- Opowiadanie: Finkla - Lokomotywa, czyli tajemnicze zniknięcie [Jokeria]

Lokomotywa, czyli tajemnicze zniknięcie [Jokeria]

Drugi już tekst o mieszkańcach Jokerii. Znajomość pierwszego wcale nie jest konieczna do zrozumienia niniejszego utworku.

Obiecałam kiedyś AdamowiKB tekst o gwizdnięciu parowozu. Voilà!

Bardzo mnie ciekawi, czy jury uzna, że tekst spełnia warunki konkursu. Ta patologia...

 

Zakończenie nie podoba się większości Czytelników. Ja też nie jestem już z niego tak zadowolona, jak w dniu publikowania tekstu. Po ogłoszeniu wyników konkursu zmienię.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Lokomotywa, czyli tajemnicze zniknięcie [Jokeria]

 

Ojciec Jasia nie odrywał błyszczących oczu od ekranu telewizora. Oczywiście, że z radością pojechałby na mistrzostwa, aby na miejscu dopingować Biało-Czerwonych, ale przecież nie do Kataru! Co za ironia losu – polska drużyna musiała zakwalifikować się do mundialu akurat w takim kraju, w którym nie można kupić alkoholu! A kto udźwignie tyle piwa, żeby starczyło na całe zawody? No po prostu się nie da! A jeszcze weź to wszystko niepostrzeżenie przemyć…

Piłka jest okrągła, bramki są dwie, a w skrzynce mieści się dwadzieścia butelek. Tata, nie patrząc, wytrenowanym do perfekcji ruchem wyjął trzecią i otworzył o futrynę, nie roniąc ani kropli browarka. Pospiesznie spił pianę. Czynność, acz niewątpliwie przyjemna, odrobinę zdekoncentrowała jasiowego rodzica. Oprócz nawijki komentatora opowiadającego o jakimś pedalskim czarnuchu krążącym jak elektron dookoła jądra lewego napastnika, do świadomości ojca przedarły się inne słowa:

– Wsiadać, kurwa, wsiadać!

Tata, jak nigdy dotąd, poczuł się rozdarty między powinnościami wobec rodziny a patriotyzmem. Po krótkiej walce (także na polu karnym) zdecydował, że ojczyzna ważniejsza. Kiedy tylko piłka przeleciała nad poprzeczką, jęknął boleśnie i pobiegł do pokoju syna, poganiany okrzykiem:

– Wysiadać, kurwa, wysiadać!

Ojciec, przez czerwoną mgłę przesłaniającą oczy, zobaczył Jasia, radośnie bawiącego się kolejką elektryczną. Rodzic dopiero teraz uświadomił sobie, że dzieciak nie oglądał meczu razem z tatusiem. Widać urodzinowy prezent okazał się ważniejszy. Ech, gnojek jeszcze nic a nic nie wiedział o Wartościach.

– Słuchaj, gówniarzu! Jeśli przez najbliższą godzinę usłyszę chociaż jedno brzydkie słowo, to zabiorę ci ten pieprzony pociąg! I oddam dopiero na gwiazdkę! Jasne?!

Buzia Jasia wygięła się w smętny łuk, ale tata już tego nie widział – wygłosiwszy wychowawczą kwestię, pogalopował w stronę telewizora.

W ostatniej chwili. Zdążył jeszcze obejrzeć akcję Polaków, która zakończyła się wyrównującym golem. Osiedlem domków jednorodzinnych wstrząsnął ryk triumfu. Aż do końca pierwszej połowy i przez większość drugiej nikomu nie udało się posłać piłki do bramki.

Aż do ostatniego kwadransa meczu…

– Noż, szlag by to…! – Zrozpaczony kibic złapał się za głowę. – Dwa do jednego na chwilę przed końcem! A żeby tych czarnuchów zaraza wydusiła!

– Wsiadać, kurwa, wsiadać! Przez tego sukinsyna mamy godzinę spóźnienia! – dobiegło z pokoju Jasia.

Tego ojciec już nie zdzierżył. Znów pognał do pokoju Jasia, zaczął gorączkowo zbierać zabawki, w odpowiedzi usłyszał płaczliwe:

– Ale, tato… Przecież godzina już minęła!

– Ty, gówniarzu, tu się bawisz szwabską kolejką, a tam ten pojebaniec gola wpuścił! Szmaciarz jeden!

– Ale moja lokomotywka!

– Gówno mnie obchodzi twoja lokomotywka! Nie chcę jej nigdy więcej widzieć!

 

***

 

Kipisz kwadratu nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Jasio znalazł tory, wepchnięte między bęben a obudowę starej pralki, i wagoniki, zawinięte w brudne skarpetki pod łóżkiem rodziców, ale parowoziku nigdzie nie było. A jak można się bawić bez najważniejszego elementu, bez siły wprawiającej cudowną kolejkę w ruch?!

– Czekaj, skurwielu, już ja cię urządzę – burczał pod nosem chłopiec, przeszukując ostatnie puszki z resztkami zaschniętej farby.

 

***

 

Tata Jasia szykował się do obejrzenia kolejnego meczu. Przytargał z piwnicy nową skrzynkę piwa, podsunął do telewizora ulubiony fotel, niesamowicie powycierany i poplamiony na podłokietnikach, ale za to nieziemsko wygodny, na stoliku obok położył pilota…

Wreszcie nadeszła oczekiwana chwila – ekran pokazał swojski widok studia z dwoma komentatorami. Ojciec nie mógł się dłużej powstrzymywać, z niecierpliwością otworzył pierwszą butelkę. Odrobinę nastroszył go brak błogiego psyknięcia. Zwietrzało czy jak? Przełamał wahania, odważnie zbliżył chłodną szyjkę do wyschniętych warg… A potem wypluł pierwszy łyk w imponującym rozbryzgu, który niemal sięgnął telewizora.

– Co to, kurwa, jest?!

– Końskie szczyny – ze stoickim spokojem poinformował Jasio opierający się o futrynę i z uwagą śledzący poczynania rodzica.

Tata zerwał się i rzucił w stronę bezczelnego potomka. Niestety, imponujący mięsień piwny uniemożliwił dorosłemu dopadnięcie gówniarza. Kiedy sapiący nie gorzej od parowozu ojciec dotarł do drzwi do przedpokoju, Jasio był już przed domem i wdrapywał się na leszczynę. Nawet nie musiał się spieszyć, mógł uważać, aby nie urazić skaleczonego i zaklejonego plastrem palca. Doskonale wiedział, że cztery potężnie rozrośnięte krzewy zapewniają mu absolutny immunitet – zanim stary przytarga drabinę do jednego miejsca, chłopak trzy razy zdąży uciec na gałąź odległą o trzy susy i dziesięć metrów dookoła kępy. Z tej pozycji mógł spokojnie negocjować.

– Gówniarzu jeden! Natychmiast stamtąd złaź!

Dzieciak w ogóle nie zniżał się do odpowiedzi na takie otwarcie pertraktacji.

– Do kogo ja mówię?! – Przedłużająca się cisza. – Skąd wiedziałeś, którą flaszkę otworzę pierwszą?

– Nie wiedziałem, szczyny są we wszystkich butelkach, które będziesz próbował wypić!

Tata zacukał się na chwilę, po czym potruchtał po kolejne piwo, a potem do sąsiada. Do pierwszego gwizdka pozostawało jeszcze kilka minut.

Na szczęście sąsiad bez ceregieli zgodził się na wymianę browarów. Z pewną nieufnością otworzył flaszkę wręczoną przez tatę Jasia, powąchał.

– Piwo jak piwo. – Zlizał pianę. Siorbnął. – W smaku normalne.

Ojciec pośpiesznie otworzył otrzymany browarek. Zaleciało amoniakiem. Nieszczęśnik pobiegł z powrotem pod leszczynę.

– Gnoju, jakim cudem wlałeś szczyny do zakapslowanej flaszki?! I to jeszcze do sąsiadowej?!

– To nie ja! Od tego mam ludzi!

Jasio nie wdawał się w szczegóły. Nawet z bezpiecznej gałęzi na poziomie pierwszego piętra wolał nie zdradzać, do kogo udał się po pomoc.

Przez otwarte okno dobiegł głos radośnie oznajmujący, że „przenosimy się do Dohy”, ojciec niespokojnie zerknął na dom. Oglądanie transmisji o suchym pysku to nie to samo, ale zawsze…

– No dobrze! Gadaj, czego chcesz!

– Oddasz mi lokomotywkę, to dostaniesz piwo z powrotem!

Ojciec, mamrocząc przekleństwa, podreptał w stronę domu. Jaś przez chwilę nasłuchiwał odgłosów dobiegających z wnętrza, potem przewędrował na konar, z którego mógł zajrzeć do sypialni rodziców. Ojciec wyglądał przekomicznie, gdy próbował wpełznąć pod łóżko, ale jakby nie kombinował, brzuch wystawał. W końcu, dopingowany dobiegającym końca przedstawianiem piłkarzy, niecierpliwy kibic poszedł po szczotkę i za jej pomocą wygarnął spod wyra skarpetki. W pośpiechu rozwinął każdą sztukę.

Parowoziku nie było tam, gdzie schował wszystkie części pociągu… W zatęchłych skarpetkach w ogóle nic nie znalazł, ale pal licho wagoniki!

 

***

 

Od: Diabel_pl.ru.de@przedst.teren.jokeria.hell

Do: <Jego Świetlistość>

DW: soul.resources@fire.dept.hell, controlling@stat.gov.hell

Temat: Raport z działalności – tydzień 24

 

Wasza Świetlistość!

Działalność pozyskiwania dusz i psucia krwi ludziom w podległym mi regionie w tygodniu raportowym napotykała obiektywne trudności, albowiem Niemiec udał się w podróż do Kataru celem oglądania meczów piłkarskich na żywo, a Polak i Rusek porzucili spacerowanie po okolicy na rzecz spędzania popołudni w domach na piciu do nieprzytomności i oglądaniu tychże meczów, ale transmitowanych.

Pomimo w/w problemów udało mi się zainicjować bardzo obiecujący projekt. Jasio obiecał swoją duszę w zamian za zmuszenie jego ojca do zwrócenia dziecku zarekwirowanej lokomotywy zabawkowej, sztuk jeden. Warto przy tym nadmienić, iż młodzian, jako bohater niezliczonych dowcipów, jest jednym z najbardziej znanych i wpływowych Jokeryjczyków. Ponadto wykazał się daleko idącą pomysłowością w utrudnianiu życia swojemu tacie. Szczegóły w załączonym pliku.

Jedyną barierę na drodze do pozyskania duszy Jasia stanowi obecnie zlokalizowanie skonfiskowanego parowozu. Przeszukałem już Jokerię i mogę z całą stanowczością oświadczyć, iż zabawka nie znajduje się na terenie mojego regionu. Zwracam się z prośbą o pomoc do naszych przedstawicieli w innych krajach.

Sługa uniżony,

Diabeł Z Kawałów O Polaku Rusku I Niemcu

 

***

 

Tata Jasia wędrował przez las. Serdecznie nie znosił natury, wiele by dał, aby móc jak zawsze rozwalić się w ukochanym fotelu. Ale cholerna zaginiona lokomotywka zamieniła życie statecznego ojca rodziny w pasmo nieszczęść. U celu wędrówki tkwiła ostatnia szansa prześladowanego mężczyzny.

Wreszcie, wbrew wszystkim pnączom znienacka łapiącym za kostki, gałęziom próbującym wydłubać oczy i kłodom pod nogami, dotarł na miejsce. Jak zawsze, jeziorko Złotej Rybki sprawiało wrażenie zamulonego bajora, w którym aż wrzała walka o mało toksyczne związki organiczne. Ojciec Jasia nie dał się zwieść pozorom. Podszedł do błotnistego brzegu i bez przekonania wrzasnął:

– Hej! Złota Rybko! Chcę spełnić ostatnie życzenie.

Złośliwe (a może po prostu nauczone przykrymi doświadczeniami z haczykami, sieciami, podbierakami i tym podobnym sprzętem do znęcania się nad owocami morza, rzek, jezior i stawów) stworzonko ani myślało wypływać na powierzchnię. Tylko w pniu pobliskiego buka kawał kory otworzył się niczym drzwiczki, ukazując terminal z klawiaturą numeryczną z otoczaków, mikrofonem z kępki mchu i głośniczkami z jakichś woniejących tandetnymi perfumami kwiatków. Koślawe litery na wewnętrznej stronie kory głosiły: „ŁOWIENIE RYB PRZYCZYNIA SIĘ DO POWSTAWANIA NIEODWRACALNYCH URAZÓW U CZUJĄCYCH STWORZEŃ ORAZ POSTĘPUJĄCEJ DEGRADACJI PRZYRODY”. Dałoby się to jeszcze wytrzymać, gdyby wszystkie urządzenia nie zostały umieszczone na wysokości kolan dorosłego człowieka. Sapiąc i złorzecząc pod nosem, ojciec Jasia przykucnął w kałuży rzadkiego błocka.

– Podaj numer klienta oraz PIN – zapiszczały głośniczki.

Tata Jasia zaczął nerwowo przetrząsać kieszenie. PIN do Złotej Rybki wystukałby nawet przez sen, ale siedmiocyfrowego numeru nadawanego przy każdych trzech życzeniach nie dało się zapamiętać. Teoretycznie wystarczyło wypowiedzieć marzenie na głos, ale ten sposób zawodził w najgorszych możliwych momentach. Nieszczęsny kibic na odwyku bezskutecznie próbował już od dwóch dni.

Wreszcie kolejny, szesnasty bodajże, świstek okazał się tym poszukiwanym.

– Podany numer klienta nie istnieje.

Ojciec Jasia podrapał się po rozczochranej głowie. Oczywiście! Musiał mu się trafić zestaw złożony wyłącznie z zer, jedynek, szóstek, ósemek i dziewiątek. Przekręcił kawałek papieru do góry nogami, spróbował jeszcze raz.

– Wprowadź PIN.

Automat brzęknął zachęcająco, tata zaczął szybko szeptać do kępki mchu:

– Chcę zabawkową lokomotywkę. Taką samą…

– Przykro mi, wszystkie życzenia w tym zestawie zostały już wykorzystane. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

Zaskoczony mężczyzna klapnął tyłkiem w kałużę.

– Kurrr… tyzana jej oścista mać! Jak to wykorzystane?! Jak to wykorzystane?! Przecież trzecie życzenie specjalnie zostawiłem sobie na czarną godzinę. Kuźwa, czarniejsza niż teraz to już nie może być! Ty pieprzona oszustko! Dawaj moje ostatnie życzenie, bo ci to całe zafajdane bajoro…

Bukowe drzwiczki zamknęły się gwałtownie, przytrzaskując kosmyk włosów pyskującego klienta. Złota Rybka nie tolerowała wulgaryzmów. Na powierzchni drzewa nie pozostała nawet szczelinka, która mogłaby sugerować, że pod spodem kryje się terminal. Wyglądało, jakby przetłuszczone kłaki wyrastały prosto z gładkiej, różowawej kory. Tata Jasia, uwięziony w niewygodnej pozycji, szarpnął głową, ale tylko zaklął jeszcze szpetniej z bólu. Niezgrabnie, lewą ręką, wydłubał z kieszeni scyzoryk z mocno już stępionym ostrzem i zaczął rzezać unieruchomione pasemko.

Odzyskawszy wolność, wyszukał kamień, opluł go i ze złością cisnął do jeziorka. Pomyślał jeszcze, że, z prześladującym go ostatnio pechem, niewątpliwie trafił w japoński ogródek Złotej Rybki, dostarczając złośliwej zołzie ostatni brakujący element. Niezmiernie żałował, ale akurat nie chciało mu się sikać…

 

***

 

Od: balaam@search.dept.hell

Do: Diabel_pl.ru.de@przedst.teren.jokeria.hell

DW: <Jego Świetlistość>

Temat: Poszukiwania zabawkowego parowozu

 

Z przykrością zawiadamiamy, że przeszukaliśmy całą Ziemię, ale parowozu o podanej w memoskanie specyfikacji nie udało się odnaleźć. Zlokalizowano 13 281 różnych lokomotyw i 83 015 wagonów. Wytropiliśmy nawet pociąg specjalny przewożący ponad 287 ton złota, skład transportujący Bursztynową Komnatę rozłożoną na kawałki, oraz pociąg pancerny, który w 1922 r. przepili czerwonoarmiści.

Podejrzewamy, że do memoskanu musiały zakraść się błędy. Być może obiekt, jak to często zdarza się nieprzeszkolonym duszom, zwłaszcza młodym, nieco wyidealizował wspomnienia zabawki. Sugerujemy powtórzenie skanu w stanie hipnozy lub upojenia alkoholowego.

Z przyjacielskim powiewem siarki,

Balaam

Dział Poszukiwań Zaginionych Przedmiotów

 

***

 

– Pani da jakąś lokomotywę.

– Tuwima? Polecamy wydanie kolekcjonerskie ze złoceniami na okładce. Przy otwieraniu na różnych stronach książka wydaje dźwięki, odpowiednio, sapania i dyszenia, muczenia krów, mlaskania…

– Nie! Nie żadna książka, tylko zabawka.

– Oczywiście, jak pan sobie życzy. Mamy w ofercie najnowszy model sexlokomotywy. Proszę tylko posłuchać!

Sprzedawczyni nacisnęła jakiś guziczek w pospiesznie chwyconej lokomotywie z dachem pokrytym różowym futerkiem, z głośniczka w kominie dobiegł zmysłowy głos:

– Słuchaj, dzieweczko! Ona nie słucha. Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha. Zdejmuj ubranie! Uch, jak gorąco!

– Do diabła! Potrzebuję takiej normalnej ciuchci. Zabawkowej, co jeździ po torach i ciągnie. Znaczy, wagoniki, a nie…

– Rozumiem. Mogę zaoferować modele w różnych skalach. Polecamy kopie najczęściej przedstawianych w dowcipach pociągów w skali jeden do siedemdziesięciu dwóch.

– Pani da najtańszą lokomotywę.

Po przejęciu zabawki ojciec Jasia czym prędzej umknął ze sklepu, unikając trzech wyjątkowych, promocyjnych ofert.

Niestety, błyskawicznie okazało się, że Jasio bez problemu rozpoznaje swoją własność.

– Czyś ty ocipiał, stary? Przecież to wcale nie mój parowóz!

– Jak to nie? Wygląda identycznie! – nieszczęsnemu tacie pozostało już tylko rżnięcie głąba.

– Po pierwsze, jest dwa razy mniejszy. Po drugie, jest drewniany, a nie metalowy. Po trzecie, ja miałem Mountaina, jedyny taki polski parowóz, a to jakaś elektryczna masówka. Po czwarte, Gocha namalowała mi w oknie maszynistę, więc odróżniłbym swoją lokomotywę spośród tysiąca innych!

 

***

 

Daleko od Jokerii, w całkiem innych czasach, Michael Faraday odłożył narzędzia i ze znużeniem potarł czoło. Rozkręcone elementy już w niczym nie przypominały parowozu. Tylko ludzik niezdarnie wymalowany na blasze nasuwał skojarzenia z koleją.

Wynalazca podziwiał precyzję, z jaką wykonano zabawkę. Twórca się przy niej nieźle natrudził. Niektóre kabelki były cieńsze od włosa! Kto mógł coś takiego zrobić? Genialny jubiler?

Faraday nie rozumiał tylko jednego: do czego służyło malutkie urządzenie w sercu lokomotywy, tam, gdzie powinien znajdować się piec?

Koniec

Komentarze

Czytałam całkiem zadowolona, że trafiło się zabawne, nietuzinkowe i bardzo porządnie napisane opowiadanko, aż doczytałam do ostatnich gwiazdek i… nastąpiło zakończenie…

Co tu dużo mówić, Finklo, takiego rozczarowania to już dawno nie doznałam. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż Reg, wiedziałam, że to zakończenie nie spodoba się wielu osobom. Ale nie wymyśliłam lepszego sposobu na uratowanie duszy Jasia.

Dziękuję za wizytę i przepraszam za rozczarowanie.

Babska logika rządzi!

Ach, to zakończenie takie “życiowe” ;D Może i trochę zawodzi, jednak patrząc na to, jak dziwne rzeczy lekarze znajduję w otworach ludzkiego ciała (najbardziej poruszyła mnie sprężynka od długopisu w cewce ) to wydaje się nawet wiarygodne :P

Nie wiedziałem Finklo, że również takie niegrzeczne opowiadania zdarza Ci się płodzić… hmm… rodzić. Chyba muszę przeczytać coś więcej, szczególnie, że pod względem jakości odbioru jest super – przez mało który tekst tak udaje mi się płynąć ;)

Straszny gnojek z tego Twojego Jasia, jestem w stanie uwierzyć, że terroryzowanie biednego, spragnionego w gorący letni dzień ojca, jest dla niego formą rozrywki i świadczy o szczęśliwym dzieciństwie chłopca. Co się jednak stało z jego mamą? Umarła, czy w pracy, jako, że ktoś musi zarabiać na życie podczas mistrzostw? :>

Dwie uwagi na koniec:

między kościami się schowało

kośćmi?

 

I czy w tytule nie powinno być przecinka przed czyli? Autorytetem nie jestem, więc jeśli powiesz, że nie, to uwierzę ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Finklo, niestety, mam tak samo jak Reg. Banan z gęby mi nie schodził do ostatniej części, potem otworzyłam usta w niemym niezachwycie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję za lekturę. :-)

CountPrimagenie (jak to się odmienia? Czy mogę zwracać się do Ciebie “Hrabio”?), tak ludzie miewają dziwaczne pomysły. Podobno częstym przypadkiem jest rura odkurzacza, w której utyka… A co potrafią połknąć! Wykałaczki to mały (acz ostry) pikuś. Owszem, próbuję różnych rzeczy, zdarzają się i niegrzeczne. Jeśli masz ochotę na coś podobnego w stylu, to polecam tekst na 50 mordek. I kontynuację Thargone’a.

Szczęśliwe dzieciństwo Jasia to beztroska zabawa kolejką. A potem zawzięte rozwiązywanie powstałych problemów. Kto wiem, może nawet w drugim przypadku satysfakcja większa.

Mama Jasia. Nie, nie umarła (to babcia już nie żyje). No, nie wiem, co robią żony mężów oglądających mundial. Idą na ploty do psiapsiółek? Na zakupy? W ogóle mama rzadko się pokazuje.

Twoje uwagi. Obawiam się, że masz rację, ale już sporo po północy, więc wypada wstrzymać się z poprawkami. Szlag!

 

Bemik, w pełni rozumiem taką reakcję. Trochę się tego obawiałam.

Ale w ramach usprawiedliwień: masz lepszy pomysł na takie schowanie/ zniszczenie lokomotywy, żeby całe piekło nie mogło jej znaleźć (ma być szczęśliwie, więc duszę Jasia trzeba uratować), dające się wpisać w rzeczywistość Jokerii, a najlepiej jeszcze umożliwiające podrzucenie tropów na samym początku tak, żeby Czytelnicy się nie pokapowali?

Babska logika rządzi!

Nie wiem, Finklo, bo to Twoje opowiadanie, a choć nie jest utrzymane w baśniowym klimacie, to jednak ta ostatnia część jakoś mi odstaje “brutalnością”. Ja, jak wiesz, piszę bemikowo i moje zakończenie pewnie nie pasowałoby do Twojego stylu. Tata mógłby ukryć lokomotywę na przykład w piecu, a mama mogłaby rozpalić, bo zrobiło się chłodno przez deszczową pogodę. Parowozik z dymem dotarłby do nieba, a tam diabły raczej nie mogłyby prowadzić poszukiwań.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

OK. To jest jakaś koncepcja. Tylko tata nie mógłby w takim razie obiecać, że odda na gwiazdkę. W sumie, nie musiał obiecywać. Albo znaleźć jakiś sposób na magiczne posłanie parowoziku do nieba. Tak, to byłoby dobre. Ale nie wpadłam na to wszystko. :-(

Hmmm. Może po konkursie zmienię zakończenie. Psiakrew, daleko idąca zmiana… No, pomyślę jeszcze.

Babska logika rządzi!

Tylko tata nie mógłby w takim razie obiecać, że odda na gwiazdkę – mógłby, bo on był tak zaabsorbowany meczami, że nie wiedział, co się dzieje na świecie – pewnie nawet by nie zauważył, że żona napaliła w piecu :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No tak, ale chyba wtedy nie chowałby fantu w takim niebezpiecznym miejscu. Nie lubię, kiedy moi bohaterowie zachowują się idiotycznie. Chociaż wiele dowcipów świadczy na niekorzyść ojca Jasia… ;-)

Ale wersja z niebem bardziej mi się podoba.

Myślę, myślę, myślę…

Babska logika rządzi!

To nie było niebezpieczne miejsce, bo było lato, a w lecie rzadko kiedy pali się w piecu. Chyba że od paru dni pada deszcz, jest wilgoć w powietrzu, pranie nie schnie… ale takich rzeczy nie zauważa żaden przeciętny facet, nie mówiąc o tacie Jasia :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jeśli zamierzał oddać dopiero na gwiazdkę, to to nie był dobry schowek.

Ale to już nieistotne – mam alternatywne zakończenie, podmienię po konkursie. I nie na piecyk. :-)

Dzięki, Bemik, naprowadziłaś mnie na coś chyba znacznie ciekawszego od dupy Mariana… ;-)

Babska logika rządzi!

Cieszę się bardzo!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Większość przyjemności po mojej stronie. :-)

Mam nadzieję, że zajrzycie z Reg do nowej wersji.

Już uprzedziłam w przedmowie, że będę zmieniać.

Babska logika rządzi!

Wiesz, Finklo – formalnie rzecz biorąc, jurorzy napisali by do północy NADSYŁAĆ prace, a nie edytować ;)

O tak, połykają też najróżniejsze rzeczy :D Najlepsze są włosy, które później przekształcają się w piękny bezoar o długim, spływającym do jelita warkoczu ;D

Pomysł Bemik jest o tyle dobry, że przecież mistrzostwa te mają odbyć się w zimie (o czym dopiero teraz sobie przypomniałem!), więc piec jest na miejscu… Z drugiej strony, to jest Twoje opowiadanie, więc lepiej jakbyś przekształcała je na swoją modłę, nie bemikową :>

 

Zakupy? Psiapsiółki? Mamuśka powinna z małżonkiem oglądać i jeszcze mu browarki podkradać, o!

I błagam Cię, nie pisz Hrabio XD Moja kiczowata ksywa zrodziła się wiele lat temu, kiedy jeszcze myślałem, że jestem niezły w tym pisaniu, a nie przeciętny. O zgrozo, wtedy to nawet przeciętny nie byłem :O

Może wrócimy do tematu jak będę miał dziesięć złotych piórek, na razie wystarczy Luke ;D

 

Dobra, przeczytam SeksKłopoty w Jokerii chyba też, bo coś czuję, że to jest ten “pierwszy tekst” z przedmowy ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Luke, ale chyba na portalu wykształcił się taki zwyczaj, że po upłynięciu terminu nie modyfikujemy. Wydaje mi się, że to by było nie fair w stosunku do rywali, którzy się sprężyli na tyle, żeby zdążyć z poprawkami, a nawet betowaniem.

W zimie? Nie znam się ani na piłce nożnej, ani na geografii. Cholera, to już błąd merytoryczny, ale musiałabym zmieniać całą scenę z bajorkiem Złotej Rybki. To już chyba zostawię bliżej nieokreśloną, ale nie zaśnieżoną porę roku. Ostatnio zimy łagodne…

Żona kibica. Każdy sądzi po sobie. Ja akurat nie lubię piwa, a oglądanie sportu śmiertelnie mnie nudzi. Wolę sama coś pouprawiać.

No dobrze, skoro pan sobie nie życzy tytułowania, to nie będzie. Ale wiesz, że Hrabia to jeden z prominentów Jokerii? ;-)

Dobrze czujesz. Zapraszam do lektury. :-)

Babska logika rządzi!

Spoko, zajrzałem do sceny z bajorkiem, a nawet wcześniejszej, z leszczynami, ale nie opisałaś tam żadnych kwitnących kwiatów, tudzież zapylających je pszczółek, więc nic się nie stało. Ogródek japoński może być, wszak przy dnie cieplej! Ze względu na upały w tym Katarze, mistrzostwa odbędę się w listopadzie i grudniu, a u nas zima ostatnimi czasy zaczyna się w marcu. Nie przejmuj się ;)

Taki zwyczaj, mówisz? Jesteś na portalu zdecydowanie dłużej, zatem pokornie przyjmuję do wiadomości :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No to niech będzie wyjątkowo ciepły listopad. W końcu nikt nie wie, w jakiej strefie klimatycznej leży Jokeria. :-)

Babska logika rządzi!

Mam odczucia podobne do przedpiśców. Wszystko ładnie i uśmiechowo, ale powiedzmy sobie szczerze, że rozwiązanie trochę do dupy.

;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Melduję, że przeczytałam :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki. :-)

Dobrze, dobrze, już mnie przedpiścy przekonali. Zmienię zakończenie, ale muszę poczekać do końca konkursu.

Ech, brakło doby na spojrzenie świeżym okiem i poprawki. :-(

Babska logika rządzi!

Śniąca, dziękuję, spocznij. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie ma spocznij, muszę nadrobić, bo zaległości mam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

No dobra, to czytaj dalej. Ale coś takiego wypada powiedzieć po przyjęciu meldunku. ;-)

Babska logika rządzi!

Spoko :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Spodobało mi się znacznie bardziej od poprzedniej Jokerii. Tekst był spójny, zabawny i dostarczył mi kilku uśmiechów. Zakończenie może faktycznie nie jest górnych lotów, ale nie dramatyzowałbym. W moim przypadku nie wpłynęło negatywnie na odbiór całokształtu.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, dziękuję. Miło, że chociaż niektórym się podoba. :-)

Tak, tym razem starałam się bardziej trzymać jednego wątku, mniej opowiadać wszystkie dowcipy, które kojarzą mi się z tematem. Jak widać, zdarza mi się czytać komentarze i uwzględniać zawarte w nich sugestie. :-)

Babska logika rządzi!

Jasiek jest świetny. Taki zaradny, aż uśmiecha. Opowiadanie wciąga od pierwszych zdań – akcja cały czas. Teks uśmiechnął, a przez to, że nie należę do ą ę, to zakończenie ubawiło. Dzięki za zaskakujące zakończenie (nigdy bym się nie domyślił gdzie była kolejka) i rozrywkę. Fajnie jest czasem przeczytać lekki, świntuchowaty i dobrze napisany tekst. Ciao ;D

 

 

EDIT: Nie rozumiem dlaczego chcesz zmienić zakończenie. Bo szokuje? Hmm…

Dziękuję, Blackburnie. :-)

Jasiek wymiata – takie już fajne dowcipy opowiadamy. Nie to, co przygłupawy rosyjski Stirlitz. ;-)

I o to, chodziło, żeby nikt się nie domyślił miejsca pobytu, chociaż tata Jasia otwartym tekstem je podaje. ;-)

A chcę zmienić, bo widocznie jestem bardziej ą ę niż Ty. To rozwiązanie mnie tak bardzo nie satysfakcjonowało (sama widzę, że humor niskich lotów), ale nic lepszego nie zdążyłam wykombinować w terminie.

Babska logika rządzi!

Ciekawi mnie, jakie nowe miejsce wymyślisz, żeby równie zaskakiwało i było bardziej ą ę. ;)

Miejsce już wymyślone. Teraz możemy najwyżej poganiać jurorów, żeby się sprężali z wynikami. ;-)

Babska logika rządzi!

Zabawne. Nie mam się do czego przyczepić, choć nie jest to opowiadanie w stylu, który lubię.

Walorem edukacyjnym było to, że dowiedziałem się, co to jest kipisz kwadratu :)

Dziękuję. :-)

Oj, jakbyś dobrze poszukał (albo chociaż poczytał komentarze), to znalazłbyś coś do czepiania. ;-)

Kipisz kwadratu… Hmmm. Nie przeceniałabym waloru edukacyjnego tego akurat zwrotu. Ale z drugiej strony, nigdy nie wiadomo, co się człowiekowi może w życiu przydać.

Babska logika rządzi!

Finklo, tego… naprawdę z tym Ci się kojarzy dzieciństwo? :D

Na początku nie byłam pewna, czy opowiadanie mi się spodoba, ale ostatecznie je kupiłam. Nie sposób odmówić pomysłowości, a niektóre momenty naprawdę niezłe. Mam tylko nadzieję, że Tobie do piwa nikt nic nie wlewał, gdy to pisałaś :p

Teyami, spokojnie, nie mam na imię Jasio. ;-)

Nie tylko z tym. Nawet nigdy w życiu nie miałam kolejki elektrycznej. Buu! Ale niezachwiana pewność, że “starzy” się nie znają, nie potrafią się bawić i tylko przeszkadzają? Konieczność postawienia na swoim? To już bardziej. ;-)

Cieszę się, że kupiłaś. Widzisz, ja nie lubię piwa – gorzkie jest i paskudne. Może dlatego nie wzdragałam się przed zamianą w szczyny. Dla mnie to i tak bez różnicy. ;-)

Babska logika rządzi!

No tak, co za słodko to niezdrowo, tak? Opowiadanie wyróżnia się zdecydowanie spośród wszystkich pozostałych, głównie językiem, jakim posługują się bohaterowie. To jak przenosiny do zupełnie innego świata. Przygoda urwipołcia daleka jest od wyidealizowanego „pluszowego” dzieciństwa. No, ale jokerowy Jaś, to Jaś, klasa sama w sobie J I skoro nie wszystkie dzieci w rzeczywistości są niewinnymi aniołkami, to dlaczego te fantastyczne miałyby być gorsze?  

Szalenie mi się spodobała wymiana korespondencji między piekielnymi działami.

Zakończenia bym się tak nie czepiała – moim zdaniem pasuje do konwencji i całokształtu.

W każdym razie uśmiałam się zdrowo.

Ze strony formalnej – dzieciństwo jest, fantastyka jest, zbędnych traum brak, czyli jest wszystko jak być powinno. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję, Jurorko Śniąca. :-)

Jakim językiem posługuje się Jaś z dowcipów, to wiedzą nawet dzieci w podstawówce…

Tak, maile i Internet dotarły już do piekła. Kto wie, może to do początku były diabelskie wynalazki? ;-)

Miło, że zakończenie nie wywołuje niechęci.

Kwalifikacja do konkursu – trochę się tego bałam, bo Jasio jednak pochodzi z patologicznej rodziny i nie da się tego ukryć…

Babska logika rządzi!

Przeczytałem.

Dzięki za info. I Biblio. :-)

Babska logika rządzi!

Wyszłaś, Finklo, od sztandarowego dowcipu o Jasiu i ciuchci – klisza na start, podbudowana mistrzostwami i piwem. A potem rozegrałaś to bardzo ciekawie, korespondencja piekielna klasa. Od Złotej Rybki modliłem się: “tylko nie « …uj w dupę, kotwica w plecy, byleby nie padało! », tylko nie to…” – a jednak.

 

Pozostanę w gronie rozczarowanych finałem. Zawiązanie na klasyku, rozwinięcie mistrzowsko niesztampowe i finałem, moim zdaniem, zepsułaś oryginalność tego opowiadania.

 

Jak zwykle, napisane bardzo bardzo. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Na szczęście tekst “wypłynął” na stronę najnowszych komentarzy, więc uwierzyłem w jego istnienie, bo szukałem dość długo i bez skutku.

Terminal w pniu drzewa – bdb, a gdy dodać do tego numer klienta i PIN… Korespondencja – drugie bdb. Zakończenie – no fakt, że i tak ogólnie takie sobie, a w dodatku, w moim przypadku, nie na temat, bo tych dwudziestu trzech – wliczając sędziego – pacanów ganiających za jednym przedmiotem wzrusza mnie tak, jak zeszłoroczny śnieg.

Szanowna Autorka była tak miła, ze zamieściła pochodzącą ode mnie informację o Pu 29. Dochodzi jeden punkt dodatni…  :-)

Dziękuję, Panowie. :-)

Psycho, właściwie punkt wyjścia stanowił komentarz Adama (bodajże pod poprzednią Jokerią), żeby napisać opowiadanie o gwizdnięciu lokomotywy. Na to nakłada się filtr dowcipów o kolejach, potem jeszcze tematyka konkursu (noż przecież dowcipy o Jasiu – fantastyczne dzieciństwo, jak się patrzy!) i wyszedł taki amalgamat.

Potrzebowałam sposobu, żeby skutecznie schować lokomotywę – w końcu nie chciałam poświęcać duszy Jasia – i pierwszy pomysł nie okazał się najlepszy, a czas gonił.

 

Adamie, długo szukałeś? Hmmm, a próbowałeś wejść na mój profil? Nieważne, dobrze, że Psycho znalazł i przeczytał.

Miło, że spodobało Ci się wystarczająco dużo elementów, aby ze słabym zakończeniem jakoś się pogodzić. Punkcik do punkcika i uzbierało się na klika. ;-) A pomysł na rybkowy terminal mnie też wydawał się sympatyczny. :-)

Konkretny parowóz sobie zamówiłeś, co było robić…

Babska logika rządzi!

Tamten punkt wyjścia pamiętam, Finklo, ale ja tylko i wyłącznie o tekście w pierwszym komciu ;-) Jak z kliszy zrobić niebanalny tekst, a potem jednak go zepsuć niedopieszczonym należycie finałem ;-)

 

To niebanalne rozwinięcie bardzo mi się. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No dobrze, dobrze, teraz już mam pomysł na mniej banalne (mam nadzieję) zakończenie. Ale muszę czekać, aż się konkurs skończy…

Babska logika rządzi!

Czy to ptak? Nie! A może samolot? Nie! To może jasiowa ciufcia? Nie, to jest .!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Uff, dobrze że wyjaśniłeś. Bo miałabym wątpliwości… ;-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie zajęło w konkursie 8. miejsce.

 

Doceniam oryginalność na tle pozostałych prac. Było nieco humoru i czytało się samo. Mimo wszystko mam mieszane uczucia co do wykorzystania znanych dowcipów, fabularnie tyłka nie urwało, a i te przekleństw… trochę ich za dużo. Dyskutowane tak zaciekle zakończenie oceniam neutralnie, na poziomie reszty tekstu.

Dziękuję, Jurorze Zygfrydzie. :-)

Cieszę się, że wyszło oryginalnie. Zawsze coś.

Przekleństwa… No, wiesz, jaki jest Jasio… On po prostu nie potrafi inaczej. ;-) Takim go stworzyliśmy.

Babska logika rządzi!

Obiecywałam, że zmienię treść i w końcu to zrobiłam. Całkowicie przerobiłam końcówkę i podmieniłam jedno zdanie z początku.

A Juror Cień ciągle jeszcze nie odzyskał notatek do pierwotnej wersji. ;-p

Babska logika rządzi!

Juror Cień melduje się ze swoimi notatkami. Co prawda nie są to oryginały, a pierwszego zakończenia właściwie nie pamiętam, niemniej jestem na świeżo z tym nowym i wydaje mi się, że – prócz tego, iż nadal nie ogarniam, co stało się z ciufciuf (skąd i dlaczego wylądowało u Farady'a?), co czyni je niejako wyrwanym z kontekstu – wydaje mi się zupełnie przaśne. Jak cały tekst zresztą. Bawiłem się na nim świetnie, i to dwa razy. Spodobał mi się taki Jasio (choć ja bym gnojka spacyfikował, zamiast wdawać się w pertraktacje), humor też mi podszedł – co pewnie źle o mnie świadczy – a styl bardzo fajny i lekusieńki. Duży plus też za różne gierki słowne.

I tylko ta lokomotywa… O ile pamiętam, pierwsze zakończenie też w żaden sensowny sposób nie tłumaczyło, co się z nią stało, więc pod tym względem obecne wcale nie jest lepsze, niestety.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję, Jurorze Cieniu.

Tak, pamiętam – oryginały komentarzy jakieś bydlę zeżarło.

Humor prosty i przaśny – z dowcipów o Jasiu. Fajnie, że dobrze się bawiłeś. :-) Pacyfikacja Jasia nie pomaga. Na dowód kolejny dowcip:

 

Rodzina Jasia ogląda nowe mieszkanie. Rodzice już planują:

– Tu postawimy łóżko.

– A tu będzie szafa…

To i Jasio coś dorzucił:

– A tu pierdolniemy półkę!

Ojciec bęc! syna w ucho.

– Zrozumiałeś?

Jasio, pocierając bolące miejsce:

– Zrozumiałem. Ni chuj tu półka niepotrzebna…

 

Oj, jak to nie wiadomo, co się stało z ciufcią? :-( Tatuś sobie zażyczył i sprawa załatwiona.

Babska logika rządzi!

Zażyczył sobie nigdy więcej jej nie oglądać. Więc równie dobrze mogła wyparować, a nie trafiać w ręce Farady’a. Brakło mi tutaj czegoś, co uzasadniałoby taki, a nie inny los lokomotywy. Ale to taki tam, mały zgrzyt.

 

A kawał, jak zwykle w Twoim wydaniu, warty wysłuchania.

Swoją drogą, ckni mi się za Łodzią trochę. Cały czas wypatruję okazji do przyjazdu, ale jak się wkrótce nie ogarnie, to sam sobie taką pewnie stworzę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Teoretycznie, mogła wyparować. Istniało jednak ryzyko, że Piekło potrafiłoby ją poskładać z atomów. Ale w innych czasach nie znalazło. Przecież dzieciństwo miało być raczej szczęśliwe, nie mogłam pozwolić, żeby Jasio duszę przeputał. ;-)

Miło, że kawał wart tymfa.

No to kombinuj, kombinuj. Łódź czeka. :-)

Babska logika rządzi!

Opowiadanie bardzo fajne, lekkie. Obecne zakończenie nawet pasuje, ale można było sięgnąć dalej i podrzucić Leonardo Da Vinci. Przynajmniej wiadomo by było skąd czerpał swoje pomysły. Ale szkoda że np. w nawiasie, podspodem, w którymś komentarzu, no nie wiem jak, nie zostawiłaś pierwotnej wersji zakończenia. Większość komentarzy to dyskusja czy zakończenie jest dobre czy nie, a obecnie nie wiadomo już o czym wogóle była dyskusja.

Dziękuję, Dziejowa.

Miło, że tekst przypasował.

W pierwotnej wersji zakończenia tata Jasia podczas awantury mówił: “do dupy z twoją lokomotywką!”, a w ostatniej scenie chirurg wspominał, jak kiedyś wydobyli takie cudo z jakiegoś piłkarza.

Da Vinci to faktycznie niezła opcja. On pociągi też zaprojektował?

Babska logika rządzi!

Tak myślałam, že była w użyciu tylna część ciała, to by pasowało do żartów o Jasiu, ale pewności nie miałam ;-)

Co do Leonarda to nie jestem pewna czy projektował pociągi, choć pomysłów miał wiele. Do głowy przyszedł mi jeszcze jeden wizjoner, z okresu średniowiecza: Roger Bacon. W swoich dziełach przewidział już wtedy powstanie samolotu, statków z napędem mechanicznym, sprzętu do nurkowania i wiele innych, to i pociągi do jego wizji przyszłości można dołożyć.

Taaaak, jaki jest Jasio, i z jakiej pochodzi rodziny, każdy wie… ;-)

Wizjonerzy. Hmmm. No, nie kojarzą mi się z pociągami. Latanie, nurkowanie – jasne, o tym człowiek marzył od dawna, zawsze pchaliśmy się tam, gdzie nas jeszcze nie było. Ale po co komu pojazd bez koni jeżdżący po torach? Nie widzę zapotrzebowania, bodźca, który zapoczątkowałby rozważania.

Babska logika rządzi!

Początek za bardzo mi się nie spodobał. Dostrzegałem komizm sytuacji oraz mistrzowskie dostosowanie sposobu wypowiedzi do bohatera, nawet lekko uniósł mi się kącik ust, ale to nie był beztroski uśmiech. Średnio miałem ochotę czytać o niekonsekwencji i błędach wychowawczych. Taki komizm łamany na tragizm.

 

Jednak z biegiem czasu ten pierwszy zaczął dominować. Za moment przełomowy uznałem wdrapanie się na chmiel (który nie jest krzewem ino pnączem) oraz rozpoczęcie pertraktacji. Ten ostatni wyraz niezwykle przypadł mi go gustu. Swoją drogą, na miejscu chłopaka nie zdradzałbym na samym początku wszystkich lokalizacji "szczynów", żeby mieć jakieś asy w rękawie na później (chociaż sytuacja z browarkiem sąsiada daje nieco do myślenia).

Z każdym kolejnym zdaniem zacząłem powoli pojmować, czym jest opisywana przez Ciebie kraina, co wpływało też odpowiednio na mój humor, ponieważ wiedziałem już, że nie ma do czynienia z tekstem typu "pośmiejmy się z patologii".

I tak dotarłem do fragmentu najbardziej udanego i bez dwóch zdań przeze mnie ulubionego: złota rybka. To było genialne i bardzo intertekstualne. No i to zakończenie z japońskim (czyżby konik?) ogrodem. :D

Ale żeby 13 tysięcy lokomotyw na całej Ziemi? To chyba w jednym mieście… 

Zaintrygowała mnie też zabawka-pociąg i jej przeznaczenie. Muszę przyznać, że w taki sposób jeszcze o lokomotywie nie myślałem. I ten dźwięk! Nie dość, że bawi, to jeszcze uczy, nawiązując do literatury. Idealny prezent pod choinkę. :) 

Jeśli chodzi o zakończenie, moją reakcją było przeciągłe "hmmmm". Dość trudno mi się do tego ustosunkować, nie wiem, czego się spodziewałem, na pewno nie tego. Ostatecznie mamy rozwiązanie zagadki ze zniknięciem zabawki, a dusza Jasia została uratowana, tak więc… chyba jest dobrze.

 

Dla mnie tekst na 4. Były fajne momenty, były genialne – ale pozostaje jeszcze reszta opowiadania, która wraz z zakończeniem, mogłaby być lepsza.

 

 

 

 

Ps:

 

Z tym Katarem, to ciekawe. Niby tak blisko Emiratów, a alkoholu nie dość, że nie można kupić, to nawet zabrać ze sobą nie pozwalają.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, ARHIZIE. :-)

Patologie. No cóż, Jokeria to kraina zamieszkana przez postacie z dowcipów. A rodzina Jasia jest mocno patologiczna…

Jasio wdrapywał się na leszczynę. Skąd Ci się wziął chmiel? To ojciec się głównie chmielem i drożdżami interesował. ;-)

Kawałek z rybką mnie też się podobał. A ogród japoński to jakoś tak przypadkiem wyszedł. Czy jest jeszcze jakaś kultura, która przywiązuje takie znaczenie do rozmieszczenia kamorów w ogrodzie?

13 tysięcy lokomotyw. Hmmm, chyba za słabo to podkreśliłam, ale chodziło mi o szukanie tylko zaginionych składów.

Lokomotywa pod choinkę. No to, jak będziesz w Jokerii, koniecznie zajrzyj do sklepu z zabawkami. ;-) Ale to prezent dla Ciebie czy dla kogoś? I o której wersji mówimy; tej książkowej czy z różowym futerkiem? ;-)

No właśnie – duszę Jasia trzeba było uratować, więc musiałam tak kombinować, żeby nawet diabli nie potrafili lokomotywki odzyskać. Nie poszło lekko – na pierwsze rozwiązanie publiczność mocno narzekała.

A w Emiratach gorzała jest tak łatwo dostępna?

Babska logika rządzi!

Tam była leszczyna? Widocznie tyle o piwsku napisałaś, że mój mózg sobie połączył, by był odpowiedni ciąg przyczynowo-skutkowy. ;)

Kamory w ogrodzie… Wyspa Wielkanocna? 

A że o zaginione lokomotywy chodziło, nie zauważyłem. 

Która wersja… Trudne pytanie, nie wiadomo kto to później będzie czytał. A zima jednak ciągle trzyma, więc jakaś ciepła podszewka by się przydała. 

A jakie było pierwsze rozwiązanie?

Tak, w Emiratach można dostać bez problemu.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Powiem więcej: nigdzie nie było chmielu. Tylko domyślny. ;-)

Racja! O Wyspie nie pomyślałam. Chyba faktycznie trochę się zafiksowałam.

Oczywiście, futerko na zimę dobra rzecz. A jeszcze różowe, to wiadomo, że sztuczne, żaden ekolog się nie przyczepi. Doskonały wybór. ;-)

W pierwszej wersji ojciec Jasia w nerwach wołał: “Do dupy z twoją lokomotywką”, a w ostatniej scenie chirurg opowiadał, jak to kiedyś wydobyli z jednego piłkarza i zniszczyli.

To może chociaż kibice będą mogli wyskoczyć za granicę na piwo. Duży ten Katar? ;-)

Babska logika rządzi!

To faktycznie nowsze zakończenie lepsze.

 

Katar, Pani, całe dwie dziurki i do tego zatoki zajmuje, taki duży! ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Ojojojoj, jak zatoki opanowane, to można się po flaszkę nie wyślizgnąć… ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka