- Opowiadanie: Finkla - Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi

Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi

Ostatnio chodzi mi po głowie pomysł na świat fantasy. A już jego mitologia to wręcz tupie podkutymi buciorami. W końcu poddałam się i spisałam jeden mit.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Jak Pierwsza Dwunastka stworzyła sobie sługi

Rozdzieliwszy władzę między siebie, dwunastu Pierwszych Bogów postanowiło wydać na świat potomstwo. Oderwali sobie po poślednim kawałku ciała i połknęli je, a potem jedni złożyli jaja, inni urodzili lub zwymiotowali stwory podobne do siebie. Wnet jednak okazało się, że latorośle powstałe z byle jakiej części boskiego rodzica słabe jeno imitacje stanowią. Nie mają rozumu, ni mówić nie potrafią, ni słów do nich skierowanych pojąć. Tylko łażą po świecie a żrą i gżą się ze sobą. I tak łąki, lasy, wody i przestworza zaroiły się od pierwszych zwierząt, zewnętrznie podobnych do swych twórców, lecz mniejszych znacznie i pozbawionych boskości.

 

Wówczas Starszy Tuzin jął z mozołem troszczyć się o przetrwanie. Nikt nie przynosił bogom jadła ni napoju, musieli Koza Karmicielka, Krwiożerczy Wilk, Mocarny Niedźwiedź i Zmiennobarwna Flądra dostarczać spyżę dla wszystkich. Nikt nie usługiwał przy posiłku, musiał każdy sam sobie nalewać piwo i wino, moczyć chleb w oliwie, nakładać mięsiwo… Nikt nie śpiewał podczas uczt słodkich pieśni o stworzeniu świata i innych wielkich czynach bogów, musiała Piękna Pajęczyca porzucać strawę i cieszyć muzyką uszy sióstr i braci. Nikt nie palił w piecach zimą, musiał Słoneczny Orzeł ogrzewać domostwo.

 

Bogowie szybko poznali, że gnuśne i bezrozumne potomstwo nie nadaje się na tak potrzebne sługi. Co innego uradzili: Łagodna Królica użyła swych mocy, pobłogosławiła Dwunastu, aż spojrzeli na rodzeństwo z pożądaniem i poczęli pokładać się ze sobą nawzajem. Z uczuciem i nie żałując boskiego pierwiastka.

 

I tak, Słoneczny Orzeł spłodził z Piękną Pajęczycą nieprzebrane stada ptaków śpiewających, by umilały czas bogom.

Koza Karmicielka legła z Mocarnym Niedźwiedziem i powiła parkę: Tura oraz Krowę.

Zmiennobarwna Flądra sparzyła się z Żelaznodziobym Krukiem, a potem złożyła obfitą ikrę na brzegu morza. Z jaj leżących na plaży wylęgły się kolorowe motyle, zaś z jaj, które zagarnął przypływ – równie kolorowe ryby.

Przedwieczna Żółwica podzieliła łoże z Łagodną Królicą, która zrodziła Jednorożca. Z jaj Żółwicy zaś wylęgły się pokryte twardą łuską jaszczury.

Krwiożerczy Wilk pokrył Czuwającego Puchacza, a ten zniósł pół tuzina jaj, z których wykluły się ptaki drapieżne: Jastrząb, Rybołów, Bocian, Sowa, Myszołów i Sęp.

Domolubna Kotka upodobała sobie Wyrachowanego Lisa. Z ich związku narodziły się Świnia, Łasica, Żbik i Wiewiórka.

Stworzenia, które przyszły na świat w tym czasie, nazwano Młodszymi Bogami.

 

Młodsi Bogowie długo służyli Starszym Dwunastu, lecz w końcu wszczęły się niesnaski między dwiema grupami. Otóż, Młodsi wydawali się urodziwi swym rodzicom i chętnie się o nich troszczyli. Pozostali z Pierwszego Tuzina niełaskawym okiem patrzyli na potomstwo rodzeństwa a i ono wykonywało polecenia bez pieczołowitości i radości.

Uradzili tedy Starsi, iż powołają do życia sługi idealne, które cząstkę każdego z nich w sobie pomieszczą. A miało ich być dwanaścioro, by dla nikogo pracownika nie brakło.

Rzekł Niedźwiedź:

– Oto wielki kawał mięsa z mej mocarnej łapy. Z niego ukształtujmy ciała służby, by nigdy im sił do pracy nie brakło.

Kruk przyskoczył do cząstki łapy i dziobnął ją wielokrotnie.

– Dałem oto tworom naszym moc zadawania śmierci, aby mogły znosić nam jadło od zwierzyny pochodzące.

Warto nadmienić, że Młodsi Bogowie mnożyli się na potęgę. Prócz Jednorożca, każdy zrodził multum własnych bezrozumnych imitacji, a potem krzyżowali się tak między sobą, jak i uwodzili członków Pierwszej Dwunastki. Ich potomstwo znowu powoływało na świat swoje zwierzęce kopie. I w ten sposób ziemia zaroiła się od niemal wszystkich stworzeń, które dzisiaj znamy.

Żółwica odłamała jedną płytkę z pancerza i położyła obok mięsa, mówiąc:

– Zróbmy z tej twardej skorupy kości.

– Ja nadam naszym tworom ostateczny kształt, mocno splatając części mymi nićmi, gdy już wszystkie składniki zgromadzimy – obiecała Pajęczyca.

– Ja umieszczę gotowe ciała w swym łonie, a potem wykarmię młode – rzekła Koza.

Flądra, która akurat przybrała czerwony kolor, zbliżyła się do mięsa i napuściła wody do dziur poczynionych przez Kruka.

– Niech ten karmazynowy płyn krąży w ciałach naszych pomocników, wiecznie przypominając im o posłuszeństwie, jakie są mi winni.

Słoneczny Orzeł wyłupił sobie oko i podarował wspólnym tworom wzrok jasny i przenikliwy. Wilk wyrwał sobie kieł oraz pazur i rzekł:

– Niech dary ode mnie posłużą naszym pomocnikom do polowania i ćwiartowania zdobyczy!

Królica wycięła kawał skóry; miękkiej, gładkiej, którą głaszcze się z przyjemnością i bez ustanku.

– Powleczmy tym ciała sług, aby wzbudzali pożądanie sobie podobnych.

Wyrachowany Lis wyszarpnął garść sierści, aby pokryć skórę tworów.

Pozostali Starsi Bogowie spostrzegli, że ciałom istot nic już więcej nie potrzeba. Kotka obdarowała je więc przymiotami ducha – tkliwymi uczuciami do małżonków i potomstwa. Puchacz długo myślał, co mógłby ofiarować tworom, wreszcie dał im sen, aby odpoczywali nocami.

Gdy składniki zostały zebrane, Piękna Pajęczyca przystąpiła do pracy. Z niedźwiedziego mięsa ośmioma sprawnymi odnóżami ulepiła zgrabne figurki, pozszywała kawałki swymi nićmi – mocnymi i rozciągliwymi. Dodała do każdej wszystko, co trzeba: kości, krew, oczy, zęby, pazury, skórę i sierść. Aby twory mogły biegle operować narzędziami, dała każdemu ręce z długimi i giętkimi palcami. Że jednak Pajęczyca była mała, najmniejsza spośród Pierwszych Bogów, to i istotki zrobiła małe. Nie zużyła całych zapasów, sporo jeszcze zostało.

Dwunastce bardzo się podobały gotowe posążki: sześć samców i sześć samic. Każdy po kolei tchnął boskiego ducha w swego wybranego pomagiera. Potem Karmicielka połknęła wszystkie figurki. Dla bogów jeden dzień może być jak miesiąc, więc po niespełna dziewięciu dniach Koza urodziła służących, a przez kolejne dziewięć karmiła ich własnym mlekiem. W tym czasie każdy z Pierwszego Tuzina co najmniej raz popatrzył na wspólne twory, zobaczył w nich cząstkę siebie i pokochał.

A wydarzyły się wtedy dwie ważne rzeczy.

Pierwsza była taka, iż się Młodsi Bogowie dowiedzieli o młodziutkich jeszcze idealnych pomocnikach, których sobie Starszy Tuzin szykował. Jęli więc młodsi masowo porzucać służbę, przypomnieli sobie, iż sami posiadają boskie przymioty i zaczęli się dopominać własnych dziedzin jako zapłaty za dotychczasowe trudy. Niechętnie, ale ustąpiła Pierwsza Dwunastka. Uszczuplając swoje niwy, wydzielili każdemu żądającemu po odrobinie władzy. Niewielkie to były kawałki, lecz Młodszych Bogów zebrała się cała masa i Starsi boleśnie odczuli utratę potęgi. Poprzysięgli więc nigdy więcej bogów nie stwarzać, a całą resztę boskiego pierwiastka zazdrośnie zatrzymać.

Druga rzecz była jeszcze gorsza. Oto służebne twory, ledwie wyrosły i przestały ssać wymię Kozy, zapałały pożądaniem do swego rodzeństwa. Tak silny okazał się urok Królicy, że sześć samców w mgnieniu oka rzuciło się na sześć sióstr i posiadło je. Potem każdy z braci zaczął łakomie zerkać na pozostałe samice, których jeszcze nie zaznał i pragnąć ich. W tym samym czasie jednak, zgodnie z zamiarem Domolubnej Kotki, rosło przywiązanie do żon i chęć strzeżenia ich przed zakusami rywali.

Wreszcie któryś z sług, znużony, opuścił na moment powieki. Zaraz wykorzystał to inny i, palony chucią złapał partnerkę śpiącego. Ta pisnęła, budząc męża. I wnet rozpętała się straszliwa walka między sześcioma braćmi. Skorzystali z daru Żelaznodziobego Kruka i pozabijali się wzajemnie. Z dwanaściorga mozolnie stworzonych pomocników zostało jeno sześć samic o imionach: Szympansica, Gorylica, Orangutanica, Gibonica, Koczkodanica i Kapucynka.

Po upływie właściwego czasu każda z nich wydała na świat potomstwo. I tak powstały małpy.

 

Starsi Bogowie zaś nadal nie mieli sług.

Zebrali się, by uradzić, co począć.

Rzekł Niedźwiedź:

– Zostało jeszcze trochę mojego mięsa i innych darów, ukształtujmy z tego nowe sługi.

– Ale co czynić, by się znowu nie pozabijali? – odparł Wyrachowany.

– Źle się stało, żeś, Żelaznodzioby, tyle mocy zadawania śmierci przekazał – zapiszczała Królica.

– Mogę dziury nićmi pozaszywać, lecz siła odbierania życia zostałaby w nowych figurkach.

– A gdybyśmy, miast boskiego tchnienia, dali tworom przymioty ducha, które by zabijanie utrudniły? – zaproponowała Żółwica. – Niech się każdy zastanowi, jak to zrobić.

– Ześlijmy pomocnikom prawa zakazujące uśmiercania współbraci – wymyślił Orzeł.

– I wyznaczmy kary za ich łamanie – dodał Wyrachowany.

– Ale nie w obronie domu i rodu – zaprotestowała Kotka.

– Wlejmy im w serca więcej miłości – orzekła Łagodna.

– Uczyńmy piękniejszymi – podsunęła Pajęczyca.

– Dajmy sługom jeno malutkie kły i pazury – powiedział Krwiożerczy.

– Zostawmy im tylko po dwie dłonie, by trudniej było naszym tworom śmiercionośne narzędzia wyrabiać i chwytać – odezwał się Mocarny.

– Sprawmy, by śmierć była bolesna i straszna, a pobyt w mej Krainie Bez Powrotu przejmował grozą – zaproponował Kruk.

– Utrudnijmy pomocnikom zdobywanie pokarmu dla siebie, by nie mieli czasu na walki – zameczała Karmicielka.

– Nasi słudzy będą potrzebowali nie lada rozumu, by te wszystkie zadania zapamiętać i wypełnić – odezwała się Przedwieczna. – Będziesz musiała, o Piękna, porobić im większe głowy, coby nową wiedzę pomieściły.

– Nie! Z większymi głowami nie pomieszczą się wszyscy w moim łonie – zaprotestowała Koza. – Już i poprzednie twory miały ciasno i bardzo się przepychały. Może i przedwcześnie na świat wyszły, nie do końca jeszcze dojrzałe.

– Rozdzielmy je więc na dwa mioty – wybulgotała Zmiennobarwna.

– Niech najpierw narodzą się samce. Niech się ze sobą zaprzyjaźnią, a dopiero potem napotkają młodsze samice – wymyślił Puchacz.

 

Pajęczyca ponownie przystąpiła do lepienia figurek sług. Tym razem mięsa miała mniej, więc uczyniła je smuklejszymi. Najmniej zostało sierści – Lis poskąpił futra, resztki ledwie wystarczyły na oblepienie wielkich głów sześciu samczych posążków. Przedwieczna pobłogosławiła ciałka rozumem, Łagodna – miłością do piękna, a Żelaznodzioby wlał w nie lęk przed śmiercią.

I znowu Karmicielka połknęła twory, by je urodzić po dziewięciu dniach.

W tym czasie Piękna robiła samicze kukiełki. Mięsa zostało bardzo malutko, a sierści całkiem zabrakło. Pajęczyca uczyniła więc siostry nieco mniejszymi od starszych braci. Chciała poprosić Wyrachowanego o dodatkową porcję futra, jednak Lis udał się w jedną ze swych dalekich wypraw. Problem rozwiązała Królica, wyrywając garstkę własnego włosia – gładkiego, połyskliwego i o wiele dłuższego niźli lisie. Posłużyło ono do przyozdobienia głów służek.

Pajęczyca osiągnęła już pewną wprawę w lepieniu, więc stworzyła zaprawdę ładne figurki. Starsi Bogowie aż westchnęli z zachwytu, tak urodziwe były, i wnet obdarzyli nowych pomocników wyjątkowym uczuciem.

I w ten oto sposób na świat przyszli ludzie: mężczyźni i kobiety.

Winniśmy zawsze pamiętać, co zawdzięczamy bogom; komu kości, komu miłość, komu sprawne dłonie, komu inne cnoty… Czymże jest malutka ofiara z żywności złożona w świątyni wobec wyłupionego oka czy wyciętego kawałka mięsa?

Koniec

Komentarze

O nie, Finkla, to tak na serio? Strasznie to dęte. I ta stylizacja… Jej w ogóle nie jestem fantem mitologii fantasy (w przeciwieństwie do mitologii klasycznej) i w tym niebyciu powyższy tekst mnie utwierdził. Nie, nie i jeszcze raz nie. Byłoby fajnie, gdyby choć forma nie przypominała crosu biblijnych mądrości i ludowych podań, bo to strasznie tyle razy już było.

Brrr! Rzecz zupełnie nie dla mnie. Co nie znaczy, że złe:)

Dziękuję, Michale.

Serio, serio. Wiem, że dęte. Co gorsza – dęłam w patetyczną trąbę świadomie i z premedytacją. No niestety – taki styl pasuje mi do wypowiadania się o bogach, w których się wierzy. A mieszkańcy mojego uniwersum raczej będą wierzyć.

Babska logika rządzi!

Tak właśnie pomyślałem – skoro pasuje do świata, to dęte musi być i basta. Kwestia konwencji.

W każdym razie powodzenia w kreowaniu uniwersum! Skrobniesz na temat świata coś szerzej?

Nie no, świat, chwalić Pierwszych Dwunastu, normalny – z humorem, może nawet okazjonalnymi bluzgami. Ale mitologia – dęta.

Problem w tym, że mi się na bohaterów pchają małe dzieci, jeszcze w szkole, jak Harry Potter. A w pisaniu dla dzieci nie mam wprawy.

Jeśli mi coś będzie stukać w czachę równie namolnie jak powyższy mit, to skrobnę. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem, czy słuszne mam skojarzenie, ale oczami wyobraźni widziałem, jak tę historię opowiadał jakiś indiański starzec w amazońskiej dżungli :) Sama treść mitu ani ziębi, ani grzeje. Stylizacja na typową opowieść religijną mi nie przeszkadzała. Moim zdaniem przyzwoita historia na początek dla uniwersum fantasy.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję, NoWhereManie. :-)

Indianie pewnie przez te zwierzęta. Poniekąd słusznie, ale nie do końca. Mapy świata jeszcze nie sprecyzowałam, ale rysuje mi się imperium na jakimś wąskim kontynencie (coś jak Ameryki), na wschodzie i zachodzie ograniczone przez oceany, na południu i północy sąsiadujące z innymi ludami – z jednej strony bladzi barbarzyńcy, z drugiej raczej ciemnoskórzy. Ale kulturowo – nasze, europejsko/ bliskowschodnie – koło, pismo, chleb na zakwasie…

Babska logika rządzi!

Podobnie jak u Michała Pe, nie moje klimaty, ale skoro już przeczytałem, to parę uwag rzucę. Mam wrażenie dużej powtarzalności, jakby kilka razy odbywało się mniej więcej to samo, ale może inaczej się nie da pisać tych mitologii w pigułce. Czy dęte? Trochę tak, ale sposób pisania Finkli powoduje, że cały czas czuje się, że Autorka puszcza do nas oko, więc, mimo wszystko, opowiastka jest dosyć luźna, a nawet jakby infantylna. Jak napisał NWM, mitologia jak mitologia, wydaje mi się, że stać by Cię było, Finklo, na bardziej oryginalny koncept, ale rozumiem, że siedzisz już w tym świecie po uszy i tego nie zmienisz. 

 

“– Mogę dziury nićmi pozaszywać, lecz siła odbierania życia zostałaby w nowych figurkach.” – Tego nie mówi Pajęczyca, przypadkiem?

 

Ogólnie, powodzenia w kreowaniu świata. Jeśli jeszcze do niego zajrzę, postaram się jak najmniej mędzić :P .

 

 

Dziękuję, Bailoucie. :-)

Ależ mędź, ile wlezie. Nie, aż tak bardzo w ten świat nie wsiąkłam, dopiero się tworzymy. Jeszcze można rzucić jakąś celną uwagę kreatorską.

Powtarzalność w sensie, że w innych systemach stworzenie człowieka wygląda podobnie? No, kombinowałam, jak mogłam – bogowie zwierzęcy, a nie ludzcy. Nie z ziemi, tylko z własnego mięcha i innych tkanek. Nawet pozwoliłam mieć dzieci parom homoseksualnym!

Położenie człowieka w hierarchii między zwierzętami a niższymi bóstwami/ aniołami chyba jest obowiązkowe. Jakoś wypada wyjaśnić posiadanie chwytnych rąk i słabych zębów… Materiał wyjściowy jest jaki jest… ;-)

Tak, to mówi Pajęczyca. Doszłam do wniosku, że skoro wspomina o niciach i szyciu, to już nie muszę wywalać otwartym tekstem w didaskaliach, kto to pysk otworzył.

Babska logika rządzi!

Tak, w innych systemach wygląda podobnie. Nie wiem z iloma mitologiami się zapoznałaś, ale jest ich naprawdę multum, bogów zwierzęcych i hybryd też.

Co do położenia w hierarchii… Nie! Właśnie wcale nie jest obowiązkowe, równie dobrze aniołowie mogą być najgorszymi popychadłami, albo szalonymi bytami, nie dającymi posłuchu nikomu. Moim zdaniem miejsce na oryginalność i kreatywność jest, choć temat niestety niemiłosiernie wyeksploatowany. I to już przed tysiącami lat :D .

Kiedyś się wkurzę i sieknę Wam spójny świat fantasy bez bogów (sam jestem agnostykiem), to zobaczycie, że to tałatajstwo jest mniej potrzebne niż się wydaje. Albo i nie sieknę.

Wkurz się i sieknij. :-)

Ale na jakim etapie rozwoju ludu tworzącego mitologię powstają popychadłowe anioły? Wydaje mi się, że człowiek niepewny swojego losu i co zje jutro (czyli przed wynalezieniem lodówek i całodobowych sklepów) raczej stara się nie podpadać bytom nadprzyrodzonym i ochoczo przyznaje, że on tylko pyłkiem jest nędznym…

Żeby tak w miarę dokładnie (przeczytać książkę tylko na ten temat), to kilkanaście (acz nie zawsze były to porządnie opracowane książki) pewnie o kilku, może kilkunastu następnych słyszałam po łebkach.

Babska logika rządzi!

Potrzebne/niepotrzebne, ważne że nadaje kolorytu:) A byłoby grzechem, tworząc świat fantasy, rezygnować z elementu, który świat ubarwia. Spójność świata nie ma tu nic do rzeczy.

To apropos tych bogów było:)

A z innej beczki – nie lepiej zacząć od pomysłu na społeczeństwo i podpasować mitologię czy religię pod ów koncept? ;) Oczywiście o ile to nie jest gwóźdź programu, jak w “Silmarillionie”. Przynajmniej w tworzeniu uniwersów rpg takie podejście się sprawdza. Ludzi bardziej obchodzą stosunki społeczne, konflikty. Od takie przemyślenia mistrza gry ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Ale grzechem wobec kogo? ;-)

Dobra, zasadniczo się zgadzam – wiara nie dosyć że dostarcza ładny element tła w świecie, to jeszcze daje potężną dźwignię wpływania na ludzi.

Babska logika rządzi!

Nie mam pojęcia na jakim etapie powstają takie anioły, ale ja nie tworzę mitologii. Wskazuję tylko przykładowe pola dla inwencji. Dla mnie w fantastyce da się wszystko i każdy wbity nam do głów stereotyp da się zakwestionować, o ile jest to spójne i nie zgrzyta. Ale, tak na szybko, jestem w stanie wyobrazić sobie np. świat fantasy, w którym człowiek nie jest niepewny tego losu (nawet bez lodówki), albo taki, w którym anioły mają większość swoich przymiotów, a jednak nie są nadprzyrodzonymi bytami.

To było do Michała.

Teraz do NWM:

Może i lepiej, ale ja na razie we łbie mam raptem zarys powiązań społecznych – jak to zrobić, żeby żadna grupa społeczna nie mogła bezczelnie złapać za mordy wszystkich pozostałych – a jeden mit już gotowy. Inna sprawa, że bohaterkami byłyby kapłanki, więc to dla nich kwestia kluczowa.

Babska logika rządzi!

Uch, ciągle mam opóźnienie.

Bailoucie, możliwe, że w fantastyce da się wszystko. Ale ja z tych, co wierzą, że świat powinien być logiczny. Środowisko, w którym jakikolwiek gatunek ma w bród żarcia i nie musi niczym przejmować? Eeee, szalka Petriego? Domek, w którym kotek bardzo dobrze wychował sobie personel? Ale nie lud przed dłuuugą listą wynalazków.

Babska logika rządzi!

Możliwe, że wszystko rozbija się o różne definicje podstawowych pojęć, bo dla mnie logiczna mitologia to oksymoron, choć jak najbardziej może być spójna.

Częściowo dyskutujemy tutaj o gustach, więc wiadomo, że consensusu nie będzie i możemy co najwyżej wymieniać opinie. Natomiast nie zgodzę się, że bóstwa są nieodzowne dla ubarwienia świata. Przykładowo, pierwsze tomy “Czarnej Kompanii” Cooka są świetne i kolorytu im nie brak, a kiedy autor postanawia wprowadzić boginię Kinę, poziom zaczyna niebezpiecznie dołować. Oczywiście, nie oznacza to, że nieszczęsna Kina jest wszystkiemu winna, bardziej Cookowi skończyły się pomysły, wyeksploatował temat, itp.. Chodzi raczej o to, że naprawdę nietrudno znaleźć bardzo dobrą literaturę fantasy, gdzie bogowie są potraktowani marginalnie.

Dalej. Nie będę teraz tworzył całych światów tylko dla potrzeby wykazania w komentarzu, że da się stworzyć spójną wizję świata ze zmienioną hierarchią bytów. Byłoby to jak zrzucanie bomby atomowej, żeby spacyfikować wioskę. Jeśli uważasz droga Finklo, że coś jest “obowiązkowe”, i tak “wypada”, oznacza to, że wytyczyłaś sobie pewne ramy (i chwała Ci za to!) w obrębie których tworzysz narrację. Kompletnie nic mi do tego i naprawdę kibicuję powstaniu z tego zalążka porywającego uniwersum, które wielu (w tym może i mnie) dostarczy niezapomnianych doznań. Uff. Peace.

Rzuciło mi się w oczy parę zgrzytów: ze spółkowania dwunastu bogów zrodziły się pierwsze zwierzęta, a potem powstali młodsi bogowie, czyli kolejne (drugie?) zwierzęta? Młodsi bogowie mnożyli się na potęgę, dając życie wszystkim zwierzętom jakie dziś znamy (trzecie zwierzęta?). I wreszcie gdy ludzkie prototypy się sparzyły, powstały małpy, które są zwierzętami, a przecież wszystkie znane zwierzęta już wtedy istniały…

“Pierwsze zwierzęta” można interpretować jako takie, które już wymarły i myślę, że można to lepiej zaakcentować niż obecnie. Tylko czy w quasi-średniowiecznych realiach ludzkość miałaby świadomość, że przed wiekami żyły jakieś nieznane, inne niż im współczesne zwierzęta?

 

Co do treści – wszyscy wiemy, że umiesz pisać, Finklo. ;) Moim zdaniem trzeba ten fragment/mit rozważać w odpowiednim kontekście. Rozpoczynanie historii takim, no nie oszukujmy się, trochę infodumpem, jest ryzykowne. Osobiście nie wiem, czy zdecydowałbym się na wstawienie czegoś podobnego nawet gdzieś w środku tekstu – ale wynika to tylko z moich subiektywnych upodobań, ponieważ wolę poznawać historię świata przez dialogi, jakieś narracyjne subtelności. A inna sprawa, że i za fantasy nie bardzo przepadam.

Mit jako mit wypada nieźle, mimo że postaci jest mnóstwo, to nie pogubiłem się w nich. “Nadęcie” jest moim zdaniem adekwatne do gatunku i wcale nie przesadzone. No tylko musisz się zastanowić, co chcesz z tym fragmentem dalej zrobić – czy zostawić tak solo, jako wprawkę, czy może użyć w dłuższym tekście.

Pozdrawiam!

Bailoucie, oczywiście, że mitologia tak w pełni logiczna nie jest, ale… Ale wierzę, że mitologia każdego ludu wynika z warunków życia tego ludu. Że wyspiarze będą “inwestować” w różne krakeny, ludy zamieszkujące góry będą raczej stawiać na trolle, że pustynie lubią rodzić monoteizmy (acz to nie reguła)… W tym sensie chcę się trzymać w swoim świecie logiki. Nie może być tak, że moi bogowie stwarzają trzyrękiego człowieka z piątką oczu.

Oryginalne bóstwa dają koloryt, ale to nie jedyny (ani pewny ;-) ) sposób na osiągnięcie tego wymarzonego skutku.

Marginalne traktowanie bogów. Hmmm, to zależy, jak zdefiniujemy “bogów” i “margines”. W angel fantasy chyba często zdarza się, że Bóg w książce jest nieobecny. Czy to oznacza marginalne potraktowanie?

No dobra, nie chcesz napisać, to nie. Ale może kiedyś Cię natchnie… :-)

 

MrBrightside, dzięki, że zajrzałeś. :-)

Początek przemeblowywałam tuż przed wstawieniem, możliwe że czegoś nie dopilnowałam w liczebnikach, sprawdzę. Ale rozróżniam między bogami a zwierzętami. Jest różnica między Kozą i kozą (ale każdy bóg może się wcielić w przedstawiciela “swojego” gatunku, dlatego trzeba zwierzątka traktować przyzwoicie, ale to już inna bajka). Bogowie żyją sobie na odpowiedniku Olimpu, zwierzęta łażą i pływają wszędzie indziej.

Z małpami masz rację, dopiszę tam gdzieś “prawie”. Ale to nie są takie “zwyczajne” zwierzęta, tylko nieudani ludzie.

Nie, to nie jest mit o dinozaurach, mój lud jeszcze nie rozwinął paleontologii, nie ma o takich sprawach pojęcia, nie umieszcza w mitach.

Infodumpy i dialogi. Tu znowu borykam się z formą mitu. Wydaje mi się, że infodumpy to jej integralna część, dialogi wręcz stanowią rzadkość.

Co chcę z tym zrobić? Na pewno chcę mieć spisany mit. Gdybym potrzebowała imion mojej Dwunastki albo na przykład chciała, żeby jakiś bohater przysiągł “na kości, które moi prarodzice dostali od Przedwiecznej Żółwicy” – będzie jak znalazł. Nie wiem, czy przytoczę ten mit gdzieś jeszcze. Jeśli uznam, że jest to potrzebne Czytelnikowi, to tak – albo w skróconej formie, albo w postaci pieśni… Na pewno fajnie byłoby, gdybyście pokazali mi najsłabsze punkty opowieści, które domagają się załatania. :-)

Babska logika rządzi!

Jeśli mnie natchnie – na pewno napiszę – a, jako że wszystko zrodziło się tutaj, zostaniesz wtedy moją Muzą :) .

No dobra, mus to muza… ;-)

Babska logika rządzi!

A mnie się podobało. Chociaż takie lekkie podejście do antropogoni w dłuższym tekście z własnym uniwersum mogłoby mnie trochę irytować.

 

Rzeczywiście z tymi zwierzętami trochę zamieszania było. Napuszona stylizacja zgrzytnęła tylko na poczatku. Ale za to jak zmyślnie wytłumaczony wygląd człowieka w świetle stworzenia przed nim małp;)

Dziękuję, Lenah. :-)

Fajnie, że się spodobało. Dlaczego uważasz, że podejście lekkie?

Hmmm. Zamieszanie ze zwierzątkami zostało? Trzeba będzie dodać jakieś zdanie czy dwa wyjaśnienia.

No właśnie starałam się w miarę logicznie dopasować mity do naszego wyglądu.

Babska logika rządzi!

Myślę, że przez nazwy bóstw  i swobodne podejście  ( chyba, że coś źle odebrałam) do miłości i wszystkiego co z nią związane ;)

Bogowie zazwyczaj mają swobodne podejście do seksu. Ile nieślubnych dzieci miał Zeus? ;-)

A na początku jest ich tylko dwanaścioro żywych istot na świecie, nie mają zbyt dużego wyboru. Ale Kotka jest stała w uczuciach – to bogini rodziny i domu (tak, wiem – to nie wynika z tekstu. Ale dopiero by były infodumpy, gdybym próbowała wciskać szczegóły nieistotne dla tematu ;-) ).

Babska logika rządzi!

Ok, dobre. Tekst, jak dla mnie, naprawdę nadaje się na mitologię stworzenia dla młodej, koniecznie rolniczej, kultury (tak coś w okolicach epoki brązu) . Serio. Lubię historię starożytną, trochę sobie człowiek poczytał i tak na dobrą sprawę właściwie we wszystkich cywilizacjach od Egiptu po Chiny występują podobne podania. Mam na myśli mechanikę stworzenia pierwszych ludzi. Cały czas coś wycinaniu, lepieniu. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Dlaczego te wszystkie mity tak bardzo przypominają połączenie książki kucharskiej z poradnikiem małego majsterkowicza? :)

Dziękuję, Straferze. :-)

Cieszę się, że pasuje do starożytności, bo taki sobie okres wybrałam. Tak, społeczeństwo rolnicze.

Hmmm, dlaczego książka kucharska i Adam Słodowy? Te ludy rolnicze mnóstwo czasu spędzają na zdobywaniu żywności, a potem jej obróbce – od wysiewu, przez nawadnianie pól, żniwa, młócenie, mielenie mąki do wypieku chleba. To procesy, które znają, więc podobne rzeczy każą robić swoim bogom. Tak sądzę. Jeśli majsterkowania nie da się pod to podciągnąć, to nie mam pojęcia. Potrafią ulepić garnki, cegły, więc dlaczego nie ludziki? ;-)

Babska logika rządzi!

Wikipedia podaje, że wszystkich dzieci miał Zeus siedemdziesiąt jeden, a z Herą tylko czworo… ;)

Pytanie, czy Wikipedia o wszystkich dzieciaczkach wie… ;-)

Musiał Zeus wydawać majątek na alimenty… ;-)

Babska logika rządzi!

Cholera, co spojrzę na ten tytuł, to widzę “Parszywa Dwunastka” :D

Kolejny dowód, że oglądanie filmów szkodzi.

Ech, jeśli problem będzie się powtarzał, zmienię na “Pierwszy Tuzin”.

Babska logika rządzi!

Jeśli w ogóle to oglądałem, to ze 20 lat temu. Po prostu tytuł jest bardzo znany, a słowa podobne do siebie. Jest jeszcze jeden trop, widziałem w zoo grafikę przedstawiającą niesłusznie negatywnie kojarzone zwierzęta drapieżne, zatytułowaną właśnie “Parszywa dwunastka”, a u Ciebie też niezły inwentarz :P .

Hmmm. Do odwiedzania zoo już Cię nie będę zniechęcać. Ale słyszałam, że tam się ogląda zwierzątka, nie obrazki. ;-)

Babska logika rządzi!

Niestety, kiedy bywa się tam kilkanaście razy w roku, zwierzątkom mówi się już tylko – “Cześć, Fred, jak sprawy?”.

A, faktycznie, jak już jesteś ze zwierzakami po imieniu, to insza inszość. ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam, bo napisała Finkla, ale nic nie poradzę, ta bajka zupełnie do mnie nie trafiła. Jest nudna i zupełnie mi się nie podoba. Nie podoba mi się całe to osobliwe, leniwe towarzystwo wyposażone w nadprzyrodzoną moc. Nie podobają mi się ich nieudolne praktyki – tworzenie prototypów, poprawianie ich i produkowanie kolejnych. Najbardziej nie podobają mi się dwa ostatnie zdania.

Zastanawiam się też, skąd tytułowa dwunastka brała piwo i wino, kto im piekł chleb, a kto wytłaczał oliwę?

Niewątpliwe zalety opowiadania – jest krótkie i porządnie napisane. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, za wizytę, Reg. :-)

Nie każdy bóg jest taki jak Ty. ;-)

Piwo, wino i inne rzeczy załatwiały Koza i Kotka. Pierwsza jest boginią rolnictwa i hodowli, a druga – domu, rodziny i ogniska rodzinnego. No, przy wytłaczaniu Niedźwiedź pomagał, on jest silny.

Nieudane prototypy to chyba nie jest taki rzadki motyw. Czytałam w dzieciństwie jakąś indiańską bajkę o stworzeniu człowieka. Bodajże z gliny, z wypalaniem w piecu. Przy pierwszej próbie stwórca przysnął, ludzik za bardzo się przypiekł – tak powstał Murzyn. Za drugim razem bóg za wcześnie wyjął produkt i wyszedł blady, słaby białas. Dopiero za trzecim się udało i powstał akuratny, przyrumieniony, miedzianoskóry Indianin.

Dobrze, że przynajmniej jakieś zalety są…

Babska logika rządzi!

Wczoraj przeczytałem. Nie moje klimaty, może dlatego zupelnie nie przemówiło do mnie to opowiadanie. :/

OK, dzięki, że przeczytałeś.

Ech, nie ma popytu na mity. Wszyscy wolą TV. ;-)

Babska logika rządzi!

To nie to. Ja TV nie oglądam kompletnie, od wielu lat. I nie mam nic przeciwko mitologii, natomiast, w mojej opinii, najlepsze, co można z nią zrobić, to komiks “Sandman” Gaimana.

Czyli jednak obrazki… ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, ale ja komiksów też od dawna nie czytam, a “Sandman”, to stare dzieje. A to co mnie do niego przyciągnęło, to nie obrazki, tylko świetna adaptacja mitów do współczesnej popkultury, o dwie klasy lepsza, niż taki choćby film”Dogma” Kevina Smitha. 

Tak szczerze, to nie znam ani jednego, ani drugiego, więc albo zmienimy temat, albo nam konwersacja zdechnie.

Babska logika rządzi!

Mit mitem, ale chyba wolę jak tego typu wątki wplecione są w narrację.

Odniosłem wrażenie, że stylizacja pod koniec stała się lżejsza.

Tak swoją drogą: Lis był rudy, tak? Czyli że wszyscy mężczyźni… kiedyś… rudzi… -_– Ożeż Ty! To jakieś oskarżenie? :D

F.S

Dziękuję, Foloinie.

To chyba dobra rada – jeśli napiszę coś dłuższego, trzeba będzie kawałki mitów wplatać w fabułę.

Lżejsza stylizacja? Hmmm, starałam się trzymać poziom, ale nie do każdego zdania dawałam radę wcisnąć jakiś archaiczny wyraz.

Oj tam, oj tam. Lisy mają bardzo różne kolory – szare (nawet srebrne czy platynowe), czarne, brązowe…

Babska logika rządzi!

Ja się tam znam na stylizacji jak na robieniu mydła :)

Tak, tak teraz to szary, czarny… :D

F.S

Lengłydźa spikam, ale za komiksami nie przepadam. Więcej czekania, aż się kolejna strona załaduje, niż to warte.

Ja jestem zafiksowana na literki.

Babska logika rządzi!

Poprzednie było do Bailouta.

Foloinie, czyżbyś był chemikiem albo innym mydlarzem? ;-)

Tak. I szkoda, że lisom futro nie bieleje na zimę. Byłoby piękne wyjaśnienie ludzkiej siwizny.

Babska logika rządzi!

Kurde, przejrzałaś mnie z tym mydłem.

Z siwizną pasowałby bardziej bielak.

 

F.S

Bielak i Królik to zbyt wiele grzybków. A Królica jest boginią miłości i seksu. Lis by się tu słabo nadawał. ;-)

Babska logika rządzi!

Lis słabo, ale liszka czemu nie ;)

F.S

Liszka nie wygląda bosko. I nie słyszałam o jakichś jej nadzwyczajnych zaletach.

No i wolę mieć parytet. Jeszcze nie wiem, do czego, ale może się kiedyś przydać.

 

Edytka: Królica jednak zrobi to lepiej. Symbol Playboya, zwierzątko mnożące się w przysłowiowym tempie, takie milutkie…

Babska logika rządzi!

Czekam zatem na opowiadane związane z tym mitem.

 

Edek:

Ostatecznie symbol Playboya przekonał…

F.S

Eeee, odbiór słaby. Nawet jeśli spiszę stworzenie świata i podział władzy, to chyba nie wstawię tu tej historii.

Babska logika rządzi!

Miałem na myśli fabularyzowaną wersję mitu.

F.S

Fabularyzowana, powiadasz? Hmmm. To jest jakaś idea…

Babska logika rządzi!

Idź na całość! Idź na całość! Idź na całość!

F.S

Finklińscy bogowie? ;-)

Babska logika rządzi!

Dobre!

Obiecuję, że przeczytam!

F.S

Obyś doczekał! Bo na razie jest jeden konkurs, w którym nie juroruję, a ja jeszcze nie zaczęłam pisać.

Babska logika rządzi!

Spokojnie, cierpliwy jestem.

F.S

To dobrze. :-)

Babska logika rządzi!

Pierwsza część niestety wydawała mi się dość nużąca. Przyznam że z niezbyt wielkim zainteresowaniem śledziłem, kto kogo spłodził i co kto chciał dać potomstwu, a lista bogów jest dość spora.

Później było lepiej i cała mit jest przyjemny, chociaż – nie ukrywajmy – mało oryginalny. Ale jestem przekonany, że założeniem nie było wywracać mitologii do góry nogami. Najbardziej przypadł mi do gustu sam opis powstawania ludzi (dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni), widać że fajnie przemyślany.

Mit mówi bardzo niewiele o Twoim świecie fantasy, czekam więc z zaciekawieniem na pierwszą opowieść w nim osadzoną (oczywiście o ile coś z tego uniwersum tutaj opublikujesz) ;)

…jeśli napiszę coś dłuższego, trzeba będzie kawałki mitów wplatać w fabułę.

Według mnie decyzja o spisaniu mitu jest dobra. Jeśli świat się rozrośnie, spoglądanie w taki tekst może okazać się pomocne, ułatwiając zachowanie spójności przy wstawkach dotyczących religii.

 

– Ja nadam naszym tworom ostateczny kształt, mocno splatając części mymi nićmi, gdy już wszystkie składniki zgromadzimy – odparła Pajęczyca.

Gdybym miał się bardzo czepiać: nie mam pewności do słowa „odparła”. Bo w zasadzie ona włączyła się do rozmowy, wtrąciła coś swojego, a niekoniecznie dała jakąś odpowiedź.

 

– Niech ten karmazynowy płyn krąży w ciałach naszych pomocników, wiecznie przypominając im o posłuszeństwie, jakie są mi winni.

Może „nam” zamiast „mi”? Chyba że Flądra jest bardziej samolubna od innych bogów ;)

Dziękuję, Perruksie. :-)

Wyliczanka może być nużąca, bo właśnie chciałam niejako przedstawić wszystkich dwunastu. Tak porządnie, z pełnymi nazwami. Młodsi bogowie są raczej przypadkowi – po prostu wymyślałam, co wyjdzie z takiej krzyżówki. Gdyby Pierwszy Tuzin był już znany odbiorcy, tę część dałoby się wyciąć prawie w całości.

Oryginalność. Zapewne poświęciłam ją na ołtarzu logiki – starałam się przede wszystkim, żeby mit był możliwy do wytworzenia przez rolnicze społeczeństwo. Bez informacji bardziej współczesnych niż powierzchowne podobieństwo ludzi i małp. Modyfikacje szympansiego DNA raczej odpadały. ;-) Możliwe, że wyszło jak zwykle.

Mit nie ma mówić wiele o moim świecie – ma do niego pasować. Na przykład u mnie religią profesjonalnie zajmują się wyłącznie kobiety i kapłankami zostają trzecie córki. Dlatego Koza kobiety rodzi w trzecim miocie – jedno z drugim się wiąże. Ale już nie zdradzam! Nie wiem, czy coś tu opublikuję. To mi raczej na książkę wygląda… Jednak nie mówię nie. :-)

Decyzja o spisaniu mitu. O właśnie! Ściąga na przyszłość (sama nie pamiętam wszystkich Młodszych Bogów). I nadzieja, że znajdziecie wszystkie luki w historii, zanim większa opowieść pójdzie w świat.

To “odparła” jeszcze obejrzę.

Każdy jest podobnie samolubny jak Flądra. Krew ludzie dostają od Flądry, mięśnie od misia, ścięgna od Pajęczycy… Każdy ważniejszy bóg się przyłożył. Lis-sknera (bóg handlu, btw) wykpił się tanim kosztem.

Babska logika rządzi!

Nie wiem, czy coś tu opublikuję. To mi raczej na książkę wygląda… Jednak nie mówię nie. :-)

Oj tam, nawet skoro ma być ksiunszka to nie znaczy, żeby krótkiej i samodzielnej historyjki ze świata nie wrzucić jako przerywnik w mozolnej pracy nad dłuższą formą ;)

A że poświęciłaś oryginalność na ołtarzu logiki wcale mnie nie dziwi. Zdecydowanie lepiej tak, niż odwrotnie – w końcu mit został spisany w wyższym celu i przyjemniej zaglądać do takiego tekstu niż suchych notatek.

W sumie tak. Krajemar kawałek świata pokazała, niektórzy inni też.

Gorzej, że mi to wygląda na ksiunszkę dla dzieciaczków…

Niezależnie od hierarchii części i celów – wszystko powinno do siebie pasować. IMO.

W końcu słońca po niebie nie może nosić byle sikorka, to powinno być silne ptaszysko, najlepiej zdolne do powolnego szybowania. A że albatrosy jakoś rzadko latają nad uprawnymi polami (z wyłączeniem delt sporych rzek, zapewne)…

Babska logika rządzi!

“Zmiennobarwna Flądra położyła się u boku Żelaznodziobego Kruka, a potem złożyła obfitą ikrę na brzegu morza. Z jaj leżących na plaży…”

 

Żółwica z Królicą i Wilk z Puchaczem… Jakoś tak nie tego…

 

“Warto nadmienić, że Młodsi Bogowie mnożyli się na potęgę.“ – Słabo wypada takie wtrącenie (w sensie: jakiekolwiek wtrącenie) w wyliczankę że ten bóg cośtam, a tamten cośtam. Rozprasza.

 

“– Ja przyjmę gotowe ciała do mego łona, a potem wykarmię młode – rzekła Koza.“ – Chyba nie rozumiem, co właściwie Koza ma zrobić. Brzmi to dla mnie tak, jakby miała się parzyć z nowymi tworami i karmić młode, które powstaną z tego parzenia.

EDIT: No tak, potem się wyjaśnia, co miałaś na myśli, ale nadal uważam to za dziwne ; p

 

Przyznam, że mnie Twój mit nie przypadł do gustu. Wydaje mi się przekombinowany i dziwny, a stylizacja sztuczna, miejscami drażniła. Podobnie jak Mr Brightside zastanowiłam się też nad tymi kolejnymi falami zwierząt. To zwierzęta, tamto też zwierzęta itp.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, dzięki za wizytę. :-)

Z leżeniem coś spróbuję zrobić.

Płodne pary homoseksualne – bogowie nie takie cuda potrafią wyprawiać… W egipskiej mitologii było coś o jednym facecie próbującym zapłodnić drugiego (ale nie mogę sobie przypomnieć szczegółów), w greckiej według niektórych wersji Hera sama sobie zmajstrowała Hefajstosa…

Wtrącenie rozprasza, powiadasz? Zastanowię się nad lepszym miejscem, ale nie wiem, czy się znajdzie…

Dobra, zamienię miejscami kwestie Pajęczycy i Kozy, to powinno uprościć.

Przekombinowany? Już chyba wolę taki zarzut niż brak oryginalności. :-)

Podobnie jak Mr Brightside zastanowiłam się też nad tymi kolejnymi falami zwierząt. To zwierzęta, tamto też zwierzęta itp.

To może spróbuję tak: różnica między Kozą a kozą jest jak między Duchem Świętym a duchem.

Babska logika rządzi!

Ta różnica jest dobrze widoczna w komentarzach, ale niekoniecznie w tekście ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hmmm. Wydaje mi się, że to wyjaśniam… A nie chcę za bardzo się pakować w szczegóły, bo to właściwie nie na temat. Może jakieś zdanko dołożę…

Babska logika rządzi!

Hmm… Głowię się, w czym tkwi problem tego tekstu. I jeśli miałbym to opko betować (reanimować), doradziłbym: usuń te paskudne powtórzenia! A właściwie: powtarzania. Moim zdaniem wszystko mogłoby mieć ręce i nogi, gdybyś ciągle nie pisała, co zrobiło każde ze zwierząt. Bo to po prostu nużące i nudne, czytać po dwanaście razy ten sam schemat “X zrobił Y”. Więc albo upchnąć każdą wyliczankę w jednym akapicie, albo rzucać jakimiś przykładami – opisać, co zrobiły trzy zwierzęta, a potem dodać, że we współpracy z pozostałymi ostatecznie stworzyły człowieka. I nie przyjmuję tutaj zasłaniania się konwencja mitu. Opowiadanie to opowiadanie, powinno być w jakiś sposób atrakcyjne dla czytelnika. Poza tym zwróć uwagę, że w “Drużynie pierścienia” Tolkien nie rzuca wszystkich postaci naraz, tylko wprowadza je powoli. Może to przydałoby się też tutaj. 

A potencjał jest: fajne pomysły (mimo że nie starające się na siłę odbiec od znanych mitologii) + dobre wykonanie. Stylizacja raziła tylko na początku (ni, ni, ni… – jakbym chciał posłuchać śląskiego, to zagadałbym do sąsiada). Potem było w porządku. Na plus opis stworzenia człowieka. 

Tylko łażą po świecie a żrą i gżą się ze sobą.

Na moje oko gdzieś tu przydałby się przecinek. 

Dzięki, Fun. :-)

Powiadasz, że powtarzania zabiły ten tekst? Możesz mieć rację. Ale nie będę już tego zmieniać – ze względu na częściowo ściągowaty charakter tworu.

Przyjmiesz czy nie, konwencją mitu będę się zasłaniać. Dla wyznawcy te wszystkie postacie są doskonale znane, nie trzeba ich w ogóle wprowadzać. A pominąć kogoś, zepchnąć do ogólnej wyliczanki – trochę strach, jeszcze się wkurzy i zemści.

Ale rozumiem Twoje argumenty. Tylko, jeśli muszę wybierać między “czytalnością” a “mitycznością”, poświęcę czytalność. Trudno, to opowiadanie już i tak oszałamiającej kariery nie zrobi. Jeśli zdecyduję się jeszcze jakiś mit tu opublikować, to go bardziej zbeletryzuję.

Miło, że jednak jakieś plusy są. :-)

Przecinek. Mnie się wydaje, że przydzieliłam temu “a” funkcję łączną (można je wymienić na “i”), a wtedy przecinka nie stawiamy – regułka 90.G.1 a).

Babska logika rządzi!

Nie mówię, żeby już zmieniać. Skoro przeczytałem, chciałem coś konstruktywnego wnieść od siebie.

 

Przecinek. W razie braku i zamienienia a na i wyszłoby Ci: “Tylko łazą po świecie i żrą i gżą się ze sobą”. Co już na pierwszym rzut oka nie wygląda zbyt dobrze. 

Aha, tak na to patrzysz. OK, doceniam konstruktywne uwagi. Nawet jeśli się do nich nie zastosuję. :-)

Nie wygląda dobrze, dlatego zamiast jednego “i” stoi “a”. Równie dobrze mogło tam być “oraz”.

Babska logika rządzi!

Czyli uważasz, że – analogicznym tokiem myślenia – zdanie “Kupię sobie jajko lub królika bądź kiełbasę.” będzie poprawnie zapisane?

Wydaje mi się, że tak.

Babska logika rządzi!

Hmm. Ciekawa kwestia :D Rozważmy zdania:

Kupię sobie jajko oraz królika i kiełbasę.

Kupię sobie jajko i królika, i kiełbasę. 

Sens ten sam. Zmierzam do tego, dlaczego w drugim przypadku potrzebny jest przecinek? 

Bo robi się wyliczanka. :-)

Dobra, trochę poważniej: ja to czuję tak, jak nawiasy w matematyce:

Kupię sobie jajko +/oraz (królika i/+ kiełbasę).

Jakby dwa różne spójniki nie miały identycznej wagi, a “oraz” w takim zestawie spajało słabiej, na doczepkę. W drugim przypadku doczepką jest kiełbasa, dodana po namyśle.

Ale to tylko moja kobieca intuicja, której nie ufam.

Babska logika rządzi!

1 + 1 + 1 = 3

1 + (1 + 1) = 3

Może ktoś bardziej kompetentny od nas się zjawi i oświeci ;)

Dodawanie jest łączne, więc nawiasy nie wpływają na wynik (acz mogą poprzesuwać akcenciki). Ale z alternatywą ostrą to już by chyba tak łatwo nie było. ;-)

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Myślę, że jeżeli napisałabyś ten tekst parędziesiąt wieków wcześniej to możliwe, że mógłby być teraz opracowywany i popularyzowany przez jakiegoś Parandowskiego.

Pozdrawiam :)

Dziękuję, Panie turkuciu. :-)

Fajnie, że się mit spodobał. No tak, cieszyłby się większym powodzeniem. Ale najpierw musiałabym opanować pismo klinowe albo inne hieroglify. A ja zbyt leniwa jestem… ;-)

Babska logika rządzi!

Dodawanie jest łączne (…) z alternatywą ostrą to już by chyba tak łatwo nie było. ;-)

Też jest, kurde, łączna. Matematyki w to nie mieszajcie.

Funie, łap link do poradni PWN:

http://sjp.pwn.pl/szukaj/powtarzanie%20sp%C3%B3jnik%C3%B3w.html

*

Sorry, Finklo, nie podeszło. Motywację do napisania tego tekstu rozumiem, ale mię się nie, a argumentów było już w nadmiarze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki, Jerohu, za link, mimo wszystko wciąż mam wątpliwości. “Lub” to co innego niż “albo”, ale z tego, co wiem, “i” znaczy dokładnie to samo co “oraz”. 

Dziękuję, Jerohu. :-)

A, bo mi się nie chciało sprawdzać tej łączności, więc dodałam asekuracyjne “chyba”. Masz rację – też jest łączna. Może nawet kurde. ;-)

OK, rozumiem, że nie podeszło. Wyjaśnień możliwych powodów zaiste już trochę było. ;-)

Babska logika rządzi!

Funthesystemie, ale ten przykład z nawiasami mi się podoba i uważam, że pasuje do mojego zdania – te spójniki nie miały być równorzędne.

Babska logika rządzi!

Ok :) Ja już dawno przestałem się czepiać Twojego komentarza, potem po prostu chciałem dojść do prawdy :D Jak poznam kiedyś jakiegoś językoznawcę, to spróbuję go tym zagiąć. 

Dążenie do prawdy to słuszna rzecz. :-)

Babska logika rządzi!

Tego jeszcze nie czytałem, a lubię takie mitologiczne rzeczy. :)

 

“Wówczas Starszy Tuzin jął z mozołem troszczyć się o przetrwanie.” – wcześniej jakoś głodni nie byli. O co chodzi?

 

Początek to taki trochę paleolit. Wszystko trzeba było robić samemu, nie było zbyt dużo narzędzi. A potem “wynaleźli” chów wsobny i powstał starożytny Egipt. ;)

 

Podoba mi się koncepcja hybryd. Z pozoru zestawienia są absurdalne, jednak zgrabnie grasz na ludzkich skojarzeniach, co tworzy wrażenie intuicyjnej spójności, typowej dla mitów. Ale skoro tak powstali młodsi bogowie, czym były te pierwsze stwory?  Jednorożec w sensie narwal?

 

“Wilk wyrwał sobie kieł oraz szpon” – ten wilk miał i kły i szpony? Nie chodziło o pazury?

 

“Wyrachowany Lis wyszarpnął garść sierści, aby pokryć skórę tworów.” – przecież przed chwilą zrobiła to królica. No i nie powiedział nawet dlaczego. A gdyby to akurat puchacz dał sen, to raczej spaliby za dnia. ;)

Przez cały czas miałem nadzieję, że bogowie nie stworzą w końcu człowieka, płonna to jednak była nadzieja. Całość nieco podobna do indiańskiej legendy, w której Manitou piekł różne prototypy ludzi w piecu, a “niedoróbki” wyrzucał za morze.

 

Ciekawa wariacja na temat Księgi Rodzaju, jednak liczyłem na coś innego, bardziej obcego. A jedzenie ofiaruję co najmniej trzy razy dziennie. :D

 

4/6. :) 

 

 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Dzięki, Arhizie. :-)

A tak, to stosunkowo nowy nabytek, mogłeś nie czytać. Mam jeszcze jeden tekst z tego uniwersum.

Wcześniej byli zajęci tworzeniem. Dopiero od tego wysiłku zgłodnieli i okazało się, że czegoś do szczęścia brakuje. ;-)

Fajnie, że hybrydy się spodobały. Jednorożec w sensie jednorożec – konik z rogiem na czole. Niektórzy Młodsi bogowie zaludniali ziemię swoimi zwierzęcymi kopiami, a kilku tego nie zrobiło, pozostając w jednym, wyjątkowym egzemplarzu. Jednorożec, feniks, smok…

Dobra, zmienię Wilkowi szpony na pazury.

Sierść Lisa i skóra Królicy – od Królicy dostaliśmy tę gładką skórę (naskórek, gruczoły potowe itp.), Lis się wykpił włosami.

Nie no, to jest mit o stworzeniu ludzi. Musiało się skończyć sukcesem. Czytałam w dzieciństwie ten mit o wypiekaniu różnych ras. :-)

Babska logika rządzi!

Jakoś przeoczyłem, że to miał być mit o stworzeniu ludzi. 

 

Jak to było? Jeżeli podniesiesz rękę na swego brata, biały i czarny człowiek powrócą. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie pamiętam szczegółów. Ja to chyba w podstawówce czytałam. Ale na to wygląda…

Babska logika rządzi!

Już wiem co mi tutaj nie pasuje!

Próbujesz stworzyć mit, a wychodzi Ci coś na kształt naukowej książki przełożonej na prosty, nienaukowy język. Tymczasem funkcją mitu jest tłumaczenie rzeczywistości, skłanianie do określonych zachowań, ale nie w oparciu o wiedzę naukową. Mit jest prawdziwy pod kątem antropologicznym, ale nie w świetle teorii naukowej. 

Twoje stworzenie jest zbyt zbieżne z tym co wiemy. Widać, że miejscem wyjścia jest wiedza naukowa, a taka (zazwyczaj) nie jest podstawą mitów. Bazą jest raczej brak tej wiedzy.

 

I dlaczego akurat kobieta ma długie włosy? Też ma długie, czy w Twoim świecie byłbym uznawany za kobietę? [zaraz poszukałbym jakiejś łaźni]  

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Możesz mieć rację. To dla mnie punkt wyjścia tak instynktowny, że aż niedostrzegalny.

Czekaj, to w końcu jest zgodny z nauką czy nie? Czytaj: co należy w nim poprawić?

Włosy. Zdaje się, że w wielu społeczeństwach kobietom rosną dłuższe włosy niż mężczyznom. Genetycznie, a nie z powodu fryzjera. Czytałam nawet jakąś teorię, że dzięki temu zmęczony brzdąc może się złapać kłaków mamy i ona go będzie holować, jeśli akurat schronią się w morzu przed wilkami.

Babska logika rządzi!

Nie słyszałem o niczym takim. Wynikałoby z tego, że wytrzymałość włosa jest sprzężona z płcią. Chyba, że patrzymy w kontekście genu łysienia.

 

Za zgodny. Wyobraź sobie, że tworzysz mit. Przed Tobą jakiś step, las, pustynia. Znasz ogień, kilka zwierząt i roślin. Patrzysz w rozgwieżdżone niebo. Skąd wzięła się ludzkość? 

Innymi słowy, z pewnością pozbyłbym się ewolucji człekokształtnych. Powstanie prostszych form wcześniej też powinno być odpowiednio uzasadnione (byle nie naukowo ;) ).

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Kombinowałam w ten sposób: jesteśmy my, ludzie – tacy wyjątkowi, bo mówimy, używamy narzędzi, śmiejemy się, mamy sztukę i bogów – oraz zwierzęta. Dużo gorsze byty. Wśród nich wyróżniają się małpy – mają dłonie jak my, zdarza im się używać narzędzi. Ale mimo wszystko to jeszcze nie jest to. Ot, prototypy, wprawki… Tak jak pierwsze rysunki dziecka.

Podobieństwa do ewolucji są przypadkowe. Pająki, ptaki i ssaki powstały mniej więcej w tym samym czasie.

Babska logika rządzi!

Ja patrzyłbym raczej tak: Jesteśmy my, ludzie, wyjątkowi itd. Małpy – po co nam one, do czego służą? Czy są źródłem mięsa? Czy są straszne? Jaki jest nasz stosunek do nich, jakie korzyści lub straty przynoszą plemieniu?

Pierwsi są zawsze najstarsi, najważniejsi. Pierwszy byli bogowie, pierwszy je wódz, a szaman to i czasem w namiocie pierwszy. 

 

W kwestii pierwszych rysunków dziecka, zajrzyj do mojego tematu o Lunatyczkach. ;)

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Obrazek widziałam. Hmmm, już nie pamiętam szczegółów, ale trochę inaczej sobie wyobrażałam bohaterów. Bardziej owadzio.

Ale nie w każdym micie pierwsza wersja człowieka jest najbardziej udana. W micie o stworzeniu Indian dopiero za trzecim razem jako tako się udało.

Acz argument o nieistotności kulturowej małp przyjmuję. Coś w tym jest.

Babska logika rządzi!

Każdy większość rzeczy (wszystko?) wyobraża sobie inaczej. Jakbym lepiej rysował to też by to pewnie inaczej wyglądało. Spodobają Ci się Taranie.

 

Tak, nie zawsze pierwsza wersja jest udana. Aczkolwiek ten mit Indian to raczej co najmniej z czasów kolonialnych. 

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

No, faktycznie nie mógł powstać przed Kolumbem.

A czy Tytani byli tacy piękni? Zdaje się, że nawet tatuś za nimi nie przepadał. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale jakieś cechy boskie jednak mieli, nie byli czymś “gorszym” od człowieka, bardziej stanowili odmienną jakość. ;)

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Mimo wszystko Apollo wydaje mi się przystojniejszy, Atena mądrzejsza itd. ;-)

Chociaż z drugiej strony, złoty wiek był kiedyś…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka