- Opowiadanie: Finkla - Inquisitio saeculo Domini XXI

Inquisitio saeculo Domini XXI

Wczoraj, po raz pierwszy od kilku tygodni, popatrzyłam sobie na telewizor. I oto skutki.

Ludzi z alergią na politykę ostrzegam: to chyba nie jest odpowiedni dla Was tekst.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

ryszard, Zalth

Oceny

Inquisitio saeculo Domini XXI

Maleficium non paciaris vivere super terram.

 

Przewodniczący trybunału podziwiał spokój oskarżonego. Pechowiec nie miał najwątlejszej szansy, że opuści szacowny gmach jako człowiek wolny, a mimo to zeznawał chętnie, nawet głos mu nie drżał. Albo pragnął odkupienia grzechu i szczerze chciał pomóc, albo naiwnie wierzył we własną niewinność, albo prokurator obiecał mu wyrok w zawieszeniu w zamian za wskazanie wielu podejrzanych o spowodowanie nieszczęścia, które zainicjowało tę serię procesów. Ostatnia możliwość wydawała się najbardziej prawdopodobna. Sędzia Żobrowicki zerknął na kolegę z oskarżenia. Bez dwóch zdań – człowiek w todze z czerwonym żabotem tylko symulował uwagę. W rzeczywistości błądził oczyma po całej sali, a myślami uciekał jeszcze dalej. Najwyraźniej już znał płynące z ust lekarza słowa:

– Do tego ohydnego morderstwa mogło przyczynić się wiele elementów. Podczas licznych wywiadów moja pacjentka, Klaudia Łętowiecka skarżyła się na różnorodne stresogenne czynniki. Na pierwsze miejsce wysuwały się stosunki w pracy…

Sędzia nie dziwił się prokuratorowi, że myśli o niebieskich migdałach. Sam najważniejszy na sali prawnik nie potrafił skoncentrować się na bełkocie, który słyszał i czytał już setki razy: stres spowodowany pracą, zbyt niską stopą życiową, niewłaściwym odżywianiem… Nic nowego. Coraz rzadziej zdarzały się pikantne lub oryginalne szczególiki. I tak jeszcze mnóstwo czasu spędzi wraz z oskarżeniem nad protokołami, wyszukując obiecujące tropy.

Ze wspomnień wyrwała przewodniczącego dopiero nagła cisza. Wszyscy wpatrywali się w niego. Kolega z lewej przytomnie posłał umówiony znak – czas na wyrok. Prawda, adwokat tuż przed rozprawą przysłał SMS-a, że nie przyjdzie, więc dzisiejsza sprawa toczy się o przemowę obrońcy szybciej. Sędzia natychmiast zaczął wygłaszać wyuczone na pamięć formułki, momentami zerkając do rozłożonych na stole akt. Wreszcie dotarł do sedna:

– Wysoki sąd uznaje oskarżonego, ginekologa Andrzeja Sasinowskiego winnym dopuszczenia do poronienia i skazuje na sześć miesięcy pozbawienia wolności…

– Nie tak miało być! – wrzasnął lekarz. Szarpnął się w stronę prokuratora. – Umawialiśmy się inaczej!

Dopiero teraz roztrzaskała się maska opanowanego medyka i zebrani zobaczyli zaszczutego człowieka – z rozbieganymi oczyma, kropelkami śliny wylatującymi z ust przy każdym krzyku, mięśniami drgającymi nerwowo pod rękawami jasnej koszuli…

– Spokój!!! – huknął sędzia zasiadający po lewej stronie, podczas gdy przewodniczący beznamiętnie klepał formułki o możliwościach odwołania. – Bo każę opróżnić salę!

 

***

 

Śledztwo w sprawie poronienia Klaudii Łętowieckiej zataczało coraz szersze kręgi.

Wszystko rozgrywało się według utartego schematu: najpierw w więzieniu lądowała kobieta, jak zwykle pocieszając się, że wystarczy zajść w ciążę podczas jednego z widzeń intymnych (o ile wcześniej rozsądnie poślubiła partnera), aby anulować resztę rocznego wyroku. Dopiero później, po skazaniu ojca dziecka na głęboko symboliczne dziewięć miesięcy, osadzona dowiadywała się, jak iluzoryczna była ta nadzieja. Trzeci za kratki trafiał lekarz, zazwyczaj kluczowy świadek oskarżenia.

Wtedy zaczynały się właściwe procesy. W zależności od zeznań ginekologa – a w dziewięciu przypadkach na dziesięć prokurator lub adwokat podsuwał medykowi stres jako jeden z wielu, jeśli nie główny powód – oskarżano i skazywano mnóstwo osób. Nie, nie na pozbawienie wolności. W kluczowej fazie śledztwa chodziło o zapewnienie Skarbowi Państwa odpowiednich środków. Kilka lat temu finansowano w ten sposób program 500+, później, kiedy mimo wysiłków hiperinflacja zredukowała wartość dotacji do akceptowalnego dla budżetu poziomu, pieniądze z kar przeznaczano na inne palące potrzeby. Przede wszystkim na utrzymanie ogromnej i ciągle rosnącej machiny sądowniczej, która nawet po maksymalnym uproszczeniu procedur pochłaniała koszmarne fundusze. Więziennictwo też musiało dostać swój kawałek tortu…

Wiele grup społecznych nie trafiało do więzień aborcyjnych. Na przykład dziewice, kobiety po menopauzie i mężczyźni trwający w celibacie żyli sobie bezpiecznie na wolności. Oczywiście, o ile nie uprawiali żadnego ryzykownego medycznego zawodu. Ale płacili wszyscy. Najwięcej dawało się wydoić z zakładów pracy – tych, które zatrudniały kobiety w ciąży, lecz nie potrafiły zapewnić im zdrowej i bezstresowej atmosfery oraz tych, które odmawiały zatrudnienia kobiety w ciąży. A przecież pozostawanie bezrobotną też może stanowić zagrożenie… Ale i od drobnicy wpływały niezłe kwoty. Zarejestrowane przez monitoring nieustąpienie miejsca w komunikacji miejskiej kobiecie z bladoróżową kokardką przypiętą do ubrania kosztowało tysiąc złotych. O ile nastąpiło w ciągu dwóch tygodni poprzedzających poronienie. Mogła się kobieta zirytować na taki brak szacunku? Mogła! Z niejednego zatłoczonego autobusu Żobrowicki wycisnął już zacną sumkę.

A ile pieniędzy popłynęło z grzywien za sprzedawanie ciężarnym alkoholu lub tytoniu! W pierwszych miesiącach po wejściu w życie bardziej restrykcyjnych przepisów to była prawdziwa żyła złota. I przecież nie jedyna…

Sędzia z rozrzewnieniem wspomniał głośną sprawę sprzed czterech lat. Niestety, nie prowadził jej, ale ekscytował się niezmiernie. Jak każdy prawnik w kraju. Jeden z koncernów farmaceutycznych wypuścił na rynek lek przeciwmiażdżycowy, który kumulował się w organizmie i mógł doprowadzić do spontanicznego poronienia nawet pół roku po zakończeniu terapii. To był piękny, pokazowy proces! Cały polski majątek firmy przeszedł w ręce syndyka.

Ale czas wracać do teraźniejszości. W sprawie Klaudii przesłuchano już i skazano sto czterdzieści trzy osoby, zarówno fizyczne jak i prawne. Póki co Skarb Państwa wzbogacił się o niemal milion złotych. A to dopiero grube ryby. Sędziemu sprzyjało szczęście – dwa lata temu państwo Łętowieccy ubiegali się o kredyt na zakup działki i wybudowanie domku jednorodzinnego, ale bank nie udzielił pożyczki, za co teraz zapłacił. Do tego deweloper spóźniał się z oddaniem mieszkań do użytku. Cóż, już wie, że nie traktuje się tak małżeństw oczekujących dziecka.

W zamian za zredukowanie kary do sześciu miesięcy Klaudia poszła na współpracę – nie bez kozery wymiar sprawiedliwości zatrudniał doskonałych psychologów i negocjatorów. To dopiero z jej zeznań Żobrowicki dowiedział się, że tydzień przed poronieniem kobieta miała ogromną ochotę na korniszony, ale nie było ich w trzech pobliskich sklepach, przez co musiała, znosząc silny dyskomfort, czekać na przysmak ponad dwie godziny.

Niestety sąsiedzi Łętowieckich okazali się bezużyteczni – cisi i uprzejmi ludzie. Trafiali się i tacy. Dzisiaj sędzia analizował całe godziny nagrań z monitoringu miejskiego. Klaudia nie jeździła autobusami ani tramwajami, lecz posłusznie nakleiła nad zderzakami własnego auta nalepki z różowymi kokardkami. Zdarzało się, że jakiś desperat wymuszał pierwszeństwo lub w inny sposób irytował kierującą tak oznakowanym pojazdem.

Od migających na ekranie laptopa samochodów Żobrowickiego rozbolała głowa. Nie cierpiał tego etapu śledztwa. Co zrobić, służba nie drużba. Wytypował już kilkunastu kandydatów do przesłuchań i uznał, że zasłużył na przerwę w niewdzięcznym zajęciu. Postanowił przejrzeć niusy z NFZ.

Przeczytał kilka notek i zmartwiał. Poczuł, jak w kręgosłup wbijają mu się lodowate szpony strachu.

Dzisiaj poroniła Patrycja Gedok. Ciąża prowadzona przez ginekologa Andrzeja Sasinowskiego.

Koniec

Komentarze

Patrycja Gedok, Andrzej Sasinowski

– Ty bezbożnico! :D 

 

 

I po co to było?

:-)

Miło, że zauważyłeś. Po Tobie spodziewałam się bardziej merytorycznych uwag. Masz jakieś? Ale już zapamiętałam, że “sześć miesięcy” kiblowania brzmi lepiej niż “pół roku”.

Babska logika rządzi!

Ach, droga Finklo, znowu ciągnie Cię do dziennikarstwa. Pięknie budowane zdania i taka sobie fabuła. Za dużo tu bieżącej polityki i socjologicznego zadęcia. Przyjemnie się czytało, ale polityki i sporów mam aż nadto w telewizorze. Powróć, proszę do świata smoków, i innej fantastyki. Pozdrawiam życzliwie.

Dziękuję, Ryszardzie.

To prawda, polityki tu mnóstwo. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że ostrzegam w przedmowie.

Babska logika rządzi!

Na wstępie myślę, że jednak nikt by się nie odważył – przy założeniu procesu na sali sądowej, z togami i całym tym teatrem – znieść instytucji obrońcy, chociażby miała ona być zupełnie fasadowa, również przydałoby się zrobić przerwę na naradę przed wyrokiem, nawet jeżeli miałoby to być wyjść z sali i wejść z powrotem. 

Wydaje mi się, że ta historia z korniszonami jest już zbyt przerysowana. Państwo opresyjne jest jeszcze bardziej przerażające, kiedy marnuje pieniądze i wysiłek na utrzymanie iluzji, że jest normalnym państwem – i tego troszkę w opowiadaniu zabrakło ; )

I po co to było?

No. I to jest porządny komentarz. Dzięki. :-)

Syf.ie, chciałabym wierzyć, że masz rację i nikt by się nie odważył. Ale mam wątpliwości. Dlatego odwołuję się do tradycji inkwizytorskich.

Korniszony. Pierwotnie myślałam o jakichś egzotycznych lodach – na przykład marchewkowych – ale to by wymagało zbyt wielu wyjaśnień, więc odpuściłam.

Z państwem opresyjnym pewnie masz rację, ale za późno się o tym dowiaduję. Mogę tylko zapamiętać na przyszłość.

Babska logika rządzi!

Gdzie tu fantastyka?

Masz rację, nie dla ludzi z alergią. Ja już kicham.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję, Zalth. :-)

Fantastyka? Jest w tym, co Syf. uznał za przegięcie. :-)

Chcesz chusteczkę?

Babska logika rządzi!

Syf.ie, chciałabym wierzyć, że masz rację i nikt by się nie odważył. Ale mam wątpliwości. Dlatego odwołuję się do tradycji inkwizytorskich.

 

U sowietów bardzo lubili procesy pokazowe : P Ponoć to Stalin naciskał na przeprowadzenie procesów norymberskich, podczas gdy Churchill chciał hitlerowskich zbrodniarzy po prostu powywieszać. 

 

Proces inkwizycyjny zakłada, że jeden pan oskarża, broni i osądza. 

I po co to było?

W ZSRR też niezłe rzeczy wyrabiali z wydawaniem wyroków… Jest się na czym wzorować, niestety.

Nie znam się (w odróżnieniu od Ciebie) na sądach. Inkwizytor nie miał jakichś mnichów czy innych pisarzy do pomocy?

Ale to chyba argument na rzecz tezy, że owszem można połączyć funkcje adwokata i prokuratora. ;-)

Jeszcze się zastanawiałam, czy dorzucać informację, że sędzia i prokurator mieli jakiś tam odsetek od zasądzonych i uiszczonych grzywien. Takie premie motywacyjne… Ale na razie o tym nie piszę wprost. I chyba tak zostawię.

Babska logika rządzi!

To znaczy raczej nie, bo albo inkwizytor po powzięciu wiadomości o przestępstwie sam zbiera dowody na niekorzyść oraz na korzyść i rozstrzyga o winie i karze, albo oskarżyciel zbiera dowody popełnienia przestępstwa i wnosi skargę do sądu, by ten jako podmiot niezawisły rozpatrzył kwestię winy i kary – i wtedy logiczny jest udział obrońcy jako podmiotu podważającego tezy oskarżenia. Łączenie prokuratora i obrońcy, bez funkcji sędziego, nie ma sensu, gdyż idąc ze skargą do sądu automatycznie stawia się w pozycji oskarżenia, więc nie będzie bronił i podważał własnego stanowiska. A to zbyt jawnie burzy iluzję praw oskarżonego : P

I po co to było?

Hmmm. Brzmisz logicznie, że albo wszystko, albo nic. Ale, psiakrew, musiałabym mocno zaingerować w tekst i wizję świata. Jeszcze się nad tym zastanowię.

Babska logika rządzi!

W gruncie rzeczy rozdzielenie tych funkcji w tekście to chyba zabieg kosmetyczny. Jedno zdanie o wazonie prokuratorze i drugie o wazonie obrońcy i tyle : P

I po co to było?

Myślałam raczej o tym, żeby obrońca nie przyszedł na rozprawę.

Daj mi jeszcze chwilę do namysłu. ;-)

Babska logika rządzi!

Obrońca przychodzi, bo ma 84 zł od terminu rozprawy ; P 

Oczywiście może być tak, że nie ma obrońcy, bo oskarżony może bronić się samodzielnie, stać go, ale sobie nie ustanowił. Ale wydaje mi się, że w kontekście całości tekstu lepiej wygląda, jak obrońca jednak będzie na sali. 

I po co to było?

Oj, marudzisz! Mój obrońca ma pół procent od uiszczonych kar, więc co się będzie fatygował i przeszkadzał sprawiedliwości…

Babska logika rządzi!

: )

I po co to było?

Zacznę od tytułu, bo nie zdążyłem odpowiedzieć w shoutboxie (przepraszam!) – wyguglałem, że Anno Domini oznacza dosłownie “w roku Pańskim”, a “roku Pańskiego” to jedynie luźne tłumaczenie. Co istotne, w łacinie nie występuje “w”, lecz wskakuje ono do przypadku, zmieniając go na ablativus, dlatego mamy anno, a nie anni. Analogicznie można postąpić z saeculum, bo to ta sama deklinacja – byłoby więc saeculo Domini.

Dalej, taki zlepek słów z różnych języków brzydko wygląda. Ponownie otworzyłem mój słownik. ;) Inkwizycja jako instytucja kościelna jest tłumaczona “Sanctum Officium”. Inquisitio to inkwizycja jako badanie sądowe. Czyli, gdyby przetłumaczyć tytuł w całości na łacinę, byłoby “Sanctum Officium saeculo Domini XXI”. Zrób z tą wiedzą, co uważasz za stosowne. :)

 

Co do tekstu: Zdanie-kombo na 4 linijki w pierwszym akapicie na chwilę mnie spowolniło. Pociąłbym bez litości. Fabuły bardzo mało – a szkoda. Fragment z korniszonami bardzo mi się spodobał! No i to trochę upiorne, że coś, z czego dzisiaj się śmiejemy i przerysowujemy, za jakiś czas może stać się ponurą rzeczywistością. Jeśli ustawa antyaborcyjna wejdzie w życie, to lekarze przestaną leczyć kobiety w zagrożonej ciąży i wykonywać badania prenatalne właśnie z obawy przed takimi procesami.

Pozdrawiam!

 

Dziękuję, MrBrightside. :-)

Ależ nie masz za co przepraszać. To mnie się spieszyło do publikacji. To chyba zmienię na “inquisitio”. W końcu chodzi o badania sądowe, a skojarzenia i tak każdego zaprowadzą we właściwą stronę.

Zdanie-kombo. Hmmm, mnie się ono podoba i uważam, że ta wyliczanka powinna być w kupie. Ciąć nie chcę, ale odrobinkę skrócę.

Bardziej się w szorcie skoncentrowałam na świecie niż na fabule. Możliwe, że to błąd.

Fajnie, że korniszony się spodobały. Widać niektórzy lubią, inni nie. ;-)

Jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to po co w ogóle robić badania prenatalne? Jeszcze kobita wyjedzie za granicę i tam usunie. Albo do podziemia pójdzie…

Tak poważniej, to ja bym się obawiała procesów o przyjmowanie środków poronnych.

Babska logika rządzi!

Było ostrzeżenie, więc mea culpa. :/

Czyli nie podeszło. Dzięki, że próbowałeś. :-)

Babska logika rządzi!

Całkiem zgrabna satyra, Finklo :) Mimo politycznej awersji na dziejące się wydarzenia przeczytałem z zainteresowaniem.

Dziękuję, Belhaju.

Cieszę się, że czasami działa mimo alergii.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam i, choć tekst króciutki, poczułam lekkie nim znużenie. Poza tym obyło się bez wrażeń.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

OK, rozumiem. Dzięki, że zajrzałaś i przeczytałaś.

Babska logika rządzi!

zapominacie chyba o wpływie opinii publicznej na wyroki sondu, tym też da się kierować. to jak autostonoga z czerystuosiemdziesięcioma i killkukołami..

Dziękuję, Burku.

Opinią publiczną w ogóle da się sterować. Tylko czynników sporo, a niektóre się zwalczają.

Babska logika rządzi!

Mam alergię na politykę, ale stwierdziłam, że coś tak ładnie zatytułowanego nie wywoła wstrząsu anafilaktycznego. Niestety, dobrnęłam tylko do połowy – nie moja bajka. Bardzo “sucha”, dziennikarska forma kompletnie mi nie podeszła. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dzięki, że próbowałaś.

Co zrobić, zdrowie najważniejsze. ;-)

Babska logika rządzi!

Rozprawy sądowe i śledztwa policyjne mają to do siebie, że są straszliwie nudne w formie literackiej. Dopiero postać mordercy/zabójcy napędza te historie. Ktoś ucieka, ktoś ginie w spektakularny sposób, jakaś intryga większa niż życie ma na celu obalenie władzy itd.

W tym tekście nie ma owej postaci, a co za tym idzie – nie ma niczego. Ani emocji, ani efektownej/efekciarskiej zbrodni, ani prawdziwych ludzi.

Co więcej, dziwi mnie ten fakt, zważywszy, że samo opowiadanie raczej nie jest autentyczną relacją z sali sądowej, a literacką bujdą.

Co autor miał na myśli, pytam więc.

Dziękuję, Stoyanie.

Autorka miała na myśli odreagowanie tego, co zobaczyła w telewizji, czyli coś zbliżonego do ponurej satyry na zmiany we współczesnej polityce.

Babska logika rządzi!

Oj, Finklo… To jeszcze na razie fantastyka, ale już niebawem tekst może nie spełniać tych kryteriów…

Wcale się nie dziwię, że chciałaś sobie w ten sposób “ulżyć”, mnie też skręca w środku na myśl o tym, co się dzieje w naszym coraz bardziej chorym państwie.

Styl oczywiście ok, tylko rzuciło mi się w oczy to:

Śledztwo w sprawie poronienia Klaudii Łętowieckiej zataczało coraz szersze kręgi.

Wszystko toczyło się według utartego schematu:

Troszeczkę nie rozumiem też tej końcówki:

Przeczytał kilka notek i zmartwiał. Poczuł, jak w kręgosłup wbijają mu się lodowate szpony strachu.

Dzisiaj poroniła Patrycja Gedok. Ciąża prowadzona przez ginekologa Andrzeja Sasinowskiego.

Dlaczego sędzia się bał? O co chodzi? Czy jest tam jakaś aluzja, której nie załapałam?

Dziękuję, Iluzjo.

Fantastyka. Na razie jeszcze jest. A jak przestanie być, to pewnie nawet wywalić nie zdążę…

Z powtórzeniem masz rację. Zaraz poprawię. Przy okazji wprowadzę zmiany postulowane przez Syf.a. Niech Mu będzie. ;-) W końcu ekspert.

Końcówka. A czy zwróciłaś uwagę, że to ten sam lekarz, którego sędzia zapuszkował w pierwszej scenie?

Babska logika rządzi!

No tak, zwróciłam, tylko nadal nie rozumiem, dlaczego sędzia się boi…

Lekarz zapuszkowany, więc o co chodzi? 

 

Być może tylko ja nie rozumiem, bo ostatnio mój mózg jest jakby… nie do końca sprawny ;) 

A jak przestanie być, to pewnie nawet wywalić nie zdążę…

True… true…

No trudno, będę tłumaczyć tekst: wspominam, że można ukarać (grzywną) sklep, w którym nie ma korniszonów niezbędnych ciężarnej kobiecie do szczęścia. Bo to ją stresuje i baba może z tego powodu poronić. Wyobraź sobie, jak bardzo stresująca (zwłaszcza w porównaniu z ogórkami) jest informacja, że Twój lekarz prowadzący poszedł siedzieć, bo dopuścił do poronienia, czyli musiał popełnić jakiś błąd w sztuce. Raz, że zostajesz na lodzie, dwa, że mógł coś skopać i w Twoim przypadku…

Babska logika rządzi!

yes

 

Już lepiej :)

Gdzieś mi trybiki nie zatrybiły odpowiednio szybko, dziękuję za wyjaśnienie.

Uff! ;-)

Babska logika rządzi!

Iluzjo, nie byłaś sama ;)

 

Finklo… Tekst ma pewien walor jako głos w dyskusji, jednak nie do końca trafiła do mnie forma – zbyt poważna, by być śmieszną i zbyt “<<sucha>>, dziennikarska” – pozwolę sobie zacytować Gravel – aby poczuć, że czyta się opowiadanie skoncentrowane wokół fabuły i tworzących ją bohaterów. Jestem przekonany, że gdybyś rozszerzyła tekst trzykrotnie i tym samym postaciom przydała głębi, to wyszłoby intrygujące social science fiction (lub coś w tym rodzaju ;)).

Temat wybitnie alergiczny i niepokojący. Jako żółtodziób o konserwatywnych ciągotach, obawiam się, że reakcją na złamanie kompromisu będzie wychylenie wahadła w drugą stronę przy pierwszej sprzyjającej okazji. Ale nie chcę wdawać się w dyskusję na ten temat. Wystarczy, że politykom przychodzi to łatwiej niż np. rzetelna rozmowa o budżecie.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję, Nevazie.

Czyli trzeba się było rozpisać? Pewnie masz rację. Ale już nie będę zaprowadzać rewolucji w moim światku. W SSF celowałam, ale właśnie szortem, szkicem, nie pełnym opowiadaniem.

A temat po prostu od lat wzbudzający olbrzymie emocje po różnych stronach barykad.

I tak, już słychać głosy o wahadle.

Budżet to też trudny temat, tylko trudny inaczej. I chyba znacznie mniej medialny. Jakoś tak głupio powiedzieć do kamer: “Chętnie dalibyśmy tej grupie społecznej, ale wtedy trzeba zabrać tamtej”.

Babska logika rządzi!

O, trafiła mi się lektura bardzo na czasie. Całkiem sprawna satyra. Choć nie zrozumiałem końcówki. A co do polityki – lubię sobie o niej poczytać, bo to w sumie ciekawe, ale stanie z boku i brak poparcia dla kogokolwiek przynosi mi szereg korzyści. Mogę na przykład krytykować wszystkich po kolei bez ograniczeń :)

Dzięki, Zygfrydzie. :-)

Na czasie, na czasie, niestety. Oj, nie zrozumiałeś końcówki? Hmmm, to już drugi przypadek. Może powinnam dodać zdanko naprowadzające?

Interesująca koncepcja. Ale że ostatnio mamy wysyp wiedźminów, to neutralność kojarzy mi się z tymi, którzy obrywają najmocniej, bo od obydwu walczących stron. Wiesz, kto nie jest z nami… ;-) No, na polu literatury jednak jest bezpieczniej.

Babska logika rządzi!

No może nie do końca neutralność. Mam swoje poglądy na niektóre sprawy, na wiele nie, bo się nie znam. W wyborach nie głosowałem, bo najpierw bym musiał przeczytać wszystkie programy, a na to nie mam czasu ani chęci.

Uuuu, czytelnictwo w narodzie upada! ;-)

Przypomina mi się stary aforyzm, podobno Sapka: “Poglądy są jak dupa – każdy jakieś ma, ale po co od razu pokazywać…”. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale tak bez chłosty? Bez zakazu prowadzenia samochodów?

Tekst z rodzaju proroczo-czarnowidzych. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie masz daru jasnowidzenia. 

Spodobały mi się próby logicznego przewidywania wraz z uzasadnieniem działania oraz motywacji. Wydaje mi się jednak, że taki  sposób zasilania państwa by nie przeszedł, a już na pewno nie działałby jak należy. 

 

Ode mnie 4/6. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, ARHIZIE. :-)

A co komu po chłoście? A niech prowadzą samochody. Ile rząd dostaje kasy z akcyzy na paliwo?

Też mam nadzieję, że ta wizja jednak się nie sprawdzi. Oby…

Przez co by nie przeszedł? W której instytucji by się zatrzymał? Co do należytego działania – wzorowałam się na procesach prowadzonych przez Inkwizycję (nie to, żebym wiedziała o nich jakoś strasznie dużo) – skoro tamtym się udawało…

Babska logika rządzi!

Wydaje mi się, że całość zapadła by się sama w sobie jak bańka spekulacyjna. Ale ekonom ze mnie taki jak inkwizytor. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, zdaje się, że procesy inkwizycji potrafiły wyludnić miasteczko… Na dłuższą metę bardzo ryzykowna gra.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka