- Opowiadanie: KPiach - Pamięć

Pamięć

Szort kilka mie­się­cy temu był pu­bli­ko­wa­ny na Szor­ta­lu. Teraz za­miesz­czam go tutaj, li­cząc na Wasze opi­nie i ko­men­ta­rze. No i mam ci­chut­ką na­dzie­ję, że może kogoś po­ru­szy...

 

W tek­ście wy­ko­rzy­sta­no frag­men­ty:

Geo­r­ge W. Bush Prze­mó­wie­nie do na­ro­du w dniu ataku na WTC

Jan Paweł II Orę­dzie na Świa­to­wy Dzień Mo­dlitw o Pokój 1.01.2002

kard. Mi­cha­el Egan List dusz­pa­ster­ski do pa­ra­fii ar­chi­die­ce­zji Nowy Jork po za­ma­chach na WTC

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Pamięć

Tłum gęst­niał z każdą chwi­lą, szczel­nie wy­peł­nia­jąc plac, na skra­ju któ­re­go wznie­sio­no scenę. Miej­sca na pod­wyż­sze­niu za­ję­li lu­dzie o po­waż­nych twa­rzach, za­ci­śnię­tych ustach i ścią­gnię­tych brwiach. Wszyst­ko było go­to­we na roz­po­czę­cie uro­czy­sto­ści. Do mi­kro­fo­nu pod­szedł po­staw­ny męż­czy­zna. Siwe, gęste włosy kon­tra­sto­wa­ły z czar­ną, ele­ganc­ką ma­ry­nar­ką. Ty­sią­ce ludzi, ską­pa­nych w let­nim słoń­cu, cze­ka­ły na jego słowa.

– Pa­mię­ta­my! – Wy­cią­gnął przed sie­bie ra­mio­na.

Przez plac prze­biegł szmer, który prze­ro­dził się w hu­ra­gan okla­sków. Ko­bie­ty, męż­czyź­ni, sta­rzy i mło­dzi, zjed­no­cze­ni. Wszy­scy? Wśród nich był czło­wiek wy­cho­wa­ny w od­le­głym kraju. On rów­nież pa­mię­tał.

 

Pa­mię­tał. Kolby ka­ra­bi­nów wa­lą­ce w drzwi o brza­sku. Łzy w oczach matki i niemy krzyk. Wtedy po raz ostat­ni wi­dział ojca. Za­tar­te wspo­mnie­nie kil­ku­lat­ka. Żoł­nie­rze wy­wle­ka­ją zwią­za­ne­go męż­czy­znę. Ten od­wra­ca głowę. Przez mo­ment pa­trzy sy­no­wi w oczy. Z roz­cię­tej wargi sączy się krew.

 

– Dla­te­go spo­ty­ka­my się tutaj! W tym dniu! W rocz­ni­cę dra­ma­tycz­nych wy­da­rzeń. Wy­da­rzeń, które stały się sym­bo­lem, ale były tylko jedną z wielu tra­ge­dii, które do­tknę­ły nasz naród. Ter­ro­ry­ści ude­rzy­li w de­mo­kra­cję i wol­ność, a my nie mo­gli­śmy po­zwo­lić, by za­gra­ża­li życiu przy­szłych po­ko­leń.

 

Pa­mię­tał. Po­grzeb. Dła­wią­cy ucisk w gar­dle, serce, które prze­sta­wa­ło bić ile­kroć uzmy­sła­wiał sobie, że w tej skrzy­ni opusz­cza­nej w mrok leży jego sio­stra. Pa­ra­li­żu­ją­ca świa­do­mość, że już nigdy nie po­gła­dzi jej wło­sów, nie usły­szy śmie­chu. Potem po­ja­wił się jakiś obcy o zim­nych, sta­lo­wych oczach. Przy­niósł marne gro­sze za­dość­uczy­nie­nia. Za ból, za gwałt. Za kilku pi­ja­nych żoł­nie­rzy.

 

– Jed­nak pra­gnie­niem na­sze­go na­ro­du jest pokój. A nie ma po­ko­ju bez spra­wie­dli­wo­ści. Nie ma spra­wie­dli­wo­ści bez prze­ba­cze­nia. Praw­dą jest, że każdy żąda spra­wie­dli­wo­ści dla tych, któ­rzy byli czę­ścią tej nie­wy­obra­żal­nej zbrod­ni, po­peł­nio­nej na nas wszyst­kich. Ale rów­nież praw­dą jest, że nigdy nie mo­że­my do­pu­ścić do sze­rze­nia nie­na­wi­ści i roz­bu­dzać chęci ze­msty.

 

Pa­mię­tał. Okrzyk: Stój! Pa­trol. A dom mo­dli­twy był tak bli­sko. Ale wiara ojców jest za­ka­za­na.

Cios.

Jeden, drugi…

Smak krwi.

Wy­zwi­ska.

Nie­na­wiść.

Strach.

Pier­wot­ne uczu­cia od­bie­ra­ją­ce czło­wie­czeń­stwo.

Kolba, but…

Na­ra­sta­ło w nim coś dziw­ne­go.

Coś co tłu­mi­ło ból i ro­dzi­ło de­ter­mi­na­cję.

Jesz­cze jeden cios.

Za­śle­pia­ło i od­bie­ra­ło zmy­sły.

Cisza. Otwo­rzył oczy. Co się stało? Stał opar­ty o mur. Jak? Po­wi­nien leżeć na bruku, ska­to­wa­ny. Ro­zej­rzał się. Wokół zma­sa­kro­wa­ne twa­rze, wy­be­be­szo­ne trze­wia. Pod­niósł ręce do oczu. Z dłoni ście­ka­ła krew. Zro­zu­miał, że to on, ale nie poj­mo­wał, jak.

 

– Pa­mię­taj­my! Pa­mię­taj­my w na­szych mo­dli­twach o wszyst­kich tych, któ­rzy zgi­nę­li w wy­ni­ku prze­mo­cy, do­ty­ka­ją­cej nasz naród.

Emo­cje na placu się­ga­ły ze­ni­tu. Lu­dzie kla­ska­li bez opa­mię­ta­nia. Mówca nie robił już pauz, krzy­czał, pod­sy­ca­jąc at­mos­fe­rę.

– Po­dzię­kuj­my Bogu za wszyst­kich, któ­rzy po­świę­ci­li sie­bie, by ra­to­wać in­nych!

Obcy nie wi­wa­to­wał. Stał z za­cię­tym wy­ra­zem twa­rzy czło­wie­ka tar­ga­ne­go nie­na­wi­ścią.

– Po­le­caj­my Bogu na­szych przy­wód­ców!

Nie wołał do Boga, nie mógł wy­ba­czyć. Pra­gnął ze­msty, krwi, śmier­ci.

– Boże, bło­go­sław…

Już nie sły­szał osza­la­łe­go tłumu.

Drżał na całym ciele.

Pa­mięć pod­su­wa­ła ob­ra­zy z prze­szło­ści.

Pełne cier­pie­nia, bólu i stra­chu.

Rosło w nim to samo uczu­cie, co wów­czas, gdy ka­to­wał go pa­trol, i ty­le­kroć póź­niej.

Coś, co od­bie­ra­ło czło­wie­czeń­stwo.

Ro­dzi­ło de­ter­mi­na­cję i za­śle­pia­ło.

Niebo w jed­nej chwi­li zmie­ni­ło barwę na czer­wo­ną i na zie­mię runął potok ognia. Se­kun­da wy­star­czy­ła, by rocz­ni­cę uczci­ły ty­sią­ce no­wych ofiar.

Gdy po­żo­ga zga­sła, a wiatr prze­rze­dził kłęby dymu, można było spo­strzec na środ­ku placu sa­mot­ną syl­wet­kę. Obcy stał z opusz­czo­ny­mi ra­mio­na­mi, oto­czo­ny przez morze po­skrę­ca­nych, spo­pie­lo­nych ciał.

Giną ty­sią­ce, mi­lio­ny pa­mię­ta­ją.

Koniec

Komentarze

To jest strasz­ne, bo jest praw­dzi­we. Cóż tu można na­pi­sać… Prze­moc rodzi prze­moc. 

"Cza­sem przy­pa­da nam rola go­łę­bi, a cza­sem po­mni­ków." Hans Ch. An­der­sen ****************************************** 22.04.2016 r. zo­sta­łam bab­cią i je­stem nią już na pełen etat.

Bar­dzo dobry tekst, do głębi po­ru­sza­ją­cy. Rzad­ko mi się zda­rza na­tra­fić tutaj na po­dob­ny.

 

Wy­da­rzeń, które stały się sym­bo­lem, ale były tylko jedną z wielu tra­ge­dii, które do­tknę­ły nasz naród.

 

w tej skrzy­ni(+,) opusz­cza­nej w mrok(+,) leży jego sio­stra.

"Po opa­no­wa­niu warsz­ta­tu na­le­ży go wy­rzu­cić przez okno". Vita i Vir­gi­nia

No tak. Aż szko­da, że nie ma w Pol­sce prawa Sza­ria­tu.

Czy­ta­łem już na Szor­ta­lu, Dobry, mocny tekst :)

Dzię­ki za od­wie­dzi­ny! A Tobie, Bemik, do­dat­ko­wo za klik ;-)

No tak. Aż szko­da, że nie ma w Pol­sce prawa Sza­ria­tu.

Nie­zwy­kle wni­kli­wy ko­men­tarz, gwi­do­nie.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

KPiach, rze­czy­wi­ście krót­ko, ale może dla­te­go, że : na­pi­szę jak ode­bra­łem tekst. Dobry dźi­ha­di­sta stoi w tłu­mie, słu­cha po­chwał,kie­ro­wa­nych ku tym, któ­rzy za­bi­li mu ojca i sio­strę, i roz­wa­la sys­tem, bo jest po­tom­kiem pro­ro­ka Ma­ho­me­ta. Źle zro­zu­mia­łem?

Praw­dę pi­sząc, gwi­do­nie, kom­plet­nie roz­mi­ną­łeś się z moimi in­ten­cja­mi, więc w tym sen­sie nie zro­zu­mia­łeś tek­stu. No, ale tekst, ponoć, po­wi­nien bro­nić się sam. Może inni użyt­kow­ni­cy na­pi­szą, jaki jest ich od­biór…

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Mogę sta­rać się go zro­zu­mieć i pró­bo­wać przy­jąć do wia­do­mo­ści, że to, co pa­mię­ta stało się po­wo­dem, ale czy to jed­no­cze­śnie może być uspra­wie­dli­wie­niem?

Nie wiem…

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Cie­ka­wy tekst. Do­brze na­pi­sa­na opo­wieść, po­ka­zu­ją­ca spoj­rze­nie z dru­giej stro­ny…

Na wstę­pie trze­cie zda­nie chyba po­win­no roz­po­czy­nać nowy aka­pit, bo z opisu przy­cho­dzi­my do czyn­no­ści. Ale to szcze­gół.

Jedno mnie za­sta­no­wi­ło – czemu bo­ha­ter oca­lał? Nie za bar­dzo z tek­stu wy­ni­ka taka nad­przy­ro­dzo­na moc… Chyba na­le­ża­ło ten wątek nieco po­sze­rzyć, bo wy­szło bar­dzo, ale to bar­dzo fan­ta­stycz­nie. A opo­wieść jest pro­wa­dzo­na w to­na­cji re­ali­stycz­nej.

Cie­ka­wa forma gra­ficz­na ukła­du tek­stu, bar­dzo in­te­re­su­ją­ca.

Na­praw­dę dobra mi­nia­tu­ra.

Po­zdrów­ka. 

Tro­chę mało fan­ta­sty­ki – wła­ści­wie tylko to, że bo­ha­ter prze­żył i stał.

No tak, takie są me­cha­ni­zmy wiecz­nej po­msty. Cie­ka­we, ile wiel­kich i pa­skud­nych wojen za­czę­ło się od kilku kre­ty­nów bez­tro­sko wy­zwa­la­ją­cych siły, nad któ­ry­mi nie da się za­pa­no­wać.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Gdy­byż wszyst­ko było tak pro­ste z tym ter­ro­ry­zmem – zwy­kła żądza ze­msty po­krzyw­dzo­nych jed­no­stek – świat byłby chyba jed­nak nieco lep­szy. Gdyby nie stała za tym brud­na po­li­ty­ka, brud­ne am­bi­cje po­tęż­nych psy­cho­pa­tów i góry jesz­cze brud­niej­szych pie­nię­dzy…

Dla­te­go Twój bo­ha­ter wy­da­je mi się być ra­czej kimś w stylu Car­rie – po­krzyw­dzo­ny (choć oczy­wi­ście nie­po­mier­nie bar­dziej) mści się głu­pio i na ślepo. Ubra­nie tej hi­sto­rii w płasz­czyk ter­ro­ry­zmu spły­ca skom­pli­ko­wa­ny pro­blem tego dru­gie­go. I nie po­ru­sza, bo rze­czy­wi­stość jest pa­skud­niej­sza od fan­ta­sty­ki.

Po­zdra­wiam!

Dla pod­kre­śle­nia wagi moich słów, Si­łacz pal­nie pię­ścią w stół!

Oj… Mocny tekst. Można się za­sta­na­wiać, czy jego czyn uspra­wie­dli­wia­ją strasz­ne prze­ży­cia. Nie­ste­ty praw­dzi­we może być to, że nad chę­cią ze­msty nie da się za­pa­no­wać. Gdy masa kry­tycz­na zo­sta­nie prze­kro­czo­na, resz­ta jest re­ak­cją łań­cu­cho­wą. Po­do­ba­ło mi się. Gra­tu­lu­ję, bo bar­dzo dobry szort.

Wi­taj­cie, Ci któ­rzy zbłą­dzi­li­ście do mej kra­iny!

 

Dzię­ki za ko­men­ta­rze, i dzię­ki Ro­ge­rze za klik.

 

Ro­ge­rze, Fin­klo fan­ta­sty­ki jest ciut wię­cej. Ona po­ja­wia się już w re­tro­spek­cji mó­wią­cej o zaj­ściach pod świą­ty­nią, tylko tam motyw nad­na­tu­ral­ny nie jest oczy­wi­sty. Tamta scena po­win­na pod­da­wać się re­de­fi­ni­cji po ujaw­nie­niu za­koń­cze­nia.

Nie, thar­go­nie, spra­wa ter­ro­ry­zmu nie jest spra­wą pro­stą, ale ten tekst nie jest o ter­ro­ry­zmie, albo jest o nim w bar­dzo nie­wiel­kim stop­niu. To po­rów­na­nie z Carry i in­ter­pre­ta­cja Black­bur­na są naj­bliż­sze moim in­ten­cją. Dla­te­go, Reg, nie cho­dzi­ło mi o dzia­ła­nia z pre­me­dy­ta­cją. Cho­dzi­ło mi o uczu­cia. I o próbę uświa­do­mie­nia sobie jak bar­dzo nasz punkt wi­dze­nia jest wła­śnie NASZ, i że być może re­pre­zen­tu­je je­dy­nie część praw­dy. Tylko czy ist­nie­je coś ta­kie­go, jak praw­da czę­ścio­wa? Dla­te­go iry­tu­ję się , gdy w róż­nych pu­bli­ka­cjach spo­ty­kam czar­no-bia­łe przed­sta­wie­nia hi­sto­rii. Obo­jęt­ne, współ­cze­snej, czy tej sprzed stu­le­ci, na­szej, czy obcej. Nie­ste­ty w rze­czy­wi­sto­ści rzad­ko co jest pro­ste, jed­no­znacz­ne, czar­ne lub białe…

Matko je­dy­na, wy­szedł ze mnie fi­lo­zof za piąt­kę :-P

 

Jesz­cze raz dzię­ki!

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

KPia­chu, prze­czy­ta­łam opo­wia­da­nie jesz­cze raz, jesz­cze raz prze­my­śla­łam to i owo, i wy­szło mi, że bez klik­nię­cia się nie obej­dzie. ;-)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Reg, cie­szę się bar­dzo i dzię­ku­ję! Nie można było tak od razu? ;-D

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Jak widać, można było nieco póź­niej. ;-)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Cie­ka­wy szort. No i taki na cza­sie… nie­ste­ty.

Ni to Sza­tan, ni to Tęcza.

Dzię­ki, Ten­szo, i za klik rów­nież ;-)

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Prze­czy­ta­łam. Nie mogę po­wie­dzieć, że mi się nie po­do­ba­ło, ale stwier­dze­nie, że mi się po­do­ba­ło, by­ło­by prze­sa­dą. Chyba się sta­rze­ję, bo tekst mnie nie za­sko­czył, nie po­ru­szył ani nie wzru­szył.

Hmm... Dla­cze­go?

Czyli w dol­nej stre­fie sta­nów śred­nich ;-) Tak, czy ina­czej, dzię­ki Dre­wian za po­świę­co­ny czas.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Wart­ki tekst, a skła­nia do re­flek­sji. Ame­ry­ki nie od­kry­wasz, a jed­nak otwie­rasz pa­mięć.

Po na­my­śle, naj­bar­dziej spodo­ba­ło mi się jak wplo­tłeś fan­ta­sty­kę do tak krót­kie­go tek­stu. Z pew­no­ścią da­ło­by się bez niej obyć, ale wśli­zgnę­ła się z wdzię­kiem śmier­cio­no­śne­go węża.

Mogło być go­rzej, ale mogło być i znacz­nie le­piej - Gan­dalf Szary, Hob­bit, czyli tam i z po­wro­tem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevaz, prze­czy­tać taki ko­men­tarz to czy­sta przy­jem­ność. Dzię­ki! I za kopa do Bi­blio­te­ki, rzecz jasna rów­nież ;-)

 

A przy oka­zji: Bluck­burn, Ena­zet dzię­ki za no­mi­na­cje!

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

To bar­dzo dobre opo­wia­da­nie. Dzię­ki za dzię­ki – to miłe – no i trzy­mam kciu­ki (prawą dło­nią za lewy, a lewą za prawy). :-)

prawą dło­nią za lewy, a lewą za prawy

To teraz bę­dziesz miał wy­mów­kę, żeby nic nie robić – w końcu obie ręce za­ję­te ;-D

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Je­stem pod ogrom­nym wra­że­niem tek­stu, czy­ta­łem trzy razy…

Dzię­ki, Ma­cie­krz, to dla mnie praw­dzi­wa fraj­da, gdy tekst po­zo­sta­wia wra­że­nie, za­pa­da w pa­mięć, a naj­le­piej gdy zmu­sza do re­flek­sji.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Za krót­kie, by mnie po­nieść (ale to mój pro­blem). Mogę tylko po­ki­wać głową ze zro­zu­mie­niem. Na­to­miast wiel­ki plus za uni­wer­sal­ność w moim typie i sze­ro­kie spoj­rze­nie.

Nie­mniej… mia­łem wra­że­nie, że mno­gość moż­li­wych in­ter­pre­ta­cji nie­ko­niecz­nie tek­sto­wi służy. O ile prze­waż­nie wolę sa­mo­dziel­nie przy­pi­sy­wać zna­cze­nie (i mało mnie ob­cho­dzi czy w zgo­dzie z in­ten­cją), to w tym wy­pad­ku nie­ja­sno­ści chyba utrud­nia­ją od­biór. Może po­mo­gło­by kilka kon­kret­niej­szych zdań, opi­sów. Nie po to by podać wszyst­ko wprost, ale żeby wła­śnie tych moż­li­wych in­ter­pre­ta­cji nie ro­dzi­ło się tak wiele.

Dzię­ki, varg, za wi­zy­tę i ko­men­tarz.

Ten tekst od swo­je­go za­ra­nia ma ten pro­blem, o któ­rym mó­wisz. I to nie jest tak, że to ola­łem, tylko – wierz lub nie ;-) – to już jest po po­praw­kach w tym za­kre­sie… W każ­dym razie nie był moim celem po­zo­sta­wia­nie aż tak sze­ro­kie­go pola do in­ter­pre­ta­cji.

Jesz­cze raz dzię­ku­ję, w sumie za dobre słowo. Bo dobre, praw­da? ;-)

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Dobre, dobre :)

Przy­by­łem, prze­czy­ta­łem, zro­zu­mia­łem, że to o śle­pej nie­na­wi­ści, która bez­re­flek­syj­nie szuka  uj­ścia, uży­wa­jąc pre­tek­stu za­dość­uczy­nie­nia. Na tych pierw­szych na­pta­ka­li ja­ki­miś strasz­ny­mi rze­cza­mu ci dru­dzy, więc pierw­si dru­gich łu­bu­du­bu i jak to na woj­nie, się dzia­ło na obrze­żach. Więc taki drugi, co go ry­ko­sze­tem hi­sto­ria dzie­jów za­wa­dzi­ła, zu­peł­nie nie­świa­do­ma pyłku mar­ne­go, wy­ho­do­wał w sobie gniew. Ale w pierw­szym od­ru­chu po­my­śla­łem: taka jed­no­stron­na uspra­wie­dli­wiacz­ka na­krę­ca­ją­cej się prze­mo­cy? I za co ochro­na bie­rze forsę, że ten drugi tak bli­sko pod­szedł?

Bo nie­istot­ne, kto za­czął – za­wsze będą kaci i ich ofia­ry, praw­da? Istot­ne jest kto bę­dzie po­tra­fił prze­rwać, sku­tecz­nie – i co to prze­rwa­nie w prak­ty­ce ozna­cza?

 

Ład­nie na­pi­sa­ne, budzi re­flek­sje, ale na bar­dzo długo w gło­wie nie zo­sta­nie, bo po­wie­la znane już py­ta­nia i pre­zen­ta­cję pa­ra­dyg­ma­tu  nie­win­nie skrzyw­dzo­ne­go.

"Świ­ryb" (Ba­ilo­ut) | "Fi­sho­lof." (Cień Burzy) | "Wiesz, je­steś jak brud i za­raz­ki dla ma­lu­cha... niby syf, ale jak dzie­cia­ka uod­par­nia... :D" (Emel­ka­li)

Oj, Rybo, owo po­wie­le­nie nie gra tu roli.  To spo­sób prze­ka­za­nia i to, że zo­sta­nie, śmiem mieć prze­ko­na­nie, że ma moc. 

Dla mnie gra, bo brak – w tak krót­kiej for­mie – zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­nia tej hi­sto­rii. Prze­kaz uni­wer­sal­ny jest, ale co do dia­ska z samą opo­wie­ścią? Mamy tutaj stan­dar­do­wy ze­staw zła, które wy­da­rza się tam, gdzie lu­dzie do­sta­ją do ręki broń i wła­dzę nad in­ny­mi ludź­mi (naj­pierw ter­ro­ry­ści, potem walka z nimi, potem po­msta…). Mamy tak na­praw­dę sam szkie­let z za­ry­so­wa­ną zgrub­nie syl­wet­ką – a ja bym chciał do­stać bar­dziej szcze­gó­ło­wy, moż­li­wie uni­kal­ny lub przy­naj­mniej cie­ka­wie na­ma­lo­wa­ny, tekst opo­wia­da­ją­cy czy­jąś hi­sto­rię. Tu się aż prosi albo o motyw “mu­tanc­ki” lub “nad­na­tu­ral­ny”, ze wszyst­ki­mi kon­se­kwen­cja­mi od­kry­cia zdol­no­ści, która po­ja­wia się gdy pro­ta­go­ni­sta wpada w bez­ro­zum­ny ber­serk, o ja­kieś od­cie­nie sza­ro­ści (bo może w gru­pie za­bi­tych żoł­nie­rzy jeden czy dwóch po pro­stu re­ali­zo­wa­ło swoje obo­wiąz­ki, bez prze­sad­nej nie­na­wi­ści? Może osie­ro­ci­li małe dzie­ci, które na­stęp­ne­go dnia na próż­no będą cze­kać na wi­de­ochat z tatą? Może w tym od­dzia­le była ko­bie­ta, na którą też ktoś cze­kał, która bała się tego, co mo­gli­by jej zro­bić, gdyby kie­dyś od­dzie­li­ła się od grupy i dała się zła­pać?), o tym jak nie­zwy­kły mści­ciel może być wy­ko­rzy­sta­ny, wbrew swo­jej woli, jako ikona pro­pa­gan­do­wa walki z na­jeźdź­cą, przy­kład z jed­nej i ar­cyw­róg, te­rorr skra­da­ją­cy się ku na­szym domom z dru­giej stro­ny; w oby­dwu przy­pad­kach pre­tekst i uspra­wie­dli­wie­nie za­ra­zem do po­peł­nia­nia naj­obrzy­dliw­szych zbrod­ni . etc, etc…

Jak sam wi­dzisz, moż­li­wo­ści na na­ry­so­wa­nie na­praw­dę za­pa­da­ją­cej w pa­mięć, bar­dziej szcze­gó­ło­wej hi­sto­rii na tym do­brym, ba­zo­wym tek­ście, jest wiele. Poza tym, odkąd Lemy z Mo­tor­he­ad od­szedł z tego świa­ta, w żad­nym nie­bie nie ma już dzie­wic, więc duża część ter­ro­ry­stów może od­czuć brak mo­ty­wa­cji… ;-)

"Świ­ryb" (Ba­ilo­ut) | "Fi­sho­lof." (Cień Burzy) | "Wiesz, je­steś jak brud i za­raz­ki dla ma­lu­cha... niby syf, ale jak dzie­cia­ka uod­par­nia... :D" (Emel­ka­li)

Prze­kaz uni­wer­sal­ny jest, ale co do dia­ska z samą opo­wie­ścią?

 

No mamy tu kró­cia­ka, więc wia­do­mo. Czy­ta­łem na por­ta­lu po­dob­ne szor­ty – piór­ko­we – i opo­wie­ści w nich też było mało.

 

I racja, że można by ina­czej, w szer­szym spek­trum od­cie­ni sza­ro­ści. Dla mnie jed­nak i wtedy sta­nie­my przed po­wie­la­niem zna­nych pytań czy uka­za­niem oczy­wi­stych pro­ble­mów. Mo­gło­by to być tak samo wtór­ne. IMO przy­po­mi­na­nie o pro­stych praw­dach w skom­pli­ko­wa­ny spo­sób nie dzia­ła na ko­rzyść – pod­kre­ślam: IMO. Tak samo po­wie­la­niem jest to, że prze­moc rodzi prze­moc, jak to że o tym cią­gle się za­po­mi­na. Mnie w tek­ście po­do­ba się jesz­cze to, jak stara się wy­cią­gnąć czy­tel­ni­ka z roli ob­ser­wa­to­ra – bo prze­cież łatwo jest oce­niać, będąc tylko ob­ser­wa­to­rem.

Dzię­ki za ob­szer­ną opi­nię, Rybo – bar­dzo cie­ka­wa. :-)

Cie­ka­wa – w sen­sie ten ka­wa­łek o Lem­mym?:-)

 

Po­wie­la­nie oczy­wi­stych pytań etc. – robi to już  teraz, w tym – pod­kre­ślam – do­brym szor­cie. Cho­dzi­ło mi bar­dziej o peł­niej­sze zbu­do­wa­nie po­sta­ci i sy­tu­acji, by umoż­li­wić czę­ścio­wą iden­ty­fi­ka­cję z pro­ta­go­ni­stą, by spro­wo­ko­wać czy­tel­ni­ka do od­po­wie­dzi na te nie­no­we py­ta­nie: co bym zro­bił na jego/jej miej­scu? A przy oka­zji po­ka­zać moż­li­we kon­se­kwen­cje, naj­le­piej w cie­ka­wy spo­sób (zwłasz­cza, je­że­li ogry­wa kli­sze).

"Świ­ryb" (Ba­ilo­ut) | "Fi­sho­lof." (Cień Burzy) | "Wiesz, je­steś jak brud i za­raz­ki dla ma­lu­cha... niby syf, ale jak dzie­cia­ka uod­par­nia... :D" (Emel­ka­li)

A, nie do­pi­sa­łem. Tak, wła­śnie ko­men­tarz o Lem­mym mnie roz­ba­wił. ;)

O, chło­pa­ki, zro­bi­ło się in­te­re­su­ją­co! ;-)

Ro­zu­miem, oczy­wi­ście, Rybo, Twoje wąt­pli­wo­ści i po­stu­la­ty (przy oka­zji dzię­ki za od­wie­dzi­ny i głos w dys­ku­sji). Trud­no mi bę­dzie dodać coś ponad to co na­pi­sał Black­burn, z któ­rym się w pełni zga­dzam. Może je­dy­nie dwie drob­ne uwagi na mar­gi­ne­sie. Po pierw­sze tekst w za­ło­że­niu miał być wy­pru­ty z emo­cji na­zwij­my to od­nar­ra­tor­skich. Czyli zakaz uży­wa­nia bał się, cier­piał, itp. Tylko bez­po­śred­ni opis fak­tów. To oczy­wi­ście nie wy­klu­cza stwo­rze­nie po­stu­lo­wa­nych roz­wi­nięć. Im na za­wa­dzie sta­nę­ło za­ło­że­nie, że to bę­dzie krót­ka forma. I druga spra­wa: głów­ny pro­ta­go­ni­sta nie jest mści­cie­lem. Jego prze­ra­sta po­czu­cie krzyw­dy i żalu, a że ma­ni­fe­stu­je się to tak, a nie ina­czej… Dodam tylko, że opi­sa­na scena nie­przy­pad­ko­wo stała się ka­ta­li­za­to­rem ka­ta­stro­fy.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Ale wiesz, KPIa­chu, że ‘od­pru­cie’ emo­cji czę­sto spra­wia, że tekst nie do­ty­ka tak, jakby mógł? Zdaje się , że uży­cie oszczed­nej nar­ra­cji, nie od­kle­jo­nej od uczuć w ca­ło­ści, ale uni­ka­ją­cej eg­zal­ta­cji jak ognia, czę­sto daje moc­niej­szy efekt.

"Świ­ryb" (Ba­ilo­ut) | "Fi­sho­lof." (Cień Burzy) | "Wiesz, je­steś jak brud i za­raz­ki dla ma­lu­cha... niby syf, ale jak dzie­cia­ka uod­par­nia... :D" (Emel­ka­li)

A to jest temat do osob­nej dys­ku­sji. Myślę, że moż­li­wy jest różny dobór środ­ków, które w za­leż­no­ści od całej gamy czyn­ni­ków, będą raz spraw­dzać się le­piej, a innym razem go­rzej. Wiem, na­pi­sa­łem stu­pro­cen­to­wy tru­izm…

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Przy­zna­ję, że prze­czy­ta­łam zaraz po opu­bli­ko­wa­niu, ale nie sko­men­to­wa­łam. Zo­sta­łam jed­nak do ko­men­ta­rza nie­ja­ko zmu­szo­na. 

Tekst jest mocny, tego mu od­mó­wić nie można. Za­ser­wo­wa­ny w cie­ka­wej for­mie. Jed­nak z ja­kiejś przy­czy­ny chcia­łam przejść obok na pa­lusz­kach i szyb­ko za­po­mnieć. Takie za­bój­cze per­pe­tum mo­bi­le mnie od­stra­sza i spra­wia, że chcę się trzy­mać od tego z dala. Psy­cho za­da­je py­ta­nie o prze­rwa­nie tej re­ak­cji łań­cu­cho­wej. Wąt­pię, żeby się to kie­dy­kol­wiek udało i to mnie w tym tek­ście (i w życiu) prze­ra­ża. 

Co dalej z tym szor­tem? Jesz­cze nie wiem, muszę się za­sta­no­wić. 

Pi­sa­nie to la­ta­nie we śnie - N.G.

Mimo wszyst­ko cie­szę się, że obo­wiąz­ki za­gna­ły Cię do ko­men­to­wa­nia ;-) Dzię­ki!

Psy­cho za­da­je py­ta­nie o prze­rwa­nie tej re­ak­cji łań­cu­cho­wej. Wąt­pię, żeby się to kie­dy­kol­wiek udało i to mnie w tym tek­ście (i w życiu) prze­ra­ża. 

I tu, nie­ste­ty, jest nas wię­cej.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Po­dob­no nie­ja­ki Jezus Chry­stus do­ko­nał prze­rwa­nia tej re­ak­cji. Tak mi kie­dyś mó­wi­li na re­li­gii.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Nie za­uwa­ży­łam… Dwa ty­sią­ce lat hi­sto­rii i ak­tu­al­ne wy­da­rze­nia (nie tylko wiel­kie wojny, ale i są­siedz­kie kon­flik­ty) dają świa­dec­two cze­muś in­ne­mu. 

Pi­sa­nie to la­ta­nie we śnie - N.G.

Ale oso­bi­ście się na nikim nie mścił. Za to co zro­bi­li ucznio­wie… To już inna opo­wieść.

Chyba im wcze­śniej pró­bu­je się prze­rwać łań­cuch, tym le­piej. Bo z cza­sem ogni­wa robią się coraz moc­niej­sze.

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Ja to widzę tak:

Z jed­nej stro­ny mamy typa na mów­ni­cy, wo­ła­ją­ce­go o krzyw­dach “jego na­ro­du”, o “ich ofia­rach” o “złu, które temu na­ro­do­wi wy­rzą­dzo­no” oraz ten naród; tłum skrzyw­dzo­nych, w spo­sób po­śred­ni lub bez­po­śred­ni ofiar ter­ro­ry­zmu. Z dru­giej stro­ny mam go­ścia, który tak na­praw­dę też jest ofia­rą ter­ro­ry­zmu, ale ter­ro­ry­zmu ze stro­ny tych skrzyw­dzo­nych; ofia­rę ich re­pre­sji i nie­na­wi­ści. W do­dat­ku re­pre­zen­tan­ta tej stro­ny kon­flik­tu, która prze­gra­ła. A prze­ca nie od dziś wia­do­mo, że to zwy­cięz­cy piszą hi­sto­rię. A my tak na­praw­dę nie wiemy, kto był pierw­szy: qu­asi-ame­ry­ka­nie gwał­cą­cy sio­stry i mor­du­ją­cy ojców czy qu­asi-is­la­mi­ści w swych wiel­kich, la­ta­ją­cych ma­szy­nach… (oso­bi­ście nie wie­rzę w ter­ro­ryzm, ale to – jak zresz­tą widać – na mar­gi­ne­sie i nie chcę wcho­dzić tutaj w dys­ku­sje).

Tak więc – jak dla mnie – mo­to­rem na­pę­do­wym wy­bu­cho­wej na­tu­ry bo­ha­te­ra jest nie tylko – o ile w ogóle – nie­na­wiść, co ra­czej po­czu­cie krzyw­dy, nie­spra­wie­dli­wo­ści i hi­po­kry­zja ze stro­na Q-A, któ­rzy do­ko­na­li czar­no-bia­łe­go po­dzia­łu na do­brych i złych, katów i ofiar, spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych wśród na­ro­dów świa­ta.

I wła­śnie uka­za­nie tej hi­po­kry­zji i od­że­gna­nie się od czar­no-bia­łych po­dzia­łów – tak sobie wy­du­ma­łem – jest głów­nym celem tego szor­ta. I wi­dział Cień, że to było dobre. Mamy tutaj też starą jak skar­pe­ty Pana Boga praw­dę o tym, skąd bie­rze się nie­na­wiść i jak to się dzie­je, że lu­dzie krzyw­dzą lu­dziów, a wiel­ki śmier­ci krąg nie ma końca. Ge­ne­ral­nie, wszyst­ko spro­wa­dza się do tego, że – mimo naj­lep­szych chęci, czy też nie­chę­ci – cza­sem ktoś po pro­stu prze­gnie pałę i rze­czy za­czy­na­ją dziać się same.

Dobra tyle fi­lo­zo­fii, teraz tro­chę o tek­ście.

I tu już schod­ki się za­czy­na­ją, bo o ile na­pi­sa­ny jest do­brze, to jed­nak w sumie nic w nim do mnie nie prze­mó­wi­ło. Prze­kaz, jakby nie spoj­rzeć, zbyt już orżnię­ty i oczy­wi­sty a motyw nad­przy­ro­dzo­ny, jak dla mnie, spra­wia wra­że­nie we­pchnię­te­go do tek­stu na siłę i ra­czej nie­po­trzeb­nie, jeśli wziąć pod uwagę, że to opo­wia­da­nie do­ce­lo­wo na Szor­tal, nie tutaj. Bra­ko­wa­ło mi też ja­kie­goś roz­wi­nię­cia tej za­gad­ko­wej super mocy. I choć ro­zu­miem, czemu miało to słu­żyć, nie po­do­bał mi się ten motyw.

 

Swoją drogą, sam finał też nie tra­fił. Dużo, dużo moc­niej­szy – to oczy­wi­ście moje fa­na­be­rie – byłby, gdyby skoń­czył się śmier­cią nie ty­się­cy, a jed­nost­ki.

 

Peace!

"Za­ko­chać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, cza­sem pisać wier­sze." /FNS – Su­per­mar­ket/

kto był pierw­szy: qu­asi-ame­ry­ka­nie gwał­cą­cy sio­stry i mor­du­ją­cy ojców czy qu­asi-is­la­mi­ści w swych wiel­kich, la­ta­ją­cych ma­szy­nach…

O ile do­brze pa­mię­tam, kru­cja­ty wy­my­ślił któ­ryś pa­pież w XI wieku. A może za­czę­ło się od tego, że Żydzi, opusz­cza­jąc Egipt, wzię­li ze sobą bi­żu­te­rię go­spo­da­rzy?

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Dzię­ki Cie­niu, za pięk­ną i traf­ną eg­ze­ge­zę!

Tekst od stro­ny re­ali­za­cji Ci nie pod­szedł i już nic na to nie po­ra­dzę, będę mu­siał się bar­dziej sta­rać. Na mar­gi­ne­sie: moc nad­przy­ro­dzo­na mu­sia­ła być – ten tekst nie po­wstał na Szor­tal, zo­stał wy­grze­ba­ny z cze­lu­ści twar­de­go dysku i nieco od­ku­rzo­ny – ale to już stara hi­sto­ria.

Je­dy­ne z czym bym się nie zgo­dził, to Twoje ostat­nie stwier­dze­nie. Ale to za­pew­ne kwe­stia i gustu i spo­so­bu od­bio­ru tek­stu.

Jesz­cze raz dzię­ki!

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Prze­czy­ta­łam dawno temu i nie sko­men­to­wa­łam, bo nie wie­dzia­łam, co na­pi­sać. Wy­da­je mi się, że ro­zu­miem bar­dzo ogól­ny prze­kaz (po po­bież­nym prze­ska­no­wa­niu ko­men­ta­rzy myślę, że do­brze) jed­nak brak kon­kre­tów spra­wił, że dla mnie prze­kaz jest jed­nak roz­my­ty, wła­ści­wie nie do końca wiem, co się stało i dla­cze­go. A przy­czy­ny są jed­nak istot­ne, je­że­li pro­blem chce­my po­trak­to­wać po­waż­nie.

A ja po­zo­sta­łam z mno­go­ścią bar­dziej szcze­gó­ło­wych moż­li­wo­ści in­ter­pre­ta­cyj­nych i przez to jed­nak po­ru­szo­na mniej, niż po­win­nam takim tek­stem po­ru­szo­na zo­stać.

Dzię­ki, ocha! W sumie brak szcze­gó­łów – jak to okre­śli­łaś – leżał w za­my­śle, jak­kol­wiek ro­zu­miem, że to bę­dzie spo­ty­kać się z róż­nym od­bio­rem.

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Mocne. Przy­jem­nie się czy­ta­ło, Pia­chu. Nie po­ru­szy­ło spe­cjal­nie, ale może dla­te­go, że w sumie nic no­we­go. No wła­śnie. Niby zro­zu­mie­nie, niby świa­do­mość, niby em­pa­tia, a tak łatwo nie­któ­rzy za­po­mi­na­ją, że czło­wiek za­wsze po­zo­sta­je czło­wie­kiem. Na szczę­ście zda­rza­ją się też tacy jak Ty, Pia­chu, co cza­sem nie­któ­rym przy­po­mną. I bar­dzo do­brze.

"Nie wierz we wszyst­ko, co my­ślisz."

Dzię­ki!

"A jeden z synów - zresz­tą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jesz­cze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Woj­ciech Mły­nar­ski

Nowa Fantastyka