
Anioł zbudził mnie tego dnia
Świt był taki, jak od niepamiętnych czasów –
Niebiański. Był cudem
Tak mnie nazywałeś
Zapewniałeś
W objęciach obietnicy słyszałam
Ciche bicie serca
Twojego
Wśród płaczu
Gdy gdzieś za oknem kometa
Zwiastun
Życzenie, by wieczność była prawdziwa
Twoje łzy pośród gwiazd
Uśmiech do słońca
Tulenie drzew…
Moje marzenie. Spełnione. Złapane
Zaklęte w pocałunku jak talizman
Twój był pierwszy
Pocałunek
Tak… niespodziewany
Mój ostatni. Szczery
W Twoim bólu rozerwany…
Świt miał tego dnia nie nastać
Anioł milczał. Nie zwiastował
Nie zapowiadało. Nic
Tylko niebo
Płakało ze mną
Po raz drugi
Płakały anioły. Wszystkie
Nawet ten najmniejszy
Oślepiony bólem rozdartego skrzydła
Twój aniołek
Deszcz bębnił. Wtedy świat się kończył
Po raz pierwszy
I czarny stróż zwiesił wtedy głowę
Żałobna szata
Ginęła jak prochy przeszłości
Ona powróciła. Przeszłość
I umarł większy anioł
Po chwili umarł
Po chwili ja umarłam
Nie znam się na poezji, nie umiem ocenić tego wiersza, ale wydaje mi się, że jest chyba dość osobisty.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Nie jestem pewna, czy rozumiem.
Chyba rzadko się zdarza, że mężczyzna pisze wiersze z punktu widzenia kobiety?
Babska logika rządzi!