- Opowiadanie: alabamapl - Wojna

Wojna

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Wojna

Ciemne chmury chłoną każdy skrawek nieba. Szarość i brud otacza każdy skrawek ziemi. Kolory zostały wyprane z życia. Została tylko szarość i smutek, który króluje w sercu Michała. Jego mały świat, do którego wyłącznie ma dostęp, skrywa mroczne oblicze. Na co dzień nosi maskę, pod którą ukrywa strzępki siebie. Jego uczucia są głęboko ukryte. A klucz do serca ma tylko on. Mieszka sam, kawalerka jest jego jedynym królestwem, w którym może być sobą. Niczego nie musi ukrywać. Jesień otula go mocno, ściskając w swoich ramionach. Wraca do domu, smutek i złość ukrywa po kątach. Zaparza sobie ulubioną kawę. I pije chłonąc ciepło oraz energię. Powtarzająca się w gramofonie płyta nadaje rytm jego życiu. Staje się powiernikiem jego marzeń, której może opowiedzieć wszystko.

Za oknem trwa ciągła walka, wojna otacza jego miasto. Z którego nie chce zniknąć, pozostawiając po sobie zgliszcza i śmierć. Żyje jak inni, czekając na lepsze jutro. Każdy osobno, mający do dyspozycji jeden świat, zamknięty w czterech ścianach. Obok niego, mieszka młoda kobieta. Która mimo panującego chaosu próbuje żyć normalnie, a aura miłości otacza ją całą. Zaparza sobie kawę i wypija, a pył i resztki cennego płynu zostawia na dnie porcelanowego kubka, odstawia go na biurko. Z daleka słyszy powtarzające się stukanie do drzwi. Siedzi, wsłuchuje się w dobiegające odgłosy. A kiedy ma ich dość, zrywa się i drepcze do drzwi. Zły otwiera, zapraszając do siebie wiatr, hulający po korytarzu. Naprzeciwko niego stoi sąsiadka Marta, młoda dziewczyna która tak jak on, stali się niemymi świadkami nowej rzeczywistości. Która wchłonęła ich szczęście, miłość, oraz nadzieję na lepsze jutro. A teraz muszą pokornie żyć, udając namiastkę normalnej egzystencji. Zaprasza ją do środka. Nie chce już być sam, być świadkiem nagich ścian, które nie zaoferują mu nic poza ciszą. Samotnych krzeseł które codziennie są świadkiem jego wariactw. A skąpo odziana biblioteczka, staje się jego jedyną odskocznią od tego piekła. Z którego wydostał się potwór wojny, konsumujący budynek po budynku, nadgryzający kawałki mieszkań, w których chcą żyć ludzie. Nikt nie zna godziny jego nadejścia, czy to jest poranek, czy owdowiała noc. Przychodzi znienacka i zabiera życie ludzi, pozostawiając po sobie ślad. Tworząc zgliszcza i brud. Młody chłopak robi herbatę, chce się podzielić z innymi swoimi przeżyciami. Opowiada Marcie o swoim życiu, o ucieczce przed żołnierzami. O łapankach, z których się wydostał. Marta słucha nie odzywając się, chłonie każde wypowiedziane słowo. A kiedy ma już dość słuchania okrucieństw zmienia temat, i opowiada o tym jak naucza dzieci w szkole. O tym jak potajemnie przekazuje im wiedzę. Aby nie zapomnieli, czym jest literatura, i chce aby stała się ich drugim domem. A w chwili zwątpienia sięgali często w jej trzewia.

Historia jej życia jest niedługa, jest młodą dwudziestoparoletnią kobietą, której wojna odebrała rodziców. A ona próbuje poskładać swoje życie w całość. Ale czuje, że brakuje jej jednego elementu miłości. O którą chce walczyć, aby nadać sens swojemu życiu. Kiedy syreny odgrywają swoją kolejną pieśń szybko szukają bezpiecznego miejsca i skrywają się w kąt, jak najdalej od okien. W tle pieśni słychać świst spadających bomb, które przyszły po swoje ofiary. Dwie młode osoby, skulone i przestraszone, modlą się aby nie zostały zabrane. Chcą jeszcze żyć. Mieć nadzieję na koniec wojny. Mają marzenia, chcą ukończyć szkoły, studia. Ale los wyrywa ich kartki, i pisze nową historię. W końcu bombowce znikają zostawiając ich w spokoju.

– odleciały? – pyta drżącym głosem Marta

– tak – spogląda na czerwone z płaczu oczy kobiety, przysuwając się bliżej

– mam nadzieję ,że nie wrócą, mam już dość wojny – stwierdza, szukając słów pocieszania u Michała

Młodzi spoglądają na siebie, szukając pocieszenia. Ona odchodzi, nie zatrzymuje jej. Nie jest jeszcze gotowy. Na co?. Na miłość. Boi się ponownie zaryzykować.

Rok temu stracił żonę podczas łapanki. Powtarzał jej aby nie wychodziła z domu, mają przecież jeszcze zapasy żywności w lodówce. Ale ona nie chce tak żyć w zamknięciu. Chce spojrzeć choć przez chwilę na szare niebo. Porozmawiać z kimś, dowiedzieć się kto wygrywa wojnę. A kiedy odchodzi spogląda ostatni raz i mówi „Kocham Cię”, a potem znika wchłonięta przez wojnę. Próbował się dowiedzieć gdzie ją zabrali. Czy żyje. Czy może ją ponownie odzyskać. Jedyne co znalazł na ulicy to chustę, którą jej kupił. Chowa ją pod kurtkę, i ściska nie dając jej uciec. Zamyka się w domu na wiele dni, i staje się odludkiem, tak jak wiele osób po stracie bliskich osób. Jego głowa puchnie od myśli nad ukochaną. I tak mijają dni, tygodnie. Aż do dzisiaj kiedy otwiera drzwi Marcie, a potem chowają się przed nadciągającą śmiercią. Ponownie zostaje sam.  

Wstaje i kieruje się w stronę łóżka, które przyjmuje go z otwartymi rękami. Próbuje zasnąć, ale natłok myśli nie daje mu spokoju. Jego przeżycia tkwią w nim, i wyrywają jego wnętrzności. Czuje narastający ból, próbuje sobie jakoś z nim radzić. Zatruwa swoje złe myśli wódką, ale zawsze wracają, nawiedzając go przez dłuższy czas. A kiedy daje za wygraną, czas robi z nimi porządek i koi jego umysł. A teraz czuje pustkę, która staje się jego drugim domem, od której może uciec na sam koniec świata, tylko na chwilę.

I w końcu może wyjść na dwór. Spojrzeć na szare niebo. Porozmawiać z ludźmi, i stać się żywą osobą. Na razie bez uczuć, ale mimo tego może spróbować. Poranek wita go rozmowami, dobiegającymi z zewnątrz. Wstaje, nakłada znoszony szary płaszcz i ucieka od samotności. Na zewnątrz czuje wiatr który bawi się jego włosami. Słońce dalej chowa się za chmurami, nie dając ciepła. Los kieruje go do centrum miasta. Po drodze mija grupę ludzi, która kłoci się o jedzenie. Ktoś komuś wygraża, kobiety krzyczą na siebie. A ścieżka wydeptana przez los, wskazuje mu kierunek w którym podąża.  

Spogląda na resztki swojego miasta, z którego zostały tylko ruiny oraz pył, który przylepia się do niego. Przechodzi obok budynku który dźwiga na sobie gruz. Kiedyś było to piękne miasto, w którym kwitło życie. Dzieciaki biegały chowając się za budynki. Młode pary spacerowały środkiem placu pchając kolorowe wózki, a w tle słychać było płacz dziecka. Kiedy padał deszcz wszyscy na rozkaz chowali się szukając schronienia. A teraz muzyka spadających bomb nadaje rytm miastu, niszcząc go, próbując przebić się zębami w jego głąb. Ale miasto nie daje za wygraną, i próbuje walczyć odpierając ataki. Po co tutaj przyszedł?, odwiedzić grób swojego miasta?. A może chce zobaczyć go po raz ostatni, i zapisać to co zobaczył na kartkach papieru. Aby ludzie którzy dzielnie umierali za wolność, nie zostali zapomniani. Aby skrawki historii nie zapomniały o ich poświęceniu.

Wśród gruzu i pyłu Michał widzi ludzi krzątających się, to szabrownicy którzy szukają czegoś wartościowego. W oddali słychać zbliżające się strzały to żołnierze, odstraszający szabrowników. Kiedy robi się niebezpiecznie Michał wraca do swojej jaskini. Gdzie zapisuje skrawki tego co widział. Aby przyszłe pokolenia wyciągnęły wnioski, i nie popełniły błędu tak jak jego pokolenie, i zaprzestały wojen.  

Koniec

Komentarze

Czołem,

Wkradły się niepotrzebne entery w środku zdańSą też inne błędy… np to zdanie:

“Naprzeciwko niego stoi sąsiadka Marta, młoda dziewczyna która tak jak on, stali się niemymi świadkami nowej rzeczywistości. Która wchłonęła ich szczęście, miłość, oraz nadzieję.”

Może lepiej byłoby np tak:

… która tak jak on, stała się niemym świadkiem nowej rzeczywistości, pochłaniającej szczęście, miłość, oraz nadzieję.

Generalnie tekst bardzo ciężko się czyta, zwłaszcza przez te entery.

Edit.

Mam takie wrażenie alabamapl, że tekst umieściłeś “na żywca”, zaraz po napisaniu. Może nawet bez jego przeczytania? Dobrze jest, jak opowiadanie chwilę poleży. Wtedy można na nie spojrzeć trzeźwym okiem, gdy emocje pisarskie już opadną. Łatwiej jest taki “przeczekany” tekst dopieścić – wykryć błędy, poprawić szyk zdań itp.

No dobra, a gdzie tu fantastyka?

Z wykonaniem nie jest dobrze. Przede wszystkim – szaleją podmioty domyślne. Uparcie nie nazywasz swojego bohatera. W porządku, ale trzeba przy tym uważać. Bo jeśli napiszesz, że jesień coś tam robi, a w następnym zdaniu “idzie do kuchni”, to wszystko będzie sugerować, że to jesień poszła do kuchni. Interpunkcja też robi, co chce. Na przykład po kiego grzyba Ci pytajnik i kropka obok siebie? To wszystko utrudnia zrozumienie tekstu, przeszkadza w czytaniu.

Zdania w wypowiedziach, jak wszystkie inne, powinny zaczynać się dużą literą.

Jego mały świat, do którego wyłącznie ma dostęp, skrywa mroczne oblicze.

Przykład zdania ze zwichrowaną konstrukcją. Kto ma dostęp? Kto skrywa oblicze? Co znaczy “wyłącznie ma dostęp”? Tylko on jeden ma dostęp czy tylko do tego świata ma dostęp?

Babska logika rządzi!

Zgadzam się z powyższymi uwagami. Dorzucę jeszcze sporo powtórzeń i problem z zapisem dialogów (tutaj mamy do czynienia z wyjątkowo oszczędną interpunkcją).

Wszystko to sprawia, że czyta się niezbyt łatwo. Ale – żeby nie było – tragedii nie ma.

Może rzeczywiście zabrakło czasu na “odleżenie” tekstu.

 

Odniosłam wrażenie, że Autor apeluje o pokój, o zaprzestanie wojen, usiłując jednocześnie opisać życie dwojga mieszkańców zrujnowanego miasta.  

Opowiadanie czyta się bardzo źle, albowiem jest fatalnie napisane. Składa się z przedziwnie złożonych i nierzadko pozbawionych sensu zdań, które nie są w stanie jasno przekazać tego, co Autor zamierzał powiedzieć.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest bardzo chaotycznie. Dziwna interpunkcja, natłok krótkich zdań, wreszcie bloki tekstu – wszystko to bardzo utrudnia lekturę. Również odniosłem wrażenie, że tekst został wrzucony tuż po napisaniu. Tymczasem leżakowanie zawsze dobrze robi; pozwala spojrzeć na chłodno na to, co się spłodziło w twórczym szale. ;)

Chaos, chaos na ulicach! I nie, nie mam na myśli wojny.

Inni wypomnieli już fatalne wykonanie. Ja dorzucę jedną uwagę – otóż na dzień dobry serwujesz mi, jako czytelnikowi dwa wielkie bloki tekstu, których opisy często się powtarzają (w pierwszych kilku zdaniach ciągle podkreślasz tę szarość, aż staje się to nudne). Najlepiej nie rozwodzić się za długo nad jednym aspektem, chyba że to celowe – ale wtedy ubogać słownictwo, by dodać więcej kolorytu.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka