- Opowiadanie: Yatzeck - Niebo

Niebo

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Niebo

Kochała swoje zajęcie. Lepszego nie mogła sobie wymarzyć. Była Projektorką Nieboskłonu. Czuła się potrzebna. W początkowym zamierzeniu miała być jedynie natchnieniem dla poetów, ukojeniem zmysłów, bajką na dobranoc. Ale w ciągu historii stała się przyczynkiem do rozwoju nauki i religii. Najwyższy przyjął tę funkcjonalną modyfikację z właściwą sobie dobrotliwością i miłosierdziem.

Tak więc codziennie, zgodnie z tym co potrafiła najlepiej, dbała z pieczołowitością o najdrobniejsze szczegóły. Super odległe mgławice, pulsary, kwazary były matematycznie perfekcyjne. Każda, nawet najodleglejsza eksplozja supernowej zawierała w sobie miliardy dokładnie obliczonych wartości i zmiennych. Słońce i najbliższe planety opracowane co do nanometra w swej trójwymiarowej głębi. I tak kręciło się wszystko w nieustannym tańcu na perfekcyjnie czarnym ekranie. Aż do tego dnia…

Aż do tego dnia obserwowała go z góry. Jak dorastał, jak pierwszy raz, się zakochał. Jak napisał pierwszy kod zegara na pulpicie swojego komputera. Jak otrzymał nagrodę dla najmłodszego profesora w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak pierwszy raz rzucił kamieniem w niebo…

Z czasem kamienie stawały się coraz większe i coraz bardziej niebezpieczne. „Kamieniem w niebo” – taki tytuł nosiła jego książka, która przebrała miarę. Nikt na Ziemi oczywiście jej nie zrozumiał, ale było kwestią czasu, kiedy zawód Projektorki nieba musiałby przestać istnieć.

 

– Kim jesteś?

Odbierał to jak sen… bardzo realny sen.

– Jestem Projektorką Nieboskłonu.

Miała postać pięknej, nagiej kobiety owianej lekkim jak mgła szafirowym światłem.

– Jak to: Projektorką? – Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jest przytwierdzony do skalistej grani, gdzieś pośród nierealnych, obcych gór. Nie mógł się poruszyć. Jego nogi i ręce krępowały zatopione w skały, stalowe obręcze.

– Mój mały odkrywco… – Spojrzała głęboko w jego oczy. – Masz rację, kosmos nie istnieje. To ja wyświetlam go nad waszymi głowami. – Ponad nią w tle rozbłysły miriady gwiazd, planet i mgławic.

– Dlaczego? – Zapytał cicho, niemal szepcząc.

– Dlaczego co? – Uśmiechnęła się i unosząc się w powietrzu podpłynęła ponad jego twarz. Jej oczy lśniły miękkim, głębokim blaskiem.

– Po co ta maskarada? – Patrzył z przerażeniem w ten blask.

– Pokażę ci, dlaczego.

Wysunęła rękę w kierunku nieba i jakby odsuwając kurtynę, odsłoniła nicość.

To co stanęło przed jego oczami przejęło go potwornym strachem. Przerażenie kipiało w najdalszym zakątku jego ciała. Nicość była potężną siłą, wielkim ssaniem, niezgłębionym pragnieniem. Rozdzierała żalem i nieodwołalnością straty czegoś najcenniejszego. Poczuł lodowaty chłód przenikający go na wskroś. Smutek, który go ogarnął rozdzierał jego duszę. Czuł, że duch za chwilę wyskoczy z jego wnętrza i popędzi w czarną, pustą, lodowatą otchłań. Jego ciało przeszywały spazmy i fale dreszczy. Spływający pot wypalał ścieżki bólu. Jeżeli zaraz to się nie skończy nie wytrzyma i umrze.

– Dosyć… – Powiedziała Projektorka i zasłoniła kurtynę. – I tak dużo zniosłeś. Odporny z ciebie gagatek.

Nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa.

– Pamiętaj, to jest nie tylko sen… Wiem, że nie zapomnisz go do końca życia. Pomachała mu ręką i zniknęła.

Serce waliło mu jak młotem. Nie mógł oddychać, płuca i gardło płonęły ogniem. Obudził się. Leżał w swoim własnym łóżku.

Następnego dnia zablokował cały nakład swojej książki. Tydzień później ruszył po kraju z serią kazań o piekle. Po miesiącu zamknięto go w domu dla obłąkanych. Za rok już z nie żył. Poszedł prosto do nieba – po znajomości… Jakże był zdumiony, kiedy zobaczył, gdzie ono jest ukryte.

Koniec

Komentarze

Sama nie wiem, co napisać o tym szorcie. Są fragmenty ciekawe, zaraz potem mdłe. Ogólnie wrażenie interesujące, szkoda tylko, że sprzedałeś je w króciaku, a nie pokusiłeś się o zrobienie z tego porządnej historii. 

Ale w ciągu historii stała się – jakoś mi to nie pasuje, może: z biegiem/z upływem czasu

Przerażenie kipiało w najdalszym zakątku jego ciała. – Jak tylko w najdalszym, to nie ma biedy. Napisałabym: Przerażenie kipiało w każdym, nawet najdalszym zakątku jego ciała.

Jeszcze trochę takich niezręczności by się znalazło, do tego przecinki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czytało się przyjemnie, tylko ta końcówka jakaś skrócona do niezbędnego minimum. Był chłop i sobie umarł. Czegoś tu zabrakło. Natomiast zaciekawiło mnie ostatnie zdanie – gdzie niby jest to niebo? :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Jest w tym idea i przyzwoite wykonanie. Treść mnie nie ruszyła, ale to tylko kwestia mojego gustu. Ogółem: dobry szort, ale bez szału.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przykro mi, nie zrozumiałam. :(

 

Super od­le­głe mgła­wi­ce, pul­sa­ry… – Superod­le­głe mgła­wi­ce, pul­sa­ry

 

– Dla­cze­go? – Za­py­tał cicho, nie­mal szep­cząc.– Dla­cze­go? – za­py­tał cicho, nie­mal szep­cząc.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Może przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Prze­ra­że­nie ki­pia­ło w naj­dal­szym za­kąt­ku jego ciała. – Najdalszym od czego?

 

Po­czuł lo­do­wa­ty chłód prze­ni­ka­ją­cy go na wskroś. Smu­tek, który go ogar­nął roz­dzie­rał jego duszę. Czuł, że duch za chwi­lę wy­sko­czy z jego wnę­trza i po­pę­dzi w czar­ną, pustą, lo­do­wa­tą ot­chłań. Jego ciało… – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

– Dosyć… – Po­wie­dzia­ła Pro­jek­tor­ka i za­sło­ni­ła kur­ty­nę. – Czym zasłoniła kurtynę? To kurtyna coś zasłania, np. scenę; zasłania się scenę, nie kurtynę.

Proponuję: – Dosyć… – po­wie­dzia­ła Pro­jek­tor­ka i opuściła/ zasunęła kur­ty­nę.

 

Za rok już nie żył. – Zbędny grzybek w barszczyku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“Jak dorastał, jak pierwszy raz, się zakochał“

Intuicja podpowiada mi, że w tym zdaniu jest coś nie halo z przecinkami.

 

Dla mnie rozwiązaniem zagadki ukrytej w szorcie jest kobieta ^ ^. A piekło jest samotnością. Ale to tylko jedna z możliwych interpretacji.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A mnie się nawet spodobało. Przemówiła do mnie wizja braku kosmicznego nieba. Uch, to faktycznie musiałoby być straszliwe.

Przecnkologia niekiedy Ci utyka, ale nie jakoś rażąco.

Babska logika rządzi!

Pomysł fajny, wykonanie nierówne. Początek dobry, z biglem, końcówka z ciekawym niedopowiedzeniem, słabszy środek. Byłem blisko kliknięcia, ale zraził mnie ten fragment opisujący odczucia bohatera patrzącego na nicość – bardzo to stereotypowe i egzaltowane. Jak czytam o “przenikaniu na wskroś” to mi się Shrek przypomina. Spróbuj to napisać po swojemu, nie używając kalek językowych, tylko opisując co sam czujesz, wyobrażając sobie tę sytuację. Zrób to, jak nikt tego nie zrobił przed tobą. To Twój demon.

Dziękuję za uwagi, gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne… Mam pełną świadomość co do moich braków w dostosowaniu się graficznym. W moich latach już nie za bardzo jest motywacja do pracy nad grafią, może dys… grafią wtórną.

Szczerze mówiąc… fajnie, że tu trafiłem. Uczę się pokory i… pogody. Finkla dzięki, że przeczytałaś… I wszystkim dziękuję, że dotknęli źrenicą moich zawijasów. Na przyszłość postaram dostosować się tak by ci, którym przeszkadza szyk, kształt i inne ułomności, mieli pełny komfort w percepcji treści. Jednak gwarancji nie dam. ;)

Zatem egzegeza… Szkoda, że to muszę robić… właśnie tutaj…

Bohater szorta odkrył jedną z największych tajemnic. Odkrył umiejscowienie pieka, które dla dobra człowieka zostało przesłonięte projekcją nieba. Na straży projekcji stoi Projektorka Nieboskłonu. Bohater sięgnął zbyt daleko i został spacyfikowany zanim ktokolwiek się połapał co zostało odkryte. Jednak nie skończyło się to dla niego tak tragicznie… Do tego jako produkt uboczny przeżył zaskoczenie, że prawdziwe niebo nie znajduje się tam gdzie go wszyscy wypatrują. Gdzie się znajduje? No, to już wiedzą ci, którzy nie mogą mówić niestety (cytując styl M. Czubaszek). To by było na tyle (tym razem styl Stanisławskiego). Więcej wygrzebcie sami. Gwarantuję zagrzebane tu jest więcej treści niż na pierwsze półczytanie widać. Nie chcę zostać źle zrozumiany, ale polecam przeczytać tekst kilka razy. Jeśli to dla Was nie za duża tortura. Za kilka dni coś lekkiego i może nawet dowcipnego…  :) Jeszcze raz dzięki za uwagi, każda z nich jest dla mnie ważna, bo szczera.

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Po kolejnym przeczytaniu Waszych uwag dochodzę do wniosku, że najlepiej moim szortom zrobi ich wersja czytana na głos. Postaram się, może właśnie “Niebo” zrobić “na głos” może wtedy wyjaśni się kilka uwag. No teraz to już koniec. :)

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Piekło, powiadasz? A ja tak zinterpretowałam, że po prostu pustka. Ponura samotność wyzierająca z każdej strony…

Babska logika rządzi!

Finkla, piekło to nie ogień, smoła, i inne przyjemności zapachowo-termiczne. Moim zdaniem piekło to pustka, brak, ostateczna, przegrana, bezpowrotna utrata, żal i bezsilność. Dokładnie to samo co tutaj, tyle że dalece bardziej i nieskończenie trwale… i zupełnie niematerialnie…

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Czyli właściwie – na jedno wychodzi.

Babska logika rządzi!

(Poprawione) Niby tak… Tyle, że w tej pustce, w opisywanej wersji piekła coś się komuś dzieje… W prawdziwej pustce z definicji nic nie ma, nic się nie dzieje…

Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi. - Heinrich Heine

Nie wiem, czy patrzenie na cudze nieszczęście nie przynosi niektórym jakiejś chorej satysfakcji. IMO, pustka byłaby gorsza. Ale to Twój świat.

Babska logika rządzi!

Nie chce mi się czytać komentarzy, więc możliwe, że ktoś już to napisał.

Poza garścią błędów, a może nawet nie błędów, tylko nie-w-moim-guście fragmentów, historyjka nieźle i zachęcająco napisana. Ale moim zdaniem jest też z nieco zmarnowanym potencjałem. I już nawet nie chodzi mi o rozbudowanie filozoficzno-teoretyczne pierwszej, nazwijmy ją “naukową”, części, ale o zbyt szybki “kolaps” historii. Jakbyś pociągną trochę wątek przemiany bohatera, mogłoby być fajnie.

Końcówkę ratuje niebo, które, jak się domyślam, zlokalizowane jest w…

;)

Czy to jest sygnaturka?

Witaj.

Zwięźle:

Podobało się; Pomysł. Postać Projektorki.

Nie podobało się: Nadmiar zaimków i inne takie pierdoły. Wedłg mnie napisane dość średnio. (Nie wiem jak po poprawkach, czytałem przed.) Fabuła zbyt, jakby to nazwać, płytka?

Dałbym 3,5 zaokrąglamy w górę więc 4 :D

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Mocno średnie. Fajny pomysł, ale wykonanie – już trochę mniej. Rozkmina nie jest szczególnie ambitna, Autorze, ale taką miałeś koncepcję – i już. Stylistycznie napisane dość dobrze, a kiedy poprawisz te błędy, o których wspominali poprzednicy, to z “dość dobrze” zrobi się “dobrze”.

 

Pozdrawiam :)

Precz z sygnaturkami.

Kosmiczny Truman Show ;-)

Ten młody odkrywca mało odkrywczy i bez charyzmy. Przecież ta pustka również mogła być projekcją. Zawiodła mnie jego postawa. Gdyby Kopernik tak podszedł do sprawy, to nadal wierzylibyśmy, że Ziemia jest pępkiem świata.

Pozdrawiam.

Jest pępkiem świata. Nie masz Instagrama? :P

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Przyzwoite. Wydaje mi się, że zamierzenie zazwyczaj jest początkowe, więc ten przymiotnik do wywalenia. Przecinki przypadkowe :)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Pomysł był, szczególnie na początku, ale zabrakło sporo, żebym mógł być usatysfakcjonowany lekturą. Rozmowa z projektorką mnie nie przekonała, a zakończenie (a raczej ten szybki przeskok do zakończenia) jeszcze bardziej popsuło odbiór (oprócz ostatniego zdania – to można byłoby rozwinąć).

To może trochę dziwne, ale podczas czytania o pustce zamiast kosmosu w pewnej chwili do głowy przyszły mi teorie płaskoziemców ;)

Według mnie cztery pierwsze akapity są lepsze od reszty, a szort raczej nie zostanie mi dłużej w pamięci. Może dlatego, że dopiero Twój komentarz pomógł mi właściwie zinterpretować treść (choć to może być moja wina, że nie wszystko zrozumiałem).

Niestety, mimo że opowiadanie jest krótkie, w tekście można znaleźć sporo błędów. Jak dla mnie zbyt dużo zaimków, a przecinki lubią rozgościć się w nieodpowiednim miejscu.

Uch, taki dobry początek. Ale nie będę się roztkliwiać nad tekstem, bo to moja wina, że sobie ponaobiecywałam po pierwszym fragmencie gruszek na wierzbie:(

Nowa Fantastyka