- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Rycerz i smog

Rycerz i smog

Jakby się dało wkle­ić ob­ra­zek to bym tu wkle­ił taki jak w War­craf­cie dwój­ce, co jest głowa ry­ce­rza w heł­mie i głowa orka i tak stoją na­prze­ciw sie­bie, to by spoko wy­glą­da­ło. Ale w sumie, to bez sensu bo w tym opku nie ma orków tylko jest smog więc bez sensu. Zresz­tą i tak się nie da wkle­ić.*

 

 

*Może się da ale nie wiem jak i nie chce mi się szu­kać.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Rycerz i smog

W ka­mien­nych pa­ła­cach lśni złoto,

Miesz­ka tam smog co mówi „Ho­ło­to!”

Mężny woj po­ko­nać go musi

Czy go mie­czem po­tnie, czy może udusi?

 

Frag­ment pra­sta­re­go Sło­wiań­skie­go po­ema­tu Adda

 

 

 

Pro­log – Zło­wro­gi pół­księ­życ

 

Har­tem po­szedł do króla i król mu po­wie­dział, że jak za­bi­je smoga i przy­nie­sie mu jego głowę do da mu za żonę księż­nicz­kę i pół kró­le­stwa. Har­tem mówi: No to dobra. Król po­wie­dział: Czy cze­goś po­trze­bu­jesz, Har­te­mie? A Har­tem mówi: Nie, spoko, tylko mi daj zbro­ję pły­to­wą taką dobrą, miecz, kor­bacz, dwa szty­le­ty do rzu­ca­nia i tar­cze me­ta­lo­wą, bo ten smog zieje ogniem z japy i muszę się za­sło­nić. I maga żeby mnie le­czył i pusz­czał fi­re­bal­le.

Król po­wie­dział:

– No to spoko.

No i Har­tem i mag który się na­zy­wał Ro­gion po­szli do ja­ski­ni żeby zabić smoga. Smog wy­szedł z ja­ski­ni i jak zo­ba­czył, że jest ich tylko dwóch to za­czął się śmiać a potem ział ogniem z japy. Har­tem się wku­rzył i mówi do maga pusz­czaj fi­re­bal­le. Mag za­czął pusz­czać fi­re­bal­le, a Har­tem wziął miecz i rzu­cił się na smoga. Ale smog był taki wiel­ki jak Smaug z Hob­bi­ta i jed­nym pal­cem roz­gniótł maga, a drugą ręką pstryk­nął pal­ca­mi w Har­te­ma i Har­tem po­le­ciał na ki­lo­metr w górę i spadł do rzeki. Pra­wie się uto­pił i po­przy­siągł ze­mstę na smogu.

– Za­bi­je cie smogu za, to że się pra­wie uto­pi­łem i że za­bi­łeś Ro­gio­na mego wier­ne­go druha.

 

 

Roz­dział I – Czer­wo­ny skor­pion

 

Kro­ni­ki i książ­ki do hi­sto­rii mil­czą na temat pew­ne­go za­po­mnia­ne­go przez Boga i ludzi ple­mie­nia Sło­wian, które żyło za cza­sów daw­nych Sło­wian, długo jesz­cze zanim się uro­dził Miesz­ko 1. Było, to strasz­nie dawno, chyba dwie­ście lat temu. To ple­mię miesz­ka­ło nad brze­giem rzeki Prą­cie i na­zy­wa­ło się Prą­cia­nie.

W tym ple­mie­niu była sło­wiań­ska wio­ska Rzut­ni­ki i w tej wio­sce w małej sło­wiań­skiej chat­ce na pa­gór­ku, z dala od in­nych do­mostw, a w za­sa­dzie już poza ob­rę­bem pa­li­sa­dy, a wła­ści­wie w lesie, i, to nie naj­bliż­szym wio­ski, ale takim dal­szym, miesz­kał Gilbo. Gilbo był pro­stym Sło­wia­nem, ko­chał żonę, bił dzie­ci, wsta­wał o świ­cie i do zmro­ku sie­dział w piw­ni­cy, gdzie prze­pro­wa­dzał ba­da­nia al­che­micz­ne na zwło­kach psów.

Pew­ne­go razu kiedy Gilbo sie­dział na we­ran­dzie i palił fajkę zo­ba­czył jak drogą obok jego domu prze­cho­dzi cza­ro­dziej.

Po­wie­dział:

– Dzień dobry – do cza­ro­dzie­ja, a cza­ro­dziej się wner­wił bo nie wie­dział o co mu cho­dzi. Potem się do­ga­da­li i cza­ro­dziej na­zy­wał się Dan­darf. Cza­ro­dziej mówi mu

– Przyj­dzie jutro do cie­bie czte­rech świ­nio­lu­dzi jeden bę­dzie z mie­czem drugi z łu­kiem trze­ci z włócz­nią i czwar­ty z mie­czem. Dasz im jeść i pić a po obie­dzie pój­dzie­cie do ja­ski­ni i za­bi­je­cie smoka. Tylko uwa­żaj­cie bo w lesie miesz­ka­ją niedź­wie­dzio­lu­dzie i dzi­ko­lu­dzie. Oni są źli i jak was zła­pia to albo was za­bi­ją (jak nie będą głod­ni) albo upie­ką i zje­dzą. Gilbo za­py­tał a jak już doj­dzie­my do rzeki do tam jest bez­piecz­nie. Cza­ro­dziej mówi nie bo tam miesz­ka­ją lu­dzio­nie­dź­wie­dzie i lu­dzio­dzi­ki. A Gilbo się pyta a czym oni się róż­nią od niedź­wie­dzio­lu­dzi i dzi­ko­lu­dzi. Cza­ro­dziej po­wie­dział bo niedź­wie­dzio­lu­dzie, to są lu­dzie co wy­glą­da­ją jak niedź­wie­dzie i dzi­ko­lu­dzie to są lu­dzie co wy­glą­da­ją jak dziki a lu­dzio­nie­dź­wie­dzie to sa niedź­wie­dzie co wy­glą­da­ją jak lu­dzie i lu­dzio­dzi­ki to są dziki co wy­glą­da­ją jak lu­dzie – rzekł.

Gilbo po­wie­dział:

– Aha.

 

 

Roz­dział II – Wscho­dzą­ce słoń­ce

 

Jutro przy­szli do niego świ­nio­lu­dzie. Wy­glą­da­li jak lu­dzie tylko byli po­dob­ni do świń. Jeden był z mie­czem, drugi z łu­kiem, trze­ci w włócz­nią i czwar­ty z mie­czem. Na­zy­wa­li się Bimli, Hand, Floin i Luker. Gilbo po­wie­dział to jak wy macie miecz, łuk, włócz­nię i miecz to ja biorę miecz.

Ci mówią:

– No to spoko.

Po­szli w kie­run­ku ja­ski­ni smoga aha i wcze­śniej jak cza­ro­dziej Dan­darf był u Gilba to mu jesz­cze po­wie­dział, że ich do­go­ni i razem pójdą na smoga. Ale na razie ich nie do­go­nił i szli sami więc we­szli do wą­wo­zu. Wąwóz był taki po­ro­śnię­ty drze­wa­mi jak Wąwóz św. Ja­dwi­gi w San­do­mie­rzu. No i idą przez ten wąwóz i nagle z krza­ków wy­ska­ku­ją niedź­wie­dzio­lu­dzie z włócz­nia­mi i dzi­ko­lu­dzie z łu­ka­mi.

Gilbo za­wo­łał:

– It's a trap! – żeby im po­wie­dzieć, że, to za­sadz­ka.

Niedź­wie­dzio­lu­dzie sko­czy­li na nich z włócz­nia­mi i za­czę­li wal­czyć. Jeden dzi­ko­ludź za­wo­łał:

– Ognia!!! – i za­czę­li strze­lać z łuków. Gilbo do­brze że miał me­ta­lo­wą tar­czę to strza­ły się od niej od­bi­ja­ły. Ale świ­nio­lu­dzie nie mieli tarcz i mogli ich tra­fić. Flo­ina naj­pierw tra­fi­ła jedna strza­ła w plecy, ale jesz­cze wal­czył tro­chę i zabił dwóch niedź­wie­dzio­lu­dzi. Potem druga w brzuch i wtedy tak padł na ko­la­na i wołał, jak ten go­ściu w Cza­sie Apo­ka­lip­sy czy w Plu­to­nie nie pa­mię­tam już. Potem go tra­fi­ła trze­cia w gar­dło i umar.

Wtedy inni świ­nio­lu­dzie krzy­cze­li:

– Nie­eeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wtedy Gilbo zo­ba­czył, że nie wy­gra­ją, bo niedź­wie­dzio­lu­dzi i dzi­ko­lu­dzi jest jesz­cze czy­sta, a ich zo­sta­ło czte­rech no i Dan­darf nie przy­był im z od­sie­czą. Więc Gilbo wy­my­ślił for­tel i za­wo­łał do świ­nio­lu­dzi:

– Po­dwój­ny ry­giel!!!

Świ­nio­lu­dzie za­czę­li tak dziw­nie bie­gać wokół niedź­wie­dzo­lu­dzi że aż dzi­ko­lu­dzie byli skon­ster­no­wa­ni i nie wie­dzie­li jak strze­lać. I przez przy­pa­dek za­bi­li wszyst­kich niedź­wie­dzio­lu­dzi a potem sie­bie na­wza­jem.

– No wy­gra­li­śmy po­wie­dział Gilbo do świ­nio­lu­dzi a świ­nio­lu­dzie po­wie­dzie­li no.

 

 

 

Roz­dział III – Okruch lodu

 

Gilbo i świ­nio­lu­dzie szli dalej do ja­ski­ni smoga, pod­śpie­wu­jąc sobie we­so­łe pra­daw­ne pie­śni, cho­ciaż smut­ne bo zgi­nął ich przy­ja­ciel Floin. Wy­my­śli­li wtedy taką oto pieśń, którą póź­niej przez po­ko­le­nia śpie­wa­li ich po­tom­ko­wie (oprócz po­tom­ków Handa, ale to się póź­niej okaże dla­cze­go).

 

Tam, gdzie lasy pełne drzew,

Tam, co sły­chać skrze­kot mew,

Tam nasz druh w bi­tew­ce padł

On miał na imię Floin, to byś pew­nie nie zgadł.

 

Idzie­my dalej na strasz­ne­go smoga

Choć nas czeka znój

Nie strasz­na jest nam ta droga,

Bo Floin to był zbój.

 

Póź­niej z no­stal­gią i roz­rzew­nie­niem wspo­mi­na­li za­baw­ne kro­to­chwi­le z życia Flo­ina i jak kon­dukt po­grze­bo­wy do­szli do ja­ski­ni smoga. A jesz­cze wcze­śniej zanim do­szli to do­go­nił ich Dan­darf i jak pod­jeż­dżał na wierz­chow­cu to za­wo­łał:

– Ha!!! Je­ste­ście!!!

A oni się bar­dzo ucie­szy­li i padli mu w ob­ję­cia.

 

 

Roz­dział VI – Ry­dwa­ny ognia

 

Pod ja­ski­nią smoga na­ra­dza­li się jak naj­le­piej za­ata­ko­wać. Hand miał taką umiej­kę szyb­ki strzał z łuku że wy­strze­li­wu­je mnó­stwo strzał w krót­kim cza­sie. I mówi ja sam za­bi­je smoga i księż­nicz­ka bę­dzie moja.

-Gil­bo mówi głup­cze sam nie dasz rady.

Ale Hand po­szedł do ja­ski­ni solo. Wów­czas spo­strzegł, że za ro­giem stoi scho­wa­ny smog. Hand po­pa­trzył się na niego, a smog po­wie­dział:

– Co się kurwa chuju pa­czysz?

Smog po­żarł Handa i bek­nął, i wtedy Gilbo padł na ko­la­na, wziął w ręce pia­sek i pa­trzył się w niebo i wrzesz­czał: „Nie­eeeeeeeee!!!!!!!!” i po­przy­siągł smo­go­wi ze­mstę za to że za­bi­ła Handa. Wtedy Dan­darf po­wie­dział wi­dzisz ja też się chcia­łem ze­mścić i dla­te­go was wy­sła­łem na smoga bo to on mnie kie­dyś wrzu­cił do rzeki i się pra­wie uto­pi­łem i zabił mo­je­go wier­ne­go druha maga Ro­gio­na i ja się na­praw­dę na­zy­wam Har­tem a nie Dan­darf Dan­darf to ksywa co sobie wy­my­śli­łem żeby lu­dzie smoga mnie nie na­mie­rzy­li. No i wtedy Gilbo już wszyst­ko wie­dział ciąg dal­szy na­stą­pi nie wiem może bo w sumie to nie chce mi się dalej pisać.

 

FIN

 

Koniec

Komentarze

Smog wy­szedł z ja­ski­ni i jak zo­ba­czył, że jest ich tylko dwóch to za­czął się śmiać a potem ział ogniem z japy.

heart, ale jeśli cho­dzi o zda­nia z ja­ski­nią, to mistrz jest jeden, i pew­nie zo­sta­nie tak jesz­cze długo.

Dobre, uczci­we gra­fo­mań­stwo, bez zbyt­nich cho­ciaż są błę­dów. Zu­peł­nie jakby mój syn na­pi­sał jak­bym go miał w czwar­tej kla­sie pod­sta­wów­ki, ale go nie mam. Po­nad­to za­uwa­żam pewne po­do­bień­stwa, ale i tak mi się po­do­ba.

Po­nad­to roz­czu­li­ła mnie pre­cy­zyj­nie prze­my­śla­na kon­cep­cja fi­zjo­no­mii lu­dzio­zwie­rzy i zwie­rzo­lu­dzi.

Po­nad­to jest po­ezja – a co to by­ło­by za gra­fo­mań­stwo, gdyby nie po­pi­sy­wać sie kunsz­tow­nym ry­mo­pi­sar­stwem.

A ostat­nie po­nad­to:

…żeby lu­dzie smoga mnie nie na­mie­rzy­li. yes

 

EDIT:

I jesz­cze jedno po­nad­to, czyli tamto nie było ostat­nie, bo już wiem czemu mi się tak bar­dzo po­do­ba­ło. Otóż za­sto­so­wa­łeś kilka ge­nial­nych od wołań do współ­cze­snej pop kul­tu­ry, a jest to coś co ja w swoim tez wy­my­śli­łem, ale jesz­cze go nie ma. A to ozna­cza, że musi to być ge­nial­ne (praw­da?), bo jak nie to zna­czy­ło­by, że mój po­mysł też nie jest, to ja już wolę żeby Twój był.

Czy to jest sy­gna­tur­ka?

Dzię­ki za miłe słowa :)

 

Lord Ve­dy­min – któż to taki? Chęt­nie po­czy­tam :)

 

kchro­bak – oczy­wi­sta jest to ge­nial­ne, ina­czej – jako ge­niusz – nie użył­bym tego, a więc uży­waj śmia­ło i bądź­my ge­niu­sza­mi razem xD

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Nie­ste­ty tego tek­stu nie ma już na stro­nie.

Za­smu­ci­ło mnie ogrom­nie ostat­nie zda­nie tej pa­sjo­nu­ją­cej opo­wie­ści na­pi­sa­nej prze­cież z po­trze­by serca z głę­bin pły­ną­cej, a tu się oka­zu­je, że źró­dło chęci ule­gło wy­schnię­ciu i chyba na tym ko­niec. Mi­mo­wol­nie jed­nak poj­mu­ję, że po tak wy­czer­pa­nej pracy sku­pio­nej na my­śle­niu i no­to­wa­niu wy­my­słów, Autor może się czuć bar­dzo wzmo­żo­ny w wy­sił­ku i dla tego już nie pała takim za­pa­łem twór­czym jak wprzó­dy.

Po­zo­sta­je mi mieć wiarę i na­dzie­ję, o mi­ło­ści nie wspo­mi­na­jąc, że może Au­to­rze omo­ta­ją Cię jesz­cze nie­po­skro­mio­ne żądze rzu­ce­nia się na kla­wia­tu­rę i coś z tej rzu­caw­ki się wy­ro­dzi na kształt może nawet dal­sze­go ciągu.

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Szcze­rze mó­wiąc, de­cy­zja o za­koń­cze­niu tejże epo­pei zo­sta­ła prze­ze mnie pod­ję­ta z po­niż­szych prze­sła­nek:

1.akt mi­ło­sier­dzia dla Czy­tel­ni­ka

2.wyraz sza­cun­ku dla jego czasu

3. Nie­chęć do szar­ga­nia czy­tel­ni­ko­we­go zdro­wia psy­chicz­ne­go.

 Wzmo­że­nie au­to­ra, czyli me, rów­nież ja­kimś przy­czyn­kiem to tej de­cy­zji było, po­nie­waż kiedy opa­dły wzbu­rzo­ne emo­cje i uspo­ko­iła się pod­krę­co­na do gra­nic moż­li­wo­ści wena, na mo­ment wy­nu­rzy­łem się z orgii snu­cia nie­ba­nal­nej linii fa­bu­lar­nej i kon­stru­owa­nia pla­stycz­nych scen wart­kiej akcji. Wtedy to na­szła mnie re­flek­sja: "Opa­nuj się, lu­dziu. Ile można pisać tych głu­pot."

 

 Jed­no­cze­śnie Twój ko­men­tarz zmu­sza mnie do ujaw­nie­nia mojej nik­czem­nej i prze­wrot­nej na­tu­ry. Otóż cie­szę się, że się smu­cisz, bo to ozna­cza, że czy­ta­nie spra­wi­ło Ci przy­jem­ność :)

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Au­to­rze El Lobo Muy­ma­lo, tro­chę mi się zro­bi­ło smut­no jesz­cze bar­dziej, bo widzę, że sobie po­my­śla­łeś, że jak mi raz jeden wy­ło­żysz swoje rację to chyba nie po­ro­zu­miem się z Twoim za­my­słem i chyba dla­te­go na­pi­sa­łeś wszyst­ko po raz drugi czyli jesz­cze raz. Żeby do­tar­ło. A mi do­tar­ło już za pierw­szym razem.

 

PS

I jesz­cze z innej becz­ki, czyli z tego co do­świad­czam tu na tym por­ta­lu już 5-ty rok jak by na to nie pa­trzeć, to Ci od­po­wia­dam na Twoje ży­cio­we py­ta­nie co je sobie wła­śnie po­sta­wi­łeś: "Opa­nuj się, lu­dziu. Ile można pisać tych głu­pot." – Otóż Ci mówię: – Dużo można pisać głu­pot, albo i jesz­cze wię­cej nawet i to jesz­cze wtedy, jak cał­kiem nie ma nawet kon­kur­su. ;-)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Po­twier­dzam słowa Re­gu­la­tor­ki, cuda i bez kon­kur­sów cza­sem można prze­czy­tać. :)

Japa rzą­dzi! :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

re­gu­la­to­rzy – Za in­sy­nu­acje wobec Twego ro­zu­mu, któ­rych się byłem zło­wiesz­czo do­pu­ści­łem, ja­ko­by za dru­gim razem do­pie­ro przy­swa­jał, a nie za pierw­szym, jak Pan Bóg przy­ka­zał, wiecz­na sro­mo­ta na głowę moją i mego ewen­tu­al­ne­go rodu spaść nie­odzow­na. Zo­bo­wią­zu­ję się tedy, w wór po­kut­ny odzian, z po­nu­rą miną cho­dzić do czasu, aż trzech głów krzy­żac­kich* jed­nym cię­ciem nie odej­mę.

 

*ist­nie­je moż­li­wość za­mia­ny na głowy go­bli­nów, głowy do in­te­re­sów lub głowy do góry

 

Zalth – miło mi :)

 

Co do pi­sa­nia głu­pot – skoro tak mó­wi­cie, to za­mie­rzam pisać wię­cej, ale teraz po­sta­ram się robić to tak, żeby przy­naj­mniej na pierw­szy rzut oka nie było widać, że to głu­po­ty ;]

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Ależ drogi Au­to­rze El Lobo Muy­ma­lo, mnie już cały smu­tek opu­ścił i nie żywię do Cię uraz żad­nych, prze­to nie sro­mo­taj się tak bar­dzo, bo klą­tew żad­nych nie bę­dzie, a i od­puść sobie zo­bo­wią­za­nia w worku po­ku­tu­ją­ce, bo jak­byś trzy głowy krzy­ża­kom odjął to nie by­ło­by do­brze, bo czym­że Ci pa­ją­ki winne, żeby im taka krzyw­dę robić. Le­piej chyba żeby zja­da­ły muchy jak przyj­dzie na to pora let­nia w muchy ob­fi­tu­ją­ca.

No i pisz, pisz, co tylko tam uznasz za sto­sow­ne, a choć­by i głu­po­ty od dru­gie­go wej­rze­nia do­pie­ro za­uwa­żal­ne. ;-D

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Tako i bę­dzie, jed­na­ko­woż pro­fi­lak­tycz­nie, je­że­li nie krzy­ża­ka czy in­sze­go stwo­ra, to przy­naj­mniej ćwie­ka za­bi­ję.

 

No to na­pi­szę, a co mi tam. Je­że­li spły­nie na mnie wart­ki stru­mień weny i duch prozy moje – za prze­pro­sze­niem – człon­ki na­wie­dzi, to może i przy trze­cim wej­rze­niu do­pie­ro głu­po­ty owe ujaw­nią się one. :)

 

 

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Spoko tekst. :-)

Po­rząd­ne, ra­so­we fan­ta­sy, z su­per­o­ry­gi­nal­ny­mi od­wo­ła­nia­mi do tego An­go­la co na­pi­sał taki długi film w trzech cze­ściach.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Dzię­ki, bar­dzo się sta­ra­łem, żeby było ory­gi­nal­nie ;)

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Bar­dzo fajny i dobry tekst i po­do­ba­ły mi się lu­dzio­lu­dzie i świ­nio­dzi­ki i też się za­smu­ci­łem na końcu, że “ale urwał!” i że ciągu nie bę­dzie, ale może bę­dzie, bo po­sta­na­wiam dać klika do bi­blio­te­ki, choć może mnie opie­przą, że ba­dzie­wie pro­mu­ję, ale myślę, że nie, bo się tro­chę znają na śmiesz­nym i do­brym ba­dzie­wiu, zresz­tą to jest gra­fo­ma­nia, więc w za­sa­dzie to jest halal, cho­ciaż może i nie, bo jest dużo dzi­ków wie­przo­wych.

"Nie wiem skąd tak wielu psy­cho­lo­gów wie, co na­le­ży, a czego nie na­le­ży robić. Takie za­le­ce­nia wy­ni­ka­ją z kon­kret­nych sys­te­mów war­to­ści, nie z wie­dzy. Nauka nie udzie­la od­po­wie­dzi na py­ta­nia, co na­le­ży, a czego nie na­le­ży robić" - dr To­masz Wit­kow­ski

No dzien­kó­wecz­ka za klika, się nie spo­dzie­wa­łem, my­śla­łem, że w ot­chłań za­po­mnie­nia opko tra­fi­ło a tu prosz – jest ina­czej no cóż dzien­ki a i fajne że Ci się po­do­ba­ła opo­wia­da­nio­wa fauna i flora, w każ­dym bądź razie jedno z tych dwóch bo prze­ciesz i tak nikt nie wie co jest co.

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Flora to jest ta ot kwia­tów. Bo bab­cia mojej psiap­sió­ły na­zy­wa się Flor­ka i ona bar­dzo lubi Hor­ten­sje. ;-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

A faun to jest no­ta­be­ne taki pół zwierz – pół czło­wiek – pół zwierz, więc by się by­naj­mniej zga­dza­ło.

Paper is dead wi­tho­ut words; Ink idle wi­tho­ut a poem; All the world dead wi­tho­ut sto­ries; /Ni­gh­twish/

Mutas jakiś? Fuj!

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Jak widać warto wra­cać na por­tal. Myślę sobie, co ja paczę, jakiś Lobo? O, na­pi­sał opo na Gra­fo­ma­nię, oba­da­my. I tak to się kręci.

"Nie wiem skąd tak wielu psy­cho­lo­gów wie, co na­le­ży, a czego nie na­le­ży robić. Takie za­le­ce­nia wy­ni­ka­ją z kon­kret­nych sys­te­mów war­to­ści, nie z wie­dzy. Nauka nie udzie­la od­po­wie­dzi na py­ta­nia, co na­le­ży, a czego nie na­le­ży robić" - dr To­masz Wit­kow­ski

Nowa Fantastyka