- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Rycerz i smog

Rycerz i smog

Jakby się dało wkleić obrazek to bym tu wkleił taki jak w Warcrafcie dwójce, co jest głowa rycerza w hełmie i głowa orka i tak stoją naprzeciw siebie, to by spoko wyglądało. Ale w sumie, to bez sensu bo w tym opku nie ma orków tylko jest smog więc bez sensu. Zresztą i tak się nie da wkleić.*

 

 

*Może się da ale nie wiem jak i nie chce mi się szukać.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Rycerz i smog

W kamiennych pałacach lśni złoto,

Mieszka tam smog co mówi „Hołoto!”

Mężny woj pokonać go musi

Czy go mieczem potnie, czy może udusi?

 

Fragment prastarego Słowiańskiego poematu Adda

 

 

 

Prolog – Złowrogi półksiężyc

 

Hartem poszedł do króla i król mu powiedział, że jak zabije smoga i przyniesie mu jego głowę do da mu za żonę księżniczkę i pół królestwa. Hartem mówi: No to dobra. Król powiedział: Czy czegoś potrzebujesz, Hartemie? A Hartem mówi: Nie, spoko, tylko mi daj zbroję płytową taką dobrą, miecz, korbacz, dwa sztylety do rzucania i tarcze metalową, bo ten smog zieje ogniem z japy i muszę się zasłonić. I maga żeby mnie leczył i puszczał fireballe.

Król powiedział:

– No to spoko.

No i Hartem i mag który się nazywał Rogion poszli do jaskini żeby zabić smoga. Smog wyszedł z jaskini i jak zobaczył, że jest ich tylko dwóch to zaczął się śmiać a potem ział ogniem z japy. Hartem się wkurzył i mówi do maga puszczaj fireballe. Mag zaczął puszczać fireballe, a Hartem wziął miecz i rzucił się na smoga. Ale smog był taki wielki jak Smaug z Hobbita i jednym palcem rozgniótł maga, a drugą ręką pstryknął palcami w Hartema i Hartem poleciał na kilometr w górę i spadł do rzeki. Prawie się utopił i poprzysiągł zemstę na smogu.

– Zabije cie smogu za, to że się prawie utopiłem i że zabiłeś Rogiona mego wiernego druha.

 

 

Rozdział I – Czerwony skorpion

 

Kroniki i książki do historii milczą na temat pewnego zapomnianego przez Boga i ludzi plemienia Słowian, które żyło za czasów dawnych Słowian, długo jeszcze zanim się urodził Mieszko 1. Było, to strasznie dawno, chyba dwieście lat temu. To plemię mieszkało nad brzegiem rzeki Prącie i nazywało się Prącianie.

W tym plemieniu była słowiańska wioska Rzutniki i w tej wiosce w małej słowiańskiej chatce na pagórku, z dala od innych domostw, a w zasadzie już poza obrębem palisady, a właściwie w lesie, i, to nie najbliższym wioski, ale takim dalszym, mieszkał Gilbo. Gilbo był prostym Słowianem, kochał żonę, bił dzieci, wstawał o świcie i do zmroku siedział w piwnicy, gdzie przeprowadzał badania alchemiczne na zwłokach psów.

Pewnego razu kiedy Gilbo siedział na werandzie i palił fajkę zobaczył jak drogą obok jego domu przechodzi czarodziej.

Powiedział:

– Dzień dobry – do czarodzieja, a czarodziej się wnerwił bo nie wiedział o co mu chodzi. Potem się dogadali i czarodziej nazywał się Dandarf. Czarodziej mówi mu

– Przyjdzie jutro do ciebie czterech świnioludzi jeden będzie z mieczem drugi z łukiem trzeci z włócznią i czwarty z mieczem. Dasz im jeść i pić a po obiedzie pójdziecie do jaskini i zabijecie smoka. Tylko uważajcie bo w lesie mieszkają niedźwiedzioludzie i dzikoludzie. Oni są źli i jak was złapia to albo was zabiją (jak nie będą głodni) albo upieką i zjedzą. Gilbo zapytał a jak już dojdziemy do rzeki do tam jest bezpiecznie. Czarodziej mówi nie bo tam mieszkają ludzioniedźwiedzie i ludziodziki. A Gilbo się pyta a czym oni się różnią od niedźwiedzioludzi i dzikoludzi. Czarodziej powiedział bo niedźwiedzioludzie, to są ludzie co wyglądają jak niedźwiedzie i dzikoludzie to są ludzie co wyglądają jak dziki a ludzioniedźwiedzie to sa niedźwiedzie co wyglądają jak ludzie i ludziodziki to są dziki co wyglądają jak ludzie – rzekł.

Gilbo powiedział:

– Aha.

 

 

Rozdział II – Wschodzące słońce

 

Jutro przyszli do niego świnioludzie. Wyglądali jak ludzie tylko byli podobni do świń. Jeden był z mieczem, drugi z łukiem, trzeci w włócznią i czwarty z mieczem. Nazywali się Bimli, Hand, Floin i Luker. Gilbo powiedział to jak wy macie miecz, łuk, włócznię i miecz to ja biorę miecz.

Ci mówią:

– No to spoko.

Poszli w kierunku jaskini smoga aha i wcześniej jak czarodziej Dandarf był u Gilba to mu jeszcze powiedział, że ich dogoni i razem pójdą na smoga. Ale na razie ich nie dogonił i szli sami więc weszli do wąwozu. Wąwóz był taki porośnięty drzewami jak Wąwóz św. Jadwigi w Sandomierzu. No i idą przez ten wąwóz i nagle z krzaków wyskakują niedźwiedzioludzie z włóczniami i dzikoludzie z łukami.

Gilbo zawołał:

– It's a trap! – żeby im powiedzieć, że, to zasadzka.

Niedźwiedzioludzie skoczyli na nich z włóczniami i zaczęli walczyć. Jeden dzikoludź zawołał:

– Ognia!!! – i zaczęli strzelać z łuków. Gilbo dobrze że miał metalową tarczę to strzały się od niej odbijały. Ale świnioludzie nie mieli tarcz i mogli ich trafić. Floina najpierw trafiła jedna strzała w plecy, ale jeszcze walczył trochę i zabił dwóch niedźwiedzioludzi. Potem druga w brzuch i wtedy tak padł na kolana i wołał, jak ten gościu w Czasie Apokalipsy czy w Plutonie nie pamiętam już. Potem go trafiła trzecia w gardło i umar.

Wtedy inni świnioludzie krzyczeli:

– Nieeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wtedy Gilbo zobaczył, że nie wygrają, bo niedźwiedzioludzi i dzikoludzi jest jeszcze czysta, a ich zostało czterech no i Dandarf nie przybył im z odsieczą. Więc Gilbo wymyślił fortel i zawołał do świnioludzi:

– Podwójny rygiel!!!

Świnioludzie zaczęli tak dziwnie biegać wokół niedźwiedzoludzi że aż dzikoludzie byli skonsternowani i nie wiedzieli jak strzelać. I przez przypadek zabili wszystkich niedźwiedzioludzi a potem siebie nawzajem.

– No wygraliśmy powiedział Gilbo do świnioludzi a świnioludzie powiedzieli no.

 

 

 

Rozdział III – Okruch lodu

 

Gilbo i świnioludzie szli dalej do jaskini smoga, podśpiewując sobie wesołe pradawne pieśni, chociaż smutne bo zginął ich przyjaciel Floin. Wymyślili wtedy taką oto pieśń, którą później przez pokolenia śpiewali ich potomkowie (oprócz potomków Handa, ale to się później okaże dlaczego).

 

Tam, gdzie lasy pełne drzew,

Tam, co słychać skrzekot mew,

Tam nasz druh w bitewce padł

On miał na imię Floin, to byś pewnie nie zgadł.

 

Idziemy dalej na strasznego smoga

Choć nas czeka znój

Nie straszna jest nam ta droga,

Bo Floin to był zbój.

 

Później z nostalgią i rozrzewnieniem wspominali zabawne krotochwile z życia Floina i jak kondukt pogrzebowy doszli do jaskini smoga. A jeszcze wcześniej zanim doszli to dogonił ich Dandarf i jak podjeżdżał na wierzchowcu to zawołał:

– Ha!!! Jesteście!!!

A oni się bardzo ucieszyli i padli mu w objęcia.

 

 

Rozdział VI – Rydwany ognia

 

Pod jaskinią smoga naradzali się jak najlepiej zaatakować. Hand miał taką umiejkę szybki strzał z łuku że wystrzeliwuje mnóstwo strzał w krótkim czasie. I mówi ja sam zabije smoga i księżniczka będzie moja.

-Gilbo mówi głupcze sam nie dasz rady.

Ale Hand poszedł do jaskini solo. Wówczas spostrzegł, że za rogiem stoi schowany smog. Hand popatrzył się na niego, a smog powiedział:

– Co się kurwa chuju paczysz?

Smog pożarł Handa i beknął, i wtedy Gilbo padł na kolana, wziął w ręce piasek i patrzył się w niebo i wrzeszczał: „Nieeeeeeeeee!!!!!!!!” i poprzysiągł smogowi zemstę za to że zabiła Handa. Wtedy Dandarf powiedział widzisz ja też się chciałem zemścić i dlatego was wysłałem na smoga bo to on mnie kiedyś wrzucił do rzeki i się prawie utopiłem i zabił mojego wiernego druha maga Rogiona i ja się naprawdę nazywam Hartem a nie Dandarf Dandarf to ksywa co sobie wymyśliłem żeby ludzie smoga mnie nie namierzyli. No i wtedy Gilbo już wszystko wiedział ciąg dalszy nastąpi nie wiem może bo w sumie to nie chce mi się dalej pisać.

 

FIN

 

Koniec

Komentarze

Smog wyszedł z jaskini i jak zobaczył, że jest ich tylko dwóch to zaczął się śmiać a potem ział ogniem z japy.

heart, ale jeśli chodzi o zdania z jaskinią, to mistrz jest jeden, i pewnie zostanie tak jeszcze długo.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Dobre, uczciwe grafomaństwo, bez zbytnich chociaż są błędów. Zupełnie jakby mój syn napisał jakbym go miał w czwartej klasie podstawówki, ale go nie mam. Ponadto zauważam pewne podobieństwa, ale i tak mi się podoba.

Ponadto rozczuliła mnie precyzyjnie przemyślana koncepcja fizjonomii ludziozwierzy i zwierzoludzi.

Ponadto jest poezja – a co to byłoby za grafomaństwo, gdyby nie popisywać sie kunsztownym rymopisarstwem.

A ostatnie ponadto:

…żeby ludzie smoga mnie nie namierzyli. yes

 

EDIT:

I jeszcze jedno ponadto, czyli tamto nie było ostatnie, bo już wiem czemu mi się tak bardzo podobało. Otóż zastosowałeś kilka genialnych od wołań do współczesnej pop kultury, a jest to coś co ja w swoim tez wymyśliłem, ale jeszcze go nie ma. A to oznacza, że musi to być genialne (prawda?), bo jak nie to znaczyłoby, że mój pomysł też nie jest, to ja już wolę żeby Twój był.

Czy to jest sygnaturka?

Dzięki za miłe słowa :)

 

Lord Vedymin – któż to taki? Chętnie poczytam :)

 

kchrobak – oczywista jest to genialne, inaczej – jako geniusz – nie użyłbym tego, a więc używaj śmiało i bądźmy geniuszami razem xD

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Niestety tego tekstu nie ma już na stronie.

"Czy sarny się tną, czy jeżozwierz, czy pancernik? Żadne zwierzę... w naturze." ~ J. K. Dębski

Zasmuciło mnie ogromnie ostatnie zdanie tej pasjonującej opowieści napisanej przecież z potrzeby serca z głębin płynącej, a tu się okazuje, że źródło chęci uległo wyschnięciu i chyba na tym koniec. Mimowolnie jednak pojmuję, że po tak wyczerpanej pracy skupionej na myśleniu i notowaniu wymysłów, Autor może się czuć bardzo wzmożony w wysiłku i dla tego już nie pała takim zapałem twórczym jak wprzódy.

Pozostaje mi mieć wiarę i nadzieję, o miłości nie wspominając, że może Autorze omotają Cię jeszcze nieposkromione żądze rzucenia się na klawiaturę i coś z tej rzucawki się wyrodzi na kształt może nawet dalszego ciągu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szczerze mówiąc, decyzja o zakończeniu tejże epopei została przeze mnie podjęta z poniższych przesłanek:

1.akt miłosierdzia dla Czytelnika

2.wyraz szacunku dla jego czasu

3. Niechęć do szargania czytelnikowego zdrowia psychicznego.

 Wzmożenie autora, czyli me, również jakimś przyczynkiem to tej decyzji było, ponieważ kiedy opadły wzburzone emocje i uspokoiła się podkręcona do granic możliwości wena, na moment wynurzyłem się z orgii snucia niebanalnej linii fabularnej i konstruowania plastycznych scen wartkiej akcji. Wtedy to naszła mnie refleksja: "Opanuj się, ludziu. Ile można pisać tych głupot."

 

 Jednocześnie Twój komentarz zmusza mnie do ujawnienia mojej nikczemnej i przewrotnej natury. Otóż cieszę się, że się smucisz, bo to oznacza, że czytanie sprawiło Ci przyjemność :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Autorze El Lobo Muymalo, trochę mi się zrobiło smutno jeszcze bardziej, bo widzę, że sobie pomyślałeś, że jak mi raz jeden wyłożysz swoje rację to chyba nie porozumiem się z Twoim zamysłem i chyba dlatego napisałeś wszystko po raz drugi czyli jeszcze raz. Żeby dotarło. A mi dotarło już za pierwszym razem.

 

PS

I jeszcze z innej beczki, czyli z tego co doświadczam tu na tym portalu już 5-ty rok jak by na to nie patrzeć, to Ci odpowiadam na Twoje życiowe pytanie co je sobie właśnie postawiłeś: "Opa­nuj się, lu­dziu. Ile można pisać tych głu­pot." – Otóż Ci mówię: – Dużo można pisać głupot, albo i jeszcze więcej nawet i to jeszcze wtedy, jak całkiem nie ma nawet konkursu. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Potwierdzam słowa Regulatorki, cuda i bez konkursów czasem można przeczytać. :)

Japa rządzi! :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

regulatorzy – Za insynuacje wobec Twego rozumu, których się byłem złowieszczo dopuściłem, jakoby za drugim razem dopiero przyswajał, a nie za pierwszym, jak Pan Bóg przykazał, wieczna sromota na głowę moją i mego ewentualnego rodu spaść nieodzowna. Zobowiązuję się tedy, w wór pokutny odzian, z ponurą miną chodzić do czasu, aż trzech głów krzyżackich* jednym cięciem nie odejmę.

 

*istnieje możliwość zamiany na głowy goblinów, głowy do interesów lub głowy do góry

 

Zalth – miło mi :)

 

Co do pisania głupot – skoro tak mówicie, to zamierzam pisać więcej, ale teraz postaram się robić to tak, żeby przynajmniej na pierwszy rzut oka nie było widać, że to głupoty ;]

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Ależ drogi Autorze El Lobo Muymalo, mnie już cały smutek opuścił i nie żywię do Cię uraz żadnych, przeto nie sromotaj się tak bardzo, bo klątew żadnych nie będzie, a i odpuść sobie zobowiązania w worku pokutujące, bo jakbyś trzy głowy krzyżakom odjął to nie byłoby dobrze, bo czymże Ci pająki winne, żeby im taka krzywdę robić. Lepiej chyba żeby zjadały muchy jak przyjdzie na to pora letnia w muchy obfitująca.

No i pisz, pisz, co tylko tam uznasz za stosowne, a choćby i głupoty od drugiego wejrzenia dopiero zauważalne. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tako i będzie, jednakowoż profilaktycznie, jeżeli nie krzyżaka czy inszego stwora, to przynajmniej ćwieka zabiję.

 

No to napiszę, a co mi tam. Jeżeli spłynie na mnie wartki strumień weny i duch prozy moje – za przeproszeniem – członki nawiedzi, to może i przy trzecim wejrzeniu dopiero głupoty owe ujawnią się one. :)

 

 

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Spoko tekst. :-)

Porządne, rasowe fantasy, z superoryginalnymi odwołaniami do tego Angola co napisał taki długi film w trzech cześciach.

Babska logika rządzi!

Dzięki, bardzo się starałem, żeby było oryginalnie ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Bardzo fajny i dobry tekst i podobały mi się ludzioludzie i świniodziki i też się zasmuciłem na końcu, że “ale urwał!” i że ciągu nie będzie, ale może będzie, bo postanawiam dać klika do biblioteki, choć może mnie opieprzą, że badziewie promuję, ale myślę, że nie, bo się trochę znają na śmiesznym i dobrym badziewiu, zresztą to jest grafomania, więc w zasadzie to jest halal, chociaż może i nie, bo jest dużo dzików wieprzowych.

No dzienkóweczka za klika, się nie spodziewałem, myślałem, że w otchłań zapomnienia opko trafiło a tu prosz – jest inaczej no cóż dzienki a i fajne że Ci się podobała opowiadaniowa fauna i flora, w każdym bądź razie jedno z tych dwóch bo przeciesz i tak nikt nie wie co jest co.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Flora to jest ta ot kwiatów. Bo babcia mojej psiapsióły nazywa się Florka i ona bardzo lubi Hortensje. ;-)

Babska logika rządzi!

A faun to jest notabene taki pół zwierz – pół człowiek – pół zwierz, więc by się bynajmniej zgadzało.

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Mutas jakiś? Fuj!

Babska logika rządzi!

Jak widać warto wracać na portal. Myślę sobie, co ja paczę, jakiś Lobo? O, napisał opo na Grafomanię, obadamy. I tak to się kręci.

Nowa Fantastyka