- Opowiadanie: Finkla - Dys-

Dys-

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Emelkali, śniąca

Oceny

Dys-

– Dlaczego zawsze musimy spotykać się w takich obrzydliwych miejscach? – Szatynka, marszcząc nosek, próbowała znaleźć w menu jakąś potrawę, którą zaaprobowałaby jej dietetyczka. – Tuż za rogiem jest bar sałatkowy. Podają w nim świeżo wyciskane soki. Można sobie wybrać jeden z ponad pięćdziesięciu owoców albo dowolną mieszankę, ale ty zawsze upierasz się przy syfiastych spelunach…

– Och, bo widzisz, moja droga… – zaszczebiotała w odpowiedzi płowowłosa koleżanka. – Zrobiłam wreszcie kompleksowe badania i zdiagnozowano u mnie dysfagitozę. Wyjaśniło się, dlaczego od dawna ekologiczna żywność przyprawia mnie o mdłości, za to przy stoliku w fast foodzie czuję się po prostu rewelacyjnie. Gocha, tylko rozejrzyj się dookoła! Czy nie przemawia do ciebie surowe, ascetyczne piękno tego pomieszczenia?

Najwyraźniej nie przemawiało, bo Małgorzata, balansując tacą z butelką niegazowanej wody mineralnej, skierowała się w stronę najciemniejszego kąta. Zestaw wesołych kolorków na ścianach, blatach i siedziskach może i nie należał do najbrzydszych, ale wyszedł z mody dwa sezony temu.

– Dysfagitoza? – zapytała, kiedy już obie zajęły miejsca, a blondynka z apetytem zatopiła zęby w ociekającym tłuszczem kotlecie wetkniętym w półplastikową bułkę. – A wszystkie witaminy i niezbędne mikroelementy? Nie mów, że znajdują się w tym świństwie!

– O, dobrze, że mi przypomniałaś! – Blondynka wyjęła z torebki trzy pojemniczki z tabletkami. – Lekarka zapisała mi odpowiednie środki do zbilansowania diety.

– A jak Wojtek to wytrzymuje? Nie narzeka, że ciągle musi jeść frytki?

– Oj, marudzisz, moja droga. W domu dostaje nie tylko frytki, czasami zamawiamy pizzę. A poza tym Wojtuś obiady zjada w pracy i może sobie wtedy wybierać, co tylko chce. W ogóle nie powinnaś wierzyć w te wszystkie bzdury, że do serca mężczyzny to tylko przez żołądek. Najważniejsza jest wspólnota duchowa! Wojtek ma dysanalkoholizm, codziennie musi wypić co najmniej jedno piwo, więc rozumiemy się doskonale.

 

***

 

Wiodąca firma konsultingowa poszukuje osoby na stanowisko:

Kierownik Działu

Wymagania:

  • pięcioletnie doświadczenie w branży
  • zaangażowanie i chęć działania na rzecz firmy
  • dyshonoryzm, dysdaimonia, dysantropoza

 

***

 

– Panie posłowie, panowie posłanki…

Przez salę przebiegła zmarszczka meksykańska. To dyskomputerowcy spauzowali gry, dyschronicy złożyli gazety, czy czego tam akurat nie zdążyli przeczytać przy śniadaniu… Dysfilmowcy nie musieli robić nic nadzwyczajnego, wystarczyło, że przenieśli wzrok na mównicę. Pornosy ściągały się i bez wpatrywania w leniwie pełznący wskaźnik. A Rzecznika Grup Społecznych Cierpiących na Dys-schorzenia zdecydowanie opłacało się słuchać z pełną koncentracją. Jego słynna na cały kraj dyshomilia każde przemówienie czyniła nieprzewidywalnym i zazwyczaj zabawnym. Tylko rzecznicy prasowi poszczególnych partii (dyskulturowcy, jak jeden mąż) nastroszyli się i włączyli dyktafony – poseł Glosarski, zasłaniając się swoim zaburzeniem funkcjonowania, notorycznie obrażał rozmówców, ze szczególnym uwzględnieniem oponentów politycznych.

– Moje biurko otrzymało sygnatury, że osoby czerpiące na dyslogikę i dysgnozę czują się dyskryminowane. Nie szybko nam lekko ważyć tych ludzików. Musimy zapomnieć o ich potrzebach i zadać o nie. Fakt, że ktoś ma zakurzenia sankcjonowania, nie oznacza, niż nie może zostać pełnoprawnym penisem społeczeństwa czy zdobyć wysokie wykształtowanie. Przecież możemy studiować poezję, szutkę lub dekoratorstwo zewnętrzne. Nie trzeba po do tego logiki ani miedzy. W tej celi proponuję otworzyć specjalne programy koedukacyjne i opracować nowe szkoły. Na razie podstawowe, a w następnej karencji uniwersytety wyższe.

– Jeśli podstawówki otworzymy teraz, to uniwersytety dopiero za trzy kadencje! – nie wytrzymał ktoś.

– Akademie sztuk pięknych już istnieją! – krzyknął jakiś mało znany poseł z tylnej ławy.

– Panie ośle! – zaperzył się Glosarski. – Ja panu stosunku nie przerywałem! Mam poznaną dyskalkulię! Dzida wyrzeczenia lekarskiego wisi na moim boku internatowym! Zresztą, większa o szczegóły, w której dekadencji…

 

***

 

Bóg, wielce zniesmaczony, wyłączył odbiornik i rzucił pilota na fotel. Klasnął w dłonie. W komnacie zjawił się anioł-asystent.

– Dlaczego nikt mnie nie powiadomił o tej całej dysharmonii… o tym bałaganie na Ziemi?

– Panie, raczyłeś się zdystansować od problemów ludzkości – bełkotał przerażony skrzydlaty. Ze strachu przyjemny tenor przeszedł mu w piskliwy dyszkant. – Zakazałeś sobie przeszkadzać pod groźbą dyscyplinarki…

– A, może i zabroniłem… No trudno. Czas nadrobić zaległości. Zaraz wszystkich zdyskwali… Tfu! Co ja mówię! To chyba jest zaraźliwe! Spuszczę na ludzi deszcz siarki i ognia! A nie, to już było. Co by tu… Wiem! Zrzucę na Ziemię najbliższą asteroidę! Zajmij się tym!

– Ale…

– Bez dyskusji! Wykonać!

Anioł dyskretnie zniknął z komnaty. Bezradnym, acz nadal dystyngowanym, gestem podrapał się po złocistych lokach. Co będzie, kiedy dyspozytornia doniesie Szefowi, że najbliższa asteroida jest wyjątkowo mała, a w dodatku zawiera dysproporcjonalnie dużo zestalonych gazów i nie wprowadzi większych dysonansów w ekosystemie Błękitnej Planety?

Koniec

Komentarze

Z założenia to na pewno tak, ale w moim przypadku przeciwnie… Niepełnosprawność, fizyczna czy umysłowa, słabo mnie rozbawia. Szczególnie słabo ta druga, przyjmująca rozmiary epidemii.

Hmmm. Trudno odmówić Ci racji. Znaczy, z przekazem coś nie wyszło. Niedobrze.

Babska logika rządzi!

Fajne: D Niby trafiło mnie rykoszetem(Mam dysleksję, ale nie zamierzam się nią zasłaniać w moich tekstach. Myślenie nie boli, a słownik nie gryzie) ale to nic: ) Uśmiałem się przednio, zwłaszcza przy debacie politycznej.

O, bardziej o taką reakcję mi chodziło, Slugolegionu.

Cieszę się, że rozbawiło. :-)

Babska logika rządzi!

Spokojnie, z przekazem nie jest źle, kwestia w wybiórczości mojego poczucia humoru. Pośmiać się z jednego niedociapszego? Czemu nie, nawet, bywa, z ochotą. Ale z legionów bałwanów? To już ponure, nie komiczne.

Aaaa, tędy poszedłeś. To już lepiej. :-) No i właśnie dlatego napisałam, że “z zamierzenia”.

Babska logika rządzi!

Niezbyt mnie to rozbawiło… Fakt, że teraz każdy ma jakieś dys-, często naciągane (zdaje się, że w liceum mój kolega wykombinował skądś zaświadczenie o dysleksji czy dysgrafii, żeby mieć fory na maturze i żeby nauczyciele mu nie “truli”, mimo że w rzeczywistości wszystko było w porządku), ale wiele osób ma z tym poważny problem. A sama forma wydała mi się trochę… naciągana, jakby na siłę. Najpierw nie wiedziałam, o co chodzi, a kiedy zrozumiałam, poczułam się trochę rozczarowana.

Ale na plus zabawa z “dys-“ w ostatnim akapicie! Wyjątkowo zgrabna! :)

Dziękuję, Blodeuwedd.

O, widzisz, i to naciąganie mi się nie podoba. Oraz zmuszanie całego świata, żeby dostosował się do potrzeb jednego człowieka. Jeśli ktoś jest wysoki i szczupły, to nie odniesie sukcesów w podnoszeniu ciężarów. Zamiast domagać się stworzenia specjalnej kategorii dla chudzielców, powinien zająć się lekkoatletyką.

Miło, że zabawa z dys– Ci się spodobała. :-)

Babska logika rządzi!

Jestem rozczarowana, bo dotychczas zamieszczałaś raczej dobre teksty, a tym razem otrzymałam zaledwie tekścik, w dodatku, delikatnie mówiąc, bardzo średniej jakości. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szort, rzekłbym, wręcz dystopijny. I całkiem śmieszny :)

No rest for the Wicked

Poseł Glosarski rządzi! Przemowa wręcz porywająca :D

 

A ja w takim razie mam dyskomię!

Hmm... Dlaczego?

Dziękuję za nowe komentarze.

Regulatorzy, przykro mi, że tym razem nie zażarło.

Wicked G, ciekawe określenie. Cieszę się, Tobie wydało się śmieszne.

Babska logika rządzi!

O, i Drewian się dopisała.

Fajnie, że przemowa porwała.

Dyskomia? Cholera, zaraza zatacza coraz szersze kręgi. ;-)

Babska logika rządzi!

Twoja dyspozycja w tekstach nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Usmialem sie parę razy, szczególnie przy przemówieniu posła i w końcówce. Skojarzylo mi sie z czytanym dawno temu w Science Fiction opowiadaniemr EuGeniusza Dębskiego "Likwidajca".

Dziękuję.

Niektórzy twierdzą, że właśnie zeszła. I mogą mieć rację.

Nic to, miło, że rozbawiłam. :-) “Likwidacji” nie czytałam.

Babska logika rządzi!

Mnie nie tyle rozbawiło – acz to też… nieco – ile przeraziło. Widzę w rodzinie i wśród przyjaciół, ilu rodziców osłania dzieci tarczami dys. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że w czasach mojego dzieciństwa wszyscy byli superzdrowi. Pisałeś jak kura pazurem – dostawałeś pały i ćwiczyłeś godzinami. A teraz? Teraz dziecko dostaje zaświadczenie i broń Boże, żeby jakiś nauczyciel postawił mu jedynkę za nieczytelny sprawdzian. I co? I nauczyciele dają, dla świętego spokoju, pozytywną, nawet, kiedy ni cholery nie wiedzą, co autor miał na myśli. Dysgrafia, dysortografia… Strach pomyśleć, co z tego pokolenia wyrośnie!

Moja córka w zeszłym roku, nieco zniesmaczona, zapytała, dlaczego, kiedy była w podstawówce, nie poszyłyśmy do poradni, tylko kazałam jej ćwiczyć pisanie, aż zaczęła mieć w miarę czytelne. Jej kuzyn zaś ma papiery na wszelkie dys i same piątki i szóstki. Na szczęście mam bystrego dzieciaka, który bez marudzenia przyjął do wiadomości, że ma wrednych rodziców, którzy chcą jej oszczędzić problemów w dorosłym życiu i nie chcą nauczyć chodzenia na łatwiznę.

 

Tak, wiem, że są takie niepełnosprawności, ale zasłanianie się nimi, IMO wynika ze zwykłego lenistwa. 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ukazalas pewien społeczny problem w rozrywkowej otoczce. Więc moim zdaniem z twoja pisarską forma wszystko w porzadku. I należałoby napisać "Likwidajcy" Dębski popełnia celowy błąd w tytule.

O to, to, Emi. Dzięki. :-)

Zgadzam się – ludzi z prawdziwymi problemami należy ochraniać. Ale nie przed całym złem tego świata, wliczając odpowiedzialność. Bo prędzej czy później dopadnie. Im później, tym bardziej będzie bolało. Nagle może się okazać, że nauczyciela można przekonać zaświadczeniem, ale pracodawcę już nie bardzo.

Babska logika rządzi!

Belhaju, trendy wydają się do tego prowadzić.

Oj, przepraszam. W ogóle nie zauważyłam literówki. Wiesz, te sztuczki mózgu. :-)

Babska logika rządzi!

Nie znam wielu osób z prawdziwymi dys, a w przypadku niektórych byłam nawet zdziwiona, bo praktycznie nie było tych dys widać. Oni nie machają papierkami na prawo i lewo, tylko pracują ciężko i walczą. Za to znam sporo właśnie papierowych “dys”, którzy w rzeczywistości są leniami. 

Może dlatego nie traktowałam tego szorcika jako wyśmiewania chorych, ale ubawiłam się. I nie uważam, żeby Finkla traciła formę :) Napisać taką poselską mowę to chyba trudna sztuka – mam wrażenie, że ja nie dałabym rady – pióro jak w filmie “Kłamca, kłamca” usiłowałoby pisać poprawnie :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję, Śniąca.

Cieszę się, że odebrałaś zgodnie z moimi zamierzeniami. Cholera, bardzo trudno mi wypośrodkować tekst, dlatego każdy taki Czytelnik sprawia radość. Co ciekawe, świetnie rozumiem także tych, którym się nie spodobało. Przy tej tematyce chyba po prostu nie dało się trafić do szerokiego spektrum.

Mowa posła – nie tak trudno stworzyć, jak się wydaje. Wystarczy napisać po ludzku, a potem kombinować, co da się przekręcić, żeby wyszło zabawnie albo dziwnie. Fakt, zajmuje to więcej czasu niż poprawny język. :-)

Babska logika rządzi!

Sympatyczny szorcik.

 

“Fakt, że ktoś choruje, nie oznacza, niż nie może zostać pełnoprawnym penisem społeczeństwa.”

 

A ten fragment to mnie rozbroił :D 

A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?

Dziękuję, Paniehybrydo.

Widzę, że przemowa Ręcznika Rzecznika cieszy się dużą popularnością. ;-)

Babska logika rządzi!

Mnie także się podobało. Lekkie, zabawne i z humorem. Przerażająca plaga dys. Końcówka bardzo fajna.  :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano.

Miło, że przypadło do gustu.

Hmmm, chyba coraz częściej pojawiają się głosy, że na plus. Czyżby czytanie komentarzy tak działało?

Babska logika rządzi!

Nie sądzę. Przynajmniej nie w moim przypadku. Zdziwiłam się, jak zobaczyłam nieszczególne opinie na samym początku. Tekst miał być tylko króciakiem z zabawnym spojrzeniem. Nie oczekiwałam od niego drugiego dna. Mnie się podobało bez czytania komentarzy dobrych czy złych. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

OK, czyli Ciebie komentarze nie wzruszyły. Może to w ogóle tylko zbieg okoliczności.

Babska logika rządzi!

Po prostu jak widzą nick Finkla, to spodziewają się czegoś nadzwyczajnego. Także spójrz na to z innej strony. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Hmmm. Czyli głosy krytyki to takie zawoalowane komplementy? Dziękuję, dziękuję, nie trzeba było… ;-)

Babska logika rządzi!

Wojtek ma dysanalkoholizm, codziennie musi wypić co najmniej jedno piwo, więc rozumiemy się doskonale. – rozumiemy się doskonale laugh

zmarszczka meksykańska – smaczekyes

wskaźnik. A Rzecznika – po co kropka?

Dys-schorzenia – jest ogólna, fachowa na to nazwa… afazje, agnozje i inne (każde dla swojego działu), a resztę wypunktuję w podsumowaniu

– Moje biurko otrzymało sygnatury, że osoby czerpiące na dyslogikę i dysgnozę czują się dyskryminowane. Nie szybko nam lekko ważyć tych ludzików. Musimy zapomnieć o ich potrzebach i zadać o nie. Fakt, że ktoś choruje, nie oznacza, niż nie może zostać pełnoprawnym penisem społeczeństwa czy zdobyć wysokie wykształtowanie. Przecież możemy studiować poezję, szutkę lub dekoratorstwo zewnętrzne. Nie trzeba po do tego logiki ani miedzy. W tej celi proponuję otworzyć specjalne programy koedukacyjne i opracować nowe szkoły. Na razie podstawowe, a w następnej karencji uniwersytety wyższe. – z obrzydzeniem czytałem ten fragment (zamiar był aż taki?), a niby (tak?) miał rozbawić

Bóg, wielce zniesmaczony, wyłączył odbiornik i rzucił pilota na fotel – rozumiemy się z B. doskonale

Zrzucę na Ziemię najbliższą asteroidę! – też już było

Bezradnym acz nadal dystyngowanym gestem podrapał – dla mnie to wcięcie; przecinki przed “acz” i “podrapał”

Dobra. Zamiar był fajny ale:

Błędy, błędy, błędy i jeszcze raz błędy merytoryczne.

Wspomniałem powyżej, że dysleksje i inne to określone, skonkretyzowane grupy pewnych objawów (ujawniają się w sytuacjach, w których jednostka radzi sobie gorzej lub wcale sobie nie radzi, ze względu na zmiany neuronalne). Dys– (jak to nieładnie nieprecyzyjnie nazywasz) to tylko drobny fragment grup zaburzeń: od agnozji i afazji do innych fantazji (nie wymieniam wszystkiego, to nie portal specjalistyczny). Problem zaczyna się od zmian w mózgowiu! To są wady rozwojowe, specyficzne trudności!

Ty tutaj wskazujesz na niemożność stosowania pewnej diety – “przyprawia mnie o mdłości”, jakie to dys-? Hm? To ma swoją nazwę. Fobie (tu: przed typem miejsca, typem klienta), nerwice (wywołane np. przez zatrucie pokarmowe świeżą żywnością – stąd pamięć organizmu odrzuca takie miejsca), zaburzenia odżywiania czy nawet alergie (tego jest zalew). Ot co. To należy do innej klasy zaburzeń, niedogodności, a rzucasz to w “obóz dyslektyków”. Totalnie niesprawiedliwe. Powtarza się to dalej przy różnych pomysłach na dysleksje. Duża część po prostu jest błędna. Nie istnieje i nie zaistnieje taka terminologia w bliskiej przyszłości (na to wskazuje tło opowiadania).

Ogromnie się zgadzam z poglądem, iż dysleksje są w XXI wieku są często wygodną wymówką dla zwykłych leni, a stosowne zaświadczenie wydawane przez Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne nie trudno zdobyć. Podejrzewam, że to nadużywanie tych zaświadczeń, stwierdzeń i diagnoz skłoniło Cię do popełnienia tego satyrycznego szorta. Jednak problem istnieje realnie i nawet wobec dużej liczby osób, które świstkiem się zasłaniają, nie jest sprawiedliwym takie szufladkowanie tych, którzy mimo swoich trudności wkładają w swoją pracę więcej energii, cierpliwości, ćwiczeń i czasu, by w sposób poprawny, nie odstający od średniej/mediany, sprostać zadaniu.

 

Szort wzburzył, nie rozbawił, choć językowo miałaś niejeden dobry pomysł. W tej językowej właśnie warstwie mi się podobało, ale niestety, nie mogę tego powiedzieć o reszcie.

Dlaczego zawsze musimy spotykać się z takich obrzydliwych miejscach?

To też jakaś dysprzyimkoza, czy zwykły babol?

Nie podeszło tym razem. Nie widzę, w jaki sposób ostatnia scena miałaby być puentą. Przemówienie Glosarskiego ma momenty, ale chyba przydałoby się jakieś większe przygotowanie, żeby było śmieszne.

Aha, w komentarzach też jest taki mały błąd. Dysleksje nie są niepełnosprawnościami (i dobrze, bo z niepełnosprawności wynikają przywileje, zresztą słuszne).

:-) Dobrze, że tylko mały błąd. :-)

Myślę, że jeśli wynikiem dowolnej zmiany w organizacji sieci neuronów lub sposobu przetwarzania informacji / bodźców przez sieć czy też wyodrębniony funkcjonalnie fragment tej sieci staje się błędne przetwarzanie lub jego brak, możemy, przy pominięciu całej specjalistycznej terminologii, mówić o nie-pełnej-sprawności sieci bądź jej części, a w skrócie i bez precyzowania, potocznie, o niepełnosprawności. A już na pewno możemy tak pisać pod szortem, wykpiwającym dalsze skutki chronienia młodych ludzi przed wysiłkiem umysłowym, ich oraz ich rodziców zdaniem nadmiernym i zbędnym.

Sirinie, dziękuję za konkretny (pod względem długości i uwag) komentarz.

po co kropka?

Do oddzielenia jednego zdania od drugiego. To, co następuje po “A” dotyczy raczej całej sytuacji niż tylko poprzedniego zdania – a takie stworzyłabym/ wzmocniłabym wrażenie, łącząc obydwa.

z obrzydzeniem czytałem ten fragment (zamiar był aż taki?), a niby (tak?) miał rozbawić

OK. Mamy różne poczucia humoru. Przyjęłam do wiadomości. Właściwie już wcześniej zauważyłam. Ludzie są odmienni i zazwyczaj to bardzo fajna sprawa. :-)

Zrzucę na Ziemię najbliższą asteroidę! – też już było

Było, ale nie za ludzkiej kadencji i w Biblii nie zostało opisane.

Przecinki przy drapaniu się po głowie dodam.

Nazewnictwo dys-. Cóż, jeśli używam słowa “dysleksja” to dopiero w komentarzach. Odnoszę wrażenie, że choroby zaczynające się na dys– są w ostatnich latach nadużywane, niejako modne. I o tym chciałam napisać tekst. Nie wykluczam, że nie do końca mi się udało.

Dys-schorzenia – jest ogólna, fachowa na to nazwa… afazje, agnozje i inne (każde dla swojego działu),

No to jak brzmi ta ogólna nazwa? Chodzi mi o słowo obejmujące wszystkie choroby na dys– i żadnych innych. Ja go nie znam. Ale nawet gdybym znała – musi to być zrozumiałego dla ludzi (czytaj: słowo, które wywoła takie skojarzenia u Czytelników, jakie chciałam wywołać). I jeszcze jeden argument: nie wiadomo, kto wymyślał nazwę dla stanowiska Rzecznika. ;-) A tylko w tym kontekście pada słowo dys-schorzenia.

Ty tutaj wskazujesz na niemożność stosowania pewnej diety – “przyprawia mnie o mdłości”, jakie to dys-? Hm? To ma swoją nazwę. Fobie, nerwice, zaburzenia odżywiania czy nawet alergie. Ot co. To należy do innej klasy zaburzeń, niedogodności, a rzucasz to w “obóz dyslektyków”.

W żadnym momencie nie piszę, że uważam na przykład dysfagitozę za rodzaj dysleksji. Wręcz przeciwnie – to “schorzenie” wymyślone przeze mnie na użytek wyimaginowanych ludzi, którzy tak lubią tłuste i słodkie śmieciowe żarcie, że załatwiają sobie papiery usprawiedliwiające takie zachowanie.

Nie istnieje i nie zaistnieje taka terminologia w bliskiej przyszłości (na to wskazuje tło opowiadania).

O! A skąd wiesz? Skąd pewność, że do nazewnictwa nie dorwie się na przykład specjalista od feng shui i najlepszy kumpel ministra zdrowia (czy kto tam odpowiada za nadawanie nazw jednostkom chorobowym) i nie przetłumaczy najważniejszych chorób na prostszy język? Jeśli ludzie skłonni są płacić za lekarstwa homeopatycznie, nie mając pewności, że w całej buteleczce znajdzie się chociaż jedna cząsteczka leku…

Ogromnie się zgadzam z poglądem, iż dysleksje są w XXI wieku są często wygodną wymówką dla zwykłych leni, a stosowne zaświadczenie wydawane przez Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne nie trudno zdobyć. Podejrzewam, że to nadużywanie tych zaświadczeń, stwierdzeń i diagnoz skłoniło Cię do popełnienia tego satyrycznego szorta.

Tu się zgadzamy, nie ma co dyskutować i słusznie podejrzewasz.

Jednak problem istnieje realnie i nawet wobec dużej liczby osób, które świstkiem się zasłaniają, nie jest sprawiedliwym takie szufladkowanie tych, którzy mimo swoich trudności wkładają w swoją pracę więcej energii, cierpliwości, ćwiczeń i czasu.

Nie neguję tego. Chociaż mogę się zastanawiać, w jakim stopniu świstek, który działał w szkole, pomoże w dłuższej perspektywie. Świadomie nie piszę o dysleksji, dysgrafii i innych realnie istniejących schorzeniach. Tylko trend mi się nie podoba, więc marudzę po swojemu.

Jeszcze raz dziękuję za komentarz. :-)

Babska logika rządzi!

Dlatego stwierdziłem, że mały :) Tylko lepiej pilnować się odpowiedniej terminologii w sieci, gdzie nie każdy jest specjalistą i może nabrać błędnych przekonań.

 

Ale tak z tym zasłanianiem się dysleksjami w szkołach – ja mam wrażenie, że to robi jednak zdecydowana mniejszość uczniów (mam od kilku lat kontakt z taką młodzieżą). Choć to też może charakterystyka dużego miasta i, jakby nie patrzeć, tzw. “dobrych rodzin”.

W każdym razie nie bawi mnie taki szorcik, pstryczek w nos w kierunku tych “złych”. Życie ich weryfikuje, gdy przekraczają szkolny płaszczyk ochronny. Choćby wchodząc tu, na portal, gdzie gromy zaraz na nich sypiemy (ale raczej uprzejme – dużo bardziej uprzejme, niż ten szort – z tego co obserwuje).

Tak myślałam, że ktoś zdąży skomentować podczas smarowania odpowiedzi. ;-)

Mr_D, szkoda, że nie podeszło. Może następnym razem. :-)

Oj, masz rację, to literówka, poprawię, jak tylko przestanę odpisywać. Dziękuję.

Dyskusja Sirina z AdamemKB. Nie znam się, ale przemawiają do mnie argumenty Adama. Chociaż podejrzewam, że ogólnie Sirin ma rację i w bardziej formalnej dyskusji należałoby trzymać się jego terminologii.

Babska logika rządzi!

Sirinie, oczywiście, że mniejszość. Póki co. :-/

Babska logika rządzi!

Kolejny tekst, który rozpaczliwie sili się na śmieszność. Owszem, napisany całkiem sprawnie, ale znów mam poczucie zmarnowanego czasu. 

Słowotwórstwo zupełnie nielogiczne.

Tojestniewazne, dziękuję za wizytę.

Mamy różne poczucia humoru. To chyba już wiemy? Przykro mi, że zmarnowałeś czas. Nie chciałabym marnować go więcej, ale dlaczego uważasz, że nielogiczne? Jeśli nie masz ochoty, to nie odpowiadaj.

Babska logika rządzi!

Eh… nie wiem, czy podoba mi się, czy nie. Nawet gdyby potraktować ten tekst, jako manifest. No porusza istotną sprawę, ale co z tego. A gdyby potraktować szorta jako “chłostę”? Tylko na kim: uczniu, rodzicu, nauczycielu, lekarzu?… Każdy tu pasuje, oj każdy. ;-)

Tak, Sirin ma rację – ale, jak sama zauważasz, nie jesteśmy na www kropka neurologiawprzekrojuwieków kropka pl, lecz na fantastyka kropka pl. Gotów byłbym, gdyby istniała możność weryfikacji mojego przypuszczenia, założyć się, że więcej niż trzy terminy fachowe w komentarzu (i w tekście też) nie są mile widziane przez większość użytkowników. Przeze mnie, przyznaję, też za ciepło nie są przyjmowane. Od razu zadaję sobie pytanie: jutro egzamin, czy jakie licho? :-)

Nie istnieje i nie zaistnieje taka terminologia w bliskiej przyszłości (na to wskazuje tło opowiadania).

O! A skąd wiesz? Skąd pewność, że do nazewnictwa nie dorwie się na przykład specjalista od feng shui i najlepszy kumpel ministra zdrowia (czy kto tam odpowiada za nadawanie nazw jednostkom chorobowym) i nie przetłumaczy najważniejszych chorób na prostszy język? Jeśli ludzie skłonni są płacić za lekarstwa homeopatycznie, nie mając pewności, że w całej buteleczce znajdzie się chociaż jedna cząsteczka leku…

Nie istnieje, ponieważ są inne, adekwatne nazwy. W ciągu ostatniego roku pojawiło się DSM-V i od kilku lat szumnie jest zapowiadane ICD-11, a specjaliści ogólnie wiedzą, jakie tam zmiany zostaną wprowadzone (są to klasyfikacje zaburzeń psychicznych, według których dostaje się diagnozy, DSM jest amerykańskie, ICD europejskie). Dla przykładu w świeżo wprowadzanych klasyfikacjach nie ma czegoś takiego jak autyzm, a spectrum autyzmu. Inny przykład: do lat bodaj 80. homoseksualizm był tam obecny jako choroba. Albo nie znajdziesz w takiej klasyfikacji pedofilii, dendrofilii, raptofilii w osobnej dla każdego tabelce. Wszystko jest wrzucone do worka “parafilie”, tam wypunktowane najczęstsze oraz tzw. “inne” (tu uwaga, powinniśmy mówić “parafilie”, a nie “zboczenia”, choć wiem, że czasem ciężko zachować neutralność, gdy słyszy się o czymś totalnie dziwnym, jak np. osiągnięcie maksymalnej satysfakcji seksualnej przez obrzucenie partnerki czipsami / mam nadzieję, iż nikogo nie obrażam, po prostu ja to odbieram za totalnie niespotykane).

Może zagalopowałem się w anegdotki, więc po prostu:

Specjaliści dążą do precyzyjnego nazewnictwa. Zmieniają je na podstawie badań i obserwacji. Wieloletnich. Klasyfikacje (nazwy) są zmieniane przez grupy specjalistów (wybitnych, z całego świata) metodą głosowania. Aktualna wiedza całkowicie rozdziela zaburzenia związane z preferencjami smakowymi (że odwołam się do treści szorta i uznam, że to nie lęk przed miejscem czy nerwica na skutek przykrego, nieuświadomionego wspomnienia) od tych związanych z wyrażaniem się, od tych związanych z liczeniem, słyszeniem, rozpoznawaniem znaków. Ja w Twoim tekście (nie wszystkie dys– od razu rozszyfrowałem) widziałem przeróżne kombinacje problemów z przedrostkiem dys-. Dysleksje z definicji to specyficzne problemy z czytaniem i pisaniem. Dyskalkulie z liczeniem.

Problemy z mową wiązać się będą raczej z afazjami (np. niezdolność składania liter w całość, mimo rozpoznawania każdej z nich, albo rozpoznawanie dźwięków i rozumienie zachowane, ale niemożność złożenia komunikatu) lub apraksjami (np. kłopoty z kontrolą mięśni używanych przy mówieniu – patrz na osoby po wylewie). Całe książki są o tym, niedobrze jest mówić szczątkowo.

Druga rzecz, o którą pytasz – jaka nazwa ogólna? Zaburzenia funkcjonowania. Może też być zaburzenia funkcjonowania w konkretnej dziedzinie (społecznej, odżywiania, komunikacji, emocjonalne). Nie ma ogólniejszej, a precyzyjniej się nie da, bo opisałaś braki w tak różnych sferach (no, za bardzo trochę tu odleciałaś).

 

Ogólnie nie polecam siebie na przyszłość przy konsultacjach tekstów tego typu, bo pewnie przyczepię się do wszystkiego, ale oświadczam, że z każdym takim tekstem (przekonaniem nt. zaburzeń psychicznych, rozwojowych, zachowania) zmierzę się na miarę swoich możliwości (ewentualnie będę doczytywał lub dopytywał kogoś, kto zna się lepiej).

 

@ Adam – ano, terminologia, terminologią, i jako tako się jej nie używa, ale jak trza argumentem walnąć w coś, co z przekonania jest istotne… laugh rozumiesz przecie :)

Blackburnie, dziękuję. Kombinuj, kombinuj. ;-) “Chłosta” na pewno nie była moim zamiarem, nie lubię przemocy. Manifest już bardziej mi się podoba.

Adamie, owszem, nie jesteśmy. Ale lepiej pisać bardziej poprawnie niż mniej. Ale jeśli trzeba w tym celu użyć trzech długich słów zamiast jednego? Ech… Wspominałam już, że się nie znam?

Terminy fachowe mi nie przeszkadzają. Pod warunkiem, że je rozumiem. ;-) OK, jeden można sprawdzić i zapamiętać, może nawet dwa. Hmmm, Ty też masz rację! ;-)

Babska logika rządzi!

Jak czytamy w Słowniku Języka Polskiego PWN:

 

dys-, dyz-

1. «pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na odwrotność lub rozłączność czegoś»

2. «pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na brak, zaprzeczenie lub wadliwość czegoś».

 

I właściwie tutaj mógłbym zakończyć. 

Ale spytam. 

 

Kim są dysfilmowcy, dyskomputerowcy, dyschronicy, dyskulturowcy? Co to jest dyshomilia, dysantropoza, dysdaimonia?

Słownik nie jest akurat miejscem, w którym znajduje się pełna definicja tego, o czym mowa :) Pokazuje fragment, ale nie mówi do czego te przedrostki stosujemy i do czego nie stosujemy. Bo neologizmy w tym akurat przypadku wzburzyły, dajmy na to, takiego mnie.

 

Ale wedle tego założenia możemy się pobawić w odgadywanie znaczeń:

dysfilmowiec – osobnik o niemożności robienia filmów

dyschronik – osobnik, który nie potrafi zająć się niczym dłużej przez większy wycinek czasu (to już zaburzenia uwagi)

O, dziękuję Sirinie. Bardzo ciekawe rzeczy wypisałeś.

Tak ogólnie muszę przyznać Ci rację, ale…

Weźmy te parafilie. OK, nazwa w porządku, politycznie poprawna. Ale “pedofilia” bardzo mocno zakorzeniła się w świadomości społecznej. Mam wrażenie, że przy kolejnej aferze właśnie tego terminu będą używać gazety i reszta mediów. Niejeden brukowiec wielkimi wołami napisze o zboczeńcu grasującym gdzieś tam. Być może “parafilia” znajdzie się gdzieś w raportach policyjnych. Chociaż wątpię. No, może w opisie patologa…

W moim opowiadaniu nie pojawiają się specjaliści z dziedziny medycyny (nie bezpośrednio). To zwykli ludzie komunikujący się z innymi niefachowcami. Wydaje mi się naturalne, że używają popularnego, może nawet kolokwialnego języka.

Inna sprawa – zrozumienie tekstu przez Czytelników. Jaki odsetek zgadłby, o czym mowa, gdybym użyła DSM-V lub ICD-11? A dyś-coś tam (prawie) każdy załapie.

Zaburzenia funkcjonowania. Hmmm. Brzmi nieźle, szkoda tylko, że nie kojarzy się od razu z chorobami na dys-. Zastanowię się jeszcze.

Że odleciałam? Reductio ad absurdum. :-)

Babska logika rządzi!

Chciałam zauważyć, że opowiadanie Finkli jest z gatunku fantasy, w którym wszelkiego rodzaju słowotwórstwo jest bardzo popularne i przez czytelnika często oczekiwane.

Finkla stworzyła serię neologizmów, w których

  1. zastosowane są zasady języka polskiego
  2. znaczenie jest łatwe do rozszyfrowania przez przeciętnego czytelnika.

Nie widzę tu żadnego problemu.

Hmm... Dlaczego?

Ale słowo “dysleksja” zostało zapożyczone od lekarzy. Tak samo jak dawna klasyfikacja niepełnosprawności intelektualnej: debil – idiota – imbecyl. Kto by teraz pomyślał, że to od psychiatrów (chyba psychiatrów, ale na pewno z bliskiego środowiska) się wywodzi? Chodzi o to, że nie wyobrażam sobie, by tak wyewoluował język potoczny, bo te dys– to jednak trudne są słowa. Posłuchajmy młodzieży, oni raczej upraszczają, skracają (jak u Orwella).

 

No z tymi klasyfikacjami to nie, chyba że SF piszemy :D

 

Akurat z tą pedofilią to ona jest wypunktowana. Bo to częste. Dane mówią o 10-18% dzieci molestowanych / z doświadczeniem wykorzystania / molestowania w naszym kraju spotkało się tym. Zatrważające. Jednak to co jest w tej klasyfikacji, to znaczy “pedofilia”, określa fantazjowanie nt. dzieci / osób z nierozwiniętymi cechami płci i niemożność osiągnięcia pełnej satysfakcji bez obiektu. I to się różni od tego, że ktoś dziecko wykorzystał, bo było łatwiejszą ofiarą (bo nie powie nikomu, bo nie będzie się bronić, bo nikt mu nie uwierzy). Jednych wyślemy na terapię i do więzienia (bo byli świadomi czynu zabronionego), drugich jedynie do więzienia (bo to najgorszy egzemplarz ludzkiej istoty jest). Dobrze, że się mówi, bo teraz dzieciom się po prostu – nie tyle co wierzy, co ich się sprawdza, słucha, reaguje. Nie zawsze, ale częściej niż kiedyś.

 

I ogólnie jest tak: już nie mówimy na taką schizofrenię, autyzm, ADHD, bulimię, anoreksję czy nawet pedofilię – choroba. Mówimy zaburzenie. Bo jak chora jest ręka to gnije i śmierdzi, albo jest krzywa, a jak tak powiedzieć o psychice, gdy nie widać żadnej zmiany (odbiegającej od tych, co jednak nie “chorują”, a mają taką samą dziurkę czy ilość choćby serotoniny) w mózgu? To znaczy teraz jest taki czas, że staramy się to zmienić. Młodzi mówią zaburzenie psychiczne. Starzy choroba psychiczna. Starego ciężko oduczyć, młodego ciężko przekonać, bo całe życie słyszał inaczej. Staramy się to zmienić, bo to stygmatyzuje i autostygmatyzuje – a prościej mówiąc: sprawia, że pacjenci częściej cierpią, dłużej cierpią i rzadziej wracają do normy.

Proces długi i nie bardzo wiadomo, czy się uda. Ale takiego “ty downie” słychać już rzadziej niż kilka lat temu dzięki kilku kampaniom społecznym (i tu kolejna anegdotka, bo to ciekawostki są: Zespół Downa nie jest pierwotną nazwą tego zespołu genetycznego, wcześniej nazywano to “mongolizmem” ze względu na charakterystyczne cechy wyglądu, jednak po interwencji delegacji z Ułan Bator nazwę zmieniono – ot właśnie, czuli się obrażani, niekomfortowo).

Wiecie, co mi przypomina ten tekst? Idiokrację. I w tym kontekście wszelkie racjonalne argumenty biorą w łeb. Oba utwory coś przerysowują. I nie ma sensu rozstrząsać  poprawnych naukowo terminów. 

Gdyby wziąć na tapetę tekst, analizujący problem nie z dużym przymrużeniem oka, ale poważnie, to wtedy – jak dla mnie – dyskusja o dys– i zaburzeniach miałaby większe uzasadnienie. 

A ponieważ akcja dzieje się w – jakby na to nie patrzeć – dysfunkcyjnym, absurdalnym świecie, to jest jak jest. Dys-schorzenia i inne absurdy pasują więc jak ulał. 

Sirinie, mimo wiedzy (za co podziwiam szczerze), podszedłeś do tekstu chyba zbyt poważnie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ale spytam. 

Kim są dysfilmowcy, dyskomputerowcy, dyschronicy, dyskulturowcy? Co to jest dyshomilia, dysantropoza, dysdaimonia?

Hmmm. Mam opory przed wyjaśnianiem własnego tekstu, ale pytanie jest zasadne.

Zasadniczo: starałam się trzymać greckiego tam, gdzie było to możliwe, to znaczy, gdy greckie słowo było dostatecznie znane, żeby naprowadzić na trop, a wspominane zjawiska (niekoniecznie zaburzenia) istniały już w starożytności.

Dysfilmowcy i dyskomputerowcy – tych pojęć starożytni Grecy nie mogli znać. Neologizmy określają ludzi, którzy oglądają filmy/ wykorzystują komputery w sposób niezupełnie akceptowany społecznie (mają z tym jakiś problem lub zaburzenia) i mają na to papiery.

Dyskulturowcy – to po prostu chamy. Z papierami jak wyżej. Wczoraj miałam okazję obejrzeć w telewizji jednego byłego rzecznika prasowego. To pod jego wpływem dodałam odnośny fragment…

Co do pozostałych terminów, podaję odpowiednie greckie słowa:

chronou – czas

omilia – przemowa

anthropoi – ludzie

daimonion – demony (ale obecnie rozumiane raczej jako sumienie).

Babska logika rządzi!

Sirin:

Nie popadajmy w przesadę. Czy ze względu na negatywyny wydźwięk wyrażenia “down” (adresowanego tak do osoby dotkniętej zespołem Downa jak i do osoby z normalną liczbą chromosomów 21) zabronimy słowa/przedrostka “down” w ogóle? Co wtedy stanie się ze słowami/wyrażeniami takimi jak: download, downtown, down under czy nawet Downton Abbey?

 

Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, ale jedyną prawdziwą nazwą, użytą w opowiadaniu Finkli jest dyskalkulia – i to w odpowiednim kontekście. Reszta dys– zaburzeń to zupełnie zmyślone, fikcyjne nazwy. Nie obawiałabym sie, że ktokolwiek weźmie to na poważnie.

Hmm... Dlaczego?

Mi akurat w ogóle nie chodziło o poprawność naukową. Pomysł na tekst w dużej mierze opiera się na produkowaniu masy neologizmów z przedrostkiem dys-. Przedrostek ten zmienia znaczenia słów, do których jest dołączany, w dość konkretny sposób. Można podać oczywiście definicję, ale wcale nie trzeba – czytelnicy operujący językiem polskim na pewnym poziomie doskonale “czują”, o co chodzi. Tej logiki mi tu zabrakło. Bo znaczenia Twoich, Finklo, neologizmów można wydobyć z kontekstu, ale sposoby, w jakie dys- na te znaczenia wpływa, nie sklejają się w spójną całość.

Over and out.

@śniąca – zgadzam się, że zbyt poważnie, ale w końcu słusznie – bo poruszyłem w końcu takie podstawowe elementy, a okazuje się, że nieznane (a bo skąd je znać, jak kampanii nie ma, w szkołach nie mówią, a wiedza zmienia się dość dynamicznie) i ktoś zapamięta choć jedno, może dwa. Przynajmniej sądzę, że słusznie. Drugie jeszcze usprawiedliwienie: kołek w głowę wbija mi o tym, by mówić, każdy dzień spędzony z takim dzieckiem z zaburzeniami. Reakcje otoczenia na niego. Dlatego gadam ile wlezie, gdzie wlezie, bo może, podczas spaceru z takim podopiecznym spotkam w parku panią czy pana, który słuchał mnie albo mi podobnego uczuleniowca i nie będzie się gapił (albo zachowywał się i pytał… strach sobie przypominać, co już słyszałem i widziałem) na to dzieciątko, biedne w rzeczy samej. Bo dzieciątko spyta potem mnie (to cholernie trudne pytania) albo mamy, czemu tamta pani powiedziała swojemu dziecku, że nie wolno się mu z nim bawić, albo coś takiego… Ja wiem, że my tu mamy portal inteligentnych ludzi, pewnie stosunkowo tolerancyjnych, otwartych na dyskusję, ale w końcu spoglądają tu i starsi i młodsi, rejestrować się nawet nie trzeba, by czytać.

Drewian – dzięki. O to chodziło z nazwami. :-)

Sirinie, oj, wydaje mi się, że młodzież termin “dysleksja” zna, i to doskonale.

Myślałam, że “idiota” pochodzi od polityków. ;-) I że to ktoś, kto nie brał udziału w politycznym życiu bodajże Aten. :-( A pochodzenia “debila” i “imbecyla” nie znam, ale im– chyba sugeruje jakieś angielskie zaprzeczenie.

Hmmm. Dla mnie rozróżnienia między chorobą a zaburzeniem nie mają takiego znaczenia. Ale – jak już wspominałam – nie jestem fachowcem i nie mam poczucia misji, że jedno z nich jest “złe”, bo stygmatyzuje. Chociaż Twoje argumenty brzmią bardzo logicznie. Nie potrafię określić, jak to się mówi potocznie w moim otoczeniu. Dowcipy chyba opowiada się “o wariatach”, a to dopiero niepoprawne określenie.

Śniąca, ciekawe skojarzenie. Filmu nie oglądałam, ale podejrzewam, że możesz mieć rację. I chyba dodam tag “absurd”.

Babska logika rządzi!

Wariat, świr, oj, jest tego słownictwa :)

Chciałem na Avangardzie (tej za dwa tygodnie) zrobić taką prelekcję o zaburzeniach i przekłamaniach na ich temat w filmach i literaturze fantastycznej,  ale w tym roku jeszcze nie wypaliło, bo za późno złapaliśmy się za pomysł.

Ja słyszałem, że ten debil-idiota (toż to sam Dostojewski!)-imbecyl to od Freuda (j. niemiecki), ale to nie bardzo możliwe. Z tych czasów to pewnie może pochodzić, taka klasyfikacja (była stosowana chyba do lat 70-80, ale mogę się mylić, bo szacuję tylko po wieku osoby, która opowiadała o swoich studiach i co na nich miała). Jednak słowa znano wcześniej – ot, wspomniany Fiodor.

Drewian, ale przecież Sirin pisał, że “mongolizm” się nie podobał mieszkańcom Mongolii (no, mieli prawo protestować). “Ty downie” obraźliwe jest i nie ma co dyskutować. Z drugim akapitem Twojego komentarza zgadzam się w zupełności.

Tojestniewazne, przez analogię – dys– wpływa na resztę słowa jak dysgrafia na pismo. Albo, jak chce Sirin, zaburza. Albo, jak twierdzi cytowany przez Ciebie SJP, wskazuje na wadliwość.

Sirinie, rozumiem. Ale… Kiedyś byłam z chrześnicą na placu zabaw, kiedy przebywała tam również dziewczynka z jakimiś (nie mam pojęcia, jakimi dokładnie) zaburzeniami. Moja chrześnica miała wtedy bodajże dwa latka, tamta dziewczynka – kilkanaście. Duuużo silniejsza. Cholera, miałam pietra, kiedy bawiły się razem. Widziałam, że opiekunka tej starszej dziewczynki też się spięła. OK, z tego co kojarzę, osoby z zespołem Downa są przyjaźnie nastawione do świata. Ale to nie był ten zespół, tylko coś innego.

Babska logika rządzi!

No to życzę, żeby w przyszłym roku wypaliło. Bo temat wydaje się ważny i ciekawy. :-)

Freud mógł dokonać klasyfikacji, używając pojęć znacznie starszych od siebie. Będę się upierać, że idioci to od starożytnych Greków.

Babska logika rządzi!

Finkla: przecież napisałam:

wyrażenia “down” (adresowanego tak do osoby dotkniętej zespołem Downa jak i do osoby z normalną liczbą chromosomów 21)

jeśli słowo “down” użyte jest w innym znaczeniu (tzn, nie jest skierowane do osoby, by ją obrazić, nie jest użyte jako przezwisko) – wtedy nie jest obraźliwe. Jest tylko słowem.

Jest wielu ludzi o nazwisku Down. Jeśli wołam ich po nazwisku – bez względu na to, czy rozmowa toczy się w języku polskim, czy angielskim – czy jest to obraźliwe?

Sirin skrytykował użycie przedrostka dys-, zupełnie nie zważając na kontekst w jakim ten przedrostek był użyty. Taka krytyka to czysta, bezrefleksyjna cenzura a nie obiektywna opinia.

Nie popadajmy w pułapkę poprawności politycznej. Skończymy bowiem tak jak w USA. A to byłoby bardzo smutne.

 

Dla zainteresowanych:

terminy idiota, debil, imbecyl pochodzą od stworzonej na początku XX wieku, tzw. standfordzkiej skali Bineta – skali oceny inteligencji dla dzieci upośledzonych umysłowo.

obraźliwych terminów (idiotyzm, imbecylizm, debilizm) przestano używać medycynie w latach 80tych XX wieku.

kretyn/kretynizm to dawna nazwa wrodzonej niedoczynności tarczycy.

Hmm... Dlaczego?

A, przepraszam, źle zrozumiałam. Nie no, zespół Downa to termin medyczny. Ale “mongolizm” faktycznie mógł się niektórym nie podobać. Ciekawe, co Francuzi sądzą o “francy”. Czy w ogóle o niej wiedzą? ;-)

Nie zgodzę się, że “Idiota” pochodzi z XX wieku. Wtedy słowo mogło wejść do medycyny, ale istniało dużo wcześniej.

O, a z kretynizmem to ciekawe. Interesującą drogę musiało słowo przejść.

Babska logika rządzi!

słowo idiota pochodzi od greckiego “idiotes” czyli ludzie prości, bez specjalnych umiejętności.

W znaczeniu “głupi” jednak zaczęło być używane dopiero po opublikowaniu, wspomnianej przeze mnie skali Bineta.

Czyli, w sumie, słowo jest tysiące lat starsze niż jego współczesne znaczenie. Czyż język nie jest fascynującym tworem?

Hmm... Dlaczego?

Jest, jest. :-) I nie tylko on.

Ech, muszę kiedyś przeczytać tego Dostojewskiego. Na razie zbiera kurz na półce.

Wracając do ewolucji języka; polonistka, podczas analizy jakiegoś wiersza, chyba Mickiewicza, zapytała nas, jak to możliwe, że dziewica, będąca bohaterką utworu, ma dziecko. Wyszło na to, że wtedy to słowo miało całkiem inne znaczenie. A przecież tak niedawno…

Babska logika rządzi!

A Zosia, karmiąca drób w bieliźnie – przecież nie była w negliżu, jeno w białej sukience. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zaiste!

Nigdy o tym nie pomyślałam, ale musisz mieć rację.

Babska logika rządzi!

Chyba tak! ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Abstrahując od tego, czy tekst jest zabawny, czy też nie – na pewno mnie nie skrzywdził i nie poczułem się w żaden sposób urażony, bo przecież bez przesady. Sam swego czasu miałem stwierdzoną dysgrafię i doskonale pamiętam, z jaką częstotliwością i hurtowością psycholodzy wszelakiej maści przyznawali zaświadczenia o dysfunkcjach wszelakich, więc generalnie rozumiem, skąd wziął się pomysł na tekścik. Czy zamysł został dobrze zrealizowany? Uważam, że tak.

O, dziękuję, Vyzarcie. To bardzo cenny głos w dyskusji.

Dobrze, że nie poczułeś się urażony. Tego robić nie chciałam.

Babska logika rządzi!

– Panie, raczyłeś się zdystansować od problemów ludzkości – bełkotał przerażony skrzydlaty. Ze strachu przyjemny tenor przeszedł w piskliwy dyszkant.

Hm. Tenor (głos) się przestraszył? Brakuje zaimka. Wiem, na tym portalu to niemal herezja, ale nie dajmy się zwariować. Jeśli dodasz “mu” po “przeszedł”, wyklaruje się, kto odczuwa strach.

 

Dla mnie to robienie z igły wideł. Z tego, że niektórzy załatwiają sobie lewe zaświadczenia o dysortografii lub innych dys-, zagłady nie będzie. Nawet takiej małej. Zobacz, sama ją wprowadziłaś dzięki deus ex machina (prawie dosłownie). No niestety, ostatni ustęp jest od czapy.

Polityk bardziej by mnie rozbawił, gdyby robił wiarygodne błędy, ale rozumiem zamysł – poszłaś w groteskę.

Fragmencik z ofertą pracy – dobre.

Generalnie jednak ten króciak jest taki sobie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dziękuję, Jerohu.

Z tenorem mam wrażenie, że się czepiasz, ale po Twojemu będzie lepiej, więc zmienię.

Zagłady może i by nie było. Ale jak wyglądałoby życie w świecie, w którym rzecznicy prasowi partii zachowują się po chamsku i właśnie dlatego zostali rzecznikami? Oj, zabrakło fantastyki. Tylko moi mają na swój brak kultury stosowne orzeczenie lekarskie… I może nawet są z tego dumni i zadowoleni, jak szczęśliwi posiadacze wymaganych cech z oferty pracy.

A ostatni ustęp to ostatni akapit czy ostatnia część wydzielona gwiazdkami? Podejrzewam, że to drugie. Hmmm, może i jest od czapy, ale jakoś musiałam tekst zakończyć i taka wizja mi się pojawiła. A że humoreska, to end nie mógł być unhappy.

A wiarygodne błędy to jakie? Pomyłki freudowskie?

Babska logika rządzi!

A ostatni ustęp to ostatni akapit czy ostatnia część wydzielona gwiazdkami?

Część wydzielona gwiazdkami.

A wiarygodne błędy to jakie? Pomyłki freudowskie?

Poważnie potrzebujesz konkretyzacji? Czy Ty tak tylko retorycznie?

Na przykład nikt nie powie przez pomyłkę na członka społeczeństwa “penis społeczeństwa”. Freud czy nie Freud. Tak samo nikt nie pomyli miedzy z wiedzą, chyba że się przejęzyczy. I tak dalej.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Poważnie pytałam.

No właśnie poseł Glosarski się przejęzycza hurtowo. Coś podobnego do (być może niedorzecznie) silnej dysleksji, tylko w mowie, nie w piśmie.

Dobra, nie twierdzę, że taka przemowa jest możliwa, to już element absurdu. Ale za każdym razem starałam się znaleźć jakiś związek między zamienianymi wyrazami – literówki, synonimy, antonimy…

Babska logika rządzi!

Ja też pozostaję bez zachwytów. Przeczytałam bez zgrzytów, bo wiadomo, że piszesz na takim poziomie, że i myśl przewodnia nie umyka i wszystko jest na swoim miejscu. Nie rozweseliłaś mnie, a raczej wkurzyłaś. I właściwie nie Ty, bo to nie Twoja wina, że wszędzie ludzie próbują pójść na łatwiznę i zwalić na coś winę, a my się nawet boimy poprawiać, bo głupio.

Strach myśleć, co będzie za parę lat, kiedy zacznie działać następne pokolenie z zaświadczeniami. I zgadzam się ze śniącą, że to lenie i kombinatorzy, a nie ci, którzy naprawdę cierpią na jakieś dysfunkcje (przynajmniej w większości).

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mnie też rozbawić nie rozbawiło. I nie dlatego, że mam – zdiagnozowaną i na co dzień odczuwalną dysoćtam, z czego zresztą nigdy nie robiłem tajemnicy. Nie chodzi też o to, że niby epidemia upośledzonych faktycznie zaczyna ma już znamiona absurdu, a poprawność polityczna to jedno wielkie gówno, raczej smutne niż śmieszne. Przeciwnie – materiał na ostrą szyderę nie tylko idealny, ale wręcz, zdawałoby się, w tym celu stworzony.

Tak więc nie chodzi o przesłanie.

Napisane fajno, lekko, pojedyncze, nazwijmy to, gagi spoko, ale całość niczego mi nie urwała. Tak po prostu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję. :-)

Bemik, czyli wkurzyłam pośrednio? Hmmm, mogło być gorzej. Myślę, że ludzi, którzy nadużywali zaświadczeń mogą się bardzo zdziwić po wejściu na rynek pracy. To ciekawe, że już dwóch starych użytkowników przyznało się pod tym szortem do jakiegoś zaburzenia, a o żadnym nie miałam pojęcia, piszą nader przyzwoicie i nawet piórka dostali. Można?

Cieniu, czyli za słabo wykorzystałam temat? Niewykluczone… Może Jeroh ma rację i trzeba było wykombinować inną końcówkę, pozwolić systemowi zapaść się pod własnym ciężarem, zamiast grzebać w machinie… Możecie mieć rację. Może powinnam częściej korzystać z dobrodziejstw bety…

Babska logika rządzi!

Takie średnie jak dla mnie. Lekko się czytało, ale puenta jakoś nie rozbawiła i pomysł też nie specjalnie zaciekawił.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

W porządku, Szyszkowy. Puenta nie rozbawiła, to nie będę rozśmieszać na siłę. W brak zaciekawienia też ingerować nie zamierzam. Może następnym razem pójdzie lepiej. :-)

Babska logika rządzi!

@Finklo: sytuacja, którą opisałaś, nie jest z pewnością zdarzeniem odosobnionym, ale mamy skłonność zapamiętywać takie sprawy; cóż, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i przy osobach zupełnie w normie, jak i tych poza nią

K, z tego co kojarzę, osoby z zespołem Downa są przyjaźnie nastawione do świata.

 

Tak, dla nich charakterystyczna jest pracowitość i naiwność, ale są z tych osób jedne z najwspanialszych opiekunek/opiekunów (ze względu na posiadane cechy, ale tylko w wypadku, gdy fizycznie i poznawczo są w stanie ogarnąć podopiecznego).

 

Ech, muszę kiedyś przeczytać tego Dostojewskiego.

Mocna rzecz, nie ma co odkładać.

 

@Drewian:

Sirin skrytykował użycie przedrostka dys-, zupełnie nie zważając na kontekst w jakim ten przedrostek był użyty. Taka krytyka to czysta, bezrefleksyjna cenzura a nie obiektywna opinia.

Nie tyle krytyka, co zauważenie, uwaga interpretacyjna, uprzedzenie przed stereotypami. Tło tłem jest w tle, a nie, gdy staje się tematem.

@Finklo: sytuacja, którą opisałaś, nie jest z pewnością zdarzeniem odosobnionym, ale mamy skłonność zapamiętywać takie sprawy; cóż, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i przy osobach zupełnie w normie, jak i tych poza nią

Niby tak, ale jeśli dwie dwulatki pobiją się o przecudną foremkę, to skończy się na pacnięciu szpadelkiem albo (w najgorszym wypadku) piasku w oczach. Lecz jeśli jedna zawodniczka waży dziesięć kilo, a druga czterdzieści…

Dostojewski. Nie to, że odkładam. Jakoś Tołstoj wepchnął się pierwszy w kolejkę rosyjskich klasyków.

Aha, zmieniłam choroby na zaburzenia (w jednym przypadku zakurzenia ;-) ), tylko w funkcji Rzecznika zostawiłam. IMO, im dziwniej ta nazwa brzmi, tym lepiej.

Babska logika rządzi!

Tak, dla nich charakterystyczna jest pracowitość i naiwność,

A to akurat jest bzdurą. Dawno temu udowodniono, że ludzie dotknięci zespołem Downa mają indywidualne cechy charakteru i osobowość. Niektórzy są pracowici a niektórzy nie. Niektórzy naiwni a niektórzy podejrzliwi. Z tą łagodnością i przyjaznym nastawieniem do świata też jest bardzo różne. 

Hmm... Dlaczego?

Nie znam się, więc nie będę się opowiadać po którejś ze stron. Ale z przyjemnością poczytam dyskusję.

Babska logika rządzi!

Jednak szorty rodem z “niebios”, bardziej mi pasowały. Doceniam tutaj pracę z językiem i odważyłaś się na mały eksperyment, który momentami wyszedł zabawnie. Jednak nawet we mnie pewien “puryzm” się odezwał i tyle “dysów” było dosyć niebezpiecznym balansowaniem. Tak jak Sirin mówił, na rzeczy, które opisałaś są inne słowa – afazja, agnozje, agramatyzm. I wiele z nich jest też wywoływanych miejscowymi uszkodzeniami mózgu itd. To rzeczywiście mogło zniechęcić. Ogólną ideę za tym szortem “chwyciłam”, ale mimo wszystko, można było o wiele lepiej przygotować się w terminach. A początek ze spożywaniem śmieciowego jedzenia i alkoholu mi pasował, ale dalej zostawia wiele do życzenia, bo skojarzenia z istniejącymi problemami są zbyt duże. 

Raczej w zamyśle szorta, nie było żadnych złych intencji. A z drugiej strony, rozgorzała kolejna dyskusja na temat problemów dotyczących zaburzeń psychicznych (a tutaj, tak ślizgiem, neuropsychologicznych). Dyskusja jest dobra i warto uświadamiać. Mam nadzieję, że szort zostanie doceniony za ten aspekt. Każdy powód, aby dochodzić tak istotnych spraw, jest ważny. Jednak nie chciałabym uciekać się do jakiejś hiperpoprawności, bo ona też może być krzywdząca. 

Dobrze się to czyta, chociaż chyba tylko raz się uśmiechnąłem. Osoba z kilkoma dys– pozdrawia! ;)

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

rozgorzała kolejna dyskusja na temat problemów dotyczących zaburzeń psychicznych (a tutaj, tak ślizgiem, neuropsychologicznych). Dyskusja jest dobra i warto uświadamiać. Mam nadzieję, że szort zostanie doceniony za ten aspekt. Każdy powód, aby dochodzić tak istotnych spraw, jest ważny.

Święte słowa, Deirdriu!

Hmm... Dlaczego?

Dziękuję. :-)

Deirdriu, “dysów” musiało być wiele. Z prawdziwymi wolałam nie przesadzać, nad dyskalkulią jeszcze się zastanawiam, czy jej czasem nie wywalić. Chyba rozumiem, o co Ci chodzi. Hmmm, może kiedyś przerobię szorta, totalnie zmieniając końcówkę.

Dyskusja rzeczywiście rozpętała się ostra, zajmująca i pożyteczna.

Madeju, odnoszę wrażenie, że nie poczułeś się urażony. To dobrze. Nie pękałeś ze śmiechu? Nie można mieć wszystkiego. Również pozdrawiam.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem i tak jakoś średnio podeszło. Nie żeby tekst cierpiał na jakąś ogólną dyspodobalność, ale na indywidualną już może. Prawda? ;)

No i nie jest zabawny, jeśli już – to raczej dość straszny. 

Sorry, taki mamy klimat.

Dzięki, Sethraelu.

Jasne, że prawda. OK, rozumiem, że może i straszyć. Chociaż ten efekt wydaje mi się znacznie trudniejszy do osiągnięcia niż rozbawienie.

Babska logika rządzi!

Tak, dla nich charakterystyczna jest pracowitość i naiwność,

A to akurat jest bzdurą. Dawno temu udowodniono, że ludzie dotknięci zespołem Downa mają indywidualne cechy charakteru i osobowość. Niektórzy są pracowici a niektórzy nie. Niektórzy naiwni a niektórzy podejrzliwi. Z tą łagodnością i przyjaznym nastawieniem do świata też jest bardzo różne. 

To muszę doczytać, bo do tej pory miałem takie, a nie inne przekonanie. Faktem jest, że mam raczej rzadki kontakt z osobami z ZD, a swoje “przekonanie” oparłem na przekazach osoby z bagażem wieloletniego doświadczenia pracy. W sumie to ciekawa rzecz co piszesz i to, co usłyszałem ja. To, że mają indywidualne cechy to nie mam najmniejszych wątpliwości, ale jakaś korelacja, pewne cechy w różnicy większej od normy, to nie byłoby głupie.

Cóż, doczytam z pewnością, jeśli znajdę, chyba że masz gdzieś na wierzchu wskazówkę, co do literatury?

 

A że to jest ważne – to się ogromnie zgadzam i cieszę się, że zostałem sprowokowany do takiej dyskusji :)

No mi także średnio podeszło. Ciekawą rzecz obrałaś za cel, ale same sceniki bez szału. Pierwsza chyba najbardziej udana, najmniej – ostatnia, z kolejnym osobowym Bogiem i asteroidą.

OK, nie podeszło, to nie podeszło. Dzięki za wizytę i że próbowałeś. :-)

Babska logika rządzi!

Pomysł nawet nawet, ale wykonanie takie mocno głupawe wyszło. Dysrefleksyjne ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Dobra, dzięki za próbę. :-)

Babska logika rządzi!

Najlepszy był motyw z posłem, całość nierówna. Fajnie pobawiłaś się językiem – choć zaskoczenia nie było, bo wiedziałem że umiesz (ostatnio piszę Ci takie petroniuszowskie komcie, rodem z Quo Vadis ;) ).

Nie wątpię, że jeszcze klasnę w dłonie, po lekturze twojego opowiadania, Finklo – ale nie tego wieczoru.

 

edit: żeby nie było, usmiech był (w sejmie) :D

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję za wizytę.

Hmmm. Tobie się akurat poseł spodobał? No, różnie to bywa, niektórzy na nim psy wieszali… Dobra, to czekamy na klaskanie… ;-)

Babska logika rządzi!

Musi być co oklaskiwać, Szanowna Koleżanko, więc do klawiatury zapraszamy… :-)

Nie no, Drogi Kolego, tę zależność doskonale rozumiem. Nie liczyłam, że nagle Nevaz zrobi mi owację w SB. ;-)

Babska logika rządzi!

Wypowiem się jako zdiagnozowany dys. :D

 

Zaiste nasz system edukacji narodowej obrazuje ciekawe podejście. Przez dziewiętnaście lat uczymy młodego człowieka, że dysleksja jest kartą przetargową, totemem sprawiającym, że może się więcej mniejszym kosztem. A później taka osoba trafia na studia/do pracy i okazuje się, że nie dość, że nikogo nie obchodzi, że ma się dysleksję, to jeszcze się czepiają, że pismo nieczytelne i byków pełno.

 

W Twoim tekście jest chociaż konsekwencja. Jeżeli dajemy przywileje, to do końca, a nie do jakiejś tam matury. Z drugiej strony drażnią mnie osoby, które nigdy trudności z pisaniem/ortografią/itp. nie miały, ale mądrzą się za dwóch, jaka to młodzież leniwa.  

 

Tymczasem nie można przeginać w żadną stronę. Głupotą jest zwalnianie ucznia z myślenia w ramach swoistego totemu, ale stwierdzanie, że wszyscy mają takie same predyspozycje do, powiedzmy, pisania, też nie jest właściwą drogą. 

4/6. Doceniam dowcip, ale jednak wydaje mi się, że wydźwięk tekstu za bardzo zbacza w tę drugą stronę, czyli: dyspektyk dyslektyk to leniwy głąb.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki. :-)

Ech, słabo pamiętałam ten tekst, musiałam sobie przypomnieć.

Chyba mniej więcej o to chodziło – żeby nie załatwiać wszystkiego zwolnieniami i równaniem szans na siłę, bo to prowadzi do absurdu.

Podejrzewam, że osoby, które nie mają trudności z pisaniem, mają trudności w innych dziedzinach. Nikt nie jest doskonały, ale niech każdy skoncentruje się na swoich predyspozycjach, a nie żąda ułatwień w dziedzinach nie dla niego. Żaden trener nie będzie się upierał, że z niskiego i pulchnego chłopca zrobi mistrza skoku o tyczce. Ale chłopak może ćwiczyć podnoszenie ciężarów lub pchnięcie kulą. Podobnie z różnymi dys-.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka