- Opowiadanie: Pietrek Lecter - Pierwsza wizja

Pierwsza wizja

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Pierwsza wizja

 

Większość facetów przed ślubem zmienia się dla swoich miłości. Ja też to z początku planowałem. I zdarzył się wieczór kawalerski. Wiedzieli, że kocham swoją wybrankę ponad wszystko i szanowali to. Dlatego nie zamówili prostytutek ani striptizerek. Za to nie zabrakło alkoholu. Tanie wino jak za dawnych lat. Spotkanie odbyło się w letnim domku Arka, jednego z chłopaków. Świętowaliśmy w pięciu. Nasza paczka była silnie związana od młodzieńczych lat. Nazywaliśmy się „Chłopcy z Piasków”. A to dlatego, że Piaski to „nasza dzielnica”, a nasz ulubiony film to Chłopcy z Ferajny. Oj, Pabianice nie widziały wcześniej takich łobuzów.

Niestety, z całej naszej bandy tylko ja zszedłem ze złej drogi. A tego wieczoru, oni mnie na nią wrócili.

– Mam tu coś specjalnego dla pana młodego! – Arek tak się upił, że nie potrafił już mówić normalnym tonem. Wszystko wykrzykiwał.

Podszedł do kredensu i wyciągnął z niego torbę. Znajdował się w niej niebieski proszek. Wszyscy zawyli z aprobatą. Rzucił ją na stół.

– Włączę odpowiednią muzykę! – Arek włożył do odtwarzacza płytę The Doors. Już na początku Jim Morrison zaśpiewał nam, że „dzień niszczy noc, noc przedziela dzień.”

Stachu wyjął scyzoryk i rozciął torbę. Wysypał się proszek. Moi kumple ułożyli sobie po kresce.

– A ty co? – spytał mnie Seba.

– Ja nie biorę – odmówiłem.

– No, panie młody, jakże to tak? – dziwił się Zbychu. – W życiu trzeba próbować wszystkiego, a jedna kreska na pewno nie zaszkodzi!

Po alkoholu moja asertywność znika i nie potrafię długo opierać się sugestiom. Dałem się namówić. Ułożyłem kreskę i wciągnąłem narkotyk przez rurkę ze zwiniętego banknotu.

Odleciałem od razu.

Na początku ucichła muzyka i wszelkie inne dźwięki. Potem zorientowałem się, że jestem sam. Domek zaczął się najpierw trząść, a następnie walić. I kiedy runął, spostrzegłem, że nie jestem wcale na podwórku. Znajdowałem się w kosmosie, a resztki budynku wirowały wokół mnie. Odpłynęły i w nicości zostałem tylko ja w towarzystwie gwiazd. Nie widziałem żadnych planet, więc musiałem się znacznie oddalić od Układu Słonecznego. Być może znalazłem się w innej galaktyce.

Chwila! Przecież to tylko wizja! Nie mogłem być w przestrzeni kosmicznej, tam nie ma powietrza! Pewności jednak nie posiadałem. Za duży realizm, aby to mogła być wizja. Czułem się jak na jawie, poza warunkami.

Wtem przestrzeń zaczęła wirować. Gwiazdy zlały się jakby w jedną smugę światła zbyt jasnego, abym mógł na nie patrzeć. Zasłoniłem oczy rękami. Nastąpił bezgłośny wybuch. Poczułem go. Czułem jak próbuje mnie rozsadzić, ale okazałem się silniejszy. Opuściłem ręce i otworzyłem oczy. I ujrzałem widok tak niesamowity, że ciężko to oddać słowami.

Na moich oczach tworzył się świat. Słyszałem władczy głos, który mówiąc tworzył niebo i ziemię, dzień i noc, słońce i księżyc, zwierzęta i rośliny.  W końcu stworzył mężczyznę i kobietę, po czym umilkł. Jak żyję, nie widziałem ludzi piękniejszych od Adama i Ewy. Idealni i nieskalani grzechem. Sam Raj stanowił najcudowniejsze miejsce na świecie.

Kiedy do Ewy przybył Szatan, chciałem węża butem zdeptać i zmienić historię. Nie mogłem się jednak ruszyć. Obserwowałem tylko jak odciska piętno grzechu na całej ludzkości. Nie chciałem już tego oglądać.

Jak na zawołanie pojawiły się przede mną czerwone drzwi. Otworzyłem je i wszedłem. Okazało się, że to winda. Jechała w górę. Jazdę umilała muzyka. Rozpoznałem Paint it black Stonesów. Usłyszałem sygnał i drzwi otworzyły się. Przeszedłem przez nie i stanąłem na szczycie góry. Przeraźliwy chłód przeszył mnie do samych kości. Miałem na sobie tylko białą koszulę. Obok mnie znajdował się znak.

 

Witamy na Mount Everest,

najwyższej górze świata

 

Potwierdził on moje przekonanie, że to tylko wizja. Z tego, co kojarzyłem, to w rzeczywistości na Mount Everest nikt nie postawił takiej tabliczki. I nie słyszałem, że można tam dojechać windą.

Podszedł do mnie tajemniczy starzec. Ubrany był tylko w jakąś szatę, w stylu mnicha. Trzymał dębowy kostur. Jego broda sięgała mu do pasa, a łysinę zdobiła trójkątna czapeczka.

– Gdzie jestem? – spytałem.

– Nigdzie – odpowiedział. – W miejscu, które udaje prawdziwe miejsce, z prawdziwego świata.

Nie zrozumiałem nic z jego słów. Nieznajomy uderzył mnie kijem w głowę. Upadłem, a on mnie podniósł. Jego siła była zadziwiająca, nikt nie spodziewałby się takiej po na oko stuletnim dziadku. Podszedł do urwiska i zrzucił mnie.

Jednak zamiast upaść na skały, upadłem na podłogę. Obudziłem się. Strasznie bolała mnie głowa. Nie wiedziałem tylko, czy od uderzenia, czy od narkotyków. Wspomnienia nadal trwały żywe w mojej pamięci.

– Jak długo mnie nie było? – zapytałem kolegów.

– My też odlecieliśmy, nie kojarzymy. – Arek roześmiał się obłąkańczo.

Za oknem dawno wstało już słońce. Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał dwunastą. Straciłem przytomność na około pół doby. Ślub miał się odbyć o trzynastej. Czyli miałem godzinę. Cudownie.

Koniec końców, ślub się odbył, a wesele przeszło do legendy. Opowieści z niego krążyły jeszcze długo.

Niestety, po kilku dniach mój umysł zapragnął znów ujrzeć rzeczy niesamowite. A ja chciałem poznać tożsamość napastnika. I dowiedzieć się, gdzie jest Nigdzie.

Arek dał mi trochę narkotyku. Nie dotarłem jednak do Nigdzie. Po kilku dniach spróbowałem znowu. Też się nie powiodło. W ten sposób, mimo że próbowałem się temu oprzeć, uzależniłem się. Arek załatwiał mi „towar”, ale musiałem za niego płacić. Stałem się narkomanem. Jestem pisarzem, więc niektóre wizje dawały mi pomysły na bestsellerowe powieści. Zarobiłem trochę. Wszystko praktycznie szło na dragi. Później dowiedziałem się, że ich nazwa to „Umysłowy film”. Próbowałem z innymi świństwami. Byle tylko wrócić do Nigdzie i poznać odpowiedź. Najbardziej do gustu przypadło mi LSD. Dawało mocne wrażenia, ale to nadal nie było to czego szukam. W końcu moja żona tego nie zniosła i zostawiła mnie po roku małżeństwa.

Narkotyki nie są dobre. Stałem się wrakiem człowieka. Nie wychodziłem praktycznie z domu. Tylko ćpałem i pisałem.

Te słowa piszę ze szpitala. Jestem pod kroplówką i na terapii odwykowej. Straciłem już wszystko i nadal nie znam odpowiedzi.

 

Jestem już wolnym człowiekiem. Uwolniłem się od nałogu i mogę zacząć nowe życie. Postanowiłem, że napiszę książkę o tym wszystkim.

Jako człowieka trzeźwego nurtuje mnie jedno pytanie. Dlaczego nie wpadłem na to, że Nigdzie nie istnieje i to wszystko sobie uroiłem?

 

Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Jechałem na wakacje. W dłuższe trasy wolę jeździć nocą, ze względu na mały ruch na drodze. Jechałem autostradą używając GPS-a. Nagle GPS się wyłączył. Gdy włączyłem go od nowa, zatrzymałem się. Jako lokalizację wskazał mi: „Nigdzie”.

Koniec

Komentarze

Opowiadanie z morałem może nie najnowszym, ale na pewno fajnie się czytało :) Tylko wątek fantastyczny mam wrażenie trochę taki niewyraźny jak dla mnie, w zasadzie potwierdzony końcówką. Gdyby go wyrzucić i wsadzić cokolwiek innego, to ja bym nie odczuł różnicy. Podsumowując: jest okej.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pod poprzednim tekstem powiedziano już chyba wszystko… Czytaj, obserwuj, ucz się. Gdy miałem trzynaście lat pisałem podobnie lub gorzej, jeśli to jakaś wskazówka. Innymi słowy wszystko przed Tobą. Korzystaj z tego, że masz młodą wyobraźnię, spisuj pomysły. Ten z ostatniego akapitu – z GPSem wskazującym na nigdzie – jest na ten przykład znakomity.

Nie chciałbym Cię w żadnym razie zniechęcać, gdyż nie próbując, niczego się nie nauczysz – a próby to bardzo obiecujące – ale potrzebujesz jeszcze pewnie paru lat praktyki, by naprawdę zrobić wrażenie na starych wyjadaczach. Myślę też, że jest odrobinę zbyt wcześnie, by udzielać Ci rad warsztatowych, musisz po prostu, jak już wspomniano, podglądać innych autorów i z czasem wszystko samo zacznie krzepnąć w imponującą formę.

To rzekłszy, pozdrawiam.

Dziękuje za przeczytanie.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Przeczytawszy.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam bez przykrości, jednak element fantastyczny, który okazał się skutkiem zażycia narkotyków, zupełnie do mnie nie przemówił.  

Pomysłowe zakończenie. ;)

 

Jim Mor­ri­son za­śpie­wał nam, że „dzień nisz­czy noc, noc prze­dzie­la dzień.” – Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

 

I uj­rza­łem widok tak nie­sa­mo­wi­ty, że cięż­ko to oddać sło­wa­mi. – …że trudno to oddać sło­wa­mi.

 

Wi­ta­my na Mount Eve­restWi­ta­my na Mount Eve­reście

 

to w rze­czy­wi­sto­ści na Mount Eve­rest… – …to w rze­czy­wi­sto­ści na Mount Eve­reście

 

Opo­wie­ści z niego krą­ży­ły jesz­cze długo. – Raczej: Opo­wie­ści o nim krą­ży­ły jesz­cze długo.

 

Je­stem pod kro­plów­ką na te­ra­pii od­wy­ko­wej. – Chyba nie jest w dwóch miejscach?

Proponuję: Je­stem pod kro­plów­ką, na te­ra­pii od­wy­ko­wej.

 

Je­stem już wol­nym czło­wie­kiem. Uwol­ni­łem się od na­ło­gu… – Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Całkiem nieźle napisane, czytało mi się bardzo dobrze.

Może nie bardzo interesuje mnie temat i sam schemat nałóg → odwyk → nowe życie jest dla mnie mało wiarygodny, bo zbyt prosty, ale nie szkodzi.

Dobrze piszesz i jestem przekonana, że z czasem będzie coraz lepiej.

W tej chwili masz trzynaście lat i jesteś na dobrej drodze.

Po prostu pisz dalej :)

Witaj!

Zamaluj kwadrat przy prawidłowej odpowiedzi.

Opowiadanie jest:

■ Przeczytane

□ Nieprzeczytane

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Całkiem dobre, podoba mi się pomysł o nigdzie. Jak słyszę na ulicy trzynastolatków, którzy mają problemy, żeby wypowiadać się pełnymi zdaniami, to w tobie widzę nadzieję :)

Większość trzynastolatków nie wie nawet kim był Jim Morrisonsmiley

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Niestety, dla mnie opowiadanie okazało się zbyt naiwne. Zabrakło też fantastyki, bo wizje – tak jak sny – fantastyką nie są. Pierwszy raz oklepany, jak ze szkolnego wypracowania na temat „dlaczego nie wolno brać narkotyków”. Opisałeś to wszystko w nieprzekonujący sposób. Końcówkę potraktowałeś po macoszemu. Nagle się okazuje, że bohater jest pisarzem, robi karierę, karierę kończy, trafia do „Nigdzie”…

Warsztat wymaga jeszcze wielu szlifów, jeśli chodzi o konstrukcje zdań. Na pewno na plus niezła interpunkcja i poprawnie zapisane dialogi. 

Fantastyka taka raczej symboliczna.

Przykro mi, ale tekst mnie nie przekonał. Przesłanie z tych bardziej oczywistych – narkotyki to zuo. No, zgadzam się, bez dwóch zdań, ale miło byłoby przeczytać coś bardziej odkrywczego.

Bohaterowie nie są zbyt głębocy, fabuła też nieskomplikowana…

Czasami coś mi zgrzytało – zatrzymywanie się na autostradzie, wydanie bestsellerów, a potem (chyba potem) rozwód po roku małżeństwa. Więc kiedy bohater zdążył te książki opublikować? OK, jedno i drugie da się jakoś wyjaśnić, nawet bez trudu, ale tego nie zrobiłeś, więc wygląda niezgrabnie.

Technicznie całkiem nieźle, chociaż nie ustrzegłeś się przed kilkoma drobiazgami – a to zbędny, bo mylący zaimek, a to „ciężko” pomylone z „trudno”…

Babska logika rządzi!

Opowiadanie chciałem napisać niejednoznaczne, dlatego nie jest tam do końca powiedziane, że Nigdzie to element wizji narkotykowej.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

A jest napisane, że to nie element wizji? ;-)

Nie przepadam za takimi niejednoznacznościami, ale to już kwestia gustu.

Babska logika rządzi!

Jest napisane. Przestał ćpać i tam trafił. To jedna wersja.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Cześć.

Nie cierpię pisać tego typu komentarzy, bo mam świadomość, że poświęcam czas i pracę zasadniczo tylko po to, by zdołować i – być może – urazić (wkurzyć?) Autora, ale skoro już przeczytałem, to i zostawię opinię. A opinia ta, co przykro mi mówić, jest zdecydowanie niepochlebna.

Po pierwsze, nie znoszę, kiedy opowiadanie, cała jego oś, opiera się na snach, majakach, ćpuńskich wizjach albo innszych halunach. W tym nie ma prawdziwej opowieści, tylko zupełnie nieistotne dla czytelnika fantasmagorie czyjegoś umysłu. Nudzi mnie to i męczy, nie dając nic w zamian. A tutaj, choć za pomocą finału bronisz się przed zarzutem o całkowite oparcie się na takim właśnie motywie (oraz brak fantastyki), dostałem tego w nadmiarze. To jednak moje prywatne “widzi misie i czasem tygryski”, więc spokojnie możesz wzruszyć ramionami na tę część mojej opinii. Podobnie na tą część odnoszącą się do stylu, który również mi nie odpowiadał – “suchy” taki, krótkie, urywane zdania, narracja pozbawiona płynności i jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego, bardzo relacyjna: Przyszedłem. Zjadłem. Poszedłem spać i coś tam śniłem. Osobiście uważam, że lektura ma przede wszystkim sprawiać przyjemność, zarówno formą jak i treścią. A taka forma nie dostarczyła mi żadnej przyjemności, szczególnie, że wykonanie też mogłoby być lepsze ( np. miej zaimków. Tu uderzyło mnie to najmocniej: Jego broda sięgała mu do pasa, a łysinę zdobiła trójkątna czapeczka.“)

Treść podobnie, bo historia – już nawet abstrahując od osi sen-maligna – wydaje mi się dalece pozbawiona sensu, a przy tym dosyć bogata w błędy logiczne.

W sumie nie mi wpierniczać się w cudze wizje, zwłaszcza, że żadnych proszków (ni niebieskich, ni białych, ni tęczowych) ani tabletek nigdy nie brałem, więc mogę sobie co najwyżej teoretyzować, jak takie cosik działa, ale jestem pewien, że gdybym nagle znalazł się w jakimś urojonym kosmosie, na pewno nie zdołałbym ocenić, czy jestem w swoim układzie słonecznym, ani w ogóle czy to, co widzę, to planety czy nie planety (chyba, że widziałbym coś, co z całą pewnością jest Ziemią). Inna zupełnie rzecz, że planety, tak czy inaczej, są rozsiane po całym kosmosie jak – nie przymierzając – piegi na buzi ponętnego rudzielca, więc ich brak może świadczyć raczej o niedostatkach samej wizji, a nie o konkretnym położeniu w przestrzeni kosmicznej. Kolejna niby pierdoła, niby bez znaczenia, zwłaszcza, że mówimy o narkotykowym odlocie, a mimo wszystko jakoś mi to okrutnie zafałszowało. Szczególnie, że bohater – i tu już opuszczamy sferę (i sfery) imaginacji – do specjalnie pełnosprytnych chyba nie należał, skoro:

a) Robił wieczór kawalerski faktycznie na dzień (noc) przed ślubem. Wiem, że z definicji faktycznie tak być powinno, a Kac Vegasy Hollywoodu podtrzymują ten piękny mit, ale byłem na kilku imprezach tego typu, a część z nich sam organizowałem, więc mogę Cię zapewnić, że taka opcja jest niewykonalna w prawdziwym świecie, nawet bez striptizerek i prostytutek. A w każdym razie nie, kiedy ktoś myśli o ślubie poważnie. Zwyczajnie zbyt dużo jest do zrobienia i ogarnięcia, żeby pozwolić sobie, by kilka godzin wcześniej zalać się w trupa i iść do ołtarza na ciężkim kacu. To wcale nie jest tak, że wstajesz o dwunastej, bierzesz prysznic, wkładasz garniaka i zjawiasz się w kościele za pięć dwunasta (cz też – jak w tym wypadku – za pięć pierwsza)

b) Zdążył się rozćpać i uzależnić od niebieskości, a dopiero później dowiedział się, jak owa niebieskość się nazywa. Tego, to już zupełnie, ale to zupełnie nie kupuję. Absurd ciężkiego kalibru.

c) Uwierzył w jakiś głębszy przekaz i prawdę objawioną ukrytą w zwykłym haju i przesrał sobie przez to całe życie. Jakkolwiek realistyczne i przekonujące byłyby wizje, kiedy człowiek się po nich budzi, wraca do rzeczywistości i zaczyna łapać, że zażył jakiś zupełnie nieznany mu narkotyk, to raczej nie ma problemu z dojściem do wniosku, że wszystko, czego doświadczył, odbyło się wyłącznie w jego głowie i nie ma nic wspólnego z prawdziwym “tu i teraz”. Tymczasem Twój bohater sam przyznaje, że trochę czasu – rok ćpania, plus okres detoksu – zajęło dojście do takiego wniosku. A to nie najlepiej o nim świadczy.

Kolejna kwestia, to kariera pisarska bohatera. Pisze on, że żona porzuciła go po roku. A wcześniej, że w tym czasie; w okresie między ślubem a rozwodem, zdążył napisać, wydać i zarobić na “KILKU bestsellerach”. Może w Nigdzie, bo w Polszy to jest zupełnie, ale to zupełnie niemożliwe. Nawet gdyby gość miał tempo pracy książka/miesiąc (a dobrej książki raczej nie pisze się w tak krótkim czasie, choć tutaj w polemikę nie wdaję się z nikim, bo sam opowiadania, jak się okazało drukowalne, pisałem w dzień-dwa, na kolanie – nie polecam tej metody), to proces wydawniczy kładzie takie wizje szybciej, skuteczniej i mocniej niż Pudzian Popka.

Nie kupuję też bohatera jako członka “Chłopaków” – paczki, która była ponoć najgorszą plagą Pabianic. Albo są to czcze przechwałki, albo Pabianice to taka polska Dolina Muminków, gdzie najgorszym hultajem jest złośliwa Mała Mi, pokazująca język Migotce. Jak inaczej wytłumaczyć, że jeden z największych gangsta w dzielni nigdy wcześniej nie próbował narkotyków i swoją “Pierwszą wizję” miał dopiero jako dorosły facet, już wyprowadzony na drogę cnoty?

No i wreszcie sam finał. Nigdzie pojawia się na gpsie, więc istnieje, fajnie. Ale dlaczego objawia się protagoniście znowu? Dlaczego, kiedy jest już “czysty”, a umykało mu, gdy jeszcze ćpał? Brakuje mi w tym sensu i jakiegoś porządku. Albo przynajmniej wyjaśnień. Pozostawia natomiast niedosyt i wrażenie, że fantastyka w opowiadaniu i końcowy twist są… może nie tyle upchane na siłę, co po prostu nieprzemyślane, bez jakiejś większej głębi. Bo ładnie i nawet interesująco wygląda, po prostu.

Z pozytywów, to, niestety, poza kilkoma ładnymi zdaniami i może stwierdzeniem, że czytało się mimo wszystko w miarę bezboleśnie i szybko (i że zdecydowanie nie jest to grafomania), nie znajduję nic. Przykro mi.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przepraszam, ale tu nie jest napisane, że pisał tylko przez rok. Nigdzie nie napisałem, że przestał kiedy rzuciła go żona. A co do niedosytu to chciałem go osiągnąć takim, a nie innym zakończenie.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nie twierdzę, że pisał tylko przez rok – że wtedy zaczął i wtedy skończył. Twierdzę natomiast, że napisałeś to:

Jestem pisarzem, więc niektóre wizje dawały mi pomysły na bestsellerowe powieści. Zarobiłem trochę. Wszystko praktycznie szło na dragi. Później dowiedziałem się, że ich nazwa to „Umysłowy film”. Próbowałem z innymi świństwami. Byle tylko wrócić do Nigdzie i poznać odpowiedź. Najbardziej do gustu przypadło mi LSD. Dawało mocne wrażenia, ale to nadal nie było to czego szukam. W końcu moja żona tego nie zniosła i zostawiła mnie po roku małżeństwa.

A z tego fragmentu jasno mi wynika chronologia i okres opisanych zdarzeń, pola na niedopowiedzenia i domysły natomiast nie widzę. Co do zakończenia, to skoro takie sobie zaplanowałeś, to takie masz. Mnie ono jednak ani trochę nie przekonuje.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Witaj!

Ciekawe zakończenie, poza tym napisane przyzwoicie choć nie powala. Oceniając tekst bez baczenia na wiek autora jest to typowy średniak. A jak na wiek autora… no ja bym chciał takie rzeczy w jego wieku pisac :-)

Pisz dalej, będzie fajnie! – ot mądrość od ojca Mytrixa.

Pozdrawiam!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Bądź pozdrowiony, ojcze Mytrixie.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nowa Fantastyka