- Opowiadanie: Raixly - Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 7

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 7

Oceny

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 7

– Fay – przed­sta­wił się, usi­łu­jąc od­zy­skać spo­kój. Serce nie­mi­ło­sier­nie ło­mo­ta­ło mu w pier­si. – Jak już się do­my­śli­łaś, masz do czy­nie­nia z Łowcą, czyli kimś, kto na­pra­wia błędy w hi­sto­riach. I wła­śnie po to tu je­stem.

– Moja hi­sto­ria ma się świet­nie, dzię­ku­ję. – Nomia po­wo­li okrą­ży­ła chło­pa­ka, nie spusz­cza­jąc z niego czuj­ne­go spoj­rze­nia. Ze szcze­gól­ną uwagą przy­glą­da­ła się uszom chło­pa­ka. – Nie je­steś czło­wie­kiem, praw­da?

Księż­nicz­ka zbli­ży­ła się, z za­sta­no­wie­niem marsz­cząc brwi. Kla­snę­ła w dło­nie.

 – Sinus! Co­si­nus! Dobra ro­bo­ta, zwiąż­cie mu jesz­cze ręce!

Do­pie­ro teraz Fay za­uwa­żył dwa ko­lo­ro­we ptasz­ki la­ta­ją­ce przy jego no­gach. Miały wiel­kie oczy i wy­glą­da­ły jak po­sta­ci z ani­mo­wa­nych bajek dla dzie­ci. Za­świer­go­ta­ły z obu­rze­niem, pod­fru­wa­jąc w kie­run­ku Nomii, która zda­wa­ła się w lot zro­zu­mieć ich prze­kaz.

– Na­praw­dę znów muszę to robić? – wes­tchnę­ła z re­zy­gna­cją. Cała za­ru­mie­nio­na, za­czę­ła śpie­wać za­wsty­dzo­nym gło­sem. – Hej ho, naj­mil­sze pta­szy­ny! Zwiąż­cie ręce tego chłop­czy­ny!

– Na­zy­wa­ją się Sinus i Co­si­nus? – za­py­tał Fay z po­zor­nym za­in­te­re­so­wa­niem, mając na­dzie­ję, że uda mu się zmie­nić tor roz­mo­wy, pod­czas gdy ptaki la­ta­ły wokół jego dłoni, trzy­ma­jąc w dzio­bach sznur. – Dość… oso­bli­wie.

Oczy Nomii roz­bły­sły, ale za­cho­wa­ła po­waż­ny wyraz twa­rzy. Od­chrząk­nę­ła cicho.

– Ma­te­ma­ty­kę nie bez przy­czy­ny na­zy­wa się kró­lo­wą nauk – po­uczy­ła. – Jest na­praw­dę fa­scy­nu­ją­ca, zwłasz­cza lo­gi­ka i geo­me­tria.

Po­de­szła, by za­trzy­mać się do­pie­ro przed jego twa­rzą. W sku­pie­niu przy­glą­da­ła się uszom Faya, stop­nio­wo po­chmur­nie­jąc. Za­ci­snę­ła wargi.

– Są­dząc po bu­do­wie mał­żo­wi­ny usznej, nie­ste­ty mógł­byś być fa­erie, choć wy­glą­dasz tro­chę nie­ty­po­wo – orze­kła.

Czu­jąc, że sy­tu­acja wy­my­ka się spod kon­tro­li, Fay po­pa­trzył jej w oczy.

– Na­praw­dę tak uwa­żasz? – za­py­tał mięk­ko, przy­wo­łu­jąc całą swoją ma­gicz­ną siłę i sku­pia­jąc ją we wzro­ku. Po­czuł, jak moc prze­pły­wa przez całe ciało, by za chwi­lę za­wład­nąć księż­nicz­ką.

Trud­no było mu ukryć szok, gdy dziew­czy­na od­po­wie­dzia­ła mu zu­peł­nie trzeź­wym spoj­rze­niem. Jego czary nie za­dzia­ła­ły.

– Myślę, że jest taka moż­li­wość.

– Je­stem pół­el­fem – skła­mał, w my­ślach szep­cząc za­klę­cia ma­ją­ce uwol­nić go ze sznu­ra.

Nic nie przy­no­si­ło efek­tu, a Fay był coraz bar­dziej zbity z tropu. W de­spe­ra­cji pró­bo­wał ko­lej­nych za­klęć, aż w końcu nawet zde­cy­do­wał się rzu­cić czar ewa­ku­acji, który po­zwo­lił­by mu uciec do Biura, ale on też nie za­dzia­łał. To, że nie mógł po­słu­gi­wać się mocą fa­erie, było już wy­star­cza­ją­co nie­po­ko­ją­ce, ale nie ro­zu­miał, czemu za­wio­dły go nawet umie­jęt­no­ści Łowcy. Na myśl o tym, co zaraz zrobi z nim księż­nicz­ka, za­krę­ci­ło się w gło­wie i za­schło w ustach.

 – To też nie naj­le­piej – pod­su­mo­wa­ła Nomia. – Cóż, spraw­dzi­my to.

We­zwa­ła straż­ni­ków, któ­rzy zła­pa­li go za ra­mio­na i wy­szli z kom­na­ty, pod­czas gdy od­pro­wa­dza­ła ich wzro­kiem. Kiedy drzwi się za­trza­snę­ły, Fay zo­ba­czył dłu­gie, kręte scho­dy. Skrę­po­wa­ne nogi spra­wia­ły, że męż­czyź­ni mu­sie­li zno­sić go sto­pień po stop­niu, w związ­ku z czym czuł się jak worek ziem­nia­ków. Naj­wy­raź­niej Nomia wo­la­ła nie ry­zy­ko­wać i uzna­ła, że tak bę­dzie naj­bez­piecz­niej, co wcale go nie uszczę­śli­wia­ło.

Gdy ze­szli na sam dół, Fay zo­ba­czył, że przed nim roz­cią­ga się długi, ciem­ny ko­ry­tarz. Straż­ni­cy po­pro­wa­dzi­li go w mrok. Po­czuw­szy nie­przy­jem­ny za­pach wil­go­ci, zmarsz­czył nos.

Wę­dro­wa­li przed sie­bie, a drogę oświe­tla­ły po­chod­nie za­wie­szo­ne na ścia­nie. Od­głos ich kro­ków od­bi­jał się nie­wy­raź­nym echem. Nie dość, że w pod­zie­miach było mokro, to pa­no­wał tam chłód wy­wo­łu­ją­cy gęsią skór­kę. Fay nie miał do­brych prze­czuć.

Za­trzy­ma­li się, a jeden ze straż­ni­ków ru­szył dalej. Po chwi­li roz­legł się zgrzyt me­ta­lu oraz szczęk klu­czy, a Fay zo­ba­czył, że męż­czy­zna od­su­nął kraty pro­wa­dzą­ce do ma­łe­go po­miesz­cze­nia.

Cały czas mil­cząc, straż­ni­cy bez­ce­re­mo­nial­nie we­pchnę­li go do środ­ka. Za ple­ca­mi usły­szał od­głos za­my­ka­ne­go zamka oraz od­da­la­ją­cych się kro­ków.

Nigdy wcze­śniej nie zo­stał wtrą­co­ny do zam­ko­wych lo­chów, ale naj­wy­raź­niej kie­dyś mu­siał być ten pierw­szy raz. Za­mru­gał kil­ka­krot­nie, przy­glą­da­jąc się wnę­trzu. W tej czę­ści wię­zie­nia przy­kry za­pach przy­brał na sile, a i cia­sno­ta celi nie na­stra­ja­ła go po­zy­tyw­nie. Miesz­kał już w bar­dziej luk­su­so­wych miej­scach. Z ci­chym stęk­nię­ciem usiadł na twar­dej pod­ło­dze. Ze wzglę­du na skrę­po­wa­ne stopy nie było to łatwe.

W kącie po­miesz­cze­nia do­strzegł dwie twa­rze, blade i zmi­zer­nia­łe. Na­le­ża­ły do mło­dych męż­czyzn, na oko mniej wię­cej w jego wieku. Przy­glą­da­li mu się – jeden z ra­do­ścią, a drugi jakby z ła­god­ną re­zy­gna­cją.

– O rany! Czy to nie Fay­linn Nyx? – za­wo­łał we­sel­szy z więź­niów. – Całe Biuro sły­sza­ło o two­ich osią­gnię­ciach. Ten, który po­ra­dzi sobie z każdą misją, ten, który prze­chy­trzy wszyst­kich Hmm’ogan, jeśli zaj­dzie taka po­trze­ba! To praw­dzi­wy za­szczyt. Po­wi­nie­nem uło­żyć pieśń na twoją cześć.

Choć w celi było ciem­no, dzię­ki świa­tłu po­chod­ni Fay do­brze wi­dział to­wa­rzy­sza nie­do­li. Mimo wy­raź­nych oznak zmę­cze­nia, dało się za­uwa­żyć, że mło­dzie­niec był nie­zwy­kle przy­stoj­ny. Jego twarz oka­la­ła burza loków o bar­wie cze­ko­la­dy. Miał oczy tego sa­me­go ko­lo­ru, wy­raź­nie za­ry­so­wa­ną szczę­kę, sze­ro­kie ra­mio­na i dobrą bu­do­wę ciała. Bar­dziej niż uroda, Faya ude­rzył jed­nak jego uśmiech – sze­ro­ki i szcze­ry, ale jed­no­cze­śnie nie­za­prze­czal­nie głu­pa­wy.

– Chyba tro­chę prze­sa­dzi­łeś z tym opi­sem – mruk­nął fa­erie.

– Nie przej­muj się nim – wtrą­cił drugi męż­czy­zna prze­pra­sza­ją­cym tonem. – Wiesz, zanim tra­fił do Biura, był bar­dem. Więc na imię ci Fay­linn, tak? Je­stem Ni­cho­las, ale mo­żesz mówić mi Nick.

– Ja też wolę, gdy mówi mi się Fay.

Nick po­ki­wał głową, a bard przy­su­nął się do chło­pa­ka. Wpa­try­wał się w niego z uwiel­bie­niem.

– Nie wiem, czy mnie pa­mię­tasz, ale na­le­że­li­śmy do tej samej grupy Gry­zi­piór­ków. Gi­de­on, ko­ja­rzysz? – Fay po­krę­cił głową, ale to wcale go nie znie­chę­ci­ło. – Nie żar­tuj! Bie­ga­ło za mną pół le­gio­nu elfek. Och, dobre czasy. Inna spra­wa, że gdy się zde­ner­wo­wa­ły, za­czę­ły nie­bez­piecz­nie przy­po­mi­nać le­gion w woj­sko­wym zna­cze­niu tego słowa, ale to już osob­na hi­sto­ria. Za­pro­po­no­wał­bym ci ciast­ko, ale wszyst­ko nam za­bra­li, a nie kar­mią tu za do­brze. Nie mam nawet swo­jej lutni. Strasz­ne, co? I po­wiedz, Fay, jak żyć na tym pa­do­le łez?

– Jak długo tu je­ste­ście? – Chło­pak po­sta­no­wił prze­rwać sło­wo­tok.

– Za długo. – Sły­sząc „padół łez”, Nick jakby się prze­bu­dził. Wbił wzrok w brud­ną ścia­nę. – Czy to ty­go­dnie, czy już mie­siąc… Gi­de­on był pierw­szy, ja tra­fi­łem tu nieco póź­niej.

Nie­źle się do­bra­li, po­my­ślał Fay. Przy ga­da­tli­wym bar­dzie Ni­cho­las spra­wiał wra­że­nie jesz­cze bar­dziej po­sęp­ne­go. Wy­glą­dał na kogoś, kto całe życie mógł­by prze­żyć w pu­stel­ni, za­sta­na­wia­jąc się nad sen­sem eg­zy­sten­cji, aż w końcu stwier­dził­by, że w sumie nic nie ma zna­cze­nia, więc naj­le­piej rzu­cić to wszyst­ko i wy­je­chać w Biesz­cza­da­la­je – wy­so­kie góry scho­wa­ne w pew­nym świe­cie, do któ­re­go wy­ru­sza­li Łowcy spra­gnie­ni wy­po­czyn­ku.

Nick był bar­dzo wy­so­ki, ale i chudy. Wy­da­wa­ło się, że sil­niej­szy po­wiew wia­tru mógł­by zdmuch­nąć go z po­wierzch­ni ziemi. Miał wy­raź­nie wi­docz­ne kości po­licz­ko­we, oczy barwy nieba pod­czas sztor­mu oraz usta wy­gię­te w smut­ną pod­ków­kę. Czar­ne, nieco przy­dłu­gie włosy opa­da­ły mu na twarz, skry­wa­jąc ją w cie­niu. Opa­tu­lił się szczel­niej ciem­ną opoń­czą i objął ra­mio­na­mi ko­la­na, opie­ra­jąc na nich brodę.

– Teraz już nic nam nie grozi – po­wie­dział Gi­de­on. – Fay nas ura­tu­je, no nie?

– Nie chciał­bym psuć two­je­go opty­mi­stycz­ne­go po­dej­ścia… – wtrą­cił się Nick z miną su­ge­ru­ją­cą, że wła­śnie to ma za­miar zro­bić. – …ale on chyba też jest w nie naj­lep­szej sy­tu­acji.

Wska­zał głową sznur na rę­kach i no­gach fa­erie. Gi­de­on wydał z sie­bie zdu­szo­ny okrzyk.

– Na wszyst­kich bogów, zwią­za­ła cię?! Co za brak taktu, kul­tu­ry i im­per­ty­nen­cja! A przede wszyst­kim uwa­żam, że to po­gwał­ce­nie har­mo­nii pa­nu­ją­cej w świe­cie. Za­bu­rze­nie rów­no­wa­gi ener­ge­tycz­nej po­mię­dzy by­ta­mi może mieć opła­ka­ne skut­ki.

Nick wes­tchnął, a Fay spoj­rzał na niego py­ta­ją­co z unie­sio­ny­mi brwia­mi.

– Ostat­nio za­czął in­te­re­so­wać się re­li­gia­mi wscho­du – wy­ja­śnił. – Twier­dzi, że nasz pobyt tutaj to tre­ning du­cho­wy, i że nie­dłu­go sta­nie się jed­no­ścią z celą. Nie do­py­tuj.

Fay stwier­dził, że le­piej nic nie do­da­wać. Po­wier­cił się, ale zna­le­zie­nie po­zy­cji, w któ­rej by­ło­by mu choć tro­chę wy­god­niej, gra­ni­czy­ło z cudem. W końcu się pod­dał.

– Księż­nicz­ka chyba stwier­dzi­ła, że po­win­na na mnie uwa­żać. Nie spodo­bał jej się kształt moich uszu – wy­ja­śnił. – Nie mam po­ję­cia, co dzie­je się na górze, ale nie za­po­wia­da się to do­brze. Z ja­kie­goś po­wo­du nie mogę tu uży­wać swo­ich mocy, a kiedy od­kry­je, że je­stem fa­erie, kto wie, co ze mną zrobi. Wy też mo­że­cie być w nie­bez­pie­czeń­stwie.

Ni­cho­las uniósł głowę, pa­trząc na niego z prze­stra­chem. Nawet Gi­de­on za­marł, a uśmiech na jego ustach za­stygł, pod­czas gdy bard kil­ka­krot­nie mru­gnął, jakby cze­kał, aż ktoś mu powie, że się prze­sły­szał.

– Więc ty też? – spy­tał Nick.

– Co?

– Ty też nie mo­żesz tu uży­wać mocy – uści­ślił. – Jest go­rzej, niż my­śla­łem. W tym świe­cie wszyst­ko się po­mie­sza­ło.

– Więc to dla­te­go nie mo­gli­ście się wy­do­stać. Tego się oba­wia­łem.

Ni­cho­las szy­ko­wał się do od­po­wie­dzi, ale za­marł, sły­sząc od­gło­sy do­cho­dzą­ce z ko­ry­ta­rza. Łowcy unie­śli głowy i wy­mie­ni­li spoj­rze­nia, po czym zwró­ci­li się w kie­run­ku krat. Dźwięk kro­ków przy­bie­rał na sile, aż wresz­cie pod celą sta­nę­ła drob­na po­stać. Pło­mień dzier­żo­nej przez nią po­chod­ni oświe­tlał twarz, na któ­rej wid­niał upior­ny cień.

Nomia, prze­bra­na w ciem­no­ró­żo­wą suk­nię, pa­trzy­ła na nich z miną su­ge­ru­ją­cą, że pod­ję­ła ważną de­cy­zję, która mogła za­wa­żyć na ich lo­sach. Męż­czyź­ni po­czu­li, jak w ich ser­cach kieł­ku­je strach. Otwo­rzy­ła celę, a Gi­de­on czym prę­dzej od­su­nął się od wej­ścia.

– Fa­erie, pój­dziesz ze mną. Sinus, Co­si­nus, roz­wiąż­cie mu nogi.

Po­cze­ka­ła, aż Fay wsta­nie, po czym straż­ni­cy wy­pro­wa­dzi­li go na ze­wnątrz. Nick zła­pał za kraty, od­pro­wa­dza­jąc go ża­ło­snym spoj­rze­niem.

– Dokąd idzie­my? – za­py­tał chło­pak.

– Po­roz­ma­wiać na osob­no­ści.

Fay zdą­żył ob­ró­cić się przez ramię i ostat­ni raz zer­k­nąć na Łow­ców, któ­rych twa­rze znów wy­da­wa­ły się tak blade i zdzi­wio­ne, jak gdy zo­ba­czył je po raz pierw­szy. Wy­glą­da­li, jakby wła­śnie gasła w nich na­dzie­ja. Straż­nik mocno po­pchnął go w przód, spra­wia­jąc, że mu­siał od­wró­cić głowę. Po­zba­wio­ny wy­bo­ru, szedł przed sie­bie, mając przed ocza­mi tylko syl­wet­kę Nomii i ma­ja­czą­ce w ciem­no­ści świa­tło po­chod­ni.

 

 

Za­pro­wa­dzo­no go do po­ko­ju, w któ­rym nie było wil­got­no i róż nie ata­ko­wał go ze­wsząd wokół, ale poza tym trud­no było do­pa­trzeć się po­zy­ty­wów sy­tu­acji. Opadł na fotel. Sznur nie­mi­ło­sier­nie pił go w ręce, lecz Nomia nie wy­ka­zy­wa­ła współ­czu­cia. Usia­dła na­prze­ciw­ko niego i z god­no­ścią wy­pro­sto­wa­ła plecy.

– Do­szły mnie słu­chy, że jed­nak na­praw­dę na­le­żysz do rasy wró­żek. Co masz na ten temat do po­wie­dze­nia?

– Nie do końca – za­pro­te­sto­wał szyb­ko. – To zna­czy, w pew­nym sen­sie masz rację. Dawno temu w swoim świe­cie na­ro­dzi­łem się jako fa­erie, ale to hi­sto­ria nie­zwią­za­na z twoją, a poza tym tu­tej­sze wróż­ki są pew­nie zu­peł­nie inne. Sama po­wie­dzia­łaś, że wy­glą­dam ina­czej.

– W Em­me­rish fa­erie też by­wa­ją różni, ale łączy ich pa­skud­ny cha­rak­ter i chęć czy­nie­nia zła.

– Przy­kro mi to sły­szeć. – Wzru­szył ra­mio­na­mi, siląc się na non­sza­lan­cję. Po­czuł, jak sznur wrzy­na się w nad­garst­ki. Uniósł je i wy­sta­wił w stro­nę księż­nicz­ki. – Czy nie mo­gła­byś być tak miła i roz­ka­zać mnie roz­wią­zać? Po­roz­ma­wia­li­by­śmy jak czło­wiek z czło­wie­kiem lub, jak wo­lisz, jak czło­wiek z fa­erie.

Zdzi­wił się wła­sną zu­chwa­ło­ścią, ale nie miał nic do stra­ce­nia. Przy­naj­mniej na ten mo­ment Nomia nie usi­ło­wa­ła go skrzyw­dzić ani po­zba­wić życia, więc chyba na coś mógł jej się przy­dać.

– Skąd mam wie­dzieć, czy nie spró­bu­jesz ja­kichś sztu­czek?

– Za drzwia­mi jest masa stra­ży, a ja nie mam żad­nej broni ani miej­sca, do któ­re­go mógł­bym uciec. Zresz­tą moje moce tu nie dzia­ła­ją. Kiedy mnie zła­pa­łaś, pró­bo­wa­łem się wy­do­stać, ale nic z tego nie wy­szło. Uwierz, gdy­bym mógł, to już dawno by mnie tu nie było.

Nomia zmru­ży­ła szare oczy i prze­krzy­wi­ła głowę, oce­nia­jąc go wzro­kiem. Przez chwi­lę mil­cza­ła.

– Niech bę­dzie.

We­zwa­ła straż­ni­ków. Gdy uwol­ni­li go z wię­zów, od­sap­nął z ulgą. Roz­ma­so­wy­wał nad­garst­ki, z tru­dem po­wstrzy­mu­jąc się od zło­rze­cze­nia w ję­zy­ku fa­erie. Nie chciał jed­nak kopać sobie grobu.

– Za­cznij­my od po­cząt­ku – za­pro­po­no­wał. – Nie wiem, ile wiesz o Łow­cach, ale nie je­ste­śmy nikim złym. Je­dy­ne, czego chce­my, to przy­wró­cić twoją hi­sto­rię na wła­ści­we tory.

A na ten mo­ment przede wszyst­kim wró­cić do Biura, po­my­ślał, za­sta­na­wia­jąc się, jak dalej to ro­ze­grać. Po chwi­li kon­ty­nu­ował.

– Sam nie wiem za wiele o tym, co dzie­je się w Em­me­rish. Sły­sza­łem tylko, że je­steś głów­ną bo­ha­ter­ką i mia­łaś wyjść za księ­cia, ale znik­nął w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach. – Nie chciał­byś wie­dzieć, co mu się przy­tra­fi­ło, wspo­mniał. Dreszcz prze­biegł mu po ple­cach. – Aha, wiem jesz­cze, że nie lu­bisz się z wróż­ka­mi, ale to dało się nawet wy­wnio­sko­wać z na­sze­go pierw­sze­go spo­tka­nia.

– Mó­wi­łam, że nie po­trze­bu­ję po­mo­cy. – Nomia za­ci­snę­ła pię­ści. – Zo­staw­cie mnie w spo­ko­ju.

– To nie­moż­li­we. Biuro bę­dzie wy­sy­łać ko­lej­nych Łow­ców aż do skut­ku. Ma obo­wią­zek strzec Wy­obraź­ni, czy ci się to po­do­ba, czy nie.

– Chcę żyć po swo­je­mu. – Oczy księż­nicz­ki gniew­nie za­bły­sły. – A wy usi­łu­je­cie mi w tym prze­szko­dzić.

Fay zmie­nił po­zy­cję na krze­śle i za­ło­żył nogę na nogę, spla­ta­jąc ręce na ko­la­nach.

– Tak? – za­py­tał. – Więc czemu po pro­stu się nas nie po­zby­łaś? Po­dob­no nie je­ste­śmy ci po­trzeb­ni.

Nomia za­ci­snę­ła usta i ucie­kła wzro­kiem, wbi­ja­jąc go w barw­ny dywan. Nie­mal wi­dział go­ni­twę myśli sza­le­ją­cych w jej gło­wie, gdy za­sta­na­wia­ła się nad od­po­wie­dzią.

– Więc jed­nak kryje się za tym coś wię­cej – dodał cicho, z sa­tys­fak­cją, po czym kon­ty­nu­ował przy­mil­nym tonem. – Jeśli mi o tym po­wiesz, to może okaże się, że umiem ci pomóc.

Ob­da­rzył ją nie­szcze­rym, ale per­fek­cyj­nie wy­ćwi­czo­nym uśmie­chem.

– Wojna w kró­le­stwie to tylko jeden z wielu pro­ble­mów – za­czę­ła z wa­ha­niem. – Ale wszyst­kie zro­dzi­ły się, gdy do­wie­dzia­łam się, że je­stem bo­ha­ter­ką opo­wie­ści.

– Jak to się stało?

– Dzień przed tym, gdy po­rwa­ły mnie złe wróż­ki i ksią­żę miał ru­szyć na ra­tu­nek, do­sta­łam dziw­ny list przy­nie­sio­ny przez go­łę­bia.

Nomia wsta­ła i po­de­szła do szaf­ki, by wy­cią­gnąć z szu­fla­dy wia­do­mość za­pi­sa­ną na per­ga­mi­nie. Bez słowa po­da­ła ją Fay­owi.

Sza­now­na Pa­nien­ko Nomiu!

Pra­gnę z przy­kro­ścią po­in­for­mo­wać, że świat, w któ­rym Pa­nien­ka obec­nie żyje, nie jest praw­dzi­wy. Znaj­du­je się Pa­nien­ka w wy­my­ślo­nej hi­sto­rii – opo­wia­da­niu o, praw­dę po­wie­dziaw­szy, dosyć prze­cięt­nej fa­bu­le. Do­my­ślam się, iż trud­no w to uwie­rzyć, dla­te­go pra­gnę do­star­czyć Pa­nien­ce rze­tel­ny dowód. Nie­dłu­go w Em­me­rish po­ja­wi się Łowca – jeden ze Straż­ni­ków Wy­obraź­ni, czyli osób od­po­wie­dzial­nych za wy­my­ślo­ne świa­ty i ży­ją­cych w nich bo­ha­te­rów.

Co wię­cej, chciał­bym prze­strzec Pa­nien­kę przed fa­erie dzia­ła­ją­cy­mi w Em­me­rish. Chcą prze­jąć wła­dzę w kró­le­stwie i zbu­do­wać je po swo­je­mu od nowa.

Dal­szy ciąg listu za­wie­rał krót­ki opis Gi­de­ona oraz stresz­cze­nie fa­bu­ły opo­wia­da­nia. Nadaw­ca udzie­lił też kilku in­for­ma­cji na temat dzia­łal­no­ści Łow­ców, ale nie wy­ra­żał się o nich zbyt po­chleb­nie. W miarę czy­ta­nia Fay coraz bar­dziej po­sęp­niał, marsz­cząc brwi, aż w końcu do­tarł do na­kre­ślo­nej ele­ganc­kim pi­smem koń­ców­ki.

Je­stem sprzy­mie­rzeń­cem Pa­nien­ki i życzę po­wo­dze­nia.

Z wy­ra­za­mi sza­cun­ku,

All Ga­no­nim

PS. Pro­szę uwa­żać na li­sto­no­szy – po­tra­fią nie­źle za­pa­sku­dzić pa­ra­pe­ty.

– To pierw­sza wia­do­mość – ode­zwa­ła się Nomia, gdy skoń­czył czy­tać. – Ale jest ich wię­cej. Naj­now­sza przy­szła przed chwi­lą i do­ty­czy cie­bie. To dzię­ki niej wiem, że je­steś fa­erie, choć nie byłam pewna, czy w to wie­rzyć, ale od razu się przy­zna­łeś.

Żadna sen­sow­na od­po­wiedź nie przy­cho­dzi­ła mu do głowy. Był tak zdez­o­rien­to­wa­ny, że kil­ka­krot­nie rzu­cił okiem na per­ga­min, upew­nia­jąc się, że na­praw­dę go widzi i nie jest to ilu­zja.

– Nie mam po­ję­cia, kto może za tym stać – przy­znał szcze­rze. – Ale to na pewno ktoś stam­tąd, skąd przy­by­li­śmy. Z Biura do Spraw Nad­zwy­czaj­nych. Wie o nas wszyst­ko. Roz­ma­wia­łaś o tym z Gi­de­onem i Ni­cho­la­sem?

– Nie. Uzna­łam, że to bez sensu. Mo­gli­by mi wci­snąć ja­ką­kol­wiek bzdu­rę. Wy­star­cza­ją­co ab­sur­dal­ny jest fakt, że zo­sta­łam przez kogoś wy­my­ślo­na. Po­cząt­ko­wo nie chcia­łam w to wie­rzyć, ale ko­lej­ne listy udo­wod­ni­ły mi, że to praw­da. Masz po­ję­cie, jak się czu­łam? – Nomia po­de­rwa­ła się z fo­te­la i za­czę­ła ner­wo­wo prze­cha­dzać się po po­ko­ju. – Skąd mam wie­dzieć, czy tak na­praw­dę nie je­ste­ście w zmo­wie z tym całym Allem Ga­no­ni­mem? Dla­cze­go po­wie­dział mi praw­dę i czego ode mnie ocze­ku­je? Gdzie się ukry­wa? Nie­waż­ne – za­czerp­nę­ła tchu. – Nie je­stem kimś, kto daje sobą ma­ni­pu­lo­wać. Skoro to moja hi­sto­ria, to ja będę wy­zna­czać w niej za­sa­dy. Dla­te­go za­mknę­łam tam­tych Łow­ców i chcia­łam uwię­zić i cie­bie.

– Ale jed­nak zde­cy­do­wa­łaś się ze mną po­roz­ma­wiać – za­uwa­żył. – Czemu?

– Skoro trze­cia osoba, która tu przy­by­ła, to fa­erie, to strach po­my­śleć, kto bę­dzie na­stęp­ny. W Em­me­rish dzie­je się coraz go­rzej. Je­że­li All Ga­no­nim byłby po wa­szej stro­nie, to w końcu po­wi­nien za­re­ago­wać, skoro trzy­mam Łow­ców jako za­kład­ni­ków, ale on bar­dzo długo się nie od­zy­wał… aż do teraz. Za­czę­łam mieć wąt­pli­wo­ści.

– Cóż. – Fay z za­sta­no­wie­niem po­tarł skroń. – Za­pew­niam, że też nie je­stem za­chwy­co­ny tą sy­tu­acją. Nie mogę ani wpły­nąć na hi­sto­rię, ani opu­ścić tego świa­ta, nawet gdy­bym chciał zro­bić ci tę uprzej­mość. Moż­li­we jed­nak, że mamy wspól­ne­go wroga, a wtedy i dla mnie le­piej, żebym po­mógł ci go po­ko­nać.

Spoj­rza­ła na niego py­ta­ją­co.

– Praw­dę mó­wiąc, od dłuż­sze­go czasu mia­łem pro­ble­my pod­czas misji. Gdzie bym nie tra­fił, dzia­ły się dziw­ne rze­czy. A to coś na mnie spa­dło, a to o mały włos nie ru­ną­łem w prze­paść. Różne sy­tu­acje, ale zde­cy­do­wa­nie nie­przy­pad­ko­we. Po­dej­rze­wa­łem, że komuś za­le­ży na tym, żebym już nie wró­cił do Biura. Nie zdzi­wił­bym się, gdyby to była ta sama osoba, która wy­sy­ła ci listy. – Uśmiech­nął się po­nu­ro. – Nawet tu tra­fi­łem z ma­ły­mi kło­po­ta­mi.

Nomia przy­gry­zła wargę, krzy­żu­jąc ra­mio­na.

– Więc twier­dzisz, że nic nie wiesz na ten temat – po­wie­dzia­ła z re­zer­wą. – I… zmie­rzasz do tego, że chcesz ze mną współ­pra­co­wać?

Wzru­szył ra­mio­na­mi i wes­tchnął.

– A co in­ne­go mógł­bym zro­bić, skoro tu utkną­łem? Z całym sza­cun­kiem, wiem, że je­steś księż­nicz­ką i tak dalej, ale nie sądzę, żebyś sama roz­wi­kła­ła tę za­gad­kę, skoro do tej pory tego nie zro­bi­łaś. Mimo wszyst­ko je­steś bo­ha­ter­ką i nie­wy­klu­czo­ne, że wi­dzisz tylko to, co All Ga­no­nim chce ci po­ka­zać.

– Jest w tym jakiś sens… – przy­zna­ła. – …ale w jaki spo­sób miał­byś mi się przy­dać, skoro twoje moce nie dzia­ła­ją?

W sza­rych oczach wciąż kryła się nie­uf­ność, ale Fay już czuł przed­smak zwy­cię­stwa. Po­chy­lił się w stro­nę księż­nicz­ki.

– Bo mam wie­dzę. – Uśmiech­nął się sze­ro­ko. – Dużo, dużo wie­dzy na te­ma­ty, na któ­rych ty się nie znasz. Mam też do­świad­cze­nie w wielu mi­sjach, więc wy­tro­pię każdy ślad cu­dzej in­ge­ren­cji w tym świe­cie. Co ty na to?

Widać było, że ostat­nie, na co Nomia miała ocho­tę, to przy­ję­cie jego pro­po­zy­cji. Wy­da­wa­ła się jed­nak dość zde­spe­ro­wa­na. Ode­zwa­ła się po­now­nie, z ocią­ga­niem.

– Niech bę­dzie.

– Świet­nie. Na dobry po­czą­tek po­win­ni­śmy na­ra­dzić się z in­ny­mi Łow­ca­mi.

Skrzy­wi­ła się, jakby przed chwi­lą prze­łknę­ła cy­try­nę, ale kiw­nę­ła głową.

– Przy oka­zji, nie wy­glą­da­ją zbyt do­brze – dodał. – Wiesz, wy­pa­da­ło­by, żeby się tro­chę umyli i prze­bra­li.

– Niech bę­dzie – po­wtó­rzy­ła.

 

 

Gdy ocze­ki­wa­li na przy­by­cie Łow­ców, w po­ko­ju pa­no­wa­ła nie­zręcz­na cisza, ale po pa­ru­na­stu mi­nu­tach prze­rwa­ło ją przy­bli­ża­ją­ce się we­so­łe traj­ko­ta­nie Gi­de­ona. Mówił bez prze­rwy, tak że Fay nie­mal współ­czuł pro­wa­dzą­cym go straż­ni­kom. Ni­cho­las co pe­wien czas uci­szał to­wa­rzy­sza, ale bez więk­szych suk­ce­sów.

Drzwi otwo­rzy­ły się z hu­kiem i Łowcy wpa­ro­wa­li do środ­ka. Straż­ni­cy usta­wi­li się po obu stro­nach wej­ścia, ob­da­rza­jąc ich czuj­ny­mi spoj­rze­nia­mi. Gi­de­on pod­biegł do Faya, rzu­ca­jąc się na niego z okrzy­kiem ra­do­ści.

– Mó­wi­łem? Mó­wi­łem? Ura­to­wa­łeś nas! – Ści­snął go tak mocno, że fa­erie za­bra­kło tchu. – Wiesz, jak cu­dow­nie było wy­szo­ro­wać się my­dłem? Do tej pory tylko kilka razy po­zwo­li­li nam prze­myć się wodą. Wszyst­ko dzię­ki tobie! Nick cały czas twier­dził, że to ko­niec i je­ste­śmy zgu­bie­ni, a ja wie­dzia­łem, po pro­stu wie­dzia­łem, że się myli.

– Nie­praw­da, po pro­stu wy­ra­zi­łem drob­ne wąt­pli­wo­ści co do na­sze­go szyb­kie­go po­wro­tu do Biura – za­pro­te­sto­wał słabo Ni­cho­las.

– Zna­la­złeś drogę uciecz­ki z tego świa­ta, praw­da? To co, spa­da­my? – Gi­de­on mru­gnął fi­glar­nie. – Rany, marzę o cie­płej ko­la­cji. Kre­ator nas ochrza­ni, ale prę­dzej czy póź­niej zro­zu­mie, że nam nie wy­szło. Księż­nicz­ko, było mi nie­zmier­nie miło, lecz mu­si­my się roz­stać. Uca­ło­wał­bym cię w dłoń, ale nie chciał­bym obe­rwać nożem.

Sinus i Co­si­nus wzbi­ły się w po­wie­trze, by za­trzy­mać się przy jego gło­wie. Łowca spoj­rzał na nie zbity z tropu. Je­że­li do tej pory Łowcy nie wie­dzie­li, że ptaki mogą zło­wro­go ćwier­kać, to wła­śnie się o tym prze­ko­na­li. Fay rzu­cał Gi­de­ono­wi zna­czą­ce spoj­rze­nia, bez­gło­śnie bła­ga­jąc, by trzy­mał język za zę­ba­mi.

– Nie tak pręd­ko – rzu­ci­ła ostrze­gaw­czo Nomia. – Teraz po­roz­ma­wia­my, chyba że masz ocho­tę wró­cić do lochu. Sia­daj­cie.

Go­ście po­słusz­nie za­ję­li miej­sca na ka­na­pie, po­pa­tru­jąc to na księż­nicz­kę, to na Faya. Fa­erie wy­pro­sto­wał plecy i od­chrząk­nął.

– Nie­ste­ty spra­wa nie przed­sta­wia się tak ko­lo­ro­wo. Po pierw­sze, ja też je­stem tu uwię­zio­ny. – Twa­rze Łow­ców stę­ża­ły. – Po dru­gie, tym świa­tem ktoś ma­ni­pu­lu­je. Naj­praw­do­po­dob­niej to ktoś z Biura, nie­wy­klu­czo­ne, że go znamy. Po trze­cie, je­że­li chce­my, żeby księż­nicz­ka pu­ści­ła nas wolno, to mu­si­my jej pomóc zna­leźć tę osobę.

Spoj­rze­li na niego z mi­na­mi wy­ra­ża­ją­cy­mi kom­plet­ny brak zro­zu­mie­nia, więc szyb­ko stre­ścił im roz­mo­wę z Nomią. Wy­ja­śnił, że choć nie miał po­ję­cia, jak wró­cić do Biura, to li­czył na to, że od­na­le­zie­nie ta­jem­ni­cze­go nadaw­cy na­pro­wa­dzi ich na jakiś trop. Nie prze­ry­wa­jąc, co pe­wien czas ki­wa­li gło­wa­mi, słu­cha­jąc z otwar­ty­mi usta­mi.

– Mu­si­my współ­pra­co­wać – dodał na za­koń­cze­nie prze­mo­wy. – Chciał­bym, że­by­ście po­wie­dzie­li wszyst­ko, co wie­cie. W jaki spo­sób tu tra­fi­li­ście, co za­uwa­ży­li­ście i tak dalej. Każda in­for­ma­cja może oka­zać się cenna.

– Może gdyby pa­nien­ka Nomia przy­wi­ta­ła mnie po­dob­ny­mi słowy, to roz­wią­za­li­by­śmy spra­wę i nie mu­siał­byś tu przy­by­wać. – Gi­de­on z wy­rzu­tem zer­k­nął na dziew­czy­nę, ale po­spiesz­nie od­wró­cił wzrok, nie chcąc na­ra­żać się na jej gniew. – W takim razie ja za­cznę.

Ura­czył ich długą i pełną prze­sa­dy opo­wie­ścią o tym, jak naj­pierw do­stał misję, a póź­niej wy­ru­szył do Em­me­rish. Świa­do­my za­gi­nię­cia księ­cia, po­sta­no­wił wcie­lić się w jego rolę, więc wspiąw­szy się do kom­na­ty Nomii, za­mie­rzał dzię­ki zdol­no­ściom Łowcy prze­isto­czyć się w jej wy­bran­ka. Nie spo­dzie­wał się jed­nak, że ledwo do­trze do wieży, a zo­sta­nie schwy­ta­ny w sieć i za­stra­szo­ny igła­mi do szy­cia – które, jak twier­dził, zde­cy­do­wa­nie bar­dziej przy­po­mi­na­ły na­rzę­dzia tor­tur niż część przy­bor­ni­ka mło­dej damy.

– Nie chcia­ła mnie słu­chać – po­ża­lił się. – Ale naj­go­rzej zro­bi­ło się, gdy pró­bo­wa­łem za­śpie­wać jej bal­la­dę.

– Sinus i Co­si­nus do­sta­ły szału, są bar­dzo czułe na śpiew i mu­zy­kę – ode­zwa­ła się Nomia.

Gi­de­on wy­ko­nał dra­ma­tycz­ny gest ręką.

– Chcę od­zy­skać swoją lut­nię – za­żą­dał. – I flet. I wszyst­ko inne.

– Potem o tym po­roz­ma­wia­my – od­par­ła wy­mi­ja­ją­co. – Naj­pierw skończ­my ten temat.

Nieco ura­żo­ny kon­ty­nu­ował, mó­wiąc o tym, jak zo­stał wtrą­co­ny do wię­zie­nia, gdzie nie­sa­mo­wi­cie się nu­dził, do­pó­ki parę dni póź­niej nie do­łą­czył do niego po­sęp­ny Nick. Gi­de­on roz­ga­dał się i za­czął snuć opo­wieść o tym, jak od­na­lazł spo­kój oraz nową ścież­kę roz­wo­ju du­cho­we­go, więc Fay po­sta­no­wił go po­wstrzy­mać.

– Okej, chyba wy­star­czy – prze­rwał. – Ni­cho­las, twoja kolej.

Nick po­pra­wił ciem­ny kap­tur i za­czął prze­ma­wiać z wzro­kiem wbi­tym przed sie­bie. On też do­tarł do wieży dzię­ki wspi­nacz­ce po li­ściach, ale nawet nie­spe­cjal­nie opie­rał się, gdy zo­stał schwy­ta­ny. Chyba od po­cząt­ku nie wie­rzył w po­wo­dze­nie misji.

– Cie­szy­łem się, że zna­la­złem Gi­de­ona, ale wtedy oka­za­ło się, że żaden z nas nie może uży­wać mocy. Księż­nicz­ka nie chcia­ła z nami roz­ma­wiać i trzy­ma­ła nas w za­mknię­ciu. Nie wie­dzie­li­śmy, co za­mie­rza z nami zro­bić. Wtedy stwier­dzi­łem, że je­dy­na na­dzie­ja to wy­sła­nie wia­do­mo­ści do Kre­ato­ra.

– No wła­śnie, wia­do­mość do­tar­ła do Biura – oży­wił się Fay. – Dzię­ki temu wie­dzia­łem, że macie kło­po­ty. Jak to moż­li­we, skoro nasza moc nie dzia­ła? Cie­ka­we.

– Nie mam po­ję­cia – przy­znał Ni­cho­las.

Za­pa­dła cisza, pod­czas któ­rej ze­bra­ni ob­ser­wo­wa­li sie­bie na­wza­jem, bo­le­śnie świa­do­mi, że dys­ku­sja wcale nie pod­su­nę­ła im wska­zów­ki do roz­wią­za­nia pro­ble­mu. Nagle Fay przy­po­mniał sobie o nur­tu­ją­cej go spra­wie.

– Przy oka­zji, jeśli mogę spy­tać – za­czął ostroż­nie. – Co stało się z księ­ciem?

Po­zo­sta­li Łowcy wstrzy­ma­li od­dech, pod­czas gdy Nomia z nie­od­gad­nio­ną miną po­pra­wia­ła nie­sfor­ny ko­smyk ja­snych wło­sów.

– Nic szcze­gól­ne­go, choć z tego co mi wia­do­mo, on widzi to ina­czej – stwier­dzi­ła obo­jęt­nie. – Myślę, że ura­zi­łam jego męską dumę, czy co on tam ma. Przy­szedł mnie ra­to­wać aku­rat gdy roz­pra­wia­łam się z ostat­nią wróż­ką. Za­czął mnie gonić i krzy­czeć, żebym za niego wy­szła, że bez męż­czy­zny je­stem nikim oraz inne nie­do­rzecz­no­ści.

– Więc go uka­ra­łaś – szep­nął Gi­de­on z wy­pie­ka­mi na twa­rzy. – Co mu zro­bi­łaś?

– Ja? Nic. Ucie­ka­łam przed nim, aż po­tknął się i wpadł w cier­nie pod zam­kiem. Nic wiel­kie­go mu się nie stało, ale do­stał okrop­nej wy­syp­ki. Zjeź­dził kilka kró­lestw w po­szu­ki­wa­niu le­kar­stwa, aż w końcu przy­je­chał do mnie cały za­pła­ka­ny, mó­wiąc, że ma to wszyst­ko gdzieś i wraca do sie­bie. – Prze­wró­ci­ła ocza­mi. – Próż­ny bła­zen.

– Nie to, żebym mu współ­czuł, ale cie­szę się, że żyje. – Fay po­czuł, jak spada mu ka­mień z serca.

– Och, oby sie­dział jak naj­da­lej stąd.

– Też mu tego życzę.

– No do­brze. – Księż­nicz­ka za­czę­ła się nie­cier­pli­wić. – Więc jaki macie po­mysł? Co mo­że­my zro­bić?

– Każdy, kto za długo maj­stru­je w świe­cie, zo­sta­wia po sobie ślady – ode­zwał się Nick. – Może warto spró­bo­wać ich po­szu­kać.

– Kre­ator twier­dzi, że nikt z Biura wcze­śniej nie był w Em­me­rish, więc je­że­li All Ga­no­nim tu na­mie­szał, to mu­siał użyć sub­tel­niej­szych metod – po­wie­dział Fay. – Pew­nie nie po­ja­wił się tu oso­bi­ście, bo nie chciał zo­stać wy­kry­ty. Może przez cały czas po­słu­gi­wał się czymś w stylu tych li­stów i pisał je też do in­nych po­sta­ci? Jeśli tak, to one gdzieś tu są.

– Skoro tak, to może jed­nak trze­ba od­wie­dzić i księ­cia. W końcu to jeden z waż­niej­szych bo­ha­te­rów.

– Brzmi nie­źle – po­chwa­lił Gi­de­on, czu­jąc po­trze­bę udzie­le­nia war­to­ścio­we­go ko­men­ta­rza.

– Dobra. – Fay ner­wo­wo prze­cze­sał włosy, usi­łu­jąc się sku­pić. – Plan jest taki. Mu­si­my zro­bić listę waż­nych bo­ha­te­rów i z nimi po­roz­ma­wiać. To może być dłuż­sza wy­ciecz­ka.

– Zaraz, zaraz. – Nomia po­pa­trzy­ła na niego ostrze­gaw­czo. – Chce­cie latać sa­mo­pas po moim kró­le­stwie?

– Tak, a może i poza nim. Masz lep­szą pro­po­zy­cję? Poza tym wła­śnie mia­łem su­ge­ro­wać, że po­win­ni­śmy trzy­mać się wszy­scy razem, wli­cza­jąc w to cie­bie.

– Opu­ścić zamek… Mu­sia­ła­bym zo­sta­wić wszyst­ko w rę­kach ojca. – Za­wa­ha­ła się. – Cóż, może w końcu by doj­rzał. To nie taki zły po­mysł.

Za­sta­na­wia­ła się, ude­rza­jąc pal­ca­mi o obi­cie fo­te­la. W końcu znów prze­mó­wi­ła.

 – Mam jeden wa­ru­nek.

– Jaki?

– Ty. – Wy­ce­lo­wa­ła palec w Faya. – Prze­nik­niesz do sze­re­gów tu­tej­szych fa­erie. Bę­dziesz moim szpie­giem i do­wiesz się, co pla­nu­ją.

Wład­czy wyraz twa­rzy su­ge­ro­wał, że dziew­czy­na nie za­ak­cep­tu­je ani słowa sprze­ci­wu. Zdu­mie­ni Łowcy w mil­cze­niu cze­ka­li na roz­wój sy­tu­acji.

Pa­trząc Nomii pro­sto w oczy, Fay po­wo­li wy­cią­gnął do niej rękę. Nie miał za­mia­ru prze­grać walki na spoj­rze­nia. Praw­dę mó­wiąc, pod­jął de­cy­zję, że od teraz nie prze­gra już żad­nej walki, jak trud­na mia­ła­by nie być.

–  Umowa stoi – po­wie­dział, gdy uści­snę­ła jego dłoń.

Koniec

Komentarze

Ra­ixly, nie mogę się upo­rać z opo­wia­da­nia­mi z dy­żu­rów, ale chcę żebyś wie­dzia­ła, że prze­czy­tam tę część w pierw­szej wol­nej chwi­li. ;)

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Ależ nie ma spra­wy! Będę cze­kać. :)

Ja prze­czy­ta­łam (bo nie mam dy­żu­rów).

Po­do­ba­ło mi się.

I znowu je­stem cie­ka­wa dal­sze­go ciągu ;)

Myślę, że by­ło­by faj­nie, gdy­byś po­da­wa­ła na górze linki do po­przed­nich czę­ści, szyb­ciej i ła­twiej bę­dzie je zna­leźć.

Przy­no­szę ra­dość :)

To bar­dzo się cie­szę i dzię­ku­ję.

Dobra su­ge­stia! :) Zaraz się tym zajmę!

Jak­kol­wiek dzia­ło się nie­wie­le, to sporo wy­nik­nę­ło z roz­mów bo­ha­te­rów. To i owo się wy­ja­śni­ło, ale też po­ja­wi­ły się nowe znaki za­py­ta­nia. Sy­tu­acja stała się w miarę kla­row­na, każdy wie, co ma robić, ale co z tego wy­nik­nie? Ano, zo­ba­czy­my. ;)

 

– Fay – przed­sta­wił się, usi­łu­jąc się uspo­ko­ić. – Może: – Fay – przed­sta­wił się, usi­łu­jąc od­zy­skać spo­kój/ ochło­nąć.

 

Nomia po­wo­li okrą­ży­ła go, nie spusz­cza­jąc z niego czuj­ne­go spoj­rze­nia. – Czy oba za­im­ki są ko­niecz­ne?

 

wy­pro­wa­dzi­li z kom­na­ty, pod­czas gdy od­pro­wa­dza­ła ich wzro­kiem. – Nie brzmi to naj­le­piej.

 

do­strzegł dwie wpa­trzo­ne w niego twa­rze, obie blade i zmi­zer­nia­łe. Na­le­ża­ły do dwóch mło­dych męż­czyzn, na oko mniej wię­cej w jego wieku. Dwie błysz­czą­ce w ciem­no­ści pary oczu przy­glą­da­ły mu się – jedna z ra­do­ścią, a druga jakby z ła­god­ną re­zy­gna­cją. – Po­wtó­rze­nia.

Czy można wpa­try­wać się w coś twa­rzą? Szcze­gól­nie że zaraz pi­szesz, iż w Faya wpa­try­wa­ły się dwie pary oczu. Czy oczy mogły błysz­czeć w ciem­no­ści?

Pro­po­nu­ję: …do­strzegł dwie twa­rze, blade i zmi­zer­nia­łe. Na­le­ża­ły do mło­dych męż­czyzn, na oko mniej wię­cej w jego wieku. Przy­glą­da­li mu się – jeden z ra­do­ścią, a drugi jakby z ła­god­ną re­zy­gna­cją.

 

Mimo wy­raź­nych oznak zmę­cze­nia, dało się za­uwa­żyć, że mło­dzie­niec był nie­zwy­kle przy­stoj­ny. Jego twarz oka­la­ła burza loków o bar­wie cze­ko­la­dy, gó­ru­ją­ca nad ocza­mi tego sa­me­go ko­lo­ru. Miał wy­raź­nie za­ry­so­wa­ną szczę­kę, sze­ro­kie ra­mio­na i dobrą bu­do­wę ciała. […] Nick był bar­dzo wy­so­ki, ale i chudy Wy­da­wa­ł się, że sil­niej­szy wiew wia­tr mógł­by zdmuch­nąć go z po­wierzch­ni ziemi. Miał wy­raź­nie wi­docz­ne kości po­licz­ko­we, oczy barwy nieba pod­czas sztor­mu oraz usta wy­gię­te w smut­ną pod­ków­kę. Czar­ne, nieco przy­dłu­gie włosy opa­da­ły mu na twarz, skry­wa­jąc ją w cie­niu. – Wcze­śniej na­pi­sa­łaś, że w celi jest ciem­no. Jak więc dało się za­uwa­żyć szcze­gó­ły urody mło­dzień­ców?

W jaki spo­sób loki oka­la­ją­ce twarz, mogły gó­ro­wać nad ocza­mi?

 

I po­wiedz, Fay, jak żyć w tym pa­do­le łez?I po­wiedz, Fay, jak żyć na tym pa­do­le łez?

 

uśmiech na jego ustach jakby za­stygł, pod­czas gdy bard kil­ka­krot­nie mru­gnął, jakby cze­kał… – Po­wtó­rze­nie.

 

Pło­mień dzier­żo­nej przez nią po­chod­ni oświe­tlał twarz, rzu­ca­jąc na nią upior­ny cień. – Czy po­chod­nia może oświe­tlać coś i jed­no­cze­śni rzu­cać na to cień?

 

Nie mając wy­bo­ru, szedł przed sie­bie, mając przed ocza­mi… – Po­wtó­rze­nie.

 

nie mam żad­nej broni i ani miej­sca, do któ­re­go mógł­bym uciec. – Dwa grzyb­ki w barsz­czy­ku.

Wy­star­czy: …nie mam żad­nej broni, ani miej­sca, do któ­re­go mógł­bym uciec.

 

A to coś na mnie spa­dło, a to o mały włos nie wpa­dłem w prze­paść. Różne wy­pad­ki, ale zde­cy­do­wa­nie nie­przy­pad­ko­we. – Czy to ce­lo­we po­wtó­rze­nia?

 

Nomia przy­gry­zła wargę, krzy­żu­jąc ra­mio­na. – Jak można krzy­żo­wać ra­mio­na?

 

Skrzy­wi­ła się, jakby przed chwi­lą w ca­ło­ści prze­łknę­ła cy­try­nę, ale kiw­nę­ła głową. – Czym jest ca­łość, w któ­rej prze­ły­ka się cy­try­nę?

 

Nic więk­sze­go mu się nie stało, ale do­stał okrop­nej wy­syp­ki.Nic wiel­kie­go/ spe­cjal­ne­go mu się nie stało, ale do­stał okrop­nej wy­syp­ki.

 

Po­pa­dła w za­sta­no­wie­nie, ude­rza­jąc pal­ca­mi o obi­cie fo­te­la. –Można się za­sta­na­wiać, ale czy można po­paść w za­sta­no­wie­nie?

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Ło­bo­rze zie­lo­ny, cza­sa­mi się za­sta­na­wiam, czy ja jesz­cze umiem pisać po pol­sku, jak zo­ba­czę takie kwiat­ki. Rany, taki wstyd, że aż mi głu­pio pa­trzeć na ten ko­men­tarz. Ale ser­decz­nie dzię­ku­ję za po­świę­co­ny czas i obie­cu­ję po­pra­wę. :)

Dal­szy ciąg wsta­wię za­pew­ne na po­cząt­ku czerw­ca.

Ra­ixly, chyba się nie mylę, że na co dzień nie po­słu­gu­jesz się ję­zy­kiem pol­skim, a w takim razie o wiele ła­twiej o po­peł­nie­nie róż­nych gaf i sa­dze­nie kfiat­ków. Mogę tylko za­su­ge­ro­wać, abyś, pi­sząc po pol­sku sta­ra­ła się o tym pa­mię­tać, abyś z więk­szą uwagą trak­to­wa­ła na­pi­sa­ne zda­nia.

Bę­dzie do­brze, zo­ba­czysz. ;D

Gdyby ci, któ­rzy źle o mnie myślą, wie­dzie­li co ja o nich myślę, my­śle­li­by o mnie jesz­cze go­rzej.

Prze­pra­szam, że po­pra­wi­łam z takim opóź­nie­niem, ale byłam na wy­jeź­dzie i nie mia­łam do­stę­pu do kom­pu­te­ra. :( “I ani” to li­te­rów­ka, ale od­nio­sła­bym się tylko do “krzy­żo­wa­nia ra­mion”, bo na­praw­dę wy­da­je mi się, że to sfor­mu­ło­wa­nie jed­nak ist­nie­je i in­ter­ne­ty zdają się to po­twier­dzać.

Z tym pol­skim niby tro­chę praw­da, ale w sumie nie do końca, bo i tak mam tu zna­jo­mych z Pol­ski, z któ­ry­mi czę­sto roz­ma­wiam – mea culpa i tyle :D No nic! Trze­ba się sta­rać.

Nowa Fantastyka