- Opowiadanie: Shawarkar100 - Setka Jednorożców

Setka Jednorożców

Witam!

To mój pierw­szy tekst pu­bli­ko­wa­ny na tejże stro­nie. Pro­szę o ko­men­ta­rze, one po­zwa­la­ją mi się udo­sko­na­lać, a jesz­cze długa droga przede mną!

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Setka Jednorożców

SETKA JED­NO­ROŻ­CÓW

 

Pan Wi­len­fordz bawił się Exca­li­bu­rem, pod­rzu­ca­jąc go i ob­ra­ca­jąc w dło­niach. Miecz był wy­jąt­ko­wo lekki i w za­ska­ku­ją­co do­brym sta­nie, jak na przed­miot ma­ją­cy kilka ty­się­cy lat. Wy­jąt­ko­wo draż­ni­ło to Wi­len­for­dza. Za każ­dym razem, gdy o tym my­ślał przy­po­mi­na­ła mu się jego nowa lo­dów­ka, która ze­psu­ła się po ty­go­dniu użyt­ko­wa­nia…

– Jak pan myśli, panie Kranc, po co pana we­zwa­łem do swo­je­go ga­bi­ne­tu, hmm?

Ka­rzeł sie­dzą­cy po prze­ciw­nej stro­nie biur­ka, po­czer­wie­niał ni­czym burak. Pró­bo­wał po­kryć swoje za­kło­po­ta­nie uśmiesz­kiem, ale nie do końca mu to wy­cho­dzi­ło. Za­czął ner­wo­wo miąć swój drogi, czar­ny ka­pe­lusz. Wresz­cie nie­pew­nym tonem wy­ją­kał:

– Bo ja, ja wła­śnie nie do końca wiem, w ja­kiej spra­wie…

Pan Wi­len­fordz pra­co­wał z Kran­cem już od do­brych kilku lat, więc wie­dział, że jego roz­mów­ca nie zo­stał ob­da­ro­wa­ny przez Boga czymś takim jak rozum. Łu­dził się, że może kie­dyś ta stra­ta zo­sta­nie do­strze­żo­na i szyb­ko na­pra­wio­na. Nie tym razem…

– Do­brze, za­cznij­my od po­cząt­ku – pan Wi­len­fordz wciąż nie dawał się zbić z tropu – Czy może orien­tu­je się pan, co to są le­gen­dy?

– Jasna spra­wa, pro­szę pana! – ucie­szył się Kranc. Wresz­cie mógł się wy­po­wie­dzieć na jakiś temat, o któ­rym miał po­ję­cie. – Sie­dzę już w tym biz­ne­sie od dłuż­sze­go czasu. Są tutaj wszyst­kie le­gen­dy, jakie czło­wiek wy­my­ślił. To pan nimi roz­po­rzą­dza! Wszyst­ki­mi przed­mio­ta­mi i stwo­rze­nia­mi le­gen­dar­ny­mi!

– Do­sko­na­le. – Wi­len­fordz jakby pu­ścił mimo uszu ostat­nie zda­nie. – Przejdź­my zatem o krok dalej. Czy może mi pan po­wie­dzieć w jakim celu lu­dzie two­rzą le­gen­dy?

Kranc po­now­nie się za­czer­wie­nił. Jego ka­pe­lusz wy­glą­dał teraz ni­czym skra­dzio­ny z ba­za­ru z odzie­żą uży­wa­ną.

– Otóż lu­dzie two­rzą le­gen­dy, ażeby ode­rwać się od co­dzien­no­ści. – spo­koj­nie od­po­wie­dział sam sobie Wi­len­fordz – Uwie­rzyć, że nie ma rze­czy nie­moż­li­wych. Że ist­nie­je coś wię­cej niż zwy­kły szary świat. Po­czuć tro­chę magii. I my im to umoż­li­wia­my.

– To wszyst­ko jest bar­dzo pięk­ne, ale…

Wi­len­fordz nie po­zwo­lił mu do­koń­czyć. Rzu­cił Exca­li­bu­rem, w taki spo­sób, że ten ugrzązł ide­al­nie mię­dzy de­ska­mi, z któ­rych wy­ko­na­no ścia­nę. Kranc mo­men­tal­nie za­milkł.

Po chwi­li ciszy Wi­len­fordz pod­niósł z ziemi różdż­kę Mer­li­na i dwa złote kie­li­chy, praw­do­po­dob­nie Świę­ty Graal i kie­lich Hy­giei. Za­ma­chał różdż­ką i wy­cza­ro­wał dwie równe por­cje kom­po­tu wi­śnio­we­go. Po­cią­gnął spory łyk i wes­tchnął.

– Pro­szę mi po­wie­dzieć czy ja mógł­bym, dajmy na to, wy­pu­ścić setkę jed­no­roż­ców na ulice No­we­go Jorku?

– Mógł­by pan!

– Czy jest pan sobie w sta­nie wy­obra­zić, co by się wtedy stało?

– Praw­do­po­dob­nie więk­szość miesz­kań­ców do­sta­ła­by za­wa­łu, albo wy­lą­do­wa­ła w psy­chia­try­ku.

– Otóż to. Jed­nak pan coś po­tra­fi.

– Wy­raź­nie mi pan schle­bia…

Wi­len­fordz uśmiech­nął się. Lubił tego karła.

– Skoro już tak do­brze panu idzie my­śle­nie, pro­szę sobie wy­obra­zić jed­ne­go jed­no­roż­ca w lesie. Już?

– Już.

– Do­brze. A teraz niech pan sobie wy­obra­zi wie­śnia­ka, który go spo­ty­ka. Ten wie­śniak naj­pierw jest śmier­tel­nie zdu­mio­ny, póź­niej bie­gnie do swo­jej wio­ski i za­afe­ro­wa­ny opo­wia­da o tym co wła­śnie zo­ba­czył swoim zna­jo­mym. I co się dzie­je?

– Nie wiem…

Wi­len­fordz nie dawał się wy­pro­wa­dzić z rów­no­wa­gi. Był przy­zwy­cza­jo­ny do pracy z ma­to­ła­mi.

– Two­rzy się le­gen­da. Le­gen­dy na­le­ży two­rzyć de­li­kat­nie, z umia­rem, bez po­śpie­chu. Ro­zu­mie pan?

– Chyba tak.

– Do­sko­na­le.

Wi­len­fordz wstał i już miał wyjść z ga­bi­ne­tu, ale po­sta­no­wił się jesz­cze raz upew­nić, czy to w ogóle miało jakiś sens. Warto dmu­chać na zimne.

– Ja­kieś wnio­ski, panie Kranc?

Twarz Kran­ca trud­no by­ło­by od­róż­nić od czer­wo­ne­go dy­wa­nu, po­kry­wa­ją­ce­go pod­ło­gę ga­bi­ne­tu.

– Nie­ste­ty… nie.

Wi­len­fordz wes­tchnął głę­bo­ko. Po­sta­no­wił po­wie­dzieć to jasno.

– Po pro­stu pro­szę cof­nąć tę hordę smo­ków, ak­tu­al­nie pu­sto­szą­cych Mo­skwę. Myślę, że to tro­chę za dużo dla ludzi jak na jeden raz. I pro­szę pa­mię­tać na przy­szłość, że le­gen­dy two­rzy się w spo­sób de­li­kat­ny. Do­brze?

KO­NIEC

Koniec

Komentarze

Jest jakiś po­mysł, jest za­sko­cze­nie w koń­ców­ce. Po­trze­bu­jesz wpra­wy, żeby na­uczyć się ład­nie ubie­rać po­my­sły w słowa. Ale i czasu masz sporo. :-)

In­ter­punk­cja ku­le­je.

Zgrzy­ta­ła mi po­stać karła, bo wy­da­je się sprzecz­na – ma drogi ka­pe­lusz, więc jest bo­ga­ty. Ale skąd wziął ma­ją­tek? Nie z ge­nial­ne­go po­my­słu, bo twier­dzisz, że facet głupi. Jeśli po przod­kach, to dla­cze­go w ogóle roz­ma­wia z Wi­len­for­dzem, za­miast bez­tro­sko prze­pusz­czać kasę na wino, ko­bie­ty i śpiew? W koń­ców­ce do­wia­du­je­my się, że miał coś wspól­ne­go z dużą awan­tu­rą. Ale co? Był żoł­nie­rzem? Ka­rzeł? Szpie­giem? Też nie bar­dzo… Wład­cą? Nie stał­by tak grzecz­nie przed roz­mów­cą.

Jeśli akcja dzie­je się współ­cze­śnie (a Nowy York su­ge­ru­je, że to ra­czej nie śre­dnio­wie­cze), to wie­śniak, zo­ba­czyw­szy w lesie jed­no­roż­ca, wy­jął­by ko­mór­kę, a potem szyb­ciut­ko wrzu­cił fil­mik na youtu­be. ;-)

Pan Wi­len­fordz bawił się Exca­li­bu­rem pod­rzu­ca­jąc go i ob­ra­ca­jąc w dło­niach. Był wy­jąt­ko­wo lekki i w za­ska­ku­ją­co do­brym sta­nie,

Pi­sząc zda­nia z imie­sło­wem współ­cze­snym, ładuj do środ­ka prze­ci­nek. Zwróć uwagę na pod­mio­ty do­myśl­ne. W pierw­szym zda­niu pod­miot to pan W. A w dru­gim? No, też po­wi­nien być on, o ile Autor nie za­zna­czy ina­czej. ;-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Dzię­ku­ję! Po­sta­ram się to szyb­ko na­pra­wić. Niech bę­dzie po pro­stu ka­pe­lusz :]

 

 

Czy­ta­ło mi się przy­jem­nie ^^ Nawet się uśmiech­nę­łam na końcu :) Oso­bi­ście nie mam żad­nych za­strze­żeń. 

Po­zdra­wiam ^^

Miło mi to sły­szeć.

Za­strze­że­nia po­dob­ne jak Fin­kla, ale szcze­rze przy­znam, że je­stem za­chwy­co­na, bio­rąc pod uwagę Twój wiek. Myśl dość kla­row­nie prze­ka­za­na, za­sko­cze­nie w koń­ców­ce było, a i uśmiech na twa­rzy.

I zer­k­nij sobie tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794 

 

"Cza­sem przy­pa­da nam rola go­łę­bi, a cza­sem po­mni­ków." Hans Ch. An­der­sen ****************************************** 22.04.2016 r. zo­sta­łam bab­cią i je­stem nią już na pełen etat.

Za­baw­na i cał­kiem nie­źle na­pi­sa­na mi­nia­tur­ka. Prze­czy­ta­łam z przy­jem­no­ścią i je­stem prze­ko­na­na, że to nie jest Twoje ostat­nie słowo.

Sha­war­ka­rze, gra­tu­lu­ję uda­ne­go de­biu­tu. ;-)  

 

Pró­bo­wał ukryć swoje za­kło­po­ta­nie uśmiesz­kiem… – Ra­czej: Pró­bo­wał po­kryć swoje za­kło­po­ta­nie uśmiesz­kiem

 

– Do­brze, za­cznij­my od po­cząt­ku, – pan Wi­len­fordz… – Przed pół­pau­zą nie sta­wia się prze­cin­ka.

 

– Do­sko­na­le. – Wi­len­fordz jakby pu­ścił mi­mo­cho­dem ostat­nie zda­nie. – Pew­nie miało być: – Wi­len­fordz pu­ścił jakby mi­mo uszu ostat­nie zda­nie.

 

Twarz Kran­ca cięż­ko by­ło­by od­róż­nić od czer­wo­ne­go dy­wa­nu… – Twarz Kran­ca trud­no by­ło­by od­róż­nić od czer­wo­ne­go dy­wa­nu

 

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Dzię­ku­ję za po­moc­ne rady. Tekst już po­pra­wio­ny.

Jakie to pięk­ne uczu­cie! Jesz­cze nigdy tylu ludzi nie prze­czy­ta­ło mo­je­go opo­wia­da­nia!

Mam na­dzie­ję, Sha­war­ka­rze, że pięk­ne uczu­cie, któ­re­go wła­śnie do­świad­czasz, bę­dzie Ci to­wa­rzy­szyć po każ­dej pu­bli­ka­cji. ;-D

 

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Nie mam w zwy­cza­ju zwra­cać uwagi na wiek au­to­ra, gdyż oce­niam tekst a nie pi­sa­rza. Tak więc, Sha­war­ja­rze, po­wiem tak: Jest do­brze. Bez wzglę­du na to ile masz lat.

Hmm... Dla­cze­go?

Trze­ci Twój tekst w tej samej for­mie (że tak na­pi­szę – czy­ta­łem nie po kolei :) – czy­ta­ne jeden po dru­gim mogą tro­chę nużyć wła­śnie formą, za to tre­ścią, zwłasz­cza dwa pierw­sze, do pew­ne­go stop­nia za­ska­ku­ją.

Osta­tecz­nie prze­czy­ta­łem z cie­ka­wo­ści, bo gdzieś tam ktoś wspo­mi­na, że masz 14 lat.

Jed­no­roż­ce mnie po­wa­li­ły na ło­pat­ki :)

F.S

Roz­bu­do­wa­ny żar­cik. Ma nieco uroku, przy­zna­ję. I pu­en­tę nawet. Tech­nicz­nie jest po­ten­cjał, ale i jest nad czym pra­co­wać. Zwró­ci­łem uwagę na po­kry­wa­nie uśmiesz­kiem, ale skoro to Re­gu­la­to­rzy mówi, że tak jest do­brze, to wolę jej wie­rzyć.

Nie będę wy­sta­wiał oceny, bo dla mnie to za krót­ki tekst.

Po­zdra­wiam.

Tak, Vargu, za­kło­po­ta­nie po­kry­wa­my uda­wa­ną we­so­ło­ścią, tak jak nie­któ­rzy brak pew­no­ści sie­bie po­kry­wa­ją np. aro­gan­cją. 

Za SJP: po­kryć  9. «za­ta­ić ja­kieś uczu­cia pod po­zo­ra­mi cze­goś»

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Za­czy­nam się za­sta­na­wiać, z czym się Var­go­wi ko­ja­rzy po­kry­wa­nie… Chyba nie po­win­nam iść tą drogą. ;-)

Bab­ska lo­gi­ka rzą­dzi!

Pro­szę. Do wy­bo­ru, do ko­lo­ru:

po­kryć

1. «ob­szyć, obić coś ja­kimś ma­te­ria­łem»

2. «po­ło­żyć na ze­wnętrz­nej płasz­czyź­nie dachu da­chów­kę, gonty itp.»

3. «na­ło­żyć na po­wierzch­nię ja­kie­goś przed­mio­tu cien­ką war­stwę cze­goś»

4. «po­ja­wić się na po­wierzch­ni cze­goś w dużej ilo­ści»

5. «o tka­ni­nie, dy­wa­nie: leżąc na czymś, przy­kryć to cał­ko­wi­cie, czę­sto sta­no­wiąc ozdo­bę»

6. «umie­ścić na po­wierzch­ni cze­goś dużo ja­kichś ele­men­tów tak, by ją przy­kry­ły»

7. «za­pła­cić za coś, wy­rów­nać jakąś stra­tę pie­niędz­mi»

8. «za­spo­ko­ić czy­jeś po­trze­by»

9. «za­ta­ić ja­kieś uczu­cia pod po­zo­ra­mi cze­goś»

10. «usta­wić się tak, żeby być w jed­nej linii ze sto­ją­cym przed sobą w pierw­szym sze­re­gu»

11. «o zwie­rzę­tach: za­płod­nić»

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Moje sko­ja­rze­nia zo­staw­my w spo­ko­ju ;) Ja bym tak nie na­pi­sał, ale prze­cież po­in­for­mo­wa­łem, że w po­praw­ność wie­rzę :)

;-)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Jest do­brze. Może to już sły­sza­łeś, ale nie za­szko­dzi ko­lej­ny raz: pi­szesz le­piej niż nie­je­den do­ro­sły. Sym­pa­tycz­ny szor­cik, w któ­rym za­dba­łeś o ca­łość, a nie tylko stwo­rze­nie od­po­wied­nie­go pola do pu­en­ty. Kilka zdań za­słu­gu­je na po­chwa­łę. 

Twarz Kran­ca trud­no by­ło­by od­róż­nić od czer­wo­ne­go dy­wa­nu, po­kry­wa­ją­ce­go pod­ło­gę ga­bi­ne­tu.

Można by oczy­wi­ście na­pi­sać “Kranc się za­czer­wie­nił” i gdzieś tam wspo­mnieć, że dywan był czer­wo­ny, ale tutaj masz dwie pie­cze­nie na jed­nym ogniu. Dzię­ki ta­kiej kon­struk­cji le­piej też od­dzia­łu­jesz na wy­obraź­nię czy­tel­ni­ka. Ale pa­mię­taj, że cza­sem uprosz­cze­nie spra­wy jest na wagę złota. Np. w po­waż­niej­szych tek­stach. W hu­mo­ry­stycz­nych jak Twój – po­dob­ne po­rów­na­nia są po­żą­da­ne. 

Poza tym cał­kiem ład­nie prze­pro­wa­dzasz ewo­lu­cję kar­lich ru­mień­ców :D

Wi­len­fordz nie dawał się wy­pro­wa­dzić z rów­no­wa­gi. Był przy­zwy­cza­jo­ny do pracy z ma­to­ła­mi.

Też nie­złe :)

Pan Wi­len­fordz pra­co­wał z Kran­cem już od do­brych kilku lat, więc wie­dział, że jego roz­mów­ca nie zo­stał ob­da­ro­wa­ny przez Boga czymś takim jak rozum. Łu­dził się, że może kie­dyś ta stra­ta zo­sta­nie do­strze­żo­na i szyb­ko na­pra­wio­na. Nie tym razem…

Cał­kiem za­baw­ne. 

Ogól­nie lek­tu­ra na­su­nę­ła mi sko­ja­rze­nia z Prat­chet­tem. Czy­ta­łeś może coś jego? 

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Sym­pa­tycz­ne :)

Przy­no­szę ra­dość :)

Nowa Fantastyka