- Opowiadanie: Namrasit - Pożeracz St(r)achu

Pożeracz St(r)achu

Kojelne opowiadanko napisane treningowo. Taka próba połączenia poprzednich dwóch, a więc demony na wsi.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Pożeracz St(r)achu

Lało i wiało okrutnie. Rozszalały wicher przetaczał się przez wieś, za każdym razem dopadając czegoś nowego, czym można było rzucić, zazgrzytać czy zachrobotać. Strugami deszczu ciskał w okna, dusił dym wylatujący z kominów, wył pomiędzy deskami. Kto żyw, już dawno przesiadywał w ciepłej izbie, grzejąc gnaty przy ogniu.

Gwar panujący w gospodzie skutecznie zagłuszał zawodzenie wichru. Ludzie przekrzykiwali jedni drugich, ktoś wznosił toast, ktoś kogoś wyzywał. Pozamykane okna oraz mieszające się zapachy wątpliwego pochodzenia sprawiały, że zaduch był niemiłosierny. Powietrze, cięższe nawet niż podpróchniałe stoły, aż kleiło się w ustach, a dym z paleniska raz po raz wpadał do środka izby, przyduszając siedzących najbliżej.

Nieznajomy siedział przy szynkwasie, plecami do gawiedzi, co chwila zaczepiany przez któregoś z miejscowych. Propozycje sprzedaży podejrzanych towarów, prośby o postawienie kolejki w zamian za opowieść, przypadkowe wyzwiska – wszystko to zbywał obojętnym milczeniem. Siedział nad kuflem i patrzył na muchę, która właśnie tonęła w nietkniętym piwie.

On już niedługo miał się poczuć tak samo.

– Przybył! – krzyknął nagle mężczyzna siedzący przy oknie. – Przybył!

Na chwilę wszyscy umilkli. Przez moment w wypełnionej po brzegi karczmie usłyszeć można było trzask i syk płomieni. Naraz powietrze znów wypełnił gwar, a ludzie zaczęli tłoczyć się przy brudnej szybie.

– Łowca demonów!

– To on! To on! – rozniosło się po izbie.

Każdy przekazywał tę wieść siedzącym dalej, chociaż tylko głuchy nie usłyszałby jej za pierwszym razem.

Siedzący przy szynkwasie zacisnął pięści. Już za chwilę miał się przekonać, czy plotki krążące na temat pogromcy zła miały cokolwiek wspólnego z prawdą.

Zdążył już o wszystko wypytać: Stacha wezwano, by rozprawił się z biesem zamieszkującym starą piaskownię. Choć wiązało się to ze sporymi kosztami, to pięć trupów skutecznie zmobilizowało wieśniaków do zebrania wymaganej kwoty. Sprzedano kilka świń, rozkopano ogródki, przetrząśnięto łóżka babek i tak oto, Stachu Pogromca Strachu, zawitał do osady.

Wart był swojej ceny.

To on wypędził świńskie demony oraz rozprawił się z Kartoflakiem – tak przynajmniej głosiły plotki.

– Wszedł do domu wójta! – krzyknął któryś z wieśniaków.

Na te słowa kto żyw zaczął opuszczać karczmę, gnany pragnieniem ujrzenia, a być może i uściśnięcia dłoni wielkiego pogromcy zła. Jak bowiem głosiła stara prawda: „Kto rękę łowcy demonów dotyka, przed tym bies każdy ze strachem umyka”.

I nawet wicher i ulewa nie były w stanie powstrzymać żądnej błogosławieństwa ciżby.

 

Czekał jak na ścięcie. Tego się zresztą spodziewał po tym, co słyszał o łowcy. Czas jednak mijał, a pogromca zła nie nadchodził.

Zamiast tego do gospody zaczęli wracać przemoczeni i zziębnięci wieśniacy.

– Stachu biesa ubije, na kosie bydlaka zatknie i do wioski przyniesie, zobaczysz – zapewniał jeden z chłopów.

– Ja tam bym wolał, żeby go w lesie spopielił. Jeszcze jaką klątwę przyniesie – obawiał się jego kompan.

– Jaką klątwę? To przecież Stachu! Nie bój dupy.

 

Czekał, aż ludzie wrócą do gospody. Czuł ich radość, nadzieję, ulgę – nie smakowały zbyt dobrze. Wolał wcześniejszą atmosferę, pełną sztucznej wesołości, pod którą kryło się napięcie oraz wyczekiwanie – a wszystko okraszone drobinami strachu.

To nim się żywił i właśnie dlatego przybył do osady.

 

Jego pierwsze dwie zdobycze były niczym uśmiech losu – para złodziei, która naruszyła podziemną pieczęć, przynosząc wolność oraz tak wielce wyczekiwany posiłek. Ich strach, choć zbrukany zaskoczeniem oraz żądzami, i tak smakował wybornie. Później był jeszcze myśliwy, stara grzybiarka oraz dzieciak zbierający chrust. Strach tego ostatniego był tym, co uwielbiał. To właśnie po uśmierceniu dziecka nabrał dość mocy, by móc przyjąć kształt człowieka i przybyć do osady. Niestety, przybranie nowej formy wymagało czasu.

I tak oto, gdy przybył w końcu na ucztę, dowiedział się o nadejściu łowcy demonów.

 

Na szczęście Stachu okazał się typowym szarlatanem – tylko to tłumaczyło fakt, że wciąż nie zawitał do karczmy, by rozprawić się z biesem. Co więcej, ludzie zaczęli gadać, że pogromca, po krótkiej rozmowie z wójtem oraz zabraniu pieniędzy wyruszył od razu w stronę piaskowni.

„A więc obaj dobrze na tym wyjdziemy” stwierdził demon, uśmiechając się szeroko.

Ktoś trącił go w ramię.

– Magicznego grochu?

Głos należał do niewysokiego, grubawego chłopa.

– Śmierci? – zapytał w odpowiedzi bies, mrużąc oczy.

– Gdzie śmierdzi, panie, patrz… Aaaaaaa!

Okrzyk bólu rozniósł się po izbie, kiedy bies wbił palce w oczy wieśniaka. Wszyscy spojrzeli na wrzeszczącego.

Bies tylko na to czekał. Dobył sztyletu, który kiedyś należał do myśliwego i ciął grubasa w szyję.

Krew chlusnęła na siedzącą obok niewiastę.

Ta pisnęła z przerażenia.

Wszechobecna radość zaczęła zanikać, pożerana przez płomienie strachu rozchodzące się pośród gawiedzi. Tłum ponownie ruszył ku drzwiom, tratując się wzajemnie. Kilku bywalców gospody postanowiło jednak na własną rękę rozprawić się z nieznajomym. Ktoś złapał za krzesło, inny za pogrzebacz, gdzieś błysnęło ostrze.

Odwaga – nie lubił jej smaku.

Grubas, który osunął się na ziemię, dusił się własną krwią. Charczał i kaszlał, pełen słodkiego, wybornego przerażenia.

Demon przymknął oczy, delektując się tym smakiem.

Nagle ktoś podbiegł i zdzielił mordercę nogą od stołu. Belka jęknęła i pękła, a bies padł na podłogę.

Gorycz bohaterstwa zalała wykwintne danie, czyniąc je kompletnie niejadalnym.

– Giń, łotrze! – wrzasnął dzierżący deskę mężczyzna, ale nie wyprowadził kolejnego ciosu.

Coś sprawiło, że znieruchomiał.

Podobnie rzecz się miała z ludźmi dookoła – mogli jedynie oddychać oraz mrugać oczami.

– Sam umrzesz, ścierwo! – krzyknął bies, wstając na nogi. – Wszyscy umrzecie!

Unieruchamiając tak wiele celów ryzykował. Wymagało to bowiem całej mocy, jaką posiadał, a czas działania zaklęcia był ograniczony. Oznaczało to również utratę dotychczasowej formy, ale to już nie miało znaczenia.

Przerażenie gawiedzi zaczęło narastać, szczególnie u tych, którzy patrzyli na przemianę biesa, wracającego do naturalnej postaci.

Nogi konia, tułów niby ludzki, ale cały porośnięty runem owcy, do tego z ogonem jak u świni; ręce chude i pokrzywione, zakończone nie dłońmi, a kurzymi łapkami i na koniec głowa jak u kozła, tyle że bez rogów, a z grzebieniem koguta.

Pożeracz Strachu wypiął pierś. Grozy, którą wzbudzał samym wyglądem, było dość, by nasycić trzech takich jak on, ale nie miał zamiaru na tym poprzestać. Złapał za ostrze i rozciął nim brzuch tego, który jeszcze przed chwilą życzył mu śmierci.

Człowiek jęknął, ale nie mógł zrobić nic więcej. Stał bez ruchu, z przerażeniem patrząc, jak bies powoli wypruwa jego wnętrzności.

Nowa porcja trwogi pozwoliła demonowi na zablokowanie wszelkich okien oraz drzwi na chwilę przed ustaniem paraliżu.

Nieświadoma niczego gawiedź próbowała uciec, lecz nikt nie potrafił tego dokonać.

Byli zgubieni.

 

A wszystko przez dwóch pijaków, którym nie postawiono kolejki. Desperaci wyruszyli do zamkniętej piaskowni z nadzieją, że znajdą tam coś, co będzie można wymienić za przynajmniej dwa dzbany bimbru. No i znaleźli, lecz nie to, czego szukali.

 

***

 

Demon ociężale opuścił gospodę. Jego wełna miała teraz kolor purpury, a kopyta ociekały krwią. Czuł się spełniony. Przyswoił taką ilość strachu, że był teraz dwa razy wyższy i pięć razy grubszy. Prawdę mówiąc, gdyby pożarł odrobinę więcej, nie byłby w stanie się ruszyć.

Wiatr uderzył w biesa ścianą deszczu – nie zrobiło to na czarcie żadnego wrażenia. Rozejrzał się za to, rozważając, gdzie pójść. Czy jednak musiał gdziekolwiek iść? W osadzie wciąż było sporo mieszkańców, których strach tylko czekał na to, by go uwolnić i pożreć – a nic nie wyzwalało go tak, jak śmierć w męczarniach.

– Widzę, że się najadłeś.

Głos należał do mężczyzny kryjącego się pod strzechą domu stojącego naprzeciw gospody. Człowiek był wysoki i opatulony kapotą. Objedzony bies wcześniej go nie zauważył.

– Odejdź, ścierwo – rzucił czart.

– Nie tylko ty przybyłeś tutaj głodny, Pożeraczu Strachu.

Bies zmrużył oczy. Spodziewał się wielu rzeczy, ale nie tego, że w niewielkiej wiosce napotka podobną sobie istotę.

– Kim jesteś, łachudro?

– Ja? Jestem Stachu. Pożeracz Stachu – odparł mężczyzna.

– Nie przedrzeźniaj mojego imienia, bo zginiesz! – zagroził bies.

– Kiedy ja naprawdę jestem Pożeracz Stachu – obstawał przy swoim Stachu. – I żywię się czartami… lubię, jak są tłuste… dobrze odżywione… takie jak ty!

Skoczył na zaskoczonego demona.

 

Pożeracz Strachu patrzył na wielką paszczę pełną setek ostrych zębów, świadom, że nie da rady uniknąć przeciwnika.

Powietrze wokół wypełniła przesłodka woń jego własnego przerażenia.

Delektował się samym sobą, towarzysząc Stachowi w swym unicestwieniu.

Umierał w rozkoszy.

 

Koniec

Komentarze

Czytało się płynnie i przyjemnie. Niespodziewane zakończenie, ale pod względem stylu czy klimatu, lepiej wg mnie wypadł początek opowiadania. Ogółem jednak, podobało mi się.

Witaj,

 

Opowiadanie napisane przystępnie, większych błędów nie wychwyciłem (ale to nie ja tu od tego jestem). Podobało mi się, z jednym tylko zarzutem. Na końcu, skoro bies im bardziej był nasycony, tym był potężniejszy, czemu nie próbował nawet stawić czoła Stachowi? Zgrzyta mi to bardzo by istota posiadająca takie moce tak łatwo się poddała innej podobnej sobie.

 

Używasz słowa bies, na określenie tej złej istoty terroryzującej wieś. Poza tym, że biesom przypisuje się władanie wiatrem (na + w wiosce wieje niemiłosiernie), to twoja istota zupełnie odstaje od typowego biesa. Nie mówię, że to źle, wszak każdy może mieć inne źródło lub swoje wyobrażenie. Ja korzystałem z tej definicji: tutaj.

 

– Ja? Jestem Stachu. Pożeracz Stachu – odparł mężczyzna.

Za pierwszym razem przeczytałem: “– Ja? Jestem Stachu Pożeracz Strachu – odparł mężczyzna.” :D

 

Drobne usterki:

 

Wszedł do domu wójta! – krzyknął któryświeśniaków. – literówka, “z” winno być

 

Gorycz bohaterstwa zalała wykwintne danie, czynią je kompletnie niejadalnym. – literówka, czyniąc

 

Pozdrawiam,

z Bogiem

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dzięki, za wytknięcie potknięć, bo sam już tego nie widziałem. Co do walki, to ten demon tak się napasł, że nie zdążył za bardzo zareagować. Taka jakby śmierć z przejedzenia :P.

 

I chyba było mu zbyt przyjemnie, żeby się bronić. Taki masochista to ma dobrze XD

OK, sympatyczny tekścik. Jest jakieś zaskoczenie na końcu. Pożeracz strachu to jeszcze nie do końca zużyta koncepcja.

Rozejrzał się za to, rozważając, gdzie pójść.

Dokąd. Jeśli mamy ruch, to dokąd.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajny tekścik, rozbawił mnie. Daję piątkę bo lektura naprawdę przyjemna!

skutecznie zagłuszał zawodzenie wichru – tu dałabym “wiatru”, bo w drugim zdaniu też masz wicher.

Początek zdecydowanie lepszy, klimat jak trzeba, te opisy bardzo wyraziste. 

Potem trochę mniej mi się podobało, ale i tak fajne, choć jestem akurat po lekturze “Zimowych wojowników” Gemmella, więc motyw pożerania strachu dla mnie troszkę zużyty.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo fajny tekst, krótki, ale przyjemnie się czytało. Bez zbędnego pindolenia, jest pomysł, jest akcja, jest kapitalny, według mnie, finał, czegóż chcieć więcej?

 

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Dołączam do grona zadowolonych. Pomysł niczego sobie, treść dobrze koreluje z długością opowiadania, a nuta humoru sprawia, że czyta się lekko.

Finał również przypadł mi do gustu :)

 

Usuń jeszcze zdublowany tytuł i będzie cacy ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za opinie, nie spodziewałem się aż tak dobrych.

No to jeszcze pytanie kontrolne: fragment reprezentacyjny uzupełniony? Nigdy nie wiadomo, kiedy wleci piąty klik.

Babska logika rządzi!

No to jeszcze pytanie kontrolne: fragment reprezentacyjny uzupełniony? Nigdy nie wiadomo, kiedy wleci piąty klik.

 

Hmm, nigdy tego nie wypełniałem. Co tam się wrzuca?

A co chcesz. Kawałek tekstu, który zachęci do przeczytania, ale nie zdradzi, że mordercą jest kamerdyner. Zajrzyj na stronę główną, popatrz, co mają komunikaty Ducha Biblioteki, i wybierz coś odpowiedniego.

Babska logika rządzi!

Zacząłeś dość standardowo, w przaśnym, wiejskim klimacie, którego w polskiej fantastyce mamy chyba pod dostatkiem (głowy nie dam, nie znam się na polskiej fantastyce, ale ludziska tak gadajo znad flaszeczek z bimbrem). Ładnie literacko i całe szczęście treściwie, ale oczywiście musiałeś osadzić akcję w knajpie.

Wszystko zawsze musi się dziać w knajpie. I już nawet guzik mnie interesuje, czy knajpa została wykorzystana ironicznie, po to by wyśmiać rolę knajpy w literaturze. Od tej chwili każdą opowiastkę dziejącej się głównie w karczmie, wyszynku, barze, spelunce czy lokalu będę oceniał na jeden i złośliwie wyszydzał, tryskając jadem i żółcią (na raz!), a jeżeli w malignie zdarzy mi się samemu taką skomponować, to przerzucam się z pisania na balet.

Opowiadanie ratuje się przewrotnym zakończeniem i postacią Stacha ( żadna opowieść, w której występuje gość, na którego wołają Stachu Pogromca Strachu, nie może być przecież taka zła), ale w moich oczach nie awansuje wyżej, niż na średniaka. Motyw żywienia się strachem jest na tyle wyświechtany, że trudno wykombinować z nim coś nowego. Tobie się do pewnego stopnia udało, ale nie na tyle, bym miał wrażenie obcowania z dziełem w jakikolwiek sposób oryginalnym, a to na tym wrażeniu mi właśnie zależy, kiedy sięgam po krótkie formy w fantastyce.

na emeryturze

Ok, dorzuciłem tam kawałek do tego okienka.

 

Dzięki za ocenę gary_joiner, 3 czyli widzę, że zdane.

Reszcie oczywiście też.

 

“Zacząłeś dość standardowo, w przaśnym, wiejskim klimacie, którego w polskiej fantastyce mamy chyba pod dostatkiem“

Pewnie nie tylko w polskiej, ale i fantastyce w ogóle. Bo co to jest za fantastyka, gdzie nie ma karczmy, karczemnego questodaja i wszystkowiedzącego karczmarza :). A co do knajpy, to w wiosce niewiele miejsc, gdzie się ludziska gromadzą. Kościół jeszcze zostaje, ale tam to demonom wchodzić nie wypada.

“Motyw żywienia się strachem jest na tyle wyświechtany, że trudno wykombinować z nim coś nowego. Tobie się do pewnego stopnia udało, ale nie na tyle, bym miał wrażenie obcowania z dziełem w jakikolwiek sposób oryginalnym, a to na tym wrażeniu mi właśnie zależy, kiedy sięgam po krótkie formy w fantastyce.“

Cóż, by było to coś takiego, o czym mówisz, to musiałbym się bardziej przyłożyć. Ale jak zaczyna to robić, to już krótka forma cierpi i się zaczyna rozrastać.

Każdemu nie dogodzisz a oryginalność jest względna. Większość motywów, już gdzieś była, zależy co czytelnik już zna a czego nie.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Każdemu nie dogodzisz a oryginalność jest względna. Większość motywów, już gdzieś była, zależy co czytelnik już zna a czego nie.

Racja. Lepiej mierzyć ze swoją twórczością we mniej wymagającego, nieoczytanego odbiorcę.

na emeryturze

Racja. Lepiej mierzyć ze swoją twórczością we mniej wymagającego, nieoczytanego odbiorcę.

Jak czyta, to czemu nie, takiemu łatwiej dogodzić. Na proste rzeczy zawsze jest popyt.

@ gary – żeby się oczytał od czegoś musi zacząć, nie każdy chce na początek stuletnich tekstów legendarnych twórców. To, że ktoś nie zetknął się wcześniej z jakimś motywem to jest nieoczytany? Zresztą można jakiś motyw lubić i chętnie sięgać po inne nań spojrzenia. Oceniając jakość tekstu po oryginalności motywu to nawet wielcy pisarze naszych czasów jakoś cieńko wypadają.

 

Pozdrawiam, królu złoty oczytany :)

 

i tak perwersyjnie nieoryginalnie zakończę nadużywanym tekstem:

A kto czytał ten trąba i koniec i bomba.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Jak czyta, to czemu nie, takiemu łatwiej dogodzić. Na proste rzeczy zawsze jest popyt.

Oczywiście, że tak. Pisanie oryginalnych tekstów, o ile nie czujesz takiej wewnętrznej potrzeby, nie ma większego sensu. Dla ścisłości, ja broń boże Cię do pisania oryginalnych rzeczy nie namawiam, po prostu starałem się możliwie jasno uzasadnić swoją opinię i ocenę “Pożeracza St(r)achu“.

 

@Mytrix

Oceniając jakość tekstu po oryginalności motywu to nawet wielcy pisarze naszych czasów jakoś cieńko wypadają.

Trudno mi się odnieść do tej uwagi, jest zbyt abstrakcyjna, ale, uogólniając, zgadzam się ze stwierdzeniem, że większość popularnych współczesnych pisarzy fantastycznych wypada niezwykle cieńko.

 

Pozdrawiam, królu złoty oczytany :)

 

i tak perwersyjnie nieoryginalnie zakończę nadużywanym tekstem:

A kto czytał ten trąba i koniec i bomba.

Wo-ho-ho. Cóż za wyborna drwina, winszuję poczucia humoru (przez łzy, bo ja też mam uczucia).

 

na emeryturze

Wybacz jeśli uczucia twe zraniłem :) choć wyborbości w słowach swych się nie doszukałem to komplement przyjąłem. Zwady wżdy nie szukam.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przeczytałam bez przykrości, uśmiechnęłam się pod koniec, ale nie mogę powiedzieć, że opowiadanie jakoś szczególnie mnie rozbawiło.

 

oraz mie­sza­ją­ce się za­pa­chy wąt­pli­we­go po­cho­dze­nia… – Pochodzenie zapachów chyba nie powinno budzić wątpliwości. ;-)

 

przy­du­sza­jąc sie­dzą­cych naj­bli­żej.

Nie­zna­jo­my sie­dział przy szynk­wa­sie… – Powtórzenie.

 

Ktoś zła­pał za krze­sło, inny za po­grze­bacz, gdzieś bły­snę­ło ostrze. – Raczej: Ktoś zła­pał krze­sło, inny po­grze­bacz, gdzieś bły­snę­ło ostrze.

 

Czy jed­nak mu­siał gdzie­kol­wiek iść?Czy jed­nak mu­siał dokąd­kol­wiek iść?

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ach, te przepychanki w komentarzach :) Te pościgi, te wybuchy!

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Czekaj, Fas, może i pod Twoim tekstem się ludzie o coś posprzeczają. Niedługo przeczytam. :-)

Babska logika rządzi!

Nie ma się co sprzeczać, bo potem się okazuje, że główna twórczość to ta w komentarzach.

Co zrobić, tfurczość musi znaleźć swoje ujście. ;-)

Babska logika rządzi!

Czy Pożeracz Stachu jest krewnym Wujka Staszka Mistrza Ciętej Riposty?

Fakt, że lekceważony nieznajomy siedzący w knajpie, to ten zły przełamuje trochę archetypiczność ujęcia. Dodatkowy plus za potwora Kartoflaka.

Zaczynało się fajnie, zapowiadał się przyjemny przaśnawy klimat wędrowyczowski i lekka humorystyczna opowiastka. Ale ostatecznie opowiadanie nieco mnie znużyło. Klimat zaczął się rozmywać, a mi myśli krążyć wokół spraw zupełnie z tekstem niezwiązanych. Może to pewna powtarzalność motywów, może brak jakiegoś kopnięcia, które by sprawiło, że “Pożeracza…” zapamiętam na dłużej. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Czy Pożeracz Stachu jest krewnym Wujka Staszka Mistrza Ciętej Riposty?

Nie wiem, nie znam :D.

Fakt, że lekceważony nieznajomy siedzący w knajpie, to ten zły przełamuje trochę archetypiczność ujęcia. Dodatkowy plus za potwora Kartoflaka.

Dzięki, Kartoflak to osobna opowiastka, którą też tutaj znajdziesz.

 

Klimat zaczął się rozmywać, a mi myśli krążyć wokół spraw zupełnie z tekstem niezwiązanych. Może to pewna powtarzalność motywów, może brak jakiegoś kopnięcia, które by sprawiło, że “Pożeracza…” zapamiętam na dłużej.

Czyli następnym razem muszę się lepiej przyłożyć.

Lało i wiało okrutnie. Rozszalały wicher przetaczał się przez wieś, za każdym razem dopadając czegoś nowego, czym można było rzucić, zazgrzytać czy zachrobotać. Strugami deszczu ciskał w okna ← pierwsze zdanie jest zbędne, powielasz wciąż tą samą informację.

 

ktoś wznosił toast, ktoś kogoś wyzywał. ← bardzo brzydkie

 

przyduszając siedzących najbliżej.

Nieznajomy siedział przy szynkwasie

 

Na chwilę wszystko umilkło. Przez moment w wypełnionej po brzegi karczmie usłyszeć można było trzask i syk płomieni. ← no to wszystko umilkło czy płomień jednak nie umilkł? Może lepiej wszyscy umilkli, nie będzie nielogicznie?

 

Na te słowa kto żyw, zaczął

 

Ich strach, choć zbrukany zaskoczeniem oraz żądzami(+,) i tak smakował wybornie. ← wtrącenie oddzielamy z obu stron przecinkiem

 

Co więcej, ludzie zaczęli gadać, że pogromca(+,) po krótkiej rozmowie z wójtem oraz zabraniu pieniędzy(+,) wyruszył od razu w stronę piaskowni.

„A więc obaj dobrze na tym wyjdziemy” uśmiechnął się demon. ← uśmiechnął się słowami? A to ciekawe. Lepiej po prostu: Demon uśmiechnął się.

 

pożerana przez płomienie strachu rozchodzącego się pośród gawiedzi. ← nope, płomienie strachu ROZCHODZĄCE się…

 

Dużo powtórzeń – np. słowa smak, wszystko, bies, powtarzanie tych samych informacji, np. że pozytywne uczucia nie smakują bohaterowi dobrze. Koncepcja ciekawa.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

@ NAZ – To, że pozytywne uczucia nie smakują bohaterowi to w mojej ocenie celowe powtórzenia, opis tego co odczuwa i budowanie klimatu :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Adwokacie, rozumiem, że taki może być zamysł. Niestety, w moim odbiorze wykonanie go nie odzwierciedliło. Jedynie zazgrzytało. Jeszcze bardzo zbliżone zdanie/forma tam jest.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Adwokat Diabła! – Czuję się zaszczycony! Moją intencją było jakoby poddanie polemice tegoż stwierdzenia. Adwokatem nie jestem bo mi za to nie płacą ^^, a pro Bono też tej sprawy nie wziąłem :)

Tak więc mamy różne opinie na ten temat i fajnie, w końcu o to chodzi!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Pomysł jest ciekawy, a zakończenie przewrotne, dlatego też przybiję do Biblioteki ;) Usterki techniczne zdarzają się każdemu.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Uśmiałam się nieźle ze sceny z magicznym grochem. Uwielbiam wiejską, lekką tematykę. Czekam na kolejny tekst w tym stylu.

Pisz i pozwól czytać innym :)

No, muszę przyznać, że się nie spodziewałem, że duet pożeraczy zajdzie aż tak wysoko. Dzięki wszystkim za komentarze i wykazanie usterek.

Większość powtórzeń zamierzona, no ale dobra… nie będę przecież kłamał, że wszystkie :P

Zręcznie napisane ale trochę o niczym.

Tekst bardzo ładny, fajnie się czyta powola mnie imię łowcy demonów (Stachu zawsze najlepszy jest!). Opis biesa też oryginalny. Co będę niepotrzebnie strzępić ryja? Daje pięć i finito!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Czepialstwo na początek:

 

“Wolał wcześniejsza atmosferę“ – wcześniejszą

 

“…nabrał dość mocy, by móc przyjąć kształt człowieka i przybyć do osady. Niestety, przybranie nowej formy wymagało czasu.

I tak oto, gdy przybył w końcu…“

 

“Grozy, którą wzbudzał samym wyglądem, było dość, by nasycić trzech takich jak on, ale nie miał zamiaru na tym poprzestać. Złapał za ostrze i rozciął nim brzuch tego, który jeszcze przed chwilą życzył mu śmierci.“

 

Fajny szort, dobrze się czytało, pomysł fajny, zakończenie niespodziewane ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki za czepialstwo. Pierwszą uwagę musiałem trzy razy przeczytać, mimo wytłuszczenia błędu :P

Fajno, uśmiechnęło mnie kilka razy, zwłaszcza w końcówce :) Niebanalna jest i bardzo fajnie domyka szorta.

Myślę, że gdyby troszkę skrócić, skondensować, byłoby jeszcze lepiej ;)

St(r)achu jest fajny, ale prawdziwego mężczyznę poznaje się ponoć po tym, jak kończy, a ten tutaj egzemplarz skończył (się), jak dla mnie, w sposób tak żadny, że aż przykry trochę. Mam wrażenie, że końcówka jest zrobiona “na odwal się”; nagła, zaskakująca – choć bynajmniej nie pozytywnie – niekomponująca się z całością, trącąca imperatywem i deus exsem (a raczej stachu exem), zbyt krótka, płaska i byle jaka…

No, wyżyłem się. Ale serio. Zakończenie mnie rozczarowało (fabularnie, bo opisowo – elegancja). Tym bardziej, że szorcik fajny, zabawny, napisany dobrze, lekko, z iskrą i pomysłem, może nie oryginalnym, ale z potencjałem, wpisujący się w kanon tych, które lubię.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Fajne, podobało mi się :)

Nowa Fantastyka