- Opowiadanie: funthesystem - Tysiąc przelotnych życzeń

Tysiąc przelotnych życzeń

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Tysiąc przelotnych życzeń

Potrzebowała powietrza; w zamian oferowała spełnienie trzech życzeń. Dawid nie miał o tym pojęcia. Chciał tylko pomóc umierającej. Przycisnął usta do jej ust i jakoś poszło – złotowłosa kobieta odzyskała oddech. Działo się to przy strumieniu, w tej części lasu, do której chodzą tylko ci, którzy myślą o odejściu i opuszczeniu. Kadr jak z amerykańskiego filmu: błądzący mężczyzna trzyma w ramionach cudownie ocaloną piękność. Patrzą sobie w oczy; ona mówi: spełnię trzy życzenia. A on bez wahania, jakby przygotowywał się do tej chwili przez całe życie, wypowiada pierwsze: kochaj mnie. Cięcie.

 

Zamieszkali razem i na początku wszystko było jak w bajce. Dawid przebolał, że nie chciała wyjawić mu swojego imienia. Zaczął mówić na nią Ania. Nie miała nic przeciwko. Chodzili na spacery (do innych części lasu), gotowali obiady z internetowych przepisów i pieprzyli się, kiedy chcieli. Krótko mówiąc, robili wszystko, co przychodzi ci na myśl, kiedy ktoś każe powiedzieć, co jest najlepsze w byciu z drugą osobą.

Jednocześnie układali sobie życie. Oboje pracowali. Dawid wykorzystał starą pasję i odnalazł się w zawodzie zegarmistrza. Ania zatrudniła się u producenta wody mineralnej jako tester smaku. Zdobyli też nowych przyjaciół i kiedy ktoś pytał Dawida, jak poznał Anię, ten odpowiadał: taki skarb znalazłem w lesie za miastem.

Mylił się. Znalazł sens, nie skarb (choć włosy Ani miały kolor najczystszego złota). Sens natomiast nie przypomina brylantów ani innych drogocennych kamieni; jest on jak skomplikowane urządzenie, w którym nie należy grzebać bez odpowiednich kwalifikacji.  

Na kobietach nie ma jednak instrukcji obsługi, więc Dawid o tym nie wiedział. Gdy już minęły pierwsze miesiące, mężczyzna zaczął kombinować: jak by tu ulepszyć ów

sens

sprzęt? Wcześniej nie wypytywał Ani o obietnicę spełnienia trzech życzeń. Ona też nie przypominała o dwóch niewykorzystanych. Leżeli przytuleni, po dobrym dniu, dobrej kolacji, dobrym seksie. Wtedy zapytał: kim naprawdę jesteś? Wtuliła się mocniej, nieszczęśniczka zakochana za sprawą własnej mocy. On jednak naciskał. Poprosiła go, by nie poruszał tego tematu. Przecież jesteśmy szczęśliwi, powiedziała.

(Szczęście, a owszem. Ale co z sensem?)

Przekonała go – ustąpił. Po kilku tygodniach wszystko prawie się rozpadło.

 

Byli umówieni przy fontannie, by pójść na zakupy, a potem wrócić do mieszkania. Dawid nie lubił odkładać niezłożonych zegarków na następny dzień, więc został w warsztacie o kilka minut za długo. Autobus uciekł, mężczyzna pod fontannę dotarł spocony i spóźniony, mimo to w samą porę, by zobaczyć, jak obcy facet całuje Anię w usta.

Rzucił się w ich stronę i oderwał tamtego od dziewczyny. Typ był o głowę wyższy, mimo to młody zegarmistrz wziął go za fraki i wrzucił do fontanny. Ludzie zaciekawieni incydentem przystanęli. Ania wyglądała, jakby ktoś wybudził ją z głębokiego snu. Dawid pamiętał, kiedy ostatni raz miała taki wyraz twarzy. Nie było to ani tego ranka, ani żadnego innego; mężczyzna nie wiedział, że jego ukochana tak naprawdę nie sypia, lecz udaje. Spojrzała najpierw na niego, potem na nieznajomego w fontannie, ostatecznie na zbierający się tłumek.

Kilka sekund później gapie rozeszli się, jakby nagle stracili zainteresowanie incydentem.

– Dawid, proszę, daj mi chwilkę.

– Chwilkę? Żebyś mogła się…? Z tym…? – Dawid oddychał rozpaczliwie, jakby brakowało mu powietrza, a nie słów.

– Proszę. Tak będzie lepiej, zaufaj mi.

– Jak mam ci zaufać, skoro całujesz się z obcym facetem?!

– Później ci wyjaśnię.

– Masz wyjaśnić teraz. Wszystko. Kim jesteś, co robisz, o co chodzi z tymi życzeniami? To moje drugie życzenie: powiedz prawdę o sobie.

Nigdy wcześniej nie widział takiego rozdarcia na czyjejś twarzy.  

Ania spojrzała na wychodzącego z fontanny mężczyznę. Tamten zatrzymał się nagle w dziwnej pozie z nogą opartą na murku, niczym brutalny zdobywca ociekający wodą zamiast krwi.

Potem kobieta powiedziała całą prawdę o sobie. W tym czasie ludzie przewijali się dookoła, a nieznajomy stał nieruchomo jak posąg. Wysechł już cały oprócz prawej nogi, która wciąż tkwiła w fontannie.

Dawid wysłuchał, po czym powiedział, że dobrze, niech Ania spełni życzenia swojego wybawcy. Odszedł, nie odwracając się, gdy nieznajomy coś za nim krzyknął.

Młody zegarmistrz chodził po mieście, ale nie przyniosło mu to ulgi. Stopy zaprowadziły go ku nieznanym obrzeżom metropolii. Trafił na oczyszczalnię wody, przeszedł przez płot i znalazł cichy zakątek przy pachnącym chlorem zbiorniku. Usiadł tam i przypomniał sobie, o co poprosiła go na koniec Ania. Pomyśl, powiedziała. Masz jeszcze trzecie życzenie, możesz wszystko naprawić. Możesz być szczęśliwy.

Jakby bez trzeciego życzenia nie mógł sobie poradzić.

 

Czekała na niego w mieszkaniu. Patrząc na nią, można by pomyśleć: wrak człowieka. Jednak wiedział już, że była czymś innym. Rozdartą, nieszczęsną istotą. Złotą rybką w ludzkim ciele. Stworzeniem na tyle potężnym, by spełniać życzenia, a jednocześnie na tyle głupiutkim, by potrzebować pomocy. Czasem po prostu braknie powietrza, tłumaczyła Ania przy fontannie. Rozumiem, odpowiedział, ale nie można ci pomóc bez pocałunku? Czemu by nie użyć worka albo jakiegoś urządzenia?

To tak jakby złotą rybkę wsadzić do akwarium.

Istota, którą nazywał Anią, potrzebowała oddechu, nie powietrza. Może miała więcej z człowieka, niż można by sądzić.

– Jadłaś coś? – zapytał.

Zaprzeczyła. Zaczął robić spaghetti. Kiedy tylko poczuła zapach przyrządzanego sosu, poprosiła, by ugotował cały makaron, jaki mieli w mieszkaniu. Dawid bez słowa wrzucił do garnka zawartość kilogramowego opakowania. Potem patrzył, jak Ania je niczym wygłodniałe zwierzę. Rekin, nie rybka.

– Po spełnianiu życzeń – odezwała się cicho, jakby zawstydzona – jestem strasznie głodna.

Jak w każdy poniedziałkowy wieczór obejrzeli nowy odcinek serialu. Potem umyli się, każde osobno, i w milczeniu położyli do łóżka. Ania nieśmiało zaczęła dotykać ukochanego, w końcu zanurkowała pod kołdrę. Obserwował spod na wpół przymkniętych powiek, jak odgarnia swoje złote włosy. Nie pozwolił jej dokończyć. Zerżnął ją tak, że pół bloku musiało słyszeć. Myślał o dziesiątkach albo setkach osób, które całowały Anię, kiedy w najmniej spodziewanych momentach potrzebowała oddechu.

W środku nocy obudził się i zapytał:

– A gdybyś potrzebowała pomocy, a ja byłbym w pobliżu?

– Zawsze jesteś za daleko.

– Ale gdybym był?

– Możemy spróbować.

Zasnął, a ona udawała, że śpi.

 

Przez następne tygodnie starali się nie rozdzielać. Ania wzięła zwolnienie i całe dni spędzała na zapleczu warsztatu Dawida. Próbował nauczyć ją podstaw fachu, ale nie potrafiła niczego zrozumieć. Byli szczęśliwi, a kobiecie ani razu nie brakło oddechu (jeśli nie liczyć kilku namiętnych nocy). Mężczyzna nie grzebał już w tym, co dawało mu poczucie sensu. Pamiętał o trzecim życzeniu, ale nie pozwalał, by ta myśl niszczyła jego życie.

 

W tym miejscu kończy się bajka. Jeśli chcesz, możesz odejść, ale opowieść ma ciąg dalszy.

 

Ludzie też się duszą, choć w inny sposób niż Ania. Dawid jako pierwszy zapragnął przestrzeni. Początkowo wypuszczał ukochaną na krótkie zakupy, później sam zaczął wychodzić na dłużej. Miał nadzieję, że nigdy nie spotka jej w niezręcznej chwili słabości. W jego wyobraźni Ania zawsze trafiała na rosłych typów, takich jak ten przy fontannie. Byli obcy, to najważniejsze. Ona spełniała ich prymitywne życzenia, po czym mogli spierdalać. Jednak im dłużej to trwało, tym więcej rzeczy przychodziło mu do głowy. Kto potraktuje normalną, piękną kobietę jako istotę zdolną do wielkich czarów? A może ta zabawa w złotą rybkę była bujdą. Nie miał dowodów. Miłość czy powiedzenie prawdy nie wymagają czarów, przynajmniej nie takich, których nie wysysa się z mlekiem matki. A rozejście się tłumu gapiów albo chwilowy paraliż typa od fontanny? Na to też mogło istnieć jakieś wytłumaczenie.

Może nie wszyscy wykorzystywali życzenia. Może zdarzały się kobiety albo przypadkowi ludzie udzielający pierwszej pomocy, a potem nie proszący o nic więcej niż zwykłe „dziękuję”. Może traktowali ją jak wariatkę. A może próbowali – bo co mieli do stracenia – skorzystać z tego, co oferuje blondynka o wyjątkowej urodzie?

Nie pytał, ale uważnie oglądał jej ciało. Nigdy nie znalazł najmniejszego śladu. Zawsze pachniała swoimi perfumami i szamponem; jedyne zadrapania i drobne ugryzienia pozostawiał on sam.

Aż pewnego wieczoru ktoś zadzwonił do drzwi. Świeżo umyty sąsiad w szlafroku. Zmieszał się na widok Dawida.

– Eee… dobry wieczór.

– Mogę w czymś pomóc, panie Rogacki?

– Nie… to znaczy… Zegar mi się zepsuł.

– Jest dwudziesta trzecia, a serwis prowadzę tylko w warsztacie.

– Tak, w sumie głupio z mojej strony. Przepraszam. Chyba wypiłem za dużo.

Rogacki wycofał się do swojego mieszkania.

Gdy Dawid wrócił do pokoju, Ania leżała goła w łóżku.

– Kto to był?

– Sąsiad. Chyba nie spodziewał się mnie zastać. – Ściągnął spodenki i położył się obok kobiety. – Który to miał być raz?

– Dawid…

– Które życzenie?

– Proszę. Nie pytaj mnie.

– Ty w ogóle potrafisz spełniać te życzenia? Może po prostu jesteś jakąś porytą nimfomanką, która liczy, że jest największym marzeniem każdego debila?

Umilkł, przypominając sobie swoje pierwsze życzenie.

– Przepraszam.

– Po prostu nie mówmy o tym.

Leżeli w milczeniu, a kiedy spróbował jej dotknąć, warknęła: zostaw mnie. W ciemności nie dostrzegł rozdarcia na jej twarzy.

 

Potem odkrywał kolejne zdrady, które wynikały z natury ukochanej. Nie wszystkie opierały się na fizycznych kontaktach z innymi mężczyznami, jednak bolał go sam fakt, że spełniała cudze pragnienia. Coraz częściej myślał o trzecim życzeniu.

Co mogło ustawić go na resztę życia, a jednocześnie nie rozwiązywać wszystkich problemów? Potrzebował pracy i codziennych trudności, bez tego można by oszaleć. Chciał być coraz lepszy w swoim zawodzie, chciał iść powoli do przodu. Nie uznawał dróg na skróty. Rozważał też ślub i założenie rodziny, zastanawiając się, czy Ania jest płodna. Nie używał prezerwatyw, a wśród jej nielicznych rzeczy nie znalazł środków antykoncepcyjnych. Pragnął wieść normalne, przyzwoite życie, choć rzekomo mógł za sprawą jednego życzenia zostać kim chciał – prezydentem, astronautą, reżyserem filmowym.

Pewnego dnia się oświadczył. Odmówiła, choć jej własna moc zobowiązywała do kochania. Może ślub nie miał nic wspólnego z miłością. Dawid, zamiast wpaść w szał, z trudem oparł się rozpaczy. W ciągu roku zdążył mocno pokochać największy sens swojego życia, jednak nie umiał go udoskonalić.

Anię pożerała od środka jej własna moc. Musiała spełniać życzenia wybawicieli. A to stało w opozycji do życzenia Dawida. Widocznie oddziaływanie na samą siebie ma największą siłę przebicia, bo miłość stawiała opór obowiązkom wynikającym z natury złotej rybki zamkniętej w ciele człowieka. Tysiąc przelotnych życzeń przeciwstawionych jednemu trwającemu bez końca.

Wewnętrzny konflikt trawił złotowłosą dziewczynę, aż Dawid wymyślił rozwiązanie.

 

Kadry z nieistniejącego filmu: idą na spacer do lasu, droga zbacza do miejsca, w którym się poznali. Dawid zatrzymuje się przy strumieniu i mówi, że chce wypowiedzieć trzecie życzenie. Ania pyta, czy dobrze to przemyślał, a on potwierdza.

– Uratuj siebie – mówi.

Ona rozumie, zawsze rozumie. Złota rybka nigdy nie chwyta za słówka. Tak samo złotowłosa istota nazywana Anią.

– Już – mówi dziewczyna po chwili.

A wszystkie spełnione życzenia przestają istnieć. Mężczyźni zapominają o swoich doznaniach, kobiety tracą biżuterię i ubrania. Pracownikom cofa się awans, jakiś autor bestsellerów znów jest grafomanem piszącym do szuflady. Czyjaś cudownie uzdrowiona córka przestaje rozumieć, co się do niej mówi; muszą odwieźć ją do szpitala psychiatrycznego. Zakochani stają się samotni. Do uleczonych wracają choroby. Zemsty odwracają swój bieg. Szczęście znika, jakby nigdy nie istniało; może zresztą nigdy nie miało prawa bytu ze względu na swoją ulotność.

Ania przestaje kochać Dawida, a on zapomina, kim – a raczej czym – naprawdę jest stojąca przed nim złotowłosa dziewczyna.  

Historia zostaje oczyszczona, jakby nigdy nie było magii.

Obok słychać szmer wody.

– Już – mówi Ania.

– Co: już?

– Już mam dosyć.

Potem krzyczy. Z jej przeszłości zniknęła miłość – nie cała, tylko część – i zrobiło się miejsce na gniew, nienawiść, pogardę. Złotowłosa wyrzuca z siebie wszystko, jak przystało na człowieka z krwi i kości.

Dawid czuje wilgoć na policzku. Nie ma nic do powiedzenia. Ania odchodzi. On zostaje sam. Ostatni kadr: samotny mężczyzna płacze w części lasu, do której przychodzą tylko ci, którzy myślą o odejściu i opuszczeniu. Podchodzi do strumienia, siada na pniaku, wpatruje się w wodę. Jest w niej wielki konar, a między jego gałązkami utknęło coś błyszczącego. Dawid sięga i wyławia złoty zegarek. Cięcie. 

Koniec

Komentarze

Przeczytałem, podobało się. Kurczę, aż nie wiem co napisać. To nie jest takie proste… Ostatnie życzenie, ach… Muszę odpocząć i przemyśleć tekst na spokojnie.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

To ty myśl o moim, a ja pomyślę o Twoim :D Fajnie, że się podobało, dzięki za przeczytanie.

Trochę rozczarowałem się początkiem – myślałem, że chodzi o zabójstwo.

Choć historia ładnie ujęta, to jakoś nie mogę przemóc się i myśleć w podobnych kategoriach co główny bohater – w kategoriach życzeniowych.

Zawsze się zastanawiałem nad swoimi trzema życzeniami. Jak na razie nie byłoby żadnego. Ale w ostateczności chyba miałbym podobne życzenie co główny bohater, albo może ciut gorsze.

Ogólnie podobało się, choć trochę rozczarowuje.

F.S

A ja miałbym jedno życzenie, a mianowicie to nie mieć życzeń. To czego pragnę osiągnę tylko ciężką pracą, a droga na skróty z natury nie popłaca.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Wilku, ja bym nie tyle nie chciał swoich życzeń, co wszystkich, wszystkich, wszystkich…

F.S

Ciekawa rzecz: Twoje opowiadania o miłości są bardziej depresyjne niż Twoje opowiadania o śmierci. Inna sprawa, że ta miłość zawsze jakaś taka niby bajkowa, a pod spodem brudna.

Długo myślałem, że Ania spełnia tylko jeden rodzaj życzeń. Dziwiłem się jak daje radę, mieszkając z Dawidem. I czemu tylko on jest zainteresowany dłuższym związkiem, a innym wystarczają jednorazowe przygody. Dopiero końcówka ładnie pokazuje, jak różne są ludzkie życzenia. I teraz nie wiem, czy tak wyszło, bo tak wyszło, czy celowo nabierałeś czytelnika, pokazując ograniczoną perspektywę Dawida.

Jak dla mnie zakończenie lekko trąci kiczem. Zegarek błyszczy pustym blaskiem – to taka metafora wszystkiego i niczego.

Foloinie, dzięki za przeczytanie. Dlaczego myślałeś na początku o zabójstwie? I rozwinąłbyś, co dokładnie rozczarowuje? 

 

Coboldzie, celowo zastosowałem taką perspektywę, by po pierwsze zasugerować, że historia mogłaby się wydarzyć (sytuacja przy fontannie jest jednak jednoznacznie fantastyczna), a po drugie zwracam uwagę na pewną nieodłączną cechę miłości – wyłączność. A dokładniej: wyłączność w miłości fizycznej. Dawidowi nie przeszkadzałoby uzdrawianie chorych czy podobne “przysługi”. Poza tym chciałem zwrócić też uwagę na to, że ludzie są ograniczeni – większość z nich nie bierze na poważnie propozycji spełnienia trzech życzeń, traktuje ją przyziemnie. W wielu miejscach celowo nie stosowałem dialogów zapisanych od myślników, by skupić się na sensie wypowiedzi, a nie ubraniu ich w słowach. Ania niekoniecznie mówiła wszystkim wprost “spełnię twoje trzy życzenia”. Mogła troszkę oszukać swoich niektórych wybawców – nie była przecież klasyczną złotą rybką. Stąd inni nie myśleli nawet, że mogą liczyć na trzykrotną przygodę. Niektórzy byli też zbyt prymitywni na ambitniejsze życzenia. 

Co do zakończenia – wiem, że kicz u mnie to nie pierwszyzna. O ile sam ostatni kadr może być uznany za kiczowaty, to zegarek nie jest dla mnie pustą metaforą. To dosyć jasny symbol. Alternatywna złota rybka. Rzecz, którą Dawid mógłby tam naprawdę znaleźć. A zarazem przypomnienie, że można szukać sensu nie w magii, ale gdzieś indziej. 

Ależ proszę:)

Potrzebowała powietrza; w zamian oferowała spełnienie trzech życzeń. Dawid nie miał o tym pojęcia. Chciał tylko pomóc umierającej. Przycisnął usta do jej ust i jakoś poszło – złotowłosa kobieta odzyskała oddech. Działo się to przy strumieniu, w tej części lasu, do której chodzą tylko ci, którzy myślą o odejściu i opuszczeniu.

Jak żyw stanęła mi scena z jakiegoś dokumentu o seryjnym zabójcy… ostatnio trochę w takich tematach siedzę, że jakoś tak wyszło.

 

A co rozczarowuje? Właśnie to, że jednak nie chodziło o zabójstwo – raz :P A dwa, że zakończenie, choć zgrabnie ujęte można by było skrócić do dwóch zdań – jestem trochę rozczarowany rozbudowanym tłumaczeniem. Może nawet nierozczarowany, co obojętny.

F.S

Hm, w ogóle bym o tym zabójstwie nie pomyślał. Ale dla takich głosów warto wrzucać teksty :D

Rozbudowane tłumaczenie – masz na myśli ten akapit, w którym opisuję jak życzenia się cofają? Czy także wszystko co jest dalej? 

Jestem chyba nienormalny o_O

Kadry …. Dawid sięga i wyławia złoty zegarek.

Ostatnie zdanie podsumowuje i jest świetne, daje do myślenia, ale osobiście sądzę, że wszystko od Kadry do tego zdania jakieś takie za bardzo jest podsumowujące – umniejsza.

F.S

Ok, teraz rozumiem, co miałeś na myśli. Masz trochę racji, ale jeszcze poczekam na opinie innych osób. Z jednej strony ten opis rzeczywiście można by streścić do “wyłowił ze strumienia zegarek”, a z drugiej – chciałem podkreślić okoliczności, które towarzyszą wyłowieniu złotej rybki. Dzięki :)

Przyjemny tekścik. Początkowo owe wątpliwości, które zgłosił Cobold, mnie również przeszkadzały, jednak skończywszy, stwierdziłem, że tego właściwie wymagała konwencja baśni. Nie wszystko musi być tu logiczne, liczą się również alegorie, symbole…

Zakończenie, to z zegarkiem, do mnie nie przemówiło. Może jestem dziś jakiś zaćmiony, ale nie widzę w tym większego sensu…

Nie podobały mi się za to użyte w tekście wulgaryzmy (pieprzyć, spierdalać), a także określenie “złotowłosa idiotka”, kiedy narrator przez większość tekstu mówi o dziewczynie w ciepłych słowach. Dużo bardziej pasowałaby mi “głupiutka” czy coś podobnego.

 

Stempel jakości postawię, choć z wahaniem – przeczytałem opko z przyjemnością, przyzwyczaiłeś mnie jednak do tekstów lepszych pod względem emocji bądź fabuły.

I czekam na coś komediowego, Fun! ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mnie się za to podobała końcówka. I zrobiło mi się żal, ale nie Dawida, czy Ani, ale tych wszystkich osób, które straciły swoje marzenia, przez życzenie kogoś innego. 

Jeszcze się zastanawiałam, czy Dawid wiedział, że jeśli o to poprosi, ona przestanie go kochać, czy  w tym wypadku kierowała nim samolubność, czy miłość? Ale stawiam na to drugie, więc nieco bajkowa końcówka się spodobała :)

Motyw z tym, że to mogło być coś innego też w porządku, pozostawia pole do interpretacji, czy Dawid zażyczyłby sobie tego samego, cofnięcia czasu, czy lepszego rozwoju w karierze(bo to w końcu zegarek) :)

Count, dzięki. To najstarszy z moich opublikowanych tu tekstów i pamiętam, że napisałem go wtedy po długiej przerwie od pisania. 

Co do wulgaryzmów – czasem lubię tak przełamać schemat. Tak jak zauważył Cobold: miłość – brudna; śmierć – na wesoło. Ale dobrze, że zwróciłeś na to uwagę; będę wiedział, że nie wszystkim to pasuje. Może innym też to wadzi, tylko się nie przyznają? ;D

Wyzwanie na coś komediowego przyjmuję – ale spodziewaj się czegoś takiego najwcześniej w lutym/marcu. 

 

Lenah, dziękuję za opinię :)

Przeczytałam z rana, ale nie umiałam się zdecydować, co mam napisać w komentarzu. Z jednej strony zabieg z kadrami mi się podoba, z drugiej nie przepadam generalnie za konwencją baśniową, a ta jest tu silna. Złotowłosa idiotka zgrzytnęła mi bardzo mocno, jak fałszywa nuta w ładnej melodii. 

W pewien sposób opowiadanie jest intrygujące, ale nie znajdzie się na szczycie mojej listy Twoich najlepszych tekstów. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Fałszywa nuta już zagrana czysto. 

Nie wiedziałem, że masz listę moich najlepszych tekstów ;D Dzięki za przeczytanie i opinię! 

Jeśli czytam kilka tekstów tego samego autora, to automatycznie tworzy mi się dla każdego lista ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo mi miło, że chcesz czytać moje teksty :) Na pocieszenie powiem, że już nie mam w zanadrzu nic baśniowego. Jest za to pierwsze opowiadanie, które będą musiał przypisać od kategorii science fiction. Aż się boję, jak je przyjmiecie :D

Dawaj, zobaczymy :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Widzisz z tym zegarkiem, to jest tak: całe opowiadanie ciągniesz na lekkim cynizmie, a ostatnia metafora jak (wybacz!) z wypracowania pensjonarki. Jest zegarek, też złoty, ale mechaniczny – ładnie wygląda, tworzy klamrę, a bogactwo znaczeniowe takie, że czytelnik sobie jakoś wytłumaczy. Bardzo lubię wieloznaczną symbolikę, ale taką jak w “Dziewięciu martwych” – to była zupełnie inna liga – wspaniałe, chore, niepokojące. Do kiczu też nic nie mam, o ile jest uświadomiony – ale to już wtedy jest camp.

I tu jest chyba mój problem z tym tekstem – znajduję w nim fajne podteksty, ale nie mam pewności, czy umieściłeś je tam celowo,  czy też sam sobie ich nie tworzę, bo wiem, że to Twoje opowiadanie. Gdybym tego nie wiedział, pewnie przeczytałbym bardziej obojętnie. Ale i oczekiwania byłyby mniejsze – błędne koło…

Sam pomysł z kadrami mi się podoba, wprowadza umowność, symetrię.

Co do wulgarności, też o tym myślałem. W “Jeleniu” to było uzasadnione. Tutaj się troszkę powtarza. Aż sobie przejrzałem jeszcze raz “Zwierzęta”, żeby zobaczyć, czy tam też tak było i kamień mi spadł z serca, potrafisz o fizycznej miłości pisać inaczej. I wiesz co, upewniłem się  – “Zwierzęta” to był cholernie dobry tekst. Czekam na piórko.

Staram się tworzyć teksty tak, by podobały się zarówno przy pobieżnym czytaniu, jak i przy głębszej analizie. Jak się jakiś podtekst nawinie, to go wsadzam do opowiadania, ale wyłapanie go nie jest niezbędne, żeby się dobrze bawić. Napisz mi tu albo na priv (jeśli oczywiście chcesz i masz czas) jakie podteksty wyłapałeś, a ja szczerze Ci powiem, co było zamierzone, a co nie. 

Z oczekiwań zdaję sobie sprawę. Mogłem jakoś bardziej przemyśleć sprawę z kolejnością wrzucania tekstów, żeby ich jakość stopniowo wzrastała. Ale naprawdę nie spodziewałem się tak pozytywnego odbioru. Z drugiej strony dzięki tym oczekiwaniom mogę wiedzieć, że opowiadania zostaną ocenione w kategorii wyższej niż “o, przecinki są na miejscu i zdania ładnie zbudowane”. Dlatego też jestem pełen obaw, co do kolejnego tekstu.

No choćby właśnie to, że dopiero w finale przekonujemy się jak wiele i jak różne życzenia spełniała Rybka zwana Anną (zestawienie obok siebie uzdrowienia córki i czyjejś zemsty – dobre). Z perspektywy pojedynczej osoby wszystko kręciło się wcześniej wokół jednego tematu i to rozumianego w sposób raczej fizyczny. Jeżeli to zamierzone, to bardzo ciekawe.

Czy to, że Dawid jest zegarmistrzem, a Ania nie jest w stanie zrozumieć jego pracy to sugestia, że mężczyźni mają inklinacje do analizy a kobiety do syntezy?

I samo imię głównego bohatera – lubię nawiązania biblijne i mitologiczne. Czy ma związek z Królem Dawidem – niby łagodnym poetą, w stosunku do kobiet raczej zaborczym gwałtownikiem?

Pierwsze – tak, zamierzone. 

Drugie – nie. Chciałem tylko podkreślić, że Dawid ma zawód wymagający precyzji i umiejętności, a nie wrodzonego talentu. W opozycji do tego była Ania, która mogła się podpierać magią w niektórych rzeczach, a w innych okazywała słabość jak zwykły człowiek. 

Trzecie – nie. Po prostu lubię to imię, często nadaję je bohaterom i miało pomóc mi przełamać niemoc twórczą :) 

A ja myślałam, że z tym Dawidem chodzi o znaczenie imienia: godny kochania, bo do tekstu by pasowało :) Przynajmniej jak dla mnie ;)

No pasowałoby, ale nie będę ściemniać, że o tym pomyślałem ;)

Niespecjalnie odpowiada mi pomieszanie fantazji z rzeczywistością. Wszak świat baśni rządzi się zupełnie innymi prawami niż świat realny, a z pomieszania obu chyba nigdy nie wychodzi nic dobrego.

Niewątpliwą zaletą opowiadania jest porządne wykonanie. :-)

 

męż­czy­zna za­czął kom­bi­no­wać: jakby tu ulep­szyć ów

sens

sprzęt? – Czy to celowy zapis?

męż­czy­zna za­czął kom­bi­no­wać: jak by tu ulep­szyć

 

A to stało w opo­zy­cji z ży­cze­niem Da­wi­da.A to stało w opo­zy­cji do ży­cze­nia Da­wi­da.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Celowy zapis. Może eksperymentalny, ale widziałem coś takiego u Kinga, i w moim zastosowaniu widzę, cóż, sens :D

Staram się o porządne wykonania, Reg, bo wiem, że masz dużo roboty przy innych opowiadaniach ;)

Dzięki za bibliotekę :)

Skoro twierdzisz, że zapis jest celowy, przyjmuję to do wiadomości, ale nie ukrywam, że wydaje mi się on dość osobliwy. Nie da się jednak ukryć, że to Twoje opowiadanie, Ty tu rządzisz. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Osobliwy i najczęściej zbędny, dlatego go już nie stosuję. Ale półtora roku temu tak to zapisałem i uznałem, że zostawię. Tak sobie porządziłem, a co ;)

Hmmmm. Dziwny tekst.

Plus za nietypowe wykorzystanie motywu ze spełnianiem trzech życzeń. Minus, bo ta ich miłość wygląda jakoś tak… kiczowato. Ale może to zamierzone – pokazać kiczowatą miłość magicznie wynikającą ze spełnienia życzenia.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego spełnienie trzeciego życzenia ma oznaczać zmianę przeszłości. Przed czym Ania się właściwie ratuje?

Babska logika rządzi!

Ania ratuje się przed męką jaką jest spelnianie życzeń. Pomyśl, chciałabyś tak każdemu usługiwać?

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Nie chciałabym, ale to na zagrożenie życia nie wygląda, żeby się trzeba było ratować. No i dlaczego wstecznie?

Babska logika rządzi!

No dziwny, dziwny, ale nie pierwszy raz mi się to zdarza.

Życzenia są między sobą sprzeczne, więc Ania jest rozdarta. Kocha Dawida z mocy jego życzenia, ale za sprawą innych życzeń musi robić coś, co zdradą tej miłości. To sprawia jej ból. Ania ratuje się więc przed własną mocą, przed swoim przekleństwem i przestaje być złotą rybką. Przeszłość też by ją krzywdziła, dlatego Ania cofa wszystkie życzenia.

A czemu miłość kiczowata? Bo nie ma prawdziwej chemii, jest magia. Wyobraź sobie, że dwie przypadkowe osoby mają się nagle kochać, chociaż wiele je dzieli. Stąd ta bajkowość uczucia. 

Witaj!

Opowiadanko przeczytało się samo na raz i wciągnęłl, ze względu chyba na styl bardziej niż treść. Choć z początku fajnie się domyślać po pierwszych zdaniach, o co chodzi.

Legendarne trzy życzenia złotej rybki w nowym wydaniu :) Przyjemne, ale mam wrażenie, że sprowadza się do rozważania nad miłością. Choć bohater całkiem ciekawe ma poglądy.

Po pierwszym życzeniu, tak sobie pomyślałem że miłość z przymusu dobrze się nie skończy ale opowiadanie rozbiło się na szczęście o inne tematy.

Pomysł na ostatnie życzonko elegancki i mi się spodobał. Widziałem, że inni narzekają na zakończenie ale u mnie pozostawiło po prostu niedosyt (chyba jak każdybdobry króciak).

"Potem umyli się, każde osobno, i w milczeniu położyli do łóżka. Ania nieśmiało zaczęła dotykać ukochanego, w końcu zanurkowała pod kołdrę. Obserwował spod na wpół przymkniętych powiek, jak odgarnia swoje złote włosy. Nie pozwolił jej dokończyć." – mój ulubiony fragment. Powiem, że pewna czynność seksualna zwizualizowała mi sie bardzo dokładnie z tym odgarnięciem włosów. Co prawda czepiłbym się jak to obserwował skoro zanurkowała pod kołdrę… no ale podejrzewam, że np. Wilku na tak fajną wizualizację jest odrobinę za młody ^^

Jeszcze słówko co do ubierania tekstu w kadry, cięcia i inne filmowe przejścia. Średnio mi się spodobało. Po mistrzowsku za to moim zdaniem były takie wstawki zapisane w "American Psycho"(którego fanem nie jestem). No to tyle pierwszych wrażeń, co mam czas teraz napisać ;)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Ja myślę że to jej uzależnienie od ludzi wyniszczało ją od środka.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Bardzo podobało mi się opowiadanie. Historia mnie tak wciągnęła, że nawet nie zauważyłem, iż już zbliżam się do jej końca. Chyba muszę zabrać się za Twoje poprzednie teksty, bo mam co nadrabiać. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Mytrixie, ulubiony fragment? A ja już miałem ten kawałek usuwać, ale przypomniałem sobie, że seks dobrze się sprzedaje… ;D 

Dobrze, że Wilku nie czytał “Jelenia na rykowisku”, bo to dopiero demoralizatorski tekst i jakie wyobrażenie o studiach daje! 

Ubieranie w kadry mogłem podświadomie zaczerpnąć z “American Psycho”, bo kiedyś czytałem. 

 

Soku, serdecznie zapraszam do innych tekstów :)

A, że sprzeczność życzeń. No, tu masz rację. OK, aż sobie kliknę.

Babska logika rządzi!

No fun, toś mnie zachęcił do tego jelenia, brzmi ciekawie.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Finklo, ale biorę sobie do serca to, że nie wychwyciłaś z tego tekstu, bo tak właśnie myślałem, że chyba wszystko jest tu wyjaśnione, więc nie będziesz miała zarzutów o niedopowiedzenia. Mea culpa, mogłem to jakoś bardziej zaznaczyć.

No i jeleń poszedł do kolejki!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Wilku, jeszcze zmienisz zdanie i zrezygnujesz z polonistyki na rzecz stosunków międzynarodowych ;)

Pójdę na jedno i drugie jak mnie ochota weźmie ; P

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Funie, nie bierz sobie niczego do serca, bo jak czytam coś, co nasuwa skojarzenia z romansem, to odsuwam się na odległość długiego drąga i to nim przewracam strony/ przesuwam tekst na monitorze. Ja się czuję lepiej, ale sporo rzeczy może mi umknąć. ;-)

Babska logika rządzi!

Bohater był albo bardzo naiwny, albo bardzo zakochany. Spodobało mi się to opowiadanie. Przeczytałem z przyjemnoscią. Gratuluję dobrego tekstu i nie dam szóstki tylko dla tego, bo to tylko historia miłosna, a chciałoby się czegoś więcej. 

Finklo, rozumiem, ale i tak staram się znaleźć złoty środek. 

 

Blackburnie, i jedno, i drugie. Dziękuję za piątkę. Jeśli chcesz więcej, to w przyszłym tekście będzie, co czytać, a wątek miłosny będzie naprawdę dziwny. 

Krótko mówiąc, robili wszystko, co przychodzi ci na myśl, kiedy ktoś każe powiedzieć, co jest najlepsze w byciu z drugą osobą. ← borze iglasty, co za banał! Nigdy na myśl nie przyszłyby mi takie bzdety (spacer, seks, gotowanie), gdybym miała powiedzieć, co jest najlepsze w byciu z drugą osobą. Rozumiem twoje wyjaśnienie w komentarzu (bajka, a nie miłość i chemia), ale i tak czar zauroczenia początkiem prysł ;<

 

jak by tu ulepszyć ów

sens

sprzęt? ← co to za zapis? ;>

 

Patrząc na nią, można by pomyśleć

 

W martwych zwierzętach twój warsztat był wprost nieziemski. Tutaj, niestety, nie wzruszyło mnie nic. I znowu (w moim odczuciu) płytki, mało autentyczny romans… a magii (znów w moim odczuciu) brak. I cholernie mi źle, że ponownie zostawiam komentarz niezadowolonego czytelnika. Czekam na rasowe SF/fantasy z twojej strony, bo jesteś utalentowany i wiem, że w końcu przeczytam coś takiego spod twojej ręki, co mnie porwie całkowicie. Ale to – znowu nie dla mnie.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Kajam się :( 

Zapis taki zapożyczyłem sobie od pana Kinga i ma za zadania sugerować, że słowa sens i sprzęt można włożyć tu zamiennie. Taki kaprys. 

Będzie wkrótce SF – myślę, że na początku lutego – ale rasowe na pewno nie jest. Jeśli Cię nie porwie, Naz, spróbuję jeszcze raz. Mogę nawet spróbować podjąć się czegoś na zamówienie: Count życzył sobie komedii – popracuję nad komedią. A co do talentu, to nie talent tylko ciężka praca. Niech Cię nie zmyli data rejestracji sprzed dwóch miesięcy.

Patrząc na nią, można by pomyśleć

Nie wywalałabym tego przecinka.

Babska logika rządzi!

Mi się ten zapis podobał, ot takie urozmaicenie :)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Racja. Imiesłowy to upierdliwce, ale poczytałem o tym i już chyba mam jasny obraz. 

Ja się na nim na chwilę zatrzymałam, ale doszłam do wniosku, że czemuś ma służyć i poszłam dalej.

Babska logika rządzi!

Zostawiłem ten fragment, bo wprowadza jakiś element psychologiczny na zasadzie “nie pisz, pokazuj”. 

Wśród tego, co dotychczas w ogóle przeczytałem w życiu, twoje opowiadanie plasuję jako wyjątkowo nietypowe. Niby mamy baśń, ale nic w niej pozytywnego. Bardzo smutno, niemal depresyjnie. Podziwiam, jak potrafiłeś ograny motyw z rybką spełniającą życzenia, zamienić w niebanalną historię o, nie oszukujmy się, banalnej samotności.

Dodam jeszcze, że bardzo szybko pojawiła się we mnie nadzieja, że ostatnim życzeniem będzie uwolnienie Anny od spełniania dalszych życzeń. I proszę, moje pragnienie spełniłeś :)

Na razie nie rozumiem motywu złotego zegarka. Może z czasem do mnie dotrze, a może specjalnie skonstruowałeś zakończenie tak, by interpretacja nie była oczywista.

Pozdrawiam

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Lubię motywy baśniowo-bajkowe (co zresztą widać po moich innych tekstach). Cieszę się, że to doceniłeś, Skullu. Jeśli chodzi o motyw zegarka to bardziej skup się na tym, gdzie jest i jaki jest ;) A jeśli i tak nie dotrze, w odpowiedzi na komentarz Cobolda wyjaśniam, co miałem na myśli. 

Hmmm… Zamówienia z jednej strony są pobudzające, z drugiej złe. Nie mogę się zdecydować.

 

Finklo, zerkam w Internety (przeważnie działam instynktownie)… Przykładów na równi z przecinkiem i bez. Mogę się mylić, ale nie wiem, jak ustalić wersję stuprocentową. Forma “patrząc”… http://www.jezykowedylematy.pl/2011/01/czy-imieslowy-typu-jadac-stanawszy-zawsze-oddzielamy-przecinkami/ ← co sądzisz?

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Można pieprzyć się z zegarkiem. Ale kochać? ;-p

 

Edytka: Heroino, IMO, pod linkiem jest napisane, że przecinek powinien być. Pewien człowiek, którego umiejętności bardzo cenię, powiedział kiedyś, że dawniej wobec braku określeń można było przecinek pominąć. A potem już nie, nawet jeśli zdanie składa się z marnych dwóch słów: “Idąc, pogwizdywał”. I tego się trzymam.

Babska logika rządzi!

Warsztat masz taki, że przyczepić się do niczego nie idzie. Tylko że mam jak Finkla: 

 jak czytam coś, co nasuwa skojarzenia z romansem, to odsuwam się na odległość długiego drąga i to nim przewracam strony/ przesuwam tekst na monitorze.

Na dodatek związkowi Ani i Dawida brakuje jakiejś iskry (ta Ania to w ogóle jakaś taka kluska mdława jest), a całej historii przytupu, który pozwoliłby ją zapamiętać. Zakończenie zostawiło mnie z głupią miną i zupełnie nie podeszło. Nie wiadomo, jak podchodzić do tego tekstu – czy to realizm magiczny, czy baśń, czy cyniczna obserwacja stosunków międzyludzkich; wszystkiego po trochu, przez co ogólna wymowa tekstu jakoś mi się rozmywa. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Ok, Finklo, widocznie miałam zakodowaną starą zasadę (pasował mi tam brak przestoju) ;) Przecinek może być.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Gravel, dzięki za opinię. 

Ciekawa koncepcja. Zaskoczyłeś mnie zakończeniem. Bardzo dobry tekst. Mnie do siebie przekonał. Wydaje się być taki rzeczywisty i prawdziwy, a nie zamglony pod chmurą wiecznej szczęśliwości.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano. Zacząłem już wątpić w ten tekst, bo sporo osób jest niezadowolonych, ale teraz widzę, że to w dużej mierze kwestia gustu i oczekiwań :)

Chyba właśnie chodzi o gust. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Czytało się płynnie, ale ja się jakoś pogubiłam. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się wczuć w bohaterów tej historii. Ani ich polubić.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, szkoda, że się pogubiłaś. A nic dziwnego, że trudno było Ci wczuć się w bohaterów i ich polubić – są trochę przerysowani, a ja pokazuję w nich głównie złe cechy. Dzięki za przeczytanie :)

a ja bardzo lubię to opowiadanie, czytałam kilka razy, zawsze z przyjemnością. przy każdej lekturze skłania mnie też do innych przemyśleń. z twoich starych opek to jedno z moich ulubionych ;) Naz, z ciekawości muszę zapytać – a co Ty wystawiłabyś w tym miejscu, skoro spacery, seks i gotowanie to banał? :D

Ktoś każe mi powiedzieć, co jest najlepsze w byciu z drugą osobą. Ok.

 

Przychodzi mi na myśl, że kiedy świat się rozpada i nienawidzi się wszystkich, łącznie z nią, ona wytrzymuje. I kiedy przestaje się w siebie wierzyć, ona wierzy. Myślę o zasypianiu w jej ramionach. O tym, że widzi mnie bez ubrania i makijażu, w chwilach strasznych i obrzydliwych, a patrzy na mnie wciąż z tą samą czułością. Wie rzeczy, których nikt się nigdy nie dowie. O patrzeniu na nią i pragnieniu uchronienia jej od krzywdy. Ale wiadomo, że się nie da, więc stoi się obok i ma się tę cholerną satysfakcję, że właśnie <ty> stoisz obok kogoś tak cudownego i robisz za barierę, która oddziela ją od otchłani. Nawet siedząc obok niej w knajpie to uczucie jest oszałamiające – że ty z nią. Przychodzi mi na myśl lękliwy, dziki kot, który boi się wszystkich w domu, ale do tej osoby przychodzi, tylko do niej, i kładzie się jej na piersi. Najlepsze jest, jak ta osoba całuje w głowę, niezmiennie tak samo od lat, jakby się było jakimś drogocennym skarbem. To, że przebywa się z nią tak często, że zaczyna się bezwiednie powtarzać jej powiedzonka, naśladować sposób mówienia. To, że nie musi dokańczać zdania, bo wiesz, co chce powiedzieć. Uczucie złączenia i oczyszczenia już po seksie, od którego aż chce się płakać. Uczucie, że gdy ona zniknie, to świat straci wszelki sens i piękno. Najlepsze, gdy pojawia się ktoś trzeci, ktoś przesadnie dla ciebie miły, ale dla ciebie jest przezroczysty, bo widzisz już tylko ją. Stworzenie z nią nowego życia i wychowanie dziecka na porządnego człowieka. Wspólne tworzenie czegoś jedynego w swoim rodzaju. Jak ta osoba cię maluje i zawiera w wizerunku coś, czego o sobie nie wiedziałaś.

 

Żem się rozpisała, cholera! Ale sprowokowałaś mnie!

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ja niestety nie jestem fanką tej historii. Te wszystkie rozważania na temat sensu – z jednej strony historia napisana w konwencji baśniowej, z drugiej ważkie dywagacje o naturze człowieka – zbyt wydumane jak dla mnie. Operujesz słowem sens i szczęście, ale są to tylko puste pojęcia. Nie wiem, co one tak naprawdę oznaczają dla bohaterów. I mam wrażenie, że bohaterowie też nie wiedzą.

Nie polubiłam ani Dawida ani Ani, on raczej wulgarny, ona niezbyt rozgarnięta, bycie złotą rybką niezbyt ją ratuje…

Warsztat na fajnym poziomie. Mimo że historia mi się nie podobała, przeczytałam do końca ;)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Naz, każdy inaczej patrzy na miłość. W tamtym miejscu opowiadania chciałem zaznaczyć zwyczajnie dobre czynności takie jak spacer, wspólne gotowanie, seks. Czynności. Część rzeczy, o których  Ty wspominasz, wiąże się z uczuciami, często przeciwstawionymi rzeczom negatywnym. A ja chciałem podkreślić cudowną prozę życia. Może dla Ciebie to banał, ale dla mnie dobra zwyczajność to naprawdę wiele. 

 

Dogsdumpling, brak wytłumaczenia, czym jest sens i szczęście, jest tu celowy, bo sprzyja baśniowej uniwersalności. Umyślnie nie wnikałem w te “puste pojęcia”. 

Dzięki za przeczytanie :)

Wiem, fun. Użyłeś po prostu uwznioślonego stwierdzenia <najlepsze w byciu z drugą osobą> – sam stworzyłeś ten problem :P Jeszcze zwróciłeś się bezpośrednio do czytelnika.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Funthesystem, nie mam nic przeciwko ani baśniowej konwencji, ani towarzyszącej jej uniwersalności. Nie chodziło mi też o to, żeby w tekście pojawiła się jakaś definicja szczęścia czy sensu. Po prostu czytając tekst w żaden sposób nie odczułam, żeby bohaterowie byli szczęśliwi. Ale to oczywiście subiektywny odbiór ;)

"Remember your name. Do not lose hope--what you seek will be found. (...) Trust dreams. Trust your heart, and trust your story". Neil Gaiman

Naz! :D Jak na królewnę plugastwa i orędowniczkę potępionych, masz naprawdę piękną duszę :D <3

 

 

Sci-Fi też chętnie przeczytam, Fun. Masz Ty zaplecze tekstów, człowieku… W sumie – rozsądną drogę obrałeś. Ja szybko porwałem się na dłuższe formy i efekty wieeeelu godzin będą musiały pójść do śmieci…

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Count, jeśli chodzi o teksty z szuflady, to powyższym zakończyłem wygrzebywanie staroci. Reszta albo wymagałaby sporej renowacji, albo nie pasuje tu gatunkiem. Zatem tempo wrzucania opowiadań spadnie. I może pojawią się głosy, że się skończyłem :D

Spoko, teraz to się dopiero zacznie ;)

Choć przyznam, że gdy wrzucałeś w mój dyżur Jelenia, w życiu nie pomyślałbym, że z takim “przytupem” wkroczysz w portalową codzienność ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

“Jeleń” był eksperymentem i żartem. Ale dobre przyjęcie sprawiło, że postanowiłem kontynuować. 

Sojuszniku, rozczuliłam się. Naprawdę! :)

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Ja również :* Dla takich sojuszniczek warto żyć, warto pisać!

Ups, za dużo dobra… :P

 

 

Zaś dyżur, choć często niewdzięczny, warto brać właśnie dla takiego Jelenia. Widzę w tym wszystkim sens na myśl, że być może i moja opinia zaważyła na tym, iż postanowiłeś pójść za ciosem :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dobra, obiecałem, że przemyślę opowiadanie i jestem! Niewątpliwie Anię i bohatera łączy absurdalna miłość i to jest piękne. Miałeś ciekawy pomysł, aby wykorzystać motyw trzech życzeń. To co działo się u nich w łóżku było największym absurdem. Wydawało mi się, że jego brutalność była niepotrzebna, ale myliłem się. Ten brutalny seks był wypełniony silnymi emocjami. Emocjami pozytywnymi i negatywnymi (Negatywnych było więcej) wymieszanymi w jedną spójną i w pełni uzasadnioną całość. Szóstka jest za ukryte metafory, bo chyba zdajesz sobie sprawę, że masz lepsze teksty?

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Count, bawi mnie myśl, że znudzony klikasz w tekst jakiegoś świeżaka, oczekując bójek w karczmie albo statków kosmicznych, a potem dostajesz “Jelenia”. No ale nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji. 

 

Wilku, pewnie, że zdaję sobie sprawę.

Dzięki za komentarz :)

Właśnie! Czy był tu kiedyś tekst o Hiszpańskiej Inkwizycji? ;-)

Babska logika rządzi!

Kiedyś ktoś napisze i nikt się nie będzie spodziewał ;P

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Albo zatytułować tekst “Hiszpańska Inkwizycja” i nie wspomnieć o niej w opowiadaniu ani słowem. Kto by się tego spodziewał? 

Nobody expects the Spanish Inquisition

 

 

@Naz – ​z Twoją wypowiedzią skojarzyło mi się:

 

“Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.

To też nie diabeł rogaty.

Ani miłość kiedy jedno płacze

a drugie po nim skacze.

Miłość to żaden film w żadnym kinie

ani róże ani całusy małe, duże.

Ale miłość – kiedy jedno spada w dół,

drugie ciągnie je ku górze.”

 

 

 

 

 

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mój “Oddział dla opętanych” był o Torquemadzie ;-)

Masz strasznie fajne pomysły, fun :) Ten bardzo mi się spodobał. Lubię mieszanie baśni z rzeczywistością i wszelkie personifikacje, więc koncept ludzkiej złotej rybki bardzo mi podszedł. Ciekawie też go rozwinąłeś, pokazując konsekwencje wypowiedzianego życzenia. Natomiast czegoś mi tutaj zabrakło, choć nie do końca wiem czego. Czuję, że mimo wszystko za jakiś czas tekst uleci mi z pamięci. I wiesz, tak sobie myslę, że to chyba dlatego, że choć doceniam pomysł i fajne wykonanie, to jakoś tego wszystkiego nie poczułam. Może to kwestia bohaterów, o której wspominano wyżej. Tacy jacyś są nie wiadomo jacy, dosyć papierowi. Nie poznałam ich, nie uwiedli mnie, więc ich historia nie mogła tak naprawdę mnie poruszyć.

Dołączam się też do głosów, którym przeszkadzały wulgaryzmy. Odniosłam wrażenie, jakby były wepchnięte na siłę, by pokazać kontrast pomiędzy baśniowością a rzeczywistością. A przecież to i tak ładnie wynika z fabuły, nie ma potrzeby podkreślać tego zgrzytliwym tonem ;) 

Cześć ponownie.

Bardzo fajny pomysł i moim zdaniem daleki od wyeksploatowanego.

Najpierw o tym, co mi przeszkadzało.

  1. Ewidentne pytania zaczynające się od “może” kończysz kropką.
  2. Trochę rozwlekle. Na modłę bajarza, który się zestarzał i zaczyna czasami przynudzać, rozwlekając to, co nie powinno być rozwlekane. Krócej: czasami za dużo didaskaliów.
  3. Utrudnia czytanie to, kiedy dialogi (czy też: kwestie) nie wyglądają jak dialogi.

A cała reszta była bardzo fajna. Pomysł, prawie całe wykonanie. Również nastrój, który budowałeś.

 

Po drugim Twoim tekście widać pewną prawidłowość, czy raczej powtarzające się elementy: trochę zagubiony mężczyzna, piękna i tajemnicza kobieta, seks.

Gdy wymyślę sygnaturkę, to się tu pojawi.

Werweno, dzięki za klika i dobre słowo ;) To o bohaterach wezmę sobie do serca, żeby następne teksty bardziej zapadały w pamięć. Cieszę się też, że lubisz przemieszanie baśni z rzeczywistością, bo pewnie jeszcze nie raz napiszę tekst ocierający się o taką tematykę. 

 

Cześć, Piotrze.

  1. Ok. 
  2. Ok.
  3. Byłem ciekaw, czy ktoś zwróci uwagę. Zabieg był celowy, bo w ten sposób nie przytaczałem dosłownych dialogów, tylko sens wypowiedzi. 

Prawidłowość ta spełnia się tylko przy tych dwóch tekstach, które jak dotąd przeczytałeś. 

Dzięki za komentarz i zapraszam do pozostałych tekstów, które – zdaniem Czytelników – są chyba lepsze od dwóch najnowszych :)

Hmmm, no tak… 

Eks­plo­ata­cja SCHE­MA­TU nie jest ni­czym złym ;) . Chyba wszyst­ko się na tym w mniej­szym lub więk­szym stop­niu opie­ra. Tak sobie po­my­śla­łam na po­cząt­ku, po pierw­szych zda­niach. 

No i rze­czy­wi­ście zaraz po po­cząt­ku bylo nie­źle. Zna­czy tekst to i tamto obie­cy­wał…

Nie­ste­ty bar­dzo krót­ko. 

Póź­nej nie było już nic, poza roz­pacz­li­wą walką że SCHE­MA­TEM. 

Po­wta­rzal­ność która jest nudna jak so­jo­we flaki z ole­jem pal­mo­wym i…. uro­cza, wła­śnie dla­te­go,  że autor jest szcze­ry i jej nie­świa­do­my :)

Prim "Corcoran" Chum

O, ktoś wpadł, żeby się odgryźć za niepochlebny komentarz. Ale każdy czytelnik jest dla mnie cenny. Dzięki za wizytę, Prim Chum :)

Nie ma za co…. Polecam się.  Nie rozumiem tylko dlaczego odczytujesz komentarz za "odgryzanie się"  :/ Napisałem to,  co myślę. 

Prim "Corcoran" Chum

To czemu zajrzałeś akurat do mojego tekstu, skoro nie jest ani w bibliotece, ani nowy w poczekalni? Poza tym występuje dziwna zbieżność naszych opinii na temat opowiadań: nudne, powtarzalne, nieświadome… 

EDIT: A jak się polecasz, to zapraszam do moich innych opowiadań :) 

Uważasz,  że zbieżność opinii "nudne,  powtarzalne, nieświadome"  nie może być przypadkowa…?  :D

Prim "Corcoran" Chum

Prim Chum, który nie wierzy w pszipadki? To pewna nowość. A może zmiana płci pomogła na charakter. ;-)

Babska logika rządzi!

Prim Chum, chyba wielu opowiadaniom można by przypiąć taką łatkę :D

Ale to, że spośród komentujących wypatrzyłeś akurat mnie – to już nie przypadek.

Chyba że powinienem napisać “wypatrzyłaś”? Bo sam/sama stosujesz zamiennie i inni też się do Ciebie różnie zwracają :)

Hmmm, widzę, że próby merytorycznej rozmowy sprowadzają się do "merytoryczno-łatkowego" bełkotu z domieszką cynamofinkli . :D. 

Co do Twojego zaproszenia Bym przeczytał Twoje inne opowiadania. Na razie nie skojarzystam. Cieszę się 

:D

Prim "Corcoran" Chum

Gównoburza? Hmmm… mam nadzieję, że deszcz fekaliów opadł. Nie znam sytuacji, ale przestrzegam obie strony przed złośliwością! Pan i pan/pani niech załatwią to między sobą, a Finklę to proszę zostawić w spokoju! Poza tym, ludzie, krytyka to złoto, pochlebstwa zaś srebrem.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

O, dziękuję, Wilczku, za rycerską postawę. Muszę jednak przyznać, że to ja zaczęłam, nie Prim. Zaatakowane stworzenie ma prawo się bronić. :-)

Babska logika rządzi!

Jak chcesz, ja tu tylko jestem misjonarzem. Misjonarzem Cienia możnaby rzec, bo nawołuję do POKOJU! Tak więc pokój z wami bracia i siostry!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Ale przecież wszystko grzecznie załatwiliśmy. Komentarz za komentarz, obie strony podziękowały. Nie było żadnej gównoburzy, tylko co najwyżej – że tak to grafomańsko ujmę – pierdopodmuch. 

Wzywaliście?^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu, już się bałem żeś tekst przeczytał i że czeka mnie opieprz z góry do dołu za ten tekst :D

Wzywaliśmy, byś doklepał, bo pomimo kilku mankamentów opowiadanie naprawdę zacne ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mistrzu Cieniu! O wielki roznosicielu pokoju! Twój sługa żałuje, że wezwał na daremno! W imię zakonu pokoju!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Wilku, ty lepiej idź poczytaj w końcu tego “Jelenia”, bom ciekaw Twojej opinii :D 

A z tymi burzami to wiecie jak jest – przychodzą znienacka i szybko odchodzą…

W drodze do szkoły zacznę czytać ;) POKÓJ!

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Przeczytałem już czas jakiś temu, prawdę mówiąc. Ale, tradycyjnie, brakło czasu na komentarz. A potem, również tradycyjnie, zeszło to na któryś z dalszych planów. Za co serdecznie przepraszam. Ale skoro już mnie tu wywołali do tablicy, to na razie rzeczywiście zostawię chociaż ten klik, bo zasłużony. Na komentarz właściwy… powiedzmy, że zbieram siły. A tych mi dzisiaj już brak, bo daleka droga za mną.

 

Peace!

 

P.S. Wilku, nie wezwałeś mnie nadaremno, wręcz przeciwnie. Zrobimy tu trochę dobrego.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ale powiem Cieniu, że szybko się pojawiłeś. Jak to mawiają nie wywołuj wilka z lasu, a ja wywołałem ;)

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Cieniu, dzięki za ostatniego klika i czekam na komentarz :)

 

Wilku, na Twój komentarz też czekam ;)

Hmmm… To chyba bodaj pierwszy w historii przypadek, że to nie wilka, a Wilk właśnie, wywoływał z lasu.^^ I jak tu na taki odzew nie odpowiedzieć?

 

A zjawiłem się szybko, ponieważ Dobry Duszek Piaskowy – słodziak taki – szepnął mi słówko stosowne w nie mniej stosownym czasie.

 

Peace!

 

P.S. A za klika nie ma co dziękować, funthsystemie – dostałeś to jedynie, na co uczciwie zapracowałeś.

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

O! Cieniu, nie wiedziałem że udało ci się stworzyć siatkę szpiegowską.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Co Ty, Wilku? Na stole chirurgicznym, pod bezcieniową lampą czytasz? ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z wielką przyjemnością. Masz specyficzny styl, który lubię Autorze i Twoje opowiadania zawsze są dla mnie bardzo miłą lekturą. Do następnego ;)

Miło mi to czytać, Łukaszu. Do zobaczenia pod następnym tekstem :)

Finklo, jeżeli już ciskasz medycznymi metaforami to powiem, że jestem takim trochę patologiem partaczem. Lubię grzebać i odnajdywać najmniejsze szczegóły, ale… ale… ale mi się nie chce ;P

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Chodziło mi o to, że cienie są wszędzie. ;-) A jak partacz, to pewnie pracuje przy lichej lampce – tym bardziej przed nimi nie ucieknie. ;-)

Babska logika rządzi!

Cień potrafi mieć długie ręce…

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

A on bez wahania, jakby przygotowywał się do tej chwili przez całe życie, wypowiada pierwsze: kochaj mnie. Cięcie.

W tym miejscu kupiłeś mnie na cały tekst. Bo to świetne jest. Z jednej strony bajkowy motyw przeradzający się w zapowiedź równie bajkowej miłości (naprawdę, to było jedno z najlepszych, a jednocześnie najgorszych życzeń, jakie mogę sobie wyobrazić), z drugiej strony sposób narracji – Cięcie – stoi w wyraźnej sprzeczności z treścią, staje się wyraźną zapowiedzią, że nie ma co liczyć na gadające sarenki, fanfary i szczęśliwe zakończenia. Nie ostrzega jednak przed tym, jak bardzo te zakończenia – zresztą nie tylko one – nie będą szczęśliwe.

Od początku do końca – nawet w scenach, gdzie jest jeszcze dobrze – dominuje smutek i przygnębienie, jakby cały nieistniejący film oglądało się z użyciem poszarzającego (uproszczenie) filtra. A im bliżej napisów, tym tym ten filtr staje się mocniejszy.

Niby jest miłość i szczęście, ale nie czuć ani jednego, ani drugiego. Jest tylko smutek bijący z każdego zdania, narastający z każdym akapitem i wreszcie wylewający się w finale, chyba wraz z krzykiem Ani. I to właśnie ten smutek, jak dla mnie, jest w opowiadaniu na pierwszym planie. A może nie smutek, tylko po prostu brak szczęścia; nie w sensie nieszczęścia, tylko po prostu niemożności osiągnięcia prawdziwego spełnienia (choć Ania aż emanuje cierpieniem). Jakby tego nie ująć, przy takim podziale puli nijakość Ani i wewnętrzna niespójność Dawida nie tylko nie szpecą tekstu ale wręcz dodają mu wiarygodności.

Co ciekawe, forma – nawet wyraźniej niż treść – jest tutaj nośnikiem starej prawdy, którą Dawid doskonale rozumiał i którą przedkładał nawet ponad przywilej posiadania życzeń, a której nieopatrznie sprzeniewierzył się na samym początku: nie ma drogi na skróty. Szczęścia nie da się zamówić.

Żeby jednak nie psuć sobie renomy Wiecznej Marudy i Nadmalkontenta, popsioczę sobie trochę na samą końcówkę, bo to (znowu) spłycanie opowiadania banałem. No i, prawdę mówiąc, gdy zasiadłem do pisania komentarza czas już jakiś od chwili ukończenia lektury, odkryłem, że już nie bardzo pamiętam, co chcę skomentować. A to albo nie najlepiej świadczy o opowiadaniu – dobre, ale nie dość, by miało na mnie jakikolwiek wpływ – albo jeszcze gorzej o mojej pamięci.

Bełkot?

Cięcie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję, Cieniu, za obszerną opinię. Tymi miłymi słowami utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że to jednak dobry tekst. 

Co do ostatniego (jedynego?) zarzutu – nie mam pomysłu, jak to naprawić. Myślę, że to taka przypadłość tekstów, które nie są na tyle długie, by cierpliwie wryć się w pamięć czytelnika, ani też tak krótkie, że trafiają raz a dobrze, jak cios między oczy. 

Świetny tekst. Uwielbiam tak napisane postacie, jak twoja Ania. Przez tekst się płynie, a końcówka naprawdę mocna i wzbudzająca emocje. Gratuluje.

O, dziękuję. I za miły komentarz, i za niespodziewaną nominację. Naprawdę mnie tym zaskoczyłeś :D

Nie czytałam komentarzy powyżej, więc wypowiem się od siebie – pięknie opowiedziana historia, bajkowy język, ciekawe zabiegi i zabawa z formą, ale… Po przeczytaniu całości zostałam nieco zmieszana. Brakuje mi chyba wyraźniejszego zaznaczenia, co to właściwie jest za tekst – groteska, baśń? Lubię zabawy formą, ale mam wrażenie, że tekstowi wyszłoby lepiej trzymanie się jednej formuły.

 

PS. Ciekawe, czy ktoś kiedyś napisał tę baśń z punktu widzenia złotej rybki. W twoim wykonaniu byłaby to zapewne smutna aż do szpiku kości historia.

Kam, dzięki za wizytę i zostawione słowo :)

co to właściwie jest za tekst – groteska, baśń?

A po co to szufladkowanie? :D To po prostu opowieść. Dałem tag “antybajka”, by było wiadomo, że tematy bajkowe, ale potraktowane w sposób niekoniecznie bajkowy. Wychodzę z założenia, że tekst powinien się bronić sam (choć nie zawsze jest to możliwe). 

Ciekawe, czy ktoś kiedyś napisał tę baśń z punktu widzenia złotej rybki.

Były już różne baśniowe wariacje, nawet tu na portalu. Ostatnio wyszedł ciekawy zbiór opowiadań “Dziki łabędź”, który w dość oryginalny sposób odświeża bajkowe motywy. 

Dobre, ale jakoś tak… no czuć, że mogło być lepiej. Z jednej strony fajny pomysł z Anią i koniecznością spełniania przez nią życzeń. A z drugiej przez cały tekst praktycznie jej nie poznajemy, w efekcie u czytelnika (tak naprawdę to u mnie) powstaje mglisty obraz takiego a la dżina w postaci pięknej dziewczyny. I Ania zamiast być tajemnicza, staje się raczej obojętna.

Główny bohater – niewiele można o nim powiedzieć. Randomowy, zakochany gostek. Jak dla mnie na początku jakoś łatwo pogodził się z całą sytuacją, nie próbował szczególne dowiedzieć się kim dokładnie jest Ania, jak mógłby jej pomóc, itede.  

Koncepcja nieszczęśliwej miłości całkiem ciekawa, ale znowu z drugiej strony zakończenie trochę takie oklepane (i on się poświęci, żeby ona była szczęśliwa, i wszyscy wszystko zapomną, i kropka).

 

Podsumowując, jest spoko, ale bez większego wow. ;D

 

Po przeczytaniu drugiego Twojego tekstu stwierdzam, że masz fajny styl, szybko i gładko czyta się Twe (roz)twory. ;P Co polecasz jako następne?

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Dzięki za wizytę i uwagi :) Faktycznie nie udało mi się tutaj wejść w psychologię bohaterów. 

Jako następne… Hm, bardzo mi miło, że chcesz, to po pierwsze :D A po drugie…

O piórko otarła się “Krótka instrukcja obsługi Pana”, choć ten tekst podzielił czytelników. To takie dość dziwne SF, jednym się podoba, inni nie rozumieją. Poza tym “Co mogę jeszcze” raczej spodobało się większości osób, jeśli masz ochotę pozostać w poważnych tonach.

Natomiast jeśli chcesz zobaczyć mnie od luźniejszej strony, to obczaj “Władka”. W humorystycznych klimatach jest też “Jeleń”, ale sporo żartów jest tam z grubej rury. 

Jeszcze raz dzięki :)

Przede wszystkim to nie jest romantyczna opowieść. Tak prowadzisz narrację, że z góry wiadomo, jak to się skończy, albo dobrze albo źle. Niby nie wiadomo, ale problem w tym, że narzuciłeś zbyt jednostajny ton, bez emocji, opowiadanie brzmi jak relacja, a nie historia i przez to wcale nie pragnę poznać, jak się skończy. Owszem, jestem ciekawy zakończenia, ale nie przeżywam, nie wyczekuję go.

Nie mogę zrozumieć, dlaczego przyjąłeś właśnie taką formę (relacji), dodatkowo okraszoną scenami i cięciami, które wprowadzają (u mnie) bardziej konsternację, niż pożądany zapewne efekt. Jeśli to miała być forma refleksji życiowej, to nieudana. Dodatkowo złota rybka… Od razu straciłem zainteresowanie. Nie potrafię ryb obdarzyć uczuciami. Ja wiem, to metafora, utkany pomysł z bajki i tak dalej, ale nie mogłem wyzbyć się uczucia wyobcowania z tego świata.

Przedziwne to opowiadanie, z jednej strony sztywne i sztuczne, z drugiej oryginalne w swoim pomyśle. Sam zapewne na taki bym nie wpadł, ale też pewnie bym nie chciał. :)

To dosyć świeże opowiadanie, porównując je z innymi widzę, że młodość w Tobie kipi i pewnie długo jeszcze będzie. Twoje opowiadania są jak testy. :) Fakt, niektóre bardzo mi się podobają, inne znowu zupełnie nie bardzo. 

Powiedz mi, czy oglądasz filmy? Ale nie tak, jak wszyscy, czyli co popadnie, tylko z zamiłowaniem. Jeśli nie, powinieneś zacząć oglądać. Jesteś bystrzak i wyciągałbyś dobre wnioski i naukę dla siebie. Bo powoli trzeba zacząć kształtować swój pomysł na świat (pisarki), błądzić i szukać rzecz ludzka, oby nie wiecznie.

Pozdrawiam.

 

Fajnie, że wpadłeś, dzięki :) Opowiadanie faktycznie może brzmieć jak relacja. Pisałem je w okresie, kiedy jeszcze nie myślałem, jak to w ogóle będzie brzmiało. Uznajmy to za dość surowy kawałek prozy ;)

Oczywiście oglądam filmy. Mniej niż kiedyś i z mniejszym zamiłowaniem, ale to głównie z powodu niedoboru czasu – trudno wygospodarować dwie godziny w ciągu dnia. Lubię też inne dziedziny sztuki i staram się z nich czerpać. A czemu pytasz, do czego zmierzasz? I jaki świat masz na myśli? Świat w sensie fantastyczne uniwersum? Czy chodzi Ci po prostu o obranie konkretniejszej drogi pisarskiej?

Wydaje mi się, że czasem, albo nawet częściej myślimy podobnie. A mnie filmy w pewien sposób ukształtowały, dają coś, czego książka nigdy nie da. Dostrzegania wielu rzeczy w ułamku chwili, to uczucie przelatujących dziesiątek myśli w głowie patrząc przez sekundę lub dwie na ważną scenę, jest unikalne. Często nawet w życiu tak nie masz, bo scena w filmie odfiltrowuje to, co w rzeczywistości rozprasza i przeszkadza – fizyczne zimno lub gorąco, zakłócający hałas, złe światło, przykry lub piękny zapach, smak. Scena w filmie odcina Ci wszystkie zmysły prócz wzroku, widzisz i chłoniesz, to jak czysty narkotyk prosto do głowy (pisarza). ;)

Swój świat, swoją drogę pisarską, żeby czytelnik wiedział, czego można się po Tobie spodziewać, ale jednocześnie, żebyś zawsze go zaskakiwał. Czym bardziej będzie wiedział, że to Twoje, a mimo wszystko go zaskoczysz, tym bardziej Cię doceni.

Nie gloryfikowałbym tak filmów w porównaniu do książek. Jasne, filmy mogą pobudzać naszą wyobraźnię, pokazując rzeczy i miejsca, których w inny sposób nie moglibyśmy zobaczyć. Poszerza się wtedy arsenał obrazów (i dźwięków), którym dysponujemy. I dzięki temu możemy mieć w głowie świetną wizję. Ale jedna z głównych trudności pisania polega na tym, że nie wystarczy wizja w głowie autora. Trzeba to ubrać w takie słowa, żeby tę wizję odmalować w wyobraźni czytelnika. A tego już filmy nie nauczą. 

Fabularnie filmy też znacznie się różnią od powieści, ale na pewno można z nich wyciągnąć parę wniosków o konstruowaniu fabuły.

Myślę, że o wiele ważniejsze dla pisarza jest samodzielne doświadczanie. Film to droga na skróty. Filmy mogą dać mi jakieś wyobrażenie o sprawach kryminalnych, dalekich miejscach, innych ludziach. Ale jak dwugodzinny film o żeglowaniu może się równać ze spędzeniem chociaż tygodnia na morzu? Jak duże wrażenie zrobi trup z filmu w porównaniu z prawdziwym martwym człowiekiem? Jak dokładnie mogę poznać kogoś z ekranu, skoro tam widzę tylko kadry, a brakuje tych istotnych dla mnie rzeczy, które – jak to powiedziałeś – rozpraszają i przeszkadzają? 

Filmy są świetnym dodatkiem, rozwijający i kształcącym, podobnie jak (dla mnie) komiksy i muzyka. Ale uważam, że pisarz przede wszystkim nie powinien siedzieć w domu, tylko wyjść do ludzi, pójść w świat, uważnie chłonąć wszystkimi zmysłami. Nawet jeśli chce pisać fantastykę. 

 

A co do mojej drogi – czyli mówisz, że muszę wyrobić sobie styl? ;)

Dobrze z Tobą podyskutować, tak więc kilka krótkich zdań (swoją drogą, miałeś ich za dużo w tym opku).

Nie gloryfikuję filmów, dają coś innego niż książki. Budują dodatkowo doświadczenie pisarza, uzupełniają wiedzę zdobytą w książkach, nie zastępują jej, to oczywiste. Zadziwia mnie Finkla, która nic nie ogląda.

Samodzielnie doświadczenie mówisz, na morzu lub ulicy… W Twoich opowiadaniach prawie zawsze ktoś ginie. Ten, tego, doświadczenia nabierałeś w rzeczywistości? ;)

Trochę Cię podpuściłem z tym “stylem”, nie miałem go na myśli, ale chciałem w kolejnym miejscu wrzucić cytat od Feliksa W. Kresa (do Ciebie też dużo ludzi zagląda, niech poczytają).

Po ósme, dziewiąte i dziesiąte: KSIĄŻKI SĄ DLA LUDZI, MAJĄ SŁUŻYĆ DO CZYTANIA. Jeśli ktoś już postanowił zostać pisarzem (pomimo, iż dowiedział się z siódmego przykazania, że może być kimś innym) to powinien produkować książki, nie zaś książkopodobne grania własnej duszy. A do cholery z jego duszą. Każdy (bo także czytelnik) ma własną duszę, a jak nawet nie ma duszy, to i tak ma swoje granie, więc nie musi płacić za cudze. Książka zawierająca granie duszy autora powinna być uczciwie zatytułowana „Granie mojej duszy". Zobaczymy, czy ktoś to kupi.

Skoro rozmawiamy o obrazach, odpowiem Ci “obrazowo”. Od dawna lubuję się w artystach malujących steampunk i fantastykę. Zawadzki, Stec, Jaśnikowski – to lubię. Mało mnie interesuje jak malują swoje obrazy, jakim własnym “stylem”, techniką i tak dalej. Interesuje mnie wynik końcowy i to, co namalowali. Gdyby zaczęli nagle malować pejzaże, słoneczniki w wazonach albo figury geometryczne, pewnie “porzuciłbym” ich. Interesuje mnie, Funie, o czym będziesz pisać, nie jak. Bo wierzę, że dobrze.

Pozdrawiam.

Zadziwia mnie Finkla, która nic nie ogląda.

Mam wyobraźnię. :-) I sporo książek popularnonaukowych.

Babska logika rządzi!

W Twoich opowiadaniach prawie zawsze ktoś ginie. Ten, tego, doświadczenia nabierałeś w rzeczywistości? ;)

Nie, ja nie umierałem. Ale widziałem umierających ludzi, martwych ludzi, umarły bliskie mi osoby. To nie są rzeczy, których doświadczyłem celowo. Więc Twoja uwaga jest trochę nie na miejscu. Śmierć jest dookoła i zazna jej każdy, tak samo innych nieszczęść. Nie chodzi o to, żeby się w te nieszczęścia pchać. Ale można się im przyjrzeć, posłuchać cierpiących, współczuć. 

Tak samo z innymi doświadczeniami. Niektóre fajnie przeżyć samemu, jak choćby podróże czy kosztowanie nowych potraw. Innych rzeczy można częściowo zaznać poprzez poznawanie ludzi, wysłuchiwanie ich historii. Nie chodzi mi o doświadczanie na siłę, żeby się “stymulować artystycznie”. Chodzi mi o bycie otwartym i kształtowanie własnej wrażliwości. 

 

A co do tej “duszy”, ja od zawsze chcę pisać dla ludzi. I staram się to robić, co powinno być widać po zabiegających o uwagę tytułach, przemyślanych pierwszych zdaniach, próbach chwycenia czytelnika i dociągnięcia go do końca.

W zasadzie wszystko piszę pod czytelnika, a najczęściej pod jedną konkretną czytelniczkę, która lubi przede wszystkim ciekawe historie, które dobrze się czyta. A tak się składa, że większość ludzi lubi ciekawe historie, które dobrze się czyta. Więc staram się, żeby historie były jak najciekawsze i żeby czytało się je jak najlepiej. Jak podoba się mojej czytelniczce, to najczęściej podoba się też innym. 

Jak chcę się uzewnętrznić, to rozmawiam z bliskimi. 

Nie rozumiem, dlaczego masz taki problem z obecnością tej duszy. Owszem, zawieram w tekstach moje uczucia, emocje, doświadczenia, ale wszystkie przekształcone tak, żeby zainteresowały innych ludzi. Jak widać, niektórych interesują. Zresztą, co innego miałbym zrobić? Pisać o czymś, o czym nie mam pojęcia, czego nie czuję?

Może wskaż mi element mojej duszy, który widzisz w opowiadaniach i który Ci przeszkadza. Bo skoro wrzucasz taką uwagę, coś powinno się znaleźć. 

Napisałem ginie, a nie umiera, Funie. Miałem na myśli morderstwa, diabły i tym podobne. Mam nadzieję, że nie muszę Cię więc przepraszać. Nie chciałbyś się licytować, ale zgadzam się z tym, co napisałeś. I o czytelniku też.

Ano mam. “Wystawianie” duszy w utworach, to taki ekshibicjonizm i egocentryzm, JA z przodu, przed tym, co chcę przekazać. Możesz się oczywiście nie zgodzić.

Finklo,

masz jakąś apkę śledziuszkę, czy co? :)

 

Edit:

Wskazanie – ja pierdolę, wiedziałem, że będziesz pytał. ;) Zdanie ma podwójne dno. I tak w każdym opku, nawet gdy zupełnie nie pasuje, chociażby w powyższym.

 

Edit 2:

Patrz tutaj, mój komentarz. I wydało się, że obgaduję ludzi.

Darconie, sorry, ale https://sjp.pwn.pl/sjp/zginac;2545776.html 

Jeśli chodzi o morderstwa, to doliczyłem się 5 opowiadań z takowymi, a mam ich tutaj trochę więcej. W tym jedno jest z czarnym humorem, a w dwóch morderstwo jest ledwo wspomniane lub domyślne. Chyba tylko w nieszczęsnych “Lodach śmietankowych” opisałem zabójstwo bardziej wprost. Zdaję sobie sprawę, że to trudny temat, a ja gówno o tym wiem, więc raczej go unikam. 

Diabły są u mnie, jak na razie, dwa. Racja, osobiście nie spotkałem żadnego. Ale to element fantastyczny, więc chyba nie muszę się tłumaczyć. 

A ciekawi mnie, co jest “i tym podobne”. 

Ano mam, “wystawianie” duszy w utworach, to taki ekshibicjonizm i egocentryzm, JA z przodu, przed tym, co chcę przekazać. Możesz się oczywiście nie zgodzić.

Ale gdzie tu jestem ja? Czego o mnie dowiedziałeś się z moich tekstów? 

 

No, miło, że obgadujesz. Trochę bez sensu jest to, że najpierw mówisz, że autora nie powinno być widać w opowiadaniu, a potem rozpatrujesz teksty przez pryzmat twórcy. Z moich opowiadań i z opowiadań Bemik nie wynikałby wiek żadnego z nas. Zauważ, że jesteś odosobniony w wytykaniu mi mojego “młodego wieku”. Gdybym powiedział Ci, że jestem niski, wytykałbyś mi kompleks wzrostu? 

Trudno w ogóle wierzyć w Twoje złote rady, bo rzeczy, których się czepiasz, występują w świetnie sprzedających się książkach, które są dla ludzi. Te przejaskrawienia itd. 

Pewnie, że jestem odosobniony. :) Starszy ode mnie jest tylko Cobold i bemik, chyba. :) Jak przeważająca tu młodzież, może zwracać uwagę na młodość drugiego? Ale jesteś już drugą osobą, która spinką reaguje na “wytykanie” młodości, a o wulgaryzmy w ogóle się nie oburzyłeś. :) Spokojnie, Funie. :) Dobrze, że nie analizowałeś i cytowałeś każdego mojego zdania, bo i to już się zdarzało.

Choć tym się właśnie charakteryzuje młodość, od razu sięgasz po broń. :) Przecież często Twoje opka mi się podobają, niektóre określiłem jako (uwaga, wulgaryzm!) zajebiste. :) Więc traktuj moje słowa jako malkontenta, któremu mało co się podoba, całkiem.

Ps. Nie rozpatruje, to się samo rzuca w oczy.

Ps.2. A te “złote rady” to już napisałeś złośliwie. :)

Starszy ode mnie jest tylko Cobold i bemik, chyba. :)

Chyba nie ;)

Ale nie będę zdradzał kto jeszcze, bo każdy sam decyduje, czy umieści swój wiek w profilu. Celowo nie umieściłem swojego, żeby nie dostawać takich ukierunkowanych komentarzy w stylu “to jest przejaskrawione, nic dziwnego, jesteś młody”. To młody nie może pisać jak stary, a stary jak młody? Pewnie, że może. I tak nieraz bywa.

Zresztą używanie tutaj, na portalu, wieku jako argumentu jest na poziomie – moim zdaniem – szkoły podstawowej, kiedy parę lat różnicy wiele znaczyło. W większości jesteśmy tutaj dorośli i o naszym poziomie świadczy wyłącznie to, co piszemy w komentarzach i opowiadaniach.

 

Fajnie by było, gdybyś odpowiedział w końcu na moje pytania, bo chciałbym się dowiedzieć czegoś o swojej duszy :)

 

Edit: Tak, złośliwie. Ale powiedz sam, któremu kulinarnemu krytykowi byś uwierzył: niejadkowi czy takiemu z lekko zaokrąglonym brzuszkiem? ;D

Tracking mode on.

 

Starszy ode mnie jest tylko Cobold i bemik, chyba. :)

Chyba nie ;)

Chyba, raczej, na pewno nie ;)

 

 

Zresztą używanie tutaj, na portalu, wieku jako argumentu jest na poziomie – moim zdaniem – szkoły podstawowej, kiedy parę lat różnicy wiele znaczyło.

Fun dobrze prawi <3

 

Podpisano,

Ta druga osoba, której się obrywa za bycie młodą

:D

Finklo,

masz jakąś apkę śledziuszkę, czy co? :)

Po co mi apka, skoro jestem Finklą? ;-)

Zresztą, jak udowodnili przedpiścy, nie tylko ja… :-)

Babska logika rządzi!

Rany, strach coś napisać…

Odpowiem Ci, Funie, ale zacznę tak. Mały Słowik pisze średnie opowiadania, nie ruszają mnie za specjalnie, ale to właśnie on napisał mi najlepszy komentarz, znokautował mnie, stał i spokojnie liczył do dziesięciu, a ja nawet nie drgnąłem. Zgadzam się z każdym jego zdaniem, wszystko w punkt. Podobnie ma się sprawa z Mirabell, opowiadania jak opowiadania, dobre, choć nie rzucają o ścianę, ale dostałem od niej dużo dobrych uwag, część w korespondencji prywatnej. Są za to na portalu liderzy opowiadań, którzy piszą zupełnie przeciętne komentarze. Jak napiszę książkę, to poproszę o cenę recenzji i korekty Piotra Tomilicza, który pojawia się rzadko, nic dobrego nie ma (z opowiadań), a daje świetne komentarze. Moja odpowiedź brzmi, zależy co obaj MAJĄ DO POWIEDZENIA.

 

Cieszę się jednak, że to napisałeś, daleki jestem od tego, żeby spalać się niepotrzebnie pod opowiadaniami. Będę miał to na uwadze.

 

Odpowiedziałeś mi na pytanie o krytyku, które rzuciłem półżartem, i chyba za bardzo wziąłeś je do siebie. W dodatku odpowiedziałeś dziwacznie, bo zestawiłeś wartościowość komentarzy z jakością opowiadań, a przecież te rzeczy nie muszą iść w parze. Autor to nie redaktor, nie recenzent, nie krytyk. Aż się samemu sobie dziwię, że piszę coś tak oczywistego.

 

A pytałem o moją duszę :)

Nie zrażaj się, proszę, tylko mi pomóż, wyjaśniając.

Wiem, że twierdzisz, że nie potrafię przyjąć krytyki ;) Myślę, że mam prostu z Twoją krytyką, bo jej nie rozumiem, w przeciwieństwie, przykładowo, do krytyki Cerlega, który konsekwentnie zjechał moje trzy ostatnio publikowane opowiadania :D Ale z Tobą mam taki problem, że raz jesteś zachwycony, raz przeciwnie. Mało mam czytelników, którzy tak zerojedynkowo oceniają moje opowiadania. 

To jak? Wyjaśnisz mi, gdzie w moich tekstach widzisz coś z poniższego:

“Wystawianie” duszy w utworach, to taki ekshibicjonizm i egocentryzm, JA z przodu, przed tym, co chcę przekazać.

?

 

Edit: Co do Piotra Tomilicza, to taka ciekawostka: zjechał mój tekst, który Ty uznałeś za zajebisty, a pochwalił moje inne opko, które nie dostało nawet punktu do biblioteki :)

Napłodziłem się pod Diabłem albinosem i Modlitwami. A jeśli chwalę, to po co wchodzisz w szczegóły, skoro autorowi udało się zachwycić czytelnika? Znaczy, że osiągnął, to ci chciał i wie jak.

Pod żadnym z tych opowiadań nie wskazałeś wystawiania duszy, ekshibicjonizmu, egocentryzmu, JA z przodu. Ten temat ciągle drążę, a Ty uparcie unikasz odpowiedzi. 

Co do wchodzenia w szczegóły przy chwaleniu – dobrze jest wiedzieć, co i dlaczego się podobało. Może nawet lepiej? Bo ktoś wskazuje wtedy drogę, “tędy idź”, a nie “nie wiem którędy, ale na pewno nie tędy”. W przypadku Twoich komentarzy nie rozumiem, którędy chcesz mnie pokierować. Nie sądziłem, że moje opowiadania, które czytałeś, są tak różne od siebie. 

Nie unikam, mam trzylatka na kolanach, a odpowiedź wymaga dłuższego wywodu, napiszę coś później.

Edit:

Nie mówiłem, że masz “swój styl lub Twoja dusza gra”, przypominam sobie, że dyskutowaliśmy razem z Finklą, że stylu autor nie ma (moje zdanie) i nie widzę go u Ciebie, tylko powtarzane schematy, które uważam za pewnego rodzaj błędy. Dzisiaj wypowiadałem się generalnie, nie o Tobie. Są bowiem tacy, którzy uprawiają grafomanię, nazywając ją swoim stylem. Najgorzej jak znajdą kilku fanów, wtedy dalej piszą “swoim stylem”, żeby zebrać nektar z kwiatków w komentarzach i posłuchać ćwierkania do uszka. Tobie to (chyba) nie grozi. To znaczy nie stawiasz swojego Ja przed treścią, ale też nie czuję, żeby to była Twoja treść. Odbieram Twoje opka jako osoby ciągle poszukującej swej drogi, strzelającej zupełnie różnymi pomysłami (co się na czytelniku sprawdzi) i chyba dlatego, jedne mi się podobają, drugie nie.

Nie podobają mi się te, w których powtarzasz swoje schematy z mocnym wejściem, wulgaryzmami, taką próbą zaszokowania “widza”. Twoje postacie dramatyczne są dla mnie nieprawdziwe. Wysublimowany diabeł albinos, który wali chamskim, prostackim zachowaniem na wejście, romantyczny Dawid, który mówi “kochaj mnie (tylko)”, by po chwili pieprzyć się z Anną kiedy tylko chcą. W moim odczuciu, łączysz w dramatach cechy zupełnie różnych typów zachowań i osób w jednym bohaterze i przez to są oni dla mnie niewiarygodni.

Co zaś do szczegółów dobrych opowiadań, jak piszę, że zajebiste albo jedno z najlepszych, to co tu dodawać? Znaczy wszystko się podobało, albo podobało na tyle mocno, że przyćmiło wszelkie wady. Jakbym znalazł, to pewnie bym wymienił, a jak opko wciąga i porusza, to walić drobne błędy.

 

Darconie, nie zauważyłem “edita”, dlatego nie odpisałem, wybacz. 

Dziękuję za wyjaśnienia. Będę miał je na uwadze w trakcie pisania następnych opowiadań. 

Nowa Fantastyka