- Opowiadanie: Rajeah - Bitwa

Bitwa

Moje pierwsze opowiadanie tutaj :) Enjoy ;D

Oceny

Bitwa

 

 Elisabeth pochyliła się nad niedokończoną maszyną. Jej sprawne palce szybko naprawiały drobne usterki tu i tam. Musiała skończyć przed północą, inaczej ostatnia nadzieja na pokonanie Magów upadnie. Nie mogła na to pozwolić. Przez jej głowę przemknęły twarze Sama, Diany i Olivera. Szybko je odpędziła. Nie, tym razem nie zawiedzie. Syknęła z niezadowoleniem. Ciągle miała problem z uruchomieniem tej cholernej maszyny. Odchyliła się z westchnieniem, przecierając twarz rękami. Spojrzała na zegar. 21:46. Miała nieco ponad 2 godziny. Wstała i poszła zrobić sobie kawę. Cóż to za cudowny napój. Już po jednym łyku poczuła orzeźwienie, którego tak bardzo jej brakowało.

– Widzę, że ciężko pracujesz – rozległ się chłodny głos za jej plecami.

Skrzywiła się. Bertram. Nieznośny mnich, który potrafił na różne sposoby uprzykrzać jej życie. Odwróciła się z jadowitym uśmiechem na twarzy.

– Jeśli przyszedłeś umilić mi czas swą nadzwyczaj interesującą i zabawną osobą, to muszę cię zmartwić. Nie przepadam za aroganckimi dupkami. A teraz, z łaski swojej, wynoś się z mojego warsztatu – warknęła.

Popatrzył na nią w milczeniu.

– Galahad pyta, jak ci idzie budowanie maszyny.

Elisabeth spoważniała.

– Powiedz Galahadowi, że będzie gotowa zgodnie z obietnicą – powiedziała twardo, odwracając się w stronę maszyny.

– To nie wszystko.

Zamarła.

– Jeśli to zawiedzie, możemy pomarzyć o świecie, w którym żyliśmy, czy chcemy żyć. Szczególnie twoja siostra.

– Nie waż się tknąć Miriam – syknęła cicho.

Uśmiechnął się lodowato, lekko skłonił głowę i wyszedł. Elisabeth stała chwilę pośrodku pokoju. Powoli jednak osunęła się na krzesło chowając twarz w dłoniach. Czy ci cholerni Magowie i Automaci musieli wypowiedzieć sobie wojnę? Akurat wtedy, kiedy jej życie w końcu zaczęło się układać? Geniusz ze świetlaną przyszłością, tak o niej mówili. Parsknęła. Geniusz, który przez wojnę stracił prawie całą rodzinę. Geniusz, który nie ma domu, bo został zniszczony przez Magów. Geniusz, któremu zostały tylko jego maszyny. Popatrzyła na stół roboczy. „ To będzie dzieło twojego życia! Wszyscy cię będą pamiętać jako tą, która pokonała Magów!”. Galahad potrafił być bardzo przekonujący. Jednak teraz… Teraz Elisabeth pragnęła tylko być ze swoją siostrą. Opłakać zmarłych. Opłakać Sama. Po jej policzkach popłynęły łzy. Musi dokończyć to draństwo, żeby zapobiec kolejnym ofiarom tej bezsensownej wojny. Oddychając głęboko, z nową determinacją zaczęła pracować nad „ dziełem jej życia”. 22:10. 23:00. 23:36. Czas mijał nieubłagalnie. Elisabeth ciągle siedziała nad maszyną. W pewnym momencie zauważyła Galahada. Musiał stać przy niej już chwilę, lecz nie odzywał się, by nie przeszkadzać jej w pracy. Zostało już tylko parę kabelków do podłączenia. Jej ręce zamarły.

– Gotowe – powiedziała zachrypniętym głosem.

Galahad skinął głową.

– Zanieście to na Plac – powiedział do strażników stojących przed jej warsztatem. – Elisabeth, pójdziesz ze mną w razie problemów z maszyną.

Nie zdążyła zaprotestować. Westchnęła i wyszła za Galahadem, kierując się w stronę Placu – 20 hektarów suchej ziemi, na której miała odbyć się bitwa pomiędzy Magami a Automatami. Nad ich głowami słychać było szum sterowców. Lekko oświetlone, potężne machiny wyglądały imponująco na tle gwiazd. Elisabeth poczuła się dumna – powstały one na bazie jej projektów. Zatrzymali się na platformie, z której było widać całe pole bitwy. Miało to być centrum dowodzenia w czasie walki. Obok nich zaczęto montować maszynę. Galahad nachylił się w kierunku Elisabeth chcąc jej coś powiedzieć, lecz przerwał mu odgłos syren i rogów. Zaczęła się trząść. Magowie. Nadchodzą.

 

* * *

 

– Ci przeklęci Automaci pożałują dnia, w którym zdecydowali się stawić nam czoła! Nie ma potęgi silniejszej od magii! – krzyczał mężczyzna w czarnej szacie, do innych, podobnie ubranych mężczyzn. – Dzisiaj jest dzień, w którym zatriumfuje magia!

Zebrany tłum zaczął wiwatować. Na twarzach można było dostrzec pewne siebie uśmiechy. Do przemawiającego podszedł młody chłopak i powiedział mu coś do ucha, a on uniósł kąciki ust w szyderczym uśmiechu.

-Bracia! Już czas! Automaci szykują dla nas niespodziankę, jakąś nową broń – parsknął. – Zmiażdżmy ją, a zarazem ich ostatnią nadzieję! Tę wojnę wygra magia!

Wiwatujący tłum ruszył w stronę Placu, na czele z przemawiającym mężczyzną.

– Mam złe przeczucie – mruknął stojący na uboczu Blake, dowódca Dywizjonu Szóstego, do swojego przyjaciela, Artiana.

– Czemu? Wygrywamy! Ta bitwa jest tylko formalnością, ostatnim gwoździem do trumny Automatów!- Artian spojrzał na niego uważnie i westchnął. – Co cię męczy?

– Nic… Po prostu… Ta maszyna… – zawahał się Blake. – Nie czujesz pulsowania energii tam, gdzie ma się odbyć bitwa?

– Myślisz, że to ma związek z tą maszyną Automatów? – zaśmiał się. – Wydaje ci się. Musieliby mieć po swojej stronie maga, albo bardzo potężny kamień many, który jest rzadkością. Obie opcje są równie prawdopodobne jak to, że Duval kiedykolwiek przyzna ci rację. – powiedział przenosząc znacząco wzrok na człowieka prowadzącego tłum magów.

Jego przyjaciel uśmiechnął się pod nosem. Od czasu swojego pierwszego spotkania z Duvalem, nie zgadzali się w każdej kwestii. Obaj byli Arcymagami – najbardziej szanowanymi osobami w świecie magii, tymi którzy zgłębili jej najskrytsze tajniki. Jednak ich poglądy na temat użycie i wykorzystywania mocy nader się różniły. Duval popierał sztukę nekromancji – ożywiania zmarłych istot, tworzenia z nich potworów lub czerpania energii. Blake ostro to potępiał. Nie mógł znieść tego, że wcześniej żyjący organizm może być użyty jako czyjaś zabawka. Był to jeden z głównych sporów pomiędzy młodymi magami, aczkolwiek było ich dużo, dużo więcej. Obydwaj po ukończeniu Akademii wstąpili do armii, Duval został dowódcą Dywizjonu Pierwszego – przewodniej części wojska odpowiadającej za atak, a Blake dowódcą Dywizjonu Szóstego – do nich należała obrona całej armii, czyli tworzenie bariery oraz misje specjalne. Razem z nim dołączył tam Artian, z którym zaprzyjaźnił się w Akademii.

– Może masz rację – zaśmiał się Blake. – Chodźmy, ktoś musi osłaniać naszego drogiego znajomego.

Klepnął Artiana w ramię i podążył za Duvalem. Chociaż przyznał swojemu przyjacielowi rację, odczuwał coraz większy niepokój. Czuł, że coś się stanie na polu bitwy. Coś, czego prędko nie zapomną.

 

* * *

 

– Elisabeth! Schowaj się gdzieś w pobliżu maszyny i nie wychodź, dopóki cię nie zawołam! – krzyknął Galahad i zaczął wydawać rozkazy.

Ogłuszający ryk syren i silników nie dawał jej się skupić. Ocucił ją dopiero widok czarnej masy na horyzoncie. Wytężyła spojrzenie. Z pewnością byli to Magowie, ich przybycie zawsze wywoływało w niej nieprzyjemne uczucie. Rozejrzała się w poszukiwaniu bezpiecznej kryjówki, jej wzrok spoczął na drzwiach do podziemnego bunkru. Szybko udała się w jego kierunku, lecz po paru chwilach stwierdziła, że jest to najmniej odpowiednie miejsce do schowania się przed Magami – zawaliliby je magią. Głupia, pomyślała i schowała się za grubą osłoną ochraniającą jej maszynę. Przynajmniej była blisko niej. Wyjrzała na pole bitwy i zachłysnęła się. Tysiące Magów i Automatów ustawiało się pospiesznie na polu bitwy. Pierwszy raz widziała coś takiego. Ich wrogowie formowali się w grupy około 300-400 ludzi, a naprzeciwko nich jej pobratymcy ustawiali ciężką artylerię i wchodzili do machin wojennych. Nagle zauważyła stopniowo unoszącą się nad Magami migoczącą ścianę . Czyżby to była jakiegoś rodzaju bariera? Pomyślała Elisabeth, przyglądając się uważniej. Nie zdążyła jednak tego zrobić, gdyż właśnie zaczęła się bitwa. Sterowce wyłoniły się z chmur nad Magami, bombardując ich każdą bronią jaką posiadały, jednak ściana mocy, która okazała się rzeczywiście barierą, dzielnie wytrzymywała ostrzał. Automaci wsparli atak z ziemi, uruchamiając ciężką artylerię. Wtedy zauważyła ruch w zbitej czarnej masie i nagle sterowce eksplodowały, uderzone falą energii. Magowie zaczęli iść do przodu, razem z nimi poruszała się zasłona. Z ich rąk wylatywały płomienie, siejąc wszędzie zniszczenie. Skrzydła wrogiej armii zaczęły zachodzić Automatów z boków. Jej pobratymcy próbowali opóźnić swój wyrok śmierci, wycofując się powoli. Nagle zorientowała się, że bitwa zaczyna się do niej zbliżać i to ją przeraziło. Koło niej zaczęły przelatywać pojedyncze pociski Magów. Schowała się z powrotem za zasłonę, oddychając szybko. Wówczas zauważyła coś, co sprawiło, że jej serce się zatrzymało. Na skraju lasu otaczającego z jednej strony pole bitwy stało czterech mężczyzn w czarnych strojach. Poczuła jak świat wokół niej zamiera, gdy jeden z nich popatrzył jej prosto w oczy.

– URUCHOM TĄ CHOLERNĄ MASZYNĘ! – usłyszała nagle znikąd ryk Galahada.

 Odszukała go wzrokiem i spostrzegła, że on również zauważył grupkę wrogów. Nie tracąc czasu walnęła w przycisk opuszczający zasłonę chroniącą ją i maszynę. Rzuciła ostatnie spojrzenie na Magów, co uratowało jej życie, bo zdążyła uchylić się przed płomieniami wystrzelonymi przez jednego z nich. Zmrużyła oczy.

– To za Sama, wy bydlaki – warknęła cicho i uruchomiła maszynę.

 

* * *

 

Wygrywamy, pomyślał Blake, obserwując bitwę. Bariera wytrzymywała każdy atak Automatów, udało im się zniszczyć tak bardzo przez nich cenione sterowce i część głównych machin ofensywnych. Jednak ciągle nie widział śladu ich nowej broni. Zachmurzył się. Podszedł do swoich towarzyszy, skupionych na utrzymaniu osłony.

– Artian, Raffar i Irkan. Idziecie ze mną za linię wroga – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Reszta z was ma się skupić na utrzymaniu obrony. Dopóki nie wrócę jesteście pod rozkazami Damiena – wskazał ręką na swojego zastępcę, który skinął w odpowiedzi głową.

Wywołani ruszyli za nim w stronę lasu.

– Na razie nie używajcie magii, będziemy jej potrzebować w razie wykrycia przez wroga – poinstruował ich. – Chcę sprawdzić jedną rzecz, która nie daje mi spokoju.

– Nie mów mi, że chodzi ci o tą maszynę? – spytał z niedowierzaniem Artian.

Zignorował go. Jego przyjaciel cicho westchnął. Zza drzew mogli zauważyć jak ich armia powoli zmusza Automatów do odwrotu.

– Uciekają prawie tak szybko jak Rowan przed profesorem Iliriem, gdy coś przeskrobie. – mruknął Raffar.

Uśmiechnęli się. Rowan był jego młodszym bratem, który uczęszczał do Akademii. Z kolei profesor Ilirio był staruszkiem, który nienawidził drobnych żartów uczniów, często praktykowanych przez młodego maga.

– Wdał się w starsze rodzeństwo – wyszczerzył się Artian.

Raffar uderzył go przyjacielsko w ramię. Cała ich czwórka była znana w Akademii. Nie była to dobra sława, aczkolwiek Blake podciągnął swoją, stając się Arcymagiem. Uwielbiali robić swoim wykładowcom przeróżne żarty. Od prostego przywoływania magicznych istot (głównie znanych ze swej wredoty goblinów), do teleportowania całej sali ze znajdującym się w niej profesorem na odległą wyspę, co wymagało sporych przygotowań. Obserwowali jeszcze przez chwilę tok bitwy, po czym ruszyli w dalszą drogę. Gdy dotarli do granicy lasu, Blake uniósł rękę, każąc swym towarzyszom się zatrzymać. Z tej odległości widzieli to, czego tak obawiał się ich dowódca. Maszyna wyglądała niepozornie, była chroniona zasłoną, więc dlatego nie mogli jej dojrzeć stojąc w szeregach armii. 

– A jednak istnieje – powiedział Irkan.

– Automaci może i są genialnymi technikami, ale nie sądziłem, że są na tyle głupi, by zostawić ich „jedyną nadzieję” niechronioną… – powiedział Raffar.

Blake uważnie obserwował teren wokół maszyny w poszukiwaniu wrogów. Wtedy zauważył drobną postać siedzącą obok niej, patrzącą na pole bitwy.

– Moment.. Czy tam siedzi… Dziewczyna? – spytał sceptycznie Irkan, marszcząc brwi. – Po co mieliby zostawiać na straży dziewczynę, która ewidentnie nie chce walczyć?

– Może ona nie jest żołnierzem – syknął Artian. – Co jeśli ona jest tą główną projektantką, o której tyle słyszeliśmy? Co jeśli nie zginęła w ostatniej bitwie, jak mówił Duval?

Ostatnio do Magów docierały plotki o genialnej dziewczynie, która projektuje broń dla Automatów. Ponoć wynalazła karabin maszynowy, który został użyty w bitwie nad Maraner. Mimo osłony zadał im niemałe obrażenia, jednak, na ich szczęście, okazało się, że był jedynym istniejącym egzemplarzem, a jego skonstruowanie jest czasochłonne. Duval przekonał ich, że dziewczyna która go zaprojektowała nie żyje. Blake zaczął się poważnie niepokoić. Jeśli jednak przeżyła i dalej pracowała dla Automatów, to ta broń mogła nie potrzebować ochrony.

– Musimy to zniszczyć. Ja i Artian się tym zajmiemy, wy dwaj obezwładnijcie dziewczynę i przyszykujcie się do teleportacji. Weźmiemy ją jako zakładnika.

– Nie zabijemy jej? Przecież ona jest niebezpieczna! – syknął Irkan.

Blake miał mu odpowiedzieć, gdy zauważył, że obiekt ich rozmowy patrzy się na nich. Przez chwilę nie spuszczali z siebie wzroku. Widział rosnący w jej zielonych oczach strach, pomału zmieniający się w złość.

– URUCHOM TĄ CHOLERNĄ MASZYNĘ! – usłyszeli krzyk.

– Zauważyli nas! – wrzasnął Artian wskazując na idącą w ich stronę grupkę ludzi, przygotowując się do ataku.

Dziewczyna rzuciła się w stronę maszyny.

– Trzeba ją powstrzymać! – zawył Irkan, wystrzeliwując strumień ognia w jej kierunku.

-Nie! – krzyknął Blake.

Udało jej się uchylić przed płomieniem. Popatrzyła się na nich z wyrazem pogardy na twarzy, a potem uruchomiła maszynę. Przez pierwszych parę sekund nie działo się nic. Nagle zaczęła pracować, słychać było obracające się tłoki. Potem wydarzyło się coś, co wprawiło obecnych Magów w osłupienie. Machina zaczęła wydzielać powtarzające się co jakiś czas, widoczne fale energii. Blake przestał odczuwać jego połączenie z magią. Spróbował wytworzyć najprostszy płomień na swojej dłoni. Nic. Spojrzał w bok, na swoich towarzyszy. Ich twarze wyrażały szok, niedowierzanie i strach.

– Wiejemy! – krzyknął Blake.

Prawie im się udało. Prawie, ponieważ Magowie pozbawieni ich siły byli łatwym celem. Oczywiście próbowali stawić opór, jednak nie byli przyzwyczajeni do walki bez użycia magii, w przeciwieństwie do Automatów, którzy byli świetni w walce wręcz.

– Zwiążcie ich i przynieście na platformę. – rozległ się głos, który wcześniej kazał uruchomić diabelską maszynę. – Wygramy tą wojnę – powiedział zbliżający się do nich człowiek, z paskudnym uśmiechem na twarzy.

Blake przyjrzał mu się uważniej. Wydawało mu się, że widział go już wcześniej. Gdy zauważył jego bliznę na twarzy, rozciągającą się od prawego policzka aż po lewą brew, zorientował się, z kim ma do czynienia. Galahad. Wybitny strzelec, strateg i dowódca. O ucieczce mogli pomarzyć. Blake jeszcze raz spróbował wydobyć z siebie magię. Sfrustrowany syknął cicho, gdy mu się to nie udało.

– Nie możesz użyć swojej cennej magii? Jaka szkoda – powiedział Galahad z udawaną przykrością. – To jest koniec ery magii. Witajcie w świecie maszyn! – roześmiał się.

Automaci zaprowadzili ich na podium. Stamtąd Blake popatrzył na pole bitwy. Wśród Magów panował chaos. Widział jak Duval panicznie nakazuje odwrót, widział ciała swoich pobratymców leżące, zmasakrowane przez maszyny. Zamknął oczy. To się nie mogło dziać naprawdę. Nikt w całej historii świata nie zneutralizował połączenia maga z magią. Odetchnął głęboko i w ciszy popatrzył się na stojącą z boku dziewczynę, która przenosiła wzrok z nich na maszynę, i z powrotem. Wyglądała na zaniepokojoną faktem, że są tak blisko jej machiny, ale nie odważyła się odezwać.

– Co nam zrobiliście? – usłyszał warknięcie Artiana.

Galahad uśmiechnął się tylko w odpowiedzi i odszedł. Niespodziewanie uwalniając się z więzów, Raffar wybił się do przodu i przebił maszynę nie wiadomo skąd wziętym sztyletem.

– NIE! – krzyknęła dziewczyna.

 

* * *

 

Elisabeth odetchnęła z ulgą. Zadziałała. Skierowała swój wzrok na pole bitwy, patrząc jak bariera Magów znika, a płomienie gasną. Automaci zaczęli wiwatować i rozpoczęli kontratak. Zdezorientowani Magowie padali jak muchy. W końcu jednak opamiętali się i zaczęli się panicznie wycofywać. Usłyszała jak na platformę wnoszą czterech pojmanych wrogów. Przyjrzała im się dokładnie. Wszyscy byli młodzi, zgadywała, że może 3-4 lata starsi od niej. Jej uwagę rozproszył w najwidoczniej świetnym humorze Galahad, kazał strażnikom ustawić Magów koło maszyny. Spięła się. Oni nie powinni być tak blisko. Może i nie mieli magii, ale gdyby choć jeden z nich jakoś się oswobodził, wystarczyłoby kopnięcie, a urządzenie powstrzymujące magię przestałoby działać. Nie mogła jednak powiedzieć tego Galahadowi. Gdy miał dobry humor nic do niego nie docierało. Przeniosła wzrok na pojmanych mężczyzn. Wzdrygnęła się zaskoczona, widząc, że jeden jej się przygląda. Czyżby odgadł jej rolę w tym wszystkim? Jakie ma znaczenie dla Automatów? Teraz jej to nie obchodziło. Skoro machina zadziałała, Magowie mieli marne szanse na wygraną. W tej chwili kątem oka dostrzegła ruch.

– NIE! – krzyknęła przerażona, widząc jak jeden z nich podnosi się i wbija sztylet w dzieło jej życia.

Zbladła i odwróciła głowę w kierunku Galahada, który zaskoczony stał w miejscu. Po chwili jednak opamiętał się i ryknął na cały głos:

– Zabić ich!

Za późno. Maszyna przestała wytwarzać fale energii. Cholera, cholera, cholera, myślała Elisabeth. Rzuciła się w jej kierunku chcąc jakoś naprawić szkody, choć wiedziała, że szanse są marne. Ale co innego mogła zrobić? Ucieczka przed Magami była tak samo bezsensowna jak próba walki z nimi bez broni. W międzyczasie obiekty jej rozmyślań uwolniły się z więzów i pokonały wszystkich strażników, łącznie z Galahadem.

– Przygotujcie się do teleportacji – usłyszała głęboki głos za swoimi plecami.

Jęknęła cicho i obróciła się przodem do wrogów, wędrując wzrokiem po każdym z osobna, zatrzymując się na tym, który jej się przyglądał. Poczuła jak jej ruchy krępuje magia, a po chwili zakręciło jej się w głowie. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła, że jest otoczona przez Magów. Musieliśmy się teleportować na ich terytorium, pomyślała. Świetnie. Została zakładniczką, wiedziała jednak, że prawdopodobnie nie przeżyje następnej godziny.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Poza tym, że przeczytałam dość skąpy i miałki opis bitwy, nie bardzo wiem, o co tu chodzi. Tak to jest, kiedy zamiast opowiadania czytelnik dostaje fragment, z którego trudno się w czymkolwiek zorientować. Skutkiem tego nie mam pojęcia, kto jest kim, nie wiem dlaczego Magowie walczą z Automatami, nie zainteresowali mnie bohaterowie, jest mi obojętne, co się z nimi dzieje.

Do niekorzystnego odbioru zdecydowanie przyczyniło się wykonanie, pozostawiające wiele do życzenia. Nie najlepsza interpunkcja, błędy w zapisie dialogów, powtórzenia, nadmiar zaimków, liczne błędy i usterki oraz mnóstwo zdań skonstruowanych w sposób uniemożliwiający ich właściwe odczytanie sprawiły, że lektura Bitwy nie należała do przyjemności.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania przeczytam z większą satysfakcją. ;-)

 

Eli­sa­beth po­chy­li­ła się nad nie­do­koń­czo­ną ma­szy­ną. Jej spraw­ne palce szyb­ko na­pra­wia­ły drob­ne uster­ki tu i tam. – Maszyna była w trakcie konstruowania/ niedokończona czy tylko uszkodzona?

 

Spoj­rza­ła na zegar. 21:46. Miała nieco ponad 2 go­dzi­ny.Spoj­rza­ła na zegar – dwudziesta pierwsza czterdzieści sześć. Miała nieco ponad dwie go­dzi­ny.

Liczebniki zapisujemy słownie. Ten błąd występuje w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Od­wró­ci­ła się z ja­do­wi­tym uśmie­chem na twa­rzy. – Zbędne dopowiedzenie. Czy mogła mieć uśmiech w innym miejscu, gdzieś poza twarzą?

 

Po­wiedz Ga­la­ha­do­wi, że bę­dzie go­to­wa zgod­nie z obiet­ni­cą – po­wie­dzia­ła twar­do… – Czy to zamierzone powtórzenie?

 

„ To bę­dzie dzie­ło two­je­go życia! Wszy­scy cię będą pa­mię­tać jako , która po­ko­na­ła Magów!”.

– Dziewczyna myśli o sobie, więc raczej: „To bę­dzie dzie­ło mojego życia. Wszy­scy mnie będą pa­mię­tać jako , która po­ko­na­ła Magów”.

Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu. Skoro to myśli Elisabeth, wykrzykniki są zbędne. W myślach nie krzyczymy.

 

z nową de­ter­mi­na­cją za­czę­ła pra­co­wać nad dzie­łem jej życia”. – …z nową de­ter­mi­na­cją za­czę­ła pra­co­wać nad dzie­łem swojego życia”.

 

– Go­to­we – po­wie­dzia­ła za­chryp­nię­tym gło­sem.

Ga­la­had ski­nął głową.

– Za­nie­ście to na Plac – po­wie­dział do straż­ni­ków… – Nie brzmi to dobrze.

 

Obok nich za­czę­to mon­to­wać ma­szy­nę. Ga­la­had na­chy­lił się w kie­run­ku Eli­sa­beth chcąc jej coś po­wie­dzieć, lecz prze­rwał mu od­głos syren i rogów. Za­czę­ła się trząść. – Trzęsła się maszyna czy Elisabeth?

 

Do prze­ma­wia­ją­ce­go pod­szedł młody chło­pak… – Masło maślane; chłopak jest młody z definicji.

 

-Bra­cia! Już czas! – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

ostat­nim gwoź­dziem do trum­ny Au­to­ma­tów!- Ar­tian… – Brak spacji przed dywizem, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Jed­nak ich po­glą­dy na temat uży­cie i wy­ko­rzy­sty­wa­nia mocy nader się róż­ni­ły. – Literówka.

 

Był to jeden z głów­nych spo­rów po­mię­dzy mło­dy­mi ma­ga­mi, acz­kol­wiek było ich dużo, dużo wię­cej. – Sporów czy młodych magów?

 

Wy­tę­ży­ła spoj­rze­nie. – Można wytężyć wzrok, ale chyba nie można wytężyć spojrzenia.

 

jej wzrok spo­czął na drzwiach do pod­ziem­ne­go bun­kru. – …jej wzrok spo­czął na drzwiach do pod­ziem­ne­go bun­kra.

 

to naj­mniej od­po­wied­nie miej­sce do scho­wa­nia się przed Ma­ga­mi – za­wa­li­li­by je magią. Głu­pia, po­my­śla­ła i scho­wa­ła się… – Powtórzenie.

 

Nagle za­uwa­ży­ła stop­nio­wo uno­szą­cą się nad Ma­ga­mi mi­go­czą­cą ścia­nę . – Zbędna spacja przed kropką.

Co to znaczy, że ściana unosiła się stopniowo?

 

Ma­go­wie za­czę­li iść do przo­du… – Czy wcześniej chodzili do tyłu?

 

Na skra­ju lasu ota­cza­ją­ce­go z jed­nej stro­ny pole bitwy… – Nie można otoczyć czegoś tylko z jednej strony.

Za SJP: otoczyć  1. «ogarnąć coś ze wszystkich stron lub dookoła»

Proponuję: Na skra­ju lasu graniczącego z jed­nej stro­ny z polem bitwy

 

– URU­CHOM CHO­LER­NĄ MA­SZY­NĘ! usły­sza­ła nagle zni­kąd ryk Ga­la­ha­da.– URU­CHOM CHO­LER­NĄ MA­SZY­NĘ! Usły­sza­ła nagle, znikąd, ryk Ga­la­ha­da.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Ba­rie­ra wy­trzy­my­wa­ła każdy atak Au­to­ma­tów, udało im się znisz­czyć tak bar­dzo przez nich ce­nio­ne ste­row­ce i część głów­nych ma­chin ofen­syw­nych. – Ze zdania wynika, że Automatom udało się zniszczyć własne sterowce i machiny. ;-)

 

– Nie mów mi, że cho­dzi ci o  ma­szy­nę? – Nie mów mi, że cho­dzi ci o  ma­szy­nę?

 

Nie była to dobra sława, acz­kol­wiek Blake pod­cią­gnął swoją, sta­jąc się Ar­cy­ma­giem.  – W jaki sposób podciąga się niedobrą sławę?

 

Ma­szy­na wy­glą­da­ła nie­po­zor­nie, była chro­nio­na za­sło­ną, więc dla­te­go nie mogli jej doj­rzeć sto­jąc w sze­re­gach armii. – A jed­nak ist­nie­je – po­wie­dział Irkan. – Skoro nigdy nie widzieli maszyny i w dodatku nie byli pewni jej istnienia, to skąd wiedzieli, na co patrzyli?

 

Blake uważ­nie ob­ser­wo­wał teren wokół ma­szy­ny w po­szu­ki­wa­niu wro­gów. Wtedy za­uwa­żył… – Powtórzenie.

Zrozumiałam, że była to maszyna w poszukiwaniu wrogów.

 

– Mo­ment.. – Jeśli miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli miał być wielokropek, jest o jedną kropkę za mało.

 

że obiekt ich roz­mo­wy pa­trzy się na nich. – …że obiekt ich roz­mo­wy pa­trzy na nich.

 

– URU­CHOM CHO­LER­NĄ MA­SZY­NĘ!– URU­CHOM CHO­LER­NĄ MA­SZY­NĘ!

 

-Nie! – krzyk­nął Blake. – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Blake prze­stał od­czu­wać jego po­łą­cze­nie z magią.Blake prze­stał od­czu­wać swoje po­łą­cze­nie z magią.

 

Pra­wie, po­nie­waż Ma­go­wie po­zba­wie­ni ich siły byli ła­twym celem.Pra­wie, po­nie­waż Ma­go­wie po­zba­wie­ni swojej siły, byli ła­twym celem.

 

po­zba­wie­ni ich siły byli ła­twym celem. Oczy­wi­ście pró­bo­wa­li sta­wić opór, jed­nak nie byli przy­zwy­cza­je­ni do walki bez uży­cia magii, w prze­ci­wień­stwie do Au­to­ma­tów, któ­rzy byli świet­ni w walce wręcz. – Objaw byłozy.

 

Wy­gra­my wojnę… – Wy­gra­my wojnę

 

Zdez­o­rien­to­wa­ni Ma­go­wie pa­da­li jak muchy. W końcu jed­nak opa­mię­ta­li się i za­czę­li się pa­nicz­nie wy­co­fy­wać. – Czy to znaczy, że Magowie padli, opanowali się, podnieśli i zaczęli się pa­nicz­nie wy­co­fy­wać. ;-)

 

Usły­sza­ła jak na plat­for­mę wno­szą czte­rech poj­ma­nych wro­gów. – W jaki sposób można usłyszeć, że wnoszonych wrogów jest czterech?

 

Jej uwagę roz­pro­szył w naj­wi­docz­niej świet­nym hu­mo­rze Ga­la­had… – Czy humor innych nie był tak dobrze widoczny?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za szczerą opinię :) Nie ukrywam, że spodziewałam się właśnie takich uwag.  Rady biorę sobie do serca i postaram się, by mój następny tekst był wart Twojej uwagi ;)

Rajeah, czekam z nadzieją i przypuszczam, że będzie to skończone opowiadanie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Parę kwestii które mnie nurtują

 

“Nagle zauważyła stopniowo unoszącą się nad Magami migoczącą ścianę . Czyżby to była jakiegoś rodzaju bariera?”

Ja rozumiem, że ona jest jedną z Automatów, ale skoro zbudowała maszynę dezaktywująca magię, chyba powinna wiedzieć jakie są rodzaje magii?

 

“Ponoć wynalazła karabin maszynowy, który został użyty w bitwie nad Maraner. Mimo osłony zadał im niemałe obrażenia, jednak, na ich szczęście, okazało się, że był jedynym istniejącym egzemplarzem, a jego skonstruowanie jest czasochłonne.”

Skoro CKM był w stanie przebić magiczną barierę, czemu nie mogła zrobić tego artyleria i to ciężka? Przecież energia pocisku artyleryjskiego jest większa niż wystrzelonego z karabiny maszynowego? I jeszcze kwestia sterowców? Sterowiec musi mieć silnik. Karabin maszynowy na dobrą sprawę też jest rodzajem silnika. Dlaczego więc Automaci mieli czas zbudować sterowce z silnikami, a nie mieli czasu zbudować kilku cekaemów?

 

“– NIE! – krzyknęła przerażona, widząc jak jeden z nich podnosi się i wbija sztylet w dzieło jej życia.”

I jeszcze to. Bitwa fale energii, ogniste kule, itp a machina nie ma żadnego pancerza? 

 

 

Nowa Fantastyka