- Opowiadanie: Eliash2140 - Nie tak się to skończyło

Nie tak się to skończyło

Alternatywna wersja Czerwonego Kapturka.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Nie tak się to skończyło

– Dzień dobry, mój drogi.

– Dzień dobry… – wybełkotał wilk głosem podobnym do ludzkiego. Gdyby tylko ludzie posiadali chmury burzowe zamiast strun głosowych.

Bestia spoglądała w dół, mierząc wzrokiem odzianą w szkarłatny płaszcz kobietę. Potwór przyzwyczaił się do patrzenia na innych z góry. Posiadanie sześciu metrów w kłębie pomaga pogodzić się z myślą, że jest się jedną z największych istot na Ziemi. Jednak rozmiar nie wystarczył. Jego łapy drżały. Ta drobna, chuda postać zdawała się emanować mocą dziką i pierwotną. Wilk nie rozumiał dlaczego taka ilość energii nie rozerwała jej ciała na strzępy, zwłaszcza że kobieta w żaden sposób nie próbowała ograniczać tej siły. Część lasu, przez którą zdążyła przejść, stała w płomieniach, jakby sprowadziła piekło na ziemię.

– To zadziwiające. Masz pysk durnego zwierzęcia, a tak wspaniale potrafisz oddać nim uczucia. Niby brakuje ci ust, a mam wrażenie, że krzywisz się z przerażenia.

– Nie powinno ciebie tutaj być. Miałaś zostać z rodzicami. Z dala od tego lasu. To nie jest miejsce dla ciebie.

Kobieta zaśmiała się. Jej śmiech był słodki. Słodki jak gwoździe polane miodem.

– Pamiętam to. Ten las jest stary, mroczny i ciemny. Grzeczne dziewczynki nie powinny tam wchodzić. Wiesz kiedy przestano nazywać mnie grzeczną dziewczynką?

Wilk milczał.

– Gdy zabiłam rodziców. Ochrzcili mnie wtedy szkarłatną wiedźmą. Albo po prostu wiedźmą. Mieli też wiele innych, bardzo obelżywych określeń.

Płaszcz kobiety poruszył się, smagany nienaturalnym wiatrem. Pomiędzy palcami jej dłoni zaczęły tańczyć iskry. Coraz większe i częstsze, aż nabrały formy niewielkich ogników.

Wilk obnażył kły. Rząd długich, pożółkłych włóczni. Chciał ostrzec dziewczynę, że może jeszcze próbować uciec. Zabrzmiało to jak złowrogi warkot. Zaczęły budzić się jego zwierzęce instynkty. Musiał walczyć o przeżycie.

– Brawo, kochany. Tego właśnie chcia…

Nie zdążyła dokończyć słowa, gdy bestia wybiła się z ugiętych nóg. Jak na olbrzyma, była wyjątkowo szybka i zwinna. Oraz zaskakująco bystra. Zamiast rzucić się na dziewczynę, wilk skoczył nad nią. Kobieta uwolniła piekielne płomienie, zamieniając w pogorzelisko miejsce, gdzie przed chwilą stał wilk. Pierścień ognia otoczył wiedźmę.

Bestia wiedziała, że nie może się zbliżyć do przeciwniczki. Zacisnęła paszczę na pniu ogromnego drzewa i jednym szarpnięciem wyrwała je z korzeniami, ciskając starym dębem. Pocisk zderzył się z ognistą tarczą, która w ułamku sekundy zamieniła drewno w wypalone szczapy. Jednak płonące kawały pnia nie straciły na prędkości, wbijając się w jej ciało i uderzając z taką siłą, że upadła kilka metrów dalej.

Chciała podnieść się, lecz nie dostała na to szansy. Wilk zawył z taką siłą, że fala dźwięku przybiła dziewczynę do drżącej ziemi. Rozsadzało jej głowę, miała wrażenie że ten pisk już na zawsze będzie dudnił gdzieś na tyłach czaszki. Uśmiechała się pomimo bólu. Doskonale wiedziała gdzie wilk popełnił błąd. Potężny strażnik tego świętego miejsca uważał się za bystrego i mądrego, ale w rzeczywistości był tylko przerośniętym zwierzęciem. Łudził się, że walczy z ciałem wiedźmy, nie potrafił zrozumieć, że to nie ona jest zagrożeniem. Prawdziwym wrogiem była zamieszkująca ją moc. Moc której nie dało się powstrzymać siłą. Moc, dla której ani ciężki pień, ani też ogłuszający dźwięk, nie były żadną przeszkodą.

Żywiąca się duszą kobiety magia, zdążyła przeniknąć już nie tylko ziemię czy drzewa. Wąskie pasma niewidzialnej mocy wypełniały powietrze. Gdy wilk wyczuł zapach siarki, było już za późno. Nie była to nawet eksplozja. W jednym błysku oślepiającego światła cała okolica zamieniła się w pokryte popiołami cmentarzysko. Nagie kości potwora błyszczały niczym szkło, dymiąc na zwęglonej ziemi.

Wiedźma podniosła się. Spojrzała na swoje zniszczone ubranie. Szczapy drewna porwały jej płaszcz. Poczuła złość. Chciała pokazać się swej babci w idealnym stanie. Poprawiła kaptur, ruszając w głąb lasu. Niewiele już go zostało.

 

Ω

 

Babcia siedziała w fotelu, robiąc na drutach szalik. Uwielbiała to zajęcie. Był to najlepszy sposób na zabicie czasu w samotny, jesienny wieczór. Nie miała komu ich oddawać, więc były wszędzie. Poskładane wypełniały wszelkie półki i regały. Ładniejszymi ozdabiała ściany. Kilka nawet połączyła ze sobą, robiąc grube zasłony na okna, obicie na sofę i hamak przed domem. Miała zdecydowanie za dużo wolnego czasu. Wkładała w ich powstawanie wiele pracy, wełny oraz magii.

Wtedy otworzyły się drzwi. Babcia nawet nie drgnęła. Spodziewała się tej wizyty, od kiedy wyczuła strach przerażonych zwierząt, uciekających przed pożarem. Tylko nielicznym się udało.

– Witaj, wnuczko. Miło, że założyłaś płaszcz, który dla ciebie zrobiłam.

Wiedźma mimowolnie poprawiła kaptur wygodnego, wełnianego stroju. Bardzo lubiła jego czerwony kolor. Bez słowa weszła głębiej. Zatrzymała się dopiero w drzwiach salonu.

– Wnuczko? Przynajmniej przed śmiercią mogłabyś się zdobyć na odrobinę szczerości.

– Więc wiesz… – odparła babcia ze smutkiem w głosie.

Wiedźma prychnęła.

– Zdziwiona? Miałam całe życie spędzić w domku uplecionym z waszych kłamstw? Ci ludzie próbowali wmówić mi, że są moimi rodzicami… Widziałam strach w ich oczach, każdego dnia gdy spoglądali w moją stronę. Byli przerażeni. Podsłuchiwałam ich nocami, gdy przez długie godziny modlili się do bogów by czuwali nade mną. Nie byli nawet małżeństwem… Mnich i kapłanka, idealna para.

Babcia nie przerwała pracy nad szalikiem.

– Mieli cię chronić.

– Chronić mnie? Wolne żarty, stara jędzo! Nie próbuj mydlić mi oczu. Doskonale wiem, że raczej chronili świat przede mną. Początkowo nie rozumiałam tych dziwnych znaków pod moim łóżkiem, na suficie czy drzwiach… Ale w końcu obudził się we mnie zmysł, który pomógł mi odkryć ich znaczenie. Zrozumiałam, że cały dom był więzieniem tłumiącym moją moc. Nawet w tym płaszczu, danym mi przez ukochaną babcię, wplecione są runy z ochronnymi zaklęciami. Czas go zniszczyć.

– Naprawdę chcesz to zrobić, skarbie?

– Nie chcę. Od zawsze go kochałam. Ale gdy zabiłam tę dwójkę nieudaczników, zrozumiałam o co chodzi z mocą płaszcza. Rzuciłaś na mnie urok, bym nie mogła się z nim rozstać, prawda?

– Prawda.

Oczy szkarłatnej wiedźmy zaszkliły się.

– Jak mogłaś zrobić coś takiego dziecku?

Babcia pokręciła głową.

– Zupełnie nie rozumiesz ile zostało ci ofiarowane. Od wieków byłam druidką strzegącą tego lasu i okolicznych ziem. Największe wyzwanie pojawiło się trzydzieści lat temu. Była to para przerażających czarnoksiężników. Przyzywali demony i wyrywali z grobów umarłych. Nie tylko las był zagrożony, chodziło o bezpieczeństwo wielu królestw. Wielu dzielnych wojowników oraz magów połączyło siły by ich pokonać, wszyscy polegli. Ale mnie udało się wyczekać moment gdy byli osłabieni.

– Naprawdę? Będziesz mi teraz snuła jakieś mętne historie, które mnie nie obchodzą?

– Nie bądź głupia, dziecko. To byli twoi rodzice. Twa matka osłabła po tym jak wydała cię na świat. Nie zrobili tego z miłości. Postanowili sięgnąć po najpotężniejsze rytuały, jakie znali aby zakląć w tobie esencję piekielnego ognia. Proces ten osłabił ich na tyle, że zdołałam wygrać starcie z obojgiem… Ale nie potrafiłam zabić małego dziecka.

Dziewczyna zaśmiała się.

– Spory błąd. Teraz dziecko zabije ciebie.

– W pierwszej kolejności zabijesz samą siebie. Teraz jeszcze kontrolujesz wewnętrzny ogień, ale gdy pozbędziesz się płaszcza, on przestanie go tłumić. Nieokiełznana siła pochłonie twą duszę i umysł. Staniesz się jedynie naczyniem dla niszczycielskiej mocy.

– Czyli mam do wyboru życie w wyznaczonych przez ciebie ramach albo nieskończoną siłę?

– Słuchaj uważniej. To jest wybór między życiem i śmiercią. Pozwoliłaś się już opętać tej iluzji mocy. Jesteś na spirali zatracenia, popełnisz teraz błąd i przepadniesz na wieki.

Wiedźma wykrzywiła usta ze złością. Nie tak miało to wyglądać. Miała zabić to stare babsko i cieszyć się wolnością. Teraz zrozumiała, że nie ma dla niej wolności.

– Skoro chciałaś być moim strażnikiem, dlaczego zrzuciłaś ten obowiązek na barki kapłanów?

– Przede wszystkim chciałam chronić las. Drzemiące w tobie płomienie są dla niego zagrożeniem. Sama widzisz co zrobiłaś, przychodząc tutaj.

Babcia wstała. Nie odłożyła w połowie zrobionego szaliczka.

– Dlatego matka nigdy nie pozwalała ci, zapuszczać się tutaj samotnie.

– To nie była moja matka! A ty nie jesteś moją babcią! – wrzasnęła wiedźma.

– A kto nią jest? Osoba, która skazała cię na wypalające duszę płomienie?

Iskry ponownie zatańczyły między palcami. Jednak starsza kobieta ze spokojem podeszła do przybranej wnuczki. Wiedźma patrzyła na nią ze zdumieniem.

– Co ty robisz? Mogłabym cię teraz spalić na popiół! Nie boisz się mnie? Twoja magia jest niczym w porównaniu ze mną.

– Wiem, kochanie – uśmiechnęła się babcia.– Ale jeszcze nic straconego. Poradzimy sobie z tym.

Jednym, płynnym ruchem wbiła druty w oczodoły dziewczyny. Eksplozja płomieni rozpuściła metalowe pręty, ale te zdążyły wbić się w mózg Kapturka, zabijając ją na miejscu. Martwe ciało osunęło się na kolana, stając w ogniu. Płomienie ulatywały z niej, wnikając w starą kobietę.

– Biedne dziecko. Pięknie dojrzałaś. Cieszę się, że pozwoliłam ci tak wspaniale rozkwitnąć. Dzięki temu dasz mi znacznie więcej mocy niż ledwo wypełniony ogniem bobasek.

Koniec

Komentarze

Ha! Udało ci się mnie zaskoczyć :D

Gratuluję pomysłu i warsztatu. Jedynie interpunkcja u ciebie leży i zdycha, ale to jest do poprawy. Wystarczy poczytać jej zasady i powinieneś wyłapać większość błędów.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Mam nieco mieszane uczucia odnośnie tego opowiadania. Jest to niewątpliwie tekst ciekawy i dobrze napisany, ale przypomina mi trochę świetną piosenkę wykonywaną przez niewystarczająco doświadczonego śpiewaka. Tekst jest świetny, dźwięki czyste, ale gdzieś kątem ucha można usłyszeć, że wykonawca nie łapie do końca wszystkich niuansów. Wiem, że to może dziwne porównanie, ale mam nadzieję, że wiesz, do czego zmierzam. 

Ale też nie traktuj tej opinii zbyt negatywnie. Po pierwsze to tylko moja subiektywna opinia, która nie musi być tożsama z rzeczywistością, a po drugie nawet jeśli nie łapiesz wszystkich niuansów, to i tak twój tekst jest bardzo przyzwoity

A przecinków faktycznie miejscami co brakuje.

Wiedźma wykrzywiła swe usta w złości. – zbędny zaimek, jak i w kilku innych miejscach. 

Miała zabić te stare babsko – to

zdążyły wbić się w mózg kapturka, zabijając ją na miejscu – chyba jednak napisałabym wielką literą, bo w tym miejscu to raczej imię bohaterki, a nie element odzieży. 

W kilku słowach brakuje ogonków – głównie przy cię

 

– Wnuczko? Chociaż przed śmiercią mogłabyś się zdobyć na odrobinę szczerości.

– Więc wiesz…

Wiedźma prychnęła.

– Zdziwiona? Miałam całe życie spędzić w domku

Przy tym dialogu się pogubiłam, kto mówi co. Zwłaszcza “więc wiesz…” nie wiem czyją jest kwestią. 

 

Mam podobnie jak Vyzart. Zaskoczenie na końcu było, ciekawa alternatywna wersja bajki, wykonanie też nie najgorsze, ale jakby czegoś zabrakło. Jakiejś iskry (niezależnie od pożaru lasu :) ), pazura. 

Nie znaczy to, że jest źle, bo jest całkiem przyzwoicie.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wersja ciekawa, mimo olbrzymiej konkurencji, oryginalna. Zaskoczenie zaliczyłam. Z interpunkcją nie jest dobrze. Pogubiłam się dokładnie w tym samym miejscu, co Śniąca. Może jakieś didaskalia?

Pierścień ognia ognia otoczył wiedźme.

Literówka. Masz ich trochę.

Miała zabić te stare babsko

To babsko.

Babska logika rządzi!

“Pierścień ognia ognia otoczył wiedźme.“ – wiedźmę

 

“– Wnuczko? Chociaż przed śmiercią mogłabyś się zdobyć na odrobinę szczerości.

– Więc wiesz…“

Domyślam się, że przed “Chociaż” powinien być nowy akapit i początek nowej kwestii dialogowej?

 

“– Oni mieli cie chronić.“ – cię

 

“po tym jak wydała cie na świat.“ – cię

 

“Proces ten osłabił ich na tyle, że zdołałam wygrać starcie z oboma…“ – obojgiem, nie oboma

 

“Miała zabić te stare babsko“ – to, nie te

 

To znaczy co, Kapturek musi nosić płaszcz na wieki? Zawsze ten sam? Nie trzeba go prać? Nie niszczy się? A ona co, nie może się normalnie wykąpać…?

 

“– Przede wszystkim chciałam chronić las. Drzemiące w tobie płomienie są dla niego zagrożeniem. Sama widzisz co zrobiłaś, przychodząc tutaj[+.]bBabcia w końcu wstała. Nie odłożyła jednak w połowie zrobionego szaliczka. [+–]Dlatego matka nigdy nie pozwalała ci zapuszczać się tutaj samotnie.“

 

“Mogłabym cie teraz spalić na popiół!“ – cię. Co tak gubisz te ogonki?

 

“zdążyły wbić się w mózg kapturka“ – Kapturka wielką litera, w końcu to imię

 

I ja zostałam zaskoczona, ale czy lekturę uważam za satysfakcjonującą? Raczej nie. Mimo wszystko interpretacja wydaje mi się nieco naciągana i nie do końca przekonująca. Ale generalnie przyklaskuję oryginalnemu podejściu do tematu. Lubię wariacje baśni. Ta do mnie nie przemawia, ale interesująco było się z nią zapoznać.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za wszystkie komentarze!

Cieszę się, że tekst chociaż częściowo się podobał. Przepraszam za błędy i niedociągnięcia. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś w zręczniejszy sposób przelać na papier obrazy z mojej głowy.

Ciekawy pomysł, chociaż trochę przekombinowany, przez co jest sporo niespójności w tekście. Niemniej jednak czytało się przyjemnie:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Tak czułem, że za mocno to pokręciłem. Następnym razem postaram się być subtelniejszy. Dziękuję za komentarz :)

Całkiem zacny pomysł na przedstawienie własnej wersji znanej bajki, zaskakujący i ukazujący postaci w zupełnie innym świetle.

Czytało się nieźle, ale satysfakcja z lektury byłaby znacznie większa, gdyby wykonanie nie pozostawiało tyle do życzenia. Niektóre fragmenty, moim zdaniem, wymagają dopracowania, albowiem w obecnym kształcie są mało czytelne.

Wielka szkoda, Eliashu, że do tej pory nie zechciałeś usunąć wskazanych błędów.

 

Pier­ścień ognia ognia oto­czył wiedź­me. – Dwa grzybki w barszczyku. Literówka.

 

Za­ci­snę­ła swą pasz­czę na pniu ogrom­ne­go drze­wa… – Zbędny zaimek. Czy istniała możliwość, by na pniu zacisnęła cudzą paszczę?

 

wbi­ja­jąc się w jej ciało i ude­rza­jac z taką siłą… – Literówka.

 

fala dźwię­ku przy­bi­ła do drżą­cej ziemi. Roz­sa­dza­ło jej głowę, miała wra­że­nie że ten pisk już na za­wsze bę­dzie wy­peł­niał jej czasz­kę. – Nadmiar zaimków.

 

Moc dla kto­rej ani cięż­ki pień ani też ogłu­sza­ją­cy dźwięk nie było żadną prze­szko­dą.Moc, dla któ­rej ani cięż­ki pień, ani też ogłu­sza­ją­cy dźwięk, nie były żadną prze­szko­dą.

 

Wkła­da­ła w ich po­wsta­wa­nia wiele pracy… – Literówka.

 

Ale mi udało się zna­leźć mo­ment gdy byli osła­bie­ni.Ale mnie udało się zna­leźć/ wyczekać mo­ment, gdy byli osła­bie­ni.

 

Teraz jesz­cze kon­tro­lu­jesz sza­le­ją­cy w tobie ogień, ale gdy zdej­miesz ten płaszcz, on prze­sta­nie go tłu­mić. Jego po­tę­ga po­chło­nie twą duszę i umysł. Sta­niesz się je­dy­nie na­czy­niem dla tej nisz­czy­ciel­skiej mocy. – Kolejny przykład nadmiaru zaimków.

 

– Skoro chcia­łaś mnie bro­nić, dla­cze­go od­da­łaś mnie ka­pła­nom? – Czy oba zaimki są niezbędne?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarz. Błędy, oczywiście poprawię, ale dopiero bliżej weekendu, ze powodu natłoku pracy. Przepraszam za opieszałość.

Będę pilnował się z tymi zaimkami…

Mam nadzieję, że następnym razem napiszę coś lepszego.

Dziękuję za komentarz!

I ja mam nadzieję, Eliashu, ze Twoje kolejne opowiadania będą coraz lepsze. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgodnie z obietnicą, zastosowałem się do wskazanych błędów. Przepraszam za opóźnienie :3

No nieźle, nieźle. Oryginalnie i dobrze napisane. Zaskoczyłeś mnie końcówką.

F.S

Dziękuję, bardzo mi miło :3

Nowa Fantastyka