- Opowiadanie: PennerBlack - Synowie Wojny

Synowie Wojny

Jak podoba się pomysł? Myślę nad kontynuacją ale nie jestem w 100% przekonany. Konieczne było by wypełnienie w miejscu jednej gwiazdki?

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Synowie Wojny

Płomienie strzelały wysoko w niebo. Ciszę nocy przerywały krzyki ofiar, wybuchy butli z gazem i rumor walących się budynków. Erik odchodząc z pobojowiska ostatni raz odwrócił się i przyjrzał oknom płonącego bloku mieszkalnego. Gdy w jednym z nich zauważył młodego chłopaka, wystrzelił. Bynajmniej z litości, co to, to nie. Zabijanie, to dla Erika największa z rozrywek. Gdy zabijał czuł się podobnie do gimnazjalisty, który odkrywa tajniki masturbacji. Mądrzy psycholodzy stwierdzili by zapewne, iż to przez gry wideo które zajmowały mu cały wolny czas w gimnazjum i liceum. Dobre sobie. Wszystko zaczęło się co prawda w liceum, ale gry nie miały tu żadnego znaczenia.

U podstaw przemiany Erika możemy postawić nauczyciela historii, popularnie nazywanego przez uczniów Szymkiem. Na jednej z lekcji pokazał on uczniom internetowe bazy danych, z których mogą oni zaczerpnąć wiedzy o swoich przodkach z okresu pierwszej i drugiej wojny światowej. Erik bardzo zainteresował się tematem. Po powrocie do domu zaczął namiętnie szukać swoich przodków w internecie. Udało mu się odkryć, że jego pradziadek został zesłany na sybir w wieku dwudziestu pięciu lat. Szukał dalej, ale wszystkie ślady się urywały. Tak jakby jego pradziadek był protoplastą jego rodu. Jakby nie miał przodków. Młody poszukiwacz nie chciał jednak się tak łatwo poddać. Na historycznym forum wyczytał, iż skrupulatne kroniki prowadzi od zawsze kościół. To tam można znaleźć informacje o chrztach, małżeństwach i zgonach.

A więc w drogę. Do parafii pradziadka.

***

 

Zmęczony po całym dniu szkoły Janek leżał w łóżku i oglądał śmieszne obrazki w internecie aby odmóżdżyć się przed kolejnym dniem w szkole. Wtem zadzwonił jego telefon.

– No cześć Edi, co jest? – To Eryka, Janek, jak i reszta klasy nazywał Edi, wzięło się to od jego nazwiska. Eryk Edmundowski.

– Siemka. Co robisz?

– Leżę w łóżku i się nudzę, a co?

– A chce Ci się jutro iść do szkoły?

Janek prychnął śmiechem.

– Pytasz dzika czy sra w lesie. Hahaha. No pewnie, że mi się nie chce. Ale co z tego skoro trzeba.

– Oj tam od razu trzeba, może i powinno się, ale nie trzeba. Chodź jutro na wagary. Weź ze sobą żarcie i picie. Widzimy się o ósmej rano przy starej biedrze.

– Co ty planujesz? – zapytał Janek ze sporą dozą niepewności.

– Jutro się wszystkiego dowiesz. See ya, wyśpij się.

*

 

W ciągu miesiąca Edi wyuczył się wszelkich staronordyckich formułek wielbiących Odyna. Jankowi udało się opanować to wszystko już w dwa tygodnie. Miał smykałkę do języków obcych. Obrzęd zaplanowali przeprowadzić podczas nocy świętojańskiej.

O dwudziestej pierwszej spotkali się przy pseudo-rondzie, które prawdopodobnie miało być pętlą dla autobusu, lecz ten nigdy nie pojechał tą trasą. Stamtąd udali się do lasu położonego na wschód. Gdy odnaleźli wielki dąb, zaczęli rozkładać rekwizyty niezbędne do przywołania Odyna. Róg bawoli oraz wino, broń białą, ze względu na kłopoty z dostępnością mieczy zakupili noże myśliwskie, oraz żywą czarną kurę.

Zainicjowali obrzęd wypijając po jednym rogu wina.

– Kurwa! Stary! Wziąłeś wytrawne. Fuj! – wykrzyknął Janek.

– Stul pysk i zachowaj powagę – Erik ukrócił marudzenie Janka i sięgnął po nóż – Bierz swój nóż i natnij wewnętrzną stronę dłoni. Niech nasza krew wsiąknie w ziemię u stóp tego drzewa i je napoi.

Gdy to uczynili Edi odwiązał kurze szurek z szyi, położył ją na pobliskim kamieniu i urżnął jej łeb. Obficie płynącą krwią naznaczył na ziemi runę Ansuz. W trakcie pisania runy wypowiadał słowa klątwy po staro-nordycku:

– O wielki odynie, niech każdy niewierny, każdy kto się Tobie sprzeciwia, cierpi na męki wieczyste w Niflheimie. Uhr hakau seczech! Przybądź do nas o wieki Odynie!

Obaj młodzieńcy zamarli siedząc pod drzewem. Z niepokojem czekali na objawienie. Nagle za plecami usłyszeli warczenie. Jan z niepokojem odwrócił głowę.

– Stary, kurwa! – krzyknął szeptem. – Za nami są dwa wilki.

Drugi z okultystów cały się spocił. Po chwili jednak warczenie ucichło. Gdy Edi odwracał się aby zobaczyć czy wilki nadal są za plecami, z prawej i lewej strony nadleciały dwa kruki donośnie kracząc.

Przyjaciele aż podskoczyli. Ptaki usiadły na gałęziach a wilki podeszły do Erika łasząc się do niego. Ten, cały zesztywniały, powoli ruszył ramionami i zaczął je głaskać, kruki przyleciały aby usiąść mu na barkach.

– Janek, co tu się kurwa dzieje? – wycedził Edi prawie nie poruszając wargami.

– Te wilki – zaczął Janek jąkając się – Te wilki to muszą być Geri i Freki, a kruki to Hugin i Munin. Atrybuty Odyna. Chyba nam się uda… – głos uwiązł mu w gardle. Kora dębu się otworzyła niczym zamek błyskawiczny a z wnętrza wyszedł facet około czterdziestki. Miał on gęstą brodę i brakowało mu jednego oka. Ubrany był w glany, obcisłe jeansy, koszulkę z celtyckim krzyżem oraz ramoneskę, a na głowie nosił pokaźnych rozmiarów szapoklak, spod którego wylewała się burza czarnych loków.

Zwierzęta szybko straciły zainteresowanie Edim i w moment znalazły się przy przybyszu, który od razu zaczął je z czułością głaskać.

– Ja-Janek, Ty też to widzisz? – jak najciszej zapytał Erik. Odpowiedziała mu cisza. – Janek, ha-halo.

– Twój kumpel nie żyje. – odezwał się szorstkim głosem Odyn. – To Ty jesteś moim synem Eryku Edmundsonie od dziś zwany Erikiem Odynsonem. Zniosłeś mój wzrok, od którego zwykli ludzie umierają. Możesz przejść teraz inicjację na wojownika.

– Dziękuję ojcze – wydukał Edi. – Ale proszę przywróć życie mojemu przyjacielowi, pozwól mu też zostać wojownikiem.

– W sumie, czemu nie. Ale nie tak po prostu. Wiesz jak robią TO pedały?

– T… t… tak Odynie.

– To do dzieła!

Erik nie miał mocy aby się sprzeciwić. Gdy zdjął już spodnie Janka, i zaczął zdejmować swoje, bóg wybuchnął rubasznym śmiechem.

– Ależ Ci ludzie są głupi. – rzekł zwracając się do zwierząt. Niedoszły nekrofil zamarł z rozpiętym rozporkiem.

– Wstawaj młody. Nalej mi wina do tego rogu. Nie lubię wskrzeszać na trzeźwo.

Edek trzęsącymi się rękami znalazł na ziemi róg i butelkę wina. Chwilę męczył się z wyciągnięciem korka ale dał radę. Nalał wino do rogu, połowę rozlewając dookoła, i podał swemu ojcu. Odyn wypił wszystko jednym haustem po czym chwycił Erika za ramię.

– Nie stresuj się synek. Patrz. – W tym momencie pstryknął palcami. Janek się obudził i zaczął wstawać. Podciągnął spodnie i rozejrzał się wokoło. Gdy dojrzał Edka i Odyna znów upadł na glebę.

– Cholera! Musiał zemdleć. Ech… Musisz go teraz ocucić. Ja lecę do miasta na chwilę, wrócę za jakieś pół godziny. W tym czasie przedstaw Jónowi sytuację.

Gdy bóg wojny wrócił Janek wiedział już wszystko.

– Sorki chłopaki ale musiałem spalić parę chat i zerżnąć kilka kobitek. Jak się Jón czujesz?

– J-już d-d-dobrze. Dzień dobry Panu. – odparł składając pokłon.

– Ja pierdolę, jaki sztywniak! – rzekł zrezygnowany Odyn. – Chodźcie, czas zrobić z was moich wojowników.

Po niespełna piętnastu minutach obaj adepci wisieli przywiązani za ramiona niemal na koronie drzewa.

– Wracam za dziewięć dni. Gitara siema chłopaki!

Odszedł w las popalając blanta.

– Zapomniałbym. Kolejnym razem kupcie słodkie wino, wytrawne jest paskudne.

 

Koniec

Komentarze

Wacham się, czy przyjąć to tak jak jest i mieć z tego radochę czy raczej zbyt luzackie podejście nie jest śmieszne i nie wiem. Może gdybyś pokusił się o dłuższy tekst, podał jakieś motywy bohatera i boga. No i Odyna zapisuj z dużej litery. I w sznurku zginęła jedna litera. Skąd Odyn wziął blanta? Nie jest to chyba skończone opko więc oznaczenie jako fragment będzie moim zdaniem na miejscu. Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Przecinki ucieknięte. Mnóstwo uciekniętych przecinków. 

 

Bynajmniej z litości, co to, to nie.

“Bynajmniej nie z litości…”

 

Mądrzy psycholodzy stwierdzili by zapewne

Razem. 

 

sybir

Nazwy własne wielką literą. 

 

– Stary, kurwa! – krzyknął szeptem.

Jest faza. Czy chodził do tego biegiem?

 

Potem mi się odechciało wypisywać uwagi. Czytać w sumie też. Ale skończyłam i… to w sumie jedyna dobra rzecz, jaką mogę powiedzieć o tym tekście.

 

 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Grav siejesz spustoszenie niczym ten Odyn ;P Ale krzyczenie szeptem rzeczywiście fajne :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mytrix, wolałabym niczym ten Odyn wyczarowywać blanty z powietrza ;) Ale cóż, nie umiem się powstrzymać, kiedy słyszę krzyczenie szeptem. 

 

Dobra, skoro już offtopuję, to mogę jeszcze dopisać parę linijek o tekście. 

Co mi się spodobało: pomysł na Odyna, przynajmniej, autorze, nie poszedłeś w stronę srogiego brodatego dziadka, uniknąleś tej sztampy. Trochę w stylu Ćwieka nawet, ale to jeszcze zdecydowanie nie ten poziom. 

Bo jak już idziesz w pastisze i absurdy, to trzeba to robić ze smakiem i polotem, żeby nie zniechęcić czytelnika. Naczytałam się już sporo kiepskich tekstów znajomych z gimnazjum i Twoje opowiadanie bardzo (zdecydowanie za bardzo) je przypomina pod względem treści i prezentacji postaci. Wiem, że miało być na luzie, ale wyszło po prostu słabo. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Cześć.

  1. Interpunkcja leży.
  2. Fabuła nie porywa. Jest pomysł i tyle.
  3. Dialogi są syntetyczne. Sztuczne i z tendencjami do pompatyczności. Rada: czytaj na głos i zastanawiaj się, czy ktoś tak się wyraża.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Pomysł jest, ale nie zadbałeś, aby został należycie przedstawiony. Odnoszę wrażenie, że tekst jest niepełny, że powstał na chybcika, byle szybciej, wręcz po łebkach, zapisać to, co miałeś w głowie. Pewnie dlatego sporo tu błędów, potknięć, usterek, źle zapisanych dialogów, zbyt wiele zaimków, trafiają się literówki, że o zlekceważonej interpunkcji nie wspomnę.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą napisane zdecydowanie lepiej.

 

Na jed­nej z lek­cji po­ka­zał on uczniom in­ter­ne­to­we bazy da­nych, z któ­rych mogą oni za­czerp­nąć… – Czy oba zaimki są niezbędne?

 

bazy da­nych, z któ­rych mogą oni za­czerp­nąć wie­dzy… – …bazy da­nych, z któ­rych mogą za­czerp­nąć wie­dzę

 

za­czął na­mięt­nie szu­kać swo­ich przod­ków w in­ter­ne­cie. – …za­czął na­mięt­nie szu­kać swo­ich przod­ków w In­ter­ne­cie.

 

Tak jakby jego pra­dzia­dek był pro­to­pla­stą jego rodu. – Zbędne zaimki.

 

– A chce Ci się jutro iść do szko­ły?– A chce ci się jutro iść do szko­ły?

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się w tekście kilkakrotnie.

 

Edi od­wią­zał kurze szu­rek z szyi… – Literówka.

 

wy­po­wia­dał słowa klą­twy po sta­ro-nor­dyc­ku: – …wy­po­wia­dał słowa klą­twy po sta­ronor­dyc­ku:

 

– O wiel­ki ody­nie, niech każdy nie­wier­ny… – – O, wiel­ki Ody­nie, niech każdy nie­wier­ny

 

kto się Tobie sprze­ci­wia, cier­pi na męki wie­czy­ste w Ni­fl­he­imie. – …kto się tobie sprze­ci­wia, cier­pi męki wie­czy­ste w Ni­fl­he­imie.

 

Przy­bądź do nas o wieki Ody­nie!Przy­bądź do nas, o, wielki Ody­nie!

 

Ubra­ny był w glany, ob­ci­słe je­an­sy… – Ubra­ny był w glany, ob­ci­słe dżin­sy

Używamy pisowni spolszczonej.

 

jak naj­ci­szej za­py­tał Erik. Od­po­wie­dzia­ła mu cisza. – Nie brzmi to najlepiej.

 

– Cho­le­ra! Mu­siał ze­mdleć. Ech… Mu­sisz go teraz ocu­cić. – Powtórzenie.

 

Dzień dobry Panu. – od­parł skła­da­jąc po­kłon.Dzień dobry panu – od­parł, skła­da­jąc po­kłon.

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sporo różnego rodzaju błędów i literówek. Często też Autorze wielokrotnie powtarzasz juz raz podane informacje, nadając tekstowi pewnej nieporadności. Fabularnie – nie porywa; nie widzę powiązania między pradziadkiem zesłanym na Sybir a przywoływaniem nordyckich bogów… Absurd towarzyszący scenie przywołania, w moim odczuciu, niestety, dość niskich lotów. Zakończenie nijakie. Ogólnie tekst nie wzbudził we mnie żadnych emocji.

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Popieram przedpiśców – sporo błędów (dlaczego jeszcze nie poprawione?), opowiadanie wydaje się niedokończone. Puenta mnie nie powaliła.

Czy warto napisać coś zamiast gwiazdki? Chyba tak, na razie przeskok między częściami jest tak duży, jakby to były odrębne teksty. Co z tym dziadkiem, jakie efekty przyniosły poszukiwania w kościołach?

 

 

Babska logika rządzi!

Powyższe opinie są już dość wyczerpujące i z większością się zgadzam. Może byłbym nieco łagodniejszy niż Gravel, a może tylko mi się wydaje ;)

W pierwszym fragmencie zlały Ci się dwie historie, przez co ostatnie jego zdanie zdaje się dość dziwne (w drogę szukać dziadka? dopiero co strzelał do kogoś? e?). O usterkach już było, więc nie będę tu literek rozsypywał po próżnicy.

Nie wiem, jak mogłaby się rozwinąć ta historia, ale poza stadium wprawki raczej nie wyjdzie (uwaga: wieszczę!). Może gdyby bardziej pójść w ten absurd… Niemniej nie przekreśla to w żadnym razie Twojej dalszej twórczości.

Trochę czasu minęło, komentarzy przybyło, ale Autor nie raczył się pojawić i usunąć wskazanych usterek. Czytało się więc słabo. Pomijając byki, chyba wyrosłam z tego typu tekstów. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł jest jak język, którym tekst jest napisany – tu mamy okolice szkolnego wypracowania. Da się to czytać, męczy, a do języka literackiego jest jeszcze strasznie daleko. Początek zdradza, że nie radzisz sobie z opisem, kilka kwestii dialogowych niczym z pastiszu, a chyba nie o to chodziło. Czy kontynuować pytasz? Jasne, jeśli sprawia ci to frajdę to oczywiście. Świata tą historią nie podbijesz, ale dla ćwiczenia można pisać wszystko. Pozdrawiam!

 Mnie ten fragment ani nie zaciekawił co do dalszej części, ani nie zachwycił. Może nie rób już kontynuacji tej konkretnej historii, tylko skup się na pisaniu innych rzeczy. 

Przeczytałem i mam parę uwag.

 

Ja permanentny błędziarz widzę byki. Więc tekst musi się od nich roić.

 

Związki przyczynowo-skutkowe są na poziomie “Maria Celeste”. Bohater jedzie do parafii i dowiaduje się ze jest potomkiem Odyna? Czyżby ktoś w akcie chrztu zapisał Olek syn Odyna?

Szkolenie na wojowników obejmujące przywiązanie do drzewa, a nie jakieś tam detale typu orientacja w terenie, obsługa broni, walka wręcz?

 

Pewnie miało być zabawnie ale za humorem gdzie podstawą jest ściąganie gaci jakoś tak nie przepadam.

Ciekawie zaprezentowany Odyn, ale niestety na nim kończą się zalety. Fabuła nie powala, dialogi jeszcze trochę sztuczne.

Zgadzam się z przedpiścami :)

Postać Odyna jest zdecydowanie najmocniejszą stroną opowiadania, ale według mnie tylko, jeśli chodzi o wygląd.

Pomysł jakiś może i jest, ale tak naprawdę, to wygląda na szkic czegoś większego. Jakbyś stwierdził, że fajnie by było napisać o chłopaku, który jest synem Odyna, a reszta już jakoś pójdzie.

Nie wiem też, jak ma się pierwsza część opowiadania do reszty. To przeszłość? Przyszłość? O co chodzi? W miejscu kropki zdecydowanie należy coś dopisać, ale nawet, gdyby tak się stało, to dla mnie opowiadanie nie stanowi zamkniętej całości. 

Jesteś młody, więc masz dużo czasu na szlifowanie warsztatu. Sporo czytaj i na początku spróbuj jakiegoś mega króciaka napisać, tak do 4000-5000 znaków. 

Nowa Fantastyka