (a właściwie narzucone przez nich ograniczenia), a na końcu drogi nie czai się żadne realne zło. Poza solidną burą. Ale quest i adventure jest? Jest. I to chyba największy, jaki młoda drużyna do tej pory mogła przeżyć.

I chyba dlatego właśnie tak bardzo podobał mi się Twój tekst. Oczywiście jest również świetny humor, rewelacyjne dialogi i cała ta zabawa w odnajdywanie parodystycznych nawiązań… No i do tego sam pomysł przedstawienia fantastów (bo to wszak opowiadanie o fantastach i dla fantastów) jako dzieci.

Bo żeby być fantastą, trzeba mieć dużo z dziecka. Nawet, jeśli niektórzy próbują ten fakt głęboko ukrywać ;-)

Ja sam, mimo żem wciąż młody, rześki i przystojny, muszę naokrągło sobie o istnieniu wewnętrznego dziecka przypominać. I chyba walkę przegrywam, czego dowodem (to jakiś znak, napewno) jest fakt, iż zostałem u Ciebie panem od fizyki. Czyli stworem z drugiego końca dziecięcej skali :-)

 

Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Uf, udało mi się wreszcie nadrobić trochę zaległości i przeczytać o bohaterskiej ekipie :) 

Finklo – cud, miód i malina :) Gdybym wyrobiła się wcześniej, kliknęłabym i ja bibliotekę, ale cóż – kto późno przychodzi itd. 

 

Dziękuję za rolę i niespotykaną możliwość odwiedzin na mostku! To dopiero było przeżycie :) 

 

A na razie wracam do tekstu, żeby wypisać bohaterów, których nie udało mi się od razu rozpoznać. I będę ich szukać w odmętach portalu :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję. Miło, że Wam się podobało.

Thargone, i tak, i nie. Właśnie próbuję napisać dłuższy tekst dla dzieci, ale chyba żaden człowiek młodszy niż Koza Junior moich opowiadań nie czytał. Niniejszą przygodę opisałam tak na boku, jako odskocznię. Ale Twoje słowa wyjątkowo mnie cieszą. :-)

Właściwie teraz nie próbowałam stworzyć tekstu dla dzieci, ale skoro bohaterowie małoletni, to nie mogli rzucać żarcików z podtekstem albo kląć jak rosyjscy marynarze. Wiatr Słoneczny na razie nie interesuje się cyckami. ;-) To są dzieci i mają takie problemy, jakie według mnie dzieci mieć powinny: że dorośli przyłapią na jakiejś psocie, że będzie kara, że nie wiadomo do końca, o co temu panu od astrofizyki chodzi, a klasówka i tak będzie…

Moje światy często są pogodne i sympatyczne. Jakoś nie ciągnie mnie w stronę zua i mhroku.

Żeby być fantastą trzeba mieć coś z dziecka? To niezupełnie tak; żeby nie dać się zwariować, trzeba to mieć. Wydaje mi się, że dzieci (zwłaszcza małe) mają bardzo zdrowe systemy wartości. Tylko później gdzieś je gubią. :-(

To nie do końca tak, że ci, którym trafiły się role dorosłych, są w realu starsi i poważniejsi. No, nie wszyscy mogli być dzieciakami. Ktoś ten cały statek musiał pilotować, karmić pilotów, szkolić przyszłą kadrę… :-)

 

Śniąca, na Bibliotekę to mało kto się załapał. Bemik próbowała zmonopolizować rynek. ;-)

Cieszę się, że spodobało Ci się na mostku. Ale mogłabyś więcej rzeczy zapamiętać. ;-p

Powodzenia w rozszyfrowywaniu bohaterów i polowaniu na nich. Gdyby nie było innego wyjścia – pisz PW.

 

Edit: Thargone, a horrory są. Emilka i Zyga oglądają. Zapewne w tajemnicy przed rodzicami. ;-)

Babska logika rządzi!

Choroba, znowu wyszedłem na chama i nie podziękowałem za to, że i ja pojawiam się w tekście.

Niniejszym, dziękuję.smiley

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Ale mogłabyś więcej rzeczy zapamiętać. ;-p

Tak to jest, gdy za dużo wrażeń na raz – tylko część się zapamiętuje ;) 

 

 Gdyby nie było innego wyjścia – pisz PW.

W życiu! Trupem padnę, ale muszę odgadnąć sama – umysł (jak każdy inny organ) nie będąc używanym zanika ;) Trzeba go więc ćwiczyć i do pracy gonić :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Kostko, eee… Znalazłeś siebie w tekście? Nie no, skoro gdzieś tam się widzisz, to w porządku… Chociaż mi się wydawało, że za młody stażem i za mało aktywny jesteś na takie ekscesy, ale co ja tam wiem.

 

Śniąca, no to trzymam kciuki. Może ludzie chociaż nieświadomie podpowiedzą, ciesząc się, że dostali rolę. Już odhaczasz wszystkich komentujących? ;-)

Babska logika rządzi!

Co?! Nie?!

Jak to nie?!

Dalszy ciąg wypowiedzi Wiatra Słonecznego został brutalnie urwany przez kopnięcie w kostkę.

 

Teraz każdy, przynajmniej raz zobaczy (@bemik cztery razy) oto dowód! Na piśmie! 

devil

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

U Finkli zawsze tłumy niczym na jakimś meczu. Może być problem ze zgadnięciem. Ja w życiu bym się nie domyśliła niektórych. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Kostko – faktycznie! Pojawiasz się, ale małą literą i tylko po to, by zostać skopany… Ja nie wiem, czy jest za co dziękować… ;-)

Morgiano, komentarzy dużo więcej niż ludzi. Zawsze to jakieś ograniczenie wyboru, bo wszystkich użytkowników tysiące… Dobrze przynajmniej, że na szaliki za ciepło. ;-)

Babska logika rządzi!

Kostko – faktycznie! Pojawiasz się, ale małą literą i tylko po to, by zostać skopany…

 

Pal licho, przeżyję. laugh

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Jeśli to się częściej powtarza, to faktycznie mogłeś już wyrobić sobie pewną odporność. ;-)

Babska logika rządzi!

Kurczę, a już miałam nadzieję na jakieś nowe barwy… Myślałam, że ruszy produkcja szalików i na nich napis “Finkla do boju!”, a z drugiej strony “Chemy więcej opków!” ;D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Życie rodzica nie jest usłane różami, a mały, dziecięcy bucik, rani często bardziej, niż słowa recenzenta.laugh

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Morgiano, jak tylko zrobi się zimniej… Jak by co, to informuję, że lubię niebieski. :-) A więcej opek i tak dostaniecie… Buahahahahaha! ;-)

Kostko, bucik to pikuś. Kiedyś nachylałam się nad chrześnicą, a ona akurat podskoczyła. Uch, takiego haka w podbródek to żaden bokser by się nie powstydził… ;-)

Babska logika rządzi!

Olaboga ile tego jest dopiero skończyłem czytać :D ale wy jestescie asy :) widze forum zyje dzieki Wam he

WITA MEGAMOCNY :)

Dziękuję.

Jest gorzej: forum to my. :-)

Ano, użytkowników, tekstów i literek mnóstwo.

Babska logika rządzi!

gwiazdy podziwiane przez ludzkość od wieków, włączając oczywiście Syriusz

Z Syriuszem jest tak jak z większością nazwanych ciał niebieskich – ma cechy żywego stworzenia, przynajmniej w gramatyce. Nie lecimy na Mars, tylko na Marsa. Podobnie włączamy w coś nie Syriusz, ale Syriusza.

 

Zdziwiło mnie, że galaktyka, której po trzykroć* nie widać, została potraktowana jak reszta elementów wielkopsiego krajobrazu. Zrozumiałem, że Karpik kontempluje obiekty widoczne z kosmosu gołym rybim okiem.

 

Wtajemniczeni wiedzieli, że wiele przezabawnych anonimowych wierszyków (nieodmiennie pisanych nieskazitelną polszczyzną, niekiedy z dodatkiem języków obcych) na ścianach toalet wyszło spod jego pisaka.

Szugar. Finklo, zastanów Ty się nad napisaniem nowej wersji Kwiatów dla Algernona. Dałabyś jej tytuł: Cukier dla Hiroła ;P Szczerze – powinnaś wywalić pierwszą uwagę w nawiasie, bo tylko niepotrzebnie rozsadza zdanie. Jej wartość naprowadzająca jest mała. A Hirołowi gęba nieskazitelności nie bardzo odpowiada. Uwiera go.

 

Świetna wymiana zdań między Borkiem a Normą :-)

 

Swoje wrażenia podsumuję lapidarnie ;-) Opowiadanie jest sympatyczne, zabawne (zwłaszcza dla wtajemniczonych) i spełnia porządne esefowe standardy. Przeczytałem je z przyjemnością.

 

*) Dopowiem na privie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki, Jerohu. :-)

Syriusz…a już poprawiam.

O, nie wiedziałam o po trzykroć przeklętej niewidocznej galaktyce. To czekam na ten priv z dopowiedzeniem.

Skoro uwiera, to zmienię, ale co rozumiesz pod pojęciem “pierwsza uwaga w nawiasie”. Jeśli wywalę cały początek zdania, to reszta będzie bez sensu. Wartość naprowadzająca może i niewielka, ale dodatnia. Proponujesz coś w zamian? ;-) A “Kwiatów dla Algernona” nie znam. 

No, kolejnemu Czytelnikowi spodobał się dialog Normy i Borka. :-) Ciekawe, co na to Norma. Borek się dyplomatycznie nie wypowiedział.

Cieszę się, że wyszło sympatycznie, zabawnie i przyjemnie. :-)

Babska logika rządzi!

Jeśli wpadnie Ci gdzieś w ręce ta książka, to przeczytaj Kwiaty dla Algernona – pochłonęłam ją jednym tchem. Warto przeczytać.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

OK, dzięki. Spróbuję zapamiętać.

Babska logika rządzi!

Ja tylko sugeruję zmianę, która moim zdaniem wyjdzie tekstowi na dobre :-)

(nieodmiennie pisanych nieskazitelną polszczyzną, niekiedy z dodatkiem języków obcych) → (niekiedy pisanych z dodatkiem języków obcych)

Tak chyba najprościej. Ale oczywiście to tylko pierwsza z brzegu, luźna propozycja.

Uważam, że nie potrzeba dawać nic w zamian.

 

“Kwiaty dla Algernona” – polecam, podobnie jak śniąca. Jest też powieść (autor rozwinął historię) i film. Powieści nie czytałem, film niezły.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

“Kwiaty…” to niedługie opowiadanie. Z pozoru takie sobie, ale po uruchomieniu maszynki do myślenia… Warto poszukać, trzeba je znać.

Drogowskaz: “Kroki w nieznane”, Iskry 1976.

To ja chyba powieść czytałam, bo książeczka ładnych kilka stron miała. Filmu nie widziałam, ale ja generalnie zbyt wielu filmów nie widziałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No, skoro taki zgodny chórek poleca, to trzeba będzie poszukać. Dzięki. :-)

 

Edit: A, Jerohu, tak właśnie jest bez sensu – bo do czego ten dodatek. No dobrze, coś pokombinuję w wolnej chwili.

Babska logika rządzi!

Do domyślnego języka ojczystego, ale kombinuj. Albo nie przejmuj się moimi fanaberiami i zostaw jak jest :-) Twoje opowiadanie – Twoja wola jest w nim prawem.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nie no, też masz coś do powiedzenia. :-)

Babska logika rządzi!

Całkiem miła lektura.

Z dużym zadowolenie konstatuję, iż moja upierdliwość została zauważona, dobrze wykorzystana i należycie wyeksponowana. Cieszę się też, że miałam z kim pogadać. ;-D

Wędrówka po Nowym Framie, obfitująca w dramatyczne sytuacje i zwroty akcji jest warta zapamiętania, choć jakże odmienna od wspomnień dreptania po pokładzie i zwiedzania zakamarków innego Frama. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Reg!

Ależ, jak można byłoby tego NIE zauważyć. :-) Fajnie, że znalazłam dla Ciebie odpowiedniego partnera do konwersacji.

Oooo, to zwiedzałaś również starego Frama? Czy ktoś o tym napisał?

Babska logika rządzi!

O starym Framie, z pewnością. O mojej na nim bytności, nikt. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niedopatrzenie. Może powinnaś ogłosić konkurs? ;-)

Babska logika rządzi!

 Nie, Finklo. W ogóle nie biorę pod uwagę możliwości, że coś powinnam. Osiągnęłam bowiem to stadium, że mogę robić tylko to, co chcę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście, nie sugeruję, że cokolwiek musisz zrobić. Ale, jeśli chcesz poczytać o własnej wyprawie na Frama, to może warto… ;-)

A jak było na prawdziwym? Chcesz podzielić się wrażeniami?

Babska logika rządzi!

Fajne opowiadanie, troszkę jak gdyby pisane dla dzieci, ale w końcu jest o dzieciach, więc nie ma czemu się dziwić.

Czy mi się podobało? Pewnie, że tak! Spotkałem mnóstwo fajnackich znajomych, na dodatek większość z nich została dobrze oddana, a smaczki, teksty i typowe reakcje wyłapane. Cieszyłem się bardzo, gdy przeczytałem: “Sorry, taką mamy trasę.” ;) Może nawet bardziej niż bardzo.

Nie jestem pewien, czy opowiadanie mogłoby wydać się atrakcyjne czytelnikom, który nie kiszą się tu z nami od dłuższego czasu. Ale, z drugiej strony, co tam – to strata owych czytelników.

A właśnie: gdyby Bemik nie zaszalała – bibliotekałbym.

A właśnie nr 2: mogę się mylić, bo czytałem ten tekst tuż po jego publikacji, ale masz gdzieś chyba coś takiego, że Beryl nie pozwala wypowiadać się “dwa razy pod rząd”; doradzałbym poprawić na: “z rzędu”. :)

Hej-ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Było super!

Może kiedyś…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Seth.

Tak, jest o dzieciach. I chociaż niekoniecznie dla dzieci, to trudno przemycać jakieś nudy odpowiednie dla tych staruszków po dwudziestce. ;-)

Fajnie, że “Sorry…” się spodobało. Mam nadzieję, że nie tylko Tobie.

Oczywiście, że tego typu teksty bawią tylko wtajemniczonych. Tych bardziej, którzy mogą pokiwać głową przy co lepszych żartach, i tych mniej, którzy mogą polować na bardziej zakamuflowane typy i typki, mając przy tym szansę na odgadnięcie. Pozostali… no, cóż mogą pochwalić próbę zróżnicowania języka postaci. I masz rację – to ich strata. Zawsze mogą przeczytać po kilka tekstów najbardziej aktywnych Użytkowników, a potem wrócić do tego. ;-)

Mówisz, że “pod rząd” jest nieprawidłowo? Dobra to poprawię…

Regulatorzy, to czekamy na relację. :-)

Babska logika rządzi!

Słowniki podają, że forma “pod rząd” jest nieprawidłowa, ale Bańko twierdzi, że jest tak powszechna, iż można ją stosować. Pozostając w klimatach tej zasady, nie pozostaje nic innego, jak czekać na oficjalną akceptację “poszłem”, o zmianie znaczenia wyrazu “bynajmniej” na takie, by stał się synonimem “przynajmniej”, nawet nie wspomnę. :)

Hej-ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Jak to? To “poszłem” nie jest prawidłowe, jeśli w grę wchodzą niewielkie odległości? ;-)

Dzięki.

Babska logika rządzi!

Muszę przyznać, że wiele spośród postaci jest dla mnie rozpoznawalna tylko tyle, że z nicków. Wyszła Ci regulatorzy, Adam, Psycho – ich bym rozpoznał, choćby nazywali się w opowiadaniu Halina, Zdzisiek i Heniek. Rozpoznałbym także siebie, chociaż nic nie mówię – opis postaci ewidentny ;) I muszę przyznać, że zabawny. Parę innych postaci, mimo że dobrze mi znanych z portalu, przez długi czas było tylko losowymi nickami, coś tam mówiącymi od czasu do czasu – dopiero później niektóre z nich nabrały charakteru, przez jakąś rzuconą w tekście wskazówkę, puszczenie oka.

Co się zaś tyczy historii jako takiej, to muszę przyznać otwarcie, że nie rozumiem biblioteki i tego, że wszyscy tak chętnie by w nią klikali :) Opowiadanie jest dość przyjemne, ale raczej dlatego, że portalowe, a nie dlatego, że opowiadana historia wciąga, bo nie wciąga. Przynajmniej moim zdaniem.

Dziękuję, Berylu.

Niektórych łatwiej opisać tak, żeby nikt nie miał wątpliwości. Szczególnie Adam, ze swoją menażerią kolczastego jeża i pierzastego węża, stanowi bardzo wdzięczny obiekt do żarcików. Jeśli ktoś mało co publikuje, a w komentarzach ogranicza się de facto do “podobało się” lub “dno”, to trudno, żeby dało się go rozpoznać po powiedzonkach, upodobaniach, znanych tekstach…

Wiem, że fabuła szału nie robi – ot, jeden chłopiec zniknął, ale okazało się… Cały urok, także biblioteczny tkwi zapewne w tym, że “ojej, to o mnie!”. :-)

Taki przykład: na pewno zdajesz sobie sprawę, że nie ma wielu znanych książek o Łodzi (”Ziemi obiecanej” nigdy nie przeczytałam, bo jakaś krwawa scena filmu oglądana w dzieciństwie skutecznie mnie zniechęciła). Ale kiedyś, w innym mieście, zdarzyło się, że koło południa czytałam o pewnym pomniku w parku, a wieczorem znalazłam się w opisywanym miejscu (i to nie na zasadzie “pójdę i zobaczę” – tak się złożyło). Przeżycie wydawało mi się niemal magiczne i zapamiętałam książkę znacznie lepiej niż na to zasługiwała.

Babska logika rządzi!

Oczywiście, tak działa ten mechanizm :) Nawet zacząłem pisać, że trzeba było poprosić użytkowników o to, by nie klikali biblioteki w przypadku opowiadań na Fantastów (w końcu to ma być miejsce z tekstami reprezentacyjnymi, które mają się podobać ludziom z zewnątrz), ale mleko się rozlało, a bałem się, że jeszcze ktoś (znowu) odbierze mnie jako niemiłego albo co :) Widzę jednak, że się dobrze rozumiemy.

Zdarza nam się rozumieć, a nawet mieć podobne zdanie. ;-)

Co do Biblioteki dla Fantastów… Wiesz – to też jakaś reklama; patrzcie mamy tu na portalu takich wspaniałych ludzi! Fakt, przekaz trochę słabo zrozumiały dla gości całkiem z zewnątrz… Nie rozpaczaj, pojawią się inne opowiadania i przysypią.

Babska logika rządzi!

Co Wy z tą Tęczą i Tęczą… Tensza → Ten sza → szaTen → mała poprawka i będzie Szatan :D

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Dzięki.

Wybacz, o kolorowa. Nie noszę moherowego nakrycia głowy i z szatanem nie skojarzyłam. Już raczej z szatynem. Początkowo miałaś być Dragą (z racji awataru, a i charakter pasuje ;-) ), ale doszłam do wniosku, że to byłoby trudne do odgadnięcia. A Tęcza już nawet spopularyzowana.

Babska logika rządzi!

Hi, hi, nie wiedziałam, że będzie to moją przyjaciółkę tak drażnić devil

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jest dobrze, Beryl apelował, żeby nie słodzić… ;-)

Babska logika rządzi!

Słodzić może nie, ale drapać i solą posypywać?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Oj, Tenszo, aż tak źle chyba nie jest, prawda? Jeśli tęcza to tortury, to nie będę aż tak wredna i zmienię.

Babska logika rządzi!

Pst, Finklo, funkcjonuje coś takiego jak “rzyganie tęczą” jako synonim do przesłodzenia… No chyba, że Tensza obawia się regularnych podpaleń ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oj, ale spektrum jest takie piękne… A jak się dołoży linie absorpcyjne, to nie przełamie się słodyczy w wystarczającym stopniu?

A co do podpaleń, Tenszo, nie podawaj adresu. Jeśli jakiś świr zechce sfajczyć monitor z tekstem, to jego sprawa…

Babska logika rządzi!

Matko, ale jesteście! Coraz lepsze i wymyślniejsze tortury. Poskarżę mamie, znaczy mamie Tenszy albo lepiej jej mężowi! Nie wie, w kręgu jakich psychopatów obraca się jego żona. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Skarżypyta! A mogła być z Ciebie taka fajna dziewczyna… ;-)

Babska logika rządzi!

A co? O siebie też dbam. Jak on się dowie, to dostaniecie takie bęcki, że przez miesiąc portal będzie tylko dla mnie. No i dla Tenszy. Oczywiście.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że mąż Tenszy nie bije kobiet. Ani ryb. Kiedyś Go widziałam i nie walnął. Może się uda… A może po prostu za daleko siedział.

Babska logika rządzi!

:-) Ściśle merytoryczna dysputa… :-) A potem nieświadomi powodów zazdroszczą mnóstwa komentarzy… :-)

<> Pozostaje tylko mieć nadzieję, że mąż Tenszy nie bije kobiet. <> ---> :-) ja niczego, niczeguteńko nie sugeruję, ale tak na wsiaki słuczaj postarałbym się o stosowne zaświadczenie… :-) 

SP, NMSP.

Ale, Adamie, o co chodzi? Omawiamy trafność doboru pseudonimu jednej z postaci. ;-)

Zaświadczenie… Toż piszę o takich bzdurach w nadziei, że Tensza się wypowie. Chociaż, jak znam Tenszę, to uderzenie Jej może być jedną z ostatnich czynności w życiu…

Babska logika rządzi!

To nie uderzaj, tęskniłbym za Tobą…

Och, jak miło. Spokojnie, ja wcale nie jestem agresywna. Dopóki Tensza nie zacznie, nie zaatakuję. Nawet tę nieszczęsną ksywkę mogę zmienić, jeśli naprawdę sprawia Jej taki ból.

Babska logika rządzi!

Rainbow to tak jakoś nie takoś, ale Raduga, Rada, Radka… Polubownie?

Nie rób mi tego, plix plox. “Tęcza” brzmi tak słitaśnie! :P

Sorry, taki mamy klimat.

O! Podobają mi się Twoje koncepcje, zwłaszcza Raduga. Ale niech się jeszcze zainteresowana wypowie.

Babska logika rządzi!

Seth, złośliwa z Ciebie bestia. Jak to Psycho określił, Sedysrael? ;-) Niestety, w tej sprawie Tensza ma więcej do powiedzenia niż postronni.

Babska logika rządzi!

O! Coś w rodzaju pochwały! Zaraz skopiuję, zapiszę, jutro w pracy puszczę na Xeroxa w powiększeniu, złotym kolorkiem… :-)

Jasne, Jej imię, Jej zdanie.

Och, tak! Szczególnie ten “srael”. :) Nie rózni się aż tak bardzo od “tęczy”, prawda? 

Sorry, taki mamy klimat.

Adam zaczął spisywać “Złote myśli Finkli”. Tłumaczyć, że to tylko taka przenośnia? Hmmmm…

Seth, wydaje mi się, że dostrzegam jakieś różnice. Ale co ja tam wiem. To jak, też domagasz się zmiany pseudonimu? Skoro twierdzisz, że równie słitaśnie wyjdzie… ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, wyjdzie kloaczny, nie słitaśny, ale co ja tam wiem. ;) Jeśli jednak masz potrzebę zmiany mojego nicku na okołokiblowy – nadal będzie zabawnie, opowiadanie pozostanie w moich oczach urocze, a zmiana nie wpłynie negatywnie ani na nasze relacje, ani na moje samopoczucie. Rzecz pozostawiam decyzji… Twego gustu. ;P

Sorry, taki mamy klimat.

A, skoro nie domagasz się zmiany, to pozwól, że pozostanę przy pierwotnej wersji.

Babska logika rządzi!

Czytałam wczoraj, ale już z komentarzem się nie wyrobiłam, dziś nadrabiam. Bardzo ciepłe opowiadanie, klimatem trochę przypomina mi “Szmaragdowe polowanie…”. Świetnie się czytało, praktycznie samo, a przecież jest dość długie. Bohaterów rozpoznałam prawie wszystkich ( jestem z siebie dumna :D).

A, pozwalam! Nawet z pewną… ulgą? :D

Hej-ho! 

Sorry, taki mamy klimat.

Dziękuję, Emtri. :-)

Podobieństwa nie zamierzone, ale całkiem możliwe – tam młodzież ratowała kumpla w opałach, tu dzieci. To i atmosfera może panować taka sama.

Gratuluję portalowego obycia i orientacji w meandrach. :-)

Babska logika rządzi!

Seth, uff! ;-)

Babska logika rządzi!

Dyskusja o sraelu uklękła mię z marszu, a nawet w miejscu. Zlitowalibyście się, a nie tak, na dobranoc, sraelu złotymi zgłoskami w historii Xeroxa… :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałbyś rano, miałbyś weselszy dzień. ;-)

Babska logika rządzi!

O! Podobają mi się Twoje koncepcje, zwłaszcza Raduga. Ale niech się jeszcze zainteresowana wypowie.

Raduga jest świetna, ale w życiu bym się nie skapnęła, że chodzi o mnie. Wolę ją sobie ukraść do jakiegoś opowiadania ^^ Albo nawet lepiej, w końcu książkę zaczęłam pisać.

Mnie ta Tęcza specjalnie nie boli, bez przesady ludzie, po prostu chciałam wskazać, że jest opcja z Szatanem (Szetanem?), a jak jest opcja z Szatanem to przecież grzech nie wykorzystać :D

Mój mąż to bardzo spokojny człowiek, nikogo bez powodu krzywdzić nie będzie. Chyba, że byście mi zrobili ała.

Wtedy by was ukatrupił ^^

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo, a czy tu zdajesz sobie sprawę, komu satanista-dyslektyk sprzedał duszę?

 

Szatniarzowi…

 

 

Więc ją bym na twoim miejscu tak ochoczo w szatańskie skojarzenia nie wskakiwał, bo może się nagle okazać, że są one szampańskie, szczypańskie, szatniarskie i szapoba-ńskie ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A to już jest zwyczajna złośliwość :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

No to zostaje Tęcza, acz Raduga nadal jest świetna. :-)

Mój mąż to bardzo spokojny człowiek, nikogo bez powodu krzywdzić nie będzie. Chyba, że byście mi zrobili ała.

Wiesz, można zrobić człowiekowi ała, w ogóle go nie dotykając. To wolimy się upewnić, jak to z Twoją wrażliwością.

Psycho, żarcik zacny. Nie znałam tego. :-)

Babska logika rządzi!

Ale to fajne :) Bardzo mi się przyjemnie czytało, procent rozpoznanych bohaterów oceniam na 90-95% :)

 

– Pokoik i Śpioszka też mogą się przydać – dorzucił Zyga. – Trochę narwane, ale bardzo fajne.

Takim komplemenciarzem to trzeba się urodzić :)

Dziękuję, Zygfrydzie.

Miło, że fajne.

Takim komplemenciarzem to trzeba się urodzić :)

Niektórzy po prostu mają farta. ;-)

Babska logika rządzi!

Najbardziej spodobała mi się dyskusja o rezerwuarach i innych rezach oraz z jakiegoś dziwnego, niezrozumiałego powodu, postać Nadszyszkownika. ;)

Chyba dwóch postaci nie poznałem. Po przejrzeniu komentarzy została jedna zagadka.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję, Szyszkowy.

Hmmm. Dialog Normy i Borka zwrócił uwagę kilku osób, ale z Nadszyszkownikiem jesteś pierwszy. ;-)

Jeśli chcesz, możesz spytać w PW o tego ostatniego trudnego do rozszyfrowania.

Babska logika rządzi!

Przychylam się,  za autorką,  do opinii samego Cienia (za co Go bardzo, z góry, przepraszam;)  ) 

 

Wierzę, że Cień Burzy ma wystarczająco dużo rozsądku, godności, zaufania do własnych ocen itp., żeby nie nominować mojego tekstu tylko dlatego, że półżartem poprosiłam o zgłaszanie opowiadań innych niż horrory. Zakładam, że miał jakiś solidniejszy powód.

Ze świecą szukać lepszych powodów do nominacji, którą kilka minut temu uczyniłem. 

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, dziękuję za komentarz.

Ale nadal nie spełnia warunków. :-) Czytałeś punkt ósmy?

Do licha, jeśli chcesz zgłosić tekst, zrób to porządnie. Jeśli nie chcesz – nie wygłupiaj się.

 

Edit: Aha, i nie próbuj skopiować komentarza Cienia. Wymyśl coś własnego.

Babska logika rządzi!

Pewnie,  jak zwykle masz rację,  Finklo. 

    1. Z drugiej strony nie pamiętam, byś kiedykolwiek dochodziła tak skrupulatnie motywów własnej nominacji ;) 

Nie biegam, bo nie lubię

Muszę uważać. Podobno tą nominacją zainteresował się Corcoran. Jak przylezie, zacznie zadawać te swoje upierdliwe pytania… Nie mam innego wyjścia, niż być świętszą od papieża.

Babska logika rządzi!

… Nie mam innego wyjścia, niż być świętszą od papieża.

Niop ;)

 Wierz mi,  naprawdę mi przykro, że udajemy, że oczywiste rzeczy nie są naprawdę oczywiste. 

Nie biegam, bo nie lubię

No dobra, zgubiłam się: o której z oczywistych rzeczy itd. tak udaję?

Babska logika rządzi!

Że masz tekst godny piórka i o tym nie wiesz^^.

 

Peace!

 

P.S.

Dzięki, Mości Corcoranie. Jeśli to Ci ułatwi życie, to jednak skopiuj mój komentarz. Wszystko dla dobra sprawy.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Autor takich rzeczy nigdy nie wie. :-)

Nie. Skopiowanego komentarza nie uznam. Niech Corcoran udowodni, że jednak czytał tekst i znalazł w nim coś godnego uwagi. A głosy liczę ja. :-)

Babska logika rządzi!

Spełniłaś moje marzenia, podróżuję na statku kosmicznym! Ba, mogłem nawet dwa, czy trzy razy coś powiedzieć! Niezbyt mądrego, ale to do mnie pasuje:P I jeszcze taki szarmancki jestem… dzięki, po kosmokroć dzięki!

 

Nie zgadzam się z Adamem, że ten tekst jest dobry, bo opowiada o nas. Nie, gdybym nie odnalazł w nim siebie i innych Fantastów, ten tekst nadal oceniałbym na piątkę. I co z tego, że trąci infantylnością? Takiego widzenia hard SF (a i tak można Twoje opowiadanie odebrać) jeszcze – chyba – nikt nie popełnił!

A ten smaczek jest genialny:

“– Rezerwowe kabiny to rezerwuar przestrzeni dla rezerwistów – prowokowała Norma.

– Rezolutne rezerwistki i rezerwiści mają już rezerwację w rezerwatach – parował Borek.

– Rezon podpowiada mi, że do tego potrzebna rezolucja.

– Oby tylko rezon nie wpadł w rezonans z rezydualną rezorcyną! Rezultaty rozczarowałyby rezedę.

– Jeśli rezydenci nie zrezygnują z rezystancji, to dojdzie do rezurekcji rezusów.“

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Mnie tekst również się podobał. Lekki, z humorem, ale zgodzę się przed mówcą, cholera tylko nie pamiętam, z którym, chyba z Burzowatym, że nie znając Was za dużo umyka tych najistotniejszych podtekstów.

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Dziękuję nocnym markom i rannym ptaszkom. :-)

Sfunie, miło, że Ci się podróż podobała. Oj, dlaczego niezbyt mądrego? Jak na dziesięciolatki to wszystkie dzieciaki zachowują się bardzo rozsądnie, może nawet odpowiedzialnie. No, przeważnie.

Hard SF? Hmmm, raczej bym tekstu w ten sposób nie określiła, toż to space opera – leci sobie statek kosmiczny i dzieją się rzeczy…

Dialog Normy i Borka jakoś wielu ludziom się podoba. Cóż, oni najwięcej komentują, są najlepiej rozpoznawalni, to i najbardziej cieszą. :-)

 

KK, taka już specyfika konkursu – ma być o nas. Im lepiej człowiek zna bytujące na portalu towarzystwo, tym więcej widzi. :-)

Babska logika rządzi!

Moich marzeń nie spełniłaś (tak do końca), co nadmieniam z przykrością ;)  Spodziewałem się tego nie widząc ostrzeżenia “od lat 18”…

Tekst dobrze napisany. No i co, z pewnym zawodem, doceniam, nie jestem “sama wiesz kim”.

Ale zamiast się rozwodzić,  zgodnie z zachętą Cienia,  podpisuję się i odsyłam do Jego komentarza – chyba nie ma sensu się powtarzać. 

Pozostaje zatem przyklasnąć i zarecytować: ”czego chcieć więcej (nie że od Ciebie,  tak ogólnie…) 

:D

 

Czy teraz mój głos jest ważny? 

 

Nie biegam, bo nie lubię

No! Teraz wreszcie odniosłeś się do tekstu, widać, że przeczytałeś i wiesz, o czym piszesz. Dziękuję. :-) Tak, teraz głos jest ważny.

Powiem więcej; raczej “dozwolone do lat osiemnastu!”. ;-)

No i co, z pewnym zawodem, doceniam, nie jestem “sama wiesz kim”.

No to już nie wiem, czy wolałbyś nim być, czy jednak nie. Chciałbyś, a boisz się? ;-) Jak by nie było, wbrew opowieściom Basi na “Nowym Framie” duchów ani innych magicznych strachów nie ma. Kapitana Jajcarskiego boją się wszyscy i to musi wystarczyć. ;-)

Babska logika rządzi!

Ach, droga Finklo, mam żal, że nie powiadomiłaś mnie na priw. o tym opowiadaniu. Zachodzę w głowę, dlaczego ten tekst mi umknął.

Duże wrażenie zrobiła na mnie Twoja kompetencja w opisie praw grawitacji na statku kosmicznym – rotacja i wynikające z niej zmiany ciążenia. Przypomniałaś mi powieść pt. “Zagubiona przyszłość”, gdzie dzieciaki penetrowały statek mimo zakazów. To stara powieść, ale prawa newtonowskiej fizyki nadal obowiązują. Mnie rozpoznać się w tekście było nietrudno, z łatwością rozpoznałem też Darka – Brajta, Adama, Ciebie, Basię, Rybosława i innych. Opowiadanie ma ciepły, familijny i pogodny klimat. Dobrze też uchwyciłaś nadmierny zamordyzm Beryla. Nota bene dowiedziałem się, że kapitan Jajcarski opuszcza portal. Podsumowując, szkoda, że w tamtym czasie nie czytałem tego przyjemnego tekstu. Pozdrawiam ciepło.

Dziękuję, Ryszardzie. :-)

Oj tam, bez przesady, żebym wszystkich bohaterów zawiadamiała o występie. Kto był zainteresowany, to znalazł.

Z grawitacją też żadnych skomplikowanych rzeczy nie wyrabiałam. Gdybym zahaczyła o siłę Coriolisa – to co innego.

Ano, Jajcarski znalazł sobie jakiś inny statek.

Lepiej późno niż wcale. ;-) Też pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Efekt Coriolisa uwzględnił Zajdel w powieści pt. “Paradyzja”, . W jego powieści zegary uwzględniały odpowiednie poprawki.

@Finkla, przyznaj się, Ty chyba studiowałaś fizykę…

Ty niedobra dziewczyno. Teksty o użytkownikach reklamowali na pw. Koiko80, Krajemar, Bemik, Unfalli korona im z głowy nie spadła. Pozdr.

Tak, piękna powieść. Btw, ją też uważam za ostrą krytykę panującego natenczas systemu. Ale żeby wymyślić koalang trzeba być geniuszem. Tu uwielbiam w jego książkach – najpierw stwarza opresyjny świat, a potem pokazuje metody oszukiwania, obchodzenia i naginania reguł.

Chyba nie studiowałam fizyki. Za to Zajdel zdaje się nie tylko studiował. :-)

Oj tam, oj tam. Tag konkursowy był? No to wiadomo, że o użytkownikach. Kto ciekaw albo spodziewa się znaleźć siebie, ten zajrzy.

Babska logika rządzi!

Wypowiem się jako osoba od jakiegoś czasu czytająca zamieszczone tu opowiadania. Teks jest bardzo przyjemny, lekki w czytaniu. Czytając go nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest o bywalcach tego portalu. Dopiero komentarze mnie na to naprowadziły. Zaczęłam dochodzić dlaczego Karp machał płetwami???? bo chwilami zastanawiałam się czy tym statkiem lecą ludzie ????.

Ogólnie tekst jest zabawny nawet dla kogoś kto nie rozpoznał i nie skojarzył że opisujesz prawdziwych ludzi. ????

Dziękuję za wizytę. :-)

Tak, jest o bywalcach – jak wszystkie teksty na konkurs “Fantaści”. Takie reguły…

Statkiem lecą ludzie, ale starałam się nie tylko zachować (zniekształcone) nicki, lecz również styl mówienia, ulubione zwroty, wykonywany zawód… No i pierwowzór Karpia czasem wspomina o swoich płetwach i ogonku, niekiedy pisze “u nas w stawie” to coś tam… :-)

Cieszę się, że bawi nawet niewtajemniczonych. :-) Poznawaj użyszkodników, to sama będziesz mogła startować w kolejnej edycji.

Babska logika rządzi!

Ja dziękuję, w ogóle ludziów nie mogę rozpoznać :) Ok. Połowę może i znam, ale reszty na pewno nie łapię, kto to jest ten Karp u licha?:) Pomysł ciekawy.

Dziękuję, Darconie. :-)

Ludzie się zmieniają. ;-) Jedni znikają ze strony, przychodzą inni. Karp, Borek i Emilka ostatnio pojawiają się bardzo rzadko. :-/

Babska logika rządzi!

Nie cierpię opowiadań o portalowiczach (portal dowolny). Zawsze mnie pomijają :P

Dzięki za odwiedziny, Bella. :-)

No cóż, staram się pisać o tych ludziach, którzy często komentują moje teksty. Tak że tego… Ale ostatnio masz szansę, czytasz, nawet klikasz. Tylko wykręć Berylowi rękę, żeby szybciej ogłaszał. ;-)

Babska logika rządzi!

Trafiłaś w punkt Finkla :)

Z wykręcaniem? ;-)

Babska logika rządzi!

Broń cię Panie Boże, żadnych rękoczynów :)

Czyli z metodą obsadzania bohaterów? ;-)

Babska logika rządzi!

Ty to każdą skałę wydrążysz…

Aha. Kiedyś planuję założenie hotelu w moim kompleksie jaskiń. ;-)

Babska logika rządzi!

W połowie czytania tekstu załapałem, o co chodzi z tymi nickami… i nawet kilka osób rozpoznałem. I ta skromność odnośnie opisu osoby autorki. ;D

Plus za uprawy hydroponiczne. Ziemia jest dobra w ogrodzie a nie w budynkach (a tym bardziej  na statkach kosmicznych). Jeszcze większy plus za bardzo sugestywny opis statku kosmicznego. Zadbałaś o każdy szczegół, wszystko jest logiczne, spójne. Przyznaj się, latasz takim. 

Ale żeby nie było tak różowo, oczywiście oburzam się, jeśli chodzi o teleportację. ;)

 

Tekst bardzo fajny, żarty zacne, wykonanie super. 5/6. :) 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

No, taki konkurs był, żeby o portalowiczach pisać. Właśnie trwa kolejna edycja.

Teraz już nie latam, ale w dzieciństwie często to robiłam. ;-)

Nie, nie. Żadnej teleportacji nie ma, to uczciwe SF.

Babska logika rządzi!

Uczciwe SF, nie żadna Gra o Tron – tam teleportacji co nie miara i nawet nie próbują się tłumaczyć.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Zdaje się, że nawet w Startreku lubią sobie coś przeteleportować od czasu do czasu. Ale czego można oczekiwać po produktach Hollywood? ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka